- Opowiadanie: HollyHell91 - Burdel King [16+]

Burdel King [16+]

Hasło: Cała praw­da o mi­siach z klubu go-go

Pierw­szy raz piszę takie nie­grzecz­ne opo­wia­da­nie, więc tro­chę mi dziw­nie, ale cóż, eks­plo­ruj­my.

Po­mysł na mrocz­ną ta­jem­ni­cę nie jest mój, lecz mo­je­go kon­ku­ben­ta.

Nie je­stem pewna, czy zmie­ści­łam się w ga­tun­ku, bo pierw­szy raz spró­bo­wa­łam sił w bi­zar­ro tu­dzież weird fic­tion.

Zda­rza­ją się wul­ga­ry­zmy, choć są zła­go­dzo­ne, ale nie za­szko­dzi dodać taga :)

 

Za betę ser­decz­nie dzię­ku­ję użyt­kow­ni­kom: Bar­dja­skierAdexxMar­sza­waSaj­mo­n15.

 

Viel Spaß beim Lesen!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Burdel King [16+]

Od czego za­cząć? Naj­le­piej od po­cząt­ku? No, mun­du­ro­wi jak za­wsze w for­mie.

Je­stem już stary i zmę­czo­ny tym biz­ne­sem. Jak my­śli­cie, że pro­wa­dze­nie re­stau­ra­cji czy firmy jest trud­ne, to spró­buj­cie pro­wa­dzić bur­del. Każdy z was zre­zy­gno­wał­by po ty­go­dniu. To cięż­ka praca, dwa­dzie­ścia czte­ry na sie­dem. Trze­ba pil­no­wać baru, żeby nigdy nie bra­ko­wa­ło al­ko­ho­lu oraz in­nych uży­wek, wia­do­mo, to nie jest ta­jem­ni­ca. No i trze­ba mieć też na oku ochro­nia­rzy, by nie za­chle­wa­li pyszcz­ków i ob­ser­wo­wa­li klien­tów. Ale naj­waż­niej­sze to dbać o pra­cow­ni­ce, żeby nic im się nie stało, a jed­no­cze­śnie trzy­mać je za te pu­cha­te mord­ki, żeby na­le­ży­cie wy­ko­ny­wa­ły swoją pracę.

I żeby się nie wy­ga­da­ły. Jak widać, źle wy­ko­na­łem tę część obo­wiąz­ków, bo ina­czej bym tutaj nie sie­dział, a wy by­ście się na mnie tak tępo nie ga­pi­li. Któ­ryś mi­siek się wy­pruł. A ja się do­wiem, który. I tak moje im­pe­rium szlag tra­fił, więc wszyst­ko po­wiem, bo już mam to w plu­szo­wej dupie i może dacie mi w końcu spo­kój.

 

 

Po­cząt­ko­wo kry­łem się z tym biz­ne­sem. Pro­wa­dzi­łem go w skrom­nym bu­dyn­ku na ulicy Mi­lu­siej 12. Tak, do­kład­nie, tuż obok znaj­do­wał się sklep z gu­zicz­ka­mi, do­brze pan po­li­cjant ko­ja­rzy. Po­nie­waż nie chcia­łem wzbu­dzać skan­da­lu, po­cząt­ko­wo uda­wa­łem, że sprze­da­je­my lu­dzi­ki. Co, nie wie mun­du­ro­wy, czym jest lu­dzik? Trzy­maj­cie mnie. To jakie pan po­li­cjant miał dzie­ciń­stwo? Nigdy pan się nie bawił lu­dzi­ka­mi? To chyba bieda pisz­cza­ła, aż głowy pu­chły, mam rację?

No, to są za­baw­ki dla dzie­ci po pro­stu. Małe lu­dzi­ki miesz­czą­ce się spo­koj­nie w do­ro­słej, mi­sio­wej dłoni. Mi­siu­nie uwiel­bia­ły dziew­czyn­ki o dłu­gich wło­sach i dziw­nych, cien­kich koń­czy­nach. Mi­siacz­ki z dru­giej stro­ny, oczy­wi­ście wo­le­li bawić się chłop­ca­mi. Dzie­ci kie­dyś uwiel­bia­ły te za­baw­ki. A teraz tylko sie­dzą przed kom­pu­te­ra­mi i kli­ka­ją w World of Be­ar­craft czy inne Call of Teddy.

No więc ofi­cjal­nie po­sia­da­łem sklep z za­baw­ka­mi, nawet na wi­try­nie ka­za­łem je po­usta­wiać. Lu­dzi­ki w naj­róż­niej­szych sta­nach emo­cjo­nal­nych: był lu­dzik pła­czą­cy, lu­dzik ra­do­sny, krzy­czą­cy, tra­cą­cy zmy­sły (ten był mój ulu­bio­ny, bo wy­ry­wał sobie włosy), lu­dzik w de­pre­sji, pi­ja­ny, na­ćpa­ny, z pętlą na szyi…

Nie­ofi­cjal­nie zaś pro­wa­dzi­łem klub nocny łą­czo­ny z domem uciech. Wiem, nie­ty­po­we. Ale fuzja była ge­nial­na. Prze­cież jak taki mi­siek się na­chla i na­oglą­da okrą­głych, pu­cha­tych wdzię­ków, to wia­do­mo, co się potem dzie­je… Nie trze­ba być pro­fe­so­rem, żeby wie­dzieć, że w ta­kiej sy­tu­acji misie z mięk­kich robią się twar­de. I po­trze­bu­ją znowu zmięk­nąć, ina­czej osza­le­ją.

Biz­nes kwitł, ale jak to mówią, ape­tyt ro­śnie w miarę je­dze­nia. Jak każdy bo­gacz, chcia­łem wię­cej i wię­cej. I jesz­cze wię­cej.

 

 

Któ­re­goś wie­czo­ru przy­szedł do mnie Ważny Miś. Ja go tak na­zy­wam, bo nigdy mi się nie przed­sta­wił. Miał na sobie ogrod­nicz­ki w nie­bie­ską kratę i nie­bie­ski ka­pe­lusz… No, wtedy od razu wia­do­mo, że roz­ma­wiasz z grubą szy­chą. Nawet ja noszę tylko czer­wo­ną ka­mi­zel­kę, a nie je­stem byle kim… Więk­szość mi­siów prze­cież biega nago.

No więc Ważny Miś przy­szedł kie­dyś do mo­je­go lo­ka­lu i po­pro­sił ochro­nia­rzy o spo­tka­nie ze mną. Po­cząt­ko­wo nie chcia­łem wy­cho­dzić z Se­kret­ne­go Po­ko­ju, ale jak tylko usły­sza­łem, że de­li­kwent nosi ogrod­nicz­ki, to od razu do niego po­bie­głem.

Cze­kał już na mnie w po­ko­ju dla VIP-ów, okry­ty pół­mro­kiem, roz­pra­sza­nym je­dy­nie przez de­li­kat­ne świa­tło lamp­ki w rogu. Od­ru­cho­wo chcia­łem opie­przyć ochro­nia­rzy, ale gdy tylko spoj­rza­łem na jego pysz­czek, zro­zu­mia­łem, dla­cze­go bez wa­ha­nia uzna­li go za Bar­dzo Ważną Oso­bi­stość. Czar­ne oczka szkli­ły się tak in­ten­syw­nie, że nie­mal same z sie­bie ema­no­wa­ły świa­tłem. Ogrod­nicz­ki to mu chyba sam Be­aren­cia­ga pro­jek­to­wał. Nie­bie­ski ka­pe­lusz przy­po­mi­nał te z fil­mów szpie­gow­skich. Wy­glą­dał jak praw­dzi­wy gang­ster, ale taki z klasą, mor­du­ją­cy w bia­łych rę­ka­wicz­kach.

– Sia­daj – po­wie­dział tonem ła­god­nym, acz­kol­wiek nie zno­szą­cym sprze­ci­wu.

Po raz pierw­szy w do­ro­słym życiu po­czu­łem się jak uczniak, który wy­ko­nu­je po­le­ce­nie okrut­ne­go na­uczy­cie­la. Mia­łem ocho­tę za­pro­te­sto­wać, po­wie­dzieć, że to prze­cież mój lokal i to ja mówię mi­siom, kiedy mają sia­dać a kiedy nie, lecz słowa uwię­zły mi w gar­dle i skłę­bi­ły się w ogrom­ną gulę.

Po­słu­cha­łem więc i usia­dłem na­prze­ciw. Dzie­lił nas tylko stół, na który Ważny Miś za­czął sypać ró­żo­wy pro­szek.

– Ścież­kę? – za­py­tał, for­mu­jąc go w słup­ki za po­mo­cą karty.

– Nie, dzię­ku­ję – wy­char­cza­łem. Pierw­szy raz wi­dzia­łem ten spe­cy­fik, wo­la­łem nie ry­zy­ko­wać.

– Naj­lep­szy towar… Coco Lino!

Ważny Miś po­chy­lił się, wcią­gnął kre­skę bia­ło-czer­wo­ną rurką. Wy­rzu­cił głowę do tyłu i otrzą­snął się, jakby do­pie­ro co wy­szedł z wody. Po­cią­gnął nosem parę razy i po­wie­dział:

– Mam dla cie­bie pro­po­zy­cję nie do od­rzu­ce­nia, panie Bur­del King.

Roz­ło­żył się na ka­na­pie, jakby był u sie­bie. Z jed­nej stro­ny strasz­nie mnie wkul­wił, ale z dru­giej mi za­im­po­no­wał.

– Słu­cham – wy­du­ka­łem. Byłem wście­kły, że robię z sie­bie przed nim ta­kie­go mię­ki­szo­na. Misio Pier­dzi­sio.

– Wiem, że oprócz klubu go-go, w któ­rym teraz sie­dzi­my, masz jesz­cze inny biz­nes. W po­ko­ju prze­zna­czo­nym na Tea Party, piesz­czo­tli­wie na­zy­wa­nym Her­bat­ką, znaj­du­je się se­kret­ne przej­ście do Mi­ni­ster­stwa Mi­ło­ści. Tam pro­wa­dzisz drugi biz­nes, praw­da?

Prze­łkną­łem ślinę i ski­ną­łem głową. Nie mia­łem po­ję­cia, skąd to wie­dział, ale nie śmia­łem za­py­tać. Ważny Miś po­ło­żył łapki na stole i na­chy­lił się do mnie:

– A tam znaj­du­je się pokój 101.

Fak­tycz­nie, był taki pokój. Za­wsze przy­pusz­cza­łem, że to po pro­stu skła­dzik na mio­tły i środ­ki do czysz­cze­nia.

– To praw­da, ale nie wiem, co tam jest, nigdy tam nie wcho­dzi­łem – po­wie­dzia­łem szcze­rze.

Ważny Miś uśmiech­nął się sze­ro­ko.

– Chcie­li­by­śmy ten pokój wy­na­jąć… I mamy jedną proś­bę: pra­cow­ni­cy lub pan, obo­jęt­nie kto, mają przy­pro­wa­dzać na bie­żą­co kon­kret­nych klien­tów do Her­bat­ki. Stam­tąd moi pra­cow­ni­cy będą za­bie­rać każ­de­go klien­ta. A co bę­dzie­my z nim robić, to już nasza spra­wa.

Prych­ną­łem. Na chwi­lę za­po­mnia­łem, że Ważny Miś mnie onie­śmie­lał.

– Niby dla­cze­go miał­bym się na to zgo­dzić? – za­py­ta­łem roz­ba­wio­ny.

Wtedy on się­gnął łapką do kie­sze­ni ogrod­ni­czek. Po­gme­rał w niej chwi­lę, po czym wyjął na stół kilka sze­lesz­czą­cych, prze­zro­czy­stych opa­ko­wań. Ka­ri­bo. Mnó­stwo ko­lo­ro­wych żel­ków w po­sta­ci uśmiech­nię­tych czło­wiecz­ków, roz­kosz­nie mię­ciu­sich w do­ty­ku i roz­kosz­nie słod­kich w smaku.

Nie do­wie­rza­łem wła­snym gu­zicz­ko­wa­tym oczom. Nie pa­mię­ta­łem, kiedy ostat­nio ja­dłem te uro­cze lu­dzi­ki. Widzę po wa­szych mi­nach, że też by­ście chęt­nie je opędz­lo­wa­li. Więc do­sko­na­le wie­cie też, że Ka­ri­bo to nie tylko trud­no do­stęp­na prze­ką­ska, ale i jedna z naj­moc­niej­szych walut. Za jedną pacz­kę można kupić nawet becz­kę miodu. Całą becz­kę!

Gdy już prze­sta­łem się gapić na opa­ko­wa­nia wy­peł­nio­ne ko­lo­ro­wy­mi lu­dzi­ka­mi, za­da­łem Waż­ne­mu Mi­sio­wi tylko jedno py­ta­nie:

– Ja­kich klien­tów mam przy­pro­wa­dzać?

 

 

To było ba­nal­nie pro­ste. Nie mu­sia­łem nawet cho­dzić po lo­ka­lu, by spraw­dzać pra­cow­ni­ków i śle­dzić klien­tów, bo mia­łem wszę­dzie za­in­sta­lo­wa­ny mo­ni­to­ring. No, może nie wszę­dzie. W Mi­ni­ster­stwie Mi­ło­ści nie było kamer, aż takim zwy­ro­lem nie je­stem, żeby pa­trzeć, jak się misie prują. Naj­waż­niej­sze dzia­ło się przed pru­ciem.

Na­ka­za­łem wszyst­kim pra­cow­ni­com upi­jać do nie­przy­tom­no­ści klien­tów, któ­rzy no­si­li ko­kard­ki pod szyją. Potem miały przy­pro­wa­dzać ich do Her­bat­ki i tam zo­sta­wiać. Za każ­de­go de­li­kwen­ta do­sta­wa­ły jed­ne­go lu­dzi­ka Ka­ri­bo. Ge­nial­ne w swo­jej pro­sto­cie i sku­tecz­no­ści.

Nie prze­wi­dzia­łem tylko pew­nej kwe­stii.

Że po krót­kim cza­sie Pokój 101 za­cznie mnie drę­czyć. I wołać. Po­ja­wiać się w moich snach.

Mu­sia­łem się do­wie­dzieć, co jest w tym po­miesz­cze­niu.

 

 

Nigdy nie za­po­mnę mojej pierw­szej próby do­tar­cia do po­ko­ju.

Spoj­rza­łem na ana­lo­go­wy ze­ga­rek, który noszę na lewej łapce. Wiem, że teraz nikt ta­kich nie używa, ale nie ob­cho­dzi mnie to, liczy się pre­stiż i ele­gan­cja. W końcu je­stem Bur­del King, nie byle kto.

No więc pa­mię­tam, że wska­zów­ka po­ka­zy­wa­ła pra­wie siód­mą rano, gdy drzwi lo­ka­lu za­mknę­ły się za pra­cow­ni­ca­mi. Cze­kał mnie jesz­cze tylko mały ob­chód i też mo­głem iść do domu.

Wie­dzia­łem jed­nak, że ten ob­chód bę­dzie się róż­nił od wszyst­kich po­przed­nich.

Za­mkną­łem klub od środ­ka i od razu skie­ro­wa­łem się do Her­bat­ki. Otwo­rzy­łem drzwi i włą­czy­łem świa­tło.

Dawno mnie tam nie było. Muszę przy­znać, że za­nie­dba­łem tro­chę Mi­ni­ster­stwo Mi­ło­ści, bar­dziej sku­pia­łem się na klu­bie go-go. Dla­te­go też nie wcho­dzi­łem do Her­bat­ki, bo po co – to był tylko pokój bu­fo­ro­wy mię­dzy klu­bem a Mi­ni­ster­stwem.

Na pierw­szy rzut oka ktoś mógł­by po­my­śleć, że to prze­cież uro­cze miej­sce. Cy­tru­so­we ścia­ny, ob­raz­ki w ró­żo­wych ram­kach przed­sta­wia­ją­ce cia­stecz­ka i her­bat­kę, zie­lo­ne ży­ran­do­le w stylu vin­ta­ge, ró­żo­we ka­na­py, nie­bie­skie po­dusz­ki, drew­nia­ne sto­licz­ki, fi­li­żan­ki na pół­kach…

I lu­dzi­ki. Nie sło­dy­cze, tylko te za­baw­ki. Małe lu­dzi­ki na pół­kach, samce i sa­mi­ce. Było ich pełno. Naj­wi­docz­niej ktoś suk­ce­syw­nie prze­no­sił je z wi­tryn lo­ka­lu albo pra­cow­ni­ce na­nio­sły je z wła­snych domów, gdy ro­bi­ły tu sobie prze­rwę, nie wiem, nie ob­cho­dzi­ło mnie to. Pod­czas prze­rwy mogły robić, co chcia­ły, by­le­by na­le­ży­cie wy­ko­ny­wa­ły pracę.

Nigdy nie lu­bi­łem tych za­ba­wek-lu­dzi­ków. Wstyd przy­znać, ale… Prze­ra­ża­ją mnie. Tak, wiem, mi­siek, który nie­jed­no­krot­nie wi­dział, jak jeden dru­gie­mu pod­rzy­na gar­dło w pi­jac­kiej kłót­ni, boi się za­ba­wek. No, bar­dzo śmiesz­ne. Każdy ma jakąś sła­bość. W każ­dym razie… Jakby te małe kul­wie nie były wy­star­cza­ją­co prze­ra­ża­ją­ce, to jesz­cze te w Her­bat­ce były z ga­tun­ku tych, które śle­dzi­ły cię ocza­mi… Te z de­tek­to­rem ruchu. Coś okrop­ne­go. Nie wiem, co za psy­cho­pa­ta wpadł na po­mysł pro­duk­cji tych ma­łych sza­ta­nów.

Nie wie­dzia­łem jesz­cze wtedy, że mogę w tym po­ko­ju uj­rzeć coś znacz­nie gor­sze­go. Na­gro­ma­dze­nie ko­lo­rów, fi­li­ża­nek i lu­dzi­ków spra­wi­ło, że do­pie­ro po dłuż­szej chwi­li w głębi po­ko­ju roz­po­zna­łem… tył głowy za­baw­ki lu­dzi­ka. Miała krót­kie i ciem­ne włosy, więc ra­czej to był chło­piec.

Lalka sie­dzia­ła tyłem do mnie na ró­żo­wym fo­te­lu. Są­dząc po roz­mia­rze samej głowy, mu­sia­ła być ogrom­na. Nie będę kła­mał, pra­wie się zde­fe­ko­wa­łem. Ocza­mi wy­obraź­ni wi­dzia­łem, jak wiel­ka głowa się ob­ra­ca, a oczy chłop­ca świ­dru­ją mnie na wylot i śle­dzą każdy mój krok. Usta wy­krzy­wia­ją się w nie­na­tu­ral­nym, trój­kąt­nym uśmie­chu…

Wy­sze­dłem z po­ko­ju, chcąc za­po­biec speł­nie­niu się obaw, które ra­czej by się nie wy­da­rzy­ły, ale cóż… Bo­ga­ta wy­obraź­nia to za­rów­no dar, jak i prze­kleń­stwo.

Wy­bie­głem na ze­wnątrz lo­ka­lu, ła­piąc po dro­dze klu­cze. Za­mkną­łem klub i po­sze­dłem do domu. Po­sta­no­wi­łem sobie, że jesz­cze wie­czo­rem każę sprzą­tacz­kom po­zbyć się tej okrop­nej lalki.

 

 

Wie­czo­rem nawet nie zdą­ży­łem zaj­rzeć do Her­bat­ki, bo wy­da­rzy­ła się ka­ta­stro­fa.

Otóż mojej pra­cow­ni­cy za­gi­nął… gu­zi­czek od su­kien­ki. Tak, do­brze sły­szy­cie. Też byłem prze­ra­żo­ny, tak samo jak wy teraz.

Uspo­ka­ja­łem miśkę, obie­ca­łem, że znaj­dzie­my ten cho­ler­ny gu­zi­czek. Po­sta­wi­łem cały per­so­nel na nogi. Wszyst­kie sprzą­tacz­ki i sprzą­ta­cze, ochro­nia­rze, strip­ti­zer­ki i strip­ti­ze­rzy, pro­sty­tut­ki, żi­go­la­ki, mieli za za­da­nie zna­leźć zie­lo­ny guzik.

Do lo­ka­lu wcho­dzi­li klien­ci. Pod­cho­dzi­li do baru i za­ma­wia­li drin­ki. Nie zwa­ża­li na to, że moi pra­cow­ni­cy są za­ję­ci cho­dze­niem na czwo­ra­kach i się­ga­niem łap­ka­mi w po­szu­ki­wa­niu zguby.

Pod­cho­dzi­łem do każ­de­go.

– W czym mogę pomóc? – py­ta­łem, za­uwa­ża­jąc z roz­cza­ro­wa­niem brak ko­kar­dy.

– Chciał­bym za­mó­wić drin­ka i miśkę na osob­ność w Mi­ni­ster­stwie…

– Jedna z mi­siek zgu­bi­ła guzik. Wła­śnie go szu­ka­my. Przy­kro mi.

Wtedy pa­cior­ko­wa­te oczka bły­ska­ły, a pu­cha­ty pysz­czek się otwie­rał, za­sty­ga­jąc w prze­ra­że­niu.

– O mój Pu­chat­ku… – du­ka­li klien­ci.

– Do­kład­nie – od­po­wia­da­łem. – Pro­szę wró­cić jutro, gdy kry­zys zo­sta­nie za­że­gna­ny.

Nie­do­szły klient opusz­czał lokal, a ja mo­głem wra­cać do po­szu­ki­wań.

Po kilku go­dzi­nach w drzwiach klubu po­ja­wił się mi­siek o dziw­nym wy­glą­dzie. Było coś nie w po­rząd­ku z jego ocza­mi. Za­in­try­go­wa­ny pod­sze­dłem do baru, od­sy­ła­jąc bar­ma­na do po­szu­ki­wań gu­zi­ka.

– Co tu się dzie­je? – za­py­tał klient. – Czemu wszy­scy cho­dzą na czwo­ra­kach?

– Moja pra­cow­ni­ca zgu­bi­ła gu­zi­czek.

Wy­da­wał się być zbity z tropu.

– No i co? Nie może po pro­stu kupić sobie no­we­go?

Spoj­rza­łem na niego już z pewną dia­gno­zą w gło­wie. Wiem, po­my­śla­łem to samo, co wy. Wa­riat. Dla­te­go zre­zy­gno­wa­łem z tłu­ma­cze­nia mu cze­go­kol­wiek.

– Czego się pan na­pi­je? – za­py­ta­łem.

– Krwa­we­go Ku­bu­sia pro­szę.

Gdy na­le­wa­łem do wy­so­kiej szklan­ki mar­chew­ko­we­go Ku­bu­sia z do­miesz­ką rumu, bacz­nie ob­ser­wo­wa­łem miśka. I wtedy mnie olśni­ło.

Klient nie miał dru­gie­go oka. Miej­sce szkla­ne­go pa­cior­ka za­stą­pił… zie­lo­nym gu­zi­kiem miśki! Ga­ga­tek wszył go sobie bez­czel­nie i my­ślał, że nikt się nie zo­rien­tu­je.

Pu­ści­łem szklan­kę i bu­tel­kę wódki. Zanim jesz­cze do na­szych plu­szo­wych uszu do­tarł brzdęk tłu­czo­ne­go szkła, rzu­ci­łem się przez ladę do de­li­kwen­ta. Nie chy­bi­łem i od razu wy­rwa­łem guzik.

Mi­siek ryk­nął jak wście­kły niedź­wiedź. Chwy­cił się za pu­cha­tą mord­kę, krzy­cząc z bólu.

– Pozwę was! Pozwę wszyst­kich! Psy­cho­le…!

Nie słu­cha­łem dalej, bo pod okrą­głą, plu­szo­wą głową ga­gat­ka zo­ba­czy­łem ko­kard­kę.

– Za­brać go do Her­bat­ki! – krzyk­ną­łem do pra­cow­ni­ków. – Mam guzik, ten zło­dziej go za­brał!

Ochro­nia­rze od razu pod­bie­gli do sza­mo­czą­ce­go się i rzu­ca­ją­ce­go in­wek­ty­wa­mi miśka. Wy­pro­wa­dzi­li go w stro­nę po­ko­ju bu­fo­ro­we­go.

Pra­cow­ni­ca po­de­szła do mnie z naj­szer­szym uśmie­chem na świe­cie.

– Masz, miśka, zo­bacz, ja­kie­go masz do­bre­go szefa. – Po­da­łem jej guzik. – A teraz wra­caj na rurę i za­kręć swoją pu­cha­tą dup­cią.

 

 

W ten spo­sób moja druga próba do­tar­cia do po­ko­ju 101 zo­sta­ła uda­rem­nio­na. Przez cho­ler­ny gu­zi­czek.

Trze­cie­go dnia byłem tak za­fik­so­wa­ny na punk­cie tego po­ko­ju, że za­po­mnia­łem wspo­mnieć o upior­nej lalce sprzą­tacz­kom, zanim opu­ści­ły lokal. Wpa­ro­wa­łem do Her­bat­ki i za­trzy­ma­łem się do­pie­ro tuż przed fo­te­lem, na któ­rym sie­dzia­ła za­baw­ka.

Naj­wy­raź­niej nikt tej lalki nie ru­szał, bo nie zmie­ni­ła po­ło­że­nia sprzed dwóch dni. Nadal znad opar­cia fo­te­la wy­sta­wa­ła tylko głowa z czar­ny­mi, krót­ki­mi wło­sa­mi, od­wró­co­na tyłem.

Wście­kły na sie­bie, lalkę i całą tę sy­tu­ację wró­ci­łem do lo­ka­lu. Wsze­dłem na jedną z plat­form z rurą, o którą wła­śnie się po­cie­ra­ła miśka. Chwy­ci­łem ją za łapkę i de­li­kat­nie ścią­gną­łem na dół.

– Miśka, słu­chaj, co to za lalka, duża taka, sie­dzi na fo­te­lu w Her­bat­ce? Tyłem do wej­ścia? To któ­rejś z was?

Pra­cow­ni­ca za­ru­mie­ni­ła się lekko.

– To tylko Jo­hann – od­po­wie­dzia­ła.

– Słu­cham?

– Jo­hann. Jest mój. Bar­dzo go lubię.

Wes­tchną­łem.

– Mo­żesz go stam­tąd za­brać? Prze­szka­dza mi.

– Jasne. Tylko sko­rzy­stam z ła­zien­ki.

Po­bie­gła w stro­nę to­a­le­ty. Usia­dłem więc na we­lu­ro­wej ka­na­pie i cze­ka­łem. Po dłuż­szej chwi­li miśka wy­szła, trzy­ma­jąc się za głowę.

– Sze­fie, nie czuję się do­brze… Chyba wy­pi­łam za dużo Krwa­we­go Ku­bu­sia…

– Co?

– Muszę iść do domu. Nie dam rady.

– No… Dobra, skoro masz się zrzy­gać… Ale weź Jo­han­na!

Tego zda­nia już nie sły­sza­ła, po­bie­gła do szat­ni. Szu­ka­łem jej, ale zdą­ży­ła jakoś się wy­msknąć, nie wiem, jakim cudem.

Zre­zy­gno­wa­ny pa­trzy­łem na po­zo­sta­łe tan­cer­ki, wy­gi­na­ją­ce się przy rur­kach. Za­sta­na­wia­łem się, czy po­dejść do ko­lej­nej i po­pro­sić o usu­nię­cie lalki, ale mach­ną­łem łapką.

– Prze­cież je­stem sze­fem, je­stem Bur­del King! Sam sobie z tym po­ra­dzę.

Skie­ro­wa­łem się do Her­bat­ki, wsze­dłem do środ­ka, za­pa­li­łem świa­tło. Wpa­tru­jąc się w tył głowy lalki, jak­bym chciał ją roz­bić spoj­rze­niem, zmu­si­łem się do pew­ne­go i szyb­kie­go kroku.

Serce mi pra­wie wy­sko­czy­ło z plu­szo­wej pier­si, gdy sta­ną­łem mord­ką w mord­kę… w twarz lalki?

Trud­no to na­zwać twa­rzą, gdy nic na niej nie ma. Jo­hann był po­zba­wio­ny twa­rzy: bra­ko­wa­ło oczu, ust, nosa…

Co miśka wi­dzia­ła w tej lalce? I co z nią ro­bi­ła? Wo­la­łem się nie do­wia­dy­wać. Le­piej nie wie­dzieć o swo­ich pra­cow­ni­kach za dużo.

Tak czy owak, po­czu­łem dumę z po­ko­na­nia stra­chu. Mo­głem przejść do Mi­ni­ster­stwa Mi­ło­ści.

Widzę, że aż się na­chy­li­li­ście, pa­no­wie, tak was za­in­te­re­so­wał ten mo­ment. Gdy otwie­ra­łem drzwi do Mi­ni­ster­stwa, też mi się krę­ci­ło w gło­wie z eks­cy­ta­cji.

Bu­dy­nek był jedną wiel­ką bryłą z czer­wo­nym ko­ry­ta­rzem i od­cho­dzą­cy­mi od niego po­ko­ja­mi. To wszyst­ko, nic cie­ka­we­go. Szyb­ko od­na­la­złem pokój 101.

Jako je­dy­ny miał za­mon­to­wa­ne me­ta­lo­we, prze­ciw­pan­cer­ne drzwi. Nie przy­po­mi­na­łem sobie, bym kie­dy­kol­wiek zle­cał ich wy­mia­nę.

Zdez­o­rien­to­wa­ny i za­nie­po­ko­jo­ny po­bie­głem do Se­kret­ne­go Po­ko­ju. Otwo­rzy­łem szaf­kę z klu­cza­mi. Bra­ko­wa­ło tego z nu­me­rem 101.

 

 

Mo­że­cie sobie wy­obra­zić, jaki byłem wście­kły.

Wy­pro­si­łem wszyst­kich klien­tów z lo­ka­lu. Ochro­nia­rzom po­le­ci­łem spraw­dzać rze­czy oso­bi­ste pra­cow­ni­ków. Ka­za­łem usta­wić się miś­kom w jed­nym rzę­dzie, jak na apelu w szko­le.

– Przy­znaj­cie się, a nikt nie zo­sta­nie zwol­nio­ny. – Pa­mię­tam, że sta­ra­łem się mówić opa­no­wa­nym gło­sem, ale złość brała górę. – Czy ktoś z was wziął klucz do po­ko­ju 101?

Wszy­scy za­wzię­cie prze­czy­li głowami. Nikt nie pa­trzył mi w pysz­czek.

Pod­sze­dłem do miśki, która ostat­nio zgu­bi­ła guzik. Zła­pa­łem za jej pu­cha­tą głowę i unio­słem do góry. Z pa­cior­ko­wa­tych oczu cie­kły łzy, które wni­ka­ły w plu­szo­we po­licz­ki.

– Miśka, wiesz coś o tym? Wiesz, gdzie jest klucz?

Nie śmia­ła się ode­zwać. Za­prze­czy­ła tylko lekko głową.

Gwał­tow­nie za­bra­łem łapkę. Spoj­rza­łem na po­zo­sta­łych.

– Nikt ni­cze­go nie wi­dział, tak? Nikt z was nie wcho­dził do po­ko­ju 101?

– Prze­cież to tylko skła­dzik na mio­tły.

Od­wró­ci­łem pysz­czek w stro­nę głosu. Mi­siek-żi­go­lak. Pod­sze­dłem do niego.

– Skła­dzik na mio­tły, tak? – Na­chy­li­łem się do niego. – Je­steś głup­szy niż my­śla­łem!

Pra­cow­ni­ce ude­rzy­ły w jed­no­staj­ny, syn­chro­nicz­ny ryk.

– Ni­cze­go nie ukra­dły­śmy! Nie mamy klu­cza! Sam zo­bacz, sze­fie…

Miśka zdję­ła kol­czyk z ucha i wy­ce­lo­wa­ła nim w brzuch. Ostrym koń­cem bi­żu­te­rii za­czę­ła drzeć fu­ter­ko. Prze­ra­żo­ny pa­trzy­łem, jak z dziu­ry wy­peł­za wata. Jeden kłę­bek spadł niemo na pod­ło­gę.

Miśka cią­gle pa­trzy­ła mi w oczy.

– Wi­dzisz? Je­stem nie­win­na…

Nie do­koń­czy­ła. Padła na pysz­czek. Wokół niej szyb­ko roz­ra­sta­ła się biała wata, coraz wię­cej i wię­cej…

Po­zo­sta­łe pra­cow­ni­ce po­szły za jej przy­kła­dem. Wszyst­kie roz­pru­wa­ły sobie kol­czy­ka­mi brzu­chy, pa­trząc mi pro­sto w pysz­czek.

– Je­ste­śmy nie­win­ne! Nie wzię­ły­śmy klu­cza…

Po kolei każda z nich pa­da­ła na mord­kę. Bia­łej waty było tak dużo, że za­czy­na­ła przy­po­mi­nać wiel­ką chmu­rę…

 

 

Byłem za­ła­ma­ny. Stra­ci­łem pra­wie po­ło­wę per­so­ne­lu! Nie pa­trz­cie tak na mnie, oczy­wi­ście mi­siek też mi było żal…

Do­pie­ro po tej zbio­ro­wej au­to­ma­sa­krze przy­szło mi do głowy, że prze­cież Ważny Miś mógł po pro­stu ce­lo­wo nie po­dzie­lić się ze mną klu­czem do po­ko­ju 101… Zwłasz­cza że to pew­nie on wy­mie­niał do nich drzwi.

Po­bie­głem do Her­bat­ki, mając na­dzie­ję, że spo­tkam tam jed­ne­go z pra­cow­ni­ków Waż­ne­go Misia.

I nie po­my­li­łem się, ale nie spo­dzie­wa­łem się też, że pra­cow­nik bę­dzie sie­dział okra­kiem na Jo­han­nie. Za­sty­głem, a on na­tych­miast zszedł z lalki. Od­chrząk­nął.

– Spraw­dza­łem tylko, czy… Ma ja­kieś nie­bez­piecz­ne funk­cje… – tłu­ma­czył się.

– Nie ob­cho­dzi mnie to. Chcę roz­ma­wiać z twoim prze­ło­żo­nym. Na­tych­miast.

Na­sta­wi­łem się na upór i wy­mów­ki, ale miś­ko­wi było chyba tak głu­pio, że bez wa­ha­nia za­aran­żo­wał roz­mo­wę te­le­fo­nicz­ną z Waż­nym Mi­siem. Przy­niósł mi nawet swój te­le­fon.

– Halo? – pra­wie wrza­sną­łem, gdy usły­sza­łem cha­rak­te­ry­stycz­ny klik ode­bra­ne­go po­łą­cze­nia.

– No halo, co jest? – Po tonie głosu wy­wnio­sko­wa­łem, że był nie­za­do­wo­lo­ny.

– Czemu nie zo­sta­wi­łeś mi klu­cza po wy­mia­nie drzwi? – wark­ną­łem.

– Ja­kie­go klu­cza?

– Nie uda­waj de­bi­la! Do po­ko­ju 101. Prze­cież wy­mie­nia­łeś do niego drzwi!

– Nie udaję de­bi­la. Pytam, ja­kie­go klu­cza, bo nie ma żad­ne­go klu­cza.

Za­tka­ło mnie. Przez chwi­lę sły­chać było tylko szum po­łą­cze­nia.

– Że co? – wy­krztu­si­łem, gdy wresz­cie się ode­tka­łem.

– No nie ma klu­cza do po­ko­ju 101. Można tam nor­mal­nie wejść. Prze­cież nigdy nie za­ka­zy­wa­łem ci tam wcho­dzić. Po­wie­dzia­łem tylko, że to, co tam ro­bi­my, to nasza spra­wa. A to, że wszy­scy pra­cow­ni­cy, łącz­nie z tobą, mają trzy­mać pysz­czek na kłód­kę, ro­zu­mie samo przez się. Ina­czej ko­niec z Ka­ri­bo.

Za­koń­czył roz­mo­wę. Za­sty­głem z te­le­fo­nem w łapce. Do­pie­ro po chwi­li się zo­rien­to­wa­łem, że pra­cow­nik Waż­ne­go Misia cze­kał, aż oddam te­le­fon.

Spoj­rza­łem na niego. W jego szkla­nych oczkach już nie wid­niał wstyd, tylko… roz­ba­wie­nie? Śmiał się ze mnie w plu­szo­wej duszy.

– Idzie­my do po­ko­ju 101 – po­wie­dzia­łem twar­do.

Wzru­szył ra­mio­na­mi.

– No to idzie­my.

Bez wa­ha­nia otwo­rzył drzwi do Mi­ni­ster­stwa i po­szedł czer­wo­nym ko­ry­ta­rzem. Za­trzy­mał się przed me­ta­lo­wy­mi drzwia­mi. Wska­zał na nie łapą.

– Pro­szę – za­chę­cił.

Pod­sze­dłem do drzwi i chwy­ci­łem za klam­kę. Fak­tycz­nie uchy­li­ły się bez oporu.

 

 

No, pa­no­wie po­li­cjan­ci, widzę, że za­in­try­go­wa­ła was ta hi­sto­ria. Aż macie wy­pie­ki na pyszcz­kach. Co skry­wał pokój, do któ­re­go tak usil­nie pró­bo­wa­łem wejść? Naj­za­baw­niej­sze w tym wszyst­kim jest to, że tak na­praw­dę nie było żad­nych prze­szkód do od­kry­cia tej ta­jem­ni­cy. Te prze­szko­dy ro­bi­łem sobie ja sam, w mojej pu­cha­tej gło­wie… No do­brze, już mówię, co było w po­ko­ju.

Pierw­sze, co mi się rzu­ci­ło w oczy, to plu­szo­we worki na bla­cie sto­ją­cym tuż przy drzwiach. Pokój miał czer­wo­ne ścia­ny, tak jak każde inne po­miesz­cze­nie w Mi­ni­ster­stwie. W kącie uj­rza­łem ster­tę mi­siów z ko­kard­ką pod szyją. Nie miały oczek, a górne i dolne łapki były zwią­za­ne liną.

Pra­cow­ni­ków Waż­ne­go Misia było czte­rech. Jeden z nich wła­śnie roz­pru­wał ja­kie­goś de­li­kwen­ta piłą ręcz­ną. Przy­pa­try­wa­łem się jego do­kład­nym i pre­cy­zyj­nym ru­chom. Nie mo­głem ode­rwać oczu, bo było to tak obrzy­dli­we, a jed­no­cze­śnie fa­scy­nu­ją­ce zja­wi­sko. Z każ­dym cię­ciem na pod­ło­gę wy­sy­py­wa­ło się mnó­stwo prosz­ku o ró­żo­wej bar­wie… Na Pu­chat­ka! Nie mia­łem po­ję­cia o ist­nie­niu mi­siów wy­peł­nio­nych ró­żo­wym prosz­kiem!

I do­pie­ro po kilku se­kun­dach mnie olśni­ło, że prze­cież już wi­dzia­łem ten pro­szek…

Coco Lino.

Gdy tak sta­łem onie­mia­ły w drzwiach, pra­cow­nik zo­rien­to­wał się, że ktoś wszedł. Prze­rwał pracę i spoj­rzał na mnie.

– Dobry wie­czór, panie Bur­del King – po­wie­dział chłod­no. – Czy wszyst­ko w po­rząd­ku?

Wró­ci­łem spoj­rze­niem na blat. Do­pie­ro wtedy zo­rien­to­wa­łem się, że to, co po­cząt­ko­wo uzna­łem za worki, było w isto­cie zwło­ka­mi mi­siów, po­zba­wio­nych wnętrz­no­ści.

Przy­tak­ną­łem ener­gicz­nie.

– Prze­pra­szam, że prze­szko­dzi­łem – szep­ną­łem tylko i za­mkną­łem drzwi.

 

 

Widzę, że pa­no­wie mun­du­ro­wi są w szoku. Bo jak można odu­rzać się wnętrz­no­ścia­mi wła­snych po­bra­tym­ców?

Że co? Nie, to nie ja za­wia­do­mi­łem po­li­cję. Nie je­stem ka­pu­siem. Poza tym bałem się kon­se­kwen­cji… Nie chcę sobie wy­obra­żać, jak Ważny Miś mógł­by się ze­mścić za brak lo­jal­no­ści.

Nie chciał­bym stra­cić gu­zi­ka jak moja pra­cow­ni­ca. Albo oka jak ten dziw­ny miś, który wtedy przy­szedł do lo­ka­lu…

Koniec

Komentarze

Hej, komentarz po becie, więc będzie konkretnie – jest zabawnie , trochę strasznie, ale przede wszystkim dziwnie :). Polecam serdecznie, klikam i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tak jak już pisałem – w becie jest świetnie. Wyszedł niezwykle lekki klimat, choć temat lekki nie jest. Czytało się bardzo dobrze. Jest dziwnie, a wulgaryzmy i erotyka wypadają naturalnie, można je wręcz przeoczyć. Zostawiam klika. Powodzenia w konkursie!

Krótko pobetowo – gratuluję pomysłu, poczucia humoru i stworzenia fajnego klimatu.

 

Klikam i życzę powodzenia.

Ave, Holly!

 

Wyszedł Ci przyjemny tekst w klimacie misiowo-porno-brutalnym z domieszką Orwella. Pomysłowo wykorzystałaś zabawki z dzieciństwa do przedstawienia całkiem brutalnego świata, czy tam półświatka… 

 

Tajemnica pokoju 101 okazała się… cóż inna, niż się spodziewałem ;) 

 

W sumie szkoda, że nie pokusiłaś się o jakieś domknięcie przesłuchania Burdel Kinga, ale tekst broni się i bez tego. 

 

Pod względem konkursowym niech się wypowiedzą eksperci gatunku, na moje rozumowanie opowiadanie jest wystarczająco dziwne.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Witaj ponownie, Bardjaskierze,

 

jeszcze raz Ci dziękuję za betę, za pomysł, który podkręcił i ładnie domknął opowiadanie, za szybkie reakcje i za wszystko :) a no i za klika!

 


Witaj ponownie, Adexx,

 

Tobie również dziękuję za betę i klika :)

 


 

Witaj ponownie Sajmon15,

 

dito ;)

 


 

Ave, Cezarze!

 

Tajemnica pokoju 101 okazała się… cóż inna, niż się spodziewałem ;) 

 

W sumie szkoda, że nie pokusiłaś się o jakieś domknięcie przesłuchania Burdel Kinga, ale tekst broni się i bez tego. 

A wyobraź sobie, że przed betą było jeszcze bardziej rozczarowująco ;p

 

Dziękuję za miły komentarz i klika! Ti saluto!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

A wyobraź sobie, że przed betą było jeszcze bardziej rozczarowująco ;p

 

 Dlaczego od razu rozczarowująco? Jak bym poszedł w nieco innym kierunku, ale to nie znaczy, że lepszym ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Bizarro lubi pluszaki, jest nawet książka o misiu detektywie i pluszowych prostytutkach (”Jimmy Plush”) oraz “Cuddy Holocaust”, czyli postapokalipsa, w której garstka ludzi ukrywa się przed zabawkami (w tym przed morderczymi pluszowymi misiami). I nie ukrywam, że twoje opowiadanie także wpada w klimaty bizarrowe, jest pomysłowe i, hmm… dziwne, czyli idealnie pasuje do tego dziwnego konkursu. Jedyny minus to narracja w formie przesłuchania, jakoś nie mogę się do tego przekonać, odbiłem się totalnie od “Dolores Claiborne” Kinga, ale tutaj nawet mi to tak bardzo nie przeszkadzało, poza paroma momentami wybijającymi mnie z “wczuwki”. 

To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...

Witaj. :)

Dziękuję oczywiście za uprzedzenie :) i za niezwykle zwariowaną historię. :) Jest tak nieprzewidywalna, zaskakująca i tak pomysłowa, że bez wahania klikam podwójnie. :) Humor, niesamowite sceny oraz dialogi, emocje tytułowego bohatera, niełatwe hasło konkursowe, Twoja wyobraźnia… – znakomite! :)

Jak to jednak trzeba uważać na gości w ogrodniczkach… :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w Konkursie i przy nominacjach. :) 

Pecunia non olet

cezary_cezary,

 

 Dlaczego od razu rozczarowująco? Jak bym poszedł w nieco innym kierunku, ale to nie znaczy, że lepszym ;)

Prawda. Odzywa się moje ledwo kiełkujące poczucie własnej wartości…

 


Witam jurora fanthomasa,

 

I nie ukrywam, że twoje opowiadanie także wpada w klimaty bizarrowe, jest pomysłowe i, hmm… dziwne, czyli idealnie pasuje do tego dziwnego konkursu.

No i tyle mi wystarczy do szczęścia! Pierwszy raz i udało mi się wstrzelić, fiu fiu!

 

Jedyny minus to narracja w formie przesłuchania, jakoś nie mogę się do tego przekonać, odbiłem się totalnie od “Dolores Claiborne” Kinga

Ja właśnie się wzorowałam na tej powieści! I ten typ narracji tak mi się spodobał, że chciałam go wypróbować. Szkoda, że Ci nie podszedł, ale sam fakt, że skojarzyłeś go z moją ulubioną książką jest dla mnie komplementem.

Dziękuję bardzo!

 


 

Droga bruce,

 

Dziękuję oczywiście za uprzedzenie :) i za niezwykle zwariowaną historię. :) Jest tak nieprzewidywalna, zaskakująca i tak pomysłowa, że bez wahania klikam podwójnie. :)

 

No, nie spodziewałam się tego kompletnie… Nie wydaje mi się, żeby to opowiadanie było warte aż nominacji, a co dopiero Piórka, ale oczywiście jest mi niezmiernie miło, że tak bardzo ten tekst doceniłaś heart

 

Humor, niesamowite sceny oraz dialogi, emocje tytułowego bohatera, niełatwe hasło konkursowe, Twoja wyobraźnia… – znakomite! :)

Rumienię się blush

 

Jak to jednak trzeba uważać na gości w ogrodniczkach… :)

Haha, oj tak!

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w Konkursie i przy nominacjach. :) 

Dziękuję Ci bardzo, bardzo serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Trzymam kciuki i pozdrawiam, Twoje opko to dla mnie naprawdę baaardzo wysokie progi! yessmiley

Pecunia non olet

Trzymam kciuki i pozdrawiam, Twoje opko to dla mnie naprawdę baaardzo wysokie progi! yessmiley

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

heart

Pecunia non olet

 

Oj, akurat walnąłem niepochlebną opinią w twoją ulubioną książkę, ale fakt, od razu mi się skojarzyło z tamtą narracją, więc to dobrze, jeśli takie miałaś założenie.

Jak robisz te białe kreski (bez skojarzeń) w komentarzach?

To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...

Oj, akurat walnąłem niepochlebną opinią w twoją ulubioną książkę, ale fakt, od razu mi się skojarzyło z tamtą narracją, więc to dobrze, jeśli takie miałaś założenie.

:D

 

Jak robisz te białe kreski (bez skojarzeń) w komentarzach?

O tak:


:D Ale śmieszek ze mnie.

 

Tak jak w Wordzie. Jak masz na klawiaturze myślnik i dywiz (półpauzę?). Wstyd przyznać, ale nie odróżniam… To jak klikasz Shifta + ten dywiz/myślnik to wychodzi taka kreska na dole, taki podkreślnik… :P Jejku, zabijcie mnie, ale nie wiem, jak to się nazywa. I jak zrobisz takich kilka, to robią się automatycznie kreski na całą długość.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Czy Puchatek jest jakimś bogiem w tym uniwersum? Szkoda, że są tylko dwie wzmianki o tym kulcie. Swoją drogą nie od razu załapałem, że misie są dosłownie misiami, na początku myślałem, że to jakiś slang używany w tym przybytku. Ostatnia sprawa – przed wejściem do pokoju 101 zostało zbudowane duże napięcie, ale ujawnienie prawdy nie do końca sprostało moim oczekiwaniom. Nie, żeby nie była szokująca, ale pokazana w bardzo suchy sposób.

Cześć, freki!

 

Czy Puchatek jest jakimś bogiem w tym uniwersum?

Tak.

 

Szkoda, że są tylko dwie wzmianki o tym kulcie.

Cóż, nie o tym było opowiadanie. Ale może następne będzie?

 

Ostatnia sprawa – przed wejściem do pokoju 101 zostało zbudowane duże napięcie, ale ujawnienie prawdy nie do końca sprostało moim oczekiwaniom. Nie, żeby nie była szokująca, ale pokazana w bardzo suchy sposób.

Ciekawe spostrzeżenie. Zastanowię się jeszcze nad mokrym sposobem, ale możliwe, że już się wyprułam z “genialnych” pomysłów.

 

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam Cię serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nie było o tym, ale mógł się w klubie pojawić np. jakiś ksiądz wyznający Puchatka i prawiący kazania, byłoby niesłychanie zabawnie xd

Nie było o tym, ale mógł się w klubie pojawić np. jakiś ksiądz wyznający Puchatka i prawiący kazania, byłoby niesłychanie zabawnie xd

Zgadzam się, to mogłoby być całkiem zabawne laugh Zwłaszcza gdyby ksiądz przybył z Dąbrowy Górniczej…

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Cześć HollyHelll91

 

Widzę, że podjęłaś się zadania. Wielka to sztuka. Masz wspaniałą wyobraźnię. W opowiadaniu jest masa śmiesznych wątków. A czytało się naprawdę super.

Zauważyłem dużo metafor i złożonych żartów. :)))

 

Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie!!!

Jestem niepełnosprawny...

Ten tytuł nie dawał mi spokoju już podczas bety. 

Jeśli chodzi o dziwność chyba nikt Cię nie pobije. Normalnie, kiedy doszło do mnie, kim oni są to aż się zatchnęłam. 

Ucałuj Konkubenta!

Myślałam, że mam podobne opowiadanie, ale mój umysł zakręcił w całkiem inną, mam nadzieję równie kretyńską stronę.

Rozczuliły mnie przekleństwa i flaki, całe to zło, które pokazałaś.

Muszę Ci też powiedzieć, że jesteś nienormalna! ;)

 

delulu managment

O cześć, Dawidzie, miło Cię widzieć :)

 

Dziękuję Ci za miłe słowa i za życzenia :)))


 

Hej, Ambush, Ciebie też miło widzieć, dawno się nie czytałyśmy laugh

 

Ten tytuł nie dawał mi spokoju już podczas bety. 

Jaki to jest cudowny komplement :)

 

Jeśli chodzi o dziwność chyba nikt Cię nie pobije.

No jak to, a fanthomas? :P

 

Ucałuj Konkubenta!

Ucałowany. I zdziwiony, że nie przywłaszczyłam sobie wszystkich zasług. Taka uczciwa babka jestem.

 

Myślałam, że mam podobne opowiadanie, ale mój umysł zakręcił w całkiem inną, mam nadzieję równie kretyńską stronę.

Ja również mam taką nadzieję :)

 

Rozczuliły mnie przekleństwa i flaki, całe to zło, które pokazałaś.

Oo, a mnie rozczulił Twój komentarz!

 

Muszę Ci też powiedzieć, że jesteś nienormalna! ;)

Dziękuję! heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Serwus,

Ależ fajne opowiadanie! Świetna wyobraźnia.

Gratuluję pomysłu, choć końcówka trochę drastyczna i wybija się ponad resztę tekstu.

Ogólnie bardzo mi się podoba.

Pozdroklik do biblioteki.

rr

Rozumiem, że jest to opowiadanie S.F, bo realny świat dziwek i nocnych klubów jest inny. Pracowałem w latach dziewięćdziesiątych na dyskotekach i nocnych klubach i miałem do czynienia z prostytutkami i ich alfonsami, co prawda to było dawno temu, ale podejrzewam, że klimat się nie zmienił. W twoim opowiadaniu to jakaś komedyjka, ale niech będzie, autor ma do tego prawo. Dla mnie to opowiadanie jest nijakie, po prosu nie czuje tego klimatu, dla mnie jest sztuczny.

No, ale to ja i tylko ja.

Hej, 

najnudniejsza beta ever! Nie miałam się do czego przyczepić :D 

Pomysł osadzenia akcji w „misiowym” alternatywnym świecie, będącym odbiciem naszego, jest naprawdę znakomity! Wszystkie aluzje, takie jak Bearanciaga, czy misie wciągające proszek Cocolino, idealnie trafiały w moje poczucie humoru.

Jednocześnie pojawiają się sceny przerażające: zbiorowe samobójstwo, wydłubywanie oczu/wyrywanie guzików czy dziwaczne ludzkie lalki nadają temu światu elementy groteski i sprawiają, że wcale nie jest on tak milusi, jak mogłoby się wydawać.

Zazdroszczę wyobraźni! 

Klikam i pozdrawiam :) 

Witaj, Robert Raks,

 

Dziękuję Ci bardzo za klika i miłe słowa! Pozdrawiam Cię!

 


Cześć, Anaksymander,

 

Rozumiem, że jest to opowiadanie S.F, bo realny świat dziwek i nocnych klubów jest inny.

Nie, to nie jest opowiadanie SF, tylko na pograniczu bizarro łamane przez weird fiction.

 

Pracowałem w latach dziewięćdziesiątych na dyskotekach i nocnych klubach i miałem do czynienia z prostytutkami i ich alfonsami, co prawda to było dawno temu, ale podejrzewam, że klimat się nie zmienił. W twoim opowiadaniu to jakaś komedyjka, ale niech będzie, autor ma do tego prawo.

Bo to nie miał być dokument, tylko komedyjka właśnie. Lekkie, absurdalne opowiadanie.

I nie znam realiów klubów nocnych, bo w takowych nigdy nie pracowałam, ani nie przebywałam. Poza tym, skoro uważasz, że autor powinien pisać tylko o tym, co zna i osobiście przeżył, to Twoje opowiadanie “Randka” wybrzmiewa bardzo niepokojąco. Więc następnym razem się zastanów, zanim coś napiszesz, zamiast od razu pluć jadem, z niewiadomych zresztą powodów.

 

Dla mnie to opowiadanie jest nijakie, po prosu nie czuje tego klimatu, dla mnie jest sztuczny.

Cóż, jakoś to przeżyję.

 


 

Witaj, Marszawo!

 

najnudniejsza beta ever! Nie miałam się do czego przyczepić :D 

Zawsze można się do czegoś przyczepić :) Ale dziękuję!

 

Dziękuję Ci za miły komentarz i klika, uzbierałam ich już chyba wystarczająco, ale lepiej mieć więcej niż mniej heart

 

Pozdrawiam Cię serdecznie, beta-besti!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Prawda. Odzywa się moje ledwo kiełkujące poczucie własnej wartości…

Niech się odzywa częściej i rośnie w siłę! ;] Twoje teksty są coraz lepsze, więc więcej wiary w siebie ;]

 

Więc następnym razem się zastanów, zanim coś napiszesz, zamiast od razu pluć jadem, z niewiadomych zresztą powodów.

Cóż, kolega “A” nieszczególnie dobrze przyjmuje krytykę, więc zakładam, że to zemsta za wytknięcie usterek w jego tekście… 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Nie chodzi mi o dokument i nie uważam, że autor powinien pisać o tym co przeżył, ale skoro piszesz o burdelach, to jakaś namiastka tego klimatu powinna być, nawet jak ma być śmiesznie, a u Ciebie to trochę jak gwiazda porno została strażakiem, niby śmieszne, ale…

Sorry, ale tak to czuję.

aż takim zwyrolem nie jestem, żeby patrzeć, jak się misie prują

haha! Moje ulubione zdanie z całości. Genialne!

 

Miśka ciągle patrzyła mi oczy.

Tu chyba “w” uciekło i się schowało w pokoju 101.

 

W jego szklanych oczkach już nie odbijał się wstyd, tylko…. rozbawienie?

Mogę się mylić, ale jakoś gryzie mi się to, że rozbawienie lub wstyd posiadacza owych oczu się w nich odbija. To chyba strach Burdel Kinga mógłby się odbijać w cudzych oczach? Nie jestem pewien, więc tylko postawię tu flagę.

 

Co do całości to jestem naprawdę fanem pomysłu i świata misiaków. Świetne nawiązanie do Puchatka, Karibo też mnie rozwaliło. Wciąganie Coco Lino genialne haha. Do momentu wejścia do pokoju bawiłem się super. Mam wrażenie, że ten finał był trochę streszczony, czegoś mi zabrakło, albo przez to, że reszta tekstu była tak świetna, to liczyłem na więcej na koniec. 

Ale to tylko taka jedna dygresja, ogólnie naprawdę świetnie napisany, zabawny i oryginalny tekst. No i chyba nikt nie powie, że nie jest wystarczająco dziwny. Powodzenia w konkursie!

Pozdrawiam serdecznie!

Zwłaszcza gdyby ksiądz przybył z Dąbrowy Górniczej…

Holly… to było złeeee… haha! Uwielbiam heart

You cannot petition the Lord with prayer!

cezary_cezary,

 

Niech się odzywa częściej i rośnie w siłę! ;] Twoje teksty są coraz lepsze, więc więcej wiary w siebie ;]

heartheart

 


 

Anaksymander,

 

Sorry, ale tak to czuję.

Nie przepraszaj za odczucia. Tak odebrałeś tekst i już, nie ma co tu się rozdrabniać :)

 


 

MichaelBullfinch,

 

aż takim zwyrolem nie jestem, żeby patrzeć, jak się misie prują

haha! Moje ulubione zdanie z całości. Genialne!

:D

 

Miśka ciągle patrzyła mi oczy.

Tu chyba “w” uciekło i się schowało w pokoju 101.

Aj, tak, hahha :P Ach, ten pokój 101. Poprawione.

 

W jego szklanych oczkach już nie odbijał się wstyd, tylko…. rozbawienie?

Mogę się mylić, ale jakoś gryzie mi się to, że rozbawienie lub wstyd posiadacza owych oczu się w nich odbija. To chyba strach Burdel Kinga mógłby się odbijać w cudzych oczach? Nie jestem pewien, więc tylko postawię tu flagę.

Hmm, a jakby dać proste widniał, to wtedy już by Ci się nie gryzło?

 

Co do całości to jestem naprawdę fanem pomysłu i świata misiaków. Świetne nawiązanie do Puchatka, Karibo też mnie rozwaliło. Wciąganie Coco Lino genialne haha.

:D

 

Do momentu wejścia do pokoju bawiłem się super. Mam wrażenie, że ten finał był trochę streszczony, czegoś mi zabrakło, albo przez to, że reszta tekstu była tak świetna, to liczyłem na więcej na koniec. 

Przed betą ten finał wypadał jeszcze słabiej i był on dla mnie bardzo problematyczny. Obawiam się, że nic lepszego bym już nie potrafiła wymyślić… :P

 

Ale to tylko taka jedna dygresja, ogólnie naprawdę świetnie napisany, zabawny i oryginalny tekst. No i chyba nikt nie powie, że nie jest wystarczająco dziwny. Powodzenia w konkursie!

Dzięki Ci wielkie!

 

Pozdrawiam serdecznie!

Pozdrawiam również!

 

Zwłaszcza gdyby ksiądz przybył z Dąbrowy Górniczej…

Holly… to było złeeee… haha! Uwielbiam heart

devil

 

 

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hmm, a jakby dać proste widniał, to wtedy już by Ci się nie gryzło?

Tak, w moim odczuciu byłoby to logiczniejsze.

O rety, to jeszcze nie jest w bibliotece? Wybacz, oczywiście klikam, byłem pewien, że po prostu się spóźniłem z klikiem.

EDIT: no tak, bo nominacje pękają w szwach, więc dobrze myślałem. Ale symbolicznie napisałem! :D

You cannot petition the Lord with prayer!

Hmm, a jakby dać proste widniał, to wtedy już by Ci się nie gryzło?

Tak, w moim odczuciu byłoby to logiczniejsze.

Ok, to zmieniam.

 

O rety, to jeszcze nie jest w bibliotece? Wybacz, oczywiście klikam, byłem pewien, że po prostu się spóźniłem z klikiem.

Spokojnie, bo…

 

EDIT: no tak, bo nominacje pękają w szwach, więc dobrze myślałem. Ale symbolicznie napisałem! :D

No właśnie ;p Ale dziękuję za chęci!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Zwłaszcza gdyby ksiądz przybył z Dąbrowy Górniczej…

Holly… to było złeeee… haha! Uwielbiam heart

 

O! To jest jakieś drugie dno z tą Dąbrową Górniczą? Bo chyba nie zrozumiałam. :D 

Marszawo, ta sytuacja to pierwsze i absolutne dno, a nie drugie :P To odniesienie do keks afery z udziałem księży, którzy tak wymęczyli żigolaka, że trzeba było wezwać karetkę, a księża obawiając się skandalu, nie chcieli jej wezwać, czy jakoś tak… Myślałam, że wszyscy o tym słyszeli ;p

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

To odniesienie do keks afery z udziałem księży, którzy tak wymęczyli żigolaka, że trzeba było wezwać karetkę, a księża obawiając się skandalu, nie chcieli jej wezwać, czy jakoś tak… Myślałam, że wszyscy o tym słyszeli ;p

Fakt, takie coś się ponoć wydarzyło, mnie rodzina powiadomiła… prawie rok po tym zajściu; pojęcia nie miałam, chociaż to prawie po sąsiedzku… surprise

 

Jeszcze dodam, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, czy tekst zasługuje na Najwyższe Laury, że ja – kompletny laik, ciągle jeszcze podejmujący nieudane i rozpaczliwe próby – zawsze będę wiedzieć: tu, w tym opowiadaniu, jest zawarte klasyczne bizarro.yes

Pecunia non olet

Zabawne i bardzo ładnie napisane. Do mnie narracja w formie przesłuchania jak najbardziej trafia. Podoba misię pomysł na burdel i brudne sprawki w misiolandii, taki ładny kontrast.

 

Fabuła trochę do mnie mniej trafia momentami (czemu te misice zrobiły zbiorowe harakiri?), ale ja mam często problem z odbiorem absurdów i bizarrów, więc to raczej nie wina fabuły, tylko moja.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

prze ra ża ją ce! Super opko, poważnie poważnie. Prucie misia, hmmmm…..:DDD

Już tylko spokój może nas uratować

Ach, tak, tak! Kojarzę! Ta informacja dotarła nawet w okolice kamienia, pod którym żyję :D Ale nie kojarzyłam, że to akurat w Dąbrowie Górniczej. Straszne rzeczy! :O 

bruce,

 

heartheart

 

Jeszcze dodam, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, czy tekst zasługuje na Najwyższe Laury, że ja – kompletny laik, ciągle jeszcze podejmujący nieudane i rozpaczliwe próby – zawsze będę wiedzieć: tu, w tym opowiadaniu, jest zawarte klasyczne bizarro.yes

Na Najwyższe Laury to na pewno nie, ale bardzo dziękuję Ci za te pochwały, aż nie wiem, gdzie się schować, tak jestem onieśmielona tymi komplementami blush

A z tym laikiem to się nie zgadzam, myślę, że każdy tutaj potwierdzi, że jesteś jedną z najważniejszych postaci na portalu, która pisze teksty na bardzo wysokim poziomie. Poza tym laik nie byłby raczej nominowany do Piórka, a Twoje teksty bywały już nominowane niejednokrotnie, więc najwyższy czas przestać ujmować sobie i nazywać swoje opowiadania nieudaną próbą heart


 

GalicyjskiZakapior,

 

Zabawne i bardzo ładnie napisane. Do mnie narracja w formie przesłuchania jak najbardziej trafia.

O widzisz, co czytelnik, to gust.

 

Podoba misię pomysł na burdel

Hehe ;p

 

taki ładny kontrast.

Cieszę się, że to zauważyłeś, mnie też bawi ten kontrast.

 

Fabuła trochę do mnie mniej trafia momentami (czemu te misice zrobiły zbiorowe harakiri?), ale ja mam często problem z odbiorem absurdów i bizarrów, więc to raczej nie wina fabuły, tylko moja.

Dobrze się domyślasz, to miał być moment typowo weird, czytelnik miał pomyśleć: co tu się odjaniepawla?

 

Pozdrawiam również!


 

Rybak3,

 

prze ra ża ją ce! Super opko, poważnie poważnie.

O, dziękuję Ci, Rybaku :)

 

Prucie misia, hmmmm…..:DDD

laugh


 

Marszawa,

 

Ach, tak, tak! Kojarzę! Ta informacja dotarła nawet w okolice kamienia, pod którym żyję :D Ale nie kojarzyłam, że to akurat w Dąbrowie Górniczej. Straszne rzeczy! :O 

 

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Miło mi, dziękuję, HollyHell91, ale daleko jeszcze wszelkim moim wypocinom do nominacji (na marginesie – i całe szczęście wink), czasami zdarzyły się, lecz to wyjątki potwierdzające jedynie regułę; za to – jeśli chodzi o bizarro – nadal czynię nieudolne próby, a Twoje opko to absolutne mistrzostwo humoru, absurdu oraz pomysłowości. Nie wyobrażam sobie napisania nawet milionowej części czegoś tak szokującego. :) Nieustanne brawa! yes

Pecunia non olet

Czytłem. Milutkie, lekkie opowiadanko. Brakuje mi misiowych odpowiedników rzeczy znanych powszechnie, jak to miało miejsce w “pochwale”. Mimo tego jest klimat i same misie wydają się zabawną groteską. 

Tknęły mnie misiowe “dzieci”, które lubią ludzików. Ale chyba misiaczki nie mają dzikowego odpowiednika dla warchlaka.

Wszyscy zawzięcie przeczyli głową.

Jedną, wielką głową!

 

Pozdrawiam!

Twoje opko to absolutne mistrzostwo humoru, absurdu oraz pomysłowości. Nie wyobrażam sobie napisania nawet milionowej części czegoś tak szokującego. :) Nieustanne brawa! yes

 


 

Cześć, Kurojatka!

 

Milutkie, lekkie opowiadanko.

Dziękuję :)

 

Brakuje mi misiowych odpowiedników rzeczy znanych powszechnie

Hę? Jak to, przecież było tego mnóstwo! Coco Lino, Karibo, Call of Teddy, Worls of Bearcraft, Bearenciaga.. 

 

Ale chyba misiaczki nie mają dzikowego odpowiednika dla warchlaka.

Nie rozumiem, o czym piszesz, ale ok :p

 

Wszyscy zawzięcie przeczyli głową.

Jedną, wielką głową!

Oj tam, w końcu to weird fiction ;p Żartuję, oczywiście poprawiam :)

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej,

bardzo urocze opowiadanie, chociaż tematyka już taka nie była. Czytało się przyjemnie, szybko, bez żadnych zgrzytów.

Podobał mi się klimat przesłuchania. Tajemnica pokoju była fajnie rozwijana.

Elementów weird/bizzaro było klika (ludzka lalka, zagubiony guziczek). Dodał bym coś jeszcze, żeby nieco podbić klimat, ale to taka niewielka uwaga.

Misiowy świat cudny (World of Bearcraft i Call of Teddy <3). Chętnie przeczytałbym coś jeszcze z tego uniwersum. Szykuje się materiał na niezłą książkę.

Mój największy problem to zakończenie. Wydaje się być urwane. Jest odpowiedź na tajemnicę i pokoju i to w sumie wszystko. Handel narkotykami w klubie nocnym to raczej dzień powszedni. Co prawda sposób “przenoszenia” towaru oryginalny. Może dodałbym fragment o tym dlaczego misiowa policja zainteresowała się biznesem i co czeka Burdel Kinga.

 

Ulubiony fragment z tekstu:

A teraz wracaj na rurę i zakręć swoją puchatą dupcią.

Pozdrawiam czule i misiowo.

Hę? Jak to, przecież było tego mnóstwo!

No tak, przepraszam: były. A, że mi się podobają, to chciałbym więcej. :-)

Kurojatka,

 

No tak, przepraszam: były. A, że mi się podobają, to chciałbym więcej. :-)

Aa, czyli że za mało dla Ciebie, no, to też niezły komplement :)

 


 

Witaj, WyrmKiller,

 

bardzo Ci dziękuję za liczne komplementy :) Cieszy mnie, że mogłeś się zanurzyć w tym misiowo absurdalnym świecie.

 

Chętnie przeczytałbym coś jeszcze z tego uniwersum. Szykuje się materiał na niezłą książkę.

Awww :)

Obawiam się, że gdyby pomysł rozwinąć nawet do cienkiej książki, powieść straciłaby swoją moc. Ale uwagę tę uznaję za komplement, ciepło się na serduszku zrobiło :)

Ale może kontynuacja w postaci krótkiego opowiadania? To już bardziej możliwe.

 

Mój największy problem to zakończenie. Wydaje się być urwane. Jest odpowiedź na tajemnicę i pokoju i to w sumie wszystko. Handel narkotykami w klubie nocnym to raczej dzień powszedni. Co prawda sposób “przenoszenia” towaru oryginalny. Może dodałbym fragment o tym dlaczego misiowa policja zainteresowała się biznesem i co czeka Burdel Kinga.

Tak, uczciwie przyznam, że końcówka faktycznie wybrzmiewa najsłabiej, co może pozostawiać czytelników z pewnym niedosytem. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że pisałam bizzaro po raz pierwszy i jestem zadowolona z tego, że w ogóle udało mi się coś sensownego, jak na standardy bizzaro/weird, sklecić.

 

Ulubiony fragment z tekstu:

A teraz wracaj na rurę i zakręć swoją puchatą dupcią.

Pozdrawiam czule i misiowo.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bardzo fajna kreacja świata. Mnie też spodobały się te bearowe smaczki.

Pokój 101 oczywiście skojarzył mi się z 1984. Mroczne pomieszczenie…

Czekał już na mnie w pokoju dla VIPów,

A nie lepiej wziąć VIB-y? I to się właśnie odmienia z dywizem.

Babska logika rządzi!

Finklo,

 

Bardzo fajna kreacja świata. Mnie też spodobały się te bearowe smaczki.

smiley

 

Pokój 101 oczywiście skojarzył mi się z 1984. Mroczne pomieszczenie…

 

A nie lepiej wziąć VIB-y? I to się właśnie odmienia z dywizem.

Hm, niezłe, niezłe. Tylko nie wiem, czy wszyscy by od razu zrozumieli ten akronim, więc lepiej zostawię, jak jest.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Myślę, że w połączeniu z jakąś często używaną frazą (na przykład salon dla VIB-ów) szanse są duże. Ale oczywiście Ty decydujesz.

Babska logika rządzi!

Fajne opowiadanie. Pośmiałem się.

Pozdrawiam

Uroczo absurdalne, a przy tym szalenie zabawne!

Zaczynałam lekturę spodziewając się więcej realizmu, ale to co zastałam rozłożyło mnie na łopatki – jestem pełna podziwu dla świetnego wykorzystania hasła, pomysłu na misie i znakomitego poczucia humoru! :)

 

Cze­kał już na mnie w po­ko­ju dla VIPów… → Cze­kał już na mnie w po­ko­ju dla VIP-ów

 

– Halo? – Pra­wie wrza­sną­łem… → – Halo? – pra­wie wrza­sną­łem

 

W jego szkla­nych oczkach już nie wid­niał wstyd, tylko…. roz­ba­wie­nie? → Przyplątała się zbędna kropka po wielokropku. Wielokropek ma zawsz trzy kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajna sprawa: urocze misie i ich brudne sprawki. Trochę mi szkoda wybebeszanych misiów. Jak się najpierw polubiło bohaterów i ich świat, to trudno zaakceptować aż tyle brutalnych czynów, no ale co świat to obyczaj. wink

nartrofie,

 

Cieszę się, że się pośmiałeś, pozdrawiam!

 


 

reg,

 

Dziękuję Ci za te piękne komplementy! Cieszę się też, że udało misie (hehe) Ciebie rozbawić, jestem pozytywnie zaskoczona takim odbiorem :)

 

Błędy poprawione, dziekuję :)

 


Nova,

 

to prawda, szkoda misiów, ale musiałam wcisnąć tego bizarro i weirda… Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bardzo proszę, Holly. Cieszę się, że mogłam Ci sprawić przyjemność. :) 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Holly!

Całkiem przyjemne komediowe opowiadanko, chociaż nie ujęło mnie jakoś wyjątkowo. Udane zabawy językowe (zwłaszcza zwróciłem uwagę na “wkulwił”). Widać odniesienia do naszej rzeczywistości, ale często nie jestem pewien, co chcesz przez nie powiedzieć – chociażby scena z odpowiednikiem seppuku nie jest dla mnie ani specjalnie zabawna, ani sensowna (przy tym główny bohater naprawdę powinien od razu pomyśleć, że klucz ma ten, kto wstawił nowe drzwi…), zastanawia mnie też, że w obrębie świata przedstawionego prawdziwa okazuje się dziwaczna teoria spiskowa o porywaniu “ludzi”, żeby produkować narkotyki z ich ciał. Raz piszesz, że prawie wszystkie misie chodzą nago, a raz, że pracownice mają sukienki i ich guziki mają dla nich jakieś kluczowe – mistyczne czy może anatomiczne? – znaczenie. Chwyt “jak wiesz, przyjacielu” (postaci mówią sobie dla naszego pożytku rzeczy, które obie strony w rozmowie muszą doskonale wiedzieć, jak choćby z tymi żelkami Karibo) jest wyraźnie nadużywany, choć domyślam się, że trudno było to obejść.

Nie będę kłamał, prawie się zdefekowałem.

“Prawie zdefekowałem” (lub “prawie się zanieczyściłem”).


Nie znałem dotychczas tego chwytu z białą linią, dziękuję za podsunięcie! Podsuwasz także “Dolores Claiborne”, skoro mówisz, że warto, może zrobię z niej pierwszą pozycję do odhaczenia, kiedy mnie najdzie na Kinga.

Wydaje mi się, że tym razem nie jest to poziom piórkowy, natomiast trafienie do Biblioteki oczywiście całkowicie zasłużone. Pozdrawiam ślimaczo!

Podobało mi się :)

Przynoszę radość

Cześć, Ślimaku!

 

chociażby scena z odpowiednikiem seppuku nie jest dla mnie ani specjalnie zabawna, ani sensowna

Bo nie miała być ani zabawna ani sensowna. Tekst pisałam na wyczucie, bo nie znam zasad rządzących bizarro tudzież weird. Dlatego ta scena nie miała rozśmieszyć, lecz zdziwić i skonsternować czytelnika.

 

zastanawia mnie też, że w obrębie świata przedstawionego prawdziwa okazuje się dziwaczna teoria spiskowa o porywaniu “ludzi”, żeby produkować narkotyki z ich ciał.

Hm, a dlaczego akurat to Cię zastanawia?

 

Raz piszesz, że prawie wszystkie misie chodzą nago, a raz, że pracownice mają sukienki i ich guziki mają dla nich jakieś kluczowe – mistyczne czy może anatomiczne? – znaczenie.

Zwykłe miśki chodzą nago, niezwykłe mają ubranka.

Znaczenie guzika jest niezrozumiałe dla mnie samej. Tekst stoi dziwnością i niedopowiedzeniami, taki był mój cel.

 

Chwyt “jak wiesz, przyjacielu” (postaci mówią sobie dla naszego pożytku rzeczy, które obie strony w rozmowie muszą doskonale wiedzieć, jak choćby z tymi żelkami Karibo) jest wyraźnie nadużywany, choć domyślam się, że trudno było to obejść.

Cóż, najwyraźniej muszę jeszcze popracować nad naturalniejszą ekspozycją. Dobra uwaga.

 

Nie będę kłamał, prawie się zdefekowałem.

“Prawie zdefekowałem” (lub “prawie się zanieczyściłem”).

Hę? Myślałam, że defekować się jest czasownikiem zwrotnym.

 

Nie znałem dotychczas tego chwytu z białą linią, dziękuję za podsunięcie!

Ależ proszę bardzo :)

 

Podsuwasz także “Dolores Claiborne”, skoro mówisz, że warto, może zrobię z niej pierwszą pozycję do odhaczenia, kiedy mnie najdzie na Kinga.

Serdecznie polecam, aczkolwiek jak zauważyłeś, zdania na temat książki są podzielone.

 

Wydaje mi się, że tym razem nie jest to poziom piórkowy, natomiast trafienie do Biblioteki oczywiście całkowicie zasłużone.

Ja też tutaj potencjału piórkowego nie widzę, sama nominacja jest dla mnie przesadnym zaszczytem.

 

Pozdrawiam ślimaczo!

Pozdrawiam smoczo!

 


Witaj, Anet,

 

cieszę się, że się podobało :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Właściwie chyba mamy podobne wątpliwości, jakie dokładnie są zasady rządzące bizarro tudzież weirdem i jak wpisać się w założenia tych gatunków.

Hm, a dlaczego akurat to Cię zastanawia?

Ponieważ nie wiem, czy to element czysto rozrywkowy, czy też chciałaś się w ten sposób podzielić jakimiś przemyśleniami na temat naszego świata, a jeżeli tak, to jakimi właściwie.

Hę? Myślałam, że defekować się jest czasownikiem zwrotnym.

Według mojego rozeznania raczej nie jest, nie wskazywałaby na to też porada https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/defekowac;8350.html, być może w użyciu potocznym ta strona zwrotna występuje, ale pytanie, na ile Ci to pasuje do stylistyki całej wypowiedzi.

Właściwie chyba mamy podobne wątpliwości, jakie dokładnie są zasady rządzące bizarro tudzież weirdem i jak wpisać się w założenia tych gatunków.

Myślę, że tak ;p

 

Hm, a dlaczego akurat to Cię zastanawia?

Ponieważ nie wiem, czy to element czysto rozrywkowy, czy też chciałaś się w ten sposób podzielić jakimiś przemyśleniami na temat naszego świata, a jeżeli tak, to jakimi właściwie.

Nie, nie ma tu żadnej symboliki czy przesłania. Miało być tylko dziwnie, nie refleksyjnie.

 

Według mojego rozeznania raczej nie jest, nie wskazywałaby na to też porada https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/defekowac;8350.html, być może w użyciu potocznym ta strona zwrotna występuje, ale pytanie, na ile Ci to pasuje do stylistyki całej wypowiedzi.

Wydaje mi się, że oboje mamy rację :) Bo fakt, z poradni wynika, że czasownik defekować sam w sobie nie jest zwrotny, ale jeśli chcę podkreślić, że miś zdefekował się, w sensie samego siebie, a nie spodnie czy stół na przykład, to wydaje mi się, że w tym przypadku użycie jest poprawne.

Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek będę z kimś debatowała nad takim słowem, bardzo mi się podoba ;p

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Mnie też się bardzo podoba! Jednak nie zgodzę się z Twoją interpretacją, ponieważ “zdefekować” znaczy “oddać kał”, a nie “zanieczyścić”. Ażeby zdefekować spodnie czy stół na przykład, Twój miś musiałby je wcześniej połknąć, a i wtedy nie jestem pewien, czy byłoby to w pełni poprawne zastosowanie. Zdefekowania samego siebie nie chcę sobie nawet wyobrażać.

Holly, przyznaj się, że chciałaś napisać “zesrałem się”. ;-)

Babska logika rządzi!

,,Wkulwił”. <3

Nie czytuję bizarro, ale zaintrygowały mnie pełne superlatywów komentarze. Było… śmieszno i straszno (moim zdaniem istnieje niewiele rzeczy zabawniejszych od masakry (w wykonaniu) pluszowych misiów ;P). Trochę mnie zastanawiało, co symbolizują drogocenne guziczki, ale skoro nie symbolizują nic, to się nie czepiam. Poza tym – miło było spędzić tę parę minut w misiowym burdelu półświatku. ;)

Jedna niespójność, o którą trochę głupio mi pytać – skoro misie nie noszą ubrań, to jakim cudem mogą robić striptiz? blush I dlaczego uznają to za podniecające, skoro, kolokwialnie mówiąc, gołe baby (i chłopów) widują codziennie? Próba rozkminienia tego samodzielnie zrodziła w mej głowie cokolwiek niepokojące obrazy…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Doomsnail,

Ślimaku Zagłady,

(na wszelki wypadek, gdyby moje żartobliwe tłumaczenie Ci nie odpowiadało ;p)

 

Ażeby zdefekować spodnie czy stół na przykład, Twój miś musiałby je wcześniej połknąć, a i wtedy nie jestem pewien, czy byłoby to w pełni poprawne zastosowanie. Zdefekowania samego siebie nie chcę sobie nawet wyobrażać.

Aha, jejku, to ja nie wiedziałam, że defekacja potrafi być taka skomplikowana… ;p


 

Finklo,

 

Holly, przyznaj się, że chciałaś napisać “zesrałem się”. ;-)

Hahahah! laugh Twój komentarz wywołał u mnie szczery i długotrwały wybuch śmiechu. Hahaha, jejku, co ja mam z tym słowem zrobić teraz ;p


 

SNDWLKR,

 

Twój nick zawsze muszę kopiować, z palca w życiu tego nie napiszę ;p

A tak z ciekawości: co ten akronim znaczy? Jeśli można wiedzieć oczywiście.

 

,,Wkulwił”. <3

:D

 

Nie czytuję bizarro, ale zaintrygowały mnie pełne superlatywów komentarze.

A jak wyglądał cały proces zaglądnięcia tutaj w takim razie? Jestem autentycznie ciekawa. Zobaczyłeś, że jest konkurs, zaintrygował Cię tytuł (mam nadzieję), kliknąłeś i najpierw zajrzałeś do komentarzy zanim zacząłeś czytać?

 

Cieszę się, że miło spędziłeś czas w misiowym światku, choć nie jesteś fanem bizarro :)

 

Jedna niespójność, o którą trochę głupio mi pytać – skoro misie nie noszą ubrań, to jakim cudem mogą robić striptiz? blush

Miśka zgubiła guzik od sukienki, czyli misie w burdelo-klubie nocnym nosiły jednak ubranka.

 

I dlaczego uznają to za podniecające, skoro, kolokwialnie mówiąc, gołe baby (i chłopów) widują codziennie?

A to już inna para kaloszy. Bardzo trafne pytanie! Nie będę na siłę tworzyć teraz teorii, tylko uczciwie przyznam, że tej kwestii nie przemyślałam.

 

Próba rozkminienia tego samodzielnie zrodziła w mej głowie cokolwiek niepokojące obrazy…

No tak, my, overthinkerzy tak mamy, znam ten ból… Spróbuj jednak nie zawracać sobie tym głowy, jest to kwestia, na którą nikt inny nie zwrócił uwagi i której nie przemyślałam, ot, cała tajemnica :)

 

Dziękuję Ci za wizytę oraz miły i wartościowy komentarz!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ja z kolei dziękuję za wyjaśnienie kwestii ubranek. :) 

A tak z ciekawości: co ten akronim znaczy? Jeśli można wiedzieć oczywiście.

To nie jest akronim. (: SouNDWaLKeR* – jak nazwa pliku wydaje mi się za długa, to wywalam samogłoski, żeby ją skrócić, i stąd to się wzięło. Chociaż sądząc po tym, jak często czytam słowa ,,Skopiowałem/am twój nick, bo…”, zastosowanie tej taktyki tutaj mogło być błędem. XD

*A czemu ,,Sound-“? Ano, siedzę w muzyce dość głęboko (plus pewne doświadczenie jako DJ).

A jak wyglądał cały proces zaglądnięcia tutaj w takim razie?

Statam się zachowywać otwarty umysł. Zaglądam do większości opowiadań, które tu lądują, sprawdzam tagi, przelatuję wzrokiem po dwóch-trzech pierwszych akapitach. Jak coś mnie zainteresuje, to czytam całość, jak nie, to dopiero wtedy sprawdzam komentarze, żeby wiedzieć, czy coś mnie omija. No i tu chyba omijało. ;) A tytuł i hasło ,,cała prawda o misiach z klubu go-go” zrodziły myśl ,,Nie no… Muszę sprawdzić, co tu się odwaliło”. I nie żałuję! ;D

Spróbuj jednak nie zawracać sobie tym głowy, jest to kwestia, na którą nikt inny nie zwrócił uwagi i której nie przemyślałam, ot, cała tajemnica :)

Spoko, rozumiem. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Witaj, HollyHell!

 

Przyjemnie mi się czytało, lekkie i zabawne, mimo, że ma pewne makabryczne fragmenty. Bardzo pomysłowe! Jest kilka niedopowiedzeń i dziwności, ale w tego typu teście, to chyba na plus :D. Bardzo mi się podobały te wszystkie misiowe odpowiedniki z naszego świata, fajnie dopełniają opowiadanie :).

 

SNDWLKR,

 

*A czemu ,,Sound-“? Ano, siedzę w muzyce dość głęboko (plus pewne doświadczenie jako DJ).

Dziękuję za wyjaśnienie, teraz Twój nick łatwiej jest mi czytać w głowie ;p Disc-jockey, powiadasz… Kiedyś też próbowałam i nawet zainstalowałam sobie program Virtual DJ i kupiłam sobie taki zabawkowy kontroler Hercules DJ, ale szybko mi przeszła zajawka po wigilii służbowej. Stwierdziłam, że użeranie się z pijanymi ludźmi nie jest dla mnie.

 

Staram się zachowywać otwarty umysł.

To się chwali.

 

A tytuł i hasło ,,cała prawda o misiach z klubu go-go” zrodziły myśl ,,Nie no… Muszę sprawdzić, co tu się odwaliło”. I nie żałuję! ;D

Haha, to bardzo się cieszę, że dałeś się złowić :)

 


 

Cześć, Iyumi,

 

Fajnie, że Ci się tekst podobał, pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Kiedyś też próbowałam i nawet zainstalowałam sobie program Virtual DJ i kupiłam sobie taki zabawkowy kontroler Hercules DJ, ale szybko mi przeszła zajawka po wigilii służbowej. Stwierdziłam, że użeranie się z pijanymi ludźmi nie jest dla mnie.

Heh, dlatego po kilku nerwowych wieczorach obiecałem sobie, że już nigdy nie zagram na okolicznościówce. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nowa Fantastyka