- Opowiadanie: bruce - Legendaria

Legendaria

Swego czasu wśród hi­sto­ry­ków i ba­da­czy dzie­jów po­ja­wi­ła się teza, opar­ta o prze­ka­zy nie­któ­rych kro­ni­ka­rzy oraz po­dróż­ni­ków, za­kła­da­ją­ca ist­nie­nie na te­re­nach daw­nych ziem pol­skich armii, zło­żo­nej tylko z wo­jow­ni­czych ko­biet i sie­ją­cej po­strach wśród oko­licz­nych ludów. Miały na to wska­zy­wać od­kry­te na Ma­zow­szu gro­bow­ce oraz wspo­mnia­ne źró­dła. „Sło­wiań­skie Ama­zon­ki” na­szy­mi przod­ki­nia­mi? Kto wie? :))

Sta­ra­łam się skró­cić mak­sy­mal­nie, naj­le­piej – znowu do po­dwój­ne­go drab­bel­ka – tym razem nie wy­szło, więc od­pu­ści­łam. :)

Za­pra­szam na baję, dzię­ku­ję za Wasz czas i po­zdra­wiam ser­decz­nie, ży­cząc przy oka­zji uda­nej Ma­jów­ki. ;)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Legendaria

Dy­sza­łam, z tru­dem ła­piąc po­wie­trze. W tej obcej, prze­peł­nio­nej chło­dem kra­inie nie czu­łam się bez­piecz­na. Wspar­ta je­dy­nie na roz­dy­go­ta­nych wie­lo­go­dzin­nym wy­sił­kiem rę­kach, bez­sku­tecz­nie pró­bo­wa­łam po­ru­szyć dolną czę­ścią ciała, która stała się za­ska­ku­ją­co cięż­ka.

Wresz­cie udało mi się unieść lekko głowę i spoj­rzeć w tył. Byłam za­plą­ta­na w mocno sple­cio­ną, gęstą sieć ry­bac­ką.

Znie­ru­cho­mia­łam, bo nieco dalej do­strze­głam po­stać męż­czy­zny w łach­ma­nach, wpa­tru­ją­ce­go się we mnie z mie­sza­ni­ną po­dzi­wu i stra­chu.

– Jakaś ty pięk­na! Kim je­steś? – za­py­tał drżą­cym gło­sem.

Sły­sząc ludz­ką mowę, mi­mo­wol­nie po­czu­łam przej­mu­ją­cy głód. Ileż lat pły­wa­łam po oce­anach, mo­rzach i rze­kach, szu­ka­jąc god­nej stra­wy! Teraz była na wy­cią­gnię­cie ręki…

– Jeść! – wy­szep­ta­łam. – Daj mi ryby! – Pa­trzy­łam łakomie na jego połów, wy­sta­ją­cy z drew­nia­ne­go wia­dra.

– Nie mogę. – Po­krę­cił głową. – To dla mego ludu. Ale dam ci pod­pło­myk. Ja się obej­dę.

Siłą po­wstrzy­my­wa­łam się przed za­cho­wa­niem, jakim ob­da­rzy­ła mnie na­tu­ra, a z gar­dła za­czę­ły wy­do­by­wać się już po­je­dyn­cze dźwię­ki…

Wy­cią­gnę­łam dłoń i po­rwa­łam kęs mącz­nej stra­wy doby­tej z kie­sze­ni jego ob­dar­tych spodni. To na szczę­ście uci­szy­ło mój tłu­mio­ny, śmier­cio­no­śny śpiew.

Nie sma­ko­wa­ło mi. Pla­cek był pełen nie­zmie­lo­nych zia­ren i kłu­ją­cych plew, mimo to ja­dłam za­chłan­nie. Wie­dzia­łam, że tylko tak mogę prze­żyć.

– Je­steś ry­ba­kiem? – za­py­ta­łam.

Kiw­nął głową.

– Wars. A ty?

Nie zdą­ży­łam od­po­wie­dzieć.

Po­mógł roz­plą­tać krę­pu­ją­cą sieć i onie­mia­ły spoj­rzał na mnie z prze­stra­chem, co­fa­jąc się.

Potem szep­nął:

– Nie je­steś czło­wie­kiem…

– Zawa – przed­sta­wi­łam się szep­tem, lecz chyba mnie nie do­sły­szał…

Po­pa­trzy­łam smut­no. Znowu to samo. Wszę­dzie lu­dzie re­ago­wa­li iden­tycz­nie. W do­dat­ku, mimo opusz­cze­nia ro­dzin­nych, cie­płych mórz i błą­ka­nia się wie­ka­mi po pół­noc­nych krań­cach świa­ta, nadal jesz­cze z tru­dem po­wstrzy­my­wa­łam na­tu­ral­ne żądze. A te były zgub­ne dla wszyst­kich śmier­tel­ni­ków bez żad­ne­go wy­jąt­ku!

Spo­glą­da­łam na niego i za­sta­na­wia­łam się, czy jest ko­lej­nym mor­der­cą, który rzuci się na mnie. Ileż razy to już prze­ra­bia­łam, iluż męż­czyzn mu­sia­łam i z tego po­wo­du roz­szar­pać…

On jed­nak nie­spo­dzie­wa­nie ro­zej­rzał się z trwo­gą, po czym jął za­kry­wać całe moje ciało ga­łę­zia­mi zry­wa­ny­mi z po­bli­skich drzew. Znów byłam ob­wi­nię­ta sie­cią.

