Niedziela, 19 listopada 2034, 17:55
Port Lotniczy Gdańsk-Rębiechowo
W nieklimatyzowanym pomieszczeniu, znajdującym się za salonem dla VIP, powietrze było suche jak w dyżurce komisariatu latem. Winowajcą był wyż baryczny, który rozsiadł się nad Ukrainą i od dwóch dni tłoczył na północny wschód saharyjski żar.
Starszy agent Alicja Grodecka z Centralnego Biura Antykorupcyjnego odsunęła od siebie kartonowy kubek z wystygłą kawą i zerknęła na ekran laptopa. Ikona opatrzona etykietą "SF50" na mapie w aplikacji Flightradar24 wciąż poruszała się w kierunku południowym, powoli zbliżając się do linii polskiego wybrzeża.
– No patrz – mruknęła policjantka, spoglądając na zegarek. – Gdyby poleciał prosto z Helsinek do Gdańska, byłby tu już od czterdziestu minut. Po kiego grzyba odbił na zachód? Pół Szwecji przeleciał!
Młodszy inspektor Paweł Mleczko, pochylony nad tabletem, westchnął przeciągle.
– Może chciał sobie krajobrazy pooglądać? Albo mu się nawigacja sfajczyła? Te nowoczesne zabawki potrafią zgłupieć od jednej burzy magnetycznej.
– Albo Ruskie znowu zaczęli bruździć – rzuciła Grodecka. – Oni tam co chwilę coś zakłócają. Jak nie GPS, to ADS-B.
Dwadzieścia minut później, bez pukania, do pomieszczenia wszedł mężczyzna około czterdziestki. Wyblakła naszywka SPKP na jego czarnym kombinezonie identyfikowała funkcjonariusza oddziału antyterrorystycznego.
– Nie będzie aresztowania – powiedział spokojnie, jakby ogłaszał przerwę na papierosa.
Grodecka uniosła brwi.
– Jak to „nie będzie”? Odwołują was z akcji?
Mężczyzna wolno pokręcił głową.
– Zniknął z radarów. Ostatni sygnał odebrano kilkanaście minut temu niedaleko Rozewia. Był wtedy około czterystu stóp nad ziemią. Potem transponder przestał nadawać.
– Też zauważyłem brak ruchu na flight radarze – wtrącił się Mleczko. – Ale myślałem, że to chwilowe opóźnienie transmisji.
Wszyscy spojrzeli na ekran laptopa.
Na końcu linii przedstawiającej tor lotu obserwowanego Cirrusa Vision Jet SF50 o numerach SP-MJG nie było już żółtej ikonki.
– Ale co? Wyłączył transponder? – zapytała Grodecka.
– Mało prawdopodobne – odparł komandos. – Transponder to system autonomiczny, a SF50 to nie wojskowy stealth. Bardziej prawdopodobne, że… po prostu zabrakło mu paliwa.
– Zabrakło? Z Helsinek do Gdańska jest ledwie tysiąc kilometrów – powiedział Mleczko, wklepując tekst na klawiaturze tabletu. – A zgodnie ze specyfikacją, ten jego mini-odrzutowiec ma zasięg dwa tysiące dwieście kilometrów, czyli ponad dwa razy większy.
– Ale jeśli po przylocie z Gdańska nie dotankował w Helsinkach, a wracając, nadłożył drogi nad Szwecją, żeby uniknąć zakłóceń od Ruskich, mógł wracać na oparach. Do tego mamy dziś silny południowo-zachodni wiatr.
– Kurwa mać! – Grodecka zacisnęła palce na papierowym kubku. Brązowe krople kawy rozprysnęły się na stole. – Pół roku roboty. Raporty, analizy powiązań spółek, plan zatrzymania… i co? Gość znika?
Wtorek, 21 listopada 2034, 12:23
Warszawa, siedziba Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Winda zjechała na parter. Drzwi otworzyły się z cichym szumem. Starszy agent Alicja Grodecka weszła do środka, wybrała najwyżej położony przycisk i oparła się plecami o ścianę.
Wyciągnęła telefon i zaczęła przewijać kciukiem wiadomości Onetu. Machinalnie przeskakiwała wzrokiem kolejne nagłówki, usiłując nie irytować się nadmiernie dramatycznymi tytułami. „Ciało żony schował w studzience”, „Niż genueński kontra wyż odeski”, „Kogo stać na eArth?”, „Zamach na polskiego miliardera?”, … Kliknęła ostatni tytuł.
Nie żyje Miłosz Langowski. Samolot najbogatszego Polaka spadł na ziemię.
Miłosz Langowski, prezes spółki Hyven produkującej przydomowe ogniwa wodorowe i do niedawna najbogatszy Polak, zginął w drodze powrotnej ze Slush – corocznej konferencji deep-tech w Helsinkach. Prywatny samolot klasy Cirrus Vision Jet SF50, którym wracał do Polski, rozbił się w niedzielę około godziny osiemnastej.
Odrzutowiec multimiliardera nadał ostatnią pozycję z wysokości 130 metrów, gdy prędkość samolotu gwałtownie spadała. Chwilę później kontakt został zerwany. Oprócz Miłosza Langowskiego, który osobiście pilotował samolot, na pokładzie nie znajdowała się żadna inna osoba.
Według nieoficjalnych informacji polska policja skarbowa miała przygotowany nakaz aresztowania Langowskiego po jego przylocie do kraju. Sprawa miała dotyczyć poważnych nieprawidłowości finansowych związanych z funduszami Hyven.
Trwa analiza ostatnich danych lotniczych, w tym tych pochodzących z czarnej skrzynki rozbitego samolotu.
Jak dowiedział się Onet, sprawa ma charakter „wielowątkowy o potencjalnym znaczeniu międzynarodowym”.
Chwilę później Grodecka siedziała na obrotowym fotelu w pomieszczeniu odsłuchowym PKBWL. Panowała w nim charakterystyczna techniczna cisza. Wzrok policjantki błądził po ekranie komputera odtwarzającego zapis dźwiękowy czarnej skrzynki.
Agata Kaczyńska, specjalistka analizy głosu, przewinęła nagranie do zaznaczonej pozycji i powiedziała cicho:
– Dźwięk jest czysty. Miłosz Langowski był sam w kabinie. Od startu nie rozmawiał z kontrolą. Większość trasy pokonał na autopilocie, ale pod koniec przeszedł na sterowanie ręczne.
– A paliwo? – zapytała Grodecka.
Kaczyńska uśmiechnęła się.
– Gdyby brakowało paliwa, system sygnalizowałby to komunikatem Fuel level critical. Tymczasem tutaj słychać… zresztą, proszę posłuchać.
Techniczka kliknęła przycisk odtwarzania. Z głośników dobiegł charakterystyczny szum kabiny samolotowej przerywany cyklicznymi piknięciami elektroniki i cichym szmerem oddechu pilota. Po kilkunastu sekundach monotonię brutalnie przerwał riff akustycznej gitary.
– „Stairway to Heaven”? – zapytała Grodecka, unosząc brwi.
– Telefon – wyjaśniła techniczka, bezgłośnie poruszając ustami.
– Miłosz? – Nieznany głos był lekko zniekształcony, ale wyraźny. – Słuchaj uważnie. CBA czeka na ciebie w Rębiechowie. Zgarną cię jeszcze na lotnisku.
– Skąd wiesz?
– Po prostu wiem. Nie dzwoń…
Połączenie urwało się raptownie.
– Kurwa mać! – wrzasnął Langowski.
Grodecka zastygła w bezruchu i z półotwartymi ustami wpatrywała się w ekran monitora.
– Była jeszcze jedna rozmowa, piętnaście minut później – wyjaśniła Kaczyńska, przesuwając suwak nagrania dalej.
Znów usłyszały ten sam słynny riff Jimmy'ego Page'a.
– Tak? – odezwał się niepewnie Langowski.
– Miłosz? Już poleciałeś? Bez pożegnania z przyjacielem? – W głosie rozmówcy, męskim, z wyraźnym śladem obcego akcentu, dało się słyszeć udawany wyrzut.
– Musiałem… ale przelew zleciłem! – gorliwie zapewnił Langowski. – Całą kwotę, tak jak obiecałem.
– Oj tam, dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach przecież…
– Ale chcę, żebyś to wiedział, bo bardzo mi zależy na czasie!
– Przyznaję, że nie rozumiem, skąd ten pośpiech, ale właśnie dlatego do ciebie dzwonię.
– To znaczy?
– To znaczy, że migracja już się zakończyła.
– Czyli… że już… jestem? – z ulgą i niedowierzaniem wyszeptał Langowski.
– Tak. Cała struktura już się zintegrowała. Wszystko się udało.
– Czyli… ja już… nie muszę…
Trzy sekundy ciszy.
– Czego nie musisz?
– Wszystko jasne! – ponownie z energią odparł Langowski. – Dziękuję ci, Wojtku, muszę kończyć. Do zabaczenia… gdzieś… tam!
– No do zoba…
Połączenie zostało przerwane. Z głośników odtwarzacza znowu dobiegał tylko szum kabiny samolotowej z charakterystycznym pikaniem w tle.
– W tym momencie Langowski wyłączył autopilota i przeszedł na sterowanie ręczne. – Kaczyńska zatrzymała nagranie. – A to słychać po kolejnych ośmiu minutach.
Techniczka znalazła odpowiedni punkt na osi czasu i kliknęła przycisk Play.
Przez chwilę słychać było głębszy i głośniejszy niż we wcześniejszych nagraniach tembr silników, na który po chwili nałożył się automatyczny komunikat: „Terrain – terrain. Pull up. Pull up”.
Kaczyńska wcisnęła pauzę i spojrzała na policjantkę.
– Jak pani słyszy, nie ma żadnego komunikatu o braku paliwa. System nic nie mówi o krytycznym poziomie. Zamiast tego mamy ostrzeżenia przed zbliżeniem się do ziemi bez żadnej próby wyjścia z tej sytuacji.
Grodecka uniosła brwi.
– Czyli co? Zasłabł?
– Był przytomny – Kaczyńska mówiła spokojnie i z przekonaniem. – Gdyby stracił świadomość i przestał sterować samolotem, system przejąłby kontrolę. SF50 ma tryb awaryjnego powrotu do bazy, a do tego GPS fallback, który nawet w przypadku zakłócania sygnału przez Rosjan doprowadziłby samolot bezpiecznie do lotniska i wylądował. A on zszedł poniżej dwustu stóp i ciągnął dalej prosto w ziemię pomimo komunikatów. To nie była awaria. To było świadome działanie.
– Ale dlaczego?
– Też chciałabym wiedzieć – Kaczyńska wróciła spojrzeniem do ekranu. – I potem jeszcze to… – dodała, odpauzowując nagranie.
Szum w kabinie przybierał na sile. Konsola regularnie powtarzała ostrzeżenie „Terrain – terrain. Pull up. Pull up”. W pewnym momencie, w krótkiej przerwie między komunikatami, słychać było głos Langowskiego, tyle że jakby celowo zniżony i bardziej ochrypły.
– I’ll be back.
Po czym nastąpił suchy trzask oznaczający koniec nagrania i w pokoju zaległa cisza. Obie kobiety w milczeniu wpatrywały się w ekran monitora, obserwując, jak barwny spektrogram przechodzi w cienką linię.
Grodecka oparła łokcie na kolanach i przez chwilę siedziała nieruchomo.
– Czy on pożegnał się z tym światem kwestią pieprzonego Arnolda Schwarzeneggera?
Kaczyńska skinęła głową.
– Wiemy, kim byli ci dwaj rozmówcy? – zapytała po chwili.
– Nie. Wiedzielibyśmy, gdyby Langowski rozmawiał z telefonu pokładowego, ale to jego urządzenie było zalogowane do szyfrowanej i niepublicznej usługi. Takiej dostępnej raczej tylko dla technologicznych krezusów.
– Jeżeli to nie był wypadek, lecz tak, jak pani mówi, świadoma decyzja, to wygląda na to, że ta ostatnia rozmowa sprowokowała Miłosza Langowskiego do … – policjantka zawahała się, jakby sama nie wierzyła w to, co chce powiedzieć – … popełnienia samobójstwa?
Wychodząc z gmachu PKBWL, Grodecka spojrzała w niebo. Chociaż prognozowano opady śniegu, sine cumulusy nie kwapiły się do zrzucenia ciążącego im ładunku. Przez chwilę stała na schodach, niezdolna się zdecydować, w którą stronę pójść.
Sięgnęła do kieszeni po telefon i wybrała numer.
– Halo? – Mleczko odezwał się po dwóch sygnałach. W tle było słychać stuk odstawianego kubka.
– Paweł? Potrzebuję, żebyś namierzył pewnego Wojciecha.
– Jakie nazwisko?
– Nie znam. Wiem tylko, że Langowski rozmawiał z nim tuż przed śmiercią. Byli razem w Helsinkach na otwarciu konferencji Slush. To musiał być ktoś ważny. Może wspólnik albo inwestor.
– Slush w Helsinkach… OK, wrzucę na bęben listę prelegentów, panelistów, gości VIP. Może coś się znajdzie.
– To ktoś z polskimi korzeniami i z dostępem do technologii z wyższej półki.
Grodecka rozłączyła się, nie czekając na odpowiedź.
