- Opowiadanie: MichaelBullfinch - Plaża z kamienia

Plaża z kamienia

Opowiadanie z wiadomych względów nie bierze czynnego udziału w konkursie. 

 

Mam nadzieję, że będzie to dla Was satysfakcjonująca podróż.

 

Pozdrawiam wszystkich uczestników konkursu, dozgonny szacunek za Wasz trud i zaangażowanie. Dziękuję.

 

Bohaterem jest starzec, jednak przysięgam Jolu, że nie wzorowałem się Twoim opowiadaniem, zresztą sama zobacz.

 

Klasycznie zachęcam do podumania nad tekstem.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Plaża z kamienia

Starzec dźwignął się na posłaniu, a kości jęknęły jeszcze głośniej niż on sam. Przez chwilę siedział bez ruchu, pozwalając, by ból przepłynął przez ciało. Wsparł się o wiekowy kredens i zrobił pierwszy krok. Deski pod stopami odpowiedziały cichym skrzypnięciem – tym samym, które słyszał od dziesięcioleci.

W kuchni postawił czajnik na piecu. Do szklanki wsypał kawę, drugą ręką sięgając po fajkę. Ruchy miał powolne, ale pewne. Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.

Mgła nadeszła wiele lat temu. Z początku trzymała się horyzontu, niczym chmura, o której zapomniał wiatr. Potem zaczęła wchodzić między domy, wlewać się w doliny, aż w końcu zamieszkała tu na stałe. Z czasem przemalowała świat. Niebieskości wyblakły, zielenie zgniły, biel pożółkła. Wszystko utonęło w odcieniu przygaszonej pomarańczy, jakby rzeczywistość dogasała pod warstwą starego werniksu.

Niegdyś na ganku obserwował dym z fajki, płynący na wietrze. Śledził wzrokiem, jak tańczy, a potem rzednie i znika. Dziś dym gubił się we mgle, a mgła w dymie. Wszystko straciło kontur.

Barwy sprzed lat stały się ledwie kruchym wspomnieniem. Jednak morze wciąż trwało pod jego powiekami. O nim nie potrafił zapomnieć.

Podszedł do lustra. Z tafli patrzyła twarz zmęczona, lecz nie obca. Brzytwą operował pewnie, mimo ledwie zauważalnego drżenia dłoni. Skrawki białej brody opadały na posadzkę w suchym rytmie skrobania. Długo badał wzrokiem swoje odbicie, jakby próbował odnaleźć w nim chłopca, który niegdyś biegał boso po mokrym piasku.

Nie znalazł.

Wzrok zatrzymał się jednak na fotografii wciśniętej w róg ramy.

Uśmiechnął się.

– Tyle minęło… – mruknął cicho. 

Na zdjęciu była jego ukochana. Choć papier dawno wyblakł, on znał każdy fragment obrazu, każdy blask i każde załamanie.

Wtedy morze miało barwę głęboką jak noc bez księżyca, a jednak pełną światła. Spokojne, szerokie, nieskończone.

Ostrożnie uwolnił fotografię zza ramy i wsunął do wewnętrznej kieszeni. Potem, z lekkim trudem, sięgnął po czapkę wiszącą na haku – kręgosłup zaprotestował, zgodnie z wieloletnim zwyczajem. Włożył ją powoli. Dłonie na chwilę zastygły na daszku.

Wyszedł na chłodne powietrze ganku, osadził resztki żaru na poręczy i niedbałym ruchem wsunął fajkę wraz z zapasem tytoniu do sfatygowanej kieszeni.

Wiedział, że to dziś. Nie dlatego, że coś się wydarzyło.

Dlatego, że nic już nie miało się wydarzyć.

 

⚓ 

 

Drzwi szopy puściły ze skrzypnięciem. Wnętrze wypełniła ciężka woń starego drewna, oleju i wilgoci. W półmroku trwała łódź. Mała. Połatana. Zbyt wiele razy naprawiana, by nie wydawać się tylko wspomnieniem minionych dni.

Przesunął palcami po burcie, szukając liter, które kiedyś układały się w imię. Pod opuszkami czuł jedynie szorstkie pęknięcia. 

Dotknął łuszczącej się farby.

– Długo czekałaś – powiedział.

Łódź spoczywała na starej przyczepce. Jej koła zdawały się dźwigać ten sam ciężar lat, co on. Cierpliwie zacisnął linę, sprawdzając każdy węzeł dwukrotnie. Palce wciąż posiadały wiedzę, którą umysł zdążył już porzucić.

Na zewnątrz mgła rozlewała się gęsto, lecz nie odbierała wzroku. Pozwalała dostrzec kontury domów, sylwetki ludzi i mętne światła lamp olejnych. Elektronika wygasła przed laty. Kompasy wariowały, zegary milczały, radia utonęły w szumie. Szukano przyczyn w magnetyzmie lub karze boskiej, aż w końcu pytania wyczerpały się same. Pozostała tylko cisza.

Świat po prostu zawrócił. A morze… morze przestało oddawać tych, których wzięło. Kto wypłynął, przepadał bez wieści. Winowajcą nie był sztorm. Nie skały ani głód. Mgła. Pochłaniała ich, nie zostawiając drogi powrotnej.

On wiedział o tym wszystkim. I mimo to ruszył przed siebie.

Lina wrzynała się w ramię, szukając drogi do kości. Pierwsze szarpnięcie było walką z całym światem, ale przyczepka w końcu poddała się i jęknęła. Ruszyła ociężale.

Każdy krok przez portowe miasteczko był zwycięstwem woli nad drżącymi kolanami. Starzec znał tę drogę na pamięć, lecz dziś wydawała się nie mieć końca. Ludzie śledzili go zza rdzawej zasłony mgły – patrzyli na ten absurdalny pochód z ciekawością, która szybko przechodziła w lęk.

– Znowu coś wymyślił – szepnęła jakaś kobieta.

– Stary wariat – rzucił ktoś inny.

Nie słuchał. Chłonął jedynie skrzypienie kół i własny, rzężący oddech.

Droga ciągnęła się w nieskończoność. Po kolejnym podejściu ból uderzył w kręgosłup z siłą obucha. Starzec znieruchomiał, oparty o kolana, walcząc o każdy haust powietrza.

– Jeszcze kawałek – wycharczał do siebie. – Jeszcze tylko kawałek.

I wtedy ją dostrzegł.

Trwała kilka kroków dalej, młodsza, niż zapamiętał. Dokładnie ta sama, która niegdyś odprowadzała go pierwszy raz do portu.

– Synku… – dobiegł go łagodny głos. – Wróć do domu.

W jego spojrzeniu nie było lęku, tylko zmęczenie.

– Nie mogę – odpowiedział spokojnie.

– Już się napływałeś.

– Jeszcze nie dziś.

Patrzyła na niego długo. Jej oczy wypełniał spokój głębszy, niż kiedykolwiek widział u żywych. Skinęła głową.

– Zawsze byłeś uparty.

Rozpłynęła się we mgle, zanim zdążył cokolwiek dodać.

Ruszył dalej.

Im bliżej portu, tym oporniej kroczył. Powietrze dławiło rdzą i solą. Każdy krok był wysiłkiem. Lina wrzynała się w dłonie niczym drut.

Ojciec wyłonił się przy starym warsztacie szkutniczym. Oparty o framugę, z ramionami skrzyżowanymi na piersi.

– Głupi jesteś – powiedział bez gniewu.

Starzec parsknął śmiechem.

– Wiem.

– Zawsze byłeś.

– Tak mnie wychowałeś.

Ojciec pokręcił głową, lecz w jego spojrzeniu osiadł cień dumy.

– Skoro musisz iść… idź prosto. Nie oglądaj się.

Starzec potwierdził milczeniem.

Kiedy podniósł wzrok, przy warsztacie nikogo już nie było.

Droga zaczęła prowadzić w górę, a przyczepka stała się cięższa. Mięśnie paliły żywym ogniem. Stawy trzeszczały. Mimo przejmującego chłodu pot ściekał mu po skroniach.

Nagle starzec potknął się i upadł.

Leżał chwilę na ostrych kamieniach, wpatrzony w szafranowe niebo.

– No… – wydyszał w pustkę. – To by było na tyle?

Zaśmiał się krótko, suchym, łamiącym głosem. I wtedy usłyszał znajomy ton.

– Ty stary głupcze.

Starzec przysiadł na chwilę na krawędzi przyczepki, łapiąc rzężący oddech.

Przyjaciel spoczął na burcie łodzi, jakby nigdy nie odszedł. Wciąż ten sam – młody, z wiecznym uśmiechem i oczami zmrużonymi od słońca.

– Tęskniłem.

Przyjaciel przytaknął, uznając to za najprostsze z wyjaśnień.

– Morze nie pyta o wiek – powiedział. – Tylko, czy masz odwagę wypłynąć.

Starzec dźwignął się powoli, ignorując ból pleców.

– Mam – odpowiedział.

I tym razem nie było to kłamstwo.

– Idź. I nie żałuj.

Przyjaciel rozpłynął się wraz z mgłą, która nagle zafalowała niczym kurtyna.

Dłonie starca drżały, nogi ciążyły mu ołowiem. Lecz w piersi, pod marynarką, ucisk w końcu zelżał.

 

⚓ 

 

W oddali zobaczył latarnię. Trwała tam, gdzie zawsze.

Jej blask, choć słaby, pozostawał niewzruszony. Stały punkt w świecie, który dawno przestał nim być.

Starzec posłał jej blady uśmiech.

Ile razy wracał ku niej po nocnych połowach? Ile razy była obietnicą bezpiecznego brzegu? Jedyną pewnością pośród niepewności wód.

– Zawsze prowadziłaś na ląd – szepnął ledwie słyszalnie. – Dziś… dziś wywiedziesz mnie na morze.

Pomyślał, że może latarnie wcale nie wskazują lądu. Może jedynie przypominają, by nie stawać w miejscu.

 

(Anna Słoncz, Czuwanie)

 

Plaża z kamienia ciągnęła się bez końca. Szara, nierówna, wyzbyta piasku. Fale uderzały o brzeg cicho, znużonym rytmem.

Jeszcze kilka rzutów liną. Może kilkadziesiąt uderzeń serca.

Szarpnął.

Koła przyczepki poddały się na pierwszym głazie. Pękły. Łódź runęła ciężko, drewno wydało z siebie głuchy jęk. Starzec zacisnął powieki.

– A niech to… – wycharczał, patrząc na zdruzgotane koła.

Trwał bez ruchu. W ustach czuł metaliczny posmak. Wiedział, że powinien zawrócić.

Nie zawrócił.

Owinął linę wokół nadgarstków.

Pociągnął uparcie. Łódź nawet nie drgnęła.

Jeszcze raz.

Kamienie wbijały się w podeszwy niczym zęby. Ból przeszył stopy, kolana, kręgosłup. Skóra na dłoniach pękła pierwsza. Ciepła krew spłynęła po palcach, barwiąc mokry sznur.

W jego głowie nie było już myśli, tylko rytmiczne uderzenia pulsu i opór kadłuba.

Łódź ustąpiła. Pełzła po kamieniach z niskim, dławiącym dudnieniem. Uległa woli starca.

Uśmiechnął się krzywo.

– Stare czasy – mruknął.

Ciągnął dalej.

Każdy krok był osobną bitwą. Kadłub szorował o kamienie z chrzęstem przypominającym łamane kości. 

– Jeszcze chwila… – szeptał, choć płuca paliły żywym ogniem. – Kilka kroków.

Poczucie czasu zgasło. Został rytm: krok, szarpnięcie, haust powietrza. Krok, szarpnięcie, ciemność pod powiekami. Lina nie była już tylko sznurem – stała się częścią jego mięśni, wrastając w rany na dłoniach, aż drewno i krew połączyły się w jedno.

Szedł w transie, nie czując uderzeń serca, tylko bezlitosny opór lądu.

Już nie ciągnął łodzi.

Trzymał w dłoniach całe swoje życie. Wiedział, że jeśli rozluźni uścisk, puści wszystko.

Łzy spłynęły mu po policzkach, gubiąc się w słonym pyle osiadłym na twarzy.

– Nie teraz – wycharczał. – Jeszcze nie teraz.

I wtedy rzeczywistość pękła.

W którymś momencie zauważył, że ciężar zniknął. Lina przestała wrzynać się w rany. Starzec poczuł, jakby nagle wypchnął łódź poza granice ziemskiego oporu.

Kadłub nie szorował już o kamienie. Unosił się tuż nad nimi, płynąc w gęstym, szafranowym powietrzu niczym widmo. Każdy kolejny krok był miękki, niemal pozbawiony wysiłku, jakby czas i grawitacja cofnęły swój wyrok. Nie oglądał się. Nie chciał wiedzieć, czy to morze wyszło mu naprzeciw, czy to on sam zostawił już za sobą ciało.

Gdy lodowata wilgoć obmyła mu stopy, znieruchomiał.

Morze.

Zacisnął powieki i zaczerpnął tchu tak głęboko, jakby po raz pierwszy od lat jego płuca zaznały prawdziwego powietrza.

– Jestem… – wyszeptał. 

 

⚓ 

 

Wciągnął łódź głębiej. Drewno pracowało, a lodowata woda wdzierała się flegmatycznie przez szczeliny. Wiedział o każdym pęknięciu. Dostrzegał je od dawna.

Nie miało to znaczenia.

Wstąpił na pokład powoli. Deski odpowiedziały znajomym jękiem. Spoczął na ławce i odepchnął brzeg wiosłem.

Łódź ruszyła. Morze przyjęło go w milczeniu. Płynął bez pośpiechu. Bez kompasu, mapy i potrzeby powrotu.

Wydobył fotografię z wewnętrznej kieszeni.

Przenosił wzrok z wyblakłego papieru na bezkres, który go otaczał.

– Zmieniłaś się – szepnął.

Morze trwało przed nim ciemniejsze, niż zapamiętał. Gęstsze. Osłonięte mgłą niczym welonem. Starsze.

– Ale wciąż jesteś piękna.

Uśmiechnął się do fal.

– Starzejemy się razem.

Wstał ostrożnie i rozłożył ramiona. Wiatr dotknął jego twarzy, chłodny i słony. Przez moment poczuł prawdziwą, czystą lekkość.

Wyjął fajkę, przypalił i przymknął oczy, delektując się każdym kłębem cierpkiego, tytoniowego dymu. Wypuścił go powoli, patrząc, jak szara chmura rzednie nad burtą, mieszając z mgłą.

Spojrzał w dół. Łódź poddawała się naporowi fal, nasiąkając ciężarem. Skinął głową – dokładnie tego wyczekiwał.

Usiadł i liną przywiązał do nogi małą kotwicę. Stary nawyk. Nigdy nie chciał dryfować niczym martwe drewno.

Położył zdjęcie na kolanach.

– Już niedaleko – szepnął.

Mgła zamykała się wokół niego jak ramiona. Morze kołysało łódź delikatnie, niemal czule.

Pomyślał, że samotność nie polega na braku ludzi. Samotność to brak kierunku.

A on w końcu go odnalazł.

Spojrzał ostatni raz na latarnię. Jej blask był już ledwie iskrą, lecz wciąż trwał.

– Dziękuję – powiedział.

Łódź przechyliła się gwałtownie. Woda sięgnęła kolan, zimna i ostateczna.

Zaciągnął się ostatni raz. Powietrze nie było już mroźne – pachniało mokrym drewnem, gnijącymi wodorostami i głębią, która w końcu przyszła go odebrać.

– No… – szepnął. – Już.

Zamknął oczy. Łzy zmieszały się z solą morza.

Nie czuł lęku. Wreszcie wracał.

A jeśli po tej stronie mgły nie czekało zupełnie nic – przynajmniej przestał błądzić.

