- Opowiadanie: NomadFromNowhere - Chyżo łapiąc wiatr

Chyżo łapiąc wiatr

Czołem!

 

Skoro mój wczorajszy debiut okazał się barierą nie do przejścia ze względu na swoją objętość, zaraz po przebudzeniu zawziąłem się, żeby napisać szorta. :)

 

Ten tekst powstał z dwóch silnych impulsów: z emocji, jakie towarzyszyły mi po publikacji tamtego „kloca”, oraz z pamięci o moim zmarłym przyjacielu, z którym miałem zaszczyt grać w jednym zespole. Inspiracją był tekst składu hip-hopowego „Fenomen” z utworu „Lustro”.

 

Krótkie formy to dla mnie o wiele większe wyzwanie warsztatowe, dlatego tym bardziej chciałem się z tym zmierzyć. Niemniej, jestem naprawdę zadowolny z efektu i z tego, jak ten szort ostatecznie wybrzmiał.

 

Zapraszam do lektury!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

AP

Oceny

Chyżo łapiąc wiatr

Światło w pomieszczeniu było mdłe, przycięte do granic możliwości, ledwo oświetlające sylwetki. Stali naprzeciw siebie i badali własne twarze, jak gdyby widzieli się po raz pierwszy. Jeden z nich milczał od dłuższego czasu, zapatrzony gdzieś w przestrzeń, wydając się trawić gigantyczny ciężar. Drugi zaś uśmiechnał się lekko, gładząc dłonią spoconą brodę. Zaczął mówić – cicho, rytmicznie, jakby recytował tekst, który pisał w głowie przez całe lata:

– O, siemasz! Co tam? Choć mijam cię codziennie, to nie słyszałem od dawna.

Jak twoje sprawy sercowe? Czy już cię kopnęła ta panna?

Tyle na twój temat słyszałem, że nie wiem już, co plotką jest, co prawdą.

Nie martw się. Sam zresztą wiesz, jak ludzie mitami się karmią.

A jak z twoją pracą? Czy odnalazłeś wreszcie siebie w jej szponach?

Czy portfel w końcu napęczniał? Czy raczej znów grosz do grosza?

No, a jeśli nie praca, to jak z tą muzyką? Ostatnio coś o was jest cicho.

Tylko mi nie mów, że wasza ostatnia płyta będzie ostatnią płytą.

Wciąż milczysz? Rozumiem, to przecież ludzkie,

gdy ktoś strzela słowami otwierającymi w nas pustkę.

Milczący mężczyzna z trudem podniósł głowę i spojrzał w oczy nachalnemu rozmówcy. Czuł, jak czaszka pęka od bodźców i pytań, którymi go przed chwilą zarzucono. Niemniej pozbierał się w sobie, odpowiadając cichym, zmęczonym szeptem:

– Co u mnie? Wiesz jak jest, szczęśliwym być próbuję.

Chyba nie za wiele się zmienia, po staremu w sumie.

Przybywa mi lat, a cichy czas zbiera swe żniwo,

wciąż biję się z Bogiem i ścigam wiatr chyżo.

Dobra, czas na mnie i do zobaczenia wkrótce.

Wkrótce, bo jesteś tylko odbiciem w tym lustrze.

Wyciągnął dłoń, by pożegnalnym gestem klepnąć tamtego w ramię. Drugi mężczyzna zrobił dokładnie to samo. Ich palce spotkały się w połowie drogi, ale zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór. Iluzja pękła, a ciepły kontur przyjaciela momentalnie rozpłynął się w półmroku, ustępując miejsca własnej, bladej i potwornie zmęczonej twarzy. Dotknął palcami lustra weneckiego. Zrozumienie, ciężkie i bezlitosne jak uderzenie obuchem, wdarło się do głowy, a chwilę później wypłynęło palącymi łzami. Był sam. Zupełnie sam w pustym pokoju.

 

Po drugiej stronie szkła panował inny świat. Sterylny, skąpany w ostrym, bezdusznym świetle jarzeniówek, które bezlitośnie obnażało każdy zaciek na kafelkach. Pachniało tu tanim płynem dezynfekującym i paskudną kawą z automatu. Jedynym dźwiękiem, poza monotonnym buczeniem klimatyzacji, był suchy szelest papieru i przytłumiona rozmowa dwójki ludzi.

– Niewiarygodne, jak precyzyjnie ten rym trzyma jego umysł w ryzach – odezwał się młodszy z nich, nie odrywając wzroku od przyciemnionej szyby. – Słyszał pan? Pytał o płytę. O zespół, który założył jeszcze przed chorobą. On wciąż przeżywa ten sam dzień. Wciąż ucieka od…

Starszy z mężczyzn, ordynator, poprawił okulary i westchnął ciężko, zamykając grubą, plastikową teczkę z głośnym trzaskiem, przerywając wypowiedź młodego lekarza.

– To nie jest ucieczka, doktorze. To system obronny. Ta rymowanka to jedyna rzecz, która chroni go przed całkowitym zapadnięciem się w niebyt. Kiedy milknie, zaczynają się skurcze i autoagresja.

– Zwiększamy dawkę neuroleptyków?