– Muszę cię ukryć, moja pięk­na, aby nikt cie­bie tu nie zna­lazł i nie skrzyw­dził.

Zmę­czo­na uśmiech­nę­łam się lekko i z ulgą opa­dłam na piasz­czy­sty brzeg. Leżąc cią­gle na brzu­chu, za­snę­łam, uko­ły­sa­na jed­no­staj­nym szu­mem rzecz­nych fal i wy­tę­sk­nio­nym po­czu­ciem ulgi.

Wzle­cia­łam duszą ponad plażę, jak to mia­łam w zwy­cza­ju pod­czas snu, i pa­trzy­łam z góry, jak po­zna­ny nad rzeką rybak pod­szedł, uklęk­nął, po czym uniósł mnie de­li­kat­nie na rę­kach, całą ob­wią­za­ną sie­cią z we­tknię­ty­mi weń ka­wał­ka­mi drzew i li­ść­mi.

Dotąd jesz­cze żaden dotyk nie był mi rów­nie miły…

Jego jed­ne­go mo­gła­bym po­ko­chać całym ser­cem i nigdy, prze­nig­dy, nie uczy­ni­ła­bym mu żad­nej krzyw­dy – po­my­śla­łam w duszy.

W za­pa­da­ją­cym mroku za­niósł mnie ci­cha­czem do swej chaty i uło­żył na sien­ni­ku ob­szy­tym niedź­wie­dzią skórą. Sam czu­wał w przed­sion­ku.

 

 

Zbu­dzi­łam się nocą. Z ze­wnątrz do­bie­ga­ły prze­ra­ża­ją­ce od­gło­sy: ni to walki, ni to roz­pacz­li­wych bła­gań, wy­mie­sza­ne z szy­der­czy­mi groź­ba­mi i pła­czem nie­win­nych. Unio­słam głowę, my­śląc o moim wy­ba­wi­cie­lu. Po­więk­sza­ją­ca się na ze­wnątrz łuna wska­zy­wa­ła, że ktoś w wio­sce ry­bac­kiej wzniecił pożar, na­pa­da­jąc na jej miesz­kań­ców. Mu­sia­łam pomóc uko­cha­ne­mu i jego krew­nia­kom.

Za­mknę­łam oczy i wy­po­wie­dzia­łam kilka słów za­klę­cia. Nigdy jesz­cze tego nie ro­bi­łam, bo też nigdy dotąd ni­ko­go nie po­ko­cha­łam szcze­rą, żar­li­wą mi­ło­ścią.

Po­czu­łam drże­nie ciała. Ogon za­błysz­czał i po­je­dyn­cze łuski za­czę­ły z niego wy­ska­ki­wać na kle­pi­sko, po­więk­sza­jąc się bły­ska­wicz­nie i przy­bie­ra­jąc kształ­ty nie­wie­ście, by na­stęp­nie oblec się w ma­gicz­ny metal…

 

 

 

 

 

Wars wpadł zdy­sza­ny do chaty z za­sty­głym na po­bla­dłych ustach okrzy­kiem: „Schroń się!”, zatem – pew­nie z za­mia­rem ra­to­wa­nia mnie bądź ukry­cia. Teraz, wi­dząc, co się dzie­je, pa­trzył tylko onie­mia­ły, jak prze­mie­niam się z sy­re­ny w ko­bie­tę, zaś mój ogon ulega po­dzia­ło­wi na za­cza­ro­wa­ne wo­jow­nicz­ki, zdol­ne po­ko­nać każdą armię śmier­tel­ni­ków.

Mi­nę­ło le­d­wie kilka chwil, a okrut­ni wro­go­wie le­że­li po­ko­tem, ubici. Pożar zo­stał uga­szo­ny, do­by­tek ura­to­wa­ny. Miesz­kań­cy wio­ski z ulgą dzię­ko­wa­li wa­lecz­nym ko­bie­tom za oca­le­nie, a one od­jeż­dża­ły dla nie­po­zna­ki ku brze­go­wi rzeki, na któ­rym po­przed­nie­go dnia wy­do­sta­łam się z wody.

 

Odtąd tam miały swoją sie­dzi­bę, strze­gąc ca­ły­mi wie­ka­mi miesz­kań­ców znad Wisły przed na­jeźdź­ca­mi z po­łu­dnia, za­cho­du, pół­no­cy i wscho­du. Zbro­je, hełmy, mie­cze i tar­cze, a także mężne serca mej armii nie­wie­ściej, wy­wo­dzą­ce się od samej bo­skiej Ateny, a tutaj nie­zna­ne, nie miały sobie rów­nych. Wszy­scy z trwo­gą opo­wia­da­li bądź roz­pi­sy­wa­li się o ta­jem­ni­czym wojsku, które ob­ra­ło za swą sie­dzi­bę nad­wi­ślań­skie zie­mie. Kupcy z po­łu­dnia mó­wi­li, że tak wal­czą tylko Ama­zon­ki, więc na ich cześć te­re­ny owe na­zwa­no póź­niej Ma­zow­szem.

 

Od tam­tej pory mo­głam po­ru­szać się swo­bod­nie, na dwóch no­gach, ni­czym szcze­gól­nym już nie wy­róż­nia­jąc się wśród miesz­kań­ców ry­bac­kiej osady. Nikt bo­wiem nie wie­dział, że je­stem ob­da­rzo­na nie­śmier­tel­no­ścią, po­dob­nie jak moje wo­jow­ni­cze to­wa­rzysz­ki.

Uko­cha­ny, skrom­ny Wars o go­łę­bim sercu zo­stał wkrót­ce księ­ciem osady, po­ślu­bił mnie i odtąd, jako księż­na Zawa, dawna sy­re­na znisz­czo­nej przez Rzym­ian Gre­cji, razem z nim rzą­dzi­łam wio­ską, na­zwa­ną po ze­spo­le­niu na­szych imion War­sza­wą.

 

I dziś jesz­cze cza­sem scho­dzę z po­mni­ka (zo­sta­wia­jąc na po­stu­men­cie je­dy­nie po­wło­kę), by spa­ce­ro­wać no­ca­mi brze­giem Wisły, przy­po­mi­na­jąc sobie pierw­sze spo­tka­nie z uko­cha­nym War­sem. A on, rów­nież ob­da­ro­wa­ny nie­śmier­tel­no­ścią, jako nie­od­łącz­ny pier­ścień na mym palcu, przy­bie­ra wów­czas ludz­ką po­stać, jest przy mnie na wieki, za­wsze tak samo wier­ny i od­da­ny. To­wa­rzy­szą nam, skry­te w tar­czy i mie­czu, wa­lecz­ne ko­bie­ty, za­wsze go­to­we bro­nić nad­wi­ślań­skie­go kraju.

 

 

 

 

(po­mnik Sy­ren­ki War­szaw­skiej, Po­wi­śle, Wi­ki­pe­dia)

Koniec

Komentarze

W tej obcej, przepełnionej chłodem ziemi, nie czułam się bezpieczna.

Hmm, brzmi jakby dosłownie była W ziemi. Może w przepełnionej chłodem krainie?

– Nie mogę – pokręcił głową – bo to dla mego ludu.

Usunąłbym “bo”.

Wyciągnęłam jedną dłoń i porwałam kęs mącznej strawy, wyciągniętej z kieszeni jego obdartych spodni.

Wydaje mi się, że przecinek zbędny.

W dodatku, mimo opuszczenia rodzinnych, ciepłych mórz, i błąkania się wiekami po północnych krańcach świata, nadal jeszcze z trudem powstrzymywałam naturalne żądze.

A to ciekawy przypadek, ja usunąłbym przecinek przed “mimo” i przed “i”. Nie wydaje mi się, żeby było to wtrącenie. Ale to oczywiście tylko sugestia, siedzę od kilku minut i się zastanawiam haha.

po czym jął zakrywać całe moje ciało gałęziami, zrywanymi z pobliskich drzew.

Tu też usunąłbym przecinek.

Wzleciałam moją duszą ponad plażę

Czy zaimek jest konieczny?

. Z zewnątrz dobiegały przerażające odgłosy, ni to walki, ni to rozpaczliwych błagań,

A może lepszy będzie dwukropek, jeśli mamy wyliczenie?

 

Oczywiście to tylko sugestie!

 

No, bruce, doczekałem się. W końcu mogę kliknąć i robię to z wielka radością. Świetne, bardzo ciekawe połączenie różnych legend. Super napisane. Nigdy nie słyszałem o “Słowiańskich Amazonkach”, ale interesujące. 

Bardzo ciekawie przedstawiłaś syrenę, niby taka groźna, rozszarpała już wielu, a wystarczyło dać jej odrobinę miłości i podać pomocną dłoń i okazało się, że nie tylko może być dobra, ale i niesamowicie pomocna. Świetny pomysł na wojowniczki, które powstały z łusek.

No, kolejny dowód, że powinnaś pisać, pisać i jeszcze raz zadziwiać nas świetnymi tekstami. Gratuluję szorta. Pozdrawiam! 

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Serdeczne dzięki, Michaelu; zabieram się za poprawki, pozdrawiam i – udanego weekendu dla Ciebie oraz Bliskich. heart 

Pecunia non olet

Dziękuję i tego samego życzę Tobie i Twoim Bliskim heart

You cannot petition the Lord with prayer!

Serdeczności, dzięki. heart

Pecunia non olet

Bardzo fajnie się to czytało – jest klimat, baśniowość i naprawdę ciekawy pomysł na własną opowieść legendy o Warszawie. Masz lekkie pióro i umiesz budować obrazowe sceny.

https://www.wattpad.com/story/406199428-chadowy-pamiętnik

Uskrzydliłeś mnie taką opinią, ogromnie za nią dziękuję, D.pankovski. :)

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Dzień dobry!

 

Łagodna baja, a po zagmatwanej przemowie spodziewałem się nie lada węzła zdań i splotu wyrazów ;-P Świetny pomysł z A-Mazowszem. Jedna rzecz mnie tknęła na samym początku i nie dawała spokoju do końca:

Byłam zaplątana. Prawdopodobniemocno splecioną, gęstą sieć rybacką.

Dużo szczegółów, jak na “prawdopodobnie” – wg mnie.

Ileż lat pływałam po oceanach, morzach i rzekach, szukając jakiejkolwiek strawy! Teraz była na wyciągnięcie ręki…

Rybak nałapał ryb, a syrenka nic? Całe lata i naprawdę nic?

 

Pozdrawiam!

Zaczynasz od tego że Syrena mogła zabić śpiewem a później scenę walki zamykasz w jednym zdaniu moim zdaniem zmarnowany potencjał na dobrą scenę w której Amazonki śpiewem pokonują najeźdźców 

Lubię takie zabawy słowem Mazowsze od Amazonek

Wow! Jaka piękna baśń. Masz też inne rodzime baśnie i legendy?

Dzień dobry!

Dzień dobry, Kurojatko. :) 

 

Łagodna baja, a po zagmatwanej przemowie spodziewałem się nie lada węzła zdań i splotu wyrazów ;-P

 

Fakt, Przedmowa może wystraszyć. :) Baję nieco złagodziłam. :)

 

Świetny pomysł z A-Mazowszem.

Tu akurat pogląd wspomnianych badaczy dziejów. :) 

 

Jedna rzecz mnie tknęła na samym początku i nie dawała spokoju do końca:

Byłam zaplątana. Prawdopodobnie w mocno splecioną, gęstą sieć rybacką.

Dużo szczegółów, jak na “prawdopodobnie” – wg mnie.

Ok, usunę. :)

 

Ileż lat pływałam po oceanach, morzach i rzekach, szukając jakiejkolwiek strawy! Teraz była na wyciągnięcie ręki…

Rybak nałapał ryb, a syrenka nic? Całe lata i naprawdę nic?

Nieee… ona nałapała, a jakże. Ale wolała ludzkie mięso. :)) Teraz, spotkawszy Warsa, walczyła z naturalnymi odruchami. :) 

 

Pozdrawiam!

Wzajemnie, bardzo dzięki. heart

Pecunia non olet

Witam serdecznie, TheGuru. :)

Zaczynasz od tego że Syrena mogła zabić śpiewem a później scenę walki zamykasz w jednym zdaniu moim zdaniem zmarnowany potencjał na dobrą scenę w której Amazonki śpiewem pokonują najeźdźców 

Rozumiem, lecz to celowy zabieg. :) Miała wybrzmieć nade wszystko łagodność bajki. :) Zawa walczy o przeżycie na obcym terenie. Natomiast jej wojownicze towarzyszki tylko przyrównywano do Amazonek. One wyglądały i działały całkiem inaczej, służąc swej pani. :) Amazonki (przynajmniej te) nie śpiewały, to robiły tylko syreny. :) Zawa natomiast śpiewać nie chciała, ponieważ znaczyłoby to zamordowanie Warsa. :) 

 

 

Lubię takie zabawy słowem Mazowsze od Amazonek

 

To akurat nie moje, tylko – historyczne (według niektórych badaczy). :) 

 

Serdeczne dzięki, pozdro. heart

Pecunia non olet

Wow! Jaka piękna baśń. Masz też inne rodzime baśnie i legendy?

Teo Max, ogromnie się cieszę; dzięki. :) 

 

Trochę ich było, ale pousuwałam, robiąc miejsce kolejnym. :))

Pozdrawiam. heart

Pecunia non olet

Hej hej!

 

To oczywiście wciąż moje upierdliwe i subiektywne, ale… 

Nieee… ona nałapała, a jakże. Ale wolała ludzkie mięso. :)) Teraz, spotkawszy Warsa, walczyła z naturalnymi odruchami. :) 

Tak, widać, że walczyła troszkę ze sobą. Ale wcześnie jest “bez jakiejkolwiek strawy”. Może jakiejkolwiek godnej? :/ Albo: bez porządnej strawy? Albo może chwilę zawahania przy “daj mi rybę”. Bo teraz, to ona woli… no rybę jednak. 

 

Na ludzinę polowała, a z podpłomykiem została ;-)

Wzleciałam duszą ponad plażę, jak to miałam w zwyczaju podczas snu, i patrzyłam z góry, jak poznany nad rzeką rybak podszedł, uklęknął, po czym uniósł mnie delikatnie na rękach, całą opatuloną siecią z wetkniętymi weń kawałkami drzew i liśćmi.

---> proponuję otuloną.

Opatulony – kojarzy mi się bardziej z chłopem, który to w zimie opatula się po łeb, po szyję :-) Ale to tylko sugestia. Tekst jest dość romantyczny, także jakoś lepiej mi to pasowało. 

 

Zastanawiam się, skąd syrena znała:

Wyciągnęłam dłoń i porwałam kęs mącznej strawy wyciągniętej z kieszeni jego obdartych spodni. To na szczęście uciszyło mój tłumiony, śmiercionośny śpiew.

Nie smakowało mi. Placek był pełen niezmielonych ziaren i kłujących plew, mimo to jadłam zachłannie. Wiedziałam, że tylko tak mogę przeżyć.

No, to jak? Pływała całe życie? Czy wychodziła od czasu do czasu, przekąsić bułeczkę? :-) 

 

Szort mi się podobał. Zachowujesz swój naturalny sposób przedstawiania postaci i czerpiesz z historii, za co plus, lecz niestety w dalszej części stosujesz ponownie zabieg opisowy, tłumaczenie itd. zamykając szybko opowieść. 

Czekam na coś więcej :-) 

Klik!

Pozdrawiam

Hejka!

Napisałaś na nowo jedną z najbardziej znanych legend, dodając mrok, emocjonalną głębię i wyraźnie bardziej ludzką perspektywę istoty nieludzkiej. Perspektywa walki Zawy z własną naturą nadała całości świeżości i charakteru. No i pomysł z łuskami zamieniającymi się w wojowniczki, rewelacyjny. 

Pozdrawiam i klikam z przyjemnością! 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Cześć, bruce!

Dziękuję za miłą lekturę przed snem. Na pewno warto było to spisać, pomysł takiego połączenia legendy o Syrence i mitu Amazonek jest nader plastyczny i oryginalny, dźwiga tekst. I jeszcze z mitologią grecką (choć czy tamte pierwotne syreny nie były bardziej ptasie?). Prawdę mówiąc, dotąd raczej się nie stykałem z Amazonkami w kontekście słowiańskim, chociaż było w epilogu Balladyny “choć pewien uczonek / mniema, iż pochodziła z kraju Amazonek”, więc coś gdzieś dzwoni. Pomysł z fikcyjną etymologią też ładny, inicjalne “a” z czasem mogłoby się zlać z przyimkiem “na”… Dlaczego “Zawa”, a nie tradycyjna “Sawa”?

Konwencja baśni dziecięcej utrzymana dość dobrze. Syrenka wypada, powiedziałbym, pomnikowo, jakby deklarowała uczucia zamiast je przeżywać, ale może to ma sens, skoro faktycznie występuje pod postacią pomnika i relacjonuje zdarzenia z dystansu więcej niż millenium. Mocno rzucają się w oczy wskazywane już przez Przedmówców szczegóły, które zakłócają spójność konstrukcji świata (jak choćby z tym “szukając jakiejkolwiek strawy” czy z kolei znajomością smaku i składników placka). Albo tutaj:

nadal jeszcze z trudem powstrzymywałam naturalne żądze. A te były zgubne dla wszystkich śmiertelników bez żadnego wyjątku!

Spoglądałam na niego i zastanawiałam się, czy jest kolejnym mordercą, który rzuci się na mnie z zamiarem zabicia. Ileż razy to już przerabiałam, iluż mężczyzn musiałam z tego powodu rozszarpać…

To jednak trzeba się zdecydować, czy rozszarpywała mężczyzn z powodu zgubnych naturalnych żądz, czy w samoobronie.

Inne przypadkowe uwagi redakcyjne:

W tej obcej, przepełnionej chłodem krainie(-,) nie czułam się bezpieczna.

Bez przecinka między grupą podmiotu a orzeczenia.

W dodatku mimo opuszczenia rodzinnych, ciepłych mórz i błąkania się wiekami po północnych krańcach świata, nadal jeszcze z trudem powstrzymywałam naturalne żądze.

Cała ta grupa od “mimo” do “świata” to niewyraźne wtrącenie, które wydzielamy przecinkami obustronnie lub wcale.

wszczął pożar

Wzniecić pożar (wszcząć alarm, bójkę).

tajemniczej armii walecznych białogłowych

Białogłów. (Zdaje się, że zwykle oznaczano tym wyrazem mężatki).

Ukochany, skromny Wars o gołębim sercu(-,) został wkrótce księciem osady

Znów między grupą podmiotu i orzeczenia (“skromny Wars o gołębim sercu” nie jest tutaj wtrąceniem, bo “ukochany” to przydawka Warsa, a nie podmiot).

 

Pozdrawiam serdecznie!

Cała ta grupa od “mimo” do “świata” to niewyraźne wtrącenie, które wydzielamy przecinkami obustronnie lub wcale.

O, tyle czasu myślałem nad tymi przecinkami w tym zdaniu i tego wniosku mi brakowało. 

 

Pozwalając się wtrącić, wydaje mi się, że niefortunne stwierdzenie „jakakolwiek strawa” odnosi się tylko do ludzkiego mięsa, od lat nie jadła człowieka, czyli naturalnego posiłku, przynajmniej ja to tak zrozumiałem. Ale rzeczywiście może „jakiejkolwiek” troszkę myli. 

A smak podpłomyka mogła znać, bo przecież to, że dawno nie widziała, nie znaczy, że nie miała kontaktu z ludźmi, skoro wcześniej już ich jadła. Może po takim człowieku najlepszym deserem jest właśnie „bułeczka” laugh

You cannot petition the Lord with prayer!

Prawda. Urozmaicona dieta jest istotna :-)

Witam ponownie, Kurojatko, rozumiem, co masz na myśli; pierwotnie chciałam podkreślić, że Zawa nie zawsze dbała tylko o jedzenie, lecz – nade wszystko – o ucieczkę, płynąc coraz dalej, lecz najwidoczniej nie wybrzmiało to za dobrze; dopowiem zatem do owej “strawy” proponowany przez Ciebie przymiotnik, bardzo dzięki. :) 

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Cześć, Heskecie. :)

Poprawię to opatulenie, dzięki. :)

No, to jak? Pływała całe życie? Czy wychodziła od czasu do czasu, przekąsić bułeczkę? :-) 

Teraz, od zaatakowania Grecji, głownie pływała, uciekając na północ, lecz przecież wcześniej wychodziła na brzeg albo skały, jak to Syrena. :) A ludzie rozmaite rzeczy rzucają na ziemię lub do wody, resztki jedzenia także. :) 

Dopiszę tam jeszcze jej wspomnienie, aby było jasne, ok. :) 

 

A urozmaicona dieta też ma swoje walory. :)) Ileż można jeść tej ludzinylaugh

Szort mi się podobał. Zachowujesz swój naturalny sposób przedstawiania postaci i czerpiesz z historii, za co plus, lecz niestety w dalszej części stosujesz ponownie zabieg opisowy, tłumaczenie itd. zamykając szybko opowieść. 

Bardzo dziękuję, choć rzeczywiście przyspieszyłam mocno, w zamiarze chcąc pierwotnie stworzyć znowu dwustusłówkowe drabble. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie. heart 

Pecunia non olet

Betweenthelines, ogromne dzięki, cieszy mnie, że ten skromny szorcik przypadł Ci do gustu. smiley

Serdeczności. heart

Pecunia non olet

Witam, Ślimaku Zagłady. :)

I jeszcze z mitologią grecką (choć czy tamte pierwotne syreny nie były bardziej ptasie?).

To prawda. Tu w opisie jej wyglądu chciałam nawiązać do pomnika. :)

 

Prawdę mówiąc, dotąd raczej się nie stykałem z Amazonkami w kontekście słowiańskim, chociaż było w epilogu Balladyny “choć pewien uczonek / mniema, iż pochodziła z kraju Amazonek”, więc coś gdzieś dzwoni.

I ja podobnie, niedawno znalazłam w necie wzmiankę o takich źródłach. :) Wspomnianego fragmentu “Balladyny” nie pamiętałam, dziękuję za przypomnienie. :)

 

 Dlaczego “Zawa”, a nie tradycyjna “Sawa”?

Uznałam, że pozmieniam nieco, by logiczniej zabrzmiała nazwa ich miejscowości. :) 

 

To jednak trzeba się zdecydować, czy rozszarpywała mężczyzn z powodu zgubnych naturalnych żądz, czy w samoobronie.

Tak jakoś wydawało mi się, że mogłaby i tak, i tak. :)) Zawsze uznawałam Syreny za wyjątkowo okrutne i podstępne bestie, zabijające z rozmaitych pobudek. :) Nie mam jednak pewności, czy to brzmi logicznie… Pomyślę nad jakimś dopiskiem, dziękuję za sugestię. :)

 

Kwestie językowe zaraz poprawiam, bardzo dziękuję. :) Z tymi przecinkami mam wieczne problemy… :)

 

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

 

Pecunia non olet

Michaelu, wielkie podziękowania, dokładnie o to mi chodziło, niemniej jeszcze pewne kwestie nieco doprecyzowałam. :))

I Tobie dzięki za poświęcony czas, pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Interesujące połączenie legendy z mitem. Czytało się przyjemnie. Bardzo pięknie i słodko to u Ciebie wyszło. A co te wojownicze dziewczyny robiły podczas II światowej?

Babska logika rządzi!

Witam :]

 

No sympatyczna historyjka. Widzę tu połączenie bajki o syrence, mitu amazonek… i przypowieści o dobrym Samarytaninie, bo przecież Wars zostaje nagrodzony właśnie za życzliwość okazaną nieznajomej w potrzebie.

 

Bardzo mi się podobało mi się domknięcie baji zasugerowaniem, że postaci z niej można spotkać współcześnie. Dobra bajka czy baśń właśnie to powinna robić, trochę “wykraczać” z kartki do naszego świata, żeby zostać z czytelnikiem.

 

Nie wiem, czy nie jest przesadą pisanie o rzymskim podboju Grecji jako o zniszczeniu – ale może nie mam racji i ktoś mnie poprawi, a nawet jeśli mam, to nie jest jakaś ważna uwaga.

 

Również życzę udanej majówki, pozdrawiam i klikam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Serwus, Bruce.

Ładna bajka.

Fascynujące, jak połączyłaś legendę o Warsie i Sawie z legendą słowiańskich Amazonek. Zachodzę w głowę, jak na to wpadłaś. Ciekawe jest też zestawienie Amazonki i Mazowsza.

Kiedyś zdarzyło mi się widzieć, jak na molo nad morzem ludzie karmili ptaki chlebem – mewy, a może rybitwy. Teraz się zastanawiam, czy dokarmiali mewy, czy syreny, skoro one też jedzą chleb laugh

Pozdrawiam i klikam

Amazonki i Syrenki, fajne połączenie, podobało mi się.

 

Pytanie (nie) z czapy:

Rzymskie Imperium Grecji? 

 

Znajdę gdzieś jakieś przypisy na temat Grece Roman Empire?:) Czy nawiązujesz do Bizancjum czy twój alternatywny twór?:)

 

Klik. Kupiłaś mnie tym szortem, głównie za tematykę i pomysł :) 

 

(Kliknę tak proforma, ale chyba już masz odpowiednią ilość) :)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Witam serdecznie, Finklo. :)

Interesujące połączenie legendy z mitem. Czytało się przyjemnie. Bardzo pięknie i słodko to u Ciebie wyszło.

Bardzo się cieszę. :)

Fakt, lubię nadmiernie przesładzać, zwłaszcza – kiedy tylko mogę puścić wodze wyobraźni i tematyka nie jest zbyt straszna/mroczna/bolesna. :) 

A co te wojownicze dziewczyny robiły podczas II światowej?

Podejrzewam, że ogrom nieszczęść przerósł i je; pomagały broniącym się, na ile mogły (wytrzymaliśmy przecież ponad miesiąc, co było szokiem dla całej Europy), potem starały się chronić pomysłodawcę pomnika Syrenki na Powiślu, prezydenta Starzyńskiego, lecz też im się to niestety nie udało, zatem skupiły się ostatecznie na strzeżeniu samej statuy. Bo, co ciekawe, podczas całej wojny, o której wspomniałaś, okupanci nie zniszczyli pomników Syrenki w Warszawie. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję. heart

Pecunia non olet

“co ciekawe, podczas całej wojny, o której wspomniałaś, okupanci nie zniszczyli pomników Syrenki w Warszawie.” – no proszę, Syrenka przetrwała okupację, a dorwały ją dwie panie z ostatniego pokolenia. Co za ironia…

Witam, GalicyjskiZakapiorze. :)

Z owym podbojem są oczywiście rozbieżne zdania, natomiast dla Syrenki Zawy było to zniszczenie jej świata. :)

Bardzo dziękuję za tyle miłych słów; wzajemnie, pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Owszem, Robercie Raksie, nigdy nie wiadomo, jakiego stwora karmią nad wodami ludzie. :))

I rzeczywiście – pomnikowi się do końca nie poszczęściło, pomimo wojennego ocalenia, za to teraz znów zachwyca. :)

Pozdrawiam serdecznie i bardzo Ci dzięki. heart

Pecunia non olet

Melendurze88, miło mi ogromnie, dzięks. :)

 

Pytanie (nie) z czapy:

Rzymskie Imperium Grecji? 

Znajdę gdzieś jakieś przypisy na temat Grece Roman Empire?:) Czy nawiązujesz do Bizancjum czy twój alternatywny twór?:)

 

Hmmm…

Pełne zdanie brzmi:

“Ukochany, skromny Wars o gołębim sercu został wkrótce księciem osady, poślubił mnie i odtąd, jako księżna Zawa, dawna syrena zniszczonej przez Rzymskie Imperium Grecji, razem z nim rządziłam wioską, nazwaną po zespoleniu naszych imion Warszawą”.

 

Sądziłam, że jest to zrozumiałe, ale najwidoczniej nie… Może rzeczywiście dość niefortunnie wygląda ta bliskość wyrazów, pomyślę nad zmianą, dziękuję. :)

 

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Choć legendę o Warsie i Sawie zna chyba każdy, to Twoja wersja tchnie świeżością i magią, umiejętnie odkrywając nieznane wydarzenia, a zwłaszcza rolę nadwiślańskich Amazonek. :)

 

– Jakaś ty piękna! Kim jesteś? – zapytał drżącym głosem.

Słysząc ludzki głos… → Nie brzmi to najlepiej.

Może w drugi zdaniu: Słysząc ludzką mowę

 

– Patrzyłam łapczywie na jego połów… → Raczej: – Patrzyłam łakomie na jego połów

 

Wyciągnęłam dłoń i porwałam kęs mącznej strawy wyciągniętej z kieszeni… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Wyciągnęłam dłoń i porwałam kęs mącznej strawy dobytej z kieszeni

 

Dotąd jeszcze żaden dotyk nie był mi równie miłym… → Dotąd jeszcze żaden dotyk nie był mi równie miły

 

łuski zaczęły z niego wyskakiwać na pobliskie klepisko… → Zbędne dookreślenie – klepisko nie było pobliskie, ono przecież było w chacie.

Wystarczy: …łuski zaczęły z niego wyskakiwać na klepisko…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uznałam, że pozmieniam nieco, by logiczniej zabrzmiała nazwa ich miejscowości. :)

Jednak “s” i “z” i tak nie miałyby jak zlać się w “sz” w wymowie. Natomiast hipotetycznie “Warsawa” mogłaby przejść w “Warszawę” na zasadzie hiperpoprawności (unikanie domniemanego mazurzenia); w rzeczywistej nazwie zaszła inna zmiana tego typu, bo pierwotnie była “Warszowa”, a ścieśnianie “a” w “o” także bywało cechą gwarową.

no proszę, Syrenka przetrwała okupację, a dorwały ją dwie panie z ostatniego pokolenia. Co za ironia…

Syrenka staromiejska (wówczas stała na Górnym Czerniakowie) została podczas okupacji i powstania bardzo poważnie uszkodzona, powiślańska nieco mniej, ale też nie ma co tego porównywać z oblaniem farbą, abstrahując od nikłego sensu takiej formy protestu. Zresztą po wojnie także zdarzały się poważniejsze akty całkiem bezmyślnego wandalizmu, chyba najczęściej odłamywanie miecza, bez żadnej motywacji ideologicznej. Nie to, żebym aż tak dobrze znał historię pomników w Polsce, po prostu zajrzałem do Wikipedii…

Sądziłam, że jest to zrozumiałe, ale najwidoczniej nie… Może rzeczywiście dość niefortunnie wygląda ta bliskość wyrazów, pomyślę nad zmianą, dziękuję. :)

Moim zdaniem jest całkowicie zrozumiałe, normalna konstrukcja, nie ma powodu zmieniać.

Dotąd jeszcze żaden dotyk nie był mi równie miłym… → Dotąd jeszcze żaden dotyk nie był mi równie miły

To uznałem za element stylizacji, ale chyba rzeczywiście odstaje archaicznością od reszty tekstu.

 

Ponownie i nadal serdecznie pozdrawiam!

Bardzo mi miło, dziękuję, Regulatorzy. :) 

Zaraz wszystko poprawiam. :) Takie błędy (plus poprzednio poprawiane) – wstyd… blushnosad

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

 

 

w rzeczywistej nazwie zaszła inna zmiana tego typu, bo pierwotnie była “Warszowa”, a ścieśnianie “a” w “o” także bywało cechą gwarową.

Ślimaku Zagłady, pełna zgoda (i chylę czoła za – tradycyjnie – bardzo merytoryczny komentarz), a zatem może lepiej zmienić na: “Zowa”? Chciałam odbiec od tradycyjnej “Sawy”. :)

 

Uszkodzenia miały miejsce z uwagi na działania, oczywiście, lecz właśnie też w Wikipedii przy pisaniu szorcika znalazłam notkę – cytuję – “Podczas okupacji niemieckiej żaden z dwóch warszawskich pomników Syreny nie znalazł się na liście monumentów przeznaczonych do rozbiórki. Nie zostały one również zniszczone po upadku powstania warszawskiego“. :)

 

Serdecznie dziękuję i pozdrawiam. heart

Pecunia non olet

Chciałam odbiec od tradycyjnej “Sawy”. :)

Skoro taką miałaś koncepcję twórczą, żeby zmodyfikować to tradycyjne imię, to może lepiej już nie kombinować i zostawić “Zawę”.

lecz właśnie też w Wikipedii przy pisaniu szorcika znalazłam notkę

Jasne, czytaliśmy to samo, polemizowałem tylko z ironią dziejową wskazywaną przez Roberta.

Bardzo proszę, Bruce. I przestań się wstydzić. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo fajnie się czytało. Pomysł na wojowniczki przemieniające się z łusek orginalny.

Faktycznie bajkowy wyszedł ten kawałek.

Cześć Bruce!

 

Interesujący pomysł na opowiadnie. Co do polskich amazonek, to przypomniała mi się powieść “Ja, Dago” Nienackiego, jego ostatnia, nieco mniej znana. Jest to na poły fantastyczna, na poły historyczna powieść o początkach Polski. Tam również występuje plemię kobiet i jedna z jego przedstawicielek ma duży wpływ na fabułę (i w konsekwencji na proces powstawania Polski).

Podobał mi się moment w którym łuski syreny zamieniły się w wojowniczki. “Zawa” mnie zaskoczyła, ale bardziej pasuje do nazwy stolicy niż “Sawa”. Gra słów Amazonka/ Mazowsze jest świetna!

Zarówno bohaterka jak i jej ukochany są postaciami wzbudzającymi sympatię. 

Co mnie skłoniło do zastanowienia to fakt, że syrena odnajduje się nad rzeką. Nie wiem czemu, ale zawsze kojarzyła mi się z morzem. Musiała przebyć długą drogę z Morza Śródziemnego. 

Polecam do biblioteki.

Cześć, bruce!

 

Choć wolę dłuższe formy, to ten króciak wyjątkowo mi się spodobał. Czułem drapieżność syreny, co wywoływało podczas czytania podskórne napięcie. Czułem, że zaraz coś się wydarzy. Ładny język, czytało mi się gładko i przyjemnie. Faktycznie szkoda, że scana walki jest taka krótka. Chętnie przeczytam coś dłuższego od Ciebie. :-) 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Dobrze, Ślimaku Zagłady, pozostanę przy tej formie. :)

Faktycznie ironia dziejów jest tu wręcz klasycznym przykładem. :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję. heart

 

Ok, Regulatorzy, dziękuję, choć tyle błędów mocno dołuje.. blush

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

CZARNA2, bardzo mi miło. :)

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

Kronosie.maximusie, dziękuję; rzeczywiście zdecydowałam się na długą podróż Syrenki, w tym – także rzekami. ;) Wspomnianej powieści niestety nie znam, choć swego czasu bardzo lubiłam Nienackiego; zaciekawiłeś mnie. ;)

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

Dzięks, Prosiaczku; od pewnego czasu raczej staram się wystrzegać dłuższych form, choć wyobraźnia wymyśla uparcie najrozmaitsze scenariusze… :))

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Ładna, romantyczna legenda. Choć chętnie przeczytałbym dłuższą wersję. Rzeczywiście, jak ktoś już pisał, wchodzi później opisówka i szybko (za szybko) kończy historię. Ale to tylko moja opinia. I tak mi się podobało – głownie pierwsza połowa ;)

bogjelen

Chylę czoła i dziękuję za opinię, Bóg jeleń08. :) 

Pozdrawiam ciepło. heart

Pecunia non olet

Witaj bruce! To bardzo ciekawe ujęcie, wydaje mi się jedno z kreatywniejszych w Twoim wykonaniu (ostatnim czasem). Przeważnie fantastykę wplatujesz subtelnie, tutaj jest ona pełną parą, dobrze wyszła z perspektywy Zawy. I podpisuję się, że mogłabyś napisać coś dłuższego – czekamy! :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Wielkie podziękowania za taki komentarz, Beeeeckismiley

Wystrzegam się dłuższych form. :))

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Cześć. Bardzo podoba mi się, że połączyłaś te drapieżne i bardziej bajkowe przedstawienia syren. Opowiadanie fajne i nie mam raczej nic do zarzucenia; może po za tym, że niektóre zdania (w moim odczuciu) są napisane trochę niezgrabnie, ale to prawdopodobnie kwestia moich preferencji. Pozdrawiam i czekam na coś więcej.

Kapibara

niektóre zdania (w moim odczuciu) są napisane trochę niezgrabnie

Niestety, mam tendencję do takiego pisania… sad

Bardzo dzięki, Krzysztofie Kapibaro, pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Amazonki na ziemiach dzisiejszej Polski przyjmuję bez zastrzeżeń, bo Scytowie. :) Niemniej jednak, jako człek wścibski i złośliwy oczywiście sprawdziłem, skąd się wzięła nazwa ,,Mazowsze”. Wikipedia twierdzi, że od błota. :I Ale OK, baja.

Natomiast bardzo podoba mi się tytuł, pasowałby do jednej z ,,moich” piosenek. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

SNDWLKR, z tym błotem to racja, też to wcześniej sprawdziłam, ale – według badaczy dziejów, wierzących w przekazy źródłowe o tutejszych, dość specyficznych Amazonkach – nazwa Mazowsza pochodzi właśnie od nich. :)

Dzięki wielkie, serdeczne pozdro! heart

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka