- Opowiadanie: Bartkowski.robert - Dwie noblistki

Dwie noblistki

Moje uszanowanie! Z tygodniowym opóźnieniem, ale cóż. Tekst był gotowy dzień po pamiętnym cytacie naszej największej damy/dumy literackiej, i przyznaję, zależało mi, by wstrzelić się w nastroje, ale  jednocześnie nie chciałem publikować bubla, więc poszła beta. Potem przyszło preludium sesji w postaci pewnego demonicznego kolokwium, i wpadłem w odczłowieczający trans nauki. No, ale po wielu przestojach, oto jest – paszkwil.

Dziękuję bardzo trzem wspaniałym Paniom za pomoc i korektę!!!<33

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

GalicyjskiZakapior

Oceny

Dwie noblistki

 

Było wczesne popołudnie, jedno z tych smakowitych. W pięknym salonie, na piętrze domostwa wzniesionego wśród śląskich pagórków, siedziały dwie noblistki. Humor im dopisywał, bo dopiero co wróciły z literackiego rautu w Warszawie. Tam to jest życie i wrażliwość! Były szampany i brawo, bo na kartach ich najnowszej powieści kurze znów udało się uciec z garnka, a rosołku w niedzielę u Polaka nie było. Cóż za katharsis, a przesłanie jakie! Wyzwolony z przypalonego kotła z nieświeżą włoszczyzną drób uderza swymi oskubanymi skrzydłami w cały system prymarno-moralny panujący od wieków w naszym obrzydliwym kraju, burzy polską zaściankowość i wyssaną z mlekiem matki mentalność niszczycieli światów. Wierzcie mi, bo sam tam byłem, a wzruszyłem się tym wszystkim tak, że łzy mi nogawkami ciekły. Szampan był natomiast raczej przeciętny.

 

Gwar miejski sprzyja mędrkowaniu, ale nie rozmyślaniom sensu stricto, więc trzeba wrócić w końcu na łono natury i rozkoszną prowincję. No, oczywiście w granicach rozsądku. Wieś przez większość roku brzydko pachnie, podobnie jej mieszkańcy, dlatego trzeba znać umiar w ofiarnej i łaskawej w swej istocie fraternizacji. Z dworca szofer porwał je niemalże od wagonu, potem pruł terenowym merolem po dziurawych, niewspółczesnych drogach, nie zatrzymując się nawet, wbrew zwyczajowi naszych intelektualistek, po wiejskie jajka u pani Basi. Pani Basia się nie obrazi, a pracować trzeba. Noblistki wyspały się smakowicie w Europejskim, toteż po powrocie do wiejskiego azylu zdecydowały, że od razu wezmą się do roboty, i to najcięższej z możliwych, a zarazem najważniejszej w każdym zdrowym społeczeństwie, bo roboty pisarskiej. Ktoś musi nam przecież otwierać oczy! Literatura nie jest dla idiotów, a tych w naszym kraju jest na pęczki, więc starać trzeba się podwójnie. Na szczęście noblistki były dwie.

 

Kasetonowy sufit w roślinne ornamenty wisiał wysoko nad nimi, a otwarte na oścież okna wpuszczały kolejne podmuchy pachnącego kwieciem wiatru. Bawialnię dopiero co wysprzątała na połysk Ukrainka, oczywiście należycie popędzona rano przez pana Wiesia, więc w powietrzu unosił się zapach świeżości i nowatorskich pomysłów. Ponadto ktoś, choć noblistki nie do końca mogły stwierdzić kto, zawiesił pod ich nieobecność ogromne, ręcznie uszyte z materiałów wtórnych kotary, zamówione jakiś czas wcześniej w rzemieślniczej, arcyuroczej tkalni. Co prawda każda z nich wyszyte miała na dole „Made in Bangladesh”, ale to już niuans. Wielobarwne zasłony falowały kojąco na wietrze, a cekiny błyskały w ciepłych promieniach słońca. Spomiędzy płócien przelewał się z dworu śpiew dokazujących w ogrodzie ptaków. Dość powiedzieć więc, że atmosfera była twórcza. Po ukończonej niedawno powieści „Gotuj kurę swą w warzywach nieświeżych”, która właśnie odbijała się echem w całym wszechświecie i już zbierała pierwsze laury, noblistki ani myślały przerywać pracy. Oto więc smarowały dalej przekrojową, narodową epopeję we współczesnym, a jakże, wydaniu, o roboczym tytule „Czwarty świat”.

– Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?

– Co masz konkretnie na myśli, kochana? – Robot twórczy z serii 0SZ-U5T, imieniem Panna Chromiuk, słodko zamrugał tytanowymi powiekami. Paździerzuk przystroiła go, jak zwykle, w modną suknię, wełniany szal i perukę z dredami.

– No co, no… Skończyłam tydzień temu pierwszy rozdział, ten z doRZynkami. Dałam solidne podstawy, ale trzeba nam właśnie rozwinięcia. Prądu zdarzeń! – Paździerzuk gestykulowała żywo, dwa razy nieomal wylewając kawę. – Zarysowałam już wprost przerozkosznie korozję duchowości i straszliwość pryncypiów moralnych kreującą jestestwo mieszkańców Polaczkowa Podlaskiego, ale brakuje mi tu jakiegoś kośćca…

– Oj, masz rację, kochana, każda powieść, również przekrojowa, potrzebuje motywu przewodniego, głównego wątku, który jednocześnie żywo toczy nam akcję głównych bohaterów, a zarazem spina ze sobą wszystkie warstwy, łączy, jak to nazwałaś, ów kościec ideowy, z historiami bocznymi i fragmentarycznie przedstawionymi poczynaniami całej rzeszy postaci, które to zaś wprowadzają czytelnika w najdalsze niuanse kreowanego przez ciebie świata.

Procesory Panny Chromiuk działały widać bez zarzutu.

– Jak zwykle pięknie mówisz, kochana! Co ja bym bez ciebie zrobiła, sreberko? – Ludzka noblistka otarła łzę. – To dawaj, który z moich bohaterów mógłby być tym najgłówniejszym?

– Obawiam się, że żaden, kochana. Nikt z mieszkańców Polaczkowa Podlaskiego nie budzi choćby namiastki sympatii. Twój główny bohater musi być szary moralnie, niejednoznaczny. Z tego, co masz, nie wyprowadzisz takiej postaci.

– No, to dalej, kochana! Od czegoś tutaj jesteś! Zarysuj mi to pięknie.

– Hm… Daj mi chwilę, twoja prośba mnie zaskoczyła, dawno nie byłam ładowana.

Robotka zaczęła rozglądać się na boki. Wreszcie ognikowe źrenice jej szklanych oczu zatrzymały się na czymś za oknem.

– Hurra! Spójrz! – pisnęła metalicznie. – Coś mamy.

Ludzka noblistka powiodła wzrokiem za spojrzeniem tamtej. W polu, na przeciwległym do domostwa pagórku, robił w pocie czoła rolnik, siedząc okrakiem na dyszącej, przerdzewiałej maszynie.

– Co on? Orze? – Paździerzuk wydęła wargi.

– Nie, kochana, jest maj, więc ten pan raczej nawozi. Ale pomyśl tylko! Zmęczony życiem, acz wciąż pracowity gospodarz, archetypiczny siewca, niczym Boryna. Dopiszemy mu liczną rodzinę, wewnętrzne spory, i przedstawimy zetknięcie jego zatwardziałych, jednak wciąż dobrodusznych pobudek z rozjeżdżającymi się wizjami krewnych na życie, oraz jego starcie ze zmieniającym się światem. Taki rzymski pater familias, który walczy o utrzymanie patriarchatu dla dobra rodziny, jednak z odwrotnym skutkiem. Tutaj możemy nawet jeszcze pójść w zaułki psychologiczne, jak u Dostojewskiego w…

– To genialne, kochana! – Paździerzuk klasnęła z zachwytu i rzuciła się do laptopa. – Poczekaj, zaraz pobrniemy dalej, daj tylko zapisać.

Stukając tipsami w klawiaturę smarowała kolejne linijki eposu. Chromiuk doradzała co chwilę, to w sprawach warsztatu, to fabuły. Miała tę ostrość pióra, to trzeba przyznać.

Dwa czupiradła pracowały zawzięcie już od kilku minut, gdy nagle do salonu wpadł Oskarek, ambitny i wiecznie wszystkim podniecony asystencina, w drżącej ręce trzymając iphone’a.

– Pani Paździerzuk! Ach, mistrzyni! – wysapał styrany. Jego biuro-klitka znajduje się na drugim końcu domu, a dla miejskiego, uczonego ciałka niewprawionego w wysiłku to odległość iście olimpijska. – Dzwonią ze Sztokholmu!

–  Co znowu? – burknęła Paździerzuk. – Pracujemy.

– Nobel! – wykrzyczał, ile sił w płucach Oskarek, i z nowego wysiłku aż zgiął się w pół.

– Dla kogo? – zapytała robotka, błyskając czerwonym już teraz okiem.

– Jak to „dla kogo”?! Dla naszej mistrzyni!

Paździerzuk aż wbiło w fotel.

– Kochani, ale z tego, co wiem, laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie literatury Akademia Szwedzka wybiera w głosowaniu na początku października, a jest dopiero maj – zauważyła trzeźwo Chromiuk, odstawiając filiżankę na blat.

– Tak, tak, ale to aż niesłychane! Komitet specjalnie dla naszej mistrzyni zmienił harmonogram!

– Co ty bredzisz?! – Ludzka noblistka rozłożyła ręce.

–  Proszę posłuchać. Po etapie zawężania listy kandydatów zrezygnowano z dalszej analizy i zestawiania ich twórczości! Wszyscy są tak oczarowani „Gotuj kurę swą w warzywach nieświeżych”, że przez aklamację uznano pani zwycięstwo w przyspieszonym głosowaniu! Ach! To precedens na skalę wszechświatową! Pani Paździerzuk, proszę bardzo na stronę, czekają na linii!

Ludzka, teraz już podwójna noblistka, wystrzeliła z fotela, w locie wyrwała Oskarkowi telefon, i zniknęła za drzwiami w głębinach korytarza. Do arcyczułych robouszu Panny Chromiuk zaczęły docierać kaskady podziękowań, grzeczności i podśmiechujek po angielsku. Cyfrowa noblistka zagryzła tytanowe wargi.

– Dosyć… – syknęła zaciskając pięści.

 

Telefoniczne ceregiele Paździerzuk przerwał potężny trzask rozbijanej szyby. Ludzka noblistka przeprosiła Szweda, powiedziała, że odzwoni i z duszą na ramieniu wpadła do salonu. Czyżby Pannie Chromiuk znów wyczerpała się bateryjka? Paździerzuk stanęła w progu, jak spetryfikowana, bo cyfrowa noblistka energii miała aż nadto. Widok był iście straszliwy. Robotka stalowym kułakiem swej prawicy rozbijała kolejne segmenty witryny w szklany proszek.

– Kochana, co ty wyprawiasz?! Porcelanki z Zimbabwe mi pobijesz! – Paździerzuk oburącz złapała się za kudły.

Chromiuk nie przejęła się stękami człowieczki, tylko dalej, ze strasznym, i bądź co bądź, nieludzkim zapałem masakrowała zapchaną drogocennymi pierdołami meblościankę. Wreszcie dobrała się do jej serca, do centralnej, okutej zdobieniami i zabezpieczonej najtwardszą szybą gablotki. Wewnątrz, na pikowanej podusi, podświetlony wewnętrznymi lampkami, pysznił się złoty medal noblowski w otwartym zamszowym etui. Jeden pancerny zamek pośrodku szklanych drzwiczek dzielił ją od trofeum.

– Kochana, opamiętaj się! Ani mi się waż choćby…

Nie zdążyła dokończyć kwestii, bo Chromiuk potężnym wystrzałem pięści przepchnęła zamek do wewnątrz, wyrywając go z szyb. Impet ciosu był tak wielki, że zamek, przeleciawszy o włos nad medalem, wbił się w tylne deski witryny. Cyfrowa noblistka zręcznymi szponami rozgarnęła resztki szyby i oburącz chwyciła futeralik z medalem. Dwa susy i była przy kotarach.

– Gdzie mi z tym!? – Ludzka noblistka tupnęła wełnianym pantoflem.

– Kochana, jeden Nobel jest mój! – wrzasnęła Chromiuk, grożąc jej stalową piąstką, po czym przeskoczyła parapet. Lśniącymi rękoma objęła rynnę, i wciąż trzymając medal pod pachą, zręcznie zjechała do ogrodu. Paździerzuk chwilę jeszcze stała jak wryta, w końcu jednak wyrwała się z szoku i dopadła dębowej ramy okna. Mogła już tylko oczami wielkości pięciozłotówek obserwować, jak chromowana kukła skokami przemierza złote pola, biegnąc ile sił w stalowych szczudłach, aż jej peruczkę i barwne fatałachy zwiało.

– Lecę do stolicy! – krzyknęła jeszcze robotycznym głosem cyfrowa noblistka. – Teraz moja kolej na szampany!  

Koniec

Komentarze

Świetny szort! 

No i na coś przydała się twórczość OT :)) Dzięki jej nieocenionym słowom powstało takie dzieło. Gratulacje. 

Przy okazji życzę mniej diabolicznych kolokwiów:) 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Teo Max, miło, że wpadłaś!

 

Świetny szort! 

No i na coś przydała się twórczość OT :)) Dzięki jej nieocenionym słowom powstało takie dzieło. Gratulacje. 

Haha, dziękuję Ci bardzo!!! Bez wątpienia legendarne “kochana(…)” jest i będzie już kulturotwórcze, jednak przyznam, że w głębi duszy wolałbym, aby jednak takie słowa z ust, o zgrozo, noblistki, nigdy nie padły;/ 

 

Przy okazji życzę mniej diabolicznych kolokwiów:) 

Za takie życzenia dziękuję chyba jeszcze bardziej!

 

Również pozdrawiam serdecznie!!!heartheartheart

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Przewidywalne i płytkie takie. 10k znaków, autorze, zużywasz, żeby nam powiedzieć, że Tokarczuk jest snobką, oszustką (w sumie nie jest, skoro się przyznała) i krzemiacką kolaborantką.

Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.

 

Za to napisane bardzo fajnie! Styl satyryczny konsekwentnie utrzymany w każdym jednym zdaniu, bez mała. Łyknąłem jak trzylatka baterię od zegarka. Żeby każda społeczno-polityczna satyra była tak na portalu pisana, to bym nie narzekał, powiem.

 

Pozdrawiam i klik

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dziękuje za odwiedziny GalicyjskiZakapiorze, Szanowny Lożysto!

 

Przewidywalne

Ostatnio ciągle słyszę od krajanów, że jestem tendencyjny. A zwyczajnie uważam, że mam tendencję do tendencji wszelakich.

 

krzemiacką kolaborantką.

HAHA. Wybacz, ale z maszynami, to akurat Tokarczuk kolaboruje. Sarah Connor w grobie się przewraca.

 

Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.

Nie no, masz pełną rację. Mogę się bronić, że nie taki był mój cel, by kogokolwiek przekonywać, ale przyznaję, startowałem z pozycji subiektywnych. 

 

Za to napisane bardzo fajnie! Styl satyryczny konsekwentnie utrzymany w każdym jednym zdaniu, bez mała. Łyknąłem jak trzylatka baterię od zegarka. Żeby każda społeczno-polityczna satyra była tak na portalu pisana, to bym nie narzekał, powiem.

Bardzo się cieszę, że szorcik przypadł Ci do gustu! Może zajmę się jeszcze tymi satyrami, jak tak mi kadzisz?:D 

 

Pozdrawiam i klik

Bardzo Ci dziękuję!!!heart Wpadnij jeszcze kiedyś do mnie!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.

Oj, tam. Ja się dowiedziałem, że OT pisać nie umie. Teraz jej kilkoma powieściami czuję się oszukany. Że to kretynka i snobka. A do tego wegetarianka (a może weganka, nie daj Boże). Że nienawidzi prostych ludzi. Że pisze głupoty itd.

AP

 

Człowiek uczy się całe całe życie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Serwus Robert

Ciekawy szort, choć czytało się go… trudno. Rozumiem, że to specjalny zabieg: długie, wielokrotnie złożone zdania, odwrotny szyk i wyszukane słowa. Taka stylizacja robi wrażenie i została utrzymana w całym tekście. Choć to nie mój gust i tekst mnie nie porwał, to trzeba przyznać, że jest dobry.

 

AP „Teraz jej kilkoma powieściami czuję się oszukany.” – jak to rozumieć? Czy do tej pory jej książki Ci się podobały, a po wypowiedzi na Impact już nie? Czy powieści nadal uważasz za dobre (lub złe), tylko teraz masz po prostu poczucie bycia oszukanym?

 

Pozdrawiam 

rr

Człowiek uczy się całe całe życie!!!

Jedni się uczą, inni nie. Warto też wiedzieć, od kogo się uczyć. Hunwejbini, na przykład, uznali, że od swoich profesorów nie warto.

Dobre to. Było śmieszne i przerażająco trafne. Pozdrawiam! 

„Teraz jej kilkoma powieściami czuję się oszukany.” – jak to rozumieć?

Jako sarkazm.

Robert Raks

 

Choć to nie mój gust i tekst mnie nie porwał, to trzeba przyznać, że jest dobry.

Taka pochwała cieszy najbardziej! Nie lubić czegoś, a docenić, to sztuka, więc chylę czoła!

 

AP

 

Masz absolutną rację!

 

Hunwejbini, na przykład, uznali, że od swoich profesorów nie warto.

Ja na nich mówię zawszę Hujwjebini. Łatwiej zapamiętać, a ładunek emocjonalny jaki!

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Grzesiek_W

 

Dziękuję Ci bardzo! Również pozdrawiam!!!heart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Hmmm. Jest jakiś pomysł. 

Tego typu opowiadania mają krótki termin przydatności do spożycia. 

Ciekawa jestem, ile w tych książkach naprawdę jest elektronicznego wkładu.

Babska logika rządzi!

Finkla 

 

Dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz!

 

Ciekawa jestem, ile w tych książkach naprawdę jest elektronicznego wkładu.

Strach o tym myśleć, mam nadzieję, że Tokarczuk prawdę mówi o tym, że AI używa do tylko (i aż…) do poszerzania horyzontów. Jak jest z innymi autorami? To ciekawe.

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nowa Fantastyka