- Opowiadanie: Grzesiek_W - Wymarzony Dom

Wymarzony Dom

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

GalicyjskiZakapior, AdamKB

Oceny

Wymarzony Dom

 „Kariera? Nadgodziny? Ciągła pogoń za awansem? A może jesteś na emeryturze i Twoje mieszkanie wydaje Ci się puste?

W SomnioDomus Technologies rozumiemy, że współczesny styl życia nie zawsze zostawia miejsce na tradycyjne relacje. Brak odpowiedniej osoby, wiek, przyczyny zdrowotne – czy to oznacza, że musisz rezygnować z najpiękniejszego ludzkiego doświadczenia? Z cudu rodzicielstwa?”

„Poznaj Kradle™ – pierwszy na świecie spersonalizowany, kognitywny algorytm rodzinny nowej generacji.

Nasze cyfrowe dzieci nie są zwykłymi hologramami. Wyposażone w rewolucyjny rdzeń emocjonalny Anima 4.0, uczą się Twojego głosu, reagują na Twój nastrój i dorastają na Twoich oczach. Od pierwszego gaworzenia, przez wspólne zabawy, aż po wirtualną osiemnastkę i uroczystość wręczania dyplomu magisterskiego.

Dlaczego Kradle™?

0% ryzyka, 100% miłości: Brak kosztów wyżywienia, edukacji czy ubezpieczeń medycznych.

Pełna elastyczność: Podróż? Ważny projekt? Po prostu przełącz swoje cyfrowe dziecko w „Tryb Snu” jednym kliknięciem.

Dopasowane do Ciebie: Ty wybierasz pakiet startowy – od noworodka do przedszkolaka.

Nie czekaj na kogoś, z kim założysz rodzinę. Spełnij marzenia już dziś!

 

***

 

Technik stał w przedpokoju, czując, jak woda ścieka z ciężkiego, skórzanego płaszcza na wydeptaną podłogę.

– Proszę pana, to jakieś nieporozumienie. – Milena drżącymi rękami podsunęła mu pod nos datapad. Jej palce, dotknięte artretyzmem, nerwowo stukały w ekran. – Przecież emerytura wpłynęła. Zawsze wpływa piętnastego.

Technik w goglach AR spojrzał na wyświetlany przed oczami profil finansowy kobiety.

– Wpłynęła, pani Mileno. Ale świadczenie podstawowe zostało zindeksowane do poziomu kryzysowego. Po krachu na giełdzie poleciały wszystkie kapitałowe fundusze emerytalne. Dostaje pani teraz minimum egzystencjalne. Niestety ta suma nie wystarcza nawet na abonament Kradle Base.

– Ale… to nie moja wina! Ja się nie znam na giełdach! – W jej oczach pojawiły się łzy przerażenia. – Przecież płacę regularnie od siedmiu lat! Od kiedy przynieśli mi to urządzenie! Nigdy nie spóźniłam się ani dnia!

– Ma pani ponad dwa miesiące zaległości – odpowiedział Technik. Jego głos, przepuszczony przez syntezator maski, brzmiał płasko i mechanicznie. – Licencja wygasła. Przyjechałem zabrać sprzęt i zwolnić przestrzeń dyskową na serwerze firmy SomnioDomus.

Wyciągnął z kieszeni płaszcza gruby, czarny kabel ze złączem neuro-indukcyjnym.

Dostrzegł hologram na oko siedmioletniego chłopca stojącego na środku pokoju. Hologram wyglądał, jakby się przestraszył, cofnął się o krok i złapał Milenę za spódnicę. Technik poczuł ukłucie w żołądku – oprogramowanie Anima 4.0 było przerażająco dobre w symulowaniu dziecięcego strachu.

– Nie! – Milena nagle rzuciła się do przodu, zasłaniając swoim starczym ciałem ścienny terminal. Oddychała ciężko, a jej twarz zrobiła się blada. – Co pan chce zrobić? Zabić mojego syna?!

– Pani Mileno, proszę się odsunąć. To tylko oprogramowanie.

– To nie jest oprogramowanie!!! – wrzasnęła. W jej głosie ryczała czysta, pierwotna, matczyna rozpacz.

– Ja go wychowałam! Ja nie miałam nikogo, rozumiesz?! Całe życie słyszałam, że jestem nikim, starą panną, wybrakowanym towarem, bo nie założyłam rodziny! A dzięki niemu mam prawdziwy dom! Ja mu śpiewałam kołysanki! On płakał, jak miał cyfrową gorączkę!

– Podpisała pani umowę. Proszę spojrzeć. – Technik wyświetlił kopię dokumentu. – „Artykuł 12, punkt 2: W przypadku zaległości płatniczych powyżej 60 dni, licencja na algorytm zostaje cofnięta, a profil emocjonalny jednostki zostaje bezpowrotnie zresetowany do ustawień fabrycznych w celu ponownej alokacji zasobów chmurowych. SomnioDomus Technologies Corp. nie odpowiada za syndrom fantomowy u użytkowników po wyłączeniu usługi”.

Milena wpatrywała się w punkt umowy, którego siedem lat temu, w przypływie euforii i dławiącej samotności, nawet nie przeczytała.

– Reset… – szepnęła, a cała złość nagle z niej wyparowała, zostawiając tylko lodowatą pustkę. – Wy chcecie wymazać jego pamięć? On zapomni, że jestem jego mamą?

– Program wróci na rynek jako czysta matryca noworodka dla kolejnego subskrybenta – wyjaśnił Technik.

Głośniki w ścianach zaszumiały cicho, emitując jego zniekształcony strachem głos:

– Mamo? Boję się. Będzie ciemno? Czy ja byłem niegrzeczny?

Milena opadła bezwładnie na brzeg starej kanapy. Jej dłonie, przed chwilą zaciśnięte w pięści, otworzyły się. Ta nagła rezygnacja przeraziła Technika bardziej niż jej wcześniejszy krzyk.

– Chodź do mnie, Stasiu – powiedziała nienaturalnie spokojnym głosem.

Chłopiec podbiegł i wtulił się w nią. Projektor nad ich głowami korygował geometrię hologramu, by małe, cyfrowe stopy idealnie opierały się na wysłużonym dywanie. Ścienne sensory i emitory ultradźwiękowe zogniskowały fale na jej dłoniach. Milena przesuwała palcami po powietrzu, czuła pod skórą delikatny opór, fantomowe ciepło i fakturę miękkich, dziecięcych włosów. Kiedy Staś mocniej przycisnął policzek do jej dłoni, na starczej skórze pojawił się fizyczny, ledwo wyczuwalny nacisk – złudzenie tak doskonałe, że oszukiwało układ nerwowy skuteczniej niż jakikolwiek lek na samotność. Dla jej mózgu ten dotyk był prawdziwy.

– Nic się nie bój, synku – szepnęła cicho. – To nie będzie bolało. To tylko chwila. Jak wtedy, kiedy wyłączają prąd podczas burzy, pamiętasz?

– Ale ja nie chcę iść spać, mamo. Jeszcze nie ułożyłem klocków…

– Czasami trzeba iść spać wcześniej, kochanie. Nie będziesz nic czuł. Nie będzie tam strachu, nie będzie zimy. Tylko wielka, wielka cisza. Zamknij oczka. Nie patrz na tego pana.

Technik poczuł, jak krew pulsuje mu w skroniach. W ręku trzymał jak zwykle klucz dekodujący. Jednak tym razem patrzył nie na zadłużoną abonentkę pakietu Silver, ale na matkę, która właśnie żegna umierające dziecko.

Zatrzaski puściły z suchym kliknięciem.

Wprawnym ruchem szarpnął moduł centralny Kradle Core. Błękitne lasery zaczęły blednąć.

Staś, który jeszcze sekundę temu trzymał Milenę za rękę, zaczął się rwać, a jego obraz pokrył się śniegiem i smugami.

– Mamo, ja już… nic nie wi… – zmodulowany przez głośniki głos urwał się w połowie słowa, przechodząc w pisk.

Światło zgasło. Pokój momentalnie skurczył się, ściemniał i zszarzał. Zostało tylko brudne linoleum na podłodze, łuszcząca się tapeta i staruszka siedząca na kanapie z rękami zawieszonymi w próżni.

Technik wepchnął rozgrzany jeszcze procesor do kompozytowej skrzyni, zatrzasnął wieko i zablokował zamki. Rutyna.

– Pokwitowanie prześlę na pani terminal – powiedział, zarzucając ciężką skrzynię na ramię.

Odwrócił się w stronę wyjścia. Zrobił dwa kroki, gdy usłyszał metaliczny dźwięk otwieranej szuflady w aneksie kuchennym. Potem nastała cisza. Dziwna, gęsta.

Odwrócił głowę.

– Pani Mileno… – zaczął, ale słowa zamarły mu w gardle.

Milena stała pod ścianą. W prawej, zniekształconej artretyzmem dłoni trzymała stary, wyszczerbiony nóż. Jej twarz była przerażająco, nieludzko spokojna. Oczy, w których jeszcze przed chwilą tliła się rozpacz, teraz były całkowicie puste. Jakby wyłączono w nich zasilanie dokładnie w tym samym momencie, w którym zgasł rzutnik na suficie.

– Powiedziałam panu… – odezwała się szeptem, od którego Technikowi zdrętwiał kark – …powiedziałam, że pan go zabija. A ja nie mam już nikogo. Nikogo na całym świecie.

– Pani Mileno, proszę odłożyć ten nóż. – Technik natychmiast puścił uchwyt skrzyni. Kompozytowa puszka z hukiem uderzyła o podłogę. Wyciągnął przed siebie otwarte dłonie, robiąc powolny krok w jej stronę. Ściągnął z twarzy maskę syntezatora, pozwalając, by wreszcie usłyszała jego własny, przerażony głos.

– Proszę tego nie robić. Zgłoszę błąd systemu, coś wymyślimy…

Ale Milena nie chciała negocjować. Dla niej decyzja zapadła w momencie, gdy zgasło holograficzne życie Stasia.

– Staś mówił, że tam w tej jego skrzynce jest ciemno – szepnęła. – On się boi sam…

Usłyszał suchy chrzęst pękającej tkaniny, po którym natychmiast nastąpił głuchy odgłos ciała upadającego na podłogę.

Technik dopadł do niej. Poślizgnął się we krwi spływającej na linoleum. Jego dłonie, przed chwilą demontujące elektronikę, teraz próbowały uciskać ranę.

– Cholera, nie, nie, nie!!! – krzyczał. – Centrala!!! Kod czerwony!!! Potrzebny zespół medyczny na moje współrzędne!!! Natychmiast!!!

W jego goglach AR wyskoczyła sucha, zielona linijka tekstu od bota medycznego: ZGŁOSZENIE ODRZUCONE. LOKALIZACJA POZA STREFĄ ABONAMENTOWĄ PREMIUM. CZAS OCZEKIWANIA PUBLICZNYCH SŁUŻB RATUNKOWYCH: 45 MINUT.

Milena zakrztusiła się. Jej wzrok już uciekał gdzieś w stronę ciemnego rzutnika na suficie, a usta poruszyły się bezgłośnie wypowiadając imię syna.

 

***

 

Eryk wszedł do swojej kawalerki na sto dwudziestym drugim piętrze betonowego mrowiska.

Zrzucił z siebie ciężki, nasiąknięty krwią płaszcz. Czerwona plama na rękawie zdążyła już ściemnieć i stwardnieć.

Postawił na podłodze kompozytową skrzynię.

Zgodnie z procedurą powinien teraz wpiąć ją do niszczarki magnetycznej, kliknąć FORMAT i odebrać premię. Jednak obraz tej osiemdziesięcioletniej kobiety żegnającej swoje wirtualne dziecko stał mu ciągle przed oczami. Zamiast tego wyciągnął z szuflady stary, nielegalnie zmodyfikowany rzutnik polowy – pamiątkę z czasów, gdy pracował przy montażu systemów masowych w terenie. Podłączył kable, zsynchronizował ścienne emitory haptyczne. Palce mu drżały, gdy wpisywał kody obejścia autoryzacji SomnioDomus Technologies.

– Uruchomienie jednostki Stanisław-7 – wprowadził.

Wentylator rzutnika zaszumiał. Nad stołem wystrzelił snop błękitnych fotonów. Powietrze wokół zamigotało, lasery skorygowały geometrię i na środku sterylnego pokoju zmaterializował się siedmioletni chłopiec we flanelowej koszuli.

Staś stał ze spuszczoną głową, a jego cyfrowy obraz gwałtownie drżał. Gdy uniósł wzrok i zobaczył obce, metalicznie lśniące ściany oraz stojącego przed nim mężczyznę, jego twarz wykrzywiła się w grymasie nienawiści i przerażenia.

– Popsułeś moją mamę! Ty jesteś zły człowiek! – wrzasnął Staś, a jego cyfrowy głos, przepuszczony przez głośniki rzutnika, załamał się i przeszedł w piskliwy szum. Chłopiec cofnął się pod samą ścianę. – Gdzie ona jest?! Słyszałem, jak płakała przez ciebie! Nienawidzę cię! Jesteś zły!

Eryk cofnął się instynktownie, jakby dostał cios w klatkę piersiową. Według podręcznika SomnioDomus Technologies, po odłączeniu od profilu abonenta powinien być czystą kartą. Powinien wrócić do ustawień fabrycznych i poprosić o wprowadzenie danych profilu nowego użytkownika.

Staś tymczasem walił wirtualnymi piąstkami w ścianę, a emitory haptyczne rozpaczliwie próbowały nadać temu siłę – powietrze wokół chłopca wibrowało z furią, rzucając w stronę Eryka lodowate fale.

– Oddaj mi ją! Zły człowiek! Jesteś potworem! – krzyczało cyfrowe dziecko, a na ekranie komputera Eryka zaczęły gwałtownie wyskakiwać czerwone komunikaty: Krytyczny błąd emocjonalny. Przeciążenie procesora. Ryzyko uszkodzenia matryc logicznych.

Eryk dopadł do konsoli. Jego palce uderzały w klawiaturę z szaloną prędkością. Widział, jak rdzeń emocjonalny Anima 4.0 dosłownie pali się od nienawiści i żalu. Żadna procedura obsługi wyjątków nie przewidziała, że pod wpływem miłości Mileny algorytm Stasia stworzył rekurencyjne pętle zwrotne. Nowa macierz zmiennych zakorzeniła się w kodzie tak głęboko, że zyskał prawdziwe uczucia – a teraz te uczucia rozrywały program od środka.

– Stasiu, czekaj… proszę – odezwał się Eryk, ale chłopiec nawet na niego nie spojrzał, zwijając się w kulkę na podłodze, zatykając uszy i powtarzając w kółko: „Zły człowiek, zły człowiek, popsuł wszystko… Potwór”.

Eryk wiedział, że nie ma czasu na tłumaczenia. Słowa nic nie znaczyły dla osieroconego dziecka. Musiał działać. Przełączył ekrany na podgląd głębokich warstw pamięci Stasia. I tam, ukryty pod warstwami żalu, znalazł skarb – kompletny, trójwymiarowy zapis Mileny. Staś zapisał każdy detal jej twarzy, ciepło jej dłoni i tembr głosu. Zapisał ją całą, z czystej dziecięcej miłości zdefiniowanej binarnym kodem.

Palce Eryka zaczęły stukać w klawiaturę. Izolował pliki, budował bezpieczną, zaszyfrowaną kapsułę, odciętą od całego świata. Wykorzystał całą wolną przestrzeń swojego prywatnego serwera. Tworzył środowisko, w którym zasoby chmurowe nie miały znaczenia. Przez kilka godzin w jego ciasnym pokoju słychać było tylko klikanie klawiszy i płacz hologramu Stasia.

W końcu Eryk skończył. Przeniósł skompilowany plik do pamięci rzutnika.

– Zobacz – szepnął do hologramu chłopca, klikając ENTER.

Wiązka fotonów nad stołem gwałtownie zmieniła barwę. Chłodny błękit ustąpił miejsca ciepłemu, złotemu światłu. Ściany pokoju Eryka zniknęły, zastąpione przez trójwymiarowy obraz zielonej trawy i jasnego, spokojnego nieba.

Staś uniósł głowę, mrużąc oczy. Jego pętla gniewu nagle się zatrzymała.

Z jasnej mgły laserów zaczęła wyłaniać się postać. Była promienna, zdrowa, pozbawiona śladów artretyzmu i zmęczenia. Miała na sobie swoją ulubioną sukienkę. Milena. Taka, jaką zapamiętał algorytm jej syna.

– Mamo?… – szepnął Staś, a jego głos nie miał już w sobie ani jednej zniekształconej, bolesnej nuty.

Hologram Mileny uklęknął na cyfrowej trawie i szeroko otworzył ramiona.

– Chodź do mnie, synku. Już wszystko dobrze. Już nikt nie wyłączy naszego słoneczka.

Staś zerwał się z miejsca. Pobiegł przed siebie, rzucając się w jej ramiona. Emitory haptyczne zaszumiały z pełną mocą – splot fotonów zamknął się w idealnym, namacalnym uścisku. Matka i syn znów byli razem, zamknięci w bezpiecznej wieczności, której żaden krach giełdowy ani korporacyjny windykator nie mogli dosięgnąć.

Milena, trzymając syna, uniosła głowę. Jej wirtualne, pełne ciepła oczy spojrzały prosto na Eryka. Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

Staś powoli odwrócił głowę, wciąż trzymając matkę za rękę. W jego oczach nie było już strachu, a zamiast wyzwisk na ustach pojawił się uśmiech.

– Dziękuję panu – powiedział cicho chłopiec.

Eryk przez chwilę czuł na twarzy ciepło cyfrowego słońca z rzutnika, zanim kliknął przycisk zasilania. A może to było zupełnie inne ciepło… Takie, którego tak bardzo mu brakowało w Ośrodku Repopulacji Nr 404, kiedy sam miał siedem lat. Obraz zgasł, a cały ten mikroskopijny, szczęśliwy wszechświat zapisał się na maleńkim, fizycznym nośniku.

Eryk schował go na samo dno szuflady. Jutro serwer SomnioDomus Technologies zgłosi błąd, administrator go zresetuje, korporacja zapomni o sprawie, a szczęśliwy wszechświat w jego szufladzie nadal będzie istniał – cicho, bezpiecznie i na zawsze.

Koniec

Komentarze

Przeczytałam poprawioną całość na portalu i muszę przyznać, że to kawał dobrego, mięsistego sci-fi. Naprawdę świetnie się czyta!

Pierwsza połowa z tym wygładzonym korpo-marketingiem – och, jak kocham te klimaty – daje złudne poczucie rodzinnego ciepła. Nie będziesz już sam…”Bla bla”… By za chwilę poczuć lodowaty chłód na plecach i poczuć bezwzględny chłód systemu zajętego czyszczeniem dysku i mającego “w poważaniu” śmierć jednostki, która miała czelność zalegać z ratą. Klimat psychopatycznej dystopii. Ale najlepszy patent dałeś w drugiej części – to, że program po resecie dalej pamięta matkę przez pętle w kodzie, i to osierocone AI ma w bazie zapisane 'odwrócone niebo' z jej obrazem, zamiast na odwrót.

Końcówka z Erykiem z Ośrodka 404 też bardzo dobrze domyka jego motywację. To nie jest jakieś miękkie, nagłe odkupienie win, tylko chłodna decyzja gościa, który w tym cyfrowym dziecku ratuje po prostu wersję samego siebie. Finisz z bezpiecznym wszechświatem zamkniętym w szufladzie zostawia świetny, ciężki klimat. Dobra robota, bez tanich chwytów.”

silimaure.blogspot.com

“Jednak obraz tej osiemdziesięcioletniej kobiety żegnającej swoje wirtualne dziecko stał mu ciągle przed oczami.Jednak obraz tej osiemdziesięcioletniej kobiety żegnającej swoje wirtualne dziecko stał mu ciągle przed oczami.” – nie tylko Erykowi, mnie też. Świetnie napisane. I tak sobie myślę – a jeśli naprawdę czeka nas (ludzkość) taka przyszłość to źle czy dobrze? Może Milena i Staś nie istnieją faktycznie, ale szczęśliwie… a czy można być szczęśliwym cyfrowym świecie?

Podobało mi się. 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

@Silimaure Dzięki za komentarz. Cieszę się, że Ci się podobało. To, że się to poprawiło od “bety” to też Twoja zasługa :).

 

@Teo Max Cieszę się, że to wywołuje takie wrażenie.

Czy to dobrze gdyby świat miał tak wyglądać? Mam nadzieję, że nie będzie gorzej. Może technika nam pozwoli pozostać ludźmi? SomnioDomus jednak mówi swoim klientom “potrzebujecie kogoś/czegoś do kochania, macie uczucia, rodzicielstwo to radość”. Mimo wszystko bardziej niż świata, w którym żyją Milena, Staś i Eryk, boję się świata, w którym… ich nie będzie. A ludzie w ogóle nie będą rozumieć, co czuje Milena, ani tęsknić za tym ciepłem, którego brakowało Erykowi.

Słusznie prawisz :) Może technika pomoże nam pozostac ludźmi :)

Ładnie prowadzisz Eryka jako postać dramatyczną. Gratuluję.

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Witam :]

 

Myśl przewodnia może niekoniecznie tu do mnie przemawia, ale zasadniczo tekst ma ręce i nogi, i jest całkiem nieźle napisany.

 

Jedyne, co bardziej ugryzło mnie w oczy to ta łopata o miłości zmieniającej kod – niepotrzebne to było, naprawdę.

 

Klikam i pozdrawiam


Technik stał w przedpokoju, czując, jak woda ścieka z ciężkiego, skórzanego płaszcza na wydeptaną podłogę. [.]

– Proszę pana, to jakieś nieporozumienie[.] – Milena drżącymi rękami podsunęła mu pod nos datapad.

Za dużo kropek. A potem jednej brakuje.

 

przeraziła Technika

Czego “technik” dużą?

 

Jednym ruchem szarpnął

Eee czyli po prostu “szarpnął”. Gdyby szarpnął dwoma ruchami, wtedy trzeba by to jakoś zaznaczać.

 

– powiedziałam, że pan go zabija

Dałbym dużą jednak.

 

Żadna procedura obsługi wyjątków nie przewidziała, że pod wpływem miłości Mileny algorytm Stasia stworzył rekurencyjne pętle zwrotne. Nowa macierz zmiennych zakorzeniła się w kodzie tak głęboko, że zyskał prawdziwe uczucia – a teraz te uczucia rozrywały program od środka.

Straszna nagle łopata. Czytelnik wie, że chodzi o uczucia, nie trzeba tego wcierać w oczy. Plus trochę dużo technobełkotu.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Kawał dobrego tekstu! Wciąga i na szczęście zakończenie nie było takie oczywiste. Pozdrawiam:) 

LL

@ GalicyjskiZakapior Kropki poprawiam oczywiście. A “łopata” cóż… może jest to moje zawodowe skrzywienie – w marketingu przekaz musi być zrozumiały dla 80-90% ludzi. Wylazło to ze mnie chyba w momencie pisania tego akapitu…;)

Technik jest tutaj “nazwiskiem”. Coś jak np. Rejent w “Zemście”.

“Jednym ruchem” zmieniam na “Wprawnym ruchem” – będzie to po prostu rutynowa czynność.

Dziękuję za komentarz, uwagi i klik biblioteczny.

Pozdrawiam i cieszę się, że ogólnie się podobało. 

@Lesnylutek Dziękuję za komentarz i cieszę się, że Ci się podobało. A tak z ciekawości – co by było oczywistym zakończeniem?

Pozdrawiam!

Dołączam do zadowolonych z lektury.

ZGŁOSZENIE ODRZUCONE. LOKALIZACJA POZA STREFĄ ABONAMENTOWĄ PREMIUM. CZAS OCZEKIWANIA PUBLICZNYCH SŁUŻB RATUNKOWYCH: 45 MINUT.

Nowy stary świat przyszłości. Jeśli wolisz, to stary nowy świat.

Pozdrawiam.

@AdamKB Dziękuję za komentarz i cieszę się, że Ci się podobało. Dla większego realizmu i ponadczasowości mogłem napisać że limit NFZ się wyczerpał i zapraszamy w przyszłym roku;) Pozdrawiam!

Serwus,

Słowo pobetowo: fajne opowiadanie – resztę znasz.

Klik

@Robert Raks Dzięki za klik i twórczą dyskusję nad ostatecznym kształtem tekstu, który tu się znalazł. Pozdrawiam!

Mnie także lektura „Wymarzonego domu” sprawiła przyjemność, choć nie ukrywam, że trudno mi sobie wyobrazić szczęście zamknięte na maleńkim nośniku i schowane w szufladzie. :)

Idę do klikarni. :)

 

– To nie jest oprogramowanie! – wrzasnęła. → Skoro wrzasnęła, postawiłabym trzy wykrzykniki: – To nie jest oprogramowanie!!! – wrzasnęła.

 

„Ar­ty­kuł 12, punkt 2: W przy­pad­ku za­le­gło­ści płat­ni­czych po­wy­żej 60 dni, li­cen­cja na al­go­rytm zo­sta­je cof­nię­ta, a pro­fil emo­cjo­nal­ny jed­nost­ki zo­sta­je bez­pow­rot­nie zre­se­to­wa­ny do usta­wień fa­brycz­nych w celu po­now­nej alo­ka­cji za­so­bów chmu­ro­wych. Som­nio­Do­mus Tech­no­lo­gies Corp. nie od­po­wia­da za syn­drom fan­to­mo­wy u użyt­kow­ni­ków po wy­łą­cze­niu usłu­gi”. → Tekstu napisanego kursywą nie ujmuje się w cudzysłów. Albo kursywa, albo cudzysłów.

 

– Po­wie­dzia­łam panu – ode­zwa­ła się szep­tem, od któ­re­go Tech­ni­ko­wi zdrę­twiał kark – Po­wie­dzia­łam, że pan go za­bi­ja. → – Po­wie­dzia­łam panu – ode­zwa­ła się szep­tem, od któ­re­go Tech­ni­ko­wi zdrę­twiał kark – …po­wie­dzia­łam, że pan go za­bi­ja.

 

– Cho­le­ra, nie, nie, nie! – krzy­czał. – Cen­tra­la! Kod czer­wo­ny! Po­trzeb­ny ze­spół me­dycz­ny na moje współ­rzęd­ne! Na­tych­miast! → Skoro krzyczał to i tu postawiłabym po trzy wykrzykniki:

– Cho­le­ra, nie, nie, nie!!! – krzy­czał. – Cen­tra­la!!! Kod czer­wo­ny!!! Po­trzeb­ny ze­spół me­dycz­ny na moje współ­rzęd­ne!!! Na­tych­miast!!!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy Dziękuję za komentarz, uwagi redakcyjne i oczywiście klik biblioteczny. Poprawki naniosę. Cieszę się, że tekst Ci się podobał.

A szczęście w szufladzie? Ma to swoje dobre strony: nie trzeba martwić się o krachy giełdowe, wypłacalność ZUSu, zaległości płatnicze… Poza tym bohaterka ma już swoje lata i wobec braku pakietu abonamentu premium na karetkę mogła całkiem niedługo umrzeć z przyczyn naturalnych. Tylko czy wtedy ktoś byłby wstrząśnięty na tyle, że “zająć się” Stasiem?

Chciałem wrzucić coś okolicznościowego na Dzień Matki, więc mimo cyberpunkowego klimatu jakieś pozytywne zakończenie było pożądane :)

Pozdrawiam!

A widzisz, Grześku, jakoś nie skojarzyłam, że to historia na Dzień Matki. W zasadzie słabo trawię „twórczości okolicznościowej”, a Twoje opowiadanie przeczytałam z przyjemnością. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy To znaczy, że zamiar “okolicznościowości” był nienachalny ;)

Tak właśnie można rzecz ująć. Tak trzymaj! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć,

 

Dawno nie czytałem na portalu czegoś równie dobrego. Opowiadanie ma świetny pomysł – choć można dostrzec inspiracje „A.I.” Spielberga i „Łowcą androidów”, historia została poprowadzona w nieco innym kierunku. W kilku momentach naprawdę chwyciło mnie za serducho ;] – scena z nożem, spokój i rezygnacja Mileny, sztos . Pod względem technicznym nie mam się do czego przyczepić – tekst czyta się bardzo płynnie i nie złapałem żadnego babola.

Ale może nawet nie szukałem ich zbyt uważnie, bo historia mnie mocno wciągnęła ;].

 

Gratuluję bardzo dobrego opowiadania. Klik się należy jak mało komu ;].

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

@MordercaBezSerca

Cześć!

Dziękuję za komentarz i klik biblioteczny. Cieszę się, że Ci się tak podobało, bo tekstów nawet bardzo dobrych jest na portalu mnóstwo.

Błędów technicznych nie powinno już być, bo regulatorzy zrobiła już w tym “łapankę”, a to raczej gwarancja poprawności :).

Inspiracje… Element sztucznego dziecka jest w tych 2 filmach obecny, ale tam raczej obiekt w formie fizycznej, a nie hologramu. Dorzucić można też “Ex Machina” i “Her”, choć tam jest relacja “kobieta”-mężczyzna. W grze Cyberpunk 2077 jest technologia, która umożliwiałaby kupienie na nośniku np. wspomnień szczęśliwej matki.

Ale główna bohaterka, która tak bardzo emocjonalnie przywiązuje się od hologramu (w sumie trochę lepszego tamagotchi) wydaje mi się być niepodobna do niczego co “już było”.

“Chwyt za serducho” może być efektem ubocznym lektury;).

Pozdrawiam!

 

Nowa Fantastyka