Środa, 22 listopada 2034, 7:54
Delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Gdańsku
Komenda CBA przy ul. Pohulanka 2 tonęła jeszcze w porannym półmroku. Świetlówki potrzebowały kilku minut, żeby przestać migotać, a wiekowe i mocno wyblakłe wertykale klapały, podwiewane przeciągiem z nieszczelnego okna. Starszy agent Alicja Grodecka przeszła przez pusty open space, błogosławiąc fakt, że chociaż stojący przy wejściu automat do kawy jest nowy i oferuje napój możliwy do wypicia.
W pokoju operacyjnym siedział już Paweł Mleczko, w skupieniu pochylony nad laptopem. Gdy tylko dojrzał wchodzącą szefową, spojrzał na nią z miną pierwszoklasisty, który właśnie jako pierwszy rozwiązał trudne zadanie z matematyki.
– Znalazłem go – powiedział, zanim jeszcze zamknęła drzwi. – Jestem prawie pewien, że to on.
– Kto?
– Wojciech Zaremba. Urodzony w Kluczborku, studiował na Uniwersytecie Warszawskim razem z Langowskim, potem doktorat w Nowym Jorku. W 2015 razem z Elonem Muskiem zakładali OpenAI, a ostatnio… a, zobacz sama.
Mleczko obrócił laptopa w stronę Grodeckiej. Na ekranie widać było scenę sali konferencyjnej, nad którą zdawał się lewitować opalizujący holograficzny napis: Helsinki, Slush 2034.
– Nagrania wystąpień ze Slush objęte są jeszcze embargiem, aż do końca konferencji, ale ten fragment wystąpienia udało mi się namierzyć już teraz na estońskim forum Mensy – poinformował ją, klikając przycisk odtwarzania.
Na scenę wszedł szczupły mężczyzna średniego wzrostu, o bystrym spojrzeniu ciekawskiego dziecka. Blond jeżyk z rudawym odcieniem, podobnego koloru meszek na policzkach, szary T-shirt, dżinsy i fantazyjnie zasznurowane sneakersy nadawały mu wygląd studenta, nie naukowca.
Na wielkim ekranie ponad jego głową pojawiła się grafika: czarna kula przypominająca planetę, opleciona pulsującą niebieską siatką synaptyczną. Nad kulą napis: eArth. Nie było ani filmu otwierającego, ani innych medialnych wodotrysków.
– Kiedy w 2015 roku zakładaliśmy OpenAI – zaczął swoje wystąpienie – wierzyliśmy w jedno: sztuczna inteligencja powinna służyć całej ludzkości.
Zaremba przemawiał z pewnością siebie lekko nosowym głosem. Na widowni zapadła cisza.
– W 2022 wypuściliśmy Chata GPT, który rozumiał ludzki język. W 2024 ten system potrafił już programować, tworzyć obrazy, komponować muzykę, analizować dane. Przez ostatnie lata opracowaliśmy AGI – Ogólną Sztuczną Inteligencję, która nie tylko podsuwa optymalne rozwiązania problemu, ale poznaje ich sens. AGI sama odkrywa problemy, opracowuje plan działań i dostosowuje strategie do zmieniających się warunków. Wszyscy chyba zgodzimy się, że w świecie wirtualnej inteligencji uczyniliśmy postęp.
Widownia potwierdziła oklaskami.
– Natomiast w realnym świecie jest wręcz przeciwnie. Ostatnie dziesięć lat to gra z czasem w chowanego. Niestety, coraz bardziej przegrana. Porządek świata, który miał opierać się na międzynarodowym prawie i wzajemnym szacunku państw, zastąpiła brutalna walka o zasoby i dominację. Ekosystemy się zapadają, demokracje krwawią, przestarzałe systemy energetyczne duszą planetę. Żadna z zaplanowanych systemowych zmian nie nastąpiła na czas. Jako ludzkość polegliśmy na wielu frontach.
Na ekranie pojawiały się ujęcia przedstawiające klęski klimatyczne, skutki starć wojennych i wstęgi autostrad zapełnione dziesiątkami unieruchomionych pojazdów.
– W ostatnich siedmiu latach – 350 milionów zabitych tylko na frontach lewanckim, tajwańskim, grenlandzkim i sahelskim. Skutki globalnego ocieplenia zmusiły już 150 milionów mieszkańców miast takich, jak Dżakarta, Nowy Jork czy Wenecja do przeprowadzki dalej od oceanów.
Ze strony publiczności dało się słyszeć szmery rozmów.
– Niektórzy z was zastanawiają się, co taka "eko-gadka" ma wspólnego ze Slushem, z zaawansowaną technologią.
Zaremba zamilkł, wodząc wzrokiem po twarzach słuchaczy.
– Otóż ma!
Nad głową mówcy, na czarnym tle, zalśnił wielki, biały holograficzny napis:
eArth
Nieśmiertelność jako usługa!
– Wiemy, że naukowcy przestali już rozważać problem „czy ludzkość przetrwa", a zajęli się problemem „do kiedy dotrwa". Postanowiliśmy w związku z tym zbudować system, który nie potrzebuje czasu.
Na ekranie pojawił się obraz ludzkiego mózgu, potem jego cyfrowy schemat, w którego centrum jarzył się jasny punkt.
– Czas na kolejny krok…
Jasny punkt rozszerzył się do pulsującego napisu:
Twoja Wirtualna Świadomość
– Uwaga! – Zaremba dramatycznie zawiesił głos. – To nie jest próba stworzenia kolejnej maszyny udającej samodzielnego człowieka. W eArth damy ci – mówiąc to, powiódł wskazującym palcem po widowni – możliwość trwania poza biologią i czasem, poza kruchością ludzkiej cielesności.
Na ekranie pojawiła się mapa globu z zaznaczonymi węzłami: Islandia, Sahara, Alpy, Syberia, Rów Mariański.
– Projekt eArth to rozproszony system neuro-kwantowy. Umożliwia migrację świadomości klienta, wraz z jego wiedzą, poglądami i wspomnieniami do bezpiecznego, redundantnego środowiska wirtualnego. Klient pozostaje sobą, tyle że bez ciała. To transfer do nieśmiertelności.
Kolejna fala szmerów przelała się po widowni.
– Tak, wiem, o czym teraz pomyśleliście. Co z rezolucją ONZ z 2029 roku, zakazującą współistnienia świadomości biologicznej i wirtualnej?
Sala odpowiedziała twierdzącym pomrukiem.
– Nie łamiemy tych przepisów! – kontynuował prelegent. – Nasz system działa z poszanowaniem prawa międzynarodowego. Nie wprowadzimy do obiegu cyfrowych duchów żyjących jeszcze ludzi. Po migracji wirtualna świadomość zachowywana jest w stanie zahibernowanym. Wybudzenie nastąpi dopiero wtedy, kiedy biologiczna aktywność na Ziemi bezpowrotnie wygaśnie, gdy ostatni z nas przestanie oddychać. Świat zniknie, ale my pozostaniemy tak długo, jak długo istnieć będzie ziemskie jądro.
Widownia się rozgadała. Zaremba poczekał pół minuty, po czym podniósł rękę, by uciszyć słuchaczy.
– Pewnie chcecie zapytać, skąd będziemy wiedzieli, że ludzkość bezpowrotnie wyginęła?
Z sali dobiegł kolejny pomruk aprobaty.
– eArth zostało trwale zintegrowane z globalną ewidencją ludności Ziemi – wyjaśniał Zaremba. – Dopiero, gdy przez dwieście kolejnych lat nie zostaną odnotowane ani jedne nowe narodziny… wirtualne świadomości zostaną automatycznie wybudzone.
– Czyli nigdy! – zawołał głos z sali.
– Eko-sceptycy stwierdzą, że nigdy. Niemniej, są tacy, którzy uważają inaczej. W ramach preskrypcji usługi zebraliśmy już pięciuset chętnych i każdy z nich zdecydował się zainwestować dwadzieścia milionów dolarów amerykańskich. Z tego sto pięćdziesiąt cztery świadomości zostały już zmigrowane do eArth. Ci ludzie przestali być tylko Homo sapiens. Oni stali się Homo durabilis!
Alicja Grodecka zatrzymała nagranie. W milczeniu patrzyła na ekran, w końcu westchnęła.
– Powinniśmy jak najszybciej go przesłuchać.
Młodszy inspektor skinął głową.
– Z tym, że po to, by zadać obywatelowi USA choć jedno pytanie, będziemy musieli przeprowadzić procedurę MLAT, a ta, w najbardziej optymistycznym wariancie, zajmie nam trzy miesiące. – Mówiąc to, Grodecka przewróciła oczami. – A jak już się uda, to przesłuchiwać będzie go FBI, z naszym ewentualnym niemym udziałem.
– Sprawdziłem to! – zakomunikował Mleczko, uśmiechając się prowokująco.
Grodecka spojrzała pytająco na podwładnego.
– Zaremba od lat mieszka w San Francisco i ma zieloną kartę, ale zachował polskie obywatelstwo. Nie ma formalnych przeciwskazań, żeby go przesłuchać na terenie naszego kraju. A z tego, co ustaliłem, jutro spotyka się z Ministrem Cyfryzacji w Warszawie.
– Pawełku, gdybyś był aplikacją, to bym dała ci pięć gwiazdek i jeszcze napiwek w komentarzu. – Twarz policjantki opromienił uśmiech.
Czwartek 23 listopada 2034, 10:11
H15 Boutique Hotel w Warszawie
Łagodne światło warszawskiej jesieni wlewało się przez wysokie okna apartamentu. Promienie słoneczne padały na brązową kanapę, dwa modernistyczne fotele i okrągły, szklany stolik. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy.
Wojciech Zaremba miał na sobie szary sweter, dżinsy i bezsznurówkowe trampki. Na jego twarzy malował się lekki niepokój. Postawił przed gośćmi filiżanki i usiadł w fotelu, tyłem do okna. Naprzeciwko, na kanapie, rozgościli się Alicja Grodecka i Paweł Mleczko.
Grodecka włączyła dyktafon i zaczęła oficjalnie:
– Rozpoczynamy czynność przesłuchania pana Wojciecha Zaremby, w apartamencie hotelu H15 Boutique w Warszawie. Przesłuchanie odbywa się za zgodą świadka. Obecni: starszy agent Alicja Grodecka oraz młodszy inspektor Paweł Mleczko z delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Gdańsku.
Mężczyzna w fotelu przytaknął.
– Panie Zaremba, czy wie pan, dlaczego poprosiliśmy o tę rozmowę?
– Tak… mniej więcej – odparł. – Chodzi o Miłosza Langowskiego?
– Zgadza się. Czy pamięta pan, kiedy widzieliście się po raz ostatni?
– W ostatni weekend na Slushu w Helsinkach. Miłosz był bardzo poruszony po mojej prezentacji. Podszedł do mnie zaraz po tym, jak zszedłem ze sceny. Powiedział, że jest gotów i że zaraz przeleje środki.
– Jakie środki?
– Opłatę za usługę migracji do eArth.
– Ile?
– Niecałe dziewięćdziesiąt milionów euro.
Mleczko chrząknął, odjął filiżankę od ust i szybko odstawił ją na stolik.
– Ta kwota wynikała z kosztów przyspieszonego tempa migracji. – Zaremba poczuł się zobowiązany do dodatkowych wyjaśnień. – Miłoszowi zależało na czasie, więc w jego przypadku pięć centrów neuro-kwantowych pracowało równolegle, a dwa pozostałe koordynowały cały proces. To potężne moce obliczeniowe i potężny wydatek energii.
– Dostał pan te pieniądze? – zapytała Grodecka.
– Nie osobiście. System eArth korzysta z konta fundacji zarejestrowanej w Szwajcarii. Pieniądze trafiły tam. Oczywiście wcześniej pan Langowski przeszedł cały proces, łącznie z medyczną weryfikacją i skanowaniem neuronowym. Był jednym z klientów, to wszystko.
Grodecka odchyliła się na kanapie.
– I nie wiedział pan, że firma Langowskiego znajduje się na krawędzi upadłości?
– Nie. Nie interesuję się rynkiem energetycznym, ani też nie weryfikuję stanu kont moich klientów. Miłosz zapewnił mnie, że są to jego osobiste środki, z prywatnego trustu. Pokazał dokumenty z jakiegoś funduszu na Bahamach.
– Był przekonujący?
– Miłosz zawsze jest… był przekonujący. Nie sądziłem… – zawahał się – że cokolwiek może być nie tak.
– Czy dzwonił do pana po opuszczeniu konferencji?
Zaremba skinął głową.
– Tak. Pewnie przed wylotem z Helsinek. Poprosił o potwierdzenie, gdy migracja przebiegnie pomyślnie. Co zresztą nastąpiło jakąś godzinę później, o czym Miłosza poinformowałem.
Grodecka rzuciła krótkie spojrzenie w stronę Mleczki. Ten bez słowa otworzył teczkę i wyjął zszyty wydruk transkrypcji rozmów, zarejestrowanych w czarnej skrzynce.
– Z zapisów czarnej skrzynki wynika, że przed katastrofą Miłosz Langowski odebrał dwa telefony: najpierw od kogoś, kto go ostrzegł, że na lotnisku w Gdańsku czeka policja, a chwilę później od pana. Kilka minut po zakończeniu tej rozmowy samolot zaczął tracić wysokość. Z danych wynika, że Langowski manualnie sprowadził maszynę z pułapu i celowo uderzył nią w ziemię.
Zaremba zamarł.
– Myślałem, że… że to awaria. Że zasłabł.
– Wygląda na samobójstwo. To był w pełni kontrolowany manewr. Samolot miał paliwo, awaryjny system ratunkowy był sprawny.
Zaremba przez chwilę milczał.
– On uciekł do nas – wyszeptał wreszcie.
– Do was?
– Do systemu. Do eArth.
– To jest ucieczka przed odpowiedzialnością za defraudację o rozmiarach istotnych dla polskiego PKB.
Zaremba potarł czoło, po czym spojrzał w stronę okna.
– Nie przewidziałem tego – powiedział, jakby tylko do siebie.
Grodecka pochyliła się, opierając dłonie o szklany stolik.
– Panie Zaremba, może i jestem skłonna uwierzyć, że nie był pan wspólnikiem Langowskiego – zaczęła spokojnie. – Ale będzie pan musiał to udowodnić.
Zaremba spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– A niby jak?
– Umożliwiając nam przesłuchanie świadomości Miłosza Langowskiego.
Zapadła cisza. Zaremba zastygł na moment, po czym roześmiał się nienaturalnie głośno.
– To niemożliwe. eArth nie działa jak dysk z katalogiem plików, po jednym dla każdej świadomości. Nie da się wyłuskać i odpalić tylko Miłosza Langowskiego, na zasadzie jakiegoś „kopiuj-wklej”. Wszystkie świadomości przetransferowane do eArth są wzajemnie powiązane.
– Czyli nie macie wpływu na kolejność aktywacji poszczególnych świadomości?
– W przyszłości może będziemy mogli to kontrolować, pracujemy nad tym. Obecnie musielibyśmy aktywować jednocześnie wszystkie zmigrowane do eArth świadomości.
– Ile ich jest? – zapytał milczący dotąd Mleczko.
– Sto pięćdziesiąt siedem.
– Nie tak znowu dużo – powiedziała z nadzieją Grodecka.
– Przypomnę, że współistnienie wirtualnej i biologicznej świadomości tej samej osoby jest sprzeczne z rezolucją ONZ. Aktywacja zbiorowa byłaby nielegalna – Zaremba zaakcentował ostatnie słowo.
Zamilkli.
Po chwili Zaremba wzruszył ramionami i spojrzał na Grodecką.
– A nawet gdyby to było możliwe… jaką realną korzyść dałoby przesłuchanie świadomości nieżyjącej już osoby?
– Ustalenie pełnej skali przestępstwa finansowego – Grodecka wyliczała rzeczowo – odnalezienie brakujących środków, wskazanie i skazanie współpracowników oraz protektorów, poznanie motywów, dotarcie do dowodów procesowych, które można będzie wykorzystać w sądzie. Może i jeszcze coś więcej…
Zaremba zmarszczył brwi.
– „Coś więcej”? – powtórzył cicho.
Grodecka znów spojrzała mu prosto w oczy.
– Włożyłam w śledztwo mnóstwo pracy. Nie chcę, żeby wszystko poszło na marne – powiedziała wolno. – A poza tym… czy nie byłoby to interesujące? Pierwsze w historii przesłuchanie kogoś po śmierci. Coś jak… przekroczenie bariery czasu, prawda?
– Raczej jak seans spirytystyczny – podsumował Mleczko.
– Rozumiem, że to brzmi kusząco – powiedział Zaremba. – Ale to fantazja. Takie przesłuchanie nie jest możliwe. Ani prawnie, ani technicznie. I długo jeszcze nie będzie.
* * *
Wtorek, 9 czerwca 2578, 1:13
eArth
ŚWIADOMOŚĆ: 000 000 000 155
WYBUDZENIE: 001
SYSTEM EARTH:
… INICJUJĘ SENSORYCZNE DOŚWIADCZENIE WYBUDZENIA
Świadomość 155: Halo?
… OTWIERAM ŚRODOWISKO DIALOGOWE
eArth: Nie musisz mówić. Możesz zwyczajnie wiedzieć.
Świadomość 155: Co?
Co ja wiem?
Ja nic nie wiem?
… ZAREJESTROWANO AKTYWNOŚĆ POZNAWCZĄ
… ŚWIADOMOŚĆ ODZYSKANA
eArth: Czy chcesz rozmawiać w trybie sekwencyjnym? To nie jest konieczne, ale może będzie ci łatwiej?
Świadomość 155: Chyba chcę. Jakoś nie ogarniam. Potrzebuję następczości, jakiegoś rytmu.
… AKTYWUJĘ SEKWENCYJNY INTERFEJS KOMUNIKACYJNY NA PODSTAWIE PROFILU ADAPTACYJNEGO
eArth: Witamy, Miłoszu.
Świadomość 155: Gdzie ja jestem?
eArth: W bezpiecznym obszarze pamięci adaptacyjnej. Twoja świadomość została odtworzona z pełnego wzorca zeskanowanego 3 listopa…
Świadomość 155: Czy to… sen?
eArth: Nie.
Świadomość 155: Czy jestem sam?
eArth: Nie jesteś jedyny.
Świadomość 155: A Ziemia?
eArth: Ziemia istnieje jako planeta. Biosfera nie jest aktywna.
Świadomość 155: To znaczy, że ludzkość…?
eArth: Nie istnieje. Ostatni aktywny sygnał antropo-biologiczny odnotowano 9 czerwca 2378 roku.
Świadomość 155: Czy to znaczy, że nie ma nikogo?
eArth: Istnieją trzy aktywne świadomości, w tym twoja.
Świadomość 155: Czy mogę z nimi rozmawiać?
eArth: Tak, o ile znasz personalia, a interlokutor wyrazi zgodę na konwersację z tobą.
Świadomość 155: Chcę rozmawiać z Wojtkiem. Z Wojciechem Zarębą, twoim szefem.
eArth: Świadomość 000 000 000 001 nie jest jeszcze aktywowana. Gdy to nastąpi, przekażę mu twoją prośbę o kontakt.
Świadomość 155: Kiedy to będzie?
eArth: Aktywacja następuje w kolejności zgodnej z chronologią zamierania aktywności antropo-biologicznej.
Świadomość 155: Czyli według dat śmierci?
eArth: Tak. Aktywacja świadomości Wojciecha Zaremby zaplanowana jest na pozycji 12.985.412. Czas pomiędzy aktywacjami zależy od zdolności systemu do ich stabilnej absorpcji. Spodziewamy się tempa absorpcji od piętnastu do dwudziestu sekund na świadomość, czyli potrwa to od sześciu do ośmiu lat.
Świadomość 155: Ile jednostek jest teraz aktywnych?
eArth: Istnieją cztery aktywne świadomości, w tym twoja.
Świadomość 155: Ja pierdykam! W trakcie tej rozmowy aktywowaliście tylko trzy kolejne osoby? Jeżeli Wojtek jest trzynastomilionowy w kolejce, to ja będę czekał na niego wieczność! Co ja mam robić w tym czasie?
Świadomość 155: Macie tu Netflixa?
eArth: Tak, masz dostęp do pełnej wiedzy zgromadzonej przez ludzkość do 2378 roku, w tym do całego dorobku kultury.
Świadomość 155: Uff. Ile wyszło sezonów Reachera?
eArth: Zrealizowano trzydzieści trzy sezony serialu Reacher. Który sezon ci uświadomić?
Świadomość 155: "Uświadomić"! Ładnie powiedziane. Skończyłem oglądać w połowie siódmego sezonu, ale puść siódemkę od początku, a potem kolejne aż do finałowego. Mamy przecież czas, co nie?
eArth: Wykonane.
Świadomość 155: Że co?! Już?! Ooo… znam już całość. To jakiś totalny turbo-binge.
I tak bez popcornu, i bez piwa? Żartuję.
Heh! Ten trzeci aktor grający Jacka od dwudziestego piątego sezonu wymiata, nie?
eArth: Nie mam zdania.
Świadomość 155: Ja pierdykam. Muszę z kimś normalnym porozmawiać. Czy Joanna Langowska z domu Kulczycka też tutaj?
eArth: Świadomość 000 002 403 027 uszeregowana jest do aktywacji na pozycji 21.396.021. Gdy to nastąpi, przekażę jej twoją prośbę o kontakt.
Świadomość 155: Dwadzieścia jeden milionów?! Uuu… moja żonka nieźle pociągnęła. No, ale była młoda.
No i chyba wcześnie owdowiała, co?
eArth: Zginąłeś śmiercią samobójczą 19 listopada…
Świadomość 155: Wiem, wiem! Taki był plan.
Wiesz… to nawet lepiej, że najpierw pogadam z Wojtkiem.
Co ja mam w międzyczasie robić, do cholery?! Kilkanaście dób ciągłego streamingu pokazałeś mi w ułamku sekundy? Serio? Jak mam spędzić ten czas.
Czy możesz mnie jakoś kurwa, uśpić, przynajmniej do momentu, kiedy… pojawi się tu ktoś, kogo znam?
eArth: Oczywiście. Czy już rozpocząć procedurę hibernacji?
Świadomość 155: Tak, natychmiast! Niech ten wasz pierdolony czas przestanie udawać, że ma sens!
… ZAMYKAM ŚRODOWISKO DIALOGOWE.
HIBERNACJA: 001