- Opowiadanie: UnaBomba - Jaskółkę wiosna czyni

Jaskółkę wiosna czyni

Ten tekst wrzucam tutaj z ciekawości. Napisałam go 10, może 12 lat temu. Byłam zupełnie inną osobą i jak to teraz czytam, czuję pewien dysonans. W każdym razie jest to pierwszy mój tekst w ogóle. Nic teraz nie zmieniałam, chociaż korcił mnie tytuł. Ale niech tak zostanie.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy III, Użytkownicy

Oceny

Jaskółkę wiosna czyni

Stoję u drzwi i szukam kluczy. Jak co dzień. Kieszeń lewa, kieszeń prawa, kieszeń zewnętrzna w torbie, kieszeń wewnętrzna. Coś dzwoni. Są. Tam, gdzie być nie powinny. O ironio… Wejść czy nie wejść. Wchodzę. Czy mam inne wyjście? Otwieram drzwi. Mieszkanie jest zaciemnione. Rolety nie były odsuwane pewnie przez cały dzień. Grunt, że nie jest zadymione. Wszystkie szkodniki pewnie żyją. Zwłaszcza ten jeden. Pił czy nie pił? Pewnie, że pił. Zamykam drzwi do jego sypialni i o nim zapominam. Bo po co pamiętać?

Zdejmuję płaszcz, buty, odkładam torbę. Włączam ekspres. Czekam na kawę. Myślę. Powinnam być teraz gdzieś indziej, ale się nie spieszę. Mam czas. Czekałam ostatnie 256 dni, poczekam jeszcze godzinę. Z zamyślenia wybudza mnie ekspres. Kawa gotowa. Filiżankę stawiam na stole, z szafki wyjmuję kruche ciastka posypane cukrem. Takie jak w dzieciństwie. Jeśli poleżały trochę dłużej na stole, robiły się wilgotne, choć równie pyszne. Zamykam oczy. Piję jeszcze gorącą kawę, jem ciastka. Okruchy sypią się na bluzkę, ale mam to gdzieś. Jest cicho. Będzie mi brakowało tego codziennego rytuału. Ale tylko tego. Za niczym nie zatęsknię. Za nikim. Filiżankę myję, wycieram do sucha i odstawiam do szafki.

Teraz się rozbieram. Zdejmuję bluzkę i wieszam ją w szafie. To samo robię ze spodniami. Zdejmuję też bieliznę i wrzucam do kosza na pranie. Idę do kuchni. Z szuflady wyjmuję nóż do sera. Ten wydaje mi się odpowiedni. Zawsze kroję nim pomidory i cebulę, choć wiem, że nie do tego służy. Ale nie musi.

Idę do sypialni szkodnika. Śpi na plecach – dzięki ci za takie ułatwienie. Ręce i nogi ma rozrzucone. Jest totalnie nieprzytomny. Fioletowy, wręcz siny na twarzy. Śmierdzi potem i wódką. Widok ten nie porusza we mnie zupełnie nic. Siadam na jego brzuchu. Wyjmuję mu spod głowy poduszkę, by mieć lepszy widok na krtań. Wbijam nóż do sera prosto w jego szyję. Z gardła wydobywa mu się bulgotanie, jakieś dziwne, zwierzęce dźwięki. Nawet się wybudza. Siedzę na nim wciąż. Kolanami przyciskam jego ręce. Szarpie się, miota, ale liczyłam na więcej. Krew chlusta na jego brzuch, na mnie, na łóżko. Po chwili wszystko jest zalane krwią. Na to akurat liczyłam. Kiedy przestaje się rzucać, wstaję.

Wychodzę z sypialni, wchodzę do łazienki. Piersi, brzuch, ręce, twarz – to wszystko mam we krwi. Odkładam na półkę nóż. Rozsmarowuję szkodniczą krew na całym ciele, również na twarzy. Biorę nóż do sera i staję przed lustrem. Kończę odliczanie. 257…

I jestem tu, gdzie powinnam być. Jestem tym, czym powinnam być.

