Na skraju pola, gdzie ziemia miała barwę zakrzepłej krwi, stał krzyż pańszczyźniany – zbutwiały, a jednak dziwnie nienaruszony przez czas. Mówiono, że wbito go tam dla tych, którzy nigdy nie spłacili swojego długu wobec pana, choć oddali już wszystko: siłę, lepsze lata, a nawet głos. Nocą w tej części pola wiatr niemal nie przestawał świstać – zatrzymywał się, by wysłuchać szeptów niedoumarłych.
Podszedłem bliżej, kiedy kosmate łapska zmierzchu gasiły ostatnie światło. Drewno nie było martwe. Pulsowało – cicho, miarowo – jak serce zakopane płytko pod ziemią. Musnąłem je i poczułem pod palcami drżenie, jakby coś po drugiej stronie, pod drewnianą powłoką próbowało znaleźć drogę na zewnątrz.
– Jeszcze jeden – wyszeptało tuż przy moim uchu.
Odwróciłem się gwałtownie. Nikogo. Tylko pole, ciężkie i milczące.
Rankiem krzyż był już inny. Świeże nacięcia znaczyły jego powierzchnię, głębokie i nierówne, jakby wyryte w pośpiechu. Ułożyły się w słowo, którego nie chciałem czytać – ale przeczytałem.
Moje imię. Ale przecież ja nie mam imienia. Kiedyś miałem – jak wszystko, co żyje; jak wszystko, co żyło.
A pod nim, mniejszymi literami, dopisano coś jeszcze: „Spłata rozpoczęta”.
Witaj. :)
Niezły pomysł. :) Krótki szorcik, ale grozę czuje się mocną. :) Przypuszczam, że wielu, będąc na miejscu narratora, uciekałoby jak najdalej. :)
Mówiono, że wbito go tam dla tych, którzy nigdy nie spłacili swojego długu wobec pana, choć oddali już wszystko: siłę, lata, a w końcu i głos. – czy nie wielką? – chodzi przecież nie o “pana z folwarku/dworu”, lecz Boga (?) – do przemyślenia
Świeże nacięcia przecięły jego powierzchnię, głębokie i nierówne, jakby wyryte w pośpiechu. – tu mi zazgrzytało
Klik, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Może “poorały” będzie lepsze. Poprawię.
Co do “pana”, tu Cię zaskoczę. Nie chcę tego dopowiadać. Może prosiłoby się, by napisać z dużej litery, ale… no nie chcę zamykać interpretacji.
Bruce, na Tobie można polegać. Pierwszy komentarz i pierwsza łapanka. Dziękuję. I dziękuję za kliknięcie. :)
Jest pomysł, klimat creepy, dobrze się czytało.
Tylko mam takie wrażenie, że trzeba było albo tekst trochę skrócić i zrobić zgrabnego drabble’a, albo rozwinąć temat i napisać ciekawe opowiadanie. Bo mam jakiś dziwny niedosyt.
Subiektywne uwagi:
– “oddali już wszystko: siłę, lata, a w końcu i głos” – czemu głos? Jakoś mi nie pasuje jako ostatnia rzecz, jaką chłop pańszczyźniany oddaje swojemu panu,
– “jakby coś po drugiej stronie, pod powłoką, próbowało znaleźć drogę na zewnątrz”,
– “nacięcia przecięły” – trochę zbyt podobnie brzmiące wyrazy, przemodelowałbym.
Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.
Pozdrowionka, Maćku. 

Pecunia non olet
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, a i może istotą tego tekstu jest jego wieloznaczność.
Czy drewno krzyża, albo to co w nim żyło, potrzebowało określonej liczby dusz, by się uwolnić? W takim wypadku z czym wiąże się ta spłata? Kwestia niesprawiedliwych pańszczyzn? Bo na razie trudno mi to zebrać w sensowną całość, ale widzę, że poprzedni komentujący nie mieli tego problemu, więc za jakąś wskazówkę byłbym wdzięczny.
Pozdrawiam.
Sen jest dobry, ale książki są lepsze
Hej,
stylistycznie – dużo lepiej od poprzedniego tekstu, a przynajmniej mnie zdecydowanie bardziej się podoba, choć pewnych błędów nie brakuje. Wierzę, że wynikają z Twoich niedopatrzeń.
Zanim o błędach – podoba mi się obraz, jaki przedstawiasz. Tak jak w poprzednim, tak i w tym tekście budujesz bardzo konkretne, plastyczne sceny przed oczami. Za to szacun, wymaga to odpowiedniej wrażliwości.
Pulsowało – cicho, miarowo – jak serce zakopane płytko pod ziemią.
Chyba moje ulubione zdanko.
Nocą wiatr nie przechodził obok niego swobodnie – zatrzymywał się, jakby musiał wysłuchać szeptów, które nie należały do żywych.
Tutaj wiatr wydaje mi się nieco nad wyraz spersonifikowany. Byłoby mi to łatwiej przyswoić, gdybyś opisał, co się dzieje faktycznie i jak (personifikując) ludzie to sobie wyjaśniają. Na przykład: w tej części pola wiatr niemal nie przestawał świstać. Zdaniem wielu, zatrzymywał się tu, by wysłuchać szeptów nieżywych.
Drewno nie było martwe. Pulsowało – cicho, miarowo – jak serce zakopane płytko pod ziemią. Musnąłem go i poczułem pod palcami drżenie,
Krzyż nie jest tutaj podmiotem, aby go muskać – jest nim drewno.
Ale przecież ja nie mam imienia. Kiedyś miałem – jak wszystko, co żyje.
Tutaj mnie zgubiłeś. Bez tych dwóch zdań całość byłoby mi dużo łatwiej zinterpretować. A tak – nie wiem, kim jest i co się stało z bohaterem. Chętnie się dowiem! :)
Znalazłam tu odwieczną prawdę, że w jakiś sposób każdy jest związany ze swoim krzyżem.
Świeże nacięcia przecięły jego powierzchnię… → Nie brzmi to najlepiej.
Proponuję: Świeże nacięcia znaczyły jego powierzchnię…
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Bardzo zgrabnie zbudowana groza, w szczególności jak na krótką formę. Aż by się chciało przeczytać coś więcej, pomysł zdecydowanie zasługiwałby na dłuższą formę.
Pozdrawiam.
Przybyłam Was nawiedzać
Dzięki Wszystkim za komentarze i (bez)cenne uwagi. Zacznę od naprawienia usterek, a potem wrócę z dłuższym komentarzem i autorską interpretacją.
Interpretacja – wskazówki, możliwości, sugestie…
Kim jest pan? Pan to:
– dawny dziedzic,
– dziedzic demoniczny – ktoś, kto nie jest / nie był do końca człowiekiem (naoglądałem się “Wilczyc”, “Lokisów”, naczytałem demomologii),
– pan jako śmierć,
– pan jako sam system – bezosobowa zasada długu i podporządkowania,
– Pan jako Bóg – wieczny dług, który trzeba spłacać, zamiast zbawienia.
Kim jest bohater-narrator? To ktoś, kto kiedyś był żywy, być może nawet samobójca.
Dlaczego krzyż pańszczyźniany? Kiedyś, gdy mieszkałem w Beskidach, natknąłem się na taki krzyż i pomyślałem, że brakuje mi horroru – creepypasty, opowiadania, mikroopowiadania – którego tematem byłby właśnie taki krzyż.
Nie wiem, czy pomogłem w interpretacji. Wydaje mi się, że w tym mikrusie ważniejsze od tego, co napisałem, jest to, czego nie napisałem.
Raz jeszcze dziękuję za komentarze i serdecznie pozdrawiam wszystkich – MZ
trzeba było albo tekst trochę skrócić i zrobić zgrabnego drabble…
Szafirowy Somku, też o tym myślałem – o podwójnym drabbelku.
Bardzo podoba mi się słowo niedoumarli!
Dzięki. Leśmian wiecznie żywy. Skorzystełm. Teraz mam długo. “Spłata rozpoczęta”. ;)
Fajna klimatyczna miniaturka. Nie wiem czy w tym przypadku rozwinięcie nie popsułoby atmosfery, bo w horrorze im mniej podane czytelnikowi na tacy tym lepiej.
Dzięki, Storm. Zgadzam się z Tobą. Niech czytelnicy się głowią. Dopowiadanie nie jest dobre.
Fajna miniaturka z dużym polem do interpretacji.
You cannot petition the Lord with prayer!
Dzięki, MichaelBullfinch. Tak sobie tylko myślę, że tytuł mi się teraz nie podoba. Powinno być coś w rodzaju: “Spłata”, “Jeszcze ieden”, “Niedoumarły”. Coś w tym rodzaju…
Niestety, nie zrozumiałem szorciaka i nie zrobił on na mnie większego wrażenia, choć nie sposób Ci odmówić, że umiesz malować słowem ciekawe obrazy.
Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.
Witaj, Bolly. Dzięki za pozostawienie komentarza, za słowa ciepłe i słowa prawdy. Wydaje mi się, że faktycznie tym razem przesadziłem z niedopowiedzeniami. Także w pełni się z Tobą zgadzam, na szczęście piszę ostatnio coś, co: 1) będzie w 100%-tach w moim stylu (dawny Maciek), 2) będzie jasne i komunikatywne (interpretacja nie będzie stanowiała problemu). Jak skończę, a jeszcze mi trochę brakuje, dzieś, może dwa… natychmiast zapodam na forum.
Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam – MZ