Tylko trochę lepiej jest w nocy, kiedy wysysam nikotynę z papierosów i obżeram się cukrem w nadziei, że szybciej się zużyję i będziesz miał ze mnie mniejszy pożytek. Unikam luster. Unikam wszystkiego, co przypomina mi o tobie.
Czyżbyś dziś zjawiał się wcześniej? Od jakiegoś czasu mam wrażenie, coraz mniej czasu mija od trzaśnięcia drzwiami do kroków na końcu korytarza. Twój zapach czuję na sobie całymi dniami i nocami, ale twoje kroki słyszę tylko wczesnym rankiem i późnym wieczorem, kiedy wchodzisz i wychodzisz.
Zbliżając się – szczękasz. Nie patrzę ci w oczodoły, bo zobaczyłabym w nich pustkę czekającą na moje oczy. Za chwilę będziesz nimi patrzeć – na wymoszczone zagłębienie w materacu, obrysowane zaciekiem z potu. Tuż po tym, jak przyobleczesz moją skórę i naciągniesz ją na siebie niczym przyciasne ubranie.
Wtedy poczuję cię całą sobą od środka i znienawidzę się za to – po raz kolejny. Znów zabierzesz moje ciało, by przez cały dzień odgrywać nim spektakl normalności przed nieświadomymi. A wieczorem posłużę ci do grzechu. Wsiąkniesz w zgniliznę tego pieprzonego miasta zbudowanego na ruinach innego pieprzonego miasta i pozwolisz mi poczuć to wszystko moją własną skórą. Będę wyczekiwać późnego wieczora graniczącego z nocą, byś już mnie zdjął i rzucił na podłogę, obok materaca, między niedopałki. Tylko wtedy, przez krótki ułamek sekundy, poczuję się sobą.
Potem zostanie mi kilka godzin dla siebie.
Interesująca scenka, ale nie do końca wiem, co chciałeś przekazać albo opisać.
Pozdrawiam
rr
Hej! Wygląda na jakiś rodzaj opętania i walki nosiciela z demonem. Mi się podoba, taka krótka, ale mocna scenka. Bardzo obrazowe i w moim klimacie. Pozdrawiam!
Dobrze napisany, skondensowany opis, jak rozumiem jakiegoś opętania. Albo może walki z samą sobą?
Tak czy inaczej, to tak mikroskopijna rzecz, że ciężko ją uznać nawet za pełnoprawnego szorta. Ale jako taka jednostrzałowa wprawka/scenka, można jak najbardziej uznać za udaną.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Przyjemnie napisana, ale króciutka scenka. Łatwo ją uznać za opętanie albo pasożytowanie na człowieku przez paranormalny byt, ale oprócz tego jakoś nasuwają mi się skojarzenia z toksyczną relacją/związkiem.
Pozdrawiam.
Przybyłam Was nawiedzać
Cześć ;)
Klimat ciekawy, ale nie bardzo wiem, o co tutaj chodziło. Trochę to wygląda jak wstęp do dłuższej całości.
Jest to dobrze napisane, więc czyta się płynnie, ale tekst jest wielką niewiadomą, przynajmniej dla mnie ;D
Pozdrawiam! ;)
Osobliwe. Choć szort zostawił po sobie szczególne wrażenie, nie mogę powiedzieć, że wiem, co chciałeś opowiedzieć.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Mam niejasne wrażenie, że narratorem jest skóra… Co sugerowałby tytuł… Fajna scenka, napisana całkiem dobrze. Najważniejsze, że w tak krótkim tekście udało Ci się stworzyć jakiś klimat i to całkiem przejmujący. :)
Pozdrowienia! :)
Dziękuję wszystkim za komentarze. Przyznaję, że była to bardziej literacka próba, powrót do pisania prozy po kilku latach przerwy. Tym bardziej cieszy mnie, że doceniono warstwę warsztatową. Interpretacja – właściwie każdy z Komentujących był na dobrym tropie :)
Ja to widzę bardziej jako metaforyczny opis toksycznego związku. Ciekawe, dobrze poprowadzone. Nawet zatrzymało mnie na moment.
Przyznaję, że była to bardziej literacka próba, powrót do pisania prozy po kilku latach przerwy.
Pisz!
You cannot petition the Lord with prayer!
Czyżby alien? A to wstęp do czegoś dłuższego z wątkiem kosmitów? Albo opis rozdwojenia jaźni, czyli chory psychicznie i jego trudne do ogarnięcia osobowości? Albo po prostu, ale nie wprost historia opisana wilkołaka? Czyżby??
Ten tekst to wielka metafora. Czyż to nie Kostucha tak człowieka nawiedza, na każdym kroku prześladuje? Człowiek próbuje na wszelkie sposoby oddalić myśl o niej, ale ona powraca… Świetny szort. Pozdrawiam. 
Też mi się kojarzy z opętaniem (i trochę z Lovecraftowym ,,Coś na progu”).
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...