- Opowiadanie: MichaelBullfinch - Utopię waszą utopię

Utopię waszą utopię

 

Socjologiczno-psychologiczne sci-fiction z symboliką religijną. Zapraszam do lektury, mam nadzieję, że będzie to dla Was dobrze spędzony czas. Mam również nadzieję, że zachęcę Was do podumania nad tekstem i znalezienia kilku interpretacji. Inspiracją do napisania opowiadania była piosenka jednego z moich ulubionych polskich zespołów, a mianowicie: 

 

„Ja utopię waszą utopię
Utopię w potopie
Zarządzam pełne zanurzenie
Utopię waszą utopię
Utopię w potopie
Hydropiekłowstąpienie”

Lao Che – Hydropiekłowstąpienie

 

Serdecznie dziękuję bruce, beeeecki i Ambush. Ta pomoc wiele dla mnie znaczy, a Wasze interpretacje i głębokie wejście w mój tekst to największy komplement.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Utopię waszą utopię

Księga Potopu według Ocalonego

Werset 1: O Słowie, które zostało zesłane

 

Obu­dzi­łem się przed świ­tem, by pójść na różaniec.

Le­ża­łem chwi­lę nie­ru­cho­mo, nasłuchując dźwięków ple­ba­nii. W sta­rych mu­rach cisza nigdy nie jest pusta – za­wsze coś w niej skrzy­pi, od­dy­cha.

Fraza przy­szła nagle. Nie jak sen. Nie jak myśl. Jak go­to­we zda­nie, które cze­ka­ło, aż je wy­po­wiem:

Za grze­chy wasze, uto­pię waszą uto­pię.

Usia­dłem na łóżku. Prze­że­gna­łem się od­ru­cho­wo, ale gest nie przy­niósł ukojenia. Słowa zo­sta­ły. Cią­ży­ły pod ję­zy­kiem, jakby na­le­ża­ły do mo­dli­twy, któ­rej jesz­cze nie zna­łem, a która już zo­sta­ła mi po­wie­rzo­na.

To nie była pierw­sza taka noc. Od mie­się­cy coś się zmie­nia­ło. Naj­pierw w snach – przy­cho­dzi­ły upar­te ob­ra­zy wody, za­wsze bez brze­gu, bez ho­ry­zon­tu. Potem na jawie – lu­dzie w kon­fe­sjo­na­le mó­wi­li coraz ci­szej, jakby bali się wła­snych słów. Grze­chy się po­wta­rza­ły, ale ich cię­żar był inny. Wzbudzały we mnie przerażenie. Jak gdyby nikt już nie wie­rzył, że co­kol­wiek da się na­pra­wić.

Modliłem się o znak, o wyjaśnienie. O to, żeby wszystko minęło.

Za­miast tego przy­szła pew­ność. Nie nagła. Nie olśnie­wa­ją­ca. Ra­czej taka, która osia­da po­wo­li, dzień po dniu, aż prze­sta­je się od­róż­niać od wła­snych myśli. Wie­dzia­łem, że nad­cho­dzi próba. Zagadką zostało jesz­cze, jaką przy­bie­rze po­stać. Byłem jed­nak pe­wien, że nie wszy­scy podołają.

Na po­cząt­ku mó­wi­łem ostroż­nie. W ka­za­niach uży­wa­łem zna­nych ob­ra­zów: oczysz­cze­nia, próby, winy za grze­chy. Nikt nie pro­te­sto­wał. Takie me­ta­fo­ry są wy­star­cza­ją­co po­jem­ne, by każdy mógł wło­żyć w nie wła­sny lęk.

Z bie­giem dni, tygodni za­czą­łem mówić wprost. Lu­dzie słu­cha­li.

Nie dla­te­go, że byłem cha­ry­zma­tycz­ny. Słu­cha­li, bo mó­wi­łem to, co już w nich było, tylko jesz­cze nie­na­zwa­ne. A wypowiedziany na głos lęk jest ła­twiej­szy do znie­sie­nia, niż ten drze­mią­cy gdzieś we­wnątrz nas.

Po na­bo­żeń­stwach nie wy­cho­dzi­li od razu. Zo­sta­wa­li w ław­kach, pa­trzy­li na oł­tarz, na krzyż, jakby spraw­dza­li, czy nadal jest na swoim miej­scu. Za­czę­li pytać – naj­pierw pół­gło­sem – potem bez wsty­du – czy nad­cho­dzi kara? Czy to już? Czy mo­że­my się jakoś przy­go­to­wać?

Nie mó­wi­łem im, co do­kład­nie na­dej­dzie. Sam nie byłem pe­wien.

Da­wa­łem tylko do zro­zu­mie­nia, że trze­ba być go­to­wym. Że przyj­dzie mo­ment, w któ­rym nie wy­star­czy wie­rzyć. Trze­ba bę­dzie pójść.

Deszcz za­czął się nie­po­zor­nie.

Pierw­sze­go dnia nikt nie zwró­cił uwagi. Dru­gie­go mó­wi­li, że to dobra wróż­ba dla wy­schnię­tej ziemi. Trze­cie­go, że rzeka pod­nio­sła się szyb­ciej niż zwy­kle.

W nie­dzie­lę ko­ściół był peł­niej­szy niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Wier­ni stali cia­sno, mo­krzy, cuchnący wil­go­cią i nie­po­ko­jem. Woda spły­wa­ła po ich płasz­czach na ka­mien­ną po­sadz­kę, jakby już wtedy coś chcia­ła za­zna­czyć.

Tego dnia po­wie­dzia­łem im wię­cej. Byli wy­star­cza­ją­co go­to­wi.

Tłu­ma­czy­łem, że próba się za­czę­ła. Że nie każdy, kto mówi „wie­rzę”, bę­dzie w sta­nie przejść drogę do końca. Że na­dej­dzie mo­ment de­cy­zji – i nie bę­dzie on łatwy.

Nie­któ­rzy pła­ka­li. Inni ki­wa­li gło­wa­mi.

Zaczęły się też szepty. Ktoś parsknął śmiechem. Ktoś inny wyszedł gwałtownie, niemal przewracając ławkę. Wielu poszło za nim. Padły słowa, których się spodziewałem: herezja, sekta, obłęd.

Zo­sta­li ci, których przekonałem. Kil­kudzie­sięciu wier­nych z mojej ma­lut­kiej pa­ra­fii. Pa­trzy­li na mnie tak, jak pa­trzy się na kogoś, kto ma od­po­wiedź, nawet jeśli jesz­cze jej nie wy­po­wie­dział.

Wtedy znów wró­ci­ły słowa ze snu. Cięż­kie. Nie­odwo­łal­ne.

– Za grze­chy wasze, uto­pię waszą uto­pię! Te słowa ze­słał mi Pan – za­wo­ła­łem do ludu, wzno­sząc dło­nie w górę.

Nie wie­dzia­łem jesz­cze, jak do­słow­nie przyj­dzie nam je zro­zu­mieć. Czu­łem, że mu­si­my iść, jesz­cze nie wie­dzia­łem dokąd, ale ta myśl, ni­czym wizja, nie opusz­cza­ła mnie nawet na mo­ment.

– Jutro wyruszymy, wiem, że Bóg nas poprowadzi! – kontynuowałem. – Niech dołączą ci, którzy ufają Panu.

Byłem pe­wien jed­ne­go; jeśli to, co nad­cho­dzi, ma mieć sens – to tylko wtedy, gdy ktoś ich po­kieruje.

A jeśli się my­li­łem, po­my­lę się do końca. Bo wiara, która nie ry­zy­ku­je wszyst­kie­go, jest tylko de­ko­ra­cją.

 

Werset 2: O tych, którzy poszli, i tych, którzy zawrócili

 

Wy­szli­śmy o świ­cie. 

Potop nadchodził, czułem to. Miasto ogarnął paraliż, nikt nie był w stanie wytłumaczyć anomalii pogodowej, która nijak się miała do prognoz. Uparty, jednostajny deszcz nie ustawał. Woda zbierała się w za­głę­bie­niach ulic, wsią­ka­ła w buty, ob­le­pia­ła kost­ki zim­nem. Jeszcze dało się iść.

Jesz­cze.

Było nas mniej, niż się spo­dzie­wa­łem. Znacz­nie mniej. Wiele osób nie zdecydowało się w ostatniej chwili. Zostało kilka ro­dzi­n, star­szych ko­biet, paru męż­czyzn w róż­nym wieku, garst­ka mło­dych, któ­rzy pa­trzy­li na mnie z mie­sza­ni­ną lęku i eks­cy­ta­cji.

Ko­ściół zniknął za nami zaskakująco szyb­ko. Towarzyszyło mi poczucie, że to, co robię, jest słuszne.

Ulice przechodziły w kolejne ulice, osiedla w następne osiedla, nie miało to dla nas znaczenia. Byliśmy w swoim mieście, a może już w kolejnym, a może cały świat skurczył się do tego jednego miejsca, które wyglądało jak jedna, niekończąca się całość.

Im dalej szliśmy, tym większa nastawała cisza. Lu­dzie za­czę­li mówić przyciszonym głosem. Może bali się, że jeśli wy­po­wie­dzą coś zbyt gło­śno, woda od­po­wie? Deszcz za­głu­szał kroki, roz­mo­wy, myśli. Z cza­sem zo­sta­ły tylko jed­no­staj­ne plu­ski i od­de­chy.

– Dokąd idziemy? – zapytał w końcu ktoś z tyłu.

Za­trzy­ma­łem się.

Każda wspól­no­ta, zanim sta­nie się czymś wię­cej niż grupą ludzi idą­cych w jed­nym kie­run­ku, musi przejść przez mo­ment za­wa­ha­nia. Spoj­rza­łem na nich. Na twa­rze zmę­czo­ne już po kilku go­dzi­nach marszu, na ręce ści­ska­ją­ce pro­wi­zo­rycz­ne torby.

– Do azylu, do którego prowadzi nas Pan – od­po­wie­dzia­łem.

Nie była to od­po­wiedź kon­kret­na. I wła­śnie dla­te­go wy­star­czy­ła.

Kilka osób ski­nę­ło gło­wa­mi. Jedna ko­bie­ta uśmiech­nę­ła się z ulgą. Ktoś inny wes­tchnął cięż­ko, jakby cze­kał na to zda­nie od dawna. Ale byli też tacy, któ­rzy spoj­rze­li po sobie po­ro­zu­mie­waw­czo. Zo­ba­czy­łem w ich oczach coś no­we­go – nie wiarę, lecz kal­ku­la­cję.

– A jeśli nas nie prowadzi? – za­py­tał męż­czy­zna w sza­rej kurt­ce. Stał bli­sko mnie. Zbyt bli­sko. – Jeśli nie ma „azylu”? Jeśli to tylko zwykła ulewa?

Deszcz ude­rzył wtedy moc­niej, jakby chciał za­głu­szyć od­po­wiedź.

– Nie na tym polega wiara – po­wie­dzia­łem spo­koj­nie. – Okaże się, kto na­praw­dę słu­chał.

To był mo­ment, w któ­rym kilku z nich się odłą­czy­ło.

Nie dra­ma­tycz­nie. Bez krzy­ków. Po pro­stu zwol­ni­li, za­trzy­ma­li się, od­wró­ci­li. Jeden z męż­czyzn po­wie­dział coś o sza­leń­stwie. Ktoś inny o od­po­wie­dzial­no­ści. Padło też słowo „sekta”, wy­po­wie­dzia­ne z po­gar­dą, ale i z ulgą. Jakby na­zwa­nie pro­ble­mu po­zwa­la­ło go zo­sta­wić za sobą.

Nie za­trzy­ma­łem ich. Ru­szy­li­śmy.

Kilka ulic dalej przyglądał nam się mężczyzna w przemoczonej kurtce. Stał pod daszkiem sklepu, palił papierosa, jakby deszcz go nie dotyczył. Kojarzyłem go sprzed lat, przychodził na msze, aż pewnego dnia przestał się pojawiać.

– Chodź z nami – rzekłem spokojnie. – Pan nas prowadzi do azylu.

Spojrzał na mnie bez gniewu, raczej ze zmęczeniem.

– Rzuciłem palenie – odpowiedział, zaciągając się. – Kościół też. Do pierwszego czasem wracam. Do drugiego nie.

Nie nalegałem. Gdy odchodziliśmy, wciąż tam stał, patrząc w rozerwane chmury, nieruchomy, jakby świat kończył się obok niego, a nie z nim.

Jeśli ktoś zawraca już na progu, nie powinien iść dalej.

Mia­sto zmieniało się szyb­ciej, niż się spo­dzie­wa­łem. Woda nie była już tylko na uli­cach. Wle­wa­ła się do kla­tek scho­do­wych, pod­my­wa­ła fun­da­men­ty. Lu­dzie prze­no­si­li meble na wyż­sze pię­tra, stali na bal­ko­nach, krzy­cze­li do sie­bie ponad szu­mem desz­czu. Służ­by pró­bo­wa­ły kontrolować sytuację, ale było ich za mało, a wody za dużo.

Wi­dzia­łem strach, który jesz­cze nie przybrał formy pa­ni­ki, ale już prze­stał być pry­wat­ny.

Grupa coraz bardziej się stłaczała. Pilnowali sie­bie na­wza­jem. Kiedy ktoś zwal­niał, ktoś inny brał go pod ramię. Kiedy jedna z ko­biet po­tknę­ła się w wo­dzie, dwie osoby na­tych­miast ją pod­nio­sły. Nie było w tym he­ro­izmu. Ra­czej in­stynkt. Ale in­stynkt wzmoc­nio­ny prze­ko­na­niem, że idzie­my razem. Jesteśmy w tym wszyscy.

Za­uwa­ży­łem, że za­czę­li na mnie pa­trzeć ina­czej.

Już nie jak na księ­dza. Nawet nie jak na prze­wod­ni­ka. Ra­czej jak na punkt od­nie­sie­nia. Kiedy się za­trzy­my­wa­łem, oni też się za­trzy­my­wa­li. Kiedy sze­dłem szyb­ciej, przy­spie­sza­li. Nikt tego nie usta­lał. Po pro­stu się wy­da­rzy­ło.

I wtedy po­czu­łem coś, czego się nie spo­dzie­wa­łem. Nie strach. Pew­ność.

Nie tę spo­koj­ną, wy­pra­co­wa­ną la­ta­mi wiary. Inną. Ostrą. Na­tych­mia­sto­wą. Jakby wszyst­ko, co do tej pory było wąt­pli­wo­ścią, nagle usta­wi­ło się w jeden pro­sty ciąg przy­czyn i skut­ków. Sen. Zda­nie. Deszcz. Woda. Marsz.

Za­czę­li­śmy no­co­wać w opusz­czo­nych miej­scach. W szko­łach, ma­ga­zy­nach, ha­lach. Tam, gdzie dało się wejść wyżej, gdzie pod­ło­ga była sucha, a dach nie prze­cie­kał zbyt mocno. Musieliśmy decydować, którędy iść, bo wiele miejsc znajdowało się już pod wodą.

W nocy sły­sza­łem, jak roz­ma­wia­ją szep­tem. Nie o Bogu. O mnie.

– On wie­dział – mówił ktoś.

– Prze­czu­wał – po­pra­wiał ktoś inny.

– Zo­stał wy­bra­ny.

Nie pro­sto­wa­łem. Sam zaczynałem w to wierzyć.

Kiedy za­sy­pia­łem, zda­nie wra­ca­ło. Już nie jak sen. Jak po­twier­dze­nie.

Za grze­chy wasze – uto­pię waszą uto­pię.

I po raz pierw­szy nie za­sta­na­wia­łem się, czy to praw­da. Tylko, jak da­le­ko Bóg po­zwo­li mi pójść.

 

Werset 3: O znaku, który został dany

 

Woda się­ga­ła ko­stek, cza­sem wyżej, w za­leż­no­ści od ulicy, za­pad­nię­te­go chod­ni­ka, miej­sca, gdzie ka­na­li­za­cja nie dawała rady. Buty na­sią­kły, ubra­nia prze­sta­ły schnąć. Zimno było upo­rczy­we, jak myśl, któ­rej nie da się ode­gnać.

Mia­sto wyło alarmami. Pom­pow­nie pra­co­wa­ły bez prze­rwy, sy­re­ny służb ra­tun­ko­wych grzmiały wszę­dzie, coraz bar­dziej cha­otycz­ne. Lu­dzie prze­no­si­li się na wyż­sze kon­dy­gna­cje, ba­ry­ka­do­wa­li klat­ki scho­do­we, wy­cią­ga­li dra­bi­ny na dachy. Wi­dzia­łem ich twa­rze – roz­pacz­li­we, roz­pro­szo­ne, szu­ka­ją­ce cze­go­kol­wiek, co da­ło­by po­czu­cie kon­tro­li.

My mie­li­śmy kie­ru­nek.

Ktoś zapytał, czy to wciąż to samo miasto. Nikt nie odpowiedział. Rozglądając się na boki, mogliśmy stracić cel z oczu. A cel był wszystkim. Nie było już dokąd wracać.

Po kolejnych godzinach za­trzy­ma­li­śmy się przy daw­nym cen­trum lo­gi­stycz­nym. Be­to­no­wy kolos, czę­ścio­wo opusz­czo­ny, z wy­so­ki­mi ram­pa­mi i me­ta­lo­wy­mi scho­da­mi. Woda przy nim nie się­ga­ła jesz­cze wyżej niż łydki. Ide­al­ne miej­sce, by od­po­cząć.

Niebo było jed­no­li­tą, cięż­ką płach­tą. Deszcz padał bez przerwy, jakby ktoś za­po­mniał go wy­łą­czyć. Sta­łem na ram­pie, pa­trząc na grupę roz­lo­ko­wa­ną pod zadaszeniem, gdy ktoś krzyk­nął.

– Tam!

Naj­pierw po­my­śla­łem, że to ptak. Słowo samo się na­rzu­ci­ło. Gołąb. Za­wsze tak jest z sym­bo­la­mi – przy­cho­dzą szyb­ciej niż rozum.

Ale to nie był ptak.

Coś uno­si­ło się nad za­la­nym pla­cem, nisko, sta­bil­nie, wbrew wia­trowi i deszczowi. Białe. Gład­kie. Bez skrzy­deł. Bez ruchu, który ko­ja­rzył­by się z czym­kol­wiek żywym. Ciche, aż nie­na­tu­ral­nie w tym całym szu­mie wody.

Dry­fo­wa­ło.

Za­trzy­ma­ło się nad nami, jakby wie­dzia­ło, gdzie je­ste­śmy.

– To znak – wy­szep­ta­ła jedna z kobiet. – To jest znak od Boga.

Przed­miot opadł po­wo­li, nie­mal ce­re­mo­nial­nie, i osiadł na me­ta­lo­wej ba­rier­ce. Do­pie­ro z bli­ska zo­ba­czy­łem, że nie jest ide­al­nie gład­ki. Miał drob­ne na­cię­cia, ledwo wi­docz­ne linie, jakby ktoś za­pro­jek­to­wał go z myślą o czymś wię­cej niż la­ta­niu.

Na jego po­wierzch­ni coś mi­ga­ło. Delikatne świa­tło. Do tego pulsował. Re­gu­lar­nie. Spo­koj­nie. Niczym prawdziwe życie zamknięte w małym pudełku.

Ktoś do­tknął go ostroż­nie.

– Jest cie­płe – po­wie­dział zdu­mio­ny.

Sam po­ło­ży­łem na nim dłoń. Rze­czy­wi­ście było cie­płe. Jakby pra­co­wa­ło. Jakby speł­nia­ło swoją funk­cję.

I wtedy to się stało.

Na po­wierzch­ni obiek­tu po­ja­wił się znak. Pro­sty. Zwiastujący obecność Boga. Obiet­ni­ca suchego lądu. Zniknął po sekundzie, ale ja wiedziałem, że istniał.

– To gałązka oliwna! – krzyknąłem do grupy, pełen poruszenia. – To znak od Pana, że podążamy właściwą ścieżką.

Grupa za­re­ago­wa­ła na­tych­miast. Szmer. Radość. Eks­cy­ta­cja, która była zbyt silna, by ją po­wstrzy­mać.

– Azyl – ktoś po­wie­dział gło­śno. – To nas pro­wa­dzi do azylu.

Nie za­prze­czy­łem.

W tym mo­men­cie pew­ność nie na­le­ża­ła już tylko do mnie. Ona krą­ży­ła mię­dzy nami, rosła, wzmac­nia­ła się z każ­dym spoj­rze­niem.

Za­uwa­ży­łem, że nikt nie pyta, czym jest przedmiot. Ucieszyło mnie to, bo sam nie miałem pojęcia. Py­ta­nia tech­nicz­ne są dla świa­ta, który jesz­cze wie­rzy w logiczne wy­ja­śnie­nia.

Tam­tej nocy nikt nie spał. Sie­dzie­li bli­sko sie­bie, trzy­ma­jąc się za ręce, roz­ma­wia­jąc szep­tem. Obiekt – gołąb, bo tak za­czę­liśmy go na­zy­wać – leżał na środ­ku, jak re­li­kwia. Co jakiś czas pul­so­wał de­li­kat­nym świa­tłem, przypominając o swoim istnieniu.

Woda pod­nio­sła się nad ranem o kilka cen­ty­me­trów. Wy­star­cza­ją­co, byśmy wie­dzie­li, że to nie czas na prze­rwę. To nadanie tempa.

Ze­bra­li­śmy się szyb­ciej niż w poprzednie dni. Spraw­niej. Bez dys­ku­sji. Gdy ru­szy­li­śmy, lu­dzie z da­chów i okien pa­trzy­li na nas jak na sza­leń­ców. Jak na tych, któ­rzy idą w głąb ka­ta­stro­fy za­miast się przed nią cho­wać.

 

Werset 4: O próbie, która odsiewa

 

Deszcz nie usta­wał ani na chwi­lę.

Nie padał już z góry – on był wszę­dzie. W po­wie­trzu, w za­pa­chu mia­sta, w stłumionych dźwiękach, jakby świat owi­nię­to mo­krym kocem. Szli­śmy uli­ca­mi, które jesz­cze wczo­raj były prze­jezd­ne. Teraz as­falt zni­knął pod cien­ką war­stwą bru­nat­nej wody, nio­są­cej li­ście, pa­pier, frag­men­ty pla­sti­ku i rze­czy, któ­rych nie chcia­łem roz­po­zna­wać.

Woda się­ga­ła kolan. Musieliśmy iść wolno. Uważ­nie. Każdy krok sta­wał się de­cy­zją.

Gołębia niósł jeden z męż­czyzn, ostroż­nie, jakby bał się, że nie­roztropny ruch go ob­ra­zi. Co jakiś czas obiekt pul­so­wał, de­li­kat­nie zmie­nia­jąc barwę. Gdy skrę­ca­li­śmy, puls przy­spie­szał. Gdy trzy­ma­li­śmy wła­ści­wy kie­ru­nek – uspo­ka­jał się.

– Pro­wa­dzi nas – mó­wi­li.

I ja w to wie­rzy­łem.

Mia­sto żyło jesz­cze, ale w spo­sób roz­pacz­li­wy. Z okien wyż­szych pię­ter zwi­sa­ły liny, pro­wi­zo­rycz­ne dra­bi­ny z po­ście­li, lu­dzie krzy­cze­li do sie­bie, prze­ka­zy­wa­li dzie­ci, torby, zwie­rzę­ta. Służ­by pró­bo­wa­ły kie­ro­wać ru­chem, ale było ich za mało. Nie chcieli uwierzyć w nieuniknioną prawdę. 

Wokół rozlewał się gnój świata – rozkład, strach, to, co wypływa, gdy pękają fundamenty – a jednak smród się nas nie imał, jakbyśmy szli po nim, ale nie w nim. To musiał być kolejny znak. Potwierdzenie, że droga, którą idziemy, nie jest drogą dla wszystkich.

Minęliśmy autobus, który utknął w poprzek skrzyżowania. W środku siedziała kobieta, trzymająca na kolanach psa. Wyciągnąłem do niej rękę. Zeszła, nie pytając dokąd – wystarczyło, że powiedziałem: chodź. Spojrzała na zalane ulice i na dachy, gdzie ludzie krzyczeli bez celu, a potem na nas, idących w jednym kierunku.

Zrozumiała, że świat się kończy, i że my przynajmniej wiemy, dokąd iść. A może nic nie rozumiała, ale Bóg postawił ją na naszej drodze.

– Nie mo­że­my się za­trzy­my­wać – po­wie­działem spokojnie.

Za­trzy­my­wa­nie się ozna­cza­ło de­cy­zję. A de­cy­zje za­czy­na­ły ważyć.

Pierw­szy upadł star­szy męż­czy­zna, który jesz­cze w ko­ście­le mówił, że to wszyst­ko prze­sa­da. Po­śli­zgnął się na czymś nie­wi­docz­nym pod po­wierzch­nią wody. Upa­dek był nagły, nie­zdar­ny. Ude­rzył głową o betonowy murek, który wy­sta­wał le­d­wie kilka cen­ty­me­trów.

Krew w wo­dzie roz­cho­dziła się szyb­ko.

Ktoś krzyk­nął. Ktoś inny ukląkł przy nim. Ja sta­łem przez chwi­lę nie­ru­cho­mo, czu­jąc, jak coś we mnie za­ma­rza. Przetrwają tylko godni. Widocznie on nim nie był, a Bóg wybrał za niego.

Od­dy­chał płyt­ko. Nie­rów­no.

– Trze­ba go za­brać – po­wie­dzia­ła ko­bie­ta.

Spoj­rza­łem na drogę przed nami. Na pul­su­ją­cy znak. Na wodę, która pod­no­si­ła się nie­mal nie­zau­wa­żal­nie, ale kon­se­kwent­nie.

– Jeśli się za­trzy­ma­my – po­wie­dzia­łem – zgi­nie­my wszy­scy.

Nie wiem, czy to była myśl. Słowa brzmiały obco.

Za­pa­no­wa­ła cisza. Cięż­ka. Gęsta. Ktoś zo­stał z nim. Dwie osoby. Resz­ta ru­szy­ła dalej.

Nie oglą­da­łem się za siebie.

Woda się­ga­ła już po­ło­wy ud. Nogi cią­ży­ły. Każdy krok wy­ma­gał wy­sił­ku. Dzie­ci pła­ka­ły, ale cicho – jakby in­stynk­tow­nie wie­dzia­ły, że gło­śny płacz nic nie zmie­ni. Dorośli przywiązywali je do pleców, bo nie miały sił iść w takiej wodzie. Deszcz roz­my­wał twa­rze, za­cie­rał gra­ni­ce mię­dzy łzami a wodą.

Grupa się zmniej­szała.

Nie nagle. Nie dra­ma­tycz­nie. Po pro­stu… ktoś zo­sta­wał. Ktoś skrę­cał w bocz­ną ulicę. Ktoś zni­kał w drzwiach klat­ki scho­do­wej. Bez po­że­gnań. Bez oskar­żeń.

– To próba – po­wie­dzia­łem, gdy jeden z mężczyzn za­py­tał, czy to nor­mal­ne. – Nie każdy jest gotów. Nie każdy jest godzien zbawienia.

Słowa za­brzmia­ły pew­nie. Zbyt pew­nie.

Za­uwa­ży­łem, że gdy je wy­po­wiedziałem, lu­dzie popatrzyli na mnie ina­czej. Nie jak na księ­dza. Jak na kogoś, kto wie. Albo jak na kogoś, kto oszalał.

Gołąb za­pul­so­wał moc­niej.

Zbli­ża­li­śmy się do stre­fy, gdzie mia­sto się koń­czy­ło. Ma­ga­zy­ny, opusz­czo­ne hale, te­re­ny, które za­wsze były „gdzieś dalej”. Tam, gdzie człowiek nie znajduje się bez po­wo­du.

Nurt był wy­raź­niej­szy. Trze­ba było trzy­mać się razem. Kilkakrotnie ktoś stra­cił rów­no­wa­gę, ale ręce innych na­tych­miast go chwy­ta­ły, pod­trzy­my­wa­ły.

Nie za­trzy­ma­li­śmy się.

Gdy za­padł zmrok, świat stał się obcy. Mia­sto to­nę­ło nie tylko w wo­dzie, ale w ciem­no­ści.

Znak świe­cił wy­raź­niej niż wcze­śniej. Jak obiet­ni­ca. Jak la­tar­nia.

Latarnie zawsze prowadzą do brzegu. 

 

Werset 5: O ostatniej przeprawie

 

Woda pod­nio­sła się szyb­ciej, niż po­win­na. Się­ga­ła już do pasa.

Każdy krok wy­ma­gał wy­sił­ku, a spodnie na­sią­kły tak, że cią­gnę­ły w dół. Nurt, wcze­śniej le­d­wie wy­czu­wal­ny, teraz pchał w bok, spraw­dzał rów­no­wa­gę, karał za nie­uwa­gę.

– Już nie­da­le­ko – po­wie­dzia­łem.

Nie wie­dzia­łem tego na pewno. Ale znak pul­so­wał coraz in­ten­syw­niej, a ja na­uczy­łem się ufać temu ryt­mo­wi bar­dziej niż wła­snym my­ślom.

Tu i ów­dzie dry­fo­wa­ły przed­mio­ty, które jesz­cze rano miały swoje miej­sce: krze­sło, deski, dzie­cię­cy ro­we­rek. Wszyst­ko ode­rwa­ne od kon­tek­stu, po­zba­wio­ne sensu.

Ktoś krzyk­nął, gdy nurt po­rwał mu nogi. Upa­dek był nagły, bru­tal­ny. Znik­nął pod po­wierzch­nią na uła­mek se­kun­dy, zanim kilka rąk zdo­ła­ło go chwy­cić. Wy­cią­gnę­li­śmy go, ale od­dech miał urwa­ny, oczy roz­sze­rzo­ne.

– Nie dam rady – wy­szep­tał. – To… to nie tak miało być.

Spoj­rzał na mnie, jakbym to ja miał od­po­wiedź.

– A jak? – wyszeptałem z gorzkim uśmiechem. – Próba nigdy nie wy­glą­da tak, jak ją sobie wy­obra­ża­my.

Nie wiem, kiedy za­czą­łem mówić w ten spo­sób. Wiem tylko, że słowa prze­sta­ły być moje. Stały się na­rzę­dziem.

Kilka osób zatrzymało się. Jedna kobieta przytuliła dziecko i odwróciła się w stronę, z której przyszliśmy – choć nie było już dokąd wracać. Woda sięgała za wysoko. Prąd rwał bez litości.

– To nie Bóg – po­wie­dzia­ła cicho. – To ty.

Nie od­po­wie­dzia­łem.

Gołąb za­pul­so­wał gwał­tow­nie, nie­mal bo­le­śnie ja­snym świa­tłem. Kilku ludzi wes­tchnę­ło jed­no­cze­śnie, jakby znak sam za nich udzie­lił od­po­wie­dzi.

Ko­bie­ta zo­sta­ła z dziec­kiem na rękach. Znik­nę­li w mroku.

Nie od­wró­ci­łem się.

Kiedy po chwili marszu weszliśmy wyżej, naszym oczom ukazał się on. Stał u kresu miasta. Za nim był las. Azyl.

Nie wy­glą­dał jak sta­tek. Nie jak arka z opo­wie­ści. Ra­czej jak coś, co nie po­win­no ist­nieć w naszym świecie – gład­ka, me­ta­licz­na bryła, uno­szą­ca się na wodzie. Bez okien. Bez świa­teł. Cicha.

Zbyt cicha.

– To tam – po­wie­dział ktoś z nie­do­wie­rza­niem.

Tłum zapłakał z radości, chwyciliśmy się mocniej i resztkami sił parliśmy dalej przez brudną wodę.

Boże, dziękuję!

Znak pul­so­wał spo­koj­nie. Pew­nie.

Zatrzymaliśmy się na betonowym wzniesieniu, skąd dokładnie widzieliśmy arkę. Między nami a azylem nie było już drogi. Koryto rzeki rozlało się szeroko, zabierając resztki gruntu. To, co jeszcze niedawno mogliśmy nazwać zaledwie strumykiem, teraz przeobraziło się w nurt – szybki, rwący, nie do przejścia. Woda płynęła z hukiem, ciągnąc ze sobą gałęzie, fragmenty dachów, drzwi. Ta część topiła się szybciej, niż miasto.

Woda. Głę­bo­ka. Mętna. Zdra­dli­wa. Ostatnia próba.

– Pontony! – krzyknął ktoś. 

Dopiero wtedy je zobaczyłem.

Dryfowały, częściowo zanurzone, splątane linami. Porzucone. Nadgryzione czasem. Na jednym wciąż widniał wyblakły symbol służb ratunkowych.

– To znak – wyszeptała kobieta obok mnie.

Nie zaprzeczyłem.

– Przeprawimy się – powiedziałem. – Razem.

Weszliśmy do wody ostrożnie, krok po kroku, trzymając się za ręce. Rzeka była lodowata, silniejsza, niż się wydawało. Nurt szarpał nogi, wyrywał równowagę. Woda przy brzegu sięgała piersi.

Z trudem przezwyciężając ciągnący nas nurt rozdzieliliśmy się na trzy pontony, po sześć osób w każdym. Tylko do ostatniego weszliśmy w siedmiu.

Pierwszy z nich przepłynął zaledwie kilkanaście metrów. Ktoś krzyknął. Ktoś stracił wiosło. Gałąź uderzyła z boku. Ponton przewrócił się niemal natychmiast.

Ludzie wpadli do wody. Krzyki zmieszały się z pluskiem i szumem rzeki. Jedni zniknęli od razu, wciągnięci pod powierzchnię. Inni próbowali płynąć, ale nurt był szybszy.

Zobaczyłem go wtedy. Młody mężczyzna.

Trzymał się kurczowo wywróconego pontonu, palce miał zbielałe z wysiłku. Woda biła go w twarz. Ledwo utrzymywał głowę nad powierzchnią.

Spojrzał na mnie.

– Ojcze… – wydusił. – Pomóż.

Gdybym wyciągnął dłoń może mógłbym go dosięgnąć, ale było to niebezpieczne. Mogliśmy stracić równowagę. Arka była już blisko. Zbyt blisko, by się cofnąć.

Nie ruszyłem się. Nie podałem ręki.

Fala przyszła raz jeszcze. Jego dłoń ześlizgnęła się z gumy. Zniknął pod wodą bez krzyku. Bez śladu.

– Płyniemy! – powiedziałem. – Nie oglądać się! Pan nas prowadzi!

Rzeka niosła pontony w stronę azylu, a ja patrzyłem tylko przed siebie, wierząc, że właśnie dopełniliśmy ostatnią misję.

Niektórzy płakali. Inni modlili się głośno, jakby chcieli zagłuszyć dźwięk wody. Jedna kobieta powtarzała bez przerwy: To próba. To próba. To próba.

Ja patrzyłem już tylko na azyl. Na gładką bryłę, która czekała. Nieruchoma. Obojętna.

Zimno paliło skórę. Mięśnie drżały z wysiłku.

Arka była tuż przed nami. Im bliżej się znajdowaliśmy, tym bardziej rozumieliśmy, jak wielka jest.

Dopłynęliśmy po kilkunastu minutach walki z żywiołem. Stanęliśmy przed czymś, co wyglądało jak olbrzymie, metalowe wrota.

Na uła­mek se­kun­dy ogar­nął mnie strach – czy­sty, nagi. Nic się nie działo. A potem metal roz­su­nął się bez­sze­lest­nie, two­rząc wej­ście.

Jasne wnę­trze przy­ję­ło nas bez oporu.

Ostat­ni raz spoj­rza­łem na świat za nami. Na mia­sto, które znik­nę­ło. Na dachy, które prze­sta­ły być schro­nie­niem. Na wodę, która nie roz­róż­nia­ła winy od nie­win­no­ści i wydawało się, że jej poziom rósł teraz, o wiele szybciej, jakby czekał aż dotrzemy do arki. Kara boska, która ma oczyścić ziemię. 

Wsze­dłem jako ostat­ni. Drzwi za­mknę­ły się cicho.

A my staliśmy w środku, bezpieczni. Dwunastu wokół mnie – i ja pośród nich. Liczba była domknięta. Pasterz i jego owce. Nowy Noe i jego lud. Ci, którzy mają zasiedlić ziemię na nowo. Wedle zasad, jakie Bóg im objawił.

Oto słowo Boże.

 

Roz­dział VI

 

Wnętrze arki nie było ciemne.

Światło nie miało źródła, nie rzucało cieni, nie dawało ciepła. Po prostu było – równomiernie rozlane, obojętne wobec strachu, który wnieśliśmy ze sobą.

Metalowe ściany nie odbijały dźwięku. Kroki brzmiały głucho, jakby przestrzeń nie chciała nas słuchać ani zapamiętać.

Ludzie oddychali głośno. Ktoś płakał, ktoś śmiał się nerwowo. Jedna z kobiet uklękła i dotknęła czołem podłogi, jakby musiała upewnić się, że naprawdę istnieje.

– Jesteśmy bezpieczni – oznajmiłem.

Musiałem to powiedzieć. Bez tych słów wszystko by się rozpadło.

Drzwi za nami nie zamknęły się. One zniknęły.

W tej samej chwili coś we mnie pękło. Nie strach. Nie panika. Coś znacznie gorszego. Pewność, która prowadziła mnie przez cały ten czas, rozlała się i zniknęła, jakby nigdy nie istniała.

Gołąb zgasł gwałtownie. Mężczyzna, który go trzymał, potrząsnął nim nerwowo. Bez skutku.

Ludzie zaczęli się rozglądać.

– Gdzie są kajuty?

– Gdzie dzieci będą spać?

– Gdzie woda pitna?

Pytania były zwyczajne. Zbyt zwyczajne jak na zbawienie. Tylko pies merdał ogonem spokojnie. Nie wiedziałem, dlaczego właśnie on przeżył. Nie wierzył. Nie rozumiał. Nie oczekiwał obietnicy.

Podłoga pod stopami drgnęła. Delikatnie. Ktoś krzyknął. Ktoś upadł. Dziecko zaczęło płakać. Ściana przed nami rozsunęła się bez dźwięku.

Za nią nie było pomieszczenia. Była przestrzeń. Zbyt duża. Zbyt głęboka. Wypełniona strukturami, które nie przypominały ani maszyn, ani organizmów. Nie poruszały się – raczej trwały, pulsując w rytmie, który poczułem natychmiast.

To był ten sam rytm, który prowadził mnie od początku.

Tylko teraz… nie był już mój.

– To… to nie jest arka – wyszeptał ktoś.

I wtedy usłyszeliśmy głos.

Nie dochodził z jednego miejsca. Nie miał tonu ani barwy, którą dałoby się zapamiętać. Mówił bezpośrednio do myśli, jak coś, co nie potrzebuje języka, ale używa go z uprzejmości.

– Mitologia była waszym największym osiągnięciem.

Kilka osób zasłoniło uszy. Bez sensu. Głos wżerał się w umysł.

– Jak na gatunek tak prymitywny, imponująco spójna.

Zrozumiałem pierwszy. Nie dlatego, że byłem mądrzejszy. Dlatego że gdy cała pewność prysła, nastała ta chwila, kiedy przez ułamek sekundy mogłem pomysleć trzeźwo.

– Religie – mówił głos dalej – były waszym sposobem porządkowania lęku. Karą tłumaczyliście chaos. Zbawieniem usprawiedliwialiście ofiarę. Narracją utrzymywaliście posłuszeństwo nawet wtedy, gdy świat się rozpadał.

Wokół nas pojawiły się obrazy, zmieniały się szybko, jak urywki filmów. Historia Ziemi, próby, wygnania, wybrani, prorocy. Powtarzalność schematu. Skuteczność opowieści.

– Potop był rozwiązaniem eleganckim. Selekcją bez oporu. Samowykluczeniem niewiernych. Dobrowolnym podporządkowaniem się autorytetowi.

Ktoś krzyczał moje imię. Kazał mi coś zrobić. Milczałem.

– Potrzebowaliśmy jedynie nośnika – kontynuował głos. – Kogoś, kto uwierzy wystarczająco mocno, by inni przestali pytać.

Wszyscy spojrzeli na mnie.

– Ty nie kłamałeś. Dlatego zadziałało. Spisałeś się znakomicie.

– To… nie był Bóg – syknąłem.

– Wasz Bóg był koncepcją – odpowiedział głos spokojnie. – My testowaliśmy jej funkcjonalność. Chcieliśmy was zrozumieć. Sprawdzić, czy po tysiącach lat mit wciąż potrafi sprawić, że człowiek odda odpowiedzialność komuś innemu. Że uwierzy, iż prowadzenie innych zwalnia go z winy.

Wtedy poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie byłem Noem. Nie byłem Mojżeszem.

Oni prowadzili ludzi od zagłady. Ja prowadziłem ich do niej, wierząc, że to zbawienie. Nie zdradziłem ich świadomie. Nie sprzedałem. Nie wskazałem palcem.

Ja tylko… wierzyłem.

A wiara, która nie pyta o cenę, jest najdoskonalszym narzędziem, jakie kiedykolwiek stworzyła ludzkość.

Ludzie zaczęli rozumieć. Najpierw pojedyncze spojrzenia. Potem szept. Potem krzyk.

– Kłamałeś!

– To przez ciebie!

– Judasz!

Pluli. Ktoś rzucił mi pod nogi gołębia. Jedna z kobiet spojrzała na mnie z nienawiścią tak czystą, że paliła w serce. Tylko właścicielka psa milczała, patrząc w podłogę.

– Co z nami będzie? – zapytał ktoś.

Krótka pauza.

– Zostaniecie zachowani. Obserwowani. Analiza długoterminowa.

– A Ziemia? – zapytałem.

– Zostanie oczyszczona – odpowiedział głos. – Tak jak było wcześniej. I tak jak będzie w przyszłości. Ludzie zawsze wracają. Jak karaluchy. Jak mity. I będą potrzebować wytłumaczenia, które wierzymy, że ty im dasz. Wedle własnego uznania.

Ściana po mojej stronie rozsunęła się gwałtownie.

– Wejdź – powiedział głos.

Zrobiłem krok.

Za mną tłum krzyczał jeszcze chwilę. Potem metal się zamknął. Zostałem sam. W ciszy.

Pomieszczenie było proste. Stół. Krzesło. Papier. Pióro.

Podszedłem i spojrzałem na pergamin. Widniało na nim tylko jedno zdanie:

Księga Potopu według Ocalonego.

Nie kazali. Zrozumiałem, że to wybór. Mogłem napisać prawdę.

O mechanizmie. O manipulacji. O tym, że arka była pułapką, a ja kluczem.

Albo mogłem napisać historię. Taką, jakiej potrzebują ludzie.

Historię o próbie. O zbawieniu. O wybranych.

Usiadłem. Długo patrzyłem na pergamin. I wtedy zrozumiałem najgorsze.

Że nawet teraz… nawet po wszystkim… wciąż jestem im potrzebny tylko wtedy, gdy w odpowiednim miejscu postawię kropkę.

Kiedy po kilku godzinach ciągłego pisania, jak w transie, atrament zostawił ostatnie zdanie – Oto słowo Boże – wiedziałem, że skończyłem historię na granicy, za którą nie wolno już pytać.

Koniec

Komentarze

Wklejam opinię, napisaną zaraz po przeczytaniu:

Tekst trzyma w ciągłym napięciu, nic tu nie jest przewidywalne, nic pewne. :) Wiele fragmentów jest bardzo przykrych i dobijających. W sumie trzeba mocno i długo zastanowić się nad przesłaniem tego nietypowego opowiadania. :) Czuje się makabryczny wręcz klimat całej tej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Współczuje się im i myśli, co dalej, czy dobrze zrobili oni, czy dobrze robił w krytycznych momentach ksiądz, czy mieli rację ci, co się odłączali itp. :)

Ostatecznie jednak – o ile dobrze rozumiem – Ziemia padła, a oni – nie. :)

 

Pozdrawiam serdecznie i dzięki za betę, podwójny klik; powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Doskonały tekst, pobudza do myślenia.

Owszem, są drobne potknięcia językowe, ale tak mi się spodobał, że nawet nie zwracałem na nie uwagi, tylko dałem się wieść tekstowi (ku zatraceniu oczywiście :) ).

W jednym miejscu zastrajkowałem – przy Arce, którą powinni zauważyć nieco wcześniej, a pojawia się w tekście dość nagle.

Mimo tego efekt “wow” był, a tekst raczej nie przygnębiał, a poruszał.

Poklikam sobie, czemu nie? :D

Hej bruce!

Jeszcze raz dzięki za betę i tak miłe słowa. Jesteś nieoceniona! heart

No i za podwójnego klika! 

 

marzan,

Doskonały tekst, pobudza do myślenia.

Dziękuję!

Owszem, są drobne potknięcia językowe, ale tak mi się spodobał, że nawet nie zwracałem na nie uwagi, tylko dałem się wieść tekstowi (ku zatraceniu oczywiście :) ).

Bardzo się cieszę!

W jednym miejscu zastrajkowałem – przy Arce, którą powinni zauważyć nieco wcześniej, a pojawia się w tekście dość nagle.

Chciałem zrobić właśnie efekt “wow”, ale sam też się zastanawiałem, czy to nie dziwne, że nagle się pojawia znikąd. Ale potem stwierdziłem, że może to kolejny cud, albo ksiądz spisał tak, jak chciał, żeby było spisane. Zresztą jak całą historię z pięciu wersetów. 

Mimo tego efekt “wow” był, a tekst raczej nie przygnębiał, a poruszał.

Cieszy mnie to, że tak odbierasz mój tekst, bardzo.

Poklikam sobie, czemu nie? :D

Nie zabraniam, a wręcz zachęcam! :D

Dzięki za tak miłe słowa, szczególnie, że chyba pierwszy raz Cię goszczę, tym bardziej mi miło, że udało mi się trafić w Twoje gusta! 

Dzięki za komentarz, klika.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Powodzenia, Michaelu. :)

Pecunia non olet

Opowiadanie napisane bardzo konsekwentnie, a momentami wręcz hipnotyzująco. Ma dość religijną estetykę, ale im dłużej się czyta, tym wyraźniej widać o czym tak naprawdę jest ta historia. Wyraźnie pokazany jest wpływ wiary i władzy, dzięki którym łatwo można manipulować ludźmi zwłaszcza w obliczu zagrożenia. Da się też wyczuć nawiązania do sposobów działania sekt. Nie jest to tekst, który czyta się łatwo, a raczej taki, który zmusza do myślenia, nawet jeśli momentami jest to myślenie niewygodne. Całość jest bardzo trafną metaforą tego, jak działa świat. Bardzo dobrze przemyślana tematyka i w dodatku rewelacyjnie przekazana.

 

 EDIT:  Zastanawiam się, czy zwrot „Oto słowo Boże” należy odbierać dosłownie, czy jest to jakiś znak, że cała historia mogła jednak zostać zmanipulowana przez księdza? 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Cześć, MichaelBullfinch

Lubię takie opowiadania. Motyw wędrówki, walki z żywiołem, a tutaj dodatkowo sporo mądrych zdań, przy których musiałbym się dłużej zastanowić. Spoko wplotłeś motyw z palącym papierosa i fragmentem z utworu Lao. Bardzo ciekawy pomysł na gołębia :-) 

Od strony technicznej nie zauważyłem żadnych zgrzytów. 

Świetnie się czytało.

Klik

Pozdrawiam

Serwus

Widząc jakże znajomy tytuł, ciężko byłoby mi pominąć ten tekst.

Fajne opowiadanie – wciągające i dobrze napisane.

Ciekawy koncept przedstawienia potopu, wiary, a może sekt.

Podoba mi się. Gratuluję i klikam.

rr

 

Michaelu,

pobetowo więc krótko. 

Przyjemnością było rozmawiać na becie i przyjemnością jest czytać ten tekst. Świetnie osiągasz cel, który sobie zamierzyłeś, a dodatkowo pozostawiasz wiele do interpretacji czytelnikom. No i Lao Che heart

 

Cóż, ostatnio wypuszczasz seryjnie teksty bardzo dobre, sądzę, że piórko wisi w powietrzu laugh

 

Klikam oczywiście, czy nominuję piórkowo – zastanowię się jeszcze.

 

Pozdrowienia!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

No i mam dzisiaj wieczór czytania i przeczytałem. Masz kurde pióro :)

 

Tekst wyśmienity z gatunku psychologicznego, dużo religii i kwestii do przemyślenia, widać że takich pytań do czytelnika umiesz fajnie zdawać. Bardzo inspirujące ;)

 

Klikam :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Hej opowiadanie jest fajnie napisane. W stylu przypowieści i to robi robotę. Bohater jest konsekwentnie wierny swojej nieomylności, nawet w chwilach gdy musi krzywdzić innych. I tu pojawiają się pierwsze zapowiedzi katastrofy, bo wybraniec Boga pewnie by miał więcej empatii, a mniej zaślepienia. Ale tekst nic nie zdradza, daje sygnały, że to się raczej dobrze nie skończy. No i się nie kończy dobrze :). Tekst piosenki (a musisz wiedzieć, że bardzo lubię tę płytę:)) inaczej interpretuję i chyba opowiadanie by zyskało gdyby nie było wstawek z LaoChe. Bo mam wrażenie, że się pojawiają bo pasują, a nie, że są ważną częścią opowiadania. Ale to już sprawa interpretacji, więc zostawmy to na marginesie. Bardziej mnie uwiera coś innego. Bo widzisz jak już pokazałeś jak bezwzględny jest bohater, to zrozumiałem, że ten tekst będzie bił w wiarę. Co jest w dzisiejszych czasach przewidywalne, jak fabuła filmów Marvela. I tu nie zaskoczyłeś mnie – niestety. Skoncentrowałeś się na pokazaniu bezsensu religii i już. W ciekawy sposób, ale to kolejny tekst o tym, że wiara jest bezsensu. A czy jest, to temat do długiej dyskusji. Na pewno wiara jest wartością, taką jak honor, czy zwyczajnie bycie dobrym (cokolwiek to znaczy). I rozumiem, że chciałeś pokazać sytuację w której wiara może szkodzić – bo tak też się zdarza ale panująca moda na niewiarę powoduje, że temat jest dla mnie wyczerpany, wtórny. I ciekawsze byłoby zakończenie, dla odmiany, pokazujące, że warto w coś wierzyć. Żeby było jasne sam mam problem z określeniem się czy jestem osobą wierzącą– tu raczej chodzi o to, że krytka wiary, jak to powiedział Yoda, jest szybsza i łatwiejsza, bardziej nęcąca;). I te calem przemówienie sprowadza się do tego, że szkoda – bo to dobry tekst. A gdybyś (nie wiem jak, jak coś;)) na końcu przekonał wszystkich, że to wszystko miało sens, to bym był pod wrażeniem, a tak to jestem tylko zadowolony z lektury. Bo to nadal jest bardzo dobry tekst :). Pozdrawiam i klikam :).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Poruszające opowiadanie. Intrygujące i niepokojące. Opowiadanie drogi, z tym że jest to droga donikąd, lub może droga do siebie. Poznajemy bohaterów w trudnej sytuacji, która pogarsza się i zagraża nie tylko im, ale całemu światu. 