Koniec

Komentarze

Cześć,

 

najpierw obowiązkowe czepialstwo :)

 

Brzytwą operował pewnie, mimo ledwie uchwytnego drżenia dłoni. Biała broda opadała na posadzkę w suchym rytmie skrobania

Dałabym “zauważalnego”, bo “uchwytnego” może wprowadzać w błąd, bo brzmi jakby chodziło o sposób trzymania brzytwy. W drugim zdaniu ta biała broda opadała też bym podmieniła na jakieś jej ścinki, bo na pierwszy rzut oka sugerowało mi to po prostu długość brody.

 

W półmroku trwała łódź. Mała. Połatana. Zbyt wiele razy naprawiana, by wyglądać na coś innego niż wspomnienie.

Ok, rozumiem pewną poetyckość tego opisu, ale jednak zdanie nie ma sensu :) łódź fizycznie jest, więc nie jest żadnym wspomnieniem.

 

Palce wciąż posiadały wiedzę, którą ciało zdążyło już porzucić.

Tyle, że palce przecież należą do ciała :)

 

Pełzła po kamieniach z niskim, dławiącym skowytem

Skowyt to raczej wysoki dźwięk

 

już za sobą własne ciało.

 

Spoczął na ławce i odepchnął brzeg wiosłem.

Bardziej “odepchnął się od brzegu wiosłem” bo teraz brzmi to jakby on pozostał w miejscu, a brzeg odpłynął

 

Dziś czytałam też tekst JolkiK i w sumie obraz narzucał podobny motyw, co szczególnie czuć w pierwszej części, ale z każdym kolejnym zdaniem widać, że poprowadziliście to trochę inaczej. Podobało mi się, czuć ładunek emocjonalny, a to cenię sobie w tekstach :)

 

Dybry, czy mogę się rozgościć, organizatorze?

 

Starzec dźwignął się na posłaniu, a kości jęknęły jeszcze głośniej niż on sam.

Hm. Jeszcze sama nie wiem, jak daleko można sięgnąć metaforą, ale coś mi zgrzyta w tym zdaniu, nie jestem pewna, czy można powiedzieć o kościach, że jęczą.

 

Ruchy miał powolne, ale pewne. Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.

Mgła nadeszła wiele lat temu.

Trochę dziwne to przejście. Może wspomnieć w międzyczasie, że starzec spojrzał w okno czy coś?

 

Lina wrzynała się w ramię, szukając drogi do kości.

Mm, trochę przesadzone, ale może się czepiam.

 

Unosił się tuż nad nimi, płynąc w gęstym, szafranowym powietrzu niczym widmo.

Nad nimi? Myślałam, że tam jest tylko starzec.

 

 

 

No, nie wiem, czy to był dobry pomysł, żeby publikować to opowiadanie.

Bo uczestnicy konkursu mogą się zniechęcić. Konkurować z tak pięknym tekstem?

Z powodzeniem pozbyłeś się jakozy i jakbyłozy, uczysz się na błędach błyskawicznie. Chore i niepokojące.

Poetycko napisany tekst, z ledwie widocznymi plamami purpury. Zazdroszczę, bo mnie to raczej nigdy nie będzie dane, chyba będę musiała już zawsze się trzymać stylu prostego jak linijka.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

W półmroku trwała łódź. Mała. Połatana. Zbyt wiele razy naprawiana, by wyglądać na coś innego niż wspomnienie.

Ok, rozumiem pewną poetyckość tego opisu, ale jednak zdanie nie ma sensu :) łódź fizycznie jest, więc nie jest żadnym wspomnieniem.

A ja bym się nie czepiała tego zdania, uważam, że jest uzasadnione. Wiadomo, że łódź istnieje, ale z czasem pamięć każdego człowieka blaknie i jeśli czegoś długo nie widzimy, to zaczynamy już wątpić w jego istnienie.

 

Palce wciąż posiadały wiedzę, którą ciało zdążyło już porzucić.

Tyle, że palce przecież należą do ciała :)

Ciało opuściło wiedzę, nie palce :)

 

Pełzła po kamieniach z niskim, dławiącym skowytem

Skowyt to raczej wysoki dźwięk

A tutaj się zgodzę, faktycznie skowyt średnio pasuje. Może: rzężeniem? ;p

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

HH91,

 

W półmroku trwała łódź. Mała. Połatana. Zbyt wiele razy naprawiana, by wyglądać na coś innego niż wspomnienie.

Ok, rozumiem pewną poetyckość tego opisu, ale jednak zdanie nie ma sensu :) łódź fizycznie jest, więc nie jest żadnym wspomnieniem.

A ja bym się nie czepiała tego zdania, uważam, że jest uzasadnione. Wiadomo, że łódź istnieje, ale z czasem pamięć każdego człowieka blaknie i jeśli czegoś długo nie widzimy, to zaczynamy już wątpić w jego istnienie.

Rozumiem, że chodzi o metaforę, ale dla mnie to zdanie jednak się rozjeżdża logicznie. Łódź jest opisana bardzo konkretnie: mała, połatana, wielokrotnie naprawiana. To materialny przedmiot, który stoi w półmroku. A potem nagle “wygląda na coś innego niż wspomnienie”. Metafora powinna coś dopowiadać, a tu mam wrażenie, że unieważnia wcześniejszy, bardzo fizyczny opis. Poza tym on ją widzi przed swoimi oczami ;)

 

Palce wciąż posiadały wiedzę, którą ciało zdążyło już porzucić.

Tyle, że palce przecież należą do ciała :)

Ciało opuściło wiedzę, nie palce :)

 

No właśnie – palce są częścią ciała, więc przeciwstawienie ich “ciału” jest sztuczne. Jeśli ciało porzuciło wiedzę, to palce jako jego część też powinny ją porzucić. To brzmi tak, jakby palce były jakimś niezależnym bytem z własną pamięcią :)

Hej OldGuard,

Bardzo miło mi Cię gościć pierwszy raz pod swoim tekstem!

Dałabym “zauważalnego”, bo “uchwytnego” może wprowadzać w błąd, bo brzmi jakby chodziło o sposób trzymania brzytwy. W drugim zdaniu ta biała broda opadała też bym podmieniła na jakieś jej ścinki, bo na pierwszy rzut oka sugerowało mi to po prostu długość brody.

Hmm. Tak, racja. 

Ok, rozumiem pewną poetyckość tego opisu, ale jednak zdanie nie ma sensu :) łódź fizycznie jest, więc nie jest żadnym wspomnieniem.

Tu zostanę jednak przy pierwszej wersji. Holly dobrze wyjaśniła.

Tyle, że palce przecież należą do ciała :)

Tu też Holly mnie ubiegła haha!

Skowyt to raczej wysoki dźwięk

A tutaj się zgodzę, faktycznie skowyt średnio pasuje. Może: rzężeniem? ;p

Tak, myślałem nad tym chyba z pięć minut. Rzężenie też mi przyszło do głowy, ale użyłem już przy oddechu i to z dwa razy. Przemyślę to jeszcze.

Bardziej “odepchnął się od brzegu wiosłem” bo teraz brzmi to jakby on pozostał w miejscu, a brzeg odpłynął

A tu chciałem tak napisać specjalnie, że odepchnął całe dotychczasowe życie, tak metaforycznie. Widzę, że chyba średnio się udało, więc zastanowię się nad tym jeszcze.

Podobało mi się, czuć ładunek emocjonalny, a to cenię sobie w tekstach :)

Bardzo dziękuję!

 

Hej Holly,

Dybry, czy mogę się rozgościć, organizatorze?

Witam szanowne jury! Zapraszam, zapraszam!

Hm. Jeszcze sama nie wiem, jak daleko można sięgnąć metaforą, ale coś mi zgrzyta w tym zdaniu, nie jestem pewna, czy można powiedzieć o kościach, że jęczą.

Hmm. Przemyślę.

Trochę dziwne to przejście. Może wspomnieć w międzyczasie, że starzec spojrzał w okno czy coś?

Tak, też o tym myślałem, ale zdecydowałem, że jest w nowym akapicie, więc okej. Może masz rację, zastanowię się.

Mm, trochę przesadzone, ale może się czepiam.

Przeczytałem podobne zdanie ostatnio w książce. Bardzo mi się spodobało. Tam chodziło o coś innego niż linę, ale jednak postanowiłem użyć. Zostawię.

Nad nimi? Myślałam, że tam jest tylko starzec.

A tu pozostałość po zmianie, chciałem w pewnym momencie dodać znowu ducha. Zmieniam!

No, nie wiem, czy to był dobry pomysł, żeby publikować to opowiadanie.

Bo uczestnicy konkursu mogą się zniechęcić. Konkurować z tak pięknym tekstem?

Dziękuję za tak piękne słowa, bardzo mi miło.

Chciałbym zaznaczyć, że z nikim nie konkuruję haha!

Ale fajnie, że możesz w końcu się wypowiedzieć, a nie wklejać smoka i milczeć, od razu lepiej, nie? heart

Z powodzeniem pozbyłeś się jakozy i jakbyłozy, uczysz się na błędach błyskawicznie. Chore i niepokojące.

Twoje rady są głównym powodem tych zmian, nie masz pojęcia ile razy szukałem tych słów, czy nie ma ich za dużo haha!

Poetycko napisany tekst, z ledwie widocznymi plamami purpury. Zazdroszczę, bo mnie to raczej nigdy nie będzie dane, chyba będę musiała już zawsze się trzymać stylu prostego jak linijka.

Dziękuję! 

A co do Twoich tekstów, proszę sobie nie odejmować. Ja lubię taki styl pisania, ale dobrze wiesz, że Twój również, masz świetne teksty!

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

Piszę z telefonu, więc poprawię wszystko jak wrócę do domu, odniosę się też do reszty. Dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

No właśnie – palce są częścią ciała, więc przeciwstawienie ich “ciału” jest sztuczne. Jeśli ciało porzuciło wiedzę, to palce jako jego część też powinny ją porzucić. To brzmi tak, jakby palce były jakimś niezależnym bytem z własną pamięcią :)

Aha, o to chodzi. Hm. Ale rozkmina.

 

Chciałbym zaznaczyć, że z nikim nie konkuruję haha!

Niby tak, ale wiesz, to się może zadziać podświadomie. Miejmy jednak nadzieję, że tekst bardziej zmotywuje innych niż zniechęci ;)

 

Ale fajnie, że możesz w końcu się wypowiedzieć, a nie wklejać smoka i milczeć, od razu lepiej, nie? heart

No ba.

 

Twoje rady są głównym powodem tych zmian, nie masz pojęcia ile razy szukałem tych słów, czy nie ma ich za dużo haha!

heart Żyję, by służyć.

 

A co do Twoich tekstów, proszę sobie nie odejmować. Ja lubię taki styl pisania, ale dobrze wiesz, że Twój również, masz świetne teksty!

heart

No i wyczerpałam limit serduszek na dziś.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Aha, o to chodzi. Hm. Ale rozkmina.

 

Czy to źle? W końcu autor we wstępie napisał “zachęcam do podumania nad tekstem”, zatem dumam. A jako że nie mam w zwyczaju czepiać się dla samego czepiania, to uzasadniłam, czemu w tych dwóch przypadkach mi zgrzytnęło.

 

Nie, absolutnie, czemu źle? Właśnie fajnie. Dumajmy, rozkminiajmy, dzięki temu teksty żyją.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Rozumiem, że chodzi o metaforę, ale dla mnie to zdanie jednak się rozjeżdża logicznie. Łódź jest opisana bardzo konkretnie: mała, połatana, wielokrotnie naprawiana. To materialny przedmiot, który stoi w półmroku. A potem nagle “wygląda na coś innego niż wspomnienie”. Metafora powinna coś dopowiadać, a tu mam wrażenie, że unieważnia wcześniejszy, bardzo fizyczny opis. Poza tym on ją widzi przed swoimi oczami ;)

A “by przypominać coś innego niż wspomnienie” lepiej? Chyba bardziej logicznie.

No właśnie – palce są częścią ciała, więc przeciwstawienie ich “ciału” jest sztuczne. Jeśli ciało porzuciło wiedzę, to palce jako jego część też powinny ją porzucić. To brzmi tak, jakby palce były jakimś niezależnym bytem z własną pamięcią :)

Miałem na myśli, że ktoś może nie grać w tenisa 10 lat, a ręka jednak pamięta. Może zamienić “ciało” na “umysł”?

No i wyczerpałam limit serduszek na dziś.

Hah! heart

Czy to źle? W końcu autor we wstępie napisał “zachęcam do podumania nad tekstem”, zatem dumam. A jako że nie mam w zwyczaju czepiać się dla samego czepiania, to uzasadniłam, czemu w tych dwóch przypadkach mi zgrzytnęło.

Ależ oczywiście, że dobrze. O to w tym chodzi. Jestem wdzięczny za wskazanie tych miejsc i dyskusję!

 

Unosił się tuż nad nimi, płynąc w gęstym, szafranowym powietrzu niczym widmo.

Nad nimi? Myślałam, że tam jest tylko starzec.

A tu pozostałość po zmianie, chciałem w pewnym momencie dodać znowu ducha. Zmieniam!

Ej, czekaj. Ale podmiotem są kamienie, dlatego “nad nimi”. Fakt, wcześniej kombinowałem ze zmianą fabularną, ale w tym wypadku wydaje mi się to poprawne.

Niby tak, ale wiesz, to się może zadziać podświadomie. Miejmy jednak nadzieję, że tekst bardziej zmotywuje innych niż zniechęci ;)

Nie mów tak crying Mój zamiar jest całkowicie odwrotny! To tekst z wyrazami szacunku do wszystkich uczestniczących!

You cannot petition the Lord with prayer!

A “by przypominać coś innego niż wspomnienie” lepiej? Chyba bardziej logicznie.

tylko odrobinę :) Ja bym to widziała mniej więcej tak:

 

Zbyt wiele razy naprawiana, by nie wydawać się tylko wspomnieniem minionych dni.

 

NIby podobne, ale precyzyjniejsze w moim odczuciu 

 

Miałem na myśli, że ktoś może nie grać w tenisa 10 lat, a ręka jednak pamięta. Może zamienić “ciało” na “umysł”?

Tak, jest coś takiego jak pamięć mięśniowa i wiem, że chodziło o to, że świadomie mógł już tego nie pamiętać, ale podświadomie od razu wiedział, co i jak zrobić. Przy zamianie ciała na umysł wszystko gra :D

 

Ależ oczywiście, że dobrze. O to w tym chodzi. Jestem wdzięczny za wskazanie tych miejsc i dyskusję!

Jako że ja dziś jeszcze nie wyczerpałam zapasu serduszek to heart

 

tylko odrobinę :) Ja bym to widziała mniej więcej tak:

 

Zbyt wiele razy naprawiana, by nie wydawać się tylko wspomnieniem minionych dni.

 

NIby podobne, ale precyzyjniejsze w moim odczuciu 

Tak, tak, tak! Jak najbardziej. O wiele lepiej brzmi, nie wiem czemu to zdanie sprawiło mi tyle problemów, nie wydaje się być najcięższą metaforą w tym tekście, a jednak. Pozwolę sobie użyć Twojej propozycji. Dziękuję.

Przy zamianie ciała na umysł wszystko gra :D

Cieszę się.

Jako że ja dziś jeszcze nie wyczerpałam zapasu serduszek to heart

heart!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Witaj. :)

Odbieram tekst jako przepiękny, nostalgiczny utwór poetycko-muzyczny. Jakbyś go komponował bądź malował. :) Opisujesz genialnie odczucia, wrażenia, zjawiska, otoczenie… :)

Postać bohatera jest niezwykła. :) Rozumiemy go doskonale, choć – jednocześnie – głęboko mu współczujemy. :) 

Podwójny klik, powodzenia, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Hej bruce,

Odbieram tekst jako przepiękny, nostalgiczny utwór poetycko-muzyczny. Jakbyś go komponował bądź malował. :)

O wow, jak pięknie to napisałaś. Jestem wręcz onieśmielony tym stwierdzeniem, bardzo Ci dziękuję!