Zniżam lot. Kieruję się na parapet szkodniczej sypialni. Bezczelnie zaglądam przez okno. Widzę czarną już plamę na łóżku. Nieco bieleją rozrzucone ręce. Pewnie śmierdzi jeszcze bardziej, ale tego już nie czuję. Patrzę przez chwilę. Nie, nie będzie mi tego brak. Siadam teraz na parapecie salonu. Zaglądam i widzę tylko to, na co pozwala mi firanka. Nie była tania. Szyta na zamówienie. Wybierałam ją tygodniami. Zawieszona perfekcyjnie. Biała jak śnieg, ale tuż za nią widzę czarne jak węgiel dyndające stopy. Jakie piękne, smukłe stopy. Jeszcze lśni na nich krew. Szkodnicza krew długo krzepnie. I tyle tylko mogę dostrzec, bo ta biel mi wszystko przesłania.

Odlatuję. Nazbieram błota i uwiję sobie gniazdo. Wyścielę je źdźbłami, piórkami. Będę w nim żyć wiecznie. Nie muszę już odliczać.

Koniec

Komentarze

Zbyt dosłowne. Ot, scena morderstwa i później skok morderczyni z parapetu. 

Pozdrawiam

Cóż jak na pierwszy tekst nie jest źle. Krótkie, proste zdania fajnie tu wypadają, pasują do zaburzonej psychiki bohaterki. 

Szort w pamięci nie zostanie, ale myślę, że mimo to warto było się z nim podzielić. 

Hej,

 

przeczytałam parę Twoich tekstów. Masz swój styl na pewno, nie zawsze trafia do mnie treść (jak i w tym przypadku), ale nie można Ci odmówić dobrego warsztatu. Jak zdecydujesz się opublikować coś dłuższego niż szort, na pewno się zapoznam. 

Those who don't believe in magic will never find it

Jeżeli pisałaś to wiele lat temu, to szczerze wiele się nie zmieniło :)

Dalej masz oszczędne, krótkie zdania. Trochę jakbym oglądał film. Jest to spoko, ale cierpi trochę na tym narracja którą osobiście lubię, ale np. ten szorciak walnięty w Wzywaniach Weekendach, trafił do mnie bardziej, bo jeszcze jest puenta i nawet bym kliknął do biblio :) Pisz dalej. 

W takich scenach które nie należą do …spektrum moich zainteresowań, to jedyne co mogę doradzić, to poczytaj niektóre sceny piórkowe opowiadania z tagiem horror. 

Bo ta scena moim zdaniem nie niesie nic innego po za tym ze laska, pewnie molestowana przez “szkodnika” po prostu postanowiła się zemścić i tyle.

Wiem, że tekst stary i w ogóle, ale moim zdaniem np. Pierwszy Brokat, też był trudny do zrozumienia, a zgrabnie napisany. 

Musisz popracować nad peuntą lub zakończeniem. Np. W weekendowych wyzywaniach to zauważyłem i to było naprawdę fajne.

I’ve dare you to do better.

 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Przesłanie we krwi utonęło,

ale za to w jakim stylu! yessmiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witaj. :)

I znowu witam Cię na dyżurze, więc – chcąc, nie chcąc – jesteś skazana na moje opinie. :)

Tu mam wątpliwości co do kwestii językowych:

Wejść czy nie wejść. – czy to nie jest zdanie pytające?

Biała jak śnieg, ale tuż za nią widzę czarne jak węgiel (przecinek?) dyndające stopy.

 

Tekst tak mnie zdołował, że naprawdę trudno coś sensownego napisać. Przyznam, nie wyobrażam sobie chyba, abym mogła kiedykolwiek „popełnić” podobny szort. :) Makabryczne wizje, przerażające sceny, koszmarnie drastyczne opisy.

Masz swój swój, charakterystyczny i nie do podrobienia, tego na pewno nie można Ci odmówić. ;)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Cześć, przeczytałem to i Cmentarz na Długim Polu, i też uważam, że wiele się nie zmieniło. Spodziewałem się, że tekst będzie weselszy, ale jest jeszcze bardziej smutny. Mnie również czytało się dobrze, ale preferuję teksty dające nadzieję, sensowne rozwiązanie problemu, więc klimat mi nie podchodzi :) Książki czy opowiadania to jakby nie było propaganda, wolę być pozytywnym rycerzem niż czytać o zgniliźnie, ale to już kwestia mojego gustu :)

Ciekawe czy historia tej dziewczyny, ale obrócona o 180 stopni (szczęśliwa rodzina, radosna kobieta, jakby to miało wyglądać docelowo) nie pasowałaby bardziej do fantastyki. Obawiam się, że wyszłaby z tego nawet komedia.

Dziękuję za komentarze.

Już kiedyś pisałam – wiem, że moje teksty są niekomfortowe, brudne, nie dają jako takiej przyjemności. Są dziwne. Ale jeśli przeczyta to choć jedna osoba z pewnymi doświadczeniami i poczuje trochę ulgi, satysfakcji, nawet takiej chorej, to ja już będę zadowolona.

Cokolwiek napisałam, w jakiś sposób bazowałam na swoich własnych doświadczeniach. Jako dwudziestoparolatka miałam takie, a nie inne. Teraz jestem starsza, umiem już obserwować otoczenie nie tylko przez pryzmat własnych doświadczeń. Jest łatwiej, jest przyjemniej, ale nie wyrzeknę się tego brutalnego realizmu, bo już wiem, że on tam jest.

Słyszę albo czytam czasem takie “peany” o kolejnej niezwykle silnej kobiecie, która wyrwała się z patologicznego związku; starszym bracie, który adoptował młodsze rodzeństwo; żonie, która trwała przy ciężko chorym mężu itd. To wszystko wygląda pięknie, poetycko, bohatersko. I takie oczywiście jest. Ale ta szara rzeczywistość bohaterów również zasługuje na uwagę – być może wyłącznie dla nich samych. Ta silna kobieta niejednokrotnie zmywała wymiociny, starszy brat wył z bezsilności, kiedy trzeba było opakowanie parówek podzielić na cztery osoby, a czuwająca przy mężu żona marzyła o jego nagłej śmierci, bo miała dość smrodu pieluch i zabrudzonych podkładów. O tym nie myśli się przyjemnie, ale dla niektórych to jest codzienność.

Mam nadzieję, że w miarę składnie wyraziłam swoje stanowisko :)

 

Bardzo składnie się wyraziłaś smiley

 

Jestem na tym forum bardzo krótko, bo dwa miesiące, a w kontekście tego co piszesz, już nauczyłem się dwóch rzeczy:

 

1. Z dwojga złego chyba jednak lepiej zabijać bohaterów swoich tekstów, niż ludzi na ulicach.” – (to odpowiedź na moje pytanie: “co Wy wszyscy tacy krwiożerczy jesteście?”)

2.Pisanie to też forma autoterapii :)

No tośmy sobie, ..., polatali!

@Hesket

Źle zrozumiałeś zakończenie. Czyli, że nie było zbyt dosłowne, tylko nie wystarczająco dosłowne.

@UnaBomba

Kolejny ładny tytuł. W scenie picia kawy bardzo sprawnie uchwyciłaś i alienację bohaterki, i jej rezygnację. Myślę, że tag horror jest nieadekwatny, o tyle, że elementy fantastyczne nie straszą, a wręcz przeciwnie, służą do zbudowania “szczęśliwego” zakończenia.

Twoje historie nie są ani dziwne, ani brudne. Są ludzkie i niepolukrowane, ale to ich największa zaleta. Żyjemy w kraju gdzie przynajmniej co dziesiąta osoba ma problemy z alkoholizmem albo ryzykownym spożyciem. Takie teksty, jak twoje, są ważne. Melendur88 napisał, że niewiele się zmieniło w twoich tekstach na przestrzeni lat. I o ile ma racje co do stylu, to najważniejsza różnica, ta w konstrukcji psychicznej głównych bohaterek, jest kolosalna. I tej różnicy Ci szczerze i gorąco gratuluję.

