
Bilet :,,Powyginane śmiesznie blachy”. Lato 08:00
Bilet :,,Powyginane śmiesznie blachy”. Lato 08:00
Janek i Sonata stali w tłumie czarnoskórych podróżnych na jednym z afrykańskich dworców i czekali na pendolino, które miało niedługo przyjechać. Po chwili ekspres wtoczył się na peron, gdzie obok jasnoskórej pary stało dwóch Murzynów czekających przy torach. Nagle jeden z nich zaśmiał się:
– Jaki pociąg, ale ma powyginane śmiesznie blachy.
– Nie znasz się, Macumba, to oznaka postępu i nowoczesności. Samochód wodza plemienia też ma taką karoserię – odparł drugi czarnoskóry.
Dalszej rozmowy dwoje Europejczyków już nie słyszało, ponieważ wszyscy rzucili się do wagonów.
Janek i Sonata poznali się w poczekalni stacji kolejowej, postanowili jechać w jednym przedziale. Ta wydzielona część wagonu pierwszej klasy, jak na afrykańskie warunki, była luksusowa, wyposażona w miękkie siedzenia, przy oknie stał stolik, na górze znajdowały się miejsca na bagaże. Polacy jechali sami w przedziale, usiedli więc przy oknie, żeby móc lepiej podziwiać krajobraz. Mieli podróżować przez Park Narodowy Wirunga, obok jeziora Kiwu i wulkanu Nyiragongo. Mijali mieszkańców sawanny, stada bawołów i antylop, zebry, okapi, żyrafy, słonie, z zarośli czasem wychodziły drapieżniki, lamparty i lwy. Kiedy jechali blisko drzew, dostrzegli goryle, szympansy i pawiany. Wiele kilometrów od torów znajdował się smukły wulkan Nyiragongo, wznoszący się prawie trzy i pół tysiąca metrów nad poziom morza. Jego zbocza porastała zielona roślinność, z dwukilometrowego krateru wydobywał się dym. Wulkan był wciąż aktywny, dochodziło czasem do erupcji lawy, która zagrażała miastu Goma i innym okolicznym osadom.
Po jakimś czasie podróżnym znudziło się spoglądanie w okno, dlatego mężczyzna zapytał:
– Mówiłaś, że jesteś z Polski?
– Tam się urodziłam, więc jestem Polką, ale dziesięć lat już pracuję w Afryce, czuję się trochę Kongijką – odpowiedziała kobieta.
– Też pochodzę z Rzeczypospolitej. Na Czarnym Lądzie przebywam lat piętnaście, ale nie lubię tego kontynentu. Jadę teraz na lotnisko w Kinszasie, żeby wrócić do kraju. A ty, dokąd zmierzasz?
– Również do tego portu lotniczego. Zachorowałam na dengę, mam ciężkie powikłania, nie mam sił, aby wypełniać obowiązki pielęgniarki.
– Zatrudniłaś się jako siostra w szpitalu?
– Nie ukończyłam szkoły, ale można tak to nazwać. A ty kim jesteś?
– Najemnikiem. Byłym najemnikiem – poprawił się Janek.
– Nie mam o nich dobrej opinii – powiedziała Sonata. – Polacy mogą służyć tylko w polskich siłach zbrojnych, chyba wiesz o tym?
– Jak już będę w kraju, wymyślę jakąś bajkę – zaśmiał się mężczyzna.
– Afryka, to wbrew pozorom straszny kontynent. Głód, wojny, erupcje wulkanów, dzikie zwierzęta, groźne owady. I inne atrakcje. – Sonacie nie udzielił się dobry nastrój Janka.
Rozmowę przerwał konduktor, który wszedł do przedziału i poprosił o bilety. Czarnoskóry postanowił widocznie pogawędzić chwilę z Europejczykami i zapytał:
– Dokąd pan jedzie?
– Do Kinszasy – odpowiedział były najemnik.
– W jakim celu?
– Służbowo.
– Ja też – odezwała się pielęgniarka.
– Życzę państwu miłej podróży. Jest teraz jeszcze w miarę chłodno, ale potem będzie bardzo gorąco. I proszę uważać, aby nie wleciał tu jakiś owad.
– Mucha tse-tse? Czy komar? – zgadywał Janek.
– Klimatyzacji nie ma? – stwierdziła raczej niż zapytała Sonata.
– Nie – odparł kongijski kolejarz i wyszedł na korytarz.
Równo o ósmej rano, maszynista nacisnął znajdujący się na kokpicie lokomotywy czerwony guzik. Jego twarz była wymalowana na biało, oczy spoglądały upiornie spod maski. Zaśmiał się cicho i opętańczo, potem zaczął intonować starą afrykańską pieśń śmierci. W ostatnim wagonie, gdzie podróżni zostawili zwierzęta, otwarła się klapa.
– Opowiedz mi o swojej pracy – zaproponował Janek.
– Słyszałeś? Jakaś koza przeraźliwie beczy – zaniepokoiła się Sonata.
– Wydaje ci się, to stukot kół – uspokajał ją towarzysz podróży.
– Dobrze, niech będzie o robocie. Najpierw byłam zatrudniona w szpitalu w Ruandzie, potem w Demokratycznej Republice Kongo.
– Tam wszędzie jest wojna, nie bałaś się? – Mężczyźnie zaimponowała odwaga dziewczyny.
– Bałam, ale starałam się pomagać ludziom. Kiedy dłudzy zaczęli wyrzynać krótkich, potem krótcy długich, rozpętało się piekło. Sąsiedzi, którzy żyli w przyjaźni przez wiele lat, zaczęli się zabijać.
– Wojna Hutu z Tutsi?
– Tak.
– Gdyby Francuzi wysłali tam kilka śmigłowców, walki szybko by się zakończyły – stwierdził Janek.
– Może. Białych oszczędzano, ale musieliśmy opuścić Ruandę. Przeniosłam się do Demokratycznej Republiki Kongo, do Rutshuru, potem do Jomba. Tam zachorowałam na tropikalną chorobę i leżałam w szpitalu. Kiedy zaczęła się nowa wojna i zbliżał się front, wszyscy uciekli, a ja omal nie umarłam z głodu. Zauważyłam, że szczury wchodzą do małego pomieszczenia, poczołgałam się tam i znalazłam kukurydzę. Tak udało mi się przeżyć. No a teraz wracam do Polski.
– Smutna historia – powiedział filozoficznie Janek.
– To powiedz mi swoją – zaproponowała kobieta.
– Zgoda. Zaciągnąłem się do oddziału najemników dowodzonych przez wciąż naćpanego Ukraińca. Wkrótce nasza grupa bojowa wpadła w zasadzkę i straciliśmy osiemdziesięciu ludzi. Nie wytrzymałem i strzeliłem mu w łeb. W ten sposób zostałem dowódcą.
– Co robią psy wojny na Czarnym Kontynencie? – zapytała dziewczyna.
– Różne rzeczy. Na przykład usuwają zbuntowanych czarnoskórych z kopalni uranu. Ludzie wynoszą rudę tego pierwiastka w rękach. Pracują tylko w zamian za jedzenie. Kiedyś się zbuntowali, musieliśmy wejść do kopalni, żeby zrobić porządek. Odparli nasz atak, w szybach straciłem osiemnastu ludzi. Wzięliśmy ich dopiero głodem, wycieńczeni sami wyszli z kopalni i się poddali.
– Jak to jest być dowódcą oddziału? – Sonata zmieniła temat.
– Trzeba wciąż czuwać, aby nie stracić życia i zbierać swoich zaufanych ludzi w jednostce. Wprawdzie miałem władzę, ale było na mnie kilka zamachów. Zacząłem spać, jak przekonałem do siebie stu najemników pilnujących mnie co noc.
– Straszne jest to, co mówisz. Ratowałam życie, ty je odbierałeś. Ale cóż, skoro już nie jesteś taki jak kiedyś, opowiedz jakąś ciekawą przygodę – poprosiła kobieta i mimo że nie lubiła żołnierzy, postanowiła kontynuować rozmowę.
– Miałem człowieka, który nie chciał nieść rannego. Kazałem dać mu trzydzieści batów.
– Okropne – oznajmiła dziewczyna.
– Potem on sam został postrzelony, był od tego momentu moim najgorętszym zwolennikiem.
Pogawędkę przerwało głośne meczenie kóz i odgłosy innych zwierząt domowych przewożonych w ostatnim wagonie. Janek zaniepokoił się i wykrzyknął:
– Konduktor, co tam się dzieje?!
Janek i Sonata postanowili wyjść na korytarz, aby się rozejrzeć. Szli przez wagony pierwszej klasy, potem drugiej. Gdy przebyli kilka, tłok stawał się coraz większy, dlatego zrezygnowali z pomysłu dotarcia do jednostki trakcyjnej, którym podróżowała afrykańska fauna. Były najemnik wyjrzał więc przez okno do tyłu i zauważył:
– Pali się, czy co? Widzę jakiś czarny dym wydobywający się z ostatniego wagonu.
Odgłosy zwierząt gospodarskich jednak ucichły, Janek zaproponował, żeby poszli do wagonu restauracyjnego, znajdującego się z przodu składu. Udali się tam i zamówili herbatę.
– Czy to możliwe, że w pociągu wybuchł pożar? – zapytała pielęgniarka.
– Pracownik kolei zniknął, nigdzie go nie ma – stwierdził były najemnik.
– Czy w tym pasażerskim są gaśnice?
– Tak, są – powiedział Janek i wskazał ścianę. – Może weźmiemy jedną?
– To raczej wbrew przepisom.
– Chrzanić przepisy. – Mężczyzna zbił szybę i zdjął urządzenie.
– Wracajmy do przedziału, zanim konduktor przyjdzie – zaproponowała Sonata.
Polak uznał, że to dobry pomysł i ruszyli na miejsca.
Siedzieli w swojej części pendolino, lecz ich spokój nie trwał długo. Na tyle składu rozlegały się wrzaski i krzyki, oraz jakieś nieokreślone buczenie.
– Idziemy tam? – zapytała Polka.
– I tak się nie dopchamy z powodu tłoku. Zresztą, co nas to obchodzi, pewnie biją się bambusy.
– Janek, jak możesz.
– Wyjrzę przez okno – zaproponował Janek i wychylił się. – Pali się, jak nic się pali. Widzę czarny dym wydobywający się z okien ostatnich wagonów. Konduktor! Nie ma barana.
– Myślę, że coś się zepsuło, stąd to buczenie.
– Zapewne. Wezmę gaśnicę i idziemy się rozejrzeć.
Szli przez jednostki trakcyjne pierwszej klasy. Ludzi było niewielu, jednak zaniepokojeni czarnoskórzy wychodzili na zewnątrz przedziałów. Janek i Sonata dotarli wkrótce do końca luksusowych wagonów, stanęli i nasłuchiwali. Z wagonów drugiej klasy rozległo się bzyczenie i wołanie ludzi błagających o pomoc. Dawny dowódca otworzył zaryglowane wejście i do środka zaczęli uciekać przerażeni podróżni.
– Pszczoły, dzikie afrykańskie pszczoły, zabijają ludzi! – krzyknął czarnoskóry i zaczął biec w stronę lokomotywy. Za nim podążali inni.
– Tylko tylu pasażerów ocalało, zamykajcie drzwi, bo owady wedrą się i tutaj! – jazgotał młody Murzyn.
– Poczekaj, tam jest matka z dzieckiem! – wrzeszczała pielęgniarka.
Były najemnik rzucił się do przodu, wziął dziecko na ręce i razem z kobietą zdążyli wybiec tuż przed nadciągającym rojem. Kilkanaście małych skrzydlatych zabójców dostało się jednak do ich wagonu, zanim czarnoskóry zatrzasnął właz.
– Ugryzła mnie! – ryknął Janek waląc ręką w szyję. – Już ja wam dam.
Biały mężczyzna chwycił gaśnicę, uruchomił urządzenie i spryskiwał owady pianą, mali mordercy spadali na podłogę. Sonata rozdeptywała pszczoły, wkrótce zabiła wszystkie.
– Fymos jestem – odezwał się Murzyn i wyciągnął rękę na powitanie.
– Janek.
– Sonata.
– Zużyliście jedyną gaśnicę w tym pociągu, jak teraz będziemy zabijać pszczoły? – zmartwił się chłopak, trzęsąc się ze strachu.
– Szybko, niech wszyscy zamkną okna – rozkazał Polak i zaczęli biegać od przedziału do przedziału, zamykając lufciki. Zdążyli.
Czarnoskórzy jadący w lepszej części ekspresu nie wpuścili pasażerów drugiej klasy do swoich przedziałów więc ci stali i leżeli w korytarzach. Były tylko trzy luksusowe wagony, przed nimi jechał restauracyjny, na początku składu sunęła lokomotywa. Polka udzielała pomocy użądlonym, korzystając z apteczki. Niestety, pogryzieni tracili przytomność i umierali, mimo starań dziewczyny. Wszystkie jednostki trakcyjne zostały oblezione przez pszczoły, na zewnątrz rozlegało się złowrogie buczenie roju. Okna podróżni zamknęli, mimo że wewnątrz panowała wysoka temperatura, było przecież lato.
Cała trójka poszła w końcu do przedziału, aby odpocząć i zastanowić się, co robić dalej. Jednak z początku milczeli, ponieważ Janek źle się czuł z powodu ugryzienia, Sonata odczuwała zmęczenie po udzielaniu pomocy medycznej, Fymos natomiast sprawiał wrażenie wystraszonego.
– Nyiragongo się gniewa, a wtedy różne dziwne rzeczy się dzieją – powiedział po chwili czarnoskóry.
– Skąd pochodzisz? – zapytała biała kobieta.
– Mieszkam w Gomie.
– Wiesz coś o tych pszczołach?
– Słyszałem różne opowieści, podobno w dwutysięcznym drugim roku, gdy Goma została zniszczona przez lawę, znaleziono na torach pociąg. Wszyscy pasażerowie byli martwi, wewnątrz leżało kilkanaście nieżywych pszczół.
– Wystarczy tych opowieści, idziemy do maszynisty – odezwał się Polak, który poczuł się lepiej.
Janek, Sonata i Fymos poszli w stronę elektrowozu. Stanęli pod drzwiami, zaczęli w nie stukać i krzyczeć. Żadnej odpowiedzi. Były najemnik próbował wyważyć wejście, wtedy usłyszeli szyderczy śmiech i głos kolejarza:
– Wszyscy zginiecie, a ja teraz opuszczę ekspres. Za trzy minuty otworzą się włazy awaryjne w wagonach. Żegnajcie.
Rozległ się dźwięk otwieranych drzwi i maszynista wyskoczył z lokomotywy.
– Co teraz zrobimy? – zapytała Polka.
– Musimy dostać się do elektrowozu i zastopować pociąg – odpowiedział Fymos.
– Zatrzymajmy się w miasteczku, jest za pięć kilometrów, sprawdzałam na mapie. Ktoś nam na pewno pomoże – zaproponowała Sonata.
– Co pan robi? – zwrócił się Afrykańczyk do Janka.
– Dzwonię do straży pożarnej w mieścinie, znalazłem numer w internecie – odpowiedział Polak i połączył się z jednostką.
Porozmawiał przez chwilę z dyżurnym i wykrzyknął:
– Przyjadą na dworzec, umiesz to zatrzymać, Fymos?!
– Tak, jestem studentem kolejnictwa w Kinszasie.
– Zrób tak, żeby ekspres stanął na stacji w tej miejscowości, potrafisz? – zapytał Janek.
– Potrafię.
– Jak sforsujemy wejście? – odezwała się pielęgniarka.
– W wagonie restauracyjnym jest toporek, niedaleko miejsca, gdzie znajdowała się gaśnica – powiedział młodzieniec.
Były najemnik pobiegł z Sonatą do restauracyjnego. Wkrótce znaleźli siekierkę, lecz biały rozkazał:
– Wejdź do chłodziarki.
– Co? – zapytała kobieta.
– Do lodówki! – huknął mężczyzna – Nam już nie pomożesz, ratuj swoje życie.
– A ty i Fymos? I reszta pasażerów? – zapytała Polka.
– Może nas uratuje straż pożarna, a może i nie.
– A jak sobie chcesz. – Pielęgniarka wsunęła się do środka.
– Żegnaj, Sonato – szepnął Janek i pobiegł pod drzwi elektrowozu.
Razem z Kongijczykiem wyważyli właz, student uruchomił hamulec na trzy sekundy przed otwarciem włazów awaryjnych w wagonach. Wtedy owady zaczęły wdzierać się do środka.
Polka siedziała w zimnym urządzeniu i słyszała przeraźliwe krzyki, które trwały przez dłuższy czas, później jednak zapadła cisza. Nagle ogarnęło ją zmęczenie i senność, miała atak choroby tropikalnej i straciła przytomność.
Sonata ocknęła się i zadrżała z zimna, po czym otworzyła drzwi lodówki i wyszła na zewnątrz. W środku wagonu restauracyjnego znajdowało się kilkunastu martwych ludzi, nastała już noc. Pszczół nie było widać, ani też słychać. Uruchomiła w smartfonie latarkę i poszła do lokomotywy, leżeli tam Janek i Fymos, obaj nieżywi od wielu godzin. Wyszła na zewnątrz. Pociąg stał na dworcu kolejowym, nieopodal znajdował się wóz strażacki, wokół niego spoczywali nieżyjący strażacy. Całe miasteczko wyglądało na wymarłe, lecz kobieta podążała przed siebie. W dali słychać było ryki lwów i zawodzenie hien, które wyruszały na łowy.
Opublikowałeś, planowo?
"nie mam jak porównać samopoczucia bez bałaganu..." - Ananke
– Halo, policja? Proszę przyjechać do Internetu, mamy tu rasizm! XD
A tak poważniej, mam wątpliwości, co do użycia słowa “Murzyn”. Sam go używałem przez lata, ale dziś chyba jest uznawane za określenie pejoratywne i nie należy z niego korzystać w kontekście neutralnym.
Opowiadanie mnie jakoś nie zachwyciło, ale podoba mi się, że dałeś afrykański klimat (oddany z pewną starannością), co sprawia, że ten tekst nie jest konkursowo-szablonowy.
Mała uwaga zanim przyjdą bogowie i boginie poprawności językowej i wszystko znajdą: “stąd te buczenie” – “to buczenie”.
Pozdrawiam.
Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/
Hej, Ambush.
Zgodnie z prawem Murphyego, Jeżeli będziesz coś dostatecznie długo poprawiał, na pewno to zepsujesz:). Dziękuję za betę, uznałem, że dziś jest dobry moment na opublikowanie tekstu. Wiem że opowiadanie nie jest idealne, ale i tak dużo się przy nim napoprawiałem. Jeszcze raz, wielkie dzięki:).
audaces fortuna iuvat
Hej, no i jestem. Czytając miałem wrażenie, że już gdzieś zapoznałem się, z tym stylem relacjonowania i faktycznie, bo czytałem Beniowskiego na konkurs anty naukowy. Nie załapałem się na bete, więc może tu coś uda się doradzić. Moim zdaniem masz fajny pomysł, a końcowka z hienami i lwami wypadła bardzo dobrze. Ale coś nie gra z przedstawianiem emocji. Dialogi między Jankiem a Sonatą wyszły dość sucho. Akcja już trochę lepiej, ale tu znowu te relacjonowanie się wdziera. I całość wygląda tak jakby to miał być wstęp do historii, która dopiero się będzie zaczynać. Myślę, że gdybyś spróbował przedstawić całą historię jako notatki któregoś z policjantów lub wojskowych albo informacji z tv lub gazety, a najlepiej pomieszał doniesienia z różnych źródeł to wyszło by naprawdę nieźle. Moim zdaniem taka forma opowiadania może być bardzo ciekawa i zmusza czytelnika do dopwiadania różnych elementów historii, co może dać ciekawy efekt :). Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Hej, Marcin_Maksymilian.
Dziękuję za komentarz i opinię o tekście. Zastanawiałem się, czy nie napisać to, też miałem wątpliwości. Cieszę się, że opowiadanie, chociaż krótkie, jest oryginalne, świeże spojrzenie to chyba mój jedyny atut.
Żyjemy w Polsce, Murzynów jest niewielu, to będę pisał z dużej litery:).
audaces fortuna iuvat
Hej, Bard_Jaskier.
Każdy walczy o zwycięstwo taką bronią, jaką ma (cytat ze starego filmu, coś o starożytnych Egipcjanach). Tekst napisałem jednego dnia, potem poprawiałem. Staram się, staram, ale jakoś nie potrafię napisać arcydzieła:). Pozdrawiam i życzę zwycięstwa w konkursie, ja to raczej o honor walczę, jak Polacy na Euro:).
audaces fortuna iuvat
feniks – jak na opowiadanie napisane jednego dnia, to jest naprawdę dobrze. Może w tym jest problem, może zwyczajnie potrzebujesz poświęcić tekstom więcej czasu :).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Podobało mi się, choć niewiele się dzieje. Mocną stroną opowiadania jest ukazanie afrykańskich realiów.
Historia dzieje się nie później niż 2004. Zastanawiam się, czy kongijską pielęgniarkę stać byłoby wtedy na smartfona z funkcją latarki i czy infrastruktura Demokratycznej Republiki Kongo była na tyle rozwinięta, że można było się w pociągu połączyć z Internetem?
Żyjemy w Polsce, Murzynów jest niewielu, to będę pisał z dużej litery
Co ma do tego, ilu ich w Polsce jest? Słowo jest obraźliwe albo nie.
Hej, AP.
Pewne fakty są naciągane, mam nadzieję, że nie wpłynie to zbyt mocno na odbiór opowiadania:)
Co ma do tego, ilu ich w Polsce jest? Moim zdaniem w pewnych rejonach świata określenie może być obraźliwe, w innych nie. W Polsce raczej nie jest, co moim zdaniem wynika z faktu, że nie istnieją do czarnoskórych uprzedzenia.
audaces fortuna iuvat
Podpisuję się pod słowami Barda, że dialogi są suche, dodam, że czasami nawet nienaturalne, ale… Podobają mi się, bo cały tekst ma klimat horroru klasy B z lat osiemdziesiątych (znaczy bardzo fajny :) Zabójcze pszczoły, afrykańskie legendy, trup ścieli się gęsto, jest nawet final girl. Nie wiem, czy takie odczucie próbowałeś wywołać, ale tak tekst odczytałem i to ze sporym zadowoleniem, byłem ciekaw, jakie niezwykłości pojawią się dalej, a końcówka, choć krótka, to klimatyczna. Pozdrawiam!
“Moim zdaniem w pewnych rejonach świata określenie może być obraźliwe, w innych nie.” – ale słowo “Murzyn” jest słowem polskim. I dziś jest uważane raczej za obraźliwe (przykładowo, artykuł na ten temat: https://repozytorium.ur.edu.pl/server/api/core/bitstreams/e843361c-7ca0-4569-809d-9a93a0cdf404/content).
Tak jakoś ewoluowało. Jak na przykład “pederasta” – oba kiedyś były neutralne (i obu sam używałem), a teraz nie wypada. Ja rozumiem, że nie masz intencji obrażania kogokolwiek, lecz w takim układzie lepiej rezygnować ze słów, które mogą niepotrzebnie powodować błędne odczytanie Twoich zamiarów.
Chyba, że to ma być trochę rasistowskie (jak użycie “Macumby”, które też tak trochę, no… ;)), to już ¯\_(ツ)_/¯.
Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/
Hej, Reinee.
Dziękuję za komentarz, odnoszę wrażenie, że opowiadanie nie spodobało ci się za bardzo:). Może i wyszedł horror z dawnych lat. szkoda że klasy B.
Marcin_Maksymilian, proponuję sprawdzić w słowniku ortograficznym pisownię:). Używam słowa Murzyn jak i Indianin czy Eskimos i nie widzę w nim nic obraźliwego ani rasistowskiego:). No ale to tak, jakbym nazwał dziecko Alfons, kiedyś było to normalne imię.
audaces fortuna iuvat
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Hej, Koala75.
Dziękuję za komentarz.
audaces fortuna iuvat
feniks103 – i właśnie masz rację, bo o to mi chodzi. Używasz słowa w neutralnym kontekście, a wychodzi rasistowsko. A to też może rzutować na odbiór Twojego opowiadania. Ale ok, powiedziałem, co myślałem, chyba dobrze znamy swoje stanowiska, więc nie ma potrzeby ciągnąć tego dalej ;)
PS A może sam sprawdź w słowniku?
Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/
Hej, Marcin_Maksymilian.
Mi chodziło o to, że piszemy z dużej litery:) Ale może mam stary słownik:) No i mam swoje lata, cóż, jak z nazwy tradycyjnej po dwudziestu latach robi się obraźliwa, nie każdy z tym nadąża:), bambusy napisałem z małej, to słowo uważam za obraźliwe.
Rasistą jest bohater opowiadania, nie ja:)
audaces fortuna iuvat
feniks103 – z tą dużą literą to rozumiałem, podkreślała ona Twoje neutralne intencje, no ale… i tak dalej… blablabla ;) Ja też już nie jestem taki młody i nie zawsze nadążam. Poza tym tak zwana poprawność polityczna moim zdaniem często idzie a daleko (jak uznanie “Zabić drozda” za książkę rasistowską), ale cóż poradzić? Jeśli ktoś mówi mi, że czuje się danym słowem obrażony, to staram się tego słowa nie używać. (Przynajmniej kiedy ten ktoś stoi obok ;))
Tak na marginesie – Reinee stwierdził, że Twoje opowiadanie jest jak rasowy horror klasy B nie w sensie jakości Twojego tekstu, a przynależności gatunkowej. Zgadzam się z nim całkowicie – i to jest spory komplement (nie to, że nie stać cię na “A”, po prostu horrory “A” są zupełnie o czym innym).
Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/
Cześć, Feniksie! :)
Z pozytywów muszę wymienić oryginalny koncept na tekst. Zabójcze afrykańskie pszczoły to naprawdę udany pomysł i zdecydowanie odmienny od innych tekstów konkursowych, które czytałem. Bardzo fajnie wypada też dialog, w którym bohaterowie rozmawiają o historii konfliktów w Afryce.
Natomiast cała reszta dialogów jest strasznie sztywna i momentami wręcz nienaturalna. Mam wrażenie, że ludzie w taki sposób nie rozmawiają :P
Przykładowo, weźmy sam początek:
– Mówiłaś, że jesteś z Polski?
– Tam się urodziłam, więc jestem Polką, ale dziesięć lat już pracuję w Afryce, czuję się trochę Kongijką – odpowiedziała kobieta.
– Też pochodzę z Rzeczypospolitej. Na Czarnym Lądzie przebywam lat piętnaście, ale nie lubię tego kontynentu. Jadę teraz na lotnisko w Kinszasie, żeby wrócić do kraju. A ty, dokąd zmierzasz?
– Również do tego portu lotniczego. Zachorowałam na dengę, mam ciężkie powikłania, nie mam sił, aby wypełniać obowiązki pielęgniarki.
Czytając to miałem wrażenie, jakby dwa roboty nawzajem się przesłuchiwały.
Ogólnie myślę, że gdybyś trochę popracował nad tymi dialogami to wyszedłby naprawdę fajny tekst :)
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w konkursie!
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Słowo ,,czarnoskóry” za każdym razem czytałem jako ,,czerwonoskóry” i zastanawiałem się, skąd tam Indianie. Ech…
Sporo rzeczy nie zagrało. :( Postacie są płaskie i pociągnięte grubą krechą (Janek – twardziel, Fymos – ethnic sidekick, Sonata – final girl), a ich los mnie nie obchodzi – duży problem w horrorze. Dialogi są tak sztywne, że zęby bolą. Fabuła nie do końca się klei – kolejowy czarownik rzuca klątwę na pociąg. Dlaczego? Co się z nim później stało? Nie wiadomo. Wulkanu, szumnie zapowiedzianego w tytule, mogłoby równie dobrze nie być. No i mój ulubiony kwiatek z filmów akcji, czyli faceci bez wahania poświęcają się, żeby ratować laskę poznaną kilka godzin wcześniej. Poza tym drobne niespójności:
Mijali mieszkańców sawanny, stada bawołów i antylop, zebry, okapi, żyrafy, słonie, z zarośli czasem wychodziły drapieżniki, lamparty i lwy. Kiedy jechali blisko drzew, dostrzegli goryle, szympansy i pawiany.
Dobra, przyznaję, że nie do końca wiem, jak wygląda ta okolica, ale jest mało prawdopodobne, żeby zobaczyć wszystkie te zwierzaki w czasie jednego przejazdu pociągiem. Okapi i goryle żyją w lasach deszczowych, nie na sawannie, a nawet tam trudno je zaobserwować.
Zachorowałam na dengę, mam ciężkie powikłania, nie mam sił, aby wypełniać obowiązki pielęgniarki.
Ale tłuc się pociągiem przez dzicz to może?
Na marginesie – znowu robiłeś research w Wikipedii, prawda? Może następnym razem spróbuj pisać tak, żeby nie było tego widać? Średnica krateru naprawdę nikogo nie interesuje.
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
feniks103, podobało mi się, bo dobrze się przy nim bawiłem i tak jak napisał Marcin_Maksymilian, klasa B nie odnosi się do jakości, to specyficzny (pod)gatunek i widzę w opowiadaniu wiele jego cech. Drewniane dialogi dodają tu efektu, bo takie są często w tego typu filmach (I bywa, że jest to zamierzone). Jasne, poprawienie tego i owego polepszyłoby jakość tekstu, ale opowiadanie straciłoby trochę tego specyficznego klimatu.
Fajny pomysł z atakiem pszczół.
Zastanawiałam się, czy ten maszynista z białą twarzą to przypadkiem nie jest Baron Samedi.
Mnie też wydaje się, że dialogi są sztywne.
Nie jestem pewna, czy drzemkę w lodówce można przeżyć. Obawiam się, że powinna się skończyć hipotermią.
wewnątrz panowała wysoka temperatura, było przecież lato.
O ile wiem, w Kongo nie ma lata, jest pora sucha i deszczowa. Ale ja się nie znam.
Babska logika rządzi!
Chętnie poczytałabym więcej o zabójczych afrykańskich pszczołach, a jeszcze chętniej usiadłabym do tekstu, który, jeśli już skupia się na realiach danego miejsca, mówi nam o nich nieco więcej. Wspomniałeś ludobójstwo w Rwandzie, zagrożenia, które dotykają zarówno miejscową ludność jak i przyjezdnych – okej, tylko wyszło tego trochę za mało.
Dialogi… no, nie wypadły najlepiej. Są mocno infodumpowe i jakoś trudno mi przejąć się losem postaci.
Co do wspominania ras bohaterów – trochę tego dużo, aż wypada nienaturalnie. Rozumiem, że główna dwójka jest biała, więc pewnie się wyróżnia. Skoro rzecz dzieje się w Afryce, śmiem twierdzić, że pozostali raczej nie są zieloni. ;-) Odchodząc od mniej lub bardziej fortunnych określeń, czułam się trochę tak, jakby w tekście ktoś uparcie określał bohaterów np. kolorem włosów, coś w guście “brązowooka powiedziała do blondyna”. Im mniej takich określeń tym lepiej, dajmy bohaterom wyróżnić się czymś innym :-)
Niemniej, żeby nie było, że tylko przyszłam i się czepiam, powiem, że pomysł jest dobry. Zakończenie też fajnie wypada. Pracuj nad warsztatem, a będzie w tym potencjał :-)
„Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje jest zarazem bestią i powodzią. Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." - V. Woolf
Witam pobetowo;)
Opowiadanie ciekawe poprzez swoją odmienność.
Z jednej strony powędrowałeś hen na południe, a z drugiej zawróciłeś w stronę Grabińskiego, dzięki afrykańskim klimatom.
Fajnie, że nie było wampirów, zombie, a mimo to był niepokój, a w końcu nawet lęk.
Już na becie wspominałam, że przyjaźń idealistki pielęgniarki z psem wojny mnie nie przekonuje, ale ludzie mają różne punkty widzenia.
Zgadzam się z przedpiścami, że powinieneś popracować nad dialogami, bo o ile klimat budujesz ładnie, o tyle dialogi są sztywne.
I na koniec plus za kwerendę, bo sporo o Afryce znalazłeś i na karty przelałeś.
"nie mam jak porównać samopoczucia bez bałaganu..." - Ananke
Hej, cezary_cezary, SNDWLKR, Finkla, Rossa.
Dziękuję za komentarze, cenne uwagi i opinie o opowiadaniu.
Finkla, faceta z białą twarzą zapożyczyłem z jednego z filmów o Bondzie.
Ambush, jeszcze raz dzięki za bętę. Nad dialogami muszę popracować. Źródeł afrykańskich postaci nie zdradzę, chociaż znałem jednego Fymosa z Afryki:).
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Feniks 103.
audaces fortuna iuvat
Bardzo nietypowy przypadek tragicznego losu pasażerów pociągu przemierzającego egzotyczne terytoria i równie egzotyczny powód ich śmierci.
Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.
Ta wydzielona część wagonu pierwszej klasy, jak na afrykańskie warunki, była luksusowa. Posiadała miękkie siedzenia, przy oknie stał stolik… → Obawiam się, że żadna część wagonu nie może niczego posiadać.
Proponuję: Ta wydzielona część wagonu pierwszej klasy, jak na afrykańskie warunki, była luksusowa, wyposażona w miękkie siedzenia, przy oknie stał stolik…
…dochodziło czasem do erupcji lawy, która zagrażała mieście Goma i innym okolicznym osadom. → …dochodziło czasem do erupcji lawy, która zagrażała miastu Goma i innym okolicznym osadom.
Tu znajdziesz odmianę rzeczownika miasto.
– Polacy mogą służyć tylko w Polskich Siłach Zbrojnych, chyba wiesz o tym? → – Polacy mogą służyć tylko w polskich siłach zbrojnych, chyba wiesz o tym?
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/wielkie-litery;12032.html
…powiedział Janek i wskazał na ścianę. → …powiedział Janek i wskazał ścianę.
Wskazujemy coś, nie na coś.
Kilkanaście małych latających zabójców wleciało jednak do ich wagonu… → Nie brzmi to najlepiej.
Proponuję: Kilkanaście małych skrzydlatych zabójców wleciało jednak do ich wagonu… Lub: Kilkanaście małych skrzydlatych zabójców dostało się jednak do ich wagonu
Luksusowych wagonów było tylko trzy… → A może: Były tylko trzy luksusowe wagony…
…uruchomił hamulec na trzy sekundy przed otwarciem podwoi awaryjnych w wagonach. → Obawiam się, że w wagonach kolejowych nie ma podwoi.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Bardzo nienaturalne dialogi. Bohaterowie zbyt nijacy (płascy), żeby się z nimi zżyć. Atak morderczych owadów… Brakowało mi odpowiednich słów, ale znalazłam je u Reinee (dzięki): horror klasy B – i wszystko pasuje ;)
Nie czytało się źle :)
Przynoszę radość :)
Hej, regulatorzy, dziękuję za wyłapanie błędów, niedługo poprawię.
Hej, Anet, dziękuję za komentarz.
audaces fortuna iuvat
Bardzo proszę, Feniksie. Miło mi, że mogłam się przydać. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Poprawione.
audaces fortuna iuvat
Hej!
Pomysł z wykorzystaniem AKB spoko, niestety cała reszta już nie bardzo. Dialogi są bardzo sztywne, postacie sztuczne, a ich relacje, no, jakieś są, ale niestety nie zaciekawiły. Duzo pokazujesz, czyli dobrze, ale ja w trakcie lektury miałem wrażenie jakbyś zamiast pokazywać, opowiadał. Historie postaci są dziwnie nieporadne nakreślone, niby nie sztampowe, ale jednak jest w nich jakieś przerysowanie, zupełnie jak maszynista z pobieloną twarzą (piszesz, że to z Bonda, pewnie tego z Jane Seymour, Żyj i pozwól umrzeć, aight?). Informacje podawane wokół postaci, te dotyczące środowiska, wulkanu, miast i tak dalej mają w sobie jakąś kronikarską dokładność, przy czym jest tutaj ona zupełnie niepotrzebna, powinieneś oszczędzać znaki na fabułę, na postacie, na budowanie relacji, a zużywasz je na suche fakty. Warsztat masz jeszcze do szlifowania, ale zacięcie może pozowolić Ci na lepsze pisanie, więc się nie zrażaj moim marudzeniem, tylko ćwicz :)
Pozdrawiam serdecznie
Q
PS. A skoro masz tutaj AKB, to musisz dostać i Wu :D
Known some call is air am
Hej!
– Jaki pociąg, ale ma powyginane śmiesznie blachy.
Trochę mnie rozbawiło, a trochę nie wiem, jak wyglądają te blachy – każda wygięta? Wybrzuszone? Przydałby się opis. Za to opisy mijanych krajobrazów bardzo suche, może zamiast wymieniać po kolei każde zwierzę, warto się zatrzymać i opisać, co robi kilka z nich?
Dialogi mocno sztywne, oj, trzeba nad nimi popracować, takie służbowe, a przecież rozmawiają dwie osoby w pociągu.
Na plus ten obłąkańczy maszynista – fajnie to wyszło. Tam ludzie spokojnie rozmawiają, a tu szaleniec otwiera jakąś klapę.
Szkoda, że rozmowa taka średnia, ale dotyczy ciekawego tematu – walki Hutu i Tutsi. Podoba mi się, że to podejmujesz. To straszny temat.
Co do dialogów – no cóż, kiedyś się wyrobisz. Warto ćwiczyć i dużo czytać, a będzie lepiej. ;)
Z owadami opowiadania jeszcze nie było, dobrze wymyśliłeś z afrykańską przejażdżką, ale to za mało – brakuje tu dramatu, wyrazistych bohaterów, napięcia, grozy.
Pozdrawiam,
Ananke