- Opowiadanie: marcfry - Popas

Popas

To krótkie opowiadanie napisałem z myślą o młodzieńczym wykluczeniu i odnajdowaniu własnej tożsamości 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Popas

Dzień zbliżał się ku końcowi. Elefantus nadal poruszał skrzydłami miarowo, ale Kaspars słyszał, że oddech wierzchowca robi się ciężki i nierówny. Nie tylko z powodu zmęczenia. Stworzenie wyczuwało też kiepski nastrój jeźdźca.

– Czas na popas – mruknął chłopak pod nosem.

W oddali dostrzegł polanę w niewielkiej kotlinie. Dał zwierzęciu sygnał do lądowania i szybując, zatoczyli krąg nad wierzchołkami drzew. Gdy kopyta rumaka dotknęły ziemi, przeszli jeszcze kilka kroków, obserwując linię lasu – Kaspars wzrokiem, a elefantus uniesieniem trąby w kierunku nawietrznej. Obaj przez chwilę chłonęli zapach, jednocześnie wsłuchując się w odgłosy puszczy.

Chłopak zeskoczył z rumaka i uwolnił go od ciężaru sakw przytroczonych do siodła, a zwierzę na moment zbliżyło łeb do piersi jeźdźca, łasząc się jak źrebię. Poklepał je i pozwolił się zabrać do skubania soczystych łodyg.

Młodzieniec wyjął suszone mięso, bukłak z wodą, rozłożył pled i zapalił naftolampion. Położył się, rozprostował ciało na kocu. W brzuchu mu zaburczało. Mimo podenerwowania poczuł narastający głód. Wtem elefantus uniósł łeb i niespokojnie parsknął. Chłopak wstał, rozejrzał się dookoła i popatrzył w górę. Na wschodzie dostrzegł ruch. Ktoś nierównym, niskim lotem zbliżał się do Kasparsa.

Nieznajomy wylądował kilkadziesiąt kroków od niego. Jego wierzchowiec oddychał ciężko.

– Witaj, dobrze spotkać kogoś na takim pustkowiu. – Jeździec zeskoczył i ruszył powoli w stronę chłopaka.

Kaspars w słabnącym świetle zmierzchu dostrzegł, że przybysz jest nieco wyższy od niego, a jego krótką brodę pokrywa siwizna. Gdy podchodził, rozpiął pelerynę podróżną, odsłaniając szablę u pasa.

Chłopak intuicyjnie sięgnął po sztylet. Zrobił krok w tył dla zwiększenia dystansu, potknął się o własną sakwę, zachwiał. Ale utrzymał równowagę.

Mężczyzna stanął i rzucił przelotne spojrzenie na dłoń Kasparsa opartą na rękojeści noża.

– Jestem Jan. Niech będzie pochwalony Kodeks. – Wyciągnął prawą rękę na powitanie. Była opatrzona.

Młodzieniec się zawahał, ale po chwili odwzajemnił gest.

– Pochwalony. Teraz i na wieki. Kaspars.

Uścisnęli dłonie, patrząc sobie w oczy, ale zachowując dystans.

Jan się uśmiechnął i rozejrzał dookoła. Po chwili na jego twarzy pojawił się grymas.

– Cały dzień w siodle. Muszę za krzak zrzucić balast.

Gdy wrócił, Kaspars podał mu bukłak.

– Masz coś na ząb? Zapłacę. – Jan obmył zdrową dłoń i obaj popatrzyli na mięso zawinięte w natłuszczony pergamin.

– Częstuj się – odparł Kaspars.

Nieznajomy jadł niespiesznie, popijał szybko. Jego wierzchowiec stąpał w pobliżu, miażdżąc w pysku liście młodego drzewa. Leśne muchy już zaczęły mu dokuczać, zwabione wonią potu.

– Jesteś z Północy? – zainteresował się Jan. – Pytam z powodu akcentu.

– Lecę na Święto Przesilenia, odwiedzam rodzinne strony. Uczę się w gildii murarskiej.

– Piękne są te północne chramy.

– Wolę nasze zamki. Chcesz tu obozować? – Kaspars popatrzył na rękę przybysza.