 

Jeżeli miałbym coś doradzać, to bardziej śmiałe otworzenie się na fantastyczne formy i fabuły (oczywiście jeżeli chcesz pisać fantastykę, a nie obyczaj). 

Krótkie opowiadanie, więc krótka opinia:

 

Napisane składnie i dobitnie. Nie powiem, żebym widział świat oczami bohaterki, ale bez problemu mogłem oglądać jej poczynania nieco z boku :) Ma swój styl.

Problem w tym, że zaginie w tłumie innych historii, bo walczy z nimi zagęszczeniem cierpienia i mroku w ilości tekstu.

 

Denerwował mnie nóż do sera. Na początku jest nożem do sera, zgoda. Ale potem powinien się stać tym “nożem”, bez dodatkowych określeń. Dobrze, że do sera, a nie do pizzy :)

 

Źle zrozumiałeś zakończenie

Prośba: starajmy się nie pisać tak komentarzy. Każdy użyszkodnik forum może rozumieć tekst tak, jak chce i otwarcie się o tym wypowiadać. Jest przecież dużo strawniejsza forma:

Ja rozumiem zakończenie inaczej (niż Ty)

@marzan

Każdy użytkownik może rozumieć tekst jak chce i potrafi, ale jeżeli na podstawie swojego zrozumienia formułuje krytykę, to tak krytyka również podlega krytyce. Strawność formy jest dopasowana do strawności oryginalnego komentarza i wybrałem ją dotkliwie gryząc się w język. To napisawszy, szanuję i twoją prośbę i twoją chęć pilnowania żeby portal był miłym i bezpiecznym miejscem. Postaram się do niej zastosować. Wyjaśnij mi jeszcze tylko, bo staram się przyswoić panującą tutaj etykietę, czy takie komentarze jak Hesketa dobrze się w nią wpisują? Jedna linijka komentarza, wrzucona trzy minuty po publikacji tekstu, deprecjonująca wartość utworu bez podania merytorycznych argumentów jest w porządku?

UnaBombę, już tradycyjnie, przepraszam za zaśmiecanie komentarzy offtopem.

 

@edytka

Trzynaście minut, nie trzy. Starość nie radość.

Zastanawiałem się, czy wchodzić w polemikę, bo jednak czuję woń histerii. Komentarz jerry_gainer mnie przekonał. Nie powiem, że takie historie nie są ważne (choćby dlatego, że wywołują emocje i polemikę właśnie), ale mnie przeszkadza, że przedstawiają tylko jedną stronę. No bo, co dziesiąta osoba ma problem z alkoholem, ale czy taka kobieta wyciągnęła pijanego mężczyznę ze śmietnika i zaciągnęła go przed ołtarz, przy okazji terroryzując księdza, aby udzielił ślubu? :) Mnie interesuje dlaczego taki się stał, żeby temu przeciwdziałać. W sensie, może się okazać, że eksterminacja jest właśnie tym rozwiązaniem, ale fajnie byłoby to udowodnić.

 

Co do autoterapii popieram. Myślę tylko tak, że przykładowo, seria Pieść lodu i ognia, była świetna, ale w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że autor pyta się mnie: “lubisz tego bohatera? to patrz, jak go sadystycznie zamorduję”. Podobnie filmy z serii Piła. Takie mam skojarzenia. Czy to jest obraz świata, który nas otacza. Kurde, mam nadzieję, że nie :)

Słyszę albo czytam czasem takie “peany” o kolejnej niezwykle silnej kobiecie, która wyrwała się z patologicznego związku; starszym bracie, który adoptował młodsze rodzeństwo; żonie, która trwała przy ciężko chorym mężu itd. To wszystko wygląda pięknie, poetycko, bohatersko. I takie oczywiście jest. Ale ta szara rzeczywistość bohaterów również zasługuje na uwagę – być może wyłącznie dla nich samych. Ta silna kobieta niejednokrotnie zmywała wymiociny, starszy brat wył z bezsilności, kiedy trzeba było opakowanie parówek podzielić na cztery osoby, a czuwająca przy mężu żona marzyła o jego nagłej śmierci, bo miała dość smrodu pieluch i zabrudzonych podkładów. O tym nie myśli się przyjemnie, ale dla niektórych to jest codzienność.

 

UnaBomba, jasne, rozumiem, takie rzeczy i takie zachowanie pewnie też się zdarzają. Aczkolwiek wrzucanie wszystkiego do jednego wora również jest trudne i niewłaściwe. Każdy przypadek jest inny, każdy – specyficzny. Podałaś bolesny przykład. Ja jestem z takiej “szufladki” – czuwałam w domu nad umierającym Mężem, kiedy nikt z lekarzy nie dawał Mu szans na przeżycie, a ja cierpliwie opatrywałam, wymieniałam, dbałam, myłam, pielęgnowałam… I codziennie uparcie powtarzałam, że na pewno będzie dalej żyć. Wierzyłam gorąco. I długo. Nie miałam dość – jak piszesz: “smrodu i brudu”. To naturalna rzecz, że każdy z nas się brudzi i śmierdzi. Co ma powiedzieć personel każdego szpitala, czy każdego hospicjum? A każdy rodzic? Ma “marzyć o rychłej śmierci podopiecznego”? Pytania czysto retoryczne. Chętnie zajmowałabym się Mężem latami, gdybym tylko mogła, choć nie Nim jednym się opiekowałam. Niestety, mimo operacji, przerzutów było zbyt dużo… crying

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

jerry_ gainer, a to ciekawe, że lepiej wiesz, co zrozumiałem źle.

Możesz się za mnie nie wypowiadać? 

 

@Hesket

Napisałeś “skok morderczyni z parapetu”, podczas gdy żadna morderczyni z parapetu nie zeskoczyła. Nie wypowiadam się za Ciebie, tylko do Ciebie. Czy chciałbyś żebym w miły i uprzejmy sposób wyjaśnił Ci różnicę?

Masz rację, zachowałem się nieładnie i faktycznie nie zrozumiałem.

Przepraszam

bruce,

Szczerze współczuję doświadczeń i poniesionej straty.

 

tlok 303bruce,

Pozwolicie, że odpiszę wam wspólnie, bo konsensus będzie taki sam. Zawsze każda sytuacja ma dwie strony. Naturalnie jako świadek, przedmiot, ofiara lub oprawca widzę swoją jedną. Jeśli decyduję się na stworzenie z tego tekstu, to tylko ja wybieram punkt widzenia. To nie jest wrzucanie do jednego wora, bo nigdzie nie twierdzę, że dokładnie wszyscy postępują w taki, a nie inny sposób. Oczywiście, że alkoholik przeszedł długą drogę na dno, ale ja nie będę się nad tym pochylać. Pochylę się nad jego dziećmi, rodziną. Ale nie będę od wszystkiego. 

Dalej, nie sposób nie docenić tych bohaterów, który czuwają np. przy chorych partnerach. To piękne i szlachetne, ale ja wybieram pisanie o innej stronie takich sytuacji. 

Sama przeszłam niemało, bo i wychodzenie ze współuzależnienia, i chorobę, i śmierć na moich rękach. Nie przepadam za tym, gdy ktoś próbuje mnie podziwiać i wmawia mi, jaka muszę być silna itd. Co mi po tym. Było, minęło, żyję swoim życiem. Jedyne, co mnie bolało, to wybiórczość. Łatwo jest kogoś głaskać po głowie, gdy mu się mówi, że jest tak silny, taki dzielny. Ale kiedy ten ktoś próbuje szczerze powiedzieć o swoich realiach, o tym, że dziś w nocy zmywał krew z podłogi, o tym, że znowu połamał paznokcie, wyciągając 100kilogramowego chłopa z toalety, o tym, że to wszystko po prostu śmierdzi i wtedy wcale nie jest się dzielnym, bo chce się płakać, to już nie ma tego czułego głaskania. To już widać w oczach obrzydzenie, szok, strach, albo co najgorsze – litość.

Piszę o tych brzydkich stronach, bo kiedyś sama potrzebowałam poczucia, że nie tylko ja w tym siedziałam, nie tylko mnie to brzydziło. Wtedy nie wiedziałam, że nie wszyscy są tacy bohaterscy i cierpliwi. Myślałam, że tylko ze mną jest coś nie tak. 

 

jerry i Hesket

morderczyni nie rzuciła się z parapetu, tylko się powiesiła. Proszę, przenieście kłótnię gdzieś indziej.

 

 

 

 

 

Zastanowiło mnie to, co napisałeś, Heskecie. :) Zerkam na zakończenie tekstu, bo wcześniej umknęło mi to, ponieważ skupiłam uwagę na innych fragmentach:

Siadam teraz na parapecie salonu. Zaglądam i widzę tylko to, na co pozwala mi firanka. Nie była tania. Szyta na zamówienie. Wybierałam ją tygodniami. Zawieszona perfekcyjnie. Biała jak śnieg, ale tuż za nią widzę czarne jak węgiel dyndające stopy. Jakie piękne, smukłe stopy. Jeszcze lśni na nich krew. Szkodnicza krew długo krzepnie. I tyle tylko mogę dostrzec, bo ta biel mi wszystko przesłania.

Odlatuję. Nazbieram błota i uwiję sobie gniazdo. Wyścielę je źdźbłami, piórkami. Będę w nim żyć wiecznie. Nie muszę już odliczać”.

 

Ja także, faktycznie, odbieram to jako skok. Powody:

gniazdo uwiła z błota,

dodanie doń piór i ździebeł,

życie w nim wiecznie

bohaterka nie musi odliczać.

 

Czyli moja interpretacja jest następująca:

Gniazd nie wije się najpierw tylko z błota (widziałam z bliska gniazdka ptasie wielokrotnie, zresztą nawet teraz widzę za oknem, w ogrodzie smiley), to metafora, błoto przecież nie jest trwałe i po wyschnięciu kruszeje i pęka, a – jako mokre – jest nieprzyjemne i zimne; w dodatku – wspomniane dodanie do niego potem wymienionych, klasycznych wręcz elementów, jest bez sensu, skoro bohaterka ma tam mieszkać wiecznie, bo – po pierwsze – nikt nie żyje wiecznie, a pod drugie – gniazdo tworzy się, tak sądzę, głównie dla wychowania w nim potomstwa. Brak konieczności odliczania świadczy najdobitniej o skoku bohaterki. :)

Być może się mylę, ale – skoro takie przemyślenia mi się nasunęły, pewnie jest ku temu ważny powód. :) Interpretować literaturę, zwłaszcza tak metaforyczną, każdy ma prawo dowolnie. :) 

 

Pozdrawiam. heart

 

bruce,

Szczerze współczuję doświadczeń i poniesionej straty.

Szanowna Autorko, dziękuję i pozdrawiam. Życie… 

Pecunia non olet

Sama przeszłam niemało, bo i wychodzenie ze współuzależnienia, i chorobę, i śmierć na moich rękach. (…)

Piszę o tych brzydkich stronach, bo kiedyś sama potrzebowałam poczucia, że nie tylko ja w tym siedziałam, nie tylko mnie to brzydziło. Wtedy nie wiedziałam, że nie wszyscy są tacy bohaterscy i cierpliwi. Myślałam, że tylko ze mną jest coś nie tak. 

 

 

Droga UnaBombo, ja także współczuję Ci tak traumatycznych przejść… heartkisssad emotka: ”przytul”.

I nie, nie jest – jak piszesz – “z Tobą coś nie tak”. W jednych takie opiekowanie się budzi obrzydzenie, w innych nie, jedni czekają na słowa litości, inni się denerwują, słysząc je. Każdy jest inny i inaczej reaguje. :) Poruszasz pewne problemy, a my je odbieramy tak, a nie inaczej, mając własne bagaże doświadczeń oraz – nasuwające się przemyślenia i interpretacje. :) Życie… :)

 

Pozdrawiam Cię serdecznie; pisz, przelewaj na klawiaturę, co boli i uwiera, co tłamsisz w sobie, bo to często jest najlepszy ratunek. :) 

Pecunia non olet

Hej UnaBomba, no tak, właściwie się zgadzam, ale na koniec zastanowiłem się czy tym tekstem nie poddajesz takiej osobie chorego pomysłu do rozważenia? W Cmentarzu na Długim Polu, kobieta uwolniła się z tej sytuacji. Czy jeśli ktoś odkrywa swojego bohatera w książce i widzi, że on ma zawsze beznadziejnie przerąbane to go to naprawdę pociesza? To, że nie ma nadziei?

Przy okazji ja też zrozumiałem, że skoczyła. 

Ja byłem zdezorientowany, bo wyobraziłem sobie dyndające nogi wisielca, ale potem dyndające nogi osoby siedzącej na parapecie. A ponieważ w życiu montowałem trochę karniszy i prowadnic do zasłon stwierdziłem, że chodzi o skok, bo karnisz nie wytrzyma ciężaru człowieka.

Każdy czyta przez pryzmat swoich doświadczeń :)

Hej, 

Ta scenka podoba mi się dużo bardziej niż Cmentarz w Długim Polu. Styl bardzo fajnie oddaje klimat shorta. Ten makabryczny opis jest wstrząsający. Takie rzeczy raczej mnie nie dotykają, tutaj natomiast poczułem dyskomfort.

Pozdrawiam!

Czołem,

 

na wstępie – mój komentarz abstrahuje od Waszych dyskusji powyżej. Mam to szczęście, że nie dotknęło mnie w życiu nic, co nazwałbym “ciężkim przeżyciem”. W moim wypadku naprawdę “inni mają gorzej”. Dlatego dziękuję, że postanowiłaś podzielić się też takim doświadczeniem, doceniam to, a ciężkich doświadczeń szczerze współczuję.

 

Do lektury skłoniła mnie tytułowa jaskółka – mam słabość do motywu jaskółki, sam czasami go używam. Nie potrafię uzasadnić dlaczego, po prostu tak jest.

 

Wreszcie co do tekstu. Opis jest twardy, zaskakuje brak emocji przy morderstwie. To mocne, dobrze oddziałuje na wyobraźnię. Zakończenie w formie odlecenia, nagłego wyzwolenia nie tylko spod “szkodnika”, ale spod wszystkiego również zręczne.

 

W mojej ocenie to udany literacko opis czegoś niewysłowionego. Zastosowana metafora do mnie trafia, artystyczność środka jest chyba jedyną ścieżką, by nadać tej scenie jakiejś mniejszej ponurości. Zakończenie nie było dla mnie mylące, zrozumiałem. Interpretuję to wyłącznie literacko, bo jak na wstępie – nie mam doświadczenia i narzędzi życiowych, by zrobić to inaczej.

Nie wiem, czy sobie życzysz trafić z tym do Biblioteki, ale kliknę.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

UnaBombo, mówisz o sprawach trudnych i rozumiem, że pisanie pomaga Ci uporać się z przeszłością. Moja przeszłość w niczym nie przypomina Twojej, więc chyba muszę przeczytać jeszcze sporo Twoich tekstów, by zacząć je rozumieć, umieć się w nich znaleźć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

zaczęło się ostro, dosłownie, jak dla mnie za bardzo.

Jako lajkonik w temacie morderstw wątpię czy nożem do sera dałoby się to zrobić tak jak piszesz.

dlaczego denat ma czarne nogi?

druga część taka odklejona od pierwszej. brakuje spójności i dynamiki. 

marzan, przyznaj się, ile dostaniesz za afiliację wink

Ale dobre, rozbawiłeś mnie wink

Podwójne zakończenie jest dość okrutne. Między kolcami jest chyba dość tępo (sprawdziłem na swoim nożu, uprzedzam, że ucierpiała tylko wieprzowina z lodówki) i zatrzymuje się na co bardziej żylastych miejscach. Ale może gość był już tak rozmiękły od nadmiaru trunków, że wchodziło w niego jak w… masło.

Dość tych makabresek przed spaniem, bo będę musiał potem horror napisać :P

Nowa Fantastyka