Wynajęłam tę piwnicę od spółdzielni za niecałe sto złotych miesięcznie, by przechowywać bezcenny skarb. Pod ścianą stoi dziewięć drewnianych skrzyń, ale w ośmiu z nich nie ma już nic. Zostały mi tylko dwa serca. Jedno w ostatniej skrzyni i jedno, które mam w sobie.
A wszystko zaczęło się w teatrze…
Obiecaliśmy naszej córce ten musical dawno temu. Odliczała dni do czerwcowej niedzieli. Była piękna pogoda. W sam raz na rodzinną wycieczkę. Umówiliśmy się. Wiedziałeś. Wyszedłeś rano tylko po papierosy. Przyniósł cię kolega. Kiedy on kładł cię na łóżku, do sypialni weszła córka. Miała już wpiętą odświętną kokardę.
– Tata jest zmęczony.
Tyle zdążyłam wydukać przez ściśnięte gardło.
– Ale pojedziemy we dwie i też będzie fajnie.
Przykleiłam uśmiech. W aucie włączyłam jej ulubione piosenki i śpiewałyśmy całą drogę. W teatrze zajęłyśmy nasze miejsca. Kiedy aktor przebrany za zebrę chodził między rzędami i zachęcał dzieci do śpiewu i tańca, w mojej głowie przewijały się obrazy z dzieciństwa. Ile razy moja matka mnie okłamała, mówiąc, że tata jest zmęczony? Przed oczami miałam pokaz slajdów ze scenkami rodzinnymi. Tata na łóżku, na kanapie, na ławce, na podłodze, w kuchni, w łazience.
Na wolnym obok mnie miejscu usiadł niespodziewanie starszy mężczyzna. Rzuciłam tylko na niego okiem. Pachniał lawendą. Po chwili zobaczyłam, że wyciąga do mnie białą dłoń, w której trzymał wizytówkę.
– Będę czekał.
Podniósł się i odszedł.
Na kredowym papierze zobaczyłam numer telefonu i słowa: „Regeneracja złamanych serc”.
Misia była zachwycona spektaklem. Pojechałyśmy potem jeszcze na obiad. W drodze powrotnej weszłyśmy na plac zabaw. Kiedy ona była zajęta na zjeżdżalni, wyjęłam wizytówkę. Zadzwoniłam. Odebrał po pierwszym sygnale.
– Witaj.
Głos był niski, męski. Wydawało mi się, że dochodził z daleka. Nie czekał na moją odpowiedź.
– Wyślę ci adres magazynu i kod dostępu. Tam w jednym z kontenerów czeka na ciebie coś, co pomoże ci zmienić wasze życie.
– Kim jesteś? To jakiś żart?
– Jestem przyjacielem twoim i Misi.
Rozłączył się. Patrzyłam na telefon i nie rozumiałam. Po kilku sekundach dostałam wiadomość. Znałam ten adres, bo codziennie mijałam magazyny w drodze do pracy.
Potraktowałabym tę rozmowę jako nieśmieszny żart, gdyby nie jeden szczegół. Tylko ja nazywałam córkę Misią i robiłam to wyłącznie, gdy byłyśmy same.
Kiedy wróciłyśmy, spałeś. Słyszałam w nocy, że gdzieś wychodziłeś. Rano zastałam cię na kanapie. Płakałam, pijąc poranną kawę. Im więcej łez spadało na tanią podkładkę z Ikei, tym bardziej świat tracił kolory. Po kilku minutach jedynym kolorowym punktem była Misia, a wszystko wokół przybrało barwy szarości.
Kierowałam się informacjami z wiadomości i szybko znalazłam kontener. Wpisałam kod z SMS-a. Zamek zabrzęczał. Pociągnęłam za wielką klamkę. W małym pomieszczeniu stało dziewięć drewnianych skrzyń. Otworzyłam pierwszą z nich. W środku zobaczyłam żywy, błyszczący, bijący mięsień – serce. Odskoczyłam od skrzyni i oparłam się o ścianę. Wtedy w wejściu do kontenera stanął mężczyzna z teatru.
– Weź je. Twoje jest złamane.
Sięgnął do skrzyni, wyjął wciąż żywy organ. Słyszałam jego regularne bicie. Podszedł do mnie, zbliżył rękę i nagle rozbłysło białe światło. Oślepiło mnie. Musiałam na chwilę stracić przytomność, bo gdy się ocknęłam, mężczyzny już nie było. Kontener był zupełnie pusty. Wracając do auta, zorientowałam się, że trawa jest soczyście zielona, niebo czysto błękitne, a moje auto intensywnie czerwone. Na siedzeniach znalazłam dziewięć drewnianych skrzyń.
To pierwsze serce starczyło mi na miesiąc. Wymieniłam je po tym, gdy odebrałam cię z pogotowia. Ktoś cię znalazł na ulicy. Miałeś cztery promile.
Drugie miałam krótko. Byłeś umówiony na terapię. Stanęłam na stacji, by tylko zatankować. Ty po kryjomu wypiłeś dwusetkę wódki. Skąd ją miałeś? Nie wiem. Na terapię jednak nie chcieli cię przyjąć.
Trzecie straciłam, gdy mnie uderzyłeś. Pierwszy i jedyny raz.
Czwarte, gdy sprzedałeś obrączkę, bo nie miałeś już za co pić.
Piąte… Telefon ze szkoły. Przyszedłeś pijany i awanturowałeś się przy wejściu. Pani woźna nie mogła sobie z tobą poradzić. Dzieci wyszły na przerwę. Misia cię widziała. Trudno mi było ją uspokoić. To wtedy cię znienawidziłam.
Szóste, gdy komornik wszedł na nasze konto za twoje długi. Jadłyśmy parówki i chleb tostowy z masłem. Dobrze, że w szkole były obiady.
Siódme, gdy mnie zdradziłeś.
Teraz mam ósme i nie chcę go stracić.
Mam wynajętą nową piwnicę. Rzeczy moje i córki są już w innym mieszkaniu. Ona jest teraz u koleżanki, a ja przyszłam, żeby ci powiedzieć, że odchodzimy. Zamierzam zmienić nasze życie. Bez ciebie.
Patrzysz na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Masz przekrwione oczy i czerwony nos. Nic nie mówisz. Idziesz do kuchni, nalewasz sobie wody. Pijesz. Rzucasz nagle szklankę o ścianę i mówisz do mnie:
– Ty nie masz serca?
Serwus,
Fajne, mocne, dobry pomysł.
Wygląda jak prequel do „Umrzyj wreszcie”.
Podoba mi się, klikam.
rr
Hej,
Kiedy on nieprzytomnego od alkoholu ciebie kładł na łóżku, do sypialni weszła córka.
Składnia trochę kuleje + w środku zdania zazwyczaj stosuje się “cię”, nie “ciebie”
Głos był niski, męski, jakby z bardzo, bardzo daleka.
ale co z bardzo daleka?
Nikt, może oprócz ciebie, jeśli usłyszałeś to przypadkiem, nie mógł tego wiedzieć.
Kiedy wróciłyśmy, spałeś.
podmioty się mieszają
– Weź je. Twoje jest złamane.
bardzo dobre!
Robi wrażenie, chyba najlepszy tekst, jaki u Ciebie przeczytałam. Klikam do biblio, pomyślę nad nominacją, zobaczę na ile zostanie mi całość w głowie.
Those who don't believe in magic will never find it
Klik. Z dłuższym komentarzem wrócę wieczorem i wtedy też kliknę. Bardzo dobry tekst, tyle w temacie.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Bardzo udany tekst, z jasną myślą przewodnią i mocno przekazaną. Oryginalny i intrygujący pomysł.
Mniej mi się podobało tylko długie zawiązanie akcji (długie w stosunku do tego tekstu). 90% uroku tekstu jest w drugiej połowie, gdy już mamy te skrzynie.
Klikam i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
OldGuard,
dzięki za zwrócenie uwagi. Poprawiłam :)
Robert,
bo trochę jest to prequel. Ale miło, że zapamiętałeś :)
melendur i Zakapior,
dziękuję za kliki :)
Monotematycznie. Damsko męskie relacje po raz kolejny. Mężczyzna obciążeniem dla rodziny. To trochę nużące. Ale… jakże częste. Niestety.
Dobrze Ci wychodzą obyczajowe kawałki. Napisz może dla odmiany coś wesołego. Chętnie przeczytam.
Pozdrawiam!
Piękny tekst:)
Pozdrawiam serdecznie :)
Hej.
Jest soft fantastyka, fajnie. Konstrukcja jest znowu podobna, znowu uderzasz w tony – ojciec/mężczyzna pije, maltretuje. Świetnie pokazujesz obyczajowe tragedie istnieją za tak zwanym “tuż za oknem”, tudzież “ścianą”, a może i w każdym domu czytających to opowiadanie.
@AP ci zarzucił monotematyczność. No może coś w tym jest, ale z drugiej strony, każdy jest jakiś tutaj monotematyczny. Pewnie gdym zaglądnął do AP, też bym pewnie jakąś tematykę odnalazł.
Ja jestem monotematyczny do kwadratu, bo piszę swojego wiedźmina( i wogóle fanfic, nie swoje uniwersum), a nie nie wiedźmina to coś podobnego, a jak się wysilę to wychodzi różnie. Więc na dwoje babka wróżyła. Może każdy niech pisze, tak jak się czuję dobrze ze sobą samym, bo wtedy z niego wychodzi dusza.
A jak ktoś byłby dobry w każdym temacie, to wyglądałby na albo obnibusa, albo niewiarygodnie, albo zaraz by poszły zarzuty, że wygenerowane z AI, albo przez ghostwriterów, co mniej prawdopodobne.
Wracając do głównego nurtu, cóż.
Bardzo dobre opowiadanie, najmocniejsza część to ta wyliczanka którą stosujesz od rozwinięcia. Trochę to wygląda na klasyczną dekonstrukcję którą sam kiedyś zastosowałem w drugim opowiadaniu upublikowanym na tym portalu. Fajny zabieg, bo pozwala wywalić do śmietnika całą historię którą już sobie ułożyłem w głowie w pierwszym akapicie. Początkowo serio sądziłem, że pójdziesz w inną stronę i zaskoczysz – no ale znowu poszłaś mocno w obyczajówkę. No ale właśnie ta dekonstrukcja jest czymś, co bardzo lubię i znowu mnie kupiłaś.
Reasumując świetny zabieg, chociaż jest lekki niedosyt z tego samego powodu co AS. Ale z drugiej strony to jest twój kod i dusza i po co masz pisać coś, czego nie niechcesz pisać – Pisz tak, jak czujesz najlepiej.
No ale o tą fantastykę się chociaż co jakiś wrzucaj :) Tutaj była i chwała ci za to.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Hej,
Kiedy on kładł cię na łóżku
Można pozbyć się “on”
W teatrze zajęłyśmy nasze miejsca
To takie zdanie-proteza, żeby czytelnik wiedział, gdzie rozgrywa się kolejne. Niby jest potrzebne, ale niewiele wnosi. Staram się takie miejsca zamieniać na coś, co cokolwiek znaczy, tworzy nastrój. W tym miejscu wolałbym coś o Misi. Ale to tylko sugestia i moje widzi-misię :P
Potraktowałabym tę rozmowę jako nieśmieszny żart
Hm, ja w takiej sytuacji już szukałbym telefonu na lokalny komisariat, albo odświeżał w pamięci listę dobrze zbudowanych znajomych, żeby ktoś ze mną poszedł . Pal sześć, jeśli ktoś nazywa się moim przyjacielem, ale jak zaczyna gadać o dziecku w sposób sugerujący, że uprawia stalking, nie ma żartów ;)
Wtedy w wejściu do kontenera stanął mężczyzna z teatru.
Właśnie dlatego przydaje się dobrze zbudowany znajomy :P Bohaterka nie wrzeszczy w takiej chwili? Nie ucieka w kąt kontenera? Diagnoza: depresja.
Jadłyśmy parówki i chleb tostowy z masłem
Kiedyś dałem studentom zadanie, czy opłaca się biegać w kołowrocie jak chomik, żeby samemu wytworzyć prąd. Tylko przy kaszy jęczmiennej kupowanej w hurcie otrzymywali zysk, przy wszystkich innych produktach byli stratni – zakładając, że gotują kaszę na ognisku, nie kuchence ;)
Wiem, że dla każdego symbol upadku jest inny, ale są skromniejsze potrawy niż parówki i chleb tostowy z masłem. Można chodzić na bazar warzywny w ostatniej godzinie otwarcia i zbierać misz-masz na zupę. Można biegać po marketach w poszukiwaniu żywności “last minute”. Jeden ze znanych piłkarzy w młodości jadł makaron z ketchupem i później o tym wspominał w biografii.
Koniec dygresji o parówkach :P
Ogólne wrażenia dobre. Serca w skrzynkach to magiczny element, który przynosi i fantastykę i optymizm. Gdyby nie one, cała historia byłaby ponura, a tak ma coś, co rozbudza wyobraźnię, intryguje od samego początku. Zgrabna metafora, ładnie napisane.
To kolejne opowiadanie “terapeutyczne” i zawsze trudno mi się takie ocenia – bo trudno dyskutować z czymś, co było/jest bolesne dla autora. Muszę zauważyć, że ryzykujesz, że będziesz kojarzona głównie z historiami o alkoholizmie.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
@AP ci zarzucił monotematyczność.
To było takie prowokacyjne. W żadnym razie zarzut. Bardziej chodziło mi o to, że temat jest często podejmowany, bo taka jest rzeczywistość.
Mocny, naprawdę solidny tekst. Ostatnie zdanie jest niczym wisienka na torcie – świetne zakończenie.
Pozdrawiam.
Przybyłam Was nawiedzać
Ech, UnaBombo, nie ukrywam, że z przykrością czytam podobne historie, bo zostawiają we mnie mnóstwo smutku i żalu.
Może kiedyś zaskoczysz opowieścią przynoszącą radość… :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
No, mocny szort. Bardzo emocjonalny. W końcu dodałaś fantastykę, wyszło bardzo na plus. Świetny pomysł z tymi sercami, a zakończenie tylko dodało mocy.
Zastanawiam się nad tymi krótkimi zdaniami, w większości działają dobrze przy tego rodzaju tekście, ale były krótkie fragmenty, gdzie mam wrażenie, że był już tego przesyt i wychodziło raportowo.
Zgadzam się też troszkę z Zakapiorem, że troszkę długie zawiązanie akcji, nie musimy wiedzieć, że były na obiedzie, ale to raczej kwestia, że tekst jest bardzo krótki, więc zwraca się uwagę na coś tak mało znaczącego.
Ale tekst świetny, mimo że poprzednie też mi bardzo siadły, to uważam, że (pewnie dzięki fantastyce) ten jest Twoim najlepszym. Z chęcią polecam do biblioteki.
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej, bardzo dobry, emocjonalny i smutny szort. Świetny pomysł z wymienianymi sercami, genialnie podkreślone ostatnim zdaniem. Przyzwyczaiłaś już nas do takich przygnębiających historii, ale tutaj przy okazji dostaliśmy także większą porcję fantastyki! Mam nadzieję, że w Twoich kolejnych tekstach dopatrzymy się także odrobiny radości. 
Dobijam do biblioteki.
Pozdrawiam serdecznie!
Podążaj za białym królikiem.