- Opowiadanie: Finkla - z = z^2 + c

z = z^2 + c

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

z = z^2 + c

1. Chmura

 

Co za dureń wymyślił, że to matematyk ma nawiązywać pierwszy kontakt? Lepiej już spisałby się lingwista. Albo ekspert od szyfrów. Albo ksenobiolog. Albo ktokolwiek, chociażby żołnierz. On przynajmniej ma większą wprawę w radzeniu sobie z atakami paniki, a jego kontrakt wspomina o ryzyku (i sporej premii za podejmowanie tegoż). Nie, żołnierz jednak by się nie nadawał. Zwykły szwej czułby się jeszcze bardziej bezradnie i parszywie niż ja, a ktoś wyższy stopniem zacząłby rozmowy od zastrzelenia obcego za nieoddanie honorów. I początek kosmicznego konfliktu gotowy.

Fizyk. O! Fizyk przypasowałby idealnie. Skoro ufoludki dotarły aż na nasze podwórko, to tę gałąź nauki muszą mieć opanowaną w przyzwoitym stopniu. Chłopaki (czy tam mężczyzna plus samica/ hermafrodyta/ myślący krążkopław, wszystko jedno) porysowaliby sobie modele atomu wodoru, spisaliby listę stałych fizycznych, wyliczyliby jakąś częstotliwość dogodną dla wszystkich zainteresowanych, pogawędziliby chwilkę przez radio i osiągnęliby porozumienie.

A ja? Mam na migi tłumaczyć twierdzenie Pitagorasa?

I tak w ogóle, to co ze mnie za matematyk? Fakt, wiadomości ze studiów nigdy nie przeszkadzały mi w pracy młodszego nawigatora, wprost przeciwnie, ale gdzie mi tam do prawdziwego fachowca! Pierwszy lepszy nauczyciel, na co dzień przygotowujący dzieciaki do matury, zakasowałby mnie, nie przerywając sobie sprawdzania klasówek. Ale, jak się okazuje, na pokładzie nie ma nikogo, kto byłby w lepszych stosunkach z królową nauk niż ja.

O mało się nie zakrztusiłem zupą brokułową, kiedy dopadło mnie pilne zaproszenie na mostek. A może jednak trzeba było? Leżałbym sobie spokojniutko na pokładzie medycznym, niechby nawet bez świadomości, i nie przejmowałbym się żadnymi ufoludkami. Ale nie – wykazałem się straszliwą krótkowzrocznością, odruchowo wykasłałem zabłąkane pożywienie i się nie udławiłem. W zamian zostałem dotkliwie skopany przez zaszczyt dogłębnego poznania źródeł plotek krążących od dwóch dni po statku.

Najbardziej fantastyczne domysły okazały się prawdą – zlokalizowaliśmy obiekt, który porusza się w sposób charakterystyczny dla statków kosmicznych, ale z wyglądu nie przypomina niczego, co kiedykolwiek zaobserwowano w pobliżu Ziemi. Przestudiowałem zapis trajektorii tej dziwnej rzeczy i nabrałem pewności – naturalne ciała niebieskie tak nie latają. Wytwarzane przez ludzi statki też nie. Słowo nawigatora.

Domniemany kosmolot obcych przyciągnął naszą uwagę (celowo, jak się wydaje), po czym odleciał w kierunku najbliższej asteroidy. Aktualnie krąży dookoła niej. A my dotarliśmy wystarczająco blisko, aby rozpoznać szczegóły. Wysadzili jednego osobnika na powierzchnię i nic nie robią. Czekają. Na mnie. Właśnie tak zadecydował kapitan – wysyłamy jednego człowieka, żeby nie przytłaczać samotnego przybysza przewagą liczebną (oraz, jak sądzę, aby minimalizować ewentualne straty, ale tego już nikt głośno nie powiedział). A skoro narzucono nam tak ostre ograniczenia, niech leci ten, kto ma największe szanse na znalezienie jakichkolwiek wspólnych zainteresowań z nieznaną rasą rozumną i wyprowadzenie załogi wraz z resztą ludzkości z mgły niewiedzy. Czyli ja. Cha, cha, cha.

 

2. Płatek Kocha

 

Zbliżamy się do planetoidy. A ja jestem intensywnie przygotowywany do kontaktu.

– Polecicie we dwóch szperaczem. Pilot zostanie, a ty wyskoczysz na powierzchnię. Nie musisz wcelować dokładnie, skorygujesz pistoletem odrzutowym. Nie zapominaj o nieważkości na szperaczu i na asteroidzie. Jakie masz doświadczenia z zerową grawitacją?

– Tylko podstawowe szkolenia. Na tyle, żeby nie zarzygać hełmu.

– Ale dasz sobie radę z manewrowaniem w próżni i lądowaniem?

– Dam.

– To dobrze. Pamiętaj, staraj się dotknąć planetoidy stopami. Na ile dało się to zrobić z tej odległości, zbadaliśmy skład tego kamora. Wydaje się należeć do klasy C, więc nie można liczyć na magnesy w butach. Ale podeszwy powinny natychmiast połączyć się z powierzchnią chemicznie…

– Na stałe?!

– No coś ty?! Nie znasz działania skafandra? Jak będziesz chciał, to szarpniesz nogą i się odkleisz. To mniej więcej tak, jakbyś przyczepił się na rzepy.

– Aha, to w porządku.

– Tylko nie próbuj skakać, bo wylecisz w kosmos. Krok za krokiem.

 

– Tlen będziemy zapewniać panu przez pępowinę. Na wypadek awarii czy pęknięcia przewodu, skafander wyposażono w wewnętrzny zapas. Gdyby coś się wydarzyło, źródło przełączy się automatycznie i powinno wystarczyć na około cztery godziny przy umiarkowanym wysiłku. To dostatecznie długo, aby zdążył pan wrócić o własnych siłach na pokład.

– Tak, wiem.

– Będziemy nieustannie monitorować pańskie funkcje życiowe. Jeżeli nastąpi utrata przytomności, zacznie się dziać coś dziwnego lub chociażby dostanie pan ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, pilot szperacza natychmiast otrzyma rozkaz wciągnięcia pana z powrotem.

– Dziękuję.

– Ma pan jakieś pytania?

– Chyba wszystko jasne.

 

– Stefek, będziemy non stop utrzymywać łączność foniczną.

– Świetnie.

– Gdybyś miał jakiekolwiek wątpliwości albo pytania, to wal śmiało.

– Jędrek, co ja mam powiedzieć temu cholernemu obcemu?

– Aaa, to już twoja działka, matematyku. Myśmy chyba zaczynali od tabliczki mnożenia. Nie pamiętam… Jajogłowi poobwieszali twój skafander różnymi czujnikami. Nie mam czasu, żeby ci dokładnie opowiedzieć co i jak, ale zamierzają sprawdzać odczyty na bieżąco i informować cię o wszystkich istotnych sprawach.

– Dobrze.

– Najwięcej danych uzyskamy z głównej kamery na hełmie. Postaraj się dużo obracać, żeby dać nam optymalne ujęcia.

