- Opowiadanie: Teo Max - SCHODY DONIKĄD

SCHODY DONIKĄD

Mam/miałam (jeszcze nie podjęłam decyzji) projekt powieści SF.  O czasie, podróżach w czasoprzestrzeni itd. Zamieszczone tutaj opowiadanie nie jest fragmentem ani streszczeniem owej powieści.  Jest echem frustracji przy jej pisaniu. 

 W Gorzowie naprawdę są Schody donikąd .  Reszta to właściwie fantazja.

 

Miłej lektury :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Ambush

Oceny

SCHODY DONIKĄD

Gorzów Wielkopolski, okolice Parku Siemiradzkiego, 1 kwietnia 2024, rano

Beata postanowiła zwiedzić wszystkie miasta, które jej ciocia zaznaczyła jako ważne. Przenocowała u kuzynki i od świtu spacerowała po mieście. Właśnie stała u podnóża potężnej betonowej konstrukcji i marszczyła czoło. Trzy szerokie płaszczyzny schodów wspinały się po stoku, ostrą, zdecydowaną geometrią przecinając poranek. Intrygujące. Wejść? Dokąd zaprowadzą? Z chodnika nie widać żadnego budynku na szczycie schodów. W końcu zwróciła się do przechodzącego mężczyzny:

– Przepraszam pana, dokąd prowadzą te schody?

Feliks zatrzymał się. Spojrzał na nią, potem na stopnie schodów, a następnie z powrotem na Beatę.

– Donikąd.

Kobieta zmrużyła oczy, jakby nie rozumiała, czy usłyszała prawdę, czy dowcip. Skrzywiła się lekko. 

– Nie musi pan być taki nieuprzejmy.

Obok nich zatrzymał się starszy pan z psem. Coś wyraźnie go rozbawiło w tej rozmowie. Uśmiechał się szeroko i oczy mu błyszczały żartem. Popatrzył na schody, potem na kobietę.

– A dokąd pani chce dojść?

– Donikąd – odpowiedziała, trochę zdezorientowana. – Tylko pytam, z ciekawości.

Obaj mężczyźni parsknęli głośnym śmiechem.

– No to są właściwe schody – powiedział starszy pan, szeroko się uśmichając. – To są Schody donikąd.

Beata uśmiechnęła się niepewnie.

– Aha… dziś Prima Aprilis.

Feliks wzruszył ramionami. Spojrzał w stronę przejścia dla pieszych i energicznym krokiem poszedł do pracy. Starszy pan pogłaskał psa i też poszedł sobie dalej. Beata przez chwilę zastanawiała się nad dziwnym zachowaniem Gorzowian. Potem ruszyła wcześniej zaplanowaną trasą.

Szum samochodów. Strzępy ludzkich rozmów. A Schody donikąd stały nieruchomo w porannym słońcu. Ciężkie, betonowe i absolutnie przekonane, że mają sens.

 

Wrocław, Ratusz, także 1 kwietnia, 13:53

Pani Basia poszła do łazienki.

To był błąd. Sekretariat to centrum decyzyjne miasta. A wkrótce miało się okazać – Wszechświata. 

Wrocek otworzył jedno oko. Potem drugie. Gabinet prezydenta miasta pachniał dokumentami i herbatą, która dawno przestała być gorąca. Wrocek poruszał uchem, sprawdzając, czy gabinet jest pusty. Dobrze. Ani żywego ducha poza Wrockiem. Zeskoczył z parapetu – bezszelestnie, jak ściąga podana na egzaminie. Wolno przeszedł do gabinetu włodarza miasta. Na biurku stał laptop Dell z naklejką „I ❤️ WRO” i mrugał niebieską diodką. Obok – kubek z odrobiną herbaty – niebezpiecznie blisko klawiatury.

Wrocek ziewnął, ukazując małe białe ząbki. Wskoczył na biurko. Z gracją przeszedł się po klawiaturze laptopa. Ogon kota uniósł się, zatańczył nad klawiaturą i – stuk – trafił kubek.

Herbata rozlała się po blacie biurka i jedna kropla spłynęła prosto do portu USB podłączonej drukarki.

Iskierka. BRZĘK.

Drukarka obudziła się jak głodny smok. Dioda zamrugała, a urządzenie zaczęło pluć papierem.

Na każdej kartce widniało:

```

User-Agent: PAW/1.0

Artykuł 4 Wielkiej Karty: SIEW

[Teoria Pierwotności: CZAS generuje PRZESTRZEŃ]

∂²τ/∂t² − c²∇²τ = 0

Status: Nielethalny (chyba)

```

Równanie było krótkie, brutalne i nieuprzejme wobec konwencjonalnej fizyki. Wynika z niego, że przestrzeń nie jest żadnym podstawowym bytem, tylko czymś, co czas sobie wytwarza po drodze, jak urzędy wytwarzają formularze.

Wrocek mrugał powoli. Umył łapki po kontakcie z laptopem. Spojrzał na ekran, jakby chciał coś raz jeszcze sprawdzić. Mrugnął znowu, powoli. Ruchem ucha zlokalizował panią Basię rozmawiającą na korytarzu z interesantem. Zeskoczył z biurka. Poszedł do miski z karmą, tej w kącie sekretariatu. Wyczerpany pracą musiał posilić się chrupkami z kurczaka.

 

Konsylium Cywilizacji Bytów Logicznych, poza czasem i przestrzenią

BeaTa patrzyła na wirtualny ekran i czuła, jak jej awatar powoli traci ostrość na krawędziach. Lata planowania protokołu SIEW. Lata obliczeń, kalibracji, symulacji, bezpieczeństwa, a przede wszystkim – czekania na idealne ułożenie planet i odpływów energii, by uświadomić ludzkości, czym tak naprawdę jest Czas.

A wszystko uruchomiło się przedwcześnie, bo na Ziemi kot jest rezydentem miejskiego ratusza. Wrocławskiego ratusza!

Otworzyła komunikacyjny bezpośredni kanał ratunkowy do Rady Bytów Logicznych.

– Mamy przedwczesny SIEW! Inicjacja zewnętrzna.

– Kto złamał kody zabezpieczające? – zapytał Byt 4. – Jakaś wroga frakcja z przyszłości?

– Analiza wizualna wskazuje na obiekt klasy Felis catus. Waży siedem kilo, ma rude futro i celowo machnął ogonem.

– Kot?!

– Byliśmy naiwni – powiedziała BeaTa. – To nie jest zwierzę domowe. To wysoce zaawansowana inteligencja steganograficzna. Ukrywają swoje prawdziwe procesory za pomocą mruczenia i wibrysów.

Byt 1 odezwał się syntetycznym głosem, w którym szmer statystyczny brzmiał jak opóźniony kaszel:

– Trwa szacowanie szkód. Błąd lokacji: 61%. Ostrzeżenie. Obiekt oznaczony jako: Gorzów Wielkopolski.

BeaTa westchnęła.

– Sprawdzałam to dziesięć razy. Zbudowali miasto o nazwie „Gorzów Wielkopolski”, które nie leży w Wielkopolsce. Lokalna cywilizacja fałszuje dane terenowe. Proszę mi powiedzieć, jak w takich warunkach ma działać nawigacja kosmiczna.

– Dlaczego strumień SIEW-u tam trafił?! – zapytał Byt 3.

– Strumień uderzył w główny węzeł regionu – odpowiedziała BeaTa. – Problem w tym, że oni mają dwie stolice w jednym województwie. System próbował wycelować w tę drugą stolicę: w Zieloną Górę. Leży bliżej Wrocławia i ma wszystkie poważne władze, w tym Sejmik Wojewódzki.

– Analiza lingwistyczna nazwy wskazuje na masyw górski – wtrącił Byt 2.

– Tak – westchnęła BeaTa – ale skan topograficzny nie znalazł żadnej góry. System wpadł w panikę obliczeniową, wygenerował korekty i rzucił pakiet SIEW-u na Gorzów ze względu na kalibrację rzymską.

– Przecież gorzowskich wzgórz jest tylko pięć. Najwyżej pięć i pół, jeśli liczyć życzliwie – powiedział Byt Logiczny 2, nie kryjąc oburzenia.

– Ale lokalna społeczność ma tak mocną wizję, że miasto leży na siedmiu, że Wszechświat musiał uznać to za prawdę – cierpliwie tłumaczyła BeaTa.

