- Opowiadanie: Semrau - W trumnie

W trumnie

Witam, postanowiłem podzielić się kolejnym, krótkim fragmentem książki. Postarałem się wybrać fragment, który nie wymaga kontekstu, czy znajomości fabuły, a przybliży lekko klimat i lore świata. Zapraszam do czytania i liczę, że przypadnie do gustu. Proszę o opinie i życzę miłej lektury.

Oceny

W trumnie

Rekrut ostrożnie przesuwał cienkie ostrze. Ciął uważnie, w pionie, raz po raz odwracając się do swojego dowódcy, leniwie opartego o chłodną ścianę. Pozornie niezainteresowany obserwował go, przywodząc na myśl sępa przesiadującego na gałęzi. Gdy młody chłopak nie doszukał się u swojego mentora żadnych oznak złości, czy irytacji, ani nie usłyszał żadnych uwag, przystąpił do ostatniego cięcia.

Długie, cienkie ostrze nacięło skórę, momentalnie uwalniając małą strużkę krwi, która powolutku, niespiesznie, jakby szła na skazanie, spłynęła w dół białej, pomarszczonej kończyny, przyozdabiając ją na czerwono. 

Po ostatnim nacięciu raz jeszcze obrócił się w stronę dowódcy i posłał mu długie, pytające spojrzenie, a jego pobladła twarz zdradzała niepokój.

– Dobrze, teraz pociągnij – rzucił serpent do rekruta, nie zmieniając nawet w najmniejszym stopniu swej zbyt zrelaksowanej, jak na okoliczności, pozycji.

Rekrut pokiwał dość nerwowo głową i oderwał dość długi pas białej skóry, pozwalając przeciętym naczyniom raz jeszcze zalać kończynę krwią. Długi, jasny płat rwał się bez wyraźnego dźwięku, odsłaniając czerwoną masę tuż pod spodem. Ciemna posoka, nienaturalnie powoli wypłynęła na zewnątrz, brudząc całe przedramię.

– Zalecam teraz nieco przetrzeć, jeśli chcesz dostrzec efekty waszych specyfików – odezwał się melodyjny, męski głos, mrożąc tym samym krew w żyłach młodzika.

Rekrut pobladł jeszcze bardziej, ale usłuchał głosu i sięgnął do swojej torby, po czym wyciągnął chustkę, którą następnie obtarł dokładnie ramię, które ku jego zdumieniu całkowicie przestało krwawić.

– Mordrewd, nie gadaj z rekrutami. – Westchnął serpent starszy stopniem.

– A jeśli nie przestanę. – Rzucił lekko potwór, błyskając zza kagańca białymi kłami.

– To tych dwóch panów wzbogaci twoje ciało o porządną dawkę srebra. – Westchnął poirytowany dowódca, wskazując na dwóch wolnych, celujących w szyję bestii z długich muszkietów.

Mordrewd lekko parsknął i spuścił głowę nieco w dół, czym spowodował paniczną reakcję u chłopaka, który gwałtownie odskoczył do tyłu, a raczej upadł w niezwykle teatralny, a zdaniem bladego czarta, także  nad wyraz komiczny sposób.

– Już, już. Spokojnie Marik. Na razie jest bezpiecznie, ale pospiesz się, bo ta łapa mu się jeszcze zrośnie.

– W rzeczy samej, młodzieńcze. Pośpiech byłby dość zalecany – przemówił Mordrewd.

Dowódca nic nie powiedział, spojrzał jedynie w stronę przykutego do ściany stwora. Mimo iż nie widział jak Mordrewd spogląda w jego złote oczy, to czuł to, oj czuł. Całym sobą czuł, jak nagle ciężki wzrok drapieżnika przeszywa go na wskroś. Nie zmieniał pozycji, nie ruszał się, nic nie mówił, ale ogarnął go ogromny niepokój i w głębi duszy chciał stąd wyjść tak samo mocno jak młody Marik. W zasadzie to w całej formacji dało się policzyć wariatów, którzy lubili towarzystwo Mordrewda, a dowódca Zadrad w żadnym wypadku, do nich nie należał.

Rekrut w końcu przystąpił do działania i wyjął drugi mniejszy nóż, którego ostrze następnie dokładnie pokrył półprzezroczystym płynem z jednej z wielu fiolek, jakie ze sobą zabrał.

Drżącą ręką ujął nóż i naciął odsłonięty mięsień, który chwilę później wyraźnie nabrzękł, a następnie pociemniał. Cała ręka wyraźnie się napięła, a palce gwałtownie wyprostowały, jednak więzień nie wydał z siebie żadnego dźwięku.

Powoli odrastająca skóra, zaczęła się stykać z obrzękniętym mięśniem, a jej brzegi pokryły się ciemną cieczą wydobywającą się z nacięcia, które dodatkowo się jeszcze rozszerzyło.

Młody rekrut z uwagą i pewnym obrzydzeniem przyglądał się temu wydarzeniu, ale jak zauważył po reakcji swojego przełożonego, było ono pożądane.

– Tak zdecydowanie, żaden większy błąd nie miał miejsca, choć jeśli mógłbym dodać coś od siebie, to z całą pewnością nacięcie mogłoby być nieco głębsze, no i oczywiście można by to przeprowadzić prędzej, ale wprawa ma się rozumieć przyjdzie z czasem. Ogółem jednak rzekłbym brawo. Brawo dla pana. Jak na rekruta to praca wykonana nie gorzej niż fenomenalnie – Powiedział śpiewnym głosem, w którym dało się dosłyszeć usilnie ukrywaną nutkę bólu.

– Cholerny wampir – burknął cicho do siebie dowódca, odwracając nieco głowę. – Tak Mariku, dobrze poszło.

Marik bardziej zadowolony, że nie musi już grzebać w ramieniu dwustuletniego koszmaru, niż z pochwał, uśmiechnął się lekko i odsunął w bok. Zadrad natomiast z widoczną niechęcią wstał i podszedł do Mordrewda, do którego się następnie zwrócił.

– No dobra potworze, powiedz młodemu co poczułeś.

Potwór natomiast chwilę siedział cicho napawając się w swoim mniemaniu wiktorią. Po dłuższej chwili, która ewidentnie irytowała starszego serpenta, odezwał się jednak z naturalną mu wyższością i nieodzownym spokojem w melodyjnym, śpiewnym, wręcz nieludzkim głosie, którego nie powstydziliby się sanatscy śpiewacy.

– Młodzieńcze z pewnością użądlił cię kiedyś szerszeń tudzież osa. Mam rację?

Chłopak przez chwilę siedział w ciszy, sprawiając wrażenie, jakby nie zdawał sobie do końca sprawy, że pytanie to zarezerwowane jest dla niego, albo raczej że w ogóle ktoś coś mówi. Choć przykra prawda była taka, że zwyczajnie w świecie chciał, żeby to pytanie było skierowane do kogokolwiek innego. Finalnie jednak pokiwał energicznie głową, uważnie spoglądając na monstrum, jakby oczekując w każdej sekundzie, że rozerwie kajdany, wyrwie się z cugli, zedrze kaganiec i rozpruje mu szyję.

– Widzisz, to było uczucie podobne do użądlenia, przez sto szerszeni – powiedział głosem niezwykle pogodnym, nieprzejawiającym ani krzty niezadowolenia czy bólu.

Koniec

Komentarze

 

Długie, cienkie ostrze nacięło skórę, momentalnie uwalniając małą strużkę krwi, która powolutku, niespiesznie, jakby szła na skazanie, spłynęła w dół białej, pomarszczonej kończyny, przyozdabiając ją czerwoną strugą. 

Wychodzi na to, że strużka przyozdobiła strugą, czyli masło maślane. 

 

 

 

Po ostatnim nacięciu raz jeszcze obrócił się w stronę dowódcy i rzucił mu długie, pytające spojrzenie, swoimi niepewnymi, zestresowanymi oczami, umieszczonymi na pobladłej twarzy.

 

Spojrzenia nie rzuca się oczami. Oczy nie są niepewne i zestresowane. 

Jak chłop miał oczy umieszczone na twarzy, to nie dziwota, że są zestresowane ;)

 

– Dobrze, teraz pociągnij. – Rzucił serpent do rekruta, nie zmieniając nawet w najmniejszym stopniu swej zbyt zrelaksowanej, jak na okoliczności, pozycji.

Zrelaksowana pozycja mi się niezbyt podoba.

Za to podrzucam poradnik zapisu dialogi, bo jest źle. Bez kropki po pociągnij i rzucił z małej. 

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

 

Rekrut pokiwał dość nerwowo głową i oderwał dość długi pas białej skóry, rozdzierając skórę i przecinając naczynia.

Czemu dość?

Jak oderwał pas skóry, to raczej ona już była rozerwana. 

Jakie naczynia?

 

Ciemna posoka, nienaturalnie powoli wypłynęła na zewnątrz, zalewając całe przedramię.

 

https://sjp.pl/posoka

 

– Zalecam teraz nieco przetrzeć, jeśli chcesz dostrzec efekty waszych specyfików. – Odezwał się melodyjny, męski głos, mrożąc tym samym krew w żyłach młodzika.

Błędny zapis dialogu.

 

Rekrut pobladł jeszcze bardziej, ale usłuchał głosu i sięgnął do swojej torby, po czym wyciągnął chustkę, którą następnie obtarł dokładnie ramię, które ku jego zdumieniu całkowicie przestało krwawić.

 

Wszystkie dialogi popraw.

 

Dowódca nic nie powiedział, puścił jedynie w stronę przykutego do ściany stwora gniewne spojrzenie.

Ja Ci nie powiem autorze, co można puścić, ale nie spojrzenie.

 

Całym sobą czuł, jak nagle ciężki wzrok drapieżnika zawisa nad jego głową.

jak się zawiesza na czymś wzrok, to znaczy, że się temu przygląda. Nie można zawiesić wzroku nad głową, chyba że się wydłubie oczy, zachowując połączenia nerwowe;)

 

Według mojej wiedzy mięśnie nie puchną.