Rozumiemy go doskonale, choć – jednocześnie – głęboko mu współczujemy. :) 

Cieszę się, że udał mi się zamierzony efekt. Dzięki!

Podwójny klik, powodzenia, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Nie spodziewałem się, że tak krótka forma dostanie jakąś nominację, to bardzo miłe. Serdecznie Ci dziękuję za podwójnego klika i przepiękny komentarz!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

I ja dziękuję, Michaelu. :)

Widziałam dosłownie tego staruszka, czułam jego cierpienie – tak realistycznie to opisałeś. ;) Ostatnio sporo tekstów mnie tu mocno wzrusza. :)

Pozdrawiam i trzymam kciuki :) 

Pecunia non olet

Hejka!

Tekst jest cichy, a jednocześnie bardzo emocjonalny. Czytałam z zapartym tchem. Od początku czuć ciężką atmosferę, mgła przestaje być tylko zjawiskiem, bardziej odzwierciedla stan duszy bohatera. Bardzo poruszył mnie motyw drogi, jest uparta, bolesna, dla innych może niezrozumiała i absurdalna, ale dla bohatera zupełnie świadoma. Sceny z pojawiającymi się bliskimi są głębokie w swojej prostocie. Nie ma tu przesadnej symboliki, wszystko jest subtelne i trafia prosto w emocje. Mam wrażenie, że pojawiają się, bo bohater przed tą ostatnią podróżą chciał jeszcze raz spotkać się z tymi, których kochał, może pożegnać się albo upewnić, że idzie we właściwą stronę, a może zasugerować, że wkrótce ich odwiedzi. Styl całego tekstu jest bardzo obrazowy, ale spokojny. Naprawdę można poczuć ciężar kroków starca i wysiłek, który wkłada w każdy ruch. Zakończenie na morzu jest jednocześnie piękne i smutne. Nie ma w nim rozpaczy, jest zgoda, jakby w końcu dotarł tam, gdzie od dawna chciał być. 

Opowiadanie z pewnością zostanie ze mną na dłużej. 

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

bruce heart

 

Hej betweenthelines,

Czytałam z zapartym tchem.

Bardzo się cieszę!

Bardzo poruszył mnie motyw drogi, jest uparta, bolesna, dla innych może niezrozumiała i absurdalna, ale dla bohatera zupełnie świadoma.

Ciesze się, że udało mi się Cię poruszyć, to miły komplement.

Sceny z pojawiającymi się bliskimi są głębokie w swojej prostocie. Nie ma tu przesadnej symboliki, wszystko jest subtelne i trafia prosto w emocje. Mam wrażenie, że pojawiają się, bo bohater przed tą ostatnią podróżą chciał jeszcze raz spotkać się z tymi, których kochał, może pożegnać się albo upewnić, że idzie we właściwą stronę, a może zasugerować, że wkrótce ich odwiedzi.

Dziękuję. Tak, masz rację, właśnie o to chodziło. Chyba Twój nick pasuje do Ciebie idealnie! laugh

Styl całego tekstu jest bardzo obrazowy, ale spokojny. Naprawdę można poczuć ciężar kroków starca i wysiłek, który wkłada w każdy ruch.

heart

Zakończenie na morzu jest jednocześnie piękne i smutne. Nie ma w nim rozpaczy, jest zgoda, jakby w końcu dotarł tam, gdzie od dawna chciał być. 

Taki był zamysł. Cieszę się, że wyszło! Dzięki!

Opowiadanie z pewnością zostanie ze mną na dłużej. 

To najlepszy komplement jaki można przeczytać! Dziękuję bardzo!

 

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Czołem Michaelu!

Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.

Z jednej strony fajne zdanie, z drugiej zastanawiam się, czy ma sens. Bo rutyna z założenia jest “zasiedziana”.

Podszedł do lustra. Z tafli patrzyła twarz zmęczona, lecz nie obca.

“lecz” jest przeciwstawne, a zmęczenie nie jest przeciwnością obcości.

Zbyt wiele razy naprawiana, by nie wydawać się tylko wspomnieniem minionych dni.

Tego zdania nie rozumiem.

 

Ostatecznie, tekst jest bardzo klimatyczny, to na pewno. Nie trafił do mnie jakoś szczególnie z przesłaniem, może dlatego, że niewiele się w nim dzieje, a tę melodię już znam i nie wiem, czy chcę do niej tańczyć :). Bardzo szczegółowe opisy służą klimatowi i to na pewno się sprawdza, ale zabrakło jakiejś ciekawej historii, takiej jaką opowiedziałeś w Utopii albo w Masce, gdzie do prostolinijności fabularnej miałem pewne zastrzeżenia, ale jednak intrygująca opowieść miała miejsce.

Trochę dla mnie za wiele sztuki dla sztuki (nie będzie, że się Jurorowi podlizuję laugh). Niemniej, sztuki na poziomie wysokim i zapewne korelującym z przełożeniem tego, co może nam opowiedzieć obraz na literki.

 

Nie porwało przesadnie, ale zakładam, że wcale nie miałeś takiego zamysłu, by świat do góry nogami obrócić tym tekstem. A lektura była kojąca, przyjemna. Może po prostu na konkurs obrazowy sporo jest tekstów o takim wydźwięku i już mi spowszedniał taki artyzm.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

No witam beeeecki,

Z jednej strony fajne zdanie, z drugiej zastanawiam się, czy ma sens. Bo rutyna z założenia jest “zasiedziana”.

No właśnie. A człowiek nie. 

“lecz” jest przeciwstawne, a zmęczenie nie jest przeciwnością obcości.

Twarz była zmęczona, więc się trochę zmieniła (w domyślę często w lustro nie patrzy, goli się na ten szczególny dzień), ale mimo to nie była obca.

Nie trafił do mnie jakoś szczególnie z przesłaniem, może dlatego, że niewiele się w nim dzieje, a tę melodię już znam i nie wiem, czy chcę do niej tańczyć :)

No miał to być tekst bardziej melancholijny, emocjonalny, nie z akcją. 

Bardzo szczegółowe opisy służą klimatowi i to na pewno się sprawdza, ale zabrakło jakiejś ciekawej historii, takiej jaką opowiedziałeś w Utopii albo w Masce, gdzie do prostolinijności fabularnej miałem pewne zastrzeżenia, ale jednak intrygująca opowieść miała miejsce.

Rozumiem. Założenia tekstu po prostu były inne, chociaż myślałem, że ostatni dzień starca i jego starania są w miarę ciekawe. No nic, spokojnie, może uda mi się kolejnym tekstem za jakiś czas Cię zainteresować!

Trochę dla mnie za wiele sztuki dla sztuki (nie będzie, że się Jurorowi podlizuję laugh).

Oż Ty! No i cyk, spadasz na ostatnie miejsce w tabeli nawet przed wstawieniem tekstu! haha XD

Dobrze, że mówisz co myślisz, po co mi słodzenie, jeśli nie jest ono szczere. 

Niemniej, sztuki na poziomie wysokim i zapewne korelującym z przełożeniem tego, co może nam opowiedzieć obraz na literki.

Dzięki!

Nie porwało przesadnie, ale zakładam, że wcale nie miałeś takiego zamysłu, by świat do góry nogami obrócić tym tekstem.

Bardziej chciałem się sprawdzić bez bety i po prostu stworzyć nastrojowy tekst, lubię takie. Czasem trzeba się wyciszyć, zresztą sam wiesz, Twój ostatni szort był chyba takim wyciszeniem, chociaż faktycznie pisałeś wtedy, że to nie Twoja bajka. :D

A lektura była kojąca, przyjemna. Może po prostu na konkurs obrazowy sporo jest tekstów o takim wydźwięku i już mi spowszedniał taki artyzm.

Cieszę się, że mimo wszystko lektura była kojąca i przyjemna. No fakt, ostatnio było trochę “spokojnych” tekstów, ale cóż poradzę, że w tym akurat wpasowuję się w modę. Przyszedł pomysł to trzeba kuć żelazo, bo jeszcze ucieknie!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej :)

Po przeczytaniu tego opowiadania Twoja rada z bety dla mnie – żeby czytać teksty na forum – nabrała większego ciężaru ;) Piękne, wrażliwe, zmysłowe.

Wspaniale współgra z obrazem! To już chyba dzieła nierozłączne.

Pozdrawiam :)

Hej khomaniac,

Po przeczytaniu tego opowiadania Twoja rada z bety dla mnie – żeby czytać teksty na forum – nabrała większego ciężaru ;)

Cieszę się, że udało mi się Cię przekonać. Czytaj, komentuj, pisz – to naprawdę fajna społeczność, gdzie każdy uczy się wiele od siebie.

Piękne, wrażliwe, zmysłowe.

Dziękuję bardzo!

Wspaniale współgra z obrazem! To już chyba dzieła nierozłączne.

Dzięki, to bardzo miłe słowa!

 

Dodałeś świetne profilowe, chyba jedno z lepszych jakie widziałem, mega!

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Dodałeś świetne profilowe, chyba jedno z lepszych jakie widziałem, mega!

Dzięki :) To Dr Manhattan z komiksu Alana Moora/Dave'a Gibbonsa – Strażnicy. Gorąco polecam! 

Hej!

 

Piękny, melancholijny, malarski tekst. Zmaganie się z łodzią odczytuję jako zmaganie się z ostatnimi dniami życia. Koniec ma być decyzją starca, a nie przypadkiem, ma być morzem, miejscem, które go definiowało. 

Nieco zabrakło fantastyki (mgła to za mało moim zdaniem, albo nie zrozumiałem jej roli).

 

Uwaga techniczna:

lecz dziś wydawała się nie mieć końca. (…)

Droga zdawała się nie mieć końca. (…)

Plaża z kamienia ciągnęła się bez końca.

Moim zdaniem za dużo.

Hej kronos,

Piękny, melancholijny, malarski tekst. Zmaganie się z łodzią odczytuję jako zmaganie się z ostatnimi dniami życia. Koniec ma być decyzją starca, a nie przypadkiem, ma być morzem, miejscem, które go definiowało. 

Bardzo dziękuję. Tak, jest to główna interpretacja jaką miałem w głowie pisząc. Cieszę się, że udało mi się przelać na „papier” to o czym myślałem.

Nieco zabrało fantastyki (mgła to za mało moim zdaniem, albo nie zrozumiałem jej roli).

Fakt, nie ma jej za dużo. Mgła, cofnięcie się cywilizacji przez brak elektroniki, są jeszcze duchy i lewitująca łódź (chociaż tu nie wiemy czy jest to tylko wrażenie starca czy prawda).

Ale rozumiem, zgadzam się. Natomiast nie chciałem na siłę dodawać jej więcej, bo wtedy zawsze kończy się źle haha.

 

Dziękuję za miłe słowo, klika i propozycje poprawek (spojrzę na to jak będę miał dostęp do laptopa, z telefonu nienawidzę poprawiać).

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Serwus MichaelBullfinch,

 

Napisałeś kolejny ładny kawałek. Gratuluję. Mam wrażenie, że warsztatowo każde Twoje opowiadanie jest lepsze od poprzedniego.

Klik.

Hej Robercie,

Napisałeś kolejny ładny kawałek. Gratuluję.

Dziękuję!

Mam wrażenie, że warsztatowo każde Twoje opowiadanie jest lepsze od poprzedniego.

Bardzo mi miło. Bardzo mi zależało, żeby na tym etapie głównie szkolić warsztat, cieszę się, że progres jest zauważalny!

 

Dzięki za klika i miły komentarz.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo dobry, poetycki tekst, świetnie pasujący do obrazu. Rzeczywiście nieco podobny pod względem klimatu do „Stalowoszarego oceanu” JolkiK, lecz to nie wada. Im więcej artystycznych dusz na tym szarym świecie, tym lepiej ;>

No i najwyraźniej spełnił swą rolę, bo faktycznie skłania do refleksji oraz dumania.

Hej Storm,

Bardzo dobry, poetycki tekst, świetnie pasujący do obrazu.

Dzięki, bardzo mi miło!

Rzeczywiście nieco podobny pod względem klimatu do „Stalowoszarego oceanu” JolkiK, lecz to nie wada. Im więcej artystycznych dusz na tym szarym świecie, tym lepiej ;>

Właśnie inspirację miałem zupełnie inną, a rzeczywiście szczególnie wstęp jest podobny. Dlatego zaznaczyłem w przedmowie, bo też odniosłem takie wrażenie jak juz przeczytałem.

No i najwyraźniej spełnił swą rolę, bo faktycznie skłania do refleksji oraz dumania.

Bardzo się cieszę!

Dziękuję za komentarz i miłe słowo!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

We wcześniejszych komentarzach powiedziano już wszystko. Dodam tylko, że podniosłeś bardzo poprzeczkę. Nie mogłeś poczekać z publikacją? Przecież piękne są teksty w konkursie.

We wcze­śniej­szych ko­men­ta­rzach po­wie­dzia­no już wszyst­ko. Dodam tylko, że pod­nio­słeś bar­dzo po­przecz­kę.

Bar­dzo mi miło Koalo, że tak uwa­żasz. Dzię­ku­ję.

Nie mo­głeś po­cze­kać z pu­bli­ka­cją? Prze­cież pięk­ne są tek­sty w kon­kur­sie.

Tek­sty w kon­kur­sie są piękn. Na­praw­dę za­chwy­cam się, że tylu uczest­ni­ków się zgło­si­ło, to dla mnie za­szczyt. Nie cze­ka­łem z pu­bli­ka­cją, bo za nie­dłu­go wy­jeż­dżam i w naj­bliż­szym cza­sie nie będę miał czasu na pi­sa­nie. 

Nie wiem jak od­bie­rać Twój ko­men­tarz, uwa­żasz, że nie po­wi­nie­nem wrzu­cać tego tek­stu? 

Chcia­łem w nim po­dzię­ko­wać i wy­ra­zić sza­cu­nek do wszyst­kich pi­szą­cych, po­dzię­ko­wać im za trud jaki wkła­da­ją. Mam na­dzie­ję, że tak bę­dzie też przez resz­tę zro­zu­mia­ny.

Opowiadanie oczywiście nie bierze udziału w konkursie.

 

Po­zdra­wiam Cię ser­decz­nie.

You cannot petition the Lord with prayer!

Ładnie opisana ostatnia wyprawa bohatera. Wysiłek i duchy przeszłości. Odejście na własnych warunkach.

Rozumiem, że dla równowagi opublikujesz jakiś tekst pod każdy obraz. 

Pozdrawiam!

Ładnie opisana ostatnia wyprawa bohatera. Wysiłek i duchy przeszłości. Odejście na własnych warunkach.

Dziękuję AP. Bardzo mi miło, że opowiadanie do Ciebie trafiło.

Rozumiem, że dla równowagi opublikujesz jakiś tekst pod każdy obraz. 

Do kilku obrazów z konkursu wrzucałem już w przeszłości teksty. Nawet ostatnie “Pod maską” było inspirowane obrazem “Echo stali”. Niestety nie jestem w stanie napisać do wszystkich, ale mam nadzieję, że nie jest to źle odbierane, że wybrałem konkretny obraz do którego chciałem coś napisać odkąd tylko mama mi go pierwszy raz pokazała, bo zrobił na mnie duże wrażenie.

Dzięki za miły komentarz i klika.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

"Długo badał wzrokiem swe odbicie, jakby próbował odnaleźć w nim chłopca, który niegdyś biegał boso po mokrym". A po co te brzydkie "swe" :P. Hej :). Ładne samobójstwo. Nie tylko ładnie napisane, ale ładne ogólnie. Jak się zabić to tylko tak jak bohater :). Klimatem opowiadanie podobne jest do zjazdu od beeeeckiego (a zauważyłeś, że beeeecki to zbilizenie twarzy kolesia z awatara chalbarczyk ;)). Oba opowiadania mają bardzo specyficzny klimat. Kurcze dużo jest na portalu opowiadań, które poruszają temat przemijania. Ale Twoje i beeeeckiego zapamiętam na dłużej:). Dorzucam klika i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej Bardzie,

A po co te brzydkie "swe"

Hmm, racja.

Ładne samobójstwo. Nie tylko ładnie napisane, ale ładne ogólnie. Jak się zabić to tylko tak jak bohater :)

Dziękuje bardzo za miłe słowa. Zgadzam się – jak już, to jak bohater.

Klimatem opowiadanie podobne jest do zjazdu od beeeeckiego

Tam porównywałeś do Utopii, tu do Zjazdu haha, chyba z beeeeckim kręcimy się w kółko! XD

a zauważyłeś, że beeeecki to zbilizenie twarzy kolesia z awatara chalbarczyk

Szczerze to nie zauważyłem, ciekawe! Chociaż na tych awatarach to ledwo co widać.

Kurcze dużo jest na portalu opowiadań, które poruszają temat przemijania.

To fakt, popularne to ostatnio. No ale jakoś mnie naszło, nie byłem w stanie tego opanować!

Ale Twoje i beeeeckiego zapamiętam na dłużej:)

To bardzo miłe słowa i największy dla mnie komplement. Dzięki!

 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za klika i miłe słowa!

You cannot petition the Lord with prayer!

Niezwykle wiarygodnie pokazałeś upór starca i jego niezłomną wolę dokonania tego, co zamierzył i to mimo licznych przeciwności, a nawet tego, że miał pod górkę.

Zdumiewające, że choć całe opowiadanie przenika cień smutku i tego, co nazywamy ostatecznością, czytało się dobrze. I chciałoby się, aby każdy mógł zdecydować, kiedy zabrać fotografię i wsiąść do swojej łodzi.

 

Pod­parł się o wie­ko­wy kre­dens i zro­bił pierw­szy krok. → Podpieramy się czymś, np. laską. O coś można się oprzeć/ wesprzeć.

Proponuję: Wsparł się o wie­ko­wy kre­dens i zro­bił pierw­szy krok.

 

Droga za­czę­ła piąć się w górę… → Masło maślane – czy coś może piąć się w dół?

Proponuję: Droga za­czę­ła prowadzić w górę

 

No… – wy­dy­szał w pust­kę. – To by było na tyle? → Nie wiem, Michaelu, czy wiesz, skąd się wzięło to powiedzenie i czy na pewno pasuje do Twojego opowiadania: https://nck.pl/projekty-kulturalne/projekty/ojczysty-dodaj-do-ulubionych/ciekawostki-jezykowe/TO_BY_BYLO_NA_TYLE

 

Jej blask, choć stłu­mio­ny, po­zo­sta­wał nie­wzru­szo­ny. → Czy to celowy rym?

 

Usiadł i przy­wią­zał liną małą ko­twi­cę do nogi. → A może: Usiadł i liną przy­wią­zał do nogi małą ko­twi­cę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej reg,

Dziękuję Ci za tak miłe słowa. Bardzo się cieszę, że opowiadanie trafiło do Ciebie. 

I chciałoby się, aby każdy mógł zdecydować, kiedy zabrać fotografię i wsiąść do swojej łodzi.

Tak, ostatnio naszła mnie taka właśnie myśl, jestem zadowolony, że udało mi się ją wiarygodnie przedstawić.

Nie wiem, Michaelu, czy wiesz, skąd się wzięło to powiedzenie i czy na pewno pasuje do Twojego opowiadania: https://nck.pl/projekty-kulturalne/projekty/ojczysty-dodaj-do-ulubionych/ciekawostki-jezykowe/TO_BY_BYLO_NA_TYLE

O kurczę, codziennie się czegoś uczymy. Nie miałem pojęcia, myślałem, że tak się po prostu mówi. Zastanowię się nad tym jeszcze.

 

Bardzo dziękuję za poprawki, naturalnie zostały wprowadzone.

Serdecznie pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo proszę, Michaelu. Pod tak porządnym opowiadaniem można zostawiać tylko miłe słowa i słowa pełne uznania. 

 

Nie miałem pojęcia, myślałem, że tak się po prostu mówi.

Wszystkie powiedzonka wzięły się stąd, że kiedyś ktoś coś powiedział, ktoś inny zapisał, a jeszcze ktoś powtórzył komuś kolejnemu i tak to poszło w świat, i tak się rozpowszechniło, że dziś już niewielu z nas ma pojęcie skąd się powiedzenie wzięło. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo proszę, Michaelu. Pod tak porządnym opowiadaniem można zostawiać tylko miłe słowa i słowa pełne uznania. 

Dziękuję! heart

Wszystkie powiedzonka wzięły się stąd, że kiedyś ktoś coś powiedział, ktoś inny zapisał, a jeszcze ktoś powtórzył komuś kolejnemu i tak to poszło w świat, i tak się rozpowszechniło, że dziś już niewielu z nas ma pojęcie skąd się powiedzenie wzięło. :)

Racja. No cóż, cieszę się, że nauczyłem się kolejnej rzeczy. Zmienię to jakoś w tekście, muszę się jeszcze zastanowić jak.

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, bardzo się cieszę, że mogłam się przydać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hejka!

Wracam po przemyśleniach. Werdykt? Nominacja jak najbardziej zasłużona. Lecę z tym!

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Michaelu, bardzo się cieszę, że mogłam się przydać. :)

Jak zawsze reg!

Wracam po przemyśleniach. Werdykt? Nominacja jak najbardziej zasłużona. Lecę z tym!

O! Dziękuję bardzo betweenthelines. To bardzo miłe, szczególnie to, że opowiadanie zostało Ci w głowie na dłużej, to największy komplement! laugh

4/5 w głosach, ajajaj! broken heart Ale nie spodziewałem się żadnego, więc tym bardziej cieszy!

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Hmmm. Mam problem z tym tekstem.

Opisałeś samobójstwo (bo dla mnie to głównie o tym jest to opowiadanie) w ładny sposób, a z tym jakoś nie mogę się zgodzić. To wydaje mi się głęboko niewłaściwe. Oczywiście, to nie jest skala “Cierpień młodego Wertera”, ale i tak.

Starość pokazujesz dość turpistycznie. Warsztatowo – na plus, estetycznie – hmmm.

Spoko, mogę dołączyć do Beeeeckiego na ostatnim miejscu, nie ma sprawy. :-)

Babska logika rządzi!

Hej Finklo,

Opisałeś samobójstwo (bo dla mnie to głównie o tym jest to opowiadanie) w ładny sposób, a z tym jakoś nie mogę się zgodzić. To wydaje mi się głęboko niewłaściwe. Oczywiście, to nie jest skala “Cierpień młodego Wertera”, ale i tak.

Jasne, szanuję opinię, ale powiem szczerze, że nie rozumiem, skąd bierze się takie odczytanie tekstu (a wiesz, że lubię sobie podyskutowac, to sobie pozwolę odpowiedzieć dłużej). Bo kończy się śmiercią bohatera? Tylko że dla mnie to nie jest opowiadanie o samobójstwie. Przynajmniej nie o po prostu samobójstwie. Gdyby nim było, to zaczynałoby się zupełnie inaczej. Na ostatnim rozdziale. Ale po to były wszystkie wcześniej, żeby nakreślić jego cel, jego motywację, poświęcenie, ostatni krzyk wolności, tęsknotę, bezsilność.

Ja patrzę na to raczej jak na historię o ostatnim akcie wolności. O człowieku, ktory przez całe życie miał jeden kierunek – morze – a kiedy świat się zmienił i odebrał mu wszystko, nawet możliwość plywania, postanowił jeszcze raz pójść swoją drogą, choćby miała być ostateczna.

Podróż przez miasteczko, te rozmowy z rodzicami i przyjacielem, ciągnięcie łodzi przez kamienie. On nie idzie umrzeć. On idzie jeszcze raz popłynąć. Śmierć jest tylko konsekwencją tego wyboru, nie jego celem. Okej – świadomą konsekwencją, ale jednak. Dlatego matka mu mówi, żeby wrócił, że już się napływał, a on, że jeszcze nie dziś. Dlatego ojciec był dumny mimo wszystko, dlatego przyjaciel pytał, czy jest na tyle odważny i czy jest gotowy popłynąć jeszcze raz. Przecież gdyby on po prostu szedł się zabić, to duchy zmarłych powinny go chyba na siłę odciągać, nie?

Gdyby sprowadzić to tylko do samobójstwa, to równie dobrze można by powiedzieć, że każda historia o kimś, kto świadomie podejmuje ryzyko w imię czegoś ważnego (nawet tylko dla niego), jest o samobójstwie. A dla mnie to raczej opowieść o tym, że czasem ostatnią rzeczą, jaką człowiek może jeszcze zrobić, jest pójść tam, gdzie naprawdę chce.

Miło mi, że pochwaliłaś warsztat, mam nadzieję, że idzie to jakoś do przodu.

Spoko, mogę dołączyć do Beeeeckiego na ostatnim miejscu, nie ma sprawy. :-)

Proszę bardzo cwaniaczki haha! A tak serio to czekam na Wasze teksty i się doczekać nie mogę, właśnie dlatego nie lubię przedłużania! XD

 

Dzięki, że wpadłaś i za szczery komentarz.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

skąd bierze się takie odczytanie tekstu (a wiesz, że lubię sobie podyskutowac, to sobie pozwolę odpowiedzieć dłużej). Bo kończy się śmiercią bohatera?

Mniej więcej. Jeszcze dlatego, że bohater sam zadecydował, co chce zrobić (niechby się chociaż skonsultował z lekarzem, dałoby się podciągnąć pod eutanazję). Raczej nie miał szans, że przeżyje, a mimo to wypłynął. A żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, przywiązał sobie kotwicę do nogi.

Ostatni akt wolności. No, niby tak. Ale, IMO, ten akt polega na wybraniu “dzisiaj umrę”.

On nie idzie umrzeć. On idzie jeszcze raz popłynąć.

A gdyby szedł powiesić się na gałęzi dębu, uznalibyśmy, że to ostatni spacer do lasu, bo chce się ostatni raz pohuśtać?

Przecież gdyby on po prostu szedł się zabić, to duchy zmarłych powinny go chyba na siłę odciągać, nie?

Dlaczego? Jeśli duchy chciałyby, żeby do nich dołączył, to nie. A czy duchy mogą używać siły wobec żywych?

każda historia o kimś, kto świadomie podejmuje ryzyko w imię czegoś ważnego (nawet tylko dla niego), jest o samobójstwie.

Kluczowe słowo to “ryzyko”. Jeśli jest szansa powodzenia, to mamy ryzyko. Jeśli nie ma – samozagładę. No i na ogół ryzykuje się po to, żeby coś tam osiągnąć – zgarnąć pulę w kasynie albo rosyjskiej ruletce, zarobić kupę kasy jako gangster i mieć lachony na kiwnięcie palcem, zaszkodzić wrogiemu oddziałowi i uratować życie kumpla… Nie widzę, żeby Twój bohater miał jakiś cel inny niż “wypłynę, bo tak”. Kierowanie się na latarnię to dla mnie cel poboczny. 

Babska logika rządzi!

Rozumiem Twój tok rozumowania i on jest logiczny, tylko że właśnie zbyt logiczny. Mam wrażenie, że jeszcze niejeden raz podyskutujemy o tym. Ty odbierasz teksty na logikę, jak równanie, zresztą sama użyłaś tego porównania ostatnio. Ja chyba trochę iaczej. Patrzysz na to kategoriami, że bohater podejmuje decyzję wyłącznie w kategorii “czy przeżyję”. A dla mnie ten tekst w ogóle nie działa w takiej logice.

Gdyby chodzilo o samobójstwo, to bohater nie ciągnąłby łodzi przez pół miasteczka, nie walczyłby z kazdym krokiem, nie miałby tych wszystkich rozmów z duchami itd. Poszedłby na najbliższy klif albo do lasu i sprawa byłaby załatwiona w dwóch akapitach. Cała ta droga nie ma sensu w historii o samobójstwie – ma sens w historii o powrocie do czegos, co było całym jego życiem.

Dla mnie to nie jest “dzisiaj umrę”, tylko “dzisiaj jeszcze raz zrobię to, kim byłem całe życie”. To zasadnicza róznica. Śmierć jest skutkiem, ale nie celem.

Trochę jak z bardzo starymi alpinistami, którzy jeszcze raz idą w góry. Każdy z nich wie, że może nie wrócić. Gdyby patrzeć wyłącznie Twoją logiką “czy jest szansa przeżyć”, to większość takich historii też należałoby uznać za formę samobójstwa. 

A dla mnie to raczej ostatni moment, kiedy człowiek może zrobić coś, co naprawdę jest jego.

Dlatego w tym tekście ważniejsza od śmierci jest droga: ciągnięcie łodzi, latarnia, duchy, morze jako ukochana.

A żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, przywiązał sobie kotwicę do nogi.

No nie, łódź podziurawiła się na kamieniach, przywiązał kotwicę, żeby ciało nie dryfowało. Po prostu nie zawrócił, bo wtedy całe poświęcenie poszłoby na marne. 

A gdyby szedł powiesić się na gałęzi dębu, uznalibyśmy, że to ostatni spacer do lasu, bo chce się ostatni raz pohuśtać?

Wtedy już maciekzolnowski musiałby opisać pięknie jak bardzo kochał góry i lasy i wybrał się w ostatnią wyprawę, bo było to dla niego całe życie. Strasznie spłycasz.

Dlaczego? Jeśli duchy chciałyby, żeby do nich dołączył, to nie. A czy duchy mogą używać siły wobec żywych?

Ale one w żadnym momencie nie dały znać, że chcą żeby do nich dołączył. On wiedział, że tak może się stać, a droga okazala się jeszcze cięższa niż się spodziewał. Przecież mówi w jednym miejscu, że powinien zawrócić, ale nie zawraca. Bo tak bardzo chce osiągnąć swój cel, tak bardzo chce dosięgnąć tego marzenia, że jest w stanie się poświęcić.

No i na ogół ryzykuje się po to, żeby coś tam osiągnąć – zgarnąć pulę w kasynie albo rosyjskiej ruletce, zarobić kupę kasy jako gangster i mieć lachony na kiwnięcie palcem

No, a myśle, że cel bohatera był piękniejszy niż kasa i lachony.

Nie widzę, żeby Twój bohater miał jakiś cel inny niż “wypłynę, bo tak”.

Hmm. No to nie wiem co więcej napisać, jeśli tak to postrzegasz. Ale zapewniam, że chodziło o coś innego.

You cannot petition the Lord with prayer!

Wtrącę się do dyskusji, jeśli pozwolicie. :)

Ja to widzę metaforycznie. :)

Ten fragment w moim odczuciu pokazuje, że nie chodzi o samobójstwo. Bo – skoro bohater wraca? Przecież dotąd żył, jak zatem może wracać do zabicia się i ostatecznego odejścia? 

Nie czuł lęku. Wreszcie wracał.

A jeśli po tej stronie mgły nie czekało zupełnie nic – przynajmniej przestał błądzić.