Jan pokręcił głową.

– Odpocznę trochę i lecę dalej.

Ucieka? – pomyślał chłopak.

Mężczyzna dostrzegł, że młodzieniec mu się przygląda, i popatrzył na wschód.

– Nie chcieli się rozliczyć, więc wziąłem, co moje – wyjaśnił, jakby czytał Kasparsowi w myślach. – Czas wracać do domu. Masz sportowego elefantusa – zmienił temat. – Południowa krew.

– Ale północne wychowanie – odparł Kaspars.

– Ścigasz się?

– Ścigałem… – Chłopak spuścił głowę.

– Ja nigdy się do tego nie garnąłem. Wolę oglądać.

– Chciałem startować w sztafecie Pochodni.

– Kontuzja? – zapytał Jan po chwili milczenia.

– Wolałbym kontuzję.

– Za młody? – Mężczyzna popatrzył na jasną karnację chłopaka i pierwsze oznaki zarostu.

– Nie – prychnął Kaspars poirytowany.

– To co? Zbałamuciłeś córkę trenera? A może żonę? He, he. Czy może przyłapałeś go na… – urwał, widząc, że młodzik nie ma ochoty żartować. – Dobra. Nie wtykam nosa w cudze sakwy.

– Nie pasuję do drużyny, za wolno robię zmiany. – Teraz to Kaspars przerwał milczenie, nerwowo trąc dłońmi uda. – Taki pretekst. Po prostu w składzie nie chcą „Pół-nocnika”. Już wolałbym, żebyśmy zajęli ostatnie miejsce. Dawniej za mały, teraz nie stąd. – Zamrugał i odwrócił na moment głowę. – Wyrosłem. Jestem dość twardy – dodał.

Jan się zamyślił. Po chwili wstał i sięgnął po odłożoną wcześniej szablę. Wysunął broń z pochwy i z lekkim trudem umieścił owiniętą dłoń w zamkniętym jelcu.

– Może rozłupać hełm gwardzisty. Twardszej nie znajdziesz. – Mężczyzna przysiadł się ponownie.

– Hartowana – zauważył Kaspars.

Jan pokiwał głową.

– Ogniem i wodą, najpierw szybko. – Obracał lekko zakrzywioną głownię w świetle naftolampionu. – Potem płatnerz odpuszcza. Pieści ogniem, chłodzi, wolniutko, daje jej czas. Stal wciąż pozostaje dość twarda, ale już nie jest krucha ani łamliwa. Rozłupie nie jeden, lecz tysiąc zakutych łbów!

Jan schował broń. Przez kilka chwil trawili w milczeniu.

– Bycie człowiekiem z Północy to grzech? – Przybysz przerwał ciszę i sięgnął po następny kawałek suszonego mięsa. – Słyszałem, że ludzie tam się nie obrażają tak łatwo.

– Ludzi z Północy nie da się obrazić – odrzekł natychmiast Kaspars. – Dziadek tak mawiał. – Chłopak na to wspomnienie się uśmiechnął. – On pierwszy posadził mnie w siodle.

– Słusznie. Dobry miecz to skarb, ale uniki to życie. „Jesteś pchłą rozumu na elefantusie własnych emocji. Dosiądź go, nim zrobią to inni” – dodał Jan z uśmiechem. – Mój bakałarz musiał mi to często powtarzać.

Starszy z mężczyzn rozłożył się na wilgotnej trawie. Nic nie mówili. Las śpiewał już nocną melodię, a elefantusy czasem wtrącały się parsknięciami w ten chór tysiąca głosów.

Kaspars spojrzał na swojego rumaka. Ten patrzył na chłopaka. Zwierzę oddychało spokojnie przez krótką trąbę. Nie zwracało uwagi na żadną z much latających dookoła. Tylko ogon, niczym osobne stworzenie, raz po raz odganiał natrętów.

Wtem Jan przywołał swojego wierzchowca nagłym gwizdnięciem. Podniósł się. Założył pelerynę.