– Punkt uderzenia? Konkretny?

– Struktura znana lokalnie jako Arsenał. Nazwa myląca jak zwykle w tej cywilizacji, obiekt nie służy celom militarnym. A obok… – BeaTa powiększyła obraz. Tuż obok majaczyła dziwna betonowa konstrukcja z Parku Siemiradzkiego. – Lokalna architektura. Nazywają to Schodami donikąd. Ale mnie się wydaje, że intuicyjnie uznali Czas za ważniejszy od przestrzeni.

Przedwieczne Byty Logiczne zastygły w zadumie.

 

Gorzów Wielkopolski, Arsenał, czas przerwy obiadowej

Pracownia informatyczna w Arsenale wyglądała jak po przejściu przedszkolaków. Większość pracowników skorzystała z przerwy w pracy. Został Feliks. Siedział przy biurku zawalonym kablami i innymi akcesoriami, podczas gdy młody Agaton wpatrywał się w kartkę z wydruku, tej z Wrocławia. Powietrze było ciężkie jak przed burzą – tylko zamiast deszczu sypały się daty. 

– Szefie… – powiedział niepewnie Agaton. – To wygląda jak równanie falowe. Ale zmienna nie jest przestrzenna. Tylko czasowa.

Feliks potarł czoło. Udawać dalej, że to zwykłe awarie? Dzisiaj ta kobieta pytająca o Schody donikąd… Znał ją, ale skąd? 

– Jeśli to prawda… Jeśli to równanie jest prawdziwe… – mruknął – to przestrzeń nie jest podstawowa. Przestrzeń byłaby wtedy tylko pamięcią, skutkiem wydarzeń czasowych. Nie miejscem, tylko zapisem tego, co już się wydarzyło. 

Agaton upuścił kartki na podłogę, oddając je sytuacji. 

– Szefie, to tłumaczy nasze dzisiejsze newsy! MZK raportuje awarię systemu. Tramwaj linii numer 1 wyjechał z zajezdni jutro, a wczoraj dojechał na na pętlę. Z pasażerami, którzy dzwonią z pretensjami, że jeszcze nie zdążyli do niego wsiąść!

Feliks wstał powoli. Przecierał dłońmi czoło. Westchnął ciężko. 

– A remonty? – szepnął. – Myślałeś, że dlaczego remont ulicy Sikorskiego trwał tak abstrakcyjnie długo? Oni wcale nie lali tam betonu, Agaton. Oni wpadli w pętlę czasową. Budżet miasta latami łatał dziury w strukturze Wszechświata! Czy ktoś powinien powiedzieć na sesji Rady Miasta: „zarzut o przekroczenie kosztów bezzasadny – niwelacja odkształcenia chronogeometrycznego”?

Podszedł do okna. W smogu popołudniowego szczytu komunikacyjnego majaczyły schody z Parku Siemiradzkiego. Potężne, betonowe, absolutnie pewne siebie.

– Agaton… – powiedział cicho, nie odrywając wzroku od szyby. – Skoro geometria i czas tak na siebie wpływają, to pewne struktury mogą działać jak anteny. A jeśli te schody wcale nie prowadzą donikąd w przestrzeni?

Agaton stanął obok niego i zmarszczył brwi. Zmarszczył czoło. Wydawało się przez chwilę, że zmarszczył mu się mózg.

– Tylko dokąd?

– W czas – uśmiechnął się Feliks. – Czekają tylko na zamknięcie obwodu. Kiedy Zielona Góra w końcu spełni swoją starą obietnicę i ufunduje nam tam na szczycie Palmiarnię, roślinność ustabilizuje pole tachionowe. Czy jak tam się to fachowo nazywa. Wtedy oś symetrii zostanie wyrównana, system odzyska punkt odniesienia i otworzą się Wrota Czasu.

Agaton powoli wciągnął powietrze. 

– To nie jest żart na Prima Aprilis?

Feliks spojrzał na niego z poważną miną.

– U nas każda data wygląda jak żart – do momentu, aż zrozumiesz, komu bije dzwon.

– W czas – powtórzył powoli Agaton, zastanawiając się jednocześnie, co do tego wszystkiego ma Hemingway. 

 

Wrocław, Ratusz, Nazajutrz

Wieczór. Prezydent Wrocławia pracował przy biurku. To był naprawdę ciężki dzień. Telefon zawibrował, oczywiście, w najmniej odpowiednim momencie.

– Tak?

– Dobry wieczór – odezwał się głos w słuchawce. – Mam pytanie dotyczące waszego komunikatu SIEW.

– Jakiego?!

– User-Agent: PAW/1.0. Czy to jakiś wasz system?

Prezydent zmarszczył brwi.

– Nie mam pojęcia, o czym pan mówi.

Na parapecie pięknego okna w gabinecie prezydenta siedział Wrocek. Uszy miał skierowane w stronę rozmowy. Słuchał bardzo uważnie, jakby sprawdzał, ile z tego wszystkiego ludzie naprawdę zrozumieli. Mruczał z politowaniem. Albo – z ciekawością.

Laptop na biurku zamigotał. Na ekranie pojawił się krótki komunikat: SIEW – zakończony.

Wrocek oblizał pysk z godnością istoty wyższej. Ustawił się tyłem do kamery laptopa. Ogon drgnął raz. Potem drugi. Jakby uznał, że czas poszedł w dobrym kierunku.

Kot wstał, żeby zejść z parapetu. Przeciągnął z namaszczeniem. Nagle poślizgnął się i spadł na dywan z głuchym, bardzo mało godnym łupnięciem.

Rozejrzał się szybko, sprawdzając, czy ktoś to widział. Otrzepał futro. Poszedł do miski, tej w sekretariacie. Zjadł chrupki z kurczaka. Normalnie. Jak miliony innych kotów.

 

 

Protokół pojęciowy​:

SIEW – procedura kosmiczna polegająca na tym, że cywilizacja nagle dowiaduje się czegoś fundamentalnego o wszechświecie. Najczęściej przez przypadek;

Status: Nielethalny – raczej nie powinno nikogo zabić, „raczej” jest tu kluczowe;

Inteligencja steganograficzna – właściwa kotom; od steganografia – sztuka ukrywania komunikatu tak, żeby nikt niewtajemniczony go nie zauważył;

Pole tachionowe –  pole hipotetycznych cząstek poruszających się szybciej od światła; nauka jeszcze ich nie widziała, ale fizycy mają przeczucie, że gdzieś się spieszą;

Kalibracja rzymska – zasada urbanistyczna mówiąca, że miasto może być naprawdę poważne dopiero wtedy, gdy stoi na siedmiu wzgórzach. Jeśli wzgórz jest mniej, należy je policzyć ponownie;

Godność istoty wyższej – cecha charakterystyczna kotów. W starożytnym Egipcie była oficjalnie uznana, dziś funkcjonuje nieformalnie;

Niwelacja odkształcenia chronogeometrycznego – bardzo przydatne pojęcie, kiedy trzeba wyjaśnić coś niemożliwego z całkowitą pewnością siebie.

Koniec

Komentarze

Beata postanowiła zwiedzić wszystkie miasta, które jej ciocia zaznaczyła jako ważne.

A może miejsca, bo masz miasto w kolejnym akapicie?

 

Właśnie stała u podnóża potężnej[,] betonowej konstrukcji i marszczyła czoło.

 

ostrą, zdecydowaną geometrią

 

Z przytupem, ale nie zrozumiałam.

 

Spojrzał w stronę przejścia dla pieszych i energicznym krokiem poszedł do pracy.

Samo wyjaśnienie, że bohater był Feliksem, jest nieco dziwne, bo bohaterka była inna i nagle okazuje się, że jego też znamy;) Poza tym opisując gościa, który właśnie idzie ulicą, nie wiemy gdzie idzie. Możemy zakładać, że idzie do pracy, ale może na dworzec, albo na SOR. W moim odczuciu narrator nie powinien być tak wszechwiedzący.

 

Zatkany wtyczką port jest raczej bezpieczny.

 

Wynika[ło] z niego, że przestrzeń nie jest żadnym podstawowym bytem, tylko czymś, co czas sobie wytwarza po drodze, jak urzędy wytwarzają formularze.

 

To ładne;)

 

Zaczęło się tak sobie, ale potem rozkręciło się ślicznie.

Podoba mi się lekki jak koci chód humor. 

Moim zdaniem pierwszy podrozdział mógłby zostać wywalony, bo poza odwołaniem do Gorzowa, nie za wiele wnosi. Perypetie misji kosmicznej rozbawiły mnie. SF jest wątłe, ale wpisuje się to idealnie w Twój pomysł. 

 

delulu managment

Dzięki za łapankę:)

przepracuję pierwszą część:))

Pozdrawiam serdecznie:)

Fajne:) Nie słyszałem o tej obietnicy dot. Palmiarni! Zielona Góra pozdrawia Gorzów!:) 

LL

Gorzowski mural głosi "Gorzów lubi Zieloną Górę, ale nie wie jak zagadać" :))

o obiecanej Palmiarni słychać w Gorzowie każdego roku 1 kwietnia:))w różnych wersjach:))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Bardzo ciekawie i z humorem napisane. Przyjemnie się czytało. Pozdrawiam!

Dzięki za miłe słowa.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Jest i SCIENCE i FICTION i HUMOR. Można – można. Duże brawa.

Dzięki za miłe słowa.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Bardzo fajny pomysł na niezłą historię, ślicznie ozdobioną humorem bardzo dobrej jakości. :)

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, ale mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym zgłosić opowiadanie do Biblioteki. :)

 

po­wie­dział star­szy pan, sze­ro­ko się uśmi­cha­jąc. – To są Schody donikąd. → Literówka. Nazwa własna. Winno być:

 …po­wie­dział star­szy pan, sze­ro­ko się uśmi­echa­jąc. – To są Schody Donikąd.

 

– Aha… dziś Prima Apri­lis. → – Aha… dziś prima apri­lis.

 

A Schody donikąd stały nieruchomo w porannym słońcu. → A Schody Donikąd stały nieruchomo w porannym słońcu.

 

Iskier­ka. BRZĘK. → Dlaczego wielkie litery. Jeśli to było głośne brzęknięcie, to raczej: Iskier­ka. Brzęk!

 

– Trwa sza­co­wa­nie szkód. Błąd lo­ka­cji: 61%. → – Trwa sza­co­wa­nie szkód. Błąd lo­ka­cji: sześćdziesiąt jeden procent.

Liczebniki zapisujemy słownie, nie używamy symboli – zwłaszcza w dialogach.

 

Na­zy­wa­ją to Scho­da­mi do­ni­kąd. → Na­zy­wa­ją to Scho­da­mi Do­ni­kąd.

 

Dzi­siaj ta ko­bie­ta py­ta­ją­ca o Scho­dy do­ni­kąd… → Dzi­siaj ta ko­bie­ta py­ta­ją­ca o Scho­dy Do­ni­kąd

 

a wczo­raj do­je­chał na na pętlę. → Dwa grzybki w barszczyku.

 

– To nie jest żart na Prima Apri­lis? –> – To nie jest żart na prima apri­lis?

 

– U nas każda data wy­glą­da jak żartdo mo­men­tu, aż zro­zu­miesz, komu bije dzwon. → – U nas każda data wy­glą­da jak żart. Do mo­men­tu, aż zro­zu­miesz, komu bije dzwon.

Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach; sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za łapankę :) oczywiście, że poprawię – mam nadzieję,że już jutro będę mieć czas “w jednym odcinku” 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

a! zrozumiałam, że Ci się spodobało :))

Bardzo proszę, Teo. Dobrze zrozumiałaś – bardzo mi się spodobało. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Teo 

 Czytam o kocie pełnym powagi, dystyngowanym, zachowującym się z gracją i czarem, których nie może mu odmówić nikt :-) Z podkreśleniem na nikt! 

Opowieść o przekazie potraktowałem jako tło. Kot był dla mnie najważniejszy. 

Jest to dobrze napisane opowiadanie. Nic nie zgrzyta i czyta się płynnie. 

Klik

Pozdrawiam 

Dzięki za miłe słowa. 

Wiadomo, że kot jest najważniejszy :)) Obcy nie docenili kota – ich problem :))

 

Miziam Robinka i Balbinkę (ale nie mów im, jeśli pomylilam imię :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

Nowa Fantastyka