 

– Nie mogę panu udzielić żadnych konkretnych porad. Nigdy dotychczas ludzkość nie stanęła przed takim problemem. Ufam, że zasady matematyki na każdej planecie są identyczne i zdoła pan znaleźć wspólny język z naszymi braćmi w rozumie. Proszę pamiętać, że los całej ludzkości spoczywa w pana rękach.

Taaak, dzięki, kapitanie. Właśnie tego mi było trzeba; przypomnienia, jak olbrzymią odpowiedzialność na mnie zwaliłeś.

– Tak jest! Będę pamiętał.

 

– Synu, do kabury na prawym udzie włożyłem ci blaster. Nie mam cholernego pojęcia, co działa na te ufoki, ale to najsilniejsza broń krótka, jaką dysponujemy.

– Dziękuję, panie bosmanie.

– I niczym się nie przejmuj. Jeśli tylko spróbują ci coś zrobić, rozpieprzymy im całą asteroidę. Na atomy!

– To wspaniale.

 

Lawina informacji, rad, instrukcji, wskazówek, uzupełnień, sugestii, przypomnień i pouczeń ustała wreszcie, odcięta zamykającym się wejściem do śluzy. Zostałem zapakowany do skafandra. Przyczepiono do niego tyle niezbędnego sprzętu, że ledwo się ruszam przy ośmiu dziesiątych g. Może to i dobrze, że zaraz zmierzę się z nieważkością i absolutnym zimnem kosmosu.

 

3. Trójkąt Sierpińskiego

 

Trafienie nogami w asteroidę okazuje się łatwiejsze, niż oczekiwałem. Podeszwy natychmiast przysysają się do powierzchni. Stoję. Nade mną, na orbicie asteroidostacjonarnej, wisi szperacz. Łączy nas długa lina asekuracyjna.

U stóp pojawia się świetlista plamka. Mieni się wszystkimi barwami tęczy, a potem z godnością przemieszcza w stronę pobliskiego krateru, nieco większego od pozostałych, aby zniknąć na jego krawędzi. Trudno o bardziej oczywisty przekaz. Słuchawki wybuchają kakofonią głosów i trzasków.

– Cisza! Nadawajcie do mnie po kolei!

– Obróć się o trzysta sześćdziesiąt stopni, żebyśmy dostali panoramę okolicy. – Jędrek.

Taaak, łatwo mu mówić. Buty przyczepiły się do podłoża całkiem solidnie. Muszę ochłonąć przez moment, później spróbuję je oderwać.

– Obcy oczekują, że podążysz w kierunku pokazywanym przez marker świetlny. – Nie rozpoznaję głosu, ale tylko zwierzchnictwo może brać się za wyjaśnianie tak oczywistych rzeczy.

– Emisja promieniowania elektromagnetycznego nie ograniczyła się do światła widzialnego. Mamy do czynienia z pełnym spektrum. Ale promieniowanie, które rejestrujemy w zakresach rentgenowskim i gamma, jest zbyt słabe, aby stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby chronionej przez skafander kosmiczny. Fale radiowe wysyłane przez marker mogą wywoływać okresowe, krótkotrwałe zakłócenia w łączności. – No, to już na pewno jakiś jajogłowy inżynierek.

Świetlista plamka powtarza swój manewr.

– Użycie fal elektromagnetycznych sugeruje, że obcy potrafią dostrzegać lub w inny sposób rejestrować przynajmniej wybrany zakres. Prawdopodobnie możliwa jest komunikacja przy pomocy bodźców wizualnych.

– Proponujemy, żebyś poszedł w kierunku tego krateru na drugiej. Właśnie tam czeka przybysz.

– Stefek! Dlaczego stoisz? Wszystko w porządku?

– To wielki krok dla ludzkości, a wy mnie poganiacie jak chłopa pańszczyźnianego! Dajcie się rozejrzeć, nigdy jeszcze tu nie byłem.

W końcu odrywam jedną stopę od planetoidy. To miało być zaczepienie podobne do rzepów?! Mam nadzieję, że nie rozdarłem skafandra. I że ufoludek czeka niedaleko, bo moje mięśnie długo nie wytrzymają takiego „marszu”.

W słuchawkach niemal bez przerwy brzęczą monotonne głosy załogi. Nie przekazują mi nic istotnego, więc wkrótce zaczynam ignorować komunikaty.

Powierzchnia zryta mniejszymi i większymi kraterami. Niekiedy muszę nadkładać drogi, żeby ominąć dziury. Plamka pilnuje, abym się nie zgubił.

Dawno temu, jeszcze w szkole, musiałem napisać programik do „gry w chaos”. Użytkownik klikał na trzy punkty na monitorze, a potem podawał jeszcze jeden, startowy. Później komputer losował jeden z trzech wyjściowych punktów, i zaznaczał piksel dokładnie w połowie drogi między startowym a wybranym. W następnej kolejce najnowszy punkt stawał się startowym. I tak mnóstwo razy. Początkowo kolorowe światełka na ekranie wydawały się zupełnie przypadkowe. Po tysiącach powtórzeń wyłaniał się z nich trójkąt Sierpińskiego o wierzchołkach w trzech pierwszych punktach. Nie miałem pojęcia, dlaczego atraktor wygląda właśnie tak, ale zachwycał mnie swoim pięknem.

A później musiałem zaprezentować swój algorytm całej klasie. Pierwszy raz stanąć przed grupą ludzi i coś do nich powiedzieć. Jaką ja wtedy miałem tremę! Obawiałem się, że koledzy nie dostrzegą uroku podziurawionego trójkąta, że zaczną zadawać pytania, na które nie znałem odpowiedzi, a ja spalę się ze wstydu. Wydawało mi się, że już nie można bać się bardziej.

W kolejnych latach wielokrotnie przekonałem się, że nie miałem racji. Ale aż do dzisiaj nie pobiłem rekordu strachu o tyle rzędów wielkości.

Czego się bałem? Śmierci niespecjalnie. Oczywiście, istniało ryzyko, że obcy mnie zabije. Mało to się człowiek naoglądał filmów klasy C? Ufoludek nawet nie musi chcieć mnie wykończyć – wystarczy, że w chwilach emocji wysyła jakieś zabójcze promieniowanie i już po mnie. Ale w takim wypadku przynajmniej nie musiałbym się niczym więcej przejmować. Bo gdybym położył sprawę i przeżył… Ooo, wtedy dopiero miałbym przechlapane. Sfora adwokatów rytualnie przerobiłaby moje jaja na kogel-mogel. A jeśli misja zakończy się sukcesem? To również szału nie będzie. Stałbym się celebrytą jeszcze przed dotarciem na Ziemię. A potem oglądałbym Błękitną Planetę zza pleców ochroniarzy. Bo gdybym tylko spróbował wyściubić nos za kordon, paparazzi rozszarpaliby mnie na strzępy. Nie ma to jak odpowiednia motywacja.

