- Opowiadanie: UnaBomba - Jaskółkę wiosna czyni

Jaskółkę wiosna czyni

Ten tekst wrzucam tutaj z ciekawości. Napisałam go 10, może 12 lat temu. Byłam zupełnie inną osobą i jak to teraz czytam, czuję pewien dysonans. W każdym razie jest to pierwszy mój tekst w ogóle. Nic teraz nie zmieniałam, chociaż korcił mnie tytuł. Ale niech tak zostanie.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Jaskółkę wiosna czyni

Stoję u drzwi i szukam kluczy. Jak co dzień. Kieszeń lewa, kieszeń prawa, kieszeń zewnętrzna w torbie, kieszeń wewnętrzna. Coś dzwoni. Są. Tam, gdzie być nie powinny. O ironio… Wejść czy nie wejść. Wchodzę. Czy mam inne wyjście? Otwieram drzwi. Mieszkanie jest zaciemnione. Rolety nie były odsuwane pewnie przez cały dzień. Grunt, że nie jest zadymione. Wszystkie szkodniki pewnie żyją. Zwłaszcza ten jeden. Pił czy nie pił? Pewnie, że pił. Zamykam drzwi do jego sypialni i o nim zapominam. Bo po co pamiętać?

Zdejmuję płaszcz, buty, odkładam torbę. Włączam ekspres. Czekam na kawę. Myślę. Powinnam być teraz gdzieś indziej, ale się nie spieszę. Mam czas. Czekałam ostatnie 256 dni, poczekam jeszcze godzinę. Z zamyślenia wybudza mnie ekspres. Kawa gotowa. Filiżankę stawiam na stole, z szafki wyjmuję kruche ciastka posypane cukrem. Takie jak w dzieciństwie. Jeśli poleżały trochę dłużej na stole, robiły się wilgotne, choć równie pyszne. Zamykam oczy. Piję jeszcze gorącą kawę, jem ciastka. Okruchy sypią się na bluzkę, ale mam to gdzieś. Jest cicho. Będzie mi brakowało tego codziennego rytuału. Ale tylko tego. Za niczym nie zatęsknię. Za nikim. Filiżankę myję, wycieram do sucha i odstawiam do szafki.

Teraz się rozbieram. Zdejmuję bluzkę i wieszam ją w szafie. To samo robię ze spodniami. Zdejmuję też bieliznę i wrzucam do kosza na pranie. Idę do kuchni. Z szuflady wyjmuję nóż do sera. Ten wydaje mi się odpowiedni. Zawsze kroję nim pomidory i cebulę, choć wiem, że nie do tego służy. Ale nie musi.

Idę do sypialni szkodnika. Śpi na plecach – dzięki ci za takie ułatwienie. Ręce i nogi ma rozrzucone. Jest totalnie nieprzytomny. Fioletowy, wręcz siny na twarzy. Śmierdzi potem i wódką. Widok ten nie porusza we mnie zupełnie nic. Siadam na jego brzuchu. Wyjmuję mu spod głowy poduszkę, by mieć lepszy widok na krtań. Wbijam nóż do sera prosto w jego szyję. Z gardła wydobywa mu się bulgotanie, jakieś dziwne, zwierzęce dźwięki. Nawet się wybudza. Siedzę na nim wciąż. Kolanami przyciskam jego ręce. Szarpie się, miota, ale liczyłam na więcej. Krew chlusta na jego brzuch, na mnie, na łóżko. Po chwili wszystko jest zalane krwią. Na to akurat liczyłam. Kiedy przestaje się rzucać, wstaję.

Wychodzę z sypialni, wchodzę do łazienki. Piersi, brzuch, ręce, twarz – to wszystko mam we krwi. Odkładam na półkę nóż. Rozsmarowuję szkodniczą krew na całym ciele, również na twarzy. Biorę nóż do sera i staję przed lustrem. Kończę odliczanie. 257…

I jestem tu, gdzie powinnam być. Jestem tym, czym powinnam być.

Zniżam lot. Kieruję się na parapet szkodniczej sypialni. Bezczelnie zaglądam przez okno. Widzę czarną już plamę na łóżku. Nieco bieleją rozrzucone ręce. Pewnie śmierdzi jeszcze bardziej, ale tego już nie czuję. Patrzę przez chwilę. Nie, nie będzie mi tego brak. Siadam teraz na parapecie salonu. Zaglądam i widzę tylko to, na co pozwala mi firanka. Nie była tania. Szyta na zamówienie. Wybierałam ją tygodniami. Zawieszona perfekcyjnie. Biała jak śnieg, ale tuż za nią widzę czarne jak węgiel dyndające stopy. Jakie piękne, smukłe stopy. Jeszcze lśni na nich krew. Szkodnicza krew długo krzepnie. I tyle tylko mogę dostrzec, bo ta biel mi wszystko przesłania.

Odlatuję. Nazbieram błota i uwiję sobie gniazdo. Wyścielę je źdźbłami, piórkami. Będę w nim żyć wiecznie. Nie muszę już odliczać.

Koniec

Komentarze

Zbyt dosłowne. Ot, scena morderstwa i później skok morderczyni z parapetu. 

Pozdrawiam

Cóż jak na pierwszy tekst nie jest źle. Krótkie, proste zdania fajnie tu wypadają, pasują do zaburzonej psychiki bohaterki. 

Szort w pamięci nie zostanie, ale myślę, że mimo to warto było się z nim podzielić. 

Hej,

 

przeczytałam parę Twoich tekstów. Masz swój styl na pewno, nie zawsze trafia do mnie treść (jak i w tym przypadku), ale nie można Ci odmówić dobrego warsztatu. Jak zdecydujesz się opublikować coś dłuższego niż szort, na pewno się zapoznam. 

Jeżeli pisałaś to wiele lat temu, to szczerze wiele się nie zmieniło :)

Dalej masz oszczędne, krótkie zdania. Trochę jakbym oglądał film. Jest to spoko, ale cierpi trochę na tym narracja którą osobiście lubię, ale np. ten szorciak walnięty w Wzywaniach Weekendach, trafił do mnie bardziej, bo jeszcze jest puenta i nawet bym kliknął do biblio :) Pisz dalej. 

W takich scenach które nie należą do …spektrum moich zainteresowań, to jedyne co mogę doradzić, to poczytaj niektóre sceny piórkowe opowiadania z tagiem horror. 

Bo ta scena moim zdaniem nie niesie nic innego po za tym ze laska, pewnie molestowana przez “szkodnika” po prostu postanowiła się zemścić i tyle.

Wiem, że tekst stary i w ogóle, ale moim zdaniem np. Pierwszy Brokat, też był trudny do zrozumienia, a zgrabnie napisany. 

Musisz popracować nad peuntą lub zakończeniem. Np. W weekendowych wyzywaniach to zauważyłem i to było naprawdę fajne.

I’ve dare you to do better.

 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Przesłanie we krwi utonęło,

ale za to w jakim stylu! yessmiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witaj. :)

I znowu witam Cię na dyżurze, więc – chcąc, nie chcąc – jesteś skazana na moje opinie. :)

Tu mam wątpliwości co do kwestii językowych:

Wejść czy nie wejść. – czy to nie jest zdanie pytające?

Biała jak śnieg, ale tuż za nią widzę czarne jak węgiel (przecinek?) dyndające stopy.

 

Tekst tak mnie zdołował, że naprawdę trudno coś sensownego napisać. Przyznam, nie wyobrażam sobie chyba, abym mogła kiedykolwiek „popełnić” podobny szort. :) Makabryczne wizje, przerażające sceny, koszmarnie drastyczne opisy.

Masz swój swój, charakterystyczny i nie do podrobienia, tego na pewno nie można Ci odmówić. ;)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Cześć, przeczytałem to i Cmentarz na Długim Polu, i też uważam, że wiele się nie zmieniło. Spodziewałem się, że tekst będzie weselszy, ale jest jeszcze bardziej smutny. Mnie również czytało się dobrze, ale preferuję teksty dające nadzieję, sensowne rozwiązanie problemu, więc klimat mi nie podchodzi :) Książki czy opowiadania to jakby nie było propaganda, wolę być pozytywnym rycerzem niż czytać o zgniliźnie, ale to już kwestia mojego gustu :)

Ciekawe czy historia tej dziewczyny, ale obrócona o 180 stopni (szczęśliwa rodzina, radosna kobieta, jakby to miało wyglądać docelowo) nie pasowałaby bardziej do fantastyki. Obawiam się, że wyszłaby z tego nawet komedia.

Nowa Fantastyka