
DRYN! DRYN! DRYN!
– Yaaaaaa! – ziewnął potężnie Maciek, wstając z łóżka i wyłączając budzik.
– Maciek, śniadanie na stole! – krzyknęła jego mama z kuchni.
– Już idę… Już idę…yaaaaaaa – znowu ziewnął i poszedł do kuchni na śniadanie.
Godzinę później wrócił do swojego pokoju, żeby spakować się do szkoły. Dziś jest sprawdzian z matmy – pomyślał, wkładając do plecaka podręcznik od matematyki. – mam nadzieję, że się dobrze na niego nauczyłem. Chwilę potem wyszedł z domu odprowadzany prośbami mamy, żeby się postarał na sprawdzianie.
– Spokojnie mamo dam radę. A jak czegoś zapomnę, to od gapie od kolegi – powiedział z uśmiechem.
– Spróbuj, a nie zobaczysz komputera do Gwiazdki – powiedziała mama i pogroziła mu żartobliwie palcem.
– Pa, mamo.
– Pa, synku.
W drodze do szkoły Maciek miał nadzieję, że spotka swojego najlepszego kolegę, Marcina. Niestety Marcina nie było. Musiał sam iść po brudnej i burej drodze do szkoły. Co jakiś czas przez drogę przesuwał się kulki papieru. Gdzieś w połowie drogi zobaczył wywrócony kosz na śmieci.
– Jak tu smutno – mruknął do siebie.
W końcu dotarł do szkoły.
Pierwszą lekcją była biologia z panią Martyną. Weszli do klasy i czekali. Kiedy weszła, usiadła za biurkiem.
– Dobrze. Powinnam teraz sprawdzić obecność… – powiedziała. – Ale, nie chcę mi się. Niech podniosą rękę te osoby, których nie ma. – rozejrzała się po klasie. Nikt nie podniósł ręki. – Tak myślałam. Teraz muszę was przepytać z ostatniej lekcji… Ale tego też mi się nie chce. Nie mam ochoty was dzisiaj uczyć. Puszczę wam film, dobrze.
– TAK!!! – krzyknęła zadowolona klasa.
I do końca lekcji oglądali film. Kolejną lekcją był polski z panem Andrzejem. Gdy tylko wszedł do klasy i sprawdził obecność, zapowiedział pewna rzecz.
– Dzieci. – zaczął – Dzisiaj zrobię wam niezapowiedzianą kartkówkę z podmiotu i orzeczenia. – kiedy tyle powiedział, klasa jęknęła przeciągle – Wyciągamy karteczki i piszemy zadania, które zapisze teraz na tablicy. – ciągną dalej, nie zważając na jęki klasy – Macie dziesięć minut na rozwiązanie, a potem oddajecie.
Kiedy minął czas pisania kartkówki, uczniowie zaczęli oddawać prace, a pan Andrzej zaczął je sprawdzać. Pół godziny później skończył i zaczął czytać oceny.
– Ola, pięć… Kacper cztery… Karol pięć… Marcin trzy… Maciek pięć…
Tak! – pomyślał Maciek.
– Mateusz dwa… Oliwia sześć… Oliwier je…
DZYŃ! DZYŃ! DZYŃ!
– Jesteście wolni, idźcie – mruknął pan Andrzej, a uczniowie „wylali” się z klasy na korytarz.
Podczas przerwy koledzy z klasy Maćka zaczęli ślęczeć nad książkami od matematyki, powtarzając przed sprawdzianem.
Kiedy rozpoczęła się lekcja matematyki i kiedy pani Magda rozdała sprawdziany, uczniowie od razu zaczęli pisać. Sprawdzian był z algebry, a Marcin źle sobie z nią radził.
3x – 2 = 65… x = 11 – myślał. – 34 + 2x – 4 ÷ 2 = 2… x chyba równa się 4 lub 5. Nie wiem na pewno… Chyba 5… Tak 5… – myślał tak przez cały czas, kiedy rozwiązywał zadania. W końcu dzwonek kończący lekcje zadzwonił i uczniowie zaczęli oddawać sprawdziany. Następnie wszyscy poszli do szatni, żeby się przebrać i wrócić do domu. Maciek wracał do domu z Marcinem.
– Marcin, gdzie byłeś, kiedy na ciebie czekałem rano?
– Zaspałem, sorry.
– Jak myślisz, co dostaniesz z matematyki?
– Pewnie trzy. A ty jak myślisz?
– Pewnie też trzy.
– Nie zdziwiło cię zachowanie pani Martyny?
– Tak, ale pewnie znowu ma zły dzień.
I tak rozmawiając, doszli do domu Marcina.
– To do jutra Maciek – pożegnał kolegę.
– Trzymaj się Marcin – odpowiedział mu Maciek i poszedł do swojego domu.
Cześć kaper :) Jeśli masz rzeczywiście 13 lat to tekst nie jest napisany jakoś bardzo źle. Fajnie, że już teraz próbujesz pisać. To jest jednak tekst o zwyczajnym dniu w szkole. Wstawiłeś go na portal poświęcony fantastyce, więc następnym razem może spróbuj dodać do swojego tekstu jakiś element fantastyczny (Kulki papieru po drodze do szkoły zapowiadały jakieś niecodzienne wydarzenia, a tu nic się nie stało). Tak czy siak, powodzenia w pisaniu i podczas przyszłych sprawdzianów w szkole :)
Po lekturze tego opowiadania przypomniała mi się pewna znana pasta:
“Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo– nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.”
Jako wpis do pamiętnika wystarczająco przyzwoite, ale jako opowiadanie wpisuje się w kategorię: “o niczym”. Nie bardzo mam się do czego odnieść, jeśli chodzi o fabułę.
Ale styl jak na te 13 lat całkiem przyzwoity :) Jeśli chcesz go poprawić, oto co możesz wziąć pod uwagę w pierwszej kolejności:
1. Zamiast “Yaaaaa”, napisz po prostu, że bohater “ziewnął” albo “ziewnął przeciągle”. Podobnie rzecz będzie się miała z okrzykami. Jeśli kiedyś Twój bohater będzie chciał krzyknąć z bólu, lepiej napisz: “Wrzasnął z bólu” aniżeli “AAAAAAAAAAAaaaaaaaaaa – krzyknął”. Takie “Yaaaa”, “AAAaaaa” czy “DRYN DRYN” i podobne onomatopeje wyglądają bardzo nieprofesjonalnie. Chyba, że piszesz książkę dla dzieci w wieku przedszkolnym, wtedy to wszystko ujdzie.
2. Spójrz proszę na tę kwestię:
“– Dzieci. – zaczął – Dzisiaj zrobię wam niezapowiedzianą kartkówkę z podmiotu i orzeczenia. – kiedy tyle powiedział, klasa jęknęła przeciągle – Wyciągamy karteczki i piszemy zadania, które zapisze teraz na tablicy. – ciągną dalej, nie zważając na jęki klasy – Macie dziesięć minut na rozwiązanie, a potem oddajecie.”
Szarpanie pojedynczej kwestii kilkoma wstawkami nie jest dobre. Łatwo się pogubić w tym, co zostało wypowiedziane, a co jest opisem. Spójrz, o ile lepiej wyglądałby następujący zapis:
“– Dzieci, dziś zrobię wam niezapowiedzianą kartkówkę z podmiotu i orzeczenia.
Kiedy to powiedział, klasa jęknęła przeciągle. Nauczyciel ciągnął dalej, nie zważając na jęki klasy:
– Macie dziesięć minut na rozwiązanie, a potem oddajecie.”
Czyż nie jest czytelniej?
3. Gramatyka, kolego :) wprawdzie “Nauczyciel ciągną” nie zostanie podkreślony przez autokorektę (z oczywistych względów), ale jednak właściwym wyrazem będzie “ciągnął”. Podobnie “od gapie” → “odgapię” czy też “zgapię” i parę innych byczków, które tutejsi wychwycą o wiele lepiej ode mnie. Czekaj cierpliwie na ich komentarze. Podejrzewam, że wskażą Ci też błędy interpunkcyjne czy składniowe.
4. Ostatnie, najważniejsze: zostaw ten tekst na miesiąc czy dwa, a jak nabierzesz już do niego dystansu, przeczytaj go ponownie. Wtedy zobaczysz swoje dzieło nie okiem twórcy, a czytelnika. Od razu zobaczysz wszelkie stylowe niezręcznostki i słabostki, będziesz mógł poprawić swój tekst – i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Jeden z moich najlepszych tekstów leżakował tak trzy lata. I słowo daję – gdyby nie dystans, jakiego nabrałem, opowiadanie pozostałoby tylko mocnym przeciętniakiem. Zatem polecam.
Przede wszystkim to cześć, Kacper, miło widzieć, że w tej Zatoce Starych Pierników pojawił się ktoś z młodego pokolenia. Jeśli wybrałeś sobie pisanie za hobby, to zaczynasz wielką przygodę z własną wyobraźnią.
Trzynaście lat miałem na tyle dawno, że nie pamiętam, jak wtedy pisałem, ale ocena pod tym tekstem nie jest najważniejsza. Najważniejsze, że próbujesz. Ktoś w twoim wieku, kto w czasach smartfonów i konsol woli zabrać się za pisanie to skarb. Ćwicz, ćwicz, ćwicz, a przede wszystkim czytaj. Czytanie to podstawa i druga wielka przygoda przed Tobą.
Pozdrawiam
Spokojnie. Tak naprawdę mnie tu nie ma.