Co tam mówiła lekarka przed misją? Wystarczy zapalenie wyrostka? Czy można się tym zarazić w aseptycznym skafandrze? Albo wywołać siłą woli?

Ale przecież mam jeszcze blaster na prawym udzie! Podobno niektórych facetów uspokaja dotyk broni. Nie bardzo rozumiem, dlaczego. Osobiście, najchętniej wyrzuciłbym gnata w kosmos. Powstrzymują mnie tylko dwa powody. Po pierwsze – nie należy śmiecić. Po drugie – jak znam swojego pracodawcę (a latam dla korporacji już kilka lat), najprawdopodobniej potrąciłby mi z pensji wartość spluwy. I to porządnie zawyżoną. No i jeszcze jedno; obcy mogliby złapać ten kawałek żelastwa i przeanalizować najnowsze zdobycze naszej technologii militarnej. A to już by podchodziło pod zdradę Homo sapiens. Jednak nie wypada. Muszę więc targać giwerę ze sobą. Przynajmniej nie mogę twierdzić, że jej ciężar przeszkadza mi przy zerowym przyspieszeniu.

Czy mógłbym użyć broni przeciwko obcemu? Wątpię. Chciałbym wiedzieć, czy jego bosman też obiecał mu rozpieprzenie planetoidy, jeśli tylko zacznę podskakiwać. Pewnie tak.

I tak z ciekawości: po czym poznać, czy misja zakończyła się powodzeniem? Wystarczy, że nasze rasy nie zaczną do siebie strzelać, czy powinienem ustalić zasady przyszłej wymiany handlowej? I co mogą od siebie kupować istoty pochodzące z różnych planet? No przecież nie żarcie! Surowce? Bez sensu – pełno bliższych, niezamieszkałych ciał niebieskich. Technologie? Pewnie tak. Szkoda, że się na tym nie znam. Głupio byłoby płacić za coś, co od dziesięcioleci kryje się w wojskowych archiwach. A jeśli z filozofii przybyszów wynika jakiś zakaz kontaminowania dzikich kultur wynalazkami? Zaoferować dzieła sztuki? Być może. Na ile powinienem wycenić IX symfonię Beethovena? Czy jest warta więcej niż „Boska komedia”, której nigdy nie zdołałem przeczytać do końca i której obcy pewnie nie zrozumieją? Bo niby skąd mieliby znać naszą religię albo historię Włoch, o Gwelfach i Gibelinach już nie wspominając… A jeśli ufoludki nie odbierają dźwięków? Co im wtedy zaproponować? Da Vinciego ani Rembrandta pewnie i tak nie oddamy. Wezmą reprodukcje? Czy będą woleli oryginały dzieł współczesnych artystów?

A czego oni oczekują od nas? Jakich reakcji i towarów? Dlaczego chcieli (a przynajmniej zachowywali się tak, jakby chcieli) spotkania? Zamierzają współpracować czy to pułapka? Zanim znalazłem się w ciasnym wnętrzu szperacza, zdążyłem usłyszeć kilkanaście dowcipów o uprowadzeniu do burdelu na Aldebaranie VI, o doświadczeniach seksualnych na Ziemianach, o inteligentnych żółwicach spragnionych prawdziwego mężczyzny, o dzieciach moich i ponętnych kosmitek wszelkiej maści (co powstanie ze skrzyżowania nawigatora i myślącej pantery? Kociak, który nigdy w życiu nie trafi do kuwety)… Nie wiem, czy te żarty nie stanowiły przypadkiem najbardziej wartościowej części błyskawicznego „kursu na interstelarnego negocjatora”. Uświadomiły mi, że musimy mieć jakieś cechy wspólne. Skoro obcy przylecieli aż do nas, to widocznie odczuwają chociażby ciekawość.

 

4. Zbiór Mandelbrota

 

Nagle uświadamiam sobie, że świetlista plamka przestała mnie prowadzić. Snując rozważania, doczłapałem do miejsca, skąd mogłem zobaczyć przybysza. Na statku też już o tym wiedzą; jazgot atakujący uszy nasila się. Jajogłowym nie wystarczają obrazy z kamer, koniecznie mam przekazać reszcie załogi, co widzę. Bardzo trudno opisać wygląd kosmity. Najłatwiej określić kolor: czarny. W słuchawkach kobiece głosy zdążyły już pokłócić się z męskimi o odpowiednią nazwę tego odcienia. Teraz faceci zamilkli, a baby we własnym gronie ustalają różnice między hebanem, czernią smolistą, sadzą angielską i bardzo ciemnym antracytem. Według mnie, obcy jest czarny jak czarna dziura. Oczywiście, nigdy dotąd nie widziałem tego fenomenu, ale właśnie tak go sobie wyobrażam.

Przy definiowaniu kształtu ufoludka i dobraniu jakiejś żywej analogii już zaczęły się problemy. Wyglądał jak malutki pagórek. Myśląca meduza? Ameba? A może to tylko dziwaczny skafander, a w środku siedzi sześcionogi tapirek albo kosmita znany z filmów: mały, zielonoskóry, wielkooki ludzik (tysiące reżyserów nie mogą się przecież mylić). W każdym bądź razie, nie potrafiłem rozróżnić hełmu ani żadnej innej standardowej części kombinezonu. Kto wie, może dostrzegałem jedynie coś w rodzaju tarczy, nieznane nam pole ochronne?

Obcy… Siedzi? Leży? Stoi? Tkwi w pobliżu krawędzi pokaźnego krateru. Nieregularna bryła sięgająca mi do pasa. Z bliska również nie potrafię rozróżnić żadnych szczegółów kosmicznego przyodziewku przybysza. Tylko jednolita ciemna masa, nawet kupka miału posiadałaby więcej znaków szczególnych.

Statku ufoludków nie widać, ale wiem, że wygląda podobnie: matowa czerń i dziwnie nieokreślony kształt.

Podchodzę do kosmity na odległość około metra. Siadania mi nie rekomendowano – tylko podeszwy pokryte zostały substancją reagującą z powierzchnią planetoidy i mógłbym wystrzelić w pustkę przez jeden nieostrożny ruch. A wówczas musiałbym wlec się do Obcego po raz kolejny. Dziękuję, postoję.

Na statku omawialiśmy temat powitalnych gestów. Większość uznała, że ogólnoludzkie podniesienie prawej dłoni może nie spełnić swojej roli. A co, jeśli obcy miotają w ten sposób błyskawice? Nie próbuję więc w żaden sposób pozdrawiać partnera w rozumie, tylko rozkładam tabliczkę, na której mam rysować. Powoli, żadnych gwałtownych ruchów. Nikt nie chce, żeby przybysz poczuł się zagrożony. Uważam, aby czubek pisaka magnetycznego ani przez moment nie celował w kosmitę. Jeszcze uzna, że to jakaś broń – wiadomo, że ładunki elektryczne lubią gromadzić się na ostrych krawędziach i wierzchołkach.

No i co ja mam rysować przedstawicielowi innej rasy? Właściwie nie znalazłem czasu, aby się nad tym porządnie zastanowić. Pewnie trzeba było to zrobić, maszerując. Ale ja wolałem porozmyślać sobie o pierdołach. Nic to, podobno pierwsza myśl bywa najlepsza.

Starannie wykreślam trójkąt o krawędziach z trzech, czterech i pięciu jednostek. Przechylam tabliczkę w stronę obcego. Czy on w ogóle ma gdzieś oczy? Żadnej reakcji. A może produkuję się przed jego plecami? Ale skoro wysłał plamkę, to wiedział, z której strony przyjdę. Zdążyłby się obrócić.

Dobudowuję kwadraty na wszystkich trzech bokach, dzielę, odpowiednio, na dziewięć, szesnaście i dwadzieścia pięć podobnych części. Zliczam po kolei małe pola, dotykając każdego pisakiem, obok zaznaczam wyniki. Na końcu wypisuję równanie:

 

9 + 16 = 25.

 

Kosmita wciąż nie daje oznak życia. Może śpi. Jeżeli używają systemu pozycyjnego, to powinien zrozumieć. A jeśli notują cyfry w odwrotnej kolejności? Albo jedna nad drugą? A może geometria euklidesowa wcale nie jest dla nich domyślna? Cholera, powinienem był wystartować z czymś prostszym.

Zirytowany, zmazuję trójkąt prostokątny wraz z pitagorasową otoczką. Zaczynam ponownie, tym razem od najbardziej fundamentalnych podstaw; dwie kolumny – kreseczki i liczby.

 

| 1

|| 2

||| 3…

 

Aż do dwudziestu. Pokazuję dzieło obcemu. Wciąż nic. Zaczynam się czuć, jakbym próbował wytłumaczyć matematykę krzesłu. Ręce mi opadają. Dosłownie – wypuszczam z palców tabliczkę i pisak. Zawisają między nami jak w absurdalnym śnie.

Przybysz wyciąga… Rękę? Mackę? Nibynóżkę? Dałbym głowę, że jeszcze przed momentem jego skafander nie miał żadnych wystających elementów, a teraz wypustka sięga aż do mojego (czy już naszego?) środka komunikacji.

Słuchawki eksplodują podekscytowanymi krzykami.

– Spokój!!! Przeszkadzacie mi!

Zadziałało. W błogiej ciszy wreszcie mogę usłyszeć własne myśli.

Czyli o to chodziło! Żeby odebrać informację, kosmita musi dotknąć tabliczki. W porządku, niech ją sobie obmacuje do upojenia. A może po prostu bardzo starał się nie wykonywać żadnych agresywnych gestów? Nie mógł łapać za nic, co trzymałem ja, żeby przypadkiem nie sprowokować wojny? No, chłopie, jeśli to prawda, to twój bosman jest jeszcze gorszy od mojego.

Nie wiadomo skąd, obcy wyciąga własną tabliczkę. Przysiągłbym, że do jego skafandra nic nie przyczepiono. Plansza nawet przypomina moją; ten sam format, zbliżona kolorystyka. Jesteśmy aż tak podobni? Tylko rysunek…

Na wszystkie lodowate kosmiczne śmieci! Tak precyzyjnie nie da się rysować! To musi być fotografia albo jakiś elektroniczny wykres. Zbiór Mandelbrota, ze wszystkimi urzekającymi fidrygałkami możliwymi do dostrzeżenia z tej odległości. Oszałamiająco piękny. Złapałem tabliczkę. W jaki sposób mogę zakomunikować przybyszowi, że rozpoznałem jego obrazek?

– Tu Stefan. – Zdaje się, że z wrażenia zachrypnąłem. – Znajdźcie mi równanie rekurencyjne zbioru Mandelbrota.

– Że niby co?! – Jędrek.

– Zamknij się! – Informatyczka. – Już szukam, momencik… Uwaga, dyktuję: małe zet, w indeksie dolnym małe en plus jeden, równa się małe zet, w indeksie dolnym małe en, całe zet en do kwadratu, plus małe ce. Powtórzyć?

– Nie, dzięki. Zapisałem.

Puszczam tabliczkę. Obadaj sobie, gościu.

Nie reaguje. Tak długo myśli? Zawiesił się? Czyli jednak widzi rysunki bez dotykania?

Jeszcze raz patrzę na równanie. Do jasnej cholery! No jak niby biedny obcy ma cokolwiek pojąć z mojego zapisu? Liter dotychczas nie pokazywałem, jedna dwójka na cały wzór to trochę za mało. Zresztą, kwazary wiedzą, jak oni oznaczają potęgowanie. Odróżnienie elementu entego od en plus pierwszego tylko zaciemnia sprawę.

Ścieram formułę.

Rysuję duży trójkąt. Dzielę na cztery mniejsze i zakreskowuję środkowy. Powtarzam operację dzielenia i zamazywania z trzema narożnymi.

Coś się zmieniło. Od mojego interlokutora oderwała się kulka jakiejś substancji i potoczyła w dal. Po chwili zniknęła za horyzontem.

– Ale jaja! – To chyba Jędrek.

– Odizolowany fragment dotarł do punktu bliskiego statku obcych, podskoczył na krawędzi krateru i oderwał się od powierzchni. Po około trzech i pół sekundach wznoszenia, wystrzelił w stronę macierzystego kosmolotu nić, a potem przelał się w nią i tym sposobem wniknął do wnętrza. Musimy dostać tę technologię! Wydaje się gwarantować olbrzymie oszczędności energii. – Inżynierek ze wskazaniem na kwatermistrza.

Obcy sprawia wrażenie niezaniepokojonego podróżą kulki ani emocjami, jakie wzbudziła na moim statku. Zresztą, gdyby nawet się wkurzył – po czym mógłbym to poznać? Czy on w ogóle ma twarz? Albo cokolwiek do robienia min?

Trzyma? Tak, to chyba właściwe słowo. Trzyma moją tabliczkę. Wcześniej nie zwróciłem uwagi, ale wydaje się nie mieć palców. Jedną wypustką… Ogarnął? Pochłonął? Otoczył? Chwycił zarówno planszę, jak i pisak, a teraz dodaje kolejną iterację do mojego trójkąta. No to jesteśmy w domu! Gościu, zrozumiałeś, co chciałem ci zakomunikować. Nawet, jeśli ja sam nie do końca wiedziałem, co to takiego. Nie ma obaw – znajdziemy wspólny język. Matematyka rządzi!

– Uwaga, odizolowany fragment, lub też element bliźniaczo do niego podobny, wraca.

Rzeczywiście, po chwili kulka pojawia się w zasięgu wzroku, dotacza do obcego, a potem stapia się z nim. Przybysz natychmiast porzuca niedokończony trójkąt i turla się tam, skąd przybył fragment. Ale o co chodzi?

 

5. Znowu chmura

 

Nikt nic nie wie. Czy w jakiś sposób obraziłem ufoludka? Czym, do licha? Przecież tylko grzecznie stałem i patrzyłem, jak uzupełnia mój rysunek. Najprawdopodobniej tajemnicza kulka przyniosła przybyszowi rozkaz powrotu na statek. Dlaczego? Spekulacjom nie ma końca.

Kiedy tylko mój rozmówca przelał się/ katapultował na pokład statku, ten odleciał. Koniec negocjacji. Zostało nam tylko drobiazgowe, klatka po klatce, analizowanie nagrań i ciągnące się w nieskończoność rozmowy coraz bardziej podobne do przesłuchań.

– Dlaczego narysował pan trójkąt Sierpińskiego w odpowiedzi na zbiór Mandelbrota?

– Bo to też klasyczny fraktal.

– Jak by pan zdefiniował fraktal?

– Samopodobny obiekt.

– A tak, żeby zrozumiał psycholog?

– Figura geometryczna, która z każdej odległości wygląda tak samo. Jeśli powiększymy fragment fraktala, to prędzej czy później znajdziemy w nim coś, co wygląda jak cały wyjściowy obiekt, lub jego znacząca część.

– Ile istnieje klasycznych fraktali?

– Podejrzewam, że nieskończenie wiele, najbardziej popularnych znam kilka.

– Dlaczego wybrał pan akurat trójkąt Sierpińskiego?

– Bo stosunkowo łatwo go naszkicować. Ponadto, jako atraktor powinien być znany innym rasom, niezależnie od czynnika losowego w odkryciach naukowych.

– Jak obcy mógł zrozumieć pański przekaz?

– Nie wiem.

– Dlaczego zdecydował się zerwać kontakt?

– Nie wiem. Może uzyskał to, co chciał?

– Czy obcy mógł poczuć się urażony pańskim wyborem?

– Nie wiem! Następnym razem wyślijcie dyplomatę albo psychologa.

Matematyk zrobił swoje.

Koniec

Komentarze

To moja pierwsza literacka wyprawa w kosmos. Podejrzewam, że narobiłam mnóstwo błędów merytorycznych. Uprzejmie proszę o pomoc w ich znalezieniu.

Babska logika rządzi!

Ładnie napisane, więc czytało się bardzo przyjemnie, choć trochę więcej spodziewałem się po zakończeniu. O ewentualnych błędach merytorycznych się nie wypowiem, bo myślę, że znajdą się tu ludzie o większej wiedzy na ten temat.

Dzięki za komentarz. Miło, że przyjemnie. No to czekam dalej, na ekspertów. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie jest to moja bajka, lecz przeczytałem z zainteresowaniem. Nautralnie liczyłem na wyjaśnienie tajemnicy, ale zakończenie w takiej formie jest jak najbardziej w porządku. Nie podobały mi sie nieuzasadnione przeskoki z teraźniejszego na przeszły, jak np. ten: Świetlista plamka przestała mnie prowadzić. Snując rozważania, doczłapałem do miejsca, skąd mogłem zobaczyć przybysza. Jazgot ze statku nasila się. Nie wystarczają im obrazy z kamer, koniecznie chcą wiedzieć, co widzę. Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Hmmm. Wydawało mi się, że ten przeskok ma swojej uzasadnienie. Dobra, spróbuję poprawić. Dziękuję bardzo. :-)

Babska logika rządzi!

…Nie jestem tak zarozumiały, abym przypuszczał, że czekasz na mnie Finklo… Wpiszę się jutro. Pozdrawiam kosmicznie.

Na pewno wiesz coś, czego nie wiem ja. Dobra, poczekam. Dziękuję i też pozdrawiam. :-)

Babska logika rządzi!

[…]  samica/hermafrodyta/myślący krążkopław, […] ---> daj spacje chociaż po prawej stronie ukośnika. Fatalnie się czyta bez odstępów.   […]  ustaliliby jakąś popularną częstotliwość dla rozmów […] ---> jak rozumieć popularność częstotliwości? Nie chodziło o znalezienie takiej, na której obie strony mogą nadawać i odbierać? Wspólnej?   […] nikogo w lepszych stosunkach z królową nauk niż ja.  ---> dodałbym: nikogo, kto byłby w lepszych […] {ode mnie ?}.   […]  ale z wyglądu nie przypomina niczego, co kiedykolwiek widziało Ziemię. Obejrzałem uważnie trajektorię tej dziwnej rzeczy […].  ---> co kiedykolwiek widziało Ziemię, czy kiedykolwiek było widziane na Ziemi, przez Ziemian? Jak ogląda się trajektorię? Zapis trajektorii w postaci zgrafizowanej tak, można obejrzeć, ale samą trajektorię można śledzić w czasie realnym – a piszesz, że statek Obcych już wylądował na planetoidzie… Czyli: już nie leciał.   […]  twojego docelowego ciała niebieskiego.  ---> no nie, to do raportu się nadaje, nie do żywej, swobodnej mowy.   Wodospad informacji, […] w końcu wysechł.  ---> nie "leży" mi wyschniecie wodospadu.   […]  ledwo się ruszam w ośmiu dziesiątych g.  ---> W? Naprawdę w ośmiu dziesiątych? Czy jednak "przy"?   [… ]  pozostaje zbyt mało intensywne, aby reprezentować sobą zagrożenie dla życia lub zdrowia astronauty […].  ---> ło mamusiu… Jest tak słabe, że nie stwarza zagrożenia… Reprezentować zagrożenie? Zbyt mało intensywne? Na tyle mało intensywne, chociaż to też brzmi jak piła motorowa przy skowronku.   […]  oglądałbym Błękitną Planetę przez pryzmat pleców ochroniarzy.  ---> zza. Błagam, zza, nie przez pryzmat…   […]  przeszkadza mi w zero g.  ---> to juz było, i o tym też…  :-)   No, niech się następni też czymś wykażą.  :-)

P.S. Zmiany czasu w narracji mi nie przeszkadzały – uważam je za uzasadnione. Poza tym pospieszyłem się z wrzuceniem komentarza – zrobiłem to przed dopisaniem, że całość owszem owszem, a nawet trochę lepiej. Wycieczka w Kosmos udana.

No to nieźle oberwałam. Jak się pozbieram, zacznę pyskować. Albo poprawiać. Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

…Poprawiać Finklo. Poprawiać.

No, większość poprawię. Ale nie tak całkiem bez walki. ;-)

Babska logika rządzi!

:-)  Ring wolny – brdziąg!!! Zaczyna się pierwsze starcie. Na razie przeciwnicy tylko mierza się uważnym spojrzeniem spode łba, a nawet spod dwóch łebów…  krążą… krążą…

Dobre. Tylko zakończenie niemrawe.

Infundybuła chronosynklastyczna

Adamie, nie miałem na myśli wszystkich zmian czasu, czyli np. tych wynikających ze wspomnień, nawet bardzo świeżych. Jeśli chodzi o konkretny przykład – zacytowany przeze mnie w komentarzu wyżej – możesz powiedzieć, czym taka zmiana była uzasadniona? Nie lepiej byłoby np: Świetlista plamka przestaje mnie prowadzić. Snując rozważania, docieram do miejsca, skąd mogę zobaczyć przybysza. Jazgot ze statku nasila się. Nie wystarczają im obrazy z kamer, koniecznie chcą wiedzieć, co widzę. ?

"Doczłąpuję" brzmiałby niefajnie. :)

Sorry, taki mamy klimat.

Stefan.kawalec, dziękuję. Przy łopatologicznym zakończeniu byłoby zbyt prosto. :-) AdamieKB, jakie tam krążą… Zawodniczce tak trzęsą się kolana, że ledwie trzyma się na nogach. Ale twarda jest – wcale po niej nie widać, że jeszcze przed wejściem na ring poleżała sobie kilkanaście sekund na deskach. ;-)

Babska logika rządzi!

Sethraelu, teraźniejszość to chwila tak krótka, że praktycznie nie istnieje. Ale trochę zmieniłam wskazany przez Ciebie fragment. Mam nadzieję, że na lepsze.

Babska logika rządzi!

Dlatego też nie przepadam za narracją w czasie teraźniejszym. A zmieniłaś tak, że teraz by mi nie zazgrzytało. :)

Sorry, taki mamy klimat.

No to przynajmniej jeden problem z głowy. :-)

Babska logika rządzi!

---> Sethrael. Emocjonalność. Czas teraźniejszy czyni wydarzenia jak gdyby wyraźniejszymi, bliższymi słuchacza / czytelnika, bo to, co rozgrywa się "tu i teraz" ma większą wagę emocjonalną od wydarzeń przeszłych i przyszłych. Tak więc doczłapał, potem, w domyśle, mija moment, w którym na statku macierzystym skupiają uwage na nowym widoku, i po tym momencie jazgot nasila się, własnie teraz, gdy bohater stoi, patrzy, coś tam myśli, i ten jazgot jest ważny, bo przeszkadza.   Co do człapania. Wziąwszy pod uwagę trudność, jaką sprawiało bohaterowi odrywanie podeszew butów od podłoża, bardziej właśnie człapał, niż szedł normalnym krokiem.

AdamieKB, Zawodniczka chyba zamierza przystąpić do ataku. Policzki ma całe czerwone – nic dziwnego, po tych kilku sierpowych, które zainkasowała. A było trzymać gardę od samego początku. Wyprowadza kilka niemrawych ciosów;

[…]  samica/hermafrodyta/myślący krążkopław, […] ---> daj spacje chociaż po prawej stronie ukośnika. Fatalnie się czyta bez odstępów.   Dobrze, nie podoba mi się tak, ale dałam. Nie pierwszy raz estetyka ustępuje przed wygodą.

[…]  ustaliliby jakąś popularną częstotliwość dla rozmów […] ---> jak rozumieć popularność częstotliwości? Nie chodziło o znalezienie takiej, na której obie strony mogą nadawać i odbierać? Wspólnej?   No i tu już tracę naukowy grunt pod nogami. Chodziło mi o częstotliwość występującą w naturze na tyle często, że można ją narysować. Na przykład pojawiającą się przy przejściu konkretnego elektronu na inny poziom energetyczny. Wydaje mi się, że nie trudno nadawać na określonej częstotliwości. Ale ustalić, jaka to, bez wspólnego języka – to już wyzwanie. Zastanowię się jeszcze nad lepszym sformułowaniem.

[…] nikogo w lepszych stosunkach z królową nauk niż ja.  ---> dodałbym: nikogo, kto byłby w lepszych […] {ode mnie ?}.   No dobrze, zmieniłam. Ale dlaczego uważasz, że Twoja wersja jest lepsza? Bo ja nie widzę różnicy.

[…]  ale z wyglądu nie przypomina niczego, co kiedykolwiek widziało Ziemię.  ---> co kiedykolwiek widziało Ziemię, czy kiedykolwiek było widziane na Ziemi, przez Ziemian? Ziemianie już nie takie rzeczy widzieli… ;-) W filmach albo pod wpływem. Chodziło mi o podkreślenie, że ten statek nie został wyprodukowany przez ludzi. Nieważne, czy mieszkających na Ziemi, czy na Marsie. Zmieniłam, ale nie tak, jak sugerowałeś.   Jak ogląda się trajektorię? Zapis trajektorii w postaci zgrafizowanej tak, można obejrzeć, ale samą trajektorię można śledzić w czasie realnym – a piszesz, że statek Obcych już wylądował na planetoidzie… Czyli: już nie leciał.   Otwiera się oczka i patrzy. ;-p Wyszłam od definicji sjp: trajektoria «krzywa, którą zakreśla w przestrzeni poruszający się obiekt» Założyłam, że statek kosmiczny rejestruje wszystko, co mu lata przed dziobem, a potem załoga może sobie na monitorze dowolną krzywą wyświetlić i obejrzeć. Zmieniłam na "zapis trajektorii tej dziwnej rzeczy", ale wydaje mi się, że taka konstrukcja brzmi ciężkawo, jest za bardzo przeładowana rzeczownikami. Może jeszcze znajdę lepsze rozwiązanie.

[…]  twojego docelowego ciała niebieskiego.  ---> no nie, to do raportu się nadaje, nie do żywej, swobodnej mowy.   Racja. W pierwotnej wersji było "ciałko". Też głupio wyglądało. Zmieniłam.

Wodospad informacji, […] w końcu wysechł.  ---> nie "leży" mi wyschniecie wodospadu.   Hmmmm. Zastanowię się, co lepszego można zrobić z wodospadem. Urwać?

[… ]  pozostaje zbyt mało intensywne, aby reprezentować sobą zagrożenie dla życia lub zdrowia astronauty […].  ---> ło mamusiu… Jest tak słabe, że nie stwarza zagrożenia… Reprezentować zagrożenie? Zbyt mało intensywne? Na tyle mało intensywne, chociaż to też brzmi jak piła motorowa przy skowronku.   No dobrze – przesadziłam z żargonem. Zmieniłam, ale teraz trochę za ludzko brzmi…

[…]  oglądałbym Błękitną Planetę przez pryzmat pleców ochroniarzy.  ---> zza. Błagam, zza, nie przez pryzmat…   Z grubsza wiem, co to jest pryzmat. I właśnie o to mi chodziło, że przez pryzmat z ciała, nawet niezłego ciacha o trójkątnym torsie, nic nie widać. Ale skoro użyłeś magicznego słowa, to zmieniłam. Teraz mi się mniej podoba, a w dodatku, w następnym zdaniu "zza" już jest. Jesteś pewien, że "pryzmat" nie może być? :-/ Jeszcze to przemyślę.

Pozostałe rzeczy poprawiłam bez szemrania. A teraz idę wstydzić się do swojego narożnika.

Babska logika rządzi!

Adamie, dzięki za odpowiedź. Wytłumaczone przejrzyście i precyzyjnie, jak zwykle. To, że cytowane zestawienie czasów nadal by mi zgrzytało, nie jest – mam nadzieję – wynikiem ślepego uporu, lecz, najwyraźniej, odmiennego odbioru emocjonalności.;) Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Aha, Adamie, bardzo dziękuję. Za Twoje uwagi i za wyręczenie mnie w wyjaśnieniach na temat narracji w czasie teraźniejszym. :-)

Babska logika rządzi!

Nie pierwszy raz estetyka ustępuje przed wygodą. ---> pozwolę sobie zauważyć, że zapis z ukośnikami bez spacji sam w sobie wygląda, jak gdyby nie wyglądał. Taki tasiemiec nie do ogarnięcia jednym spojrzeniem, brzydactwo po prostu. A spację, minimum po prawej stronie ukośnika, zalecają na przykład prof. prof. Bańko i Podracki…   Częstotliwość. Teraz, gdy napisałaś o przejściach energetycznych, rozumiem, co dokładnie miałaś na myśli. Ale i tak pozostaje podstawowa trudność i podstawowy warunek: przeskanować całe dostępne pasmo, by dowiedzieć się, na jakiej częstotliwości pracuje czyjś nadajnik. Upieranie się a priori, że musi to być częstotliwość, przykładowo, promieniowania residualnego, bo każdy obserwator nieba odbiera je na tej samej fali, to błąd. Kosmitom bardziej "naturalna" wyda się częstotliwość spoza "pasm naturalnych", bo nie będzie przez wszechobecne emisje zakłócana. Więc zaczynamy od przeszukania, od dalekiej podczerwieni do najtwardszego gamma…  Aha: to skanowanie powinien wykonać statek macierzysty, jako lepiej wyposażony w niezbędną aparaturę. Dlaczego moja wersja lepsza? Odpowiedź przekorna: bo moja, to lepsza. Odpowiedź konkretna: Nie można znaleźć nikogo i niczego w stosunkach. Nie piszę o tych stosunkach, piszę o relacjach… Stosunek do kogoś / czegoś się ma, posiada, albo w stosunkach się jest, dobrych, złych, z kimś. Więc użycie czasownika posiłkowego jest konieczne, bo chodzi o stronę czynną: bohater jest w (stosunkowo :-) ) dobrych stosunkach z matematyką. A ponieważ użyłaś zaprzeczenia, no to kto byłby. Też kwestia strony czynnej i biernej. Ziemianie są obserwatorami, im przysługuje strona czynna, natomiast obserwowany statek Obcych powinien występować w stronie biernej, czyli być obserwowanym, widzianym, opisywanym, a nie odwrotnie, jak Tobie niechcący wyszło.   Ciężkawo czy nie, ale logicznie.  Wodospad informacji może, na przykład, przestać huczeć, szumieć, bo woda (tu – informacje) przestała płynąć. Ja bym z wodospadu zrezygnował na rzecz wartkiego potoku, zalewu… Ale pozostając przy nim: nareszcie wodospad informacji przestał huczeć w słuchawkach, wszyscy powiedzieli, co mieli do powiedzenia, i zapanowała błoga cisza. Tak dla przykładu.   Nie może być, bo ludzie, a szczegónie ochroniarze, nie są przezroczyści, {  :-)  }  pochłaniają albo odbijają światło i pryzmatu z nich nie zmajstrujesz, aha… Co innego pryzmat jako przenośnia – ale w tym przypadku nie da się zgrabnie zastosować.   Z narożnika, proszę Cię bardzo, wyjdź. Nie ma się czego wstydzić, to pierwsza Twoja wyprawa w Kosmos…

---> Sethrael. Oczywiście, że cecha indywidualna. Nie jesteśmy spod sztancy, i całe szczęście… Reguła jest większościowa, że tak powiem.

Spacje po ukośnikach – przekonałeś mnie, że należy ich używać, ale nie, że tak jest ładniej. I wara profesorom wszelakim od mojego gustu. ;-) Częstotliwość – jakoś zmienię, ale jeszcze nie wymyśliłam, jak. Stosunki – aha! Przekonałeś mnie. Ziemianie kontra przybysze. Ależ jedni i drudzy są obserwatorami! Nie jest jasne, jakie patrzałki mają obcy, ale na pewno ich sobie woskiem nie zalepili. Ale moja kobieca intuicja chyba zrozumiała, co miałeś na myśli. W wolnej chwili poproszę, to wytłumaczy reszcie. A i tak już zmieniłam na chyba bardziej neutralną wersję. Wodospad – bardziej mi się podobał właśnie wodospad, ze względu na cały swój huk i przytłoczenie bohatera. Ale zmienię na lawinę. Pryzmat – niezgrabna przenośnia, powiadasz? No trudno, wylatuje z wilczym biletem. Z narożnika nieśmiało wyszłam. Nie wiem, co na to sędziowie, ale według mnie na punkty wygrałeś. :-)

Babska logika rządzi!

Ależ jedni i drudzy są obserwatorami!  --> tak, obserwują się wzajemnie, ale na protagonistę wybrałaś człowieka, więc  "naszej stronie" "przysługuje" strona czynna.  

Lawina jeszcze lepsza. Łatwiej dobrać opis, dlaczego przestała zasypywać bohatera, a efekt ten sam.

>> Albo ktokolwiek, chociażby żołnierz. On przynajmniej ma ryzyko wpisane w kontrakcie i większą wprawę w opanowywaniu paniki. << – RYZYKO można mieć OBJĘTE kontraktem, a nie „WPISANE W KONTRAKCIE”. „Większe panowanie nad sobą, w obliczu paniki/strachu/terroru itp.” >> Skoro ufoludki dotarły aż na nasze podwórko << – nie dotarły. Tylko WDARŁY SIĘ.   >> Chłopaki (czy tam mężczyzna plus samica/hermafrodyta/myślący krążkopław, wszystko jedno) << – Nie lubię stosowania w literaturze zdań wtrąconych w nawiasy. To nie matematyka. Po drugie, stosowanie ukośników jest dobre i dopuszczalne w literaturze. Nie dziwi mnie ich stosowanie, skorą są, używajmy. Tak że, Finklo, moc i racja jest po Twojej stronie.   >> ustaliliby jakąś popularną częstotliwość dla rozmów i osiągnęliby porozumienie. << – Nie ma czegoś takiego jak popularna częstotliwość, to błąd. Skoro coś (np. stacja radiowa) nadaje na konkretnej częstotliwości fali krótkiej lub długiej), to nadajniki musimy do niej dostosować, inaczej nie odbierzesz. >> Leżałbym sobie spokojniutko na pokładzie medycznym << – lepiej spokojnie niż spokojniutko.

>> Otóż to prawda – zlokalizowaliśmy obiekt, który porusza się jak statek kosmiczny, ale z wyglądu nie przypomina niczego, co kiedykolwiek widziało Ziemię. Obejrzałem uważnie trajektorię tej dziwnej rzeczy i nabrałem pewności – naturalne ciała niebieskie tak nie latają. << -– Tu są dwie sprawy. Źle skonstruowane pierwsze zdanie: „Otóż to prawda, zlokalizowaliśmy obiekt, który…” Druga sprawa „porusza się – nie jak, tylko – w charakterystyczny sposób jak statki / pojazdy kosmiczne”. I nie „z wyglądu przypomina niczego, co kiedykolwiek widziało Ziemię”, bo to jest mowa potoczna. Tak się mówi, ale nie pisze. To niepoprawne. Powinno być: „Niepodobne do niczego z Ziemi” albo: „z wyglądu nie przypominało nic, co znane jest na Ziemi”.

