- Opowiadanie: maciekzolnowski - Sporty przyszłości, czyli futurologiczna jazda bez trzymanki

Sporty przyszłości, czyli futurologiczna jazda bez trzymanki

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Marszawa

Oceny

Sporty przyszłości, czyli futurologiczna jazda bez trzymanki

Halo, halo, Mietku!

Halo, halo, Franku!

Halo, halo, Mietku!

Halo, halo, Franku!

Oto jest. Nasza gwiazda. Jest on. Niezapomniany, niezastąpiony, niezawodny. Lewy. Niby Lewy, a jaki prawy. Tym razem jednak bez piłki, bez murawy, bez kolegów z Warszawy, z Barcelony, znikąd właściwie. Sam. Sam jak palec, choć palec też przecież jest częścią dłoni, więc nie sam.

To, co dziś robi Robert, zasługuje na najwyższe uznanie i podziw.

Stoimy pod blokiem pani Eugenii z Wrocławia. Pani Eugenia dzierży dwie siatki z Biedronki. Nie dlatego, że lubi, tylko dlatego, że emerytura jaka jest, każdy widzi.

Siatki są ciężkie. Winda od tygodnia nie działa. Bywało gorzej. W dziewięćdziesiątym ósmym widziałem windę, która nie działała dwa miesiące. Ale wróćmy do meritum.

Na szczęście jest z nami on. Robert Lewandowski. Człowiek, który dziś, w pocie czoła, zapracuje na swoje grube miliony. Bo w sporcie liczy się tylko jedno. Jedno… tylko na Boga, co? Zapomniałem.

I oto gawiedź zgromadzona licznie, nie powiem, że blokersi, podnosi wrzawę.

– Lewy! Lewy!

Niesie się po osiedlu.

A nie… przepraszam. To kruki. Też coś wołają, tylko po kruczemu.

Tymczasem pani Eugenia – ona musi być emerytką, taka emerycka z wyglądu – przekazuje siatkę el polaco z Barcelony.

A on? Proszę państwa, cóż za emocje!

On chwyta reklamówkę. Bierze ją pewnie, obiema rękami. Jest kontakt z uchwytem – widzimy to na zbliżeniu, realizator za chwilę pokaże nam powtórkę. Tu nie ma zawahania. Tu jest absolutna pewność. I już biegnie. Pędzi. Gna. Galopuje ku klatce schodowej.

Bez cienia wahania i w ogóle bez cienia, bo na Kozanowie drzew jak na lekarstwo.

Ale wróćmy do meritum.

To nie jakiś tam futbol. Nie jakaś gra w piłkę. To bieg z obciążeniem na dziesiąte piętro. Bo zapomniałem dodać, a to informacja kluczowa, że pani Eugenia mieszka, niech mnie kule biją, właśnie na dziesiątym.

Pierwsze piętro. Drugie. Trzecie.

Nie zwalnia.

Czwarte.

Jeszcze oddycha.

Piąte.

Oddycha bardziej.

Szóste.

Tutaj niejeden by odpuścił, zadzwonił po windę, ale przecież mówiłem, że windy nie ma.

Siódme. Ósme.

To są Himalaje codzienności.

Dziewiąte.

I jest! Dziesiąte piętro!

Proszę państwa, oto przyszłość sportu!

Przeprowadzisz dzieciaka przez pasy – złoty medal.

Wyniesiesz sąsiadce śmieci – srebro.

Przykręcisz babci kran – rekord Europy.

Pranie! Prasowanie! Sprzątanie świata! Konkurencji wystarczy do Los Angeles, Brisbane i jeszcze dalej!

Szczęsny, Lewandowski, Małysz, Świątek – wszyscy będą harowali dla nas, dla mas, w świątek, piątek i, proszę państwa, nawet w niedzielę. Bo przyszłość sportu to sporty utylitarne. Sporty użytkowe. Sporty bliżej ludzi i bliżej życia.

Tymczasem Robert jest już na górze.

Co za klasa. Co za serce. Płuca również imponujące.

Sędzia – młody, zdolny, ledwo czterdziestoletni – odgwizduje koniec.

Pani Eugenia odbiera siatki. Publiczność szaleje. Kruki również.

Jeszcze tylko dekoracja medalowa, hymn Koła Gospodyń… chyba Miejskich… i możemy wracać do domu.

 

Tam, gdzie łany złotem lśnią,

Gdzie tradycje w sercach są,

My gospodyń silny krąg,

Razem idziem wspólną drogą…

 

„Tam, gdzie łany, parkany, zgniłe banany” i na tym zakończmy, bo wzruszenie odbiera mi mowę.

Oddaję głos do studia.

Halo, halo, Mietku!

Halo, halo, Franku!

Halo, halo, Mietku!

Halo, halo, Franku!

Koniec

Komentarze

Hej ho! 

 

Czytałam, a w mojej głowie brzmiał głos pana Szaranowicza. :D 

Bardzo zabawne, a jednocześnie pełne trafnych obserwacji szarej codzienności. 

Ewidentnie fantastyka. W prawdziwym życiu siatka z zakupami by pękła, zakupy rozsypały się między szóstym a siódmym piętrem i publiczność śpiewałaby “nic się nie stało!” heart

Halo, halo, Mietku!

Halo, halo, Franku!

Halo, halo, Mietku!

Halo, halo, Franku!

 

To są Himalaje codzienności.

Piękne heart

 

 

Pozdrawiam! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Dzięki, Marszawo, cieszę się, że się podobało. Ani Mru-Mru ponadczasowe. Szaranowicz i Szpakowski też legendy. Z pozdrowieniami od Maćka-kabaretowca domorosłego! ;)

No ubawiłem się setnie! Ani Mru-Mru cały czas był przed oczami:) Nie miałbym nic przeciwko kontynuacji w stylu: Lewy czyta gazetę z Tofikiem, albo siedzi w celi i gra w Państwa – Miasta, tudzież planuje napad na bank i koordynuje zegarek pod czas letni/zimowy:) Pozdrawiam :) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Dzięki, Leśny Lutku, cieszę się. Cieszę się też, że przywołałeś mój ulubiony skecz:

planuje napad na bank i koordynuje zegarek pod czas letni/zimowy.

Fragment ze zmianą czasu (z omówieniem napadu pod kątem zmiany czasu) – mistrzostwo, wręcz arcymistrzostwo. Nie wiem, który z Wójcików (pewnie Marcin) wymyśla te wszystkie skecze, ale trzeba mieć nie lada wenę, by to: 1) napisać, 2) perfekcyjnie zagrać. I tak, ja wiem, że my w Polsce mamy Dańców, Kryszaków i Hrabi, ale król może być tylko jeden. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, czy się ze mną, LL, zgodzisz? :)

Również serdecznie pozdrawiam z Wałbrzycha (no właśnie, z Wałbrzycha – miałem pisać o sztolniach i opuszczonych trakcjach)! ;)

No jeśli już wchodzimy na temat kabaretów, to dla mnie jednak Kabaret Moralnego Niepokoju (Drzwi, Wizyta księdza, Test na pracę, Lekcje z Mariuszem i dziesiątki innych), POTEM (Bajki dla potłuczonych, Zdobycie Troi) oraz Hrabi z nieodżałowaną niestety Joanną Kołaczkowską… Ale Ani Mru-Mru jak najbardziej, czołówka:)  

Grunberg pozdrawia Waldenburg ;) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Prawda, KMN to też wysoka liga. Dobrze, że wyliczyłeś te skecze: KMN, Hrabi oraz POTEM. Będę mógł sobie przypomnieć to i owo. Satyrycy oraz wykonawcy stand-upu nasi rodzimi też warci są grzechu – Kryszak wymiata. Kryszak, Halama itd., itp. 

 

Waldenburg pozdrawia Grunberg (co za bzdura z tym Wałbrzychem, powinno być Zielony Gród albo – mój faworyt – Leśne Miasto, bo tonie w lasach) 

Te tłumaczenia niemieckich miast to nic… Zobacz jak się zwały Ząbkowice Śląskie przed wojną, to dopiero jest czad:) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Świetny short, ubawiłam się nieźle. Ciekawy pomysł i bardzo dobrze napisane :)

 

Co do Wałbrzycha, to zgadzam się, że Zielony Gród to zasłużona nazwa, są rozległe parki, lasy i dużo drzew nawet w centrum.

 

Pozdrawiam :)

Dobry short na poprawe humoru nie jest zły :) 

Od samego początku przy wspomnieniu kultowego tekstu z kabaretu Ani Mru-Mru poczułem, że to nie może być złe :P 

Pozdrawiam! 

Siema, maciekzolnowski,

 

Uśmiałem się w jednym momencie. Naprawdę fajny pomysł i wykonanie.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

Ząbkowice Śląskie? Krótko tam mieszkałem. To oczywiście… Frankenstein. No ba. :)

Dzięki, Krzysztofie, za docenienie. Pomysł chodził za mną już od dawna. W końcu zabrałem się do roboty i to napisałem. I cieszę się. Opowiadanie na czasie. :)

Dzięki, Kainjer. O, widzę, że całkiem sporo na “Naszej” fanów Ani Mru-Mru. Więcej niż się spodziewałem. 

Witaj Melancholio! ;)

Melancholia mi nie grozi. Ani chandra. Nie dziś i nie jutro. Dobry humor – ważna rzecz. 

Dzięki. :)

Cóż, Maćku, kabaretu całkiem sporo i to stopniu przytłaczającym fantastykę, ale czytało się dobrze. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. Mam nadzieję, że humor Ci poprawiłem. :)

Twoja nadzieja, Maćku, spełniła się. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czołem Maćku!

Ale poleciałeś!

I podoba mnie się to. To fajny numer jest. Tyle tu refleksji, tyle humoru, tyle tematów. Aż nie wiem, czy się zachwycić, że ktoś poruszył temat piłkarsko-sportowy, docenić, że ktoś wskazuje na problemy starzejącego się społeczeństwa, ubolewać nad brakiem windy, bo znam ten ból, choć nie z perspektywy emerytki, zadumać się nad zagadnieniem utylitarności sportu, czy w sumie utożsamić z himalaizowaniem codzienności. Sporo tego.

 

Zdecydowanie klik ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Dzięki, Beeeecki.

Najważniejsze, że zwróciłaś uwagę na kilka problemów – nie jeden, nie dwa, kilka – które szort stara się poruszać. A że na wesoło. Wesoły ze mnie chłopak. ;)

Pozdrawiam!:)

 

Nowa Fantastyka