Jan otrzymuje od ukochanej list, który wręcza mu jej goniec. Wsiada czym prędzej na swego rumaka. Gniady koń unosi przystojnego młodzieńca przez las. Stąpa majestatycznie podnosząc wysoko kopyta i wachlując się do taktu ogonem. Szata jeźdźca świadczy, że jest to ktoś ważny. Jan zmierza na spotkanie ze swoja lubą. Tak często przywołuje ten tekst w pamięci, że aż utrwala się w jego duszy. Zdaje mu się, że jest to refren jakieś miłosnej piosenki. Właśnie ponownie sobie przypomina jego treść.
,, Kochanie.
Kiedy piszę te słowa moi rodzice odjeżdżają w interesach. Nie będzie ich cały dzień. Informuję cię o tym, bo wiem, że nie przepadasz za nimi. Zresztą oni też nie są dłużni. Możemy spędzić ten czas razem, bez obawy o jakieś scysje. Czekam na ciebie z utęsknieniem. Nikt nas nie rozdzieli. Jeżeli rodzice się nie zgodzą, to wyjadę z Tobą gdziekolwiek, nawet wbrew ich woli.
Twoja Śnieżynka.’’
Teraz rozumie co poeci mają na myśli opiewając w swych utworach wzniosła miłość, która dodaje skrzydeł. Przemierza knieje i nie może opanować podniecenia. Serce tętni
mu niemiłosiernie i dudni w jego uszach. Zmysły jego stają się ostrzejsze. Przyroda nabiera wyraźniejszych kolorów. Widzi jak drzewa brązowieją, a porastający je mech zielenieje. Okoliczne drzewa uniemożliwiają galop. Gdyby nie one to spiąłby swego rumaka i pognałby na złamanie karku, albo zamieniłby swego konia na pegaza, aby dotrzeć jak najszybciej do celu. Pragnie już przytulic się do swej ukochanej. W oddali dostrzega jakąś sylwetkę leżącą na ziemi. Podjeżdża bliżej. Wygląda na to, że ktoś potrzebuje jego pomocy. Zsiada z konia. Kiedy zamierza do niej podejść, to nagle osoba podnosi się błyskawicznie. W całej swej okazałości pokazuje się ohydna starucha. Siwe rozwichrzone włosy sięgają ramion, wybałusza wyłupiaste ślipia niczym ropucha, wyciąga długie zakręcone pazury. Otwiera gębę pokazując puste miejsca po kilku zębach i skrzeczącym głosem rzuca na przybysza czary, który stoi oniemiały z wrażenia. Przebiera w dłoniach jakimiś zielskami i wygłasza niezrozumiałe formuły, a potem wskazując pazurem w młodzieńca zwraca się do niego już zrozumiałym językiem.
– Na chwałę pani wiedźm ogarnia cię znużenie, ciemność staje przed twoimi oczyma, zamykasz oczy, chce ci się spać, opadasz z przemęczenia – hipnotyzowała.
Książę pod wpływem sugestii kładzie się na ziemi i zasypia. Starucha zaciera z zadowoleniem ręce i piskliwym głosem śmieje się przerażająco. Bierze go za ręce od tyłu. Zamierza przenieść go i ukryć w jakimś odludnym miejscu, jednak słyszy jakieś odgłosy. Opuszcza czym prędzej to miejsce, aby przypadkiem ktoś nie nakrył jej na gorącym uczynku. Znika nieopodal pośród drzew, aby z ukrycia obserwować, co się dzieje. Wkrótce też rozbrzmiewa w pobliżu jakiś śpiew.
,, My jesteśmy wyjątkowymi elfkami. Tralala.
Mamy wśród drzew domki. Tralala.
Zawsze chętne do pilnej nauki. Tralala.
Rozwiewamy potrzebującym ich smutki. Tralala.
Nasz charakter dla przyjaciół miluśki. Tralala.
Zwarte i gotowe z wrogami do walki. Tralala.
Wszyscy doceniają nasze wdzięki. Tralala.
Mamy też swoje wzniosłe miłostki. Tralala. ’’
Elfki są w wyśmienitym humorze, bowiem wracają z pikniku. Śpiący książę leży na ziemi zdany na łaskę i niełaskę dzikich zwierząt. Niedaleko rozprzestrzenia się przeraźliwe wycie. Zgraja wilków z ognistymi ślipiami zbliża się do leżącego, otacza go, a potem zacieśnia swoje szeregi względem upatrzonej ofiary. Wszystko wskazuje na to, że los śpiącego księcia jest już przesądzony. Ale nieoczekiwanie rozlegają się jakieś krzyki, które przeganiają wilków. Spomiędzy drzew padają strzały z łuków. Kilka wilków pada martwych. Zaniepokojone wilki są zdezorientowane. Wkrótce zza drzew wychodzą sylwetki elfek. Wkraczają rozjuszone w sam środek stada. Dokonują pogromu. Padają następne wilki, a reszta ucieka w popłochu. Elfki podchodzą do leżącego królewicza.
– Czy on nie żyje? – zaniepokoiła się Życzliwa.
Mądra dokonuje oględzin. Porusza nim delikatnie. Próbuje użyć czarów, aby go przebudzić, jednak to nic nie daje.
– Śpi. – oznajmiła. – Ktoś musiał na niego rzucić urok.
– Ale on przystojny – oceniła Ślicznotka.
– Ciekawe, którą z nas by wolał? – zażartowała Wesołka.
– Po co tracimy tutaj czas – rzuciła Gburka.
– Musimy mu pomóc – zasugerowała Życzliwa.
– Przenieśmy go do nas – podsumowała Łuczniczka.
– Dobrze – zgodziła się Siłaczka.
Kładą leżącego na kocu. Za jeden róg chwyta Siłaczka, a za drugi Łuczniczka. Mądra i Ślicznotka chwytają z drugiej strony, a pomiędzy nimi Gburka. Życzliwa trzyma jeden bok, a Wesołka drugi. Wracają do swoich drewnianych domków. Starucha podąża za nimi. Na miejscu znajdzie dogodną okazję, aby porwać śpiącego królewicza. Podczas drogi powrotnej Mądra decyduje, co zrobią ze swoim ze nieoczekiwanym gościem. Umieszczą go w domku Życzliwej, która natomiast na ten czas pójdzie do Wesołki. Ślicznotka pierwsza obejmie straż przy śpiącym. Codziennie inna będzie go pilnowała. W razie przebudzenia aktualna strażniczka da znać pozostałym. Wtedy podejmie dalsze zarządzenia. Postępują zgodnie z jej wytycznymi. Starucha podsłuchuje ich rozmowę.
– Skoro elfki zajmą się nim, to nie mam powodu go im odbierać. – pomyślała.
Właściwie to jest po jej myśli. Wraca do swej chałupy. Mądra jest inicjatorką powstania zamkniętej gromadki elfek. Obmyśla statut, a potem przyjmuje do swej grupy kolejne dziewczyny, które przechodzą pomyślnie egzamin. Wszystkie angażują się dla dobra społeczności, choćby przy wznoszeniu domków. Wkrótce kruki i wrony zbiegają się ze wszystkich stron i dokonują porządku z zabitymi wilkami.
. . .
Śnieżynka bardzo się już niepokoi. Chodzi ciągle z kąta w kąt, bo nie może skupić się na niczym innym. Jej myśli błądzą wokół ukochanego. Co chwilę wygląda przez okno, czy aby już nie nadchodzi. Za oknem jest już zupełnie ciemno, wiec musi wysilić swój wzrok, aby coś dostrzec, ale bezskutecznie.
,,Dlaczego nie przychodzi?’’ – niepokoi się. – ,,Czy coś go spotyka złego?’’
Różne przeraźliwe myśli jej przychodzą do głowy. Może jacyś rabusie napadają na niego i robią mu krzywdę, albo spada z konia i gdzieś tam leży nieprzytomny biedaczek. Łzy spływają je po policzkach. Nie chce już wynajdywać więcej zagrożeń. Boi się, że jej myśli przychodzą w złą godzinę i niestety okazują się one prawdziwe. Potem dochodzi do wniosku, że takie rozpamiętywanie nic jej nie daje. Przeciera policzki ręką. Bierze się w garść i postanawia go szukać. Skoro świt wybiega na zewnątrz i podąża w stronę jego domu. Rozgląda się wokół. Co i rusz zbacza z drogi i przeczesuje okoliczne zakamarki. Wola znalezienia ukochanego dodaje jej sił. Szuka jakiegokolwiek śladu, choćby najmniejszej części jego garderoby. Jak do tej pory bezskutecznie, ale nie poddaje się. Nie zważa na zmęczenie i podąża uparcie dalej. Ciągle nie znajduje żadnego tropu. Dociera do pałacu Jana. Iskierka nadziei tli się w jej sercu. Być może cudownym zrządzeniem losu już tam jest. Wypytuje rodziców, jednak oni nic nie wiedzą co się z nim dzieje. Ze spuszczoną głową powraca do swojego pałacu. Po pewnym czasie ogarnia ją zwątpienie, siada na ziemi i poddaje się rozpaczy. Jest już bliska rezygnacji. Nie wie, co ma dalej robić, gdzie jeszcze ma szukać. Łzy toczą się po policzkach, jednak nie wyciera ich. Nagle coś trąca ją po ramieniu. Odwraca głowę i widzi konia. Poznaje, że to rumak ukochanego. Natychmiast radość przepełnia jej serce. Wsiada na niego.
– Poprowadź mnie do swego pana – wydała polecenie.
Rumak nie rusza się z miejsca.
– Ty też nie wiesz, gdzie on jest – posmutniała.
Nie pozostaje jej nic innego jak wrócić do swojego pałacu. Na miejscu umieszcza go w stajni i postanawia się nim zająć. Po powrocie dalej nie może znaleźć swojego miejsca w domu. Nie może skupić się na jednej czynności. Jej myśli cały czas krążą wokół Jana. Ciągle przywołuje pamięcią wspólnie przeżyte chwile. Czyni to, aby nigdy o nich nie zapomnieć. Cały czas żyje przeszłością.
. . .
Jako pierwsza pilnuje śpiącego Ślicznotka. Patrzy na niego zauroczona jego urodą. Trzyma go czule za rękę.
,, Wygląda na poczciwego młodzieńca’’ – oceniła. – ,, Na pewno nikomu nie robi krzywdy. Śpi jak zaczarowany. Muszę go przebudzić, dlatego za wszelką cenę zamierzam dorwać w swoje ręce magika, który rzuca zły urok.’’ – postanowiła.
Jej prawa ręka zaciska się w pięść. W ten sposób postanawia dodać sobie odwagi.
,,Pragnę wyjść z niego’’ – oddaje się marzeniom – ,,Wiem, że potrafi zapewnić szczęście i dobrobyt rodzinie. W każdej chwili udzieli mi wsparcia i mogę na nim zawsze polegać. Jestem gotowa odejść z nim wszędzie, nawet w siną dal.’’
Jej oblicze pokazuje, że odczuwa wzruszenie, a jej prawa ręka się rozluźnia. Potrząsa delikatnie jego ręką, jakby chciała go przebudzić, ale bezskutecznie. Dalej trzyma jego rękę, jakby samym dotykiem chciała go przebudzić. Dopiero puszcza ją wtedy, kiedy następnego dnia do pilnowania śpiącego przychodzi Wesołka. Oczy elfek spotykają się. Gdyby one mogły tylko mówić, to na pewno nie byłyby miłe słowa. Obie zdają sobie sprawę, że są rywalkami. Ślicznotka z bólem serca wychodzi. Wesołka ujmuje jedną rękę leżącego i głaska ją czule. Mówi do niego na głos.
– Pragnę, żebyś stał się elfem – zasugerowała.
Ta myśl sprawia jej wielką radość. Na je ustach pojawia się uśmiech, a oczy błyszczą jak rozmarzone.
– Oczywiście poddajesz się inicjacji, ale nie martw się – udziela wskazówek. – opowiadam ci wszystko krok po kroku, jak to się odbywa. Do naszej wspólnoty przystępujesz wtedy, kiedy wykazujesz się sprytem i wytrzymałością. Przez tydzień przebywasz w trudnych warunkach terenowych. W tym czasie zaspakajasz uczucie głodu czy radzisz sobie z dzikimi zwierzętami. Do tego celu wykorzystujesz tylko to, co ci daje przyroda, bo od nas nie dostajesz nic. Czas odmierzasz obserwując zjawiska przyrody. Potem dopiero wracasz do naszej osady. Wtedy dowodzisz, że posiadasz odpowiednie cechy. Na zakończenie następuje ceremonia przyjęcia do naszej wspólnoty. Uczysz się też strzelać z łuku. Ale nie martw się. Pomagam ci we wszystkim na tyle, na ile umiem. Razem chodzimy na polowania, a także bronimy naszej osady. Przerywa, bo zbiera się na odwagę. Przekazuje mu ważne wyznanie, które płynie prosto z jej serca.
– Natomiast w wolnym czasie tańczymy cudownie przytuleni, a potem poddajemy się głębokiemu uczuciu miłości.
. . .
Mija miesiąc. Śnieżynka dalej nie wie, co się stało z jej ukochanym. Jest bardzo smutna, bo tęskni za nim. Nie może już dłużej wytrzymać w murach. Czuje, że się dusi. Musi natychmiast wyjść a zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Zmierza do lasu, a potem wstępuje w jego zacisze. Przetrząsa teren w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu po ukochanym. W sercu tli się jeszcze iskierka nadziei:
,,Za nic nie daję za wygraną. Szukam do skutku, choćby do śmierci, bo nie wyobrażam sobie w ogóle życia bez niego, a egzystencja pozbawiona ukochanego traci znaczenie.’’ Natomiast rozum podpowiada jej:
,,Poszukiwania i rozpamiętywanie są w ogóle pozbawione sensu. To jest tylko niepotrzebna strata czasu. Powinnam szukać kogoś, kto dodaje otuchy.’’
Ostatecznie jednak wzniosłe uczucie bierze górę nad bezduszną wiedzą. Śnieżynka dalej kontynuuje przeczesywanie okolicy. Staje na chwilę. Znajome miejsca przywołują reminiscencje. Powraca do czasów, kiedy ukradkiem wymyka się z domu i zmierza na miejsce schadzki do lasu. Chodzą tu często na piesze wędrówki. Trzymają się za ręce, a potem całują się przy blasku księżyca. Uśmiecha się do swoich wspomnień. Tak jest pogrążona w rozpamiętywaniu, że nie zdaje sobie sprawy, że ktoś podąża za nią. Zbliża się do osady elfek. Nie chodzi tam, bo elfki niechętnie patrzą na obcych. Zbiera myśli:
,,Co jej szkodzi, jeszcze raz tam idę. Może teraz są chętniejsze do rozmowy.’’ Obserwator postanawia się teraz pokazać i wychodzi spoza drzew. Chrzęst gałęzi przebudza Śnieżynkę z zamyślenia. Dostrzega zmierzającą ku niej wiedźmę. Starucha bez mrugnięcia wpatruje się w oczy dziewczyny, podnosi ręce przed siebie, rozciąga palce, wypowiada jakieś formuły niezrozumiałym językiem, a potem momentalnie znika pośród drzew. Śnieżynka jest zdumiona takim zachowaniem, a po jej plecach przechodzą nawet ciarki. Oddycha głęboko, aby dojść do siebie. Potem zastanawia się nad tym, czego jest świadkiem, jednak nie dochodzi do żadnych wniosków. Podąża dalej. Właśnie znajduje się na obrzeżach osady elfek. Zastanawia się nad tym, jak przekonać je do siebie, a także jak poprowadzić rozmowę. Jakby spod ziemi pojawiają się obok niej dwie kobiety. Łuczniczka celuje w nią, a Siłaczka wykręca jej ręce do tyłu.
– Po co tu węszysz wiedźmo? – bez ceregieli rzuciła Łuczniczka.
Śnieżynka jest w szoku. Nie wie co powiedzieć. – Dlaczego się do niej tak zwracają? – błąkała się w domysłach.
– Odpowiadaj natychmiast – kontynuowała Łuczniczka.
Śnieżynka zamyka się w sobie i nie odpowiada. Jest całkowicie zagubiona w tej sytuacji. Otwiera oczy szeroko z przerażenia. Dostrzega jak one patrzą na nią z obrzydzeniem. Wtedy jeszcze bardziej ogarnia ją przygnębienie. Elfki prowadzą ją do osady i wchodzą do domku Mądrej. Pozostałe elfki zbiegają się i patrzą z zainteresowaniem na niecodzienną sytuację.
– Co się dzieje? zaintrygowała się przywódczyni.
– Ona jest podejrzana – informuje Łuczniczka. – Często ją tu widzę. Na pewno przychodzi tu na przeszpiegi.
– Dlaczego nas niepokoisz? – Mądra żądała wyjaśnień od Śnieżynki.
– To jakieś nieporozumienie, nie jestem żadnym szpiegiem – wyjaśniła. – Szłam do was tylko po informacje. Czy wiecie coś o moim ukochanym Janie?
– Na pewno jest już bardzo stary – zaśmiała się Gburka.
– Wprost przeciwnie, jest młody i przystojny – obruszyła się Śnieżynka. – Kocham go.
– Taka starucha ma młodego mężczyznę – rzuciła Siłaczka. – To niemożliwe.
– Dlaczego tak do mnie mówisz? – poczuła się dotknięta tymi słowami i ogarnął ją wielki smutek.
Życzliwa cały czas pilnie obserwuje Śnieżynkę i zastanawia się nad dziwnym zachowaniem. Gburka stwierdza, że Śnieżynka jest tak pewna siebie i żadne słowa rozsądku nie docierają do niej. Bierze ze stołu lusterko i podaje je jej. –
,,Niech patrzy na swoje odbicie’’ – pomyślała.
Dziewczyna widzi w lusterku jakąś staruchę. Nie może w to uwierzyć. Wyraźnie ją to niepokoi.
,,Co się z nią dzieje?’’ – przemknęła jej myśl.
– I co, łuski opadły? – Gburka zadrwiła.
Dziewczyna dochodzi powoli do siebie. Myśli już bardziej racjonalnie. Przypomina sobie dziwne wydarzenie.
– Teraz już rozumiem – oznajmiła. – Mam inny wygląd, bo to wina jakieś wiedźmy.
– Ta znowu to samo – zniecierpliwiła się Gburka.
– Możesz mówić dalej! – Życzliwa przyszła dziewczynie z pomocą.
– To jest dziwne zdarzenie – tłumaczyła. Wszystko odbywa się bardzo krótko. Czyni jakieś gesty ręką. Coś mówi, ale nie rozumiem co. Jak nagle się pojawia, tak szybko znika pośród drzew.
– Brzmi to przekonująco – oceniła Życzliwa. – Wierzę jej.
– Dziękuję – ucieszyła się Śnieżynka pod postacią staruchy.
– Leży u nas jakiś młodzieniec, ale nie wiemy kim jest, bo się jeszcze nie przebudził – informuje przywódczyni.
Domniemana Śnieżynka nagle się ożywia, odzyskuje nadzieję, pragnie rozpoznać w śpiącym młodzieńcu swojego ukochanego, usilnie błaga los, żeby okazywał jej szczególną łaskę.
– Proszę mnie do niego prowadzić.
Mądra docenia jej zaangażowanie emocjonalne i zgadza się spełnić tę prośbę. Przyprowadza ją do właściwego domku, a za nimi podąża pozostałe towarzystwo. Domniemaną Śnieżynkę przepełnia niezmierne szczęście. Wreszcie odnalazła swojego ukochanego. Łuczniczka i Siłaczka zgodnie z poleceniem Mądrej idą natychmiast na poszukiwanie wiedźmy. Przeszukują las. Poruszają się w urozmaiconym terenie błyskawicznie, a przy tym co ważne nie czynią żadnego hałasu. Nie potrzebują dużo czasu na znalezienie staruchy. Nagle wyrastają obok niej, szybko ją obezwładniają, wiążą jej ręce z tyłu, kneblują usta. Elfki prowadzą ją do osady. Starucha jest zła na siebie, że tak łatwo ją łapią, a przez całą drogę niesamowicie skrzeczy. W końcu doprowadzają ją do domku Życzliwej, a potem ustawiają obok domniemanej Śnieżynki. Wyglądają jak dwie krople wody, tylko głos mają zupełnie inny. Gburka nie jest pewna, która starucha jest prawdziwa, a która nie. Uważa, że prawdziwa wiedźma mogła również zamienić brzmienie głosu.
– Zaczarowana starucha musi udowodnić, że jest prawdziwą Śnieżynką – nakazała.
– Tylko moja miłość to może potwierdzić – objaśniła domniemana.
Patrzy na leżącego Jana z czułością, pochyla się nad nim, zamyka oczy i obejmując go za plecy całuje go w usta i zostaje tak przez chwilę. Potem podnosi głowę. Staje się coś cudownego. Domniemana Śnieżynka uwalnia się spod czarów, a śpiący książę otwiera oczy, wodzi nimi wokoło. Dostrzega ukochaną dziewczynę i skupia na niej wzrok. Wstaje z łóżka. Uśmiecha się do niej.
– Gdzie jesteśmy?
– Wśród elfek, kochanie – wyjaśniła. – Łzy spływają jej po policzkach z nieopisanej radości.
– Dlaczego tu się znajdujemy?
– Wiedźma rzuca na ciebie czar uśpienia, a elfki w swej wspaniałości się tobą opiekują – objaśniła. – Trwa to już miesiąc. Przez cały ten czas cię szukam i nigdy nie tracę nadziei. Wierzę, że los nie może być tak obojętny na naszą miłość. Twoja obecność wynagradza wszystkie przeciwności, których doświadczam.
Piękniejsza i Wesoła obserwują to za zapartym tchem. Nie mogą przeboleć tego, że śpiący królewicz wymyka im się z rąk, a na Śnieżynkę patrzą z niechęcią.
Mądra chce informacji od wiedźmy. Łuczniczka wyciąga knebel.
– Co jest powodem tych czarów? – żądała faktów.
– To następstwo zlecenia od rodziców Śnieżynki – intrygująco wyjaśniła.
– Opowiadaj składniej – kontynuowała przywódczyni.
– Chodzi o jakiś spór o ziemię. Rodzice Śnieżynki czują się pokrzywdzeni, bo podobno granica jest ustalona na ich niekorzyść. Dlatego nie chcą za zięcia królewicza Jana. Elfka nie przepytuje dalej staruchy, bo wie już wszystko. Uznaje te wyjaśnienia za prawdziwe, chociaż brzmią one tak nieprawdopodobnie. Taki obrót sprawy zaskakuje wszystkich. Śnieżynka szczególnie wstydzi się za rodziców, a na policzki wstępuje rumieniec, opuszcza oczy.
– Kochanie, jest mi przykro za moich rodziców – posmutniała Śnieżynka.
– Nie martw się – pocieszył Jan. – To nie twoja wina – Obejmuje ją.
Po chwili czułości powracają do rzeczywistości.
– Dziękuję wam za opiekę nad ukochanym.
– Nie ma sprawy – oznajmiła Mądra. – Co teraz zrobicie?
– Ja nie chcę wracać do swoich rodziców – postanowiła. Nie zamierzam uczestniczyć w ich intrygach.
– Ja również – żachnął się– Wspaniale – ucieszyła się. – Wracam do pałacu, aby wyprowadzić rumaka.
– Idę z tobą.
Wesołka dostrzega szczęście pary kochanków. W jej sercu znajduje się jakaś pustka, ale nie zamierza jej pogłębiać. Walczy z emocjami do królewicza i powoli się z nich wyzwala.–,,To tylko zauroczenie’’ – pocieszyła się. |
Do podobnych wniosków dochodzi też Ślicznotka.
– Nie chcę się na ciebie dalej boczyć. – zaproponowała Wesołka.
– Ja też – potwierdziła Ślicznotka. – Nasza przyjaźń jest ważniejsza niż jakiś tam mężczyzna.
Na zgodę wpadają sobie w objęcia. Życie w osadzie wraca do normy.
Tymczasem Śnieżynka i Jan wyruszają w drogę. Zdążają szybkim krokiem. Patrzą w przyszłość z optymizmem, a na ich duszach robi im jakoś lżej. Zbliżają się do pałacu rodziców Śnieżynki. Dziewczyna idzie tam sama. Dociera do stajni i natychmiast wsiada na konia i jedzie do czekającego Jana. On dosiada się, a potem już razem wyruszają prosto przed siebie. Czym prędzej opuszczają rodziców. Nie zamierzają dalej uczestniczyć w ich waśniach. Wyruszają na poszukiwanie spokojnego gniazdka, które gwarantuje szczęście.