Moim zdaniem szuka odpowiedzi na swoje pytania – na wybory dróg życiowych, na podejmowane wcześniej decyzje. Pytań jest mnóstwo, stąd wspomniane błądzenie. Natomiast teraz ma poczucie, że nareszcie błądzić przestanie. :) To przejście do innego wymiaru. Pozbawionego tak trudnych wymogów w podejmowaniu decyzji. Mgła jest swego rodzaju portalem. :) Tak to odczytałam. :) I m. in. dlatego nominowałam opko. Dla mnie to głębia i kwintesencja poszukiwania kolejnego etapu w innym (może nawet równoległym?) życiu. :) 

Odczytuję utwór – jak wspomniałam – niczym poezję, gdzie “metafora goni metaforę” i tak naprawdę nic nie jest jednoznaczne. :) 

 

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

Ten fragment w moim odczuciu pokazuje, że nie chodzi o samobójstwo. Bo – skoro bohater wraca? Przecież dotąd żył, jak zatem może wracać do zabicia się i ostatecznego odejścia? 

Chodzi i nie chodzi. Chciałem właśnie dać troszkę niewiadomą. Oczywiście, że w dosłownej wersji bohater jest świadomy o swojej nieuniknionej śmierci, przynajmniej po tym jak łódź nie jest już sprawna po szorowaniu o kamienie. Ale chwilę wcześniej były duchy, łódź lewitowała. Do tego dałem wskazówkę na początku tekstu, że ci co wypływają, nie wracają i nikt nie wie co się z nimi dzieje. Więc może właśnie to się stało. Cieszę się, że tak zinterpretowałaś tekst. 

Głównie skupiałem się na warstwie jego ostatniego aktu wolności, poświęcenia za to, żeby ostatni raz zrobić to co kochał, ale byłem ciekawy czy ktoś odbierze koniec metaforycznie, bo kilka poszlak ku temu jest. Więc miło mi bruce, że poszłaś w tę stronę.

Mgła jest swego rodzaju portalem. :) Tak to odczytałam. :)

No właśnie, taki miał być sens metaforyczny, ale widziałem, że nikt tego tak nie odebrał, więc uznałem, że trudno. Bo on był gotowy na śmierć gdyby nie wyszło, samo wypłynięcie i spotkanie morza było dla niego tak ważne, że był w stanie zaryzykować. Ale nie wiedział czemu ludzie nie wracają jak wypłyną. Stwierdził, że to idealny dzień, żeby to sprawdzić, bo jak sam stwoerdził, tu już nic więcej go nie czeka. Czy zginął w wybrany przez siebie sposób, czy było coś dalej za mgłą? Kto wie, stąd ostatnie zdanie. Dzięki bruce, że wyłapałaś zamiary Autora, bo już prawie to porzuciłem i stwierdziłem, że skoro nikt tak nie odczytuje to poległem. A tak długo jak opko i tak się podobało to machnąłem ręką.

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, ja mam problem, przyznaję bez bicia, z należytym zopiniowaniem danego tekstu i mojego wrażenia po nim. To ogromnie wielki problem, wielka wada, zdaję sobie sprawę, bo np. przy lożowaniu nie da się go przeskoczyć; nawet przy klikach czy nominacjach jest mega ciężkim utrudnieniem. Po prostu czytam, czuję wrażenie, dech mi zapiera, jestem oczarowana i autentycznie zauroczona (obojętne – to może być melodramat, ale i komedia czy horror, byle “dał się poczuć”), czasem myślę nad treścią nieco dłużej i zapomnieć nie umiem, ale – ubrać w słowa wszystkiego tego, co pojawiło się wówczas we mnie: odczuć, wrażeń, wspomnień, symboliki, skojarzeń z filmami czy literaturą, osobistych odniesień itp., itd. – tego wszystkiego wyrazić nie potrafię. :) Po prostu w moim odczuciu dany tekst zasługuje na klik lub dwa, bo wywołał we mnie piorunujące – niezwykle trudne do opisania oraz sformułowania w kilku celnych i idealnie stworzonych zdaniach – wrażenie i… tak po prostu jest. :) Skoro pamiętam go długo (a czytam przecież sporo), mam pewność, że klikałam nie bez powodu. :) 

 

Pozdrawiam Was przy okazji tej dyskusji. heart

Pecunia non olet

Tak, jestem logiczna. Prawie zawsze. To rzutuje na mój odbiór sztuki. Architektura jest logiczna, obrazy na ogół dają radę, ale z muzyką jest cienko. No, marsze wojskowe z żywym rytmem podnoszą tętno. Odbieram teksty całkiem inaczej niż Ty, Michaelu. I uważam, że tak jest fajnie.

Za to nie umiem w emocje. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Z moją logiką jest mi świetnie. :-)

Babska logika rządzi!

. Po prostu czytam, czuję wrażenie, dech mi zapiera, jestem oczarowana i autentycznie zauroczona (obojętne – to może być melodramat, ale i komedia czy horror, byle “dał się poczuć”), czasem myślę nad treścią nieco dłużej i zapomnieć nie umiem

Całkowicie rozumiem bruce, może nie mam tak aż tak często, ale zdarza się. 

Po prostu w moim odczuciu dany tekst zasługuje na klik lub dwa, bo wywołał we mnie piorunujące – niezwykle trudne do opisania oraz sformułowania w kilku celnych i idealnie stworzonych zdaniach – wrażenie i… tak po prostu jest.

I chyba na tym to polega! Zresztą przyznam się, że wielu tekstów bym nie przeczytał, gdybym nie zobaczył, że nominowałaś. Nawet jeśli nie tekst nie otrzymał finalnie nominacji to zyskał dzięki temu czytelnika. I to przecież też się ceni, a jestem głęboko przekonany, że nie jestem jedynym, który się zainteresował jakimś opkiem dzięki Tobie.

Skoro pamiętam go długo (a czytam przecież sporo), mam pewność, że klikałam nie bez powodu. :) 

Tak, mam podobnie. Czasem poczekam chwilę i kliknę podwójnie po czasie. Ale nie uważam żebyś musiała się z jakiegokolwiek klika tłumaczyć. Mi też zdarzyło się nominować tekst, którego nie kliknął nikt inny, ale tak czułem i już. Do każdego trafia co innego. I to jest super.

Tak, jestem logiczna. Prawie zawsze. To rzutuje na mój odbiór sztuki. Architektura jest logiczna, obrazy na ogół dają radę, ale z muzyką jest cienko. No, marsze wojskowe z żywym rytmem podnoszą tętno.

Finklo i super. W wielu kwestiach Ci to z pewnością pomaga. 

Odbieram teksty całkiem inaczej niż Ty, Michaelu. I uważam, że tak jest fajnie.

To jest świetne. Myślę, że nie muszę kolejny raz powtarzać, że moje dyskusje z Tobą są dla mnie po prostu ciekawe i nie mają charakteru wykłócania się. Ja szanuję to w jaki sposób odbierasz teksty, fajnie jest podzielić się zupełnie odmiennymi stanowiskami. Z racji, że ja raczej wchodzę w swoich tekstach w jakieś dziwaczne refleksje, które chodzą mi po głowie, lubię też niedopowiedzenia i metafory – pewnie wiele moich tekstów do Ciebie nie trafi i całkowicie to rozumiem. Ale tym bardziej szanuję, że zawsze wchodzisz przeczytać i dzielisz się wrażeniami, a jakby tego było mało jeszcze podyskutujesz ze mną o tym.

Za to nie umiem w emocje. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Z moją logiką jest mi świetnie. :-)

A mi z moim podejściem. Oby do kolejnej dyskusji! 

 

Pozdrawiam Was heart

You cannot petition the Lord with prayer!

heartsmiley

Pecunia non olet

Spoko, nie odbieram tej dyskusji jako wykłócania. Raczej jako chęć podejrzenia, jak działają mózgi innych ludzi.

A zawsze wchodzę, bo Ty czytasz moje teksty.

No. Jeśli każdy się dobrze czuje z własnymi reakcjami, to jest pięknie, a ludzie żyją długo i szczęśliwie. :-)

Babska logika rządzi!

Spoko, nie odbieram tej dyskusji jako wykłócania. Raczej jako chęć podejrzenia, jak działają mózgi innych ludzi

Otóż to.

A zawsze wchodzę, bo Ty czytasz moje teksty.

Jak Kuba Bogu i tak dalej. Więc ja wchodzę, bo Ty wchodzisz i tak w kółko. I każdy zadowolony.

No. Jeśli każdy się dobrze czuje z własnymi reakcjami, to jest pięknie, a ludzie żyją długo i szczęśliwie. :-)

Tak jest!

Pozdrawiam! laugh

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej @MichaelBullfinch!

 

Wpadam z opóźnieniem, bo dyskusja pod spodem zdążyła już zapłonąć, zgasnąć i zostawić po sobie rdzawą mgłę. Przeczytałem tekst, przeczytałem komentarze i dyskusji na temat owego samobójstwa.

 

Chcę jednak stanąć trochę w rozkroku między Twoją wizją a zarzutami Finkli, bo obie strony mają tu rację. Rozumiem Twój zamysł. To nie jest opowiadanie o tanim samobójstwie. (Uwaga, tani chwyt AI, to nie X, to Y :P). Moim zdaniem to jest opowieść o sprawczości, o człowieku, który na własnych zasadach dyktuje warunki ostateczności. Podoba mi się to zawieszenie między człowiekiem a naturą, nie zawsze trzeba wymyślać światy od nowa, czasem wystarczy wypełnić luki.

Zgrzyt leży w jednym, drobnym detalu, który dla niektórych moim zdaniem mógł zrujnować poetykę przejścia. Chodzi o tę nieszczęsną kotwicę u nogi. Budujesz oniryczny klimat, łódź zaczyna lewitować, duchy kiwają głowami, morze czeka jak ukochana… a potem bohater wiąże sobie żelastwo do nogi, żeby ciało nie wypłynęło. To jest tak brutalnie dosłowne, tak mocno zakotwiczone (nomen omen) w fizyczności i realizmie, że zabija całą wypracowaną wcześniej magię. Dla niektórych. Bo dla mnie osobiście nie.

 

I zasłużenie w bibliotece ;) 

 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

To jest tak brutalnie dosłowne, tak mocno zakotwiczone (nomen omen) w fizyczności i realizmie, że zabija całą wypracowaną wcześniej magię. Dla niektórych. Bo dla mnie osobiście nie.

Popieram wniosek końcowy – dla mnie: także nie. :) 

Pecunia non olet

Hej melendur88,

Moim zdaniem to jest opowieść o sprawczości, o człowieku, który na własnych zasadach dyktuje warunki ostateczności.

Jak najbardziej się zgadzam.

Podoba mi się to zawieszenie między człowiekiem a naturą, nie zawsze trzeba wymyślać światy od nowa, czasem wystarczy wypełnić luki.

O, bardzo ładnie napisane!

Zgrzyt leży w jednym, drobnym detalu, który dla niektórych moim zdaniem mógł zrujnować poetykę przejścia. Chodzi o tę nieszczęsną kotwicę u nogi. Budujesz oniryczny klimat, łódź zaczyna lewitować, duchy kiwają głowami, morze czeka jak ukochana… a potem bohater wiąże sobie żelastwo do nogi, żeby ciało nie wypłynęło.

Hmm. Może i jest w tym jakaś racja, ale wynika bardziej z mojego niedopracowania przekazu tego czynu. On sobie ją przywiązał, żeby gdyby coś się stało, ciało nie dryfowało. Mieli taki zwyczaj w moim świecie. Dlatego jest zdanie zaraz po przywiązaniu kotwicy: “Stary nawyk”. Tak robili marynarze w mojej historii, miała to być taka ciekawostka ze świata w zamyśle, nie spodziewałem się, że spowoduje nieścisłości. No nic, kolejna lekcja dla mnie.

To jest tak brutalnie dosłowne, tak mocno zakotwiczone (nomen omen) w fizyczności i realizmie, że zabija całą wypracowaną wcześniej magię. Dla niektórych. Bo dla mnie osobiście nie.

Hmm. Rzeczywiście ciężko określić jak już staram się spojrzeć z drugiej strony. No ale ja nadal jestem w tej drugiej grupie, jak Ty i bruce, więc już trudno. Wezmę pod uwagę na przyszłość.

Dzięki za komentarz i miłe słowo!

 

Popieram wniosek końcowy – dla mnie: także nie. :) 

bruce heart

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

Powinien być jakiś alert, gdy ktoś nas wspomina w komentarzach laugh

(nowa wersjo Portalu, sczytuj, co piszę)

 

(a zauważyłeś, że beeeecki to zbilizenie twarzy kolesia z awatara chalbarczyk ;))

Kurczę za małe są te miniaturki żebym ja wiedział, że u chalbarczyk też jest Fryderyk. Ale może jest, musiałaby ona rozstrzygnąć :). Ale miło byłoby nie być jedyną ukrytą opcją prusacką (w dodatku z Galicji).

Tam porównywałeś do Utopii, tu do Zjazdu haha, chyba z beeeeckim kręcimy się w kółko! XD

Jest w którymś Shrecku taka scena, gdy kot mówi: “Dokładnie o tym samym pomyślałem… Wkrótce nasze umysły staną się jedną całością” i zaciera ręce. To ja robię to teraz. 

Piosenek Lao Che jest dla nas jeszcze wiele, choć akurat ten tekst to bardziej dla mnie “Pielgrzym” T-love ;).

Ale Twoje i beeeeckiego zapamiętam na dłużej:). Dorzucam klika i pozdrawiam :)

Bo na przykład to jest bardzo miłe również dla mnie, bardzie angel

Może powinniśmy w takim razie z Michaelem grać w duecie i wtedy taki tekst zostałby ze wszystkimi na zawsze, po wieki wieków :)

Spoko, mogę dołączyć do Beeeeckiego na ostatnim miejscu, nie ma sprawy. :-)

Byłoby fajnie mieć miejsce ex aequo z Tobą, Finklo. A to byłaby dobra szansa na to laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Powinien być jakiś alert, gdy ktoś nas wspomina w komentarzach laugh

(nowa wersjo Portalu, sczytuj, co piszę)

Dokładnie!

Jest w którymś Shrecku taka scena, gdy kot mówi: “Dokładnie o tym samym pomyślałem… Wkrótce nasze umysły staną się jedną całością” i zaciera ręce. To ja robię to teraz. 

XD!

Piosenek Lao Che jest dla nas jeszcze wiele, choć akurat ten tekst to bardziej dla mnie “Pielgrzym” T-love ;).

W sumie racja z tym Pielgrzymem, ale w głowie miałem co innego. Opowiadanie powstało, bo po wyjściu z wystawy Mamy, gdy wracałem samochodem, playlista wylosowała Nightwish – The Islander. Klimat obrazu i sceny, które zapamiętałem z teledysku (a oglądałem go lata temu), do tego przyjemny ton piosenki zaowocowały w opowiadanie.

A co do Lao Che to mam nadzieję, że doczekam się jakiegoś Twojego inspirowanego tekstu! Bardzo wyczekuję.

Może powinniśmy w takim razie z Michaelem grać w duecie i wtedy taki tekst zostałby ze wszystkimi na zawsze, po wieki wieków :)

O, razem mielibyśmy wszystko. Chociaż nie chcę, żeby źle to zabrzmiało po moim ostatnim “ptysiu miętowy” XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuję, Michaelu, wzajemnie, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Cześć Michaelu!

Opowiadanie jednego aktora – tak mogę w skrócie to określić. Wykreowałeś spójny, lekko intrygujący klimat, który mógłby stać się tłem dla jakiejś fabuły, wartkiej akcji, metanoi bohaterów… ale poprzestałeś na “scenografii”. Trudno wczuć się w bohatera, ponieważ to, co dotyczy jego życia potraktowałeś bardzo skrótowo, wręcz niechętnie :)

Nie można natomiast odmówić opowiadaniu walorów językowych.

Pozdrawiam!

Hej chalbarczyk,

Wykreowałeś spójny, lekko intrygujący klimat, który mógłby stać się tłem dla jakiejś fabuły, wartkiej akcji, metanoi bohaterów… ale poprzestałeś na “scenografii”.

Hmm. Tekst miał mieć inne zadanie niż wartka akcja itd. Fabuła wydaje mi się, że jest. Po prostu to ten typ tekstu, który stawia na melancholię, uczucia bohatera i emocje. Może masz rację, że można stworzyć z tego coś większego, ale cel miałem inny. Kto wie, może kiedyś do tego wrócę!

Trudno wczuć się w bohatera, ponieważ to, co dotyczy jego życia potraktowałeś bardzo skrótowo, wręcz niechętnie :)

No i masz Ci los. Wiele komentujących mówi, że mogło idealnie się wczuć w bohatera, pewnie właśnie dzięki temu, że celowo i przemyślanie dobierałem rzeczy, które pokażę. Ale dla Ciebie jest wręcz odwrotnie. I super, fascynuje mnie jak można różnie to odbierać. Rozumiem opinię, ma swoje uzasadnienie, mam nadzieję, że jeszcze do Ciebie trafię jakimś tekstem!

Nie można natomiast odmówić opowiadaniu walorów językowych.

Dziękuję bardzo!

 

Dzięki za komentarz i szczerą opinię.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Ale dla Ciebie jest wręcz odwrotnie.

Nie traktuj moich uwag jako krytyki, w żadnym razie! Po prostu zdało mi się, że tak subtelnie i plastycznie zbudowany klimat pozostał niewykorzystany, bo jakby zabrakło wydarzeń, historii, które by ten anturaż ukształtował i w ten sposób stał się jeszcze bardziej znaczący.

Nie traktuj moich uwag jako krytyki, w żadnym razie!

Spokojnie, super, że napisałaś co myślisz. Dlatego też napisałem “I super, fascynuje mnie jak można różnie to odbierać.” Naprawdę tak uważam. I rozumiem zarzut.

Dzięki wielkie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Cześć, Michaelu!

Bardzo ładny język, naprawdę mało do czego miałem ochotę się przyczepić (może podkreślenie “pytania wyczerpały się same” uważam za niefortunne, bo i tak nijak nie mogłyby się wyczerpać z cudzą pomocą). Natomiast od razu powiem, że fabuła wydaje mi się tutaj zbyt szczątkowa, żeby myśleć o tym opowiadaniu w kategoriach piórkowych. Widać, że masz odwagę próbować przekazywać głębokie prawdy w lapidarnych, naturalnie wplatanych w narrację zdaniach (“Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem”), co – kiedy się udaje – znamionuje literaturę wysokich lotów. Piszę jednak, że wymaga to odwagi, bo kiedy autor nie ma prawdziwie bogatych doświadczeń życiowych i lotności sformułowań, zbyt łatwo przy tym o żenujące wpadki. Tutaj za takie potknięcie uznałbym “Pomyślał, że samotność nie polega na braku ludzi. Samotność to brak kierunku” – przecież izolacja społeczna i poczucie bezcelowości czy bezsensu życia to dwa zupełnie różne braki! Co więcej, czytałem nieraz, że tylko niewielki odsetek ludzi jest zdolny do życia całkowicie pustelniczego, typowo po kilku miesiącach zupełnej samotności człowiek traci zainteresowanie nawet tak podstawowym celem jak przeżycie, przestaje wykonywać podstawowe czynności około siebie i umiera.

Odczytałem, że przesłanie ma dotyczyć doktryny podwójnego skutku, przyznajesz bohaterowi prawo do starania się o uśmierzenie swojego bólu wszelkimi sposobami, choć przyjęta “dawka” będzie z całą pewnością śmiertelna, oczywiście można to przyswoić metaforycznie. Z drugiej strony rozumiem i w dużej mierze przyjmuję zastrzeżenia Finkli, że tekst zbliża się nieprzyjemnie do romantyzowania samobójstwa.

Trochę jak z bardzo starymi alpinistami, którzy jeszcze raz idą w góry. Każdy z nich wie, że może nie wrócić. Gdyby patrzeć wyłącznie Twoją logiką “czy jest szansa przeżyć”, to większość takich historii też należałoby uznać za formę samobójstwa.

Przecież to zupełnie nie tak. Co innego wiedzieć, że możesz nie wrócić, a co innego nie mieć szansy na przeżycie. Oczywiście, że zdarzają się alpiniści, którzy nie godzą się z ograniczeniami starzejącego się organizmu, więc chodzą ponad siły i podejmują nadmierne z perspektywy zdrowego człowieka ryzyko, ale nie możesz tego porównywać z wypłynięciem dziurawą łodzią w zabójczą magiczną mgłę. Jeżeli temat Cię bliżej interesuje, pewnie powinieneś poczytać Władysława Cywińskiego, który realizował właśnie tę filozofię i nienajgorzej pisał.

Pozdrawiam serdecznie!

Pozwolę sobie dołożyć trzy grosze do tej dyskusji o samobójstwie.

Bohater poczuł, że jego czas się kończy. Umierał. Zamiast śmierci w łóżku wybrał się na ostatnią wyprawę w morze. Wysiłek związany z ciągnięciem łodzi mógł się przyczynić do wcześniejszego odejścia, ale to już inna sprawa. To ciągniecie łodzi było umieraniem, a moment, kiedy „ciężar zniknął” ten proces zakończył. Bohater nie popełnił samobójstwa. O tylko wybrał miejsce odejścia.

Hej Ślimaku,

Bardzo ładny język, naprawdę mało do czego miałem ochotę się przyczepić (może podkreślenie “pytania wyczerpały się same” uważam za niefortunne, bo i tak nijak nie mogłyby się wyczerpać z cudzą pomocą).

Nie będę ukrywał, że taka opinia to dla mnie wielki sukces. Tekst powstał w głównej mierze po to, żeby szkolić warsztat, zobaczyć, czy idzie to jakoś do przodu. Dzięki za te słowa, to dla mnie duży komplement, szczególnie od Ciebie.

Natomiast od razu powiem, że fabuła wydaje mi się tutaj zbyt szczątkowa, żeby myśleć o tym opowiadaniu w kategoriach piórkowych.

Nie mam zamiaru tego bronić. To, że opowiadanie zdobyło nominację jest dla mnie szokiem. Oczywiście bardzo, ale to bardzo mi miło. Natomiast rozumiem opinię, że nie jest piórkowe, nie mam zamiaru się z tym kłócić. Wszystkie dyskusje jakie prowadziłem wcześniej i starałem się je bronić były dlatego, że jestem mimo wszystko z opowiadania dumny i miałem na to jakąś wizję. Ale czy zasługuje na Piórko? Tutaj bym nie był taki pewien, więc bez bicia przyjmuję opinię NIE.

Widać, że masz odwagę próbować przekazywać głębokie prawdy w lapidarnych, naturalnie wplatanych w narrację zdaniach (“Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem”), co – kiedy się udaje – znamionuje literaturę wysokich lotów.

Ano mam. Przynajmniej staram się. Cieszę się, że zdanie Ci się podobało.

Piszę jednak, że wymaga to odwagi, bo kiedy autor nie ma prawdziwie bogatych doświadczeń życiowych i lotności sformułowań, zbyt łatwo przy tym o żenujące wpadki.

To też fakt, nie zawsze się uda. Ale próbuję, do odważnych świat należy. Chciałbym ten sposób narracji doskonalić, bez prób się nie uda. Po to tu jesteśmy, żeby się uczyć. Czy to źle i czy takie “wpadki” są żenujące? No ja tak nie uważam. Największy mędrzec raz za czas potrafi wyjść na głupca. A ze mnie żaden mędrzec, więc pewnie częściej się zdarzy. Nie uważam, żeby powinno być mi wstyd, bo czasem przedobrzę jakieś zdanie, albo źle przeleję na “papier” to co myślę. 

Uważam za równie odważne zakładanie, że ktoś nie ma prawdziwie bogatych doświadczeń życiowych na podstawie kilku zdań. Nie twierdzę, że nie masz racji, może nie mam, może i ciężko mieć w wieku 27 lat. Ale zakładasz to na jakiejś podstawie, która chyba nie do końca jest adekwatna. Po prostu jakieś zdanie nie wyszło i tyle, lotność sformułowań staram się ćwiczyć.

Tutaj za takie potknięcie uznałbym “Pomyślał, że samotność nie polega na braku ludzi. Samotność to brak kierunku” – przecież izolacja społeczna i poczucie bezcelowości czy bezsensu życia to dwa zupełnie różne braki!

A teraz popatrz. Tak, masz rację. Natomiast kto powiedział, że to zdanie dosłowne? Albo, że ja tak w ogóle twierdzę? Przecież to jest myśl bohatera, nie fakt na temat świata. Tym bardziej naszego świata. I to myśl, która moim zdaniem pasuje do calej drogi bohatera. Jest kulminacją tej drogi. Przecież on nie wykłada psychologii tylko sobie filozofuje. A już swoja drogą – to zdanie bezpośrednio nawiązuje do początkowego “Wiedział, że to dziś. Nie dlatego, że coś się wydarzyło. Dlatego, że nic już nie miało się wydarzyć.” I o to w nim chodziło. W końcu znalazł kierunek. Nie chodziło mi o taką dosłowną samotność tylko… hmm… egzystencjonalną pustkę? Bo jednak żył w miasteczku, wśród ludzi. Oczywiście można czuć się samotnym wśród ludzi, nie uwierzysz, ale coś o tym wiem. Czuł się sam, bez celu, bez nikogo. Ta samotność to tutaj brak tego sensu, żeby ruszyć naprzód – nie było dla kogo, został odcięty od tego co kochał, a traktował morze jak ukochaną. 

Oczywiście – można to było zapisać lepiej, rozumiem zarzut. I jest pewnie zasadny. Ale czy świadczy o czymkolwiek o mnie i moich doświadczeniach? Hmm.

Z drugiej strony rozumiem i w dużej mierze przyjmuję zastrzeżenia Finkli, że tekst zbliża się nieprzyjemnie do romantyzowania samobójstwa.

No tutaj się nie zgadzam i wytłumaczyłem wcześniej czemu, więc pozwolę sobie po prostu przyjąć, że mamy inne wizje tego.

Przecież to zupełnie nie tak. Co innego wiedzieć, że możesz nie wrócić, a co innego nie mieć szansy na przeżycie.

Brak szansy na przeżycie (oczywiście w sensie dosłownym, nie metaforycznym) zaistniał dopiero po zdezelowaniu łodzi na kamieniach. I wtedy to już przerodziło się w dążenie do celu, spełnienia marzenia za wszelką cenę. Ale czy sama wyprawa taka była? Tu bym się kłócił.

Jeżeli temat Cię bliżej interesuje, pewnie powinieneś poczytać Władysława Cywińskiego, który realizował właśnie tę filozofię i nienajgorzej pisał.

Nie wiem czy interesuje, bo dalej nie uważam, żebym romantyzował samobójstwo, ale dziękuję za polecenie – z chęcią zerknę, bo nie czytałem nic od tego Autora.

 

Kolejny raz powtórzę, że nie próbuje się wykłócać, zacząłeś bardzo interesujący temat Ślimaku. I mimo, że nie z każdym zdaniem w Twoim komentarzu się zgadzam i uważam te za odważne (laugh), nie czuję sie jakkolwiek urażony i wierzę, że też takiego zamiaru nie miałeś. 

Jeszcze raz dziękuję za pochwalenie języka, to dla mnie wielki komplement! I za szczery komentarz!

Pozdrawiam serdecznie!

 

AP,

Bohater poczuł, że jego czas się kończy. Umierał. Zamiast śmierci w łóżku wybrał się na ostatnią wyprawę w morze. Wysiłek związany z ciągnięciem łodzi mógł się przyczynić do wcześniejszego odejścia, ale to już inna sprawa. To ciągniecie łodzi było umieraniem, a moment, kiedy „ciężar zniknął” ten proces zakończył. Bohater nie popełnił samobójstwa. O tylko wybrał miejsce odejścia.

Otóż to. Mogło się skończyć lepiej. A może się skończyło i tak dobrze, bo interpretacja bruce była w mojej głowie jako jedna z niewiadomych, które chciałem wrzucić, więc cieszę się, że się nią podzieliła. Ale tak, całkowicie się z Tobą zgadzam. Dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

Uważam za równie odważne zakładanie, że ktoś nie ma prawdziwie bogatych doświadczeń życiowych na podstawie kilku zdań. Nie twierdzę, że nie masz racji, może nie mam, może i ciężko mieć w wieku 27 lat. Ale zakładasz to na jakiejś podstawie, która chyba nie do końca jest adekwatna.

Wyraziłem ogólny sąd o pewnej technice narracyjnej, absolutnie nie napisałem nic, co w moim zamiarze miałoby się odnosić do Ciebie jako osoby. Wyjaśniłem, dlaczego uważam ją za ryzykowną; mogę dodać, choć przecież wynikało to w domyśle z poprzedniego wpisu, że sam nie mam odwagi jej używać, bo moje doświadczenia nie są dostatecznie bogate, żeby od niechcenia wmasowywać czytelnikowi prawdy życiowe. Na pytanie, czy Twoje doświadczenia są, musiałbyś sobie odpowiedzieć sam, ja przecież prawie nic o Tobie nie wiem i nie mam najmniejszego prawa się o tym wypowiadać. Świadomie posłużyłem się stopniowaniem, napisałem, że łatwo o “żenujące wpadki”, ale wskazane niefortunne zdanie jest co najwyżej “potknięciem”.

Kolejny raz powtórzę, że nie próbuje się wykłócać, zacząłeś bardzo interesujący temat Ślimaku.

Wierzę, że nie próbujesz się wykłócać, być może istotnie wyraziłem się tak niefortunnie, że można było to tak odczytać. Oględnie mówiąc, nie dodaje mi to wiary w siebie jako komentatorowi. Faktem pozostaje jednak, że odebrałeś moją wypowiedź jako podły atak osobisty, gdy przy minimalnym założeniu dobrej woli dałoby się chyba wyrozumieć ten sens, który teraz doprecyzowuję. Nawet jeżeli twierdzisz, że nie poczułeś się dotknięty, to mój komentarz – gdyby Twoja interpretacja była słuszna – rażąco przekraczałby standardy dialogu, których oczekuję od siebie i innych.

Pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

A ja bym chciała jeszcze zwrócić uwagę na tytuł i jeden z fragmentów, mówiących o nim:

Plaża z kamienia ciągnęła się bez końca. Szara, nierówna, wyzbyta piasku.

Tytuł jest wieloaspektowy, wielowymiarowy, metaforyczny, baaardzo treściwy w swej formie oraz znaczeniu. :) Nie pokazuje bohatera, nic o nim nie mówi wprost. Za to – jak wiele – świetnie w zakamuflowanej symbolice. :)

 

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

 

Faktem pozostaje jednak, że odebrałeś moją wypowiedź jako podły atak osobisty, gdy przy minimalnym założeniu dobrej woli dałoby się chyba wyrozumieć ten sens, który teraz doprecyzowuję. Nawet jeżeli twierdzisz, że nie poczułeś się dotknięty, to mój komentarz – gdyby Twoja interpretacja była słuszna – rażąco przekraczałby standardy dialogu, których oczekuję od siebie i innych.

Hmm, przeczytałem co napisałem i rzeczywiście zabrzmiało jakbym się obruszył, ale nie taki był zamiar. Fakt, odebrałem to jako lekki pstryczek w nos, ale nic bardzo personalnego. Interpretacja tego co napisałeś mogła być błędna, ale moim zdaniem dało się ją tak odczytać.

Szczególnie, że Ty możesz mieć takie zdanie, że nie powinno wchodzić w takie rzeczy bez doświadczeń życiowych, ma to sens. Widzisz mój wiek, który od razu wpasowuje się w teorię, że nie powinienem takich doświadczeń jeszcze mieć. Dlatego błędnie odebrałem jako pstryczek w nos od starszego kolegi, nic więcej. Być może gdyby tym pstryczkiem był, byłby nawet zasłużony.

 Szczególnie, że w życiu bym nie zakładał, że chciałbyś dokonać ataku personalnego, a tym bardziej podłego, chyba troszkę podkoloryzowany osąd :D To tyle, broń Boże się nie obraziłem i nie zakładałem złych zamiarów. Myślę, że się dogadaliśmy i, że jeszcze wiele ciekawych dyskusji będziemy prowadzić Ślimaku.

Wyraziłem ogólny sąd o pewnej technice narracyjnej, absolutnie nie napisałem nic, co w moim zamiarze miałoby się odnosić do Ciebie jako osoby. Wyjaśniłem, dlaczego uważam ją za ryzykowną; mogę dodać, choć przecież wynikało to w domyśle z poprzedniego wpisu, że sam nie mam odwagi jej używać, bo moje doświadczenia nie są dostatecznie bogate, żeby od niechcenia wmasowywać czytelnikowi prawdy życiowe. Na pytanie, czy Twoje doświadczenia są, musiałbyś sobie odpowiedzieć sam, ja przecież prawie nic o Tobie nie wiem i nie mam najmniejszego prawa się o tym wypowiadać. Świadomie posłużyłem się stopniowaniem, napisałem, że łatwo o “żenujące wpadki”, ale wskazane niefortunne zdanie jest co najwyżej “potknięciem”.

Tak, tak. Ja się zgadzam, że to technika trudna i może być mieczem obosiecznym. Natomiast to fakt, że mam odwagę ją stosować i chciałbym w przyszłości. Muszę się nauczyć dobrze to wyważyć, żeby nie przesadzić, albo właśnie nie wejść w temat na który doświadczeń nie mam. Raczej w tekstach które piszę poruszam się tylko w tematyce o której jakieś pojęcie mam, albo przynajmniej dużo o czymś myślałem (pomijając teksty które tej techniki narracyjnej nie stosują). Oczywiście na temat starości nie wiem nic, ale tu bardziej stawiałem na ten ostatni akt wolności. Mam nadzieję, że w przyszłych tekstach uda mi się nie wpaść we własną pułapkę i zawsze z zaciekawieniem czekam na Twoją opinię.

Pozdrawiam serdecznie, co złego to nie ja!

Tytuł jest wieloaspektowy, wielowymiarowy, metaforyczny, baaardzo treściwy w swej formie oraz znaczeniu. :) Nie pokazuje bohatera, nic o nim nie mówi wprost. Za to – jak wiele – świetnie w zakamuflowanej symbolice. :)

Dziękuję bruce, to bardzo cieszy jak ktoś tak głęboko wchodzi w tekst, a nawet w tytuł! heart

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Pozdrawiam i również dziękuję. :) Taka dyskusja świadczy o wartości opowiadania. yes

Pecunia non olet

Też myślę, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, na piśmie jednak zawsze łatwiej o nieporozumienia niż w rozmowie na żywo. Uważam, że należy się skrupulatnie wystrzegać negatywnych odniesień do osoby autora zamiast do komentowanego tekstu, moją rolą nie jest dawanie komukolwiek “pstryczków w nos”, dlatego Twój pierwotny odbiór mojego wpisu wprawił mnie w duże zakłopotanie. A wiek o niczym nie przesądza, toż niektórzy w dwadzieścia lat zbiorą więcej ważnych doświadczeń, w tym takich godnych serdecznego współczucia, niż inni przez całe długie życie.

Jak najbardziej zachęcam, żebyś dalej pracował nad tą techniką, w końcu po to tutaj jesteśmy, żeby móc ćwiczyć nowe rzeczy i rozwijać się literacko. Postaram się zaglądać do Twoich kolejnych opowiadań, zresztą w kolejce czeka jeszcze jedno z nominacji, a komentarze na pewno będę uważnie analizował przed wysłaniem.

Pozdrawiam serdecznie!

Też myślę, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, na piśmie jednak zawsze łatwiej o nieporozumienia niż w rozmowie na żywo.

Oczywiście, że łatwiej. Ale się udało i to najważniejsze! 

Uważam, że należy się skrupulatnie wystrzegać negatywnych odniesień do osoby autora zamiast do komentowanego tekstu, moją rolą nie jest dawanie komukolwiek “pstryczków w nos”, dlatego Twój pierwotny odbiór mojego wpisu wprawił mnie w duże zakłopotanie. 

Tak, też tak uważam. Nie chciałem wprawić Cię w zakłopotanie moim odbiorem komentarza.

Postaram się zaglądać do Twoich kolejnych opowiadań, zresztą w kolejce czeka jeszcze jedno z nominacji, a komentarze na pewno będę uważnie analizował przed wysłaniem.

Dzięki wielkie. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekaw Twojej interpretacji pod tamtym tekstem!

 

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, nie wiem co powiedzieć. :D

Dwóch staruchów na tej samej plaży, jeden zmienia się w obcego, drugi wypływa w ostatnią podróż, a to wszystko pod tą samą wieżą/latarnią. Czegóż chcieć więcej? :D Wrócę jeszcze z komentarzem, na razie przeżywam szok turystyczny, bo parawanów nikt nie postawił! :) 

Pozdrowionka! :)

Hej Jolu,

Dwóch staruchów na tej samej plaży, jeden zmienia się w obcego, drugi wypływa w ostatnią podróż, a to wszystko pod tą samą wieżą/latarnią. Czegóż chcieć więcej?

Dokładnie tak! Starcy plażowi wymiatają!

Wrócę jeszcze z komentarzem, na razie przeżywam szok turystyczny, bo parawanów nikt nie postawił! :) 

Haha! Czekam! Wypoczywaj!

 

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Ciekawe i poruszające opowiadanie. 

Uwielbiam powieści o zmierzaniu się z własnym życiem. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to dialogi – w moim odczuciu, brzmią trochę nienaturalnie. Mam jednak z tyłu głowy to, że taki mógł być zamysł i wynika to ze scenerii.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Mendzla

Hej Krzysztofie Kapibaro,

Bardzo mi miło, że Ci się podobało, no i, że było poruszająco. Dialogi specjalnie próbowałem utrzymać w klimacie całego opowiadania, co pewnie mogło niekiedy zabrzmieć nienaturalnie, więc rozumiem opinię. 

Dziękuję za miły komentarz.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Komentarz już zostawiłam wcześniej, więc pozostaje mi tylko ocena Piórkowa:

 

 

Mamy 1 NIEta i 8 TAKów, więc ogólna ocena jest oczywista.

Gratulacje!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Mamy 1 NIEta i 8 TAKów, więc ogólna ocena jest oczywista.

Wow, ale jazda. Dzięki wielkie! Bardzo mi miło, że tekst aż tak bardzo do Ciebie trafił!

Dzięki! Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Witam.

 

Bardzo ładna proza tu jest. Ale taka naprawdę git, że człowiek ma ochotę siąść i właśnie tak pisać, jak to jest napisane… tylko niekoniecznie potrafi. Szapoba.

Dlatego te uwagi pod kreseczką są dość czepliwe: jak całość jest tak odpicowana, to taki duch, który “trwa”, choć najwyraźniej jest efemerydą, kłuje w oczy – potraktuj proszę to, że się czepiłem czegoś takiego, jako komplement, a nie jako złośliwość!

 

Oprócz tego jest tu metafora. Metafora, moim zdaniem, bardzo piękna. Fajnie, że tekst chce coś powiedzieć. Ale mocno przekombinowana i niestety niepodparta równie mocną fabułą, która zachęcałaby do dumania nad tą metaforą.

Starzec walczy, żeby ostatni raz popłynąć, choć to trudne i wie, że umrze, bo pływanie po morzu to to, co kochał za życia – tyle zrozumiałem przy czytaniu. No ale do takiej metafory potrzebujemy starca, morza i ciężkiej łódki, ostatecznie kamienistej plaży, choć i ona zda mi się nadmiarowa – a te wszystkie rzeczy naokoło? W najlepszym wypadku są to kolejne elementy metafory, każdy trudniejszy do odczytania niż poprzedni. W najgorszym – szum, który utrudnia odczytanie choćby tej głównej osi.

 

Pod kreseczką jak zwykle rzeczy, które mi przyszły do głowy przy czytaniu.

 

Pozdrawiam!


Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.

Co może oznaczać niestarzejąca się rutyna? Zwłaszcza, jeśli autor zdanie wcześniej zauważa, że te rutynowe czynności idą starcu wolno (w domyśle, a przynajmniej w naszej bezlitosnej rzeczywistości: coraz wolniej).

 

Pomyślał, że może latarnie wcale nie wskazują lądu. Może jedynie przypominają, by nie stawać w miejscu.

Latarnie wskazują ląd – od tego one są, od tego są one – cała ich symbolika w kulturze na tym właśnie się opiera, gdyby miały robić coś innego, to trzeba to mocniej osadzić w tekście.

 

 

W półmroku trwała łódź.

Trwała kilka kroków dalej

w jego spojrzeniu osiadł cień dumy.

morze przestało oddawać tych, których wzięło.

Przekombinowane słownictwo w paru miejscach.

 

Morze nie “wzięło” kogoś, kto sam wypłynął i wrócił do domu. “Morze wzięło” można by mówić o tych właśnie, co wypłynęli, ale nie wrócili.

Zjawa, która się na chwilę pojawiła zdecydowanie nie “trwa”.

Cień “osiąść” to też moim zdaniem tak nie bardzo, szczególnie “cień” metaforyczny, a jeśli, to nie w czymś, tylko na czymś.

Łódka, gdyby “trwała na przekór czemuś” to być może, ale tak po prostu, to też nie bardzo.

 

Elektronika wygasła

Hmm “pogasła” raczej.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dałam Ci taka za Utopię wasza utopię i teraz się zastanawiam, czy nie odebrać;) 

Tamten tekst był porządnie napisany i z głębią, ale ten porwał mnie, ukołysał i utopił. 

Skojarzył mi się ze Stary człowiek i morze, znalazłam w nim tę samą niezgodę na bezradność i walkę mimo świadomości nieuchronnej porażki. 

O nic się nie potknęłam, od pierwszego zdania płynęłam, wzruszałam się i współodczuwałam. 

Piękne opowiadanie. 

Piórkowo będę na TAK.

delulu managment

Sorry, Winnetou, ale w tym przypadku będę na NIE.

Wiesz, żeby się upewnić, że razem z Beeeeckim zajmiemy to biorące miejsce na listach. ;-)

A tak serio – już dyskutowaliśmy, mam nadzieję, że to wystarczy do uzasadnienia. Jeśli nie, pytaj, coś tam z siebie wyduszę.

Babska logika rządzi!

Łał, jestem pod dużym wrażeniem. Nie czytam wszystkich tekstów na portalu, a jak coś mi się nie podoba, to raczej nie komentuję. Tu muszę zostawić ślad. Niezwykle nastrojowe opowiadanie. Czułem schyłek dni starca, czułem jego oddech… Chylę czoła.

Witam Zakapiorze,

Wybacz, że tyle czasu bez odpowiedzi, ale ostatnio nie byłem w stanie być aktywnym. Pora to zmienić.

Bardzo ładna proza tu jest. Ale taka naprawdę git, że człowiek ma ochotę siąść i właśnie tak pisać, jak to jest napisane… tylko niekoniecznie potrafi. Szapoba.

Dzięki wielkie, to miłe słowa – szczególnie od kogoś kogo język zawsze robi na mnie wrażenie!

potraktuj proszę to, że się czepiłem czegoś takiego, jako komplement, a nie jako złośliwość!

Tym bardziej dzięki.

Oprócz tego jest tu metafora. Metafora, moim zdaniem, bardzo piękna. Fajnie, że tekst chce coś powiedzieć. Ale mocno przekombinowana i niestety niepodparta równie mocną fabułą, która zachęcałaby do dumania nad tą metaforą.

Przekombinowana? Masz na myśli te wszystkie rzeczy, które poruszasz w dalszej części komentarza? Nie do końca rozumiem. Proszę rozwiń jeśli możesz.

A co do fabuły to zdaję sobie sprawę, że nie jest to nie wiadomo co. Tekst miał być spokojny, emocjonalny, metaforyczny. Taka fabuła pasowała mi do mojej wizji na ten obraz. No ale to już chyba kwestia gustu, zdążyłeś już chyba zauważyć, że ja lubię tak czasem. Ale rozumiem o co Ci chodzi.

No ale do takiej metafory potrzebujemy starca, morza i ciężkiej łódki, ostatecznie kamienistej plaży, choć i ona zda mi się nadmiarowa – a te wszystkie rzeczy naokoło?

Hmm. Plaża to chyba najważniejszy element tego opowiadania. I dosłownie i metaforycznie. To ona zniszczyła łódkę i przypieczętowała jego śmierć, bo ja dalej się nie zgadzam, że on od początku szedł na pewną śmierć. To był moment tej największej próby, nie zawrócił. Szedł zobaczyć morze, choćby miał umrzeć – był na to gotowy. Ale to nie znaczy, że szedł się zabić. Ta śmierć nie była jego celem, raczej skutkiem ubocznym na który machnął ręką na zasadzie “no trudno”. 

Nie wiem o które rzeczy naokoło pytasz. Ale bruce fajnie podzieliła się ze swoją interpretacją, która jest bardzo bliska mojej drugiej interpretacji. Więc tak, mgła była potrzebna w każdej wersji. No i kolejną interpretacją miało być to, że łódź wcale nie lewitowała, a po prostu umarł z wysiłku, a reszta to już jego przedśmiertne wizje. 

Czyli ja to widziałem tak, że starzec umiera na plaży albo umiera na łodzi albo nie umiera wcale. W zależności od interpretacji. Każda wtedy porusza troszkę inne rzeczy metaforycznie, ale… nadal ostatni akt wolności, dążenie do spełnienia ostatniego marzenia, wybranie miejsca odejścia uważam za tą dla mnie najważniejszą. Czy jest to przekombinowane? Możliwe, ale znasz moją słabość do takich zawijasów.

 

Dzięki za komentarz i miłe słowo na temat języka!

Za uwagi też dziękuję, do poprawek postaram się usiąść wieczorkiem.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Ambush!

Dałam Ci taka za Utopię wasza utopię i teraz się zastanawiam, czy nie odebrać;) 

Kto daje i odbiera… haha!

Tamten tekst był porządnie napisany i z głębią, ale ten porwał mnie, ukołysał i utopił. 

Bardzo się cieszę z całości tego zdania. Oba teksty miały inne cele i mam nadzieję, że w obu udało mi się je spełnić. Dzięki!

Skojarzył mi się ze Stary człowiek i morze, znalazłam w nim tę samą niezgodę na bezradność i walkę mimo świadomości nieuchronnej porażki. 

Tak, dodając tekst byłem pewien, że to porównanie będzie padać dość często. Myliłem się, ale zgadzam się, że jest tu dość podobny wydźwięk. Starego człowieka i morze lubiłem już od czasów podstawówki, więc jest to miłe skojarzenie!

O nic się nie potknęłam, od pierwszego zdania płynęłam, wzruszałam się i współodczuwałam. 

Piękne opowiadanie. 

Dziękuję za te słowa, to bardzo miłe. Cieszę się, że opowiadanie tak do Ciebie trafiło!

Piórkowo będę na TAK.

Dzięki!

 

Hej Finklo,

Sorry, Winnetou, ale w tym przypadku będę na NIE.

Wiesz, żeby się upewnić, że razem z Beeeeckim zajmiemy to biorące miejsce na listach. ;-)

Haha, poczekaj, poczekaj XD

A tak serio – już dyskutowaliśmy, mam nadzieję, że to wystarczy do uzasadnienia. Jeśli nie, pytaj, coś tam z siebie wyduszę

Oczywiście, że wystarczy. Możemy inaczej odbierać niektóre rzeczy, ale jak najbardziej szanuję Twoją opinię i ma ona swoje uzasadnienie. Mam nadzieję, że kolejnym razem uda mi się do Ciebie trafić opowiadaniem! laugh

 

Hej prosiaczku,

Łał, jestem pod dużym wrażeniem. Nie czytam wszystkich tekstów na portalu, a jak coś mi się nie podoba, to raczej nie komentuję. Tu muszę zostawić ślad. Niezwykle nastrojowe opowiadanie. Czułem schyłek dni starca, czułem jego oddech… Chylę czoła.

O kurczę, bardzo miłe słowa. Serdecznie dziękuję!

Dziękuję też za próbę nominacji, liczy się tak samo jak te na czas. Dzięki wielkie!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Przekombinowana? Masz na myśli te wszystkie rzeczy, które poruszasz w dalszej części komentarza? Nie do końca rozumiem. Proszę rozwiń jeśli możesz.

Czyli ja to widziałem tak, że starzec umiera na plaży albo umiera na łodzi albo nie umiera wcale. W zależności od interpretacji.

smiley

No otóż właśnie, same wydarzenia można interpretować na różne sposoby i czytelnik ma z tego wyłuskać trzy różne metafory. Jest grubo. A nie tknęliśmy nawet duchów i spaceru po mieście…

 

Czy jest to przekombinowane? Możliwe, ale znasz moją słabość do takich zawijasów.

Słabość znam, tylko właśnie: mam wrażenie – być może mylne – że to nie miał być tekst wyłącznie nastrojowo-poetycki (w tych kategoriach jest to świetny tekst! chcę podkreślić), ale że tym tekstem chciałeś znowu coś powiedzieć i przez takie kombinacje (wybacz, że nie mam lepszego słowa!), w moim odczuciu, niekoniecznie ten przekaz wybrzmiewa.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No otóż właśnie, same wydarzenia można interpretować na różne sposoby i czytelnik ma z tego wyłuskać trzy różne metafory. Jest grubo. A nie tknęliśmy nawet duchów i spaceru po mieście…

Okej, rozumiem, wolałem dopytać. Nie będę się z tym kłócił, bo rzeczywiście czasem za dużo chcę powiedzieć.

Słabość znam, tylko właśnie: mam wrażenie – być może mylne – że to nie miał być tekst wyłącznie nastrojowo-poetycki (w tych kategoriach jest to świetny tekst! chcę podkreślić), ale że tym tekstem chciałeś znowu coś powiedzieć i przez takie kombinacje (wybacz, że nie mam lepszego słowa!), w moim odczuciu, niekoniecznie ten przekaz wybrzmiewa.

Znaczy ja oddzielam interpretację od tego co chcę powiedzieć. Możliwe, że niesłusznie. Te dwie poboczne interpretacje raczej traktowałem pisząc, jak ciekawostkę dla czytelnika. Byłem ciekawy, czy ktoś zrozumie dzięki temu tekst inaczej niż w najłatwiejszy sposób, czyli, że plaża niszczy łódź, na tym etapie już wie, że stanie się to czego się mógł spodziewać i nie zawraca tylko mimo to płynie i umiera. Dodałem niedopowiedzenia, żeby ktoś mógł to inaczej zrozumieć i się tym podzielić w komentarzu, ja bardzo lubię czytać takie teksty gdzie jestem pewien co się stało, a nagle mam takie “ej, ale co jak to było inaczej”. Ale rozumiem, że może to za dużo już.

Chciałem powiedzieć to co odczytała większość. Ambush pięknie napisała “znalazłam w nim tę samą niezgodę na bezradność i walkę mimo świadomości nieuchronnej porażki”. Chciałem żeby było emocjonalnie, żeby mu współczuć ale jednocześnie rozumieć. Ta wola walki, dążenie do celu za wszelką cenę, wybór itd. Myślę, że to wybrzmiało, tylko mnogość interpretacji może rzeczywiście mogła momentami zagubić, a nie poprawić walory tekstu. W każdym razie dzięki, to cenna uwaga, wezmę to pod uwagę w kolejnych tekstach.

Sorki, że odpisuję tak dziwacznie, ale na telefonie ciężko :D

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej, wracam z komentarzem, Michaelu, już takim porządniejszym. 

Opowiadanko piękne i nastrojowe. To chcę, żeby wybrzmiało na samym początku! :)

Tym bardziej warto zadbać, by warstwa techniczna była jak najlepsza. 

 

Wszystko utonęło w odcieniu przygaszonej pomarańczy, jakby rzeczywistość dogasała pod warstwą starego werniksu.

Coś bym tu zmieniła. 

Niegdyś na ganku obserwował dym z fajki, płynący na wietrze.

Chyba lepiej “płynący z wiatrem”

 

Barwy sprzed lat stały się ledwie kruchym wspomnieniem. Jednak morze wciąż trwało pod jego powiekami.

To jest po akapicie i brzmi, jakby” jego” odnosiło się do wspomnienia, a chyba chodziło o bohatera. 

Z tafli patrzyła twarz zmęczona, lecz nie obca.

Zatrzymało mnie to zdanie – jego budowa. Jeżeli już nie chcesz nic zmieniać, to może chociaż szyk: Z tafli patrzyła zmęczona lecz nie obca twarz. 

 

Długo badał wzrokiem swoje odbicie, jakby próbował odnaleźć w nim chłopca, który niegdyś biegał boso po mokrym piasku.

Bardzo podoba mi się to zdanie. Tak prosto mówi tak wiele. 

 

Wzrok zatrzymał się jednak na fotografii wciśniętej w róg ramy.

Wywaliłabym “jednak”

 

osadził resztki żaru na poręczy 

To mi nie gra. Żar się osadza? Można wysypać, pozbyć się, ale osadzić? Hmmm

 

Zbyt wiele razy naprawiana, by nie wydawać się tylko wspomnieniem minionych dni.

Zatrzymało mnie tutaj i musiałam przeczytać kilka razy. To “zbyt” chyba tak działa… Naprawiana tak wiele razy…  Ale Twoja wola, oczywiście. :)

 

Ojciec pokręcił głową, lecz w jego spojrzeniu osiadł cień dumy.

Jeżeli osiadł to “na spojrzeniu” a jeżeli w jego spojrzeniu, to “pojawił się”. 

 

Lina nie była już tylko sznurem – stała się częścią jego mięśni, wrastając w rany na dłoniach, aż drewno i krew połączyły się w jedno.

Skąd tu się wzięło drewno?  Mamy krew, mamy sznur, mięśnie, rany na dłoniach, gdzie jest drewno?

 

Przenosił wzrok z wyblakłego papieru na bezkres, który go otaczał.

– Zmieniłaś się – szepnął.

Morze trwało przed nim ciemniejsze, niż zapamiętał. Gęstsze. Osłonięte mgłą niczym welonem. Starsze.

– Ale wciąż jesteś piękna.

Uśmiechnął się do fal.

– Starzejemy się razem.

Zastanawiam się, dlaczego w tym fragmencie bohater zwraca się w rodzaju żeńskim do morza? 

 

Usiadł i liną przywiązał do nogi małą kotwicę. Stary nawyk. Nigdy nie chciał dryfować niczym martwe drewno.

Aj. Nie leży mi bardzo. Stary nawyk sugeruje, że przywiązywał kotwicę do nogi często.

Nie chciał dryfować, to zrozumiałe, ale i tak ten gest nie pasuje do klimatu opowiadania. Może gdyby napisać to nieco inaczej. Może wystarczyłoby zmienić kolejność zdań – zacząć od trzeciego. :)

 

 

Pomyślał, że samotność nie polega na braku ludzi. Samotność to brak kierunku.

Tego nie zrozumiałam. Wszystkie inne metafory i ogólne stwierdzenia (nawet to z” rutyną”) jakoś do mnie przemówiły i zostawiły dobre wrażenie, oprócz tego. Nie łapię. Ale to ja. Może inni mają inaczej. :)

 

Każdy czytelnik odbiera tekst nieco po swojemu. A ponieważ to opowiadanie jest oparte w dużej mierze na emocjach i przeżywaniu, to też bardziej wybrzmiewają tu bardzo indywidualne odczucia. 

Czytało się  z przyjemnością, to warsztat wysokich lotów, konstrukcja fabuły, sposób podania przeżyć głównego bohatera, nastrój – bardzo dobre. 

Czego zabrakło – bardzo mało fantastyki – aż bieda piszczy we mgle. Opowiadanie równie dobrze poradziłoby sobie bez tych elementów, które wprowadziłeś. Mgła może być zwyczajna, brak elektroniki również – kryzys energetyczny na przykład. :) Bohater dalej mógłby przejść swoją kalwarię nad morze w zwyczajnym świecie. A że szukałam tu właśnie tych elementów fantastycznych – to tym bardziej mi ich brakowało. 

Prostota fabuły, mimo że dobrze skonstruowanej, też skłania mnie, po naprawdę wielkim zastanowieniu, żeby jednak piórkowo być na nie. Doceniam wszystkie elementy tego tekstu, ale jednak ciut jeszcze mi zabrakło. Widząc jednak, jak piszesz, myślę, że już wkrótce nie będę miała żadnych wątpliwości! 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

Hej Jolu,

Opowiadanko piękne i nastrojowe. To chcę, żeby wybrzmiało na samym początku! :)

Dziękuję bardzo. Poprawki również bardzo doceniam, chociaż muszę przyznać, że nie z wszystkich skorzystam. Tekst celowo jest napisany poetycko i tajemniczo. Nie każda “techniczna poprawka” będzie tu przez to działać, przynajmniej ja tak uważam. 

Niegdyś na ganku obserwował dym z fajki, płynący na wietrze.

Chyba lepiej “płynący z wiatrem”

Przecież to odbiera poetyki. Opisuje kierunek, a nie ulotność. Chciałem się bardziej skupić na samym zjawisku dymu w przestrzeni, coś na zasadzie “liście tanczące na wietrze”. “Z wiatrem” w moim odczuciu skupia się na kierunku w którym dym się porusza, brzmi technicznie, a tu chodzi o to jak dym właśnie “tańczy”, “pływa”. 

Zatrzymało mnie to zdanie – jego budowa. Jeżeli już nie chcesz nic zmieniać, to może chociaż szyk: Z tafli patrzyła zmęczona lecz nie obca twarz. 

To samo, odbieranie poetyki. 

To mi nie gra. Żar się osadza? Można wysypać, pozbyć się, ale osadzić? Hmmm

Hmm. Może strząsnął? Wysypać i pozbyć się brzydko brzmi, ale fakt – osadził to chyba złe słowo.

Jeżeli osiadł to “na spojrzeniu” a jeżeli w jego spojrzeniu, to “pojawił się”. 

Zupełnie się nie zgadzam, znowu techniczny język, to nie taki tekst. Osadzenie się dumy wewnątrz spojrzenia daje poczucie, że to uczucie jest trwałe i głębokie. Na logikę coś osiada na czymś – ok. Ale tutaj spojrzenie nie jest czymś fizycznym tylko hmm… stanem emocjonalnym? Głębią? Słowo “osiadł” oddaje cieżar tej dumy, która nie tylko się pojawiła, ale “zostaje w srodku” wzroku ojca. Gdybym napisał “na spojrzeniu”, brzmiałoby to tak, jakby duma była jakąś zewnętrzną warstwą, nalotem na gałce ocznej – co brzmi według mnie wręcz dziwnie, a już na sto procent nie poetycko.

Skąd tu się wzięło drewno?  Mamy krew, mamy sznur, mięśnie, rany na dłoniach, gdzie jest drewno?

Fakt, musi to być pozostałość po jakiejś wcześniejszej zmianie. 

Zastanawiam się, dlaczego w tym fragmencie bohater zwraca się w rodzaju żeńskim do morza? 

Ukochana – rodzaj żeński. On mówi do morza jak do kobiety.

Aj. Nie leży mi bardzo. Stary nawyk sugeruje, że przywiązywał kotwicę do nogi często.

No, bo przywiązywał często. W tym świecie jest to stary marynarski nawyk. Ale racja, chyba lepiej by brzmiało, jakby zmienić kolejność zdań.

Tego nie zrozumiałam. Wszystkie inne metafory i ogólne stwierdzenia (nawet to z” rutyną”) jakoś do mnie przemówiły i zostawiły dobre wrażenie, oprócz tego. Nie łapię. Ale to ja. Może inni mają inaczej. :)

Pozwolę sobie przekleić odpowiedź do innego komentarza, gdzie to pytanie już padło:

A teraz popatrz. Tak, masz rację. Natomiast kto powiedział, że to zdanie dosłowne? Albo, że ja tak w ogóle twierdzę? Przecież to jest myśl bohatera, nie fakt na temat świata. Tym bardziej naszego świata. I to myśl, która moim zdaniem pasuje do calej drogi bohatera. Jest kulminacją tej drogi. Przecież on nie wykłada psychologii tylko sobie filozofuje. A już swoja drogą – to zdanie bezpośrednio nawiązuje do początkowego “Wiedział, że to dziś. Nie dlatego, że coś się wydarzyło. Dlatego, że nic już nie miało się wydarzyć.” I o to w nim chodziło. W końcu znalazł kierunek. Nie chodziło mi o taką dosłowną samotność tylko… hmm… egzystencjonalną pustkę? Bo jednak żył w miasteczku, wśród ludzi. Oczywiście można czuć się samotnym wśród ludzi, nie uwierzysz, ale coś o tym wiem. Czuł się sam, bez celu, bez nikogo. Ta samotność to tutaj brak tego sensu, żeby ruszyć naprzód – nie było dla kogo, został odcięty od tego co kochał, a traktował morze jak ukochaną. 

Czytało się  z przyjemnością, to warsztat wysokich lotów, konstrukcja fabuły, sposób podania przeżyć głównego bohatera, nastrój – bardzo dobre. 

Dzięki Jolu, to bardzo miłe słowa. Cieszą mnie!

Czego zabrakło – bardzo mało fantastyki

Fakt, nie ma jej za dużo. Mgła, cofnięcie się cywilizacji przez brak elektroniki, są jeszcze duchy i lewitująca łódź (chociaż tu nie wiemy czy jest to tylko wrażenie starca czy prawda).

Natomiast nie chciałem na siłę dodawać jej więcej, bo wtedy zawsze kończy się źle. Poza tym ja wiem, że portal nazywa się “Fantastyka”, ale nigdy nie rozumiałem czemu jest tu taki nacisk, żeby było jej dużo. Zazwyczaj mam w swoich tekstach sporo fantastyki, ale czasem fajnie napisać coś, gdzie nie gra ona pierwszych skrzypiec, ale nadal jest to fantastyka.

Prostota fabuły, mimo że dobrze skonstruowanej, też skłania mnie, po naprawdę wielkim zastanowieniu, żeby jednak piórkowo być na nie. Doceniam wszystkie elementy tego tekstu, ale jednak ciut jeszcze mi zabrakło.

Jasne, ja nie spodziewałem się nawet nominacji, więc nie mam zamiaru się spierać z decyzją. Dzięki za dobry odbiór tekstu!

Widząc jednak, jak piszesz, myślę, że już wkrótce nie będę miała żadnych wątpliwości!

Dziękuję za te słowa, będę się starał!

Poprawek dokonam wieczorem na spokojnie!

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka