Historia o samotnym mężczyźnie w średnim wieku, który chce, żeby było coś więcej niż szara rzeczywistość.
Gdy trafia się na to okazja, postanawia ją wykorzystać.
Historia o samotnym mężczyźnie w średnim wieku, który chce, żeby było coś więcej niż szara rzeczywistość.
Gdy trafia się na to okazja, postanawia ją wykorzystać.
Marek miał 32 lata. Wysoki, szczupły, niezdrowa, jasna cera, twarz pokrywały krosty. Mieszkał sam w wynajmowanym mieszkaniu w Warszawie. Pracował w dużym zakładzie branży spożywczej, niedaleko miejsca swojego zamieszkania.
Od rodziców wyprowadził się kilka lat temu. Miał dosyć gadania:
– Kiedy znajdziesz sobie dziewczynę? Wyjdź z domu. Idź do ludzi. Tylko ten komputer.
Był samotnikiem i najlepiej się czuł w swoim towarzystwie. Z innymi osobami przebywał tylko, gdy musiał. Wolny czas umilał sobie ulubionymi zajęciami, które pozwalały mu wyrwać się z szarej rzeczywistości.
– Granie na pececie online z innymi użytkownikami. Głównie gry typu fantasy. Mógł to robić godzinami, zapominając o całym świecie, znakomicie się przy tym bawiąc. Wyobrażał siebie jako herosa, który przemierza i podbija obcy, fantastyczny świat pełen magii i niezwykłych istot.
– Pisanie opowiadań science fiction było jego kolejnym sposobem na wyrwanie się z życia, które tak bardzo go nudziło. Kilka lat temu zarejestrował się na forum, gdzie każdy mógł podzielić się swoją twórczością. Inni użytkownicy portalu komentowali, oceniali i pomagali w doskonaleniu warsztatu pisarskiego. Same historie, które tworzył Marek, cieszyły się sporym zainteresowaniem. Większość z nich toczyła się w odległej przyszłości, w kosmosie. Miały wspólny motyw przewodni, niektóre postaci się powtarzały, a najwięcej uwagi poświęcał przygodom kapitana Andersa.
Tak wyglądało jego życie. Codzienna szarość przeplatana chwilowymi odskoczniami w inną rzeczywistość.
Po kolejnej całonocnej potyczce w ulubioną grę obudził się dopiero o godzinie 13. Mógł sobie na to pozwolić – była sobota, miał dziś wolne. Nikt go nie zaganiał do prac domowych, nie miał nic na ten dzień zaplanowane. Wstał leniwie z łóżka i ruszył chwiejnym krokiem do kuchni. Kręciło mu się w głowie, a z brzucha wydobywały się niepokojące odgłosy. Zastanawiał się, skąd mogły się wziąć – Czy to głód, czy późna kolacja? – Wybrał pierwszą opcję. Podstawowa wiedza na temat żywienia podpowiadała, że duża paczka chipsów i dwa energetyki to bardzo słaby posiłek tuż przed snem. Zajrzał do lodówki i chwycił paczkę parówek. – Śniadanie nie będzie znacznie zdrowsze. – Powiedział sam do siebie.
Tak zaopatrzony poszedł do swojego ulubionego miejsca w wynajmowanym mieszkaniu – biurka z komputerem. Mebel, kupiony jako używany za grosze na jakimś portalu ogłoszeniowym. Tu i ówdzie widać było, że ma już swoje lata. Parę zadrapań i w kilku miejscach odchodziła okleina. Liczyło się jednak to, co znajdowało się na meblu – jeden z najnowszych i najlepszych obecnie komputerów na rynku. Marek nie wykorzystywał nawet w połowie jego potencjału. Kupił go na raty, ponieważ gdy był dzieckiem, marzył o takim sprzęcie.
Usiadł wygodnie w fotelu, ugryzł kęs parówki i włączył urządzenie. Planował pisać o dalszych losach swojego ulubionego bohatera – kapitana Andersa. Przez kilka dni układał sobie w głowie jego potyczkę na planecie Onyks. Miał już zarys całej opowieści, tylko nie wiedział, jak ją zakończyć. Rozważał kilka różnych wersji, ale żadna z nich nie przypadła mu do gustu.
Pierwsze, co robił po włączeniu komputera, to sprawdzał komentarze i opinie na temat jego wcześniejszych prac. Często pomagały mu wykreować losy postaci w następnej historii, ale od zeszłej nocy nic się nie pojawiło. Miał już się wylogować, gdy nagle zapaliła się kontrolka nowej wiadomości prywatnej. Trochę się zdziwił, ale też i ucieszył. Rzadko ktoś do niego pisał.
Treść wiadomości jeszcze bardziej go zaskoczyła:
– Wiem, że to wszystko, co piszesz to prawda i się już wydarzyło. Potrzebuję twojej pomocy.
Marek pokiwał głową z niedowierzaniem i lekko się uśmiechnął.
– Chyba ktoś robi sobie ze mnie głupie żarty.
Zaczął o tym rozmyślać. Powinien zgłosić to do admina i zablokować. Przeczytał wiadomość jeszcze kilka razy. Wszedł w profil użytkownika: nazwa – Neila, wszystkie pozostałe dane – brak, na forum od 6 lat.
– Prawie tyle samo co ja. – zauważył. – Zanim komuś to zgłoszę, coś muszę odpisać.
Głowił się kilkanaście minut, co w takiej sytuacji odpowiedzieć. Ostatecznie wystukał na klawiaturze:
– Witam. Nie wiem, o co ci chodzi. Czy to jest jakiś głupi żart? Czy jakaś pomyłka?
Siedział i czekał w fotelu na odpowiedź. Minęły już trzy godziny. W tym czasie zjadł na zimno kilka parówek i popił je dużym energetykiem. Nie mógł się na niczym skupić. Próbował pisać opowiadanie o kapitanie Andersie, ale jego myśli wciąż krążyły wokół tej dziwnej wiadomości. Historia jego bohatera zatrzymała się w momencie, kiedy chroni się w podziemnej kryjówce i czeka na wsparcie.
– Kapitanie Anders, co byś teraz zrobił, żeby pokonać partyzantów z Onyks? Czy ktoś cię odnajdzie w tej kryjówce? – Marek nie potrafił złożyć historii w spójną całość.
Cała jego brygada utknęła na bagnach, a tylko on się przedostał, stosując dawno zapomnianą technikę chodzenia po grzęzawiskach.
– Może to był zły pomysł, żeby przedarł się sam. – Od tych rozmyślań nad wieloma wątkami pisarza rozbolała głowa.
– Czas na kawę, może mam niskie ciśnienie. – Marek powiedział nieświadomie na głos do siebie.
Lekko się zataczając, wstał ze swojego miejsca. Kręciło mu się w głowie, ale pomału dotarł do kuchni. Zagrzał wodę w czajniku elektrycznym i zrobił sobie bardzo mocną czarną kawę, którą wypił jednym tchem.
Po powrocie do komputera zauważył migającą ikonkę wiadomości. Mocno się ucieszył. Miał nadzieję, że dostał odpowiedź na forum od Neili. Siadł szybko w fotelu i zaczął czytać:
– Witaj. To nie jest żaden żart. Mam ci do przekazania coś bardzo ważnego. Przyglądam się tobie i twoim opowiadaniom od bardzo dawna. Nie zdajesz sobie sprawy, jak ważną osobą jesteś. To, co piszesz, już kiedyś się wydarzyło. W innym czasie i rzeczywistości. Byłeś tam wtedy, na Onyksie i nie uratowałeś kapitana Andersa. Partyzanci go odnaleźli w kryjówce pod ziemią. Torturowali go przez wiele dni, a mimo to nikogo nie wydał i zmarł bohaterską śmiercią.
Marek przerwał na chwilę czytanie. Serce zaczęło szybciej bić, zalał go zimny pot, był zdezorientowany.
– Skąd ta osoba wiedziała o potyczce na Onyksie? O kryjówce Andersa i że zginie… Nie wydaje mi się. On jest moim głównym bohaterem. Jest ze mną, odkąd zacząłem pisać.
Z powrotem skupił wzrok na ekranie komputera i dalej czytał.
– Ty możesz go uratować. Przysłano mnie, żebym się z tobą skontaktowała. Pochodzę z innej planety i mogę podróżować między czasem i wymiarami. Wynajęto mnie, żebym zabrała cię ze sobą na Onyks. Możesz to jeszcze naprawić. Na pewno zawsze wiedziałeś, że się różnisz od pozostałych i że jest coś więcej niż to, co wokół.
– To prawda. – Marek zawsze był inny i chciał, żeby było coś więcej. Jaka jest szansa, że ktoś sobie z niego nie żartuje.
– Nie wiem, skąd wiesz o niepublikowanym opowiadaniu – zaczął swoją wiadomość – i możliwe, że w kilku poglądach też się z tobą zgadzam, ale… to na pewno jest jakiś żart.
Po co piszesz mi takie dziwne rzeczy?
Wysłał i sięgnął po kolejnego energetyka
Odpowiedź przyszła zaskakująco szybko:
– Nie będę próbowała dłużej cię przekonywać. Zostawię tylko link. Wejdź w niego, jeżeli chcesz poznać swoje prawdziwe przeznaczenie.
Na dole pokazał się link.
Pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie:
– To jest na pewno jakiś wymyślny wirus. Jak w niego wejdę, to potem będą mi się wyświetlać reklamy albo jeszcze gorzej.
Z drugiej strony, komu chciałoby się w taki sposób go wysyłać? Bardzo dziwne.
Przypomniał sobie, że jakiś czas temu sporo zapłacił za całkiem niezły program antywirusowy. Może jednak warto zaryzykować i w końcu coś mnie spotka ciekawego w życiu? – spytał siebie na głos.
Wszedł w link.
W jednej chwili z ekranu wydobyło się światło, które zaczęło coraz mocniej rozświetlać pomieszczenie. Zrobiło się tak jasno, że nie było już nic widać. Marek zdążył tylko zobaczyć, jak jego dłoń zaczyna się rozpadać na drobne cząsteczki. Nic nie czuł, widział tylko jasność i wiedział, że traci przytomność.
Po jakimś czasie z łuny światła zaczęły się wyłaniać pierwsze kształty. Marek ostrożnie spojrzał w górę i przez do połowy otwarte oczy zobaczył zielone słońce, a na horyzoncie czerwone góry. Rozpoznał znajome tereny planety Onyks, którą opisywał w swoich opowiadaniach.
Stał na dużej otwartej polanie otoczonej wysokimi drzewami liściastymi. Był tam mały drewniany domek z czerwonym dachem w myśliwskim stylu. Na tarasie ktoś na niego czekał. Zawołał go skinieniem dłoni.
Marek ostrożnie podszedł i zobaczył kobietę w średnim wieku. Rozpoznał ją od razu. Była wysoka, miała dwa metry wzrostu. Twarz ogorzała od słońca i wiatru miała sympatyczne, ładne rysy. Pod nosem zarysował się delikatny uśmiech. Srebrna grzywka opadała na czoło, które naznaczyła stara blizna. Była ubrana w dopasowany czarny mundur i skórzane rękawice.
Spojrzała w jego kierunku i powiedziała. – Dobrze cię widzieć, przyjacielu! Witaj kapitanie Anders!
– Witaj Neila. Tęskniłem za tobą! – Pisarz uśmiechnął się i podał jej dłoń. Teraz już wszystko wiedział, przypomniał sobie.
----------
Ciszę w pomieszczeniu przerwało pikanie aparatury medycznej. Promienie słońca wlały się przez małe okno, oświetlając szpitalną salę. W oddali ponad blokami i całym zgiełkiem widać pałac Kultury. Kobieta po sześćdziesiątce ze łzami w oczach stoi nad łóżkiem szpitalnym. Wpatruje się w leżącego, nieprzytomnego mężczyznę. Blada, zapadnięta twarz, nie wyraża żadnych emocji, z nosa wystają rurki podtrzymujące życie.
Do pokoju wchodzi lekarz i kieruje się w ich stronę.
– Dzień dobry. Czy Pani jest matką Marka? – pyta, zaglądając w kartę.
– Dzień dobry. Tak, nazywam się Danuta Anders. W jakim stanie jest mój syn?– Spytała z zatroskaną miną.
– Atak serca u tak młodej osoby zawsze jest niezwykle groźny. Najgorsze jest już za nim. Udało się ustabilizować jego stan, obecnie jest w śpiączce. Jesteśmy dobrej nadziei – Spokojnie i powoli jej odpowiedział.
– Czy wiadomo, czemu wystąpił u niego zawał? Nikt w naszej rodzinie nigdy nie chorował na serce.
– Miało na to wpływ wiele czynników, ale przypuszczamy, że nadużycie napojów energetycznych było główną przyczyną. Na naszym oddziale ląduję mnóstwo pacjentów z tego powodu. – Skończył mówić i w tym momencie zadzwonił jego telefon. – Przepraszam, ale muszę iść– Kiwnął głową i wyszedł z pokoju.
Kobieta ze smutkiem pokiwała tylko głową i spojrzała na swojego syna, mówiąc – Co ty synku nawyprawiałeś?
Cześć, palkers999
Super pomysł na tekst. Szkoda tylko, że w większości stosujesz suchy opis. Historia przez to bardzo traci. Również łapię się na tym, że za dużo opisuję, a za mało pokazuję.
Mimo to, opowiadanie uważam za udane i napisanie sprawnie. Podobało mi się.
Witaj. :)
Kolejne Twoje opowiadanie, które mam przyjemność komentować, i kolejne błędne zapisy dialogów…
Do tego pojawia się też sporo błędów językowych, jak choćby powtórzenia, brak kropek na końcach zdań czy ten ortograf: “Tu i uwdzie widać było, że ma już swoje lata”.
Zgadzam się z Hesketem, że pomysł jest ciekawy, szczególnie część fantastyczna, jednak wymaga ona jeszcze solidnego dopracowania.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Dziękuje bardzo za opinie. Postaram się jeszcze bardziej zwracać uwagę na techniczne aspekty. Cały czas się uczę, komentarze mi pomagają. Czytałem to już tyle razy i poprawiałem. Ktoś podpowie, czy warto wcześniej wrzucić nowe opowiadanie na betalistę?
Warto i to bardzo
I ja dziękuję, zachęcam do poprawienia tekstu według wskazanych Poradników z Publicystyki. Wszyscy z nich korzystamy. :) Betowanie oczywiście też sporo daje, ale ważne – aby samemu umieć błędy dostrzec i poprawić. :)
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Miałeś niezły pomysł na opowiadanie, ale mocno skrzywdziłeś je wykonaniem. Poza różnymi błędami, usterkami i źle zapisanymi dialogami, rozpraszały zbędne przerwy rozdzielające akapity.
Mam wrażenie, że może zainteresować Cię ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17
Marek miał 32 lata. → Marek miał trzydzieści dwa lata.
Liczebniki zapisujemy słownie.
Pracował w dużym zakładzie branży spożywczej, niedaleko miejsca swojego zamieszkania. → Zbędny zaimek.
Wolny czas umilał sobie ulubionymi zajęciami, które pozwalały mu wyrwać się z szarej rzeczywistości. → Drugi zaimek jest zbędny.
– Granie na pececie online z innymi użytkownikami. Głównie gry typu fantasy. Mógł to robić godzinami, zapominając o całym świecie, znakomicie się przy tym bawiąc. Wyobrażał siebie jako herosa, który przemierza i podbija obcy, fantastyczny świat pełen magii i niezwykłych istot. → To nie jest wypowiedź dialogowa, więc co tu robi półpauza przed pierwszym zdaniem?
Uwaga dotyczy też kolejnego akapitu.
…obudził się dopiero o godzinie 13. → …obudził się dopiero o godzinie trzynastej.
Zastanawiał się, skąd mogły się wziąć – Czy to głód, czy późna kolacja? – Wybrał pierwszą opcję. → Skoro się zastanawiał, to należy to zapisać jak myśl:
Zastanawiał się, skąd mogły się wziąć. Czy to głód, czy późna kolacja? Wybrał pierwszą opcję.
Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.
Zajrzał do lodówki i chwycił paczkę parówek. – Śniadanie nie będzie znacznie zdrowsze. – Powiedział sam do siebie. → Wypowiedź dialogową zapisujemy w nowym wierszu. Zbędna kropka, Didaskalia mała literą. Zbędny zaimek. Winno być:
Zajrzał do lodówki i chwycił paczkę parówek.
– Śniadanie nie będzie znacznie zdrowsze – powiedział do siebie.
Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.
…sprawdzał komentarze i opinie na temat jego wcześniejszych prac. → …sprawdzał komentarze i opinie na temat swoich wcześniejszych prac.
…na forum od 6 lat. → …na forum od sześciu lat.
– Prawie tyle samo co ja. – zauważył. → Zbędna kropka po wypowiedzi.
Ostatecznie wystukał na klawiaturze:
– Witam. Nie wiem, o co ci chodzi. Czy to jest jakiś głupi żart? Czy jakaś pomyłka? → To nie jest wypowiedź dialogowa, więc półpauza jest zbędna. Sugeruję, abś teksty wiadomości pisał kursywą.
Proponuję: Ostatecznie wystukał na klawiaturze: Witam. Nie wiem, o co ci chodzi. Czy to jest jakiś głupi żart? Czy jakaś pomyłka?
– Może to był zły pomysł, żeby przedarł się sam. – Od tych rozmyślań nad wieloma wątkami pisarza rozbolała głowa. → Skoro to rozmyślania, zapisz je jak myśl, bez półpauzy na początku.
Lekko się zataczając, wstał ze swojego miejsca. → A może wystarczy: Wstał, lekko się zataczając.
Siadł szybko w fotelu i zaczął czytać:
– Witaj. To nie jest żaden żart. […] → To nie jest wypowiedź dialogowa, więc winno być:
Siadł szybko w fotelu i zaczął czytać: Witaj. To nie jest żaden żart. […]
Z powrotem skupił wzrok na ekranie komputera i dalej czytał.
– Ty możesz go uratować. […] → Jak wyżej.
Z powrotem skupił wzrok na ekranie komputera i dalej czytał: Ty możesz go uratować. […]
Wysłał i sięgnął po kolejnego energetyka → Brak kropki na końcu zdania.
Odpowiedź przyszła zaskakująco szybko:
– Nie będę próbowała dłużej cię przekonywać. Zostawię tylko link. Wejdź w niego, jeżeli chcesz poznać swoje prawdziwe przeznaczenie. → A może:
Odpowiedź przyszła zaskakująco szybko: Nie będę próbowała dłużej cię przekonywać. Zostawię tylko link. Wejdź w niego, jeżeli chcesz poznać swoje prawdziwe przeznaczenie.
Pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie:
– To jest na pewno jakiś wymyślny wirus. Jak w niego wejdę, to potem będą mi się wyświetlać reklamy albo jeszcze gorzej. → Zapisz to jak myśl, bez półpauzy.
Przypomniał sobie, że jakiś czas temu sporo zapłacił za całkiem niezły program antywirusowy. Może jednak warto zaryzykować i w końcu coś mnie spotka ciekawego w życiu? – spytał siebie na głos. → Przypomniał sobie, że jakiś czas temu sporo zapłacił za całkiem niezły program antywirusowy.
– Może jednak warto zaryzykować i w końcu coś mnie spotka ciekawego w życiu? – spytał siebie na głos.
…ostrożnie spojrzał… → Wystarczy jedna spacja.
Spojrzała w jego kierunku i powiedziała. – Dobrze cię widzieć, przyjacielu! Witaj kapitanie Anders! → Spojrzała w jego kierunku i powiedziała.
– Dobrze cię widzieć, przyjacielu! Witaj kapitanie Anders!
W oddali ponad blokami i całym zgiełkiem widać pałac Kultury. → W oddali, ponad blokami i całym zgiełkiem, widać Pałac Kultury.
– Dzień dobry. Czy Pani jest matką Marka? → – Dzień dobry. Czy pani jest matką Marka?
Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.
W jakim stanie jest mój syn?– Spytała z zatroskaną miną. → Brak spacji po pytajniku. Didaskalia małą literą.
Jesteśmy dobrej nadziei – Spokojnie i powoli jej odpowiedział. → Jesteśmy dobrej myśli – odpowiedział spokojnie i powoli.
– Przepraszam, ale muszę iść– Kiwnął głową i wyszedł z pokoju. → Brak kropki po wypowiedzi. Brak spacji przed półpauzą.
Kobieta ze smutkiem pokiwała tylko głową i spojrzała na swojego syna, mówiąc – Co ty synku nawyprawiałeś? → Zbędny zaimek. Brak kropki po narracji. Wypowiedź dialogowa w nowym wierszu.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Regulatorzy bardzo dziękuję za poświęcony czas i wskazówki. Postaram się wszystko poprawić i skorzystać z podesłanych linków.
Bardzo proszę, Palkersie999. Miło mi, że mogłam się przydać i życzę, aby Twoje starania zaowocowały coraz lepiej napisanymi opowiadaniami. Powodzenia! :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, hej. Temat na czasie ^^
Marek miał 32 lata.
Liczebniki piszemy słownie. (A w ogóle, to nie jest średni wiek, tylko dojrzała młodość :P)
niezdrowa, jasna cera, twarz pokrywały krosty
Hmm. Czy niezdrowa cera jest jasna? Blada, może…
Mieszkał sam w wynajmowanym mieszkaniu w Warszawie.
Lepiej: w wynajętym mieszkaniu.
Był samotnikiem i najlepiej się czuł w swoim towarzystwie.
To to samo, więc może: Był samotnikiem, czuł się najlepiej we własnym towarzystwie.
Z innymi osobami przebywał tylko, gdy musiał.
"Osobami" można spokojnie wyciąć (zwłaszcza, że się rymuje) – jest domyślne.
Wolny czas umilał sobie ulubionymi zajęciami, które pozwalały mu wyrwać się z szarej rzeczywistości.
Zdanie dość ględliwe – na kilka sposobów zapewniasz, że facet, hmm, miał hobby?
– Granie na pececie online z innymi użytkownikami.
Wyliczenie od myślników w tekście literackim nie robi dobrego wrażenia.
Mógł to robić godzinami, zapominając o całym świecie, znakomicie się przy tym bawiąc
Zapewniasz.
Wyobrażał siebie jako herosa
Wyobrażał sobie siebie samego jako herosa. "Wyobrażać coś" może wizerunek.
Pisanie opowiadań science fiction było jego kolejnym sposobem na wyrwanie się z życia, które tak bardzo go nudziło

:) Ale serio – nie pokazujesz faceta, tylko z dość dużego dystansu o nim informujesz.
Same historie, które tworzył Marek, cieszyły się sporym zainteresowaniem.
W przeciwieństwie do czego? Może lepiej skreślić to mylące "same"?
Większość z nich toczyła się w odległej przyszłości
Rozgrywała się. Toczy się fabuła.
Miały wspólny motyw przewodni, niektóre postaci się powtarzały, a najwięcej uwagi poświęcał przygodom kapitana Andersa.
? To nie jest bezsensowne, ale mam wrażenie, że zniknął gdzieś kawałek kontekstu.
Codzienna szarość przeplatana chwilowymi odskoczniami w inną rzeczywistość.
Metafora frankensteinowska – najpierw kolor, który jakieś magiczne czółenko tkackie przeplata… przyrządami gimnastycznymi? Hmm? Poza tym opisałeś (o ile cokolwiek) tylko te odskocznie. W ten sposób bohater wychodzi na marudę.
Po kolejnej całonocnej potyczce w ulubioną grę
Sesji ulubionej gry. "Potyczka" to walka.
obudził się dopiero o godzinie 13.
Obudził się dopiero o pierwszej po południu.
nie miał nic na ten dzień zaplanowane
Germanizm: nie miał na ten dzień planów.
z brzucha wydobywały się niepokojące odgłosy. Zastanawiał się, skąd mogły się wziąć
No, powiedziałeś przecież, że z brzucha :) Uwaga na interpunkcję:
Zastanawiał się, skąd mogły się wziąć – Czy to głód, czy późna kolacja? – Wybrał pierwszą opcję.
Zastanawiał się, skąd mogły się wziąć. Czy to głód, czy późna kolacja? Raczej to pierwsze. (Bo on nie podejmuje decyzji, tylko rozważa, która możliwość jest zgodna z prawdą).
Podstawowa wiedza na temat żywienia podpowiadała, że duża paczka chipsów i dwa energetyki to bardzo słaby posiłek tuż przed snem.
Hmmm. Nie trzeba być dietetykiem, żeby wiedzieć, że duża paczka chipsów i dwa energetyki to marny posiłek tuż przed snem.
– Śniadanie nie będzie znacznie zdrowsze. – Powiedział sam do siebie.
Kwestie dialogowe dajemy raczej od nowej linijki, a didascalia stanowią dalszy ciąg zdania ( https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/#zapis_didaskaliow ): – Śniadanie nie będzie znacznie zdrowsze – powiedział sam do siebie.
Mebel, kupiony jako używany za grosze na jakimś portalu ogłoszeniowym. Tu i ówdzie widać było, że ma już swoje lata. Parę zadrapań i w kilku miejscach odchodziła okleina.
Trochę za bardzo lubisz równoważniki zdań – one dają taki poszarpany efekt, którego uzasadnienia tutaj nie widzę. Co powiesz na: Mebel kupił używany, za grosze, na jakimś portalu ogłoszeniowym. W kilku miejscach odchodziła z niego odrapana okleina.
Liczyło się jednak to, co znajdowało się na meblu – jeden z najnowszych i najlepszych obecnie komputerów na rynku.
Im coś ważniejsze, tym więcej miejsca trzeba temu poświęcić, więc – o ile przygrywka w postaci biurka jest na miejscu – może lepiej opisać komputer?
Marek nie wykorzystywał nawet w połowie jego potencjału. Kupił go na raty, ponieważ gdy był dzieckiem, marzył o takim sprzęcie.
Trochę to przypadkowe, jakbyś dopychał kolanem informacje, byle wyrobić wierszówkę. Nic mi nie mówi o superowości tego komputera, a tylko troszeczkę o Marku (kupuje niepotrzebne, za to fajne rzeczy na raty).
ugryzł kęs parówki
… na zimno? Bleee.
Planował pisać o dalszych losach swojego ulubionego bohatera – kapitana Andersa.
A przed chwilą nic nie planował?
Pierwsze, co robił po włączeniu komputera, to sprawdzał komentarze i opinie na temat jego wcześniejszych prac.
Mało zgrabne: Jak zwykle najpierw zajrzał na forum, żeby poczytać komentarze i opinie pod swoimi tekstami.
Często pomagały mu wykreować losy postaci w następnej historii
To też bardzo dziwnie brzmi.
też i ucieszył
"I" zbędne.
Rzadko ktoś do niego pisał.
Hmm. Rzadko do niego pisano?
Wiem, że to wszystko, co piszesz to prawda i się już wydarzyło.
Wiem, że to wszystko, co piszesz, to prawda i się już wydarzyło. Hmmm. Widziałam ten film. Nie formatowałabym też wiadomości jak kwestii dialogowych. Może kursywa?
Marek pokiwał głową z niedowierzaniem i lekko się uśmiechnął.
– Chyba ktoś robi sobie ze mnie głupie żarty.
Nie musisz aż tak podkreślać, że nie uwierzył w niewiarygodną wiadomość.
Powinien zgłosić to do admina i zablokować.
A po co? Co jest takiego strasznego w tym "żarcie"? Jeśli nie wziął go na poważnie, to dlaczego chce robić hałas?
Prawie tyle samo co ja. – zauważył.
Prawie tyle samo, co ja – zauważył.
Zanim komuś to zgłoszę, coś muszę odpisać.
Dlaczego? Jeśli uznał, że to atak (na co wskazuje chęć zgłoszenia), czemu podejmuje interakcję?
Głowił się kilkanaście minut, co w takiej sytuacji odpowiedzieć.
Głowił się nad odpowiedzią przez kilkanaście minut.
Minęły już trzy godziny.
"Już" jest mylące.
Nie mógł się na niczym skupić.
To przez ból brzucha po surowych parówkach :P
Historia jego bohatera zatrzymała się w momencie, kiedy chroni się w podziemnej kryjówce i czeka na wsparcie.
Hmmmmmmmmmmmmmmm.
– Marek nie potrafił złożyć historii w spójną całość.
Dałabym to od nowej linijki, jeśli w ogóle – przecież z wypowiedzi Marka widać, że mu nie idzie.
Od tych rozmyślań nad wieloma wątkami pisarza rozbolała głowa.
Hmmm.
– Czas na kawę, może mam niskie ciśnienie. – Marek powiedział nieświadomie na głos do siebie.
Szyk didascaliów: – Czas na kawę, może mam niskie ciśnienie – powiedział Marek, nawet nie zdając sobie sprawy, że mówi głośno.
Mocno się ucieszył. Miał nadzieję, że dostał odpowiedź na forum od Neili.
Tłumaczysz to strasznie łopatologicznie – pokaż, jak się rzuca do klawiatury, albo coś.
Nie zdajesz sobie sprawy, jak ważną osobą jesteś.
Nie zdajesz sobie sprawy, jak ważny jesteś.
zmarł bohaterską śmiercią
Zginął śmiercią bohatera.
Serce zaczęło szybciej bić, zalał go zimny pot, był zdezorientowany.
Melodramat. W dodatku najsłabsze dałeś na koniec, co zawsze wygląda komicznie. Wybierz jeden szczegół i na nim się skup.
Skąd ta osoba wiedziała o potyczce na Onyksie?
Tnij: Skąd ona wie o potyczce na Onyksie?
podróżować między czasem i wymiarami
Hmm? Można podróżować między Paryżem a Wiedniem, ale między czasem i wymiarami?
Wynajęto mnie, żebym zabrała cię ze sobą na Onyks.
Wynajęto mnie, żebym cię zabrała na Onyks.
Na pewno zawsze wiedziałeś, że się różnisz od pozostałych i że jest coś więcej niż to, co wokół.
I że czeka na ciebie skarb nigeryjskiego księcia… niestety, w naszych cynicznych czasach trudno uwierzyć w coś takiego.
Jaka jest szansa, że ktoś sobie z niego nie żartuje.
Brakuje pytajnika.
Nie wiem, skąd wiesz o niepublikowanym opowiadaniu – zaczął swoją wiadomość – i możliwe, że w kilku poglądach też się z tobą zgadzam
Skąd znasz nieopublikowane opowiadanie (jeśli wspominał o tym na forum, to ludzie mogą wiedzieć, że pisze opowiadanie – nie wiedzą tylko, o czym), ale nigdzie tu nie było mowy o poglądach.
to na pewno jest jakiś żart.
Po co piszesz mi takie dziwne rzeczy?
Dla żartu – sam sobie odpowiedział.
sięgnął po kolejnego energetyka
Po kolejny energetyk (bo chodzi o napój, a nie pracownika elektrowni) i postaw kropkę na końcu zdania.
Nie będę próbowała dłużej cię przekonywać.
Szyk: Nie będę dłużej próbowała cię przekonywać.
Wejdź w niego, jeżeli chcesz poznać swoje prawdziwe przeznaczenie.
Lub nałapać wirusów… (sorry).
Pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie:
Nienaturalne.
To jest na pewno jakiś wymyślny wirus. Jak w niego wejdę, to potem będą mi się wyświetlać reklamy albo jeszcze gorzej.
Urocze, ale czy ludzie tak myślą? Dosłownie?
Z drugiej strony, komu chciałoby się w taki sposób go wysyłać?
A widziałeś, ile u nas jest spambotów?
Może jednak warto zaryzykować i w końcu coś mnie spotka ciekawego w życiu? – spytał siebie na głos.
Formatowanie dialogów: od nowej linijki i myślnika.
W jednej chwili z ekranu wydobyło się światło, które zaczęło coraz mocniej rozświetlać pomieszczenie.
Ekran rozjarzył się światłem. Kropka.
jak jego dłoń zaczyna się rozpadać na drobne cząsteczki
…? W filmie to by wyszło dobrze, ale w tekście?
Po jakimś czasie z łuny światła zaczęły się wyłaniać pierwsze kształty.
Łuna jest na horyzoncie, a Marek jest przecież nieprzytomny, więc jak coś widzi?
Marek ostrożnie spojrzał w górę i przez do połowy otwarte oczy zobaczył zielone słońce, a na horyzoncie czerwone góry.
Połóż się na podłodze, otwórz oczy "do połowy" i sprawdź, jak wygląda Twój kąt widzenia. Serio. Czasami najlepszym sposobem dowiedzenia się czegoś jest eksperyment.
Rozpoznał znajome tereny planety
Trudno rozpoznać coś nieznanego: Rozpoznał powierzchnię planety.
Stał na dużej otwartej polanie otoczonej wysokimi drzewami liściastymi.
? Stał na dużej polanie wśród wysokich drzew.
mały drewniany domek z czerwonym dachem w myśliwskim stylu
Jaki to jest "myśliwski styl" dachu?
Zawołał go skinieniem dłoni.
Może lepiej przywołał? Albo przywołała, bo z takiej odległości nawet ja, pierwszy ślepowron, rozpoznam, czy macha do mnie kobieta, czy mężczyzna.
Marek ostrożnie podszedł
Lepiej: Marek podszedł ostrożnie. Wtedy widać, że "ostrożnie" odnosi się do podchodzenia.
Była wysoka, miała dwa metry wzrostu.
Wystarczy informacja, ile miała wzrostu – wiemy, że to dużo.
Pod nosem zarysował się delikatny uśmiech.
? (Uśmiech może być łagodny, nieznaczny, ale nie "delikatny"!).
Srebrna grzywka opadała na czoło, które naznaczyła stara blizna.
Wszystko widzisz osobno i wymieniasz jak według bilansu – to niedobrze. Co powiesz na: Spod srebrnej grzywki wyglądała stara blizna.
Była ubrana w dopasowany czarny mundur i skórzane rękawice.
Ta blizna? A może: Kobieta miała na sobie…
Spojrzała w jego kierunku i powiedziała. – Dobrze cię widzieć, przyjacielu!
Już mu machała, więc pewnie patrzyła na niego. W sumie wycięłabym didascale.
Witaj kapitanie Anders!
Wołacz oddzielamy przecinkiem (to samo w następnej wypowiedzi): Witaj, kapitanie Anders!
Ciszę w pomieszczeniu przerwało pikanie aparatury medycznej.
Nie znoszę tego "przerywania ciszy", to taka klisza. Poza tym aparatura chyba po to pika, żeby było wiadomo, że jeszcze nie nastąpił zgon, więc musi pikać ciągle, a nie nagle, co sugeruje dokonany aspekt czasownika.
Promienie słońca wlały się przez małe okno, oświetlając szpitalną salę.
Czyli słońce nagle wstało? W każdym razie imiesłów nie może opisywać przyczynowości – tylko jednoczesność (a to nie to samo).
W oddali ponad blokami i całym zgiełkiem widać pałac Kultury.
Zgiełk to hałas, więc nie bardzo go widać. "Pałac Kultury" to, niestety, nazwa własna i piszemy ją dużymi literami.
Kobieta po sześćdziesiątce ze łzami w oczach stoi nad łóżkiem szpitalnym.
Dlaczego zmieniasz czas?
Wpatruje się w leżącego, nieprzytomnego mężczyznę.
Hmm.
Blada, zapadnięta twarz, nie wyraża żadnych emocji, z nosa wystają rurki podtrzymujące życie.
Nie dawaj przecinka między podmiot a orzeczenie. Te rurki brzmią troszkę SF, ale bardziej jednak patetycznie.
Czy Pani jest matką Marka?
Zaimki dużą literą tylko w listach, nie w dialogach.
Tak, nazywam się Danuta Anders.
Mhm. Czyli Marek nadał bohaterowi własne nazwisko. To… nie świadczy dobrze o zdrowiu psychicznym.
– Spytała z zatroskaną miną.
Zbędne. Z jaką miną mogła spytać? W tej sytuacji?
Jesteśmy dobrej nadziei – Spokojnie i powoli jej odpowiedział.
Jesteśmy dobrej myśli – odpowiedział jej spokojnie.
Czy wiadomo, czemu wystąpił u niego zawał?
Nienaturalna wypowiedź. Czy wiadomo, co się stało? Czy wiadomo, skąd ten zawał? Jak to możliwe, że dostał zawału? Jest mnóstwo możliwości.
Miało na to wpływ wiele czynników, ale przypuszczamy, że nadużycie napojów energetycznych było główną przyczyną. Na naszym oddziale ląduję mnóstwo pacjentów z tego powodu. – Skończył mówić i w tym momencie zadzwonił jego telefon. – Przepraszam, ale muszę iść– Kiwnął głową i wyszedł z pokoju.
Miało na to wpływ wiele czynników, ale główną przyczyną było prawdopodobnie nadużycie napojów energetycznych. Mnóstwo pacjentów ląduje przez nie na oddziale. – Nagle zadzwonił jego telefon.
– Przepraszam, ale muszę iść.
Kiwnął głową i wyszedł z pokoju.
Kobieta ze smutkiem pokiwała tylko głową i spojrzała na swojego syna, mówiąc – Co ty synku nawyprawiałeś?
Kobieta ze smutkiem spojrzała na syna. – Co ty, synku, nawyprawiałeś?

No, niewiele tu się stało. Nie pokazałeś, dlaczego Marek nie lubi świata, przed czym ucieka ani dokąd. W sumie niczego. Nie wiem, czy mam mu współczuć, czy uznać, że spotkała go zasłużona kara. Pomysł nie jest specjalnie oryginalny, więc to wykonanie decyduje o odbiorze tekstu, a wykonanie jest niestaranne pod każdym względem, od psychologii, przez opis, aż po interpunkcję.
Próbuj dalej.
Ktoś podpowie, czy warto wcześniej wrzucić nowe opowiadanie na betalistę?
Po to jest.
ważne – aby samemu umieć błędy dostrzec i poprawić. :)
Tak. A dzięki betom można się tego sprawniej nauczyć.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.