To również opowieść o odpowiedzialności za słowa, za idee, za ludzi nam powierzonych. 

To historia, która rezonuje w czytelniku dłużej.

No i jeszcze Lao Che! To też na plus.

 

 

delulu managment

Hej betweenthelines,

Dziękuję za piękny komentarz. Niesamowicie mnie cieszy, że tekst tak do Ciebie trafił i, że tak wiele rzeczy wyłapałaś.

Nie jest to tekst, który czyta się łatwo, a raczej taki, który zmusza do myślenia, nawet jeśli momentami jest to myślenie niewygodne.

Fakt, takie było założenie. Cieszę się, że udało się je spełnić.

 EDIT:  Zastanawiam się, czy zwrot „Oto słowo Boże” należy odbierać dosłownie, czy jest to jakiś znak, że cała historia mogła jednak zostać zmanipulowana przez księdza? 

“Oto słowo Boże” było celowo postawione w takim, a nie innym miejscu. Na Twoje pytanie pozwolę sobie wkleić kawałek komentarza, który napisałem w becie, odpowiadając bruce:

“Najważniejszy plot twist jaki chciałem zrobić, to ustawić “Oto słowo Boże” w dobrym miejscu. “Kosmici” nie kazali mu pisać, ale dali możliwość. Nie mówili też gdzie ma skończyć, miał możliwość napisania całej prawdy, ale wtedy okazałoby się, że nie był żadnym prorokiem. Dlatego dopiero po przeczytaniu tekstu chciałem, żeby do czytelnika doszło, że pierwsze pięć wersetów to było to, co ksiądz napisał na tej kartce, czyli czytamy tak naprawdę historię spisaną już później, dlatego po werscie piątym, są słowa “Oto słowo Boże”, bo tak ksiądz kończy historie, którą chce zostawić ludziom. Taką podjął decyzję. A rozdział VI jest tylko dodatkiem, wytłumaczeniem. Pierwszy raz tym, co sam ksiądz naprawdę myśli, a nie co zostawia po sobie. 

Tutaj wychodzę już daleko i wiem, że nie każdy nawet pomyśli o tym, ale można zakładać, że w spisanych wersetach są kłamstwa i manipulacje księdza. Spisał historię tak, jak chciał, żeby była czytana. 

To oczywiście poddaje pod refleksję całe nasze społeczeństwo na przestrzeni tysiącleci, manipulacje i kontrolę jaką stosowano, lub nie. Oczywiście tekst nie ma na celu obrażać, ani podważać biblii, ani historii natomiast jest pewnym pytaniem i filozoficzną myślą nad tym w co, i dlaczego, wierzymy od tysięcy lat.”

Wybacz, że tak bezczelnie przeklejam, ale mam wrażenie, że zawarłem w nim odpowiedź na Twoje pytanie, ale też wskazówki do tego, jak między innymi, można odczytać opowiadanie. 

Dziękuję jeszcze raz za ten komentarz, wyłapałaś sporo rzeczy i cieszy mnie to, że skłonił Cię do zadania tego pytania.

 

Hesket,

Bardzo mi miło, to chyba pierwszy raz jak czytasz coś ode mnie, tym bardziej jest mi miło, że aż tak Ci się spodobało!

Dzięki za klika i dobre słowo!

 

Robert Raks,

Dzięki wielkie za pozytywną opinię i klika, miło mi, że zawsze wpadasz przeczytać!

 

melendur88,

Nie wiem do którego komentarza się odnieść, chyba zaszła pomyłka i wstawiłeś dwa razy, dwa różne komentarze. Na szczęście oba pozytywne, więc nie narzekam haha!

Dzięki za odwiedziny, miłe słowo i klika!

 

beeeecki,

Mój ptysiu miętowy! Dziękuję za cudowną betę, dyskusje były świetne. No i Twoje spojrzenie na tekst pozwoliło mi dodać brakujące szczegóły, za co serdecznie dziękuję!

Cóż, ostatnio wypuszczasz seryjnie teksty bardzo dobre, sądzę, że piórko wisi w powietrzu laugh

Już same pojedyncze nominacje są dla mnie wyróżnieniem i motywacją, więc tym bardziej będę sie starał!

Klikam oczywiście, czy nominuję piórkowo – zastanowię się jeszcze.

Jasne, dzięki, że o tym myślisz, już to jest sukcesem dla mnie. Na spokojnie.

 

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nie wiem do którego komentarza się odnieść, chyba zaszła pomyłka i wstawiłeś dwa razy, dwa różne komentarze. Na szczęście oba pozytywne, więc nie narzekam haha!

Tak, chciałem go bardziej rozbudować. a jak edytuje czasem, to nie do końca rozumiem ale potrafi się wkleić zdublowany komentarz, a poprzednia wersja zostaje ;) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Bardzie,

Hej opowiadanie jest fajnie napisane. W stylu przypowieści i to robi robotę.

Dzięki!

Tekst piosenki (a musisz wiedzieć, że bardzo lubię tę płytę:)) inaczej interpretuję i chyba opowiadanie by zyskało gdyby nie było wstawek z LaoChe. Bo mam wrażenie, że się pojawiają bo pasują, a nie, że są ważną częścią opowiadania. Ale to już sprawa interpretacji, więc zostawmy to na marginesie.

Wydaje mi się, że mylisz interpretację z inspiracją. Ja tutaj nie próbowałem interpretować tekstu Lao Che, było to użyte tylko jako smaczek, ponieważ faktycznie wpadłem na pomysł słuchając tej płyty. Tylko tyle.

Bo widzisz jak już pokazałeś jak bezwzględny jest bohater, to zrozumiałem, że ten tekst będzie bił w wiarę. Co jest w dzisiejszych czasach przewidywalne, jak fabuła filmów Marvela. I tu nie zaskoczyłeś mnie – niestety. Skoncentrowałeś się na pokazaniu bezsensu religii i już. W ciekawy sposób, ale to kolejny tekst o tym, że wiara jest bezsensu.

Ulala, no, stanowczo się nie zgadzam. Bo co najlepsze, ten tekst nie uderza bezpośrednio w wiarę i ja wcale nie uważam, że wiara jest bez sensu. Dlatego zachęcałem do podumania nad tekstem. Odczytałeś tekst dosłownie, powiedziałbym, ze w takim razie poległem po całości, bo największym moim zamiarem było to, żeby nie był odczytywany dosłownie, ale… sporo osób znalazło to “coś więcej”, więc może to kwestia indywidualna, postaram się odpowiedzieć. Jakbym mógł Cię prosić, i miałbyś ochotę na wytłumaczenia, zerknij na moją odpowiedź do betweenthelines.

Jeśli ten tekst uderza w coś bezpośrednio, to w przekazywanie informacji na przestrzeni lat, w to, że możliwe, że miliony razy ktoś postawił kropkę w odpowiednim miejscu. Może się to tyczyć religii, ale też historii. Nie chodzi o to, żeby snuć teorie spiskowe, że nie wiem… Kolumb od razu wiedział, że dopłynął do Ameryki, albo, że bitwa pod Grunwaldem wyglądała zupełnie inaczej (wybacz, to przykłady na szybko o późnej porze), ale, że można zakładać, że ze względów manipulacji, bądź nawet prywatnych interesów jednostek, wiele faktów, w które wierzymy i się o nich uczymy, tak naprawdę były po prostu odpowiednio spisane. Wiara była idealnym przykładem, ale też ciekawym, a jednak tekst musi zainteresować i zbudować odpowiedni klimat, dlatego ten wybór. Ale celowo bazowałem na Starym Testamencie (no może poza kilkoma symbolami do wyłapania, ale to bardziej smaczki), bo Stary Testament polega na symbolice i metaforach, a nie faktach historycznych, które zawiera Nowy Testament. Ciężko podważyć Stary Testament w sposób jaki prowadziłem opowiadanie, bo było to w zamyśle spisywane “słowo Boże”, albo się wierzy, albo nie, ale raczej nie bierze dosłownie, że Bóg siedział siedem dni, co do sekundy i tworzył świat. Więc historia księdza go nie podważa, ale też nie miała takiego zamiaru, zabieg celowy z wybraniem Starego Testamentu, właśnie, żeby ktoś nie zrozumiał treści w sposób jaki Ty zrozumiałeś. Ale masz Ci los haha! Chciałem, żeby opowiadanie dążyło w swoim przesłaniu do myśli filozoficznej na temat manipulacji faktami, tą słabością, że nie chcemy nawet po błędzie źle wypaść, więc kłamiemy, spojrzeniem w lustro, nawet jak na siłę staramy się udawać, że to nie my się w nim odbijamy. No i oczywiście naszpikowałem je symboliką, więc można też odczytywać kilka symboli pojedynczo, ale to już raczej dekoracja, chociaż dla mnie personalnie ważna. Kolejna litania w odpowiedzi mi wyszła, wybacz.

Żeby było jasne sam mam problem z określeniem się czy jestem osobą wierzącą– tu raczej chodzi o to, że krytka wiary, jak to powiedział Yoda, jest szybsza i łatwiejsza, bardziej nęcąca;).

No i widzisz, ja sam mam ten problem, również nie potrafię określić. Ale daleko mi do obrzucania łajnem wiarę i kościół. Tak, tekst również trafia w toksyczną religijność i wierzenie we wszystko jak leci, ale to tylko jedna z rzeczy. Ale za żadne skarby nie zgodzę się, że przekazuje, że zdrowa wiara nie ma sensu, bo wcale tak nie uważam. W kościele jest na tyle dużo jawnych manipulacji i przekłamań, że nie trzeba takiego tekstu, żeby wskazać je palcem, ale też mimo tego co się wielu wydaje, jest wiele dobroci, miłości i wartości, które są piękne. Dlatego nie widzę nic złego w religijności. Chciałbym, żeby to wybrzmiało, tekst nie miał w ten punkt uderzać, nawet jak na pierwszy rzut oka tak się wydaje.

A gdybyś (nie wiem jak, jak coś;)) na końcu przekonał wszystkich, że to wszystko miało sens, to bym był pod wrażeniem, a tak to jestem tylko zadowolony z lektury.

Mimo, że uważam, że to piękne założenie, taki też nie był cel opowiadania, żeby zachęcać ludzi do wiary. Może kiedyś podejmę rękawicę, ale chyba najpierw sam powinienem się ustabilizować w tej kwestii. 

Dzięki za wyczerpujący komentarz, cieszę się, że mimo wszystko Ci się podobał. Dzięki też za klika. Klasycznie tylko powiem, że proszę, nie odbierz odpowiedzi jako wykłócanie się, chciałem tylko pokazać mój punkt widzenia. Jestem bardzo wdzięczny zarówno za pochwałę, jak i krytykę.

 

Ambush,

Ale pięknie ubrany w słowa komentarz. To mogłaby być zapowiedź do opowiadania!

Bardzo dziękuję za tę opinię i za pomocną betę. To zawsze wiele dla mnie znaczy.

No i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, że udało się stworzyć taki gang fanów Lao Che! heart

 

melendur88,

Tak, chciałem go bardziej rozbudować. a jak edytuje czasem, to nie do końca rozumiem ale potrafi się wkleić zdublowany komentarz, a poprzednia wersja zostaje ;) 

Aaa, rozumiem. Jasne. Dzięki wielkie w takim razie jeszcze raz!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

No cóż, jak widzisz obudziłem się dość wcześnie. Można by przytoczyć – Jest czwarta w nocy, piszę przez chwilę To, co mi się we łbie ułożyło;). Teraz mam jasność. W sprawie piosenki jako inspiracji, bo przyjmuję, że to jedynie inspiracją, po Twoim komentarzu , to nadal myślę, że przytoczenie tekstu w przedmowie wystarczy. Ale to nadal detal, jak już pisałem. Ok, dlatego ostatni rozdział jest oznaczony cyfrą. I to ma sens. Bo jeśli bierzemy pod uwagę, że Biblia była spisywana przez osoby, które dostały jedynie relację ustną od ludzi, którzy nigdy niebyli naocznymi świadkami opisywanych wydarzeń, a następnie była przepisywana i zmienian na przestrzeni setek lat – to faktycznie można mieć wrażenie, że coś tu mogło pójść nie tak :). I nie tylko przyjmuje taką interpretację ale i biję się w pierś i przyjmuję, że nie zauważyłem Twojego zamiaru:). Jaki jest tego powód? Widzę dwa, brak mojej przenikliwości i próba załatwienia tematu jednym zdaniem. Choć jest podpowiedź w postaci innej nazwy rozdziału. Zabieg jest ok i po wytłumaczeniu całkowicie się broni. Tylko czy to nie jest zbyt daleko idąca chcę zaskoczenia czytelnika? Może być tak, że totylko ja nie zrozumiałem i już, ale może być tak, że więcej osób będzie miało problem z odczytaniem tekstu tak jak Ty go widzisz. Może dodanie jakiś wskazówek w poprzednich rozdziałach, albo wyolbrzymienie jakiś scen. Wiesz z Biblią jest ten problem, że czasem czujesz, że ta historia nie trzyma się kupy szczególnie w nowym testamecie i wprowadzenie czegoś takiego dałoby podpowiedź czytelnikowi co ksiądz ma na myśli kończąc historię takimi, a nie innymi słowami:). Liczę na to, że inni czytelnicy właściwie zinterpretują tekst, a nawet będę śledził komentarze bo sam jestem ciekawy czy tylko mnie tekst przechytrzył :). Dziękuję za wyjaśnienie:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No cóż, jak widzisz obudziłem się dość wcześnie. Można by przytoczyć – Jest czwarta w nocy, piszę przez chwilę To, co mi się we łbie ułożyło;). Teraz mam jasność.

Jasne Bardzie, cieszę się, że udało mi się dobrze to opisać w komentarzu, bo czasem mam wrażenie, że tłumaczeniem, jeszcze bardziej zagmatwam.

W sprawie piosenki jako inspiracji, bo przyjmuję, że to jedynie inspiracją, po Twoim komentarzu , to nadal myślę, że przytoczenie tekstu w przedmowie wystarczy.

Jasne, rozumiem. Jakoś naturalnie mi to przyszło, bo pisząc słuchałem płyt. Ale jak najbardziej rozumiem, że nie każdemu się ten zabieg podoba. Pod koniec dnia przynajmniej mogę powiedzieć, że cieszę się, że lubisz Lao Che! 

Ok, dlatego ostatni rozdział jest oznaczony cyfrą. I to ma sens.

Dokładnie tak.

I nie tylko przyjmuje taką interpretację ale i biję się w pierś i przyjmuję, że nie zauważyłem Twojego zamiaru:). Jaki jest tego powód? Widzę dwa, brak mojej przenikliwości i próba załatwienia tematu jednym zdaniem. Choć jest podpowiedź w postaci innej nazwy rozdziału. Zabieg jest ok i po wytłumaczeniu całkowicie się broni.

Ale się cieszę, że tak podchodzisz moich tłumaczeń. I to nie jest brak przenikliwości, nie jesteś jedyny, który nie zrozumiał od razu wszystkiego. Myślę, że tak połowa ludzi rozumie od strzału, druga potrzebuje małej wskazówki. I to jest okej, może ja powinienem dać więcej wskazówek, może ktoś po prsotu był niewyspany. Ja całkowicie szanuję to, że nie każdy będzie siedział, tracił czas i myślał o co mi chodziło – nie mogę tego oczekiwać. Spróbowałem w przedmowie poprosić o to, żeby usiąść na chwilę po przeczytaniu i podumać, bo wskazówki są, tylko jednak nie podane na tacy, ale ja całkowicie rozumiem, że czasem się czyta, myśli, że się wszystko zrozumiało dobrze i idzie dalej, to normalne, sam tak zrobiłem już kilka razy.

Zabieg jest ok i po wytłumaczeniu całkowicie się broni. Tylko czy to nie jest zbyt daleko idąca chcę zaskoczenia czytelnika? Może być tak, że totylko ja nie zrozumiałem i już, ale może być tak, że więcej osób będzie miało problem z odczytaniem tekstu tak jak Ty go widzisz. Może dodanie jakiś wskazówek w poprzednich rozdziałach, albo wyolbrzymienie jakiś scen.

Tak, to było moje pytanie od początku, które sobie zadawałem. W co celuję, do kogo chcę dotrzeć. Stwierdziłem w końcu, że postawię na wersję trudniejszą, najwyżej polegnę. W becie też dali mi tą pewność, że warto, bo bardzo szybko załapali. Szczególnie beeeecki, który wyłapał praktycznie wszystko z głównych założeń tekstu – wtedy stwierdziłem, że może warto spróbować. Bo nawet w opisie do bety pisałem, że chyba za bardzo zagmatwałem i czy ktoś mógłby na to spojrzeć, no i cyk, trafiły się osoby, które wyłapały wszystko. Natomiast może powinienem też pomyśleć, że w becie się dokładniej czyta. No nic, zobaczymy jak to pójdzie.

Wiesz z Biblią jest ten problem, że czasem czujesz, że ta historia nie trzyma się kupy szczególnie w nowym testamecie i wprowadzenie czegoś takiego dałoby podpowiedź czytelnikowi co ksiądz ma na myśli kończąc historię takimi, a nie innymi słowami:).

Właśnie tak samo myślałem, ale twierdziłem, że to robię. Więc tu biję się w pierś. Ale chciałem kilka znaków dać, np. to, że szło im zdecydowanie za dobrze. Coś się wysypywało, to zaraz znak od Boga to naprawiał. Zauważ też, że tylko ksiądz widział przez sekundę gałązkę oliwną na gołębiu, nikt inny. I przekazał taką wiadomość, a ludzie się radowali. Oczywiście zakładając, że manipulował faktami w spisanych rozdziałach, na swoją korzyść, lub korzyść całości historii – ta gałązka wcale się tam nie pojawiła. Jest jeszcze kilka takich miejsc. Tez zauważ, że ilość symboliki, facet z papierosem, kobieta z psem, gołąb, próba, nagle pojawiające się pontony, odsiewanie ludzi – ale od razu informacja, że pewnie nie wierzyli zbyt głęboko, nawet liczba osób jakie finalnie przetrwało. To wszystko, jakby się skupić już bardzo mocno, brzmi jak spisane przez kogoś, nie jak prawda. Brzmi jak legenda z ziarnkiem prawdy, co najwyżej. Ale całkowicie rozumiem, że nie powiedziałem tego wprost i wiem, że większość ludzi tak na to nie spojrzy, chciałem zaryzykować, zaryzykowałem, a teraz zobaczymy.

Liczę na to, że inni czytelnicy właściwie zinterpretują tekst, a nawet będę śledził komentarze bo sam jestem ciekawy czy tylko mnie tekst przechytrzył :). Dziękuję za wyjaśnienie:)

Dzięki wielkie, cieszę się, że udało mi się wytłumaczyć, ale też, że wysłuchałeś i skorygowałeś podejście na moją korzyść. Dzięki za kolejną fajną dyskusję, między innymi, tekst powstał też po to.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo pięknie napisane opowiadanie. Wciąga bez reszty i daje domyślenia. 

Zdecydowanie warte przeczytania, tylko pogratulować.

Przybyłam Was nawiedzać

Hej L.Keller,

Dzięki wielkie za komentarz i miłe słowo!

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź! Naprawdę jestem pod wrażeniem, jak wiele przemyśleń i znaczeń jest w tym opowiadaniu. Fajnie, że moje pytanie trafiło w sedno, naprawdę pozwoliło mi to wyciągnąć więcej z tekstu i bardziej go zrozumieć. 

Pozostając w klimacie Lao Che…

„Wiesz sam jak nie lubię radykałów

Ale na boga

Nie spałem całą noc

I podjąłem decyzję” :

Gdybym tylko mogła, nominowałabym do piórka, ale niestety jeszcze nie mam takiej mocy. Mam jednak nadzieję, że inni użytkownicy to zrobią za mnie, bo opowiadanie zdecydowanie na to zasługuje. laughheart

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

betweenthelines, ale wymogi nominacji na piórko są lżejsze niż do Biblioteki. Wystarczy miesiąc stażu bodaj (niech mnie ktoś poprawi lub potwierdzi)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

beeeecki Rzeczywiście! Dziękuję za pomoc, lecę nominować. smiley

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Trzeba odpracować miesiąc na portalu by móc nominować. Jak już przy tym jesteśmy, to po naszej dyskusji i przemyśleniu całości, wraz z nowymi informacjami, doszedłem do wniosku, że loża powinna przeczytać tekst i ocenić pod kątem piórka:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Mocny tekst.

Ja odebrałam przesłanie jako takie, że wiara się ludziom przydaje. W sensie: zwiększa prawdopodobieństwo przetrwania w ciężkich czasach. I nieważne, czy jest to wiara fałszywa, czy prawdziwa. Zdaje się, że statystyki to potwierdzają – właśnie podczas takich długich wypraw “dobrze” jest wierzyć. Co innego, jeśli wiara skłania do wzniecania bezsensownych wojen…

Zaczęło się w miarę niewinnie, ale w końcu konsekwentne nieoglądanie się za siebie i niezwracanie uwagi na innych zaczęło wyglądać bardzo podejrzanie. Przekonanie o własnej nieomylności to straszna rzecz. Ciekawe, czy to cecha niezbędna, żeby wykonywać zawód kapłana.

Bohater wzbudził we mnie umiarkowanie negatywne uczucia. Niby chciał dobrze, ale wiadomo, do czego służą dobre chęci. A co z niewydawaniem fałszywego świadectwa?

Symbolika chyba przeważnie do mnie nie dotarła. Tak, liczba 12+1 nie wygląda na przypadkową. Ale facet palący papierosa? Tego nie rozumiem nawet po wskazaniu palcem.

Tak czy siak – opowiadanie skłania do refleksji.

Będę na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Jak dobrze jednak być dyżurnym i mieć to swoje skromne 0,5 TAK-a, któremu wartości nawet nominacja Lożanina odjąć nie może laugh

 

Nie no, a oczywiście, pewnie każdy punkt nominacyjny, nawet wobec nominacji Lożowej jest fajny. Myślę, że nawet bardzo (akurat tu nie mam doświadczenia). I dobrze, niech Loża ocenia, a ja będę sobie jeszcze myślał, co z tym moim 0,5 (*dramatyczna muzyka w tle*).

 

Pozdrawiam wszystkich serdeczniutko!

 

W ogóle, teraz zobaczyłem to dopiero:

beeeecki,

Mój ptysiu miętowy!

laugh

(zaznaczam nieobeznanym, że nie uprawiamy tu relacji romantycznej, tylko bawimy się tekstem piosenki, która była inspiracją tekstu XD)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Wiesz ze swoim 0,5 taka jesteś w połowie lożaninem :). I nie musisz myśleć co z nim zrobić, nie jest jednorazowy;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Po przeczytaniu jestem co najmniej wstrząśnięty, niezmieszany. Jednocześnie czuję, że doświadczyłem czegoś ważnego i głębokiego, ale nijak nie wiem, co o tym myśleć i jaki był przekaz.

Mogę tylko powiedzieć, że po przeczytaniu ostatniego zdania pierwszą moją myślą było, że muszę się wziąć za biblię.

Cóż, podumam, jak sugerujesz w przedmowie. Może wyklaruje mi się jakaś interpretacja.

Pozdrawiam.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

O wow, co to się porobiło, gdy byłem w pracy.

 

betweenthelines,

dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź! Naprawdę jestem pod wrażeniem, jak wiele przemyśleń i znaczeń jest w tym opowiadaniu. Fajnie, że moje pytanie trafiło w sedno, naprawdę pozwoliło mi to wyciągnąć więcej z tekstu i bardziej go zrozumieć. 

Dzięki wielkie za tak miłe słowa i za to pytanie. Cieszę się, że tak głęboko weszłaś w mój tekst, to największy komplement!

lecę nominować.

Dziękuję heart

 

Bardzie,

Jak już przy tym jesteśmy, to po naszej dyskusji i przemyśleniu całości, wraz z nowymi informacjami, doszedłem do wniosku, że loża powinna przeczytać tekst i ocenić pod kątem piórka:)

Po pierwsze bardzo się cieszę, że myślałeś o moim opowiadaniu! Po drugie serdecznie dziękuję za nominację, to bardzo miłe!

 

Finklo,

Ja odebrałam przesłanie jako takie, że wiara się ludziom przydaje. W sensie: zwiększa prawdopodobieństwo przetrwania w ciężkich czasach. I nieważne, czy jest to wiara fałszywa, czy prawdziwa. Zdaje się, że statystyki to potwierdzają – właśnie podczas takich długich wypraw “dobrze” jest wierzyć. Co innego, jeśli wiara skłania do wzniecania bezsensownych wojen…

Tak, to prawda. Cieszę się, że przedstawiłaś kolejną interpretację, która jak najbardziej pasuje. To bardzo miłe, że je odczytujecie na tak wiele sposobów i się nimi dzielicie.

A co z niewydawaniem fałszywego świadectwa?

Cóż, oto jest pytanie, jak często była ta zasada stosowana. Sam jestem ciekaw.

Ale facet palący papierosa? Tego nie rozumiem nawet po wskazaniu palcem.