 

Jesteś na początku drogi. Masz pomysł, ale sporo pracy przed Tobą. Przeczytaj poradnik i popraw dialogi. 

Powodzenia.

delulu managment

  1. Widząc tytuł “w trumnie” miałem na początku wrażenie, że cięty jest jakiś trup, tymczasem wyszło na to, że mamy chyba jakąś salę, gdzie uczeń zdobywa szlify w męczeniu wampira (dobrze zgadłem?). Myślę, że na początku sceny dobrze byłoby jakoś przedstawić salę czy osoby
  2. Ogólnie dużo rzeczy dało się zrozumieć.
  3. Na pewno nie zagrało mi “. – Powiedział” / “. – Rzucił” (zapis dialogów) czy “że” bez przecinka z przodu czy “niż” / “czy” z przecinkiem z przodu
  4. nie zrozumiałem metafory o sępie na gałęzi – on się chyba bardziej poruszał niż nic nie robił?
  5. Dlaczego serpent miał nie być zrelaksowany, skoro stwór był pilnowany czy przykuty?

Moje uszanowanie, dziękuję za komentarze i zarazem przeproszę, bo prawdę powiedziawszy jeszcze nie ogarnąłem strony i nie wiem jak się zamieszcza odpowiedź na konkretny komentarz (jeśli taka opcja jest), dlatego tak zbiorczo do obu komentujących. Dzięki za uwagi i słowa krytyki, już zająłem się poprawkami. A co do pytań, to tak chodzi tu o dręczenie i fatygowanie wampira, a tytułowa trumna odnosi się do podziemi w siedzibie serpentów. Co do metafory z sępem, to chodziło mi o dowódcę, który tylko sobie stoi i obserwuje poczynania rekruta, a nie do samego Marika, który rzeczywiście trochę się rusza. Jeśli chodzi o ich niepokój, to wynika on z tego, że czują przed nim ogromny respekt, coś na zasadzie dzikiego zwierzęcia w klatce. Nie przewidują, że może się on oswobodzić, ale myślą sobie co by to było, gdyby te wszystkie kajdany go nie powstrzymały, a że mają z nim raczej relację na zasadzie opiekun-zwierzę, a nie odwiedzający zoo, to te myśli przybierają lekko bardziej ekstremalną formę. Jeśli chodzi o kwestię puchnięcia to chodziło mi o obrzęk spowodowany działaniem toksyny, a nie takie dosłowne puchnięcie jak balon. Faktycznie mogło to być tak odebrane, więc też pozwoliłem sobie to zmienić. Jeszcze raz dzięki za komentarze, a także za to, że w ogóle państwo przeczytali tego szorta.

Witam, postanowiłem podzielić się kolejnym, krótkim fragmentem książki. Postarałem się wybrać fragment, który nie wymaga kontekstu, czy znajomości fabuły, a przybliży lekko klimat i lore świata.

 

Szanowny Autorze, skoro piszesz, że to fragment, poprzez edycję zmień, proszę, kategorię z: SZORT na: FRAGMENT. One rządzą się na Portalu całkiem innymi prawami. :) A co to za książka, o której wspominasz? :)

 

Moje uszanowanie, dziękuję za komentarze i zarazem przeproszę, bo prawdę powiedziawszy jeszcze nie ogarnąłem strony i nie wiem jak się zamieszcza odpowiedź na konkretny komentarz (jeśli taka opcja jest), dlatego tak zbiorczo do obu komentujących.

Zachęcam do zerknięcia w dział Publicystyka – są tam pomocne Poradniki, szczególnie – Drakainy – dla Nowicjuszy. ;) 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

 

Pecunia non olet

Hej dzięki za komentarz. Już zmieniłem na fragment a do poradników jeszcze na pewno zajrzę. Jeśli chodzi o samą książkę, to jest to powieść nad którą pracuję już od jakiegoś czasu, a którą określiłbym “fantastyką rasistowską”. Postaram się jeszcze z niej co nieco zamieścić, ale z grubsza mogę powiedzieć, że jest to historia dziejąca się świecie, ultra skupionym na religii, która ściśle wiąże się z narodowością. Każdy naród cechuje się tam innym kolorem oczu, praktykami religijnymi, a wszyscy uważają właśnie siebie za tych, którzy pochodzą od Boga, albo głównego boga. Magia, jak i potwory istnieją, ale nie są raczej zbyt wyeksponowane. 

Szanowny Autorze, i ja dziękuję, opis książki brzmi arcyciekawie, trzymam kciuki za dalszą twórczość i pozdrawiam serdecznie. ;)

Pecunia non olet

Cześć, Semrau

No… to grubo poleciałeś z tym męczonym wampirem. Nie będę wskazywał miejsc z błędnym zapisem dialogów, to już wiesz. 

Ciekawy pomysł na książkę. 

Pisz, doskonal warsztat, będziesz coraz lepszy.

Pozdrawiam

Dzięki wielkie za komentarze i cieszę się, że koncept zaciekawił.

Również pozdrawiam

Nowa Fantastyka