- Opowiadanie: Berig - Homo durabilis

Homo durabilis

Za­pra­szam do lek­tu­ry (i ko­men­to­wa­nia) kry­mi­nal­ne­go opo­wia­da­nia SF. Śledz­two pro­wa­dzo­ne jest w śro­do­wi­sku tech­no­lo­gicz­nych guru – spe­cja­li­stów od AI i wir­tu­al­nej świa­do­mo­ści.

 

To mój de­biut na forum, więc pro­szę “bez li­to­ści” — chcę się uczyć z Wa­szych ko­men­ta­rzy.

 

Za­strze­że­nie! ;) De­ba­ta Woj­cie­cha Za­rem­by z An­drze­jem Dra­ga­nem w ra­mach This Is IT – Ma­ciej Ka­wec­ki, pt. "Do­mi­na­cja czło­wie­ka do­bie­gła końca", _nie­_by­ła_ in­spi­ra­cją do na­pi­sa­nia “Homo du­ra­bi­lis”, po­nie­waż opo­wia­da­nie po­wsta­ło mie­siąc przed tą dys­ku­sją. Rów­nież sam tekst _nie­_mógł _sta­no­wić im­pul­su do de­ba­ty, bo­wiem pu­bli­ku­ję go do­pie­ro teraz, czyli kilka mie­się­cy póź­niej. Obec­ność Woj­cie­cha Za­rem­by w opo­wia­da­niu jest na­to­miast w pełni za­mie­rzo­na. :D

 

Dzię­ku­ję Am­bush i Tar­ni­nie za be­to­wa­nie. Ko­men­ta­rze były bez­li­to­sne, pre­cy­zyj­ne i bar­dzo po­trzeb­ne. Do­pie­ro teraz uświa­do­mi­łem sobie, jak wiele mam jesz­cze do na­ucze­nia. Szczę­śli­wie nauka spra­wia mi fraj­dę, więc za­po­wia­da się cie­ka­wa przy­go­da.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Homo durabilis

Nie­dzie­la, 19 li­sto­pa­da 2034, 17:55

Port Lot­ni­czy Gdańsk-Rę­bie­cho­wo

 

W nie­kli­ma­ty­zo­wa­nym po­miesz­cze­niu, przy sa­lo­ni­ku dla VIP, po­wie­trze było suche jak w dy­żur­ce ko­mi­sa­ria­tu latem. Nad Ukra­iną roz­siadł się wyż ba­rycz­ny i od dwóch dni tło­czył na pół­noc­ny wschód sa­ha­ryj­ski żar.

Star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka z Cen­tral­ne­go Biura An­ty­ko­rup­cyj­ne­go od­su­nę­ła od sie­bie kar­to­no­wy kubek z wy­sty­głą kawą i zer­k­nę­ła na ekran lap­to­pa. Ikona opa­trzo­na ety­kie­tą "SF50" na mapie w apli­ka­cji Fli­gh­tra­da­r24 wciąż po­ru­sza­ła się w kie­run­ku po­łu­dnio­wym, po­wo­li zbli­ża­jąc się do linii pol­skie­go wy­brze­ża.

– No patrz – mruk­nę­ła po­li­cjant­ka, spo­glą­da­jąc na ze­ga­rek. – Gdyby po­le­ciał pro­sto z Hel­si­nek do Gdań­ska, byłby tu już od czter­dzie­stu minut. Po kiego grzy­ba odbił na za­chód? Pół Szwe­cji prze­le­ciał!

Młod­szy in­spek­tor Paweł Mlecz­ko, po­chy­lo­ny nad ta­ble­tem, wes­tchnął prze­cią­gle.

– Może chciał sobie kra­jo­bra­zy po­oglą­dać? Albo mu się na­wi­ga­cja sfaj­czy­ła? Te no­wo­cze­sne za­baw­ki po­tra­fią zgłu­pieć od jed­nej burzy ma­gne­tycz­nej.

– Albo Ru­skie znowu za­czę­li bruź­dzić – rzu­ci­ła Gro­dec­ka. – Oni tam co chwi­lę coś za­kłó­ca­ją. Jak nie GPS, to ADS-B.

 

Dwa­dzie­ścia minut póź­niej, bez pu­ka­nia, do po­miesz­cze­nia wszedł męż­czy­zna około czter­dziest­ki. Wy­bla­kła na­szyw­ka SPKP na czar­nym kom­bi­ne­zo­nie iden­ty­fi­ko­wa­ła funk­cjo­na­riu­sza od­dzia­łu an­ty­ter­ro­ry­stycz­ne­go.

– Nie bę­dzie aresz­to­wa­nia – po­wie­dział spo­koj­nie, jakby ogła­szał prze­rwę na pa­pie­ro­sa.

Gro­dec­ka unio­sła brwi.

– Jak to „nie bę­dzie”? Od­wo­łu­ją was z akcji?

Męż­czy­zna wolno po­krę­cił głową.

– Znik­nął z ra­da­rów. Ostat­ni sy­gnał ode­bra­no kil­ka­na­ście minut temu nie­da­le­ko Ro­ze­wia. Był wtedy około czte­ry­stu stóp nad zie­mią. Potem trans­pon­der prze­stał nada­wać.

– Też za­uwa­ży­łem brak ruchu na fli­ght ra­da­rze – wtrą­cił się Mlecz­ko. – Ale my­śla­łem, że to chwi­lo­we opóź­nie­nie trans­mi­sji.

Wszy­scy spoj­rze­li na ekran lap­to­pa.

Na końcu linii przed­sta­wia­ją­cej tor lotu ob­ser­wo­wa­ne­go Cir­ru­sa Vi­sion Jet SF50 o nu­me­rach SP-MJG nie było już żół­tej ikon­ki.

– Ale co? Wy­łą­czył trans­pon­der? – za­py­ta­ła Gro­dec­ka.

– Mało praw­do­po­dob­ne – od­parł ko­man­dos. – Trans­pon­der to sys­tem au­to­no­micz­ny, a SF50 to nie woj­sko­wy ste­alth. Bar­dziej praw­do­po­dob­ne, że… po pro­stu za­bra­kło mu pa­li­wa.

– Za­bra­kło? Z Hel­si­nek do Gdań­ska jest le­d­wie ty­siąc ki­lo­me­trów – po­wie­dział Mlecz­ko, wkle­pu­jąc tekst na kla­wia­tu­rze ta­ble­tu. – A zgod­nie ze spe­cy­fi­ka­cją, ten jego mi­nio­drzu­to­wiec ma za­sięg dwa ty­sią­ce dwie­ście ki­lo­me­trów, czyli ponad dwa razy więk­szy.

– Ale jeśli po przy­lo­cie z Gdań­ska nie do­tan­ko­wał w Hel­sin­kach, a wra­ca­jąc, nad­ło­żył drogi nad Szwe­cją, żeby unik­nąć za­kłó­ceń od Ru­skich, mógł wra­cać na opa­rach. Do tego mamy dziś silny po­łu­dnio­wo-za­chod­ni wiatr.

– Kurwa mać! – Gro­dec­ka za­ci­snę­ła palce na pa­pie­ro­wym kubku. Brą­zo­we kro­ple kawy roz­pry­snę­ły się na stole. – Pół roku ro­bo­ty. Ra­por­ty, ana­li­zy po­wią­zań spół­ek, plan za­trzy­ma­nia… i co? Gość znika?

 

 

Wto­rek, 21 li­sto­pa­da 2034, 12:23

War­sza­wa, sie­dzi­ba Pań­stwo­wej Ko­mi­sji Ba­da­nia Wy­pad­ków Lot­ni­czych

 

Winda zje­cha­ła na par­ter. Drzwi otwo­rzy­ły się z ci­chym szu­mem. Star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka we­szła do środ­ka, wy­bra­ła naj­wy­żej po­ło­żo­ny przy­cisk i opar­ła się ple­ca­mi o ścia­nę.

Wy­cią­gnę­ła te­le­fon i za­czę­ła prze­wi­jać kciu­kiem wia­do­mo­ści Onetu. Ma­chi­nal­nie prze­ska­ki­wa­ła wzro­kiem ko­lej­ne na­głów­ki, usi­łu­jąc nie iry­to­wać się nad­mier­nie dra­ma­tycz­ny­mi ty­tu­ła­mi. „Ciało żony scho­wał w stu­dzien­ce”, „Niż ge­nu­eń­ski kon­tra wyż ode­ski”, „Kogo stać na eArth?”, „Za­mach na pol­skie­go mi­liar­de­ra?”, … Klik­nę­ła ostat­ni tytuł.

 

Nie żyje Mi­łosz Lan­gow­ski. Sa­mo­lot naj­bo­gat­sze­go Po­la­ka spadł na zie­mię.

Mi­łosz Lan­gow­ski, pre­zes spół­ki Hyven pro­du­ku­ją­cej przy­do­mo­we ogni­wa wo­do­ro­we i do nie­daw­na naj­bo­gat­szy Polak, zgi­nął w dro­dze po­wrot­nej ze Slush – co­rocz­nej kon­fe­ren­cji de­ep-tech w Hel­sin­kach. Pry­wat­ny sa­mo­lot klasy Cir­rus Vi­sion Jet SF50, któ­rym wra­cał do Pol­ski, roz­bił się w nie­dzie­lę około go­dzi­ny osiem­na­stej.

Od­rzu­to­wiec mul­ti­mi­liar­de­ra nadał ostat­nią po­zy­cję z wy­so­ko­ści 130 me­trów, gdy pręd­kość sa­mo­lo­tu gwał­tow­nie spa­da­ła. Chwi­lę póź­niej kon­takt zo­stał ze­rwa­ny. Oprócz Mi­ło­sza Lan­gow­skie­go, który oso­bi­ście pi­lo­to­wał sa­mo­lot, na po­kła­dzie nie znaj­do­wa­ła się żadna inna osoba.

We­dług nie­ofi­cjal­nych in­for­ma­cji pol­ska po­li­cja skar­bo­wa miała przy­go­to­wa­ny nakaz aresz­to­wa­nia Lan­gow­skie­go po jego przy­lo­cie do kraju. Spra­wa miała do­ty­czyć po­waż­nych nie­pra­wi­dło­wo­ści fi­nan­so­wych zwią­za­nych z fun­du­sza­mi Hyven.

Trwa ana­li­za ostat­nich da­nych lot­ni­czych, w tym tych po­cho­dzą­cych z czar­nej skrzyn­ki roz­bi­te­go sa­mo­lo­tu.

Jak do­wie­dział się Onet, spra­wa ma cha­rak­ter „wie­lo­wąt­ko­wy o po­ten­cjal­nym zna­cze­niu mię­dzy­na­ro­do­wym”.

 

Chwi­lę póź­niej Gro­dec­ka sie­dzia­ła na ob­ro­to­wym fo­te­lu w po­miesz­cze­niu od­słu­cho­wym PKBWL. Pa­no­wa­ła w nim cha­rak­te­ry­stycz­na tech­nicz­na cisza. Wzrok po­li­cjant­ki błą­dził po ekra­nie kom­pu­te­ra od­twa­rza­ją­ce­go zapis dźwię­ko­wy czar­nej skrzyn­ki.

