
Zbliża się konkurs „Córka Euremy”. Zacny pomysł. Stwarza wiele możliwości, zwłaszcza dla wyobraźni pań. Nie byłbym sobą, gdybym o tym nie przypomniał. Stąd ten szort.
Zbliża się konkurs „Córka Euremy”. Zacny pomysł. Stwarza wiele możliwości, zwłaszcza dla wyobraźni pań. Nie byłbym sobą, gdybym o tym nie przypomniał. Stąd ten szort.
Wszyscy mówią, że Baba Jaga to wiedźma, ale chyba mało kto wie o jej drugiej osobowości.
Była nieślubną córką królowej motyli, Euremy. Skrzydła złotego koloru skrywała pod luźną lnianą koszulą, żeby ich nikt nie ujrzał. Czasem w bezksiężycową noc, gdy również światło gwiazd nie przebijało się przez chmury, pozwalała sobie pofruwać nad lasem.
Wiedźma, to jej przykrywka wśród ciemnego ludu. Miała trochę zdolności i wiedzy magicznej przekazanej przez matkę. Wielokroć pomagała, gdy przychodzili potrzebujący i stosowała wtedy rozmaite ‘praktyki magiczne’, wiedząc, że w ten sposób uzyska posłuch i pożądany efekt leczenia ziołami. Rozpuściła plotkę o zjadaniu dzieci, żeby zabezpieczyć się przed ich naturalnym wścibstwem.
Do swego domku nikogo nie wpuszczała, by nie rozeszła się wieść, że jest alchemiczką. Nie obawiała się zwykłych ludzi, lecz zawiści alchemików, którzy skupiali się głównie na poszukiwaniu sposobu przemiany czegokolwiek w złoto i zwalczali się wzajemnie, nie przebierając w środkach. Kobiety alchemiczki były przez nich szczególnie tępione, bo uważali, że gdyby któraś ich wyprzedziła, to byłby koniec świata alchemii.
Jaga nie szukała recepty na wytwarzanie złota. Często powtarzała do czarnego kocura, któremu dała schronienie, gdy był kociątkiem:
– Melchiorze, złoto nie jest najważniejsze. Żeby tak móc zatrzymać czas, to by było szczęście.
Wiedziała, że czasu się nie da zatrzymać i przemawiając do kota, miała na myśli specyfik, który przywróciłby jej młodość i urodę. Tego szukała, mieszając najróżniejsze ingrediencje. Tak by należało określić składniki napojów, olejów i maści przez nią wytwarzanych. Trzeba ją pochwalić, że wypróbowywała je tylko na sobie.
Pewnego dnia sporządziła napój, mieszaninę kilkudziesięciu roztworów, wywarów i naparów. Skład zapisała na liściach dębu, których stos ułożyła na stole. Musiała wyjść przed dom, żeby udzielić porady żonie sołtysa i dać odpowiednie zioła. Pech chciał, że siedzący na stole Melchior zobaczył mysz bezczelnie spacerującą przez izbę. Rzucając się w pogoń za gryzoniem, strącił większość liści na podłogę. Podczas polowania wiele zapisków uległo zniszczeniu, bo mysz okazała się wyjątkowo szybka i sprytnie lawirując, nie dała się złapać.
Po wejściu do domu Jaga załamała ręce i zrozpaczona krzyknęła:
– Coś narobił, niecnoto?! Nie pamiętam składu, tyle tego było. Co ja teraz zrobię?!
Na pocieszenie wypiła czarkę ostatnio sporządzonego napoju, który nęcił zapachem i barwą. Uznała, że przynajmniej jest smaczny i położyła się spać, bo późno się zrobiło.
Rano obudził ją kocur głośnym mruczeniem, w którym Jaga usłyszała zdziwienie i uznanie. Wstała żwawiej niż ostatnio i gdy zabrała się do mycia, zobaczyła w tafli wody twarz i figurę młodej, niebrzydkiej kobiety.
Po dłuższej chwili dotarło do niej, że widzi swoje odbicie. Znikły jej skrzydła. Nie zmartwiła się tym, bo rzadko mogła ich użyć, a z ukrywanymi wyglądała, jakby była garbata.
– Melchiorze, udało się – zawołała.
Uświadomiła sobie jednak, że musi opuścić dom, bo po takiej przemianie nie dadzą jej żyć znający dawną wiedźmę i inni, którzy o tym usłyszą.
Zapakowała do worka wszelkie notatki, niezbędne rzeczy i kota, który nie protestował, jakby rozumiał powagę chwili. Uważając, żeby nie uronić ani kropli, przelała sporządzony płyn do metalowej butelki, zatkała korkiem i umieściła ją obok Melchiora.
– Kocie, pilnuj tego skarbu, bo nie wiem, czy zdołam zrobić więcej – powiedziała.
Następnie, wykorzystując jedną z niewielu magicznych umiejętności, które odziedziczyła, wsiadła na miotłę i poleciała z kotem w worku na plecach, byle dalej, żeby znaleźć się w krainie, w której wprawdzie opowiadano dzieciom o Babie Jadze, ale nikt jej nigdy nie widział.
Podczas podniebnej podróży zakręciło jej się w głowie i Melchior zamiauczał, gdy przeleciał obok metalowy ptak, niemożliwie hałasując. Jaga zrozumiała, że coś dziwnego stało się z czasem i chyba ‘przeskoczyła’ w przyszłość. Gdy latający potwór ją wyprzedzał, zdążyła zauważyć przerażone miny ludzi w oknach maszyny. Uświadomiła sobie, że wraz z zawirowaniem czasu uzyskała akceptację cudów aktualnej techniki i nie będzie się niczemu dziwić.
Widząc miejsce w ogrodzie koło domu, wyglądającego na niezamieszkały, niedaleko jakiegoś miasta, zdecydowała się zakończyć tam podróż.
– Melchiorze, jeżeli będziemy mieć szczęście, to miejsce stanie się naszym schronieniem – powiedziała do kota.
Następnie miękko wylądowała przy domu. Kilka pokoi na piętrze miało szyby w oknach i całe drzwi, dach nie budził zastrzeżeń, więc można było schować się przed wiatrem i deszczem. Baba Jaga pomyślała: Los mi sprzyja. W takim opuszczonym domu będę mogła prowadzić eksperymenty, nie rzucając się w oczy. Następnego dnia wybrała się do najbliższego domu, oddalonego o kilka minut marszu. Chciała się czegokolwiek dowiedzieć o właścicielach domu, w którym nocowała. Spytała kobietę rozwieszającą pranie:
– Gdzie są gospodarze tamtego opuszczonego domu?
– A gdzie mają być? Na cmentarzu. Od lat wypatrywali i nie doczekali przyjazdu krewnej z Ameryki. To wy może, boście nie miejscowa? – padła odpowiedź połączona z pytaniem.
Jaga pomyślała: Mam szczęście i potwierdziła głośno, uważając, żeby nie skłamać:
– Chciałam wcześniej przyjechać, ale nie mogłam zostawić pacjentów.
– To wy dochtorka? Bardzo nam potrza, bo stary pan dochtor pomar i trza do Krakowa jeździć, jakby co.
– Ja leczę ziołami. Nie będę brała zapłaty, ale przyda mi się pomoc w zagospodarowaniu – powiedziała Jaga.
Już w następnym tygodniu zgłosiło się kilku, potem kilkunastu, których wyleczyła z niegroźnych, ale dokuczliwych przypadłości, a oni odpłacili się, przywożąc materiały i naprawiając szkody, które czas poczynił w opuszczonym domu. Okoliczne kobiety przynosiły żywność i Baba Jaga nie musiała jeździć do miasta, mogła znajdować czas na próby odtworzenia przepisu na cudowny napój, który tak zmienił jej życie.
Miała automobil kupiony za złoto od krasnoludów, zarobione od nich, gdy była wiedźmą. Mówiła, że to amerykańskie złoto. Nauczyła się jeździć maszyną i co jakiś czas wyruszała do miasta, by poczytać wiadomości w gazetach. Dowiedziała się, że był to rok tysiąc dziewięćset trzynasty.
Jej próby odtworzenia receptury cudownego płynu przywracającego młodość ciągle kończyły się niepowodzeniem. Napisała kilka listów do zdobywającej popularność Heleny Rubinstein, która po powrocie z Australii otworzyła instytut urody w Mayfair w Londynie i potem salon piękności w Paryżu.
Helena nie odpowiedziała i widocznie zniszczyła listy, bo jej biografowie o nich nie wspominają. Może nie chciała wracać wspomnieniami do dzieciństwa w podkrakowskim Podgórzu albo chciała ukryć dokonania amatorki z podkrakowskiej wsi.
Jaga szczegółowo opisywała swoje, otrzymywane przy okazji wielu eksperymentów, kosmetyki i lekarstwa. Niestety, wszystkie próby nie dały odkrytego niegdyś specyfiku przywracającego młodość i urodę. Korzystając z przywiezionego zapasu, dawkowała go tylko sobie, bardzo oszczędnie kroplami, żeby zachować zdrowie, ale w końcu wyczerpała uratowany zasób. Umierając, powiedziała:
– Bogowie okazali się zazdrośni, a zwłaszcza boginie.
Hej, to zacznę piosenką
“You wanna be rich again
That ain't gonna make you happy now
Did it make you happy then? No!
[Chorus:] Money ain't got no soul
Money ain't got no heart
[Mama Odie:] All you need is some self-control
Make yourself a brand new start”
Fajne opowiadanie :) Klikam i niech będą przeklęte zazdrosne boginie :).
Pozdrawiam.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bardzie, dzięki za piosenkę i klika. Boginie niech sobie będą zazdrosne, ale niech nie szkodzą. Pozdrowienia :)
Szalenie sympatyczna opowiastka o powstaniu eliksiru pozwalającego zachować młodość, zdrowie i urodę, ale tylko Babie Jadze i tylko do czasu.
Szkoda… ;)
– Coś narobił, niecnoto?! Nie pamiętam składu, tyle tego było. Co ja
teraz zrobię?! → Zbędny enter.
…przelała sporządzony płyn do metalowej butelki. zatkała korkiem… → Zamiast kropki powinien być przecinek.
Kilka pokoi na piętrze miało szyby w oknach i całe drzwi, dach wyglądał na cały… → Powtórzenie.
Proponuję: Kilka pokoi na piętrze miało szyby w oknach i całe drzwi, a dach nie budził zastrzeżeń…
…wypatrywali i… → Jedna spacja wystarczy.
…która po powrocie do Europy z Australii otworzyła instytut urody w Mayfair w Londynie i potem salon piękności w Paryżu. → …która po powrocie z Australii otworzyła…
Wzmianka o Londynie i Paryżu dostatecznie wyjaśnia, dokąd wróciła.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, jak zawsze masz rację. Chochlików ślady usunąłem. Twoje sugestie wykorzystałem. Jest lepiej. Dzięki. :)
Bardzo proszę, Misiu. Miło mi, że mogłam się przydać. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Podobało mi się. Ciekawy pomysł, dobrze napisane.
Cześć, Koala75. Podoba mi się pomysł z przeniesieniem Jagi w czasie. Myślę, że byłoby spoko, jakbyś rozwinął temat. Czytało się przyjemnie. Pozdrawiam.
Cześć, Koalo!
Naprawdę udany i sympatyczny szorcik :) W dodatku, jak na Twoje standardy, wyjątkowo długi, co także na plus :)
Czuję się trochę oszukany. Najwyraźniej żyłem w kłamstwie, gdyż ludowe doniesienia o Jadze przedstawiały zupełnie inny obraz, niż Twój szorcik. Dobrze, że pokusiłeś się na sprostowanie historii :)
Klikam :)
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
gdyby, któraś
Misiu!
ingrediencje
Czyli składniki :D
Melchior, zobaczył
Misiuuuu…
Zapakowała do worka wszelkie notatki, niezbędne rzeczy i kota, który nie protestował, jakby rozumiał powagę chwili.
Kot w worku, hmm? :D
szkody, jakie
Które, Misiu, które.
Napisała kilka listów do znanej już Heleny Rubinstein
:D
Oj, Misiu, Misiu. Jak Ty to robisz?
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Reg, Ty się zawsze przydajesz! :)
Pusiu, dziękuję za opinię o pomyśle i pisaniu. :)
Heskecie, byłbym zaszczycony, gdyby ktoś rozwinął pomysł z przeniesieniem Jagi w czasie. Może Ty? :)
Cezarze, dzięki za klika. Ta Jaga miała taką historię, inne pewnie inne. :)
Tarnino, uchybienia poprawię. Jak Ty znajdujesz takie wspaniałe gify? :)
Dziękuję, Misiu, będę wyglądać nowych dziełek. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, to mnie zobowiązuje. :)
Misiu, cieszę się, że poczułeś się zobowiązany, bo to pozwala mieć niepłonną nadzieję na wiele nowych szortów. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Fajnie zakończyć dzień miłym szorkiciem. Nie rozczarowałam się. Relaksujące.
Dzięki, Koala75. Ostatnio niewiele piszę, podobnie mało czytam. Pomysły pojawiają się w głowie niczym ćmy, które szybko spalają się w płomieniu zapomnienia. Chętnie skorzystam z tego, że dajesz mi zielone światło dla Jagi, lecz kiedy…Nie wiem. Pozdrawiam.
Jak Ty znajdujesz takie wspaniałe gify? :)
Zrywam je z drzewka gifowego :)
Pomysły pojawiają się w głowie niczym ćmy, które szybko spalają się w płomieniu zapomnienia.
Trzeba je przypiąć szpilką do papieru ;)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Reg, “…pozwala mieć niepłonną nadzieję na wiele nowych szortów.”, nieustannie jesteś optymistką. :)
Nova, mam nadzieję, że dobrze potem spałaś. :)
Heskecie, życzę Ci Tardis i przenoś pomysły na dyski. :)
Tarnino, ja staram się utrzymywać dobre relacje z właściwymi boginiami. :)
Maszyneria do podróży w czasie to super rozwiązanie, ale jak ominąć ten, który odlicza zegar biologiczny? :-) Tarnino, dzięki za podpowiedź :-) Pozdrawiam.
…nieustannie jesteś optymistką. :)
Nie da się ukryć, Misiu. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Koalo, jak widać dłużej też wychodzi i to całkiem nieźle :) Przyjemna opowieść o Jadze w wersji, jakiej jeszcze nie znałem. Pozdrawiam!
Heskecie, narażę się tarninie, ale nie słuchaj jej. Pomysł przyszpilony szpilką, nawet cienką, umrze jak motyl. Zapisany na dysk będzie tam żył długo. może nawet swoim drugim życiem. :)
Reg, dobrze Ci tak. :)
Realucu, bo były i są różne Baby Jagi. Każda ma własną historię.:)
Chyba tak, Misiu. Nie narzekam. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, i oby tak dalej! :)
Pomysł przyszpilony szpilką, nawet cienką, umrze jak motyl. Zapisany na dysk będzie tam żył długo. może nawet swoim drugim życiem. :)
Wszystkie pomysły to ususzone przeżycia :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, ususzone można upłynnić. ;D
Ale że herbatka, czy procenty? :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Oj, Tarnino…! Może soczkiem? :)
Herbatka owocowa :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, To będzie nowe przeżycie owocowe/owocne. Z jakich/których owoców?
Właśnie dostałem miłą wiadomość, że ten tekst dostał się do Biblioteki. Dziękuję wszystkim tego sprawczyniom i sprawcom. :)
O, widzę trochę dłuższe opowiadanie w twoim wykonaniu. Bardzo mnie to cieszy, szczególnie, że umieściłeś w nim Melchiora :D
A samego szorta czytało mi się jak zwykle przyjemnie, no i muszę przyznać, iż ciekawy pomysł na przeniesienie bohaterki do przyszłości, a i trzeba przyznać, że zaradna z niej kobieta i dobrze sobie w życiu radziła. I oczywiście brawa dla kota, który odwalił kawał dobrej roboty.
Coś nieskładnie teraz piszę, ale jakiś taki zmęczony jestem. Wybacz.
Pozdrówka.
Sen jest dobry, ale książki są lepsze
Z jakich/których owoców?
Jakich: bardzo dobrych.
Których: mogą być maliny.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Pisarzu, odpocznij, Nie jest źle, a Jaga musiała być zaradna.
Tarnino, maliny mogą, jak w “Balladynie”… ;)
O, przepraszam?
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Maliny mogą służyć do zuego. ;D
Wszystko, co dobre, może posłużyć do złego.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, kobiety są tego najlepszym przykładem. Koala scripsit. ;D
Była nieślubną córką królowej motyli, Euremy. Skrzydła złotego koloru skrywała pod luźną lnianą koszulą, żeby ich nikt nie ujrzał. Czasem w bezksiężycową noc, gdy również światło gwiazd nie przebijało się przez chmury, pozwalała sobie pofruwać nad lasem.
Jakie ładne! Pomysł oryginalny, bo choć Babę Jagę przerabiali na tysiące sposobów, u Ciebie widać świeżość.
Wiedźma, to była przykrywka, pod jaką egzystowała
Ja bym tu nie dała żadnego przecinka… Ale nie wiem co na to Tarnina. ;p
Rozpuściła plotkę o zjadaniu dzieci, żeby zabezpieczyć się przed ich naturalnym wścibstwem.
Fajne wyjaśnienie. :D
Uśmiechnęłam się przy kocie rozrabiaku. :D
metalowej butelki. zatkała korkiem
Przecinek albo wielka litera po kropce.
Oo, podróż w czasie!
zagospodarowaniu–
Spacja uciekła.
Na plus, że mamy 1913 rok, początkowo myślałam, że trafiła do naszego świata, więc fajnie, że jednak nie. ;)
Bardzo przyjemna historia, taka na ponury dzień, żeby poczytać coś pozytywnego, ciepłego, akurat do herbatki. ;) A śmierć na końcu wcale nie smuci, w końcu przeżyła dobrze życie. ;)
Pozdrawiam,
Ananke
Ja bym tu nie dała żadnego przecinka… Ale nie wiem co na to Tarnina. ;p
Tarnina przerobiłaby całe zdanie ^^ (teraz zauważyłam "jaki" w miejscu "którego", no, Misiu!): Wiedźma, to była jej przykrywka wśród ciemnego ludu.
Fajne wyjaśnienie. :D
Ale to mogłoby dać skutki odwrotne XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ale po wiedźma nie musiałoby być przecinka, nie? ;)
Ale to mogłoby dać skutki odwrotne XD
No zawsze znajdzie się ktoś, kto chce sprawdzić, ile w plotce prawdy. :D Jest fajny filmik o Babie Jadze. ;) Tylko wszyscy narzekają, że jest młoda, jakby wiedźma nie potrafiła się odmłodzić. XD
https://www.filmweb.pl/film/Jaga-2016-775955
Miłe Panie, zanim dobrowolnie pójdę klęczeć na grochu za jaki vs który, rozprawię się z chochlikiem, który perfidnie wykorzystuje moje niezdecydowanie w pójściu do okulisty i używa sobie na przecinkach, spacjach, kropkach. Jaka łagodna zrobiła się Tarnina, upominając (który to raz?) tylko: “no, Misiu!”; może mnie lubi? Biegnę truchcikiem wprowadzić poprawki, jak ten: https://www.youtube.com/watch?v=ViNBnCXZQk4
Ale po wiedźma nie musiałoby być przecinka, nie? ;)
… w sumie nie
Oj, Misiu, Misiu. Idź do okulisty :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, oj, wybieram się, wybieram, jak sójka za morze. :)
Misiu, a będąc już u okulisty, nie zapomnij wspomnieć, że jesteś naszym oczkiem w głowie i że takiemu oczku należy się wszystko co najlepsze! ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, miło to czytać. Powtórzę to sobie przed snem i będę miał kolorowe sny. Dzięki. :)
Bardzo proszę i pięknych snów życzę. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg,
Mam wrażenie, że też będę pięknie śnić.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, tego Ci życzę!
Misiu, dziękuję – Twoje życzenie spełniło się. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, oby tak dalej! :)
Oby, Misiu, oby. I życze Ci tego samego. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Sympatyczne, Misiowe takie, no.
Szkoda, że kocur porozwalał notatki. Ale w sumie, wiedziała, kogo w chałupie trzyma, mogła lepiej pilnować…
Babska logika rządzi!
Finklo, gdyby lepiej pilnowała liści z notatkami, nie miałaby tylu przygód, a ja nie napisałbym tego szorta. :)
Eliksir by jej wyszedł nawet przy pięknych notatkach wyskrobanych gwoździem na ścianie. Tylko nie zostałby bezpowrotnie stracony. Podróż w przyszłość już nie zależała od liści. Ale gdyby tak liczne kobitki zaczęły znikać z teraźniejszości – dopiero by się działo. :-)
Babska logika rządzi!
Finklo, oj, działoby się! Zwłaszcza, gdyby znikły te, co nie trzeba/nie te, co trzeba. :)
Wszyscy wiedzą, że Baba Jaga była wiedźmą, ale chyba mało kto kojarzy z nią jej drugą osobowość.
Zbitka zaimków :)
Była nieślubną córką królowej motyli, Euremy.
Znowu była.
Pewnego dnia sporządziła napój, będący mieszaniną kilkudziesięciu roztworów, wywarów i naparów.
Zastanowiłbym się nad zamianą.
W podniebnej podróży zakręciło jej się w głowie
Może “w trakcie”? Zgrzyta mi to zdanie, choć nie potrafię tego nakłuć.
Zacne, ładna puenta.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Cześć, Koalo!
Bardzo przyjemne opowiadanie, o wiedźmach zawsze lubię poczytać :)
Miała trochę zdolności i wiedzy magicznej odziedziczonej po matce.
Nie jestem pewna czy wiedzę można odziedziczyć, wydaje mi się, że raczej się ją zdobywa. No chyba, że w postaci książek. Lepiej by mi brzmiało “Miała trochę zdolności oraz wiedzę magiczną przekazaną przez matkę”.
Napisała kilka listów do znanej już Heleny Rubinstein, która po powrocie z Australii otworzyła instytut urody w Mayfair w Londynie i potem salon piękności w Paryżu.
Ja akurat nie wiedziałam kim była Helena. Sprawdziłam, postać pasuje do opowiadania świetnie, ale wydaje mi się, że pojawia się dość nagle i to “już” trochę sugeruje jakby wystąpiła w tekście już wcześniej tylko nie była wtedy znana. Musiałam się zatrzymać i zastanowić czy coś mnie czasem nie ominęło. Sugeruję małą zmianę: “Napisała kilka listów do zdobywającej popularność Heleny Rubinstein, która po powrocie z Australii otworzyła instytut urody w Mayfair w Londynie i potem salon piękności w Paryżu”.
Nie jestem pewna czy wiedzę można odziedziczyć, wydaje mi się, że raczej się ją zdobywa.
Racja. Odziedziczyć można księgozbiór :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Outto, zmiany wprowadzone. Dzięki. :)
Lyumi, witaj po raz pierwszy pod moim tekstem. Masz rację z wiedzą. Poprawione. Wydawało mi się, że w roku 1913 H.R. już musiała być znana, ale Twoja propozycja jest ‘bezpieczniejsza’. Wykorzystałem. Będzie mi miło spotykać się z Tobą pod naszymi tekstami. :)
Tarnino, cechy charakteru też. ;)
Tarnino, cechy charakteru też. ;)
Ale wiedza nie jest cechą charakteru :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, to było, że oprócz księgozbioru. Oczywiście wiedza nie jest cechą charakteru. Jestem prosty zwierzak, ale nie aż tak. :)
Dziękuję za miłe powitanie :) Również mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Wydawało mi się, że w roku 1913 H.R. już musiała być znana, ale Twoja propozycja jest ‘bezpieczniejsza’.
Chyba wyraziłam się niezbyt precyzyjnie. Nie chodziło mi o to, że nie była wtedy znana, tylko że czytelnik, który o niej nie słyszał może poczuć się zagubiony. Moja sugestia miała za zadanie sprawić, żeby ten fragment czytało się płynnie również osobom, które nie wiedzą kim była Helena Rubinstein. Można by napisać też po prostu, że “Napisała kilka listów do słynnej Heleny Rubinstein, która…”. To jest taki drobiazg, nie chciałam się czepiać. Ten fragment trochę wybił mnie z rytmu przy czytaniu i pomyślałam, że o tym wspomnę, a nie chciałam krytykować bez żadnej sugestii jak można by to poprawić. Ogólnie tak jak już pisałam, cały tekst jest spójny i przyjemnie się go czyta :)
Lyumi, po Twojej uwadze zrozumiałem, że nazwisko Heleny Rubinstein może być nieznane młodemu czytelnikowi, a nawet czytelniczce i mogą HR na produktach tej firmy kojarzyć z Human Resources korporacyjnym. Dlatego spodobała mi się Twoja sugestia: “zdobywającej popularność” zamiast “już znanej”. Czytelnik zawsze ma rację. :D
Bardzo sympatyczne opowiadanko. A ileż tu tematów utkanych: eliksir młodości, wehikuł czasu i ziołolecznictwo na Krakowskim Podgórzu. Aż zal, że to tylko szorcik, bo jest potencjał na prawdziwą powieść, którą chętnie bym kupił.
Pozdr.
Sajmonie, Twoje słowa smakują jak młody eukaliptus. Dzięki :)
Jeśli miałbym ocenić jednym słowem, byłoby to: sympatyczne. Tak odbieram. Lekkie, dobrze napisane i po prostu sympatyczne opowiadania. Na początku sądziłem, że zamknie się w obrębie jednej linii czasowej, a tu nagle samolot.
“Baba Jaga pomyślała: Los mi sprzyja. W takim opuszczonym domu będę mogła prowadzić swoje eksperymenty, nie rzucając się w oczy.” – w tym miejscu śmiało można amputować: “swoje”.
Canulasie, amputacja dokonana. Dzięki za dostrzeżenie babola i dodatnią ocenę szorta. :)