To pierwsza praca, którą publikuję gdziekolwiek. Nigdy nikt jeszcze nie oceniał żadnej mojej pracy. Byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś to przeczytał. Historia o tym jak rodzi się fanatyzm, jak zmarnować swoje życie oraz jak wojna niszczy człowieka.
To pierwsza praca, którą publikuję gdziekolwiek. Nigdy nikt jeszcze nie oceniał żadnej mojej pracy. Byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś to przeczytał. Historia o tym jak rodzi się fanatyzm, jak zmarnować swoje życie oraz jak wojna niszczy człowieka.
13 lipca 1937 Drogi Aidenie, Dawno do ciebie nie pisałem. Och, tak dawno. Przepraszam. Tyle rzeczy się ostatnio wydarzyło, że nie wiem, od czego mam zacząć. A więc od kiedy ostatni raz do ciebie pisałem, Japończycy zaatakowali. Był jakiś incydent i tak rozpoczęła się wojna na pełną skalę. Gdy doszła do nas nowina, byliśmy przerażeni. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem matkę tak przerażoną. Kiedy stary podróżny wszedł boso na nasz ganek, stopy miał tak brudne, jakby dopiero co przeszedł pieszo całą kulę ziemską. Smutno oznajmił: „Wojna”. Matka pamiętała poprzednie wojny. Wszystkie je zmieniły, każda wojna, której człowiek doświadczy, poniekąd gdzieś w nim zostaje. Nie wiem, jak będzie ze mną. Że też to musi być akurat teraz. Nie mogłem się nacieszyć jej dotykiem i miłością. Moja Yue, jak mam bez niej istnieć? Aiden, czy rozumiesz, jak bardzo ciąży mi na sercu ta kobieta? Jak mam walczyć na śmierć i życie, skoro myślę tylko o niej i naszej nocy poślubnej? O tym, jak śpię wtulony w jej ciepłe ciało, jak całuję jej aksamitne usta. Jak razem lamentujemy w polach ryżu i pszenicy, gdy łodygi delikatnie smugają jej miękką twarz. Chcę mieć w ręku jej ciepło, nie zimny i ciężki karabin. Co tu zrobić? Nie mogę uciec, złapaliby mnie i powiesili. A może by mi się udało, wróciłbym do domu i przeczekał do końca wojny, ale jakim mężczyzną wtedy będę? Poza tym matka nigdy by mnie nie przyjęła z powrotem. Może Yue by mi wybaczyła, ale nie matka. Uznałaby, że zhańbiłem rodzinę. Już na zawsze byłbym plamą na honorze naszej rodziny. Dużo mówiła o ojczyźnie jako o najważniejszej rzeczy obok rodziny, ale moim zdaniem to wcale nie jest nawet trochę tak ważne jak rodzina. Miłość do matki, żony, dziecka, brata, to jest obowiązek i rzecz, za którą można oddać życie, nie ojczyzna. Choć te moje nic niewarte rozmyślania nie mają znaczenia, bo jeśli nie ja i ci wszyscy inni żołnierze, Japończycy przyjdą i zabiją nas wszystkich. Niech los będzie naszym sprzymierzeńcem.
PS. Cieszę się, że znów do ciebie piszę.