– Nie. – Ordynator pokręcił głową, patrząc przez szkło na pacjenta, który powoli cofał dłoń od gładkiej tafli i znów zaczynał coś mruczeć pod nosem. – Dopóki rozmawia z lustrem, wiemy, że tam w środku w ogóle ktoś jeszcze jest. Zostawmy go. Za chwilę sam zaśnie.

Koniec

Komentarze

Tylko mi nie mów, że wasza ostatnia płyta będzie ostatnią płytą.

Nie mogę uwolnić się od myśli, że twoja ostatnia płyta będzie ostatnią płytą to tekst z jakiegoś polskiego dissu. Jeżeli faktycznie było inspirowane – przypomnisz proszę, co to za numer, żeby mój adhdowy móżg zaznał ulgi i nie fiksował się na tym przez resztę dnia?

(Cały tekst przypomniał mi o tym utworze).

 

Wyciągnął dłoń, by pożegnalnym gestem klepnąć tamtego w ramię. Jego rozmówca zrobił dokładnie to samo. Ich palce spotkały się w połowie drogi, ale zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór.

Liczba pojedyncza w poczuł zatrzymała mnie na dłużej. Spodziewałem się poczuli, bo jednak opisujesz scenę z perspektywy obu mężczyzn. Nie wiem, czy to błąd, więc jedynie dzielę się wrażeniem. 

 

Koncept jest ciekawy, choć mam wrażenie, że nie do końca go zrozumiałem. Czy rozmowa z odbiciem to tekst, który został wcześniej napisany i bohater jest w pętli? Tak rozumiem stwierdzenie, że ten rym trzyma jego umysł w ryzach i pojawiającą się później tę rymowankę w liczbie pojedynczej. Z drugiej strony lekarze zwracają uwagę na jeden wers, więc to chyba jednak freestyle. 

Jeżeli zechcesz wyjaśnić, będę wdzięczny! (Choćby na priv).

 

@barniusz Cześć, brawo za percepcję! To jest tekst hip-hopowego składu Fenomen, z piosenki „Lustro”. Mój kumpel uwielbiał ich muzykę, a tekst „Lustro” to był jego ostatni wpis na Facebooku przed zbyt wczesnym odejściem w zaświaty. Zainspirowałem się nim, zmieniając większość słów i ubierając go w odpowiednią narrację.

 

Co do reszty – To poprawnie to odczytałeś. To jest pętla i sztywny scenariusz, a nie freestyle. Mężczyzna codziennie odtwarza w głowie dokładnie te same rymy. Ta rymowanka działa jak taki gorset, który trzyma w ryzach jego rozsypany umysł. Dopóki trzyma się sztywnego tekstu, nie zapada się w całkowitą pustkę. Lekarze zwracają uwagę na wers o płycie, bo to dla nich punkt odniesienia. Dowód na to, że typ utknął w przeszłości, w dniu sprzed tragedii.

 

A co do słowa „poczuł” w tekście, to ta liczba pojedyncza była całkowicie zamierzonym zabiegiem. Chciałem, żeby to był ten pierwszy moment, w którym iluzja dwóch osób pęka. Wydaję mi się, że „poczuli” sugerowałoby, że fizycznie jest tam dwóch facetów, tymczasem w tej sekundzie gość zderza się z brutalną rzeczywistością i zimną, wenecką szybą :)

 

Ogromnie dziękuję za uważne i merytoryczne czytanie tekstu. Ukłony i pozdrawiam ciepło!

Przykro mi z powodu kumpla.

Dzięki za wyjaśnienie niuansów. :) 

Fenomenu nigdy nie słuchałem na tyle, żeby wyłapać odniesienia. Widocznie natknąłem się na jakiś follow-up. :) 

Witaj. :)

Geneza smutna i gorzka, wymowa całego szorta – także. Oczywiście współczuję straty Przyjaciela. crying

 

Natomiast co do tekstu, raz jeszcze proponuję Ci zajrzeć do Poradnika Drakainy. Tutaj niezbyt chętnie czyta się opowiadania danego Autora dzień za dniem, szczególnie takie, które wymagają wielu poprawek. Wszystkim nam zaleca się, aby odczekać choć kilka dni i dopiero po tym czasie publikować coś nowego, na razie zająć się szlifowaniem starego tekstu. 

Zwłaszcza, że i tu widzę sporą – jak my to nazywamy – zaimkozę. Ilość zaimków czasem wręcz przytłacza. W dodatku nieraz są one identyczne. Sam zobacz, choćby tu – w sąsiednich pięciu zdaniach masz aż czterokrotnie wyraz “jego” (a to nie jest jedyne powtórzenie w tym fragmencie):

“Jego rozmówca zrobił dokładnie to samo. Ich palce spotkały się w połowie drogi, ale zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór. Iluzja pękła, a ciepły kontur przyjaciela momentalnie rozpłynął się w półmroku, ustępując miejsca jego własnej, bladej, potwornie zmęczonej twarzy o podkrążonych oczach. Dotknął palcami lustra weneckiego. Zrozumienie, ciężkie i bezlitosne jak uderzenie obuchem, wdarło się do jego głowy, a chwilę później wypłynęło palącymi łzami z jego ciała”.

Aha, sorki, jeszcze zapomniałam – to, co przy poprzednim opku – nie dawaj wolnego wersu po każdym akapicie, bo to nielogicznie się czyta. 

Jak na tak krótki szort, usterek jest sporo. 

Szlifuj poprzednie, obszerne opowiadanie, a wtedy w nowych unikniesz powtarzania tych samych błędów. :) I nie usuwaj, tylko edytując poprawiaj. :) Miej w pamięci, co Ci pisałam o Dyżurnych. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

@bruce, dziękuje :) Nie mam zamiaru już nic na chwilę obecną publikować (choć mam masę tekstów na dysku i się pewnie domyślasz, w jakim są stanie technicznym :D). To był taki ADHD-owy wystrzał z rana, by się sprawdzić w krótszej formie lirycznej. Na przyszłość, po prostu wezmę parę oddechów więcej zanim coś wrzucę. Pozdrawiam również tak samo serdecznie :)

Poruszający tekst!

Trochę mi przypomniał film z DiCaprio, “Wyspa tajemnic”. 

Pozdrawiam:)

Ok, powodzenia zatem, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Cześć,@Mehiko

 

Dziękuje za ten komentarz. Poruszające” jest właśnie tą emocją, którą miałem w nadziei, aby czytelnik odczuł po przeczytaniu tekstu.

 

Pozdrawiam :)

Hej, nie jestem fanem hip-hopu, ale wymianę zdań opartą na tego rodzaju tekście uważam za genialną. Technikaliów też nie oceniam, bo Bruce tu na pewno Cię wystarczająco wymęczy ;) Klimat szorta jest świetny, pomysł też: jest krótko, zwarcie a mimo to wyrażono wiele emocji. Świetne:) 

Pozdrawiam :) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Technikaliów też nie oceniam, bo Bruce tu na pewno Cię wystarczająco wymęczy ;)

 

wink

Pecunia non olet

Hej, @Lesnylutek

Ja też fanem hip-hopu nie jestem. Oprócz Paktofoniki, starego Kalibra 44 i właśnie Fenomenu w zasadzie nawet uchem o ten gatunek nie zahaczam. Osobiście z ziomkami gram zupełnie inną muzykę – post-punk/cold wave. Ale akurat tutaj zadziałała potęga nostalgii.

Co do technikaliów, to tak – Bruce jest jedną z najserdeczniejszych osób, jakie poznałem w internecie, a przy tym niezwykle nieustępliwą w kwestii odpowiedniej liryki. ;) Dzięki temu przynajmniej wiem, nad czym pracować.

 

Dzięki za miły komentarz! Może powoli wyrosną mi skrzydła pisarza, choćby skarlałe i bardziej nietoperze, niż anielskie :D

 

Pozdrawiam również!

 

Co do technikaliów, to tak – Bruce jest jedną z najserdeczniejszych osób, jakie poznałem w internecie, a przy tym niezwykle nieustępliwą w kwestii odpowiedniej liryki. ;) Dzięki temu przynajmniej wiem, nad czym pracować.

Szanowny Autorze, miło to czytać, dziękuję, ale – wierz mi – sama popełniam masę błędów w opowiadaniach. :) Znanym i dowiedzionym faktem na naszym Portalu jest to, że we własnych tekstach nie dostrzega się zazwyczaj żadnych usterek. wink

 

Pozdrawiam Was! heart

 

Pecunia non olet

Fajne. Podobało mi się.

 

Drobiazgi:

Starszy ordynator poprawił okulary i westchnął ciężko, zamykając grubą, plastikową teczkę z głośnym trzaskiem, przerywając wypowiedź młodego lekarza.

Podejrzewam, że miałeś na myśli starszego z mężczyzn, który jest ordynatorem. Może tak:

Straszy z mężczyzn, ordynator, poprawił…

 

Brakuje przecinka:

Wiesz jak jest, szczęśliwym być próbuję.

 

Pozdrawiam!

@AP Dzięki za odwiedziny!

Cieszę się, że tekst trafił w serducho i się spodobał.

Co do twoich sugestii, to kolejne dziękuje za twoje „bystre oko”. Mojemu ciągle coś umyka… W każdym razie – poprawione!

 

Pozdrawiam!

Cześć

Ciekawy szort, emocjonalny, z pomysłem i gorzkim zakończeniem.

Nie bardzo dostrzegam fantastykę, ale jest OK.

pozdrawiam

rr

@Robert Raks, cześć!

 

Czyż obłęd nie ma w sobie czegoś magicznego „nie z tego świata”? ;)

 

A tak serio, to masz całkowitą rację, może jakoś zaczaruję tekst z czasem, przerabiając w bardziej fanastyczną, czy horrową oprawę. Póki co męczę się nad technikaliami innych swoich tekstów, bo słabo u mnie z nimi.

 

Dzięki za odwiedziny i miły komentarz!

Pozdrawiam. 

Czyż obłęd nie ma w sobie czegoś magicznego „nie z tego świata

hmm… ciekawe. Dobrze powiedziane ;)

Nowa Fantastyka