- Opowiadanie: Finkla - Duch Sprawiedliwości

Duch Sprawiedliwości

Takie coś, zrodzone z odczuć w stosunku do polityki. Zapraszam do lektury.

Bruce, są ze dwa delikatne wulgaryzmy. Ale na tyle lekkie, że nie wrzucałam tagu.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Duch Sprawiedliwości

Prolog

 

W skrzynce pojawiło się nowe zadanie. Duch Sprawiedliwości otworzył je i przeczytał szczegóły:

 

Cel: Mujikar Rakhan, przewodniczący jednej z partii Zgromadzenia Narodowego.

Przewinienie: zdefraudowanie pieniędzy przeznaczonych na budowę zapór przeciwpowodziowych.

Liczba ofiar śmiertelnych: 12 581.

Liczba osób, które straciły dach nad głową: 67 769.

Szacunkowe straty materialne: 4 mld USD.

Liczba rzuconych przekleństw: 2 115 684 (i ciągle rośnie).

 

Duch Sprawiedliwości z zadowoleniem pokiwał ektoplazmatyczną głową. Lubił pracować z politykami. Przez jakiś kwadrans opracowywał strategię, po czym zmaterializował się w stolicy.

 

Dwa tygodnie wcześniej

 

Mujikar Rakhan nie lubił osobiście rozmawiać z politykami spoza własnej partii. Ale nie wszystkie sprawy można powierzyć papierowi, a jeszcze mniej – elektronice.

– Być może dotarły do pańskich uszu ohydne pomówienia, jakoby nie wszystkie pieniądze przeznaczone na zapobieganie powodziom trafiły we właściwe miejsca – powiedział przewodniczący do ministra sprawiedliwości. – Oczywiście, nie ma w nich ani krzty prawdy.

– Nie wątpię w to – zgodził się skwapliwie minister.

– Mogłoby to zaszkodzić jedności koalicji, a tym samym dobru całego państwa, gdyby sądy zaczęły podważać naszą prawdomówność w tej kwestii, a dziennikarze mogli nas szkalować.

– Nie możemy do tego dopuścić. – Minister wydawał się chętny do współpracy. – Myślę, że kampania PR w mediach bardzo by pomogła społeczeństwu spojrzeć na te sprawy z właściwej perspektywy. Znam kilku ludzi, którzy chętnie włączyliby się w ten projekt. Nie za darmo, niestety…

Sukinsyn świetnie się targował. Gdyby minister gospodarki wykazywał równie wiele talentu, co kolega od sprawiedliwości, kraj w ciągu dziesięciu lat przegoniłby pod względem PKB Malezję i Filipiny razem wzięte. Ale w końcu udało się z tą chciwą mendą dogadać i Mujikar mógł żywić przekonanie, że kłopotliwe (a z ręką na sercu – całkiem zasadne) doniesienie nigdy nie ujrzy światła dziennego. A jeśli ludzie od wieków mieszkają w Południowej Azji, to odporność na powodzie powinni już mieć w genach.

 

Obecnie

 

Rezydencja polityka robiła wrażenie. Pan przewodniczący niczego sobie nie żałował. Oficjalnie wyznawał islam, ale w domu nie brakowało rzeźb przedstawiających ludzi oraz zwierzęta. I bynajmniej nie wykonano ich z pospolitego kamienia ani taniego brązu. Duch Sprawiedliwości mimochodem sprawił, że złoty posążek Buddy stojący przy drzwiach do głównej sypialni pokrył się krwawymi zaciekami.

Trzy godziny później Duch z zainteresowaniem obserwował, jak przewodniczący usiłuje prowadzić śledztwo wśród służby i złości go, że absolutnie nikt nie przyznaje się do oblania rzeźby krwią.

Rakham zapowiedział wszystkim, że winny zostanie ukarany z całą surowością, po czym wezwał policję. Duch Sprawiedliwości, skręcając się w bezgłośnym śmiechu, zmienił krew z kurczęcej na ludzką, idealnie pasującą do DNA dysydenta, który tydzień temu zmarł w więzieniu. A to się pan przewodniczący zdziwi…

 

***

 

Kiedy już napatrzył się do syta, jak jego cel miota się, próbując zamieść pod dywan rezultaty śledztwa, na które sam naciskał jeszcze przed dwoma dniami, Duch Sprawiedliwości przeszedł do swojej właściwej roboty. Jak zazwyczaj przystąpił do pierwszego, raczej delikatnego punktu programu. Zsyłał na Rakhana koszmary.

Przewodniczący każdej nocy w snach oglądał niekończące się sekwencje twarzy. Każda z nich mówiła, że umarła na skutek powodzi, opowiadała o swoich niezamkniętych ziemskich sprawach; dzieciach do wychowania, zniedołężniałych rodzicach wymagających opieki, polach do obrobienia, długach do ściągnięcia i oddania… Każda zjawa błagała polityka, aby zajął się tym, czym ona już zająć się nie może. Każda żądała, aby Mujikar ukarał winnych zaniedbań przy zabezpieczeniach przeciwpowodziowych. Żadna twarz nie należała do prawdziwej ofiary żywiołu, ale o tym Rakhan nie musiał wiedzieć.

Polityk najpierw zareagował jak przeciętny człowiek: spał jak najmniej, wypijał całe litry kawy. Po tygodniu takiego trybu życia czuł się wiecznie zmęczony i nie potrafił skoncentrować się na najprostszym zadaniu.

Wówczas poprosił lekarzy o medykamenty, które ograniczyłyby fazę REM i marzenia senne. Fachowcy przy wsparciu chemii rozwiązali problem, ale sumienie pamiętało.

 

***

 

Duch Sprawiedliwości zaczął bawić się w poltergeista. A to poprzesuwał drobiazgi na biurku, kiedy właściciel odwrócił się na moment, a to z hukiem przewrócił krzesło zbyt ciężkie, by ktokolwiek uwierzył, że mogło upaść na skutek przeciągu, a to trochę pohałasował lub nasmrodził. W niedostępnych dla służby miejscach zostawiał samoprzylepne karteczki z napisami „muszę się przyznać do defraudacji”, „nigdy nie zdołam odkupić swoich win”, „nie zasłużyłem na żaden głos, który otrzymałem” i wieloma podobnymi. Oczywiście charakter pisma niczym się nie różnił od tego na odręcznych notatkach Mujikara. Gdyby polityk odważył się pokazać je grafologowi, dowiedziałby się, że sam jest ich autorem.

Pan przewodniczący uparcie udawał, że nie dostrzega nic nadzwyczajnego. Karteczki palił lub darł na strzępki i spuszczał w toalecie. W odpowiedzi na niespokojne pytania rodziny łgał jak z nut i wmawiał bliskim, że tylko im się wydawało. Duch Sprawiedliwości nawet się cieszył z tej reakcji – lubił wyzwania.

Rakhan jednak przejął się niemożliwymi do wyjaśnienia wydarzeniami. W tajemnicy przed wszystkimi postronnymi udał się do psychiatry, na którego miał potężne haki – dowody zdefraudowania pewnych (stosunkowo niewielkich jak na polityczne standardy) kwot oraz zdjęcia przedstawiające lekarza podczas tak niemiłych Allahowi aktów sodomii.

Opowiedział szczegółowo o męczących snach i zarwanych nocach. Do tego mógł się przyznać bez obaw, tym bardziej że należycie podkoloryzował rzeczywistość, podkreślając troskę o dobro narodu. Wspólnie przeprowadzili całą baterię rozmaitych testów i badań. Nic nie wykazały, to znaczy nie znaleźli ani śladu choroby trapiącej umysł polityka. Mujikar odetchnął z ulgą – z nim wszystko w porządku, to świat zwariował. Polityk zachodził w głowę, jak jeszcze można wytłumaczyć nękające go przywidzenia. Nawiedzeniem rezydencji? Złośliwym ifrytem?

 

***

 

Wreszcie Duch Sprawiedliwości przeszedł do następnego etapu działań i zaczął robić coś, co naprawdę mogło zaboleć Rakhana – niszczył cenne rzeczy zgromadzone w posiadłości.

Na przykład na płótnie siedemnastowiecznego europejskiego artysty wymalował krwawy napis „Mujikarze Rakhanie, przyznaj się do winy!”. W sanskrycie. Nawet ładnie wyszło, jak czerwony szlaczek pełen zawijasów i spirali przechodzący po przekątnej obrazu.

Przewodniczący schował sprofanowane dzieło za szafę – najwidoczniej śledztwo w sprawie posążka Buddy czegoś go nauczyło. Na miejscu obrazu zawiesił kilka pamiątkowych fotografii ze szczytu Asia-Pacific Economic Co-operation.

Innym razem Duch Sprawiedliwości przemienił dwie ukryte w sejfie spore sztabki złota w skrzepniętą krew. Od tej pory wyglądały jak dwa olbrzymie strupy. Wciąż zachowywały znaki próby i symbole mennicy, tylko ważyły o wiele mniej. Utraciły również chłodną gładkość właściwą dla złota. Duch Sprawiedliwości zaplanował sobie, że następne dwie sztabki transformuje w zamarznięte błoto powodziowe.

Polityk zareagował błyskawicznie, zanim Duch Sprawiedliwości zdążył wcielić błotny projekt w życie. Wkrótce po znalezieniu „strupów” w sejfie Rakhan zaczął upłynniać swoje zasoby. Jakieś mniej cenne antyki zostawił, na próbę, w rezydencjach wypoczynkowych. Ale złoto i najstarsze dzieła sztuki po cichutku szły pod młotek, a pieniądze lądowały w egzotycznych krajach słynących z dyskrecji finansowej lub wyjątkowo liberalnych przepisów podatkowych.

To posunięcie zaskoczyło Ducha Sprawiedliwości, lecz nie myślał długo nad odpowiedzią. Następnego dnia z każdego banku przechowującego bogactwa Mujikara wyszedł przelew w wysokości co najmniej stu tysięcy dolarów na cele charytatywne.

Kiedy pan przewodniczący się zorientował, przez pół godziny klął w trzech językach. A potem zlecił bankom, aby każdy przelew powyżej tysiąca baksów uzgadniać telefonicznie. Z nim i tylko z nim.

 

***

 

Skoro Duch Sprawiedliwości nie mógł sięgnąć do majątku Mujikara, zaczął robić mu drobne fizyczne krzywdy. Nie jest łatwo skaleczyć człowieka używającego nowoczesnej maszynki do golenia ze wszystkimi zabezpieczeniami. Ale byty pokroju Ducha Sprawiedliwości potrafią pokonywać i po wielekroć trudniejsze przeszkody.

Mujikar Rakhan więc co i rusz zacinał się przy goleniu. Do tego notorycznie oblewał się gorącą kawą. Kiedyś skręcił nogę w kostce, wstając z łóżka. Przy każdej kontuzji odnosił wrażenie, że słyszy przenikliwy syk:

– Mujikarze, przyznaj się do winy!

Potrząsał wówczas głową, zaciskał usta i zęby, a po chwili sięgał po następny bandaż, plaster lub tabletkę przeciwbólową. W ramach zapobiegania wypadkom zapuścił brodę i zaczął pić mrożoną kawę (fala upałów akurat sprzyjała chłodnym napojom). Poruszał się wolno i ostrożnie.

Ani myślał poddawać się jakimś podłym insynuacjom – nie miał sobie nic do zarzucenia. To inni, zwłaszcza konkurenci polityczni, zachowywali się o wiele gorzej.

 

Mocne postanowienie Mujikara zachwiało się dopiero na widok tego, co wydarzyło się z ulubieńcem jego małżonki, rozleniwionym kocurem Sahasim.

Na oczach polityka niewidzialna siła uniosła Sahasiego z jedwabnej błękitnej poduszki, potrzymała przez pół sekundy w górze, po czym cisnęła o ścianę. Znowu dał się słyszeć syczący szept:

– Rakhanie, przyznaj się do winy!

– A czy to przywróci życie sierściuchowi? – odparował cicho, lecz zuchwale polityk i oddalił się do innego skrzydła, zanim ktokolwiek mógłby go połączyć ze śmiercią kota.

Od tego popołudnia przewodniczący zaczął regularnie odprawiać wszystkie obowiązkowe modły. Nie na pokaz, tylko w zaciszu sypialni lub gabinetu, twarzą do Mekki, również w nocy i o świcie. Kilka razy zaprosił do domu swojego imama. Także zakat popłynął stabilnym strumyczkiem do potrzebujących.

 

Duch Sprawiedliwości odczuwał coś na kształt podziwu do swojej ofiary. Rzadko kto dochodził aż do tego etapu. Duch oczywiście też nie zamierzał ustąpić. On nie miał nic do stracenia. W odróżnieniu od Rakhana…

Służba wszystko sprzątnęła, wywabiła kocią krew z dywanu i poduszek. Uznano, że Sahasi chciał rzucić się z szafy na mysz, ale źle wycelował i uderzył łebkiem w ścianę.

Duch Sprawiedliwości cierpliwie poczekał na odpowiednią konfigurację osób: Mujikar znowu w drzwiach do naznaczonego śmiercią pokoju, a jego czteroletni synek wewnątrz. Duch uniósł zaskoczone dziecko dobry metr nad podłogę…

– Przyznaję się! – wrzasnął polityk. – Wygrałeś!

Chłopiec, początkowo zachwycony lewitacją, zaczął się nerwowo wiercić w mocnym chwycie i popłakiwać.

– Zadzwoń do dziennikarza – syknął Duch Sprawiedliwości. – Dyktuję numer…

 

***

 

Rozmowa ze śmiertelnie zaskoczonym dziennikarzem trwała niemal dwie godziny. Obfitowała w rozmaite szczegóły, z numerami kont bankowych i sygnaturami rozmaitych urzędowych pism włącznie. Duch Sprawiedliwości odstawił chłopca na podłogę już na początku, ale do samego końca pilnował, by jego ojciec mówił całą prawdę i tylko prawdę.

Duch Sprawiedliwości sądził, że już zrealizował zadanie. Mylił się. Rakhan zakończył wymuszone zwierzenia, odczekał niepełne dziesięć minut, nerwowo krążąc po pokoju i co chwilę zerkając na zegarek, po czym ponownie chwycił telefon. Duch podejrzał nad ramieniem polityka, że ten dzwonił do prokuratora generalnego. Cwaniaczek pozornie ustąpił, ale ani myślał składać broni!

Na szczęście wytłumienie zasięgu, a nawet nieodwracalne zniszczenie aparatu nie stanowiło najmniejszego problemu dla Ducha Sprawiedliwości i jego pobratymców. Rakhan w ogóle nie dostał szansy zaprezentowania swojemu prześladowcy, w jaki sposób zamierzał rozwiązać własny problem prokuratorskimi rękoma. Chwilowo.

Polityk cisnął ze złością uparcie milczący telefon. Zastanowił się przez moment i wysłał do prokuratora maila z prośbą o pilne spotkanie.

 

***

 

Oczywiście Duch Sprawiedliwości, niewidoczny dla ludzkich uczestników, brał udział w rozmowie. Doskonale słyszał, jak przewodniczący skłaniał prokuratora do aresztowania biednego dziennikarza. Nie żeby funkcjonariusz zbytnio się opierał czy miał jakieś wątpliwości natury etycznej. Od razu obiecał, że wyśle do pismaka najbardziej zaufanych ludzi.

Ale i Duch Sprawiedliwości miał jeszcze jakieś sztuczki w zanadrzu. Zanim policjanci dotarli do mieszkania dziennikarza, Duch pogrążył go w głębokim śnie i uczynił niewidzialnym. Nawet nie musiał rozkładać na wierzchu dowodów winy Rakhana – materiały do powstającego artykułu leżały na biurku. Wzbudziły spore zainteresowanie mundurowych. W końcu niemal każdy mieszkaniec państwa rozpoznawał to nazwisko i tę twarz.

 

Epilog

 

Ostatecznie Mujikar Rakhan przegrał, bo walka była nierówna. Acz nie aż tak nierówna, jak wyborcy z czołowym politykiem kraju.

Duch Sprawiedliwości szybko zrozumiał, dlaczego Mujikar bronił się aż tak uparcie. Należało oczekiwać, że towarzysze z partii odwrócą się od każdego, kto otwarcie przyzna, że zdefraudował miliardy przeznaczone na ratowanie istnień ludzkich. Ale koledzy Rakhana poszli o krok dalej. O pół kilometra dalej. Okazali się wyjątkowymi sukinsynami, nawet jak na polityków.

Dołożyli wszelkich starań, aby umieścić już byłego przewodniczącego w zakładzie psychiatrycznym. Wspólnymi siłami dokonali tego w ciągu dwóch miesięcy. Wykorzystano wszystko, łącznie z problemami ze snem, wynikami testów psychologicznych (o dziwo, teraz okazało się, że należy je interpretować całkiem inaczej) i wcześniejszymi podejrzanymi tendencjami Mujikara do samookaleczeń. Duch Sprawiedliwości aż niemal poczuł się zażenowany, że sam przyczynił się do marnego końca swojego celu. Ale tylko niemal.

Potem politycy hojnie poświęcili lwią część majątku Rakhana na rozmaite odszkodowania i zadośćuczynienia. A kiedy były szef nie przedstawiał już żadnego zagrożenia, zaczęli walczyć między sobą o władzę nad partią i krajem.

Gdyby Mujikar Rakhan stanął przed sądem, najprawdopodobniej wylądowałby w więzieniu, ale nie dłużej niż na pięć, góra dziesięć lat. Lekarze dali mu dożywocie bez możliwości skrócenia wyroku, i to w zakładzie o wiele szczelniej zamkniętym. Cóż, widocznie przewodniczący najlepiej wiedział, czego spodziewać się po przyjaciołach.

Koniec

Komentarze

“Ale koledzy Rakhana poszli o krok dalej. O pół kilometra dalej.” – zostanie w mojej głowie. Świetne opowiadanie. Doskonale się czytało. Nawet chciałoby się wezwać Ducha Sprawiedliwości, ale najpierw przyjrzę się swoim czynom. Tak na wzelki wypadek :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dziękuję, Teo Max. :-)

Miło mi, że tekst się podobał. 

Taaak, odrobina samokrytycyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Mam nadzieję, że nie jesteś politykiem. ;-)

Babska logika rządzi!

Szczęśliwie nie jestem politykiem, ale nie zawężałabym przesłania Twojego opowiadania tylko do tej sfery życia. U polityków po prostu “bardziej widać” :))

 

To naprawdę mądry tekst. Pozdrawiam :) 

No, to zwiększa Twoje szanse, że spotkanie z Duchem nie skończy się źle. ;-)

Babska logika rządzi!

Duch Sprawiedliwości musi być bardzo zajętym Duchem, bo Mujikarów Rakhanów trochę na świecie jest. Chyba że jemu dostał się ten konkretny region, ale nadal to dość mocno skorumpowany kawałek globu. Pasuje tutaj południowy Bangladesz albo północno-wschodnie Indie, ale ani Bangladesz, ani Indie nie należą do APEC. 

 

Przestałam jednak kibicować Duchowi, gdy sięgnął po niewinne ofiary, aby zrealizować swój plan. Tak że tego, kitku szkoda :/

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Dzięki, OldGuard. :-)

Ano, musi być zajęty. Na szczęście jest ich więcej. A przynajmniej przydaliby się…

Gratuluję, z początku myślałam o Bangladeszu właśnie, ale w połowie doszłam do wniosku, że nic mi ci ludzie nie zrobili i przestawiłam się na jakieś bliżej nieokreślone, raczej nie istniejące państwo z Południowej Azji.

To wina Mujikara, że nie ustąpił po dobroci. Kitku szkoda, ale bez tego przewodniczący nie uwierzyłby w zagrożenie dla dziecka. Duch wszystko sobie przemyślał.

Babska logika rządzi!

Gratuluję, z początku myślałam o Bangladeszu właśnie

 

Miałam okazję kilka razy odwiedzić Dhakę, więc klimat wydał mi się jakiś znajomy. 

 

ale w połowie doszłam do wniosku, że nic mi ci ludzie nie zrobili

 

Akurat ichniejsza pani premier uciekała w zeszłym roku z kraju m.in. po oskarżeniach o gigantyczną korupcję, chociaż to akurat była tylko jedna z wielu przewin w jej kolekcji. Ale fakt, bliżej nieokreślony kraj pozwala na więcej :P

 

Kitku szkoda, ale bez tego przewodniczący nie uwierzyłby w zagrożenie dla dziecka. Duch wszystko sobie przemyślał.

 

Tak, fabularnie ma to uzasadnienie, ale jako przedstawicielka #teamkoty wołałabym już, gdyby Duch zepchnął Mujikara ze schodów czy coś :P

Those who don't believe in magic will never find it

Hmmm, ja nigdy w Bangladeszu nie byłam. To cud, że udało mi się oddać klimat.

Ech, politycy wszędzie tacy sami. Od czasu do czasu tylko trafia się wyjątkowo duże natężenie jakiegoś rodzaju -syństwa.

wołałabym już, gdyby Duch zepchnął Mujikara ze schodów czy coś :P

Gdyby zepchnął go skutecznie ze schodów, to okazałoby się, że ktoś podmienił ciała i zginęła świetlana postać, prawdziwy mąż stanu i wzór cnót wszelakich. A drobne usterki Duch pozałatwiał celowi w ilościach hurtowych i nie pomogło.

Babska logika rządzi!

Przydałby się taki Duch Sprawiedliwości na świecie. To straszne, że było ciężko wywołać poczucie winy u Mujikara. Mimo wielu prób to się ostatecznie nie udało i dopiero zagrożenie własnego dziecka popchnęło go do wyznania, co ma na sumieniu… Kibicowałam Duchowi, żeby się wreszcie ten polityk ugiął. A drań należał do wytrwałych… Ciekawa koncepcja. Miejsce akcji również.

 

Co do kary – to nie lekarze skazują na pobyt w szpitalu i niekoniecznie jest on bezterminowy. W zależności od sytuacji prawnej i stanu pacjenta może on ulec zmianie.

Prawdopodobnie w lekarskich uszach wybrzmiałyby omamy oraz urojenia, wskazujące na stan chorobowy. Przy takim obrazie raczej szybko włączyłby leczenie przeciwpsychotyczne.

Być może wówczas sprawa by się skomplikowała, bo sam polityk zacząłby wątpić w swoje zdrowie psychiczne… ;)

Dziękuję, Cytryno. :-)

Przydałby się, przydał…

Nie wiem, jak z poczuciem winy, Duch próbował wymusić przyznanie.

Wiem, że zamknięcie w takim zakładzie to w ogóle nie jest kara. Teoretycznie.

W tym przypadku decydowali nie tyle lekarze, co koledzy z partii bohatera. Może ktoś przejął haki na psychiatrę? Lekarze tylko podpisali, co trzeba.

MR wątpił. Sama zwątpiłabym we własne zdrowie już na etapie obcych karteczek z moim charakterem pisma.

Babska logika rządzi!

Ok. Co się podobało.

 

Tematyka. Duch sprawiedliwości to trochę taki Miecz Damoklesa, wiszący nad każdym władcą w kwestii odpowiedzialności. Tutaj ten miecz wręcz, został spersonifikowany i jest fantastyczny następnie postanowił egzezkwować spraiwedliwość. Jego czyny były, wręcz nawet wątpliwie dla mnie moralne, zastanawiałem się, czy nie przekracza granic. Skoro zadawałem sobie takie pytania – możesz być z siebie dumna, że twoje opko mnie do tego skłoniło.

Aż mi się przypomniała pewna gra, Dragon AgeOrigins (dodatek do gry, Awakening) . Tam też był przypadek Ducha sprawiedliwości, nie chcę wchodzić zbytnio w to, można sobie wyguglać, ale tam też Duch Sprawiedliwości postanowił dokonać egzekwowania owej domeny bogini Temidy :) Co więcej, w drugiej części również dokonuje aktów, że tak to ujmę wątpliwych moralnie, na zasadzie “po trupach do celu”.

 

Co zagrało to pierwsza część opowiadania. Budowanie historii, działania Ducha.

 

Teraz o minusach.

 

Przede wszystkim trochę więcej spodziewałem się od zakończenia. Nie wybrzmiał mi dla mnie ten los zdegenerowanego polityka.

 

Jak wspomniałem rozwinięcie jest fajne a sam pomysł psychologicznego dręczenia polityka ma świetne flow. Ale epilog… epilog cierpi na syndrom streszczenia. A raczej pośpiesznego streszczenia. Zamiast pokazać nam ostateczny upadek Rakhana, przekazałaś trochę suchy raport z tego.

 

Mimo to nie umniejsza to opowiadaniu, to moje jęczenie to takie coś, co mogło spowodować, że to opowiadanie nazwałbym bardzo dobrym.

 

Takto jest dobrym. Miło się czytało :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Dzięki, Melendurze. :-)

Niestety, nie nad każdym taki Duch wisi. A przydałby się…

Moralność Ducha. No, to nie miał być świetlisty anioł ani uśmiechnięty policjant. Raczej bliżej mu do dżina albo demona, ale trzymającego się pewnych reguł, otrzymującego zadania do wykonania.

Jeśli jakaś tam (ludzka) forma sprawiedliwości zawiodła, to on wjeżdża ze swoją. Ale nie chciałam też, żeby był okrutny – w końcu MR ukradł kasę na walkę z powodzią, przez to zginęły tysiące ludzi, a on sam nadal żyje. Nie ma tu “oko za oko”.

W grę nigdy nie grałam.

Końcówka. Hmmm. Chyba po prostu mam problem z końcówkami. Za dużo opowiadam dowcipów i wychodzę z założenia, że puenta/końcówka ma być krótka i treściwa.

Babska logika rządzi!

Aha. No i klik zapomniałem :) 

 

Końcówka. Hmmm. Chyba po prostu mam problem z końcówkami. Za dużo opowiadam dowcipów i wychodzę z założenia, że puenta/końcówka ma być krótka i treściwa.

 

Też mam z nimi duży problem, rozumiem :) Trzeba wiedzieć, kiedy skończyć.

 

Dodam jednak, że liczy się też jak się zaczyna. Wszak w ars amandi, liczy się przecież też sposób rozpoczęcia ;] (czytaj gra wstępna ;P)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Wiedzieć “kiedy”, to chyba wiem – kiedy już opowiem całą historię. Pozostaje pytanie “jak”. ;-/

Raczej nie jestem prawdziwym mężczyzną. Za to w grę wstępną chyba idzie mi lepiej. ;-)

Babska logika rządzi!

Taki Duch bardzo by usprawnił rządy. Szkoda tylko kota. Pozdrawiam!

Dziękuję, Grześku_W. :-)

Pełna zgoda, co do usprawnień i kocurka. 

Również pozdrawiam. 

Babska logika rządzi!

Nad każdym politykiem winien czuwać Duch Sprawiedliwości i nad gigantami biznesu też.

Epilog faktycznie żdziebko za ..suchy’’. Ale rozumiem, bo znam ból główkowania nad finałem.

Kliknę. Pozdrawiam!

Dzięki, Adamie. :-)

Miło Cię widzieć. :-)

No, powinien. Gdzie są pożyteczne duchy, kiedy ich potrzebujemy? ;-)

I ja pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

To jest tak, jak z piekłem i niebem. Pierwsze cierpi na przeludnienie, drugie – na braki kadrowe. :-)

Piekło zorganizujemy sobie sami. Wincyj zasobów na niebiański odcinek! ;-)

Babska logika rządzi!

@Finkla W takim razie ja nie jestem prawdziwym mężczyzną, bo imho – zacząć akturat potrafię, ale kończyć już nie bardzo :D 

(Oczywiście, cały czas rozmawiamy o literaturze :)) 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Oczywiście.

Ale skoro tekst zahacza o politykę, pozwoliłam sobie nawiązać do Millera.

Babska logika rządzi!

Szczytne zadanie wyznaczył sobie Duch Sprawiedliwości i, co tu dużo mówić, zrealizował je wielce skutecznie. :)

I tylko mi smutno, że kot stracił życie.

 

Duch Spra­wie­dli­wo­ści są­dził, że to już zre­ali­zo­wał za­da­nie. → Czy tu aby nie miało być: Duch Spra­wie­dli­wo­ści są­dził, że już zre­ali­zo­wał za­da­nie.

 

wy­ni­ka­mi te­stów psy­cho­lo­gicz­nym… → Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmm, skorumpowane państewko w południowo-wschodniej Azji, pewnie anokracja, w którym politycy partii rządzącej bogacą się, defraudując publiczne środki kluczowe dla obywateli? Pierwsze słyszę.

Zacne opowiadanie. Czytało się szybko i przyjemnie. Kota jestem w stanie spisać na straty, ale mnie bardziej interesuje, czy synem też by rąbnął o ścianę, gdyby Mujikar nie ustąpił?

Gratuluję, z początku myślałam o Bangladeszu właśnie

Hmm, ja myślałem o jakimś Laosie, Kambodży, Tajlandii, ewentualnie Malezji. 12 500 ofiar nie brzmi tak imponująco jak na Bangladesz.

Takie dobre opko, że aż kliknę z wrażenia.

Serdecznie pozdrawiam!

  1. S. Wikipedia podaje, że wskaźnik demokracji jest wyższy w Indiach i Malezji, niż w Polsce… Przynajmniej z pozytywów mamy zaszczytne czterdzieste drugie miejsce…

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

 

Reg, nazwa zobowiązuje. Tak, kota trzeba było poświęcić.

Dzięki za babolki, już poprawiam.

 

Gryzoku, zgadza się, wygląda na anokrację [ech, ta dzisiejsza młodzież – zna takie słowa, które muszę sprawdzać… ;-) ]. Ale oni nie tylko kluczowe środki defraudują. W tym przypadku zabrał forsę na zabezpieczanie przed powodzią, ale przecież i pieniędzmi z ochrony zdrowia albo edukacji by nie pogardził. :-D

ale mnie bardziej interesuje, czy synem też by rąbnął o ścianę, gdyby Mujikar nie ustąpił?

Myślę, że nie, że wtedy Duch zabiłby Rakhana. W końcu to Duch Sprawiedliwości, a co dzieciak winien? Ale kto go tam wie…

Kraj. No, jest z czego wybierać. Ale, jak wspominałam wyżej, zrezygnowałam z czegoś konkretnego i postawiłam na azjatycką Nibylandię.

Babska logika rządzi!

O, edytowałeś w międzyczasie. A za który rok te dane? 

Przynajmniej nam się poprawia, jeśli prawidłowo interpretuję zielone trójkąciki. 

Gryzoku, a naprawdę myślisz, że ja się azjatycką polityką inspirowałam? Bliższa koszula ciału…

Babska logika rządzi!

Bardzo prosze,Finklo. A skoro kotka trzeba było poświęcić, nie można było tego zrobić kropidłem i wodą święconą? I proszę, nie mów, że to nie ta religia – Duch Sprawiedliwości jest ponad nią. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, popatrz, na to nie wpadłam. A faktycznie – lepiej poświęcać kropidłem. :-)

Babska logika rządzi!

Dużo lepiej! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chociaż drożej. ;-)

Babska logika rządzi!

Kotek wart jest każdej ceny. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pewnie tak. :-)

Babska logika rządzi!

Witaj. :)

 

Bruce, są ze dwa delikatne wulgaryzmy. Ale na tyle lekkie, że nie wrzucałam tagu.

kissheart Dziękuję. 

 

Wpadły mi w oczy powtórzenia, być może celowe:

Myślę, że kampania PR w mediach bardzo by pomogła społeczeństwu spojrzeć na te sprawy z właściwej perspektywy. Znam kilku ludzi, którzy chętnie by nam pomogli.

To inni, zwłaszcza konkurencji polityczni, zachowywali się o wiele gorzej. To mocne postanowienie zachwiało się dopiero na widok tego, co wydarzyło się z ulubieńcem jego małżonki, rozleniwionym kocurem Sahasim.

Nie na pokaz, tylko w zaciszu sypialni lub gabinetu, twarzą do Mekki, także w nocy i o świcie. Także zakat popłynął stabilnym strumyczkiem do potrzebujących.

 

To inni, zwłaszcza konkurencji polityczni, zachowywali się o wiele gorzej. – literówka?

 

Jest lekko, zabawnie i moralizatorsko. :) I oby wszędzie taki Duch działał równie skutecznie! :)

 

Pozdrawiam serdecznie, klik. :)

Pecunia non olet

Dzięki, Bruce. :-)

Zaraz zawalczę z powtórzeniami i literówkami.

Oby Duch nie upadał i działał skutecznie. Chyba wszyscy się zgadzają, że by się przydał…

Babska logika rządzi!

Nie wiem, jak z poczuciem winy, Duch próbował wymusić przyznanie.

Duch powtarzał zawzięcie “przyznaj się” i tworzył koszmary z twarzami ginących. To przywołało moje skojarzenia z chęcią wywołania poczucia winy. A poczucie winy stanowi straszliwą karę i często prowadzi do konfesjonału lub na policję ;).

 

W tym przypadku decydowali nie tyle lekarze, co koledzy z partii bohatera. Może ktoś przejął haki na psychiatrę?

Tutaj sugerowałam się tym zdaniem, które przeczytałam dosłownie: “Lekarze dali mu dożywocie bez możliwości skrócenia wyroku, i to w zakładzie o wiele szczelniej zamkniętym.”

 

MR wątpił. Sama zwątpiłabym we własne zdrowie już na etapie obcych karteczek z moim charakterem pisma.

Ciekawa sprawa. Odczytałam jego reakcję trochę inaczej.

Rakhan oczekuje usunięcia objawów związanych z koszmarami; od psychiatry wraca bez rozpoznania choroby psychicznej i odpuszcza temat. Przejmuje się, owszem, lecz w moim odbiorze stosunkowo niewiele przy tej skali doświadczeń. Znajduje rozwiązania na kolejne przykrości. Aż wreszcie nawiązuje kontakt z Duchem, ot tak, po prostu. Nie kwestionuje, że coś uderza kotem o ścianę, ani nie podejrzewa siebie o napisanie karteczek.

Generalnie bohatera widziałam jako człowieka silnie przekonanego o własnych racjach i zaradności, któremu było daleko do nieufności wobec natury własnego umysłu.

Przydatne cechy u polityka, także czytelniczo mi się to spinało.

OK, rozumiem. Duch próbował wymusić przyznanie najpierw poczuciem winy (nie pykło), potem coraz silniejszym szantażem. Tak, poczucie winy to potężna siła, ale politycy chyba mają nieźle zahartowane sumienia.

Zdanie z lekarzami. Masz rację, ale zostawię, jak jest, bo ładnie mi brzmi. Tu właściwie działały dwie strony – politycy podjęli decyzję, a lekarze grzecznie podpisali odpowiednie dokumenty. Oficjalnie wygląda to na decyzję medycyny. I taka jest moja linia obrony. ;-)

Reakcja MR. Zgadza się – facet przede wszystkim zwalcza objawy, żeby nadal żyło mu się wygodnie i przyjemnie. Ale w moim zamyśle miał odrobinę się przejąć tymi nadnaturalnymi zjawiskami, więc zrobił sobie testy psychologiczne. Chodziło mi o taką sytuację, że człowiekowi coś się sypie w organizmie. Przestraszony robi badania, te wykluczają najgorsze opcje. Człowiek oddycha z ulgą i dochodzi do wniosku, że skoro to nie rak, to wszystko w porządku, będę więcej spać, więcej się ruszać i zdrowiej się odżywiać. Postanowienie działa przez tydzień albo dwa, a potem wszystko wraca do normy. Jeśli to nie wynika z tekstu, a budzi wątpliwości, to nie udało mi się tego dobrze pokazać.

Babska logika rządzi!

Finklo, tutaj masz cały artykuł na Wikipedii, gdybyś chciała się wczytać. To, co ci pokazałem, jest ponoć z 2023, ale w angielskiej wersji jest też z 2024. Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że jesteśmy wyżej od Indii i Malezji, a zła, że teraz to Słowacja jest odpowiedzią na Wielkie Pytanie.

Ale kto go tam wie…

Bo rozumiesz, jako syn jestem tym żywo zainteresowany. ;)

Ale, jak wspominałam wyżej, zrezygnowałam z czegoś konkretnego i postawiłam na azjatycką Nibylandię.

Tak, i myślę, że to była bardzo dobra decyzja. Jak teraz o tym myślę, przypomina mi się nieśmiertelna Krakozja z Terminala.

[ech, ta dzisiejsza młodzież – zna takie słowa, które muszę sprawdzać… ;-) ]

:)

Ten zacny termin poznałem dzięki pewnemu jeszcze zacniejszemu Geo-świrowi, z którym prowadziłem ożywioną dyskusję na temat tego, jaki system powinien być w Połaniu na potrzeby politycznego role-playu… Przez dwadzieścia minut ze szczegółami opisywałem, jaki mam na to pomysł, a potem miał miejsce taki dialog:

– Aha, czyli anokracja?

– Co?

– Takie trochę Węgry.

Do dziś podziwiam go, że wyjaśnił mi system polityczny trzema słowami – miszcz.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Dzięki, przejrzę w wolnej chwili. 

2023 to nie tak źle, ale mogło się trochę pozmieniać…

OMG! Mam nadzieję, że nie jesteś synem Mujikara! 

Niech żyją pożyteczne świry różnych maści. A objaśnienie anokracji genialne w swojej prostocie.

Babska logika rządzi!

Na oczach polityka niewidzialna siła uniosła Sahasiego z jedwabnej błękitnej poduszki, potrzymała przez pół sekundy w górze, po czym cisnęła o ścianę.

GRRR!!!

Dlaczego to musiał być kot? crying

 

A tak poza tym to… Hmm, chyba zbyt idealistyczne dla mnie. Nie wiem, czemu, ale teraz, w trakcie pisania tego komentarza, pomyślałem o plagach egipskich (śmierć pierworodnych…). 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

OMG! Mam nadzieję, że nie jesteś synem Mujikara! 

শালা, সত্যিটা তো বেরিয়ে এসেছে।

Niech żyją pożyteczne świry różnych maści.

Niech żyją!

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Dzięki, Sndwlkr. :-)

Dlaczego to musiał być kot? crying

Bo muzułmanie podobno uważają psy za nieczyste, więc MR nie mógł go mieć, a drobiazgi typu świnki morskiej nie robiłyby należytego wrażenia. :-(

Zbyt idealistyczne, powiadasz? Bardzo możliwe. Jakoś tak ostatnio tęsknię za uczciwością i szlachetnością dookoła. 

Plagi egipskie. Jest jakieś podobieństwo. Ale kto obecnie boi się ciemności? Chyba tylko rośliny.

 

Gryzoku, ładne szlaczki wychodzą, prawda?

Babska logika rządzi!

Bo muzułmanie podobno uważają psy za nieczyste, więc MR nie mógł go mieć, a drobiazgi typu świnki morskiej nie robiłyby należytego wrażenia. :-(

):

Ale kto obecnie boi się ciemności?

Ja w obcych miejscach śpię z zapalonym światłem. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ale to oznacza, że boisz się ciemności czy obcych miejsc?

Babska logika rządzi!

Zbyt idealistyczne, powiadasz? Bardzo możliwe. Jakoś tak ostatnio tęsknię za uczciwością i szlachetnością dookoła.

Tak właśnie odczułem to opowiadanko – jako jakiś wyraz tęsknoty za czymś, czego w prawdziwym świecie nie ma. Troszkę, muszę przyznać, te powtarzalne ataki, którym poddawany był Mujikar, mi się dłużyły, ale nie jakoś bardzo, bo przecież tekst nie jest długi.

 

Zakończenie mi się podobało, bo ostatecznie Mujikara zagryźli jego właśni kumple. Trochę to pokazało, że ostatecznie takie postawy do niczego dobrego nie prowadzą, nawet w świcie bez karzących duchów. A z drugiej strony, mimo starań siły nadprzyrodzonej, korupcyjny system przetrwał.

 

Klikam i pozdrawiam :)

Wikipedia podaje, że wskaźnik demokracji jest wyższy w Indiach i Malezji, niż w Polsce…

Dziwne, nie? Prawie jakby to był brytyjski wskaźnik (╭ರ_•́)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Dzięki, Zakapiorze. :-)

A bo ten prawdziwy świat schodzi na psy…

Dobrze, że ataki nie dłużyły się za bardzo.

A z drugiej strony, mimo starań siły nadprzyrodzonej, korupcyjny system przetrwał.

A tym mi zabiłeś ćwieka. Duch nie zwalczał systemu, tylko niegrzeczne jednostki. Ale rzeczywiście – jeśli nikt nie potraktował spowiedzi przed dziennikarze na poważnie, bo uznano to za objaw szaleństwa, to nie ma odstraszającej funkcji kary. Wychodzi na to, że MR marnie skończył, bo umysł go zawiódł, a nie dlatego, że kradł. Nie pomyślałam o tym wcześniej.

Dziwne, nie? Prawie jakby to był brytyjski wskaźnik (╭ರ_•́)

Może za bardzo się zapatrzyliśmy na Węgry…

Babska logika rządzi!

smileyheart

Pecunia non olet

Finklo, przyzwyczaiłem się do większej porcji humoru w Twoich tekstach. Tu pokazałaś inną twarz. Pewnie spowodował to temat (reakcja na politykę). Dobrze się czytało, kibicując cały czas Duchowi Sprawiedliwości. Nie miał łatwo, bo politycy nabywają odporności wraz z władzą. Przeczytałem też komentarze i zgadzam się, że bliższa jest koszula ciału. Klik. :)

Bruce, :-) :-*

 

Dzięki, Koalo. :-)

Tak, tym razem jakoś mało śmiesznie wyszło.

Temat potrafi najwidoczniej zepsuć wszystko. 

Ano, łajzy się uodparniają na zasłużoną krytykę.

Babska logika rządzi!

Ale to oznacza, że boisz się ciemności czy obcych miejsc?

U siebie mam latarnię zaraz za oknem; podejrzewam, że gdyby jej nie było, też świeciłbym światło. Koszmary robią swoje. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Cześć! Chyba zbyt dobrze rozumiem o co chodzi. Chciałoby się, żeby na świecie istniał taki Duch Sprawiedliwości, nawet w metaforycznym sensie jakiegoś daimonion, czy innego sumienia. Jednak, obserwując świat polityki już dobry kawałek czasu, jestem pewien, że nic takiego tam się nie pojawia (a jeżeli już, to na krótko). 

Przyjemnie się czytało, polecam do bilioteki. 

Sndwlkr, to współczuję. Moje sny zachowują się grzecznie.

 

Dziękuję, Kronosie. :-)

Cieszę się, że mnie rozumiesz. Chyba wszyscy by chcieli takiego Ducha, bo jeszcze nikt tu nie twierdził, że świetnie dajemy sobie radę bez niego. 

Babska logika rządzi!

Cześć,

 

Miałem jednak nadzieję, na zakończenie bardziej w stylu “Opowieści Wigilijnej” Dickensa. Szkoda, że polityk okazał się niereformowalny i dopiero doparty do muru postąpił właściwie. Jednak na pewno to zakończenie jest bardziej realistyczne. 

 

– A czy to przywróci życie sierściuchowi? –

To koteł nie spadł na cztery łapy? ;]. Element fantastyczny!

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Dzięki, Morderco. :-)

No, też mi się wydaje, że taki polityk się łatwo nie poddaje. Nie jego ręka i tak dalej…

Kotełek może i spadł na cztery łapy, ale przy łebku rozwalonym o ścianę to już nie miało większego znaczenia.

Babska logika rządzi!

Kotełek może i spadł na cztery łapy, ale przy łebku rozwalonym o ścianę to już nie miało większego znaczenia.

Całe szczęście, że zostało mu jeszcze osiem żyć :]. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

O! I tej wersji będziemy się trzymać. :-)

Babska logika rządzi!

Czołem Finklo!

tekst w Twoim stylu, miło, że dodałaś sprawiedliwości do brutalnej politycznej gry kacyków. Duch trochę zło złem zwalcza, ale cóż, może tak trzeba. Może dlatego jest Duchem Sprawiedliwości.

Narastające gnębienie niesprawiedliwego również dość charakterystyczne dla Twoich tekstów, przypomniało mi się gaj Florei, tam też postępowało gnębienie i trzebienie agresorów.

I jak zawsze lektura satysfakcjonująca, nawet moralnie!

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Cześć, przyjemnie się czyta. Myślę, że jak niemal każdy wyżej stwierdzę: Przydałby się taki duch. ;) Gdy czytam opowiadanie po raz drugi, rzuca mi się w oczy cień nadziei dla osób wierzących, że może kiedyś ktoś ten cały burdel wyprostuje. ;) 

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

 

Beeeecki, chyba trudno odejść od swojego stylu. Pisania, a jeszcze trudniej od myślenia, patrzenia na świat… Jak się nie obrócę, za oczami Finkla.

Chyba masz rację – nie lubię różnych złoli, ale nie aż tak, żeby od razu zabijać. Najpierw wypadałoby ponegocjować.

Miło mi, że usatysfakcjonowałam. :-)

 

Jfrydrze, fajnie, że czytało się przyjemnie. No tak, klub zwolenników działania Ducha w naszym świecie wydaje się silny.

Myślisz, że to się da naprostować?

Chodzi mi po głowie plan na kolejny tekst, o zaświatach… Tylko jeszcze potrzebuję jakiegoś silnego fana, żeby te moje projekty wcielił w życie. Albo nieżycie. ;-)

Babska logika rządzi!

@Finkla

O zaświatach? W jakimś konkretnym stylu? Ja uwielbiam pisać o zaświatach w takim kreolskim stylu… Vodou, szamanizm itp. Ciekaw jestem jak opiszesz ten mistycyzm zaświatów… Czekam zatem z niecierpliwością na kolejne twoje opowiadanie. ;)

Ale nie czekaj ze wstrzymanym tchem – to na razie faza luźnych projektów…

Babska logika rządzi!

A ja za to jestem zadowolony z zakończenia. Rzuca nowe światło na sprawę. W sumie nie jest potrzebny Duch Sprawiedliwości, wystarczy, że takiemu politykowi powinie się noga, a koledzy już zadbają o resztę.

Troszkę dużo tell, mało show, w zasadzie w całym tekście, ale dobrze mi się czytało, ciekawy pomysł. I podobało mi się, że polityk bardzo długo się nie poddawał, zamiatał pod dywan ile wlezie, aż w końcu już dywan miał garb, nic się pod nim nie mieściło i zaczęło wypływać. Chyba oddaje to dobrze realia. 

Rozumiem motywację do napisania tekstu, czasem tak trzeba. Podobało mi się.

Fantomowy klik!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Cześć, Finklo!

 

Mi akurat kota nie żal, także…

 

Tekst udany, pozbawiony niepotrzebnych znaków (w sensie: nie za długi) i bardzo ładnie napisany. Ten Duch Sprawiedliwości realizuje też zlecenia prywatne? Miałbym temat…

 

Opko zdecydowanie biblioteczne, ale niestety spóźniłem się na klika.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Dzięki, Michaelu. :-)

Fajnie, że zakończenie przypadło Ci do gustu. Ale wiesz, bez działań Ducha, koledzy nie zamknęliby go w psychuszce.

To są twarde bestie, o zagrabioną w pocie czoła kasę będą walczyć do upadłego.

Klików ci u mnie dostatek, ale i fantomowego przyjmuję. ;-)

Babska logika rządzi!

O, ave Cezary Kwadracie. Dziękuję. :-)

Niestety, mój Duch ma jakiegoś tajemniczego szefa, który mu wrzuca zadania do skrzynki. Powiem tylko, że to nie jestem ja.

Miło mi, że uważasz opko za dobre. I nieprzydługie.

No, jak się przychodzi pod mój tekst po kilku dniach, to już zostają tylko fantomowe kliki. Następnym razem zapraszam wcześniej. ;-)

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo!

Dziękuję za podzielenie się utworem. Na pewno dobrze napisany, z wartką akcją (może w końcówce nazbyt?), wyrazistymi dwiema głównymi postaciami – warto było przeczytać. Przemyślenia na temat fabuły: nie widzę powodu nie wierzyć, że Duch zabiłby syna Mujikara. W porządku, nie jest to puszysty duszek Dickensa, lecz starotestamentowe bydlę. Nie wiem jednak, czy czytać to jako oczyszczającą bajkę o zemście na nieuczciwym polityku, czy jako ponurą opowieść o tym, że zwalczanie zła potężniejszym złem nie czyni dobra (“Cóż stąd, jednego łotra zgładzić / lub obić: co za zysk?”) – konstrukcja większości tekstu wskazywałaby na pierwsze, epilog i przemyślenie całości na drugie. Pewnie te dwa sensy dałoby się jakoś pogodzić, ale tutaj mam poczucie, że ze sobą nie harmonizują, trudno mi w pełni wyjaśnić dlaczego.

Rażąca wydała mi się finałowa uwaga “lekarze dali mu dożywocie bez możliwości skrócenia wyroku”, tak jakby psychiatrzy nie umieli najlepiej poznać, że nie jest poważnie chory, i nie zamierzali go wypuścić, kiedy tylko ustaną naciski polityczne. W ogóle gdybym przeczytał w mediach neutralny opis takiego zdarzenia, przypuszczałbym raczej, że to Mujikar częściowo finguje chorobę psychiczną, żeby uniknąć odpowiedzialności karnej (częściowo – skoro w chwili załamania opowiedział dziennikarzowi o malwersacjach, a potem próbował to odkręcać, to może i nie jest tak zupełnie zdrowy). Co do miejsca zdarzeń, moją pierwszą myślą również był Bangladesz. “Liczba rzuconych przekleństw: 2 115 684 (i ciągle rośnie)” nastroiła mnie na tekst zdecydowanie bardziej humorystyczny, niż to się później okazało.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Dzięki, Ślimaku. :-)

Cała przyjemność po mojej stronie.

OK, końcówka zapewne jest zbyt streszczona, nie będę z tym polemizować.

Nie wiem jednak, czy czytać to jako oczyszczającą bajkę o zemście na nieuczciwym polityku, czy jako ponurą opowieść o tym, że zwalczanie zła potężniejszym złem nie czyni dobra

Hmmm. Dla mnie to było po prostu wyrażenie przekonania, że politycy nie powinni pozostawać tak całkiem bezkarni. Nieważne, z której strony, grunt, żeby dostawali po łbach. Może dlatego w tekście nie widać spójności, bo i mnie było wszystko jedno.

Cóż stąd, jednego łotra zgładzić / lub obić: co za zysk?

Taki zysk, że następny powinien się dwa razy zastanowić, zanim popełni grubsze łotrostwo. 

Lekarze. W pierwszym rzędzie zadziałał nacisk polityczny. Co będzie po ustaniu nacisku? Może zostaną przekonania, że nakradł, a dobry adwokat wybroni go przed sądem, więc niech siedzi chociaż w zakładzie? Niechęć do połknięcia własnego języka (skoro podpisałem się na orzeczeniu, że to całkowity świr, to tej wersji będę się trzymał)? Osobista zemsta (Józka ciotki kumpla brat zginął w tej powodzi, a ten znajomy ze szpitala obok, który pomagał psychologicznie ofiarom, opowiadał przy wódce straszliwe rzeczy)?

Nie wiem, które miejsce odosobnienia jest gorsze. I nie mam ochoty sprawdzać.

Bangladesz. Już wcześniej wyjaśniałam, że to było pierwotne miejsce akcji, dopiero później skręciłam w stronę azjatyckiej Nibylandii i pousuwałam Dhaki i inne takie.

No, popatrz – jednak humor zdołał się wkręcić do tekstu. On zawsze znajdzie jakąś furtkę. :-)

I ja pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Taki zysk, że następny powinien się dwa razy zastanowić, zanim popełni grubsze łotrostwo.

Wiadomo, taka jest intuicja stojąca za zemstą, terrorem indywidualnym itp. Starałem się wskazać, że Twój tekst łatwo interpretować jako mówiący o nieskuteczności takich środków w naprawie świata – koledzy Mujikara nie zastanawiają się i dalej popełniają grubsze łotrostwa – więc dlatego zilustrowałem to tym cytatem z Dziadów.

Lekarze. W pierwszym rzędzie zadziałał nacisk polityczny.

Chodzi mi o to, że kiedy dajesz w tym zdaniu lekarzy jako podmiot sprawczy, to przesuwasz nacisk wypowiedzi z “koledzy postąpili wobec Mujikara wyjątkowo po świńsku” na “lekarze są bardziej bezwzględni i niesprawiedliwi od sędziów”, a ta druga myśl nie ma uzasadnienia w tekście i w ogóle wątpię, czy chcesz się pod nią podpisać. Dla porządku odnotuję, że w jakiejś mierze styka się to z rozważaniami o “humanitarystycznej teorii kary” z tryptyku Tarniny Tam nikogo nie ma (i nie jestem taki pewien, czy Ona by się ze mną zgodziła).

Cała przyjemność po mojej stronie.

Pozwól, że pozostawię sobie choć trochę!

Masz rację – w tym przypadku odstraszający aspekt kary słabo zadziałał. Po części dlatego, że umieszczenie chorego w zakładzie psychiatrycznym to nie kara, więc publiczność reaguje bardziej współczuciem niż schadenfreude czy strachem. Ale pozostaje nam nadzieja, że koledzy wiedzieli o sprawie więcej – dotarły do nich opowieści o działaniach Ducha. Jeśli w nie uwierzyli – powinni się chociaż trochę bać. Jeśli nie – powinni zakładać, że MR zwariował pod wpływem wyrzutów sumienia, a takiego losu też lepiej uniknąć. Ale można interpretować sytuację, że kumple przechytrzyli DS i zniwelowali jego działania. Nad tym aspektem w ogóle się nie zastanawiałam.

lekarze są bardziej bezwzględni i niesprawiedliwi od sędziów

Nie, nie chcę się pod tym podpisać. Jeśli już, to pod twierdzeniem, że lekarze mają większą władzę nad człowiekiem. No i nie mają na sali adwokatów i prokuratorów, którzy prowadzą własne gry, tylko asystentów i pielęgniarki grzecznie robiących to, co pan doktor zalecił. Acz zawsze można zasięgnąć drugiej opinii.

No, dobrze, nie będę taka i podzielę się przyjemnością. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo ciekawy tekst! Podobał mi się:)

Duch Sprawiedliwości działa jak szatan z opowieści ludowych – wymierza sprawiedliwość, ale okrutnie i idąc “po trupach” do celu.

Polityka trochę szkoda, bo ostatecznie jego upadek niewiele zmienił. Ten i ów dostał odszkodowanie, ale system się obronił.

O marnym końcu poczciwego sierściucha już i nie wspominam…

No i wreszcie najbardziej wyrafinowany sposób uśmiercenia społecznego: zrobić z kogoś wariata. Całkiem jak u Sowietów, kiedyś. I u nas dziś, acz w bardziej zawoalowany sposób.

Pozdrawiam!:)

Dziękuję, Mehiko. :-)

Miło mi, że opko się spodobało.

Jak szatan, powiadasz? Nie pomyślałam o tym, ale można i tak interpretować.

Mnie tam polityka nie szkoda. Nagrabił sobie.

Kotka, owszem, szkoda.

Tak, można w ten sposób człowieka “upupić”. I nie wydaje mi się, że to wynalazek ruskich, ale oni stosowali na niezłą skalę.

Babska logika rządzi!

W komentarzach przewija się pragnienie, żeby taki Duch Sprawiedliwości faktycznie czuwał nad nami. Podobno każdy z nas ma Anioła Stróża, który pilnuje byśmy zachowywali się w porządku i nie pakowali się w kłopoty. I co? Chyba nie bardzo mu to wychodzi.

Fajne, porządne opowiadanie. Jak zwykle od Ciebie.

Dzięki, AP. :-)

Myślę, że w pragnieniach Czytelników (i moich) jest nie tyle ochrona dla polityka, co sprawiedliwość. Taka z wielkim i ostrym mieczem.

Cieszę się, że uznajesz tekst za porządny.

Babska logika rządzi!

Misją Anioła Stróża nie jest chronienie przed konsekwencjami złych czynów, ale niedopuszczenie do nich. Podobno lepiej jest zapobiegać niż leczyć.

Poprzednio napisałem dłuższy komentarz, ale ostatecznie go wyrzuciłem, a jego treść skondensowałem do słowa “porządne”. Od razu wydawało mi się zabawne w takim kontekście, ale dopiero jak przeczytałem Twoją odpowiedź, to przez dłuższy czas nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.

Prawda, profilaktyka wychodzi taniej…

Śmiech to zdrowie, co Ci będę żałować: porządny, porządny, porządny. ;-)

Babska logika rządzi!

lekkie, fajne do czytania przed snemheart

( i jak zwykle masz mnóstwo komentarzy przez które musiałam się przekopać )

Kostrzewski. alina8@gmail.com

Nowa Fantastyka