- Opowiadanie: Bocian - Syzyf i Medea

Syzyf i Medea

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Syzyf i Medea

Syzyf i Medea

Potomstwo Hermesa i Danaid

Hermes otrzymał następne zadanie. Ma odprowadzić morderczynie swoich mężów do pana Hadesu. Do tej misji dostał pomocników. Posłaniec bogów był pod ogromnym wrażeniem ich urody. Robił co tylko mógł, byle tylko opóźnić dotarcie do Tartaru. Posłaniec bogów nakazuje, żeby cała grupa przemieszczała się powoli. Jest bardzo przekonujący w swych objaśnieniach. To jest, rzekomo w interesie kobiet, byle tylko mogły dotrzymywać kroku ich eskorcie. Pod byle pretekstem stawali często na postoje. Właśnie zbliżają się do lasu. Na poczekaniu wymyślił, że wokół czają się dzikie zwierzęta. Powinni zapalić ognisko, żeby je odstraszyć. Hermes wykorzystuje okazję i zaprasza jedną z nich do swojego legowiska. Przytula się do niej. Czerpie wyjątkową przyjemność obcowania z nią. Innym razem zbliżają się do góry. Tutaj wykombinował, że to lawina górska jest zagrożeniem. Dla bezpieczeństwa całej grupy będą musieli nadłożyć drogi. Teraz jest pora na odpoczynek przed dalszą drogą. Hermes zaprasza inną skazaną do swego legowiska. Podczas każdego następnego postoju kocha się z coraz to inną kobietą. Nastał taki czas, że wszystkie kobiety były obsłużone. One ulegały mu bez specjalnych oporów. Ponieważ miały nadzieję, że to złagodzi ich karę. Ale się przeliczyły. Bóg Hades odesłał je do Tartaru. Tam skazano je na ciężką katorgę. Okazało się, że one były w ciąży, a sprawcą tego był Hermes. W końcu z tych stosunków narodziły się istoty ludzkie obojga płci z głowami różnych zwierząt, takimi jak baran, owca, sęp, orzeł, koń, osioł, ryba, wół, niedźwiedź, wilk, kura, sokół i innymi. Tych istot jest pięćdziesiąt.  Danaidy nie miały możliwości ich wychowywać. Wtedy małe istoty pozostały przez pewien czas same sobie. Władca Hadesu wyznaczył Hermesowi zadanie. Ma te niemowlęta przyprowadzić do jego królestwa. Hermes przypatrywał się im z niechęcią. Nie mógł zaufać, że to są jego dzieci. One nie przysporzą mu żadnej chwały. Postanowił się nimi zanadto nie chwalić. Kiedy wykonał to zlecenie, to napakowane typy o opalonej na brąz cerze zajęły się tymi maleństwami. Kidy już trochę podrosły, to zostały poddane tresurze. Nie było żadnej różnicy podejściu do dziewczyn, czy chłopców. Zarówno chłopcy musieli biec trzymając ciężkie kamienie, jak i kobiety. Wpajano im rutynowe odruchy. Zdarzało się, że ktoś nie robił czegoś sprawnie i szybko. Odpowiednie baty poskramiacza pomagały wpoić mu odpowiednie umiejętności. Wyjątkowo kobiet nie obijano biczem. Nastał taki moment , że istoty te wykonywały wszystko automatycznie. Wtedy pan Hadesu wyznaczył im konkretne zadania. Niektóre mają pilnować skazańców, aby wykonywali należycie nałożoną na nich karę. Inne muszą pomagać Cerberowi, żeby jakiś nieproszony gość nie przeszedł niezauważenie do Elizjum. Jeszcze inne są przeznaczone do osobistej dyspozycji boga krainy zmarłych.

 

 

2. Decyzje podjęte na Olimpie.

Zeus zasiadał w swoim pałacu. Na jego ciele majestatyczni układała się tunika. Oddawał się przyjemnościom danym bogom. Popijał wino z bogato zdobionego kielichu. Hera weszła do środka bez zapowiedzi. Jej tunika falowała zwiewnie. To był przywilej nadany małżonce najważniejszego boga. Na obliczu Zeusa ukazał się grymas niezadowolenia. Przyszła w niewłaściwym momencie. Nie miał teraz ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Do tego przerwała mu degustację piwa. Jednak okazał chęć wysłuchania tego, co ma mu do powiedzenia.

-Powinno się ukarać Medeę-oznajmiła mu stanowczo swój postulat.

Niedawno Zeus postanowił skazać Syzyfa. Teraz ona chce pokazać swą władzę.

-Dlaczego? -pragnął poznać przyczynę tej decyzji.

-Z zimną krwią zamordowała wiele osób– odpowiedziała mu rzeczowo.

-Dobrze.-wyraził swe poparcie.

Hera celowo przyszła do niego teraz. Wiedziała że łatwo będzie go można przekonać. W stanie upojenia był bardziej podatny na sugestie. Hera wyszła zadowolona.

 

 

 

3. Fatalizm Syzyfa

Syzyf posiada przenikliwe spojrzenie. Jego kręcone włosy i broda w kolorze szatynowym zakrywają zmęczoną twarz. Słońce przypieka go niemiłosiernie.  Tunika jego jest już wyraźnie zużyta. Ale to jest nic, w porównaniu do tego, że musi toczyć ciągle od nowa olbrzymi głaz do góry. Podczas tej harówki wnosi głaz różnymi technikami, aby się nie zatrzeć. Czasem wnosi na barkach. Niekiedy bokiem. Raz jednym, innym razem drugim zapierając się barkami i nogami o zbocze. Co jakiś czas pcha tyłem wspomagając się plecami i oczywiście nogami. Kiedy indziej dla odmiany pcha przodem. Zapiera się wtedy rękoma i rzecz jasna nogami o zbocze. Trasa jego marszruty usiana jest drobnymi kamieniami i piaskiem. Ogrzane i kanciaste chrzęszczą pod jego stopami, a rozprzestrzeniający się szelest piszczy przeraźliwie w jego uszach. Właśnie zbliża się do wierzchołka. Wtem strażnik Tartiocaper chłoszcze batem po jego rękach. Syzyf puszcza momentalnie głaz, który toczy się na dół. Błyskawicznie podąża za nim. Kiedy głaz znajduje na dole, to nagrzewa się. Pchanie takiego głazu parzy niemiłosiernie ręce. Tego chce unikać skazaniec. Kiedy głaz znajduje się na stoku, to nie ma wtedy negatywnych konsekwencji dla skazańca. Ale podpieranie kamienia nie jest żadnym wyjściem do ulżenia sobie. Ponieważ każda chwila odpoczynku sprawia, że głaz opada niżej. Tak więc, zamiast zbliżać się do wierzchołka, to oddala się od niego. Dodatkowo traci cenne siły. Doszedł do tej wiedzy, kosztem swojej krwawicy. Strażnik też zmierza na dół, ale znacznie łagodniejszą trasą. Dlatego czyni to zdecydowanie szybciej, aby ubiec skazańca. Droga, którą schodzi strażnik jest niedostrzegalna i niedostępna dla Syzyfa. Na dole oczekuje już na niego gotowy do działania. Teraz jego oprawca popędza go, okładając jego plecy batem. To wszystko odbywa się w kółko. Strażnik pilnuje skazańca, aby się nie obijał. Robi to bardzo gorliwie i sumiennie, ku utrapieniu Syzyfa. Gdyby Oprawca tego nie zrobił, to bat zamieniłby się w kija-samobija. A wtedy to jemu wygarbowałby skórę za karę. To jest wystarczająca motywacja do przyłożenia się do swojego obowiązku. Góra jest tak stroma, że skazaniec nie wymaga dopingu ze strony bata.

 

4.. Fatalizm Medei

Medea ma brunatne włosy, które ułożone są w pasemka. Dwa z nich wiją się za uszami przyozdabiając je policzki. Szuka minerałów, obojętnie jakich. Ważne, aby były drogocenne. Medea ma zapełnić wazę skarbami natury. Próbowała napełnić naczynie przy użyciu swoich czarów, jednak nie mogła tego uczynić. Jej czarodziejska moc przestała działać. Jest wielce niepocieszona tym faktem, mimo tego zaraz przełamuje swoje zniechęcenie. Próbuje dalej wykonać swoje zadanie tradycyjną metodą. Jej długa tunika lepi się do ciała, na skutek potu. Jednakże nie od słońca, ale od ciężkiej pracy. Zanadto szybciej się męczy, tym bardziej że nie jest przyzwyczajona do pracy fizycznej. We wszystkim wyręczały ją służące Kiedy tylko go weźmie do ręki, to natychmiast zamienia się w zwykły kamień. Kiedy go jednak wypuści z rąk, zaraz odzyskuje swoją wartość. To jest dla niej strasznie frustrujące. Kiedy tylko w akcie desperacji odstawia wazę, to doznaje przykrego uczucia w rękach. Mianowicie nielitościwie ją parzą. Czym prędzej bierze ją z powrotem w ręce. Nauczona tym przykrym doświadczeniem już nigdy nie rozstaje się z wazą. Ponadto dla wzmocnienia z nią więzi przytula mocno do piersi. Czyni tak z obawy przed przypadkowym upuszczeniem lub wykradzeniem przez kogoś. Pragnie ją zapełnić, bez względu na przeciwności losu. Poświęca się temu zadaniu całkowicie, z determinacją godną pozazdroszczenia. Właściwie to wykonuje ten obowiązek z przyzwyczajenia, nie zastanawiając się nawet nad tym co robi. Ciągle, bez żadnych efektów. Każdego dnia jej powabność musiała się mierzyć z okrutnymi warunkami funkcjonowania w Tartarze. Jej uroda powoli, ale jednak nieubłaganie zanikała.

 

5. Kombinacje Syzyfa

 

Podczas jednego z wielu kursów w górę naszły go pewne pytania.

-Co zrobić, aby strażnik go tak nie biczował? Czy można go przekupić? Czym to zrobić?

Później doszedł do pewnych wniosków.

-Warto spróbować. Szkoda, że nie ma żadnych pieniędzy. Wszystko mi przeklęci bogowie wzięli. Ale zaraz widziałem wyjątkowo piękne okazy diamentów. Powinien się na nie skusić. Jak zwykle znalazł się u podnóża góry. Strażnik jak zwykle robi swoje. Przemagając ból próbuje nawiązać rozmowę ze strażnikiem, Który smaga go batem.

– Czy musisz mnie bić?

-Tak, wolę ciebie bić, niż żebym ja oberwał.

-Czy mógłbyś to robić trochę delikatniej?

-Nie.

Syzyf z powodu bólu znowu pcha swój głaz. Wpada na pewien pomysł.

-Niech bije tam gdzie ja chce, żeby to robił. Tylko trzeba osłonić czymś to miejsce.

Po wędrówce tam i z powrotem ponownie znajduje się przy strażniku, który robi to co zwykle. Syzyf kontynuuje przerwaną rozmowę zmagając się z bólem.  

-Zamierzam założyć jakąś ochronę na plecy. Chcę żebyś bił w nią, a nie w osłonięte miejsce. Zgadzasz się na to?

-Dlaczego miałbym to zrobić?

-Dam ci drogocenne kamienie.

-Sam sobie nazbieram.

-A umiesz je rozróżnić drogocenny diament od mniej wartościowego topazu?

-Nie

– A ja wiem gdzie są wyjątkowo piękne i wartościowe diamenty.

-Zgoda. Jedna sztuka na tydzień.

Przerwał rozmowę z wiadomych przyczyn i robi to co zwykle. Znalazł gładki i płaski kamień. Zadaje sobie pytanie.

-Czym umocuję go na plecach?

Znajduje się na dole. Strażnik postępuje odruchowo. Skazaniec dokonuje oglądu otoczenia. Wpadły mu w oko uschnięte krzaki, wokół których wiły się zwiędłe liany. Znajdowały się w znacznej odległości od góry. Zagaił strażnika.

-Jak mi przyniesiesz tych lian, to cię wynagrodzę.

-Zgoda. Następnym razem będą tutaj leżały.

Powracając wziął ze sobą upatrzony kamień i diamenty. Kiedy znalazł się u podnóża, to zrealizował swój plan. Przekupiony strażnik postępuje zgodnie z umową.

 

6. Pohańbienie Medei

Dwaj potomkowie Hermesa zmierzają do miejsc, gdzie mają pilnować skazańców. Wtem natrafiają na Medeę, która zajęta jest swoją bezproduktywną pracą. Jeden mężczyzna posiada twarz sępa, natomiast drugi głowę nie. Obserwują ja przez chwilę. Wyraźnie fascynują ich nie tyle jej zdolności umysłowe, ale jej uroda. A dokładniej traktują ją jak obiekt pożądania. Podeszli do niej. Jeden, ten z twarzą sępa odebrał jej wazę i odstawił obok. Potem od strony jej głowy chwycił jej ręce. Natomiast drugi wykorzystuje ją seksualnie. Jednocześnie jego ręka ślizga się po jej gładkim ciele. Tłamsi je, jakby chciał odebrać jak najwięcej doznań fizycznych podczas kontaktu z jej gibkim ciałem. Pierwszy dokonuje akt gwałtu. Potem role się odwracają. Drugi podąża w ślady pierwszego. Medea przez cały ten czas musi borykać się z bólem płonących rąk, który doprowadza do ich urazu oraz oszpeca je. Ponadto zmaga się z koszmarnymi emocjami. Mało tego, walczy z obrzydzeniem na widok ohydnych stworzeń. Gwałciciele w końcu odchodzą. Ale ona ciągle przeżywa te tragiczne wydarzenia. Mocno przytula do siebie wazon. Leży na glebie, z twarzą zwróconą ku ziemi. Ma oczy zamknięte. Chce odizolować się od dramatycznej rzeczywistości. Po dłuższej chwili zaczyna się czołgać do przodu. Posiada poszarpaną tunikę oraz potargane włosy.

 

7. Ukaranie za przekroczenie uprawnień

Kiedy Hades dowiedział się o lubieżnych czynach tych dwojga stworzeń, to kazał swojej ochronie natychmiast ich przyprowadzić do siebie. Winowajcy stanęli przed nim. Zagniewany pan podziemi o srogim spojrzeniu kieruje berło w ich stronę władczym gestem. Przemawia do nich groźnym tonem głosem.

-Skazańcy mają wykonywać swoją karę z godnością. Ich kara jest dla nich wystarczającym cierpieniem. Nie dopuszczę do tego, żeby ktoś im w tym przeszkadzał albo dodatkowo pastwił się nad nimi. Szczególnie dotyczy to wszystkich ludzi i stworzeń, którzy mi służą. Mają oni obowiązek na ślepo wykonywać moje polecenia. Wy jesteście strażnikami. Macie pilnować tylko tego, żeby skazaniec wykonywał swoja karę. Bez żadnej własnej inicjatywy. Postąpiliście karygodnie. Zostaniecie ukarani. To musi być wystarczająco odstraszająca przestroga dla innych. Nakazuję wymierzyć każdemu z was po tysiąc uderzeń batem.

 

8. Medea poznaje Syzyfa

Przez większy okres czasu musi się czołgać. Ponieważ bolą ją nogi i to co znajduje się między nimi. Kontynuowanie swej bezowocnej pracy w takiej pozycji jest dla niej dodatkowym utrudnieniem. Ale postanawia mu sprostać za wszelką cenę. Próbowała co jakiś moment dźwignąć się. Ale bezskutecznie. Gdyż dolne kończyny są za każdym razem jak z waty. Zaraz powraca do pozycji leżącej. Dopiero za którymś podejściem z kolei udaje jej się wstać. Ale przez chwilę zatacza się z powodu zawrotu głowy. Po obyciu pewnej drogi podchodzi do pewnej góry. Zauważa stworzeni, który uderza batem jakiegoś człowieka. Ten osobnik przypomina jej o wydarzeniu, które pragnie bezwzględnie wymazać z pamięci. Rozwija się w niej także jakaś nić zrozumienia dla skazańca. A nawet rodzi się w niej współczucie dla niego.  Oboje znajdują się podobnej sytuacji. Później wzbudza się w niej nawet jakaś więź emocjonalna z tym człowiekiem. Potrzebuje jego bliskiej obecności przy sobie. Liczy na to, że okaże jej jakieś pocieszenie. Syzyf widzi jakąś kobietę w poszarpanej tunice. Powstaje w nim życzliwość dla niej. Pragnie się nią zaopiekować, a także ochronić od wszelkich zagrożeń. Medea realizuje swoje niewykonalne zadanie. Ale cały czas dyskretnie podąża za nim w górę.

W pewnej chwili, niby przypadkiem zbliża się do niego. Mówi otwarcie miłym głosem.

-Jestem Medea. Mogę ci towarzyszyć?

Zapytany mężczyzna również szczerym głosem odpowiada.

A ja jestem Syzyf. Bardzo chętnie też chcę tego samego co ty.

Oboje uśmiechają się do siebie.

 

9. Fortel Syzyfa

 Zamyślony Syzyf obserwuje pracującą Medeę. Nie odzywa się. Jego przyjaciółka martwi się jego zachowaniem.

-O czym myślisz?

Dopiero po upływie pewnej chwili odzywa się.

-Zastanawiam się jak zapełnić wazę.

– Zrobię wszystko, aby to urzeczywistnić. Kiedy uda się tego dokonać, to będę wtedy najszczęśliwszą kobietą. Ale czy to jest możliwe?

Mężczyzna popadł w głęboką zadumę. Medea próbuje go pocieszyć.

-Nie martw się. Zupełnie wystarczy mi, że jestem przy tobie.

Ale jej głos jest ledwie słyszalny dla niego, ponieważ dobiega jakby z oddali. W takim stanie odbywa kilka kursów. Nagle zatrzymuje się. Jego oczy rozpogadzają się. A uśmiech dodatkowo rozjaśnia jego zafrasowane oblicze. Jego twarz wprost promienieje. Właśnie wpadł na pomysł, który rozwiązuje problem. Syzyf zdradza jej powód swej odmiany. Medea zaintrygowana słucha go uważnie.

-Chyba mam sposób na zakończenie twoich cierpień.

-Jak mam to zrobić?

-Dokonamy tego wspólnie.

-Nie rozumiem.

-Zaraz ci wyjaśnię.

 Tymczasem Syzyf zapiera się tyłem o głaz i pcha go do góry.

-Ja będę zbierał drogocenne kamienie, a ty obejmij moje ręce od dołu. A później pchaj moją dłoń do środka. Na początku ona nie wie dokładnie co on zamyśla, ale wykonuje jego polecenia posłusznie. W ten sposób do wazy wpadają kamienie szlachetne. Wkrótce zapełnia się

w całości Gdy ich ręce się stykają sprawia jej to nawet przyjemność. Odstawili razem wazę na ziemię. Następnie troskliwym głosem zwrócił się do niej.

-I co boli cię?

Medea stała bez ruchu przez chwilę.

-Nic mnie nie piecze. To jest koniec zadania?

Ona jest wniebowzięta. Ale nadal nie może w to uwierzyć.

-Tak, to koniec twojego zadania.

-Ale jak to się stało?

-Wyjaśnię ci na czym polegał fortel. Ty wkładałaś drogocenne kamienie, ale moimi rękoma. Dlatego one się nie przemieniały.

Medea przytula się do Syzyfa, i jednocześnie zaczyna go całować w policzek. Potem ich usta zbliżają się do siebie i łączą się we wzajemny pocałunek.

 

10. Podstęp Medei

Kobieta pragnęła w jakiś sposób wynagrodzić jego pomoc w realizacji zadania. Ale chciała również wyrazić wdzięczność za jego wsparcie duchowe. Usadawia się na zboczu. Popada w zamyślenie. Co jakiś czas osuwa się. Wstaje i wraca na pierwotne miejsce. I znowu zjeżdża. I tak w kółko. Te czynności nie wytrącają jej jednak z rozmyślań. Syzyf obserwuje to wszystko, kiedy przechodzi obok niej. Ale wszystko odbywa się w milczeniu. Dopiero za którymś tam razem obudziła się z kontemplacji. Potem wstaje i patrzy przez chwilę na początkowe miejsce. Wtem zrobiła wielkie oczy.

-Jak mogłam na to wcześniej nie wpaść!

Wzięła ostry kamień obiema rękoma i kopała. Zaintrygowany Syzyf odezwał się przerywając długą ciszę.

-Co robisz?

-To będzie niespodzianka.

Medea uśmiechnęła się do niego tajemniczo.

-To miło z twojej strony.

-Mam nadzieję, że to będzie przydatne dla ciebie.

-Cokolwiek zrobisz, to będę się cieszył.

On wrócił do swoich kursów. Przechodząc obok kopiącej kobiety, obserwował pilnie rezultaty jej poczynań. Cały czas uparcie ryła w zboczu. Na drugi dzień odstawiła kamień w uroczystym geście, bowiem wreszcie zrealizowała swój plan. Efektem jej pracy było duże zagłębienie w zboczu. Ciekawa jego reakcji odezwała się do niego.

-Skończyłam. Czy chcesz dowiedzieć się po co to zrobiłam?

-Oczywiście.

Opowiada z pasją w głosie.

-W tym zagłębieniu możesz umieścić głaz. Będzie tkwił tam, tak długo ile zechcesz. Nie musisz go w tym czasie ogóle przytrzymywać. Wtedy możesz robić coś zupełnie innego.

Kładzie głaz w zagłębienie. Zostaje jeszcze sporo miejsca w zagłębieniu.

-To jest chytry podstęp. Udała ci się niespodzianka.

Medea jest zadowolona, że Syzyfowi podoba się jej pomysł. On bierze ją w ramiona, a potem  pieści jej usta swoimi. Ona poddaje się temu.

 

11. Interes ze strażnikiem

Zaniepokojona Medea zwraca się do Syzyfa.

-To stworzenie, które cię pilnuje jest przerażające.

-Nie lękaj się go. Ja cię obronię.

– Obawiam się, że on czyha na mnie.

-On idzie inną drogą

-Może przyjść tutaj wtedy, kiedy akurat ciebie nie będzie przy mnie. Co wówczas zrobię? Nie chcę zostawać sama.

-Czy odzyskasz spokój, kiedy miałabyś jakąś broń?

– Będę się czuła wtedy bardziej zabezpieczona.

-Strażnik ma jakiś nóż za pasem. Spróbuję go przekupić.

Kiedy znalazł się na dole zagaja go.

-Ile chcesz diamentów za sztylet?

-Wiem już jak wyglądają. Sam sobie je pozbieram.

-Za co go sprzedaż?

-Nie sprzedam go. Mogę się wymienić.

-Na co?

-Na noce z twoją kobietę.

-Nie ma mowy.

-Jedna noc za tydzień obowiązywania naszej umowy. Dziesięć nocy za sztylet.

-To nie wchodzi w grę.

– W takim razie zakończymy naszą umowę.

Strażnik uderza biczem w osłonięte miejsca. Robi to z dużą zawziętością, która odciska się piętnem na ciele skazańca. Syzyf wraca do swojej pracy. Jest niezadowolony, że zakończyła się współpraca z pilnującym go stworzeniem. Jednak ból nie zaprząta jego głowy. Jest posępny, bo nie wie jak teraz zapewnić bezpieczeństwo dla Medei.

 

12. Przeszłość Medei i Syzyfa

Syzyf pragnie ją poznać bliżej

-Dlaczego zostałaś ukarana?

-To długa historia.

-Jestem ciekawy twego dotychczasowego życia.

-W Jolkos rządził Pelias, który wcześniej pozbawił władzy własnego brata Ajzona. Syn obalonego króla Jazon jako legalny następca tronu postanowił upomnieć się o swoje prawa. Wtedy Uzurpator zażądał od niego przywiezienia mu złotego runa z Kolchidy. Młodzieniec podjął się tego zadania, mimo tego, że była to misja samobójcza. Przypłynął do celu swej wyprawy. Przyjął go król Ajetes. Jazon powiedział mu, po co przybył do tej krainy. Wtedy król postanowił poddać go próbom. Jazon zgodził się wykonać te zlecenia, pomimo tego, że nie był w stanie tego dokonać. Ja podsłuchałam rozmowę mojego ojca z przybyszem. Postanowiłam mu pomóc. Przyznaję, że od razu go pokochałam. Później on obiecał mi małżeństwo i miłość. Jazon wykonał zadania i zabrał złote runo. Zabrał mnie i mojego brata Apsyrtosa na swój statek i razem opuściliśmy Kolchidę. Natomiast mój ojciec ruszył za nami w pościg. Już nas doganiał. Wtedy zabiłam swego brata i wrzuciłam do wody. Wiedziałam, że ojciec będzie chciał zebrać jego szczątki, aby wyprawić mu pogrzeb. Potem dotarliśmy do Jolkos. Odmłodziłam ojca Jazona. Ponadto przyczyniłam się do śmierci Peliasa. Zostaliśmy wygnani z tego miasta. Udaliśmy się do Koryntu, gdzie przyjął nas król Kreon. Niestety mój mąż zakochał się w córce władcy Kreuzie. Chciał wziąć ją za żonę, mimo tego, że miał już wtedy ze mną dwoje dzieci. Dla niego popełniłam zbrodnie i opuściłam kraj rodzinny. Postanowiłam się wtedy zemścić za nieodwzajemnioną miłość. Dałam jego nowej wybrance zatrute prezenty ślubne, które ją paliły żywcem. Kreon zmierzał pomóc córce i też się zatruł. To były okrutne śmierci. Ale Jazon okropnie zranił moje uczucia.

-Miałaś tragiczne przeżycia. Współczuję ci.

-Dziękuję ci. Dlaczego ciebie bogowie ukarali?

-Byłem kiedyś władcą Koryntu. Bogowie mnie lubili. Zapraszali mnie na swoje uczty. Mówili mi o swoich sekretach, które przekazywałem ludziom. Pewnego dnia zdradziłem poufny sekret Zeusa. Wtedy Władca Olimpu postanowił mnie uśmiercić. Zdążyłem jeszcze powiedzieć żonie, żeby nie wyprawiała mi obrzędu pogrzebowego. W krainie zmarłych narzekałem, że nie zostałem należycie pochowany. Wtedy Hades odesłał mnie do krainy żywych, bym dopilnował pochówku swojego ciała w odpowiednim obrzędzie. Udawało mi się długo ukrywać prze bogami. Niestety mnie odszukali i wyznaczyli mi karę w Tartarze.

-Dobrze by było, gdybyśmy się poznali wcześniej w Koryncie.

-Szkoda, ale to było niemożliwe. Żyłem w innym czasie niż ty.

 

13. Miłość Syzyfa i Medei

Skazaniec podchodzi do kobiety. Odstawił kamień i usiadł przy niej. Zauważyła jego przygnębienie.

-Co się stało?

-Nie ma noża. Nie ma już interesów ze strażnikiem.

-Nie martw się. Razem przejdziemy przez ciężkie chwile.

Przytula się do niego. Następnie zadaje śmiałe pytanie, a jednocześnie składa mu propozycję.

– Czy masz ochotę się ze mną kochać?

-Tak. Ale problem zostanie.

Kobieta jednak oświadcza przekonująco.

– Później coś wymyślimy..

Ściąga powoli ubranie. Czyni to tak pociągająco, że rozwiewa wszelkie wątpliwości Syzyfa. Idzie w jej ślady. Przytulają się do siebie. Zarówno on jak i ona pieszczą ustami i ciałem, usta i ciało swego partnera. Oboje odkrywają intymne tajemnice ciała drugiej strony. Poddają się wzburzonej fali zapamiętania erotycznego. Aż dochodzi do spełnienia seksualnego. Oboje są z tego powodu bardzo szczęśliwi. Nie potrafią się powstrzymać od okazywania pełni radości. Czują jak ziemia wibruje pod ich ciałami. Dopiero po chwili dociera do nich, że to nie wynik ich uniesień. Ale faktycznie to góra grzmi w posadach. Rozgrzane wnętrze góry wyrzuca ponad wierzchołek kłęby dymu, które unoszą się w powietrzu. Ponadto wyskakują drobne elementy metalowe, które opadają z hukiem na zbocze. Następnie turlikają się po nim. Przerażona Medea odzywa się cichym głosem.

-Może góra przebudziła się, aby nas ukarać.

Mężczyzna odpowiada uspokajająco.

-Gdyby chciała nas ukarać, to zrobiłaby to na początku. Zapewne nie mogę siedzieć za długo bezczynnie.

Syzyf wraca do swojej roboty. Natomiast góra natychmiast się uspokaja.

 

14. Skutki przebudzenia się góry

Medea zbiera elementy, którymi obdarowała ich góra. Zanosi je do zagłębienia. Przegląda je bardzo uważnie. Docenia ich przydatność. Najpierw rzuciły się jej w oko dwa  płaskie, a jednocześnie gładkie przedmioty. W jednym można się przejrzeć. Natomiast dwa są połączone ze sobą w środku i tak ostre, że można nimi ciąć włosy. Postanawia ich użyć. Na początku jej to nie za bardzo wychodzi. Ale jej upartość powoduje, że zaczyna to robić coraz sprawniej.

A przy tym efekty wizualne są coraz piękniejsze. Wreszcie doprowadza swe włosy do ładu. Syzyf obserwuje jej poczynania. Na koniec jest pod wrażeniem jej odmienionej fryzury.

-Wiesz co, jesteś jeszcze ładniejsza niż wcześniej.

Komplement sprawia jej przyjemność.

-Dziękuję ci. Siadaj tutaj. Teraz ja cię skrócę ci włosy i ogolę cię. Spełnił jej życzenie. Medea ma już wprawę w posługiwaniu się ostrzami. Po chwili wygląda młodziej.

Syzyf podczas następnego kursu podchodzi do zagłębienia. Ściąga z pleców kamień. Wyciąga ze sterty duży kawałek blachy z otworem w środku. Wygina ją, a następnie przekłada przez głowę. W ten sposób stworzył sobie pancerz. Znalazł też blachy, które po odpowiednim przystosowaniu ochronią jego kończyny górne oraz dolne. Właściwie to jego ramiona, przedramiona , uda i podudzia. Wydobywa też blachę, która po dostosowaniu ochroni jego głowę. Medea z ledwością dostrzega jakiś maleńki przedmiot. Podnosi go, a potem z błyskiem w oczach pokazuje Syzyfowi. Zadowolona z odkrycia zaczyna rozmowę.

-Czy wiesz co to jest?

-Nie bardzo.

-To może być igła. Gdybym tylko miała nici, to mogłabym sobie zeszyć tunikę. Widziałam, jak robiły to moje służki.

-Widziałem coś takiego na krzakach. Chyba jakieś pająki to wytwarzają.

-To byłoby cudowne. Chcę tam pójść. Ale za nic nie przejdę koło strażnika. Jak je stamtąd zabrać?

-Zatrzymam go na górze, a wtedy idź tam po nie.

-Wspaniale.

Mężczyzna pcha głaz na górę. Potem tam zostaje w miejscu. Oprawca jest przez chwilę zdezorientowany tym, że skazaniec jest cały pokryty pancerzem. Jednak dostrzegł nieosłonięte kolana i stawy łokciowe. Pod wpływem złości, uderza batem w te miejsca bez opamiętania. Mimo tego skazaniec nie schodzi. Nie zwraca uwagi na razy, tylko obserwuje kobietę. Ona tymczasem schodzi, a potem podchodzi do krzaków. Wyszukuje odpowiednich nici. Zabiera je. Wraca czym prędzej do zagłębienia. Syzyf cały ten czas czeka. Strażnik popada w furię, że nie robi tego co zwykle. Uderza jeszcze zacieklej. Kiedy ona kończy swoją akcję, to on powraca do swoich kursów. Kiedy zbliża się do zagłębienia. Medea zwraca się do niego prosząco.

-Zamierzam teraz zaszyć rozdarcia w tunice. Ale aby to zrobić, muszę się rozebrać. Czy możesz mieć go na oku?

-Oczywiście.

Ona zakrywa się parawanem z blach. Potem zdejmuje tunikę i zajmuje się nią. Kończy szycie i wkłada tunikę. Syzyf patrzy na nią zachwycony a potem oznajmia jej.

-Teraz to jesteś nie tylko powabna, ale i elegancka.

A ona kusząco odpowiada.

– Pragnę sprawiać takie odczucie.

Dopiero teraz spostrzega, że pod tuniką kryje się lekko zaokrąglony brzuch. Próbuje zażartować.

-Czy ty nie jesteś, aby w ciąży?

Ona jednak odpowiada poważnie.

-Tak.

Przez chwilę obserwuje ją uważnie, czy też nie żartuje. Ale widzi, że jej oblicze jest cały czas poważne.

-To wspaniale.

Medea ulega jego radości.

-Ja też się cieszę.

 

15. Konflikt ze Strażnikiem

Tartiocaper podchodzi do Medei. Obłapia ją. Ona jest przerażona. Ale w akcie nienawistnej samoobrony bierze ostry przedmiot i dźga go nim kilka razy. Puszcza ją. Przez chwilę dochodzi do siebie. Chwyta jej uzbrojoną rękę. Mocno ściska ją w przegubie. Zakrwawione ostrze wypada z jej ręki. Obłapia jej ciało siłą. Wtedy nadchodzi Syzyf. Puszcza momentalnie kamień, który opada po zboczu. Natychmiast odpycha siłą oprawcę, który na moment stracił równowagę. Wykorzystuje to obrońca Medei i rzuca się na niego. Dochodzi do szamotaniny. Oboje opierają się na zboczu i ślizgają po nim. To utrudnia obojgu wymierzanie ciosów. Jednak oprawca swym impetem powala skazańca, który opada na zbocze. Tamten wykorzystując chwilową przewagę podchodzi szybko do leżącego Syzyfa, które jednak odpycha go nogami. Oprawca opada na zbocze. Skazaniec momentalnie wstaje i podnosi kamień. Błyskawicznie podbiega do oprawcy. Tamten jednak już się podnosi. Syzyf bierze zamach. A potem uderza

z całą swą mocą w głowę przeciwnika. Czyni tak raz za razem. Chwila opamiętania przychodzi dopiero wtedy, jak widzi rozwaloną głowę oprawcy. Wraca do Medei.

– To koniec prześladowania ciebie. Widziałam co się stało.

-Tak, to koniec. Ale wracam do pracy, żeby góra się nie przebudziła.

Wraca na dół po głaz. Wtacza go na górę. Wtem czuje jak bat uderza go w plecy. Odwraca się. Nie może w to uwierzyć, ale strażnik jakimś cudem odżył.

 

16. Oczarowanie Hery

Zeus odzywa się gniewnie do żony.

– Syzyf i Medea otrzymali użyteczne przedmioty. Czy to twoja sprawka?

Odpowiada

-Tak.

-Ale nie mogłaś tego sama zrobić. Musiałaś się porozumieć z Hadesem.

 -Owszem.

-Zrobiliście to za moimi plecami.

-Początkowo byłam niezadowolona, że Medea wykpiła się ze swojej kary. Jednakże pobyt w Tartarze ja odmienił. Ujęła mnie ich miłość. Wzruszyłam się, gdy widziałam ich wzajemne poświęcenie.

-Ale Syzyf powinien czuć karę. Jego zbroja nie ułatwi tego. Teraz może się czuć bezkarny i przestanie odbywać swoją karę.

-Jak Syzyf będzie za długo zwlekał, to góra się znów przebudzi. Wtedy już nie wyrzuci żadnych przydatnych przedmiotów.

Zeus z ulgą w głosie przedstawia swoje stanowisko.

– Jak to dobrze, że pewne prawa są niezmienne.

-Co masz na myśli?

– Żaden człowiek nie jest w stanie nikogo uśmiercić w świecie zmarłych. Potrafią tego dokonać tylko bogowie albo ich potomkowie.

-Oczywiście, dlatego Syzyf nie mógł zabić strażnika.

– Zgadza się.

Hera uzupełnia wypowiedź męża.

-W Tartarze jest jeszcze inne prawo.

-Przedstaw mi swoje stwierdzenie.

-W Tartarze może urodzić się tylko potomek boga. Natomiast istota ludzka nie zdoła w żadnym razie tego dokonać.

-To też jest prawidłowe zdarzenie.

Zeus powoli poskramia złość na Herę. Natomiast ona postanawia go całkowicie udobruchać.

-Dzisiejszej nocy sprawię , że będziesz zadowolony.

 

17. Narodziny dziecka

Nadchodzi długo oczekiwany czas. Kandydat na noworodka domaga się opuszczenia łona pretendentki do roli matki. Medea zwraca się do Syzyfa z poleceniem.

-Musisz mi pomóc

-Nigdy tego nie robiłem.

-Wiem. Ale nikogo innego tutaj nie ma.

-Nie wiem jak mam postępować.

-Nie martw się. Wszystko ci będę podpowiadała. Najpierw pomasuj mój brzuch.

-Dobrze. Zrobię to, co mi powiesz.

Mężczyzna postępuje dokładnie z instrukcjami jego kobiety. Ona już poci się z powodu wysiłku związanego z parciem. W końcu dziecko przychodzi na świat. To dziecko jest inne. Bardziej przypomina jakieś stworzenie. Wygląda jak byczek z nieukształtowanymi całkowicie skrzydłami.

Medea na jego widok wzdryga się. Domyśla się od razu, czyje to… dziecko…czy może stworzenie. Nie ma odwagi tego powiedzieć Syzyfowi. Obawia się, że to zepsuje jego relacje

z nią. Lepiej niech myśli, że to jego własne. Mężczyzna widzi, że jego kobieta nie cieszy się zbytnio z urodzenia tej istoty.

-Jaki on jest, to jest nasze dziecko. Razem go wychowamy.

Medea poddaje się entuzjazmowi Syzyfa. Rozpoczyna rozmowę bardziej okazując szczęście.

-Musimy jeszcze coś postanowić.

-Co masz na myśli?

-Trzeba nadać mu jakieś imię.

-Czy masz już jakąś propozycję?

-Może… Altarus.

-Niech będzie.

On domyśla się, że nie on jest jego ojcem. Jednakże nie chce stawiać jej w niezręcznej sytuacji. Nie pragnie zadawać jej trudnych pytań, ani uzyskiwać wymijających odpowiedzi. Tak przekonywająco zagra rolę ojca tej istoty, żeby Medea w to uwierzyła. To będzie najlepsze rozwiązanie.

 

18. Wychowanie Alatursa.

Medea zajmuje się istotą. Uczy go prawidłowego chodzenia. Ale jej dziecko jest wyjątkowo pojętne. Szybko uniezależnia się od wsparcia matki. Sam podejmuje próby raz za razem zwiększać swoją prędkość poruszania się po zboczu.  Po pewnym czasie potrafi już w mig przebiec drogę od wierzchołka do podnóża góry i na odwrót. Rośnie znacznie szybciej niż dziecko ludzkie. Już po roku jest wielkości dorosłego człowieka. Tymczasem Syzyf podczas swoich kursów obserwuje pilnie strażnika. Przedstawia swojej kobiecie własne stanowisko.

-Obawiam się, że znowu najdzie go ochota zniewolić cię.

-Ale na szczęście strażnik nie ponawia kolejnej próby.

-Właśnie pojawiła się nowa istota w zagłębieniu, widocznie ona go zniechęca.

-Posiadam więc teraz dwóch obrońców.

-Ale w ramach ostrożności nadal będę miał oko na niego.

-Dobrze kochanie.

Syzyf zadowolony wraca do swojej pracy. Kiedy Medea odzywa się do swojego dziecka, to on w odpowiedzi wydaje tylko ryk. Stworzenie nie potrafi mówić, ale rozumie mowę ludzką. Wykonuje posłusznie polecenia wydawane przez swoich opiekunów. Kiedy istota kończy dwa lata, to Syzyf zwraca się do stworzenia.

-Powinieneś nauczyć się latania. Pomogę ci w tym.

Istota pokiwała głową potakująco.

-Rozwiń skrzydła.

Stworzenie wykonuje polecenie.

-One są jeszcze niewielkie. Nie utrzymają twojego ciężaru. Muszą ci urosnąć skrzydła.

Stworzenie w samotności nieustannie ponawia próby rozkładania skrzydeł. Ponieważ nader szybko one się rozrastają, to raz za razem może je rozprostowywać do coraz większych rozmiarów. Jednocześnie rośnie jego tułów. Pół roku później stworzenie jest tak olbrzymie, że na jego grzbiecie zmieszczą się dwie dorosłe osoby. W tym samym czasie jego narząd lotu osiąga ostateczny zasięg oraz nabywa zupełnych kształtów. Para jego skrzydeł po rozpostarciu jest pięć razy dłuższa od grzbietu. Wtedy też pokazuje majestatyczny ogrom w całej swej okazałości. Jego czarna sierść kołysze się w rytm powiewu wiatru oraz błyszczy w słońcu.

Obecnie Syzyf idzie z Alatursem na wierzchołek. Tam wydaje następne polecenie. Jego poczynania cały czas śledzą Medea i Syzyf. Obecnie Syzyf przedstawia mu drugą instrukcję.

-Teraz możesz latać. Skacz na dół i jednocześnie próbuj się wzbić w powietrze.

Stworzenie ciągle skacze, ale wciąż nie potrafi się unieść w powietrze. Zamiast tego osiąga coraz większych umiejętności w długości skoku i ląduje systematycznie dalej. Nagle nadchodzi taki moment, że ląduję już u podnóża góry. Nadal uporczywie próbuje wznieść się w powietrze. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem próbuje to uczynić. Najpierw udaje mu się to nieznacznie ponad zbocze. Potem wyżej. Następnie jeszcze wyżej. Jednak wciąż ląduje u podnóża. Wtem przychodzi taka chwila, że jego lot nie kończy się lądowaniem. Natomiast unosi się tak wysoko, że krąży ponad wierzchołkiem. Bowiem nabył pewności w swoje umiejętności. Może latać tak długo, jak tylko on będzie tego chciał. Medea i Syzyf obserwują z zapartym tchem, jak wspaniale unosi się w powietrzu.  

 

19. Pokonanie fatum Syzyfa

Unoszący się ponad szczytem Alaturs widzi, jak Tartiocaper obija Syzyfa. Natychmiast podchodzi ostrym łukiem ku wierzchołkowi. Znienacka dopada strażnika, którego przewraca swoim impetem. Bierze go w swoje mocne łapy, a potem tłamsi go. Nieuchronnie zgniata jego ciało. Kręgosłup jego ofiary trzaska, a następnie rozrywa się na drobne kawałki. Później oddziela kości od ciała, które na koniec pożera. Syzyf i Medea patrzą na to z otwartymi oczami. Kobieta przerywa przydługą ciszę.

-Na pewno strażnik się odrodzi.

Mężczyzna zamiast odpowiedzi zadaje pytanie.

– W jaki sposób on się wydostanie z Alatursa?

-Nie wiem. Jednak cuda się zdarzają.

Syzyf odpowiada ironicznie.

-To prawda. Zwłaszcza za sprawą bogów.

-Musimy więc wypatrywać go.

-Oczywiście wkrótce się dowiemy.

Czekają jeden dzień, a strażnik nie powstał z martwych. Mija drugi dzień i dalej nie widać go ani nie słychać. Medea z nadzieją w głosie.

-Czyżby on przepadł na zawsze?

-Na to wygląda.

-Wiesz co, opuśćmy to przeklęte miejsce.

-Dokąd mamy pójść?

Medea pełna entuzjazmu oświadcza.

-Polecimy na Alatursie. Będzie szybciej.

-Nie znamy drogi.

-Nieważne. Byle najdalej stąd. Na pewno znajdziemy bardziej przyjazne miejsce.

-Dobrze.

-Będzie już tylko wspaniale.

Szerokie usta Medei lgną namiętnie do jego mocnych ust.

 

20. Błądzenie w Tartarze

Medea woła Alatursa. Stworzenie podlatuje do niej natychmiast. Następnie kiwa głową przyjaźnie, którą potem przytula do jej piersi. Matka głaska go po głowie. Po zakończeniu pieszczot wsiada na jego grzbiet. Syzyf zaraz do niej dołącza. Kobieta wydaje polecenie.

-Unieś nas i opuśćmy to miejsce. Potem szukaj innego terenu.

Stwór posłusznie wykonuje jej instrukcje.  Pasażerowie kurczowo przywarli nogami do grzbietu, a ich ręce chwytają się sierści. Oddalają się od góry, gdzie musieli przebywać tak dużo czasu. Odwracają się. Kobieta zwraca się z ulgą do współpasażera.

-Wreszcie opuszczamy tę górę. Nie będę za nią tęskniła.

-Ja tym bardziej.

Zwrócili się znowu w kierunku lotu. Patrzą z optymizmem w odległą dal przed nimi. Lecą ciągle naprzód. Robią tylko przerwy, aby stworzenie odpoczęło. Pod nimi czasem majaczą jakieś postacie. Nie szukają z nimi kontaktu. Nie chcą mieć nic więcej do czynienia z tym miejscem. Wszędzie wokół znajdują się rozległe łańcuchy górskie. Mijają szczyty, kolejne wzgórza i jeszcze kolejne wzniesienia. Ciągle jedno i to samo. Zmęczona już tą monotonią odzywa się  zniecierpliwiona Medea.

-Kiedy natrafimy na inny krajobraz?

-Co chcesz tutaj znaleźć?

-Może dla odmiany jakąś rzekę albo łąkę.

-Raczej tego nie znajdziemy w Tartarze.

-To znaczy, że będziemy krążyć bezustannie w jednym wielkim pustkowiu?

-Do Tartaru przedostaliśmy się jakąś drogą. Myślę, że z powrotem prowadzi ta sama droga. Tylko nie wiem, gdzie ona się znajduje.

Pocieszona Medea wydaje decyzję.

-Szukajmy więc dalej.

 

21. Pomoc Hery

Hera znajduje się sam na sam ze swoim mężem. Mocno zagniewany Zeus zwraca się żony.

-Syzyf i Medea opuszczają miejsce swojej kary na grzbiecie wnuka Hermesa. To jest niedopuszczalne.

-Jestem pewna, że można ich przywrócić do życia.

– Alaturs jest potomkiem boga, dlatego on może opuścić Hades. Natomiast nie zgadzam się na to, żeby te istoty ludzkie porzuciły krainę zmarłych.

-Medea jest przecież matką potomka bogów. Syzyf kocha i traktuje ją jak żonę. Ich losy są ze sobą splecione. Nie można ich rozdzielać.

-Jesteś kapryśna. Sama chciałaś przecież ukarać Medeę. A teraz pragniesz jej pomagać.

-To nie kaprys, tylko przystosowanie się do nowej sytuacji. Jak okażesz im litość, to wzbudzisz w nich większy szacunek do siebie.

-Powinni się nas bać oraz posłusznie wykonywać nasze polecenia.

-Czy chcesz, żeby cię znienawidzili, tak jak ty naszego ojca? Na pewno pamiętasz jak mnie i nasze rodzeństwo połknął Kronos. Omal nas nie pożarł żywcem. A wtedy ty uratowałeś nas od niechybnej śmierci. Potem razem walczyliśmy z nim.

Wspomnienie tych wydarzeń obudziło w Zeusie sentymentalny nastrój. Pod wpływem chwilowej słabości zgodził się spełnić jej sugestię.

-Dobrze. Możesz im pomóc.

 

22. Powrotna droga

Nastaje noc. Syzyf i Medea kontynuują lot na Alatursie. W świetle gwiazd pasażerowie dostrzegają na ziemi opalizujące strzałki. Te znaki są ułożone z kamieni szlachetnych, takich jak: diamenty, szafiry, rubiny, szmaragdy. Pulsują one niczym płomienie ogniska, które igrają pod wpływem delikatnych podmuchów wiatru. Mienią się one intensywnymi barwami czerwieni, purpury, zieleni, błękitu. Na pewno to ich, one dokądś prowadzą. Nie znają jednak zamiarów ich twórców, ani celu ich lotu. Mimo tego lecą zgodnie ze wskazówkami informującymi o kierunku lotu. Nagle ogarnia uciekinierów ciemność. Nie widzą wokół siebie zupełnie niczego. Dostrzegają obecnie tylko strzałki. Zdaje im się, że są one aktualnie znacznie większe. Ostre ich światła niemalże wlewają się do ich oczu. Droga ich jest zupełnie nieprzewidywalna. Lecą na stałej wysokości, a w międzyczasie wlatują w zakręty. Raz są one łagodniejsze, kiedy indziej ostre. Czasami kierują się na przemian w prawo i lewo. Dla urozmaicenia następuje też taki etap ich w ich podróży, że biorą kilka zakrętów pod rząd tylko w jedną stronę. Domyślają się, że lawirują między górami. Nagle się wznoszą, a następnie raptownie opadają. Alaturs stabilizuje swoją wysokość, a następnie podążają dalej. Tutaj trasa lotu przebiega tylko w jednym kierunku. Po jakimś czasie ich droga się zwęziła, więc lądują na ziemi. Dalej podążają na piechotę. Pasażerowie wyczuwają, że wlecieli do wnętrza jakieś góry. Potem jakby przemieszczają się jakimś podziemnym tunelem. W końcu wydostają się z niego.

W tym nieoczekiwanym dla nich momencie znajdują się tuż przed samym Cerberem. Ten przekazał Syzyfowi pieniądze i przepuścił dalej. Podeszli do Charona. Syzyf chciał opłacić podróż za wszystkich. Ale przewoźnik przepuścił tylko Syzyfa. Okazuje się, że każdy musi opłacić podróż za siebie. Syzyf przekazał więc pieniądze swoim towarzyszom podróży. Dopiero wtedy Medea i Alaturs mogli zapłacić samodzielnie. Charon przewiózł ich na drugą stronę Styksu. Dostają się do świata żywych. Oddychają z ulgą, bowiem nareszcie znaleźli się na wolności. W tej wielkiej dla nich chwili ogarnęła ich dogłębna radość.

 

23. Walka o tron

Ponownie pasażerowie unoszą się na Alatursie. Medea zagaja zamyślonego Syzyfa.

-Co cię niepokoi?

– Co się zmieniło w Koryncie podczas mojej długiej nieobecności?

-Czy masz na myśli obecne tam rządy?

-Tak.

– Powinieneś ponownie objąć tron.

-Czy mnie jeszcze pamiętają?

-Przypomnisz im o sobie. Pomogę ci w tym.

-Jak mnie teraz przyjmą?

-Będziemy o to walczyć wspólnie, aby cię wybrali na ich króla.

-Dobrze. Jednakże do pałacu pójdę sam. Porozmawiam z nim sam na sam. Rozeznam się

wtedy lepiej w sytuacji.

-Będę czekała z Alatursem na zewnątrz. W razie czego zawołaj nas.

Dotarli do Koryntu. Wylądowali przed pałacem wzbudzając przy okazji wielkie zainteresowanie wśród okolicznych mieszkańców. Syzyf podchodzi do wejścia. Jeden z wartowników go rozpoznaje, więc został przepuszczony do środka. Podchodzi przed wejście do Sali tronowej. Gwardziści  krzyżują halabardy zakazując przejścia. Syzyf przedstawia się im. Jeden z nich zapowiada go obecnemu królowi Koryntu. Wraca z odpowiedzią. Władca jest gotowy go przyjąć następnego dnia. Syzyf wraca tak szybko, że  Medea spodziewa się niepomyślnej wiadomości.

-Co załatwiłeś?

-Nic. Przyjmie mnie dopiero jutro. Domyślałem się, że tak będzie. Musiał pokazać swoją wyższość.

-To nic. Jeżeli jutro sam nie abdykuje, to zmusimy go do tego.

Potem szukają miejsca, gdzie będą mogli przeczekać do jutra. Docierają do gospody, gdzie  zapłacili za jeden nocleg i strawę. Potem poszli spać, aby odpocząć przed wyzwaniem jakie zapewne ich czeka następnego dnia. Budzą się. Ten dzień może zadecydować o dalszym ich losie. Dlatego starają się do czekających ich zdarzeń nastawić optymistycznie.

Kroczą przed pałac. Syzyfa przepuszczają najpierw wartownicy, a potem gwardziści. Wreszcie wchodzi. Zbliża się przed oblicze króla. Wokół tronu stoi kilku gwardzistów. Władca odzywa się pierwszy.

-Dlaczego przychodzisz do mnie?

Syzyf rozpoznaje go. To jest Arystokles.

-Byłeś przełożonym moich gwardzistów.

Dopiero wtedy ten, który zasiada teraz na tronie domyślił się z kim ma do czynienia.

-Byłeś skazany na karę w Tartarze. Jak się tutaj znalazłeś?

-Dzięki pomocy bogów. Uznali widocznie, że powinienem wrócić tutaj.

-W jakim celu?

-Zamierzam odzyskać tron.

-Chcesz sam walczyć z moim wojskiem?

-Ono nie jest twoje. Przywłaszczyłeś ich sobie podczas mojej nieobecności.

-Teraz jednak wykonują tylko moje rozkazy.

-Niedługo. Kiedy się dowiedzą kim jestem, to przejdą na moją stronę.

-Nie będziesz miał na to okazji.

-Nie rozumiem.

Syzyf przeczuwa jakiś fortel, ale nie ma czasu zareagować. Ponieważ obecny król tajnym gestem ręki przywołuje natychmiast swoich gwardzistów, którzy błyskawicznie go obezwładniają i kneblują jego usta. Jeszcze przybysz słyszy groźną odpowiedź, na koniec udzielonej mu audiencji.

-Nie dopuszczę do tego, żebyś ty z nimi rozmawiał.

Gwardziści prowadzą związanego podstępnie Syzyfa do więzienia. Tam, aresztanta nachodzą ponure myśli. Tak pragnął wrócić do swojego królestwa. Nie zamierzałem szukać zemsty. To w końcu byli moi podwładni. Chciałem tylko odzyskać swój tron. Tymczasem traktują go jak niebezpiecznego przestępcę, lub co jeszcze gorsze, jak wroga. Medea zniecierpliwiona, przeciągającą się już nieobecnością Syzyfa podchodzi do wejścia. Ponieważ wartownicy nie zamierzali jej przepuścić, to do akcji wkroczył Alaturs. Swoim impetem odpycha ich na boki. To samo robi z gwardzistami. Wkraczają do środka Sali tronowej. Król jest zaskoczony ich bezczelnością.

-Jakim prawem tutaj się wdzieracie?

-Gwardziści nie chcieli nas przepuścić.

-Kim wy jesteście?

-Jesteśmy bliskimi Syzyfa.

-Po co tutaj przyszliście?

-Po Syzyfa. Gdzie on się znajduje?

-Przebywa w więzieniu.

-Dlaczego.

-Jest wrogiem królestwa.

-Jest wrogiem nie królestwa, ale ciebie.

-Wy także jesteście wrogami królestwa.

Gwardziści ustawiają piki gotowe do ataku, a następnie momentalnie podchodzą do przybyszy. Wtedy Alaturs rycząc przeraźliwie rozszarpuje ich ciała na strzępy, które lecą we wszystkie strony. Do jęków konających hoplitów dołącza się także przeraźliwy trzask ich kości. Teraz siejące spustoszenie stworzenie zwraca groźne spojrzenie na zatrwożonego Arystoklesa. Ten w popłochu próbuje umykać z placu boju. Jednocześnie stara się przywołać żołnierzy do pomocy. Jednak nie może dokończyć tego polecenia, ponieważ Alaturs właśnie go błyskawicznie dopada. Natychmiast postępuje z nim tak samo bezlitośnie, jak z gwardzistami. Medea wychodzi z sali tronowej. Za nią kroczy stworzenie. Kobieta pyta po kolei wszystkich napotkanych urzędników pałacowych.|

-Gdzie jest więzienie?

Wreszcie któryś z nich prowadzi ich do celu. Wtedy ona głośno wywołuje Syzyfa. Już jest wyraźnie zaniepokojona tym, że nie uzyskuje żadnej odpowiedzi. Wtedy każe Alatursowi wyłamywać wszystkie drzwi do cel. Ma to robić dotąd, aż znajdą go w którejś z nich. Ostatecznie poszukiwania kończą się powodzeniem. Medea uwalnia go z więzów i knebla. Okropne wrzaski dobywające się na zewnątrz pałacu przywołały zaintrygowanych mieszkańców miasta do dziedzińca pałacowego. Obywatele ściągają z różnych stron miasta i gromadzą się tam licznie. Zwabieni mieszkańcy wysnuwają różne domysły, a potem przekazują innym swoje spostrzeżenia. Niektórzy wiedzą, że wśród głównych osób tego dramatu znajduje się też Syzyf. Rozpoznali go już ubiegłego dnia, kiedy wędrował razem z towarzyszami przez miasto. Wszyscy z przejęciem czekają na dalszy przebieg zdarzeń, a także chcą zobaczyć zakończenie tych wydarzeń. Do zgromadzonych ludzi wychodzą właśnie bohaterowie. Syzyf wygłasza do obywateli przemówienie.

-Jestem Syzyf. Zapewne niektórzy z was wiedzą kim jestem. Jestem im za to wdzięczny. Na pewno są też tacy, którzy o mnie zapomnieli. Pewnie są też tacy, którzy nie mieli okazji

o mnie się dowiedzieć. Zwłaszcza dzieci nie miały na to żadnej szansy. Tym wszystkim chcę

o sobie w ten sposób przypomnieć i przedstawić. Kiedyś byłem waszym królem. Pragnę znowu nim być. Nie zamierzałem zdobywać władzy siłą, ale zostałem do tego zmuszony. Obiecuję, że będę robił wszystko, co w mojej mocy, żeby wszyscy obywatele miasta Korynt żyli w dostatku i byli szczęśliwi. Na koniec pragnę przekazać wszystkim radosną nowinę.

Obok mnie towarzyszy mi Medea. Zamierzamy zawrzeć związek małżeński. Przy drugim moim boku asystuje nam Alaturs, który jest naszym dzieckiem.

Obywatele skandują.

-Niech żyje król.

-Niech żyje królowa.

-Niech żyje książę.

 

24. Małżeństwo

Syzyf wydaje urzędnikom pałacowym dyspozycje w sprawie uroczystości weselnej, a daje im na to tylko tydzień. Oni biorą się natychmiast do wykonywania swoich zadań. Niemalże dwoją się i troją. Chcą zdążyć na czas, i nie zawieźć już na początku ich króla. Tymczasem Medea każe swoim służkom przygotować okazały strój weselny. Bez przerwy nadzoruje proces szycia. Chce być pewna, że strój spełni jej oczekiwania. Ponadto każe odpowiednikom rzemieślnikom wykonać ozdoby. Przede wszystkim broszkę i szarfę. Przez cały czas przygotowań do ślubu chcą zachować tradycję, dlatego mieszkają w osobnych komnatach. Nadchodzi dzień zaślubin. Na początku odbywa się biesiada. Zaproszono na nią najbardziej wpływowych i zaufanych przedstawicieli świty pałacowej. Całe to towarzystwo zasiada do suto zastawionego stołu. Każda osobistość znajduje tam coś, co spełnia jego indywidualne wymagania smakowe. Pomoc kuchenna wnosi na półmiskach upieczone kawałki wołu i świni. Obok ustawiają już całe kury i ryby. Na deser wnoszą kolejno, następujące owoce: jabłka figi, granaty. Ponadto podają amfory z winem, które polewa się obficie. Oczywiście nie zabrakło tam Alatursa. Przygotowano dla niego specjalne stanowisko odpowiednie dla  jego budowy ciała. Zbliża się koniec uczty. Niektórzy już śpią przy stole. Ci co potrafią iść o własnych nogach, to podążają do swoich komnat. Syzyf symbolicznie prowadzi Medeę do swojej komnaty. Tam nawiązują rozmowę.

-Część oficjalną mamy za sobą. Teraz powinniśmy przejść do części prywatnej.

-Co masz na myśli?

-Poufnie chcę tobie powiedzieć, że pragnę z tobą żyć do końca naszych dni.

-Ja obiecuję cię wspierać w potrzebie i wierność małżeńską.

-Teraz możemy przejść do części intymnej. Syzyf całuje ją, a ona poddaje się temu ochoczo. Potem już splatają się ciałami i delektują się pieszczotami swych ciał.

 

25. Złożenie ofiar

Syzyf oznajmia żonie.

-Jestem pewny, że te znaki które wyprowadziły nas z Tartaru były dziełem boga.

-Czy masz na myśli władcę Hadesu?

-Nie miał z tym nic wspólnego. Na pewno wtedy nie robiłby żadnych podchodów. Tylko pomogliby bezpośrednio jego słudzy.

-Kto nam pomógł?

-Tak ingerować w świat zmarłych mógł tylko Zeus i Hera.

Odpowiedział natychmiast, bez zastanowienia.

-Powinniśmy złożyć ofiary bogom. Na pewno nam się przyda ich przychylność.

-Komu złożymy ofiarę?

-Powinniśmy uhonorować oboje, żeby nie zrażać żadnego z nich do siebie.

Medea doradziła z dużą dozą przenikliwości.

-Masz rację. Złożymy dwoje zwierząt.

-To za pomoc bogów. Wskazane jest też złożenie ofiar za nasze szczęście w małżeństwie.

-W porządku. Więc złożymy czworo zwierząt.

Następnego dnia idą do świątyni. Słudzy niosą parę byków dla Zeusa oraz parę jałówek dla Hery. We wnętrzu budowli sakralnej znajduje się wygładzony głaz ofiarny. W środku jest wydrążony otwór. Na jego dnie leży czara. Słudzy kładą po kolei zwierzęta na głazie. Natomiast kapłan po kolei dokonuje obrzędu na każdym zwierzęciu. Odcina nożem ich głowy. Następnie rozpruwa tułowia i wyciąga wnętrzności. Krew leje się do czary. Po każdej uśmierconej ofierze Medea i Syzyf piją krew z tego specjalnego naczynia. Potem ciała ofiar słudzy zanoszą do pałacu. Kucharze pieczą je dla pary królewskiej, która spożywa je w samotności. W ten oto sposób ofiary dla bogów się dokonały.

 

26. Ofiary Alatursa

Podczas przygotowań do małżeństwa Alaturs odbywa liczne przeloty po okolicy. Poznaje jakże urozmaicony krajobraz. Najpierw kieruje się nad miasto. Dostrzega domy, które naznaczone są indywidualnym stylem zamieszkujących je ludzi. Widzi ludzie przemierzających drogi, a także wykonujących swoje codzienne czynności. Opuszcza miasto. Teraz leci nad łąkami, gdzie mieszkańcy pilnują zwierząt domowych wypuszczonych na popas. Potem wznosi się jeszcze wyżej. Ponieważ przelatuje w tej chwili nad górami pokrytych gdzieniegdzie oazami krzewów i karłowatej roślinności. Tam dzikie zwierzęta umykają przed nim w popłochu. Wokół niego krążą dzikie ptaki, które zaraz pozostawiają go w tyle. Aktualnie porzuca wzniesienia. Wlatuje nad brzeg morza. Zmierza w kierunku zatoki, gdzie znajduje się port. Statki kołyszą się w rytm przypływów i odpływów wzburzonych fal morskich. Rybacy walczą z żywiołem. Jednocześnie zarzucają sieci, które wkrótce zapełniają się rybami. Nocami nachodzi go instynkt drapieżcy. Wtedy poluje na jakieś zwierzę domowe. Raz to jest owca, innym razem baran. Kiedy upatrzy sobie jakieś zwierzę, to nagle obniżając wysokość lotem koszącym z impetem spada na nie. Chwyta je w swoje łapy i porywa wzwyż. Potem ląduje z nim na górze, gdzie spożywa je. Każdej nocy powtarza to samo. Hodowcy ciągle stwierdzali braki w swoich stadach. Którejś nocy jeden z nich obserwuje z ukrycia swoją trzodę. Nagle widzi,  co porabia Alaturs. Więc to on jest winny temu, że ciągle ubywa zwierząt. Powiadamia o wszystkim innych hodowców. Nad ranem idą razem z poselstwem do króla.

-Alaturs porywa nasze zwierzęta. Ponosimy coraz większe straty. Tak dalej być nie może. Mamy nadzieję, że król łaskawie nie pozostanie obojętny na nasze prośby.

-Znajdziemy jakieś rozwiązanie tego problemu.

-Przykro nam to mówić. Jeżeli nie zaprzestanie swojego procederu, to powinien zostać stąd wygnany.

-Rozumiem wasz gniew. Nie powinniście jednak grozić królowi. W ciągu trzech dni poradzimy sobie na pewno z tym kłopotem.

-Prosimy o wybaczenie. Dziękujemy za wysłuchanie nas.

Po wyjściu mieszkańców zaniepokojona Medea zwraca się do męża.

-Nie pozwolę go wypędzić.

-Popieram cię w tym. Ale musimy coś zrobić, aby obłaskawić hodowców.

-W porządku. Jak tego dokonamy?

-Jeszcze nie wiem.

 

27. Budowa labiryntu

Syzyf zastanawia się nad zaistniałą komplikacją. Po chwili oznajmia żonie.

-Zwierzęta hodowców powinny być całe, a jednocześnie Alaturs musi być syty. Należy to jakoś pogodzić

-Niech poluje na dzikie zwierzęta.

-Nie złapie ich. On jest wprawdzie silny, ale powolny.

-To niech ktoś poluje na dzikie zwierzęta, a później mu przekaże schwytane zdobycze.

-On musi odczuć, że potrafi sam zdobyć sobie zwierzynę.

-Rozumiem. Co powinniśmy w takim razie uczynić?

-Zbudujemy dla niego kryty labirynt.

-W jaki sposób będzie tam zdobywał pożywienie?

-W labiryncie zbuduje się krótkie korytarze, które będą zakończone ścianami lub nagłymi zakrętami. W takich warunkach ruchy zwierząt, jakie tam dostarczymy będą spowolnione. Wtedy Alaturs będzie miał z nimi równe szanse.

-Dobry pomysł.

-Pozostała jeszcze jedna przeszkoda. Trzeba znaleźć dużo robotników. Czy można w ogóle zbudować ten labirynt w trzy dni?

-Jestem czarodziejką. Użyję swojej mocy na robotnikach. Spowoduję, że będą oni przenosić większe kamienne ciężary . Ponadto będą pracować bez zmęczenia dniem i nocą. Na pewno zdążą go zbudować na termin.  

-Nie mówiłaś w Tartarze, że potrafisz czarować.

– Myślałam, że nie uda nam się stamtąd w ogóle wydostać. Moje czary przestały tam działać. Byłam już pewna, że nie będę mogła więcej korzystać ze swoich umiejętności. Więc uznałam, że nie ma potrzeby o tym mówić. Myliłam się.

-Nie traćmy więc czasu.

Zgodnie z obietnicą daną hodowcą labirynt powstał punktualnie. Został postawiony u podnóża góry, która znajduje się najbliżej pałacu. Jest gigantyczny. Wszystkie jego boki mają pięć kilometrów długości. Pokryty jest dachem, aby nikt nie mógł stamtąd wylecieć. Po bogach co kilkanaście metrów są wykute małe otwory, przez które Alaturs może oglądać okolicę. Wewnątrz jest pięćdziesiąt korytarzy, wśród których dwadzieścia pięć ślepych. Ponadto istnieje tam dwadzieścia pięć nagłych zakrętów w lewo lub w prawo. W kilku miejscach rosną małe drzewka. Starano się tak zbudować labirynt tak, aby Alaturs nie czuł się tam więźniem. Wprost przeciwnie zapewniono mu tam komfortowy pobyt. Czasami wylatuje z labiryntu. Wtedy na jego grzbiecie siedzą Medea albo Syzyf. Robią to, aby pobyć razem. Przy okazji mają na niego oko, żeby przypadkiem nie naszła go ochota zapolować na zwierzę hodowlane. 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Bocianie, źle zapisujesz dialogi, więc podrzucami Ci poradnik. Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać je poprawnie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł, muszę przyznać, masz intrygujący. Zestawienie Syzyfa – tego antycznego kombinatora – z Medeą, która emocje ma na wierzchu, to materiał na niezły mitologiczny thriller. I ten moment, gdy wymyślają sposób na oszukanie kary z głazem? Sprytne. Naprawdę, ten fragment ma w sobie to "coś".

 

Tylko że wykonanie nie do końca idealne :)

 

Eh, nie lubię tego, ale końcu trzeba bo wreszcie poczuje się jak regulatorzy się czuła czytając moje pierwsze opowiadanie :) (czyli napewno nie przyjemnie i żal mi było, że chciała być miła i czytać to co napisałem :P)

 

(widzę, że wrzuciłaś podręcznik do dialogów który sam ostatnio przeglądnąłem, więc znaczy że dobrze guglowałem :)) 

 

Zacznę od tego co mnie kuło w oczy:

 

Stylistycznie postawiłeś na minimalizm, ale chyba ciut za mocny. Zdania są krótkie. Rąbane, to ok, jak są co jakiś czas. Jakbyś pisał telegram, a nie opowieść. „Poszła. Zrobiła. Wróciła”. – dialogi krótkie, zdecydowanie ich za dużo.

 

Druga rzecz – słownictwo. Hades to miejsce mroczne i pełne grozy, a u Ciebie momentami brzmi jak korporacja na wyjeździe integracyjnym. „Instruktorzy”, „realizowanie zamierzeń”, „proceder”? Trochę to wybija z klimatu. 

 

No i logistyka. Ten labirynt na końcu… Pięć kilometrów boku w trzy dni? Nawet z magią to tempo, którego pozazdrościłby niejeden współczesny deweloper. A te świecące strzałki wyprowadzające z Tartaru? Trochę zbyt wygodne, jakby Zeus zamontował tam neony ewakuacyjne.

 

Ale nie zrażaj się, bo fundamenty są. Masz wyobraźnię do tworzenia ciekawych scenariuszy, teraz tylko trzeba wziąć dłuto i trochę tę bryłę wygładzić, żeby tak urzędowo nie kłuła w oczy.

Powodzenia w dalszym pisaniu! 

Melendur88

Dziękuję za cenne wskazówki. Postaram się wykorzystać podczas dalszego pisania. Mam nadzieję że nie są to tylko płonne nadzieje.

Nowa Fantastyka