– Pora ruszać. – Odwrócił głowę na zachód. – Dla mnie najważniejsze to dom, swoi, żonę przytulić, z jej braćmi piwa uwarzyć. A tam – popatrzył na wschód – tylko robię swoje. Czasem zaboli. – Podniósł ranną dłoń. – Całą resztę zostawiam o tam. – Wskazał krzak, za którym niedawno kucał. Zaśmiał się i sięgnął do sakwy.

– Nie trzeba zapłaty. – Kaspars uniósł ręce w geście protestu.

– Weź chociaż to. – Mężczyzna wyjął małą fiolkę. – Dobre na nocne loty. Tylko nie wypij od razu.

Podali sobie ręce. Patrząc Janowi w oczy, chłopak nagle stwierdził, że przewyższa go wzrostem. Przybysz zapiął uprząż rumaka. Dosiadł go i ukłonił się Kasparsowi na pożegnanie. Wypoczęty elefantus energicznie rozłożył błoniaste skrzydła i odlecieli w dalszą drogę. Tam, gdzie słońce i oba księżyce zniknęły już za linią wysokich drzew, zostawiając resztki pomarańczowego blasku.

Chłopak się odwrócił i spojrzał na wschodnią, ciemną stronę nieba. Jedna z niewielu gwiazd migotała na nim zielonkawo.

Jak oczy dziadka – pomyślał. Może już dawno zgasła. Ale jej światło nadal tu jest.

Koniec

Komentarze

Powiedziałbym, że nie pasuje mi styl, z drugiej strony może to dlatego, że sam zupełnie inaczej piszę.

np.

 

zachwiał. Ale utrzymał równowagę. – tutaj dla mnie byłoby bez kropki (jedno zdanie).

 

do tego akapity powinny raczej być wyjustowane (wyrównane do obu stron).

Ogólnie tekst zrozumiały. Zapis dialogów całkiem poprawny. 

Marcfry, niespełna siedem tysięcy znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, marcfry

Polecam wyjustować tekst i oznaczyć jako fragment.

Jest krótka historia, spotkali się jeźdźcy, ale niestety ni w ząb nie wiem, o co tutaj chodzi. Dlatego widziałbym to jako wprowadzenie do opowiadania. Zbyt mało informacji, żeby cokoliwiek więcej powiedzieć. Czytało się całkiem płynnie. 

Pozdrawiam

 regulatorzy dziękuję za komentarz i Twoją uwagę – zmieniłem oznaczenie na szort

 

Hesket , tomaszg to moja pierwsza publikacja, dziękuję – wyjustowane

 

 

Marcfry, dziękuję. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć! ;)

Przeczytałem i w sumie nie bardzo wiem, co o tym myśleć. Wygląda to bardziej jak wstęp do większej całości, niż opowiadanie. 

Spotkali się jeźdźcy, pogadali i pojechali każdy w swoją stronę i… tyle ;D

Trudno jest cokolwiek więcej napisać, o fabule się nie wypowiem, bo jej nie było. 

Trochę szkoda, bo całość jest napisana całkiem w porządku, ale o czym to już nie wiadomo. 

Pozdrawiam serdecznie i powodzenia z kolejnymi tekstami!! ;)

Hej, witaj! :)

Przeczytałam z zainteresowaniem. Całkiem dobrze napisane. To nie jest opowiadanie, a raczej scenka, która daje apetyt na więcej. Jak na tak niewielki tekst, udało Ci się przemycić całkiem sporo informacji o świecie, w którym dzieje się akcja, o bohaterze i przybyszu. To dobrze wróży kolejnym tekstom!. Sprawne dialogi, które dobrze się czyta. Do pełnego opowiadania zabrakło dobrej kompozycji całości, nieco zbyt mało się dzieje. Ale to nie szkodzi. W końcu to szort. 

 

Parę drobiazgów, które znalazłam, do przemyślenia: 

Chłopak zeskoczył z rumaka i uwolnił go od ciężaru sakw przytroczonych do siodła, a zwierzę na moment zbliżyło łeb do piersi jeźdźca, łasząc się jak źrebię. Poklepał go i pozwolił się zabrać za skubanie soczystych łodyg.

Pozwolił się zabrać brzmi jakby dotyczyło to bohatera. Lepiej: pozwolił mu skubać soczyste łodygi. 

Mimo podenerwowania poczuł narastający głód.​

Zabrakło wcześniej informacji dlaczego był podenerwowany, więc tutaj to zastanawia: jakiego podenerwowania?

 

– Lecisz na Północ? – zainteresował się Jan. – Pytam z powodu akcentu.

Błąd logiczny. Zwykle gdy pytamy, z powodu akcentu, to raczej skąd lecisz, a nie dokąd. A najlepiej skąd pochodzisz. No bo co za znaczenie ma, dokąd? 

 

Ucieka? – pomyślał chłopak.​

Myśli dobrze jest zapisywać kursywą, żeby odróżnić od dialogów. 

 

Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w pisaniu! :)

JolkaK dziękuję za komentarz i uwagi  :) To moja pierwsza publikacja, czy drobne poprawki sa tu dopuszczalne na tym etapie? ;)

Oczywiście! Ten portal jest właśnie po to! Klikasz “edytuj” u góry i pracujesz nad tekstem. Komentujący wręcz oczekują, że skorzystasz z ich sugestii, bądź napiszesz, czemu one Ci nie leżą. To Twój tekst, więc możesz go zmieniać ile chcesz, dodawać, wycinać, poprawiać. 

Wyjątkiem jest sytuacja, gdy bierzesz udział w jakimś tutejszym konkursie, wówczas zazwyczaj wprowadza się poprawki kosmetyczne (przecinki, szyk zdania) bez dużej zmiany treści – z tym czekamy do rozstrzygnięcia konkursu. 

Także poprawiaj do woli – to jest dobrze widziane. 

Zajrzyj też czasem do innych tekstów i coś skomentuj – nawet jeśli to tylko będzie krótkie “podobało mi się” – poprawiamy się tu nawzajem, robimy czasem pracę redaktora i cieszymy się, gdy ktoś przeczyta i skomentuje, bo tak możemy pracować nad warsztatem. Sama też tak tu zaczynałam i powiem Ci, że ogromnie dużo się nauczyłam i mam wrażenie, że piszę teraz dużo lepiej. 

Powodzenia w pisaniu! :)

JolkaK dziękuję raz jeszcze za wskazówki konstruktywne uwagi :)

Cześć,

 

Najpierw, to co mi zgrzytało: 

 

Z oddali dostrzegł polanę w niewielkiej kotlinie.

Raczej W oddali

 

Gdy kopyta rumaka dotknęły ziemi, przeszli jeszcze kilka kroków,

Jeździec szedł obok rumaka, czy jeździec pozwolił zwierzęciu na kilka kroków?

 

obserwując linię lasu – Kaspars wzrokiem, a elefantus uniesieniem trąby w kierunku nawietrznej

Rozumiem zamysł, ale brzmi tak, jakby elefantus miał w trąbie oczy. Może lustrując/sprawdzając będzie bardziej pasować ?

Obaj przez chwilę chłonęli zapach,

j.w. – Kasparach chłonął zapach oczyma?

 

Młodzieniec wyjął suszone mięso, bukłak z wodą, rozłożył pled i zapalił naftolampion. Położył się, rozprostował ciało na kocu. W brzuchu mu zaburczało. Mimo podenerwowania poczuł narastający głód. Wtem elefantus uniósł łeb i niespokojnie parsknął. Chłopak wstał, rozejrzał się dookoła i popatrzył w górę. Na wschodzie dostrzegł ruch. Ktoś nierównym, niskim lotem zbliżał się do Kasparsa.

Mega sprawozdawczo. Aż się prosi o jakąś opisówkę światotwórczą :D, bo to strasznie suche. 

 

– Witaj, dobrze spotkać kogoś na takim pustkowiu. – Jeździec zeskoczył i ruszył powoli w stronę chłopaka.

Nie wiadomo kto to powiedział. 

 

Uścisnęli dłonie, patrząc sobie w oczy, ale zachowując dystans.

Jak długie mieli ręce, żeby sobie uścisnąć dłonie i zachować dystans? Taka pierwsza myśl, gdy próbuję sobie wyobrazić scenę.

 

Nieznajomy jadł niespiesznie, popijał szybko.

j.w. – dysonans 

 

Starszy z mężczyzn rozłożył się na wilgotnej trawie

Wystarczy Stary  , nie musisz go zaimkować porównawczo.

 

Patrząc Janowi w oczy, chłopak nagle stwierdził, że dorównuje mu wzrostem.

Chłopak urósł, czy Jan się skurczył? Skąd taka nagła informacja? 

 

 

To co zagrało: 

– Ciekawy pomysł na latające słonie. Informacje dość zdawkowe ale widać więź chłopaka ze zwierzem i to, że elefantusy w Twoim świecie odgrywają bardzo ważną rolę. 

– Realizm na poziomie. Czasem aż za bardzo, bo wpadasz w sprawozdanie zamiast opowiadać. Ale łatwiej ze sprawozdawcy zrobić dobrego opowiadacza niż bredziarza nauczyć konkretu. Jesteś na dobrej drodze :]. Widać, że miałeś całą scenę przemyślaną i zaplanowaną w detalu. Może jeszcze nie jak u Hemingwaya, ale poćwiczysz, to może coś z tego być . 

– Dialog mimo kilku potknięć brzmi wiarygodnie. Widać, że nieznajomi traktują się z rezerwą, dobrze operujesz pół słówkami i niedopowiedzeniami. Niby rozmawiają o duffie Maryni, ale przemycasz sporo wiadomości o świecie opowiadania i robisz to umiejętnie. 

 

Podsumowując – niezła wprawka warsztatowa, ale z kilkoma babolami do poprawy. Fabularnie się broni i powiem szczerze, że bez bólu przeczytałbym dalszy ciąg. 

 

Pozdro

M.

 

 

 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

MordercaBezSerca dziękuję za wnikliwe uwagi 

Cieszę się, że mogłem coś podpowiedzieć :D. Jak będziesz potrzebował bety do następnego opowiadania do dawaj znać. Chętnie pomogę :]

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Ot, ładna scenka, ale nie mam pojęcia, Marcfry, co miałeś nadzieję opowiedzieć. Mam nadzieję, że w Twoich kolejnych opowiadaniach będzie działo się więcej.

 

Z od­da­li do­strzegł po­la­nę w nie­wiel­kiej ko­tli­nie. W od­da­li do­strzegł po­la­nę w nie­wiel­kiej ko­tli­nie.

 

Po­kle­pał je i po­zwo­lił się za­brać za sku­ba­nie so­czy­stych łodyg. → Po­kle­pał je i po­zwo­lił się za­brać do skubania so­czy­stych łodyg.

http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html

 

Jan scho­wał miecz. → Skąd miecz, skoro wcześniej miał szablę. Szabla i miecz to nie są synonimy.

 

Star­szy z męż­czyzn roz­ło­żył się na wil­got­nej tra­wie . → Zbędna spacja przed kropką.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Obaj przez chwilę chłonęli zapach, wsłuchując się w odgłosy puszczy.

Zapach wsłuchując się? Raczej bym się uszami wsłuchiwała. 

 

Jakbym miała wskazywać łaszące się zwierzaki, to źrebię nie byłoby na podium. 

 

Położył się, rozprostował ciało na kocu.

Brzmi jakby to były zwłoki. 

 

 

Uścisnęli dłonie, patrząc sobie w oczy, ale zachowując dystans.

Brzmi jakby uścisnęli nie sobie. Tylko potem masz drugie sobie. 

 

Bardzo mało się dzieje w tym opowiadaniu, ale czyta się nieźle. 

 

delulu managment

Regulatorzy mimo wszystko dziękuję. Jestem pod wrażeniem wnikliwej analizy i muszę wziąć się wreszcie do siebie i za siebie :)

Ambush bardzo się cieszę, że czytało się nieźle choć nic się nie dzieje. Napisać coś tak, aby było odwrotnie, jest nieco prostsze :)

Bardzo proszę, Marcfry. Miło mi, że mogłam się przydać i doznałeś wrażenia. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka