- Opowiadanie: Alicja Jonasz - Anioł na urlopie

Anioł na urlopie

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Anioł na urlopie

– Miała na­praw­dę dużo szczę­ścia – usły­sza­łam pi­skli­wy ko­bie­cy głos do­bie­ga­ją­cy z ko­ry­ta­rza. – Wyj­dzie z tego, ale do­pie­ro za kilka ty­go­dni do­wie­my się, na ile uda się jej wró­cić do formy sprzed…

Głos na­le­żał do le­kar­ki, któ­ra pozbierała mnie w ca­łość z ka­wał­ków. Tu za­kle­iła, tam zszy­ła. Dobra z niej kraw­co­wa! W każ­dym razie to dzię­ki niej żyję, co przed kil­ko­ma dnia­mi nie było jesz­cze do końca pewne. Dzi­siej­sza me­dy­cy­na po­tra­fi czy­nić cuda!

Drugi głos, przy­po­mi­na­ją­cy szem­ra­nie gór­skie­go po­to­ku, przy­cią­gał uwagę na tyle, że mia­łam ocho­tę po­znać jego wła­ści­cie­la. Zda­wał się być zna­jo­my, choć da­ła­bym sobie rękę uciąć, że sły­szę go po raz pierw­szy. Uciąć rękę… Śmiesz­ne! Lewa, za­pa­ko­wa­na w gips, ster­cza­ła na wy­cią­gu jak Mount Eve­rest, a prawa… no cóż, czas po­ka­że!

– Myślę, że może pan spró­bo­wać, lecz nie gwa­ran­tu­ję, że bę­dzie chcia­ła roz­ma­wiać. Jest na sil­nych le­kach prze­ciw­bó­lo­wych.

***

– Alka, po­wiedz mi, co się wła­ści­wie stało? – za­py­tał cicho, mię­to­sząc ukrad­kiem róg prze­ście­ra­dła, któ­rym przy­kry­ła mnie pani Lo­dzia, opie­kun­ka me­dycz­na. – Prze­cież ty za­wsze jeź­dzisz ostroż­nie! Wiem, jak dbasz o Sa­mo­cho­dzik.

– Pan Sa­mo­cho­dzik, mój naj­wier­niej­szy przy­ja­ciel… – od­po­wie­dzia­łam rów­nież szep­tem, tak, jakby gło­śne mó­wie­nie było w tym szpi­ta­lu prze­stęp­stwem. – Gdy stąd wyjdę, zajmę się nim. Henio, no wiesz… ten z Mio­do­wej wresz­cie zrobi mu grun­tow­ny prze­gląd.

– Alka – po­wtó­rzył z wes­tchnie­niem.

Mu­sia­ło być mu cięż­ko, może nawet cię­żej niż mnie, gdy usły­sza­łam, co się stało z Panem Sa­mo­cho­dzi­kiem. Anio­ły cier­pią rów­nie mocno jak lu­dzie, po­my­śla­łam, spo­glą­da­jąc ze współ­czu­ciem na tego, który sie­dział obok łóżka i mię­to­sił prze­ście­ra­dło. Ze współ­czu­ciem, ale i też z nie­ma­łym zdzi­wie­niem.

Za­wsze wy­obra­ża­łam sobie anio­ły tak, jak uka­zu­ją je re­li­gij­ne ob­ra­zy albo fi­gur­ki z gliny, tym­cza­sem ten pre­zen­to­wał się jakoś mi­zer­nie. Nie miał śnież­no­bia­łych skrzy­deł, au­re­oli ani udu­cho­wio­ne­go wy­ra­zu twa­rzy. Taki mały, tłu­ściut­ki chło­pek z wy­pi­sa­nym po­czu­ciem winy na ru­mia­nych py­zach. Aż trud­no uwie­rzyć, że to mój anioł stróż!

– Stary…

Nie wiem, czy można w ten spo­sób zwra­cać się do anio­ła, ale w tej chwi­li tylko to przy­cho­dzi­ło mi do głowy.

– Stary, to nie twoja wina.

– Mo­głem nie brać tego urlo­pu – prze­rwał mi w pół zda­nia. – Alka, mo­głem cię ochro­nić, mo­głem ochro­nić was dwoje!

***

Odkąd zma­te­ria­li­zo­wał mi się w peł­nej kra­sie, nie od­stę­pu­je mnie ani na krok. Nie wiem nawet, kiedy się goli albo czy­ści z pa­ję­czyn to coś, co na­zy­wa skrzy­dła­mi. Za­wsze jed­nak wy­glą­da schlud­nie. Nie mam też po­ję­cia, jak daje radę wy­ko­nać te wszyst­kie czyn­no­ści, które anioł po­wi­nien wy­ko­nać, by nie stra­cić li­cen­cji na bycie czy­imś stró­żem. Anio­ły mają po pro­stu swoje se­kre­ty! Cie­szy mnie jed­nak fakt, że gdy wró­ci­li­śmy do domu, ja i Pan Sa­mo­cho­dzik, oby­dwo­je w nie­złej for­mie, anioł wy­lu­zo­wał się nieco i nie pluje już sobie w ru­mia­ne pyzy, ile­kroć po­my­śli o tym jed­nym dniu urlo­pu, który bez­sprzecz­nie mu się na­le­żał, a który dla mnie skoń­czył się wia­do­mo jak. Jeden dzień urlo­pu, jeden z całej wiecz­no­ści, a tyle aniel­skie­go gdy­ba­nia! Alka, gdy­bym to… Alka, gdy­bym tamto… Można osza­leć!

Sier­pień przy­niósł miski pełne owo­ców, któ­rym nie spo­sób się oprzeć. Wie­czo­ra­mi, gdy już cał­kiem się ob­ro­bi­my, tak na cito, sia­da­my na schod­kach we­ran­dy i pa­trząc na kro­czą­ce ścież­ką jed­no­roż­ce, za­ja­da­my agrest pach­ną­cy słoń­cem.

Koniec

Komentarze

Hej,

 

Wyjdzie z tego, ale dopiero za kilka tygodni dowiemy się, na ile uda się jej wrócić do formy sprzed…

Głos należał do lekarki, której udało się pozbierać mnie w całość z kawałków.

 

Mont Everest

 

Mount

 

Taki mały, tłuściutki chłopek

Więcej, jak chłopak z żurnala mody!

 

Nie wiem, czy te dwa zdania sobie nie przeczą

 

nie pluje już sobie w rumiane pyzy

 

pyzy to rozumiem, że chodzi o policzki? Nie ma więc żadnego powiedzenia o pluciu sobie w policzki (jest o pluciu w brodę)

 

Dużo wielokropków (17), jak na tak krótki tekst. Rzuca się to w oczy i pytania, czy wszystkie są konieczne?

 

Ciekawa scenka. Podobnie jak w przypadku szorta o lesie, to zaledwie jakiś ładnie napisany fragment, więc trudno coś tu powiedzieć więcej :) Ot, przyjemny w odbiorze króciak.

Those who don't believe in magic will never find it

Cześć, Alicja

Podobało mi się, w jaki sposób pokazujesz anioła. Jest inny, interesujący i zastanawiałem się w końcu, czy jest człowiekiem, czy to chłopak bohaterki. Brzydal, ale anioł :-)

Ostatni akapit to jakby z zupełnie innej beczki. Jakie jednorożce? Why? Skąd? Po co?

Także mam mieszane wrażenia, po lekturze. 

Pozdrawiam

Cześć Alicjo!

Bardzo ciepły, klimatyczny szorcik. Forma w sam raz na krótką historię o aniele.

Pierwsza część jest mało zgrabna, powaga miesza się z żartem, jakbyś nie mogła się zdecydować, w którą stronę ma to iść.

Druga i trzecia część ładnie napisane. 

Wciągasz czytelnika w swój świat :)

Pozdrawiam!

Bardzo przyjemnie napisany szorcik. Myślę, że całość da się zinterpretować na dobre kilka sposobów.

Pozdrawiam.

Przybyłam Was nawiedzać

Pomysł z aniołem na urlopie jest całkiem wdzięczny, ale momentami wszystko leci trochę za grzecznie i zbyt cukierkowo, jakby to opowiadanie bało się samo sobie ubrudzić skrzydła. :)

https://www.wattpad.com/story/406199428-chadowy-pamiętnik

OldGuard, dziękuję za cenne wskazówki. Naniosłam poprawki. 

Hesket, chalbarczyk, L.Keller, d.pankovski, cieszę się, że przeczytaliście i zostawiliście opinię.

Serdeczne pozdrowienia.

Serwus,

Ładny szorcik – ciekawy, nawet sympatyczny, ale sprawia wrażenie fragmentu.

Nie do końca wiem, jak rozumieć scenę z werandą i jednorożcem. To jakiś świat fantastyczny? Bohater nie przeżył i znajduje się w „niebie”? A może akcja dzieje się w zakładzie psychiatrycznym?

Pozdrawiam

rr

No cóż, był wypadek, powstała scenka. Przy okazji zobaczyłam anioła stróża targanego wyrzutami.

 

Mu­sia­ło być mu cięż­ko, może nawet cię­żej niż mnie… → Mu­sia­ło być mu trudno, może nawet trudniej niż mnie

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Ciezko-a-trudno;19058.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka