- Opowiadanie: fizyk111 - Co chciałbyś zmienić?

Co chciałbyś zmienić?

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Co chciałbyś zmienić?

140.

Ile razy jesz­cze

Sa­mot­ne świę­ta

Będą pełne

Al­ko­ho­lo­wych prze­myśleń

Ile razy można pró­bo­wać

Ile razy wie­rzyć

Ile marzeń można zbu­do­wać

Na ustach nie­spo­dzie­wa­nie

Skła­da­ją­cych się do po­ca­łun­ku

Ar­thur Griz­zle, “Wier­sze mło­dzień­cze”

 

Sie­dział w swoim azylu o wy­mia­rach dwa i sie­dem na trzy i pół metra i po raz ko­lej­ny słu­chał po­wa­la­ją­cej swoją świe­żo­ścią, a jed­no­cze­śnie do bólu tra­dy­cyj­nej płyty Script for a Je­ster's Tear. Wi­gi­lia. Jesz­cze nie­daw­no ko­ja­rzy­ła mu się z gwa­rem i śmie­chem, za­pa­chem barsz­czu i sma­kiem ma­kó­wek, pre­zen­ta­mi roz­da­wa­ny­mi przez Mi­ko­ła­ja i nocną jazdą sa­nia­mi na pa­ster­kę – tego dnia była sa­mot­nie ce­le­bro­wa­na przy mu­zy­ce, al­ko­ho­lu i w opa­rach ty­to­nio­we­go dymu. Po śmier­ci taty jesz­cze dwa razy wzię­li udział w ro­dzin­nej wi­gi­lii; w ob­li­czu śmier­ci ce­le­bra­cja na­ro­dzin i no­we­go życia dzia­ła­ła na nich iry­tu­ją­co. Sio­stry mamy, wi­dząc ich re­ak­cje, co rusz da­wa­ły do zro­zu­mie­nia, że swoim za­cho­wa­niem psują świą­tecz­ny na­strój. I pew­nie trwa­li­by w takim nie­do­po­wie­dze­niu, gdyby nie jego wy­stęp trzy lata wcze­śniej.

Od­go­nił wspo­mnie­nia. Wstał z fo­te­la i pod­szedł do okna. Spoj­rzał w ciem­ność za szybą, a ta wcią­gnę­ła go jak zwy­kle w swoje ob­ję­cia. Usiadł na pa­ra­pe­cie. Lubił tę nocną go­dzi­nę, kiedy mia­sto śpi. Noc była jego przy­ja­cie­lem. W nocy mógł być sam na sam ze sobą i swoją mu­zy­ką. Nikt mu nie prze­szka­dzał. Mógł się wsłu­chać w mo­nu­men­tal­ne dźwię­ki Close to the Edge i sie­dząc na pa­ra­pe­cie swo­je­go okna, mając z jed­nej stro­ny ciem­ność noc­ne­go mia­sta z jego ab­so­lut­ną ob­co­ścią, a z dru­giej oświe­tlo­ny, cie­pły pokój za­pew­nia­ją­cy bez­pie­czeń­stwo, czuł się jak na kra­wę­dzi dwóch świa­tów. Ale wspo­mnie­nia wra­ca­ły, dzi­siaj nawet noc nie po­tra­fi­ła ukryć w swoim wnę­trzu tej jego cho­ler­nej sa­mot­no­ści.

„Do dupy to wszyst­ko” – po­my­ślał.

 

– Chciał­byś coś zmie­nić? – Z po­ko­ju do­tarł do Krzyś­ka do­brze znany głos, któ­re­go nie sły­szał już od wielu lat.

Nie od­wró­cił się. Wbi­ja­jąc in­ten­syw­nie wzrok w ciem­ność za oknem, bał się, że gdy spoj­rzy do środ­ka, zo­ba­czy je­dy­nie pusty pokój.

– Tylko jedną rzecz – od­po­wie­dział.

– Tego aku­rat nie da się zmie­nić. Śmierć w tym świe­cie jest osta­tecz­na, bo jest wy­bo­rem Boga. Ale wasze ludz­kie wy­bo­ry można zmie­niać. Dla kogoś, kto dys­po­nu­je od­po­wied­nią tech­no­lo­gią, spro­wa­dza się to do wy­bo­ru od­po­wied­nie­go stanu wszech­świa­ta.

– Wasze?

– Kiedy umie­rasz, prze­sta­jesz być czło­wie­kiem. – Głos za­wisł nie­do­koń­czo­nym zda­niem.

Krzy­siek od­wró­cił głowę i ogar­nął wzro­kiem pokój, z prze­ko­na­niem, że tak jak był kilka minut temu, tak i teraz jest pusty. Nie był. Tata sie­dział w swo­bod­nej pozie na fo­te­lu i wła­śnie za­cią­gał się pa­pie­ro­sem. Ta­kie­go go pa­mię­tał – uśmiech­nię­te­go, lu­zac­kie­go i za­wsze pew­ne­go sie­bie. Myśli roz­sa­dza­ły Krzyś­ko­wi głowę, emo­cje tar­ga­ły ser­cem, ale rozum na­ka­zał zi­gno­ro­wać wszyst­kie ba­nal­ne py­ta­nia.

– I kim się wtedy sta­jesz? – kon­ty­nu­ował.

– Naj­bar­dziej ade­kwat­nym okre­śle­niem jest to, że sta­jesz się bytem. I nie pró­buj nawet my­śleć o nim jak o duszy. Byt to coś, co ist­nie­je, ale nie je­stem w sta­nie opi­sać sło­wa­mi jak, gdzie i kiedy.

– Po­wiesz mi, jak tam jest?

– Nie.

To nie było prze­cze­nie za­my­ka­ją­ce temat, Krzysz­tof cze­kał więc na ciąg dal­szy.

– Nie dla­te­go, że nie chcę. Bar­dzo bym chciał ci o tym opo­wie­dzieć, ale nie ma ani słów, ani pojęć w twoim ję­zy­ku, które cho­ciaż w przy­bli­że­niu od­po­wia­da­ły­by tam­tej rze­czy­wi­sto­ści.

– Czy my… ja, mama… i inni, tra­fi­my po śmier­ci tam, gdzie ty?

– Tam, czyli gdzie? Znowu twoje słowa nie mają od­po­wied­ni­ka w moim świe­cie. Chciał­byś wie­dzieć, co cię czeka po śmier­ci? Nie je­stem ci w sta­nie od­po­wie­dzieć.

– Spo­tka­my się tam?

– Byty się nie spo­ty­ka­ją. Byty mają świa­do­mość swo­je­go ist­nie­nia, byty się prze­ni­ka­ją, prze­mie­rza­jąc do­stęp­ne im wy­mia­ry wszech­świa­ta. Uży­wam zna­nych ci słów na okre­śle­nie cze­goś, czego tymi sło­wa­mi okre­ślić nie spo­sób.

– Nie od­po­wie­dzia­łeś mi, czy…

– Czas ucie­ka – prze­rwał mu oj­ciec. – Je­stem tu, aby po­znać twoją od­po­wiedź na py­ta­nie: czy chciał­byś coś zmie­nić?

Krzysz­tof po­my­ślał o tym nie­szczę­snym in vitro, o upar­tej ko­bie­cie i ustach, któ­rych nie po­ca­ło­wał.

 

 

***

 

– To całe in­wi­tro to po­win­ni za­ka­zać. Kto to wi­dział, żeby czło­wie­ka w pró­bów­ce robić.

Więk­szość przy stole po­ki­wa­ła gło­wa­mi z apro­ba­tą, ale nikt się nie ode­zwał. Wia­do­mo, że ciot­ka Le­oka­dia po­tra­fi­ła zru­gać nawet tych, któ­rzy się z nią zga­dza­li.

– A jak się po­win­no robić czło­wie­ka? – spy­tał Krzy­siek z nie­win­ną miną. Chwi­lę póź­niej tro­chę się jed­nak skrzy­wił, gdy po­czuł mocne kop­nię­cie w kost­kę.

– Jak to jak? – za­pe­rzy­ła się ciot­ka. – Po bo­że­mu.

„Pod pie­rzy­ną i na mi­sjo­na­rza” – po­my­ślał sobie, ale tego już nie od­wa­żył się gło­śno po­wie­dzieć, głów­nie ze wzglę­du na obawę o stan swo­jej kost­ki.

Ciot­ka ro­zej­rza­ła się wkoło, po­szu­ku­jąc oznak sprze­ci­wu, a gdy ich nie zna­la­zła, po­wró­ci­ła w bez­piecz­ne, ku­li­nar­ne re­gio­ny.

– W tym roku go­łą­becz­ki wy­szły ci, ma­mu­siu, szcze­gól­nie dobre. A sosik to po pro­stu po­ezja.

– Dzię­ku­ję, Lo­dziu, Ma­ry­sia mi po­ma­ga­ła. – Bab­cia spoj­rza­ła z mi­ło­ścią na mamę Krzyś­ka. – A i grzyb­ków tej je­sie­ni Krzy­sio na­zbie­rał wy­jąt­ko­wo dużo.

Ciot­ka po­pa­trzy­ła na Krzy­sia spode łba. Temu zaś spra­wa in vitro jakoś nie da­wa­ła spo­ko­ju. Po­sta­no­wił więc za­ry­zy­ko­wać zdro­wie i wy­ko­rzy­stu­jąc pełną mla­ska­nia prze­rwę w kon­wer­sa­cji, za­py­tał, nie zda­jąc sobie spra­wy z tego, czym tak na­praw­dę ry­zy­ku­je:

– A tak wra­ca­jąc jesz­cze do tego in vitro, to nie wy­da­je ci się, cio­ciu, że Jezus mógł być wła­śnie takim dziec­kiem z pro­bów­ki?

Już se­kun­dę póź­niej za­czął ża­ło­wać tego py­ta­nia, ciot­ka Le­oka­dia wy­glą­da­ła bo­wiem tak, jakby kon­su­mo­wa­ny wła­śnie pie­ro­żek z ka­pu­stą i grzy­ba­mi sta­nął jej w gar­dle i po­sta­no­wił ją za­mor­do­wać.

– Nie bluź­nij, Krzy­siu – wy­du­si­ła z sie­bie ciot­ka, cała już czer­wo­na na twa­rzy – bluź­nier­stwo to grzech śmier­tel­ny.

– Ale cio­ciu… – Krzysz­tof po­sta­no­wił moc­niej za­ci­snąć sobie pętlę na szyi. – Tak bio­rąc na rozum, to jest je­dy­ny spo­sób, żeby zajść w ciążę bez tego… no… aktu mi­ło­sne­go.

Ciot­ka wsta­ła, opie­ra­jąc się całym swym pra­wie stu­ki­lo­wym cia­łem o brzeg stołu. Ten za­trzesz­czał nie­bez­piecz­nie, a kost­ka Krzyś­ka krzy­cza­ła, że jutro chce wi­zy­tę u or­to­pe­dy.

– Ja­kie­go aktu? – wy­sy­cza­ła ciot­ka. – Ma­ry­ja dzie­wi­ca jest nie­po­ka­la­na i po­czę­ła z Ducha Świę­te­go, a ty, Krzy­siu – wy­ce­lo­wa­ła w niego palec wska­zu­ją­cy – za swoje bluź­nier­stwa przy wi­gi­lij­nym stole bę­dziesz się w pie­kle sma­żył. – Chwy­ci­ła krze­sło za opar­cie i z trza­skiem do­sta­wi­ła do stołu.

– Moja noga wię­cej w tym domu nie po­sta­nie – po­wie­dzia­ła, uda­jąc się do przed­po­ko­ju.

Mama Krzysz­to­fa z bab­cią udały się za nią i za­czę­ły prze­ko­ny­wać, żeby jed­nak zo­sta­ła, że Krzy­siu prze­pro­si, że młody jest i głupi jesz­cze i że pew­nie chciał się po­pi­sać. Nic to nie dało, Ciot­ka Le­oka­dia się za­wzię­ła i po­szła do domu. Zaraz za nią wy­szedł wujek He­niek z dwój­ką dzie­ci. Zo­sta­li przy stole w czwór­kę.

– Stara de­wo­ta – prze­rwał nie­zręcz­ną ciszę wujek Marek.

Mama ukrad­kiem wy­tar­ła łzę. Krzyś­ko­wi zro­bi­ło się głu­pio i chciał prze­pra­szać, ale wszyst­kie słowa, które przy­cho­dzi­ły mu na myśl, były bez­na­dziej­ne.

– Nie mar­tw­cie się – po­wie­dzia­ła bab­cia. – Złość jej przej­dzie, to wróci.

Nie wró­ci­ła.

 

***

 

Sie­dzie­li­śmy przy stole w czwór­kę. Pierw­szy raz od trzech lat wi­dzia­łem na twa­rzy mamy coś na kształt uśmie­chu. Wujek Marek brzdą­kał na gi­ta­rze, mama z Ali­cją śpie­wa­ły Lu­laj­że Je­zu­niu. Wujek wcho­dził nie­wąt­pli­wie w fazę sta­ro­ka­wa­ler­stwa; tro­chę z wła­snej winy, bo żad­nej ze swo­ich part­ne­rek nie trak­to­wał z aten­cją, ja­kiej od niego wy­ma­ga­ły. Wi­gi­lie spę­dzał więc na zmia­nę u każ­de­go z troj­ga ro­dzeń­stwa. W tym roku wy­pa­dło na mamę. Mnie z kolei udało się na­kło­nić Ali­cję, żeby ten wie­czór spę­dzi­ła z nimi. Łą­cząc te nasze mi­ło­ści – moją do Ali­cji i mamy, ma­mi­ną do syna i brata – udało nam się stwo­rzyć cie­płą wi­gi­lij­ną at­mos­fe­rę z opłat­kiem, pre­zen­ta­mi i śpie­wa­niem kolęd.

– To może jesz­cze Dzi­siaj w Be­tle­jem, co? – za­pro­po­no­wał wujek, spo­glą­da­jąc na mnie w dziw­ny spo­sób.

– A potem w coś za­gra­my – do­da­ła mama. – Może scrab­ble? – Py­ta­nie re­to­rycz­ne, do­brze wie­dzia­ła, że wszy­scy uwiel­bia­ją tę grę. – No to graj, Ma­recz­ku.

Wujek za­czął grać, a ko­bie­ty śpie­wać. Ja coś tam nu­ci­łem pod nosem, tak żeby nie ze­psuć efek­tu. Po­pły­nę­ły słowa ko­lę­dy.

 

Dzi­siaj w Be­tle­jem, dzi­siaj w Be­tle­jem

We­so­ła no­wi­na,

Że Panna czy­sta, że Panna czy­sta

Po­ro­dzi­ła Syna.

 

W tam­tym mo­men­cie wu­ja­szek spoj­rzał na mnie po­now­nie i mru­gnął jed­nym okiem. „No żeż ty, dow­cip­niś jeden” – po­my­śla­łem.

Gra­li­śmy drugą par­tyj­kę scrab­bli – któ­rej po sro­mot­nej po­raż­ce w pierw­szej do­ma­gał się wujek Marek – gdy zo­ba­czy­łem, że Ali­cja dys­kret­nie ode­bra­ła i prze­czy­ta­ła SMS-a. Od razu wie­dzia­łem, że coś jest nie tak. Do­koń­czy­li­śmy grę, mama z wuj­kiem po­szli do kuch­ni zro­bić her­ba­tę.

– Muszę wra­cać do domu, Krzy­siu – po­wie­dzia­ła Ali­cja, gdy zo­sta­li­śmy sami. – Teraz.

Spoj­rza­łem na nią py­ta­ją­co.

– Tatę we­zwa­li do szpi­ta­la, wy­pa­dek au­to­bu­su, jest wielu ran­nych, nie chcę, żeby mama była teraz sama.

– Nie mo­żesz zo­stać? Mie­li­śmy iść razem…

– Nie – prze­rwa­ła mi – za­wieź mnie, pro­szę, do domu, chcę być teraz z mamą.

Wie­dzia­łem, że nie ma co dalej cią­gnąć te­ma­tu; miała tak samo jak ja: raz po­sta­no­wio­ne i nie ma od­wo­ła­nia. Po­sze­dłem do kuch­ni i po­wie­dzia­łem mamie, że jadę od­wieźć Ali­cję do domu i wrócę jesz­cze przed pa­ster­ką.

Nie chcia­łem dać tego po sobie po­znać, ale byłem wku­rzo­ny. Nie per­so­nal­nie na Ali­cję, ale ge­ne­ral­nie, na cały świat. Od dawna już świę­ta nie były świą­tecz­ne. I jakiś pa­lant po­sta­no­wił to zmie­nić, za­bi­ja­jąc przy oka­zji nie wia­do­mo ilu ludzi. Wsie­dli­śmy do sa­mo­cho­du i ru­szy­łem z pi­skiem opon.

– Hej, co ty wy­pra­wiasz?! – krzyk­nę­ła Ali­cja.

Za­trzy­ma­łem się i ode­tchną­łem kilka razy.

– Prze­pra­szam, zi­ry­to­wa­ła mnie ta sy­tu­acja. Nie je­stem zły na cie­bie. Ra­czej na świat, który nam or­ga­ni­zu­je takie atrak­cje.

Emo­cje tro­chę opa­dły i spo­koj­nie ru­szy­łem w drogę. Za­trzy­ma­łem się na skrzy­żo­wa­niu i cze­ka­jąc na zie­lo­ne świa­tło, za­py­ta­łem.

– Zo­ba­czy­my się jutro?

– Nie wiem – od­po­wie­dzia­ła Ali­cja. – Za­le­ży od tego, kiedy oj­ciec wróci z dy­żu­ru. – Pod­nio­sła głowę i po­wie­dzia­ła: – Jedź, masz zie­lo­ne.

Ru­szy­łem i wtedy zo­ba­czy­łem nad­jeż­dża­ją­cy z pra­wej stro­ny sa­mo­chód. Kie­row­ca pew­nie my­ślał: „A, jesz­cze zdążę”.

 

***

 

– Na za­koń­cze­nie chciał­bym wam ży­czyć we­so­łych i ro­dzin­nych świąt oraz wielu suk­ce­sów w przy­szłym roku. Pre­sti­żo­wych pu­bli­ka­cji, du­żych gran­tów, moc­nych pa­ten­tów, że o Na­gro­dzie Nobla nie wspo­mnę. – Dzie­kan za­koń­czył swoją prze­mo­wę i wzniósł lamp­kę wina. – Wszyst­kie­go naj­lep­sze­go.

– Uff, skoń­czył wresz­cie – szep­nął mu do ucha Darek. – Teraz bie­giem do ko­ry­ta, zanim się ko­lej­ka zrobi.

Zu­peł­nie nie miał ocho­ty na je­dze­nie. Wziął lamp­kę bia­łe­go wina i po­szu­kał wzro­kiem Do­ro­ty. Stała oto­czo­na wia­nusz­kiem zna­jo­mych, któ­rzy mniej lub bar­dziej szcze­rze gra­tu­lo­wa­li jej suk­ce­su. Wziął jakąś ka­nap­kę i sta­nął z boku, ob­ser­wu­jąc gwar­ny tłu­mek je­dzą­cych, pi­ją­cych i skła­da­ją­cych sobie ży­cze­nia ludzi. Per­spek­ty­wa zbli­ża­ją­cych się świąt ra­czej go przy­gnę­bia­ła, a suk­ces, któ­re­go tak wielu mu za­zdro­ści­ło, wcale tak bar­dzo nie cie­szył.

– Hej, Krzy­siek, wszyst­kie­go naj­lep­sze­go. – An­drzej okra­sił jo­wial­ne po­wi­ta­nie po­tęż­nym cio­sem w plecy. – No i gra­tu­lu­ję kasy. Mi­lio­ny, mi­lio­ny bak­sów, cała Pol­ska bę­dzie wam za­zdro­ścić ta­kiej apa­ra­tu­ry.

– Dzię­ki, An­drze­ju, tobie też wszyst­kie­go naj­lep­sze­go. – Wie­dział, że w tym przy­pad­ku gra­tu­la­cje były szcze­re. An­drzej odzie­dzi­czył spory ma­ją­tek i pracę w in­sty­tu­cie trak­to­wał jako przy­jem­ne hobby. Z lu­bo­ścią po­wta­rzał, że w biz­ne­sie sobie nie radzi, a prze­cież coś faj­ne­go w życiu trze­ba robić. – Po­zdrów ode mnie Iren­kę i dzie­cia­ki.

– Po­zdro­wię, po­zdro­wię. Nie daj się tam zjeść w tej Ame­ry­ce. – Klep­nął go po­now­nie w plecy i po­szedł dalej.

Ro­zej­rzał się raz jesz­cze po sali i zo­ba­czył zmie­rza­ją­cą w jego stro­nę Do­ro­tę. Po­de­szła i unio­sła kie­li­szek w ge­ście to­a­stu, stuk­nę­li się szkłem.

– Za nasz suk­ces, Krzy­siu.

– Za suk­ces – od­po­wie­dział.

– Wczo­raj wy­sła­li za­pro­sze­nia. – Do­ro­ta wpa­try­wa­ła się in­ten­syw­nie w swój kie­li­szek. – Nie zmie­nisz zda­nia? To jest też twój pro­jekt. Oboje po­świę­ci­li­śmy mu dwa lata i tak po pro­stu chcesz go komuś oddać? – Pod­nio­sła wzrok znad kie­lisz­ka. – Nie bę­dzie ci żal? Pro­jek­tu i…

– Nie – wszedł jej w słowo, nie po­zwa­la­jąc do­koń­czyć – nie bę­dzie mi żal pro­jek­tu, roz­ma­wia­li­śmy już o tym. Wiesz dla­cze­go.

Do­ro­ta pod­ję­ła jesz­cze jedną de­spe­rac­ką próbę.

– Jedź ze mną, pro­szę – po­wie­dzia­ła, pa­trząc mu bła­gal­nie w oczy. – Zo­staw prze­szłość tam, gdzie jej miej­sce, i za­walcz o sie­bie. I o nas – do­da­ła po chwi­li.

Od­wró­cił głowę i wbił wzrok w prze­strzeń za oknem. Tam gdzieś, cał­kiem nie­da­le­ko stąd, była ta jego prze­szłość. Prze­szłość, od któ­rej nie dało się uwol­nić, bo była jed­no­cze­śnie jego te­raź­niej­szo­ścią. Grób ojca. Sa­mot­na mama, któ­rej sio­stra nie mogła wy­ba­czyć tej fe­ral­nej wi­gi­lii, a która po śmier­ci babci nie po­tra­fi­ła od­na­leźć w życiu choć­by odro­bi­ny ra­do­ści. Zgru­cho­ta­ne wraz z krę­go­słu­pem życie Ali­cji, która – cią­gle go ko­cha­jąc – nie po­zwa­la­ła mu się do sie­bie zbli­żyć, uzna­jąc, że wszyst­ko robi dla niej z li­to­ści. Gdzieś w głębi duszy wie­dział, że ma rację – mi­łość, jak al­ko­hol z otwar­tej bu­tel­ki, ulat­nia­ła się po­wo­li, aż zo­sta­ło tylko po­czu­cie obo­wiąz­ku. Nawet nie li­tość.

– Krzyś, spójrz na mnie.

Do­ro­ta chwy­ci­ła klapy jego ma­ry­nar­ki i lekko go do sie­bie przy­cią­gnę­ła. A on spoj­rzał i do­strzegł usta lekko skła­da­ją­ce się do po­ca­łun­ku. Chciał, tak bar­dzo chciał ją po­ca­ło­wać, tylko że twarz, którą wi­dział, była twa­rzą Ali­cji.

– Nie mogę, Do­rot­ko. – Po­krę­cił głową. – I nie chcę – dodał, de­li­kat­nie uwal­nia­jąc się z jej dłoni. – Wy­bacz, pro­szę. – Mó­wiąc to, od­wró­cił się i od­szedł, nie oglą­da­jąc za sie­bie.

 

***

 

Od­wró­cił się od okna, zo­sta­wia­jąc ciem­ność nocy i wspo­mnie­nia za sobą.

– Po­wiedz mi, czy po tej zmia­nie – Krzysz­tof jesz­cze raz uło­żył sobie py­ta­nie w gło­wie – czy ja będę wie­dział, że coś się zmie­ni­ło? Czy będę pa­mię­tał tę rze­czy­wi­stość sprzed zmia­ny, będę świa­do­my tego, że ja o tym zde­cy­do­wa­łem?

– I tak, i nie. – Oj­ciec prze­rwał na chwi­lę, jakby do­bie­ra­jąc w my­ślach od­po­wied­nie słowa. – Twoja pa­mięć bę­dzie za­wie­rać wszyst­ko, co two­rzy nową rze­czy­wi­stość. Mó­wiąc otwar­cie, bę­dziesz kimś innym, niż je­steś teraz, ukształ­tu­ją cię bo­wiem zu­peł­nie inne wy­da­rze­nia. Jed­no­cze­śnie jed­nak bę­dziesz miał wie­dzę o tej obec­nej rze­czy­wi­sto­ści i świa­do­mość, że to twoja de­cy­zja ją zmie­ni­ła. Tylko że… w tej nowej rze­czy­wi­sto­ści nie znaj­dziesz nic, co po­twier­dza­ło­by ist­nie­nie tej innej, tej, którą zmie­ni­łeś. W na­tu­ral­ny spo­sób za­czniesz więc wąt­pić w swoje po­przed­nie wspo­mnie­nia, aż wresz­cie, dla za­cho­wa­nia rów­no­wa­gi psy­chicz­nej, twój mózg umie­ści je w dzia­le „Uro­je­nia”.

Krzy­siek wsłu­chi­wał się w pły­ną­cy nie­śpiesz­nie i pach­ną­cy ko­smo­sem or­ga­no­wy pod­kład i łka­ją­cą gi­ta­rę. Cze­kał na cha­rak­te­ry­stycz­ny, skła­da­ją­cy się z czte­rech nut gi­ta­ro­wy riff i wcho­dzą­cą po czwar­tym po­wtó­rze­niu per­ku­sję. Gdy usły­szał słowa Re­mem­ber when you were young, wie­dział już, co od­po­wie na py­ta­nie ojca.

Koniec

Komentarze

dzi­siaj nawet noc nie po­tra­fi­ła ukryć w swoim wnę­trzu, tej jego cho­ler­nej sa­mot­no­ści.

Prze­ci­nek do od­strza­łu.

 

które cho­ciaż­by w przy­bli­że­niu od­po­wia­da­ły­by tam­tej rze­czy­wi­sto­ści.

Albo albo:

→ które cho­ciaż w przy­bli­że­niu od­po­wia­da­ły­by tam­tej rze­czy­wi­sto­ści

które cho­ciaż­by w przy­bli­że­niu od­po­wia­da­ły

 

Naj­pierw zajmę się tymi ele­men­ta­mi, które mi nie po­de­szły, do chwa­le­nia przej­dę póź­niej.

Wła­ści­wie ma­ru­dze­nia nie bę­dzie dużo. Wąt­pli­wo­ści moje budzi głów­nie zmia­na nar­ra­cji z trze­cio­oso­bo­wej na pierw­szo­oso­bo­wą. Po co? Po­nad­to duże za­gęsz­cze­nie po­sta­ci w tak krót­kim tek­ście. Mo­men­ta­mi cięż­ko było mi się po­ła­pać kto jest kim i jaką rolę w życiu bo­ha­te­ra pełni.

Za­koń­cze­nie takie… bez pier­dol­nię­cia. Nie wy­brzmie­wa, a chcia­ło­by się ja­kiejś traf­nej pu­en­ty, która spra­wi, że tekst zo­sta­nie z czy­tel­ni­kiem na dłu­żej.

Dobra, to teraz do chwa­le­nia. Bar­dzo do­brze się czy­ta­ło, choć tekst jest gorz­ki, ale ja tam aku­rat go­rycz uwa­żam za nie­moż­li­wy do po­mi­nię­cia ele­ment świą­tecz­ne­go wy­stro­ju i na­stro­ju, więc no… Po­do­ba mi się spo­sób, w jaki spor­tre­to­wa­łeś ro­dzi­nę Krzyś­ka. Nie jest tok­sycz­na ani pa­to­lo­gicz­na, ale – jak we wszyst­kich fa­mi­liach na świe­cie – każdy nie­sie pe­wien bagaż do­świad­czeń i przy­krych wspo­mnień zwią­za­nych z in­ny­mi człon­ka­mi ro­dzi­ny. Zda­rza­ją się mo­men­ty cie­płe i przy­jem­ne – cho­ciaż w przy­pad­ku two­je­go tek­stu dzie­ją się one poza ka­drem, są wspo­mnia­ne jako prze­szłość, do któ­rej już nie ma po­wro­tu – ale do­mi­nu­je w re­la­cjach bo­ha­te­rów głów­nie żal i roz­go­ry­cze­nie. Praw­dzi­we, ład­nie ujęte.

three go­blins in a trench coat pre­ten­ding to be a human

Dzię­ki, Gra­vel, za tak szyb­ki i miły ko­men­tarz.

Prze­ci­nek i “by” od­strze­lo­ne.

Nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa wkra­dła się z dwóch po­wo­dów: po pierw­sze wy­da­wa­ło mi się, że uroz­ma­ici tro­chę opo­wia­da­nie, wpro­wa­dzi taki fajny twist – jak widać nie za­gra­ło. Po dru­gie, za­wsze strasz­nie cią­gnie mnie do nar­ra­cji pierw­szo­oso­bo­wej i gdy tylko zbyt­nio wejdę w opi­sy­wa­ną rze­czy­wi­stość i za­cznę się w jakiś spo­sób utoż­sa­miać z bo­ha­te­rem, to włą­cza się au­to­ma­tycz­nie i póź­niej czę­sto muszę to prze­ra­biać. :)

A z za­koń­cze­niem to na­praw­dę nie wiem co zro­bić, żeby nie po­paść w banał. Pier­dol­nię­cie, mó­wisz? Ale ja chyba w to nie po­tra­fię. A chciał­bym. smiley

Za resz­tę ko­men­ta­rza bar­dzo dzię­ku­ję, bo wła­śnie o to mi w tym opo­wia­da­niu cho­dzi­ło. Za­rów­no w war­stwie fak­to­gra­ficz­nej jak i uczu­cio­wej.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Ma­ru­dzę na to za­koń­cze­nie chyba głów­nie dla­te­go, że mia­łam na­dzie­ję, iż nie pój­dziesz w tę stro­nę ;) Moż­li­we, że gdy­bym nie na­sta­wia­ła się na nic kon­kret­ne­go, bar­dziej by mi pa­so­wa­ło do tek­stu. Mogę się też za­ło­żyć, że wielu oso­bom się spodo­ba; samo w sobie nie jest złe.

three go­blins in a trench coat pre­ten­ding to be a human

Dzię­ki, ja za­sad­ni­czo lubię ma­ru­dze­nie pod moimi opo­wia­da­nia­mi.

Szcze­gól­nie takie. smiley

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Tro­chę się gu­bi­łam w ro­dzin­nych ko­li­ga­cjach, prze­le­cia­łam ze trzy razy, zanim udało mi się wła­ści­wie po­usta­wiać po­szcze­gól­ne osoby. Z jed­nej stro­ny ja tak mam, ale z dru­giej, ta nagła nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa wpro­wa­dzi­ła nie­po­trzeb­ne za­mie­sza­nie. Przez mo­ment my­śla­łam, że to z per­spek­ty­wy taty.

No do kitu miał chło­pak te Wi­gi­lie. I to wła­ści­wie je­dy­ne, co mogę po­wie­dzieć, bo zo­sta­wi­łeś mnie w sta­nie za­wie­sze­nia. Nie mam po­ję­cia, co wy­brał Krzy­siek, jak się to dalej po­to­czy­ło. Jako czy­tel­nik nie po­tra­fię po­sta­wić się w jego roli i od­gad­nąć, co by zmie­nił. A co za tym idzie, nie wiem do czego wła­ści­wie zmie­rzasz.

Zga­dzam się z Gra­vel, ro­dzin­ka faj­nie przed­sta­wio­na, ro­zu­miem smu­tek mamy Krzyś­ka po wyj­ściu sio­stry i po­czu­cie winy bo­ha­te­ra. Przy­pusz­czam jed­nak, że gdyby zde­cy­do­wał się to zmie­nić, w pew­nym mo­men­cie i tak skoń­czy­ło­by się po­dob­nie, ktoś pal­nął­by coś, co wku­rzy­ło­by ciot­kę Le­oka­dię.

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

Dzię­ki Irko za prze­czy­ta­nie i ko­men­tarz.

Ni­ko­go z ro­dzi­ny nie wytnę z opo­wia­da­nia, wszyst­kim obie­ca­łem, że tu się znaj­dą i nie wiem jak wy­glą­da­ły­by moje świę­ta, gdy­bym kogoś po­mi­nął. wink

Nie­szczę­sną nar­ra­cję pierw­szo­oso­bo­wą będę mu­siał chyba zmie­nić. Jesz­cze się waham, ale w no­tat­ni­ku już prze­ro­bio­ne.

Jako czy­tel­nik nie po­tra­fię po­sta­wić się w jego roli i od­gad­nąć, co by zmie­nił.

No wła­śnie, trud­ne to jest w ta­kich oko­licz­no­ściach, co?

Ja po­tra­fię się po­sta­wić w jego sy­tu­acji, ale też nie wiem, co bym zmie­nił. To taki przy­kład sy­tu­acji eks­tre­mal­nej, nie do­wiesz jak byś po­stą­pi­ła, do­pó­ki tego nie prze­ży­jesz.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Jakże praw­dzi­we spoj­rze­nie na Świę­ta. Jakże inne od tego, co pró­bu­ją nam wmó­wić krzy­kli­we re­kla­my, ja­skra­wo ude­ko­ro­wa­ne cen­tra han­dlo­we, wy­sta­wy i skle­py. Jakże da­le­kie od tej całej świe­tli­stej cud­no­ści i upier­dli­we­go brzmie­nia dzwo­necz­ków.

Wiem, że dla nie­któ­rych wła­śnie ta otocz­ka sta­no­wi o wszyst­kim i po­ma­ga wczuć się w kli­mat Świąt, mnie, nie­ste­ty, znie­chę­ca całą mocą swej na­chal­no­ści. Pew­nie dla­te­go bar­dzo mi się po­do­ba, że Twoi świę­tu­ją­cy są zwy­czaj­ni, że w ten dzień także to­wa­rzy­szą im tro­ski i nie­we­so­łe myśli, któ­rych nie da się prze­cież ani za­po­mnieć na jakiś czas, ani nawet od­su­nąć na kilka go­dzin z oka­zji Wi­gi­lii.

 

Sio­stry mamy, wi­dząc ich re­ak­cje, co rusz da­wa­ły im do zro­zu­mie­nia… ―> Drugi za­imek zbęd­ny.

 

Wbi­ja­jąc in­ten­syw­nie wzrok ciem­ność za oknem… ―> Wbi­ja­jąc in­ten­syw­nie wzrok w ciem­ność za oknem

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

 Bar­dzo mi się po­do­ba. Gęsto tu od emo­cji, ale ta­kich nie­świą­tecz­nych ra­czej. Py­ta­nia o naszą eg­zy­sten­cję po śmier­ci w roz­mo­wie ze zmar­łym ojcem – dobre. Wi­gi­lij­na kłót­nia ro­da­ków – jakże praw­dzi­we. Wy­pa­dek, który zmie­nia wszyst­ko – każdy z nas czuje strach na myśl o tym. Mi­łość, która za­mie­nia się w li­tość, a potem w obo­wią­zek – strasz­ny dy­le­mat czy zo­stać czy zo­sta­wić. No i ko­niec – mnie się po­do­bał, bo nie daje od­po­wie­dzi. Może jest to py­ta­nie, co my byśmy zmie­ni­li mając taką moż­li­wość. Trud­ne to spra­wy, ale jak w życiu nie­ste­ty.

 

W tym frag­men­cie po­wtó­rze­nie

“– Po­zdro­wię, po­zdro­wię. Nie daj się tam zjeść w tej Ame­ry­ce. – Klep­nął go PO­NOW­NIE w plecy i po­szedł dalej.

Ro­zej­rzał się PO­NOW­NIE po sali i zo­ba­czył zmie­rza­ją­cą w jego stro­nę Do­ro­tę.”

Super. Re­ali­stycz­ne, wy­wa­żo­ne i ży­cio­we opo­wia­da­nie. Fakt, mu­sia­łem robić na­wrot­ki żeby nie po­gu­bić się kto kim jest. Za­koń­cze­nie, cóż, fru­stru­ją­ce. Ale chyba cięż­ko żeby było inne.

Bar­dzo dzię­ku­ję wszyst­kim nie­dziel­nym go­ściom za miłe słowa.

Reg, po­praw­ki zro­bio­ne.

Jakże praw­dzi­we spoj­rze­nie na Świę­ta.

Takie wła­śnie chcia­łem – po­ka­zać świę­ta od stro­ny do­ro­słych, bo zwy­kle po­ka­zy­wa­ne są od tej dzie­cię­cej, we­so­łej stro­ny.

 

Matko Chrzest­na, wiel­kie dzię­ki za fajne pod­su­mo­wa­nie, ale szcze­gól­na wdzięcz­ność za po­niż­szy frag­ment:

 Gęsto tu od emo­cji,

Bar­dzo cze­ka­łem na takie słowa, bo to jest to co chcia­łem przede wszyst­kim osią­gnąć.

 

ANDO, dzię­ki, że tu za­wi­ta­łaś i może nawet prze­czy­ta­łaś i może nawet się spodo­ba­ło. smiley

 

Ło­siot, dzię­ki;

Re­ali­stycz­ne, wy­wa­żo­ne i ży­cio­we opo­wia­da­nie.

Nic tylko się roz­pły­nąć pisać dalej.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Bar­dzo mi się po­do­ba­ło. Na­ła­do­wa­ne emo­cja­mi, a czy­ta­ło się lekko. Wes­tchnę­łam nawet kilka razy po­ru­szo­na nie­szczę­śli­wy­mi przy­pad­ka­mi. Do­brze to roz­pra­co­wa­łeś. Po­czą­tek i za­koń­cze­nie two­rzą ładną klam­rę. Cie­szę się, że przed­sta­wi­łeś Świę­ta na­tu­ral­nie, a emo­cjo­nal­nie za­ra­zem. Szko­da tylko, że bo­ha­ter miał takie przy­kre do­świad­cze­nia. Nie wiem, jak to ująć: przed­sta­wi­łeś nor­mal­ną Wi­gi­lię w nie­nor­mal­ny spo­sób. ;)

Ładne to. Ładne i smut­ne.

Po­le­cam do Bi­blio­tecz­ki. 

Po­wo­dze­nia w kon­kur­sie!

Pi­sa­nie o emo­cjach w wy­wa­żo­ny i nie­prze­sa­dzo­ny spo­sób, nie jest pro­ste. Cho­ciaż opo­wia­da­nie nie po­ry­wa fa­bu­łą, to prze­cież nie takie tutaj było jego za­da­nie. Cel byl pro­sty: po­ka­zac w nie­na­chal­ny spo­sób emo­cje, zwią­za­ne z tra­ge­dią, która spo­tka­ła głów­ne­go bo­ha­te­ra. We­dług mnie udało Ci się ro zro­bić. Po­nie­waż je­stem fanem tego typu li­te­ra­tu­ry (tj wię­cej emo­cji i fi­lo­zo­fii, mniej la­se­ru z oka w fan­ta­sty­ce), po­sta­ram się o klika. Po­zdra­wiam Ci­chy0

Sa­ra­Win­ter, dzię­ku­ję za ko­men­tarz i klicz­ka, cie­szę się że po­tra­fi­łem wresz­cie na­pi­sać coś co wy­wo­ła­ło ja­kieś wzru­sze­nie. I jesz­cze dzię­ki za moż­li­wość do­da­nia ko­lej­ne­go cy­ta­tu, który cie­szy me oczy:

Ładne to. Ładne i smut­ne.

 

Ci­chy0, tobie rów­nież dzię­ku­ję za ko­men­tarz i klicz­ka. Gra­tu­lu­ję osią­gnię­cia pięć­dzie­siąt­ki, jesz­cze pa­mię­tam, jakie to było przy­jem­ne. smiley

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Sym­pa­tycz­ny tekst. Nie rzuca na ko­la­na jak no­wi­na pa­ste­rzy, ale czyta się w miarę przy­jem­nie.

Zga­dzam się, że pa­nu­je na­tłok po­sta­ci. Gu­bi­łam się w ko­li­ga­cjach.

Po­mysł “co byś zmie­nił w swoim życiu” chyba nie jest nowy.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Fin­klo, dzię­ku­ję za ko­men­tarz i klicz­ka.

Ni­ko­go nie chcia­łem rzu­cać, przy­kro mi, jeśli po­czu­łaś się za­wie­dzio­na.wink

Cie­szę się, że czy­ta­ło się przy­jem­nie, po­mi­mo nie­zbyt ory­gi­nal­ne­go po­my­słu.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Tro­chę zbyt ste­reo­ty­po­wa ta Le­oka­dia i rze­czy­wi­ście zbyt duży na­tłok ko­li­ga­cji. Opo­wia­da­nie po­do­ba mi się, nie­ste­ty. Szko­da tylko, że nie­ist­nie­ją­cy za­pew­ne ‘tam­ten świat’ nie prze­ni­ka się z na­szym – nawet w Wi­gi­lę.

Oho­uaps­sie, dzię­ku­ję, że prze­czy­ta­łeś i sko­men­to­wa­łeś.

Po­la­cy to jakaś taka ste­reo­ty­po­wa nacja jest – ciot­ka de­wot­ka, wujek lewak, bab­cia robi pie­ro­gi, kto z was nie ma kogoś ta­kie­go w ro­dzi­nie?

Za­sta­no­wi­ła mnie kon­struk­cja “Opo­wia­da­nie po­do­ba mi się, nie­ste­ty.” – to wo­lisz takie, co Ci się nie po­do­ba­ją? smiley

A “tam­ten świat” prze­ni­ka się z na­szym. Tylko “tamci” nie mają o czym z nami gadać. sad

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Bar­dzo dobry tekst, widzę w nim pewne punk­ty wspól­ne z moim kon­kur­so­wym opo­wia­da­niem, ale moim zda­niem, Tobie udało się pod­jeść do te­ma­tu w dużo lep­szy i z pew­no­ścią mniej roz­ł­za­wio­ny spo­sób :) Prze­czy­ta­łam z przy­jem­no­ścią. 

Hello, to ja, Mer­sey­ake cool Do­brze wy­ko­na­ne i cie­ka­we opo­wia­da­nie, daję lajka yes Lubię takie fi­lo­zo­ficz­ne de­kon­struk­cje rze­czy­wi­sto­ści, mam tu na myśli wątek wpro­wa­dzo­ny przez ojca bo­ha­te­ra. Był­bym cie­kaw roz­wi­nię­cia pew­nych ob­ra­zów, po­nie­waż po­stać (umow­nie) zjawy su­ge­ru­je ogra­ni­cze­nia po­znaw­cze, ale robi to se­lek­tyw­nie. (Tłu­ma­czy np. pa­mięć po przej­ściu zmia­ny). Z dru­giej stro­ny po­wstał­by trak­tat fi­lo­zo­ficz­ny, a czy­tel­nik od po­cząt­ku otrzy­mał­by zbyt wiele bodź­ców – eks­plo­zja mózgu gwa­ran­to­wa­na. Nie mó­wiąc już nic o li­mi­tach w zna­kach. Kiedy bo­ha­ter kłó­cił się z bab­cią o in vitro, na­padł mnie nie­po­kój, czy opo­wia­da­nie nie sko­rzy­sta ze zbyt pro­stych sche­ma­tów, ale był to fał­szy­wy alarm. Uzna­łem, że tamta scena współ­pra­cu­je z resz­tą.

Myślę, że hi­sto­ria zo­sta­ła opo­wie­dzia­na w wy­wa­żo­ny spo­sób, co też za­li­czył­bym na plus. Ujmę to tak: był tutaj emo­cjo­nal­ny ba­lans. Wy­ko­na­nie ję­zy­ko­we wy­szło jak dla mnie do­brze, może nawet bar­dzo do­brze. Przez tekst prze­le­cia­łem szyb­ko, cho­ciaż też wra­ca­łem do siat­ki ro­dzin­nej, którą uzna­łem póź­niej jako drugi plan.

Katiu, bar­dzo dzię­ku­ję. Zu­peł­nie nie wiem co po­wie­dzieć, po­ka­żę więc co czuję.

 

Mer­say­ake, dzię­ki za wi­zy­tę i ko­men­tarz. Przy­znam szcze­rze, że mu­sia­łem tro­chę po­wstrzy­mać ojca, przed roz­wi­ja­niem teo­rii świa­tów rów­no­le­głych.

Dzię­ku­ję za po­chwa­ły. Za­sta­na­wiam się nad po­ka­za­niem w przed­mo­wie ja­kie­goś drze­wa ge­ne­alo­gicz­ne­go. laugh

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Gra­vel re­kla­mo­wa­ła, więc CM przy­był. :)

Motyw “co chciał­byś zmie­nić” sto­sun­ko­wo pro­sty, wy­ko­rzy­sty­wa­ny po wie­lo­kroć. Jed­nak, jak pi­sa­łem już nie­raz, w mo­ty­wie ważne jest przede wszyst­kim, żeby cze­muś słu­żył, do­pie­ro póź­niej rolę gra jego ewen­tu­al­na wtór­ność bądź jej brak. Tutaj służy, jest, jak pi­sa­łem, pro­sty, po­dob­nie jak samo opo­wia­da­nie. Z tym, że pro­sty nie za­wsze ozna­cza za­rzut. I tak jest wła­śnie tutaj, bo też i da­jesz temu swo­je­mu tek­sto­wi kon­kret­ne ob­ra­zy i re­flek­sje do prze­sła­nia, więc ja­kie­kol­wiek kom­bi­no­wa­nie czy kom­pli­ka­cje w opo­wia­da­niu ra­czej zro­bi­ły­by mu krzyw­dę niż sta­no­wi­ły war­tość do­da­ną.

Tekst prze­sy­ła kon­kret­ne ob­ra­zy i re­flek­sje w opar­ciu o dwa “punk­ty pod­par­cia”. Pierw­szy to ro­dzi­na. Drugi – pełne go­ry­czy ob­li­cze świąt. Oba wątki zaraz roz­wi­nę. Na­to­miast na wstę­pie zwró­cę uwagę na ich cechę wspól­ną. Praw­dzi­wość. Ta praw­dzi­wość jest tu war­to­ścią, bo z jed­nej stro­ny prze­sy­ła wia­ry­god­ne re­flek­sje, z dru­giej jest w sta­nie ich bro­nić nie­ja­ko za Au­to­ra. Autor z czy­tel­ni­kiem dys­ku­to­wać już nie musi, bo też, jeśli ktoś bę­dzie pró­bo­wał pod­jąć po­le­mi­kę, zna­czyć to bę­dzie nie mniej, nie więc, jak pewną, świa­do­mą bądź nie, próbę za­kła­my­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści.

Mamy więc ty dwa mo­ty­wy. Za­cznę od ro­dzi­ny. Ro­dzi­na, jak pi­sa­łem, jest praw­dzi­wa. Obraz znany, po­wszech­ny i, nie­ste­ty, w tej swo­jej po­wszech­no­ści nie­zmien­ny. Smut­ne to, bo ozna­cza nie­ja­ko taki tro­chę triumf sche­ma­tów nad re­flek­syj­no­ścią. Czy ta ro­dzi­na u Cie­bie jest jed­no­znacz­nie zła? Może w jakiś spo­sób pa­to­lo­gicz­na? Nie. Jest zwy­czaj­na. A jed­nak, jak to w świę­ta, pró­bu­je ze­rwać z tą swoją prze­cięt­no­ścią, neu­tral­no­ścią, przy­stro­jo­na w wy­mu­szo­ne przez kart­kę z ka­len­da­rza prze­sło­dzo­ne sztucz­ne uśmie­chy i rów­nie sztucz­ną życz­li­wość. Bun­tu­ją­ca się prze­ciw­ko każ­dej pró­bie po­wro­tu do nor­mal­no­ści po­przez pod­ję­cie po­le­mi­ki. Wcale nie jed­no­znacz­nie zło­śli­we. Ra­czej pod­kre­śla­ją­ce pewne róż­ni­ce czy to po­glą­do­we, czy na prze­strze­ni uczuć. Za­mia­ta­ją­ca wszyst­ko, co złe, pod dywan, w ja­kimś takim ro­bo­czym, wy­pra­co­wa­nym bez­myśl­nie prze­ko­na­niu, że tak trze­ba: bo świę­ta. Czas, kiedy je­ste­śmy jed­no­znacz­nie do­brzy. Ko­cha­ni. Cu­dow­ni. Ide­al­ni. Na szczę­ście tylko przez dwa, trzy dni, bo uda­wać dłu­żej by­ło­by już zbyt cięż­ko.

Masz więc ro­dzi­nę praw­dzi­wą i rów­nie praw­dzi­wy, gorz­ki obraz świąt. Ten obraz jest tutaj czymś w ro­dza­ju “przy­po­mi­naj­ki”, że świę­ta ozna­cza­ją całą pa­le­tę od­czuć. Te od­czu­cia są moc­niej­sze, niż w in­nych okre­sach, ale to nie za­wsze jest po­zy­tyw­ne. Bo tak, jak ko­rzy­sta­jąc z pre­tek­stu świąt mo­że­my, w gro­nie ro­dzin­nym, za­mieść do­wol­ną ilość pro­ble­mów pod dywan – co w prak­ty­ce może też ozna­czać czas przy­jem­nej bez­tro­ski, tak samo wszyst­kie ne­ga­tyw­ne ele­men­ty życia, braki, po­trze­by, wy­brzmie­wa­ją w tych dniach szcze­gól­nie. Bo za­mieść pod dywan można coś, co ist­nie­je. To, czego nam bra­ku­je, co stra­ci­li­śmy, do za­mie­ce­nia jest nie­moż­li­we. To bę­dzie w świę­ta uwie­ra­ło szcze­gól­nie, bo, gdy­by­śmy tylko to mieli, wła­śnie ten okres do­star­czał­by nam naj­więk­szej ra­do­ści.

Po­zy­ty­wów w tym opo­wia­da­niu, mimo gorz­kie­go brzmie­nia, jest sporo. Tym nie mniej, przez zwy­kłą uczci­wość, muszę pod­kre­ślić, że jest to tekst przy­zwo­ity. Bo tak, jak cięż­ko bez­po­śred­nio się cze­goś cze­piać, tak trze­ba pa­mię­tać o dwóch waż­nych spra­wach. Wy­dźwięk tek­stu bar­dziej wy­ni­ka z ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści niż z kre­acji Au­to­ra. Ta praw­dzi­wość jest tu tro­chę bro­nią obu­siecz­ną. Bo tak, jak wia­ry­god­ność tek­stu nie po­zo­sta­wia czy­tel­ni­ka obo­jęt­nym, tak przej­mu­je­my się wła­śnie bar­dziej tą rze­czy­wi­sto­ścią niż hi­sto­rią przed­sta­wio­ną w opo­wia­da­niu.

Druga ważna spra­wa to jed­nak pewna po­wszech­ność tej hi­sto­rii. Ta po­wszech­ność, jak pi­sa­łem po­wy­żej, nie po­win­na być za­rzu­tem, bo też i ma swoją rolę. Ale też z górny na­le­ży pa­mię­tać, że w wy­ni­ku owej po­wszech­no­ści tekst nie wy­bi­je się ponad przy­zwo­itość. Bo zwy­czaj­nie nie ma “z czego”. Bra­ku­je tu jed­ne­go czy dwóch ele­men­tów, dzię­ki któ­rym można po­wie­dzieć: No tak, to nie tylko obraz wy­ję­ty z życia, ale coś wię­cej. Obraz bo­gat­szy, bo wspar­ty pewną kre­atyw­no­ścią, która jed­nak przed­sta­wia ten nasz ułom­ny w swo­jej umow­nej pro­sto­cie świat w in­nych sza­tach, bar­wach, oko­licz­no­ściach, sce­ne­rii.

Jest więc to opo­wia­da­nie przy­zwo­ite. Na­praw­dę przy­zwo­ite, a przy oka­zji oka­zjo­nal­ne – czyli takie, które świet­nie wy­brzmie­wa w danym okre­sie, ale na dłu­żej w pa­mięć nie za­pad­nie. W innym okre­sie może też przejść nie­zau­wa­żo­ne. Czy to źle? Nie. Bo nie jest rolą każ­de­go tek­stu za­chwy­cać, im­po­no­wać kre­acją, pre­ten­do­wać do pió­rek. Cza­sem trze­ba pro­ściej. Bez prze­sa­dzo­nych am­bi­cji, za to z kon­kret­nym prze­sła­niem. I tak wła­śnie ode­bra­łem to Twoje opo­wia­da­nie. A że czy­ta­łem z za­in­te­re­so­wa­niem, to można wy­wnio­sko­wać z dłu­go­ści ko­men­ta­rza. :)

Koń­cząc, po­świę­cę może jesz­cze zda­nie wspo­mi­na­nej już re­flek­syj­no­ści. Bo też, choć pre­zen­tu­jesz w opo­wia­da­niu obraz gorz­ki, to jed­nak wcale nie on wy­brzmie­wa w tym tek­ście naj­moc­niej, ale pły­ną­ca z niego, pro­sta, acz kosz­mar­nie po­nu­ra re­flek­sja. Pre­zen­tu­jesz obraz do­brze znany, wał­ko­wa­ny po raz ty­sięcz­ny. Tyle samo razy wy­cią­ga­my z niego swoje wnio­ski i re­flek­sje. A na końcu i tak ro­bi­my to, co zwy­kle.

Tyle ode mnie.

Po­zdra­wiam. 

Sa­mo­zwań­czy Lotny Dy­żur­ny-Par­ty­zant; Nie­ofi­cjal­ny czło­nek sto­wa­rzy­sze­nia Mal­kon­ten­tów i Hi­po­chon­dry­ków

Nie­sa­mo­wi­ty CM-ie, bar­dzo dzię­ku­ję za Twój, jakże im­po­nu­ją­cy ko­men­tarz. Czuję się zo­bo­wią­za­ny god­nie na niego od­po­wie­dzieć, jed­nak­że dzi­siaj czasu na to nie znaj­dę – może w nocy, a na pewno jutro od­nio­sę się do Two­jej wy­po­wie­dzi.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Spo­koj­nie, nie “poli się”. :-)

Sa­mo­zwań­czy Lotny Dy­żur­ny-Par­ty­zant; Nie­ofi­cjal­ny czło­nek sto­wa­rzy­sze­nia Mal­kon­ten­tów i Hi­po­chon­dry­ków

W pierw­szym mo­men­cie są­dzi­łam, że to smut­ne spoj­rze­nie na świę­ta. Teraz nie mogę się zde­cy­do­wać. Czuć, że mimo ja­kichś ro­dzin­nych waśni mają dla Krzyś­ka nie­ba­ga­tel­ne zna­cze­nie.

Z czy­stej cie­ka­wo­ści muszę spy­tać: czy gdy­byś miał do­pi­sać jesz­cze jedno zda­nie, wie­dział­byś, co od­po­wie Krzy­siek? Pod­ją­łeś tę de­cy­zję? Za­wsze za­sta­na­wia mnie, czy zo­sta­wia­jąc tak otwar­te za­koń­cze­nie autor ma jed­nak kon­kret na myśli, nawet jeśli nie chce go po­da­wać czy­tel­ni­kom. (Żeby była ja­sność: nie chcę usły­szeć tego kon­kre­tu, je­dy­nie czy on w Two­jej gło­wie ist­nie­je.)

Ponoć robię tu za mo­de­ra­cję, więc w razie po­trze­by - pisz śmia­ło. Nie gryzę, naj­wy­żej na­pusz­czę na Cie­bie Lu­cy­fe­ra, choć Księż­nicz­ki na­le­ży bać się bar­dziej.

Verus, to jest smut­ne spoj­rze­nie na świę­ta. sad 

Jest Wi­gi­lia a Krzy­siek jest sam, no jak byś się czuł na jego miej­scu?

Nie, nie mam po­ję­cia co Krzy­siek od­po­wie­dział. Teo­re­ty­zo­wa­nie typu “co byś zro­bił gdyby”, jest bez­sen­sow­ne wtedy, gdy do­ty­czy sy­tu­acji eks­tre­mal­nych. Nie do­wiesz się ina­czej jak tylko w prak­ty­ce – ni­ko­mu nie życzę.

 

CMsad

– za­ku­py

– go­to­wa­nie

– sprzą­ta­nie

– pa­ko­wa­nie pre­zen­tów

– czwar­ty od­ci­nek Wiedź­mi­na

– przej­rzeć NF

– spać

Czy je­stem uspra­wie­dli­wio­ny?

 

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Nie je­steś, Fi­zy­ku xd

Lo­gi­ka za­pro­wa­dzi cię z punk­tu A do punk­tu B. Wy­obraź­nia za­pro­wa­dzi cię wszę­dzie. A.E.

Widzę, że na razie kró­lu­ją ra­czej pe­sy­mi­stycz­ne tek­sty. Zga­dzam się z po­przed­ni­mi ko­men­ta­rza­mi, że jest tu dużo go­ry­czy, ży­cio­wych tra­ge­dii i nie­sna­sek. Głów­ny bo­ha­ter ma sy­tu­acje nie do po­zaz­drosz­cze­nia. Czy­ta­ło się do­brze, po­do­bał mi się frag­ment z opi­sem wy­glą­da­nia przez okno – dwa świa­ty. Ja aku­rat nie gu­bi­łam się zbyt­nio w ko­li­ga­cjach ro­dzin­nych (a przy­naj­mniej szyb­ko się od­naj­dy­wa­łam). Nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa rów­nież mi nie prze­szka­dza­ła, sama lubię tak pisać.

 

Po­wo­dze­nia w kon­kur­sie :)

Czy je­stem uspra­wie­dli­wio­ny?

CM pra­gnie uprzej­mie po­in­for­mo­wać, że ze wzglę­du na sze­reg ar­gu­men­tów oraz oko­licz­no­ści ła­go­dzą­cych wnio­sek o uspra­wie­dli­wie­nie roz­pa­trzo­no po­zy­tyw­nie. :-)

Sa­mo­zwań­czy Lotny Dy­żur­ny-Par­ty­zant; Nie­ofi­cjal­ny czło­nek sto­wa­rzy­sze­nia Mal­kon­ten­tów i Hi­po­chon­dry­ków

Prze­czy­ta­łam.

"Myślę, że jak czło­wiek ma w sobie tyle nie­sa­mo­wi­tych po­my­słów, to musi zo­stać pi­sa­rzem, nie ma rady. Albo do czub­ków." - Jo­na­than Car­roll

My­śla­łam, że wsta­wi­łam ko­men­tarz, a teraz go nie widzę, tylko jedną żar­to­bli­wą uwagę.

Prze­pra­szam za ga­pio­stwo. I szyb­ko prze­kle­jam:)

Opo­wia­da­nie mi się po­do­ba­ło, rów­nież przez to, że jest inne niż Twoje do­tych­cza­so­we. Pi­szesz o lu­dziach, ich wspo­mnie­niach i wszyst­ko to mo­gło­by się zda­rzyć. Praw­dzi­we. Cenię je za brak psy­cho­po­po­wych skró­tów. Motyw fan­ta­stycz­ny jest mi bli­ski.

Ład­nie jest też na­pi­sa­ne. 

Gdyby miała się cze­piać to uczel­nia­nej Wi­gi­lii. Dużo tam się dzie­je, po­sta­ci, spraw. Nad tym można by­ło­by się za­sta­no­wić.

pzd srd :)

a

Lo­gi­ka za­pro­wa­dzi cię z punk­tu A do punk­tu B. Wy­obraź­nia za­pro­wa­dzi cię wszę­dzie. A.E.

Raz jesz­cze CM-ie dzię­ku­ję za bar­dzo ob­szer­ny ko­men­tarz.

Mam wra­że­nie, że jest on bar­dzo dy­plo­ma­tycz­ny w sen­sie takim jak TUTAJ.  wink

 

Po­zwo­lę sobie stre­ścić w kilku sło­wach, jak ja ro­zu­miem Twoją ocenę:

Opo­wia­da­nie jest opar­te na pro­stym po­my­śle, hi­sto­ria jest nie­zbyt ory­gi­nal­na a wy­ko­na­nie przy­zwo­ite.

Po­mi­mo usil­nych prób osło­dze­nia tego wer­dyk­tu, nic nie jest w sta­nie zmie­nić jego wy­mo­wy. Ja, jako autor, mogę tylko zgo­dzić się z taką opi­nią i ją za­ak­cep­to­wać, po­nie­waż po pierw­sze, takie masz prawo jako czy­tel­nik, a po dru­gie jest to opi­nia za­pew­ne dość bli­ska praw­dy. Czuł­bym się jed­nak tro­chę nie w po­rząd­ku, gdy­bym po­nie­chał przed­sta­wie­nia kilu swo­ich uwag.

 

Po pierw­sze, wo­lał­bym Twoją opi­nię wy­ra­żo­ną bar­dziej wprost, bez tak wielu tłu­ma­czeń. Ja wiem, że taki masz styl w swo­ich ko­men­ta­rzach, ale tym razem, chyba za bar­dzo chcia­łeś być miły. (Tutaj ja muszę po­dą­żyć Twoją ścież­ką i dodać, że wolę abyś taki okra­szo­ny za­strze­że­nia­mi ko­men­tarz na­pi­sał, niż gdy­byś miał go nie na­pi­sać wcale). Do­ce­niam Twój wy­si­łek i jed­no­cze­śnie pro­szę o wpi­sa­nie fi­zy­ka na listę użyt­kow­ni­ków z twar­dą dupą. smiley

 

Po dru­gie, nie mogę się zgo­dzić z Twoją tezą o dwóch “punk­tach pod­par­cia” tego opo­wia­da­nia. 

Pierw­szy to ro­dzi­na. Drugi – pełne go­ry­czy ob­li­cze świąt.

 To zu­peł­nie nie tak. W moim za­my­śle je­dy­nym fi­la­rem tego opo­wia­da­nia jest mi­łość i jej różne ob­li­cza. Wiem, że pi­sząc to przy­zna­ję wprost, że nie jest to dobre opo­wia­da­nie, po­nie­waż nie po­tra­fi­łem w nim prze­ka­zać tego co chcia­łem w zro­zu­mia­ły dla czy­tel­ni­ka spo­sób.

Z dru­giej jed­nak stro­ny, mam wra­że­nie, że na Two­jej in­ter­pre­ta­cji ca­łe­go opo­wia­da­nia, za­wa­ży­ła głów­nie scena z ciot­ką Le­oka­dią, że po­zo­sta­łe dwie sceny (w za­my­śle au­to­ra dużo waż­niej­sze) zo­sta­ły przy­tło­czo­ne przez, jakże ste­reo­ty­po­wo, po­ka­za­ne świę­ta i ro­dzin­ne swary przy stole wi­gi­lij­nym. Tak, wiem, sam je­stem sobie wi­nien. To ja wy­wo­ła­łem temat świa­to­po­glą­do­wo-re­li­gij­ny i wtło­czy­łem opo­wia­da­nie w gor­set ste­reo­ty­pu. Mo­głem wy­my­ślić co­kol­wiek in­ne­go – nie­od­da­ną po­życz­kę, uwie­dzio­ną szwa­gier­kę, dom otrzy­ma­ny w spad­ku a sprze­da­ny bez wie­dzy ro­dzi­ny – no co­kol­wiek. Ale nie wy­my­śli­łem, po­sze­dłem na ła­twi­znę i zbie­ram tego owoce. W moim za­my­śle, w tej sce­nie ważny był efekt koń­co­wy – przez swoje ego­istycz­ne za­cho­wa­nie Krzy­siek krzyw­dzi osobę, którą kocha i przez na­stęp­ne lata po­no­szą oni kon­se­kwen­cje tego za­cho­wa­nia.

W dru­giej i trze­ciej sce­nie jest po­dob­nie – ko­cha­ne przez niego osoby są krzyw­dzo­ne, jedna przez los, druga przez we­wnętrz­ne roz­ter­ki czy też po­czu­cie od­po­wie­dzial­no­ści bo­ha­te­ra. To kim Krzy­siek jest teraz, zde­ter­mi­no­wa­ne jest przez wy­bo­ry do­ko­ny­wa­ne przez niego, lub in­nych – Krzy­siek mógł nie wspo­mnieć o Chry­stu­sie in-vi­tro, kie­row­ca mógł jed­nak za­trzy­mać się na czer­wo­nym świe­tle a po­czu­cie winy wobec Ali­cji mogło być odro­bi­nę słab­sze. W każ­dym takim mo­men­cie po­wsta­ją al­ter­na­tyw­ne świa­ty. Jak po­to­czy­ło by się jego życie, gdyby te wy­bo­ry były inne? 

 

I po trze­cie, bar­dzo do­ce­niam wszyst­kie po­zy­tyw­ne uwagi:

Bar­dzo dzię­ku­ję za wy­eks­po­no­wa­nie “praw­dzi­wo­ści” tej opo­wie­ści. To ważne dla mnie, bo chcia­łem, aby tak to wła­śnie wy­brzmia­ło, szcze­gól­nie w war­stwie emo­cjo­nal­nej. Tym bar­dziej cie­szy, że wszyst­kie zda­rze­nia opi­sa­ne w opo­wia­da­niu są jak naj­bar­dziej fik­cyj­ne (z wy­jąt­kiem mo­je­go upodo­ba­nia do sia­da­nia na pa­ra­pe­cie).

Cie­szy mnie rów­nież, że czy­ta­łeś z za­in­te­re­so­wa­niem, co można wy­wnio­sko­wać z dłu­go­ści Two­je­go ko­men­ta­rza. smiley

 

Dzię­ku­ję i cze­kam na Twoje ko­men­ta­rze pod moimi na­stęp­ny­mi opo­wia­da­nia­mi.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Mo­ni­que.M – dzię­ki za ko­men­tarz, cie­szę się że do­brze się czy­ta­ło i że pierw­szo­oso­bo­wa nar­ra­cja nie prze­szka­dza­ła. Za­ło­ży­łem, że po trze­ciej ne­ga­tyw­nej uwa­dze na ten temat, zmie­nię ją na kon­sy­stent­nie trze­cio­oso­bo­wą, ale nie było po­trze­by.

Asy­lum – Tak wła­śnie chcia­łem, na­pi­sać ina­czej, na­pi­sać emo­cjo­nal­nie i uczu­cio­wo. Szko­da mi tej ostat­niej sceny, jest rów­nie ważna jak po­zo­sta­łe, a przez fakt, że jest na końcu, może nawet jest naj­waż­niej­sza, Miała w za­my­śle wień­czyć dzie­ło.

Cie­szą kom­ple­men­ty – dzię­ku­ję.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Mam wra­że­nie, że jest on bar­dzo dy­plo­ma­tycz­ny

A tutaj Cię za­sko­czę, bo… wręcz prze­ciw­nie. W ogóle nie ma tu dy­plo­ma­cji. Ra­czej pa­nu­je taka nie­udol­na chęć za­pa­no­wa­nia nad od­po­wied­nim wy­dźwię­kiem ko­men­ta­rza, co rzad­ko wy­cho­dzi tak, jakby się chcia­ło.

U mnie dy­plo­ma­cja wy­glą­da nie­raz tak, że oczy­wi­ście wska­zu­ję pewne nie­do­cią­gnię­cia, ale sto­su­jąc pewne żar­to­bli­we wstaw­ki, jakąś po­tocz­ną mowę, itp. A przede wszyst­kim po­przez słowa typu: wi­dział­bym, ocze­ki­wał­bym, li­czy­łem, roz­wi­nął­bym, itd.

Po­zwo­lę sobie stre­ścić w kilku sło­wach, jak ja ro­zu­miem Twoją ocenę:

Opo­wia­da­nie jest opar­te na pro­stym po­my­śle, hi­sto­ria jest nie­zbyt ory­gi­nal­na a wy­ko­na­nie przy­zwo­ite.

Nie do końca tak. To zna­czy: opo­wia­da­nie jest opar­te na pro­stym po­my­śle, hi­sto­ria jest nie­zbyt ory­gi­nal­na, a wy­ko­na­nie dobre.

I do­pie­ro te wszyst­kie ele­men­ty skła­da­ją się na koń­co­wą ocenę: przy­zwo­ite. 

 

Wi­dzisz, z tym moimi ko­men­ta­rza­mi to jest tak. Ja spi­su­ję emo­cje i od­czu­cia. Przed na­pi­sa­niem opi­nii bie­gnę sobie raz jesz­cze wzro­kiem przez tekst i cze­kam na po­ja­wia­ją­ce się wspo­mnie­nia typu: na to zwró­ci­łeś uwagę, to zro­bi­ło na tobie wra­że­nie, ko­niecz­nie wspo­mnij o tym ele­men­cie, bo on mocno wpły­nął na od­biór opo­wia­da­nia…

Takie spi­sy­wa­nie od­czuć ma tę jedną za­sad­ni­czą wadę, że czę­sto jest sza­le­nie cha­otycz­ne i cięż­ko nad tym za­pa­no­wać, bo też wy­dźwięk koń­co­wy opi­nii nie­raz jest kom­plet­nie różny od tego, co czu­łem.

Dobra, naj­le­piej na kon­kre­tach.

Kiedy spi­sy­wa­łem swoje od­czu­cia, było wiele ob­ra­zów, czy ele­men­tów, które na mnie dzia­ła­ły i to w spo­sób ewi­dent­ny, który trze­ba było pod­kre­ślić. Efekt był taki, że po­wsta­wał dość długi ko­men­tarz wska­zu­ją­cy po­szcze­gól­ne za­le­ty opo­wia­da­nia. jego wy­dźwięk był tak jed­no­znacz­nie po­zy­tyw­ny, że wła­śnie aż raził tą “po­zy­tyw­no­ścią”, co mogło przy­wo­dzić na myśl da­le­ko po­su­nię­tą dy­plo­ma­cję. Co cie­ka­we, było to ko­men­tarz uczci­wy, bo wszyst­ko co czu­łem i spi­sy­wa­łem było zgod­ne z praw­dą. Tych wszyst­kich spraw typu: hi­sto­ria jest pro­sta, nie ma nic no­we­go… nawet nie chcia­łem wspo­mi­nać, bo prze­cież wiemy to obaj. Ja wiem, że (po­dob­nie jak inni) wy­bra­łeś pro­ste mo­ty­wy, celem prze­ka­za­nia kon­kret­nych ob­ra­zów i re­flek­sji. Ty rów­nież to wiesz. Dla­te­go nie czu­łem nawet po­trze­by, żeby o tym wspo­mi­nać. Sło­wem, opo­wia­da­nie jest świą­tecz­nie uprosz­czo­ne, i jako takie, spraw­dza się bar­dzo do­brze. Ro­bo­tę wy­ko­na­łeś jak trze­ba. 

Tylko, jak wspo­mi­na­łem, po­mi­ja­jąc z po­cząt­ku spra­wę tej pro­sto­ty opo­wia­da­nia, wy­szedł taki ko­men­tarz o cha­rak­te­rze mocno po­chwal­nym, jak­bym ko­men­to­wał co naj­mniej tekst piór­ko­wy. Dla­te­go te wszyst­kie wstaw­ki o bra­kach, pro­sto­cie miały peł­nić formę ta­kiej “przy­po­mi­naj­ki”. Wiem, że to pro­sty tekst świą­tecz­ny o okre­ślo­nych za­ło­że­niach, jako taki go oce­niam, i jako taki spraw­dza się do­brze – to jest, prze­my­ca w sobie to, czego bym od niego wy­ma­gał. Na­to­miast oce­nia­jąc w ten spo­sób, muszę też okre­ślić, jak spo­glą­da­łem na tekst, żeby było wy­raź­nie widać, że nie bawię się w dy­plo­ma­cję, tylko oce­niam opo­wia­da­nie pod kon­kret­nym kątem i z kon­kret­nej per­spek­ty­wy.

Wi­dzisz, że nawet wy­ja­śnie­nia do tego ko­men­ta­rza są mocno po­plą­ta­ne. :) Cza­sem na­praw­dę cięż­ko skle­cić opi­nię tak, żeby z jed­nej stro­ny prze­ka­zać wszyst­ko, co się chcia­ło, z dru­giej zaś, za­cho­wać w nim wła­ści­we od­czu­cia. :)

No, to krót­ko, żeby te od­czu­cia były jasne: dla mnie to opo­wia­da­nie bi­blio­tecz­ne, mniej wię­cej na tym po­zio­mie, co Irki. Jest pro­ste, bo tak wszy­scy po­de­szli­śmy do kon­kur­su i ta­kich też tek­stów ocze­ki­wa­łem. Ma swoje za­ło­że­nia, mocno wpi­su­je się w temat kon­kur­su i prze­my­ca to, co prze­my­cić po­win­no.

Po­ziom “przy­zwo­ity” tego opo­wia­da­nia po­le­ga na tym, że poza kon­kur­sem mo­gło­by być zbyt pro­ste. Ale też poza tym kon­kret­nym kon­kur­sem też pi­sał­byś za­pew­ne ina­czej, bu­du­jąc okre­ślo­ny świat jak w “Pso­ko­tach”, czy bawią się formą, jak przy oka­zji”Lo­ko­mo­tyw­ni­ka”.

Gdyby ten mój beł­kot wy­ja­śnia­ją­cy był nie­ja­sny, to będę go jakoś uzu­peł­niał. Tym nie mniej beł­kot ów wy­da­je mi się ważny, bo wy­dźwięk mo­je­go pierw­sze­go ko­men­ta­rza kom­plet­nie nie od­da­je tego, co rze­czy­wi­ście czu­łem i są­dzi­łem. :)

Do po­zo­sta­łych ele­men­tów od­nio­sę się sze­rzej wie­czo­rem lub jutro. :)

Sa­mo­zwań­czy Lotny Dy­żur­ny-Par­ty­zant; Nie­ofi­cjal­ny czło­nek sto­wa­rzy­sze­nia Mal­kon­ten­tów i Hi­po­chon­dry­ków

Dzię­ki CM-ie, Twój beł­kot wy­ja­śnia­ją­cy jest jak naj­bar­dziej jasny – wiem już gdzie szu­kać dy­plo­ma­cji w Two­ich ko­men­ta­rzach. Bar­dzo to miłe, gdy ktoś wspo­mi­na moje po­przed­nie tek­sty, szcze­gól­nie w taki spo­sób, w jaki Ty to zro­bi­łeś. Dzię­ku­ję i cze­kam na dal­szą część. smiley

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

 To zu­peł­nie nie tak. W moim za­my­śle je­dy­nym fi­la­rem tego opo­wia­da­nia jest mi­łość i jej różne ob­li­cza.

Opo­wia­da­nia tak, na­to­miast fun­da­men­ty bu­do­wa­nia od­czuć są dwa. Przy­naj­mniej w moim przy­pad­ku. 

Opo­wia­da­nie, jako ca­łość, może być opar­te na mi­ło­ści jako kon­kret­nym ter­mi­nie, za­gad­nie­niu. Na­to­miast same od­czu­cia, tak sądzę, bu­do­wa­ne są po­przez ob­ra­zy bądź słowa. Naj­czę­ściej. Nie chce się tu wy­mą­drzać, bo piszę wy­łącz­nie o sobie. 

Te dwa punk­ty pod­par­cia, to pi­sząc w skró­cie, te ob­ra­zy, które po­bu­dza­jąc wy­obraź­nię, pro­wo­ku­ją kon­kret­ne od­czu­cia i re­flek­sje. Mi­łość sama w sobie ob­ra­zem jesz­cze nie jest. Trze­ba ją po­ka­zać. I w moim od­czu­ciu po­ka­zy­wa­łeś ją na ro­dzi­nie i praw­dzi­wym (w bar­dzo sze­ro­kim tego słowa zna­cze­niu) ob­ra­zie świąt. Stąd moja uwaga o dwóch punk­tach pod­par­cia. Na­to­miast pod­kre­ślę jesz­cze raz: ta uwaga do­ty­czy wy­łącz­nie moich od­czuć. Każdy, co nie­unik­nio­ne, może mieć te od­czu­cia różne, więc i różne będą dla niego te punk­ty pod­par­cia.

Z dru­giej jed­nak stro­ny, mam wra­że­nie, że na Two­jej in­ter­pre­ta­cji ca­łe­go opo­wia­da­nia, za­wa­ży­ła głów­nie scena z ciot­ką Le­oka­dią

Pełna racja. Przy­zna­ję się bez bicia. :)

Pi­sa­łem, że opo­wia­da­nie jest praw­dzi­we. Au­ten­tycz­ne. Owa praw­dzi­wość to ma do sie­bie, że mocno dzia­ła na emo­cje. Sło­wem, dany obraz czy scena, jeśli wzbu­dzi w tobie kon­kret­ne, wy­ra­zi­ste od­czu­cia, po­tra­fi przy­sło­nić nieco całą resz­tę. Nie w pełni, ma się ro­zu­mieć. Czy­tasz dalej i wal­czysz nawet z tym kon­kret­nym od­czu­ciem, wy­wo­ła­nym jedną tylko sceną. Ale jest to walka z góry ska­za­na na po­raż­kę. Nie wy­grasz z od­czu­cia­mi. Wiem, bo nie pierw­szy raz mnie tak znosi. Pod­kre­ślam to ce­lo­wo, z pełną pre­me­dy­ta­cją, bo jest i w tym za­war­ty taki bar­dzo kon­kret­ny wnio­sek, a mia­no­wi­cie: praw­dzi­wość ma to do sie­bie, że cza­sem, jeśli tra­fisz na taki szcze­gól­nie da­ją­cy do my­śle­nia obraz (szcze­gól­nie dla cie­bie, nie dla ogółu) to on przy­ku­je moc­niej twoją uwagę i nic z tym nie zro­bisz. Zda­rza­ło się, że zno­si­ło mnie tak i przy opo­wia­da­niach piór­ko­wych, więc tutaj autor czy au­tor­ka nic już nie może po­ra­dzić. :-)

Sa­mo­zwań­czy Lotny Dy­żur­ny-Par­ty­zant; Nie­ofi­cjal­ny czło­nek sto­wa­rzy­sze­nia Mal­kon­ten­tów i Hi­po­chon­dry­ków

Dzię­ku­ję CM-ie.

W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku, liczą się wra­że­nia i in­ter­pre­ta­cje czy­tel­ni­ka, a jeśli są zbież­ne z in­ten­cja­mi au­to­ra to zna­czy, że do­brze do­brze to na­pi­sał. Tutaj jak widać nie do końca się udało, cią­gle bra­ku­je wy­obraź­ni i warsz­ta­tu. Może za rok? smiley

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Dobry tekst. Wcią­gnął, co w sto­sun­ku do mnie dzie­je się rzad­ko jeśli cho­dzi o oby­cza­jów­ki. Przed­sta­wiasz bo­wiem mocno gorz­ki, ale bli­ski praw­dzi­wo­ści. Z ja­sny­mi i ciem­ny­mi spra­wa­mi. I ta część wy­pa­da naj­le­piej.

Z kolei ele­men­ty fan­ta­stycz­ne to ładna klam­ra, pod­su­mo­wa­nie tego, co widać w sfe­rze oby­cza­jo­wej. Taka krop­ka nad “i”.

Tak więc kon­cert fa­jer­wer­ków na plus. A nawet wcią­gnął, co nie­czę­sto dzie­je się ze mną przy oby­cza­jów­kach. Niech to o czymś świad­czy ;)

Won't so­me­bo­dy tell me, an­swer if you can; I want so­me­one to tell me, what is the soul of a man?

Dzię­ku­ję za miłe słowo NWM-ie. 

<… fizyk lekko się ru­mie­ni i dyga jak pa­nien­ka z do­bre­go domu…>

Cie­szę się, że tekst wcią­gnął Cię aż dwa razy. wink

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Ładne :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Dzię­ku­ję za przy­nie­sio­ną ra­dość. :)

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

swoją

Zbęd­ny za­imek.

była sa­mot­nie ce­le­bro­wa­na

W za­sa­dzie nie można świę­to­wać sa­mot­nie, ale ro­zu­miem, o co Ci cho­dzi. Tylko "ce­le­bro­wa­nie" od­no­si się do świąt bar­dziej ofi­cjal­nych, pu­blicz­nych, nie do ro­dzin­nej Wi­gi­lii.

w ob­li­czu śmier­ci ce­le­bra­cja na­ro­dzin i no­we­go życia dzia­ła­ła na nich iry­tu­ją­co

To jest nie­zno­śnie za­dę­te (znów ta "ce­le­bra­cja", i to jesz­cze przy swoj­skim "tacie") i ło­pa­to­lo­gicz­ne jak nie wiem.

swoim za­cho­wa­niem

A czym innym?

trwa­li­by w takim nie­do­po­wie­dze­niu

Sama nie wiem…

Od­go­nił wspo­mnie­nia.

Nie po­trze­bu­jesz tego mówić expli­ci­te.

a ta wcią­gnę­ła go jak zwy­kle w swoje ob­ję­cia

… łał. Ciem­ność, czy szyba?

nocną go­dzi­nę, kiedy mia­sto śpi

Jedną go­dzi­nę?

mo­nu­men­tal­ne dźwię­ki

Nie je­stem me­lo­man­ką – może dla­te­go to nie wy­da­je mi się sen­sow­ne.

ciem­ność noc­ne­go mia­sta z jego ab­so­lut­ną ob­co­ścią

Dwie ości, i o co w sumie cho­dzi? Muszę wy­dłu­by­wać sensy jak ro­dzyn­ki ły­żecz­ką.

czuł się jak na kra­wę­dzi dwóch świa­tów

Sami na to nie wpad­nie­my…

ukryć w swoim wnę­trzu

Zna­czy co, po­łknąć?

Wbi­ja­jąc in­ten­syw­nie wzrok w ciem­ność za oknem, bał się

Jak wbi­ja­nie wiąże się ze stra­chem? Bo chyba naj­pierw się bał, i dla­te­go wbi­jał, nie?

Tylko jedną rzecz

An­gli­cyzm. Tylko jedno.

Śmierć w tym świe­cie jest osta­tecz­na, bo jest wy­bo­rem Boga.

O ile wy­bo­ry Boga są, we­dług teo­lo­gii, nie­zmien­ne, to nie wy­ni­ka z tego, żeby ja­kieś zja­wi­sko, choć za­rzą­dzo­ne bo­skim wy­ro­kiem, mu­sia­ło być osta­tecz­ne.

Kiedy umie­rasz, prze­sta­jesz być czło­wie­kiem.

Dla­cze­go niby? Ow­szem, prze­sta­jesz być jed­no­ścią psy­cho­fi­zycz­ną (tym­cza­so­wo, do zmar­twych­wsta­nia) tak, bo nie ma już phy­sis, ale dla­cze­go czło­wie­kiem?

tak jak był kilka minut temu

Tak, jak parę minut temu. "Był" zaraz po­wta­rzasz, a obej­dzie się bez niego.

ogar­nął wzro­kiem

Zbyt wy­so­kie.

Myśli roz­sa­dza­ły Krzyś­ko­wi głowę, emo­cje tar­ga­ły ser­cem, ale rozum na­ka­zał zi­gno­ro­wać wszyst­kie ba­nal­ne py­ta­nia.

I nie mo­żesz tego po­ka­zać? I – "zi­gno­ro­wać" to an­gli­cyzm.

sta­jesz się bytem

Byt to to, co ist­nie­je. Czło­wiek już jest bytem. Tylko nie­byt nie jest bytem (ach, te za­ję­cia z on­to­lo­gii XD)

To nie było prze­cze­nie za­my­ka­ją­ce temat

Mało na­tu­ral­ne.

pojęć w twoim ję­zy­ku

Po­ję­cia są w my­ślach, nie w ję­zy­ku. Szyk: w twoim ję­zy­ku nie ma słów, które…

Znowu twoje słowa

Znowu, twoje słowa.

Nie je­stem ci w sta­nie od­po­wie­dzieć.

Nie je­stem w sta­nie ci od­po­wie­dzieć.

Byty się nie spo­ty­ka­ją. Byty mają świa­do­mość swo­je­go ist­nie­nia, byty się prze­ni­ka­ją, prze­mie­rza­jąc do­stęp­ne im wy­mia­ry wszech­świa­ta.

… what? Jeśli to miała być de­mon­stra­cja, że o tym nie da się opo­wie­dzieć, to się udało.

Więk­szość przy stole

Więk­szość obec­nych przy stole.

Wia­do­mo, że ciot­ka Le­oka­dia po­tra­fi­ła zru­gać

Wia­do­mo, że ciot­ka po­tra­fi; albo wie­dzie­li, że ciot­ka po­tra­fi.

Chwi­lę póź­niej tro­chę się jed­nak skrzy­wił, gdy po­czuł mocne kop­nię­cie w kost­kę.

W sumie da­ło­by się to skró­cić.

po­szu­ku­jąc

Ciut wy­so­kie.

Temu

"Jemu" brzmia­ło­by le­piej.

nie zda­jąc sobie spra­wy z tego, czym

Nie zda­jąc sobie spra­wy, czym. Zda­wać spra­wę z cze­goś, to skła­dać ra­port.

to nie wy­da­je ci się, cio­ciu, że Jezus mógł być wła­śnie takim dziec­kiem z pro­bów­ki?

W jaki spo­sób niby? Ma­szy­na czasu? Ro­zu­miem, że facet chce roz­draż­nić wku­rza­ją­cą ciot­kę, i że nie musi w tym być lo­gicz­ny, ale po­zo­sta­je fak­tem, że nie jest.

za­czął ża­ło­wać

An­gli­cyzm. Po­ża­ło­wał.

kon­su­mo­wa­ny wła­śnie

Do­my­śli­li­by­śmy się.

już

Zbęd­ne.

Tak bio­rąc na rozum

Credo, quia ab­sur­dum :)

swym

Zbęd­ne.

Ciot­ka

Małą li­te­rą, to nie imię.

de­wo­ta

De­wot­ka.

w czwór­kę

We czwór­kę, to kwe­stia wy­mo­wy.

Lu­laj­że Je­zu­niu

Lu­laj­że, Je­zu­niu. Wo­łacz w ty­tu­le po­zo­sta­je wo­ła­czem.

spę­dzi­ła z nimi

A nie – z nami?

w dziw­ny spo­sób

Czemu nie "dziw­nie"?

tak żeby

Tak, żeby.

zo­ba­czy­łem, że Ali­cja dys­kret­nie ode­bra­ła i prze­czy­ta­ła SMS-a

C.t. – od­bie­ra i czyta.

dalej cią­gnąć

Wy­star­czy "cią­gnąć".

Od dawna już świę­ta nie były świą­tecz­ne. I jakiś pa­lant po­sta­no­wił to zmie­nić,

Zna­czy, tę nie­świą­tecz­ność? Nie ro­zu­miem.

nie wia­do­mo ilu

Nie wia­do­mo, ilu.

swoją

Obej­dzie się bez tego.

szep­nął mu do ucha Darek

Komu? Prze­cież nie dzie­ka­no­wi.

Per­spek­ty­wa zbli­ża­ją­cych się świąt ra­czej go przy­gnę­bia­ła, a suk­ces, któ­re­go tak wielu mu za­zdro­ści­ło, wcale tak bar­dzo nie cie­szył.

Ło­pa­to­lo­gicz­ne tro­chę.

coś faj­ne­go w życiu trze­ba robić

Szyk: coś faj­ne­go trze­ba w życiu robić.

wpa­try­wa­ła się in­ten­syw­nie w swój kie­li­szek

Jakoś… sama nie wiem. Tro­chę dużo tu tych kie­lisz­ków, ale w końcu im­pre­za.

, nie po­zwa­la­jąc do­koń­czyć

Zbęd­ne, po to prze­cież się wcho­dzi w słowo.

Wiesz dla­cze­go

Wiesz, dla­cze­go.

za­walcz

Brzyd­ki ko­lo­kwia­lizm, choć w dia­lo­gu uj­dzie.

mi­łość, jak al­ko­hol z otwar­tej bu­tel­ki, ulat­nia­ła się po­wo­li, aż zo­sta­ło tylko po­czu­cie obo­wiąz­ku

Czym jest mi­łość? (Py­ta­nie re­to­rycz­ne, nie od­po­wia­daj, bo utknie­my do przy­szłe­go roku.)

tylko że

Tylko, że.

bo­wiem

Psuje mi to rytm.

bę­dziesz miał wie­dzę

Do kręt­ka bla­de­go, bę­dziesz wie­dział. Pisz­my ję­zy­kiem li­te­rac­kim, nie urzę­do­wym.

nie znaj­dziesz nic

Ni­cze­go.

wspo­mnie­nia, (…) „Uro­je­nia

Rym.

 

Język co­kol­wiek nie­zgrab­ny – z po­cząt­ku pre­ten­sjo­nal­ny, potem jest dużo le­piej. W prze­ci­wień­stwie do ogółu nie mia­łam kło­po­tu z re­la­cja­mi mię­dzy po­sta­cia­mi (no, przez chwil­kę, ale się szyb­ko wy­kla­ro­wa­ło). Fa­bu­ła… no, jest, tylko, że tro­chę od końca, bo nie tyle do­pro­wa­dza bo­ha­te­ra do roz­wią­za­nia, co wy­ja­śnia jego de­cy­zję. Cho­ciaż jej nie po­zna­li­śmy. Ale nie mu­sie­li­śmy. Myślę, że tekst stra­cił­by na takim do­mknię­ciu, przy­naj­mniej o ile byś go sporo nie prze­dłu­żył i nie po­ka­zał kon­se­kwen­cji wy­bo­ru (wy­bo­rów?).

Szcze­rze mó­wiąc, nie­spe­cjal­nie mi się po­do­ba ko­lej­ny li­te­rac­ki por­tret czło­wie­ka nie­szczę­śli­we­go, dziw­nym tra­fem w ten sam spo­sób, to wszy­scy inni spor­tre­to­wa­ni (a może to jest je­dy­ny spo­sób?), ale to już kwe­stia gustu.

Nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa wkra­dła się z dwóch po­wo­dów: po pierw­sze wy­da­wa­ło mi się, że uroz­ma­ici tro­chę opo­wia­da­nie, wpro­wa­dzi taki fajny twist – jak widać nie za­gra­ło.

Nie, nie­spe­cjal­nie. Ow­szem, przy­bli­ża bo­ha­te­ra – ja w ogóle zro­bi­ła­bym to wszyst­ko w pierw­szej oso­bie – ale takie nagłe przy­bli­że­nie po­win­no być jakoś uza­sad­nio­ne, a nie widzę, żeby było.

Po­la­cy to jakaś taka ste­reo­ty­po­wa nacja jest – ciot­ka de­wot­ka, wujek lewak, bab­cia robi pie­ro­gi, kto z was nie ma kogoś ta­kie­go w ro­dzi­nie?

… ja?

W moim za­my­śle je­dy­nym fi­la­rem tego opo­wia­da­nia jest mi­łość i jej różne ob­li­cza

Hmm. Mi­łość na pewno gdzieś tu bły­ska, ale czy ją widać?

przez swoje ego­istycz­ne za­cho­wa­nie Krzy­siek krzyw­dzi osobę, którą kocha i przez na­stęp­ne lata po­no­szą oni kon­se­kwen­cje tego za­cho­wa­nia.

Mo­głeś to jed­nak ja­śniej po­ka­zać. Bo skrzyw­dził matkę tym ego­izmem, pew­nie – ale nie wi­dzi­my tego kon­se­kwen­cji (jej cier­pie­nia), za­ła­twiasz je skró­to­wo. Ali­cji prze­cież nie skrzyw­dził – już bar­dziej ona jego od­rzu­ci­ła. A Do­ro­ta? Kon­flikt lo­jal­no­ści? Jak miał wy­brać, kogo po­rzu­cić?

Mi­łość sama w sobie ob­ra­zem jesz­cze nie jest. Trze­ba ją po­ka­zać.

Nic nie jest samo w sobie swoim wła­snym ob­ra­zem. Zga­dzam się, trze­ba rze­czy po­ka­zy­wać za po­śred­nic­twem in­nych rze­czy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tar­ni­no, dzi­siaj tylko po­dzię­ko­wa­nia za nalot (wiel­kich znisz­czeń nie widzę). Po­praw­ki i dys­ku­sja w miarę moż­li­wo­ści jak naj­szyb­ciej. laugh

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Gorz­kie spoj­rze­nie na świę­ta. Za naj­więk­szy atut tego tek­stu uwa­żam jego “ży­cio­wość”. Tu nic nie zo­sta­ło wy­my­ślo­ne na siłę, mamy praw­dzi­wych ludzi z praw­dzi­wy­mi pro­ble­ma­mi. Po­stać ojca cie­ka­wie do­peł­nia dy­le­ma­ty (i może tro­chę po­czu­cie winy) bo­ha­te­ra.

Do­brze, że nie prze­sa­dzi­łeś z emo­cja­mi, wy­da­ją się do­sko­na­le wy­wa­żo­ne, a przez to – wia­ry­god­ne. Po­sta­wi­łeś na za­koń­cze­nie otwar­te. Myślę, że w tym tek­ście takie roz­wią­za­nie pa­su­je do tre­ści. Nie udało mi się na­mie­rzyć au­to­ra wier­sza roz­po­czy­na­ją­ce­go opo­wia­da­nie. Czyż­by to było rów­nież Twoje dzie­ło?

Dzię­ki ANDO za pięk­ną laur­kę. Tak wła­śnie chcia­łem, żeby to opo­wia­da­nie zo­sta­ło ode­bra­ne. Szko­da że bra­kło… no wła­śnie, czego w nim bra­kło?

Co do wier­sza, czyż­by się spodo­bał?

Tak to moje mło­dzień­cze dzie­ło i było punk­tem wyj­ścia do na­pi­sa­nia tego opo­wia­da­nia.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Szko­da że bra­kło… no wła­śnie, czego w nim bra­kło?

Jak na­pi­sa­łam w wątku z wy­ni­ka­mi kon­kur­su, róż­ni­ce w punk­ta­cji wzię­ły się z miejsc, które tek­sty zaj­mo­wa­ły u każ­de­go z ju­ro­rów. Dla­te­go też moja opi­nia to tylko po­ło­wa ogól­nej oceny.

Jeśli mia­ła­bym się do cze­goś przy­cze­pić, zmniej­szy­ła­bym licz­bę osób, cza­sem trud­no mi było zo­rien­to­wać się w po­wią­za­niach po­mię­dzy nimi.

Ogól­nie, nie oce­nia­ła­bym opo­wia­dań kon­kur­so­wych w ka­te­go­riach: cze­goś za­bra­kło, coś nie wy­szło. Ra­czej: który po­mysł i wy­ko­na­nie bar­dziej przy­pa­dły do gustu ju­ror­kom.

Co do wier­sza, czyż­by się spodo­bał?

Tak, po­do­bał się. :)

Dzię­ki ANDO, ja się nie skar­żę, tak sobie po­my­śla­łem, że może cze­goś się do­wiem na przy­szłość.

Faj­nie, że za­ha­czy­łaś o wiersz, nikt do tej pory nie zwró­cił na niego uwagi (a jeśli zwró­cił, to nie dał znać).

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Widać jak na­stę­pu­ją­ce po sobie zda­rze­nia wpły­wa­ją na życie bo­ha­te­ra i to mi się w tym tek­ście bar­dzo po­do­ba­ło. Mnie samo w sobie za­koń­cze­nie nie roz­cza­ro­wa­ło i cie­szę się, że żona bo­ha­te­ra nie zmar­ła. Przez to to wszyst­ko wy­da­je się bar­dziej praw­dzi­we. Za­gra­ło mi na emo­cjach. Gra­tu­lu­ję wy­róż­nie­nia.

Dzię­ku­ję za udział w kon­kur­sie.

"Myślę, że jak czło­wiek ma w sobie tyle nie­sa­mo­wi­tych po­my­słów, to musi zo­stać pi­sa­rzem, nie ma rady. Albo do czub­ków." - Jo­na­than Car­roll

Bar­dzo się cie­szę Mor­gia­no, że za­gra­ło na uczu­ciach, bo taki był mój za­miar pod­czas pi­sa­nia. 

Dzię­ki za ko­men­tarz i wkład w wy­róż­nie­nie. :)

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

fi­zy­k111 super opo­wia­da­nie, takie ży­cio­we, widzę, że je­steś mądrą osobą.

 

Po­zdra­wiam!

Je­stem nie­peł­no­spraw­ny...

Dzię­ki Da­wi­dzie za od­wie­dzi­ny i miły ko­men­tarz.

Jeśli komuś się wy­da­je, że mnie tu nie ma, to spie­szę po­wia­do­mić, że mu się wy­da­je.

Nowa Fantastyka