Nie wiem czy można nazwać to symbolem, tutaj chyba naciągnąłem. Bardziej chodziło mi o to, że był mimo wszystko ważny. Był kontrastem do kobiety z autobusu. Ona idzie, bo świat się kończy, a oni mają cel. Nawet niekoniecznie musi wierzyć, ale nic jej nie pozostało i przeżywa. On zostaje, odrzuca instytucję, nie potrzebuje narracji zbawienia, wybiera brak narzuconego sensu. Do tego ksiądz zamiast przekonywać, uznaje go za niegodnego. Mężczyzna rzucił papierosy i wiarę. Z założenia jedno jest dobre, drugie złe. A jednak wraca tylko do tego złego. Więc może źle napisałem, że facet z papierosem jest symbolem, ale chciałem, żeby cała ta scenka nim była.

Tak czy siak – opowiadanie skłania do refleksji.

To mnie cieszy najbardziej! 

Będę na TAK, czyli.

Dzięki Finklo!

 

beeeecki,

I dobrze, niech Loża ocenia, a ja będę sobie jeszcze myślał, co z tym moim 0,5 (*dramatyczna muzyka w tle*).

Haha, czekam cierpliwie!

(zaznaczam nieobeznanym, że nie uprawiamy tu relacji romantycznej, tylko bawimy się tekstem piosenki, która była inspiracją tekstu XD)

XD!

 

Gryzoku,

Jednocześnie czuję, że doświadczyłem czegoś ważnego i głębokiego, ale nijak nie wiem, co o tym myśleć i jaki był przekaz.

Hmm, to już nie mi oceniać, czy jest to aż tak głębokie. Fakt, chciałem coś przekazać, ale żaden ze mnie filozof. Ale cieszę się, że tak odbierasz tekst!

Mogę tylko powiedzieć, że po przeczytaniu ostatniego zdania pierwszą moją myślą było, że muszę się wziąć za biblię.

W sumie polecam, czytałem dwukrotnie i jest w niej wiele inspiracji i mądrych rzeczy. Myślę, że jeszcze nie raz z niej będę czerpał.

Cóż, podumam, jak sugerujesz w przedmowie. Może wyklaruje mi się jakaś interpretacja.

Bardzo zachęcam. Wiele też podpowiedzi, a wręcz wytłumaczeń padło w komentarzach. 

Dzięki za przeczytanie i komentarz!

 

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej ho! 

 

Znów zaserwowałeś nam tekst, który zdecydowanie nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych. Bardzo emocjonalne opowiadanie, jak na mój gust momentami zbyt ozdobnie napisane, ale może to taka stylistyka uduchowionego klechy, więc pod tym względem Ci to wyszło. Zaintrygowała mnie ta wędrówka i udało Ci się sprawić, że miałam mieszane uczucia wobec głównego bohatera oraz jego ślepej wiary w znaki. Byłam bardzo zaciekawiona, dokąd trafią i czy w ogóle uratują się przed potopem.

Całość była trochę oniryczna. Niby opisywałeś nam zatopione miasto, ale to całe otoczenie było w moim odczuciu nieco rozmyte i skupiałam się jedynie na księdzu i jego owieczkach.

Końcówka trafiona, trochę przerażająca i… dołująca, skoro ludzkość nic nie może poradzić na to, że jakieś istoty wyższe fundują Ziemi co jakiś czas „Wielki Reset”. Celowałeś w nawiązanie do polityki, czy poleciałam z interpretacją jak dzik w żołędzie?

 

Przyczepię się do kliku słówek, a co! :D 

 

Hmmm… czym dla Ciebie jest ten półgłos? Czy głoś można podzielić na pół? A nie lepiej po prostu „przyciszonym głosem”? „Prawie szeptem?” „Cicho”? „Niepewnie”? 

 

– Dokąd idziemy? – zapytał w końcu ktoś z tyłu.

Zatrzymałem się.

To pytanie musiało paść. Każda wspólnota, zanim stanie się czymś więcej niż grupą ludzi idących w jednym kierunku, musi przejść przez moment zawahania.

 

Pytanie „Dokąd idziemy” nie wydaje mi się, żeby dobrze oddawało „moment zawahania”. Przecież to bardzo dobre pytanie podczas takiej wędrówki i wyraża raczej zainteresowanie. Gdyby ów ktoś powiedział coś w stylu „Powinniśmy wrócić” albo „Wszędzie tylko woda. Dokąd nas prowadzisz, klecho?”, wtedy wyczułabym tutaj jakiś rozłam w grupie.

 

Widziałem ich twarze – rozpaczliwe, rozproszone, szukające czegokolwiek, co dałoby poczucie kontroli.

Zamieniłabym „kontrolę” na bezpieczeństwo. Wydaje mi się, że podczas katastrofy, pierwsza ludzka myśl, to właśnie zadbanie o bezpieczeństwo. Przeżycie. 

 

Gołębia niósł jeden z mężczyzn, ostrożnie, jakby bał się, że nieostrożny ruch go obrazi.

 

Nie wiem, czy to była myśl, czy słowa przyszły same.

Trochę masło maślane. Myśl to forma słów, które kotłują się w naszej głowie. Jeśli chciałeś podkreślić, że to znowu Bóg ich kierował, to może coś w stylu:

Nie wiem, czy to była moja myśl. Słowa brzmiały obco, jakby wepchnięte mi w usta przez Pana.

Dorośli przywiązywali je do pleców, bo nie miały szans iść w takiej wodzie.

Może lepiej "sił”? 

Zbliżaliśmy się do strefy, gdzie miasto się kończyło

A może uprościć? Zbliżaliśmy sie do obrzeży miasta.

 

Nurt szarpał nogi, wyrywał równowagę.

A nie lepiej “zaburzał równowagę”? Albo coś w stylu “popychał, aż traciliśmy równowagę”.

 

Zauważyłam też sporo powtórzeń składniowych. Zastanawiam się, czy są one zamierzone, jako sposób na nadanie tekstowi rytmu, czy raczej wynikają ze stylu/nawyku? Nie jest to absolutnie nic złego, po prostu ta regularność przykuła moją uwagę, więc chciałam o tym wspomnieć, bo czasami nie widzimy takich rzeczy we własnych tekstach. Możliwe, że to w pełni świadomy zabieg z Twojej strony. :D

 

To kilka przykladow:

Nie nagle. Nie dramatycznie.

Bez pożegnań. Bez oskarżeń.

Jak obietnica. Jak latarnia.

nie rzucało cieni, nie dawało ciepła.

Nie strach. Nie panika.

Nie wierzył. Nie rozumiał. Nie oczekiwał obietnicy.

Zbyt duża. Zbyt głęboka.

Nie byłem Noem. Nie byłem Mojżeszem.

Jak karaluchy. Jak mity.

O mechanizmie. O manipulacji.

O zbawieniu. O wybranych.

 

O, wyszedł wiersz :D 

 

Skończyłam marudzić. Opowiadanie skłania do refleksji i warto je było przeczytać. Fajnie, że ma szansę na piórko. Dołożę do tego niewielką cegiełkę i też je nominuję. (Może nawet zadziałają jakieś moje półpunktowe supermoce z racji bycia dyżurną, ale jeszcze nie wiem jak to dokładnie działa xD)

 

Pozdrawiam!

 

Podążaj za białym królikiem.

A, jeszcze jedno mi się przypomniało – odnosiłam wrażenie, że oni przez kilka dni krążą po własnym mieście. W sensie, że nie idą w określonym kierunku, tylko ciągle napotykają znajome obrazy i miejsca. Tak miało być?

Babska logika rządzi!

A, jeszcze jedno mi się przypomniało – odnosiłam wrażenie, że oni przez kilka dni krążą po własnym mieście. W sensie, że nie idą w określonym kierunku, tylko ciągle napotykają znajome obrazy i miejsca. Tak miało być?

 

O, to, to! Jakby byli zapętleni. Jak we śnie. 

Albo to było baaardzo duże miasto. :D 

Podążaj za białym królikiem.

Finkla, Marszawa Hmm.. ja wyobrażam sobie to tak, jakby przechodzili przez, niby jedno duże miasto, ale składa się z kilku mniejszych, a oni przechodzą z jednego do drugiego. Pytanie bardzo dobre, jestem żądna odpowiedzi. laugh 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Podobało mi się :)

Przynoszę radość

Wujek Google mówi, że aglomeracja Tokio ma mniej więcej 90 kilometrów na 25. Gdyby szli w poprzek, to spokojnie powinni wyjść z miasta jeszcze przed południem pierwszego dnia. Wzdłuż – może zająć więcej niż dwa dni, ale chyba nie przesadnie więcej.

Babska logika rządzi!

No ale idą w deszczu, potem w wodzie, starsi, dzieci, mogą iść wolniej, robić częściej postoje ;)

Przynoszę radość

Coś mi się kołacze po głowie, że grupa koczownicza może przejść około 50 km dziennie. Ci tutaj nie są zaprawieni w marszach, ale za to nie niosą całego dobytku i idą po gładkiej nawierzchni. Pół tego spokojnie powinni dać radę. Owszem, pod koniec, kiedy już brną po wodzie, będą szli wolniej.

Babska logika rządzi!

Też mnie to zastanowiło, że cały czas idą jakby przez miasto. Uznałem jednak, że chodzi albo o jakieś kolejne miasto, albo – co bardziej prawdopodobne – o aluzyjne odniesienie do czterdziestoletniej tułaczki ludu wybranego po pustyni. Pustynię również dało się przejść szybciej, ale był to celowy zabieg.

Być może nie udało im się szybciej przejść drogi, ponieważ zatrzymywali się, mimowolnie, z powodu wydarzeń i sytuacji, które rozgrywały się wokół nich. Podnoszący się poziom wody, prawdopodobnie również znacząco utrudniał przemieszczanie się. Czas “przejścia” buduje też trochę napięcie i zwiększa poczucie zagrożenia w moim odczuciu. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej wszystkim!

 

Marszawo,

Znów zaserwowałeś nam tekst, który zdecydowanie nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych.

Dziękuję bardzo, taki był cel. Czasem trzeba Was pomęczyć haha! :D

Całość była trochę oniryczna. Niby opisywałeś nam zatopione miasto, ale to całe otoczenie było w moim odczuciu nieco rozmyte i skupiałam się jedynie na księdzu i jego owieczkach.

Tak, trochę taki był zamiar.

Końcówka trafiona, trochę przerażająca i… dołująca, skoro ludzkość nic nie może poradzić na to, że jakieś istoty wyższe fundują Ziemi co jakiś czas „Wielki Reset”. Celowałeś w nawiązanie do polityki, czy poleciałam z interpretacją jak dzik w żołędzie?

Celowałem w wiele rzeczy, polityka pasuje do głównych założeń, chociaż sens dosłowny opowiadania, czyli Wielki Reset, jest dla mnie nie ważny w tym tekście. Samo spisanie słowa było sprawą pierwszorzędną i gdzie ksiądz postawił kropkę. Natomiast bardzo się cieszę, że pojawiła się kolejna interpretacja i serdecznie polecam przeczytać inne komentarze, żeby zobaczyć jak widzieli to inni, a jak też ja.

Zauważyłam też sporo powtórzeń składniowych. Zastanawiam się, czy są one zamierzone, jako sposób na nadanie tekstowi rytmu, czy raczej wynikają ze stylu/nawyku?

Tak, to było zamierzone. Jednak tekst ma troszkę formę przypowieści.

O, wyszedł wiersz :D 

Haha! Halo, prawa autorskie! XD

Opowiadanie skłania do refleksji i warto je było przeczytać. Fajnie, że ma szansę na piórko. Dołożę do tego niewielką cegiełkę i też je nominuję. (Może nawet zadziałają jakieś moje półpunktowe supermoce z racji bycia dyżurną, ale jeszcze nie wiem jak to dokładnie działa xD)

Bardzo dziękuję, cieszę się, że spodobało Ci się na tyle, żeby nominować. Połowę TAK-a chyba masz dopiero od marca, ale same chęci to już dla mnie wielki komplement! heart

 

Finklo, betweenthelines, Robercie, Anet,

 

Cieszę się, że powstała kolejna dyskusja. Dzięki za komentarze! Jak pisałem miałem w głowie coś bardziej jak Aglomeracja Śląska. Czyli wchodzenie z miasta do miasta. Natomiast celowo tego nie opisywałem, bo to nie było ważne. Ich celem nie było konkretne miejsce, nie wiedzieli gdzie podróż się kończy, ani czego szukają. Prowadził ich człowiek, który miał tak silne przeczucie, że idą dobrze, że mogli nawet kręcić się w kółko, bo przy tak głębokiej wierze w koniec świata, i wierze, że Bóg ich prowadzi – mieli klapki na oczach. Co jakiś czas ktoś się budził i odchodził z grupy, co też może wskazywać, że droga była nielogiczna, ale ksiądz tego nie opisał w Księdze. Do tego tak jak pisałem wcześniej – ksiądz mógł manipulować tekstem, tym co było przez niego spinane. Może dlatego nie opisał tej kwestii dokładnie celowo, hm? Do zastanowienia się. W każdym razie cieszę się dyskusja żyje. Na koniec rzucę dwa cytaty z tekstu:

Ktoś zapytał, czy to wciąż to samo miasto. Nikt nie odpowiedział. Rozglądając się na boki, mogliśmy stracić cel z oczu. A cel był wszystkim. Nie było już dokąd wracać.

Ulice przechodziły w kolejne ulice, osiedla w następne osiedla, nie miało to dla nas znaczenia. Byliśmy w swoim mieście, a może już w kolejnym, a może cały świat skurczył się do tego jednego miejsca, które wyglądało jak jedna, niekończąca się całość.

Pozdrawiam wszystkich, dzięki za komentarze!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bry!

 

Obudziłem się przed świtem, by udać się na różaniec.

Leżałem chwilę nieruchomo, wsłuchując się w dźwięk plebanii.

Siękoza.

Może:

Obudziłem się przed świtem, by pójść na różaniec.

Leżałem chwilę nieruchomo, nasłuchując dźwięków plebanii.

?

 

O to, żeby to wszystko minęło.

Drugie to zbędne.

 

Takie metafory są wystarczająco pojemne, by każdy mógł włożyć w nie własny lęk.

Ładne.

 

Im dalej szliśmy, tym ciszej się robiło.

Meh, paskudne to zdanie, nie pasuje do patetycznego stylu. Proponuję:

→ Im dalej, tym ciszej.

Im dalej szliśmy, tym większa nastawała cisza.

 

– Rzuciłem palenie – odpowiedział zaciągając się.

→ – Rzuciłem palenie – odpowiedział, zaciągając się.

 

wciąż tam stał patrząc w rozerwane chmury

→ wciąż tam stał, patrząc w rozerwane chmury

 

Miasto zaczęło się zmieniać szybciej, niż się spodziewałem. Woda nie była już tylko na ulicach. Wlewała się do klatek schodowych, podmywała fundamenty. Ludzie przenosili meble na wyższe piętra, stali na balkonach, krzyczeli do siebie ponad szumem deszczu. Służby próbowały kontrolować sytuację, ale było ich za mało, a wody za dużo.

Widziałem strach, który jeszcze nie miał formy paniki, ale już przestał być prywatny.

Grupa szła coraz bliżej siebie. Zaczęli pilnować siebie nawzajem. Kiedy ktoś zwalniał, ktoś inny brał go pod ramię. Kiedy jedna z kobiet potknęła się w wodzie, dwie osoby natychmiast ją podniosły. Nie było w tym heroizmu. Raczej instynkt. Ale instynkt wzmocniony przekonaniem, że idziemy razem. Jesteśmy w tym wszyscy.

Zauważyłem, że zaczęli na mnie patrzeć inaczej.

Zauważyłam, że masz tendencję do nadużywania zacząłem, zaczęliśmy. Zwróć na to uwagę. Skutecznie zwalczasz jakby, więc z tym też pewnie się uda :)

 

 Miasto zmieniało się szybciej, niż się spodziewałem.

 

Grupa szła coraz bliżej siebie. Zaczęli pilnować siebie nawzajem.

→ Grupa coraz bardziej się stłaczała. Pilnowali siebie nawzajem.

 

Widziałem strach, który jeszcze nie miał formy paniki, ale już przestał być prywatny.

Lepiej zabrzmi: przybrał.

 

Kiedy ktoś zwalniał, ktoś inny brał go pod ramię. Kiedy jedna z kobiet potknęła się w wodzie

Kiedy jedna osoba zwalniała, inna brała go pod ramię. Kiedy kobieta potknęła się w wodzie

 

Zaczęliśmy nocować w opuszczonych miejscach.

Nocowaliśmy w opuszczonych miejscach.

 

Tam, gdzie dało się wejść wyżej, gdzie podłoga była sucha, a dach nie przeciekał zbyt mocno. Musieliśmy decydować, którędy iść, bo wiele miejsc było już pod wodą.

… bo wiele miejsc znajdowało się już pod wodą.

 

Deszcz padał bez przerw

bez przerwy

 

Rzeczywiście było ciepłe. Jakby pracowało. Jakby spełniało swoją funkcję.

Zbędne.

 

I wtedy to się stało.

Po co takie zdanie? Przecież już sekundę później dowiadujemy się, co się stał, mało tego, dostajemy konkrety.

 

Co jakiś czas pulsował delikatnym światłem, jakby przypominał, że jest.

→ Co jakiś czas pulsował delikatnym światłem, przypominając o swoim istnieniu.

 

ludzie z dachów i okien patrzyli na nas, jak na szaleńców.

→ ludzie z dachów i okien patrzyli na nas jak na szaleńców.

 

Nie wiedzieli, że my już wyszliśmy poza etap ukrywania się.

Ale oni przecież od początku się nie ukrywali, tylko szli.

 

W powietrzu, w zapachu miasta, w tym, jak dźwięki stawały się stłumione, jakby świat owinięto mokrym kocem

→ W powietrzu, w zapachu miasta, w stłumionych dźwiękach, jakby świat owinięto mokrym kocem

 

Nie padał już z góry – on był wszędzie. W powietrzu, w zapachu miasta, w tym, jak dźwięki stawały się stłumione, jakby świat owinięto mokrym kocem. Szliśmy ulicami, które jeszcze wczoraj były przejezdne. Teraz asfalt zniknął pod cienką warstwą brunatnej wody, niosącej liście, papier, fragmenty plastiku i rzeczy, których nie chciałem rozpoznawać.

Woda sięgała kolan. Trzeba było iść wolno. Uważnie. Każdy krok stawał się decyzją.

Byłoza.

Musieliśmy iść wolno.

 

Deszcz rozmywał twarze, zacierał granice między łzami a wodą.

Ładne.

 

Zauważyłem, że gdy je wypowiedziałem, ludzie popatrzyli na mnie inaczej. Nie jak na księdza.

To już było wcześniej. Ile jeszcze razy będą patrzeć na niego inaczej?

 

„Gołąb” zapulsował mocniej.

Wcześniej Gołąb był bez cudzysłowu. Sugeruję nazwać sprzęt/istotę/to coś po prostu Gołębiem, z dużej litery.

 

Wiem tylko, że słowa przestały być moje. Stały się narzędziem.

Chyba bardziej by pasowało: Stałem się narzędziem.

 

– To nie Bóg – powiedziała cicho. – To ty.

Ale co on? Nie rozumiem. Nie padło wcześniej żadne pytanie w takim kontekście.

 

Stał u kresu miasta. Przed nim był las. Azyl.

Skoro przed nim stał las, to jak można było go zobaczyć? Drzewa im nie zasłaniały?

 

Im bliżej się znajdowaliśmy, tym bardziej rozumieliśmy, jak wielka jest.

→ Im bliżej się znajdowaliśmy, tym bardziej rozumieliśmy, jaka jest wielka.

 

Dlatego, że gdy cała pewność prysła

→ Dlatego że gdy cała pewność prysła

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/dlatego-ze;15602.html

 

 

 

Najpierw minusy.

 

Liczba jaków i jakbów nadal jest zawrotna:

Niektórzy płakali. Inni modlili się głośno, jakby chcieli zagłuszyć dźwięk wody. Jedna kobieta powtarzała bez przerwy: To próba. To próba. To próba.

Ja patrzyłem już tylko na azyl. Na gładką bryłę, która czekała. Nieruchoma. Obojętna.

Zimno paliło skórę. Mięśnie drżały z wysiłku.

Arka była tuż przed nami. Im bliżej się znajdowaliśmy, tym bardziej rozumieliśmy, jak wielka jest.

(…).

Ostatni raz spojrzałem na świat za nami. Na miasto, które zniknęło. Na dachy, które przestały być schronieniem. Na wodę, która nie rozróżniała winy od niewinności i wydawało się, że jej poziom rósł teraz, o wiele szybciej, jakby czekał aż dotrzemy do arki. Kara boska, która ma oczyścić ziemię. 

Było tego więcej.

Co prawda widać, że nad tym pracujesz i jest ich mniej niż w poprzednich opowiadaniach, ale nadal trzeba zwracać na to uwagę.

 

Ludzie rezygnujący z dalszej wędrówki lub ginący w wodzie nie wzbudzali we mnie żadnych emocji. Może dlatego, że ich nie znałam? Z drugiej strony rozumiem, że trudno byłoby zakreślić profil psychologiczny dla każdej postaci i to w taki sposób, żeby tekst nie urósł do absurdalnej ilości znaków.

 

Tekst mi się nieco dłużył, nużył. Wszędzie ta woda, ciągle woda. Ja rozumiem, musi być woda, bo to w końcu potop :D Jednak… nic na to nie poradzę, tak to odebrałam.

 

Końcówka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jakiego bym chciała.

Niezrozumiałe jest dla mnie przede wszystkim:

– Potrzebowaliśmy jedynie nośnika – kontynuował głos. – Kogoś, kto uwierzy wystarczająco mocno, by inni przestali pytać.

Ale właściwie… po co, do czego? Dla zabawy? Z ciekawości?

 

 

Nie zauważyłam zbyt wielu elementów science-fiction. Może na końcu, ale to była bardziej symbolika niż stricte sci-fi.

 

Pozytywnej ocenie tekstu przeszkadza też fakt, że jestem zatwardziałą ateistką, przeciwniczką Kościoła i tych wszystkich świętych pism, o których powiedzieć, że brakuje im logiki, to jakby nic nie powiedzieć. Nawet pierwotna koncepcja biblijna (w sumie to nie do końca biblijna, bo w niemal każdej mitologii starożytnej jest o potopie wzmianka) o potopie jest dla mnie absurdalnie głupia i niesprawiedliwa. “Zabiję wszystkich ludzi, bo grzeszą”. Nooo, Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, podobno. Po drugie: wmawiano nam, że jest miłosierny przecież. Nie widzę w potopie aktu miłosierdzia. A po trzecie, ktoś dał nam instrukcję obsługi życia? Przecież żyjemy dopiero “pierwszy raz”. I skoro Bóg mógł nas stworzyć w taki sposób, jaki chciał, to czemu nas stworzył takimi nieudolnymi i słabymi? Reasumując: stworzył ludzi jako marne robaczki, które nie wiedzą, co się dzieje, kim są, czym jest świat, a potem je utopił. Świetnie, w takie Boga chcę wierzyć ;p

 

No ale już wystarczy tych religijnych dywagacji. To Ci się trafiło ;p W skrócie: chodzi mi o to, że nawet w tych świętych pismach jest tam jakiś, powiedzmy, sens. Bóg zesłał potop, bo ludzie grzeszą. A tutaj? Ja nie wiem, po co był ten potop. A to jest przecież ważne, bo o tym jest tekst, od samego początku do samego końca. Możliwe, że to zostało gdzieś i jakoś pokazane, no ale ja tego nie zauważyłam. Kto więc jest głupi? Pewnie ja :P

 

 

 

Uf, no dobra, przejdźmy do plusów.

Bardzo ładnie zacząłeś. Na samym wstępie zakreśliłeś zgrabnie sytuację i obiecałeś przygodę, przez co czytelnik jest wciągnięty w historię od samego początku.

 

Warsztat (nie licząc byłoz, jaków i siękoz) jest bardzo udany, widać, że się rozwijasz i to w zastraszająco szybkim tempie. Nie wiem, czy zazdrościć, czy się bać, czy gratulować? W każdym razie jest coraz lepiej. I zdecyduję się na gratulacje.

 

 

Ponieważ w momencie, w którym piszę komentarz, opowiadanie zdążyło zyskało nominację (tak szybko??), przechodzę do oceny Piórkowej.

 

 

4 TAKi, 5 NIEtów. Ostateczna ocena to: NIE.

 

Niemniej dziękuję za lekturę i jestem pewna, że niejednokrotnie mnie zachwycisz. Tak jak opowiadaniem “Pod maską” na przykład. Pozdrawiam serdecznie i ściskam!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ale Kochani, czemu liczycie czas w jakim mieli przejść dokładny dystans? Oni nie wiedzieli gdzie kończy się marsz, wiedzieli tylko, że muszą iść. Biorąc pod uwagę mój przykład Aglomeracji Śląskiej, a rzeczywiście miałem go w głowie pisząc, mogli chodzić z miasta do miasta i w kółko. Coś ich prowadziło, to coś może mogło ich doprowadzić wcześniej do celu, ale chciało ich jeszcze pomęczyć, a może nawet wykluczyć “niegodnych”. Może to coś czekało, aż będzie wystarczająco dużo wody, żeby było dla nich ciężej, a jak w końcu było dość, to postawiło arkę blisko, robiąc jeszcze ostatnią próbę z pontonami. W końcu byli testowani, sprawdzani. 

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Holly,

Przepraszam, ale muszę kończyć na dzisiaj portalowe przygody, bo będę wsiadał do samolotu zaraz, a chcę odpowiedzieć porządnie.

Dodam tylko, że bardzo Ci polecam lekturę komentarzy wyżej (szczególnie z Bardem i betweenthelines), bo mam wrażenie, że pominęłaś większość przesłania tekstu.

Pozdrawiam, wrócę do odpowiadania jutro!

You cannot petition the Lord with prayer!

„Ale, kochani, czemu liczycie czas, w jakim mieli przejść dokładny dystans?” – też tak uważam. To nie ma znaczenia dla opowiadania. Tekst jest alegoryczny, balansuje między przypowieścią, mitem a „prawdziwą” historią. Droga jest tu raczej pretekstem do wykruszenia się „słabszych jednostek”, a miasto – mam wrażenie – potęguje samą powódź. Bardziej wymowna wydaje mi się ulica z wodą do pasa niż rozlewisko na polach i łąkach.

 

HollyHell91 – bardzo fajna ta Twoja tabelka na piórka. Konkretna i rzeczowa. Widać, że masz jasne, skonkretyzowane kryteria.

Witam :]

 

No mnie niestety nie urzekło. Głównie z takiej prozaicznej przyczyny, że jest to test raczej nudnawy.

 

Dużo wydarzeń jest streszczonych/zrelacjonowanych/brakuje w nich emocji: wiemy, że miasto wyje alarmami, ale nie widzimy dramatu powodzian z bliska. Podobnie gdy mamy scenę zwątpienia – czciciele Złotego Cielca to ludzie bezimienni, odchodzą to odeszli, ani narrator się tym nie przejmuje, ani czytelnik nie ma powodu. Wierni też są bezimienną masą, więc gdy ich wiara rośnie, też nie mam specjalnego powodu się tym jarać, że tak pozwolę sobie na młodzieżowe słowo. Ogółem cały potop mało dramatyczny – świat się topi już trzeci rozdział, a my nadal idziemy pieszo?

Później się robi bardziej dramatycznie, ale nadal nurt wciąga “kogoś”. Albo “młodego mężczyznę”.

 

Jasne: można powiedzieć, że nasz Neomojżesz traktował swoją trzódkę jak bezimienne owce i to ma jak najbardziej sens – no ale jakby sens nie ratuje sytuacji.

 

Zakończenie jest jakby spoko, doceniam nagły i sprytnie wpleciony zwrot w stronę kompozycji ramowej, ale z drugiej strony ufok wyłuszcza nam interpretację całej historii, co chyba nie było potrzebne. Ogółem wydaje się, że pomysł był trafiony, tylko treść pierwszych pięciu rozdziałów (w sensie: scena po scenie, jakie wydarzenia powinny tam się pojawić, żeby pokazać co było do pokazania, a żeby lektura wciągała) trzeba było mocniej przemyśleć.

 

Pozdrawiam!

 


utopię waszą utopię

Bardzo mnie rozprasza ten żart językowy. Mam wrażenie po pierwszym rozdziale, że moje myśli powinny iść w stronę gniewnego boga/szalonej sekty/etc, ale nie mogą, bo co ta za gniewny bóg, który się posługuje takim humorem. Może się jeszcze okaże, że to ma sens, ale na razie :/

 

Werset 2: O tych, którzy poszli, i tych, którzy zawrócili

To w sumie nie jest takie istotne, ale to są ewidentnie rozdziały, a nie wersety.

 

Znacznie mniej. Wiele osób nie zdecydowało się w ostatniej chwili.

Zgrabniej by wyszło, że w “ostatniej chwili zrezygnowało”.

 

jednego miejsca, które wyglądało jak jedna

Co jakiś czas obiekt pulsował, delikatnie zmieniając barwę.

Może jakiś guru imiesłowów mnie poprawi, ale raczej pulsował i delikatnie zmieniał barwę.

 

kobieta, trzymająca na kolanach psa.

Czy nie zgrabniej “kobieta z psem na kolanach”?

 

sprawdzał równowagę, karał za nieuwagę.

Rym i to nieładny.

 

Dwunastu wokół mnie – i ja pośród nich. Liczba była domknięta. Pasterz i jego owce. Nowy Noe i jego lud.

Noe akurat miał siedmioro towarzyszy, więc to się trochę sypie.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Przepraszam, ale muszę kończyć na dzisiaj portalowe przygody, bo będę wsiadał do samolotu zaraz, a chcę odpowiedzieć porządnie.

Jasne, miłego i bezpiecznego lotu!

 

Dodam tylko, że bardzo Ci polecam lekturę komentarzy wyżej (szczególnie z Bardem betweenthelines), bo mam wrażenie, że pominęłaś większość przesłania tekstu.

Przeczytałam po wystawieniu oceny. Zawsze tak robię, bo nie chcę, żeby wpływ na mój odbiór tekstu czy tym bardziej ocenę piórkową miały wpisy innych. To ma być moja ocena, wysunięta na podstawie własnych wniosków. Uważam, że tekst sam powinien się obronić. Bo jak czytamy opowiadania czy książki poza Portalem, to przecież nie dzwonimy do autora i jego fanów, żeby nam przybliżyli znaczenie dzieła.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz, przyjemnych lotów!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

HollyHell91 – bardzo fajna ta Twoja tabelka na piórka. Konkretna i rzeczowa. Widać, że masz jasne, skonkretyzowane kryteria.

 

A dziękować :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

też tak uważam. To nie ma znaczenia dla opowiadania. Tekst jest alegoryczny, balansuje między przypowieścią, mitem a „prawdziwą” historią. Droga jest tu raczej pretekstem do wykruszenia się „słabszych jednostek”, a miasto – mam wrażenie – potęguje samą powódź. Bardziej wymowna wydaje mi się ulica z wodą do pasa niż rozlewisko na polach i łąkach.

Odnosząc się w sumie do Wszystkich, ale korzystając z fragmentu Roberta.

Masz rację, Robercie. Nie ma to znaczenia dla celu tekstu. Ale jednak już przy pierwszej lekturze zastanawia, zwraca uwagę. A właśnie nie powinno. Powinno być elementem tła, o którym właściwie nie myślę, bo to opowieść niemal paraboliczna.

Michaelu, ja może jeszcze podsumuję swoje stanowisko z bety. Tak mam lekki problem z tą wędrówką nie wiadomo przez co. Moim zdaniem dałoby się to ograć prostym konkretem, informacją. Rozumiem, dlaczego unikasz ich jak ognia (mi np. nie brakuje imion współpodróżników). Niemniej, widzisz, niepotrzebnie o tym rozmawiamy, bo tekst jest o czym innym. To znaczy, że za bardzo się wybija (i przepraszam, że jeszcze dobitniej nie podkreśliłem tego przy becie!)

 

Ale ogólnie, fajna dyskusja o tym laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

To ja sobie pomarudzę. :P Pierwsza część jeszcze w porządku, odczytałem ją jako studium narastającego obłędu – ksiądz się odkleił i wiedzie swoje owieczki na rzeź; próbuje nadać jakikolwiek sens kolejnym potknięciom (tzn. temu, że ludzie nie chcą się przyłączyć, odchodzą lub giną) albo zwyczajnie je usprawiedliwić, w końcu w dłonie wpada mu ,,gołąb”, który mógł być właściwie czymkolwiek, a jemu wydawało się, że, kurczę, coś może na nim zobaczył, a może jednak wcale nie, ale nikt nie musi wiedzieć. Przyznaję, przez chwilę byłem pewien, że potop też okaże się bzdurą i rozdmuchiwaniem zwykłej anomalii pogodowej do apokaliptycznych rozmiarów.

Przeczytałem komentarze, więc widzę, że tutaj nie minąłem się zbytnio z zamysłem autora.

Część druga z kolei… zostawiła mnie w stanie głębokiego oburzenia, jakie zwykle odczuwam w kontakcie z utworami mocno nieodpowiadającymi mi ideologicznie. Nie zagłębiając się w szczegóły – bardzo nie podoba mi się motyw ,,religia jako stworzone przez kosmitów narzędzie manipulacji”, bo po prostu nie mogę się zgodzić na sprowadzenie długotrwałego i skomplikowanego procesu, jakim jest ewolucja wierzeń religijnych, do ,,a, przyleciał se taki Cthulhu i postanowił poeksperymentować”. Nie, nie, nie. Sorry.

Tak że dla mnie 50/50.

EDIT: Przypomniałem sobie – rozbawiło mnie to, że ksiądz w apokaliptycznym kazaniu używa cytatu ze starej piosenki. To tym bardziej przekonało mnie, że ma coś nie po kolei…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej jeszcze raz, Holly,

Tym razem już dłużej. Odnośnie poprawek – w większości się zgadzam, ale strona mi wariuje na hotelowym wifi, więc obiecuję, że je naniosę, ale jak będzie lepszy dostęp do sieci, żeby nie zepsuć reszty tekstu. Już raz mi się tak stało.

Ale odnośnie komentarza. Mam czasem problem z tym, żeby dobrze ubrać w słowa moje myśli, więc od razu zastrzegam, że nic co napiszę nie ma Cię atakować. Proszę, pamiętaj o tym czytając i wyobraź sobie, że mówię to serdecznym, kumpelskim tonem.

Moje szczere pytanie odnośnie oceniania piórkowego do Ciebie i do reszty Loży. Czy Wy nie macie prawa czytać komentarzy przed wystawieniem opinii? Wydaje mi się, że macie, bo Bard nominował dopiero po naszej dyskusji. A więc Holly, przyjmuję całkowicie ocenę “nie” i nie mam do niej żadnego problemu, tekst miał prawo Ci nie podejść, i tak jestem w szoku, że aż tak się na portalu spodobał. Był swojego rodzaju eksperymentem. Szczególnie, że wymieniasz:

Ludzie rezygnujący z dalszej wędrówki lub ginący w wodzie nie wzbudzali we mnie żadnych emocji. Może dlatego, że ich nie znałam? Z drugiej strony rozumiem, że trudno byłoby zakreślić profil psychologiczny dla każdej postaci i to w taki sposób, żeby tekst nie urósł do absurdalnej ilości znaków.

Oni nie mieli wzbudzać wielkich emocji, byli celowo anonimowi. Śmierć, zawrócenie, upadek – to były symbole. Ci ludzie byli pewnego rodzaju mechanizmem. Ksiądz był rzeczywistą postacią w tym opowiadaniu, czy był zarysowany dobrze, czy źle oceńcie sami. Natomiast grupę można traktować jako jednego bohatera. No, może trzech – tych, którzy giną, tych którzy wierzą i idą do końca, tych, którzy zawracają. Ale całkowicie przyjmuję, że Ci to nie podeszło. Wiesz, że mam manie do tego, żeby nie uzywać imion w moich tekstach, jest to pewien zabieg, który moim zdaniem ma swoje zadanie do spełnienia. Szczególnie w tekstach mocno metaforycznych i symbolicznych jak ten.

Tekst mi się nieco dłużył, nużył. Wszędzie ta woda, ciągle woda. Ja rozumiem, musi być woda, bo to w końcu potop :D Jednak… nic na to nie poradzę, tak to odebrałam.

I to również całkowicie rozumiem, miałem świadomość, że ktoś może mieć takie odczucia, ale pod koniec dnia, żeby wszystko wybrzmiało, na czym mi zależało, zdecydowałem się zrobić tak, a nie inaczej. Przyjmuję na klatę.

Końcówka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jakiego bym chciała.

Niezrozumiałe jest dla mnie przede wszystkim:

– Potrzebowaliśmy jedynie nośnika – kontynuował głos. – Kogoś, kto uwierzy wystarczająco mocno, by inni przestali pytać.

Ale właściwie… po co, do czego? Dla zabawy? Z ciekawości?

No i widzisz, dla testów, dla analizy ludzkości, dla badań. I jest to w tekście napisane.

Ale z drugiej strony też nie o tym był tekst.

Nie zauważyłam zbyt wielu elementów science-fiction. Może na końcu, ale to była bardziej symbolika niż stricte sci-fi.

Napisałem w przedmowie, że jest to sci-fiction socjologiczno-psychologiczne. Nie ma takiego okienka dla wybrania gatunku, a jednak najbliżej mu do sci-fiction. Tak też wybrałem. Więc w ocenie wpisujesz, że opowiadanie nie mieści się w ramach wybranego gatunku. No nie wiem, dla mnie jest to bez wątpienia SF socjologiczno-psychologiczne, a jak nie, to jestem ciekawy jaki jest to w takim razie gatunek. No nic, dla mnie dziwne spostrzeżenie. Może jakoś się odniesiesz.

Pozytywnej ocenie tekstu przeszkadza też fakt, że jestem zatwardziałą ateistką, przeciwniczką Kościoła i tych wszystkich świętych pism, o których powiedzieć, że brakuje im logiki, to jakby nic nie powiedzieć.

No i teraz jakby to powiedzieć. Hmm. No i co, że jesteś ateistką? XD Co ma jedno do drugiego? Ja jestem agnostykiem, patrzenie zero-jedynkowe jest dla mnie niezrozumiałe i ze strony osób bardzo, bardzo wierzących, jak i ze strony zupełnych ateistów. Ale jak to się ma do tekstu. Religia sama w sobie jest ciekawa, Biblia jest tym bardziej ciekawa. Może nie dla Ciebie, ale fakt jest taki, że jest to niesamowicie ważna księga dla naszej ludzkości, bo wiele razy nakreślała bieg historii, polityki itd. Już pomijając, że Stary Testament, jak tłumaczyłem, jest czysto metaforyczny i symboliczny, jeśli jest czytany dosłownie, tak jak to przedstawiłaś, jest po prostu, wybacz, ale czytany błędnie. 

A po trzecie, ktoś dał nam instrukcję obsługi życia? Przecież żyjemy dopiero “pierwszy raz”. I skoro Bóg mógł nas stworzyć w taki sposób, jaki chciał, to czemu nas stworzył takimi nieudolnymi i słabymi? Reasumując: stworzył ludzi jako marne robaczki, które nie wiedzą, co się dzieje, kim są, czym jest świat, a potem je utopił. Świetnie, w takie Boga chcę wierzyć ;p

No i widzisz, to może temat na osobny wątek, bo byśmy tu zrobili niezły spam, ale nawet jako agnostyk, widzę, że niestety, ale odczytujesz bardzo błędnie praktycznie wszystko o czym mówi wiara. Można w to wierzyć, nie wierzyć, albo się zastanawiać, ale wypadałoby najpierw zrozumieć o co tu w zasadzie chodzi. Twoje podejście jest zero-jedynkowe, masz do niego prawo, ale polecam Ci tak po kumpelsku zagłębić się trochę najpierw, może znajdziesz tam dużo inspiracji do swoich tekstów, bo jest z czego wybierać.

A tutaj? Ja nie wiem, po co był ten potop. A to jest przecież ważne, bo o tym jest tekst, od samego początku do samego końca. Możliwe, że to zostało gdzieś i jakoś pokazane, no ale ja tego nie zauważyłam. Kto więc jest głupi? Pewnie ja :P

Nie jesteś głupia, wiele razy to udowodniłaś, natomiast wydaje mi się, że przeoczyłaś nieświadomie główne założenie tekstu, bez którego opowiadanie rzeczywiście nie ma sensu i stąd Twoje podejście. Potop w tym opowiadaniu był po to, zeby przetestować religię ludzką jako sposób działania:

– Wasz Bóg był koncepcją – odpowiedział głos spokojnie. – My testowaliśmy jej funkcjonalność. Chcieliśmy was zrozumieć. Sprawdzić, czy po tysiącach lat mit wciąż potrafi sprawić, że człowiek odda odpowiedzialność komuś innemu. Że uwierzy, iż prowadzenie innych zwalnia go z winy.

Po co? Specjalnie nie powiedziałem. Gdybym zrobił z “kosmitów” najeźdźców, cały wydźwięk metaforyczny by zginął, bo po prostu sprowadzało by ich to do roli kolonizujących planetę. Może chcą przyjąć religię do kontroli ludzi na własnej planecie i robia testy czy u nas dalej to działa? Moje teksty charakteryzują niedopowiedzenia. Jedni to lubią, inni nie. Ale no tak już mam, tak lubie pisać i niestety w przyszłości nie spodziewam się zmiany w tej kwestii. Wybacz haha!

Przeczytałam po wystawieniu oceny. Zawsze tak robię, bo nie chcę, żeby wpływ na mój odbiór tekstu czy tym bardziej ocenę piórkową miały wpisy innych. To ma być moja ocena, wysunięta na podstawie własnych wniosków. Uważam, że tekst sam powinien się obronić. Bo jak czytamy opowiadania czy książki poza Portalem, to przecież nie dzwonimy do autora i jego fanów, żeby nam przybliżyli znaczenie dzieła.

No i teraz chciałbym przejść do ogółu oceny piórkowej. Wybacz Holly, ale według mnie jest to dziwne podejście. Nie, nie dzwonisz do Autora książki, ale też nie oceniasz jej oficjalnie i nie przyznajesz “tak/nie”. A jeśli patrzysz tylko na swoje pierwsze wrażenie, bez zastanowienia się głębszego i bez przeczytania nawet jednego komentarza, to jest to w moim odczuciu, i błagam nie obraź się, ale nierzetelne. Czasem można się nie wyspać, czasem przeczytać na szybko i nie wyłapać o czy jest tekst. Dlatego Bard ocenił opowiadanie, wcale nie negatywnie, ale odpowiedziałem mu na komentarz i zauważył rzeczy, które pewnie sam by był w stanie zauważyć, tylko po prostu jak sam napisał – był niewyspany. Wtedy zdecydował się nominowac, za co serdecznie mu dziękuje, ale równie dobrze mógł tego po prostu nie kupić, bo ma swój rozum. Przeczytanie komentarzy i zdecydowanie, czy właściwie sie odczytało tekst, jest w mojej opinii minimum do rzetelnej oceny. A jak widzę, że w okienku “czy tekst skłania do refleksji?” wpisałaś “nie”, to sorry, ale wypadałoby się posilić komentarzami. Jeśli wtedy dalej byś nie znalazła tego, to można powiedzieć, że tekst się nie broni i całkowicie bym zrozumiał. Ale jeśli nawet nie zadałaś sobie tego trudu, żeby w tekście ściśle metaforycznym i symbolicznym chociaż poszukać tego przesłania i refleksji, no to wybacz, ale takie jest moje zdanie o rzetelności tej oceny. Szczególnie, że refleksja po przeczytaniu, to gdzie postawiłem to “oto słowo Boże”, to, że starałem się poddać pod wątpliwość rzeczy spisane – nie tylko religijne, ale też historyczne itd, w zależności od tego, gdzie ktoś postawił kropkę – to chyba jakaś refleksja. Więc to ten “kafelek” mnie najbardziej zabolał, bo pisałem ten tekst głównie z tego powodu, żeby skłaniał do refleksji. Cieszę się, że zdecydowana większość osób komentujących to wyłapała, albo zadała dodatkowe pytania.

Nie wiem czy tekst sam się broni, żeby zdobyć Piórko, szczerze nie mam pojęcia. Natomiast uważam, że broni się w kwestii refleksji jaką zostawia, a której nie odnalazłaś. Bo odpowiedzi w tym tekście są. Specjalnie nie podałem ich na tacy, bo nie chciałem. Dlatego prosiłem o podumanie. I ja lubię taki zabieg, nie chciałbym, żeby doceniane zaczęły być tylko teksty proste, bo można szybko przeczytać i stwierdzić czy sie podobało, czy nie. Już pomijając, że rzetelne według Ciebie jest od razu krzywe patrzenie na tekst, bo jesteś ateistką, ale nierzetelne popatrzeć w komentarze. No, zastanawiające troszkę.

W każdym razie, nie odbierz tego jako atak, ja całkowicie przyjmuje, że całościowo nie uważasz, że to tekst piórkowy. Chodzi mi tylko o poszczególne argumenty i sposób oceniania.

A swoją drogą, jak teraz już możesz przeczytać komentarze, to co sądzisz o tekście po odpowiedziach do Barda i betweenthelines? Pomogło trochę, czy po prostu Ci to nie siadło i tak, co całkowicie zrozumiem?

Dzięki za przeczytanie i komentarz. Pozdrawiam!

 

EDIT:

Myślałem, że odpisałem na to, a jednak nie:

Warsztat (nie licząc byłoz, jaków i siękoz) jest bardzo udany, widać, że się rozwijasz i to w zastraszająco szybkim tempie. Nie wiem, czy zazdrościć, czy się bać, czy gratulować? W każdym razie jest coraz lepiej. I zdecyduję się na gratulacje.

To bardzo miłe słowa, serdecznie za nie dziękuję! Obiecuję, że się staram!

You cannot petition the Lord with prayer!

Robercie,

To nie ma znaczenia dla opowiadania. Tekst jest alegoryczny, balansuje między przypowieścią, mitem a „prawdziwą” historią. Droga jest tu raczej pretekstem do wykruszenia się „słabszych jednostek”, a miasto – mam wrażenie – potęguje samą powódź. Bardziej wymowna wydaje mi się ulica z wodą do pasa niż rozlewisko na polach i łąkach.

Dokładnie tak! W punkt.

 

Zakapiorze,

No mnie niestety nie urzekło. Głównie z takiej prozaicznej przyczyny, że jest to test raczej nudnawy.

Hah, spodziewałem się. Wiem, że lubisz jak więcej się dzieje, przyjmuję to całkowicie.

Podobnie gdy mamy scenę zwątpienia – czciciele Złotego Cielca to ludzie bezimienni, odchodzą to odeszli, ani narrator się tym nie przejmuje, ani czytelnik nie ma powodu. Wierni też są bezimienną masą, więc gdy ich wiara rośnie, też nie mam specjalnego powodu się tym jarać, że tak pozwolę sobie na młodzieżowe słowo.

Był to zabieg celowy, ale tak, rozumiem Twoje podejście. Ja po prostu chciałem przekazac coś innego.

Zakończenie jest jakby spoko, doceniam nagły i sprytnie wpleciony zwrot w stronę kompozycji ramowej, ale z drugiej strony ufok wyłuszcza nam interpretację całej historii, co chyba nie było potrzebne. Ogółem wydaje się, że pomysł był trafiony, tylko treść pierwszych pięciu rozdziałów (w sensie: scena po scenie, jakie wydarzenia powinny tam się pojawić, żeby pokazać co było do pokazania, a żeby lektura wciągała) trzeba było mocniej przemyśleć.

Hmm. Czy ja wiem czy to ufok wyłuszcza interpretację? Może dosłowną, ale z pewnością nie tę o której pisaliśmy w komentarzach, a która jest moim zdaniem ważniejsza. 

Co do pierwszych rozdziałów widzę, że mamy podział wśród komentarzy, przyjmuję. Starałem się to podczas pisania ugryźć na kilka sposobów, ten wydał mi się w końcu najlepszy, ale może nie miałem racji, ciężko mi ocenić. Rozumiem zarzut.

Dzięki wielkie za poprawki i komentarz!

 

beeeecki,

Michaelu, ja może jeszcze podsumuję swoje stanowisko z bety. Tak mam lekki problem z tą wędrówką nie wiadomo przez co. Moim zdaniem dałoby się to ograć prostym konkretem, informacją. Rozumiem, dlaczego unikasz ich jak ognia (mi np. nie brakuje imion współpodróżników). Niemniej, widzisz, niepotrzebnie o tym rozmawiamy, bo tekst jest o czym innym.

Może masz rację. Zamysł miałem inny, zreszta wiesz, ale fakt, może brakuje jakiejś konkretnej informacji o tym. No trudno, pisałem zgodnie ze sobą.

(i przepraszam, że jeszcze dobitniej nie podkreśliłem tego przy becie!)

No coś Ty, dałeś znać i zupełnie nie ma za co przepraszać. W tek kwestii byłem troche uparty, żeby zrobić to bardziej metaforycznie, a widzę, że zdania sa podzielone. Jak mam być szczery to pewnie i tak bym tego nie zmienił, bo po prostu mi się podoba taka wersja, ale biorę na klatę uwagi, bo mają wiele sensu.

 

SNDWLKR,

Pierwsza część jeszcze w porządku, odczytałem ją jako studium narastającego obłędu – ksiądz się odkleił i wiedzie swoje owieczki na rzeź; próbuje nadać jakikolwiek sens kolejnym potknięciom

Dzięki wielkie. Macie zupełnie odwrotne komentarze z Zakapiorem haha!

Część druga z kolei… zostawiła mnie w stanie głębokiego oburzenia, jakie zwykle odczuwam w kontakcie z utworami mocno nieodpowiadającymi mi ideologicznie. Nie zagłębiając się w szczegóły – bardzo nie podoba mi się motyw ,,religia jako stworzone przez kosmitów narzędzie manipulacji”, bo po prostu nie mogę się zgodzić na sprowadzenie długotrwałego i skomplikowanego procesu, jakim jest ewolucja wierzeń religijnych, do ,,a, przyleciał se taki Cthulhu i postanowił poeksperymentować”. Nie, nie, nie. Sorry.

Hmm, ale zaraz. Przecież ten tekst nie o tym. To nie kosmici wymyślili religię w tym tekście, tylko ją testują, jak proces. Oni nawet mówią, że religia jest na Ziemi od wielu, wielu lat i działała najsprawniej z wszystkiego, co udało się ludziom osiągnąć. Więc oni wchodzą jakby w trakcie, a nie zrzucają religię. Używają jej jako narzędzia. Podszywają się pod Boga.

Największe przesłanie jakie chciałem tutaj wprowadzić to, żebyśmy się zastanowili nad słowem spisanym w wielu kategoriach. Religijnym też, ale i historycznym. Nad tym kiedy ktoś postawił kropkę w odpowiednim do manipulacji miejscu, a my w to do dzisiaj wierzymy. Zupełnie nie chcę uderzac w ludzi wierzących, bo szanuję wiarę, natomiast bardziej w wszelkiego rodzaju sekty, manipulacje kościelno-polityczne, kościelno-biznesowe, ale też tak jak mówię, historię ogólną.

Dzięki wielkie za odwiedziny i komentarz!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Mam czasem problem z tym, żeby dobrze ubrać w słowa moje myśli, więc od razu zastrzegam, że nic co napiszę nie ma Cię atakować. Proszę, pamiętaj o tym czytając i wyobraź sobie, że mówię to serdecznym, kumpelskim tonem.

Zawsze o tym pamiętam.

 

Czy Wy nie macie prawa czytać komentarzy przed wystawieniem opinii?

Mamy, oczywiście. Tylko że ja tego nie robię, z wyżej wymienionych względów.

 

No i widzisz, dla testów, dla analizy ludzkości, dla badań. I jest to w tekście napisane.

Ale z drugiej strony też nie o tym był tekst.

No to ja tego nie zarejestrowałam. Ale to nie musi być Twoja wina, tylko mogła mi się osłabić moc skupienia na przykład.

 

Napisałem w przedmowie, że jest to sci-fiction socjologiczno-psychologiczne. Nie ma takiego okienka dla wybrania gatunku, a jednak najbliżej mu do sci-fiction. Tak też wybrałem. Więc w ocenie wpisujesz, że opowiadanie nie mieści się w ramach wybranego gatunku. No nie wiem, dla mnie jest to bez wątpienia SF socjologiczno-psychologiczne, a jak nie, to jestem ciekawy jaki jest to w takim razie gatunek. No nic, dla mnie dziwne spostrzeżenie. Może jakoś się odniesiesz.

No pewnie, już się odnoszę :)

W sumie to mogłabym do wszystkiego odnieść się jednym zdaniem: nie jestem ekspertem pisarskim. Nie jestem też ekspertem od science-fiction. Być może się mylę, może to jednak mieści się w gatunku, ale jestem w nim tak mało oczytana, że tego nie dostrzegam. Musisz jednak pamiętać, że ocena Piórkowa jest przecież w 100% subiektywna. I skoro ja nie odczułam tego sci-fi, to już nic na to nie poradzę, tak po prostu jest. Wielu wydawców odrzuca książki, tylko dlatego, że nie jest w ich stylu albo gatunku. No, nie można mieć do nich o to pretensji, takie ich prawo, trzeba się z tym pogodzić i robić swoje dalej, aż się w końcu trafi w jego albo innego wydawcy gusta. A ja nawet nie jestem wydawcą! Więc mam nadzieję, że mi wybaczysz to dyletanctwo, ale nie mogę też zaprzeczać własnym odczuciom.

 

No i teraz jakby to powiedzieć. Hmm. No i co, że jesteś ateistką? XD Co ma jedno do drugiego? Ja jestem agnostykiem, patrzenie zero-jedynkowe jest dla mnie niezrozumiałe i ze strony osób bardzo, bardzo wierzących, jak i ze strony zupełnych ateistów. Ale jak to się ma do tekstu.

Masz dużo racji. Może chciałam w ten sposób wytłumaczyć, dlaczego tekst mi nie przypadł do gustu? Bo jest napisany przecież zgrabnie i umiejętnie.

 

Religia sama w sobie jest ciekawa, Biblia jest tym bardziej ciekawa. Może nie dla Ciebie, ale fakt jest taki, że jest to niesamowicie ważna księga dla naszej ludzkości, bo wiele razy nakreślała bieg historii, polityki itd. Już pomijając, że Stary Testament, jak tłumaczyłem, jest czysto metaforyczny i symboliczny, jeśli jest czytany dosłownie, tak jak to przedstawiłaś, jest po prostu, wybacz, ale czytany błędnie. 

Hm, no to skoro wszystko w Biblii jest metaforyczne, tym bardziej niepokojące jest to, że wkłada się tę symbolikę co niedzielę prostym ludziom do głów, którzy przecież większość rzeczy odbierają wprost. Takich jak ja, na przykład, jak się okazuje ;p

 

No i widzisz, to może temat na osobny wątek, bo byśmy tu zrobili niezły spam, ale nawet jako agnostyk, widzę, że niestety, ale odczytujesz bardzo błędnie praktycznie wszystko o czym mówi wiara. Można w to wierzyć, nie wierzyć, albo się zastanawiać, ale wypadałoby najpierw zrozumieć o co tu w zasadzie chodzi. Twoje podejście jest zero-jedynkowe, masz do niego prawo, ale polecam Ci tak po kumpelsku zagłębić się trochę najpierw, może znajdziesz tam dużo inspiracji do swoich tekstów, bo jest z czego wybierać.

A kto określa, jak błędnie a jak poprawnie się interpretuje Biblię i całą tę filozofię? Kto ma to rozstrzygnąć? Nie pytam złośliwie, po prostu się zastanawiam.

Co do zagłębiania się w te tematy, to kiedyś zamierzam, mam nawet Biblię w domu, ale boję się, że moja niechęć do tych wszystkich założeń i instytucji jest tak wielka, że nigdy się za to nie zabiorę. Może Ty mi poradzisz, jak się za to zabrać? Od czego zacząć? Bo zaczynanie od samych Pism chyba nie jest dobrym pomysłem, skoro odbieram wszystko bezpośrednio. Może są jakieś poradniki, jak czytać Biblię?

 

Gdybym zrobił z “kosmitów” najeźdźców, cały wydźwięk metaforyczny by zginął, bo po prostu sprowadzało by ich to do roli kolonizujących planetę. Może chcą przyjąć religię do kontroli ludzi na własnej planecie i robia testy czy u nas dalej to działa? Moje teksty charakteryzują niedopowiedzenia. Jedni to lubią, inni nie. Ale no tak już mam, tak lubie pisać i niestety w przyszłości nie spodziewam się zmiany w tej kwestii. Wybacz haha!

Nie, nie, absolutnie tego nie zmieniaj, jeśli dobrze się w tym czujesz. Jeszcze do niedawna myślałam, że lubię niedopowiedzenia, ale coraz częściej się okazuje, że chyba jednak nie. Może jeszcze dojrzeję do tego, coś mi się odmieni?

 

Nie, nie dzwonisz do Autora książki, ale też nie oceniasz jej oficjalnie i nie przyznajesz “tak/nie”.

Hmm, a lubimy czytać albo goodreads?

 

A jeśli patrzysz tylko na swoje pierwsze wrażenie, bez zastanowienia się głębszego i bez przeczytania nawet jednego komentarza, to jest to w moim odczuciu, i błagam nie obraź się, ale nierzetelne. Czasem można się nie wyspać, czasem przeczytać na szybko i nie wyłapać o czy jest tekst. Dlatego Bard ocenił opowiadanie, wcale nie negatywnie, ale odpowiedziałem mu na komentarz i zauważył rzeczy, które pewnie sam by był w stanie zauważyć, tylko po prostu jak sam napisał – był niewyspany. Wtedy zdecydował się nominowac, za co serdecznie mu dziękuje, ale równie dobrze mógł tego po prostu nie kupić, bo ma swój rozum. Przeczytanie komentarzy i zdecydowanie, czy właściwie sie odczytało tekst, jest w mojej opinii minimum do rzetelnej oceny. A jak widzę, że w okienku “czy tekst skłania do refleksji?” wpisałaś “nie”, to sorry, ale wypadałoby się posilić komentarzami.

No i widzisz, ja mam odmienne zdanie. Ty uważasz, że Bard mógł tego po prostu nie kupić, bo ma swój rozum. Ja tego nie kupiłam. Czy ja w takim razie nie mam swojego rozumu?

Gdy czytam tutaj na Portalu teksty, traktuję je tak, jakby były wydane na papierze. I traktuję je jak zwykły czytelnik, nie jak użytkownik Portalu, który tylko chce się na forum wymądrzyć. Więc: kiedy czytam książkę i mi się nie spodoba, to oceniam ją według własnego zdania. Nie patrzę na opinie czy recenzję innych, nie chcę się nimi sugerować, bo to faktycznie może zmienić odbiór. Ja uważam, że tekst powinien bronić się sam, czy to na papierze czy na Portalu. Nie chcę wchodzić na strony, fora, pytać, o co w tym chodzi i jakie to ma znaczenie. Mówisz tu o niewyspaniu. Ile książek zostało źle ocenionych przez niewyspanie, zmęczenie czy przez to, że dziecko zaczęło płakać? Przecież nie można mieć do czytelnika o to pretensji, że przeczytał książkę w takich warunkach a nie innych.

I z Twojej strony może to nie wyglądać na rzetelność – masz do tego prawo, oczywiście – ale dla kogoś innego może być nierzetelne właśnie podpieranie się opiniami innych. Nie mówię, że dla mnie, ja tak nie uważam. Po prostu każdy ma indywidualne podejście do oceny dzieł, nie tylko pisarskich.

Możliwe, że nie tylko Tobie się nie podoba mój styl oceniania i w przyszłym roku już nie zostanę wybrana do Loży. Możesz na mnie nie głosować, ja się nie pogniewam :) Użytkownicy muszą mieć poczucie, że oceny są sprawiedliwe i rzetelne i jeśli ja się taką osobą nie okażę, będzie to moja jedyna kadencja w takim razie, będę musiała to jakoś przeżyć. Zależy mi na dobru Portalu i użytkowników i chcę, żeby stawał się coraz lepszym miejscem.

 

Jeśli wtedy dalej byś nie znalazła tego, to można powiedzieć, że tekst się nie broni i całkowicie bym zrozumiał. Ale jeśli nawet nie zadałaś sobie tego trudu, żeby w tekście ściśle metaforycznym i symbolicznym chociaż poszukać tego przesłania i refleksji, no to wybacz, ale takie jest moje zdanie o rzetelności tej oceny. Szczególnie, że refleksja po przeczytaniu, to gdzie postawiłem to “oto słowo Boże”, to, że starałem się poddać pod wątpliwość rzeczy spisane – nie tylko religijne, ale też historyczne itd, w zależności od tego, gdzie ktoś postawił kropkę – to chyba jakaś refleksja. Więc to ten “kafelek” mnie najbardziej zabolał, bo pisałem ten tekst głównie z tego powodu, żeby skłaniał do refleksji. Cieszę się, że zdecydowana większość osób komentujących to wyłapała, albo zadała dodatkowe pytania.

Dlaczego tego nie robię, wyjaśniłam już wyżej. A co do kafelka… Cóż, może stworzenie tabelki nie było takim dobrym pomysłem. Może faktycznie powinnam zawrzeć ocenę w dwóch zdaniach i wtedy nikt by nie miał do mnie pretensji. Wychodzi na to, że nie ma sensu wprowadzać jakiekolwiek zmiany.

 

Nie wiem czy tekst sam się broni, żeby zdobyć Piórko, szczerze nie mam pojęcia. Natomiast uważam, że broni się w kwestii refleksji jaką zostawia, a której nie odnalazłaś. Bo odpowiedzi w tym tekście są. Specjalnie nie podałem ich na tacy, bo nie chciałem. Dlatego prosiłem o podumanie. I ja lubię taki zabieg, nie chciałbym, żeby doceniane zaczęły być tylko teksty proste, bo można szybko przeczytać i stwierdzić czy sie podobało, czy nie. Już pomijając, że rzetelne według Ciebie jest od razu krzywe patrzenie na tekst, bo jesteś ateistką, ale nierzetelne popatrzeć w komentarze. No, zastanawiające troszkę.

Nie, nigdzie nie napisałam, że to jest rzetelne, tylko że może to być powód, dla którego tekst mi się nie spodobał. Zresztą, nigdy nie napisałam też o sobie, że jestem rzetelna. Staram się, ale czy mi się to udaje? Nie wiem, ale jedną opinię na ten temat już mam.

 

A swoją drogą, jak teraz już możesz przeczytać komentarze, to co sądzisz o tekście po odpowiedziach do Barda i betweenthelines? Pomogło trochę, czy po prostu Ci to nie siadło i tak, co całkowicie zrozumiem?

Przeczytałam jeszcze raz te komentarze i nadal to nie zmienia mojej oceny. Być może dlatego, że to dla mnie nic odkrywczego, takie myśli wielokrotnie pojawiały się w mojej głowie. I, broń Odynie, nie chodzi tu o to, żeby się wywyższać, czy chełpić durnotą w stylu: Ja myślałam już o tym wcześniej! Ale tak, myślałam ;p Wielokrotnie. Po prostu dużo rozkminiam, analizuję, tak mój mózg działa, że patrzę na doniczkę i myślę o roślince, a po chwili łapię się na tym, że zastanawiam się, czemu na płytce Pioneera ludzie są nadzy (bo przecież nikt nie chodzi po ulicy nago, jak przyleci jakiś kosmita, to się może zdziwić). Może to moje ADHD, nie jestem pewna. W każdym razie miałam bardzo podobne wnioski do Waszych. I może to kolejny powód, dlaczego tekst mi nie siadł.

 

Pozdrawiam!

Pozdrawiam również serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

 Hah, spodziewałem się. Wiem, że lubisz jak więcej się dzieje, przyjmuję to całkowicie.

Wiesz, nie musi się tak dosłownie dziać – choć tak, lubię, jak są lawiny, lasery, pościgi i wybuchy – ale jakiś silnik przymuszający czytelnika do przekręcania kolejnych stron moim zdaniem jest potrzebny. Jeśli nie akcja to napięcie, tajemnica, charyzmatyczny bohater, humor, kwiecista proza, erotyka nawet.

 

Jasne: piszesz, że celowałeś trochę w przypowieść, a w przypowieści taki silnik niekoniecznie jest potrzebny, bo nie chodzi o czytanie z wypiekami na twarzy, tylko o to, co autor miał do powiedzenia – i spoko, taka wola autora. Wypowiadając się o tekście, staram się brać pod uwagę konwencję. Ale gdybyś poczytał klasyków gatunku, co oczywiście polecam, to z pewnością zauważyłbyś, że przypowieści to zazwyczaj utwory drastycznie wręcz krótsze od tego.

 

Tutaj najsprawniejszym silnikiem była tajemnica, ale w moim odczuciu ten silnik całości nie uciągnął – może to wina tego, co sam czytam (nie spodziewałem się ufoka, ale od razu oczywistym wydało mi się, że do księdza mówi coś innego niż Bóg, więc nie była to dla mnie tajemnica szczególnie atrakcyjna), ale też tajemnica nie podparta jakąś stawką nie jest silnikiem bardzo mocnym – jeśli od rozwiązania tajemnicy zależy los ludzi, na których ani mi, ani narratorowi nie zależy, to czemu mam się tą tajemnicą przejąć jako czytelnik?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Holly,

Więc mam nadzieję, że mi wybaczysz to dyletanctwo, ale nie mogę też zaprzeczać własnym odczuciom.

Nie mam czego wybaczać, oceniłaś tekst wedle swoich kryteriów. I ja tę ocenę przyjmuję. Po prostu jeśli o ten punkt chodzi konkretnie, to jednak powinien być on bardziej obiektywny, niż subiektywny. Bo czy cos się mieści w danym gatunku, czy nie – to często po prostu fakt. Po prostu zastanawiam się jaki według Ciebie jest to gatunek, bo szczerze jestem ciekaw. A skoro mówisz, że poczułaś (nawet subiektywnie), że nie jest to socjologiczno-psychologiczne sci-fiction z symboliką religijną, to musiałaś chyba mieć jakiś pomysł co to bardziej jest, prawda?

Masz dużo racji. Może chciałam w ten sposób wytłumaczyć, dlaczego tekst mi nie przypadł do gustu? Bo jest napisany przecież zgrabnie i umiejętnie.

Rozumiem.

Hm, no to skoro wszystko w Biblii jest metaforyczne, tym bardziej niepokojące jest to, że wkłada się tę symbolikę co niedzielę prostym ludziom do głów, którzy przecież większość rzeczy odbierają wprost. Takich jak ja, na przykład, jak się okazuje ;p

Mam nawet cytat z tekstu, który wyszczególniłaś i Ci się spodobał: Takie metafory są wystarczająco pojemne, by każdy mógł włożyć w nie własny lęk.

To już jest zupełnie inny temat, ja sie wypowiadam na temat Biblii i wiary, bo ten temat mnie interesuje. Nie na temat kościoła. Może kiedyś będziemy mieli okazję podyskutować, bardzo chętnie!

A kto określa, jak błędnie a jak poprawnie się interpretuje Biblię i całą tę filozofię? Kto ma to rozstrzygnąć? Nie pytam złośliwie, po prostu się zastanawiam.

Jest wielu niezależnych teologów i historyków zajmujących się studiowaniem tego. Bardzo ciekawe materiały, nawet jeśli nie wierzysz. 

Co do zagłębiania się w te tematy, to kiedyś zamierzam, mam nawet Biblię w domu, ale boję się, że moja niechęć do tych wszystkich założeń i instytucji jest tak wielka, że nigdy się za to nie zabiorę. Może Ty mi poradzisz, jak się za to zabrać? Od czego zacząć? Bo zaczynanie od samych Pism chyba nie jest dobrym pomysłem, skoro odbieram wszystko bezpośrednio. Może są jakieś poradniki, jak czytać Biblię?

No ale właśnie, to jest główny błąd. Mieszanie do tego instytucji KK. My tu mówimy o Biblii, jako o dziele, które ma praktycznie największe znaczenie dla wydarzeń historycznych. Nie o dzisiejszym Kościele. Trzeba sobie to troszkę przestawić w głowie, zresetować się na czas czytania. Są poradniki z tego, co wiem, ale ja czytałem na żywca. Za pierwszym razem prawie nic nie zrozumiałem. Ale za drugim, naprawdę zauważyłem wiele więcej. Nie wiem co Ci polecić, są najróżniejsze opracowania pojedyńczych części, może zobacz sobie takie opracowanie i będziesz wiedziała mniej więcej jak czytać resztę? Ciężko powiedzieć.

Hmm, a lubimy czytać albo goodreads?

No i jak się to ma do Piórek, gdzie realnie wpływasz na “nagrodę”, a nie tylko zamieszczasz wpis anonimowo? Ale szczerze nie znam się za bardzo na tych portalach, więc nie chcę wyjść na ignoranta.

No i widzisz, ja mam odmienne zdanie. Ty uważasz, że Bard mógł tego po prostu nie kupić, bo ma swój rozum. Ja tego nie kupiłam. Czy ja w takim razie nie mam swojego rozumu?

Eee.. ale Ty nie czytałaś podobno komentarzy, więc czego nie kupiłaś? XD

Ja uważam, że tekst powinien bronić się sam, czy to na papierze czy na Portalu. Nie chcę wchodzić na strony, fora, pytać, o co w tym chodzi i jakie to ma znaczenie. Mówisz tu o niewyspaniu. Ile książek zostało źle ocenionych przez niewyspanie, zmęczenie czy przez to, że dziecko zaczęło płakać? Przecież nie można mieć do czytelnika o to pretensji, że przeczytał książkę w takich warunkach a nie innych.

Spoko, masz do tego prawo. Ja uważam, że tekst musi mieć szansę się obronić, bo często odpowiedzi w nim są, natomiast dopiero po przeczytaniu komentarza mamy: “aj, no tak, o to chodziło, to zmienia postać rzeczy, nie wyłapałem tego” i dopiero wtedy mamy pełen obraz. Bo w Twojej wersji, tak naprawdę oceniasz swoją wersję tekstu, w zależności jak bardzo udało Ci się ją zrozumieć, a nie co on rzeczywiście mówi. 

I o ile do czytelnika nie można mieć pretensji w jakich warunkach czytał, o tyle jak wystawiasz opowiadanie na konkurs, a Ty przychodzisz z oceną Piórkową, więc uznajmy, że to podobne – jednak Autor ma prawo oczekiwać, że jak czegoś nie wyłapiesz, to zastanawiasz się i sprawdzasz.

I z Twojej strony może to nie wyglądać na rzetelność – masz do tego prawo, oczywiście – ale dla kogoś innego może być nierzetelne właśnie podpieranie się opiniami innych. Nie mówię, że dla mnie, ja tak nie uważam. Po prostu każdy ma indywidualne podejście do oceny dzieł, nie tylko pisarskich.

Nie mówię o podpieraniu się opiniami innych tylko tym, żeby mieć przed sobą pełnię tekstu, a nie tylko pierwsze wrażenie, gdzie coś mogło umknąć. Nie chodzi mi o to, że komuś się mogło bardzo podobać, więc Tobie też powinno, tylko, że jeśli zadajesz pytanie odnośnie zakończenia na koniec swojej opinii i dajesz sygnał, że nie wyłapałaś założeń tekstu, to naturalnym jest przeczytać komentarze, żeby wiedzieć co się ocenia. Ale tak jak mówisz, każdy patrzy na to inaczej.

Możliwe, że nie tylko Tobie się nie podoba mój styl oceniania i w przyszłym roku już nie zostanę wybrana do Loży. Możesz na mnie nie głosować, ja się nie pogniewam :) Użytkownicy muszą mieć poczucie, że oceny są sprawiedliwe i rzetelne i jeśli ja się taką osobą nie okażę, będzie to moja jedyna kadencja w takim razie, będę musiała to jakoś przeżyć. Zależy mi na dobru Portalu i użytkowników i chcę, żeby stawał się coraz lepszym miejscem.

Ale Holly… Przecież ja nawet gdzieś na priv, czy w becie jakiejś Ci pisałem, że uważam, że idealnie się nadajesz do Loży. I tak dalej twierdzę. Jesteś aktywna, komentujesz, pomagasz. Sam na Ciebie głosowałem. Po co taki komentarz? Ja się odnoszę tylko do pewnego sposobu oceniania, który uważam, że nie jest do końca rzetelny, ale Ty możesz mieć odmienne zdanie i go kontynuować. Całkowicie przyjmuję Twoje “NIE” dla tego opowiadania, ale wiesz, że lubię sobie pogadać, więc to robię. Nie chciałem w żadnym wypadku podważyć Twojego uczestnictwa w Loży.

A co do kafelka… Cóż, może stworzenie tabelki nie było takim dobrym pomysłem. Może faktycznie powinnam zawrzeć ocenę w dwóch zdaniach i wtedy nikt by nie miał do mnie pretensji. Wychodzi na to, że nie ma sensu wprowadzać jakiekolwiek zmiany.

Stworzenie tabelki było dobrym pomysłem i też Ci o tym gdzieś już pisałem i pochwaliłem. Robisz dużo dla portalu. Ale proszę mi tu na emocjach nie grać, bo ja nigdzie nie napisałem, że nie warto wprowadzać zmian. Warto. Stwierdziłem jedynie, że uzupełnienie tego konkretnego kafelka mnie zabolało, bo jest moim zdaniem krzywdzące dla tekstu i – przede wszystkim – błędne. Ale to nie ujmuje jakkolwiek Twoim pomysłom, które są świetne.

Nie, nigdzie nie napisałam, że to jest rzetelne, tylko że może to być powód, dla którego tekst mi się nie spodobał. Zresztą, nigdy nie napisałam też o sobie, że jestem rzetelna. Staram się, ale czy mi się to udaje? Nie wiem, ale jedną opinię na ten temat już mam.

Oho, czyli jednak odebrałaś jak atak. Mamy dwie różne opinie. Tylko tyle. Nie uważam Cię za osobę nierzetelną, tylko konkretną część Twojej oceny i wybacz, przy tym zdaniu pozostaję. Ale to jest jedna ocena na wiele, których zamieściłaś i też nikt nie powiedział, że ja mam tu rację.

Ale nie miałem zamiaru Cię obrazić, dobrze wiesz, że szanuję Twoją opinię i szanuje też ocenę “NIE”. 

Przeczytałam jeszcze raz te komentarze i nadal to nie zmienia mojej oceny.

Przyjmuję tym bardziej.

Być może dlatego, że to dla mnie nic odkrywczego, takie myśli wielokrotnie pojawiały się w mojej głowie. I, broń Odynie, nie chodzi tu o to, żeby się wywyższać, czy chełpić durnotą w stylu: Ja myślałam już o tym wcześniej! Ale tak, myślałam ;p Wielokrotnie. Po prostu dużo rozkminiam, analizuję, tak mój mózg działa, że patrzę na doniczkę i myślę o roślince, a po chwili łapię się na tym, że zastanawiam się, czemu na płytce Pioneera ludzie są nadzy (bo przecież nikt nie chodzi po ulicy nago, jak przyleci jakiś kosmita, to się może zdziwić). Może to moje ADHD, nie jestem pewna. W każdym razie miałam bardzo podobne wnioski do Waszych. I może to kolejny powód, dlaczego tekst mi nie siadł.

Hmm, okej. I teraz pytanie. Czy jak ja myślałem już o bezsensowności wojny, to znaczy, że tekst o tym nie skłania do refleksji? Myślę, że ma skłaniać ogół, a nie Ciebie personalnie. Cieszę się, że o tym juz myslałaś, ale tym bardziej nie rozumiem.

 

Przepraszam jak w którymś miejscu Cię uraziłem, ale chciałbym powtórzyć – ja się odnoszę tylko do części opinii i sposobu oceniania, który wcale nie musi byc po mojemu. I w żadnym wypadku nie chciałem podważyć Ciebie, jako Lożanki, bo szczerze uważam, że jesteś w odpowiednim miejscu.

Pozdrawiam!

 

Zakapiorze,

Tak, rozumiem co chcesz przekazać. Nawet po części się z tym zgadzam.

 Ale gdybyś poczytał klasyków gatunku, co oczywiście polecam, to z pewnością zauważyłbyś, że przypowieści to zazwyczaj utwory drastycznie wręcz krótsze od tego.

Tak, to racja. Czytałem wiele, bo lubię te klimaty. Natomiast jest to coś pomiędzy. Nie wiem no, chciałem to odchudzić, ale z drugiej strony ta wersja przekazuje wszystko to, co chciałem, żeby było przekazane. Zaryzykowałem. Nie żałuję, jak mam być szczery. Jesteśmy tutaj, żeby testować między innymi. 

Tutaj najsprawniejszym silnikiem była tajemnica, ale w moim odczuciu ten silnik całości nie uciągnął – może to wina tego, co sam czytam (nie spodziewałem się ufoka, ale od razu oczywistym wydało mi się, że do księdza mówi coś innego niż Bóg, więc nie była to dla mnie tajemnica szczególnie atrakcyjna), ale też tajemnica nie podparta jakąś stawką nie jest silnikiem bardzo mocnym – jeśli od rozwiązania tajemnicy zależy los ludzi, na których ani mi, ani narratorowi nie zależy, to czemu mam się tą tajemnicą przejąć jako czytelnik?

Rozumiem, serio. Ja inaczej na to patrze, może inne rzeczy są dla mnie istotniejsze. Ale nie wykluczam, że dlatego, że ja to pisałem i wiem, co chciałem przekazać. Może gdybym cos podobnego przeczytał to miałbym bliźniacze wnioski do Twoich.

 

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Po prostu zastanawiam się jaki według Ciebie jest to gatunek, bo szczerze jestem ciekaw. A skoro mówisz, że poczułaś (nawet subiektywnie), że nie jest to socjologiczno-psychologiczne sci-fiction z symboliką religijną, to musiałaś chyba mieć jakiś pomysł co to bardziej jest, prawda?

No właśnie mam z tym problem. W moich oczach to jest bardziej przypowieść religijno-filozoficzna z elementami sci-fi, ale nie stricte sci-fi.

 

To już jest zupełnie inny temat, ja sie wypowiadam na temat Biblii i wiary, bo ten temat mnie interesuje. Nie na temat kościoła. Może kiedyś będziemy mieli okazję podyskutować, bardzo chętnie!

Podbijam!

 

Za pierwszym razem prawie nic nie zrozumiałem. Ale za drugim, naprawdę zauważyłem wiele więcej. Nie wiem co Ci polecić, są najróżniejsze opracowania pojedyńczych części, może zobacz sobie takie opracowanie i będziesz wiedziała mniej więcej jak czytać resztę? Ciężko powiedzieć.

Chcesz mi powiedzieć, że czytałeś całą Biblię dwa razy? :O

 

No i jak się to ma do Piórek, gdzie realnie wpływasz na “nagrodę”, a nie tylko zamieszczasz wpis anonimowo? Ale szczerze nie znam się za bardzo na tych portalach, więc nie chcę wyjść na ignoranta.

No właśnie wydaje mi się, że takie opinie i recenzje są jeszcze bardziej krzywdzące niż tutejsze Piórka, bo mogą wpływać na popularność autora i jego dzieł, a co za tym idzie, na jego honoraria.

 

Eee.. ale Ty nie czytałaś podobno komentarzy, więc czego nie kupiłaś? XD

Aha, chodzi Ci o to, że kupił Twoją odpowiedź, a nie opowiadanie, tak?

 

Spoko, masz do tego prawo. Ja uważam, że tekst musi mieć szansę się obronić, bo często odpowiedzi w nim są, natomiast dopiero po przeczytaniu komentarza mamy: “aj, no tak, o to chodziło, to zmienia postać rzeczy, nie wyłapałem tego” i dopiero wtedy mamy pełen obraz. Bo w Twojej wersji, tak naprawdę oceniasz swoją wersję tekstu, w zależności jak bardzo udało Ci się ją zrozumieć, a nie co on rzeczywiście mówi. 

I o ile do czytelnika nie można mieć pretensji w jakich warunkach czytał, o tyle jak wystawiasz opowiadanie na konkurs, a Ty przychodzisz z oceną Piórkową, więc uznajmy, że to podobne – jednak Autor ma prawo oczekiwać, że jak czegoś nie wyłapiesz, to zastanawiasz się i sprawdzasz.

Może jest to błędne wrażenie, ale to brzmi trochę, jakbyś uważał, że Piórka mają większą wartość niż sukcesy wydawnicze :) Tutaj sobie analizujemy, czytamy, komentujemy, connecting jest, wszystko super. Ale poza Portalem tego nie będzie. I ja oceniam te opowiadania nominowane tak, jakby ich autor miał być potencjalnym pisarzem osiągającym sukcesy, wydającym książki, dostającym nagrody. Bo takich czytelników, którzy analizują i dumają nad książkami, dyskutują na forach, jest naprawdę niewiele. U większości liczy się pierwsze wrażenie.

Jest to widoczne chociażby w antologiach. Świetne opowiadanie, wiele pod nim dyskusji na forum. A na lubimy czytać ktoś pisze: “E, c*ujowe, nie pozdrawiam”. Ten ktoś nie był uczestnikiem dyskusji pod opowiadaniem na forum. Nie analizował tego tekstu. Takie było jego pierwsze wrażenie. Wydaje mi się, że jeśli chcemy zostać autorami, którzy coś niecoś zarobią w tym zawodzie, musimy jeszcze zacieklej walczyć o to pierwsze wrażenie, zwłaszcza w dobie tik toków, które powodują spadek koncentracji.

Chyba że popełniam błąd, myśląc, że każdy chce tu zostać pisarzem osiągającym sukcesy. Pewnie niektórzy piszą dla siebie, bo to ich odpręża i nie mają parcia na szkło. Wtedy Twoje wątpliwości dotyczące mojego sposobu oceniania są faktycznie zasadne.

 

Nie mówię o podpieraniu się opiniami innych tylko tym, żeby mieć przed sobą pełnię tekstu, a nie tylko pierwsze wrażenie, gdzie coś mogło umknąć. Nie chodzi mi o to, że komuś się mogło bardzo podobać, więc Tobie też powinno, tylko, że jeśli zadajesz pytanie odnośnie zakończenia na koniec swojej opinii i dajesz sygnał, że nie wyłapałaś założeń tekstu, to naturalnym jest przeczytać komentarze, żeby wiedzieć co się ocenia. Ale tak jak mówisz, każdy patrzy na to inaczej.

Aha, no to teraz trochę bardziej Cię rozumiem, ale tak jak wspomniałam wcześniej, większość zwykłych, szarych czytelników nie szkolących się w sztuce pisania, tego zwyczajnie nie robi.

 

Ale Holly… Przecież ja nawet gdzieś na priv, czy w becie jakiejś Ci pisałem, że uważam, że idealnie się nadajesz do Loży. I tak dalej twierdzę. Jesteś aktywna, komentujesz, pomagasz. Sam na Ciebie głosowałem. Po co taki komentarz? Ja się odnoszę tylko do pewnego sposobu oceniania, który uważam, że nie jest do końca rzetelny, ale Ty możesz mieć odmienne zdanie i go kontynuować. Całkowicie przyjmuję Twoje “NIE” dla tego opowiadania, ale wiesz, że lubię sobie pogadać, więc to robię. Nie chciałem w żadnym wypadku podważyć Twojego uczestnictwa w Loży.

Nie dramatyzujmy, ja się nie obrażam, po prostu takie są fakty. Zobaczymy, czy społeczność uzna, że to ma sens :) I tyle.

 

Stworzenie tabelki było dobrym pomysłem i też Ci o tym gdzieś już pisałem i pochwaliłem. Robisz dużo dla portalu. Ale proszę mi tu na emocjach nie grać, bo ja nigdzie nie napisałem, że nie warto wprowadzać zmian. Warto. Stwierdziłem jedynie, że uzupełnienie tego konkretnego kafelka mnie zabolało, bo jest moim zdaniem krzywdzące dla tekstu i – przede wszystkim – błędne. Ale to nie ujmuje jakkolwiek Twoim pomysłom, które są świetne.

Niby tak, ale teraz przyszło mi do głowy, że pewnie jeszcze nieraz taką sytuację będę mieć, że pisarz będzie miał do mnie zarzut dotyczący jakiegoś punktu, który sama sobie wymyśliłam. I będę się zastanawiać: na cholerę mi to było? ;p Bo jakbym miała w zwyczaju pisać tylko kilka zdań, to nikt by nie miał do mnie wątpliwości o taki czy taki podpunkt. A tutaj sama wszystko wyłuszczyłam, sama się wystawiam na biczowanie :P Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.

 

Oho, czyli jednak odebrałaś jak atak. Mamy dwie różne opinie. Tylko tyle. Nie uważam Cię za osobę nierzetelną, tylko konkretną część Twojej oceny i wybacz, przy tym zdaniu pozostaję. Ale to jest jedna ocena na wiele, których zamieściłaś i też nikt nie powiedział, że ja mam tu rację.

No cóż, jak chyba każdy pisarz, z trudem przychodzi mi separacja własnej osoby od własnych dzieł, nawet komentarzy. Teraz widzę to jednak nieco inaczej, dziękuję za wyjaśnienie.

 

Hmm, okej. I teraz pytanie. Czy jak ja myślałem już o bezsensowności wojny, to znaczy, że tekst o tym nie skłania do refleksji? Myślę, że ma skłaniać ogół, a nie Ciebie personalnie. Cieszę się, że o tym juz myslałaś, ale tym bardziej nie rozumiem.

No to powtórzę (a może dodam to do tabelki?), że przecież te kryteria są całkowicie subiektywne. Jak każda ocena Piórkowa. Ile razy dostałam głos na NIE, bo ktoś nie odczytał mojego tekstu, tak jakbym tego chciała?

Moim zdaniem tekst nie skłania do refleksji, ale nie oznacza to, że innych nie skłoni.

Jeśli ja oceniam tekst, to ma mnie skłonić personalnie. Tak ja to widzę. No bo skąd mam wiedzieć, co innych skłania do refleksji? Przecież nie siedzę w głowach innych (ale to by było dziwne!)

 

ja się odnoszę tylko do części opinii i sposobu oceniania, który wcale nie musi byc po mojemu. I w żadnym wypadku nie chciałem podważyć Ciebie, jako Lożanki, bo szczerze uważam, że jesteś w odpowiednim miejscu.

Dziękuję i pozdrawiam ponownie!

 

P.S. Mam nadzieję, że miałeś przyjemny lot :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Jeśli się mogę na chwilę włączyć do dyskusji, bo śledzę ją z ogromnym zainteresowaniem:

No właśnie mam z tym problem. W moich oczach to jest bardziej przypowieść religijno-filozoficzna z elementami sci-fi, ale nie stricte sci-fi.

Muszę się tutaj zgodzić, choć nie chciałam tego zawierać w swoim poprzednim komentarzu ze względu na to, jak wąski jest tutaj wybór co do gatunku. Właśnie przez oznaczenie jako sci-fi domyśliłam się zakończenia duże wcześniej, niż bym chciała. 

Przybyłam Was nawiedzać

No właśnie mam z tym problem. W moich oczach to jest bardziej przypowieść religijno-filozoficzna z elementami sci-fi, ale nie stricte sci-fi.

No, dlatego też zaznaczyłem, że nie jest to stricte sci-fi haha!

Chcesz mi powiedzieć, że czytałeś całą Biblię dwa razy? :O

W sumie to prawie trzy, a konkretne przypowieści, bądź fragmenty Nowego Testamentu więcej. Po prostu, mimo, że nie do końca jestem w stanie uwierzyć, to jestem tym szczerze zainteresowany. Jest w tym wiele mądrości. No i przed tym opowiadaniem też czytałem przypowieść o Noe kilkukrotnie, kilka innych też. Ale to wydaje mi się logiczne.

No właśnie wydaje mi się, że takie opinie i recenzje są jeszcze bardziej krzywdzące niż tutejsze Piórka, bo mogą wpływać na popularność autora i jego dzieł, a co za tym idzie, na jego honoraria.

Tak, racja. Ale mi chodzi o to, że są to jakieś tam opinie od anonimów. A my tutaj mówimy o ocenie kogoś, kto ocenia w jakimś celu, którego ocena ma rzeczywisty wpływ i jest jedną z zaledwie dziewięciu. No nie wiem, ja tak na to patrzę. Ale chyba nie chciałabyś być przyrównywana do byle opinii z internetu. Przynajmniej ja tak Cię nie postrzegam.

Aha, chodzi Ci o to, że kupił Twoją odpowiedź, a nie opowiadanie, tak?

Że kupił to co chciałem przekazać opowiadaniem, ale dopiero jak pokazałem mu czego szukać. Jak sam pisał, przemyślał to potem, poszukał tego i stwierdził, że to rzeczywiście było jego przeoczenie, bo te rzeczy znalazł. Właśnie od tego są dyskusje i komentarze. Ja może po prostu uważam, że miałaś cały miesiąc, może warto się było jeszcze troszkę zastanowić, a nie od razu wrzucać ocenę? Nie mówię, że to by zmieniło na “tak”, jak mówię, przyjmuje “nie”. Po prostu dla samej siebie, może byś miała większy pogląd na to. Ale ja tylko mówię jak ja bym robił, nie słuchaj goscia, co dwa razy Biblie czytał, żeby zrozumieć XD Ja po prostu mam tak, że daje szansę tekstowi i staram się wyłapać wszystko choćbym miał czytać trzy razy, bo mi imponują ukryte fakty.

Może jest to błędne wrażenie, ale to brzmi trochę, jakbyś uważał, że Piórka mają większą wartość niż sukcesy wydawnicze :)

Aj, no coś Ty. Ja dlatego podkreslam, że szanuję Twoje “nie”, bo szczerze mnie bardziej cieszy dyskusja, a nie nominacje. Ale jednak jest to jakiś ustalony tu system, więc do tego się odnoszę.

Jest to widoczne chociażby w antologiach. Świetne opowiadanie, wiele pod nim dyskusji na forum. A na lubimy czytać ktoś pisze: “E, c*ujowe, nie pozdrawiam”. Ten ktoś nie był uczestnikiem dyskusji pod opowiadaniem na forum. Nie analizował tego tekstu. Takie było jego pierwsze wrażenie. Wydaje mi się, że jeśli chcemy zostać autorami, którzy coś niecoś zarobią w tym zawodzie, musimy jeszcze zacieklej walczyć o to pierwsze wrażenie, zwłaszcza w dobie tik toków, które powodują spadek koncentracji.

A Ty za to w drugą stronę. Ja nie myślę o tym jako o karierze pisarskiej. Chcę się doskonalić, chcę pisać. Kocham to. Ale to jest moja pasja i nie myślę o tym jak o przyszłej pracy. Jakby nagle się zgłosił Netflix i powiedział “Michael, Tomasz Kot zagra księdza w ekranizacji Twojego opowiadania” to bym sie mega ucieszył, ale jestem realistą. Zostańmy przy pasji. 

Poza tym to jest świetny przykład czemu tu powinna być inna ocena niż od jakiś anonimów w internecie. Tu jesteśmy społecznością, mamy okazję podyskutować i zrozumieć tekst drugiej osoby. Ocenić go tak, jak oceniony być powinien, a nie jak często bywa na jakimś lubimyczytać. 

Chyba że popełniam błąd, myśląc, że każdy chce tu zostać pisarzem osiągającym sukcesy. Pewnie niektórzy piszą dla siebie, bo to ich odpręża i nie mają parcia na szkło. Wtedy Twoje wątpliwości dotyczące mojego sposobu oceniania są faktycznie zasadne.

No właśnie o tym mówię. Ja przynajmniej podchodzę do tego czysto jak do hobby, myślę, że większość osób też, ale nie chcę się wypowiadać za resztę.

Aha, no to teraz trochę bardziej Cię rozumiem, ale tak jak wspomniałam wcześniej, większość zwykłych, szarych czytelników nie szkolących się w sztuce pisania, tego zwyczajnie nie robi.

No nie wiem, ja robie i widzę, że wiele osób też. Jak już poświęcam czas, żeby cos przeczytać, to chcę to w pełni zrozumieć, bo zakładam zawsze na korzyść Autora, że to ja coś nie zrozumiałem, mimo, ze było podane w tekście.

Tak miałem np. z ostatnim tekstem Ślimaka. Nie zrozumiałem w pełni, wstrzymałem się z napisaniem komentarza. Przeczytałem drugi raz i mnie olśniło, bo odpowiedzi rzeczywiście były. Potem popatrzyłem w komentarze, potwierdziłem, że zrozumiałem dobrze i dopiero wtedy skomentowałem i nawet nominowałem. Zawsze najpierw próbuję sam, potem patrzę w komentarze i albo się z nimi zgadzam, albo nie. Ale wykonuję ten ruch.

A tutaj sama wszystko wyłuszczyłam, sama się wystawiam na biczowanie :P Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.

Wiem o co Ci chodzi, dlatego właśnie moim zdaniem, jesli chcesz tak dokładnie dokumentować poszczególne podpunkty oceny (co jest świetnym pomysłem), nie wystarczy tylko subiektywne podejście i już. Bo tabelka świadczy o dokładnej analizie tekstu, a jednak stoisz na stanowisku, że oceniasz po pierwszym wrażeniu, bez wejścia nawet w komentarze. To mi sie nie zgrywa i przykłady tego masz wyżej, ale to tylko moja opinia.

Moim zdaniem tekst nie skłania do refleksji, ale nie oznacza to, że innych nie skłoni.

Rozumiem, okej.

P.S. Mam nadzieję, że miałeś przyjemny lot :)

Na szczęście większość przespałem. Ale jak widać nie spadliśmy! Dzięki!

Pozdrawiam!

 

L.Keller,

Muszę się tutaj zgodzić, choć nie chciałam tego zawierać w swoim poprzednim komentarzu ze względu na to, jak wąski jest tutaj wybór co do gatunku. Właśnie przez oznaczenie jako sci-fi domyśliłam się zakończenia duże wcześniej, niż bym chciała. 

No tak, tylko, że to już troszkę wina portalu. Dlatego dodałem w przedmowie co ja o tym sądzę. Niektórych rzeczy nie przeskoczymy. Jednak bliżej temu do sci-fi niż do “inne”. Tak mi sie wydaje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Jednak bliżej temu do sci-fi niż do “inne”. Tak mi sie wydaje.

Tak, zwłaszcza że sama bym wolała unikać oznaczenia “inne”, chyba że zostałabym pozbawiona wyboru. Po prostu uznałam, że skoro temat już został poruszony to dorzucę, jak to wpłynęło na mój (wciąż bardzo pozytywny) odbiór. 

Przybyłam Was nawiedzać

Jasne L.Keller, całkowicie rozumiem. Dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

Również podłączę się do dyskusji, w nawiązaniu do słów L.Keller:

„Muszę się tutaj zgodzić, choć nie chciałam tego zawierać w swoim poprzednim komentarzu ze względu na to, jak wąski jest tutaj wybór co do gatunku.”  – Racja, wybór gatunków nie jest duży, ale z drugiej strony to portal fantasy, więc science fiction, fantasy, horror i „inne” (zwłaszcza to ostatnie) w miarę wyczerpują temat – choć faktycznie wybór mógłby być szerszy. Gorzej wygląda kwestia doprecyzowania treści za pomocą tagów. Mimo że jest ich sporo, to jednak niektórych brakuje – choćby „fraszka” czy „komedia” (są „satyra” i „dramat”, ale to za mało precyzyjne). Czy da się je jakoś uzupełnić lub dopisać?

Robercie,

Racja, wybór gatunków nie jest duży, ale z drugiej strony to portal fantasy, więc science fiction, fantasy, horror i „inne” (zwłaszcza to ostatnie) w miarę wyczerpują temat – choć faktycznie wybór mógłby być szerszy. Gorzej wygląda kwestia doprecyzowania treści za pomocą tagów. Mimo że jest ich sporo, to jednak niektórych brakuje – choćby „fraszka” czy „komedia”

Tak, dlatego czułem się troszkę w postawiony pod ścianą i wybrałem sci-fi, zdecydowałem się na doprecyzowanie w przedmowie i chciałem też dodać trafne tagi, przynajmniej takie jakie udało mi się znaleźć. Fakt, wielu brakuje.

Czy da się je jakoś uzupełnić lub dopisać?

Pewnie tak, ale teraz trwają prace nad nową wersją portalu, więc spodziewam się, że dopiero tam je dostaniemy.

You cannot petition the Lord with prayer!

Czy da się je jakoś uzupełnić lub dopisać?

Nie. Możemy tylko czekać na nową wersję portalu.

Babska logika rządzi!

Hmm, ale zaraz. Przecież ten tekst nie o tym. To nie kosmici wymyślili religię w tym tekście, tylko ją testują, jak proces. Oni nawet mówią, że religia jest na Ziemi od wielu, wielu lat i działała najsprawniej z wszystkiego, co udało się ludziom osiągnąć. Więc oni wchodzą jakby w trakcie, a nie zrzucają religię. Używają jej jako narzędzia. Podszywają się pod Boga.

Tak? Aha. A to przepraszam; niepotrzebnie skojarzyłem to, jak powiedzieli, że szukają odpowiedniego ,,proroka”, z tymi migawkami, które im pokazali.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Tak? Aha. A to przepraszam; niepotrzebnie skojarzyłem to, jak powiedzieli, że szukają odpowiedniego ,,proroka”, z tymi migawkami, które im pokazali.

Spoczko, dobrze, że wyjaśnione. 

Pozdrawiam! 

You cannot petition the Lord with prayer!

W sumie to prawie trzy, a konkretne przypowieści, bądź fragmenty Nowego Testamentu więcej. Po prostu, mimo, że nie do końca jestem w stanie uwierzyć, to jestem tym szczerze zainteresowany. Jest w tym wiele mądrości. No i przed tym opowiadaniem też czytałem przypowieść o Noe kilkukrotnie, kilka innych też. Ale to wydaje mi się logiczne.

No to szacunek, bo ja się chcę zabrać za to od tylu lat i nie mogę się przemóc.

 

Tak, racja. Ale mi chodzi o to, że są to jakieś tam opinie od anonimów. A my tutaj mówimy o ocenie kogoś, kto ocenia w jakimś celu, którego ocena ma rzeczywisty wpływ i jest jedną z zaledwie dziewięciu. No nie wiem, ja tak na to patrzę. Ale chyba nie chciałabyś być przyrównywana do byle opinii z internetu. Przynajmniej ja tak Cię nie postrzegam.

O, dziękuję, to komplement. Do reszty odniosę się zaraz, bo nie chcę się powtarzać.

 

Że kupił to co chciałem przekazać opowiadaniem, ale dopiero jak pokazałem mu czego szukać. Jak sam pisał, przemyślał to potem, poszukał tego i stwierdził, że to rzeczywiście było jego przeoczenie, bo te rzeczy znalazł. Właśnie od tego są dyskusje i komentarze. Ja może po prostu uważam, że miałaś cały miesiąc, może warto się było jeszcze troszkę zastanowić, a nie od razu wrzucać ocenę? Nie mówię, że to by zmieniło na “tak”, jak mówię, przyjmuje “nie”. Po prostu dla samej siebie, może byś miała większy pogląd na to. Ale ja tylko mówię jak ja bym robił, nie słuchaj goscia, co dwa razy Biblie czytał, żeby zrozumieć XD Ja po prostu mam tak, że daje szansę tekstowi i staram się wyłapać wszystko choćbym miał czytać trzy razy, bo mi imponują ukryte fakty.

Aj, no coś Ty. Ja dlatego podkreslam, że szanuję Twoje “nie”, bo szczerze mnie bardziej cieszy dyskusja, a nie nominacje. Ale jednak jest to jakiś ustalony tu system, więc do tego się odnoszę.

Akurat to, że czytałeś Biblię dwa razy po to, by zrozumieć, bardzo się chwali. A teraz odniosę się do reszty, zwłaszcza do tego zdania:

 Ale jednak jest to jakiś ustalony tu system, więc do tego się odnoszę.

Z tego, co wiem, nie ma żadnego systemu oceniania Piórkowego, każdy Lożanin wyrabia sobie ten system sam. Czytałam kilka razy Zasady postępowania loży NF, nie miałam też żadnego szkolenia, w jaki sposób mam wystawiać oceny. Wydaje mi się, że skoro użytkownicy zagłosowali na mnie, to znaczy, że wiedzą, w jaki sposób ja oceniam i komentuję, im to odpowiada i chcą, bym decydowała o Piórkach. I tak jak napisałam wcześniej, jeśli jednak inni użytkownicy stwierdzą tak jak Ty, że nie jest to rzetelny system oceniania, że to był błąd! by mnie wybrać do Loży, będą mieli wkrótce szansę to zmienić, bo wraz z nową wersją Portalu będzie ponowne głosowanie. I ja się nie obrażam, po prostu stwierdzam fakty i jeśli tak będzie, to zwyczajnie się z tym pogodzę, ale nie zamierzam zmieniać swojego sposobu oceniania czy komentowania.

Ja każde opowiadanie tutaj oceniam na podstawie pierwszego wrażenia, czy jest Piórkowe czy też nie. Jedyna różnica jest taka, że przy Piórkowych posiłkuję się tabelką. Nie będę zmieniać systemu oceniania, do którego jestem przyzwyczajona od lat i który uważam za słuszny. Koniec i kropka. Są Lożanie, którzy uważają tak jak Ty, że trzeba się wczytać w komentarze i dyskusje, poanalizować, zanim się wystawi ocenę, ja zaś uważam, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, bo jeśli tekst robi od razu na mnie wrażenie, to też zapamiętuję go na długo.

Jednak aby nie było na przyszłość wątpliwości i aby przypomnieć wszystkim, że moja tabelka nie jest żadną wyrocznią i jest w 100% subiektywna, nieco ją zmodyfikuję, np. z “zmusza do refleksji” na “zmusza mnie do refleksji”.

 

Bo tabelka świadczy o dokładnej analizie tekstu, a jednak stoisz na stanowisku, że oceniasz po pierwszym wrażeniu, bez wejścia nawet w komentarze. To mi sie nie zgrywa i przykłady tego masz wyżej, ale to tylko moja opinia.

Oczywiście, że analizuję, ale samodzielnie, nie podpieram się innymi komentarzami. Ja uważam, że Lożanin powinien głosować według własnego uznania i własnego systemu oceniania i zdania nie zmienię. Pisałeś wcześniej, że nie chodzi Ci o zmianę stanowiska pod wpływem komentarzy innych, tylko o czytanie komentarzy, by lepiej zrozumieć. Ale to przecież zmienia wtedy Twoje stanowisko i odczucia co do tekstu, więc de facto zmieniasz swoją opinię pod wpływem komentarzy innych. Bo nie doszedłbyś do tych wniosków sam, tylko ktoś Ci pomógł. I wydaje mi się, że tabelka nie ma nic wspólnego z tym, że nie wchodzę w komentarze i nie wspomagam się nimi. Cała tabelka, jak i moje odczucia i opinia, jest tworzona na podstawie samodzielnych wniosków. EOT.

 

Na szczęście większość przespałem. Ale jak widać nie spadliśmy! Dzięki!

No to uf! :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

 Ale jednak jest to jakiś ustalony tu system, więc do tego się odnoszę.

Z tego, co wiem, nie ma żadnego systemu oceniania

Aj, źle się wyraziłem, chodziło mi, że odnoszę się do piórek, bo jest to ustalony system na stronie. Nie sposób oceniania, systemem nazwałem, że jest głosowanie i tak dalej. Źle się wyraziłem, więc nawet bez sensu żebym się odnosił do wszystkiego poniżej, bo nie uważam, że jest tu ustalony system oceniania i tak, masz prawo mieć swój. Z tym się zupełnie nie kłócę. Możemy sobie dyskutować, czy lepszy jest jeden system, czy drugi, ale ja w żadnym wypadku nie odbieram Ci prawa do oceniania w swój sposób. Nawet gdybym takie prawo miał, to bym tego nie zrobił. Chciałem tylko zmierzyć nasze poglądy w tej kwestii, bo się różnią i chciałem Cię lepiej zrozumieć.

. Ale to przecież zmienia wtedy Twoje stanowisko i odczucia co do tekstu, więc de facto zmieniasz swoją opinię pod wpływem komentarzy innych. Bo nie doszedłbyś do tych wniosków sam, tylko ktoś Ci pomógł.

No, ale to nie jest jakiś konkurs na inteligencję, czy spostrzegawczość ile jesteś w stanie znaleźć sama.  Zmienienie opinii pod wpływem poznania faktów, które się pominęło przez różne czynniki to nie wada, tylko zrozumienie, że czasem występuje błąd ludzki i rzetelne przemyślenie sprawy. Wtedy dopiero wkracza Twój umysł w pełni, bo gdy znasz te wszytskie fakty nikt nie każe Ci sie z nimi zgadzać. Ale żeby się nie zgodzić, trzeba najpierw wiedzieć z czym się nie zgadza, a nie, że „nie wyłapałem tego w tekście, więc ocenie negatywnie, a dopiero potem się zastanowię, czy to słusznie odczytałem, czy może to mój błąd”. 

Ale tak jak mówię, odnośnie tego, że oceniasz tak jak uważasz – masz do tego prawo, kolejny raz powtórzę, że przyjmuję Twoją ocenę w 100%. Chciałem tylko troszkę podyskutować o tym, bo poczułem, że może warto to poruszyć i tyle. 

Wybacz jak będą literówki w komentarzu, ale pisze z telefonu i zaraz do głowy dostanę, jak jeszcze raz mi się coś usunie XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Według mnie fantastyki jest tutaj mnóstwo i to od samego początku – ksiądz od pierwszych zdań czuje i przewiduje, niczym wizjoner, to wszystko, co ma nadejść, wydarzyć się i zadecydować o jego dalszych działaniach. I to się sprawdza. :) Krok po kroku, zjawisko po zjawisku. Mozolnie, powoli, tak – by wszyscy zwrócili na to uwagę i nie przeoczyli potopu, ale jednak. :)

Refleksja natomiast dotyczy postępowania wiernych według księdza, jak również – ich działania zgodnie z: własnym sumieniem, z logiką, z naśladowaniem innych, z poczuciem obowiązku, wreszcie – z nakazem. Czytelnik w moim odczuciu powinien postawić się w roli jednego z wiernych i odpowiedzieć sam sobie na pytanie, jak on by postąpił w opisywanej sytuacji oraz – dlaczego. I – rzecz jasna – każda odpowiedź, refleksja oraz odczytanie fantastyki byłoby tu inne. Jedni poprą sceptyków, inny – zagorzałych fanatyków, jeszcze inni – obojętnych. Będą zagorzali zwolennicy księdza, będą jego stuprocentowi przeciwnicy, będą poplecznicy tych, co zmienili zdanie na różnych etapach wędrówki. A to długi marsz – oczekiwaniami podróżników łączy w sobie elementy potopu, wyprowadzenia z Egiptu, szukania Ziemi Obiecanej… :) Dłuży się, i dłuży. Aby w pełni zrozumieć przesłanie, każdy musi odczuć, jak ciężko było wówczas wędrować. :)

Opowiadanie pokazuje w genialny sposób cały przekrój społeczeństwa, ludzkości. Nawet na podstawie wszystkich powyższych komentarzy to doskonale widać – co osoba, to inne nastawienie, inny odbiór tak specyficznego testu, inna refleksja, inne stanowisko i ocena. :) Michaelu, wywołałeś burzliwą dyskusję, która niejako dopowiada dalszy ciąg Twojej oryginalnej, nietuzinkowej opowieści. :) Ciekawe, dokąd nas zaprowadzi ów “opowieściowy, utopijny marsz”. :) 

 Tak to odbieram. :) 

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

bruce,

Według mnie fantastyki jest tutaj mnóstwo i to od samego początku – ksiądz od pierwszych zdań czuje i przewiduje, niczym wizjoner, to wszystko, co ma nadejść, wydarzyć się i zadecydować o jego dalszych działaniach. I to się sprawdza. :) Krok po kroku, zjawisko po zjawisku. Mozolnie, powoli, tak – by wszyscy zwrócili na to uwagę i nie przeoczyli potopu, ale jednak. :)

No ja też to tak widzę, chociaż z racji, że nie jest to typowe sci-fi, to zdecydowałem się opisać w przedmowie. 

A swoją drogą, to dla Ciebie Holly, jeśli jesteś ateistką, to to tym bardziej powinno od początku być sci-fi, takie wizje, słowa od Boga itd haha! Żart oczywiście, nie mogłem się powstrzymać! XD

Refleksja natomiast dotyczy postępowania wiernych według księdza, jak również – ich działania zgodnie z: własnym sumieniem, z logiką, z naśladowaniem innych, z poczuciem obowiązku, wreszcie – z nakazem. Czytelnik w moim odczuciu powinien postawić się w roli jednego z wiernych i odpowiedzieć sam sobie na pytanie, jak on by postąpił w opisywanej sytuacji oraz – dlaczego. I – rzecz jasna – każda odpowiedź, refleksja oraz odczytanie fantastyki byłoby tu inne. Jedni poprą sceptyków, inny – zagorzałych fanatyków, jeszcze inni – obojętnych. Będą zagorzali zwolennicy księdza, będą jego stuprocentowi przeciwnicy, będą poplecznicy tych, co zmienili zdanie na różnych etapach wędrówki.

Pięknie to opisałaś bruce. Może dlatego ten kafelek mnie najbardziej zabolał, bo nie chcecie wiedzieć jak rozpisane notatki miałem do tego opowiadania, trzy historie w jednej, jakieś szlaczki, rozpisane symbole jeden po drugim, jakbym szukał seryjnego mordercy hahaha. Do tego Biblia obok, jak poradnik pisania XD

 Ja zawarłem w nim trzy interpretacje i całość ma przedstawiać trzy różne zrozumienia tekstu. Jednym z nich jest to o których piszesz. Drugim to o manipulacjach w słowie pisanym i historii ludzkości (tutaj też bawiłem się kompozycją ramową po raz pierwszy i jestem dumny z efektu mimo wszystko), a trzecie to interpretacja jaką podzieliła się Finkla.

Okazało się, że czytelnicy znaleźli kolejne interpretacje i nawet jak niektóre nie przypadły mi do gustu, to jestem za nie wdzięczny, bo to znaczy, że tekst skłonił ich do wysnucia jakiejś teorii i zastanowienia się nad nią. Dlatego mimo tego jak to wygląda, ja zupełnie się nie skupiam na tym, żeby ktoś koniecznie głosował na tak, to nie te głosy, a ta dyskusja mnie naprawdę satysfakcjonuje. Chciałem tylko wyjasnić kwestie z jakimi się nie zgadzam, mam nadzieję, że to nic złego.

A to długi marsz – oczekiwaniami podróżników łączy w sobie elementy potopu, wyprowadzenia z Egiptu, szukania Ziemi Obiecanej… :)

Tak, tak, tak! Dokładnie to chciałem pokazać!

Opowiadanie pokazuje w genialny sposób cały przekrój społeczeństwa, ludzkości. Nawet na podstawie wszystkich powyższych komentarzy to doskonale widać – co osoba, to inne nastawienie, inny odbiór tak specyficznego testu, inna refleksja, inne stanowisko i ocena. :) Michaelu, wywołałeś burzliwą dyskusję, która niejako dopowiada dalszy ciąg Twojej oryginalnej, nietuzinkowej opowieści. :) Ciekawe, dokąd nas zaprowadzi ów “opowieściowy, utopijny marsz”. :) 

To bardzo ciekawe spostrzeżenie i fakt, chyba z tego jestem najbardziej dumny, bo każda dyskusja tutaj przynosi mi wiele radości. I też nie mogę się doczekać gdzie w końcu nas ten marsz zaprowadzi!

Dzięki za bardzo miłe słowa bruceheart

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, wywołałeś burzliwą dyskusję, która niejako dopowiada dalszy ciąg Twojej oryginalnej, nietuzinkowej opowieści. :) Ciekawe, dokąd nas zaprowadzi ów “opowieściowy, utopijny marsz”. :) 

 Tak to odbieram. :) 

Pozdrawiam Was. heart

heart

 

A swoją drogą, to dla Ciebie Holly, jeśli jesteś ateistką, to to tym bardziej powinno od początku być sci-fi, takie wizje, słowa od Boga itd haha! Żart oczywiście, nie mogłem się powstrzymać! XD

laugh

 

Może dlatego ten kafelek mnie najbardziej zabolał, bo nie chcecie wiedzieć jak rozpisane notatki miałem do tego opowiadania, trzy historie w jednej, jakieś szlaczki, rozpisane symbole jeden po drugim, jakbym szukał seryjnego mordercy hahaha. Do tego Biblia obok, jak poradnik pisania XD

Rozumiem, bo ja też niedawno odczułam ten ból, napociłam się nad tekstem, najciężej nad nim pracowałam, a nie został za bardzo doceniony, nawet nie został nominowany :P A tutaj jest szansa na Piórko, więc jesteś w troszkę lepszej sytuacji niż ja :)

 

Chciałem tylko wyjasnić kwestie z jakimi się nie zgadzam, mam nadzieję, że to nic złego.

Absolutnie nie, a wręcz to jest wskazane.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej 

 

postanowiłem się przyłączyć do zabawy ;D. Tabelka Holly jest świetna i też zamierzam z niej korzystać. Ale dla mnie kategorie mają różne wagi. Oto moja ocena tekstu. I proszę nie oceniać czyja metoda jest lepszy – bo każdy ocenia tak jak czuje. Chcę tylko pokazać jak różnie podchodzą lożanie do danego tekstu.

 

 

 

Jak widzicie po lewej wprowadziłem wagę danej kategorii. Można zdobyć 18 punktów. By tekst dostał Taka, trzeba zdobyć 10. Czyli ponad połowę. Tu mi wyszło 11. Więc jestem na Tak. 

 

Czemu tabelka działa? Bo autor widzi jasno, co i jak ocenił lożanin oraz może odnieść to do tekstu :). To nie oznacza, że wszyscy lożanie będą korzystać z tabeli. Nie oznacza też, że jeśli będziemy korzystać to w formie 1 do 1. Ale uważam, że jest to duży krok w rzetelnej ocenie tekstów. Jeszcze raz dziękuję Holly za podzielenie się pomysłem :). 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

postanowiłem się przyłączyć do zabawy ;D. Tabelka Holly jest świetna i też zamierzam z niej korzystać. Ale dla mnie kategorie mają różne wagi. Oto moja ocena tekstu. I proszę nie oceniać czyja metoda jest lepszy – bo każdy ocenia tak jak czuje. Chcę tylko pokazać jak różnie podchodzą lożanie do danego tekstu.

No, ciekawy pomysł, ciekawy. Chciałbym zaznaczyć, że to świetne, że Loża współpracuje i razem działa nad nowymi pomysłami.

Jak widzicie po lewej wprowadziłem wagę danej kategorii. Można zdobyć 18 punktów. By tekst dostał Taka, trzeba zdobyć 10. Czyli ponad połowę. Tu mi wyszło 11. Więc jestem na Tak. 

Dzięki. Bardzo mnie to cieszy i jest mi niezmiernie miło!

Czemu tabelka działa? Bo autor widzi jasno, co i jak ocenił lożanin oraz może odnieść to do tekstu :). To nie oznacza, że wszyscy lożanie będą korzystać z tabeli. Nie oznacza też, że jeśli będziemy korzystać to w formie 1 do 1. Ale uważam, że jest to duży krok w rzetelnej ocenie tekstów. Jeszcze raz dziękuję Holly za podzielenie się pomysłem :). 

Fakt, nie opinia

Dzięki Bardzie, za przyjrzenie się opowiadaniu po raz kolejny.

Swoją drogą, jeśli mogę spytać, może Ty mi powiesz jaki gatunek powinienem zaznaczyć, skoro dajecie, że jest błędny. Bo ja serio nie wiem w takim razie, a może macie jakiś pomysł?

You cannot petition the Lord with prayer!

Ja bym dał – inne :). Interpretuję to tak – czy piszę w obszarze danego gatunku. Czyli czy wiesz co piszesz gatunkowo. Tu jest dziwnie, bo to nie SF, to przypowieść religijna z elementem SF. Ta kategoria jest ważna i dobrze, że jest ale jak widać ma dla mnie dość małą wagę.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Chociaż zakwalifikowanie tego opowiadania do jednej czy drugiej kategorii i tak niewiele zmienia, to – podobnie jak Bard – skłaniałbym się raczej ku „innym” albo fantasy. Sam fakt, że pojawia się arka w formie „statku kosmicznego?”, nie czyni jeszcze tekstu science fiction. Uniwersum Star Wars, mimo swoich kosmicznych realiów, również bywa określane raczej jako fantasy z elementami SF (w przeciwieństwie np. do Star Trek, które jest już wyraźniej science fiction). Ostatecznie jednak to, czy tekst uznamy za fantasy czy SF, nie ma większego znaczenia. Dla mnie również ma to marginalną wagę.

Ale uważam, że jest to duży krok w rzetelnej ocenie tekstów. Jeszcze raz dziękuję Holly za podzielenie się pomysłem :). 

Cieszę się, że mogłam się przyczynić do ciekawych zmian i że tak Ci się spodobała moja tabelka, Bardzie :) Fajnie, że trochę ją zmodyfikowałeś po swojemu i nadałeś wagę kryteriom, ciekawy pomysł :) Dodałabym w takim razie na górze kafelek z dopiskiem waga, żeby było przejrzyście.

 

 

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

I ja dziękuję, Michaelu. :)

Natomiast co do nominowania, ja akurat wielokrotnie wracam do pewnych opowiadań, dumam nad nimi, czytam opinie innych nominujących i – bywa – dopiero po czasie ominuję, skoro nadal tekst pamiętam i “brzmi on we mnie”. :)

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

Holly – kafelek dodany :)

 

Robert Raks – oooo właśnie to i teraz Leonardo z palcem, fajką i browarem ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

"oooo właśnie to i teraz Leonardo z palcem, fajką i browarem ;)" – przepraszam, ale nie rozumiem…

Taki mem jest ;) i filmi. Z filmu Pewnego razu w Hollywood czy jakoś tak :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

RobercieBardzie,

Rozumiem o co Wam chodzi. Jednak miałem z tym problem i chyba rozumiecie dlaczego. Ja podszedłem do tego w sposób, że skoro pod koniec dnia się okazało, że głos, który słyszał ksiądz, znaki które miały miejsce, bądź były zmanipulowane przez księdza (ale załóżmy że miały miejsce), to wpływały na całość, nawet jeśli nie wiemy o tym w pierwszych rozdziałach.

bruce,

No ja się zupełnie zgadzam, ja tak również robię. Ale każdy ma inny sposób, może to nawet dobrze, że każdy ocenia swoim sposobem. Nie wiem. Ja chciałem tylko to poruszyć, bo w sumie ciekawy temat.

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Rozumiem Twoje podejście. Dla mnie to, czy jest to SF, fantasy czy „inne”, ma znaczenie żadne albo co najwyżej marginalne. To tylko informacja, na jakiej półce położyć opowiadanie. Nie ma to wpływu na fabułę, treść ani na jakość tekstu. Gdyby ktoś w bibliotece odłożył Władcę Pierścieni do działu poezji, odbiór książki raczej by się od tego nie zmienił.

Rozumiem Twoje podejście. Dla mnie to, czy jest to SF, fantasy czy „inne”, ma znaczenie żadne albo co najwyżej marginalne.

Tak, uważam tak samo. Ale rozumiem też drugą stronę, bo niektórzy sięgają tylko na półkę z sci-fi i to też jest okej. Następnym razem jeszcze dłużej się zastanowię nad gatunkiem, chociaż pozostając w zgodzie z sobą samym – to opowiadanie zostawię tak jak jest.

You cannot petition the Lord with prayer!

Bo niektórzy sięgają tylko po półkę z science fiction” – w księgarni albo w bibliotece pewnie tak i to ma sens, ale na tym portalu chyba większość (przynajmniej tak zakładam) czyta autorów, a nie gatunki. Nieważne, czy napiszesz SF, czy fantasy – i tak będzie czytane.

Hmm, no masz dużo racji Robercie, nie pomyślałem w ten sposób pisząc komentarz. Rzeczywiście, przynajmniej ja tak robię, jak mówisz.

You cannot petition the Lord with prayer!

Sto komentarzy, uhuhu, no toś Michaelu dyskusję zrobił. Ale to najlepsza laurka dla tekstu o takiej tematyce. I to mnie bardzo przekonuje – owocna dyskusja na becie, jeszcze bardziej płodna tutaj, oznacza, że tekst nie tylko pobudza, ale też zmusza wręcz, by się wypowiedzieć, bo przecież nie zawsze tak rozlegle rozmawiamy, nawet gdy tekst nam siądzie.

To mnie ostatecznie przekonuje, żeby tego półTAKa dać laugh.

 

Naprawdę brawo, myślałem, że tylko Finkla ma takie zdolności wyciskania komentarzy :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Nie tylko ja, jeszcze przede mną bywali tu nieźli spece. :-)

Babska logika rządzi!

No dobra, jam młody, to dla mnie Tyś jest wzorem angel

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Hej beeeecki,

dzięki wielkie! Rzeczywiście sporo tych komentarzy, a to mnie niesamowicie cieszy. O to między innymi chodziło, żeby dyskutować, interpretować. 

Dziękuję za nominację, mam nadzieję, że jeszcze nie raz się zaskoczymy nawzajem dobrymi tekstami. Zresztą Twój ostatni mam w kolejce! 

Finklo, postaram się podążać Twoimi śladami i zachęcać do dyskusji, doprawdy to coś wspaniałego. 

You cannot petition the Lord with prayer!

Warto rozmawiać. ;-)

Babska logika rządzi!

Wybacz, Michaelu, ale tym razem nie podzielę zachwytów większości czytelników, albowiem opowiadanie do mnie nie trafiło. Doceniam pomysł i przyznaje, że czytało się tę historię całkiem dobrze, jednak nijak nie potrafiłam zaangażować się w sytuację wędrowców, niespecjalnie przejęta desperacją księdza i towarzyszącej mu grupy.

Z chwilą pojawienia się gołębia nabrałam uzasadnionych podejrzeń, że w sprawie maczały palce istoty pozaziemskie i zastanawiałam się, w jaki sposób spowodowały potop.

A ksiądz… Moim zdaniem ksiądz nie zachowuje się jak ksiądz, raczej jak osoba mocno nawiedzona, a nie pełna wiary.

 

za­wo­ła­łem do ludu, wzno­sząc dło­nie w górę. → Zbędne dookreślenie – czy mógł wznieś ręce w dół?

 

ręce ści­ska­ją­ce pro­wi­zo­rycz­ne torby. → Na czym polegała prowizoryczność toreb?

 

Nurt szar­pał nogi, wy­ry­wał rów­no­wa­gę. → Nie bardzo wiem, jak nurt może wyrywać równowagę.

Proponuję: Nurt szar­pał nogi, odbierał rów­no­wa­gę/ pozbawiał równowagi.

 

Tylko pies mer­dał ogo­nem spo­koj­nie. → Tylko pies spokojnie mer­dał ogo­nem.

 

przez uła­mek se­kun­dy mo­głem po­my­sleć trzeź­wo. → Literówka.

 

Za mną tłum krzy­czał jesz­cze chwi­lę. → Dwanaście osób i pies to jeszcze nie tłum.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej reg,

Wybacz, Michaelu, ale tym razem nie podzielę zachwytów większości czytelników, albowiem opowiadanie do mnie nie trafiło.

Jasne, mam nadzieję, że jeszcze uda mi się zachwycić Cię jakimś tekstem! Będę się starał!

Doceniam pomysł i przyznaje, że czytało się tę historię całkiem dobrze, jednak nijak nie potrafiłam zaangażować się w sytuację wędrowców, niespecjalnie przejęta desperacją księdza i towarzyszącej mu grupy.

Rozumiem, chyba za bardzo chciałem iść w symbolikę, kilka znaczeń tekstu i interpretacji historii, a za mało skupiłem się na obrazie jaki przedstawiam. 

A ksiądz… Moim zdaniem ksiądz nie zachowuje się jak ksiądz, raczej jak osoba mocno nawiedzona, a nie pełna wiary.

Akurat chciałem troszkę też uszczypnąć sekciarstwo, ale rozumiem o co Ci chodzi.

Chyba za bardzo się skupiłem na tym plot twiście, że to ksiądz pisał pięć pierwszych rozdziałów i na moim przesłaniu i refleksji.

Z jednej strony jestem dumny z efektu i przedstawiłem to, co chciałem przedstawić, ale z drugiej rozumiem Twoje zarzuty, mają swoje uzasadnienie. Dobra lekcja na przyszłość.

Poprawki naturalnie wprowadzę, dziękuję Ci za nie.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Jasne, mam nadzieję, że jeszcze uda mi się zachwycić Cię jakimś tekstem!

Michaelu, Ty masz nadzieję, ja pewność!

 

Rozumiem, chyba za bardzo chciałem iść w symbolikę, kilka znaczeń tekstu i interpretacji historii, a za mało skupiłem się na obrazie jaki przedstawiam. 

Skoro tylu czytelników wyraziło wielkie zadowolenie z lektury, nie powinieneś winić siebie – to raczej ja nie umiałam znaleźć się w tej historii.

 

Akurat chciałem troszkę też uszczypnąć sekciarstwo…

I bardzo dobrze chciałeś, sekciarstwo należy często szczypać a nawet kąsać. ;)

 

Bardzo się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Michaelu, Ty masz nadzieję, ja pewność!

heart

Skoro tylu czytelników wyraziło wielkie zadowolenie z lektury, nie powinieneś winić siebie – to raczej ja nie umiałam znaleźć się w tej historii.

Czytelnik zawsze ma rację, a że są różne opinie wśród czytelników, kto to wie haha!

I bardzo dobrze chciałeś, sekciarstwo należy często szczypać a nawet kąsać. ;)

Zgadzam się!

Bardzo się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

Jak zawsze!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, powodzenia w dalszej pracy twórczej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję bardzo!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

@Bardjaskier. Nie mogę się zgodzić z sugerowaną tezą, że nie wierzyć jest łatwiej. Jest dokładnie na odwrót. Zwłaszcza z biegiem czasu. Gdy widać na horyzoncie kres o wiele łatwiej jest wierzyć, że to nie będzie ostateczny koniec. O wiele łatwiej jest wierzyć w istnienie dobrego, miłującego Cię Opiekuna.

Zainteresował mnie tytuł. Teraz pisze się bardziej antyutopie niż utopie. Marzenia o idealnym świecie wydają się zbyt nierealne.

Wątek religijny, apokaliptyczny – wizja biblijnego Potopu, powiązana ze zmianami klimatu, ulewnym deszczem, który zalewa świat.

Bohaterem dosyć długiego opowiadania jest ksiądz.

Wykorzystałeś słowa popularnej piosenki.

Arka przybywa z kosmosu. Okazuje się podstępem pozaziemskich istot, a nie boskim ratunkiem.

Ciekawy pomysł.

SPW,

Fakt, w końcu mówi się, że ludzie najczęściej się nawracają na łożu śmierci. Ale też ogólnie w późniejszych latach życia. 

 

Grzesiek12,

Dzięki za przeczytanie i komentarz, cieszę się, że Ci się spodobało.

 

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka