INFORMACJA
ZAKOPANIE
JASKINIA
INFORMACJA
ZAKOPANIE
JASKINIA
Niewielkie miasteczko Pokrzywowo leżało na skraju malowniczej, pełnej pięknych miejsc krainy o nazwie Gurlandia. Na wschód, przecinając na zmianę inne miasta i niezamieszkane przez ludzi tereny, gdzie żyło mnóstwo różnorodnych zwierząt takich jak jelenie, słonie, bizony, żyrafy a także jeszcze nienazwane rzadkie okazy ciągnęła się, aż do stolicy brukowana, główna droga. Natomiast na zachodzie znajdowały się dziewicze, niezbadane lasy pełne jaskiń. Od bardzo dawna nikt tam się nie zapuszczał, robili to jedynie myśliwi. Wiele osób, które wyruszyły zbyt daleko, przepadło bez śladu.
&&&
Dzisiejsza noc dla wszystkich mieszkańców Pokrzywowa była niezwykła. Świętowano bardzo okrągły jubileusz. Kończył się rok 300 000. Z tego powodu jak nigdy wcześniej, tańczono, śpiewano, radowano się, a także puszczano wspaniałe fajerwerki, o które sołtys bardzo się postarał, jadąc po nie do innego daleko położonego miasta.
Zorganizowano przeróżne atrakcje na rynku. Bawiono się do świtu, a potem wszyscy zmęczeni powoli rozproszyli się, wracając do swoich chat.
&&&
Marta
Marta miała dziewiętnaście lat, mogła więc już pić alkohol. Niestety jak wielu innych imprezowiczów tej niezwykłej nocy, przesadziła. Jej rodzice byli dość surowi i mimo tak wielkiego zdarzenia, które mogło ją usprawiedliwić wiedziała, że jej się dostanie. Poszła więc spać na strych by tam wytrzeźwieć.
Wspięła się po drabinie, zamykając za sobą klapę. Miała zamiar od razu położyć się na sienniku i zasnąć. Jednak coś rozjaśniało mrok strychu. Źródło światła znajdowało się w rogu pomieszczenia.
Podeszła by się lepiej przyjrzeć. Stała tam średniej wielkości skrzynia, a spod wieka sączyło się światło. Otwarła skrzynię, która okazała się nie być zamknięta na klucz. Wśród rupieci wybrała rulon, który był źródłem światła. Rozwinęła go.
– Cóż to takiego jest? – pomyślała podekscytowana.
Rulon okazał się być mapą. Rozpoznała charakterystyczny zepsuty płot, za który nikt nie chodził. Zaznaczone było jak iść, by znaleźć się przy wejściu do jaskini z dwoma wielkimi dębami.
– Jak wytrzeźwieje pójdę odszukać skarb – pomyślała i zwaliła się na łóżko.
Rafał i koledzy
Rafał dodatkowo miał dzisiaj urodziny. Rozpalił więc ognisko w pobliżu swojej chaty i bawił się z kolegami. Jedli pieczone kiełbaski i ziemniaki no i oczywiście pili alkohol. Około drugiej nad ranem Mirek kolega Rafała zauważył dziwne zjawisko; z dziupli pobliskiego drzewa wydostawało się jasne światło.
– Co to może być? – mężczyźni pytali się nawzajem.
Rafał wstał i powiedział:
– Idę po drabinę i zobaczymy.
Chwilę później wchodził już po szczeblach. Zatrzymał się w miejscu, gdzie mógł sięgnąć dziupli. Włożył rękę i wyciągnął świecące zawiniątko. Gdy był z powrotem przy ognisku rozwinął je i oczom wszystkich ukazała się mapa.
Zdali sobie sprawę, że mapa dotyczy niedalekiej okolicy.
– Pójdziecie ze mną odnaleźć skarb? – spytał kompanów.
– Najpierw musimy wytrzeźwieć – odparł Przemek.
– Ma się rozumieć.
Lekarz Paweł i jego małżonka.
Paweł był lekarzem i zarabiał znacznie więcej niż wykonawcy prostszych zawodów. Dlatego miał dużą posesję z niewielkim sztucznym jeziorkiem, które systematycznie odrobaczał, by można było się w nim przyjemnie kąpać.
W jubileuszową noc, razem ze swoją młodą małżonką kąpali się nago, przy świetle księżyca i fajerwerkach strzelających w niebo.
W pewnym momencie pod wodą coś się zaświeciło. Oboje w tym samym momencie to zauważyli.
– Co to takiego? – spytała żona Pawła.
– Zaraz się przekonamy. – odparł lekarz, nabrał powietrza i zanurkował.
Kilkanaście sekund później wynurzył się trzymając w dłoni gumowy worek, zalepiony woskiem. Wyszli na brzeg oboje bardzo zaciekawieni, następnie Paweł otworzył worek. Ich oczom ukazał się rulon. Rozwinął go. Jego małżonka pierwsza zrozumiała co mają przed sobą.
– To mapa! – krzyknęła – pewnie jakiegoś skarbu.
– Co za miła niespodzianka – Paweł był również uradowany – Jutro skoro świt wybieramy się po skarb.
&&&
Demoniczna bestia zbudziła się. Minęło bardzo dużo czasu od kiedy zasnęła. Jej potomstwo dawno wymarło podczas, gdy ona odpoczywała. Potwór potrzebował mięsa i świeżej ludzkiej krwi, żeby dojść do pełni sił, a także by spłodzić nowe dzieci.
Jego myśli powędrowały poza ziemski wymiar i wydały rozkazy pomniejszym bogom, którzy tak jak śmiertelne istoty bali się go. Bóg przemijania zatrzymał czas, a bóg materii stworzył przedmioty mające zwabić ludzi do jaskini gdzie znajdował się potwór. To był stary, wypróbowany sposób. Mapa skarbu. To przyciągało ludzi.
Gdy czas ruszył ponownie, wystarczyło już tylko czekać.
&&&
Marta obudziła się ze strasznym kacem. Spojrzała na zegarek, była piętnasta dwadzieścia cztery. Opuściła strych po drabinie i ruszyła do kuchni. Nikogo tam nie było. Okazało się, że jej rodzice zabalowali jeszcze mocniej niż ona i nadal spali.
Męczyło ją coś. Jakby o czymś zapomniała. Usiadła na krześle i zaczęła się zastanawiać. Wreszcie udało jej się, przypomniała sobie o mapie skarbu w skrzyni.
– Zrobię to teraz – pomyślała – pójdę po skarb.
Następnie rozradowana wróciła na strych i zabrała mapę. Potem opuściła dom.
Niespiesznie dotarła do zepsutego płotu, wyraźnie zaznaczonego na mapie, który był całkiem niedaleko jej domu. Wspięła się i przeszła na drugą stronę. Czarna kreska prowadziła ją dalej do niewielkiego pagórka, za którym skręciła w prawo, potem weszła w las. Moment po tym jak zobaczyła dwa duże dęby, między którymi miało być wejście do jaskini ze skarbem, zauważyła jakichś ludzi. Gdy podeszła ujrzała swoich sąsiadów; lekarza Pawła z małżonką, a także Rafała i kilka nieznanych jej mężczyzn. Siłowali się by przesunąć duży biały kamień blokujący wejście do groty.
– Co wy tutaj robicie? – spytała choć już zaczynała się domyślać.
– Przyszliśmy na grzyby – pierwszy odezwał się jeden z kolegów Rafała, który nie był specjalnie rozgarnięty.
– Bez ściemy, na pewno przyszliście po skarb.
– Też znalazłaś mapę? – spytał Rafał
– Tak.
– To choć nam pomóż, wszyscy podzielimy się łupem. Oczywiście jeśli będzie można go podzielić.
– Dobrze – odparła i wszyscy naparli na kamień.
Po chwili wysiłku zauważyli pęknięcia na jego powierzchni. Pajęczyna pęknięć rozprzestrzeniła się we wszystkie strony. I nagle wszyscy zrozumieli, że to wcale nie jest kamień, tylko gigantyczne jajo, którego skorupa w następnym momencie rozpadła się. Rozlała się gęsta, żółta maź i na zewnątrz wydostały się dziesiątki przypominających jaszczurki gadów. Posiadały one na grzbiecie liczne gałki oczne, poruszające się w różnych kierunkach niezależnie od siebie. Zwierzęta prędko rozproszyły się, każde w inną stronę.
Ubrudzeni żółtą breją poszukiwacze skarbu byli w niemałym szoku. Pierwszy otrząsnął się jeden z kolegów Rafała Darek. Powiedział:
– Chodźcie do jaskini po skarb! Później zastanowimy się co to takiego było.
Kilka osób mu przytaknęło i wszyscy weszli do groty. Najpierw jednak Paweł i jego małżonka zapalili pochodnie, którą rozważnie zabrali ze sobą.
&&&
Wąskie na jakieś półtora metra wejście po chwili zaczęło zniżać się w dół i rozszerzać. Gdy wszyscy przeszli kilkanaście metrów w głąb, zalegającą ciszę przerwało skrzypienie dochodzące z tyłu.
Spojrzeli za siebie i okazało się, że to opada krata uniemożliwiająca wyjście na zewnątrz. Wrócili prędko biegiem, ale było już za późno. Krata, którą pokrywała rdza i mech była z bardzo grubych żelaznych prętów niemożliwa do sforsowania gołymi rękami.
Poszukiwacze skarbu zaczęli wymieniać ze sobą zlęknione i zszokowane spojrzenia aż wreszcie pierwsza odezwała się Marta:
– Tędy już nie wyjdziemy. Znajdźmy skarb i poszukajmy jakiegoś innego wyjścia.
– W takiej sytuacji zależy ci jeszcze na skarbie? – spytał kpiąco kolega Rafała Maciek.
– Ma rację – Paweł przyznał słuszność Maćkowi – Ten skarb miał nas tu tylko zwabić.
– Nie ma sensu strzępić języka, musimy znaleźć wyjście. – trzymająca pochodnie małżonka Pawła ruszyła w głąb jaskini. Pozostali z mniejszą lub większą werwą za nią podążyli.
&&&
Bestia dokładnie wiedziała, w którym momencie ludzie weszli do jaskini. Wyklute z jaja gady tak naprawdę były częścią jej organizmu i od momentu swych narodzin niczym kamery przekazywały jej wszystko co same widziały. Były jej dodatkowymi oczami.
W odpowiednim momencie jedną ze swoich macek naparła na mechanizm który zsunął kratę. Potem pełznącym ruchem zadowolona ruszyła im na spotkanie. Jaskinia nie miała drugiego wyjścia, ale jej korytarze tworzyły rozległą, połączoną sieć. Ludzie rozproszyli się po nich próbując się wydostać. Wszyscy ujrzeli bestię niemal jednocześnie miała ona bowiem zdolność przebywania w kilku miejscach jednocześnie. Była nieprawdopodobnie szkaradna i niepodobna do żadnych zwierząt, które kiedykolwiek widzieli. Nie miała nóg i poruszała się jak wąż ciągnąc za sobą ogon. Tułów przypominał szkielet, czarna skóra ciasno opinała dziesiątki żeber. Na wysokości półtora metra znajdowały się setki macek. Macki te były rozciągliwe, jedne większe inne mniejsze. Gdy się rozwierały ukazywały wilgotne wnętrza pełne ząbków i żyłek o białej i szarej barwie. Na samej górze znajdowała się głowa. Wydawałoby się zawieszona w powietrzu, jednak gdyby się bardziej przypatrzeć z resztą ciała łączyły ją tysiące cienkich szarych nitek. W bardzo dużych oczodołach miała trzy niewielkie źrenice o żółtej, czerwonej i granatowej barwie, które wirowały niczym wiatrak. Na głowie natomiast pulsowało kilka rozmieszczonych nierównomiernie, zielono-czerwonych strupów.
Potwór czuł wielki głód, dlatego jego macki, które teraz trysnęły żrącą wydzieliną mającą rozpuścić ubranie, skórę i kości zaczęły zamykać się na ciałach ludzi. Uważał by nie uszkodzić mózgu i rdzenia kręgowego. Na ich bazie powstać miało jego nowe potomstwo.
Gdy wszyscy zostali pożarci potwór poukładał w półtorametrowych odstępach to co z nich zostało, były to głowy z kręgosłupem. Następnie zaczął skomplikowaną czynność składania jaj. Z dolnej części ciała otwarła się fioletowo-czerwona pochwa, a z niej z kolei zaczęła sączyć się pomarańczowa bardzo lepka maź skierowana na kręgosłup i zawierającą mózg głowę. Dzięki temu utworzył się bąbel, który je pochłonął. Gdy ten proces się zakończył, znad pochwy wysunął się twardy zrogowaciały szpikulec wokoło którego owinięte było coś przypominające jelito. Bestia jedną macką zaczęła je odwijać. Narząd ten ostatecznie miał mniej więcej metr. Od jego początku w organizmie potwora zaczęło przemieszczać się zgrubienie. Z każdym centymetrem większe. W końcu opuściło ono organizm „matki” jako podłużne żyjątko z dwoma parami małych rączek i parą nóżek. Zanurzyło ono się w bąbel, który momentalnie zaczął twardnieć tworząc jajo.
Wszystko trwało dobre kilka godzin. Bestia, gdy skończyła odeszła kilka metrów od swojego dzieła i zadowolona zamknęła oczy. Nadszedł czas na chwilę odpoczynku.
&&&
Minęły cztery dni od kiedy dziewięć osób zniknęło niczym kamień w wodę. Ich rodzina i przyjaciele bardzo się martwili. Nie mieli pojęcia co mogło się z nimi stać. Wtedy Pokrzywowo pochłonęła gęsta mgła przesuwająca się bardzo powoli na wschód.
Tydzień później do najbliższego miasta przybyły grupki przerażonych ludzi opowiadające o okropnych bestiach wyłaniających się z mgły. Kilku zachowywało się jakby stracili zmysły. Bełkotali coś o potworze straszniejszym niż samo piekło.
Powiedziałabym, że opowiadanie trochę sprawia wrażenie napisanego na szybko. Na pewno przydałaby się solidna beta, bo jest trochę błędów do poprawy – na pewno przecinki (zarówno brakujące, jak i nadprogramowe), powtórzenia, dialogi są mało przekonujące, miejscami też trochę niezręcznie formułujesz zdania.
Fabuła nieszczególnie mnie porwała. Stosunkowo dużą część tekstu poświęcasz na opis święta, które raczej bezpośrednio nie rzutuje na rozwój fabuły, oraz na odnalezienie map. Za to cała "wyprawa po skarb" jest niestety opisana dosyć po łebkach i w moim odczuciu opowiadanie na tym cierpi.
Generalnie jest sporo rzeczy do poprawy. Mimo wszystko pomysł jest ciekawy i wydaje mi się, że po doszlifowaniu mogłoby to zagrać :)
Mimo wszystko nie zrażaj się i pracuj nad warsztatem ;) A ja życzę powodzenia!
Melduję, że przeczytałam.
Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,
ślad swój zostawiłam,
uważnie przeczytałam,
za udział podziękowałam;
bruce :)
NaNa
Fabuła nieszczególnie mnie porwała
Wiesz czytam teraz powieść sensacyjną “Ocean chciwości” i faktycznie tam jest mnóstwo akcji. Dlatego zgadzam się, że mogło być nudnawo. Powiem ci, że ja nigdy nie potrafię określić co pisać by było ciekawie, z uwagi na to przecież jakiś wstęp, prolog czy coś by nakreślić sytuację w której dzieje się akcja. To jedna z moich bolączek. Jeśli ktoś to teraz czyta a, że tak powiem jest w temacie i ma coś w tej sprawie do powiedzenia byłbym bardzo wdzięczny!!
Bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz!!!
śniąca
bardzo dziękuję!!!
bruce
również bardzo dziękuję!!!
kocham was wszystkich,,
Przeczytane.
Powodzenia w konkursie ;)
Mam wrażenie, że nie zostało użyte zakopanie. Prosiłabym o zwrócenie uwagi i ewentualne poprawienie.


Hej, dawidiq150? :) Opowiadanie o mrocznym bóstwie zjadającym mieszkańców Pokrzywowa, jak zawsze ( o ile dobrze odgadłem autora) ma potencjał, ale chyba zabrakło rozwinięcia wątków i ostatecznie dostaliśmy streszczenie. A szkoda bo zostało dużo znaków w zapasie :). Pozdrawiam :)
Hej Bardjaskier :)))
Ja chyba i tak zostanę zdyskwalifikowany bo trochę oszukałem.
Dzięki! Super mi się ostatnio pisze bo zauważyłem, że każdy pomysł lepiej niż kiedyś potrafię “przelać na papier”.
Pozdrawiam również!!! :D
Hej!
jeszcze nienazwane rzadkie okazy ciągnęła się, aż
Przecinek po „okazy”.
Brakuje też przecinków w innych miejscach. Ale nie robię bety, więc zachęcam do przejrzenia opowiadania.
Wstęp jest trochę jak historia dla dzieci, co nie jest samo w sobie złe, jeśli miało być dla dzieci. Językowo czuć niezgrabność, np. przy wymienianiu zwierząt czy w informacji, że sołtys jechał do innego miasta po fajerwerki, czy podaniu wieku Marty, która może pić alkohol.
Wstęp i chęć szukania skarbu przez ludzi – wszystko jest takie infantylne. Nie wciąga.
Ale za to pomysł na bestię, która zwabia ludzi skarbem – to ma potencjał, tylko brakuje logiki w umieszczaniu i produkcji map. XD
Wiadomo, kto to napisał, bo styl przebija, stąd pozwoliłam sobie na komentarz już od razu. :)
Pozdrawiam,
Ananke
Cześć Ananke !!!
Bardzo mi jest przyjemnie, że wszyscy mnie tu rozpoznają :))) I dziękuję za miłe słowa.
Pozdrawiam Cię fajna dziewczyno :D
Autorze, masz dużą nieskrępowaną wyobraźnię. Wymyśliłeś fajnego potwora.
W opowiadaniu jest dużo opisów i informacji, które niczego nie wnoszą. Jakie znaczenie dla historii ma lista zwierząt, które zamieszkują okolicę, albo że Paweł z żoną lubią się nago kąpać w odrobaczonym jeziorze? A swoją drogą, czemu żona Pawła nie ma imienia?
Pozdrawiam!
Cześć AP
Ogromnie dziękuję!!
Przypomniała mi się “Stara baśń” tam przeczytałem 100 stron a fabuła prawie w ogóle nie poszła do przodu :))
Ale ja wiem, że to nie to samo… Nie mam wyczucia jakie informacje pisać jakich nie.
Autorze, masz dużą nieskrępowaną wyobraźnię. Wymyśliłeś fajnego potwora.
Urosły mi skrzydła.
Nie mam wyczucia jakie informacje pisać jakich nie.
Ja właściwie nie podchodzę tak bardzo krytycznie do niektórych informacji, które podajesz. Na przykład domyślam się, że piszesz o tych zwierzętach, by dać obraz idyllicznego świata, a potem te wywołane wrażenie konfrontujesz z faktem, że gdzieś tam czai się potwór. I taki zabieg rozumiem. Chodzi mi o to, żeby wszystko lepiej się kleiło. Sam nie wiem, co radzić. Piszę po prostu o swoich odczuciach.
Urosły mi skrzydła.
Miło mi.
Od bardzo dawna nikt tam się nie zapuszczał, robili to jedynie myśliwi.
Skoro myśliwi się tam zapuszczali, to nie nikt.
– Cóż to takiego jest? – pomyślała podekscytowana.
Tu myśl zapisana jak dialog, wydaje mi się, że zapis powinien być rozróżniony.
Zaznaczone było jak iść, by znaleźć się przy wejściu do jaskini z dwoma wielkimi dębami.
Brzmi to, jakby była to jaskinia z dwoma dębami w środku, co raczej nie jest możliwe w Polsce.
– Co za miła niespodzianka – Paweł był również uradowany – Jutro skoro świt wybieramy się po skarb.
Nie brzmi to dobrze. Czy dorosły, inteligentny facet będąc światkiem tak dziwnego zjawiska zachowywałby się jak dziecko? Przydałoby się jakieś zdziwienie, podejrzliwość.
Wąskie na jakieś półtora metra wejście po chwili zaczęło zniżać się w dół i rozszerzać.
Zniżać w dół – pleonazm. Wydaje mi się też, że wejście do jaskinie to właśnie wejście, a po zagłębieniu się w jaskinię wejście zostawiamy za sobą, więc nie mogło się zniżać i rozszerzać.
Pomysł na potwora ok, ale kompozycję opowiadania bym przebudował. Zwłaszcza ten długi fragment, gdzie szczegółowo opisujesz potwora – mocno kontrastuje z dość szybkim początkiem. Zachowanie bohaterów mocno naiwne.
Mimo zastrzeżeń, powodzenia w konkursie.
Cześć zygfryd89 !!
Dzięki za poświęcony mi czas!
Pisząc miałem faktycznie wątpliwości czy ta (umowna) pierwsza cześć tekstu jest dobra. Może trzeba było się bardziej przyłożyć. Ale wątpliwości to nie pewność.
A powiedz mi, czy ten pomysł na szczegółowe opisy potwora a potem jak składał jaja itp. czy tu idę dobrą drogą?
Pozdro!!!
Zgadzam się z przedpiścami – na początku podajesz mnóstwo informacji, które nie są do niczego potrzebne. Acz opis potwora i składania jaj mi się podobał – to coś, czego czytelnik nie wie, więc może go zaciekawić. Bo wiek, od którego można legalnie pić alkohol, to żadna ciekawostka.
Skoro się kąpali w stawie w sylwestra, to albo klimat się bardzo zmienił, albo nowy rok obchodzi się kiedy indziej.
Reakcja lekarza na mapę dziwna, bo dziecinna. Powinien się chwilę zastanowić, a nie podjarać się jak harcerzyk na podchodach.
sołtys bardzo się postarał, jadąc po nie do innego daleko położonego miasta.
Zorganizowano przeróżne atrakcje na rynku.
IMO, albo sołtys (wieś), albo rynek (miasto/miasteczko).
Hej Finkla
Dziękuję!!! Bardzo cenne dla mnie uwagi. I te pozytywne i negatywne. A z tym Sylwestrem to albo mi umknęło albo postanowiłem, że w tym świecie Sylwester będzie w ciepłej porze. W tej chwili nie pamiętam.
&&&
Moja droga chciałbym ci złożyć życzenia urodzinowe bo chyba będziesz niedługo obchodzić :)))
Jeszcze trochę – wiem że to Cię zainteresuje: jestem strzelcem. Ale dziękuję. :-)
Cześć,
Do uwag które pojawiły się we wcześniejszych komentarzach dodam tylko jedną, która jednocześnie może być podpowiedzią, jak trochę zwiększyć napięcie w opowiadaniu.
Tak, jak jest teraz, nie ma szans na zaskoczenie, bo zaraz po rozbudowanej prezentacji bohaterów wyjaśniasz, co bestia zamierza zrobić i odkrywasz, że mapa skarbów, jest tylko przynętą.
Gdyby tego fragmentu nie było, czytelnik mógłby dłużej wierzyć, że pokrzywowianie (pokrzywowiacy?) naprawdę szukają skarbów.
Ogólnie pomysł mi się podoba ale tak, jak napisał Bard, może warto wykorzystać cały limit znaków :)
Hej czeke !!!!
Bardzo dziękuję za przeczytanie , komentarz i radę.
To, że pomysł się podobał to cieszy mnie bardzo, bardzo!!! Bo wszystko inne można wypracować. Np. warsztat. Nie chciał bym, żeby było na odwrót :))))
pozdrawiam!!!
Choć „Jubileusz” spełnia warunki konkursu, a Anonim popisał się wyobraźnią, dla mnie opowiadanie okazało się raczej mało interesujące.
Wykonanie, delikatnie mówiąc, pozostawia bardzo wiele do życzenia.
regulatorzy trochę mi smutno :(
Ale bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłaś.
Ale widzę, że jesteś szczera i to jest dla mnie ważne. Jakbyśmy tu nie byli szczerzy to portal nie miałby sensu istnienia.
regulatorzy trochę mi smutno :(
Anonimie, mnie też smutno, że przeczytałam nie najlepiej napisane opowiadanie. :(
Ale bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłaś.
Nie wiem, komu sprawiłam przyjemność, bo nie rozszyfrowuję Anonimów, ale czytam wszystkie opowiadania konkursowe.
Anonimie, przede wszystkim brawa za pomysł! Jest oryginalny! Przynajmniej dla mnie. Nie ma happy endu, co czyni opowiadanie mrocznym.
Tekst jest bardzo niejednorodny. Czasem drobiazgowo opisuje, czasem streszcza.
Te części wprowadzające można by skrócić, bo choć ciekawe jest pokazanie, jak różne postacie odnajdują mapy, to można to było pokazać bez tych wszystkich szczegółów. Część wyjaśniającą zamiary bestii przesunęłabym nieco dalej, za moment, kiedy wszyscy wchodzą do jaskini – wtedy napięcie byłoby wyraźniejsze i mocniejsze. Brakuje rozbudowania napięcia w jaskini – pokazania strachu bohaterów, zmagań. Tak, żeby czytelnik bardziej się z nimi utożsamiał i przeżywał. Opis bestii całkiem dobry.
Językowo nieco do poprawy, ale według mnie ważniejsze jest tu poprawienie samej fabuły.
Tak jak już pisałam, pomysł jest dobry i myślę, że Twoja wyobraźnia, Anonimie, pracuje na całego.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Witam JolkaK !!!!
Bardzo ci dziękuję. Bez takich uwag nie można by się rozwijać. Dlatego jestem bardzo wdzięczny.
Jeśli chodzi o wyobraźnię to cieszę się, że ją mam. Wiesz ja zawsze byłem trochę dziwny. Pani wychowawczyni powiedziała mi, że jestem cynicznym dzieckiem. Ja rozumiem, że chciała tylko podnieść mój wizerunek, choć wyglądało to może na zwykłą naganę. Chyba nauczyciele tak robią. :)
Natomiast moją można by pomyśleć wadą była częsta nadinterpretacja, z czego śmiał się mój tata razem z bratem. A tu się okazało, że to jest dobre a nie złe.
Może to się wydać dziwne, że to piszę ale od tego opowiadania myślę, że zrobiłem duży postęp. Teraz piszę na następny konkurs. I zdaje mi się będzie lepiej.
A pomyśleć, że (dokładnie pamiętam) był taki czas, że myślałem sobie "szkoda, że nie potrafię przelać na papier każdego mojego pomysłu?" I pisałem potem poprawiałem i wszystko wydawało mi się sory za wyrażenie do dupy.
Tak więc pozdrawiam serdecznie :))
bruce
również bardzo dziękuję!!!

Jeszcze chciałem coś dopisać :)
Twoje imię jest bliskie mojemu sercu. Mam taką anegdotę którą opowiadam tak naprawdę wyłącznie zaufanym osobom.
Miałem taką koleżankę z szachów i raz będąc w Krakowie poszedłem się modlić przed Święty obraz Maryi. Podobno ona wszystkich próśb słucha, i ja o tym wiedziałem. Zacząłem prosić by została moją żoną :))))))
Mam nadzieję, że ona tego nie przeczyta!!!
PS.
Kto wie, to może się jeszcze spełnić bo ona teraz ma dziecko ale jest sama.
Moje uszanowanie!
Faktycznie, opis święta na początku ( a także w samym tytule ) jest dość problematyczny, gdyż zdaje się nie mieć istotnego miejsca w fabule. Mogłeś to wszystko jakoś jeszcze spiąć klamrami dodatkowych wątków związanych z jubileuszem, lub zgoła odwołać się do niego w finale. Na przykład opisać, że nowe monstra potrzebowały rok na przepoczwarzenie, i zaatakowały dopiero w następne święto. Zapowiadało się nieźle, zwłaszcza wprowadzenie i powtarzanie tego “pójdę po skarb” w różnych formach bardzo mi się spodobało. Miało taki wydźwięk uniwersalny, podkreślało żyłkę odkrywcy leżącą w gatunku ludzkim, niezależnie od płci, stanu, i wieku jego przedstawicieli.
Największą zaletą opowiadanie jest koncept skarbu (i map) jako pułapki zastawionej przez głodną bestię. Bardzo oryginalne i mroczne, naprawdę świetny pomysł!
Opis świata, choć bardzo skromny, miałby potencjał, gdybyś poświęcił mu nieco więcej czasu i też jakoś bardziej sprzęgnął go z samą historią. A propos czasu – przychylę się do zdania przedmówców, iż końcówka trochę zawodzi. Wypada, jakby była pisana na prędce. Moim zdaniem do poprawy, bo sam zamysł z bestią powoduje, iż tekst ten naprawdę zasługuje na doszlifowanie.
Pozdrawiam!
Hej,
Wątpliwości co do autora nie ma! Trochę to zagmatwane, zgadzam się z poprzednikami. Dużo rzeczy opisanych na początku nie jest kontynuowana dalej. Sam pomysł ciekawy, potwór też. Szkoda, że nie wykorzystałeś limitu znaków, żeby historia była pełniejsza.
Powodzenia w konkursie!
Miałem taką koleżankę z szachów i raz będąc w Krakowie poszedłem się modlić przed Święty obraz Maryi. Podobno ona wszystkich próśb słucha, i ja o tym wiedziałem. Zacząłem prosić by została moją żoną :))))))
I w tym również powodzenia, jeśli tego właśnie pragniesz.
Pozdrawiam serdecznie!
Ja tylko tak na marginesie…
Podobno ona wszystkich próśb słucha, i ja o tym wiedziałem.
Bóg odpowiada na wszystkie modlitwy. Czasami odpowiedź brzmi “nie”. 
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Hej ho!
Pomysł z uśpioną pradawną bestią i mapą skarbu jako przynętą jest bardzo ciekawy! Szkoda tylko, że podałeś go nam na tacy. Gdybyś zostawił go jako fajny twist na koniec, opowiadanie dużo by na tym zyskało. A tak dość szybko domyślamy się, co będzie dalej.
Za klimat duży plus! Z pewnością trafia w gust miłośników horroru.
Pozdrawiam! :)
Hej Marszawa !!!
Bardzo dziękuję!
No cóż nie mam jeszcze dużej wprawy w dobrym pisaniu :) Mimo, że tyle napisałem już opowiadań. Biorę radę do serca.
Serdecznie pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt!!!
PS.
Jeszcze raz dziękuję za poświęcony mi czas :)
Niezmiennie jestem pod wrażeniem Twojej pomysłowości, Dawidzie.
Cześć Anet !!!!!!!!!!
Bardzo mi miło, że masz takie odczucia. Przeczytałem sobie teraz moje opko i faktycznie nie jest wolne od błędów i rzeczy które można było lepiej napisać. Ale niektóre wątki nie są złe :)))
Twój post jest dla mnie jak prezent pod choinkę. Bardzo się cieszę i ci dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego co najlepsze i czego tylko chcesz i pragniesz!
PS.
Ostatnio mam doła bo bardzo dużo się modlę a Bóg jakby nie słyszy moich modlitw. Nie byłbym jednak sobą gdybym się poddał.
Masz naprawdę ciekawe pomysły, a nad warsztatem zawsze warto pracować.
Ja też Cię pozdrawiam i życzę Ci spełnienia marzeń.
Wiem, że jesteś osobą wierzącą, więc napiszę Ci tak: Bóg to nie dżin w butelce, który spełnia wszystkie życzenia. Może po prostu nie dostrzegasz drogi, którą Cię prowadzi?
Zdrowia, spokoju, wszystkiego dobrego :)
Bóg to nie dżin w butelce, który spełnia wszystkie życzenia. Może po prostu nie dostrzegasz drogi, którą Cię prowadzi?
Otóż to właśnie. Zdrowych i wesołych! 
Wyniki podane, więc mogę zamieścić opinię:
Komentarz tuż po przeczytaniu:
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie. :)
Bardzo oryginalny pomysł na fantastykę, której jest sporo, szczególnie przy szczegółowym opisie wyglądu i działań niezwykłego potwora. :)
Mam pewien dylemat ze słowem: „zakopanie”– co właściwie zostało zakopane?
Dość dużo uwagi jet poświęcone balowaniu bohaterów i piciu, nieco mniej – samym mapom, ich wyglądowi i elementom. :)
Kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):
Świętowano bardzo okrągły jubileusz. – nieco dziwnie to brzmi?
Kończył się rok 300 000. – słownie?
Jej rodzice byli dość surowi i mimo tak wielkiego zdarzenia, które mogło ją usprawiedliwić wiedziała, że jej się dostanie. – powtórzenie?
Poszła więc spać na strych (przecinek?) by tam wytrzeźwieć.
Podeszła (przecinek?) by się lepiej przyjrzeć.
– Cóż to takiego jest? – pomyślała podekscytowana. – błędny zapis myśli (dalej także)?
Zaznaczone było (przecinek?) jak iść, by znaleźć się przy wejściu do jaskini z dwoma wielkimi dębami.
– Jak wytrzeźwieje (przecinek?) pójdę odszukać skarb – pomyślała i zwaliła się na łóżko.– literówka?
Jedli pieczone kiełbaski i ziemniaki (przecinek?) no i oczywiście pili alkohol.
Około drugiej nad ranem Mirek (nawias albo przecinek lub myślnik?) kolega Rafała (i tu?) zauważył dziwne zjawisko; (dwukropek albo myślnik zamiast średnika?) z dziupli pobliskiego drzewa wydostawało się jasne światło.
Gdy był z powrotem przy ognisku (przecinek?) rozwinął je i oczom wszystkich ukazała się mapa.
Lekarz Paweł i jego małżonka. – niepotrzebna kropka? – wcześniej je nie ma
Dlatego miał dużą posesję z niewielkim sztucznym jeziorkiem, które systematycznie odrobaczał, by można było się w nim przyjemnie kąpać. (pojęcie moim zdanie użyte nieprawidłowo, bo sjp podaje: „uwalnianie organizmu od pasożytów przy użyciu odpowiednich środków; dehelmintyzacja”)
W jubileuszową noc, razem ze swoją młodą małżonką kąpali się nago, przy świetle księżyca i fajerwerkach strzelających w niebo.
– Zaraz się przekonamy. – odparł lekarz, nabrał powietrza i zanurkował. – błędny zapis dialogu(dalej także)?
Jego małżonka pierwsza zrozumiała (przecinek?) co mają przed sobą.
Jej potomstwo dawno wymarło podczas, (ten przecinek o wyraz wcześniej?) gdy ona odpoczywała.
Potwór potrzebował mięsa i świeżej ludzkiej krwi, żeby dojść do pełni sił, a także (przecinek?) by spłodzić nowe dzieci.
Bóg przemijania zatrzymał czas, a bóg materii stworzył przedmioty mające zwabić ludzi do jaskini (przecinek?) gdzie znajdował się potwór.
Gdy podeszła ujrzała swoich sąsiadów; lekarza Pawła z małżonką, a także Rafała i kilka nieznanych jej mężczyzn. – rodzaj męski?
Siłowali się (przecinek?) by przesunąć duży (i tu?) biały kamień blokujący wejście do groty.
– Co wy tutaj robicie? – spytała (i tu?) choć już zaczynała się domyślać.
– Też znalazłaś mapę? – spytał Rafał – brak kropki?
– To choć nam pomóż, wszyscy podzielimy się łupem. – ortograficzny?
Oczywiście (przecinek?) jeśli będzie można go podzielić. – powtórzenie?
Pierwszy otrząsnął się jeden z kolegów Rafała (przecinek lub myślnik?) Darek.
Później zastanowimy się (przecinek?) co to takiego było.
Najpierw jednak Paweł i jego małżonka zapalili pochodnie, którą rozważnie zabrali ze sobą. – literówka?
Wąskie na jakieś półtora metra wejście po chwili zaczęło zniżać się w dół i rozszerzać. – logiczny?
Krata, którą pokrywała rdza i mech (przecinek?) była z bardzo grubych (i tu?) żelaznych prętów (i tu?) niemożliwa do sforsowania gołymi rękami.
– W takiej sytuacji zależy ci jeszcze na skarbie? – spytał kpiąco kolega Rafała (i tu?) Maciek.
– Nie ma sensu strzępić języka, musimy znaleźć wyjście. – trzymająca pochodnie małżonka Pawła ruszyła w głąb jaskini. – literówka i błędny zapis dialogu?
Wyklute z jaja gady tak naprawdę były częścią jej organizmu i od momentu swych narodzin niczym kamery przekazywały jej wszystko (przecinek?) co same widziały.
W odpowiednim momencie jedną ze swoich macek naparła na mechanizm (i tu?) który zsunął kratę.
Potem pełznącym ruchem zadowolona ruszyła im na spotkanie. – celowo taki wyraz?
Wszyscy ujrzeli bestię niemal jednocześnie (przecinek?) miała ona bowiem zdolność przebywania w kilku miejscach jednocześnie. – powtórzenie?
Macki te były rozciągliwe, jedne większe(przecinek?) inne mniejsze.
Gdy się rozwierały (przecinek?) ukazywały wilgotne wnętrza pełne ząbków i żyłek o białej i szarej barwie.
Wydawałoby (literówka?) się zawieszona w powietrzu, jednak (przecinek?) gdyby się bardziej przypatrzeć (i tu?) z resztą ciała łączyły ją tysiące cienkich (i tu?) szarych nitek.
Potwór czuł wielki głód, dlatego jego macki, które teraz trysnęły żrącą wydzieliną (i tu?) mającą rozpuścić ubranie, skórę i kości (i tu?) zaczęły zamykać się na ciałach ludzi.
Uważał (i tu?) by nie uszkodzić mózgu i rdzenia kręgowego.
Gdy wszyscy zostali pożarci (i tu?) potwór poukładał w półtorametrowych odstępach to (i tu?) co z nich zostało, były to głowy z kręgosłupem. – liczba mnoga?
Z dolnej części ciała otwarła się fioletowo-czerwona pochwa, a z niej z kolei zaczęła sączyć się pomarańczowa (przecinek?) bardzo lepka maź skierowana na kręgosłup i zawierającą mózg głowę.
Gdy ten proces się zakończył, znad pochwy wysunął się twardy (i tu?) zrogowaciały szpikulec (i tu?) wokoło którego owinięte było coś przypominające jelito.
W końcu opuściło ono organizm „matki” jako podłużne żyjątko z dwoma parami małych rączek i parą nóżek. – rodzaj żeński?
Zanurzyło ono się w bąbel, który momentalnie zaczął twardnieć (przecinek?) tworząc jajo.
Bestia, gdy skończyła (i tu?) odeszła kilka metrów od swojego dzieła i zadowolona zamknęła oczy.
Ich rodzina i przyjaciele bardzo się martwili. – liczba mnoga?
Nie mieli pojęcia (przecinek?) co mogło się z nimi stać.
Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję, klik biblioteczny. :)
Bardzo fajny pomysł na cel mapy i „skarb”. Niestety, wykonanie jest słabe.
Kuleje interpunkcja, jest dużo literówek.
Jak dla mnie jest tu też pomieszanie z poplątaniem:
– to jest miasto czy wieś? Piszesz miasteczko, ale masz chaty i sołtysa
– masz zegarki, ale pochodnie? I siennik do spania?
Rozproszenie się ludzi w jaskini jest nielogiczne i bez sensu, chyba że celowałeś/łaś w jakąś groteskę (wtedy też kilka innych elementów można by przyjąć, aczkolwiek nadal uważam, że wykonanie pozostaje w tyle).
Brak jest jakiejkolwiek walki, oporu czy czegokolwiek – potwór po prostu zjada ludzi, załatwiasz to jednym zdaniem, jakby zjadał podane na talerzu pączki. I jak już jestem przy ludziach, to postaci są bardzo papierowe, sztuczne kukiełki, wypowiadające równie sztuczne kwestie.
Podsumowując, tekst wygląda jak pisany na kolanie. Jak wspomniałam na początku – podoba mi się pomysł, ale samo jego zapisanie, to mało. Trzeba to dopracować, bo warsztat zawsze jest do nauczenia się i wyćwiczenia. Polecam na przyszłość betę :)
Formalności: Nie znalazłam w tekście „informacji” i „zakopania”.
Cześć, dawidzie. Widzę, że potwory dobrze się niosą :D
Tekst jest stuprocentowo, nie do pomylenia z niczym innym Twój. Miejsce w gronie Wielkich Charakterystycznych masz już od dawna, więc wymienię tylko główne cechy, po których można tę Twojość poznać: fabuły jest niewiele, opisów prawie wcale, a za to przecinków – też brakuje. A i na logice Ci zbywa.
Tekst zasadniczo jest o potworze, co widać, bo to potwora i jego zwyczaje opisujesz – nie opisujesz praktycznie niczego innego. Bohaterowie mają imiona i niewiele poza tym (są doskonale bezmyślni – żadne z nich, pijanych czy trzeźwych, nie próbuje się nawet zdziwić, że nie wiadomo skąd wyskoczyła świecąca mapa, jakby to było normalne), zresztą służą głównie do nakarmienia potwora.
Pełno tu nieprzemyślanych i niepotrzebnych szczegółów: kraina jest "malownicza" i "pełna pięknych miejsc" (jakby to nie było to samo) gdzie nie zapuszcza się nikt, ale w sumie, to zapuszczają się myśliwi; wielkie starania sołtysa (sołtys jest na wsi, nie w mieście…) polegają na wyjeździe do innego miasta; miasto składa się z chat (to na pewno nie miała być wieś?), a jeziorko się odrobacza (co to znaczy, nie mam pojęcia). Nie ma natomiast żadnych szczegółów, które odmalowywałyby tło (jaka to jest skrzynia "średniej" wielkości?), przynajmniej sensownie (nie mam pojęcia, jak ani po co zalepiać woskiem "gumowy worek"). Zastanawianie się Marty, jej srodzy rodzice oraz kac w niczym nie zmieniają tego, co ją spotyka.
Skąd się wzięły kraty i mechanizmy w grocie? Wątpię, żeby zainstalował je potwór, więc kto?
Źrenica nie może mieć barwy, bo jest tą dziurką w tęczówce: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%B9renica
Wątek antyalkoholowy jest… antyalkoholowy. Chyba. Nie widać, żeby dokądś prowadził.
Z błędów gramatycznych rzucają się w oczy źle użyte imiesłowy – klepię jak krowie na rowie, imiesłów przysłówkowy współczesny oznacza, że jakąś czynność ktoś wykonywał w tym samym czasie, co inną czynność. Czy to odnosi skutek? Nie. A przecież "wspięła się po drabinie, zamykając za sobą klapę" jest bez sensu! Nie mogła robić tych dwóch rzeczy naraz (czy była tak rozciągliwa?). Analogicznie – zamiast "wszyscy zmęczeni powoli rozproszyli się, wracając do swoich chat" o wiele prościej i czytelniej jest napisać: wszyscy zmęczeni rozeszli się do domów.
Ponadto konstrukcja "okazał się" nie potrzebuje "być" doklejonego na końcu.
Szyk zdań. Kiedy mamy didascale, np. "– Co to może być? – mężczyźni pytali się nawzajem." to wypowiedź jest jakby dopełnieniem w zdaniu, które ono stanowi, więc trzeba szyk dostosować do tego faktu: – Co to może być? – pytali się nawzajem mężczyźni.
A znowu, kiedy mówisz, że "Paweł był również uradowany" to przeciętny czytelnik zrozumie, że był uradowany i oprócz tego przeżywał też jakieś inne uczucie, a nie, że był uradowany razem z kimś. W takim przypadku piszemy: Paweł również był uradowany.
Wtrącenia wypada oddzielić od reszty zdania przecinkami, to samo dotyczy zdań składowych w zdaniu podrzędnie złożonym.
Słowa: jubileusz jest okrągły albo nie. Nie można tego stopniować. I właściwie – czego to był jubileusz? I co to miało do potwora?
Płot może być połamany, ale zepsuty?
Mapa nie może niczego "dotyczyć" – tylko PRZEDSTAWIAĆ. Siłować się można z kimś, nawet z czymś (czyli kamieniem), ale nie "by" coś zrobić (https://wsjp.pl/haslo/do_druku/17375/silowac-sie).
"Choć" to tyle, co "chociaż", a "chodź" to wezwanie do przyjścia. Rozpraszanie się polega (w tym kontekście) właśnie na tym, że każdy potwór udaje się w inną stronę.
Nie wiem, po co bierzesz "matkę" w cudzysłów, kiedy potwór jest dosłownie matką. I chyba ojcem też.
To jeszcze nie wszystko! Plik ze szczegółami jak co konkurs czeka na mailu.
Hej śniąca !!!
Masz w pełni rację. Nie wiem dlaczego tak mało się przyłożyłem. Za bardzo byłem podniecony czy co? Biorę do serca wszystkie uwagi!!! Tym bardziej, że inni skomentowali podobnie :)
Wiemm, że beta cieszy się powodzeniem, ja jakoś wolę pisać samodzielnie.
PS.
“American Pie” dzisiaj leci!!! (na stopklatka)Moi rodzice nie za bardzo lubią ten film ale dobrze wiem, że tacie podoba się żart jak Finch zaliczył mamę Stiflera :D
Hej Tarnina !!
Wiem na stówę, że się bardzo mało przyłożyłem. Dzień kuje! :)))
Wiesz, że dzisiaj leci American Pie? Ja o tym na okrągło. Ciągle tylko Tożsamość Bourne’a i American Pie.
Ale to są bardzo pouczające filmy! Stifler jest skorpionem (nie wiem skąd to wiem, chyba w filmie można się tego dowiedzieć) i faktycznie zachowuje się jak skorpion. Bohater którego gra Jason Biggs jest nieśmiały i czuły… Miłego oglądania jeśli się zdecydujesz!
Nie wiem dlaczego tak mało się przyłożyłem. Za bardzo byłem podniecony czy co?
Takie prawo autora ;)
Wiemm, że beta cieszy się powodzeniem, ja jakoś wolę pisać samodzielnie.
Beta nie umniejsza samodzielności. Za to pomaga szlifować warsztat. W komentarzach pod opublikowanym tekstem dostaniesz uwagi, mniej lub bardziej szczegółowe, ale jak znam życie, to tego tekstu już gruntownie nie poprawisz, więc nauka z tego jest mniejsza.
Beta nie napisze nic za Ciebie. Dobra beta rozbierze Ci tekst na czynniki pierwsze, wskaże usterki. Dobra beta niejako “zmusi” do gruntownej poprawy, co lepiej wpłynie na proces uczenia się i szlifowania. Gdy wdrażasz poprawki i samodzielnie ulepszasz tekst pod kątem wskazanych wad, to poprawniejsze pisanie wchodzi Ci w krew i lepiej to zapamiętujesz na przyszłość niż samo przeczytanie komentarzy pod publikacją.
Sam pomysł bardzo ciekawy. Jednak opisanie postaci nieco sztampowe, trochę powtórzeń i byłozy. Czyli byłoby lepiej, gdyby beta poczyściła to i owo.
Myślę, że lepiej by wyszło gdyby postaci było mniej i bardziej byśmy patrzyli na ich świat, niż słuchali suchej relacji. Bo takie mam odczucie, że ani autor, ani postacie nie mają przestrzeni, by przeżyć coś.