Żył w małej drewnianej chacie na polanie w pewnym podkarpackim lesie. W domku słuchał jakiejś audycji w radiu
– Warszawa upadła, to koniec III Rzeczypospolitej – dało się słyszeć z głośników.
– Ocaleni, nie ma już szans na ratunek, to koniec – Z urządenia wydobył się dźwięk strzału, mówca zamilkł.
Z radia cały czas wydobywał się statyczny szum. Wzdychając wyłączył radio, na jego twarzy było widać rysujący się wyraz smutku. Nie był zdziwiony już długo wiedział że nie ma nadzieji, ale jakoś nie potrafił się poddać. Spojrzał na kalendarz, widniała na nim data: 15 listopada, rok był wytarty.
– Zaczyna się zima – mruknął do siebie.
Wziął woreczek soli i wyszedł z domu by narąłbać drewna na opał. W trakcie pracy bardzo mocno rozmyślał, rozmyślał o życiu zanim to wszystko się zaczeło, mieszkał wtedy w Rzeszowie z żoną, cały czas o niej myślał i bardzo za nią tęsknił, ale niestety zgineła na samym początku. Zrobił sobie chwilę przerwy i rozejrzał się po ścianie lasu, początkowo nie ujrzał nic nadzwyczajnego, co prawda było dziwnie cicho ale zdążył się do tego przyzwyczaić jedyne co czasem przedzierało głuszę był stukot kopyt saren, ale nawet one widziały że nie warto ryzykować i lepiej unikać zwracania na siebie uwagi, więc raczej nie dawały o sobie znać. Jednak gdy jeszcze raz obejrzał kraniec polany zobaczył właśnie sarnę, wpatrywała mu się prosto w oczy jakby próbowała wejrzeć mu w głąb duszy.
– Nie, proszę nie! przecież sarnom to się nigdy nie działo! – wychrypiał a rozpaczą
był tak przerażony ponieważ pamiętał że od samego początku tylko dwie zasady pozostowały niezmienione i pierwszą z nich było właśnie że sarnom to się nigdy nie działo. Druga to że oni boją się soli, właśnie dlatego wcześniej włożył ją do kieszeni. Skoro jedna z tych zasad przestała działać to kto wie czy ta druga dalej działa? A nawet jeśli to czy może przestać? Co jak jego krąg solny, o którego potędze ludzkość wie już od tysięcy lat przestanie działać? Zostawił pracę i pobiegł do domu.
– Co teraz – myślał na głos
-nie mogę tego zostawić
– a nawet jeśli, to co to zmieni, przecież wszędzie dzieje się to samo – dodał
pozasłaniał wszystkie okna i usiadł przy stole. Zapominając co się stało rano włączył radio ale usłyszał tylko statyczny szum. Położył się w barłogu ale nie mógł zasnąć, ponieważ bardzo się bał. Czuł potforną pustkę w klatce piersiowej taką jak czujemy gdy jesteśmy sami w lesie bez światła w środku nocy tylko dużo silniej. Ale nie możemu mu się dziwić biorąc pod uwagę to co się stało z innymi. Obudził się przeszedł się po chatce ale nie zauważył, albo nie chciał zauważyć nic nad zwyczajnego. Włożył w kieszeń drugi woreczek soli i wyszedł na obchód polany, przez sen wyparł wszystko co się działo dnia poprzedniego. Znowu wszystko było normalne, więc uznał że wróci do domu posłuchać tego przeklętego radia. Podszedł do drzwi i uderzyła go świadomość co zobaczył wczoraj, przypomniało mu się że radio nie działa a w drzwiach zobaczył siekierę. Jak on ją mógł przegapić? Ale była tu, była tu od rana przypomniało mu się jak zachaczył o nią ubraniem gdy wychodził rozdarł kieszeń i wysypał sól…
Po strasznej kłótni z żoną Julią, Maciej postanowił odpocząć od ludzi w ich chatce przy podkarpackim lesie odziedziczonej po swoim ciężko chorym wóju, który nie potrafił wydusić z siebie nic innego niż : "Sarnom to się nigdy nie działo" . Julia postanowiła więc odwiedzić męża i go przeprosić, lecz gdy dotarła na miejsce zobaczyła tylko rozsypaną sól pokrytą krwią. Ciała nigdy nie odnalezionio.