20 lipca 1937 Drogi Aidenie, Dotarliśmy do wioski. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Czuję się, jakbym znalazł się w koszmarze, ale ten jest prawdziwy i czuję, jakbym nigdy nie miał się z niego wybudzić. Czuję, jak serce chce mi wyskoczyć, gdy tylko usłyszę nadlatujący pocisk artylerii, czy gdy widzę, jak niczym wysłani z czeluści piekieł krzyczą, szarżując na nas i zabijając niczym rzeźnicy. Oni są rzeźnikami. Weszliśmy do wioski. Nie była zbyt duża, raczej skromna, z małą ilością mieszkańców. Domy zostały doszczętnie spalone, a ludzie zabici. Ciała spalone, poćwiartowane. Wszystko, co cenne, zabrane. Ciała niemowląt zawinięte w zwęglone koce. Niektórych zabili na dworze, jednak większość zmusili do bycia w domkach, które podpalili. Jaki człowiek może się tego dopuścić? W imię czego? Na szczęście obozujemy już daleko od tego miejsca. Wieści z frontu szybko się rozchodzą, cofamy się. Choć od pobytu w tamtej wiosce minęło parę dni, zapach zwęglonych zwłok jest tak samo żywy, jakbym poczuł go po raz pierwszy minutę temu. Nic nie jest warte przebywania tutaj. Choć wojna nie trwa nawet miesiąc, to mam wrażenie, jakbym spędził tu wiele lat i teraz zasługiwał na powrót do domu. Wczoraj dostałem list od Yue. Pytała głównie, jak tam na froncie, czy mam jedzenie i czy mi dobrze. Och Yue, gdybyś tylko wiedziała. Przybyłabyś tutaj i sama mnie zabrała. Jednak też napisała, jak jest w domu i nie jest najlepiej, Aiden. Hao zachorował. Matka próbuje go wyleczyć, ale nie jest najlepiej. Mam nadzieję, że wyzdrowieje, ale ile ja bym dał, bym był chory i mógł leżeć w łóżku, a przy mnie siedziałaby Yue. W takiej sytuacji może nie powinienem był, ale oczekiwałem od listu więcej namiętności i tęsknoty, a tam nie było nic, tylko zwyczajność. Powinienem się martwić. Myślałem, że po ostatnich wydarzeniach list to coś, co może mi pomóc, ale wcale nie, tylko mnie jeszcze bardziej dobił. Kiedy przyjdzie następny, nie wiadomo. Sam myślę, by może coś jej napisać, ale co miałbym? Że jest dobrze i bronimy ojczyzny przed najeźdźcami? Nie, nie mam pojęcia, co napisać. Chyba na razie się wstrzymam. Choć to dziwne, to na wieść o chorobie brata nic nie czuję. Przywołując sobie w głowie ostatnie sceny, choroba to nic.
25 lipca 1937 Drogi Aidenie, Ostatnio zapomniałem o tym napisać, bo dostałem za duży mundur. Początkowo myślałem, że to błąd i na pewno dadzą mi nowy, gdy nie ujrzałem całej masy żołnierzy w tych samych za dużych mundurach. Buty klapią, gdy chodzę, a przez za duże rękawy wyglądam komicznie, w innych okolicznościach nawet śmiesznie. Mundur jest cały brudny. Nie przywykłem chodzić w brudnym ubraniu. Ręce mam w błocie, a brud wszedł mi pod paznokcie tak, że sądzę, iż nigdy się tego nie pozbędę. Nie przywykłem chodzić nawet w butach. Po cóż miałbym mieć jakieś obuwie u nas w sielskim domu, gdzie jedyne, co otacza chatkę, to przyjemna w dotyku trawa i ziemia pod nią. Wojna trwa już wiele dni, a wieści z frontu są ciągle te same. Niemal wszystkie armie się cofają przed Japończykami. Dochodzą do nas kolejne wieści o okrucieństwach ich żołnierzy. Naszła mnie dziś w nocy myśl, po co to wszystko? Dlaczego oni walczą? Ja i wszyscy nasi żołnierze walczą o ojczyznę, o rodzinę, by Japończycy nie wparowali do ich domostw, nie zabili dzieci i nie zgwałcili kobiet. Ale o co oni walczą? W jakim celu oddają życie? Przecież ja i podobni mi, miliony, staną im na drodze do podbicia Chin. Czy to jest warte? Dlaczego nie wrócą do swych rodzin? Czyż nie pragną wrócić do swych kobiet i do uśmiechu swoich słodkich dzieci? Ja zginę, by moja rodzina i ojczyzna mogła żyć, ale oni po co chcą umierać tu, w Chinach, w błocie i krwi zmieszanej z krwią wroga? Ciągle szukam odpowiedzi, ale nie potrafię znaleźć. 1 sierpnia 1937 Aidenie, uchroń mnie przed piekłem, jakie mnie spotkało. Drży mi ręka, kiedy to piszę, ale muszę. Japończycy na nas natarli. Huk był przerażający, rozrywał powietrze raz za razem, a pociski trafiały i zabijały kolejnych ludzi. Cudem przeżyłem, wychodząc bez kuli z tego. Pociski artylerii i rzucane granaty stworzyły wielkie dziury w ziemi, które na otwartej przestrzeni były jedynym schronieniem. Gdy biegłem, kręciło mi się w głowie. Wydawało mi się, jakbym znalazł się we śnie. Nie wiem jak, ale nie zauważyłem jednego leja i wpadłem do środka. Przyciągnąłem się do ziemi, jakbym chciał stać się jej częścią, i chciałem zaczekać, aż bitwa się skończy. Przeraziła mnie myśl, że byśmy ją przegrali, a Japończycy złapaliby mnie. Chciałem udawać martwego, jeśli tak się zdarzy. Czy mógłbym wtedy wrócić do domu? W razie czego złapałem za bagnet. Był lepszy niż karabin w razie, kiedy ktoś miałby wskoczyć do leja. Zobaczyłem unoszący się gmach dymu i spojrzałem na niebo. Było piękne, błękitne i praktycznie bezchmurne. Zapewne o tej porze jeszcze niedawno leżałbym na łące wtulony do Yue. Nagle ktoś wpadł do leja. Miał japoński mundur. Wpadł do niego podobnie jak ja, jakby nie zdał sobie sprawy, że właśnie wbiega w dziurę w ziemi. Spojrzałem mu w oczy. Były takie same jak moje. Był młody, może nawet młodszy ode mnie. Nie wiem, czy ruszyłem pierwszy, czy to był może on. To nie ma znaczenia. Odkąd tylko wpadł do leja, był jeden sposób, by z niego wyjść. Czułem jego ręce na mojej twarzy, jego pazury, które próbował mi wbić z krzykiem w skórę. Chciałem go zastrzelić, ale nie udało mi się. Przewrócił mnie i chciał udusić. Czułem to. W innym świecie bylibyśmy przyjaciółmi, a w tym on chciał mnie zabić, choć mnie nie znał. Wszystko działo się tak szybko. Mam wrażenie, że oczy były moje, ale ciało już nie. Chciałem go odepchnąć, aż poczułem jego ciężar. Słyszałem, jak się krztusi i kaszle krwią, jak umiera. Nie mogłem wstać. Czułem jego ciało i wnętrzności, które uderzały, czując, że zaraz umrą. Nie wiem, ile lat leżałem. Nawet nie wiem, kiedy umarł. Wiem, że trwało to długo. Jeszcze przez długi czas słyszałem jego charczenie. Może to było wołanie o pomoc. Leżałem i podobnie jak on nie mogłem się ruszyć. Gdy kolejne ciągi mordu zakończyły się, ktoś wszedł do leja i pomógł mi wyjść. Nie spojrzałem na niego. Chyba wygraliśmy.
Aidenie, Przepraszam. Bardzo cię przepraszam.Dawno nie pisałem. Nie wiem, kiedy był ostatni raz. Chyba byłem wtedy kimś innym. Choć pamiętam, że chciałem do ciebie napisać. Jesteś ze mną od zawsze. Kiedy pierwszy raz do ciebie napisałem? Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że byłem wtedy dzieckiem. Większość czasu spędziłem z tobą niż bez ciebie. Doceniam to, naprawdę. Tylko ty mi zostałeś. Miałem dostać list, chyba, ale nie dostałem. Myślałem, że przyjdzie. Czekałem. Matka mnie zostawiła. To wszystko przez nią. Nie powinienem tu być, ona mnie zmusiła. Mówiła o honorze i ojczyźnie. Gówno. To wszystko kłamstwo. Nawet moja słodka Yue również naciskała, bym poszedł walczyć. Nienawidzę matki. Yue miała wysłać list, na pewno. Powinna była napisać, ale nie napisała. Jest zimno. Ręce mi drętwieją, gdy to piszę. Nie pamiętam, ile dni minęło. Wszystkie zlały się w jedno. Śpimy blisko siebie, by było cieplej, choć i tak marzniemy. Czasami po nocy już ktoś nie wstaje. Chcę do domu. Tak bardzo, Aiden, proszę, zrób coś. Zaprowadź mnie. Chyba sam już nie wiem, gdzie jest. Nie wiem nawet, gdzie się kierować, by wrócić. Wątpię, że wrócę. Przeraża mnie to. Boję się. Czuję się jak dziecko. Dziecko, które boi się ciemności. Nie potrafię z niej wyjść. Wszystko się rozmazuje. Nie wiem, czy kiedyś to się skończy. Niech cię szlag, matko. Nie wiem, czy jeszcze do ciebie napiszę.
1 maja 1940 Drogi Aidenie, Walki na froncie przeszły pomyślnie, a generał Imamura przeprowadził udane natarcie, zmuszając tchórzliwe wojska wroga do odwrotu. 13 dywizjon piechoty po brutalnych walkach o miasto zdołał pokonać przeciwnika, a następnie zająć całe miasto. Zająłem główny budynek urzędowy tej mieściny, który wcześniej pełnił funkcję planowania działań wojsk Chankoro. Ruch ludności został ograniczony, zwłaszcza po zmroku. Patrole odbywają się regularnie i nie odnotowano poważniejszych zakłóceń. Moje obowiązki pozostają niezmienne. Otrzymuję raporty z jednostek rozmieszczonych na obrzeżach i zostawiam je w formie, która pozwala na ich dalsze wykorzystanie. Większość pracy polega na nadaniu właściwej formy temu, co już się wydarzyło. Po zapisaniu rzeczy w odpowiedniej kolejności stają się one prostsze. Sprawiam, by można je było łatwiej wykorzystać. Sam śmiem stwierdzić, iż gdyby nie ja, nasze działania byłyby wolniejsze i mniej sprawne w wyzwoleniu zamieszkującego tu ludu spod rąk białych diabłów i tworzeniu Święta Miłości. Jakiś czas temu do mego gabinetu dotarły rzeczy bandytów Charoko, które skonfiskowałem, a następnie zbadałem. Nic nie zwróciło mej uwagi poza owym zeszytem, w którym piszę. Choć ciężko mi to zrozumieć, w jakiś sposób ów dziennik zbudził we mnie na tyle ciekawość, Aidenie, iż postanowiłem się z nim zapoznać. Przeczytałem go od deski do deski dwukrotnie. Był bardzo osobisty, ale zafascynował mnie w nim pogląd na świat wcześniejszego autora. Nigdy z niczym takim się nie spotkałem. Ilość absurdalnych poglądów jest nie do zliczenia. Przykro się patrzy na człowieka, który źle zrozumiał, czym jest życie.
26 maja 1940 Drogi Aidenie, Obowiązek stanowi podstawę działania. Nie podlega to ocenie ani interpretacji. W każdym człowieku powinno to być nauczone na etapie wychowania. Jednostka istnieje w ramach większej całości i w niej znajduje swoje miejsce. Jest to niczym organizm. By odpowiednio funkcjonował, wszystkie komórki muszą się oddać wyższym celom, dokładnie tak jak jednostka. Państwo zapewnia porządek. Porządek umożliwia istnienie. W związku z tym obowiązek wobec państwa ma charakter nadrzędny. Nie wynika z osobistych układów, lecz z naturalnego układu rzeczy. Postać Cesarza stanowi punkt odniesienia dla tego układu. To nie kwestia wiary, lecz porządku. To naturalny stan rzeczy, którego niektóre istoty nie rozumieją. Jedną z nich był właśnie poprzedni autor. W jednym z jego ostatnich wpisów zadaje pytanie dotyczące tego, jak on to nazywa, „dlaczego Japończycy walczą”. Pytanie kompletnie bez sensu, wynikające z niezrozumienia sytuacji. Można się pokusić o stwierdzenie, iż to absurd. Mogę wyjaśnić ci to, Aidenie, posługując się dosyć prostą analogią. Podczas operacji chirurg nie nienawidzi pacjenta, gdy wbija w niego skalpel. Krew musi płynąć, aby nowotwór został usunięty. Nasza armia jest niczym ostrze, które musi wyciąć zgniliznę, by Azja została wyzwolona spod wpływów zachodnich marionetek. Jest niczym młodszy i krnąbrny brat, który nie chce pomocy starszego, bardziej doświadczonego brata. Charoko nie rozumie sytuacji, dlatego czasem nasi żołnierze dopuszczają się rzeczy, których się dopuszczają. Choć to haniebne, to tylko wina bezsensownego oporu.
5 czerwca 1940 Drogi Aidenie, Opowiem ci pewną historię, która bardziej przypomina legendę z mojego dzieciństwa. Słyszałem ją wiele razy, od nauczycieli, rodziny czy rówieśników. W jednej ze szkół w Japonii wybuchł ogromny pożar. Wszyscy uciekają, a ogień pożera kolejne ściany budynku. Jednak dyrektor, który pomagał dzieciom wyjść z budynku, zdał sobie sprawę, iż jeden z portretów Najjaśniejszego Pana pozostał w środku. Bez zastanowienia zostawił dzieci, wszedł w ogień, jakby to było nic, i pobiegł ku portretowi. Dyrektorowi cudem udało się uratować obraz Najjaśniejszego, ale on sam wyszedł z ognia całkowicie poparzony. Stracił wzrok i niemal wszystkie zmysły, ale udało mu się uratować portret boga. Jego życie było warte mniej niż papier, na którym widnieje oblicze boga. Tylko to się liczy. Niektórzy mówią, że to wiara, ale to naturalny stan rzeczy. Zawsze gdy wchodziliśmy do klasy, kłanialiśmy się stojącemu obrazowi, który był zakryty płachtą. Nie mogliśmy patrzeć na Najjaśniejszego. Wiedzieliśmy, że za płachtą stoi jego obraz, ale my, zwykli ludzie, nie mogliśmy patrzeć naszymi oczyma na obraz samego przodka bogów. Jako dziecko szybko straciłem matkę. Jej wspomnienia są mgliste. Ledwo jestem w stanie przypomnieć sobie jej głos czy wygląd. Ojciec był wysoko postawionym rangą wojskowym. Jego pamiętam dobrze. Choć umarł wiele lat temu jako zasłużony kraju starzec, to pamiętam go tak dobrze, jakby umarł wczoraj. Przez długi czas nie pałałem do niego pozytywnym uczuciem, ale teraz, po latach, uważam, że dużo mu zawdzięczam. Ukształtował mnie jako człowieka i pokazał prawdę. Jeszcze gdy byłem w łonie matki, ojciec widział, co mnie czeka. Zaplanował moje życie i poglądy, jakby zupełnie wiedział, kim zostanę i jak będę służył Najjaśniejszemu Panu. Dom, w którym mieszkaliśmy, był cichy. Przez większość czasu nie było rozmów ani śmiechów. Ojciec czasami kupował mi prezent. Zawsze pytał, co bym chciał. Ja, choć pragnąłem z całego serca dostać „Podróż do wnętrza Ziemi”, wiedziałem, że ojcu się ona nie spodoba. Wielokrotnie wyobrażałem sobie, jak powiem ojcu, że chcę właśnie tę książkę. W ostateczności, gdy się mnie spytał, powiedziałem o biografii admirała Togo Heihachiro. Z wyrazem aprobaty kupił mi ją.
10 czerwca 1940 Drogi Aidenie, W ostatnim wpisie opowiedziałem ci nieco o swoim dzieciństwie, jednak pominąłem jedno ważne, hańbiące wydarzenie, którego teraz żałuję. Gdy miałem może osiem lat, na jednej z lekcji malarstwa namalowałem niemal magicznie piękny i przerażający obraz upiora. Jeden z moich przyjaciół bardzo chwalił mój obraz i powiedział, iż na pewno zostanę malarzem. Nasza nauczycielka podzielała jego opinię. Tak więc od tamtej pory zacząłem z zapałem oczekiwać na kolejne lekcje malarstwa. Minęło parę lat, a moja pasja do malarstwa tylko stawała się większa, podobnie jak moje umiejętności. Malowałem najróżniejsze obrazy i zacząłem się nazywać artystą. Pomimo tego, że społeczeństwo nie uznawało artystów za godnych ludzi, to dla mnie w tamtym czasie artyści mieli jakąś aurę, której, nie wiedząc czemu, chciałem być częścią. Postanowiłem bez wiedzy ojca uczęszczać na dodatkowe lekcje w kole malarskim. Te parę godzin malowania było najlepszą częścią całego tygodnia, a ja sam zacząłem myśleć o przyszłej karierze malarza. Pewnego dnia ojciec złapał mnie na jednym z takich spotkań. Bałem się jego reakcji. Okazało się, że wcale nie miał do mnie problemu. Pozwolił mi nawet malować w domu. W tamtym czasie byłem naprawdę szczęśliwy. Jednak gdy miałem czternaście lat i musiałem wybrać następną szkołę, zbierałem się powoli do przyznania się ojcu na temat moich przyszłych planów. Spytał mnie pewnego poranka, kiedy idę się zapisać do Rikugun Yonen Gakko, szkoły wojskowej dla kadetów. Pomimo jego pytania tamtego poranka ojciec chyba przeczuwał, że mam aspiracje artystyczne, więc pewnego dnia usiadł obok mnie i wytłumaczył mi, iż mogę malować w wolnym czasie, ale sami artyści to ludzie bez godności i wartości ludzkiej, często zwykli pijacy i ludzie żyjący na marginesie społecznym, a co najgorsze, stawiają interes swój nad państwowym. Dziś cieszę się, że ojciec uratował mnie z drogi, w którą szedłem.
28 czerwca 1940 Drogi Aidenie, „Waszą jedyną oblubienicą jest śmierć, a waszą jedyną matką jest Cesarstwo”. To było najczęściej słyszane hasło, gdy chodziłem do szkoły kadeckiej. W czasie przepustek często wstępowałem do małej i ubogiej herbaciarni. Pracowała tam młoda kobieta, Hanako, była córką właściciela. Choć nie powinienem, zawsze na jej widok serce biło mi szybciej. W tamtym czasie sam miałem opinię dość urodziwego, więc z równie urodziwą Hanako szybko wylądowaliśmy sobie w ramionach. Kochała książki i literaturę z Zachodu. Cały mój czas wolny poświęcałem jej. Choć patrząc na tę relację obecnie czuję ogromny wstyd, to akurat uczucie, które do niej żywiłem, było najprawdziwsze w całym moim życiu. Do dziś pamiętam je tak, jakby nigdy nie minęło, choć było to tak dawno temu. Mam wrażenie, że było ono w innym życiu, a ja byłem kimś innym. Raz postanowiłem napisać list miłosny do Hanako. Byłem tak głupi, iż uznałem to za coś romantycznego. Do dziś pamiętam jego treść, jakby jego słowa były wyryte w mojej głowie na zawsze. To był największy błąd w moim życiu. „Hanako, w nocy próbuję przypomnieć sobie zapach deszczu w twoim ogrodzie. Tutaj wszystko pachnie tylko pastą do butów i prochem. Boję się, że jeśli zapomnę twój głos, stanę się jak oni, z kamienia. Proszę, czekaj na mnie pod drzewem wiśni, gdy nadejdzie wiosna. Bez ciebie czuję się jak cień, który traci swoje ciało”. Jeden z moich kompanów w baraku zabrał list i oddał instruktorowi. W czasie zajęć kazał mi stanąć na podwyższeniu i przeczytać ten list na głos przed całym oddziałem pięćdziesięciu kadetów. Śmiechy roznosiły salę. Ojciec o wszystkim się dowiedział i nigdy nie był tak wściekły jak wtedy. Mówił, że zhańbiłem jego ród, spotykając się z krwią plebejską, jego i matkę. Zakazał mi się z nią widywać. Oczywiście słowo ojca jest wszystkim. To on jest pośrednikiem Cesarza i państwa w wychowaniu dziecka. Nigdy więcej nie przeszedłem obok tej herbaciarni. Po paru latach, gdy trafiłem do Rikugun Daigakko, wyższej szkoły wojennej, ojciec znalazł mi żonę, córkę wysokiego rangą oficera z dawnego rodu samurajskiego, Setsuko. List, który wtedy napisałem, był chorobą. Nie powinienem był tego robić. Instruktor wyświadczył mi przysługę. Czytałem, iż poprzedni autor tego zeszytu również miał kobietę, którą kochał. Ciągle skupiał się na miłości do niej. Popadł w paranoję tylko przez to, że sam nie dostał listu od niej. To żenujące. Najwyraźniej nie miał człowieka, który mógł go poprowadzić ku prawdzie, tak jak ja miałem ojca. Z Setsuko doczekałem się czworga dzieci.
21 lipca 1940 Drogi Aidenie, Dziś kończę czterdzieści dwa lata. Mój stan uległ pogorszeniu. Od jakiegoś czasu wiem, że nie pozostało mi wiele czasu. Mało mam siły. Ledwo jestem w stanie opuścić ten gabinet. Nie wiem, czy za niedługo będę w stanie wykonywać dalsze moje obowiązki. Chciałbym wrócić do ojczyzny. Japonia, najpiękniejszy kraj na ziemi. Chcę opuścić to błoto i ten bezładny wrzask. Marzę o powrocie do ciszy. Nasz kraj jest jedynym organizmem na świecie, który posiada jedną duszę i jedno serce w osobie Tenno Heika. To jedyne miejsce, za które warto spalić tysiące innych miast, byle blask naszego porządku nie został przyćmiony przez mrok barbarzyńców. Moje dzieci wychowuję w duchu wiary. Czasem myślę, że traktuję je zupełnie tak samo, jak traktował mnie mój ojciec. Setsuko, moja żona, to dobra kobieta. Większość życia spędziłem właśnie z nią u boku. Wojna musi zostać wygrana. Przeciwnik musi zostać pokonany. Mam nadzieję, że w czasie największego mroku moje dzieci będą broniły wartości, jakich ich nauczyłem. Muszą strzec państwa i Najjaśniejszego. Jeśli będzie trzeba, będą musieli oddać życie ku większym celom. Chciałbym spojrzeć na jego obraz, spojrzeć po raz ostatni w oczy boga. Zastanawiam się, czy może nie wysłać pożegnalnego listu do dzieci i Setsuko. Aidenie, wydaje mi się, iż mam obowiązek poinformować cię o tym, co stało się z tym, kto wcześniej do ciebie pisał. Należał do grona partyzantów. Nasi złapali jego grupę i rozstrzelali. Ukrywali się w pewnej wsi. Dostałem raport, co tam się stało. Nasi wymordowali każdego we wsi. Dzieci i kobiety. Wraz z większym oporem dostaję coraz więcej takich raportów. Dlaczego cena za to, co robimy, jest tak duża?
Witaj. :)
Gratuluję Ci aż trzech debiutów, jeden za drugim, i to już w dniu rejestracji. :) Niemniej przyjęte jest zazwyczaj, aby najpierw opublikować jedno opowiadanie, poczekać na komentarze, poprawić to i owo, a potem, w odstępie co najmniej kilku dni, publikować kolejne. :)
Zachęcam do spojrzenia w dział Publicystyka, gdzie znajdziesz pomocne Poradniki językowe, jak również – Drakainy – dla Nowicjuszy. :) Zachęcam także do czytania i opiniowania innych tekstów na Portalu. :)
Opowiadanie nie może wyglądać jak zwarty blok tekstu, podziel je zatem na mniejsze akapity, wyróżnij dialogi, wyodrębnij narrację. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Siemanko,
super, że zdecydowałeś się opublikować swoje teksty! Bruce słusznie radzi w kontekście zasad publikacji na portalu, ale rozumiem nagły zryw i potrzebę chwili. :D
Drogi Aidenie, Dawno do ciebie nie pisałem.
Abstrahując od tego, że brakuje akapitów (w całym tekście, więc nie będę do tej uwagi wracać), dawno powinno być małą literą.
Japończycy zaatakowali.
Ze względu na ten zapis, przed długą część tekstu myślałem, że autor listów jest Chińczykiem. Skoro jest Japończykiem – czy nie powinien powiedzieć nasze wojska zaatakowały lub zaatakowaliśmy?
Był jakiś incydent i tak rozpoczęła się wojna na pełną skalę.
To nie musi być słuszna uwaga, ale dzielę się odczuciem – jeżeli właśnie trwa wojna, to spodziewam się, że ludzie tym bardzo mocno żyją. Nazwanie bezpośredniej przyczyny jakimś incydentem – jak na moje – nieco za bardzo spłaszcza dramat, jaki się rozgrywa. (Po przemyśleniu – skoro to nie wojskowy, tylko chłopak, który dowiedział się od podróżnego, że jest wojna… No dobra, może nie zna szczegółów i ten jakiś incydent się broni).
Matka pamiętała poprzednie wojny.
Skoro mówi o niej w czasie przeszłym – czy matka umarła gdzieś pomiędzy nadejściem wojny a pisaniem listu?
Jak razem lamentujemy w polach ryżu i pszenicy, gdy łodygi delikatnie smugają jej miękką twarz.
Dlaczego lamentują? :D Myślałem, że on wymienia wszystkie miłe rzeczy, które wojna mu odbiera.
Uznałaby, że zhańbiłem rodzinę. Już na zawsze byłbym plamą na honorze naszej rodziny. Dużo mówiła o ojczyźnie jako o najważniejszej rzeczy obok rodziny, ale moim zdaniem to wcale nie jest nawet trochę tak ważne jak rodzina.
Przybyłabyś tutaj i sama mnie zabrała. Jednak też napisała, jak jest w domu i nie jest najlepiej, Aiden. Hao zachorował. Matka próbuje go wyleczyć, ale nie jest najlepiej.
Ostatnio zapomniałem o tym napisać, bo dostałem za duży mundur.
Raczej zapomniałem napisać, że dostałem za duży mundur. Rozmiar munduru nie ma chyba bezpośredniego wpływu na pamięć. ;)
żołnierzy w tych samych za dużych mundurach
Takich samych. Nie nosili tych samych równocześnie. :)
Nie wiem, ile lat leżałem.
To metafora czy pomyłka? :)
Bardzo cię przepraszam.Dawno nie pisałem.
Zjadłeś spację. Zdaje się także, że na początku tego listu zapomniałeś umieścić informację o dacie.
Większość czasu spędziłem z tobą niż bez ciebie.
Więcej czasu.
Jako dziecko szybko straciłem matkę.
Jak to, przecież wcześniej wielokrotnie się do niej odnosi.
Gdy miałem może osiem lat, na jednej z lekcji malarstwa namalowałem niemal magicznie piękny i przerażający obraz upiora. Jeden z moich przyjaciół bardzo chwalił mój obraz i powiedział, iż na pewno zostanę malarzem. Nasza nauczycielka podzielała jego opinię. Tak więc od tamtej pory zacząłem z zapałem oczekiwać na kolejne lekcje malarstwa. Minęło parę lat, a moja pasja do malarstwa tylko stawała się większa, podobnie jak moje umiejętności. Malowałem najróżniejsze obrazy i zacząłem się nazywać artystą. Pomimo tego, że społeczeństwo nie uznawało artystów za godnych ludzi, to dla mnie w tamtym czasie artyści mieli jakąś aurę, której, nie wiedząc czemu, chciałem być częścią. Postanowiłem bez wiedzy ojca uczęszczać na dodatkowe lekcje w kole malarskim. Te parę godzin malowania było najlepszą częścią całego tygodnia, a ja sam zacząłem myśleć o przyszłej karierze malarza.
Choć nie powinienem, zawsze na jej widok serce biło mi szybciej.
Choć nie powinno.
Hanako, w nocy próbuję przypomnieć sobie zapach deszczu w twoim ogrodzie. Tutaj wszystko pachnie tylko pastą do butów i prochem.
Bardzo ładny konkret z tym zapachem pasty do butów i prochu, fajnie buduje kontrast.
Aidenie, wydaje mi się, iż mam obowiązek poinformować cię o tym, co stało się z tym, kto wcześniej do ciebie pisał. Należał do grona partyzantów. Nasi złapali jego grupę i rozstrzelali. Ukrywali się w pewnej wsi. Dostałem raport, co tam się stało. Nasi wymordowali każdego we wsi. Dzieci i kobiety. Wraz z większym oporem dostaję coraz więcej takich raportów. Dlaczego cena za to, co robimy, jest tak duża?
Tego nie rozumiem. Wróg (Chińczyk?) zwierza się w liście do losowego Japończyka ze zbrodni wojennej?
Dobra, to teraz wrażenia ogólne. :)
Nie czytało się źle, choć formatowanie tekstu nie ułatwiało sprawy. Zbudowałeś ciekawą postać romantyka, którego los wrzucił w dalece nieromantyczne okoliczności. Są fajne momenty – na przykład wspomniane już zestawienie zapachu ogrodu z wonią koszar.
Największe zastrzeżenie mam chyba do końcówki. Nie kupuję tego, że wróg przeczytał list i postanowił dopisać kilka swoich zdań, a potem go wysłać. Myślę, że mógłbyś sporo zyskać na rozbudowaniu tego fragmentu, oddać narrację drugiej stronie, pogłębić też profil psychologiczny piszącego. A może w ogóle pójść w twist i wysłać jeszcze kilka listów jako wróg podszywający się pod nadawcę, który cierpi z wyrzutów sumienia i ratuje psychikę, udając przed rodziną swojej ofiary, że ta dalej żyje. ;) Opcji pewnie jest jeszcze mnóstwo, bo w obecnej formie niestety nie do końca się broni.
Drugi zarzut – no, nie ma tu fantastyki. Przez jakiś czas myslałem, że Aiden jest wymyślonym przyjacielem, duchem czy czymś w tym guście, ale nie wynika to jednoznacznie z tekstu.