- Opowiadanie: kaper12345 - Dzień w szkole

Dzień w szkole

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dzień w szkole

DRYN! DRYN! DRYN!

– Yaaaaaa! – ziew­nął po­tęż­nie Ma­ciek, wsta­jąc z łóżka i wy­łą­cza­jąc bu­dzik.

– Ma­ciek, śnia­da­nie na stole! – krzyk­nę­ła jego mama z kuch­ni.

– Już idę… Już idę…yaaaaaaa – znowu ziew­nął i po­szedł do kuch­ni na śnia­da­nie.

Go­dzi­nę póź­niej wró­cił do swo­je­go po­ko­ju, żeby spa­ko­wać się do szko­ły. Dziś jest spraw­dzian z matmy – po­my­ślał, wkła­da­jąc do ple­ca­ka pod­ręcz­nik od ma­te­ma­ty­ki. – mam na­dzie­ję, że się do­brze na niego na­uczy­łem. Chwi­lę potem wy­szedł z domu od­pro­wa­dza­ny proś­ba­mi mamy, żeby się po­sta­rał na spraw­dzia­nie.

– Spo­koj­nie mamo dam radę. A jak cze­goś za­po­mnę, to od gapie od ko­le­gi – po­wie­dział z uśmie­chem.

– Spró­buj, a nie zo­ba­czysz kom­pu­te­ra do Gwiazd­ki – po­wie­dzia­ła mama i po­gro­zi­ła mu żar­to­bli­wie pal­cem.

– Pa, mamo.

– Pa, synku.

W dro­dze do szko­ły Ma­ciek miał na­dzie­ję, że spo­tka swo­je­go naj­lep­sze­go ko­le­gę, Mar­ci­na. Nie­ste­ty Mar­ci­na nie było. Mu­siał sam iść po brud­nej i burej dro­dze do szko­ły. Co jakiś czas przez drogę prze­su­wał się kulki pa­pie­ru. Gdzieś w po­ło­wie drogi zo­ba­czył wy­wró­co­ny kosz na śmie­ci.

– Jak tu smut­no – mruk­nął do sie­bie.

W końcu do­tarł do szko­ły.

Pierw­szą lek­cją była bio­lo­gia z panią Mar­ty­ną. We­szli do klasy i cze­ka­li. Kiedy we­szła, usia­dła za biur­kiem.

– Do­brze. Po­win­nam teraz spraw­dzić obec­ność… – po­wie­dzia­ła. – Ale, nie chcę mi się. Niech pod­nio­są rękę te osoby, któ­rych nie ma. – ro­zej­rza­ła się po kla­sie. Nikt nie pod­niósł ręki. – Tak my­śla­łam. Teraz muszę was prze­py­tać z ostat­niej lek­cji… Ale tego też mi się nie chce. Nie mam ocho­ty was dzi­siaj uczyć. Pusz­czę wam film, do­brze.

– TAK!!! – krzyk­nę­ła za­do­wo­lo­na klasa.

I do końca lek­cji oglą­da­li film. Ko­lej­ną lek­cją był pol­ski z panem An­drze­jem. Gdy tylko wszedł do klasy i spraw­dził obec­ność, za­po­wie­dział pewna rzecz.

– Dzie­ci. – za­czął – Dzi­siaj zro­bię wam nie­za­po­wie­dzia­ną kart­ków­kę z pod­mio­tu i orze­cze­nia. – kiedy tyle po­wie­dział, klasa jęk­nę­ła prze­cią­gle – Wy­cią­ga­my kar­tecz­ki i pi­sze­my za­da­nia, które za­pi­sze teraz na ta­bli­cy. – cią­gną dalej, nie zwa­ża­jąc na jęki klasy – Macie dzie­sięć minut na roz­wią­za­nie, a potem od­da­je­cie.

Kiedy minął czas pi­sa­nia kart­ków­ki, ucznio­wie za­czę­li od­da­wać prace, a pan An­drzej za­czął je spraw­dzać. Pół go­dzi­ny póź­niej skoń­czył i za­czął czy­tać oceny.

– Ola, pięć… Kac­per czte­ry… Karol pięć… Mar­cin trzy… Ma­ciek pięć…

Tak! – po­my­ślał Ma­ciek.

– Ma­te­usz dwa… Oli­wia sześć… Oli­wier je…

DZYŃ! DZYŃ! DZYŃ!

– Je­ste­ście wolni, idź­cie – mruk­nął pan An­drzej, a ucznio­wie „wy­la­li” się z klasy na ko­ry­tarz.

Pod­czas prze­rwy ko­le­dzy z klasy Maćka za­czę­li ślę­czeć nad książ­ka­mi od ma­te­ma­ty­ki, po­wta­rza­jąc przed spraw­dzia­nem.

Kiedy roz­po­czę­ła się lek­cja ma­te­ma­ty­ki i kiedy pani Magda roz­da­ła spraw­dzia­ny, ucznio­wie od razu za­czę­li pisać. Spraw­dzian był z al­ge­bry, a Mar­cin źle sobie z nią ra­dził.

3x – 2 = 65… x = 11 – my­ślał. – 34 + 2x – 4 ÷ 2 = 2… x chyba równa się 4 lub 5. Nie wiem na pewno… Chyba 5… Tak 5… – my­ślał tak przez cały czas, kiedy roz­wią­zy­wał za­da­nia. W końcu dzwo­nek koń­czą­cy lek­cje za­dzwo­nił i ucznio­wie za­czę­li od­da­wać spraw­dzia­ny. Na­stęp­nie wszy­scy po­szli do szat­ni, żeby się prze­brać i wró­cić do domu. Ma­ciek wra­cał do domu z Mar­ci­nem.

– Mar­cin, gdzie byłeś, kiedy na cie­bie cze­ka­łem rano?

– Za­spa­łem, sorry.

– Jak my­ślisz, co do­sta­niesz z ma­te­ma­ty­ki?

– Pew­nie trzy. A ty jak my­ślisz?

– Pew­nie też trzy.

– Nie zdzi­wi­ło cię za­cho­wa­nie pani Mar­ty­ny?

– Tak, ale pew­nie znowu ma zły dzień.

I tak roz­ma­wia­jąc, do­szli do domu Mar­ci­na.

– To do jutra Ma­ciek – po­że­gnał ko­le­gę.

– Trzy­maj się Mar­cin – od­po­wie­dział mu Ma­ciek i po­szedł do swo­je­go domu.

Koniec

Komentarze

Cześć kaper :) Jeśli masz rze­czy­wi­ście 13 lat to tekst nie jest na­pi­sa­ny jakoś bar­dzo źle. Faj­nie, że już teraz pró­bu­jesz pisać. To jest jed­nak tekst o zwy­czaj­nym dniu w szko­le. Wsta­wi­łeś go na por­tal po­świę­co­ny fan­ta­sty­ce, więc na­stęp­nym razem może spró­buj dodać do swo­je­go tek­stu jakiś ele­ment fan­ta­stycz­ny (Kulki pa­pie­ru po dro­dze do szko­ły za­po­wia­da­ły ja­kieś nie­co­dzien­ne wy­da­rze­nia, a tu nic się nie stało). Tak czy siak, po­wo­dze­nia w pi­sa­niu i pod­czas przy­szłych spraw­dzia­nów w szko­le :)

Po lek­tu­rze tego opo­wia­da­nia przy­po­mnia­ła mi się pewna znana pasta:

 

“Kie­dyś jesz­cze w gim­ba­zie był taki Mi­chał co za­wsze był przy­go­to­wa­ny na lek­cje, za­wsze miał za­da­nia do­mo­we, do­brze się uczył itp. Pew­ne­go dnia po­je­cha­łem na rower i koło Bie­dron­ki jak chcia­łem prze­je­chać na drugą stro­nę ulicy(je­cha­łem po ścież­ce ro­we­ro­wej przy chod­ni­ku) pa­trzę na prawo– nic nie je­dzie, na lewo też no to jadę, a że świa­tło mia­łem zie­lo­ne to ni­cze­go się nie bałem i póź­niej jesz­cze przez park je­cha­łem i w końcu do domu.”

 

Jako wpis do pa­mięt­ni­ka wy­star­cza­ją­co przy­zwo­ite, ale jako opo­wia­da­nie wpi­su­je się w ka­te­go­rię: “o ni­czym”. Nie bar­dzo mam się do czego od­nieść, jeśli cho­dzi o fa­bu­łę. 

 

Ale styl jak na te 13 lat cał­kiem przy­zwo­ity :) Jeśli chcesz go po­pra­wić, oto co mo­żesz wziąć pod uwagę w pierw­szej ko­lej­no­ści:

1. Za­miast “Yaaaaa”, na­pisz po pro­stu, że bo­ha­ter “ziew­nął” albo “ziew­nął prze­cią­gle”. Po­dob­nie rzecz bę­dzie się miała z okrzy­ka­mi. Jeśli kie­dyś Twój bo­ha­ter bę­dzie chciał krzyk­nąć z bólu, le­piej na­pisz: “Wrza­snął z bólu” ani­że­li “AAAAAAAAAAAaaaaaaaaaa – krzyk­nął”. Takie “Yaaaa”, “AAAaaaa” czy “DRYN DRYN” i po­dob­ne ono­ma­to­pe­je wy­glą­da­ją bar­dzo nie­pro­fe­sjo­nal­nie. Chyba, że pi­szesz książ­kę dla dzie­ci w wieku przed­szkol­nym, wtedy to wszyst­ko uj­dzie.

 

2. Spójrz pro­szę na tę kwe­stię: 

“– Dzie­ci. – za­czął – Dzi­siaj zro­bię wam nie­za­po­wie­dzia­ną kart­ków­kę z pod­mio­tu i orze­cze­nia. – kiedy tyle po­wie­dział, klasa jęk­nę­ła prze­cią­gle – Wy­cią­ga­my kar­tecz­ki i pi­sze­my za­da­nia, które za­pi­sze teraz na ta­bli­cy. – cią­gną dalej, nie zwa­ża­jąc na jęki klasy – Macie dzie­sięć minut na roz­wią­za­nie, a potem od­da­je­cie.”

Szar­pa­nie po­je­dyn­czej kwe­stii kil­ko­ma wstaw­ka­mi nie jest dobre. Łatwo się po­gu­bić w tym, co zo­sta­ło wy­po­wie­dzia­ne, a co jest opi­sem. Spójrz, o ile le­piej wy­glą­dał­by na­stę­pu­ją­cy zapis:

 

“– Dzie­ci, dziś zro­bię wam nie­za­po­wie­dzia­ną kart­ków­kę z pod­mio­tu i orze­cze­nia. 

Kiedy to po­wie­dział, klasa jęk­nę­ła prze­cią­gle. Na­uczy­ciel cią­gnął dalej, nie zwa­ża­jąc na jęki klasy:

– Macie dzie­sięć minut na roz­wią­za­nie, a potem od­da­je­cie.”

 

Czyż nie jest czy­tel­niej?

 

3. Gra­ma­ty­ka, ko­le­go :) wpraw­dzie “Na­uczy­ciel cią­gną” nie zo­sta­nie pod­kre­ślo­ny przez au­to­ko­rek­tę (z oczy­wi­stych wzglę­dów), ale jed­nak wła­ści­wym wy­ra­zem bę­dzie “cią­gnął”. Po­dob­nie “od gapie” → “od­ga­pię” czy też “zga­pię” i parę in­nych bycz­ków, które tu­tej­si wy­chwy­cą o wiele le­piej ode mnie. Cze­kaj cier­pli­wie na ich ko­men­ta­rze. Po­dej­rze­wam, że wska­żą Ci też błędy in­ter­punk­cyj­ne czy skła­dnio­we. 

 

4. Ostat­nie, naj­waż­niej­sze: zo­staw ten tekst na mie­siąc czy dwa, a jak na­bie­rzesz już do niego dy­stan­su, prze­czy­taj go po­now­nie. Wtedy zo­ba­czysz swoje dzie­ło nie okiem twór­cy, a czy­tel­ni­ka. Od razu zo­ba­czysz wszel­kie sty­lo­we nie­zręcz­nost­ki i sła­bost­ki, bę­dziesz mógł po­pra­wić swój tekst – i wy­cią­gnąć wnio­ski na przy­szłość. 

Jeden z moich naj­lep­szych tek­stów le­ża­ko­wał tak trzy lata. I słowo daję – gdyby nie dy­stans, ja­kie­go na­bra­łem, opo­wia­da­nie po­zo­sta­ło­by tylko moc­nym prze­cięt­nia­kiem. Zatem po­le­cam.

Przede wszyst­kim to cześć, Kac­per, miło wi­dzieć, że w tej Za­to­ce Sta­rych Pier­ni­ków po­ja­wił się ktoś z mło­de­go po­ko­le­nia. Jeśli wy­bra­łeś sobie pi­sa­nie za hobby, to za­czy­nasz wiel­ką przy­go­dę z wła­sną wy­obraź­nią. 

Trzy­na­ście lat mia­łem na tyle dawno, że nie pa­mię­tam, jak wtedy pi­sa­łem, ale ocena pod tym tek­stem nie jest naj­waż­niej­sza. Naj­waż­niej­sze, że pró­bu­jesz. Ktoś w twoim wieku, kto w cza­sach smart­fo­nów i kon­sol woli za­brać się za pi­sa­nie to skarb. Ćwicz, ćwicz, ćwicz, a przede wszyst­kim czy­taj. Czy­ta­nie to pod­sta­wa i druga wiel­ka przy­go­da przed Tobą. 

Po­zdra­wiam

Spo­koj­nie. Tak na­praw­dę mnie tu nie ma.

Nowa Fantastyka