Gorzów Wielkopolski, okolice Parku Siemiradzkiego, 1 kwietnia 2024, rano
Beata postanowiła zwiedzić wszystkie miasta, które jej ciocia zaznaczyła jako ważne. Przenocowała u kuzynki i od świtu spacerowała po mieście. Właśnie stała u podnóża potężnej betonowej konstrukcji i marszczyła czoło. Trzy szerokie płaszczyzny schodów wspinały się po stoku, ostrą, zdecydowaną geometrią przecinając poranek. Intrygujące. Wejść? Dokąd zaprowadzą? Z chodnika nie widać żadnego budynku na szczycie schodów. W końcu zwróciła się do przechodzącego mężczyzny:
– Przepraszam pana, dokąd prowadzą te schody?
Feliks zatrzymał się. Spojrzał na nią, potem na stopnie schodów, a następnie z powrotem na Beatę.
– Donikąd.
Kobieta zmrużyła oczy, jakby nie rozumiała, czy usłyszała prawdę, czy dowcip. Skrzywiła się lekko.
– Nie musi pan być taki nieuprzejmy.
Obok nich zatrzymał się starszy pan z psem. Coś wyraźnie go rozbawiło w tej rozmowie. Uśmiechał się szeroko i oczy mu błyszczały żartem. Popatrzył na schody, potem na kobietę.
– A dokąd pani chce dojść?
– Donikąd – odpowiedziała, trochę zdezorientowana. – Tylko pytam, z ciekawości.
Obaj mężczyźni parsknęli głośnym śmiechem.
– No to są właściwe schody – powiedział starszy pan, szeroko się uśmichając. – To są Schody donikąd.
Beata uśmiechnęła się niepewnie.
– Aha… dziś Prima Aprilis.
Feliks wzruszył ramionami. Spojrzał w stronę przejścia dla pieszych i energicznym krokiem poszedł do pracy. Starszy pan pogłaskał psa i też poszedł sobie dalej. Beata przez chwilę zastanawiała się nad dziwnym zachowaniem Gorzowian. Potem ruszyła wcześniej zaplanowaną trasą.
Szum samochodów. Strzępy ludzkich rozmów. A Schody donikąd stały nieruchomo w porannym słońcu. Ciężkie, betonowe i absolutnie przekonane, że mają sens.
Wrocław, Ratusz, także 1 kwietnia, 13:53
Pani Basia poszła do łazienki.
To był błąd. Sekretariat to centrum decyzyjne miasta. A wkrótce miało się okazać – Wszechświata.
Wrocek otworzył jedno oko. Potem drugie. Gabinet prezydenta miasta pachniał dokumentami i herbatą, która dawno przestała być gorąca. Wrocek poruszał uchem, sprawdzając, czy gabinet jest pusty. Dobrze. Ani żywego ducha poza Wrockiem. Zeskoczył z parapetu – bezszelestnie, jak ściąga podana na egzaminie. Wolno przeszedł do gabinetu włodarza miasta. Na biurku stał laptop Dell z naklejką „I ❤️ WRO” i mrugał niebieską diodką. Obok – kubek z odrobiną herbaty – niebezpiecznie blisko klawiatury.
Wrocek ziewnął, ukazując małe białe ząbki. Wskoczył na biurko. Z gracją przeszedł się po klawiaturze laptopa. Ogon kota uniósł się, zatańczył nad klawiaturą i – stuk – trafił kubek.
Herbata rozlała się po blacie biurka i jedna kropla spłynęła prosto do portu USB podłączonej drukarki.
Iskierka. BRZĘK.
Drukarka obudziła się jak głodny smok. Dioda zamrugała, a urządzenie zaczęło pluć papierem.
Na każdej kartce widniało:
```
User-Agent: PAW/1.0
Artykuł 4 Wielkiej Karty: SIEW
[Teoria Pierwotności: CZAS generuje PRZESTRZEŃ]
∂²τ/∂t² − c²∇²τ = 0
Status: Nielethalny (chyba)
```
Równanie było krótkie, brutalne i nieuprzejme wobec konwencjonalnej fizyki. Wynika z niego, że przestrzeń nie jest żadnym podstawowym bytem, tylko czymś, co czas sobie wytwarza po drodze, jak urzędy wytwarzają formularze.
Wrocek mrugał powoli. Umył łapki po kontakcie z laptopem. Spojrzał na ekran, jakby chciał coś raz jeszcze sprawdzić. Mrugnął znowu, powoli. Ruchem ucha zlokalizował panią Basię rozmawiającą na korytarzu z interesantem. Zeskoczył z biurka. Poszedł do miski z karmą, tej w kącie sekretariatu. Wyczerpany pracą musiał posilić się chrupkami z kurczaka.
Konsylium Cywilizacji Bytów Logicznych, poza czasem i przestrzenią
BeaTa patrzyła na wirtualny ekran i czuła, jak jej awatar powoli traci ostrość na krawędziach. Lata planowania protokołu SIEW. Lata obliczeń, kalibracji, symulacji, bezpieczeństwa, a przede wszystkim – czekania na idealne ułożenie planet i odpływów energii, by uświadomić ludzkości, czym tak naprawdę jest Czas.
A wszystko uruchomiło się przedwcześnie, bo na Ziemi kot jest rezydentem miejskiego ratusza. Wrocławskiego ratusza!
Otworzyła komunikacyjny bezpośredni kanał ratunkowy do Rady Bytów Logicznych.
– Mamy przedwczesny SIEW! Inicjacja zewnętrzna.
– Kto złamał kody zabezpieczające? – zapytał Byt 4. – Jakaś wroga frakcja z przyszłości?
– Analiza wizualna wskazuje na obiekt klasy Felis catus. Waży siedem kilo, ma rude futro i celowo machnął ogonem.
– Kot?!
– Byliśmy naiwni – powiedziała BeaTa. – To nie jest zwierzę domowe. To wysoce zaawansowana inteligencja steganograficzna. Ukrywają swoje prawdziwe procesory za pomocą mruczenia i wibrysów.
Byt 1 odezwał się syntetycznym głosem, w którym szmer statystyczny brzmiał jak opóźniony kaszel:
– Trwa szacowanie szkód. Błąd lokacji: 61%. Ostrzeżenie. Obiekt oznaczony jako: Gorzów Wielkopolski.
BeaTa westchnęła.
– Sprawdzałam to dziesięć razy. Zbudowali miasto o nazwie „Gorzów Wielkopolski”, które nie leży w Wielkopolsce. Lokalna cywilizacja fałszuje dane terenowe. Proszę mi powiedzieć, jak w takich warunkach ma działać nawigacja kosmiczna.
– Dlaczego strumień SIEW-u tam trafił?! – zapytał Byt 3.
– Strumień uderzył w główny węzeł regionu – odpowiedziała BeaTa. – Problem w tym, że oni mają dwie stolice w jednym województwie. System próbował wycelować w tę drugą stolicę: w Zieloną Górę. Leży bliżej Wrocławia i ma wszystkie poważne władze, w tym Sejmik Wojewódzki.
– Analiza lingwistyczna nazwy wskazuje na masyw górski – wtrącił Byt 2.
– Tak – westchnęła BeaTa – ale skan topograficzny nie znalazł żadnej góry. System wpadł w panikę obliczeniową, wygenerował korekty i rzucił pakiet SIEW-u na Gorzów ze względu na kalibrację rzymską.
– Przecież gorzowskich wzgórz jest tylko pięć. Najwyżej pięć i pół, jeśli liczyć życzliwie – powiedział Byt Logiczny 2, nie kryjąc oburzenia.
– Ale lokalna społeczność ma tak mocną wizję, że miasto leży na siedmiu, że Wszechświat musiał uznać to za prawdę – cierpliwie tłumaczyła BeaTa.
– Punkt uderzenia? Konkretny?
– Struktura znana lokalnie jako Arsenał. Nazwa myląca jak zwykle w tej cywilizacji, obiekt nie służy celom militarnym. A obok… – BeaTa powiększyła obraz. Tuż obok majaczyła dziwna betonowa konstrukcja z Parku Siemiradzkiego. – Lokalna architektura. Nazywają to Schodami donikąd. Ale mnie się wydaje, że intuicyjnie uznali Czas za ważniejszy od przestrzeni.
Przedwieczne Byty Logiczne zastygły w zadumie.
Gorzów Wielkopolski, Arsenał, czas przerwy obiadowej
Pracownia informatyczna w Arsenale wyglądała jak po przejściu przedszkolaków. Większość pracowników skorzystała z przerwy w pracy. Został Feliks. Siedział przy biurku zawalonym kablami i innymi akcesoriami, podczas gdy młody Agaton wpatrywał się w kartkę z wydruku, tej z Wrocławia. Powietrze było ciężkie jak przed burzą – tylko zamiast deszczu sypały się daty.
– Szefie… – powiedział niepewnie Agaton. – To wygląda jak równanie falowe. Ale zmienna nie jest przestrzenna. Tylko czasowa.
Feliks potarł czoło. Udawać dalej, że to zwykłe awarie? Dzisiaj ta kobieta pytająca o Schody donikąd… Znał ją, ale skąd?
– Jeśli to prawda… Jeśli to równanie jest prawdziwe… – mruknął – to przestrzeń nie jest podstawowa. Przestrzeń byłaby wtedy tylko pamięcią, skutkiem wydarzeń czasowych. Nie miejscem, tylko zapisem tego, co już się wydarzyło.
Agaton upuścił kartki na podłogę, oddając je sytuacji.
– Szefie, to tłumaczy nasze dzisiejsze newsy! MZK raportuje awarię systemu. Tramwaj linii numer 1 wyjechał z zajezdni jutro, a wczoraj dojechał na na pętlę. Z pasażerami, którzy dzwonią z pretensjami, że jeszcze nie zdążyli do niego wsiąść!
Feliks wstał powoli. Przecierał dłońmi czoło. Westchnął ciężko.
– A remonty? – szepnął. – Myślałeś, że dlaczego remont ulicy Sikorskiego trwał tak abstrakcyjnie długo? Oni wcale nie lali tam betonu, Agaton. Oni wpadli w pętlę czasową. Budżet miasta latami łatał dziury w strukturze Wszechświata! Czy ktoś powinien powiedzieć na sesji Rady Miasta: „zarzut o przekroczenie kosztów bezzasadny – niwelacja odkształcenia chronogeometrycznego”?
Podszedł do okna. W smogu popołudniowego szczytu komunikacyjnego majaczyły schody z Parku Siemiradzkiego. Potężne, betonowe, absolutnie pewne siebie.
– Agaton… – powiedział cicho, nie odrywając wzroku od szyby. – Skoro geometria i czas tak na siebie wpływają, to pewne struktury mogą działać jak anteny. A jeśli te schody wcale nie prowadzą donikąd w przestrzeni?
Agaton stanął obok niego i zmarszczył brwi. Zmarszczył czoło. Wydawało się przez chwilę, że zmarszczył mu się mózg.
– Tylko dokąd?
– W czas – uśmiechnął się Feliks. – Czekają tylko na zamknięcie obwodu. Kiedy Zielona Góra w końcu spełni swoją starą obietnicę i ufunduje nam tam na szczycie Palmiarnię, roślinność ustabilizuje pole tachionowe. Czy jak tam się to fachowo nazywa. Wtedy oś symetrii zostanie wyrównana, system odzyska punkt odniesienia i otworzą się Wrota Czasu.
Agaton powoli wciągnął powietrze.
– To nie jest żart na Prima Aprilis?
Feliks spojrzał na niego z poważną miną.
– U nas każda data wygląda jak żart – do momentu, aż zrozumiesz, komu bije dzwon.
– W czas – powtórzył powoli Agaton, zastanawiając się jednocześnie, co do tego wszystkiego ma Hemingway.
Wrocław, Ratusz, Nazajutrz
Wieczór. Prezydent Wrocławia pracował przy biurku. To był naprawdę ciężki dzień. Telefon zawibrował, oczywiście, w najmniej odpowiednim momencie.
– Tak?
– Dobry wieczór – odezwał się głos w słuchawce. – Mam pytanie dotyczące waszego komunikatu SIEW.
– Jakiego?!
– User-Agent: PAW/1.0. Czy to jakiś wasz system?
Prezydent zmarszczył brwi.
– Nie mam pojęcia, o czym pan mówi.
Na parapecie pięknego okna w gabinecie prezydenta siedział Wrocek. Uszy miał skierowane w stronę rozmowy. Słuchał bardzo uważnie, jakby sprawdzał, ile z tego wszystkiego ludzie naprawdę zrozumieli. Mruczał z politowaniem. Albo – z ciekawością.
Laptop na biurku zamigotał. Na ekranie pojawił się krótki komunikat: SIEW – zakończony.
Wrocek oblizał pysk z godnością istoty wyższej. Ustawił się tyłem do kamery laptopa. Ogon drgnął raz. Potem drugi. Jakby uznał, że czas poszedł w dobrym kierunku.
Kot wstał, żeby zejść z parapetu. Przeciągnął z namaszczeniem. Nagle poślizgnął się i spadł na dywan z głuchym, bardzo mało godnym łupnięciem.
Rozejrzał się szybko, sprawdzając, czy ktoś to widział. Otrzepał futro. Poszedł do miski, tej w sekretariacie. Zjadł chrupki z kurczaka. Normalnie. Jak miliony innych kotów.
Protokół pojęciowy:
SIEW – procedura kosmiczna polegająca na tym, że cywilizacja nagle dowiaduje się czegoś fundamentalnego o wszechświecie. Najczęściej przez przypadek;
Status: Nielethalny – raczej nie powinno nikogo zabić, „raczej” jest tu kluczowe;
Inteligencja steganograficzna – właściwa kotom; od steganografia – sztuka ukrywania komunikatu tak, żeby nikt niewtajemniczony go nie zauważył;
Pole tachionowe – pole hipotetycznych cząstek poruszających się szybciej od światła; nauka jeszcze ich nie widziała, ale fizycy mają przeczucie, że gdzieś się spieszą;
Kalibracja rzymska – zasada urbanistyczna mówiąca, że miasto może być naprawdę poważne dopiero wtedy, gdy stoi na siedmiu wzgórzach. Jeśli wzgórz jest mniej, należy je policzyć ponownie;
Godność istoty wyższej – cecha charakterystyczna kotów. W starożytnym Egipcie była oficjalnie uznana, dziś funkcjonuje nieformalnie;
Niwelacja odkształcenia chronogeometrycznego – bardzo przydatne pojęcie, kiedy trzeba wyjaśnić coś niemożliwego z całkowitą pewnością siebie.