- Opowiadanie: CZARNA2 - Pomornik

Pomornik

  Witam.

Jest to pierw­sza hi­sto­ria, na tym forum. Wcze­śniej, przez jakiś czas byłam ak­tyw­na na We­ry­fi­ka­to­rium, pod imie­niem Iwon­ka. Była to bar­dzo wcią­ga­ją­ca  i po­ru­sza­ją­ca przy­go­da, z któ­rej wy­cią­gnę­łam bar­dzo dużo ko­rzy­ści.

Po­mor­nik, był ostat­nią ostat­nią hi­sto­rią, którą tam wsta­wi­łam. 

Wam po­zo­sta­wiam do oce­nie­nia czy dobrą.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Pomornik

Nawia nie była już tym po­nu­rym miej­scem wiecz­ne­go mroku, desz­czu i roz­pa­czy, gdzie sza­la­ły upio­ry, a de­mo­ny miały po­żyw­kę z dusz. Wam­pi­ry i wil­ko­ła­ki, z krwi i ciał.

Nawia się zmie­nia­ła.

A to za spra­wą śmier­tel­ni­ka, który zdo­łał uciec. Skut­kiem jego czynu był pierw­szy wschód słoń­ca w kra­inie. Mrok za­czął być spy­cha­ny w Kąty i Pust­ko­wia, gdzie wciąż jesz­cze rządy spra­wo­wa­ły po­two­ry.

Nawet po­mor­ni­cy – isto­ty poza miej­scem i cza­sem z nie­ogra­ni­czo­ną po­tę­gą – tra­ci­li ze swej mocy.

Dobre dusze zbie­ra­ły się w gro­ma­dy, two­rząc wsie i mia­sta.

Kie­dyś nie do po­my­śle­nia była go­spo­da na roz­sta­ju dróg, a tym bar­dziej przed Ką­ta­mi. Teraz każdy wę­dro­wiec prze­mie­rza­ją­cy te kra­iny mógł w niej od­po­cząć i zjeść.

O ile do­tarł tam przed za­pad­nię­ciem zmro­ku.

Deszcz siekł z ukosa. Zimnymi szpilami prze­bi­jał weł­nia­ny płaszcz, w który odzia­na była po­stać, pod­pie­ra­ją­ca się sę­ka­tym ko­stu­rem.

Mimo wiatru dał się słyszeć od­głos wę­sze­nia, a bursz­ty­no­we oczy za­bły­sły, kiedy osob­nik wy­czuł słabą nitkę dymu. Skie­ro­wał się w tamtą stro­nę. Dłu­gie, za­ma­szy­ste kroki roz­chla­pu­ją­ce błoto mogły su­ge­ro­wać, że to męż­czy­zna.

Ledwo wi­docz­na w sza­rów­ce wie­czo­ru karcz­ma była nie­du­żym, kwa­dra­to­wym bu­dy­nkiem o sło­mia­nej strze­sze i ni­skich drzwiach. Na ze­wnętrz­nych ścia­nach, krwią i po­pio­łem wy­ma­lo­wa­no mnó­stwo sym­bo­li, ża­rzą­cych się cie­płym, żół­tym bla­skiem. W miarę za­pa­da­nia ciem­ności, znaki ochron­ne stawały się bardziej ja­skra­we. Do­pó­ki drzwi będą za­mknię­te, żaden po­twór nie wej­dzie.

Przy­bysz tupał, nie­ja­ko ob­wiesz­cza­jąc swe przy­by­cie. Za­trzy­mał się przed wej­ściem z wy­cią­gnię­tą dło­nią, na któ­rej wid­nia­ła sieć drob­nych blizn. Po chwi­li pchnął drzwi, schy­lił się aby zmie­ścić wy­so­ką syl­wet­kę w przej­ściu.

Siedzący w oberży, od razu zwró­ci­li uwagę na no­we­go go­ścia. Roz­mo­wy urwały się. Za­stą­pi­ła je dusz­na cisza, kiedy męż­czy­zna zrzu­cił z głowy kap­tur. Pa­skud­ne bli­zny na po­licz­kach wy­glą­da­ły na ledwo za­go­jo­ne. Ale to nie one przy­ku­ły wzrok, lecz bursz­ty­no­we oczy o po­dwój­nych tę­czów­kach i he­ba­no­wy ko­stur w dłoni – mi­ster­nie ople­cio­ny czar­ną dra­twą, z prze­ple­cio­ny­mi me­ta­lo­wy­mi dro­bia­zga­mi, ko­lo­ro­wy­mi ko­ra­li­ka­mi i kru­czy­mi pió­ra­mi.

Obcy po­ru­szył się po­wo­li i skie­ro­wał bez­sze­lest­ne kroki w stro­nę szynkwasu. Ciem­na kita nie­dba­le zwią­za­nych gę­stych wło­sów opa­da­ła na koł­nierz. Pa­sem­ka, które wy­mknę­ły się spod rze­mie­nia, oka­la­ły wy­chu­dłą twarz o za­pad­nię­tych po­licz­kach, a ostry nos, nada­wał mu sępi wy­gląd. Wra­że­nie to po­tę­go­wa­ły szczu­płe palce.

Blada obe­rżyst­ka nie­mal ze­mdla­ła, kiedy pod­szedł. Wy­czu­wał od niej ostry fetor stra­chu, tłu­mią­cy inny, bar­dziej zie­mi­sty za­pach. Sły­szał spło­szo­ne myśli, roz­pro­szo­ne ni­czym stado ku­ro­patw przez ja­strzę­bia. Spoj­rzał na nią z góry.

– Czego ko­stuch… ja­śnie pan sobie życzy? – po­pra­wi­ła się szyb­ko, drżą­cym gło­sem.

Ko­stu­chy nie za takie rze­czy po­że­ra­li dusze. Po­dob­ni do upio­rów, na które po­lo­wa­li, nie prze­pa­da­li za do­bry­mi du­sza­mi. Męż­czy­zna miał wra­że­nie, że mło­dziut­ka dziew­czy­na zaraz prze­wró­ci się z prze­ra­że­nia, albo uciek­nie.

– Je­dze­nia i po­ko­ju – od­parł chro­po­watym gło­sem, cięż­kim i nieprzy­wy­kłym do mowy.

– Mamy tylko kaszę z gro­chem – wy­ce­dzi­ła, trzy­ma­jąc się blatu. – I piwo.

– Może być – po­wie­dział. W sumie było mu wszyst­ko jedno, skoro i tak nie roz­róż­niał sma­ków.

Ko­bie­ta nie­mal w pod­sko­kach skry­ła się na za­ple­czu, skąd sły­chać było przy­ci­szo­ne głosy.

Przy­bysz od­wró­cił się od szynkwasu, opie­ra­jąc ło­kieć o blat i lu­stru­jąc po­miesz­cze­nie. Spoj­rze­nia gości sku­pio­ne na nim cią­ży­ły bar­dziej niż prze­mo­czo­ny płaszcz, który roz­piął. Wyj­rza­ła spod niego skó­rza­na kurta oraz gło­wi­ce krót­kich mie­czy. Sie­dem osób bę­dą­cych w po­miesz­cze­niu po­wró­ci­ło do roz­mów przy­ci­szo­ny­mi gło­sa­mi. Ko­stuch wy­pa­trzył pustą ławę w kącie sali nie­da­le­ko pa­le­ni­ska, usta­wio­ną tak, że świa­tło tam nie do­cho­dzi­ło. Le­ni­wie ru­szył ku niej, ka­piąc wodą, zo­sta­wia­jąc błot­ni­ste, ślady i po­stu­ku­jąc ko­stu­rem.

Po­wie­sił płaszcz, aby wy­sechł, a sam roz­parł się na drew­nia­nej ławie, opie­ra­jąc plecy i ko­stur o cie­płą ścia­nę. Wy­cią­gnął dłu­gie nogi pod sto­łem.

Cze­kał, pod prawą ręką mając szty­let, a pod lewą cięż­ką torbę. Chwi­lę póź­niej obe­rżyst­ka przy­nio­sła jadło, zo­sta­wi­ła klucz, z in­for­ma­cją o po­ko­ju.

Do po­mor­ni­ka do­le­cia­ły strzęp­ki brud­nych myśli. Nie wni­ka­jąc w nie głę­biej, za­brał się do je­dze­nia, omi­ja­jąc wzro­kiem roz­my­te w cie­płym świe­tle po­sta­cie. Wy­star­czy­ło, że je sły­szał, a już go mdli­ło. Samo prze­by­wa­nie w to­wa­rzy­stwie tych istot było dla niego bo­le­sne.

Mrok gęst­niał na ze­wnątrz, a belki karcz­my de­li­kat­nie drga­ły, ję­cząc śpiew­nie od nad­mia­ru mocy, za­trzy­mu­ją­cej się na nich. Roz­mo­wy stały się nie­mra­we, cich­sze, wy­cze­ku­ją­ce, a wy­stra­szo­ne myśli pi­ko­wa­ły po spi­ra­li stra­chu, się­ga­jąc nie­mal dna. Na wierzch wy­cho­dzi­ły mrocz­ne in­stynk­ty, w dzień po­grze­ba­ne pod do­brym wy­cho­wa­niem i brud­ne kal­ku­la­cje: kogo po­świę­cić w razie pęk­nię­cia znaku.

Po­mor­nik, zmę­czo­ny tym wszyst­kim, udał się do po­ko­ju. Za­pie­czę­to­wał od we­wnątrz drzwi i okna, a spło­szo­ne myśli z dołu za­mil­kły. Usiadł na do­brze wy­pcha­nym sienniku, wpa­tru­jąc się w jeden punkt: szcze­li­nę po­mię­dzy de­ska­mi, którą po­wo­li za­skle­pił siłą woli.

 W nocy obu­dzi­ły go krzy­ki i łomot do­cho­dzą­ce z dołu. Raz za razem sły­chać było ciało ude­rza­ją­ce o deski. Na­krył głowę cien­kim kocem, ale po­tę­pień­cze wrza­ski nie usta­wa­ły. Gdzieś po­mię­dzy nimi wy­ło­wił czu­łym słu­chem płacz ko­bie­ty, a w nim fał­szy­wą nutę.

– Pieprzyć – mruk­nął, po­dej­mu­jąc de­cy­zję. Zwlókł się z pry­czy i szyb­ko zszedł na dół, ści­ska­jąc w gar­ści ko­stur.

Czuł, że za­klę­cie chro­nią­ce drzwi kru­szy się i słab­nie co nie po­win­no mieć miej­sca.

Obe­rżyst­ka le­ża­ła na brzu­chu, a wokół niej rosła ka­łu­ża krwi ze zła­ma­ne­go nosa. Mimo ob­ra­żeń i nie­wąt­pli­we­go bólu, szar­pa­ła się, prze­kli­na­jąc pod klę­czą­cym na jej ple­cach męż­czy­zną. Drugi trzy­mał jej ręce.

– Za­bi­ła Miet­ka i Da­szbo­ra – wy­sa­pał jeden z nich, a po­mor­nik od­ru­cho­wo od­na­lazł wzro­kiem dwie zma­sa­kro­wa­ne po­sta­cie. – I drzwi chcia­ła otwo­rzyć.

Za­marł na widok zsza­rza­łej twa­rzy ko­stu­cha. Bli­zny ja­rzy­ły się na złoto, roz­stę­pu­jąc lekko na obrze­żach i uka­zu­jąc barwę so­czy­stej czer­wie­ni. Gorąco bi­ją­ce od po­sta­ci przy­wo­dził na myśl wul­kan z ko­tłu­ją­cą się we­wnątrz lawą. Cała twarz wy­glą­da­ła jak po­skła­da­na z ka­wał­ków ciem­nej por­ce­la­ny i za chwi­lę miała się roz­le­cieć, a same oczy błysz­cza­ły zło­tem.

– Tam zo­stał mój brat! – za­wy­ła dziew­czy­na, a po­mor­nik nie wy­czuł w jej krzy­ku kłam­stwa.

Z pię­tra za­czę­li scho­dzić go­ście. Sły­szał ich na­tręt­ne myśli, nie­zbyt przy­chyl­ne i miłe. Nawet im się nie dzi­wił, zna­jąc krą­żą­ce hi­sto­rie o jemu po­dob­nych.

Spoj­rzał na dwóch męż­czyzn, klę­czą­cych przy dziew­czy­nie, a ci jak na roz­kaz pu­ści­li ją, kry­jąc się po ką­tach. Drzwi pu­ści­ły, zanim oberżystka zdo­ła­ła się pod­nieść. Prze­kro­czył ją, wy­czu­wa­jąc za­pach świe­żo sko­pa­nej ziemi. Ob­ró­cił w dło­niach ko­stur i zanim mrok roz­prze­strze­nił się w po­miesz­cze­niu, ga­sząc wszel­kie świa­tło, wbił go w pod­ło­gę, szep­cząc za­klę­cia.

Ciem­ność na mo­ment zdła­wi­ła opór, a potem roz­bi­ła się o po­mor­ni­ka, roz­sz­cze­pia­jąc na czę­ści i pró­bu­jąc do­trzeć do ludzi. Zgar­nia­na świe­tli­sty­mi zło­ty­mi smu­ga­mi w kąty, była wy­py­cha­na na ze­wnątrz śpiew­nym, me­ta­licz­nym drga­niem ko­stu­ra do mo­men­tu, aż drzwi za­trza­snę­ły się z hu­kiem.

Do­pie­ro po dłuż­szej chwi­li po­mor­nik pod­niósł się z klę­czek, na które rzu­ci­ła go moc. Cięż­ko dy­sząc, spoj­rzał na oberżystkę. Jej ciało drga­ło od licz­nych ran, które po­ja­wi­ły się zaraz po otwar­ciu drzwi. Na­chy­lił się nad nią, do­ty­ka­jąc lo­do­wa­tą dło­nią jej głowy.

- Retus, indus tsel. Ader er san­der – wy­szep­tał, a krzyk dziew­czy­ny niósł się po karcz­mie.

Ciało szyb­ko roz­pa­da­ło się, a wątła smuga, która snuła się znad niego, zo­sta­ła wchło­nię­ta przez ko­stur. Kiedy wszyst­ko znik­nę­ło, ze­brał na dłoń reszt­kę krwi z pod­ło­gi i wy­szedł na ze­wnątrz, że­gna­ny przez nie­na­wist­ne spoj­rze­nia i ciszę.

Za­mknął drzwi i do­ry­so­wał krwią dziew­czy­ny bra­ku­ją­cy ka­wa­łek znaku ochron­ne­go, który star­ła. Przez chwi­lę za­sta­na­wiał się, czy kto­kol­wiek z nich wszyst­kich wie­dział, że dziew­czy­na była mar­twa na długo przed tym, zanim tu do­tarł.

Wy­sta­wił twarz do pierw­szych pro­mie­ni słoń­ca i ru­szył w dal­szą drogę.

Koniec

Komentarze

Gratuluję ci pierwszego tekstu tutaj NF :) 

Dodam, że koleżankę znam i ją tutaj zaciągnąłem :)

 

Tekst co prawda – ma trochę błędów, ortografii. Nie będę tego oceniał błędu, bo sama wiesz :) Wymaga to pracy i w końcu porządnego sprzętu ktróry się nie zawiesza ;)

 

Lecz skupię się nad tym co, dobre. 

 

Po za wskazanymi błędami stylistycznymi, trafie czujesz i widzisz sceny. Np opis:

Zamarł na widok zszarzałej twarzy kostucha. Blizny jarzyły się na złoto, rozstępując lekko na obrzeżach i ukazując barwę soczystej czerwieni. Gorąc bijący od postaci przywodził na myśl wulkan z kotłującą się wewnątrz lawą. Cała twarz wyglądała jak poskładana z kawałków ciemnej porcelany i za chwilę miała się rozlecieć, a same oczy błyszczały złotem.

bardzo mi się podoba. i chociaż znajdą się tacy którzy doszukają się w nich jakiś błędów naprawdę umiałaś dobrać tak słowa, że ja sobie to wyobraziłem :) 

 

Choć nie mam możliwości głosu, to mogę tylko powiedzieć, że naprawdę samo opowiadanie i koncept super zarysowany i fajnie by było zobaczyć kontynuację :)

 

Zacytuję kogoś z innej platformy :)

Podobało mi się, że informacje wplatasz w opowieść, starasz się nie podawać łopatologicznie. Nie piszesz „był to mężczyzna wysoki, nie rozróżniał smaków”. Piszesz „wzrost mógł sugerować, że był to mężczyzna” oraz (o wyborze dania i trunku) „było mu wszystko jedno, skoro i tak nie rozróżniał smaków”. Jest tego więcej i jest to dobre.

I podpisuję pod tym wszystkimi możliwymi kończynami. 

 

 

Zastanawiające dla mnie jest kim jest ten naprawdę ten pomornik, co to za świat który jest stworzony. Wygląda naprawdę mrocznie i interesująco. 

 

Melendur88

CZARNA2, niewiele ponad osiem tysięcy znaków to jescze nie opowiadanie. Bądź uprzejma zmienić oznaczenie na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.

Sugeruję też, byś zajrzała do poradnika Drakainy: Portal dla żółtodziobów.

Powodzenia! 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję, dyżurnemu za zwrócenie uwagi. Tag zmieniony, poradnik przeczytany. Pozdrawiam Czarna

Dziękuję, CZARNA2. 

Nicki widoczne nad tekstem to nie są prawdziwi dyżurni, to echo dawnych czasów, ale się ostały i nic nie można z nimi zrobić. Nie pytaj dlaczego. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czołem CZARNA2,

witamy serdecznie w wesołym cyrku na Portalu! Dobrze, że jesteś. Faktycznie warto zajrzeć do Hyde Parku w poszukiwaniu wątków wprowadzających.

Nawia się zmieniała. Już nie była tym ponurym miejscem wiecznego mroku, deszczu i rozpaczy, gdzie szalały upiory, a demony miały pożywkę z dusz, wampiry i wilkołaki zaś – z krwi i ciał.

Nawia się zmieniała.

A to za sprawą śmiertelnika, który trafił tu i zdołał uciec.

W obu miejscach zmieniłbym składnię. Rozumiem, że w pierwszym inwersja ma być zabiegiem artystycznym, ale nie wybrzmiewa to dla mnie. Sugerowałbym “zaś wampiry i wilkołaki”. Podobnie w drugim “tu trafił”.

Kiedyś karczma na rozstaju dróg była nie do pomyślenia.

Może “Kiedyś istnienie karczmy na rozstaju (…)”?

Zimnymi szpilami przebijał się przez wełniany płaszcz z kapturem, w który odziana była postać, podpierająca się sękatym kosturem.

Może jakoś bym przepisał, żeby nie było tego przypadkowego rymu?

Dopóki drzwi będą zamknięte, żaden potwór w nocy nie wejdzie.

Osobiście nie przepadam za takimi przejściami na inny czas, ale nie jest to błąd.

Zatrzymał się przed wejściem z wyciągniętą dłonią, na której widniała sieć drobnych blizn. Chwilę się wahał, a potem pchnął drzwi i schylając się, aby zmieścić wysoką sylwetkę w niskim przejściu, wszedł do środka.

Rozważyłbym zapis, by uniknąć powtórzeń.

 

Odnośnie samego tekstu, przedstawia coś intrygującego. Tylko nie do końca wiem co. Pokazałaś postać, którą chciałbym poznać bardziej. Ale nie poznałem. Oczywiście, to krótki szorcik, więc nie sposób to rozbudować, ale jednak nosi to znamiona fragmentu. Niemniej potrafiło zainteresować, choć nie wszystko było dla mnie od razu jasne. Ekspozycja natomiast wypadła nieźle.

Nicki widoczne nad tekstem to nie są prawdziwi dyżurni, to echo dawnych czasów, ale się ostały i nic nie można z nimi zrobić. Nie pytaj dlaczego. :)

Ale akurat Regulatorzy jest dyżurną, co więcej w pełnym tego słowa rozumieniu, posiadając znaczne kompetencje językowe. Ale tak się składa, że opisany powyżej przypadek, to np. ja :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

beeeecki, bardzo dziękuję za komentarz. Każde słowo, które sprawi, że będę lepiej pisać jest na wagę złota. 

melendur, tobie też dzięki za pomoc w betowaniu i wychwytywanie błędów w przeklętej interpunkcji. 

Ale akurat Regulatorzy jest dyżurną…

Owszem, Beeeecki, jestem dyżurnną, ale nie w poniedziałek, kiedy CZARNA2 dodała swój tekst. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

CZARNA2, jeśli tutaj pokazałaś wycinek świata, to myślę, że w lekko dłuższym tekście wypadnie on świetne. Oczywiście, pojawiają się wtedy problemy, co z uniwersum pokazać i wyjaśnić, żeby nie stało się to wyciętym fragmentem.

Tak czy inaczej, trzymam kciuki!

Owszem, Beeeecki, jestem dyżurnną, ale nie w poniedziałek, kiedy CZARNA2 dodała swój tekst. :)

Wiem, wiem Reg, chciałem tylko podkreślić, że przy kim ma się świecić wieczyste “Dyżurny”, jak nie przy Tobie? laugh

Rozumiem, Beeeecki. I dziękuję. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, CZARNA2

 

Zacznę od łapanki, nie przestrasz się… na koniec napiszę ogólnie co sądzę :) 

Tekst naprawdę fajny :)

 

Karczma była ledwo widoczna w szarówce wieczoru. Był to nieduży, kwadratowy budynek o słomianej strzesze i niskich drzwiach.

Powtórzenie.

Dopóki drzwi będą zamknięte, żaden potwór w nocy nie wejdzie.

Może → żaden potwór nie wejdzie. To i tak jest zrozumiałe, że w nocy.

 

 

Zastąpiła je duszna cisza, kiedy mężczyzna zrzucił z głowy kaptur. Paskudne blizny, zdobiące policzki wyglądały na ledwo zagojone. Ale to nie one przykuły wzrok, lecz bursztynowe oczy o podwójnych tęczówkach i hebanowy kostur w dłoni mężczyzny – misternie opleciony czarną dratwą, z przeplecionymi metalowymi drobiazgami, kolorowymi koralikami i kruczymi piórami.

Mężczyzna poruszył się powoli i skierował bezszelestne kroki w stronę lady.

Za dużo tu trochę tych mężczyzn.

 

Podobni do upiorów, na które polowali[przecinek?] nie przepadali za dobrymi duszami.

odparł chropawym głosem, ciężkim i nie przywykłym do mowy.

Chropowatym? Nieprzywykłym razem pisane.

 

Powiesił płaszcz, aby wysechł, a sam rozparł się na drewnianej ławie[przecinek?] opierając plecy i kostur o ciepłą ścianę.

Nakrył głowę cienkim kocem [przecinek] ale potępieńcze wrzaski nie ustawały.

– Pierdolić – mruknął [przecinek] podejmując decyzję.

– Zabiła Mietka i Daszbora

Coś mi ten Mietek nie pasuje do dark fantasy w tym klimacie – ale to tylko luźna uwaga. Niekoniecznie słuszna – to Twój świat.

 

Obrócił w dłoniach kostur i zanim mrok rozprzestrzenił się w pomieszczeniu, gasząc wszelkie światło, wbił go w podłogę, szepcząc zaklęcia.

Na początku zastanawiałem się, czy wbił mrok w podłogę :)

 

Nachylił się nad nią [przecinek] dotykając lodowatą dłonią jej głowy.

wątła smuga[przecinek] jaka snuła się

 

Podsumowanie

 

Gratulacje! Pierwszy tekst na portalu – super! :)

Przyciągnęło mnie tutaj dark fantasy, karczma i groza. 

 

Fajny tekst. Jest trochę potknięć – co mogłem, wypisałem – ale podobało mi się. Jest klimat i mrok a dla najważniejsze.

Jest też zadowalające zakończenie. Bohater uważany za tego “najgorszego” wcale nie jest taki zły. I dobrze, że nie próbuje innym tego tłumaczyć.

 

Świat ciekawy. Wydaje się wielki – większy niż to, co pokazałaś w tekście. To bardzo na plus.

 

Pozdrawiam ;)

Dziękuję za komentarz. Poprawki na pewno będą naniesione. Ostatnio czytałam twoją ucztę i miałam bardzo pozytywne odczucia bo wszystko ładnie się zgrywało i było na wysokim poziomie, ale jakoś nie odważyłam się komentować.

Dziękuję za komentarz. Poprawki na pewno będą naniesione.

Nie ma sprawy. Działaj, poprawiaj – i wrzucaj kolejne ;)

 

Ostatnio czytałam twoją ucztę i miałam bardzo pozytywne odczucia bo wszystko ładnie się zgrywało i było na wysokim poziomie, ale jakoś nie odważyłam się komentować.

Dziękuję za miłe słowa!

Śmiało zostawiaj wszędzie komentarze – chociażby dwa zdania. Autor na pewno zawsze się ucieszy, że ma więcej czytelników… i nie mówię tu tylko o swoich tekstach, ale ogólnie :)

 

Pozdrawiam!

Hej,

samo miejsce akcji jest dość klasyczne. Byłam już w tylu karczmach… Ale ogółem wyszła Ci ładna i klimatyczna miniaturka. Wydaję mi się, że trochę za bardzo skupiłaś się na wyglądzie pomornika. Dwa razy wspomniałaś, że jest wysoki. Jak na 8190 znaków to chyba przynajmniej raz za dużo. :D Na plus, jego opis podczas „magicznej przemiany”, poruszał wyobraźnię.

Pojawiło się trochę potknięć, nie wiem na ile już wprowadziłaś poprawki, ale brakowało kilka przecinków. I z takich drobnostek:

 

Skutkiem jego czynu był pierwszy wschód słońca w tej krainie.

Usunęłabym „tej”. Albo dała zamiast tego jakiś przymiotnik. Ponurej krainie? Zapomnianej krainie? 

 

Teraz każdy wędrowiec przemierzający te krainy mógł w niej odpocząć i zjeść.

O ile dotarł do niej przed zapadnięciem zmroku.

 

Usunęłabym drugie „do niej”.

 

Na pewno zajrzę, jeśli jeszcze coś wrzucisz. Ufam, że dokonasz poprawek, więc klikam już do biblioteki. 

Serdecznie pozdrawiam :)

Dziń dybry,

 

Nawia się zmieniała. Już nie była tym ponurym miejscem wiecznego mroku, deszczu i rozpaczy, gdzie szalały upiory, a demony miały pożywkę z dusz. Wampiry i wilkołaki, z krwi i ciał.

Nawia się zmieniała.

Hm, te powtórzenia nie wybrzmiewają dobrze. I to trzecie zdanie jest dość niezgrabne. Ja bym zrobiła to tak:

→ Nawia już nie była tym ponurym miejscem wiecznego mroku, deszczu i rozpaczy. Miejscem, gdzie szalały upiory, demony miały pożywkę z dusz, a wampiry z krwi i ciał.

Nawia się zmieniała.

 

A to za sprawą śmiertelnika, który zdołał stąd uciec.

Skoro mamy narratora w trzeciej osobie, wydaje mi się, że bardziej odpowiednie będzie stamtąd.

 

Długie, zamaszyste kroki rozchlapujące błoto mogły sugerować, że jest to mężczyzna.

Konsekwencja czasów: był to mężczyzna.

 

Ledwo widoczna w szarówce wieczoru karczma, była niedużym, kwadratowym budynkiem o słomianej strzesze i niskich drzwiach.

Zbędny pierwszy przecinek i strzesze brzmi dziwacznie (choć nie jest to niepoprawne):

→ Ledwo widoczna w szarówce wieczoru karczma była niedużym, kwadratowym budynkiem ze słomianą strzechą i niskimi drzwiami.

 

żarzących się ciepłym, żółtym blaskiem. W miarę zapadania ciemności, znaki ochronne zmieniły barwę na jaskrawą.

Żółty też może być jaskrawy.

Niezgrabnie brzmi to zdanie:

W miarę zapadania ciemności

Hm, hm.

A może:

→ Barwy znaków ochronnych kontrastowały wraz z zapadającym zmrokiem.

→ Barwy znaków ochronnych zdawały się jaskrawieć, jakby nasycały się zapadającym zmrokiem.

Choć to drugie zdanie już trochę pachnie purpurą :P

 

Zatrzymał się przed wejściem z wyciągniętą dłonią, na której widniała sieć drobnych blizn. Chwilę stał, a potem pchnął drzwi,

Już wiemy, że stał.

Po chwili pchnął drzwi

 

schylając aby zmieścić wysoką sylwetkę w niskim przejściu, wszedł do środka.

Zjadłaś się.

→ schylił się, aby zmieścić wysoką sylwetkę w niskim przejściu.

 

Paskudne blizny, zdobiące policzki wyglądały na ledwo zagojone.

→ Paskudne blizny zdobiące policzki wyglądały na ledwo zagojone.

 

Wrażenie to potęgowały szczupłe palce i wysoka sylwetka.

Już wiemy, że jest wysoki.

 

Blada barmanka niemal zemdlała, kiedy podszedł.

Barmanka nie pasuje stylistycznie, bo w czasie akcji, który wybrałaś, z pewnością nie było barów. Prędzej to była oberżystka.

 

– Jedzenia i pokoju – odparł chropowatym głosem, ciężkim i nieprzywykłym do mowy.

Skoro chciał też pokoju, to nie mogłaby to być karczma. W karczmach można było tylko wypić i zjeść. Z pewnością miałaś na myśli gospodę, albo oberżę.

 

Spojrzenia gości skupione na nim ciążyły bardziej niż przemoczony płaszcz, który rozpiął.

Ładne.

 

W chwilę później znana mu barmanka

Chwilę później.

I czy ja wiem, czy taka znana?

 

zostawiła klucz i odeszła

A skąd on ma wiedzieć, gdzie jest pokój?

 

Na wierzch wychodziły mroczne instynkty, w dzień pogrzebane pod dobrym wychowaniem i brudne kalkulacje: kogo poświęcić w razie pęknięcia znaku.

Ładne.

 

Około środka nocy obudziły go krzyki

Dziwnie to brzmi.

→ W nocy obudziły go krzyki

 

Nakrył głowę cienkim kocem ale potępieńcze wrzaski nie ustawały.

→ Nakrył głowę cienkim kocem, ale potępieńcze wrzaski nie ustawały.

 

Czuł jak zaklęcie chroniące drzwi kruszy się, rwie co nie powinno mieć miejsca.

→ Czuł, że zaklęcie chroniące drzwi kruszy się i słabnie, co nie powinno mieć miejsca.

 

a pomornik automatycznie odnalazł wzrokiem dwie zmasakrowane postacie.

Automatycznie nie pasuje do stylu i czasu akcji.

Proponuję: odruchowo, instynktownie.

 

 

Całkiem niezłe, muszę przyznać. Widocznie na weryfikatorium też można się podszkolić w pisaniu :) Długo szukałam odpowiedniego Portalu, na którym będę mogła rozwinąć warsztat i dopiero NF okazał się takim miejscem. Podczas tych poszukiwań chyba kiedyś zajrzałam do weryfikatorium, ale prawdopodobnie odrzucił mnie mało czytelny i nieatrakcyjny wizualnie interfejs graficzny. Dla mnie, oczywiście, noł hejt :)

 

Tekst mi się podobał. Jest konkretna postać, konkretna historia mająca swój początek i zakończenie, ładne opisy. Może fabuła nie była jakaś super oryginalna i zaskakująca, ale nie każda też musi taka być. Do Biblioteki moim zdaniem w zupełności wystarczy.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Narracja obrazowa stoi na dobrym poziomie. Opisy zapachów, dźwięków i „myśli” bohaterów skutecznie budują napięcie, a scena w karczmie ma czytelną dramaturgię i logiczne narastanie zagrożenia.

W kilku miejscach powtórzenia (np. budowanie grozy przez podobne środki) osłabiają efekt, choć nie psują całości. Drobne korekty stylistyczne i interpunkcyjne mogłyby dodatkowo wygładzić tekst.

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

Hej,

 

Fajny szort:). Pomornik jest interesujący, a magia całkiem realna – chodzi o to, że opisałaś ją, a to dodaje jej realizmu. Klimat ciężki i gęsty, z dużą ilością detali – czyli tak jak lubię – pamiętaj, żeby nad tym panować :). Tekst bardziej przypomina scenkę niż opowiadanie, ale i tak dużo zmieściłaś w tych niecałych 10tys, a całość i tak się domyka, a nawet jest coś ala twist – z zombie dziewczyną:). 

 

Więc klikam i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzo dziękuję, za wszystkie komentarze. Szczerze, nie spodziewałam się tak dużego odzewu i tylu rad, pokazania błędów.

Wampiry i wilkołaki, z krwi i ciał.

Orzeczenie zwiało. Pewno zdjęte trwogą. 

Kostuch wypatrzył pustą ławę w kącie sali niedaleko paleniska, ustawioną tak, że światło tam nie dochodziło. Leniwie ruszył w tamtym kierunku, kapiąc wodą, zostawiając błotniste, tłuste ślady i postukując kosturem.

Zrobiłbym z tego osobny akapit. No i osobiście wolałbym, żeby osiekał wodą. Kapiąc niezbyt mi tu osobiście pasuje. No, może to krople kapały :-)

Powiesił płaszcz, aby wysechł, a sam rozparł się na drewnianej ławie, opierając plecy i kostur o ciepłą ścianę.

Na dworze leje, a ponurak siadł w niedoświetlonym miejscu, w domyśle daleko od pieca. Ciepła ściana? Rozumiem, że chcesz (niepotrzebnie), żeby mu było miło i przyjemnie?

Kiedy wszystko zniknęło, zebrał na dłoń resztkę krwi z podłogi i wyszedł na zewnątrz, żegnany przez nienawistne spojrzenia i ciszę.

Krew zebrał? Starł, czy skrystalizowała się w kuleczki? ;-P 

 

Dużo plastycznych opisów, ale bez przesytu. Sam Pomornik (czy Kostuch?) dość interesujący, stąd moje pytanie (ponawiam jednego z przedpiśców): będzie więcej ze świata, czy to tyle?

Będzie więcej.

yes

Cześć, Czarna2,

 

Miło mi powitać na portalu NF nową i tak aktywną w czytaniu oraz komentowaniu osobę.

Dodaję zaległy komentarz, ponieważ w czasie lektury nie miałem możliwości go zostawić.

 

W tym szorcie przedstawiłaś interesujący pomysł na świat – trochę kojarzy mi się on z Cyklem Demonicznym Petera V. Bretta.

Choć sam tekst ma kilka mankamentów, które zostały już wcześniej wskazane, ogólnie wyczuwalny jest tu klimat fantasy i mroku.

Najbardziej podoba mi się postać pomornika, a zwłaszcza sama nazwa „Pomornik” – to mocne i oryginalne słowo, niosące w sobie mrok i tajemnicę. Bardzo dobra nazwa dla postaci ze świata fantasy. Zakładam oczywiście, że miano to wywodzi się od pomoru – śmierci, plag i epidemii – a nie od ludowej nazwy pewnego kwiatka.

 

„Nawet pomornicy – istoty poza miejscem i czasem z nieograniczoną potęgą – tracili ze swej mocy.” – Choć to zapewne niezamierzony efekt, to tak zapisane zdanie można odczytać dość „zabawnie”: że pomornicy są istotami poza miejscem i czasem, (czyli niekiedy, incydentalnie, raz na jakiś czas,) z nieograniczoną potęgą

 

Gratuluję debiutu i pozdrawiam,

rr

CZARNA2, opisałaś zdarzenie w karczmie, ale brakło mi przedstawienia świata, w którym rzecz się dzieje. Kilka zdań na początku, mówiących o pewnych zmianach w Nawii, to dla mnie stanowczo za mało. „Pomornik” zdaje się być fragmentem większej całości, a nie zamkniętą, samodzielną opowieścią.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Mrok za­czął być spy­cha­ny w Kąty i na Pust­ko­wia… → Dlaczego wielkie litery?

 

wciąż jesz­cze swoje rządy spra­wo­wa­ły po­two­ry. → Zbędny zaimek. Czy potwory mogły sprawować cudze rządy?

 

Zim­ny­mi szpi­la­mi prze­bi­jał się przez weł­nia­ny płaszcz, w który odzia­na była po­stać, pod­pie­ra­ją­ca się sę­ka­tym ko­stu­rem. Przez wiatr prze­bił się od­głos wę­sze­nia… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Zim­ny­mi szpi­la­mi prze­bi­jał weł­nia­ny płaszcz, w który odzia­na była po­stać, pod­pie­ra­ją­ca się sę­ka­tym ko­stu­rem. Mimo wiatru dał się słyszeć od­głos wę­sze­nia

 

W miarę za­pa­da­nia ciem­ności, znaki ochron­ne zmie­ni­ły barwę na ja­skra­wą. → Skoro, jak rozumiem, blask pozostawał żółty, to barwa się nie zmieniała.

Proponuję: W miarę za­pa­da­nia ciem­ności, znaki ochron­ne stawały się bardziej ja­skra­we.

 

Przy­bysz tupał, wcho­dząc po scho­dach, nie­ja­ko ob­wiesz­cza­jąc swe przy­by­cie. → Skąd tam schody? Wcześniej napisałaś: …karcz­ma była nie­du­żym, kwa­dra­to­wym bu­dy­nkiem o sło­mia­nej strze­sze i ni­skich drzwiach. → Nie bardzo umiem sobie wyobrazić, aby do takiego budynku prowadziły schody.

 

schy­lił się aby zmie­ścić wy­so­ką syl­wet­kę w ni­skim przej­ściu. → Wcześniej już powiedziałaś, że drzwi były niskie.

 

Klien­ci karcz­my od razu zwró­ci­li uwagę na no­we­go go­ścia. → Klienci, mam wrażenie, brzmią zbyt współcześnie.

Proponuję: Siedzący w karczmie od razu zwró­ci­li uwagę na no­we­go go­ścia.

 

Roz­mo­wy uci­chły. Za­stą­pi­ła je dusz­na cisza… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Roz­mo­wy urwały się. Za­stą­pi­ła je dusz­na cisza

 

Pa­skud­ne bli­zny zdo­bią­ce po­licz­ki wy­glą­da­ły na ledwo za­go­jo­ne. → Obawiam się, że blizny nie są ozdobą.

Proponuję: Pa­skud­ne bli­zny znaczące/ szpecące po­licz­ki wy­glą­da­ły na ledwo za­go­jo­ne.

 

Obcy po­ru­szył się po­wo­li i skie­ro­wał bez­sze­lest­ne kroki w stro­nę lady. → Skoro to dawna karczma, to raczej: Obcy po­ru­szył się po­wo­li i skie­ro­wał bez­sze­lest­ne kroki w stro­nę szynkwasu.

 

Przy­bysz od­wró­cił się od baru… ->Przy­bysz od­wró­cił się od szynkwasu

Bar nie ma racji bytu w tym opowiadaniu.

 

Ko­stuch wy­pa­trzył pustą ławę w kącie sali nie­da­le­ko pa­le­ni­ska, usta­wio­ną tak, że świa­tło tam nie do­cho­dzi­ło. Le­ni­wie ru­szył w tam­tym kie­run­ku… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję drugie zdanie: Le­ni­wie ru­szył ku niej

 

ka­piąc wodą, zo­sta­wia­jąc błot­ni­ste, tłu­ste ślady… → Co sprawiało, że błotniste ślady były tłuste?

 

W chwi­lę póź­niej obe­rżyst­ka przy­nio­sła jadło… → Wystarczy: Chwi­lę póź­niej obe­rżyst­ka przy­nio­sła jadło

 

za­brał się za je­dze­nie… → …za­brał się do je­dze­nia

http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html

 

a wy­stra­szo­ne myśli pi­ko­wa­ły w dół po spi­ra­li stra­chu… → Masło maślane. Nie można pikować w górę. Czy myśli na pewno pikowały?

 

Usiadł na do­brze wy­pcha­nym ma­te­ra­cu… → Raczej: Usiadł na do­brze wy­pcha­nym sienniku

 

Pier­do­lić – mruk­nął, po­dej­mu­jąc de­cy­zję. → Czy w czasach tego opowiadania na pewno używano współczesnych wulgaryzmów?

 

Gorąc bi­ją­cy od po­sta­ci… → Gorąco bi­ją­ce od po­sta­ci

 

Drzwi pu­ści­ły, zanim bar­man­ka zdo­ła­ła się pod­nieść. → To nie była barmanka!

 

Prze­kro­czył nad nią… → Prze­kro­czył ją… Lub: Przesze­dł nad nią

 

Cięż­ko dy­sząc, spoj­rzał na bar­man­kę. → To nie byłą barmanka!!!

 

- Retus, indus tsel. Ader er san­der – wy­szep­tał… → Wypowiedź dialogową rozpoczyna półpauza, nie dywiz. Winno być: Retus, indus tsel. Ader er san­der – wy­szep­tał…

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

a wątła smuga, jaka snuła się znad niego… → …a wątła smuga, która snuła się znad niego

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej,

Witamy na forum, mam nadzieję, że zagościsz na dłużej.

Nie bawię się w łapankę, bo widzę, że bym się powtarzał.

Tekst ciekawy, Pomornik intrygujący. Naprawdę porządny szort na debiut. Nie powiem, żeby fabuła jakoś mnie niesamowicie porwała, ale fajnie prowadzisz narrację, jest tu powiem oryginalności i musze pochwalić klimat. 

Udany tekst, gratuluje debiutu.

Chętnie polecę do biblioteki!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Mrok zaczął być spychany w Kąty i na Pustkowia… → Dlaczego wielkie litery?

Ponieważ to nazwy. 

Inne poprawki zostały naniesione i jestem wdzięczna za oznaczenie potknięć. Faktycznie tekst po poprawkach wygląda na wygładzony.

 

Dziękuję za każdy komentarz. Nie spodziewałam się takiego odzewu i tak dobrego przyjęcia.

 

 

 

 

Bardzo proszę, CZARNA2. Dziękuję za wyjaśnienie. Miło mi, że uznałaś uwagi za przydatne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witam :]

 

No i cóż. Mamy tu zgrabnie napisaną scenkę, w której klimat dark fantasy mocno daje się odczuć. Fabuła jest nieco szczątkowa, ale w tak krótkim tekście zbyt wiele się przecież nie zmieści. Jest mocny akcent na koniec, w formule szorta bardzo moim zdaniem potrzebny. Językowo też jest dobrze.

 

Pozdrawiam i klik


ostry nos, nadawał mu sępi wygląd

Nielegalny przecinak (między podmiotem a orzeczeniem).

 

Zimnymi szpilami przebijał wełniany płaszcz, w który odziana była postać, podpierająca się sękatym kosturem.

Mimo wiatru dał się słyszeć odgłos węszenia, a bursztynowe oczy zabłysły, kiedy osobnik wyczuł słabą nitkę dymu. Skierował się w tamtą stronę. Długie, zamaszyste kroki rozchlapujące błoto mogły sugerować, że to mężczyzna.

Nie nazwałbym tego błędem, ale żeby nadać komentarzowi pozorów merytoryczności, pozwolę sobie zwrócić uwagę, że tu przeskakuje narracja – w pierwszym paragrafie narrator najwyraźniej wie, co się dzieje w głowie postaci (że czuje ona zimno), natomiast w drugim już tylko domyśla się, że to mężczyzna. Warto takich przeskoków unikać, zwłaszcza w ramach jednej sceny.

 

Nachylił się nad nią, dotykając lodowatą dłonią jej głowy.

Raczej “nachylił się i dotknął”. Albo “żeby dotknąć”. Nie ma tu raczej równoczesności – jeśli nie ma rąk jak gibon, to musiał nachylić się najpierw.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej, miło się to czytało. Bardzo fajnie zbudowałaś duszną atmosferę tekstu oraz niechęć “plebsu” do głównego bohatera. Jedyne, czego mi zabrakło, to rozwinięcia sceny wygnania ciemności. Jest ona bardzo skrótowa. Przez większość tekstu dążysz do epickiej walki, a dostajemy kilka zdań.

No i oczywiście wszystkiego jest za mało – poproszę więcej! laugh

GalicyjskiZakapior. Cieszę się, że tak zacna persona zajrzała i skomentowała. Przecinki to mój kryptonit. Ile bym nie sprawdzała i poprawiała, zawsze coś się znajdzie. Nad tymi przeskokami też pracuję, więc każdy komentarz na ten temat jest wskazany. Dzisiaj wieczorkiem ogarnę sobie temat.

lugosi. Na pewno będzie więcej. Pracuję nad kolejną częścią. Nie będzie to dalsza część, tylko osobne opowiadanko.

Cześć!

Warsztatowo nie jest źle, ale jeszcze masz trochę do doszlifowania – to jednak da się ogarnąć pracą i słuchaniem rad. Trochę gorzej z fabułą, bo tej za wiele nie ma – to scenka, mająca nam przedstawić postać Pomornika i zarysować realia świata. Dark fantasy tutaj masz, bo trzymasz się klasycznych motywów fantasy, które działają, tak jak zadziałały już tysiące razy. 

Podpisuję się pod skojarzniem Roberta Raksa – Peter V. Brett jak w ryj strzelił, plus Wiedźmin albo i inny Mordimer Madderdin. 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Na początku miałam trochę trudność z wejściem w tekst, ale im dalej, tym było lepiej. Pomornik jest na tyle interesującą postacią, że zostawia pewien niedosyt , ale nie uważam tego za wadę. Całość broni się sama. Trzymam kciuki za kolejne teksty. ;) 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Stworzyłaś intrygującą postać pomornika. Intrygującą gdyż niewiele dostajemy o nim informacji. Pomornik=kostuch, więc śmierć, żyjąca wśród ludzi, jedna z wielu. Czekam na dalszy ciąg losów pomornika. Zaciekawiłaś mnie. :) Zobaczyłem, że mam w kolejce drugą część. Pewnie wyciągnę. :)

Nowa Fantastyka