- Opowiadanie: mr.maras - Husarz Śmierci

Husarz Śmierci

Za inspiracje posłużył mi obraz Jakuba Różalskiego pt. “Hussar”.


https://www.artstation.com/artwork/DvP29

 

Ps. Huzarzy Śmierci istnieli naprawdę, w tekście pada nazwisko prawdziwego dowódcy dywizjonu. Zrobiłem z nich ostatecznie Husarzy Śmierci.

Ps. 2. Pod “naciskami” i wobec podważania mojej polskości ;) zmieniam tytułowego Huzara na Husarza. Moje koncepcja budziła niepotrzebne niejasności.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Husarz Śmierci

 

– A ta gdzie polazła? – Janina Sumińska wyjrzała przez uchylone drzwi na podwórze. Słońce już zachodziło. Gdzieś na północy rozległy się stłumione grzmoty. Szła na nich burza. Albo front. Na mszy gadali, że Rydz-Śmigły wycofuje się i Ruskie idą. Czy Warszawa zostawi ich na pastwę Czerwonych? Gdyby tylko był z nimi Franciszek. Jak ma to wszystko ogarnąć: gospodarstwo i trójkę dzieci, gdy mąż przepadł, a za płotem toczy się kolejna wojna? Przecież ledwo co odetchnęli po ostatniej.

Siedzący przy stole Bronek wzdrygnął się, gdy wieczorny podmuch wtargnął do izby. Powietrze pachniało jak po burzy. I trochę spalenizną.

– Zamknij, mamo, ziąb idzie.

Zignorowała starszego syna i otworzyła drzwi jeszcze szerzej. Z niepokojem wpatrywała się w cienie zalegające na skraju lasu. Nagle wyprostowała plecy.

– Boże, zmiłuj się. Patrz, kogo sprowadziła na naszą zgubę!

Bronek zerwał się z ławy i stanął przy matce. Mały Jaś wyciągnął szyję, wyglądając przez okno.

Od linii drzew oderwały się trzy sylwetki. Pierwsza szła Basia, w białej koszuli i z jasnymi warkoczami. Tuż za nią kroczył umundurowany mężczyzna z długą lancą w dłoni. Jego plecy zdobiły husarskie skrzydła, a za plecami człapał wierzchowiec.

Gdy doszli do obejścia, obcy przystanął przy płocie, a dziewczyna pobiegła na ganek.

– Do szczętu zgłupiałaś?! Ruskie idą! Jak tędy przejdą i go zobaczą, chatę puszczą z dymem, a nas w pień wyrżną! – Szept matki tylko udawał szept. Przybysz słyszał ją wyraźnie. Spuścił głowę i wyczekiwał.

– Ale mamo, to nasz przecież. Bronić nas będzie. Ponoć Czerwoni grasują po tej stronie rzeki, na gospodarstwa napadają, gwałcą, mordują.

Janina przyjrzała się obcemu i pokręciła głową.

– Bronić? Sam pewnie dziewki bałamuci na te skrzydła. Wojacy to wszystek jedna zaraza.

Córka popatrzyła z wyrzutem.

– Mówi, że było ich więcej, ale napotkali ruski tabor mechanizowany i poszli w rozsypkę. Niech się chociaż osuszy. Przez bagna się przedarł, przemókł doszczętnie.

Matka nie słuchała. Omiotła niespokojnym wzrokiem las i pole, potem spojrzała na północ. Łunę na horyzoncie raz po raz rozświetlały złowrogie błyski, którym towarzyszyły groźne pomruki. To na pewno nie była letnia burza.

Podjęła decyzję. Przecież jak wróg przyjdzie i tak trzeba będzie uciekać.

– Dobrze. Wołaj do środka. Jeszcze go ktoś zobaczy. A ty, Bronek, przestań się gapić. Koniem się zajmij.

 

Gdy nieproszony gość usiadł przy piecu w ubraniach Franciszka, rozwiesiła przemoczony mundur w szopie, ukryty przed ciekawskimi oczami. Potem zasiedli do stołu. Także Bronek, który oporządził wierzchowca i wrócił na kolację.

Obserwowała przez chwilę, jak wojak pochłania kaszę, a potem zadała nurtujące ją pytanie.

– To co z was za wojsko? Obejrzałam rynsztunek, widziałam nasze symbole, a obok trupie czaszki na czarnych krzyżach. To aby na pewno polskie odznaki?

Mężczyzna uśmiechnął się znad miski.

– Jak najbardziej, dobra kobieto. Polskie i litewskie właściwie. W Dywizjonie Jazdy Ochotniczej służę. Dowodzi nami porucznik Siła-Nowicki. Nie słyszałaś? Husarzami Śmierci nas nazywają.

Janina zaprzeczyła. Husaria Śmierci? Przecież i tak, jak oni wszyscy, na pewną śmierć idą.

– A ciebie jak zwą?

– Cham ze mnie, za przeproszeniem. – Wojak uniósł się niezdarnie z ławy. – Podchorąży Adam Goszcz. Z Poznania.

 

– Mocy mi trzeba – zagadał, gdy kończyli posiłek.

– Rosołu mogę ugotować.

Zaśmiał się w głos.

– Rosół pewnie i pożywny, ale nie takiej mocy mi trzeba. Elektryfikacja jest tutaj jakaś? Elektrolanca wyładowana. Prądu trzeba. Wiecie, tego, co w drutach płynie.

– Wiem co to prąd, sroce spod ogona nie wypadłam.

– Tato u inżyniera w miasteczku pomagał, znał się na maszynach.

Basia zamilkła pod spojrzeniem matki. Ale gość skupił już całą uwagę na starszej kobiecie. Ta westchnęła ciężko.

– Na swoje nieszczęście znał się na tych diabelskich maszynach. Gdy w czas Wielkiej Wojny Szwaby szły opodal, jedna z tych kroczących bestii nawaliła. I przeklęty Gunter przysłał ich tutaj. – Głos kobiety drżał. – A Franek pomocy odmówił. Więc zabrali go i pewnie ubili pod lasem. Nawet nie mogłam męża pochować.

– Znaczy się bohater, jak Niemcowi odmówił. Patriota.

– Idiota nie patriota! Trójkę dzieci osierocił! – Janina wstała i gwałtownym ruchem zgarnęła pod stół okruchy chleba.

Przez większość wieczoru tylko przysłuchiwała się rozmowie.

 

– Powiedzcie, panie oficerze, to prawda, co ludziska gadają? Że tylko cud może nas uratować przed Czerwonymi? – Bronek aż kipiał z podniecenia.

– Głupstwa gadają. Defetyzm sieją. Nie żaden cud, ale brytyjskie mechy, które statkami przypłyną do Gdańska. I te z Francji, generała Hallera. I jeszcze pomoc od bratanków Węgrów. A w tajemnicy powiem wam, że w zakładach Cegielskiego też nie próżnują. Inżynierowie tworzą nasze własne mechy. Waligóra i Wyrwidąb się zwą. Gdy tylko produkcja ruszy pełną parą, na ich widok nawet Światogory zwieją.

– Światogory? – Jasiek i Basia nadstawili ucha. Tylko Bronek się nachmurzył.

– Bzdura, Światogory nie istnieją – stwierdził.

Goszcz milczał chwilę. Wreszcie odezwał się przygaszonym głosem.

– Na nasze nieszczęście istnieją. To największe mechy, jakie widziała Europa. Podobno w Ameryce mają machiny podobnych rozmiarów, ale u nas nie ma potężniejszych. Powstały pod koniec Wielkiej Wojny i miały być tajną bronią cara. A teraz wpadły w ręce bolszewików.

– A dlaczego nazywają się Światogory? – zapytała nieśmiało Basia. Wojak tylko wzruszył ramionami.

– To ze starej ruskiej byliny – odezwała się milcząca dotąd matka. – Światogor to tytan o ogromnej mocy i dumie. Pan Bóg ukarał go za pychę i podsunął mu sakwę z ciężarem całego świata. Olbrzym próbował ją podnieść i skonał.

Goszcz przytaknął ze smutkiem.

– Myślę, że cała Rosja jest jak ten Światogor. Wielka, przepełniona pychą i wydaje się jej, że wszystko może.

Przy stole zapadła cisza, którą przerwał Jaś.

– A Solak, mamo? Widziałem u niego aparat do prądu. Demony go nazywali, czy jakoś tak.

– Czekaj mały, może dynamo? – Oczy Adama zabłysły. – Dynamo będzie jak znalazł. Mów mi zaraz, kim jest ten Solak.

– To kowal. – Janina posłała synkowi chmurne spojrzenie. Ten wojak i na dobrych sąsiadów sprowadzi nieszczęście.

– Pokażę! To niedaleko. – Wyrwał się Bronek.

 

Zanim młodzieńcy wyruszyli w drogę, kobieta odciągnęła gościa na bok.

– Cztery lata już, jak Franciszka nie ma. Szwagry pomagają w gospodarstwie ile mogą. A mogą niewiele, więc wszystko na mojej głowie, bo Bronka tylko głupie myśli się trzymają. Jak był młodszy to chciał z carskimi i cesarskimi walczyć. Teraz na bolszewików chce iść. Więc nie odgrywaj mi tu zucha, nie bałamuć syna mundurem. Potrzebuję go w obejściu, nie pod krzyżem.

Adam przytaknął z powagą.

Popatrzyła na niego i odezwała się cieplejszym głosem.

– Nie daj się zabić na tej wojnie. Masz do kogo wracać w tym Poznaniu?

– Do nauki wrócę. Mamy tam teraz Uniwersytet.

Uśmiechnęła się. Przypominał jej trochę Franka.

– Miastowy to i oczytany zapewne?

– Można tak powiedzieć.

– A co czytają Husarzy Śmierci?

Parsknął śmiechem.

– Ostatnio? „Don Kichota”. Opowieść o błędnym rycerzu, który walczył z wiatrakami, biorąc je za olbrzymy.

Też się zaśmiała.

– Spakowałam ci chleb i pęto kiełbasy na drogę. Wyruszasz skoro świt, prawda? – Spojrzała mu prosto w oczy. Przytaknął.

– Mam suchary.

– Jeśli samymi sucharami będziesz żył, to Czerwoni już tę wojnę wygrali.

Zanim zniknęli wśród drzew, obejrzał się i pomachał dłonią.

 

– Wskakuj pod pierzynę. Śpisz przy ścianie! – Dobrze widziała, jak córka wodzi wzrokiem za Adamem. Na słowa matki dziewczyna spiekła raka, ale nic nie odrzekła.

Janina nie mogła spać. Najpierw wyczekiwała syna. Ale gdy wszedł po cichu do izby i położył się na pryczy, dalej nie mogła zasnąć, co rusz budzona dziwnymi hałasami za oknem. Wojna podchodziła pod ich obejście i nie kryła się z tym, nie skradała na palcach.

Gdy rano zjawił się Solak, od dawna była na nogach. 

– Lancę przyniosłem. Ma moc! Moje chłopaki całą noc pedałowali.

– Trzymaj to diabelstwo z dala od chałupy.

– Bez obaw, dałem Bronkowi. Powiedział, że odniesie do szopy. Wojak już wstał? Bo jak wyszedł od nas to ledwo chodził. – Mężczyzna zmarszczył czoło.

– To znaczy dzieciaki tak mówiły, bo ja sam zaniemogłem i niewiele pamiętam. Ten samogon od młynarza to dopiero ma moc. To jak, wstał już? – dopytywał, rozglądając się po izbie.

Sumińska wzruszyła ramionami.

– Pojęcia nie mam, nie widziałam go od wczoraj. Pewnie zaległ w rowie. Też mi Husarz Śmierci. – Prychnęła z udawaną pogardą. Czuła niepokój, strach jakiś w gardle. Czemu tak się przejmowała tym wojakiem?

Solak tylko skinął.

– Będę wracał, to poszukam po krzakach. – Minę miał skruszoną. Dobry gospodarz powinien odprowadzić żołnierza do wdowy.

– Szczęść Boże – wydukał niepewnie na odchodnym. Nie odpowiedziała, zamyślona i zajęta łuskaniem grochu.

 

Wiatr przegnał poranną mgłę. Nad polem rozległ się zgrzyt, a chłodne powietrze poniosło dźwięk między brzozy, podrywając wrony. Spod drzew wystrzeliło stadko saren, gdy nad zagon wzniosła się stalowa góra. Jej cień zakrył nawet chatę Sumińskich przycupniętą na skraju pola.

– Jezu Chryste! – Wyjrzała przez okno i upuściła misę zielonych ziaren. Jaś spojrzał na nią zdziwiony i wybiegł na dwór. Siostra już tam stała, zadzierając głowę.

– Czy to Światogor? – Chłopiec aż wybałuszył oczy.

– Do lasu! Dzieci! Biegiem! Gdzie jest Bronek? – Janina chwyciła koszyk i zgarnęła do niego wszystko, co wpadło w ręce. Wiedziała co robić. „Do lasu!” – krzyczały jej babka i matka. I mała Janka biegła między drzewa za każdym razem, gdy mężczyźni uzbrojeni w szable, karabiny lub mechy potykali się śmiertelnie za ich progiem.

Teraz stała jak wryta.

Daleko, na łąkach, dostrzegła samotną sylwetkę na koniu. Wierzchowiec stanął dęba, a jeździec wzniósł oręż iskrzący się białymi błyskawicami. Usłyszała donośny, młodzieńczy okrzyk.

Światogor odpowiedział przeraźliwym świstem. Zza jego pleców buchnęły dwa słupy czarnego dymu, które wyglądały jak postrzępione, diabelskie skrzydła. Na piersi metalowego kolosa zaświeciła namalowana niedbale czerwona gwiazda.

Jego przeciwnik jakby się zawahał. Koń zatańczył niespokojnie. Na tle machiny jeździec nie prezentował się jak dumny Husarz Śmierci, tylko jak mała ćma wabiona żarem wielkiego pieca.

Kobieta osunęła się na kolana. Dobrze znała tę sylwetkę i młody głos. Z jej piersi wydobył się głęboki szloch.

Tymczasem Światogor zazgrzytał gniewnie i ruszył przed siebie. Gdy postawił pierwszy krok, zadrżała ziemia. Jego długie ramiona przypominały skrzydła wiatraka.

Uskrzydlony rycerz spiął konia, opuścił lancę i ruszył do ataku.

Koniec

Komentarze

Marasie, czy tytuł opowiadania na pewno brzmi Huzar Śmierci? Bo na ilustracji widzę husarza…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, Reg. Zabawiłem się nazewnictwem. W czasie wojny polsko-bolszewickiej istniał dywizjon Huzarów (nie husarów) Śmierci.

 

Edit. W ramach wyjaśnienia dodam, że na ilustracji nie umieszczono ciężkozbrojnego, pancernego jeźdźca ale właśnie lekkiego kawalerzystę (huzara) tyle że ze skrzydłami.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czytało się bardzo dobrze, tylko trochę zazgrzytali mi mężczyźni: najpierw w składzie Adam, Basia, Jasiek i Bronek, potem w postaci Adama i Bronka. Ile Bronek ma lat? 15? 16?

 

I bardzo polsko-powstańcze.

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

W kilku miejscach zatrzymałam się przy przecinkach, na przykład tutaj: 

– Zamknij[+,] mamo, ziąb idzie.

Mów mi zaraz[+,] kim jest ten Solak.

Ogólnie czytało mi się nieźle :)

“Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry…” ;)

 

Cały czas zastanawiałam się, czy nie zabawniej byłoby, gdyby właśnie zamienić historycznych Huzarów Śmierci na Husarzy Śmierci? (ew. jednego husarza)

 

Ale ogólnie podobało się.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wybranietz. Dziękuję za wizytę i komentarz. Basia i Jasiu włączyli sie do “rozmowy mężczyzn” na sam koniec, po burzliwej (w domyśle) dyskusji na tematy polityczne ;). “Mężczyźni” jednak najlepiej oddają wiek Adama i Bronka. Myślałem nad młodzieńcami, ale Adam jest jednak ciut starszy. Bronka wyobrażałem sobie jako 17-19 latka. Jak wiadomo młodzież kiedyś dorastała szybciej ;). A facet po mutacji, który ma posturę mężczyzny odpowiednią do munduru, to przecież mężczyzna ;) Cieszę się, że czytało się bardzo dobrze.

Anet. Tobie także dziękuję. I też mnie raduje, że czytało się nieźle, bo ostatnio nie mam szczęścia do Twoich opinii. Za poprawki również dziękuję.

Drakaina. Też się zastanawiałem ;) Miło, że zajrzałaś i dobrze, że się spodobało. To był dylemat. Podobała mi się wizja połączenia w świecie alternatywnym Huzarów Śmierci z historią dopisaną do grafiki. Zresztą prawdziwi Huzarzy też nawiązywali jakoś do tradycji husarskich. Choćby przez podobne odznaki. Problemem było to, co bardziej zmyli czytelnika. Czy w ogóle skojarzyłby tych wymyślonych Husarzy Śmierci z Huzarami Śmierci? Na ilustracji jest kawalerzysta ze skrzydłami z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Nie słyszałem o takiej formacji. Założyłem, że artysta pofantazjował z symboliką. Pozwoliłem sobie na to samo. Wszak to świat alternatywny do naszego.

Edit. Chyba że sie mylę i więcej czytelników opowie się za drugą wersją. Wtedy trzeba będzie zmienić kilka liter w tekście.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr.maras – nie przejmuj się moimi opiniami, jestem bardzo niewdzięcznym czytelnikiem ;)

Panie Marasie, mutacja nie czyni chłopca mężczyzną, mundur też nie.

Tak samo jak leżenie w krzakach i piękne umieranie, przystoją raczej młodzieńcom, może nawet chłopcom, a nie mężczyznom.

 

Ale ja baba, mogę się nie znać na męskości ;)

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

No dobra. Dam się namówić na młodzieńców ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo dobry tekst, Klimatyczny, opowiada ciekawą historię, dopracowaną w szczegółach. Wszystko układa się w spójną i ciekawą całość, łącznie z ilustracją i tytułem. 

Jedna uwaga – wrzesień 1939 r. był wyjątkowo upalny… I druga – przydałyby się jednak drobne skróty, bo w dwóch miejscach tekst traci dynamikę. Ale, w sumie, najlepsze opowiadanie konkursowe, które czytałem,a tak w ogóle samodzielnie ciekawy i bardzo dobrze napisane opowiadanie.

Pozdrówka.

Ciekawe opowiadanie, przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Poza tym bardzo ładnie napisane, ładnie zgrywające się z wybranym obrazem. Podoba mi się z pewnością zasługuje na kliczek.

Powodzenia w konkursie.

 

RogerRedeye. Dziękuję serdecznie za niezwykle miłe słowa. Mam nadzieję, że opowiadanie sprawia wrażenie dopracowanego w szczegółach, bo troszkę ich w tekst wcisnąłem.

Jest tylko jedna kwestia, w której nie całkiem się zrozumieliśmy.

 

Jedna uwaga – wrzesień 1939 r. był wyjątkowo upalny…

Ja opisuję lato 1920 roku. Mniej więcej po majowym zajęciu Kijowa przez armię generała Rydza Śmigłego i tuż przed kontrofensywą Armii Czerwonej i Bitwą Warszawską. Do "Cudu nad Wisłą" nawiązuje pytanie Bronka. Trochę wskazówek zawiera w poznańskim pochodzeniu Goszcza. Wspomniany Uniwersytet Poznański został tak nazwany w kwietniu 1920 roku, wcześniej nosił nazwę Wszechnicy Piastowskiej. Wspomniane zakłady H. Cegielskiego w 1919 roku wykupiły fabrykę Moegelina, a także zakłady Paulusa i fabrykę „Thermoelektromotor", a rok później fabrykę Lesserów. Dlatego wydały mi się doskonałym centrum technologicznym zdolnym do budowy polskich mechów. Dywizjon Huzarów Śmierci sformowano w lipcu 1920 roku w Białymstoku. Wymieniony w tekście generał Haller wracał po pierwszej wojnie światowej (Wielkiej Wojnie) z "Błękitną Armią" uzbrojoną i sformowaną we Francji (m.in. w czołgi Renault, a umówmy się, że w tym świecie mechy w pewien sposób zastępują czołgi). Moje brytyjskie mechy w Gdańsku zastąpiły rzeczywiste wsparcie brytyjskie dla państwa jeszcze sprzed wybuchu wojny polsko-bolszewickiej. Wspomniani bratankowie Węgrzy wysłali nam wsparcie w walce z komunistami w postaci 30 tys. kawalerzystów, ale siły te nie zostały przepuszczone na teren Polski przez Czechosłowację i Rumunię (tego Goszcz nie musiał wiedzieć). Dotarła za to broń i amunicja.

Wskazówką do określenia czasu akcji jest także wzmianka o tym, że Niemcy zabrali Franciszka podczas Wielkiej Wojny cztery lata wcześniej. A także o tym, że Bronek chciał walczyć wcześniej z cesarskimi i carskimi wrogami Polski, a teraz chce walczyć z bolszewikami.

Pozdrawiam i dziękuję za klika.

Katia72. Dziękuję za lekturę i komentarz. Bardzo mi miło, że tekst się spodobał i wzbudził zainteresowanie. Dzięki wielkie za kliczka.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście, nie wiem czemu, ale od razu miałem poczucie, że idzie o wojnę w 1939 r. Cofam uwagę.

Może czas akcji trzeba byłoby jednym zdaniem nieco wyraźniej podkreślić? Ale i tak jest bardzo dobrze.

Pozdrówka.

Choć opisałeś tylko krótkie zdarzenie, zaczynające się wieczorem, a kończące rankiem, zawarłeś w nim sporo informacji i stworzyłeś dobry klimat – wsi niespokojnej, zagrożonej wojną.

Bardzo porządne wykonanie sprawiło, że Huzara Śmierci przeczytałam z ogromną przyjemnością.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Mocy mi trzeba – zagadał, gdy kończyli posiłek.

– Rosołu mogę ugotować.

:)

 

Najbardziej urzekło mnie sięgnięcie do przeszłości Janiny, która pokazuje, że historia kołem się toczy – to najtrafniej oddaje klimat opowiadania, tragizm prostych ludzi, którzy cierpią za zachłanność potężniejszych. Liczyłam na nieco więcej akcji i podniosłości (w końcu jest o skrzydlatym jeźdźcu, a kto jest bardziej majestatyczny niż skrzydlaty jeździec?), ale zadowolę się zręcznym porównaniem do Rycerza walczącego z wiatrakami. ;)

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki Tobie, Marasie, dowiedziałam się czym jest ruska bylina. Myślałam, że coś pokręciłeś, ale wolałam sprawdzić. :)

Jak zwykle u Ciebie bardzo dobrze napisane. Może akcji nie ma zbyt wiele, ot pogadali sobie, popili samogonu, ładując lancę, ale ostatnia scena wypada najlepiej i najbardziej mi się podobała. Udało ci się stworzyć fajny klimat niepokoju w sytuacji zagrożenia. A to zdanie:

Myślę, że cała Rosja jest jak ten Światogor. Wielka, przepełniona pychą i wydaje się jej, że wszystko może.

jest, było i chyba zawsze będzie aktualne. :)

Klikam.

 

Się podobało. Napisane nad wyraz sprawnie, a przy tym obrazowo, a w czytaniu wdzięczne jak kłus hus(z)arskiego wierzchowca.

Zgodziłbym się z Rogerem, że w niektórych miejscach można by delikatnie przyciąć, myślę, że te rozmowy są odrobinę przeciągnięte.

Lekki dyskomfort wzbudził też wątek samego “oryginalnego” huzara, który to nagle gdzieś przepadł. Jakoś to jego zniknięcie nie wiązało się z resztą fabuły i wyszło tak dziwnie. No, chyba że się wiązało, tylko ja nie wyłapałem.

Poza tym doczepić się właściwie nie ma czego. Żałuję tylko, że nie opisałeś wyniku finałowego starcia, ale to nie błąd, a tylko kwestia gustu. Domyślam się, że wielu osobom takie zakończenie odpowiada bardziej niż dookreślone.

EDIT: serio poczułem dreszcz, gdy jeździec ruszył na mecha. A ja jeszcze jestem fanem Don Kichota, więc już w ogóle mnie porwało.

Informuję, że tekst zostanie zgłoszony! Do Biblioteki.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ha, moja wdowa też ma na imię Janina :-) Mam nadzieję, że praw autorskich sobie nie rościsz! 

A na serio, to znakomicie napisany tekst. Niezwykle sprawnie i lekko, niemal żartobliwie, choć treść zabawna wcale nie jest. No i końcówka – wspaniały ciężar. 

A, postacie też niczego sobie. Nakreślone w zasadzie tylko dialogami, ale żywe i charakterystyczne.

Kawał dobrej roboty! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Pokonał go, czy nie? Się czytało, ale czekałem na potyczkę i się nie doczekałem. Atutem szorta jest wplecenie historycznych smaczków – czyli chyba spójnie z zamysłem Autora ilustracji. 

 

Żongler. Jeśli coś urzekło, to bardzo się cieszę. Może i zabrakło akcji, opowiadanie zasadza się na nocnych Polaków rozmowach, dialogach i opowieściach. Ale podniosłości nie chciałbym dorzucać więcej, już te bardzo polskie rzucanie się z szabelką na czołgi (mechy) wydało mi się ryzykowne :). Dziękuję za wizytę i dobre słowo.

 

Regulatorzy. Jeśli czytałaś z ogromną przyjemnością, to ja teraz mam ogromną przyjemność, czytając Twoje słowa. Podziękowania za klika.

 

AQQ. Są ruskie bliny i są byliny, a nawet byliny-rośliny. Dziękuję za bardzo miłe słowa. Masz rację, popili samogonu i co poniektórzy zalegli w krzakach nawet, przesypiając resztę opowieści. A zdanie, które wspominasz, może i nieodkrywcze, ale samo przyszło do głowy, gdy czytałem o Światogorze. Prawdziwe jest na pewno. Dzięki za klika :)

 

El Lobo Muymalo. Jak wspomniałem, opowiadanie płynie dialogami, nocnych Polaków rozmowami. A Twój dyskomfort chciałbym rozwiać. Dzielny podchorąży padł porażony mocą samogonu i ustąpił miejsca Bronkowi, który mógł się dzięki temu wpisać w symboliczną i tragiczną martyrologię naszego patriotyzmu. A koniec otwarty. Romantyk doczyta swoje, realista odczyta po swojemu. A za klika serdecznie dziękuję :)

 

Thargone. Janin ci u nas dostatek. Jestem po lekturze Twojego, z komentarzami wrócę do konkursowych tekstów jutro, i szczerze podziwiam język i poetycki błysk, jaki nadałeś swojej opowieści, która przecież w pewnych kwestiach podobna jest do mojej. I dzięki za docenienie "ciężaru" końcówki. Znaczy się udało :)

 

Blackburn. Potyczka nie zmieściła się w kadrze :). Może oni wciąż jeszcze tam walczą?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Naprawdę przystępna i klarowna proza. Podniosłość finałowej sceny zbudowana przez sytuację, zamiast broczących patosem opisów. Opowiadanie pieknie ilustruje, że z prostego języka można bardzo dużo wykrzesać, jeśli autor umiejętnie dobiera słowa. Jak do tej pory – jedna z najlepszych ilustracji techno-rustykalnych realiów z grafik pana Jakuba.

– Mocy mi trze­ba – za­ga­dał, gdy koń­czy­li po­si­łek.

– Ro­so­łu mogę ugo­to­wać.

Tu śmiesznie ;]

Wisielec. Niezmiernie mnie cieszy Twoja opinia, dziękuję. Rzeczywiście, język miał być prosty, narracja przejrzysta i skupiona bardziej na treści niż formie, tak właśnie staram sie pisać. Nie słowem ozdobnym ale opisaną sytuacją, starałem sie wzbudzić emocje u czytelnika. Czy mi się to udało? Chyba troszkę tak. A patosu unikałem jak ognia, chociaż przy takiej tematyce nie dało się go jednak uniknąć, zwłaszcza w końcówce.

W przytoczonym fragmencie miało być śmiesznie. I z demonem-dynamem i pedałowaniem przez całą noc również. Dla równowagi :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Coś mi się widzi, że znowu ciąłeś do limitu. ;-)

OK, czytało się przyjemnie, bo dobrze napisane.

Acz wojskowa tematyka raczej nie moja, ale to już nie Twoja wina.

No i fabuła nieco przewidywalna. Jak się matka martwiła o Bronka, a huzar gdzieś zniknął, to wiadomo było, co się musi wydarzyć…

Jeszcze jedno: czy nie powinieneś mieć linka do obrazu w przedmowie?

Babska logika rządzi!

Troszkę ciąłem ;). Inaczej się nie da, albo ja nie umiem. Jak dobrze napisane to się cieszę. Fabuła przewidywalna, bo to przecież nasza narodowa cecha, zrywy, powstania, walka z wiatrakami, z szabelką na czołgi, pójście na żywioł w romantycznym porywie, bo wolności nikt nam nie odbierze.

Ja się trochę martwiłem, że ktoś nie zauważy kim był huzar w ostatniej scenie, a Ty mi piszesz, że żadnego zaskoczenia nie było :)

Linka dorzucę. Ale nie we wszystkich tekstach się pojawił, jak widziałem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przeczytałem. Ponieważ też szykuję tekst na ten konkurs, to wyznam, z nutą zazdrości, że mi się podobało i złego słowa powiedzieć nie mogę (cholera, a chciałem ;) ) Ewentualnie wspomniałbym o tym, o czym Finkla kliknęła, że można się było spodziewać. Ale w żaden sposób nie zepsuło mi to odbioru tekstu.

Szacun!

 

Caern. Dziękuję za wizytę i bardzo miły komentarz :). Pisz swój tekst, znasz już konkurencję, to pewnie wszystkich nasz przebijesz swoim opowiadaniem. Czekam niecierpliwie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Zacne opowiadanie. Ładnie oddany klimat wojny i życia ludzi, którzy spotykali się z nią na codzień. Podoba mi się pomysł i wykonanie. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Brawo. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Najpierw “Szacun!” od Caerna, teraz “Brawo” od Ciebie, Morgiano89 ;)

Miło słyszeć takie wyrazy aprobaty ze strony publiczności ;). A określenie “zacne opowiadanie” doskonale wpisuje się w klimat tych wiejskich opowieści zmechaconych z lat dwudziestolecia międzywojennego ;). Dziekuję za wizytę i miłe słowo. Spotkamy się niedługo pod Twoim tekstem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ach,  te wdowy! Klimatem i bohaterką bardzo bliskie to opowiadanie dziełu Thargona. I również zrobiło na mnie spore wrażenie. Najbardziej chyba przez kontrast tej nadciagajacej zawieruchy z cichym, choć przepełniony niepokojem domem. Zwykłej codzienności z wielką wojną. Rycerza i giganta.

Ode mnie też brawa, Panie Marku :)

No i bardzo ładne. I klimatyczne. No i nie za bardzo ma się do czego przyczepić. 

Ale znalazłem – “Pojęcia nie mam, Nie widziałam” – wielka litera tu nie pasuje ;).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Opowiadanie się podobało, ale nazywanie husarza huzarem to potężny babol merytoryczny, nie do zaakceptowania historycznie!

Husaria była jazdą CIĘŻKĄ, pomysłem wyłącznie polskim, takim łabędzim śpiewem ciężkozbrojnego rycerstwa, przełamującego kopiami opór przeciwnika, niemal WYŁĄCZNIE w ataku frontalnym. Od XVI do XVII wieku mniej więcej. To były takie dawne czołgi, patrząc na ich rolę na polu bitwy.

Huzaria i huzarzy byli jazdą LEKKĄ, operującą głównie szablą, niemal WYŁĄCZNIE podczas walki manewrowej i podjazdowej. W Europie przyjęła się w wieku XVII dopiero, jej rozkwit to wiek XVIII, praktyczny koniec – początek wieku XIX. Większość naszej jazdy u Napoleona to byli właśnie, w praktyce, huzarzy.

Nazywając ewidentnego husarza huzarem nie tylko poddajesz w wątpliwość swój polski fundament kulturowy (A co, A jak! ;D) , ale dodatkowo obrażasz całą polską tradycję! I nie ma pokrętnych tłumaczeń post factum , ani to tamto!:). “Uskrzydlony rycerz” to husarz i basta!

Zmień zatem , proszę, tytuł na “Husarz …” i nie postponuj husarza huzarem;) . Czyli elity elit – pospolitakami jazdy.

pozdr.

Zapytam tak, Rybaku. A czy artysta na załączonym obrazku namalował ciężkozbrojnego jeźdźca na opancerzonym koniu? Czy zwykłego kawalerzystę ze skrzydłami?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Namalował ciężkozbrojnego jeżdźca, HUSARZA. Jego KOPIA i USKRZYDLENIE, mówią sama za siebie. Uzbrojeniem lekkich huzarów były bowiem: szable, karabinki i pistolety. Huzarzy najpierw zajeżdżali wroga, oddawali do niego strzał z karabinka, potem zasuwali nań z szablami, a na koniec, w boju, posiłkowali się (pomagając głównie innym huzarom, np. atakowanym od tyłu czy z boku) – pistoletami. I dalej rąbali szablą.

Nie brnij, przyjacielu, w ogromny (naprawdę rudymentarny wręcz) błąd merytoryczny, jeno zmień tytuł, bo boli mnie ta brutalna z mej strony rozmowa i nie chcę zadawać ci dalej niepotrzebnego bólu ;D

Licentia poetica, Rybaku.

Poza tym też mi się wydaje, że na ilustracji jest lekkozbrojny jeździec (nosi mundur, a nie zbroję), któremu Autor domalował husarskie skrzydła i kopię, co, tak mi się wydaje, samo w sobie miało być symboliczne.

Naprawdę jest sens – nomen omen – kruszyć kopie o takie coś? To krótkie opowiadanie fantastyczne, nie powieść historyczna.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

O Tempora! O Mores! Koń jaki jest, każdy widzi! Polak jazdy NIE MYLI!Pora umierać? ;)

Ani mr. Maras, ani ja, jazdy nie mylimy. A Mr. Maras wyraźnie dał do zrozumienia, że różnicę między husarzem i huzarem widzi i rozumie, a tylko na potrzeby opowiadania postanowił ją nieco rozmyć (nie wiem czy “rozmyć” to najlepsze określenie, ale chyba wiadomo o co mi chodzi).

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Gdyby było, jak piszesz, nie tłumaczył by wyboru huzara a nie husarza … brakiem pancerza u konia:)

Rybaku, ja zawsze doceniam Twoje uwagi merytoryczne. Ale tym razem moje myśli przy tworzeniu bogatera tej opowieści szły innym torem. Jeździec z ilustracji jest wg. mnie autorskim wymysłem artysty. Jak pisałem wcześniej, nie znam takiej formacji i nigdy się nie spotkałem – uskrzydlony kawalerzysta z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Dla mnie ten jeździec był całkowicie abstrakcyjny. Znając zaś mało znaną historię o Huzarach Śmierci, bardzo zapragnąłem wpleść ją w swoje opowiadanie. Czy tak jak wspomniala Drakaina lepiej by zrobić z nich Husarzy Śmierci? Sam się zastanawiałem. Może to nie jest zły pomysł. Ale mimo życzenia Pana Jakuba Rozalskiego zawartego w tytule ilustracji, ciężko nazwać tego jeźdźca husarzem. Ja też widzę w tych skrzydłach i lancy (nie kopii ale lancy) symbole, a nie realne i wierne odwzorowanie ekwipunku takiego kawalerzysty. Bo zwyczajnie takich kawalerzystów nie było (chyba że się mylę). Podobnie jak mechów. Z pancerzem konia masz rację, widziałem jakieś wizualizacja szarży husarii z wierzchowcami wyposażonymi w naczółki i napierśniki. Ale pewnie sam jeździec ważył grubo ponad 100 kg i nie było siły by koń dźwigal jeszcze własną zbroję. Tak czy siak znam różnicę między huzarem a husarzem. Nie przewidziałem tylko komplikacji jakie wywoła takie pomieszanie nazwenictwa w alternatywnej rzeczywistości opartej na nieskrępowanej wyobraźni artysty.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To absolutnie NIE JEST lanca ! Za długa i za gruba. Lanca miała ZAWSZE poniżej trzech metrów długości (zazwyczaj 2,6-2,8) i słuzyła do skłuwania przeciwnika (na filmie Waterloo bardzo ładnie pokazana jest szarża polskich huzarów Napoleona na angielską lekką jazdę), a kopia – około 4-5 metrów . na obrazie jest więc EWIDENTNIE KOPIA!

Dlatego masz rację – zdecydowanie lepiej zrobić z Twoich bohaterów Husarzy Śmierci.

No tak. To chyba ostatnie chwile na zmiany. Jak powiadają, gdy jedna osoba mowi Ci, że jesteś brudny – zignoruj, gdy dwie – olej, a gdy trzy – idź się umyj. Za dużo niejasności wzbudził mój koncept. Potrafię słuchać rad i zmieniać zdanie. Zaczęła Reg, potem zwątpiła Drakaina, a Rybak mocno napiera. Dzięki El Lobo za wsparcie. Większości czytelników mój koncept nie przeszkadzał, ale jednak okazuje się, żę wzbudza kontrowersje. 

Zatem Husarz Śmierci. Żaden to husarz na ilustracji, ale niech będzie że husarz.

 

Werwena. Dziękuję za wizytę i przemiły komentarz. Spotkamy się wkrótce pod Twoim, niezwykle udanym opowiadaniem.

Staruch. Dziękuję! Za znalezienie literówki także. Tyle razy czytałem i przeoczyłem. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jesteś mądrym człowekiem i przyjmujesz racjonalne argumenty. Szacunek!:)

A Ty jesteś na swój sposób męską wersją Reg od spraw merytorycznych ;) . Dobrze, że ktoś taki jest na portalu i czyta nasze teksty, uparcie napierając w razie niejasności.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No i tak zaczęła się szorstka męska przyjaźń;D

 

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Coś jakby mucha narobiła pod moim opowiadaniem…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Na tle machiny jeździec nie prezentował się jak dumny Husarz Śmierci, tylko jak mała ćma wabiona żarem wielkiego pieca.

Nie lekceważ tedy Waszeć rzeczy małych a niepozornych, bo choćby i rodom owadzim były podobne, siła w nich drzemać i możliwości mogą, co niejednego zdumieć jeszcze podołają.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Peacke!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mało jest opowiadań, które jestem w stanie doczytać do końca. Twoje czytało się samo. Malarskie, wielowymiarowe, sugestywne, ciekawe. Po prostu fajna lektura. Powodzenia:)

Nic nowego nie napiszę, Marku.

Klimatyczny tekst, wspaniała atmosfera, obraz do obrazu, namalowałeś słowem – piękne!

Jest też historia bardzo żywa i namacalna (i relacje) za sprawą bohaterów żyjących w dialogach.

Dla mnie rewelacja!

Dzięki za lekturę!

Cornelius. Serdecznie dziękuję za wizytę i lekturę “do końca” :). Bardzo miło czytać taki komentarz zadowolonego czytelnika. Tobie również powodzenia! Spotkamy się przy Twoim opowiadaniu (edit. przecież już się spotkaliśmy :))

 

Majkubar. Takie opinie jak Twoja podnoszą na duchu i dodają wiary, że to moje pisanie zmierza w dobrym kierunku :) Dziękuję za miłe słowa! Do zobaczenia pod Twoim tekstem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przecież jak wróg przyjdzie[+,] i tak trzeba będzie uciekać.

Tutaj postawiłbym przecinek, ale nie jestem w 100% pewny.

 

– Idiota nie patriota! Trójkę dzieci osierocił! – Janina wstała i gwałtownym ruchem zgarnęła pod stół okruchy chleba.

Troszkę marnotrawne zachowanie jak na realia szalejącej nieopodal wojny.

 

– A dlaczego nazywają się Światogory? – zapytała nieśmiało Basia. Wojak tylko wzruszył ramionami.

– To ze starej ruskiej byliny – odezwała się milcząca dotąd matka. – Światogor to tytan o ogromnej mocy i dumie. Pan Bóg ukarał go za pychę i podsunął mu sakwę z ciężarem całego świata. Olbrzym próbował ją podnieść i skonał.

Hmm, przypuszczam, że bolszewicy zrobiliby wiele, aby utrwalić mniej “zabobonną” nazwę, ale przyjmuję, że to jest pierwotna nazwa nadana przez armię carską, która już zdążyła rozpowszechnić po Europie.

 

Dobrze widziała[+,] jak córka wodzi wzrokiem za Adamem.

Przecinek.

 

– Lancę przyniosłem. Ma moc! Moje chłopaki całą noc pedałowali.

– Trzymaj to diabelstwo z dala od chałupy.

– Bez obaw, dałem Bronkowi. Powiedział, że odniesie do szopy. Wojak już wstał? Bo jak wyszedł od nas to ledwo chodził. – Mężczyzna zmarszczył czoło.

– To znaczy dzieciaki tak mówiły, bo ja sam zaniemogłem i niewiele pamiętam. Ten samogon od młynarza to dopiero ma moc. To jak, wstał już? – dopytywał, rozglądając się po izbie.

Przydałyby się precyzyjniejsze didaskalia. Ja się pogubiłem, kto co mówi. Po “mężczyzna zmarszczył czoło” nie ma przypadkiem zbędnego entera?

 

Intrygujący tekst. Ładnie zarysowałeś profil psychologiczny matki/gospodyni martwiącej się o własną rodzinę w trakcie wojny, a także młodego husarza. Sprawnie napisane, choć czasem trochę musiałem się zastanowić nad podmiotem domyślnym w zdaniu.

 

Trochę zdziwiło mnie ładowanie elektrolancy dynamem, ale po szybkich obliczeniach stwierdziłem, że to nie całkiem bezpodstawne. Na angielskiej wiki przeczytałem że przeciętny człowiek w trakcie 8-godzinnej pracy jest w stanie dawać z siebie 75 watów. Uznałem, że samogon i wiejska krzepa pozwala podkręcić tę wartość do setki, a chłopów było 8. To daje nam 6400 Wh czyli 23040 kJ. Tymczasem do stopienia 1 kg stali potrzeba ok. 900 kJ energii (podgrzanie od temperatury pokojowej do temp. topnienia 0,45 kJ/(kg*st) * 1400 st = 630 kJ/kg, ciepło topnienia 270 kJ/kg). Czyli przy założeniu braku strat energii i dużych uproszczeniach wystarczyłoby na przepalenie się przez pancerz w kilku miejscach. Z drugiej strony, w końcu ten tekst nie jest hard SF ;) 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

 

Wicked G. Dziękuję za lekturę i obszerny komentarz. W sumie nie wiem, czy jesteś zadowolony z lektury, czy raczej nie bardzo ;) "Intrygujący tekst" brzmi intrygująco. Sprawnie napisane to chyba pochowała. I dobre, że zarys postaci bez wątpienia zyskał Twoje uznanie.

Za przecinki dziękuję, sprawdzę i poprawię. Didaskalia… Podmiot domyślny… Hmm. Nikt wcześniej nie zgłaszał wątpliwości, więc zostawię jak jest. W podobnej sytuacji, gdzie Twoim zdaniem jest zbędna spacja, w poprzednim konkursie sugerowano mi właśnie taki zapis jak tutaj. Tam brakowało tej spacji.

Światogory to nazwa z czasów carskich, tak to sobie właśnie wyobraziłem. Marnotrawstwo okruchów. Hmm. Janina była wzburzona i ten gest miał rozładować jej złość i bezsilność. W takich chwilach mało kto myśli racjonalnie, zwłaszcza w odniesieniu do okruchów.

Dynamo. Wynalazek Tesli wydał mi się ciekawą opcją. W tamtej alternatywnej rzeczywistości pełnej mechów i elektrolanc, geniusz z Bałkanów mógł mieć spory wpływ na technikę. Ale ogromne dzięki za te wyliczenia. Uwiarygadniają mój tekst :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Światogor to tytan o ogromnej mocy i dumie

Nie pasuje mi ten tytan do opowieści babuleńki. :( Jakiś taki mało rosyjsko-wiejski? Może gigant? Subiektywna uwaga.

Bardzo dobry tekst, romantyczny jak wspomniany Don Kichot. Podobało mi się. :)

Tak, ogólnie jestem zadowolony z lektury :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

AC. Dziękuję za lekturę i ciesze się, że się podobało. Nad gigantem pomyślę, serio. Romantycznośc tekstu zasadza się zapewne na jego ostatnim akcie, ta scena miała wywołać dreszczyk lub ciarki i udało mi się je wywołać przynajmniej u El Lobo Muymalo ;)

Wicked G. Czyli kolejny zadowolony czytelnik. Bardzo mnie to raduje.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Życiowe. Proste, ale życiowe. Don Kichot ciekawie wpleciony, niby jako dodatek do rozmowy, niby komentarz o walczących przeciw lepiej uzbrojonym, a w kontekście ostatniej sceny wygląda to już inaczej. No i nawiązanie do baśni starosłowiańskiej (o Światogorze to zdaje się była cała seria baśni). Swoją drogą zastanawiam się,  czy na polskiej wsi używało się nazwy “byliny” czy jednak “rosyjskie baśnie”. A może to kwestia regionu? 

 

To zdanie:

Wojna podchodziła pod ich obejście i nie kryła się z tym, nie skradała na palcach.

zwróciło moją uwagę. Oddaje myśli bohaterki.

W końcu skończyła się sesja i znalazłem czas nadrobić kilka tekstów. No i cóż, mówiąc krótko, jestem zachwycony :) Świetnie napisane opowiadanie. Bardzo fajnie nakreślony klimat, taki trochę powstańczy, jednocześnie bardzo dobrym pomysłem było przedstawienie wszystkiego z punktu widzenia wiejskiej wdowy, co pozwoliło zdystansować się od hurra-szabelko-patosowego nastroju, a zamiast tego pokazać bardziej tragiczny obraz ludu podczas wojny. Świetne zestawienie we wspomnieniach Janiny, gdzie kolejne pokolenia w niekończącym się cyklu powtarzają schemat – kobiety i dzieci do lasu, mężczyźni umierać z szablą w dłoni, w co oczywiście pięknie wpisuje się ostatnia scena, zresztą bardzo zgrabnie opisana. Broniłaby się sama w sobie, ale kontekst całego opowiadania tylko dodaje jej mocy. Nie wiem ile zmian robiłeś od pierwszej wrzuconej wersji, ale nie miałem żadnych problemów z określeniem czasu akcji ani tożsamości husarza w ostatniej chwili.

No i do tego dochodzi kilka naprawdę super brzmiących zdań, jak:

– Myślę, że cała Rosja jest jak ten Światogor. Wielka, przepełniona pychą i wydaje się jej, że wszystko może.

czy cytowane przez wilka

Wojna podchodziła pod ich obejście i nie kryła się z tym, nie skradała na palcach.

I jeśli do czegokolwiek miałbym się przyczepić, to faktycznie w końcówce widać chyba konieczne cięcia, przez co zniknięcie Goszcza wypadło jakby mocno urwane.

 

 

Wilk-Zimowy. Dzięki za komentarz. Czyli ogólnie pozytywne wrażenia z lektury? Skoro wyszło życiowo, to chyba dobrze? Cieszę się, że dostrzegłeś te moje nawiązania. Ja określenie byliny znałem, nie wiem skąd, ale znałem, a jestem z zachodniopomorskiego :).

Arnubis. Dzięki! Skoro jesteś zachwycony to ja też jestem zachwycony takim odbiorem mojego tekstu. Wdowa Janina robi karierę w tym konkursie, pojawia się również u Thargeone ;). Bardzo się cieszę, że wyłapałeś te moje aluzje do naszej narodowej martyrologii i spodobały się te zdania, które miały się podobać :)

Goszcz znika moim zdaniem w odpowiednim momencie. Nie mogł go znaleźć po drodze Solak, bo nie byłoby żadnego zaskoczenia w finale. Wojak miał się spić i zasnąć, zniknąć ze sceny, mimo że jest tytułową postacią i przynosi śmierć do domu Sumińskich. Spił się i przespał swoją ważną chwilę lub może ocalił życie, bo pijany ma często szczęście ;) – to też takie słowiańskie mi się wydawało. Ale przynajmniej pożegnał się, ładnie pomachawszy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jest na plus, nie do przesady, ale na plus. Nie tyle za treść, co za to, że przypomniało mi o baśniach wschodniosłowiańskich (może inspiracji) i za nienachalność tej historii. Jedyny realny zgrzyt to fakt, że końcówka jest napisana tak, jakby odbywała się długo po wizycie husarza, a jednocześnie gdyby to rozłożyć na czynniki pierwsze, wygląda na to, ze jednak działo się to w dzień po jego przybyciu.

A dlaczego miałaby się dziać długo po wizycie husarza? Są jakieś przesłanki do takiej interpretacji? Solak odchodzi, gdy Janina łuska groch. W ostatniej scenie ten groch wysypuje. Solak był u niej wcześnie rano, wydarzenia z finałowej sceny dzieją się tego samego ranka. Gdyby działy się kilka godzin później lub kilka dni później, nie napisałbym na pewno o porannych mgłach tylko np. o południu i słońcu w zenicie albo coś w stylu “kilka dni później”.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No właśnie logicznie było to zaraz po, ale coś w nastroju tego akapitu wyglądało jakby trochę czasu minęło. A może zwyczajnie byłem zmęczony, gdy to czytałem.

Nowa Fantastyka