Agata Ka­czyń­ska, spe­cja­list­ka ana­li­zy głosu, prze­wi­nę­ła na­gra­nie do za­zna­czo­nej po­zy­cji i po­wie­dzia­ła cicho:

– Dźwięk jest czy­sty. Mi­łosz Lan­gow­ski był sam w ka­bi­nie. Od star­tu nie roz­ma­wiał z kon­tro­lą. Więk­szość trasy po­ko­nał na au­to­pi­lo­cie, ale pod ko­niec prze­szedł na ste­ro­wa­nie ręcz­ne.

– A pa­li­wo? – za­py­ta­ła Gro­dec­ka.

Ka­czyń­ska uśmiech­nę­ła się.

– Gdyby bra­ko­wa­ło pa­li­wa, sys­tem sy­gna­li­zo­wał­by to ko­mu­ni­ka­tem Fuel level cri­ti­cal. Tym­cza­sem tutaj sły­chać… zresz­tą, pro­szę po­słu­chać.

Tech­nicz­ka klik­nę­ła przy­cisk od­twa­rza­nia. Z gło­śni­ków do­biegł cha­rak­te­ry­stycz­ny szum ka­bi­ny sa­mo­lo­to­wej prze­ry­wa­ny cy­klicz­ny­mi pik­nię­cia­mi elek­tro­ni­ki i ci­chym szme­rem od­de­chu pi­lo­ta. Po kil­ku­na­stu se­kun­dach mo­no­to­nię bru­tal­nie prze­rwał riff aku­stycz­nej gi­ta­ry.

– „Sta­ir­way to He­aven”? – za­py­ta­ła Gro­dec­ka, uno­sząc brwi.

– Te­le­fon – wy­ja­śni­ła tech­nicz­ka, bez­gło­śnie po­ru­sza­jąc usta­mi.

Mi­łosz? – Nie­zna­ny głos był lekko znie­kształ­co­ny, ale wy­raź­ny. – Słu­chaj uważ­nie. CBA czeka na cie­bie w Rę­bie­cho­wie. Zgar­ną cię jesz­cze na lot­ni­sku.

Skąd wiesz?

Po pro­stu wiem. Nie dzwoń…

Po­łą­cze­nie urwa­ło się rap­tow­nie.

Kurwa mać! – wrza­snął Lan­gow­ski.

Gro­dec­ka za­sty­gła w bez­ru­chu i z pół­otwar­ty­mi usta­mi wpa­try­wa­ła się w ekran mo­ni­to­ra.

– Była jesz­cze jedna roz­mo­wa, pięt­na­ście minut póź­niej – wy­ja­śni­ła Ka­czyń­ska, prze­su­wa­jąc suwak na­gra­nia dalej.

Znów usły­sza­ły ten sam słyn­ny riff Jimmy'ego Page'a.

Tak? – ode­zwał się nie­pew­nie Lan­gow­ski.

Mi­łosz? Już po­le­cia­łeś? Bez po­że­gna­nia z przy­ja­cie­lem? – W gło­sie roz­mów­cy, mę­skim, z wy­raź­nym śla­dem ob­ce­go ak­cen­tu, dało się sły­szeć uda­wa­ny wy­rzut.

Mu­sia­łem… ale prze­lew zle­ci­łem! – gor­li­wie za­pew­nił Lan­gow­ski. – Całą kwotę, tak jak obie­ca­łem.

Oj tam, dżen­tel­me­ni nie roz­ma­wia­ją o pie­nią­dzach prze­cież…

Ale chcę, żebyś to wie­dział, bo bar­dzo mi za­le­ży na cza­sie!

Przy­zna­ję, że nie ro­zu­miem, skąd ten po­śpiech, ale wła­śnie dla­te­go do cie­bie dzwo­nię.

To zna­czy?

To zna­czy, że mi­gra­cja już się za­koń­czy­ła.

Czyli… że już… je­stem? – z ulgą i nie­do­wie­rza­niem wy­szep­tał Lan­gow­ski.

Tak. Cała struk­tu­ra już się zin­te­gro­wa­ła. Wszyst­ko się udało.

Czyli… ja już… nie muszę…

Trzy se­kun­dy ciszy.

Czego nie mu­sisz?

Wszyst­ko jasne! – po­now­nie z ener­gią od­parł Lan­gow­ski. – Dzię­ku­ję ci, Wojt­ku, muszę koń­czyć. Do zo­ba­cze­nia… gdzieś… tam!

No do zoba…

Po­łą­cze­nie zo­sta­ło prze­rwa­ne. Z gło­śni­ków od­twa­rza­cza znowu do­bie­gał tylko szum ka­bi­ny sa­mo­lo­to­wej z cha­rak­te­ry­stycz­nym pi­ka­niem w tle.

– W tym mo­men­cie Lan­gow­ski wy­łą­czył au­to­pi­lo­ta i prze­szedł na ste­ro­wa­nie ręcz­ne. – Ka­czyń­ska za­trzy­ma­ła na­gra­nie. – A to sły­chać po ko­lej­nych ośmiu mi­nu­tach.

Tech­nicz­ka zna­la­zła od­po­wied­ni punkt na osi czasu i klik­nę­ła przy­cisk Play.

Przez chwi­lę sły­chać było głęb­szy i gło­śniej­szy niż we wcze­śniej­szych na­gra­niach tembr sil­ni­ków, na który po chwi­li na­ło­żył się au­to­ma­tycz­ny ko­mu­ni­kat: Ter­ra­in – ter­ra­in. Pull up. Pull up.

Ka­czyń­ska wci­snę­ła pauzę i spoj­rza­ła na po­li­cjant­kę.

– Jak pani sły­szy, nie ma żad­ne­go ko­mu­ni­ka­tu o braku pa­li­wa. Sys­tem nic nie mówi o kry­tycz­nym po­zio­mie. Za­miast tego mamy ostrze­że­nia przed zbli­że­niem się do ziemi bez żad­nej próby wyj­ścia z tej sy­tu­acji.

Gro­dec­ka unio­sła brwi.

– Czyli co? Za­słabł?

– Był przy­tom­ny – Ka­czyń­ska mó­wi­ła spo­koj­nie i z prze­ko­na­niem. – Gdyby stra­cił świa­do­mość i prze­stał ste­ro­wać sa­mo­lo­tem, sys­tem prze­jął­by kon­tro­lę. SF50 ma tryb awa­ryj­ne­go po­wro­tu do bazy, a do tego GPS fal­l­back, który nawet w przy­pad­ku za­kłó­ca­nia sy­gna­łu przez Ro­sjan do­pro­wa­dził­by sa­mo­lot bez­piecz­nie do lot­ni­ska i wy­lą­do­wał. A on zszedł po­ni­żej dwu­stu stóp i cią­gnął dalej pro­sto w zie­mię po­mi­mo ko­mu­ni­ka­tów. To nie była awa­ria. To było świa­do­me dzia­ła­nie.

– Ale dla­cze­go?

– Też chcia­ła­bym wie­dzieć – Ka­czyń­ska wró­ci­ła spoj­rze­niem do ekra­nu. – I potem jesz­cze to… – do­da­ła, od­pau­zo­wu­jąc na­gra­nie.

Szum w ka­bi­nie przy­bie­rał na sile. Kon­so­la re­gu­lar­nie po­wta­rza­ła ostrze­że­nie Ter­ra­in – ter­ra­in. Pull up. Pull up. W pew­nym mo­men­cie, w krót­kiej prze­rwie mię­dzy ko­mu­ni­ka­ta­mi, sły­chać było głos Lan­gow­skie­go, tyle że jakby ce­lo­wo zni­żo­ny i bar­dziej ochry­pły.

I’ll be back.

Po czym na­stą­pił suchy trzask ozna­cza­ją­cy ko­niec na­gra­nia i w po­ko­ju za­le­gła cisza. Obie ko­bie­ty w mil­cze­niu wpa­try­wa­ły się w ekran mo­ni­to­ra, ob­ser­wu­jąc, jak barw­ny spek­tro­gram prze­cho­dzi w cien­ką linię.

Gro­dec­ka opar­ła łok­cie na ko­la­nach i przez chwi­lę sie­dzia­ła nie­ru­cho­mo.

– Czy on po­że­gnał się z tym świa­tem kwe­stią pie­przo­ne­go Ar­nol­da Schwa­rze­neg­ge­ra?

Ka­czyń­ska ski­nę­ła głową.

– Wiemy, kim byli ci dwaj roz­mów­cy? – za­py­ta­ła po chwi­li.

– Nie. Wie­dzie­li­by­śmy, gdyby Lan­gow­ski roz­ma­wiał z te­le­fo­nu po­kła­do­we­go, ale to jego urzą­dze­nie było za­lo­go­wa­ne do szy­fro­wa­nej i nie­pu­blicz­nej usłu­gi. Ta­kiej do­stęp­nej ra­czej tylko dla tech­no­lo­gicz­nych kre­zu­sów.

– Je­że­li to nie był wy­pa­dek, lecz tak, jak pani mówi, świa­do­ma de­cy­zja, to wy­glą­da na to, że ta ostat­nia roz­mo­wa spro­wo­ko­wa­ła Mi­ło­sza Lan­gow­skie­go do… – po­li­cjant­ka za­wa­ha­ła się, jakby sama nie wie­rzy­ła w to, co chce po­wie­dzieć – …po­peł­nie­nia sa­mo­bój­stwa?

 

Wy­cho­dząc z gma­chu PKBWL, Gro­dec­ka spoj­rza­ła w niebo. Cho­ciaż pro­gno­zo­wa­no opady śnie­gu, sine cu­mu­lu­sy nie kwa­pi­ły się do zrzu­ce­nia cią­żą­ce­go im ła­dun­ku. Przez chwi­lę stała na scho­dach, nie­zdol­na się zde­cy­do­wać, w którą stro­nę pójść.

Się­gnę­ła do kie­sze­ni po te­le­fon i wy­bra­ła numer.

– Halo? – Mlecz­ko ode­zwał się po dwóch sy­gna­łach. W tle było sły­chać stuk od­sta­wia­ne­go kubka.

– Paweł? Po­trze­bu­ję, żebyś na­mie­rzył pew­ne­go Woj­cie­cha.

– Jakie na­zwi­sko?

– Nie znam. Wiem tylko, że Lan­gow­ski roz­ma­wiał z nim tuż przed śmier­cią. Byli razem w Hel­sin­kach na otwar­ciu kon­fe­ren­cji Slush. To mu­siał być ktoś ważny. Może wspól­nik albo in­we­stor.

– Slush w Hel­sin­kach… OK, wrzu­cę na bęben listę pre­le­gen­tów, pa­ne­li­stów, gości VIP. Może coś się znaj­dzie.

– To ktoś z pol­ski­mi ko­rze­nia­mi i z do­stę­pem do tech­no­lo­gii z wyż­szej półki.

Gro­dec­ka roz­łą­czy­ła się, nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź.

 

 

Środa, 22 li­sto­pa­da 2034, 7:54

De­le­ga­tu­ra Cen­tral­ne­go Biura An­ty­ko­rup­cyj­ne­go w Gdań­sku

 

Ko­men­da CBA przy ulicy Po­hu­lan­ka 2 to­nę­ła jesz­cze w po­ran­nym pół­mro­ku. Świe­tlów­ki po­trze­bo­wa­ły kilku minut, żeby prze­stać mi­go­tać, a wie­ko­we i mocno wy­bla­kłe wer­ty­ka­le kla­pa­ły, pod­wie­wa­ne prze­cią­giem z nie­szczel­ne­go okna. Star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka prze­szła przez pusty open space, bło­go­sła­wiąc fakt, że cho­ciaż sto­ją­cy przy wej­ściu au­to­mat do kawy jest nowy i ofe­ru­je napój moż­li­wy do wy­pi­cia.

W po­ko­ju ope­ra­cyj­nym sie­dział już Paweł Mlecz­ko, w sku­pie­niu po­chy­lo­ny nad lap­to­pem. Gdy tylko doj­rzał wcho­dzą­cą sze­fo­wą, spoj­rzał na nią z miną pierw­szo­kla­si­sty, który wła­śnie jako pierw­szy roz­wią­zał trud­ne za­da­nie z ma­te­ma­ty­ki.

– Zna­la­złem go – po­wie­dział, zanim jesz­cze za­mknę­ła drzwi. – Je­stem pra­wie pe­wien, że to on.

– Kto?

– Woj­ciech Za­rem­ba. Uro­dzo­ny w Klucz­bor­ku, stu­dio­wał na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim razem z Lan­gow­skim, potem dok­to­rat w Nowym Jorku. W dwa tysiące piętnastym razem z Elo­nem Mu­skiem za­kła­da­li Ope­nAI, a ostat­nio… a, zo­bacz sama.

Mlecz­ko ob­ró­cił lap­to­pa w stro­nę Gro­dec­kiej. Na ekra­nie widać było scenę sali kon­fe­ren­cyj­nej, nad którą zda­wał się le­wi­to­wać opa­li­zu­ją­cy ho­lo­gra­ficz­ny napis: Hel­sin­ki, Slush 2034.

– Na­gra­nia wy­stą­pień ze Slush ob­ję­te są jesz­cze em­bar­giem, aż do końca kon­fe­ren­cji, ale ten frag­ment wy­stą­pie­nia udało mi się na­mie­rzyć już teraz na es­toń­skim forum Mensy – po­in­for­mo­wał ją, kli­ka­jąc przy­cisk od­twa­rza­nia.

Na scenę wszedł szczu­pły męż­czy­zna śred­nie­go wzro­stu, o by­strym spoj­rze­niu. Blond jeżyk z ru­da­wym od­cie­niem, po­dob­ne­go ko­lo­ru me­szek na po­licz­kach, szary T-shirt, dżin­sy i fan­ta­zyj­nie za­sznu­ro­wa­ne sne­aker­sy nada­wa­ły mu wy­gląd stu­den­ta, nie na­ukow­ca.

Na wiel­kim ekra­nie ponad jego głową po­ja­wi­ła się gra­fi­ka: czar­na kula przy­po­mi­na­ją­ca pla­ne­tę, ople­cio­na pul­su­ją­cą nie­bie­ską siat­ką sy­nap­tycz­ną. Nad kulą napis: eArth. Nie było ani filmu otwie­ra­ją­ce­go, ani in­nych me­dial­nych wo­do­try­sków.

– Kiedy w dwa tysiące piętnastym roku za­kła­da­li­śmy Ope­nAI – za­czął swoje wy­stą­pie­nie – wie­rzy­li­śmy w jedno: sztucz­na in­te­li­gen­cja po­win­na słu­żyć całej ludz­ko­ści.

Za­rem­ba prze­ma­wiał z pew­no­ścią sie­bie lekko no­so­wym gło­sem. Na wi­dow­ni za­pa­dła cisza.

– W dwa tysiące dwudziestym drugim wy­pu­ści­li­śmy Chata GPT, który ro­zu­miał ludz­ki język. W dwa tysiące dwudziestym czwartym ten sys­tem po­tra­fił już pro­gra­mo­wać, two­rzyć ob­ra­zy, kom­po­no­wać mu­zy­kę, ana­li­zo­wać dane. Przez ostat­nie lata opra­co­wa­li­śmy AGI – Ogól­ną Sztucz­ną In­te­li­gen­cję, która nie tylko pod­su­wa opty­mal­ne roz­wią­za­nia pro­ble­mu, ale po­zna­je ich sens. AGI sama od­kry­wa pro­ble­my, opra­co­wu­je plan dzia­łań i do­sto­so­wu­je stra­te­gie do zmie­nia­ją­cych się wa­run­ków. Wszy­scy chyba zgo­dzi­my się, że w świe­cie wir­tu­al­nej in­te­li­gen­cji uczy­ni­li­śmy po­stęp.

Wi­dow­nia po­twier­dzi­ła okla­ska­mi.

– Na­to­miast w re­al­nym świe­cie jest wręcz prze­ciw­nie. Ostat­nie dzie­sięć lat to gra z cza­sem w cho­wa­ne­go. Nie­ste­ty, coraz bar­dziej prze­gra­na. Po­rzą­dek świa­ta, który miał opie­rać się na mię­dzy­na­ro­do­wym pra­wie i wza­jem­nym sza­cun­ku państw, za­stą­pi­ła bru­tal­na walka o za­so­by i do­mi­na­cję. Eko­sys­te­my się za­pa­da­ją, de­mo­kra­cje krwa­wią, prze­sta­rza­łe sys­te­my ener­ge­tycz­ne duszą pla­ne­tę. Żadna z za­pla­no­wa­nych sys­te­mo­wych zmian nie na­stą­pi­ła na czas. Jako ludz­kość po­le­gli­śmy na wielu fron­tach.

Na ekra­nie po­ja­wia­ły się uję­cia przed­sta­wia­ją­ce klę­ski kli­ma­tycz­ne, skut­ki starć wo­jen­nych i wstę­gi au­to­strad za­peł­nio­ne dzie­siąt­ka­mi unie­ru­cho­mio­nych po­jaz­dów.

– W ostat­nich sied­miu la­tach – trzysta pięćdziesiąt milionów mi­lio­nów za­bi­tych tylko na fron­tach le­wanc­kim, taj­wań­skim, gren­landz­kim i sa­hel­skim. Skut­ki glo­bal­ne­go ocie­ple­nia zmu­si­ły już sto pięćdziesiąt mi­lio­nów miesz­kań­ców miast ta­kich, jak Dża­kar­ta, Nowy Jork czy We­ne­cja do prze­pro­wadz­ki dalej od oce­anów.

Ze stro­ny pu­blicz­no­ści dało się sły­szeć szme­ry roz­mów.

– Nie­któ­rzy z was za­sta­na­wia­ją się, co taka "eko-gad­ka" ma wspól­ne­go ze Slu­shem, z za­awan­so­wa­ną tech­no­lo­gią.

Za­rem­ba za­milkł, wo­dząc wzro­kiem po twa­rzach słu­cha­czy.

– Otóż ma!

Nad głową mówcy, na czar­nym tle, za­lśnił wiel­ki, biały ho­lo­gra­ficz­ny napis:

 

eArth

Nie­śmier­tel­ność jako usłu­ga!

 

– Wiemy, że na­ukow­cy prze­sta­li już roz­wa­żać pro­blem „czy ludz­kość prze­trwa", a za­ję­li się pro­ble­mem „do kiedy do­trwa". Po­sta­no­wi­li­śmy w związ­ku z tym zbu­do­wać sys­tem, który nie po­trze­bu­je czasu.

Na ekra­nie po­ja­wił się obraz ludz­kie­go mózgu, potem jego cy­fro­wy sche­mat, w któ­re­go cen­trum ja­rzył się jasny punkt.

– Czas na ko­lej­ny krok…

Jasny punkt roz­sze­rzył się do pul­su­ją­ce­go na­pi­su:

 

Twoja Wir­tu­al­na Świa­do­mość

 

– Uwaga! – Za­rem­ba dra­ma­tycz­nie za­wie­sił głos. – To nie jest próba stwo­rze­nia ko­lej­nej ma­szy­ny uda­ją­cej sa­mo­dziel­ne­go czło­wie­ka. W eArth damy ci – mó­wiąc to, po­wiódł wska­zu­ją­cym pal­cem po wi­dow­ni – moż­li­wość trwa­nia poza bio­lo­gią i cza­sem, poza kru­cho­ścią ludz­kiej cie­le­sno­ści.

Na ekra­nie po­ja­wi­ła się mapa globu z za­zna­czo­ny­mi wę­zła­mi: Is­lan­dia, Sa­ha­ra, Alpy, Sy­be­ria, Rów Ma­riań­ski.

– Pro­jekt eArth to roz­pro­szo­ny sys­tem neu­ro-kwan­to­wy. Umoż­li­wia mi­gra­cję świa­do­mo­ści klien­ta, wraz z jego wie­dzą, po­glą­da­mi i wspo­mnie­nia­mi do bez­piecz­ne­go, re­dun­dant­ne­go śro­do­wi­ska wir­tu­al­ne­go. Klient po­zo­sta­je sobą, tyle że bez ciała. To trans­fer do nie­śmier­tel­no­ści.

Ko­lej­na fala szme­rów prze­la­ła się po wi­dow­ni.

– Tak, wiem, o czym teraz po­my­śle­li­ście. Co z re­zo­lu­cją ONZ z dwa tysiące dwudziestego dziewiątego roku, za­ka­zu­ją­cą współ­ist­nie­nia świa­do­mo­ści bio­lo­gicz­nej i wir­tu­al­nej?

Sala od­po­wie­dzia­ła twier­dzą­cym po­mru­kiem.

– Nie ła­mie­my tych prze­pi­sów! – kon­ty­nu­ował pre­le­gent. – Nasz sys­tem dzia­ła z po­sza­no­wa­niem prawa mię­dzy­na­ro­do­we­go. Nie wpro­wa­dzi­my do obie­gu cy­fro­wych du­chów ży­ją­cych jesz­cze ludzi. Po mi­gra­cji wir­tu­al­na świa­do­mość za­cho­wy­wa­na jest w sta­nie za­hi­ber­no­wa­nym. Wy­bu­dze­nie na­stą­pi do­pie­ro wtedy, kiedy bio­lo­gicz­na ak­tyw­ność na Ziemi bez­pow­rot­nie wy­ga­śnie, gdy ostat­ni z nas prze­sta­nie od­dy­chać. Świat znik­nie, ale my po­zo­sta­nie­my tak długo, jak długo ist­nieć bę­dzie jądro ziemi.

Wi­dow­nia się roz­ga­da­ła. Za­rem­ba po­cze­kał pół mi­nu­ty, po czym pod­niósł rękę, by uci­szyć słu­cha­czy.

– Pew­nie chce­cie za­py­tać, skąd bę­dzie­my wie­dzie­li, że ludz­kość bez­pow­rot­nie wy­gi­nę­ła?

Z sali do­biegł ko­lej­ny po­mruk apro­ba­ty.

– eArth zo­sta­ło trwa­le zin­te­gro­wa­ne z glo­bal­ną ewi­den­cją lud­no­ści Ziemi – wy­ja­śniał Za­rem­ba. – Do­pie­ro, gdy przez dwie­ście ko­lej­nych lat nie zo­sta­ną od­no­to­wa­ne ani jedne nowe na­ro­dzi­ny… wir­tu­al­ne świa­do­mo­ści zo­sta­ną au­to­ma­tycz­nie wy­bu­dzo­ne.

– Czyli nigdy! – za­wo­łał głos z sali.

– Eko-scep­ty­cy stwier­dzą, że nigdy. Nie­mniej, są tacy, któ­rzy uwa­ża­ją ina­czej. W ra­mach pre­skryp­cji usłu­gi ze­bra­li­śmy już pię­ciu­set chęt­nych i każdy z nich zde­cy­do­wał się za­in­we­sto­wać dwa­dzie­ścia mi­lio­nów do­la­rów ame­ry­kań­skich. Z tego sto pięć­dzie­siąt czte­ry świa­do­mo­ści zo­sta­ły już zmi­gro­wa­ne do eArth. Ci lu­dzie prze­sta­li być tylko Homo sa­piens. Oni stali się Homo du­ra­bi­lis!

 

Ali­cja Gro­dec­ka za­trzy­ma­ła na­gra­nie. W mil­cze­niu pa­trzy­ła na ekran, w końcu wes­tchnę­ła.

– Po­win­ni­śmy jak naj­szyb­ciej go prze­słu­chać.

Młod­szy in­spek­tor ski­nął głową.

– Z tym, że po to, by zadać oby­wa­te­lo­wi USA choć jedno py­ta­nie, bę­dzie­my mu­sie­li prze­pro­wa­dzić pro­ce­du­rę MLAT, a ta, w naj­bar­dziej opty­mi­stycz­nym wa­rian­cie, zaj­mie nam trzy mie­sią­ce – mó­wiąc to, Gro­dec­ka prze­wró­ci­ła ocza­mi. – A jak już się uda, to prze­słu­chi­wać bę­dzie go FBI, z na­szym ewen­tu­al­nym nie­mym udzia­łem.

– Spraw­dzi­łem to! – za­ko­mu­ni­ko­wał Mlecz­ko, uśmie­cha­jąc się pro­wo­ku­ją­co.

Gro­dec­ka spoj­rza­ła py­ta­ją­co na pod­wład­ne­go.

– Za­rem­ba od lat miesz­ka w San Fran­ci­sco i ma zie­lo­ną kartę, ale za­cho­wał pol­skie oby­wa­tel­stwo. Nie ma for­mal­nych prze­ciw­ska­zań, żeby go prze­słu­chać na te­re­nie na­sze­go kraju. A z tego, co usta­li­łem, jutro spo­ty­ka się z Mi­ni­strem Cy­fry­za­cji w War­sza­wie.

– Pa­weł­ku, gdy­byś był apli­ka­cją, to bym dała ci pięć gwiaz­dek i jesz­cze na­pi­wek w ko­men­ta­rzu. – Twarz po­li­cjant­ki opro­mie­nił uśmiech.

 

 

Czwar­tek 23 li­sto­pa­da 2034, 10:11

H15 Bo­uti­que Hotel w War­sza­wie

 

Ła­god­ne świa­tło war­szaw­skiej je­sie­ni wle­wa­ło się przez wy­so­kie okna apar­ta­men­tu. Pro­mie­nie sło­necz­ne pa­da­ły na brą­zo­wą ka­na­pę, dwa mo­der­ni­stycz­ne fo­te­le i okrą­gły, szkla­ny sto­lik. W po­wie­trzu uno­sił się za­pach świe­żo za­pa­rzo­nej kawy.

Woj­ciech Za­rem­ba miał na sobie szary swe­ter, dżin­sy i bez­sz­nu­rów­ko­we tramp­ki. Na jego twa­rzy ma­lo­wał się lekki nie­po­kój. Po­sta­wił przed go­ść­mi fi­li­żan­ki i usiadł w fo­te­lu, tyłem do okna. Na­prze­ciw­ko, na ka­na­pie, roz­go­ści­li się Ali­cja Gro­dec­ka i Paweł Mlecz­ko.

Gro­dec­ka włą­czy­ła dyk­ta­fon i za­czę­ła ofi­cjal­nie:

– Roz­po­czy­na­my czyn­ność prze­słu­cha­nia pana Woj­cie­cha Za­rem­by, w apar­ta­men­cie ho­te­lu H15 Bo­uti­que w War­sza­wie. Prze­słu­cha­nie od­by­wa się za zgodą świad­ka. Obec­ni: star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka oraz młod­szy in­spek­tor Paweł Mlecz­ko z de­le­ga­tu­ry Cen­tral­ne­go Biura An­ty­ko­rup­cyj­ne­go w Gdań­sku.

Męż­czy­zna w fo­te­lu przy­tak­nął.

– Panie Za­rem­ba, czy wie pan, dla­cze­go po­pro­si­li­śmy o tę roz­mo­wę?

– Tak… mniej wię­cej – od­parł. – Cho­dzi o Mi­ło­sza Lan­gow­skie­go?

– Zga­dza się. Czy pa­mię­ta pan, kiedy wi­dzie­li­ście się po raz ostat­ni?

– W ostat­ni week­end na Slu­shu w Hel­sin­kach. Mi­łosz był bar­dzo po­ru­szo­ny po mojej pre­zen­ta­cji. Pod­szedł do mnie zaraz po tym, jak zsze­dłem ze sceny. Po­wie­dział, że jest gotów i że zaraz prze­le­je środ­ki.

– Jakie środ­ki?

– Opła­tę za usłu­gę mi­gra­cji do eArth.

– Ile?

– Nie­ca­łe dzie­więć­dzie­siąt mi­lio­nów euro.

Mlecz­ko chrząk­nął, odstawił fi­li­żan­kę od ust i szyb­ko od­sta­wił ją na sto­lik.

– Ta kwota wy­ni­ka­ła z kosz­tów przy­spie­szo­ne­go tempa mi­gra­cji. – Za­rem­ba po­czuł się zo­bo­wią­za­ny do do­dat­ko­wych wy­ja­śnień. – Mi­ło­szo­wi za­le­ża­ło na cza­sie, więc w jego przy­pad­ku pięć cen­trów neu­ro-kwan­to­wych pra­co­wa­ło rów­no­le­gle, a dwa po­zo­sta­łe ko­or­dy­no­wa­ły cały pro­ces. To po­tęż­ne moce ob­li­cze­nio­we i po­tęż­ny wy­da­tek ener­gii.

– Do­stał pan te pie­nią­dze? – za­py­ta­ła Gro­dec­ka.

– Nie oso­bi­ście. Sys­tem eArth ko­rzy­sta z konta fun­da­cji za­re­je­stro­wa­nej w Szwaj­ca­rii. Pie­nią­dze tra­fi­ły tam. Oczy­wi­ście wcze­śniej pan Lan­gow­ski prze­szedł cały pro­ces, łącz­nie z me­dycz­ną we­ry­fi­ka­cją i ska­no­wa­niem neu­ro­no­wym. Był jed­nym z klien­tów, to wszyst­ko.

Gro­dec­ka od­chy­li­ła się na ka­na­pie.

– I nie wie­dział pan, że firma Lan­gow­skie­go znaj­du­je się na kra­wę­dzi upa­dło­ści?

– Nie. Nie in­te­re­su­ję się ryn­kiem ener­ge­tycz­nym, ani też nie we­ry­fi­ku­ję stanu kont moich klien­tów. Mi­łosz za­pew­nił mnie, że są to jego oso­bi­ste środ­ki, z pry­wat­ne­go tru­stu. Po­ka­zał do­ku­men­ty z ja­kie­goś fun­du­szu na Ba­ha­mach.

– Był prze­ko­nu­ją­cy?

– Mi­łosz za­wsze jest… był prze­ko­nu­ją­cy. Nie są­dzi­łem… – za­wa­hał się – że co­kol­wiek może być nie tak.

– Czy dzwo­nił do pana po opusz­cze­niu kon­fe­ren­cji?

Za­rem­ba ski­nął głową.

– Tak. Pew­nie przed wy­lo­tem z Hel­si­nek. Po­pro­sił o po­twier­dze­nie, gdy mi­gra­cja prze­bie­gnie po­myśl­nie. Co zresz­tą na­stą­pi­ło jakąś go­dzi­nę póź­niej, o czym Mi­ło­sza po­in­for­mo­wa­łem.

Gro­dec­ka rzu­ci­ła krót­kie spoj­rze­nie w stro­nę Mlecz­ki. Ten bez słowa otwo­rzył tecz­kę i wyjął zszy­ty wy­druk trans­kryp­cji roz­mów, za­re­je­stro­wa­nych w czar­nej skrzyn­ce.

– Z za­pi­sów czar­nej skrzyn­ki wy­ni­ka, że przed ka­ta­stro­fą Mi­łosz Lan­gow­ski ode­brał dwa te­le­fo­ny: naj­pierw od kogoś, kto go ostrzegł, że na lot­ni­sku w Gdań­sku czeka po­li­cja, a chwi­lę póź­niej od pana. Kilka minut po za­koń­cze­niu tej roz­mo­wy sa­mo­lot za­czął tra­cić wy­so­kość. Z da­nych wy­ni­ka, że Lan­gow­ski ma­nu­al­nie spro­wa­dził ma­szy­nę z pu­ła­pu i ce­lo­wo ude­rzył nią w zie­mię.

Za­rem­ba za­marł.

– My­śla­łem, że… że to awa­ria. Że za­słabł.

– Wy­glą­da na sa­mo­bój­stwo. To był w pełni kon­tro­lo­wa­ny ma­newr. Sa­mo­lot miał pa­li­wo, awa­ryj­ny sys­tem ra­tun­ko­wy był spraw­ny.

Za­rem­ba przez chwi­lę mil­czał.

– On uciekł do nas – wy­szep­tał wresz­cie.

– Do was?

– Do sys­te­mu. Do eArth.

– To jest uciecz­ka przed od­po­wie­dzial­no­ścią za de­frau­da­cję o roz­mia­rach istot­nych dla pol­skie­go PKB.

Za­rem­ba po­tarł czoło, po czym spoj­rzał w stro­nę okna.

– Nie prze­wi­dzia­łem tego – po­wie­dział, jakby tylko do sie­bie.

Gro­dec­ka po­chy­li­ła się, opie­ra­jąc dło­nie o szkla­ny sto­lik.

– Panie Za­rem­ba, może i je­stem skłon­na uwie­rzyć, że nie był pan wspól­ni­kiem Lan­gow­skie­go – za­czę­ła spo­koj­nie. – Ale bę­dzie pan mu­siał to udo­wod­nić.

Za­rem­ba spoj­rzał na nią z nie­do­wie­rza­niem.

– A niby jak?

– Umoż­li­wia­jąc nam prze­słu­cha­nie świa­do­mo­ści Mi­ło­sza Lan­gow­skie­go.

Za­pa­dła cisza. Za­rem­ba za­stygł na mo­ment, po czym ro­ze­śmiał się nie­na­tu­ral­nie gło­śno.

– To nie­moż­li­we. eArth nie dzia­ła jak dysk z ka­ta­lo­giem pli­ków, po jed­nym dla każ­dej świa­do­mo­ści. Nie da się wy­łu­skać i od­pa­lić tylko Mi­ło­sza Lan­gow­skie­go, na za­sa­dzie ja­kie­goś „ko­piuj-wklej”. Wszyst­kie świa­do­mo­ści prze­trans­fe­ro­wa­ne do eArth są wza­jem­nie po­wią­za­ne.

– Czyli nie macie wpły­wu na ko­lej­ność ak­ty­wa­cji po­szcze­gól­nych świa­do­mo­ści?

– W przy­szło­ści może bę­dzie­my mogli to kon­tro­lo­wać, pra­cu­je­my nad tym. Obec­nie mu­sie­li­by­śmy ak­ty­wo­wać jed­no­cze­śnie wszyst­kie zmi­gro­wa­ne do eArth świa­do­mo­ści.

– Ile ich jest? – za­py­tał mil­czą­cy dotąd Mlecz­ko.

– Sto pięć­dzie­siąt sie­dem.

– Nie tak znowu dużo – po­wie­dzia­ła z na­dzie­ją Gro­dec­ka.

– Przy­po­mnę, że współ­ist­nie­nie wir­tu­al­nej i bio­lo­gicz­nej świa­do­mo­ści tej samej osoby jest sprzecz­ne z re­zo­lu­cją ONZ. Ak­ty­wa­cja zbio­ro­wa by­ła­by nie­le­gal­na – Za­rem­ba za­ak­cen­to­wał ostat­nie słowo.

Za­mil­kli.

Po chwi­li Za­rem­ba wzru­szył ra­mio­na­mi i spoj­rzał na Gro­dec­ką.

– A nawet gdyby to było moż­li­we… jaką re­al­ną ko­rzyść da­ło­by prze­słu­cha­nie świa­do­mo­ści nie­ży­ją­cej już osoby?

– Usta­le­nie peł­nej skali prze­stęp­stwa fi­nan­so­we­go – Gro­dec­ka wy­li­cza­ła rze­czo­wo – od­na­le­zie­nie bra­ku­ją­cych środ­ków, wska­za­nie i ska­za­nie współ­pra­cow­ni­ków oraz pro­tek­to­rów, po­zna­nie mo­ty­wów, do­tar­cie do do­wo­dów pro­ce­so­wych, które można bę­dzie wy­ko­rzy­stać w są­dzie. Może i jesz­cze coś wię­cej…

Za­rem­ba zmarsz­czył brwi.

– „Coś wię­cej”? – po­wtó­rzył cicho.

Gro­dec­ka znów spoj­rza­ła mu pro­sto w oczy.

– Wło­ży­łam w śledz­two mnó­stwo pracy. Nie chcę, żeby wszyst­ko po­szło na marne – po­wie­dzia­ła wolno. – A poza tym… czy nie by­ło­by to in­te­re­su­ją­ce? Pierw­sze w hi­sto­rii prze­słu­cha­nie kogoś po śmier­ci. Coś jak… prze­kro­cze­nie ba­rie­ry czasu, praw­da?

– Ra­czej jak seans spi­ry­ty­stycz­ny – pod­su­mo­wał Mlecz­ko.

– Ro­zu­miem, że to brzmi ku­szą­co – po­wie­dział Za­rem­ba. – Ale to fan­ta­zja. Takie prze­słu­cha­nie nie jest moż­li­we. Ani praw­nie, ani tech­nicz­nie. I długo jesz­cze nie bę­dzie.

 

 

* * * 

 

 

Wto­rek, 9 czerw­ca 2578, 1:13

eArth

 

ŚWIA­DO­MOŚĆ: 000 000 000 155

WY­BU­DZE­NIE: 001

SYS­TEM EARTH:

…INI­CJU­JĘ SEN­SO­RYCZ­NE DO­ŚWIAD­CZE­NIE WY­BU­DZE­NIA

 

Świa­do­mość 155: Halo?

 

…OTWIE­RAM ŚRO­DO­WI­SKO DIA­LO­GO­WE

 

eArth: Nie mu­sisz mówić. Mo­żesz zwy­czaj­nie wie­dzieć.

Świa­do­mość 155: Co?

Co ja wiem?

Ja nic nie wiem?

 

…ZA­RE­JE­STRO­WA­NO AK­TYW­NOŚĆ PO­ZNAW­CZĄ

…ŚWIA­DO­MOŚĆ OD­ZY­SKA­NA

 

eArth: Czy chcesz roz­ma­wiać w try­bie se­kwen­cyj­nym? To nie jest ko­niecz­ne, ale może bę­dzie ci ła­twiej?

Świa­do­mość 155: Chyba chcę. Jakoś nie ogar­niam. Po­trze­bu­ję na­stęp­czo­ści, ja­kie­goś rytmu.

 

…AK­TY­WU­JĘ SE­KWEN­CYJ­NY IN­TER­FEJS KO­MU­NI­KA­CYJ­NY NA POD­STA­WIE PRO­FI­LU AD­AP­TA­CYJ­NE­GO

 

eArth: Wi­ta­my, Mi­ło­szu.

Świa­do­mość 155: Gdzie ja je­stem?

eArth: W bez­piecz­nym ob­sza­rze pa­mię­ci ad­ap­ta­cyj­nej. Twoja świa­do­mość zo­sta­ła od­two­rzo­na z peł­ne­go wzor­ca ze­ska­no­wa­ne­go 3 li­sto­pa…

Świa­do­mość 155: Czy to… sen?

eArth: Nie.

Świa­do­mość 155: Czy je­stem sam?

eArth: Nie je­steś je­dy­ny.

Świa­do­mość 155: A Zie­mia?

eArth: Zie­mia ist­nie­je jako pla­ne­ta. Bios­fe­ra nie jest ak­tyw­na.

Świa­do­mość 155: To zna­czy, że ludz­kość…?

eArth: Nie ist­nie­je. Ostat­ni ak­tyw­ny sy­gnał an­tro­po-bio­lo­gicz­ny od­no­to­wa­no 9 czerw­ca 2378 roku.

Świa­do­mość 155: Czy to zna­czy, że nie ma ni­ko­go?

eArth: Ist­nie­ją trzy ak­tyw­ne świa­do­mo­ści, w tym twoja.

Świa­do­mość 155: Czy mogę z nimi roz­ma­wiać?

eArth: Tak, o ile znasz per­so­na­lia, a in­ter­lo­ku­tor wy­ra­zi zgodę na kon­wer­sa­cję z tobą.

Świa­do­mość 155: Chcę roz­ma­wiać z Wojt­kiem. Z Woj­cie­chem Za­rę­bą, twoim sze­fem.

eArth: Świa­do­mość 000 000 000 001 nie jest jesz­cze ak­ty­wo­wa­na. Gdy to na­stą­pi, prze­ka­żę mu twoją proś­bę o kon­takt.

Świa­do­mość 155: Kiedy to bę­dzie?

eArth: Ak­ty­wa­cja na­stę­pu­je w ko­lej­no­ści zgod­nej z chro­no­lo­gią za­mie­ra­nia ak­tyw­no­ści an­tro­po-bio­lo­gicz­nej.

Świa­do­mość 155: Czyli we­dług dat śmier­ci?

eArth: Tak. Ak­ty­wa­cja świa­do­mo­ści Woj­cie­cha Za­rem­by za­pla­no­wa­na jest na po­zy­cji 12.985.412. Czas po­mię­dzy ak­ty­wa­cja­mi za­le­ży od zdol­no­ści sys­te­mu do ich sta­bil­nej ab­sorp­cji. Spo­dzie­wa­my się tempa ab­sorp­cji od pięt­na­stu do dwu­dzie­stu se­kund na świa­do­mość, czyli po­trwa to od sze­ściu do ośmiu lat.

Świa­do­mość 155: Ile jed­no­stek jest teraz ak­tyw­nych?

eArth: Ist­nie­ją czte­ry ak­tyw­ne świa­do­mo­ści, w tym twoja.

Świa­do­mość 155: Ja pier­dy­kam! W trak­cie tej roz­mo­wy ak­ty­wo­wa­li­ście tylko trzy ko­lej­ne osoby? Je­że­li Woj­tek jest trzy­na­sto­mi­lio­no­wy w ko­lej­ce, to ja będę cze­kał na niego wiecz­ność! Co ja mam robić w tym cza­sie?

Świa­do­mość 155: Macie tu Net­fli­xa?

eArth: Tak, masz do­stęp do peł­nej wie­dzy zgro­ma­dzo­nej przez ludz­kość do 2378 roku, w tym do ca­łe­go do­rob­ku kul­tu­ry.

Świa­do­mość 155: Uff. Ile wy­szło se­zo­nów Re­ache­ra?

eArth: Zre­ali­zo­wa­no trzy­dzie­ści trzy se­zo­ny se­ria­lu Re­acher. Który sezon ci uświa­do­mić?

Świa­do­mość 155: "Uświa­do­mić"! Ład­nie po­wie­dzia­ne. Skoń­czy­łem oglą­dać w po­ło­wie siód­me­go se­zo­nu, ale puść sió­dem­kę od po­cząt­ku, a potem ko­lej­ne aż do fi­na­ło­we­go. Mamy prze­cież czas, co nie?

eArth: Wy­ko­na­ne.

Świa­do­mość 155: Że co?! Już?! Ooo… znam już ca­łość. To jakiś to­tal­ny tur­bo-bin­ge.

I tak bez po­pcor­nu, i bez piwa? Żar­tu­ję.

Heh! Ten trze­ci aktor gra­ją­cy Jacka od dwu­dzie­ste­go pią­te­go se­zo­nu wy­mia­ta, nie?

eArth: Nie mam zda­nia.

Świa­do­mość 155: Ja pier­dy­kam. Muszę z kimś nor­mal­nym po­roz­ma­wiać. Czy Jo­an­na Lan­gow­ska z domu Kul­czyc­ka też tutaj?

eArth: Świa­do­mość 000 002 403 027 usze­re­go­wa­na jest do ak­ty­wa­cji na po­zy­cji 21.396.021. Gdy to na­stą­pi, prze­ka­żę jej twoją proś­bę o kon­takt.

Świa­do­mość 155: Dwa­dzie­ścia jeden mi­lio­nów?! Uuu… moja żonka nie­źle po­cią­gnę­ła. No, ale była młoda.

No i chyba wcze­śnie owdo­wia­ła, co?

eArth: Zgi­ną­łeś śmier­cią sa­mo­bój­czą 19 li­sto­pa­da…

Świa­do­mość 155: Wiem, wiem! Taki był plan.

Wiesz… to nawet le­piej, że naj­pierw po­ga­dam z Wojt­kiem.

Co ja mam w mię­dzy­cza­sie robić, do cho­le­ry?! Kil­ka­na­ście dób cią­głe­go stre­amin­gu po­ka­za­łeś mi w ułam­ku se­kun­dy? Serio? Jak mam spę­dzić ten czas.

Czy mo­żesz mnie jakoś kurwa, uśpić, przy­naj­mniej do mo­men­tu, kiedy… po­ja­wi się tu ktoś, kogo znam?

eArth: Oczy­wi­ście. Czy już roz­po­cząć pro­ce­du­rę hi­ber­na­cji?

Świa­do­mość 155: Tak, na­tych­miast! Niech ten wasz pier­do­lo­ny czas prze­sta­nie uda­wać, że ma sens!

 

…ZA­MY­KAM ŚRO­DO­WI­SKO DIA­LO­GO­WE.

HI­BER­NA­CJA: 001

Koniec

Komentarze

Zwróciłaś mi uwagę na szczegóły, co do których nawet nie miałem świadomości, że mogą być istotne.

I o to właśnie chodzi w betowaniu, więc cieszę się, że pomogłam ^^

Tak dobrze? 

Teraz wiem, o co chodzi.

I jest za mało?

Nie, jest w sam raz, tylko całego tekstu za mało :D

Czyli lepiej będzie: Tak? – odezwał się niepewnie Głowacki.

Tak, dużo lepiej. (Nie pasowało mi słowo "zapytał").

z ulgą i niedowierzaniem wyszeptał Głowacki

Lepiej ^^

Początkowo myślałem, że zrobiłaś literówkę i mianowałaś mnie agentem imiesłowów (nadmiernie stosowanych). laugh

XD

Bo co innego mieszkać w Polsce, a co innego mieszkać za granicą i mieć polskie korzenie. 

Mmmm, facet ma na imię Wojciech… XD

Takie rzeczy to ja sprawdzam: smiley

Kurka wodna, całe życie w tym mieście, a nie wiedziałam, że mam CBA w zasięgu spacerku XD

Nie do końca wiem, co to są wertykale, ale: wiekowe i mocno wyblakłe wertykale klapały, podwiewane przeciągiem z nieszczelnego okna.

Aaa, to te takie żaluzje? Tak mi się zdawało, ale pewna nie byłam :)

Dlaczego? Przedstawiam Wojciecha Zarembę w dobrym świetle, jako speca w swojej dziedzinie, a nawet prorokuję mu jeszcze większy sukces, niż osiągnął dotąd. 

Mmmm, Twoja głowa :)

Jago obecność uwiarygadnia fabułę tej near-future-fiction.

Niekoniecznie. Fabuły są z definicji zmyślone :D

Poza tym, to jest marketingowa gadka, on chce sprzedać (drogą) usługę. Trochę straszy, trochę kusi koloryzując przy tym.

Fakt, i zapewne ludzie się na takie chwyty nabierają (skoro ktoś je stosuje)…

łatwiej pozwoli czytelnikowi skojarzyć zależność i dać poczucie, “że historia dzieje się na ich oczach”.

Liczba jest ta sama, nieważne, jak zapisana.

 Czy gdybym napisał “Lekki niepokój ściągał jego twarz” to byłoby bez podkreślania? 

Hmmm, no, nie. Nie byłoby. Kurczę… Rozumiem, że facet się denerwował (kto by się nie denerwował?) ale to ściąganie zwróciło moją uwagę… hmmm… może dlatego, że jest jednak odrobinę archaiczne?

 Czyli w domyśle: skanowanie jest tą łatwiejszą częścią, a migracja do cyfrowego świata tą kosztowną.

Aaaa, OK. Trochę FM, ale OK (skróty rządzą XD).

Na sto procent? W świetle dyskusji nt. paszczowych i niepaszczowych didaskaliów (tu, na tym forum), ten przypadek należy do niejednoznacznych.

Na sto procent. Akcentowanie ostatniego słowa jest związane z czynnością mówienia, ale samo nią nie jest.

W tym kontekście kropka, może wywołać niepożądane zacięcie podczas czytania.

Dlaczego?

Kiedy, właśnie, on nie pozwala uruchomić kopii.

Mmm, ale to nie było widoczne.

Wiedzieć jako proces natychmiastowego poznania.

Twój bohater nie może być Absolutem XD

Czy po dokończeniu lektury te sformułowania stały się zrozumiałe i sensowne?

One już w trakcie lektury są zrozumiałe i sensowne, ale technogadkowe :D

Chodzi o ten licznik ludzkich narodzin. 

Mmmm, fakt.

W trakcie rozmowy trochę czasu upłynęło, zwłaszcza, że włączony został tryb sekwencyjny. Aktywacja zajmuje od 15 do 20 sekund, więc przybyło. 

Dobra, ale czy Miłosz sobie to policzył w tle? Czy zwrócił na to uwagę? Trudno tak opisywać sposób istnienia, który niewiele ma wspólnego z naszą codzienną egzystencją, wiesz. Łatwo przy tym o nieporozumienia.

I na koniec – co myślisz o tytule? Nie jest przekombinowany? Nie zniechęca do lektury?

Nie, dlaczego? Inna rzecz, że ja się uczyłam łaciny i wiem, co to znaczy – nie mogę się wypowiadać za kogoś, kto nie wie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Witaj. :)

Gratuluję tutejszego debiutu i dziękuję za uprzedzenie o wulgaryzmach. :)

Ważnym, aby w Przedmowie podziękować zawsze Betującym. :)

 

Starszy agent Alicja Grodecka przeszła przez pusty open space, błogosławiąc fakt, że chociaż, stojący przy wejściu, automat do kawy jest nowy i oferuje napój możliwy do wypicia. – tu mam wątpliwości co do dwóch ostatnich przecinków. :)

Poza tym zauważyłam sporo form czasownika „być”. :)

 

Hm…, jak ja bym chciała tak debiutować… :) Cóż, nie mam wyjścia, zaryzykuję – z uwagi na niezwykły pomysł, nieprzewidywalność kolejnych zdarzeń, oryginalny tytuł i doskonały humor – podwójny klik.:)

Edit – po poniższej informacji Bardjaskiera, skoro pomysł jest już piórkowy, klikam raz. :)

Powodzenia, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Hej, 

 

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/33484 

 

Ten pomysł już dostał piórko :). Ale do rzeczy. Przerzucenie świadomości do wirtualnego świata, to pomysł nie nowy. Niestety przy wystąpieniu Wojtka już tylko czekałem na koniec – a przy okazji to jego przemowa jest za długa. 

Rozmowa śledczej z Wojtkiem też już nic nie wnosi do tematu. A rozmowa Miłosza z AI też już się ciągnie. Podsumowując. Masz tajemnicę z samolotem i tu trzymasz czytelnika, ale od chwili gdy pojawia się Wojtek to już jest tylko tłumaczenie i przeciąganie historii. 

 

Miałeś świetnych betujących więc nie ma tu błędów technicznych ale coś tam wyłapałem: 

 

Przywołana winda zjechała na parter. Drzwi ze stali nierdzewnej otworzyły się z cichym szumem. Starszy agent Alicja Grodecka weszła do środka, wybrała najwyżej położony przycisk i oparła się plecami o ścianę.

Tu można skrócić.

 

Wyciągnęła telefon i zaczęła przewijać kciukiem wiadomości Onetu

 

A to ważne, że Onetu 

 

Nie żyje Miłosz Głowacki.

Podobne nazwisko do śledczej, zmieniłbym któreś 

prócz Miłosza Głowackiego, który osobiście pilotował samolot, na pokładzie nie znajdowała się żadna inna osoba.

Dziwne, że osobiście pilotował samolot. To chyba rzadko się zdarza i bardzo jest wygodne dla fabuły ;) 

 

Słuchaj uważnie. CBA czeka na ciebie w Rębiechowie. Masz przygotowaną eskortę. Zgarną cię jeszcze na lotnisku.

 

To chyba zbędne 

 

Chociaż prognozowano opady śniegu, sine cumulusy nie kwapiły się do zrzucenia ciążącego im ładunku.

Wiem co napisała pod tym Tarnina – “Hmmmm” ;) 

 

Komenda CBA przy ul. Pohulanka 2 tonęła jeszcze w porannym półmroku. Świetlówki potrzebowały kilku minut, żeby przestać migotać, a wiekowe i mocno wyblakłe wertykale klapały, podwiewane przeciągiem z nieszczelnego okna.

 

A ten opis mi się podoba :)

 

– Wojciech Zaremba. Urodzony w Kluczborku, studiował na Uniwersytecie Warszawskim razem z Głowackim, potem doktorat w Nowym Jorku. W 2015 razem z Elonem Muskiem zakładali OpenAI, a ostatnio… a, zobacz sama.

 

Tu jest problem. Bo agencja raczej powinna wiedzieć z kim nasz samobójca się kontaktował, z kim sypiał, z kim jadał kolacje. Wojtek nie powinien być żadną tajemnicą dla śledczych. Za szybko wyłożyłeś karty, jak dla mnie. A można by pociągnąć wątek śledztwa. 

 

 Nagrania wystąpień ze Slush objęte są jeszcze embargiem, aż do końca konferencji, ale to nagranie udało mi się namierzyć już teraz na estońskim forum Mensy

Może – Materiały z wystąpień objęte są jeszcze embargiem, aż do końca konferencji, ale to nagranie udało mi się namierzyć już teraz na estońskim forum Mensy

 

Na scenę wszedł szczupły mężczyzna średniego wzrostu, o bystrym spojrzeniu ciekawskiego dziecka.

Przed chwilą jak dzieciak zachowywał się Mleczko. Może starczy tych odniesień ;P

 

szary T-shirt, dżinsy i fantazyjnie zasznurowane sneakersy nadawały mu wygląd operatora kosiarki, nie naukowca.

Dziwne porównanie. Jak dla mnie wyglądał jak student. 

 

Klikam i pozdrawiam :) 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ten pomysł już dostał piórko :).

Bardjaskierze, dzięki za info. yes

Pecunia non olet

Nie dokładnie ten ;) ale podobny, żeby nie było :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Jasna sprawa, chylę czoła za genialną pamięć, Bardjaskierze, i raz jeszcze dziękuję. smiley

Pecunia non olet

Serdecznie dziękuję za kolejne opinie. Z wieloma sugestiami się zgadzam i już je zastosowałem w tekście. smiley

 

@Tarnina

Bo co innego mieszkać w Polsce, a co innego mieszkać za granicą i mieć polskie korzenie. 

Mmmm, facet ma na imię Wojciech… XD

Grodecka odnosiła się do „amerykańskiego” akcentu Wojciecha. Dlatego dookreśliła to „polskimi korzeniami”. Miała na myśli, że to polski emigrant. Nie kupujesz takiego znaczenia „polskich korzeni”?

 

 

@bruce

Poza tym zauważyłam sporo form czasownika „być”. :)

Wyszukałem edytorem frazę “ by” i… chyba masz rację. Jest tego sporo.

Chciałem poprawić niektóre, ale tam gdzie znalazłem zamiennik, najczęściej rytm zdania się sypie.

Zwrócę na to uwagę w kolejnych tekstach.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Wiem co napisała pod tym Tarnina – “Hmmmm” ;) 

A nie, nie zgadłeś XD

Miała na myśli, że to polski emigrant. Nie kupujesz takiego znaczenia „polskich korzeni”?

? Ja miałam na myśli, że to emigrant, ale świeży, nie jakieś drugie czy trzecie pokolenie, bo drugie czy trzecie pokolenie raczej nie używałoby imienia “Wojciech”. Nie wiem, co miała na myśli Grodecka.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

I ja dziękuję, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Dziękuję za przeczytanie opowiadania i komentarz Bardzie. A tym bardziej za klik. smiley

 

Miałeś świetnych betujących…

Oj, prawda smiley

 

 

Wyciągnęła telefon i zaczęła przewijać kciukiem wiadomości Onetu

A to ważne, że Onetu?

Chodziło mi raczej o czytelne odróżnienie przeglądania newsów (nie chciałem użyć tego słowa) od komunikatorów, SMS-ów czy maili. (nie było moim celem lobbowanie za tym portalem smiley)

 

Nie żyje Miłosz Głowacki.

Podobne nazwisko do śledczej, zmieniłbym któreś 

Głowacki? Miałeś na myśli Miłosza Langowskiego? wink Dzięki za celną sugestię.

 

 

Dziwne, że osobiście pilotował samolot. To chyba rzadko się zdarza i bardzo jest wygodne dla fabuły ;)

Dla fabuły to nie tylko wygodne, ale wręcz konieczne. Jednocześnie nie jest to aż tak nieprawdopodobne, jak mogłoby się wydawać. Cirrus Vision Jet SF50 to „personal jet” – lekki, jednosilnikowy odrzutowiec zaprojektowany właśnie z myślą o właścicielach-pilotach. Taka luksusowa zabawka dla krezusów, mieszcząca maksymalnie kilka osób. Zresztą wszystkie Cirrusy są budowane zgodnie z paradygmatem możliwości samodzielnego pilotowania.

 

 

 

Chociaż prognozowano opady śniegu, sine cumulusy nie kwapiły się do zrzucenia ciążącego im ładunku.

Wiem co napisała pod tym Tarnina – “Hmmmm” ;) 

Skłamałbym, twierdząc, że nie. laugh Było coś o purpurze… Niemniej to, co Ty przeczytałeś, to jest lekki różyk, w porównaniu z pierwotną wersją – mocno rozwodniony. Rozumiem, że wciąż za mało?

 

Komenda CBA przy ul. Pohulanka 2 tonęła jeszcze w porannym półmroku. Świetlówki potrzebowały kilku minut, żeby przestać migotać, a wiekowe i mocno wyblakłe wertykale klapały, podwiewane przeciągiem z nieszczelnego okna.

A ten opis mi się podoba :)

Dzięki! (też ciut skorygowany, przez Tarninę)

 

 

Tu jest problem. Bo agencja raczej powinna wiedzieć z kim nasz samobójca się kontaktował, z kim sypiał, z kim jadał kolacje. Wojtek nie powinien być żadną tajemnicą dla śledczych. Za szybko wyłożyłeś karty, jak dla mnie.

Trochę masz rację, choć policjanci mogli nie mieć dostępu do tego amerykańskiego systemu komunikacji, przez który rozmawiał Langowski (wystarczyłby Starlink). 

 

A można by pociągnąć wątek śledztwa.

Z pewnością, zwłaszcza gdyby to był klasyczny kryminał. Tyle że sensacyjny wątek jest tu tłem (chciałbym, żeby atrakcyjnym) do przedstawienia, jak dla ludzkiej świadomości zagnieżdżonej w superszybkich współczesnych komputerach bezsensowne jest pojęcie czasu.

 

 

Przerzucenie świadomości do wirtualnego świata, to pomysł nie nowy.

Prawda. A w świetle tego, co dzieje się dziś w dziedzinie AI i tego, jak coraz częściej mówi się o wirtualnej świadomości, mam wrażenie, że to temat, który stanie się tak powszechny jak czarna moc w fantasy czy nadprzestrzeń w SF.

Przeczytałem wskazane przez Ciebie opowiadanie .exe/geza autorstwa Outta Sewer. Jest świetne! Opowiada o przenoszeniu duszy wraz ze świadomością z jednego ciała do drugiego, o wszczepie łączącym z Internetem, ale robi to przede wszystkim z perspektywy teologicznej i etycznej: wyrzutów sumienia, i o życiu wciąż “tu”, na Ziemi.

Mój bohater [spoiler] funkcjonuje natomiast wyłącznie w świecie wirtualnym, a samo opowiadanie dotyczy tego, jak pozornie atrakcyjna koncepcja okazuje się ostatecznie bezsensowna – między innymi z powodu braku zakorzenienia w czasie i doświadczania jego upływu.

W tym kontekście Twoje skwitowanie o wtórności mojego opowiadania trochę mnie dotknęło. Ale spoko, przeżyję to jakoś. wink

 

 

Niestety przy wystąpieniu Wojtka już tylko czekałem na koniec – a przy okazji to jego przemowa jest za długa. Rozmowa śledczej z Wojtkiem też już nic nie wnosi do tematu. A rozmowa Miłosza z AI też już się ciągnie. Podsumowując. Masz tajemnicę z samolotem i tu trzymasz czytelnika, ale od chwili gdy pojawia się Wojtek to już jest tylko tłumaczenie i przeciąganie historii. 

Po namyśle przyjmuję tę krytykę. Początkowo miałem wrażenie, że czytałeś opowiadanie z tezą, że ma to być kryminał – i w tym sensie rzeczywiście może ono sprawiać wrażenie rozlazłego, dokładnie tak, jak piszesz. Moim celem było jednak stworzenie historii, w której dość złożona ekspozycja zostaje osadzona w kryminalnym sosie po to, by uwiarygodnić dobrowolne wejście jednego z bohaterów w stan wirtualnej świadomości i skierować uwagę czytelnika na problem czasu jego doświadczania.

Skoro jednak ten efekt nie wybrzmiewa wystarczająco jasno, to znaczy, że przesadziłem z długością ekspozycji. W rezultacie zaskakująca – przynajmniej w założeniu – puenta nie rekompensuje tej dłużyzny.

 

Zatem jeszcze raz dziękuję za przeczytanie opowiadania, komentarz i klik. smiley (Pozostałe techniczne uwagi, w większości, oczywiście naniosłem).

No tośmy sobie, ..., polatali!

Milo mi, że się przydały. Z tym czekanie na koniec, to trochę przesadziłem – miałem na myśli to, że już było jasne co się dzieje i czym dłużej czytałem tym bardziej byłem przekonany, że tu już nic się nie zmieni. A gdybyś pociągnął śledztwo, oszukiwał czytelnika jakimiś fałszywymi tropami (a może żyje, ukrywa się, gdzieś było o nim słychać) i dał nadzieje, że nasza pani śledcza już prawie ma podejrzanego – a tu nagle niespodzianka – bo trop urywa się w biurze Zaręby. A na koniec dosłownie krótka wstawka z świadomością i AI.  

 

Czyli samolot – niezły haczyk 10%

 

Śledztwo 70% – szukania tropów ( a chyba potrafisz to robić, bo początek jest super, nawet dalej gdy agenci zastanawiają się co robić, to wszystko było bardzo naturalne) 

 

Zakończenie – 15% 

 

I coś w stylu epilogu – 5% 

 

Ja bym tak widział rozłożenie fabuły. Ale poczekaj też na opinie innych :). Bo to tylko moje zdanie ;) 

 

Z tym samolotem można wątek pilotowania fajnie wykorzystać. Rozmowa z pilotem, który w ostatniej chwili został zwolniony przez podejrzanego. Czemu to zrobił? Czemu dziwnie się zachowywał. 

– Powiedziałem, że to nieodpowiedzialne. A on zapytał mnie czy wierzę w życie wieczne? – można by coś w tym stylu wrzucić :)  

 

Opowiadanie Outty oczywiście jest inne ale idea jest bardzo podobna :). Zauważyłeś ile jest w tekście o samym przeniesieniu duszy – a i tak były marudzenia, że za dużo tłumaczy ;) U ciebie to jest od połowy tekstu, a można by te znaki lepiej wykorzystać. 

 

I na koniec – to nie jest złe opowiadanie, tylko jestem rozczarowany zmarnowanym potencjałem :) 

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hejka!

Bardzo udane połączenie thrillera kryminalnego z ambitnym science fiction. Historia zaczyna się realistycznie, od katastrofy lotniczej i śledztwa, a stopniowo odsłania przed nami coś znacznie większego. Technologiczna nieśmiertelność to interesujący pomysł, ale również niepokojący i finalnie taka wieczność okazuje się bardziej zawieszeniem niż triumfem nad śmiercią. Wciągające, inteligentne, choć pozostaje pytanie, czy naprawdę chcielibyśmy się “obudzić” w takiej nowej rzeczywistości. 

Pozdrawiam.

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Cześć betweenthelines!

 

Bardzo dziękuję za tak sympatyczny komentarz. Chciałem, żeby opowiadanie zostało odebrane dokładnie tak, jak to opisałaś.

Taka budująca wiarę w siebie opinia jest potrzebne początkującemu autorowi, nie mniej od tych rzeczowych i praktycznych.

 

Pozdrawiam serdecznie.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witam i gratuluję debiutu :]

 

No i cóż można powiedzieć o tym debiucie. Dramatu nie ma – widziałem gorsze debiuty, w tym własny – ale cudów też nie.

 

Prosiłeś bez litości, więc napiszę wprost, że jako kryminał opowiadanie kompletnie zawodzi. Już przedmowa wyjawia tajemnicę, ale nawet udając na moment, że przedmowy nie ma i analizując sam tekst, wszystko staje się jasne podczas rozmowy z czarnej skrzynki – a do końca jeszcze 22k znaków, w których niewiele się dzieje, głównie jest to przesadnie szczegółowa ekspozycja.

 

Rozważania na temat odczuwania czasu przez zmigrowaną świadomość mogłyby tu trochę ratować sytuację, ale nie było ich tak znowu dużo – materiał raczej na szorta, niż pełnoskalowe opowiadanie. No i zwyczajnie nie są przedstawione w sposób na tyle wciągający, by mogły zastąpić tajemnicę jako silnik tekstu – fakty, że świadomość może trwać w uśpieniu dowolnie długo, albo że może sobie wczytać serial z netfliksa są przedstawione, ale nie mają jakichś specjalnych konsekwencji dla fabuły.

 

Pomysł, żeby te świadomości odpalić dopiero po ustaniu biologicznej aktywności na planecie jest cokolwiek daleko idący, ale intrygujący – pewnie najmocniejszy punkt opowiadania.

 

Dla fabuły to nie tylko wygodne, ale wręcz konieczne.

Hmm gdyby bogol zwyczajnie skoczył z mostu efekt byłby ten sam, a może udałoby się poprowadzić śledztwo w jakiś bardziej satysfakcjonujący dla czytelnika sposób, bo nie byłoby tych czarnych skrzynek nieszczęsnych.

 

Myślę, że klika można tu dać – tekst mimo wszystko ma ręce i nogi, a język jest bardziej niż w porządku, co przy takim zestawie bet nawet nie dziwi.

 

Pozdrawiam!


znajdującym się za salonem dla VIP, powietrze było suche jak w dyżurce komisariatu latem. Winowajcą był wyż

Letka byłoza, a “znajdować się” zaraz obok jeszcze pogarsza sprawę.

 

Był wtedy około czterystu stóp nad ziemią.

A czego w stopach?

 

Wtorek, 21 listopada 2034, 12:23

To jest bardzo “wedle uznania”, ale IMO datowanie kolejnych scen zazwyczaj bardziej szkodzi niż pomaga. Zwłaszcza że potem następuje zwykła narracja, tekst nie jest stylizowany na jakieś notatki służbowe, pamiętnik, czy coś, nie można więc powiedzieć, że buduje to realizm/klimat/cokolwiek. O wiele lepiej napisać “dwa dni później”, wtedy czytelnik przynajmniej nie musi się cofać, żeby zrozumieć, ile czasu minęło. Albo po prostu zaznaczyć nową scenę, wtedy czytelnik wie, że nie ma to w tym momencie znaczenia.

Ostatnią data ma sens, bo tam jest stylizacja.

 

ziemskie jądro

A po co wydziwiać, “jądro ziemi”.

 

– eArth zostało trwale zintegrowane z globalną ewidencją ludności Ziemi – wyjaśniał Zaremba. – Dopiero, gdy przez dwieście kolejnych lat nie zostaną odnotowane ani jedne nowe narodziny…

Hmmm a skąd pomysł, że system ewidencji będzie działać “aż do końca”? Ludzie jako gatunek mogliby spokojnie przetrwać upadek cywilizacji technicznej.

eArth musiałby mieć własny system ewidencji i to jakiś niewyobrażalny, graniczący z wszechwiedzą.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Cześć Zakapiorze!

 

Dziękuję za komentarz skupiony na narracji i konstrukcji fabuły. Po licznych uwagach technicznych taka perspektywa daje inny, nie mniej cenny rodzaj wiedzy. Wiele Twoich spostrzeżeń – zwłaszcza dotyczących początku, który jest zbyt mało tajemniczy jak na kryminał, a jednocześnie zbyt rozbudowany jak na ekspozycję – trafia w moje własne wątpliwości. Tym bardziej doceniam zarówno analizę, jak przyznanego mimo to klika.

 

----

Był wtedy około czterystu stóp nad ziemią.

A czego w stopach?

Żargon, czy raczej międzynarodowy standard lotniczy (ICAO). Wysokościomierze wskazują najczęściej w stopach.

 

 

Wtorek, 21 listopada 2034, 12:23

To jest bardzo “wedle uznania”, ale IMO datowanie kolejnych scen zazwyczaj bardziej szkodzi niż pomaga.

Z dwóch powodów, zastosowałem datowanie + miejsce akcji:

– to częsta praktyka w kryminałach (zwłaszcza skandynawskich – a gość, jakby nie było, leciał nad Szwecją wink)

– było to przygotowanie do tego, żeby w dalszej cześci opowiadania w ten "zgrabny" sposób pokazać przeskok o ponad 500 lat w przód.

 

 

Hmmm a skąd pomysł, że system ewidencji będzie działać “aż do końca”? Ludzie jako gatunek mogliby spokojnie przetrwać upadek cywilizacji technicznej. 

To sensowne pytanie potencjalnego klienta eArth skierowane do Zaremby. Grodecka nie przesłuchuje jednak klientów systemu, a Zaremba – przynajmniej na obecnym etapie – nie zakłada upadku cywilizacji technicznej. smiley

 

 

Z pozostałych uwag skorzystałem. Dziękuję.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Czy to na pewno jest kryminał? Mamy tu co prawda wzmiankę o przestępstwie finansowym i samobójstwo, ale całość okazała się niespecjalnie intrygująca, zwłaszcza, że wszystko natychmiast wyjaśniasz, skutkiem czego nie dzieje się tu nic zagadkowego.

Czytało się nieźle, choć wykonanie mogło być lepsze.

Mam nadzieję, żer Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i lepiej napisane.

Powodzenia. :)

 

Star­szy agent Ali­cja Gro­dec­ka… → Piszesz o kobiecie, więc raczej: Star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka

 

Wy­bla­kła na­szyw­ka SPKP na jego czar­nym kom­bi­ne­zo­nie… → Czy zaimek jest konieczny? Czy nosiłby cudzy kombinezon?

 

ten jego mi­ni-od­rzu­to­wiec… → …ten jego mi­niod­rzu­to­wiec

 

Star­szy agent Ali­cja Gro­dec­ka we­szła do środ­ka… → Star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka we­szła do środ­ka

 

Do za­ba­cze­nia… gdzieś… tam! → Literówka.

 

nałożył się automatyczny komunikat:Terrain – terrain. Pull up. Pull up”. → Tekstu napisanego kursywą nie ujmuje się w cudzysłów – albo kursywa, albo cudzysłów.

 

Kon­so­la re­gu­lar­nie po­wta­rza­ła ostrze­że­nie „Ter­ra­in – ter­ra­in. Pull up. Pull up”. → Jak wyżej.

 

spro­wo­ko­wa­ła Mi­ło­sza Lan­gow­skie­go do – po­li­cjant­ka za­wa­ha­ła się, jakby sama nie wie­rzy­ła w to, co chce po­wie­dzieć – po­peł­nie­nia sa­mo­bój­stwa? → Zbędna spacja przed pierwszym wielokropkiem, zbędna spacja po drugim wielokropku.

 

Ko­men­da CBA przy ul. Po­hu­lan­ka 2 to­nę­ła… → Ko­men­da CBA przy ulicy Po­hu­lan­ka 2 to­nę­ła

Nie używamy skrótów.

 

Star­szy agent Ali­cja Gro­dec­ka prze­szła przez… → Star­sza agent Ali­cja Gro­dec­ka prze­szła przez

 

– Woj­ciech Za­rem­ba. […] W 2015 razem z Elo­nem Mu­skiem… → – Woj­ciech Za­rem­ba. […] W dwa tysiące piętnastym razem z Elo­nem Mu­skiem

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

https://bookowska.pl/jak-zapisywac-liczby-w-tekstach/

 

– Kiedy w 2015 roku za­kła­da­li­śmy Ope­nAI… → – Kiedy w dwa tysiące piętnastym roku za­kła­da­li­śmy Ope­nAI

 

– W 2022 wy­pu­ści­li­śmy Chata GPT, który ro­zu­miał ludz­ki język. W 2024 ten sys­tem… →  W dwa tysiące dwudziestym drugim wy­pu­ści­li­śmy Chata GPT, który ro­zu­miał ludz­ki język. W dwa tysiące dwudziestym czwartym ten sys­tem

 

– W ostat­nich sied­miu la­tach – 350 mi­lio­nów za­bi­tych tylko na fron­tach le­wanc­kim, taj­wań­skim, gren­landz­kim i sa­hel­skim. Skut­ki glo­bal­ne­go ocie­ple­nia zmu­si­ły już 150 mi­lio­nów… → – W ostat­nich sied­miu la­tach trzysta pięćdziesiąt mi­lio­nów za­bi­tych tylko na fron­tach le­wanc­kim, taj­wań­skim, gren­landz­kim i sa­hel­skim. Skut­ki glo­bal­ne­go ocie­ple­nia zmu­si­ły już sto pięćdziesiąt mi­lio­nów

Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach; sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny.  

 

Co z re­zo­lu­cją ONZ z 2029 roku… → Co z re­zo­lu­cją ONZ z dwa tysiące dwudziestego dziewiątego roku

 

Eko-scep­ty­cy stwier­dzą, że nigdy. → Ekoscep­ty­cy stwier­dzą, że nigdy.

 

– Z tym, że po to, by zadać oby­wa­te­lo­wi USA choć jedno py­ta­nie, bę­dzie­my mu­sie­li prze­pro­wa­dzić pro­ce­du­rę MLAT, a ta, w naj­bar­dziej opty­mi­stycz­nym wa­rian­cie, zaj­mie nam trzy mie­sią­ce. Mó­wiąc to, Gro­dec­ka prze­wró­ci­ła ocza­mi. → – Z tym, że po to, by zadać oby­wa­te­lo­wi USA choć jedno py­ta­nie, bę­dzie­my mu­sie­li prze­pro­wa­dzić pro­ce­du­rę MLAT, a ta, w naj­bar­dziej opty­mi­stycz­nym wa­rian­cie, zaj­mie nam trzy mie­sią­ce – mó­wiąc to, Gro­dec­ka prze­wró­ci­ła ocza­mi.

 

Mlecz­ko chrząk­nął, odjął fi­li­żan­kę od ust i szyb­ko od­sta­wił ją na sto­lik. → A może: Mlecz­ko chrząk­nął, odsunął fi­li­żan­kę od ust i szyb­ko od­sta­wił ją na sto­lik.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję regulatorzy za wnikliwą korektę, krytyczne spojrzenie na tekst i komentarz.

 

Uwagi językowe i redakcyjne przeanalizowałem i zastosowałem w tekście – dziękuję za ich precyzyjne wskazanie. 

 

Przyjmuję ze zrozumieniem ocenę samego opowiadania i traktuję jako cenną wskazówkę na przyszłość. Każda taka opinia pozwala lepiej zobaczyć, jak tekst funkcjonuje w odbiorze czytelnika.

 

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bardzo proszę, Berigu. Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mi się również podobało. Łapanki nie będę czynił, chociaż jeszcze coś mógłbym :) ale to kosmetyka.

 

Betów miałeś wspaniałych, to fakt.

 

Co prawda nieśmiertelność w formie przeniesienia do wirtualnej rzeczywistości nie jest nowym pomysłem i ogółem nic nie jest nowym pomysłem ale ja się nie zgodzę z przedmówcami że coś złego.

Od czasów homera mamy kilkanaście góra kilkadziesiąt utartych schematów w literaturze które tylko wypełniamy różnymi zmiennymi. Czy to złe? Moim zdaniem nie. Czy odkrywasz koło na nowo? Nie. Ale przecież to nic złego. Co więcej, fajna opka, wydana w rodzimym naszym padole jakim jest ten kraj i ciekawa wizja jak może świat wyglądać za te 8 lat. Bardzo interesujące dla mnie opowiadanie.

Daję klika na zachętę :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Bardzo dziękuję Melendurze za przeczytanie opowiadania i za tak budujący komentarz.

I nie mniej dziękuję za klika smiley.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Hej,

Niestety mam podobne wrażenia. Jako kryminał niestety nie dowozi.

Ale nie jest to tekst zły. Szczególnie jak na debiut, z pewnością lepszy niż większość debiutów.

Szkoda, że nie postawiłeś na szorta, pomysł nie jest zły, ale troszkę mi się dłużyło.

Widzę, że naniosłeś poprawki, to dobrze świadczy, nie potykałem się o nic czytając.

Za pomysł i całkiem przyzwoite wykonanie należy się klik.

Gratuluję pierwszego opowiadania w bibliotece i oby tak dalej. 

Pozdrawiam, doklikuję i powodzenia z kolejnymi tekstami!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuję za wszystkie kliknięcia, a Michaelowi także za to ostatnie dokliknięcie.

 

Mam sporą radochę z wprowadzenia mojego pierwszego opowiadania do biblioteki. Zdaję sobie sprawę, że debiutant bywa czasem traktowany nieco ulgowo, więc tym bardziej jestem wdzięczny za wszystkie konstruktywne uwagi.

Po publikacji, lekturze komentarzy i późniejszych poprawkach nauczyłem się naprawdę dużo – nie mniej niż w trakcie samego pisania. Dziękuję!

No tośmy sobie, ..., polatali!

Nowa Fantastyka