- Opowiadanie: pzarzycki - Pióra i Puch

Pióra i Puch

Opowiadanie powstało w wakacje 2024 roku w ramach naszego koła pisarskiego. Postanowiliśmy spróbować swoich sił w horrorach i to jest moje pierwsze opowiadanie w tym gatunki. Opiera się o motywy psychoanalityczne (relacja matka-syn). Akcja dzieje się w Japonii.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Pióra i Puch

Japonia, Kyoto, 2015r 

 

Podświetlana tabliczka z napisem „metro” zamigotała za plecami mężczyzny o młodym wyglądzie. Yuto Watanabe myślał o zbliżającej się wizycie u mamy. Im był starszy, tym jego relacja z matką wprowadzała go w większe zakłopotanie. Galeria handlowa była oświetlona rozproszonym światłem. Po wyjściu z budynku Yuto znalazł się obok głównego dworca kolejowego. Spieszył w kierunku sklepu osiedlowego Lawson. Przeszedł przez rozsuwane drzwi i znalazł się w alejce sklepowej. Na regale znalazł ulubione onigiri z kurczakiem. Stanął przed kasą, zapłacił i wyszedł. Na dworze rozpakował przysmak z celofanu podobnego do opakowań zupek instant. Ugryzł kulkę i rozkoszował się smakiem ryżu doprawionego octem. Takie chwile pozwalały mu na moment zapomnieć o niechcianym życiu. Ruszył i udał się w głąb osiedla. 

Gdy znajdował się przed domofonem, mógł przyjrzeć się sobie dzięki zamontowanej kamerze i ekranowi. Nie dostrzegał zmarszczek, czy siwych włosów. Nieźle jak na trzydzieści osiem lat. Mama często powtarzała, że to przez szczupły wygląd sprawia wrażenia jakby był przed trzydziestką. No i ten kręgosłup. Od razu się wyprostował. Nie lubił swojej przygarbionej sylwetki, którą zawdzięczał wiecznemu zamyśleniu. Z ekranu patrzyły na niego duże, skośne oczy. Chronił się przed jesiennym chłodem opatulając w płaszcz w kolorze wyblakłego indygo. Wiatr głaskał jego szarą czapkę z daszkiem. Nacisnął przycisk z numerem „18”.

– Cześć mamo to ja – powiedział natychmiast po usłyszeniu kobiecego głosu.

Nacisnął klamkę, zaraz po kliknieciu magnetycznego zamka. Wszedł do windy i wjechał na trzecie piętro. Wytarł z namaszczeniem buty. W korytarzu zamigotało światło, czemu towarzyszyło kilkukrotne buczenie transformatora. Podniósł głowę i krzyknął półgłosem. Zajęty obuwiem i nagłymi błyskami nie zauważył momentu, w którym matka otworzyła drzwi. Rin Watanabe uśmiechnęła się lekko, rozbawiona jego reakcją. Bijący od kobiety zapach ściółki i kurnika zaniepokoił Yuto.

– Wejdź – powiedziała.

Yuto wszedł, zdjął wierzchnie ubranie i poczuł się gościem. Rozejrzał się po pokoju emerytowanej lekarki. Okno na prawej ścianie, skryte za delikatnymi firankami wpuszczało ciepłe światło. Na parapecie leżała lornetka.

– Dostrzegłaś dziś coś ciekawego, mamo? – spytał Yuto.

– Oczywiście. Nad ranem widziałam jak Tonbi wyrwał jakiemuś przechodniowi kanapkę z ręki. Wróble nie są tu bezpieczne.

– Nie zamykaj się w tej pasji! Spotykaj się z ludźmi!

– Te stworzenia są naprawdę fascynujące. Nie mniej niż ludzie. Ludziom już wystarczająco dużo pomogłam… Zresztą wciągnęłam w to kilku znajomych lekarzy.

Rin opowiadała z entuzjazmem o całym dniu. Gładząc się co chwila po ciemnych włosach sięgających za ucho. Jej szczupła twarz i niewiele zmarszczek ukrywały fakt, że była już po siedemdziesiątce, a duże czarne oczy błyszczały radością. Yuto czuł w takich chwilach, że jego obecność jest zbyteczna. Przeglądał półkę z książkami. Pośród zwykłych pozycji ornitologicznych trafił na ręcznie oprawiony maszynopis: „Sztuka inkarnacji dawnych gatunków”. Drewniana okładka zawierała puentylistyczne malowidło Aborygenów przedstawiające w formie piktogramów dwa ptaki. Krawędzie oprawy były pofalowane, wykonane z ptasich dziobów. Na okładce widniało imię i nazwisko autora: Arthur Downey. Na pierwszej stronie znajdował się tekst:

Opisy obrzędów „sprowadzania” zostały spisane podczas mojego rocznego pobytu w Australii. Opisałem tu także techniki utrzymania „sprowadzonych” przy życiu.

– Och, wierzysz w takie rzeczy?

– Yuto lubię czasem przeczytać coś nienaukowego. To prawdziwy biały kruk. Cały nakład został spalony. Został tylko pierwowzór.

Rin weszła do kuchni. Yuto usłyszał dobiegający z dala głos:

– Spędzicie ze mną sylwestra i Shōgatsu?

– Haruka nie będzie chciała.

– Cholera!

– O co chodzi?

– Nic Yuto, stłukłam jajko. Masz ochotę na jajecznicę?

– Nie jestem głodny

– I tak zjesz. Jesteś taki wątły!

Yuto powoli zjadał lejącą się biało-żółtą substancję. Zdziwił się, gdy zobaczył, że po podłodze toczy się ptasi puch. Mama używała tylko syntetycznych, hipoalergicznych poduszek i kołder. Po posiłku podniósł się i udał do przedpokoju. Rin odprowadziła go do wyjścia. Gdy był już za drzwiami, rzekła:

– Uważaj na siebie, jesteś rzadki!

– Jak to?

– Jesteś rzadkim okazem i tylko ja potrafię to docenić. Pozdrów Harukę i przekonaj ją.

Rin podniosła czapkę za daszek i pocałowała Yuko w czoło. Syn cofnął się gwałtownie

– Mamo, jestem dorosły… – powiedział, ale tak cicho, aby mama nie usłyszała. 

 W kabinie windy zobaczył, że do buta przykleił się ptasi puszek. Przez chwilę noga zrobiła się ciężka jak z ołowiu. Kopnął go nieśmiało, ale nie chciał się odkleić.

 

Yuto i Haruka mieszkali niedaleko mostu Togetsukyo, na przeciwległym brzegu niż park Arashiyama. W dwupokojowym mieszkaniu, na ósmym piętrze. Yuto wszedł do niedużego salonu. Żona w tym czasie wypakowywała zmywarkę. Na ścianie naprzeciwko okna stał telewizor. Padł na stojącą przy oknie sofę i włączył odbiornik telewizyjny.

– Słyszę telewizor, a nie słyszałam „Cześć kochanie!” – powiedziała Haruka

– Cześć Haruka. – Odpowiedział patrząc w ekran zahipnotyzowanym wzrokiem.

– Ach Yuto, Yuto. Pamiętałam o twoich urodzinach. Poczekaj chwilę!

Haruka szybko podreptała boso do salonu. Wyglądała jak mała antylopa: niska i bardzo szczupła. Włosy sięgały jej do połowy karku. 

Yuto oglądał program w telewizji. Mnich opowiadał ludową historię demona określanego mianem Tengu: „Wiemy, że potrafił być niebezpieczny. Spójrzmy na tradycyjne malowidło: Przedstawia ducha w postaci drapieżnego ptaka, ale to nie jest jedyne wyobrażenie. Współczesna odmiana Daitengu przypomina człowieka. Oczywiście jest to duch, więc jego wygląd jest czysto symboliczny. Teraz opowiem, jak uniknąć jego złego wpływu”. Oczy Yuto znieruchomiały. Skrzywił się na słowa mówiące o potrzebie walki z duchowymi istotami głodnymi naszych sił witalnych. Popatrzył na otaczające go meble, sufit. Pomyślał o Haruce, która weszła do pokoju i odetchnął z ulgą.

Żona stanęła przed nim, lekko pochylona. Wręczyła mu z szacunkiem przedmiot wielkości piórnika, opakowany w pomarańczowy papier. Yuto przyjął prezent i rozpakował. Przejechał palcem po gęsim piórze leżącym w futerale. Lekki przedmiot był zakończony stalówką. Patrzył na niego zaskoczony.

– Zawsze marzyłeś o tym, żeby zostać pisarzem.

– Dziękuję Haruka. Chyba jednak nie…

– Dlaczego?

– Mama mi to zawsze odradzała. Sam nie wiem. Marzyłem o tym. To prawda. Chyba mam zbyt słabą konstrukcję psychiczną, żeby pisać. Dziś się widziałem z Rin. Bardzo nalegała, żebyśmy spędzili święta razem.

– Yuto, jaki ty jesteś nieznośny! Nie możesz się choć raz przeciwstawić? Rin decyduje o twoim całym życiu! Nie chcę już nawet wspominać, że odbiera mi ciebie. 

Siedzieli przez chwilę razem na kanapie w milczeniu. Yuto po pięciu minutach wstał i powiedział:

 – Muszę się przejść!

Wyszedł z domu i udał się w kierunku mostu, aby dostać się na teren parku Arashiyama. Kroczył wolno i patrzył na asfalt pod nogami. Zbliżał się do wejścia do bambusowego lasu. Sine powietrze otulało blade, zdrewniałe łodygi. Rośliny miały przynajmniej dziesięć metrów wysokości. U góry wypuszczały liście, które wyglądały jak korony drzew. Bambus miała tu chłodny, trupi kolor. Asfalt ciągnął się przez sam środek lasu. Myśli Watanabe płynęły wolno. Żaden impuls nie skłaniał do podjęcia znaczącej decyzji. Yuto nawet nazwał ten stan: Paraliż woli. To określenia dawało mu pewną tożsamość, więc przy nim trwał. Chyba trochę się bał, ale nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie unikał życiowych wyborów. Po prostu nie zdawał sobie sprawy z tego, że może wybierać.

Wtedy usłyszał ten skrzekliwy dźwięk. Skrzypnięcie jakby metalowej furtki z tonem wyciągniętym aż do przenikliwego pisku. Przeraźliwie głośny, niosący się po całym lesie. Potem hałaśliwy, nerwowy trzepot skrzydeł. Stworzenia, które odleciało nie zdążył zobaczyć.

Bicie serca Yuto przyspieszyło dwukrotnie. Porozmawiam jutro z Haruke. Może jednak ma trochę racji – pomyślał.

 

Następnego dnia Yuto obudził się gdy Haruka już krzątała się ze śniadaniem wokół niskiego stolika stojącego na środku sypialni. Przetarł oczy i uśmiechnął się do żony.

– Kochanie, masz rację. Podjąłem decyzję. Nie jedźmy na święta do mojej matki.

Haruka zatrzymała się na chwilę, spoważniała i spojrzała na Yuto z dumą w oczach. Stała chwilę w miejscu i udała się do kuchni. Stamtąd odezwała się uroczystym tonem:

– Może zjedlibyśmy dziś kolację na mieście?

– Postaram się coś dla nas zarezerwować, jak będę w biurze.

Yuto zjadł śniadanie, uśmiechnął się do Haruki i wyszedł do pracy.

Huk metra zagłuszał myśli o nowych możliwych konsekwencjach właśnie podjętych decyzji. Metro sunęło tunelem stukając podwoziem o szyny. Żołądek Yuto zacisnął się, twarz napięła i zszarzała. Nie dostrzegał pozostałych pasażerów. 

Gdy szedł ulicą, znowu usłyszał krzyk. Ten sam, co wczoraj wieczorem. Przeszywający umysł i zapierający dech w piersi. Spojrzał do góry i ujrzał czarną sylwetkę. Ptak wielkości jastrzębia z upierzeniem przypominającym bardziej kruka. Wszystkie mięśnie Yuto drętwiały. Rozluźnił się dopiero gdy stanął przy drzwiach znajomego biurowca.

W pracy podczas przerwy sięgnął po smartfon i wybrał kontakt do mamy. Gdy usłyszał głos, przedstawił swoją i Haruki decyzję. Rin milczała kilka sekund, po czym powiedziała jakby czytała z kartki.

– Dobrze synku, nie ma sprawy.

– Dziękuję mamo.

Rozłączył się a potem zarezerwował stolik w Arashiima Yoshimura.

Po pracy udał się od razu na miejsce. Wszedł do środka, przechodząc pod baldachimem zieleni, stąpając po drodze wykonanej z kamiennych płytek. W środku było przytulnie. W pomieszczeniu doniczkowa zieleń dawała odpocząć umysłowi. Haruka miała zaraz przybyć.

Yuto zamyślił się, ale nie na długo. Niebawem weszła jego żona. Jej usta podkreślała wiśniowa szminką, a w uszach miała wpięte malutkie kolczyki. Sunęła z gracją, głaszcząc drewnianą podłogę lekką, wzorzystą sukienką. Yuto zaskoczony uniósł się z krzesła i pocałował Harukę w policzek. Zaraz potem, gdy usiadła, kelner przyniósł dwie karty. Pochyleni i zajęci wybieraniem potraw, cieszyli się jednocześnie chwilą.

Czekając na zamówienie, na zmianę, streszczali wydarzenia z mijającego dnia. Słowa wypowiadane przez Harukę brzmiały żywiołowo. Yuto natomiast, gdy przypomniał sobie ton głosu matki oddalał się myślami od restauracji. Próbował rozpaczliwie wrócić, szukając wzrokiem kelnera. Wiedział, że gdy zacznie jeść, myśli na chwilę dadzą mu spokój. Wreszcie na stole pojawił się talerz z dwudziestoma kawałkami sushi. W ryżowych pierścieniach skrywały się zielone kawałki awokado, kawior, surowy łosoś, krewetki. Yuto pospiesznie chwytał pałeczkami pojedyncze porcyjki. Starał się gryźć powoli i udawał, że słucha Haruki. Jednak po piętnastu minutach talerz był pusty. Mrok powrócił. Był zły na siebie, że nie mógł skupić się na żonie. Rzadko dostrzegał jaka jest piękna. Kolację popił lekkim piwem i czekał bezradnie końca wieczoru. 

Wracali do domu trzymając się za ręce. Wieczorne powietrze było wilgotne i chłodne. Yuto poczuł, że jest mu ciężko na żołądku. Po chwili zaczęło mu się odbijać, co przynosiło chwilową ulgę, ale potem było coraz gorzej.

– Źle się czuję. Boję się, że się strułem.

– Daj spokój. Po prostu za szybko zjadłeś

– Zepsuta ryba potrafi być bardzo niebezpieczna. Zadzwonię do mamy.

– Przestań. Już było tak dobrze. Kiedy ty wydoroślejesz?

Yuto nic już nie mówił. Szli w milczeniu. Potem wyjął telefon. Pospiesznie wybrał kontakt z listy ostatnich rozmów danego dnia.

– Mamo, strułem się rybą w restauracji!

– Yuto, synku koniecznie przyjedź do naszej kliniki „Kenkōna hito”. Pamiętasz adres?

– Tak, pamiętam. Teraz?

– To nie żart. Liczy się każda minuta.

Yuto spojrzał na żonę. Potem gwałtownie się odwrócił i skierował do najbliższej stacji metra. Haruka patrzyła na niego z otwartymi ustami. Chciała coś powiedzieć, ale tego nie zrobiła. Kilka sekund później kręciła z niedowierzaniem głową.

Yuto stał pod bramą szpitala czekając na reakcję portiera. Wyglądał na takiego, któremu wydaje się, że jest w stanie przejrzeć człowieka na wskroś już na podstawie pierwszego spojrzenia. Nie potrzebował więc z nikim rozmawiać. Otworzył bramę bez żadnego pytania, czy wahania. Zorientował się, że ma do czynienia z istotą, która nie skrzywdzi nawet komara wbijającego się w jej ciało. 

Izba przyjęć świeciła pustkami. Jarzeniówki pokrywały mokrą podłogę podłużnymi, jaskrawymi blikami. Kobieta siedząca za szklaną przegrodą spytała:

– Pan Yuto, prawda?

Chłopak kiwnął głową i dał się zaprowadzić do lekarza pełniącego dyżur. Dyżurny internista był w średnim wieku, ubrany w biały fartuch, lekko łysiejący. Spojrzał na Yuto i spytał:

– Panie Watanabe, jak się pan teraz czuje?

– Miałem wymioty i teraz jest już dobrze.

– Często się to panu zdarza?

– Czasem, jak za szybko zjem.

– Zrobimy panu jutro gastroskopię.

– Może nie będzie to konieczne? Pójdę do domu. Proszę powiedzieć mojej mamie, że przyszedłem tu tak jak prosiła.

– Niestety musimy zostawić pana na obserwacji. Mamy dla pana przygotowaną piżamę. Sala z pojedynczym łóżkiem już na pana czeka.

Yuto nie chciał protestować. W pomieszczeniu, do którego zaprowadził go lekarz stał drewniany stelaż z grubym materacem zasłanym kolorową pościelą.W pokoiku ustawiono kilka drewnianych mebli. Na półkach leżały ilustrowane książki z baśniami. Po wyjściu lekarza, Yuto długo przewracał się z boku na bok zanim zapadł w sen.

Rano był gotowy do połknięcia endoskopu. Położył się na boku na kozetce w pokoju zabiegowym. Po badaniu lekarz dyżurny powiedział:

– Musimy panu coś wyciąć. Potrzebna jest niegroźna operacja żołądka

– Co wyciąć? Pan chyba żartuje!

– Pani Watanabe miała pewne podejrzenia, które się potwierdziły. To będzie szybki zabieg zrobimy go wieczorem. Jutro pana wypuścimy.

– Proszę mi oddać telefon! Muszę zadzwonić do żony!

– To wykluczone. Regulamin tego zabrania!

– Jaki regulamin? Czy to jest szpital psychiatryczny?

Yuto był zbulwersowany. Twarz mu poczerwieniała. Miał ochotę wybiec w piżamie na zewnątrz. W końcu się uspokoił i poddał rezygnacji.

Wieczór wymusił sztuczne oświetlenie na korytarzach szpitala. Poza Yuto nie było tu żadnego pacjenta. W świetlicy brzęczał telewizor, którego nikt nie oglądał. Lekarz dyżurny z sanitariuszem o dziewiętnastej zaprowadzili Yuto na salę operacyjną. Znajdowała się za wielką, szklaną szybą. Oprócz stołu operacyjnego w pomieszczeniu był wózek z blatem, na którym rozłożone były noże i nici chirurgiczne. Yuto dostrzegł też regał z książkami medycznymi. Zdziwił się, że na górnej półce leży znany mu egzemplarz “Sztuki inkarnacji dawnych gatunków”. Zanim zdążył o cokolwiek zapytać, poczuł, że sanitariusz mocniej chwycił go za rękę. Zaraz potem zmroziło go chłodne nakłucie igły i jego świadomość opuściła salę operacyjną.

Obudził go piekący ból skóry na brzuchu. Leżał w swojej sali. Włożył rękę pod piżamę i dotknął opatrunku. Leżał jeszcze chwilę i patrzył w okno. Na dworze śpiewały ptaki, co napełniało Yuto odrobiną otuchy. Nie czekał długo na lekarza, który cicho wszedł i powiedział:

– Damy ci teraz śniadanie i możesz iść do domu.

Yuto o dziewiątej rano był już poza kliniką. Pomimo zjedzonego posiłku dopadł go głód, więc postanowił wpaść do restauracji, w której był ostatnio z żoną. Niepokoiło go rytmiczne pulsowanie pod skórą. Na miejscu zjadł kurczaka w cieście. Odzyskał trochę sił, ale ruch w jego wnętrzu narastał. Zdecydował się przejść przez most i udać się na przechadzkę do bambusowego lasu. Do czasu powrotu Haruki pospaceruję sobie – pomyślał i uniósł głowę. Podziwiał liście na wysokich pędach. To co nagle zobaczył przeraziło go. Niebo przecięła sylwetka czarnego ptaka. I rozległ się ten głośny krzyk niczym skrzypnięcie zardzewiałej furtki. Pod Yuto ugięły się nogi i musiał na chwilę położyć się na ziemi. Podciągnął koszulę i ujrzał swój opatrunek. Spod bandaża wychodziły pomarańczowe larwy wielkości małego palca u nogi. Ptaszysko sfrunęło na drogę i przyglądało się uważnie leżącemu. Było osowiałe. Gdy dostrzegło robaki pełzające po brzuchu chłopaka, ożywiło się. Ptak podbiegł jak struś po asfalcie i wskoczył Yuto na klatkę piersiową. Kilkoma kłapnięciami dzioba połknął wszystkie larwy. Rozprostował energicznie skrzydła i wydał z siebie jeszcze głośniejszy okrzyk. Odwrócił głowę w kierunku twarzy Watanabe. Miał niespodziewanie inteligentne oczy. Chłopak wyczytał z nich: “Rozumiem, że się boisz, ale wybierając między życiem twoim a moim wybieram swoje”. Chłopak zemdlał w chwili gdy ptak wbił dziób w jego podbrzusze.

 

Haruka zadzwoniła w pracy do kliniki. Uspokoiła ją informacja o wypuszczeniu Yuto. Patrzyła w ekran monitora i myślała o pięciu latach ich małżeństwa. Zdążyła już zaakceptować charakter Yuto, pomimo tego, że nie lubiła Rin. W południe odebrała telefon z policji. Gdy usłyszała relację z patrolu, zamilkła na chwilę i wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Łkała i wyła z bólu. Serce przeszyte stratą zapiekło przez ułamek sekundy jak przypalone żelazem.

W Kyoto nastała późna jesień ze swoją nostalgią. Niektóre gatunki ptaków odlatywały do cieplejszych krajów, a pozostałe zostawały tam gdzie się zadomowiły.

 

 

Koniec

Komentarze

Pzarzycki, Twoje opowiadanie liczy zaledwie osiemnaście i pół tysiąca znaków, a w regulamie konkursu jest wymóg, aby znaków było minimum siedemdziesiąt pięć tysięcy.

Tu znajdziesz regulamin: https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/31805

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zrezygnowałem z udziału w konkursie. Akcja toczy się w Japonii, więc i tak się nie kwalifikuje.

Zdaję sobie sprawę, że to Twój pierwszy bój z tym gatunkiem, ale jak na mój gust, horroru tu tyle, co kot napłakał. Parę larw, które ptak wydziobał z brzucha bohatera to dla mnie stanowczo za mało. Ani przez chwilę nie wydarzyło się nic, o czym mogłabym powiedzieć, że budowało klimat, grozę czy niepewność, co się wydarzy. Ani przez chwilę nie czułam się przestraszona opisywanymi wydarzeniami.

Najbardziej niewiarygodny wydał mi się pobyt Yuto w szpitalu – nie chce mi się wierzyć, że był on jedynym pacjentem i że nie został poinformowany jakiemu zabiegowi ma być poddany. Po prostu nic mi się tu kupy nie trzyma.  

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

ażu­ro­wy strop ga­le­rii han­dlo­wej, prze­pusz­czał roz­pro­szo­ne pro­mie­nie, rzu­ca­ją­ce mięk­kie cie­nie. → Czy to celowy rym?

Promienie nie rzucają cieni; cienie rzucają przedmioty, które znajdą się na drodze promieni.

 

Na jed­nym z re­ga­łów nich zna­lazł ulu­bio­ne Oni­gi­ri – kulki ry­żo­we z kur­cza­kiem. → Coś się tutaj przyplątało.

Proponuję: Na jed­nym z re­ga­łów zna­lazł ulu­bio­ne oni­gi­ri – kulki ry­żo­we z kur­cza­kiem.

Nazwy wyrobów spożywczych piszemy małą literą. https://sjp.pwn.pl/zasady/109-20-10-Nazwy-roznego-rodzaju-wytworow-przemyslowych;629431.html

 

Pod­szedł do kasy, za­pła­cił kartą zbli­że­nio­wą i wy­szedł na ze­wnątrz. → Nie brzmi to najlepiej.

 

fo­lio­we­go opa­ko­wa­nia po­dob­ne­go do opa­ko­wań zupek… → Powtórzenie.

 

po­zwa­la­ły mu na chwi­lę za­po­mnieć o swoim życiu. → Czy zaimek jest konieczny – czy chciałby zapominać o cudzym życiu?

 

Nad­mier­na lor­do­za na tle sku­pie­nia na przy­szło­ści. → W jaki sposób skupienie na przyszłości powoduje wygięcie się kręgosłupa?

 

Na­ci­snął na klam­kę… → Na­ci­snął klam­kę

 

Pod­niósł głowę do górykrzyk­nął pół­gło­sem. → Masło maślane – czy mógł podnieść głowę do dołu?

Mówić półgłosem, to mówić głosem przyciszonym. Obawiam się, że półgłosem nie można krzyknąć, krzyk jest bowiem głośny z definicji.

 

Za­ję­ty swo­imi bu­ta­mi… → Zbędny zaimek.

 

Chło­pak wszedł, ro­ze­brał się i po­czuł się go­ściem. Ro­zej­rzał się po… → Wcześniej napisałeś, że Yuto ma trzydzieści osiem lat – moim zdaniem to trochę za dużo, by mówić o nim chłopak.

Lekka siękoza.

 

Zresz­tą wy­cią­gnę­łam w to kilku zna­jo­mych le­ka­rzy. → Czy tu aby nie miało być: Zresz­tą wcią­gnę­łam w to kilku zna­jo­mych le­ka­rzy.

 

Rin opo­wia­da­ła z en­tu­zja­zmem o całym swoim dniu. → Czy zaimek jest konieczny?

 

–Oh, wie­rzysz w takie rze­czy? → Brak spacji po półpauzie. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

– Spę­dzi­cie ze mną Syl­we­ster i Shōgatsu?– Spę­dzi­cie ze mną syl­we­stra i Shōgatsu?

 

Rin od­pro­wa­dzi­ła go do drzwi. Gdy był już za drzwia­mi, rze­kła: → Nie brzmi to najlepiej.

 

Syn cof­nął się gwał­tow­nie → Brak kropki na końcu zdania.

 

po­wie­dział na głos, ale tak cicho, aby mama nie usły­sza­ła. → Skoro powiedział, to wiadomo, że użył głosu.

Wystarczy: …po­wie­dział, ale tak cicho, aby mama nie usły­sza­ła.

 

że do buta przy­kle­ił mu się ptasi pu­szek. → Zbędny zaimek.

 

–Sły­szę te­le­wi­zor a nie sły­sza­łam „Cześć ko­cha­nie!” – po­wie­dzia­ła żona Yuto → Brak spacji po półpauzie, brak kropki po didaskaliach.

 

–Cześć Ha­ru­ka → Brak spacji po półpauzie, brak kropki po wypowiedzi.

 

Chłopak patrzył w ekran zahipnotyzowanym wzrokiem. → Na pewno chłopak?

 

–Ah Yuto, Yuto. → Brak spacji po półpauzie. Ah to symbol amperogodziny. Winno być: – Ach, Yuto, Yuto.

 

Mnich opo­wia­dał lu­do­wą hi­sto­rię de­mo­na okre­śla­nym mia­nem Tengu.: → Mnich opo­wia­dał lu­do­wą hi­sto­rię de­mo­na, okre­śla­nego mia­nem Tengu:

Przed dwukropkiem nie stawia się kropki.

 

ode­tchną z ulgą. → …ode­tchnął z ulgą.

 

aby do­stać się na teren parku Ara­shiy­ama → Brak kropki na końcu zdania.

 

Kro­czył wolno i pa­trzył na as­falt po no­ga­mi. → Literówka.

 

On po pro­stu nie zda­wał sobie spra­wy z tego, że może wy­bie­rać. → Zbędny zaimek.

 

Skrzyp­nię­cie jakby me­ta­lo­wej furt­ki z tonem wy­cią­gnię­tym aż do bia­ło­ści. → Na czym polega wyciągnięcie tonu do białości?

 

Po­roz­ma­wiam jutro z Ha­ru­ke. Może jed­nak ma tro­chę racji –po­my­ślał. → Przed myśleniem nie stawia się półpauzy. Brak spacji przed didaskaliami. Winno być: Po­roz­ma­wiam jutro z Ha­ru­ke. Może jed­nak ma tro­chę racji po­my­ślał.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

Ha­ru­ka już ska­ka­ła ze śnia­da­niem wokół ni­skie­go sto­li­ka… → Jakoś nie umiem zobaczyć rzeczonego skakania ze śniadaniem.

Proponuję: …Ha­ru­ka już krzątała się ze śnia­da­niem wokół ni­skie­go sto­li­ka

 

Prze­tarł oczy i uśmiech­nął się do żony → Brak kropki na końcu zdania.

 

i udał się do ła­zien­ki wziąć prysz­nic. Zjadł śnia­da­nie… → Czy Yuto na pewno najpierw przygotował odzież i poszedł pod prysznic, a potem jadł śniadanie? Czy Japończycy jadają zimną zupę?

 

Ciało Yuto po­chwy­ci­ło silne na­pię­cie. → A może: Ciało Yuto silnie na­pię­ło się.

 

po czym się po­wie­dzia­ła jakby czy­ta­ła z kart­ki. → Pewnie miało być: …po czym po­wie­dzia­ła, jakby czy­ta­ła z kart­ki:

 

Wszedł do środ­ka prze­cho­dząc przez bal­da­chim zie­le­ni, stą­pa­jąc po dro­dze wy­ko­na­nej z ka­mien­nych pły­tek ob­sy­pa­nych drob­ny­mi ka­mie­nia­mi. W środ­ku było przy­tul­nie. → Brzmi to nie najlepiej, zwłaszcza że Yuto nie mógł przejść przez baldachim.

Proponuję: Wszedł do środ­ka, krocząc pod bal­da­chim zie­le­ni, po ścieżce wyłożonej drobnymi kamykami. Wewnątrz było przy­tul­nie. Lub: Wszedł do środ­ka, krocząc szpalerem zie­le­ni, po ścieżce wyłożonej drob­ny­m kamykami. Wewnątrz było przy­tul­nie.

 

Po pięt­na­stu mi­nu­tach przed oczy­ma Yuto uka­za­ła się uśmiech­nię­ta twarz ko­bie­ty. → Tylko twarz? A gdzie była reszta kobiety?

 

Jej usta były lekko pod­kre­ślo­ne wi­śnio­wą szmin­ką a w uszach wpię­te były ma­lut­kie kol­czy­ki. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Usta lekko pod­kre­ślała wi­śnio­wa szmin­ka, a uszy zdobiły ma­lut­kie kol­czy­ki.

 

kel­ner przy­niósł dwie karty z menu. → Masło maślane – w tym przypadku kartamenu to synonimy, znaczą to samo.

 

na zmia­nę, stresz­cza­li wy­da­rze­nia z dzi­siej­sze­go dnia. → …na zmia­nę stresz­cza­li wy­da­rze­nia mijającego dnia.

 

Oboje wra­ca­li do domu trzy­ma­jąc się za ręce. → Wystarczy: Wra­ca­li do domu, trzy­ma­jąc się za ręce.

 

Po kilkudziesięciu krokach chłopak wyjął telefon. → Na pewno chłopak?

 

Chło­pak kiwną twier­dzą­co głową… → Na pewno chłopak? Zbędne dookreślenie – czy mógł kiwnąć głową przecząco?

 

Po­miesz­cze­nie, do któ­re­go za­pro­wa­dził go le­karz miało drew­nia­ny ste­laż… → Pomieszczenie nie może niczego mieć.

Proponuję: W pomieszczeniu, do któ­re­go za­pro­wa­dził go le­karz stał drew­nia­ny ste­laż…

 

Po­ko­ik miał też kilka drew­nia­nych mebli. → Pokoik też nie może niczego mieć.

Proponuję: W pokoiku ustawiono kilka drew­nia­nych mebli.

 

Rano chło­pak był go­to­wy… → Na pewno chłopak?

 

Le­karz dy­żur­ny z sa­ni­ta­riu­szem o 19:00 za­pro­wa­dzi­li chło­pa­ka… → Le­karz dy­żur­ny z sa­ni­ta­riu­szem o dziewiętnastej za­pro­wa­dzi­li Yuto

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Po trzech se­kun­dach jego świa­do­mość opu­ści­ła salę ope­ra­cyj­ną. → Świadomość mogła opuścić Yuto, ale nie salę operacyjną.

 

Yuto o 09:00 rano stał już… → dziewiątej rano Yuto stał już

 

po­my­ślał i uniósł głowę do góry. → Masło maślane – czy mógł unieść głowę do dołu?

Wystarczy: …po­my­ślał i uniósł głowę.

 

Po­dzi­wiał ko­ro­ny liści na wy­so­kich, bam­bu­so­wych pę­dach. → Korona to górne rozgałęzienie drzewa. Liście nie mają koron.

 

Niebo prze­cię­ła syl­wet­ką czar­ne­go ptaka. → Literówka.

 

Pta­szy­sko sfru­nę­ło na as­fal­to­wą drogę i przy­glą­da­ło się uważ­nie chło­pa­ko­wi. → A może: Pta­szy­sko sfru­nę­ło na as­fal­to­wą drogę i przy­glą­da­ło się uważ­nie leżącemu.

 

Kil­ko­ma ude­rze­nia­mi dzio­ba po­łknął wszyst­kie larwy… → Nie wydaje mi się, aby ptak mógł coś połknąć uderzeniem dzioba.

 

my­śla­ła o ich pię­ciu la­tach mał­żeń­stwa. → Raczej: …my­śla­ła o pię­ciu la­tach ich mał­żeń­stwa.

 

W po­łu­dnie ode­bra­ła te­le­fon z po­li­cji. Gdy usły­sza­ła re­la­cję z pa­tro­lu… → Z tego co wiem, o śmierci bliskich policja zawiadamia osobiście, nie przez telefon.

 

jak przy­pa­lo­ne że­la­zem.. → Jeśli zdanie miała kończyć kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy, Dziękuję za wnikliwą korektę. Uwzględnię wszystkie poprawki językowe i postaram się uwzględnić pozostałe uwagi co do treści. Chcę w to opowiadanie trochę więcej zainwestować bo to jedno z moich lepszych ;)

Bardzo proszę, Pzarzycki. Miło mi, że uznałeś uwagi za przydatne i życzę sukcesów w dalszej pracy twórczej. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wysoki, ażurowy strop galerii handlowej, przepuszczał rozproszone promienie, dające miękki światłocień. – bez przecinka po handlowej; przeważnie nie oddziela się przecinkiem podmiotu od orzeczenia.

 

W hali rozchodził się dźwięk głuchego echa kroków. – dałabym albo: głuchy dźwięk kroków albo rozchodziło się echo głuchych kroków, albo w hali kroki rozchodziły się głuchym echem; zastosowanie i dźwięku i echa niepotrzebnie komplikuje przekaz i dubluje informacje.

 

Nie spojrzał nawet na wieżę widokową, pozwalając by jej szpic przemkną nad jego głową. – słowo przemknąć zawiera w sobie ruch, a szpic jest nieruchomy; poszukałabym innego słowa albo przeformułowała zdanie.

 

Na jednym z regałów znalazł ulubione onigiri – kulki ryżowe z kurczakiem. – Językowo to zdanie jest poprawne, merytorycznie nie, bo onigiri to nie kulki ryżowe z kurczakiem, tylko kulki ryżowe, a akurat te, które wybrał bohater, były z kurczakiem. Dałabym po prostu: Na jednym z regałów znalazł ulubione onigiri z kurczakiem. Czytelnik jeśli będzie ciekawy, co to, to sobie googlnie ;) Możesz też to rozbić na dwa zdania, jeśli koniecznie chcesz dodać tę informację lub pokombinować jeszcze jakoś inaczej. 

 

Staną przed kasą, zapłacił kartą zbliżeniową i wyszedł na zewnątrz. – brakuje “ł”, na zewnątrz jest zbędne. Jak wyszedł, to raczej wiadomo, że na zewnątrz ;)

 

Na dworze rozpakował przysmak z kwadratowego, foliowego celofanu podobnego do opakowań zupek instant. – celofan jest foliowy z definicji, nie trzeba go dookreślać; o ile mi wiadomo sklepowe onigiri  są przeważnie trójkątne, nie kwadratowe.

Ugryzł kulkę i rozkoszował się smakiem ryżu i octu ryżowego. – Raczej ryżu doprawionego octem ryżowym, a nie osobno smakiem ryżu i octu. 

 

Lubił takie chwile, pozwalały mu na chwilę zapomnieć o niechcianym życiu. – niepotrzebne powtórzenie

 

Kora bambusa – bambus nie ma kory

 

Językowo jest bardzo średnio. Dużo wymieniasz ze szczegółami – co bohater po kolei zrobił (wszedł, podszedł, wyszedł, ruszył), co jak wyglądało, używasz wielu przymiotników i dookreślników, nie zawsze potrzebnych, dublujących informacje (wyszedł na zewnątrz, głos w głośniku, dźwięk echa)

Pomysł mi się podobał, pewna suchość narracji też. Czy opowiadanie straszy? Nie, raczej intryguje. Bohater, ze swoją nienaturalną akceptacją wydarzeń i swoistym stoicyzmem zabarwionym rezygnacją pasuje do japońskiego klimatu. Podoba mi się rola matki. Jest siłą napędową opowiadania, pozostając w tle. Toksyczne przywiązanie syna do matki fajnie kontrastuje z tym, że to ona skazała go na śmierć. 

Nie przeszkadza mi niewiarygodność wydarzeń, bo ten tekst jest dziwnie oniryczny, realizm jest tu tylko pozorny. 

Jeśli interesują cię takie klimaty, polecam Nadepnęłam na węża Hiroki Kawakami i całą serię Tajfuny mini, wydawnictwa Tajfuny :)

 

Popracuj nad stroną techniczną, bo kusi mnie, żeby dać ci biblioklika :P

It's ok not to.

Hej.

 

Pojawiam się w rewanżu :)

Jesteś tutaj nowy, więc kilka rad na początek. Czytaj i komentuj, bierz udział w życiu portalu, a będziesz miał gwarancję, że po jakimś czasie zaczniesz zyskiwać stałych czytelników, co wiąże się z feedbackiem, który z kolei wiąże się z możliwością poprawy swojego warsztatu. Wielu z nas przybyło tutaj niewiele potrafiąc a po kilku latach ma na koncie jakieś publikacje – jeśli chodzi o szlifowanie umiejętności pisarskich, to jest to IMHO najlepsze miejsce w polskiej sieci, ponieważ tutejsi użytkownicy są skorzy do pomocy i nawet kiedy krytykują tekst, to jest to krytyka merytoryczna, a nie głupie krytykanctwo. Jak pisałem – pojawiam się w rewanżu za Twoje pojawienie się u mnie. To nie jest jakoś uznana i usystematyzowana regulaminem praktyka, ale tak jest grzecznie, więc czasem tak robimy :) Dodatkowym asumptem, który pchnął mnie pod Twój tekst jest fakt, że jesteś nowy, a my tutaj potrzebujemy nowych ludzi, więc to taka zachęta z mojej strony, żebyś wiedział, że tu jest dobrze, chciał tutaj zostać na dłużej i stać się częścią naszej społeczności. W hydeparku jest trochę różnych poradników jak poruszac się po forum, jakie praktyki stosować i tak dalej, są też poradniki pisarskie – zachęcam do zapoznania się, bo to znacznie obniży Ci próg wejścia w NF :)

No, to teraz lecimy z tesktem. Najpierw wyłapane błedy i wątpliwości, opinia na końcu.

 

Nie spojrzał nawet na wieżę widokową, pozwalając by jej szpic przemkną nad jego głową.

Zjadło Ci “ł”na końcu wyrazu. Poza tym dziwna trochę konstrukcja – czy wieża widokowa jest tak ważnym elementem, że musiałeś zaznaczyć, że protagonista nawet na nią nie spojrzał? Jeśli tak, to spoko, ale tego dowiem się za moment, jeśli nie, to zastanowiłbym się nad przemodelowaniem tego zdania.

 

Gdy był już w środku, udał się do jednej z alejek sklepowych. Półki były ustawione na białej terakocie(+,) oświetlonej jarzeniowym światłem(+,) nadającym podłodze zimny, szpitalny klimat. Na jednym z regałów znalazł ulubione onigiri – kulki ryżowe z kurczakiem. Staną przed kasą, zapłacił kartą zbliżeniową i wyszedł na zewnątrz. Na dworze rozpakował przysmak z kwadratowego, foliowego celofanu podobnego do opakowań zupek instant. Ugryzł kulkę i rozkoszował się smakiem ryżu i octu ryżowego.

Pogrubione powtórzenie. Pogrubione i podkreślone – literówka. Dwa brakujące przecinki. Przekreśliłem rzeczy, które są Ci zbędne. Opisujesz dośc szczegółowo trywialne czynności, zupełnie niepotrzebnie, bo cierpi na tym płynność narracji, a do tego to są takie zapychacze miejsca – je możesz zostawić, jesli chcesz, ale wówczas wywal ten foliowy celofan, bo to pleonazm.

 

Na widoku kamery nie dostrzegał u siebie zmarszczek czy siwych włosów.

Co to znaczy? Zamień na coś w stylu: W odbiciu rzucanym przez oko kamery… Zrób to po swojemu.

 

Mama mu często powtarzała, że to przez szczupły wygląd sprawia wrażenia jakby był przed trzydziestką. Widząc siebie od razu się wyprostował. Nie lubił swojej przygarbionej sylwetki, którą zawdzięczał wiecznemu zamyśleniu. Patrzyły na niego z ekranu duże, skośne oczy.

Podkreślone nienaturalne szyki:

Mama często powtarzała mu…

Z ekranu patrzyły na niego…

Pogrubiona literówka. Przekreśliłem Ci coś, co jest jasne, a jednak nie jest zawarte w tekście – możesz to zmienić na coś w stylu → Na wspomnienie rodzicielki od razu się wyprostował.

 

Chronił się przed jesiennym chłodem opatulając w płaszcz w kolorze wyblakłego indygo. Wiatr głaskał jego szarą czapkę z daszkiem. Nacisnął przycisk z numerem „18”.

– Cześć mamo to ja – powiedział natychmiast po usłyszeniu kobiecego głosu w głośniku.

Podkreślone przeniósłbym wyżej, tam gdzie masz opis postaci protagonisty, bo tutaj wygląda dziwnie. Poza tym po “chłodem” przecinek, i tak samo przed i po “mamo”.

 

Nacisnął klamkę, zaraz po sygnale magnetycznego zamka. Wszedł do windy i wjechał na trzecie piętro. Wytarł z namaszczeniem buty o wycieraczkę. W korytarzu zgasło na sekundę światło, towarzyszyło temu kilkukrotne buczeniem transformatora. Podniósł głowę i krzyknął półgłosem. Zajęty butami i nagłym błyskiem(+,) nie zauważył momentu, w którym matka otworzyła drzwi. Rin Watanabe rozbawiona jego reakcją lekko się uśmiechnęła. Zaniepokoił go zapach ściółki i kurnika bijący od kobiety.

Zamiast “sygnale” dałbym “kliknięciu”. Podkreślone i pogrubione zamieniłbym → …czemu towarzyszyło buczenie transformatora.

Podkreslone znów ma dziwny szyk. Może lepiej: Rin Watanabe uśmiechnęła się lekko, rozbawiona jego reakcją. Bijący od kobiety zapach ściółki i kurnika zaniepokoił Yuto.

 

Yuto wszedł, zdjął wierzchnie ubrani i poczuł się gościem. Rozejrzał się po małym pokoju emerytowanej lekarki. Prawa ściana rzucała światło dzięki dużemu oknu skrytemu za delikatnymi firankami. Na parapecie leżała lornetka.

Literówka. To nie ściana rzucała światło, tylko okno, usytuowane w ścianie – musisz to przemodelować, bo fatalnie to brzmi.

 

Jej szczupła twarz i niewiele zmarszczek ukrywały fakt, że była już po siedemdziesiątce a duże czarne oczy świeciły się radością.

Błyszczały radością?

 

Na okładce też widniało imię i nazwisko autora: Arthur Downey.

Słowo śmieć.

 

Zauważyłem na tym etapie, że używasz bardzo krótkich zdań. To żaden bład, może masz taki styl, więc spoko, ale możesz nie wiedzieć, że krótkich zdań staramy się uzywać w tych momentach w tekście, gdzie chcemy więcej dynamiki – przypadki walk, pościgów, zmaganie się z czasem. Podczas powolnej, niespiesznej narracji można sobie pozwolić na bardziej złożone zdania, bo one lepiej korelują wówczas z tempem opowieści. Taka rada, może się do czegoś przyda :)

 

Padł na sofę, stojącą przy oknie i włączył odbiornik telewizyjny.

Szyk → Padł na stojącą przy oknie sofę…

 

– Cześć Haruka. – Odpowiedział i patrzył w ekran zahipnotyzowanym wzrokiem.

Dziwnie to brzmi. Odpowiedział i patrzył zmieniłbym na Odpowiedział, patrząc…

 

Skrzypnięcie jakby metalowej furtki z tonem wyciągniętym aż przenikliwego pisku.

Tu się coś posypało.

 

Yuto wstał energicznie. Przeszedł obok stolika, rzucając cień na zdobiony ludowymi motywami obrus, na którym stały dwie miseczki z zupą składającą się z ryżu, ryby, jajka i pasty miso rozpuszczonej w wodzie. Zapach fermentowanej soi unosił się w powietrzu. Yuto podszedł do garderoby, z której wyjął białą koszulę, bieliznę, skarpetki i szary garnitur. Zamknął drzwi szafy i uśmiechnął się do lustra. Położył ubrania na łóżku i udał się do łazienki wziąć prysznic. Zjadł śniadanie, uśmiechnął się do Haruke, wstał i wyszedł z domu.

Umberto Eco napisał kiedyś w jednym ze swoich esejów z serii “Zapiski na pudełku od zapałek” o pewnym spostrzeżeniu, dotyczącym różnic pomiędzy filmem fabularnym a filmem porno. Otóż według Eco, film porno od normalnego różni się przede wszystkim ekspozycją wydarzeń nieistotnych – podał nawet przykład, a szło to jakoś tak: w normalnym filmie bohaterowie wsiadają do samochodu w punkcie A, a w kolejnej scenie są już w punkcie B, natomiast w filmie porno ci sami bohaterowie są obserwowani okiem kamery przez dłuższą część procesu, którym w tym przypadku jest jazda samochodem. Chodzi o to, że w filmie fabularnym chcemy upakować jak najwięcej treści na jakiejś, z góry założonej długości dzieła, więc pozbywamy się scen nieistotnych, zaś film porno ma do zaoferowania wyłącznie akty seksualne, a poza tym nic, jednak widz musi mieć chwilę wytchnienia od kolejnych stosunków, więc pokazuje się jako interludia coś, co nie jest ciekawe, nie ma znaczenia dla “fabuły”, jest wyłącznie zapychaczem, w trakcie którego można wyskoczyć do lodówki po piwo, albo do łazienki po świeże ręczniki papierowe ;)

Jak to się ma do tego fragmentu? Nie jest to porno oczywiście, ale wrzucasz mi tutaj blok tekstu opisujący trywialne czynności, które wykonuje bohater. Kaman, człowieku! Masz tutaj coś więcej do zaoferowania, więc prowadź tę fabułę ku końcowi, nie przerywaj mi lektury zapychaczem, bo nie potrzebuję go ani ja, ani Ty.

 

Ciało Yuto silne napięcie napiło się. Rozluźnił się dopiero gdy stał przy drzwiach znajomego biurowca.

Pogrubione – że co? :D

Stał zmieniłbym na stanął, coby nie mieszać dwóch czasów jednym zdaniu.

 

Po piętnastu minutach przed oczyma Yuto ukazała się Haruka Jej usta podkreślała wiśniowa szminką a w uszach wpięte były malutkie kolczyki. Sunęła z gracją(+,) głaszcząc drewnianą podłogę lekką, wzorzystą sukienką.

Po Haruka brak kropki. Literówka. Były → miała. Przecinek.

 

Pochyleni i zajęci wybieraniem potraw, cieszyli się jednocześnie chwilą teraźniejszą.

Yuto spojrzał się na żonę.

Wywal przekreślone.

 

Wyglądał na człowieka, któremu wydaje się, że jest w stanie przejrzeć człowieka na wskroś już na podstawie pierwszego spojrzenia. Nie potrzebował więc z nikim rozmawiać. Otworzył bramę bez żadnego pytania czy wahania. Zorientował się, że ma do czynienia z człowiekiem, który nie skrzywdzi nawet komara wbijającego się w jego ciało. 

Za dużo tego człowieka. 

 

Jarzeniówki pokrywały mokrą od mycia podłogę podłużnymi(+,) jaskrawymi blikami.

Du usuinięcia, przecinek, blikami? Chodzi o te płatności? ;)

 

a potem zmroziło go chłodne ostrze igły.

Igły nie mają ostrzy.

 

Włożył rękę pod piżamę i dotkną opatrunku przymocowanego bandażem.

Literówka.

 

Ptaszysko sfrunęło na asfaltową drogę i przyglądało się uważnie leacemu.

Literówka.

 

Technicznie jest raczej średnio, zaś jeśli chodzi o fabułe, to horroru tu nie ma, za to nie jest tak najgorzej z klimatem, dośc suchym, ale pasującym do japończyków :) Relacja bohatera z toksyczną mamunią jest nawet straszna, bo to matka, choć jej wiele nie ma, ma u Ciebie oznaki jakiegoś charakteru, podczas gdy protagonista ma go niewiele, zaś jego małżonka w prawie wcale. Nie jestem pewien, czy do końca zrozumiałem, co chciałeś mi opowiedzieć, ale może to przez późną porę. Musisz podszlifować warsztat, ale jakieś podstawy masz, więc doskonalenie go do dobrego poziomu nie powinno Ci zająć wiele czasu.

A tymczasem pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia pod jakimś innym tekstem :)

Q

 

EDIT: opublikowałem komentarz, a w trakcie jego pisania opublikowała swój dogs, i dziwnie się pewne rzeczy w moim i jej powtarzają :D

Known some call is air am

@dogsdumpling, @Outta Sewer. Dziękuję za ciepłe słowa i wkład w poprawienie tego opowiadania. Postaram się dziś poprawić co będę potrafił.

opublikowałem komentarz, a w trakcie jego pisania opublikowała swój dogs, i dziwnie się pewne rzeczy w moim i jej powtarzają :D

Outta, wielkie umysły myślą podobnie XD

It's ok not to.

Witam. Przyznam, że akurat mnie podoba się ta drobiazgowość opisów rzeczy i wydarzeń niejako mało istotnych. Nadaje to pozory realizmu historii, która przecież z realizmem się w trakcie opowieści rozjeżdża. Kupuję ten zabieg. Nie znam bliżej kultury japońskiej, ale liznąłem trochę japońskiej literatury i odnoszę wrażenie, że fajnie oddałeś tę japońską powściągliwość i stoicyzm.

@Sajmon, dzięki za docenienie. Niewiele osób do tej pory wypowiedziało się na temat mojej twórczości, więc trochę trudno mi odnaleźć właściwy kierunek. Zauważyłem, że są przynajmniej dwa typy odbiorców: Jedni cenią sobie płynność narracji a inni klimat. Jestem na razie pod wpływem tych krytycznych głosów. Ten etap rozwoju nazwałbym “szkołą”. Czyli słucham każdej krytycznej uwagi. Na wypracowanie sobie własnego stylu przyjdzie chyba czas. Zresztą literatura dojrzała, taka z pułki, nigdy nie odrzuca czytelnika. Niezależnie od wrażliwości. Ja mam wrażenie, że to co piszę mocno niektórych odrzuca od czytania. Tak czy inaczej będę dalej pisał. Czy to wartko, czy bardziej drobiazgowo.

Pozdrawiam

Też jestem tu nowy i też się uczę. Niemniej to czego szukam w literaturze i to co zawsze doceniam w tekstach innych autorów jest właśnie klimat.

Pzarzycki, dlaczego od razu odrzuca? Raczej powiedziałbym, że może zniechęcić. Płynność narracji bez klimatu to wydmuszka, klimat bez płynnej narracji to… Powiedzmy, że w tym drugim wypadku zmierzasz ku gwiazdom, ale niestety na razie furmanką. Jeśli masz dobre pomysły i potrafisz budować klimat, to warsztat podszllifujesz i będzie dobrze, ale niczego nie zdziałasz z dobrym warsztatem, jeśli nie masz dobrych pomysłów i wyczucia co do tego, jak budować klimat. Skupiaj się więc na warsztacie na razie, bo to dzięki niemu łatwiej Ci będzie przekazać czytelnikom dobrą fabułę. 

Co zaś do stylu, to albo go wyrobisz w trakcie szlifowania warsztatu, albo nie wyrobisz, ale nauczysz się dostosowywać styl do konwencji, w której akurat będziesz pisał. 

Known some call is air am

Outta, thanks!

@regulatorzy, @Outta Sewer, @dogsdumpling,

Uwzględniłem wszystkie uwagi i dziś jeszcze dwa razy mocno zredagowałem ten tekst zgodnie z waszymi sugestiami. W wolnej chwili zapraszam do ponownej lektury. Mam wrażenie, że przy tej okazji bardzo dużo się nauczyłem. Także wielkie dzięki!

Podświetlana tabliczka z napisem „metro” zamigotała za plecami mężczyzny o młodym wyglądzie.

Hmmm. Rozumiem, że ten młody wygląd jest ważny, ale dziwnie to wychodzi. Jeżeli narrator ma być ograniczony, to spokojnie możesz napisać "młodego mężczyzny" (a potem ujawnić, że wcale nie jest taki młody). Jeżeli wszechwiedzący… hmm. Może po prostu jakiś opis tej gładkiej buźki?

Im był starszy, tym jego relacja z matką wprowadzała go w większe zakłopotanie.

Hmm. Im był starszy, w tym większe zakłopotanie wprawiała go własna relacja z matką. Nie, z tym zdaniem ciągle jest coś nie tak…

Galeria handlowa była oświetlona rozproszonym światłem.

Brak łączności między zdaniami (co ma oświetlenie do relacji z matką?) i nie wiem, na co czytelnikowi ta informacja.

Po wyjściu z budynku Yuto znalazł się obok głównego dworca kolejowego. Spieszył w kierunku sklepu osiedlowego Lawson. Przeszedł przez rozsuwane drzwi i znalazł się w alejce sklepowej. Na regale znalazł ulubione onigiri z kurczakiem. Stanął przed kasą, zapłacił i wyszedł.

Nadal brakuje łączności między zdaniami, narracja jest porwana. Nie wiem, co mówi o bohaterze fakt, że kupuje sobie coś do jedzenia.

Na dworze rozpakował przysmak z celofanu podobnego do opakowań zupek instant

Źle się to parsuje (w pierwszej chwili wygląda na to, że to przysmak jest zrobiony z celofanu). Zupki nie są pakowane w celofan, przynajmniej u nas, więc jako przybliżenie świata bohatera nie bardzo się to sprawdza.

Takie chwile pozwalały mu na moment zapomnieć o niechcianym życiu.

Melodramat.

Ruszył i udał się w głąb osiedla.

Hmm? A mógł się udać (swoją drogą, czy w taki ton celowałeś?) – nie ruszywszy?

Gdy znajdował się przed domofonem, mógł przyjrzeć się sobie dzięki zamontowanej kamerze i ekranowi.

Bardzo nienaturalne. Może tak: Stanął u drzwi i przejrzał się w ekraniku domofonu.

Nie dostrzegał zmarszczek, czy siwych włosów.

Nie widział zmarszczek ani siwych włosów.

Nieźle jak na trzydzieści osiem lat.

Nieźle, jak na trzydzieści osiem lat. Mmm, może to kwestia genów, ale trzydzieści osiem lat to jeszcze nie pora na zmarszczki…

Mama często powtarzała, że to przez szczupły wygląd sprawia wrażenia jakby był przed trzydziestką.

Mało naturalne. Sprawia się wrażenie, nie "wrażenia". Akurat Japończycy są "okrągle szczupli", zresztą na chudych zmarszczki wyłażą wcześniej (moja babcia, okrągła jak jabłko, prawie ich nie ma – druga, chuda, miała).

No i ten kręgosłup. Od razu się wyprostował. Nie lubił swojej przygarbionej sylwetki, którą zawdzięczał wiecznemu zamyśleniu.

Ale co kręgosłup? Przygarbienie chyba go nie odmładza?

Z ekranu patrzyły na niego duże, skośne oczy. Chronił się przed jesiennym chłodem opatulając w płaszcz w kolorze wyblakłego indygo. Wiatr głaskał jego szarą czapkę z daszkiem. Nacisnął przycisk z numerem „18”.

Brak łączności (logicznej i emocjonalnej – głaskanie jest przyjemne, a jesienny chłód zwykle uchodzi za przykry), pogubione podmioty, a można to łatwo naprawić, chociażby tak: Duże skośne oczy krytycznie przyglądały mu się z ekranu. Wiatr szarpnął za daszek czapki, załopotał połami wyblakłego granatowego płaszcza. Yuto postawił kołnierz i nacisnął przycisk.

Cześć mamo to ja

Brak przecinków (wołacz oddzielamy od reszty zdania): Cześć, mamo, to ja.

Nacisnął klamkę, zaraz po kliknieciu magnetycznego zamka.

Zbędny przecinek, struktura zdania się powtarza, literówka.

W korytarzu zamigotało światło, czemu towarzyszyło kilkukrotne buczenie transformatora.

W budynku jest transformator? Spodziewałabym się raczej brzdąkających świetlówek, ale ważniejsze jest to, że zdanie wygląda nienaturalnie. Nie widać związku między pokazywanymi zjawiskami.

Podniósł głowę i krzyknął półgłosem.

…? Dlaczego?

nie zauważył momentu, w którym matka otworzyła drzwi

Prościej: nie zauważył, kiedy matka otworzyła drzwi. Ostatecznie – zauważa się zdarzenie, ale moment?

Rin Watanabe uśmiechnęła się lekko, rozbawiona jego reakcją.

Spokojnie możesz skasować "rozbawiona jego reakcją" – sam uśmiech dostatecznie pokazuje, że jest rozbawiona.

Yuto wszedł, zdjął wierzchnie ubranie i poczuł się gościem.

Dziwne stwierdzenie.

Rozejrzał się po pokoju emerytowanej lekarki.

Hmm, ale dla niego ona jest przede wszystkim matką, nieprawdaż? Jeżeli informacja o jej zawodzie jest ważna, to możesz ją pokazać, np. umieszczając blisko drzwi regał zawalony książkami o medycynie (przykład w całości wzięty z życia).

Okno na prawej ścianie, skryte za delikatnymi firankami wpuszczało ciepłe światło.

A może tak: Ciepłe światło przesiąkało przez firankę.

Dostrzegłaś dziś coś ciekawego

"Dostrzec" to bardzo książkowe słowo – w dialogu między członkami rodziny wypada pretensjonalnie.

Nad ranem widziałam jak Tonbi

Nad ranem widziałam, jak Tonbi.

Wróble nie są tu bezpieczne.

– Nie zamykaj się w tej pasji! Spotykaj się z ludźmi!

Tu już zupełnie nie ma łączności logicznej – rozumiem, że Tonbi to kruk albo podobny ptak, który zagraża wróblom, więc wypowiedź Rin jeszcze jakoś się trzyma, ale jej syn najpierw uprzejmie pyta o hobby matki, a potem, bez zapowiedzi, krzyczy na nią, że powinna robić coś innego. Jakby kawałek dialogu został wycięty.

Te stworzenia są naprawdę fascynujące. Nie mniej niż ludzie. Ludziom już wystarczająco dużo pomogłam…

Ale ptakom nie pomaga, tylko je obserwuje, więc znowu – nie widzę związku.

Rin opowiadała z entuzjazmem o całym dniu. Gładząc się co chwila po ciemnych włosach sięgających za ucho. Jej szczupła twarz i niewiele zmarszczek ukrywały fakt, że była już po siedemdziesiątce, a duże czarne oczy błyszczały radością.

W pierwszym zdaniu zaburzył się szyk. W drugim – imiesłów nie może pełnić roli orzeczenia, zresztą nie wiem, po co to rozdzielać. Ogólna zasada jest taka – jedna myśl to jedno zdanie. Nie zawsze tak jest, ale wystarczająco często: Rin z entuzjazmem opowiadała o swoim dniu, co chwila przygładzając krótkie ciemne włosy. Ze swoją szczupłą, wciąż całkiem gładką twarzą nie wyglądała na kobietę po siedemdziesiątce, zwłaszcza, kiedy duże czarne oczy błyszczały radością.

Yuto czuł w takich chwilach, że jego obecność jest zbyteczna.

Dlaczego właściwie? Nie, żebym nie znała tego uczucia – ale dlaczego?

Przeglądał półkę z książkami.

Przeglądał książki na półce.

Drewniana okładka zawierała puentylistyczne malowidło Aborygenów przedstawiające w formie piktogramów dwa ptaki.

Okładka zawierała książkę, a malowidło było na niej wymalowane. Nie nazwałabym obrazów Aborygenów – piktogramami: https://wsjp.pl/haslo/podglad/70671/piktogram Moja wersja: Na drewnianej okładce wymalowano, w puentylistycznym stylu Aborygenów, dwa ptaki.

Krawędzie oprawy były pofalowane, wykonane z ptasich dziobów.

Hmm. Pofalowane?

Na okładce widniało imię i nazwisko autora: Arthur Downey. Na pierwszej stronie znajdował się tekst:

Znowu, bardzo staccato. Imię i nazwisko autora można dodać wcześniej, jeżeli jest potrzebne: Na drewnianej okładce wymalowano, w puentylistycznym stylu Aborygenów, dwa ptaki, a poniżej widniało nazwisko "Arthur Downey".

– Yuto lubię czasem przeczytać coś nienaukowego.

Wołacz: – Lubię czasem przeczytać coś nienaukowego, Yuto.

Yuto usłyszał dobiegający z dala głos:

Dlaczego z dala – jak duże jest to mieszkanie?

Nic Yuto

Nic, Yuto.

Yuto powoli zjadał lejącą się biało-żółtą substancję

Rozumiem, że jajecznica bardzo mu nie smakuje, ale – hmm.

Zdziwił się, gdy zobaczył, że po podłodze toczy się ptasi puch.

Pokaż to troszkę.

Po posiłku podniósł się i udał do przedpokoju.

Czemu po prostu nie wstał i nie wyszedł? Używasz bardzo książkowych słów, co daje wrażenie pewnego oderwania od rzeczywistości, ale nie wiem, czy to jest celowe.

Gdy był już za drzwiami, rzekła:

O, właśnie.

Syn cofnął się gwałtownie

Znikła kropka.

W kabinie windy zobaczył, że do buta przykleił się ptasi puszek. Przez chwilę noga zrobiła się ciężka jak z ołowiu. Kopnął go nieśmiało, ale nie chciał się odkleić.

Wychodzi na to, że kopnął ołów (którego tu nie ma), a oczywiście kopał puszek – tylko jak kopnąć coś, co jest przylepione do buta? Przez chwilę noga była ciężka jak z ołowiu; albo: na chwilę noga zrobiła się ciężka jak z ołowiu.

na przeciwległym brzegu niż park Arashiyama

Na przeciwległym brzegu od parku, ale najlepiej: naprzeciwko parku.

W dwupokojowym mieszkaniu, na ósmym piętrze. Yuto wszedł do niedużego salonu. Żona w tym czasie wypakowywała zmywarkę.

Brak łączności między zdaniami. Równoważnik możesz wyciąć, a jeżeli jest potrzebny, dokleić do poprzedniego zdania. A wypakowuje się coś z pudełka, ale nie wygląda na to, żeby się dopiero wprowadzali.

Na ścianie naprzeciwko okna stał telewizor. Padł na stojącą przy oknie sofę i włączył odbiornik telewizyjny.

Podmiotem domyślnym jest podmiot zdania poprzedniego – dzięki czemu tutaj telewizor pada na kanapę i włącza telewizor.

powiedziała Haruka

Brak kropki.

– Cześć Haruka. – Odpowiedział patrząc w ekran zahipnotyzowanym wzrokiem.

Antropomorfizujesz wzrok, uważaj na interpunkcję: – Cześć, Haruka – odpowiedział, patrząc w ekran.

Haruka szybko podreptała boso do salonu. Wyglądała jak mała antylopa: niska i bardzo szczupła. Włosy sięgały jej do połowy karku.

Brak łączności. Czy długość włosów ma znaczenie? Czy porównanie żony z antylopą jest do czegoś potrzebne, czy tak tylko wpadło Ci do głowy?

Yuto oglądał program w telewizji. Mnich opowiadał ludową historię demona określanego mianem Tengu:

Nadal brak łączności. Demona zwanego Tengu.

Wiemy, że potrafił być niebezpieczny. Spójrzmy na tradycyjne malowidło: Przedstawia ducha w postaci drapieżnego ptaka, ale to nie jest jedyne wyobrażenie. Współczesna odmiana Daitengu przypomina człowieka. Oczywiście jest to duch, więc jego wygląd jest czysto symboliczny. Teraz opowiem, jak uniknąć jego złego wpływu

Mmmm, dziwny zbieg okoliczności. Akapit mało stylistyczny: Wiemy, że bywały niebezpieczne. To tradycyjne malowidło wyobraża ducha w postaci drapieżnego ptaka, lecz z biegiem czasu przedstawienia ewoluowały. Współczesne wizerunki Daitengu przypominają ludzi, choć, oczywiście, o wyglądzie duchów możemy mówić tylko przenośnie. Teraz opowiem, jak uniknąć ich złego wpływu.

Oczy Yuto znieruchomiały.

Nie wiem, co próbujesz przekazać.

Skrzywił się na słowa mówiące o potrzebie walki z duchowymi istotami głodnymi naszych sił witalnych.

Bardzo dziwne zdanie. O co chodzi? Yuto nie wierzy, drażni go film (znam to uczucie)?

Popatrzył na otaczające go meble, sufit. Pomyślał o Haruce, która weszła do pokoju i odetchnął z ulgą.

Dobrze, ale dlaczego? Jak to się ma do całej sytuacji? Próbujesz powiedzieć, że Yuto jednak wierzy w tengu, że się ich boi? (To, że będzie miał z nimi do czynienia, jest aż zanadto oczywiste.)

Wręczyła mu z szacunkiem przedmiot

Szyk: Z szacunkiem wręczyła mu przedmiot.

Yuto przyjął prezent i rozpakował.

Tnij, dynamizuj – nie mógł rozpakować prezentu, nie przyjąwszy go, więc to oczywiste i można to skasować: Yuto rozpakował prezent.

Zawsze marzyłeś o tym, żeby zostać pisarzem.

Tnij, co zbędne: Zawsze marzyłeś, żeby zostać pisarzem.

Dziękuję Haruka

Oddziel wołacz.

Chyba mam zbyt słabą konstrukcję psychiczną, żeby pisać. Dziś się widziałem z Rin.

Hmm. On mówi matce po imieniu?

Rin decyduje o twoim całym życiu! Nie chcę już nawet wspominać, że odbiera mi ciebie.

To na pewno Japonia? W każdym razie ten dialog też wygląda na sztucznie skrócony, jakbyś wyjął tylko najważniejsze kwestie – ale one nie mają sensu bez reszty kłótni.

Siedzieli przez chwilę razem na kanapie w milczeniu.

Szyk: Przez chwilę siedzieli na kanapie w milczeniu.

Yuto po pięciu minutach wstał i powiedział:

Po pięciu minutach Yuto wstał i powiedział:

Wyszedł z domu i udał się w kierunku mostu, aby dostać się na teren parku Arashiyama.

Naturalniej: Wyszedł z domu i mostem dotarł do parku Arashiyama.

Sine powietrze otulało blade, zdrewniałe łodygi.

Powietrze nie jest sine – mgła, tak. Cały akapit znowu bardzo poszatkowany, bez łączności między zdaniami.

Rośliny miały przynajmniej dziesięć metrów wysokości.

Metry nic czytelnikowi nie mówią – pokaż te szumiące korony wysoko nad głową.

Bambus miała tu chłodny, trupi kolor.

Literówka, ale poza tym nie wiem, o co chodzi. Ma być strasznie, tak, ale wychodzi tylko dziwnie.

Asfalt ciągnął się przez sam środek lasu.

Asfaltowa ścieżka, tak. Ale nie asfalt.

Żaden impuls nie skłaniał do podjęcia znaczącej decyzji. Yuto nawet nazwał ten stan: Paraliż woli.

Co to znaczy?

To określenia dawało mu pewną tożsamość, więc przy nim trwał.

Bo to nie znaczy nic. https://wsjp.pl/haslo/podglad/67868/tozsamosc (A, i – to określenie).

Chyba trochę się bał, ale nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie unikał życiowych wyborów. Po prostu nie zdawał sobie sprawy z tego, że może wybierać.

Hmm. Czy to się trzyma kupy? Nie widzieć możliwości wyboru i bać się wybierać – to chyba jednak różne rzeczy.

Skrzypnięcie jakby metalowej furtki z tonem wyciągniętym aż do przenikliwego pisku.

? Opisujesz trzema zdaniami, że coś metalowego straszliwie zazgrzytało, co jeszcze by przeszło, gdyby nie to, że to zazgrzytało nagle. Krótko. Zaskoczyło bohatera. "Wyciągnięty ton" uznałam za żargonowy, ale chyba nikt inny nie wie, co to znaczy – więc co to znaczy? Ton może być wysoki, piskliwy. Dźwięk może być przeciągły (tj. długo trwać).

Stworzenia, które odleciało nie zdążył zobaczyć.

Wtrącenie: Stworzenia, które odleciało, nie zdążył zobaczyć.

Bicie serca Yuto przyspieszyło dwukrotnie.

Nienaturalne: Serce Yuto zabiło szybciej.

Porozmawiam jutro z Haruke. Może jednak ma trochę racji – pomyślał.

Z Haruką, ale nie widzę związku. Czy raczej – domyślam się go (on jest tengu, a "matka" nim rządzi, bo go przywołała, tak?), ale to nijak nie wynika z tego zdania.

Następnego dnia Yuto obudził się gdy Haruka już krzątała się ze śniadaniem wokół niskiego stolika stojącego na środku sypialni.

Dużo tych "się", zdanie mało stylistyczne: Następnego dnia Yuto otworzył oczy i zobaczył, jak Haruka nakrywa do śniadania stolik pośrodku sypialni.

spoważniała

? https://wsjp.pl/haslo/podglad/113823/spowazniec/5267963/czlowiek

spojrzała na Yuto z dumą w oczach

Dajcie już wszyscy spokój z tymi oczami. Spojrzała na Yuto z dumą.

Stała chwilę w miejscu i udała się do kuchni. Stamtąd odezwała się uroczystym tonem:

Łącz zdania: Postała chwilę w miejscu i przeszła do kuchni, a na progu powiedziała uroczyście. Swoją drogą, mogę się tylko domyślać, że kolacja na mieście ma tu być nagrodą dla grzecznego męża. Wcale nie wiem, czy trafnie zgadłam.

Huk metra zagłuszał myśli o nowych możliwych konsekwencjach właśnie podjętych decyzji. Metro sunęło tunelem stukając podwoziem o szyny. Żołądek Yuto zacisnął się, twarz napięła i zszarzała. Nie dostrzegał pozostałych pasażerów.

Zacznij od tego huku, a potem niech zagłusza myśli. Tak, jak jest, jest chaotycznie, za to mało obrazowo. Nigdy nie jechałam porządnym metrem (trzy przystanki w warszawskim się nie liczą), więc weź na to poprawkę: Stukot kół metra zagłuszał myśli o podjętej decyzji i jej konsekwencjach, ale Yuto czuł je w żołądku, w napięciu szczęki.

Gdy szedł ulicą, znowu usłyszał krzyk. Ten sam, co wczoraj wieczorem. Przeszywający umysł i zapierający dech w piersi.

Nie wiem, po co to dzielić: Na ulicy znów usłyszał krzyk. Ten sam, co wczoraj, dźwięk przeszywał umysł i zapierał dech w piersi.

Spojrzał do góry i ujrzał czarną sylwetkę. Ptak wielkości jastrzębia z upierzeniem przypominającym bardziej kruka.

A może tak (wg. Wikipedii jastrząb jest od kruka niewiele mniejszy, a o ile mniej złowieszczy): Zadarłszy głowę, zobaczył czarną sylwetkę ptaka, jakby kruka.

Wszystkie mięśnie Yuto drętwiały.

Zdrętwiały.

Rozluźnił się dopiero gdy

Rozluźnił się dopiero, gdy.

W pracy podczas przerwy sięgnął po smartfon i wybrał kontakt do mamy.

Podczas przerwy w pracy sięgnął po smartfon i wybrał numer mamy. Opisujesz jego czynności krok po kroku, co spowalnia akcję – to nic złego w bardzo spokojnym tekście, ale czasami jednak przesadzasz.

Gdy usłyszał głos, przedstawił swoją i Haruki decyzję. Rin milczała kilka sekund, po czym powiedziała jakby czytała z kartki.

Szczerze mówiąc, nie wiem, co zrobić z pierwszym zdaniem. Rin milczała przez kilka sekund, po czym powiedziała, jakby czytała z kartki.

Dobrze synku, nie ma sprawy.

– Dziękuję mamo.

Brak przecinków przy wołaczach. W sumie dlaczego nie zrobiłeś całości dialogiem?

Rozłączył się a potem zarezerwował stolik w Arashiima Yoshimura.

A teraz nagle taki skrót? Niekonsekwentne to: Rozłączył się, a potem zadzwonił do Arashiima Yoshimura, żeby zarezerwować stolik.

Wszedł do środka, przechodząc pod baldachimem zieleni, stąpając po drodze wykonanej z kamiennych płytek. W środku było przytulnie. W pomieszczeniu doniczkowa zieleń dawała odpocząć umysłowi.

Wszedł do środka po ścieżce z kamiennych płytek, pod baldachimem zieleni. Wnętrze restauracji przypominało ogród.

Haruka miała zaraz przybyć.

To się nie łączy i nie jest potrzebne – wiemy, z kim się umówił.

Yuto zamyślił się, ale nie na długo.

? Przez chwilę siedział zamyślony przy stoliku, może?

Jej usta podkreślała wiśniowa szminką, a w uszach miała wpięte malutkie kolczyki.

Usta miała podkreślone wiśniową szminką, a w uszy wpięła malutkie kolczyki.

Sunęła z gracją, głaszcząc drewnianą podłogę lekką, wzorzystą sukienką.

Tutaj szlag trafił całą atmosferę, którą starałeś się budować. Zdanie jest zwyczajnie śmieszne. Wyobraź sobie to głaskanie podłogi…

Yuto zaskoczony uniósł się z krzesła

Yuto zerwał się.

Zaraz potem, gdy usiadła, kelner przyniósł dwie karty. Pochyleni i zajęci wybieraniem potraw, cieszyli się jednocześnie chwilą.

Gdy usiadła, kelner przyniósł karty. Cieszenie się chwilą lepiej pokazać, dorzucić jakiś drobny szczegół.

Czekając na zamówienie, na zmianę, streszczali wydarzenia z mijającego dnia.

Bardzo nienaturalne. Może tak: Czekając na zamówienie opowiadali sobie o mijającym dniu.

Słowa wypowiadane przez Harukę brzmiały żywiołowo.

Znów, bardzo nienaturalne i streszczone.

Yuto natomiast, gdy przypomniał sobie ton głosu matki oddalał się myślami od restauracji.

Yuto natomiast, gdy przypomniał sobie ton głosu matki, oddalał się myślami od restauracji.

W ryżowych pierścieniach skrywały się zielone kawałki awokado, kawior, surowy łosoś, krewetki.

Dziwnie purpurowy opis.

Yuto pospiesznie chwytał pałeczkami pojedyncze porcyjki.

Przeczytaj to zdanie na głos. Jak brzmi?

Jednak po piętnastu minutach talerz był pusty. Mrok powrócił.

Dobra, jasne, że on wie, o co chodzi – ale my nie wiemy. Tylko zgadujemy. Może chodziło Ci o to, żeby wprowadzić niepewność (może to po prostu wariat?) – ale niezręcznie to wypada.

Był zły na siebie, że nie mógł skupić się na żonie. Rzadko dostrzegał jaka jest piękna.

Consecutio temporum i brak przecinka, słaba łączność między zdaniami: Był zły na siebie, że nie może się skupić na żonie. Rzadko dostrzegał, jaka jest piękna.

Wracali do domu trzymając się za ręce

Wracali do domu, trzymając się za ręce.

Wieczorne powietrze było wilgotne i chłodne.

Pokaż to.

Yuto poczuł, że jest mu ciężko na żołądku.

Wytarta, reklamowa fraza – unikaj, bo nie zapanujesz nad skojarzeniami.

Po chwili zaczęło mu się odbijać, co przynosiło chwilową ulgę, ale potem było coraz gorzej.

Dziwnie to brzmi.

Po prostu za szybko zjadłeś

Brak kropki.

Zepsuta ryba potrafi być bardzo niebezpieczna.

Nienaturalne. Kto tak mówi?

Yuto, synku koniecznie przyjedź do naszej kliniki „Kenkōna hito”.

Tak, ot? I – skoro on wie, co to za klinika, zna adres, to po co mu jeszcze nazwa? To nie reklama, a wygląda jak reklama. Po "synku" przecinek (wołacz).

Haruka patrzyła na niego z otwartymi ustami. Chciała coś powiedzieć, ale tego nie zrobiła. Kilka sekund później kręciła z niedowierzaniem głową.

To w końcu narrator jest wszechwiedzący, czy ograniczony?

Yuto stał pod bramą szpitala czekając na reakcję portiera.

Yuto stał pod bramą szpitala, czekając na reakcję portiera.

Wyglądał na takiego, któremu wydaje się, że jest w stanie przejrzeć człowieka na wskroś już na podstawie pierwszego spojrzenia.

Zgubiony podmiot, poplątana metafora – wydaje mu się, czy jest? Zgaduję, że powinno być: Wyglądał na takiego, który potrafi przejrzeć człowieka na wskroś jednym rzutem oka. Ale nie dam głowy.

Otworzył bramę bez żadnego pytania, czy wahania

Bez przecinka. "Żadnego" też możesz spokojnie wyciąć.

Zorientował się, że ma do czynienia z istotą, która nie skrzywdzi nawet komara wbijającego się w jej ciało.

Purpurowe. Zresztą – dlaczego portier miałby nie wpuścić pacjenta? I to znajomego pacjenta?

Jarzeniówki pokrywały mokrą podłogę podłużnymi, jaskrawymi blikami.

…? Dlaczego jarzeniówki porównujesz do malarza (fotografa)? https://sjp.pwn.pl/szukaj/blik.html

Pan Yuto, prawda?

Nie znam Japonii. Ale z tego, co wiem, nie mówi się tam do obcych ludzi po imieniu. U nas zresztą też nie – dotąd Twoja Japonia wyglądała mi raczej na podmalowaną Polskę, ale teraz jakoś bardziej na podmalowane Generyczne Stany Ameryki.

Chłopak kiwnął głową

On ma trzydzieści osiem lat i na początku tekstu dziwił się, że nie ma siwizny. Męska decyzja – stary, czy młody?

Dyżurny internista był w średnim wieku, ubrany w biały fartuch, lekko łysiejący.

Dlaczego fartuch łysieje?

Miałem wymioty

Po pierwsze: wymiotowałem. A po drugie – kiedy?

Może nie będzie to konieczne? Pójdę do domu. Proszę powiedzieć mojej mamie, że przyszedłem tu tak jak prosiła.

Mało naturalne: Może nie będzie trzeba? Pójdę do domu. Proszę powiedzieć mojej mamie, że przyszedłem, tak, jak prosiła.

Niestety musimy zostawić pana na obserwacji.

Niestety, musi pan zostać na obserwacji.

Mamy dla pana przygotowaną piżamę. Sala z pojedynczym łóżkiem już na pana czeka.

To się robi podejrzane. Chyba celowo.

W pomieszczeniu, do którego zaprowadził go lekarz stał drewniany stelaż z grubym materacem zasłanym kolorową pościelą.

Wiem, jak wygląda łóżko, ale to jest łóżko w stylu zachodnim. Może w japońskich szpitalach takie mają. Może Japończyk zwróciłby na to uwagę. Ale: W pomieszczeniu, do którego zaprowadził go lekarz, stała drewniana rama z grubym materacem przykrytym kolorową pościelą.

W pokoiku ustawiono kilka drewnianych mebli.

Mało konkretne. Jeżeli próbujesz zasugerować pokój dziecinny, świetnie – ale właściwie mogłoby być cokolwiek.

Po wyjściu lekarza, Yuto długo przewracał się z boku na bok zanim zapadł w sen.

Po wyjściu lekarza Yuto długo przewracał się z boku na bok, zanim zapadł w sen.

Rano był gotowy do połknięcia endoskopu. Położył się na boku na kozetce w pokoju zabiegowym. Po badaniu lekarz dyżurny powiedział:

I znowu – nagle skracasz.

Potrzebna jest niegroźna operacja żołądka

Brak kropki. Operacja może być prosta, nieskomplikowana. Ale o medycynę pytaj kogo innego, ja uciekam z krzykiem od wszelkich flaków.

To będzie szybki zabieg zrobimy go wieczorem.

To będzie szybki zabieg, zrobimy go wieczorem.

Yuto był zbulwersowany. Twarz mu poczerwieniała.

Nie nazywaj uczuć bohatera, bo to tylko budzi sceptycyzm. Pokaż je.

Miał ochotę wybiec w piżamie na zewnątrz. W końcu się uspokoił i poddał rezygnacji.

Tak od razu? Czemu nie zrobisz scenki, w której on się złości, awanturuje, a potem mu przechodzi?

Wieczór wymusił sztuczne oświetlenie na korytarzach szpitala.

Wyjątkowo sztuczne zdanie.

Lekarz dyżurny z sanitariuszem o dziewiętnastej zaprowadzili Yuto na salę operacyjną.

Czy godzina ma znaczenie?

Znajdowała się za wielką, szklaną szybą.

Mmm, z czyjego punktu widzenia? Tutaj znowu muszę spytać o narratora – ale nawet dla wszechwiedzącego ta wielka szyba stanowi problem.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Portal nagryzł posta :)

Yuto dostrzegł też regał z książkami medycznymi.

Jasne, wiem, że to żaden szpital, a operacja jest magiczna, nie chirurgiczna. Ale mimo to – na jego miejscu próbowałabym zwiać.

Zdziwił się, że na górnej półce leży znany mu egzemplarz “Sztuki inkarnacji dawnych gatunków”.

Zamiast się dziwić, niech go opisze. Przecież książka nie jest ustawiona specjalnie tak, żeby "pacjent" ją zobaczył, zwłaszcza okładkę. Prawda?

Zanim zdążył o cokolwiek zapytać, poczuł, że sanitariusz mocniej chwycił go za rękę.

Zanim zdążył o cokolwiek zapytać, poczuł, jak sanitariusz mocniej chwyta go za rękę.

Zaraz potem zmroziło go chłodne nakłucie igły i jego świadomość opuściła salę operacyjną.

Bardzo purpurowe, rozbuchane metaforami, które nie trzymają się kupy.

Obudził go piekący ból skóry na brzuchu.

Hmm.

napełniało Yuto odrobiną otuchy

Napełniało – tylko odrobiną?

Damy ci teraz śniadanie i możesz iść do domu.

A poprzednio byli na "pan"?

Yuto o dziewiątej rano był już poza kliniką.

Mało naturalne.

Pomimo zjedzonego posiłku dopadł go głód, więc postanowił wpaść do restauracji, w której był ostatnio z żoną.

Mało stylistyczne, ale poza tym – ludzie odruchowo unikają tego, co kojarzą z zatruciem pokarmowym (czasami błędnie kojarzą, i dobrze o tym wiedzą – ale i tak nie mogą się przemóc). Więc to nie wygląda wiarygodnie.

Niepokoiło go rytmiczne pulsowanie pod skórą. Na miejscu zjadł kurczaka w cieście. Odzyskał trochę sił, ale ruch w jego wnętrzu narastał.

Brak łączności. Co to znaczy, że "ruch w jego wnętrzu narastał"?

Zdecydował się przejść przez most i udać się na przechadzkę do bambusowego lasu.

Dlaczego ruch przeszedł przez most?

Do czasu powrotu Haruki pospaceruję sobie

Powrotu – skąd?

Podziwiał liście na wysokich pędach. To co nagle zobaczył przeraziło go. Niebo przecięła sylwetka czarnego ptaka. I rozległ się ten głośny krzyk niczym skrzypnięcie zardzewiałej furtki.

To się nie łączy. Unikaj zapowiedzi w stylu "nagle zobaczył coś strasznego" – przejdź od razu do tego strasznego: Podziwiał liście na wysokich pędach, i nagle mignęła mu sylwetka czarnego ptaka na niebieskim niebie. Usłyszał krzyk, zgrzytliwy niczym skrzypnięcie zardzewiałej furtki.

Pod Yuto ugięły się nogi i musiał na chwilę położyć się na ziemi.

Mmmm, a nie upadł po prostu? Ludzie nie kładą się na ścieżce w parku.

Podciągnął koszulę i ujrzał swój opatrunek.

A może lepiej: i spojrzał na opatrunek.

Spod bandaża wychodziły pomarańczowe larwy wielkości małego palca u nogi.

Fajnie, tylko dlaczego?

Ptaszysko sfrunęło na drogę i przyglądało się uważnie leżącemu. Było osowiałe. Gdy dostrzegło robaki pełzające po brzuchu chłopaka, ożywiło się. Ptak podbiegł jak struś po asfalcie i wskoczył Yuto na klatkę piersiową.

Pokazuj, nie nazywaj: Ptaszysko wylądowało obok. Przekrzywiło głowę, żeby uważnie obejrzeć leżącego, a kiedy dostrzegło robaki, podbiegło i wskoczyło Yuto na pierś.

“Rozumiem, że się boisz, ale wybierając między życiem twoim a moim wybieram swoje”.

To nie ma sensu. Dlaczego ptak miałby stać przed takim wyborem? Mnie wygląda po prostu na kruka, który pożera osłabione zwierzę, bo tak robią kruki.

Chłopak zemdlał w chwili gdy ptak wbił dziób w jego podbrzusze.

Mało naturalne. Stawiaj przecinek między zdaniem podrzędnym a nadrzędnym.

Haruka zadzwoniła w pracy do kliniki.

Z pracy.

Uspokoiła ją informacja o wypuszczeniu Yuto.

Hmm.

Zdążyła już zaakceptować charakter Yuto, pomimo tego, że nie lubiła Rin.

Skoro musiała go dopiero akceptować, a do tego nie lubi teściowej – to czemu za niego wyszła? W Japonii, zdaje się, mają aranżowane małżeństwa, ale ci dwoje wyglądali mi na mocno "zachodnich". "Pomimo tego" jest prawie zawsze niezręczne – lepiej napisać "chociaż".

Gdy usłyszała relację z patrolu, zamilkła na chwilę i wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Łkała i wyła z bólu. Serce przeszyte stratą zapiekło przez ułamek sekundy jak przypalone żelazem.

Bardzo purpurowe, melodramatyczne i słabo się łączące z resztą tekstu. Melodramat przeważnie jest niewiarygodny.

W Kyoto nastała późna jesień ze swoją nostalgią.

?

Niektóre gatunki ptaków odlatywały do cieplejszych krajów, a pozostałe zostawały tam gdzie się zadomowiły.

Tam, gdzie, ale nie widzę związku z całością.

 

Hmm. Przez większą część tekstu myślałam, że Rin zrobiła sobie dziecko metodą magiczną i nie chce się tym dzieckiem z nikim dzielić (nie pozwala mu odejść) – dlatego coś tam mu zaszczepia, żeby Yuto był już od niej na pewno uzależniony. Motyw nienowy, ale płodny. Po przeczytaniu całości nie mam pojęcia, co tu się właściwie zdarzyło.

 

Technicznie – nie jest najlepiej. Nie wiem, dlaczego akcja jest osadzona w Japonii – tengu, o ile wierzyć Wikipedii, wiążą się raczej z zarozumiałością, a bohater nie jest zarozumiały, raczej nijaki. Jego matkę widzieliśmy za krótko, żeby coś orzec o jej charakterze. Do tego podkreślasz, że Mroczne Tomiszcze Zła opisuje australijskie, nie japońskie wierzenia i rytuały, więc w sumie ta historia mogłaby się rozgrywać gdziekolwiek. Wydarzenia słabo się łączą przyczynowo, bohaterowie niewiele robią – ani Rin nie stara się syna zatrzymać (tylko od razu przechodzi do rzeczy), ani Haruka się z nim nie kłóci – te skrócone do minimum dialogi pewnie są częściowo odpowiedzialne za to, że po prostu nie widać motywacji postaci. Ale nie tylko one. Na poziomie zdań łączność też jest bardzo słaba, opisy mało obrazowe, metafory dziwne, melodramatyczne. Wprowadziłeś do tekstu sporo zbędnej informacji (co nam dało nazwisko autora Mrocznego Tomiszcza Zła? albo ten celofan? co ma do tego wszystkiego młody wygląd bohatera?), za to nie zmieściły się relacje między postaciami ani ich zmagania ze światem oraz sobą nawzajem, zapowiedzianej w przedmowie psychoanalizy też nie uświadczyłam. Ogólna atmosfera, tam, gdzie nie psuje jej nadmiar dookreśleń i melodramatyczność metafor, jest raczej oniryczna, senna, nierzeczywista. Nie straszna, tylko surrealistyczna. Także dlatego, że opisy nie są konsekwentne pod względem przekazywanych emocji. I czemu on ciągle coś je? Jeśli matka kontroluje go przez jedzenie – to przecież nakarmiła go tylko raz. I wątpię, żeby z jajecznicy wylęgły się robaki.

I cóż.

celofan jest foliowy z definicji

W zasadzie, to folia jest celofanowa :) Celofan to materiał, folia to jego postać. Ale metonimicznie mówi się o folii celofanowej – celofan. Język.

Bohater, ze swoją nienaturalną akceptacją wydarzeń i swoistym stoicyzmem zabarwionym rezygnacją pasuje do japońskiego klimatu.

Hmm. Możliwe. Ale nie wydał mi się wiarygodny.

Podczas powolnej, niespiesznej narracji można sobie pozwolić na bardziej złożone zdania, bo one lepiej korelują wówczas z tempem opowieści.

Tak, ale oprócz tego warto zadbać, żeby w spokojnych momentach zdania łączyły się tematem, rematem, albo w ogóle jakoś.

prowadź tę fabułę ku końcowi, nie przerywaj mi lektury zapychaczem, bo nie potrzebuję go ani ja, ani Ty

Otóż to. Trochę tych zapychaczy jednak zostało.

Igły nie mają ostrzy.

Tak w zasadzie, to mają, ale zmrozić może dotknięcie ostrza – na pewno nie nakłucie, a samo ostrze już w ogóle.

Przyznam, że akurat mnie podoba się ta drobiazgowość opisów rzeczy i wydarzeń niejako mało istotnych.

Mmm, wiesz – to można zrobić dobrze (praktycznie wszystko można zrobić dobrze albo źle). Sęk w tym, że zrobienie tego dobrze jest trudne. Tu raczej nie wyszło.

Zauważyłem, że są przynajmniej dwa typy odbiorców: Jedni cenią sobie płynność narracji a inni klimat.

To się w żaden sposób nie wyklucza. Narracja musi być płynna, żeby klimat mógł w ogóle powstać.

nigdy nie odrzuca czytelnika. Niezależnie od wrażliwości

Oj, czasami odrzuca. Choć może zależy, jak zdefiniujemy literaturę "dojrzałą".

Jeśli masz dobre pomysły i potrafisz budować klimat, to warsztat podszllifujesz i będzie dobrze, ale niczego nie zdziałasz z dobrym warsztatem, jeśli nie masz dobrych pomysłów i wyczucia co do tego, jak budować klimat.

Hmm, budowanie klimatu chyba należy jednak do narzędzi, które składają się na warsztat. A pomysły ma każdy. Wyczucie co do pomysłów… nie każdy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć, Tarnina dzięki za te krytyczne uwagi. Ja widzę, że i tak z tego opowiadania nic już nie będzie. Piszę literaturę dopiero od stycznia. Ta fabuła to i tak jedna z moich lepszych do tej pory. Jeśli chodzi o styl to dużo muszę się jeszcze nauczyć, ale czytając opowiadania na tym portalu zaczynam sobie podnosić poprzeczkę i już próbuję pisać inaczej. Np dialogi faktycznie mam płytkie, ale chyba będzie z tym lepiej bo sam już to dostrzegam. Pozdrawiam i dzięki za przeczytanie i komentarze!

Ja widzę, że i tak z tego opowiadania nic już nie będzie.

Opowiadanie ma mocne i słabe strony. A co do warsztatu – każdy kiedyś zaczynał. Jeśli tak piszesz po kilku miesiącach, to uważam, że jest naprawdę dobrze, a z czasem będzie tylko lepiej. 

PS. Komentarze Tarniny pod większością tekstów na forum są dłuuuuuuuugie ;)

It's ok not to.

Nie ma tekstów niemasakrowalnych, jeśli przychodzi pod twoje opowiadanie Tarnina. Serio. Serio serio :) Czy to znaczy, że wszyscy tutaj piszemy źle? Nope. Przyzwyczaisz się, jeśli zostaniesz tutaj dłużej :)

 

Piszę literaturę dopiero od stycznia.

Dziewięć miesięcy, a i tak jest lepiej, niż było u mnie, kiedy tutaj przybyłem. Serio. Serio, serio ;)

Na swoje pisanie powinieneś więc spojrzeć optymistycznie, bo – jak już zauważyła dogs – będzie tylko lepiej. Życzę Ci więc owocnej nauki.

Do zobaczenia pod innym tekstem.

Q

Known some call is air am

Outta Serwer, jeszcze raz dziękuję!

Hej, skoro piszesz dopiero od stycznia – to znaczy, że dopiero zaczynasz. Przypomnij sobie, jak się uczyłeś jeździć na rowerze. Były plasterki na kolanach? I na łokciach? I może nawet wstrząs mózgu? No, to komentarze traktuj jak wstrząs mózgu. Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz :) Ale, jak mawiają Amerykanie, work smarter, not harder – czytaj i analizuj, co innym wyszło albo nie. Ucz się na ich błędach, nie tylko na własnych heart

PS. Komentarze Tarniny pod większością tekstów na forum są dłuuuuuuuugie ;)

I długie będą XD

Nie ma tekstów niemasakrowalnych, jeśli przychodzi pod twoje opowiadanie Tarnina.

<zuy śmiech>

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@Tarnina, dzięki

 

:)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hmm, no nie postraszyło, a powinno. I tak się cały czas zastanawiam czemu. Można to zwalić na lekkie przegadanie, widoczne szczególnie na początku, ale z drugiej strony jakoś mi to przegadanie pasuje do moich wyobrażeń o Japonii.

To czego najbardziej brakuje, są relacje między bohaterami, które wyjaśniałyby taki a nie inny przebieg zdarzeń. Czemu właściwie matka poświęciła syna? I to przed jego ostateczną decyzją o spędzeniu świąt, bo domyślam się, że to jajecznica spowodowała zgon. Czemu nie synowa. To byłoby logiczniejsze, skoro panie się nie lubiły.

Co się właściwie stało z matką? Jak z lekarki przeistoczyła się w jakąś potworę? Jak doszło do tego, że zdecydowała się na tak drastyczny krok. Możliwe, że była toksycznym rodzicem, ale z tekstu to nie wynika.

Sam Yuto sprawie wrażenie lekko niedorosłego, stale oglądającego się na mamusię, ale z drugiej strony ma powody do troski o rodzicielkę, a poza tym wydaje mi się, że w Japonii relacje z rodzicami pozostają bardzo bliskie, przynajmniej w przypadku facetów.

No i jest jeszcze Haruka, która robi za tło. Między nią a Yuto nie widać bliskich relacji. Z jednej strony wydają się dość nowoczesnym małżeństwem, a z drugiem zachowanie Haruki jest mocno formalne i mam wrażenie, że gdyby mąż zdecydował o spędzeniu sylwestra z matką, dostosowałaby się bez dyskusji. Reakcji na nagłą ucieczkę męża praktycznie nie ma.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Jest jakiś pomysł i sporo ciekawych rzeczy, ale potrzebujesz jeszcze sporo treningu, IMO.

Podajesz bardzo dużo szczegółów, a zabrakło mi informacji, które naprawdę mogłyby się przydać. Skąd wzięły się larwy w brzuchu bohatera? Z jajecznicy czy z kliniki? Dziwne pióra w kuchni sugerują, że jajecznica, ale wtedy jeszcze mamuśka nie wiedziała, że z sylwestrowych planów nic nie będzie. A jeśli klinika, to dlaczego lekarze biorą w tym udział? A może w mamusinym jedzeniu było jakieś tamagotchi, a matka we właściwym momencie wyjęła pilota… To by pasowało do Japonii, tylko że tego akurat nic nie sugeruje.

Natomiast każdy wie, jak się wchodzi do bloku – że domofon, że winda… Uważam więc, że te rzeczy można było odpuścić bez straty dla tekstu.

Na ile potrafię to ocenić – japońskość wyszła Ci dobrze.

Podkręciłabym elementy fantastyczne, ale ja mam hopla na punkcie obecności fantastyki w portalowych tekstach, więc moja opinia jest reprezentatywna.

Babska logika rządzi!

@Irka_luz, to jest opowiadanie o pępowinie i niedojrzałości. Niedojrzały jest syn, który nie potrafi uniezależnić się od matki. Niedojrzała jest też miłość matki, która poświęca syna dla pasji gdy widzi, że jej przedmiot upodobania zaczyna się wymykać. Trochę chciałem nawiązać do Ptaków Hitchcoca i Psychozy. Fajnie o tym opowiada Slavoj Żiżek w swoim dokumencie Z-boczona historia kina. Dzięki za przeczytanie.

 

@Finkla, też dzięki za przeczytanie i za uwagi. Nie mogłem podać wyjaśnienia robaków bo dałem subiektywnego narratora, który przedstawia punkt widzenia Yuto. Jeśli chodzi o szczegóły to faktycznie, dopiero uczę się pisać i jest to pierwsza rzecz, którą pragnę poprawić oraz płynnoś tekstu. Np żeby zdania łączyły się ze sobą tematycznie. Czytałem na tym portalu świetne opowiadania, które serwują bardzo ciekawe detale związane mocno z fabułą nadając większego realizmu. Fajne inspiracje. Pozdrawiam i do zobaczenia pod następnym tekstem bo jestem już w trakcie pisania.

Nowa Fantastyka