>> Nie musisz wcelować dokładnie, skorygujesz pistoletem odrzutowym. Nie zapominaj o nieważkości na szperaczu i na asteroidzie. Jakie masz doświadczenia z zerową grawitacją? << – No, tu bym uważał, bowiem nawigacja zależy nie tyle od jednego człowieka, co całego sztabu odpowiedzialnego za przebieg misji. Lądowanie na tak małych obiektach kosmicznych, jak asteroidy czy planetoidy, wymaga bardzo dużej precyzji i umiejętności nawigacyjnych. Inaczej można się roztrzaskać o ich powierzchnię lub wcale tam nie wylądować. No i jeszcze jedno: wbrew pozorom, te obiekty mają grawitację, znikomą, ale mają. I nie można „wcelować” w coś.   >> Ale dasz sobie radę ze sterowaniem i lądowaniem? << -– Sterowanie w kosmosie? NAWIGACJA jest tutaj wykorzystywana. Sterowności w próżni nie ma.   >> Pamiętaj, staraj się dotknąć planetoidy stopami. Na ile dało się to zrobić z tej odległości, zbadaliśmy skład twojego docelowego ciała niebieskiego. Wydaje się należeć do klasy C, więc nie można liczyć na magnesy w butach. Ale podeszwy powinny natychmiast połączyć się z powierzchnią chemicznie… << – Nie rozumiem, o co tutaj Tobie chodziło. Jak wygląda łączność chemiczna podeszw butów z powierzchną asteroidy?   >> Tylko nie próbuj skakać, bo wylecisz w kosmos. Krok za krokiem. << – Co krok za krokiem? Tak w ogóle, to nie od razu, po podskoczeniu, może wyrwać astronautę z powierzchni jakiegoś obiektu. Bez przesady. Może, ale trzeba odpowiedniej siły do tego użyć. Pomimo, że to próżnia, to prawa fizyki nadal tutaj obowiązują.

>> Tlen będziemy zapewniać panu przez pępowinę. Na wypadek awarii czy pęknięcia przewodu, skafander wyposażono w wewnętrzny zapas. Gdyby coś się wydarzyło, źródło przełączy się automatycznie i powinno wystarczyć na około cztery godziny przy umiarkowanym wysiłku. To dostatecznie długo, aby zdążył pan wrócić o własnych siłach na pokład. << – Nie kupuję tego opisu. Nie tyle, że nie rozumiem, co po prostu występuje w tym opisie dużo nielogiczności, bo tak zapewne nie jest, jeśli chodzi o budowę skafandrów kosmicznych oraz o dostarczanie tlenu przez pępowinę. Zresztą CZYSTY TLEN ZABIJA. To, czym oddychają astronauci i płetwonurkowie to mieszanina gazów, odpowiadająca naszemu powietrzu, dzięki któremu na co dzień oddychamy.

>> Będziemy nieustannie monitorować pańskie funkcje życiowe. Jeżeli nastąpi utrata przytomności, zacznie się dziać coś dziwnego lub chociażby dostanie pan ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, pilot szperacza natychmiast otrzyma rozkaz wciągnięcia pana z powrotem. << -– Jeśli cokolwiek stanie się z ciałem człowieka w przestrzeni kosmicznej, to może doprowadzić do jego śmierci.

>> Emisja promieniowania elektromagnetycznego nie ograniczyła się do światła widzialnego. << – POLE ELEKTROMAGNETYCZNE, a nie PROMIENIOWANIE.   >> Fale radiowe mogą wywoływać okresowe, krótkotrwałe zakłócenia w łączności. << – Fale radiowe nie zakłócają łączności. Wręcz przeciwnie, są potrzebne do komunikacji.

 

>> do burdelu na Aldebaranie << – ALDEBARAN to gwiazda, może chodziło Ci o układ planetarny Aldebarana. To wtedy tak.

Dobra, to tyle z mojego kosmiczno-merytorycznego czepiania. Wiem, że kilka spraw tutaj się pokryło z innymi komentarzami, ale moje zdanie niech też się tutaj znajdzie. Może też będą pomocne przy poprawianiu tekstu i przy tworzeniu kolejnych. Po prostu, na przyszłość przeczytaj artykuły naukowe, zrób notatki. Nie korzystaj z wiki-śmiecia! Wikipedia to żadna wiarygodność naukowa. Tam każdy coś zamieszcza. Samo opowiadanie jest bardzo przyjemne. Pomysł ciekawy. Ogólnie, gdyby nie wpadki merytoryczne, byłoby to bardzo dobre opowiadanie SF ze szczyptą humoru. Podoba mi się ten tekst.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

A mi się zakonczenie podoba. Chociaż pozostawia taki trochę niedosyt, bo chciało by się znać odpowiedzi na te pytania;) Tylko te określenia "ufoludki" jakoś mnie rażą, ale domyślam się, że zostały użyte specjalnie, by podkreślić poirytowanie i ogólne nastawienie matematyka do misji.

Mkmorgoth, dzięki za komentarz. Do szczegółowych zarzutów odniosę się za jakąś dłuższą chwilę. No tak myślałam, że trochę mało wiem o zdobywaniu kosmosu. Właśnie o to chodziło. :-) Mamalea, też dzięki. Trochę ufoludki zależą od nastroju bohatera, a trochę od unikania powtórzeń. :-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się :)

Sprostowanie. Pisałem o skanowaniu całego widma i jako najniższe częstotliwości podałem daleką podczerwień. Rąbnąłem się, diabli wiedzą, dlaczego. "Niżej" od infraczerwieni leżą częstotliwości radiowe, jeszcze niżej – akustyczne. To tak gwoli dokładności.

Uuuu, wydaje mi się, że naprawdę rąbnąłeś się dopiero teraz.

Babska logika rządzi!

O, Anet, nie zauważyłam wcześniej Twojego komentarza. To miło. :-)

Babska logika rządzi!

Mkmorgoth, już przemyślałam Twoje uwagi.   >> Skoro ufoludki dotarły aż na nasze podwórko << – nie dotarły. Tylko WDARŁY SIĘ.

Bez przesady. Ogrodzone było czy jak? Przyleciały do naszego układu i sygnalizują, że chcą pogadać.

>> Chłopaki (czy tam mężczyzna plus samica/hermafrodyta/myślący krążkopław, wszystko jedno) << – Nie lubię stosowania w literaturze zdań wtrąconych w nawiasy. To nie matematyka. Po drugie, stosowanie ukośników jest dobre i dopuszczalne w literaturze. Nie dziwi mnie ich stosowanie, skorą są, używajmy. Tak że, Finklo, moc i racja jest po Twojej stronie.

A ja lubię. :-) Nawias uważam za świetne miejsce na ironiczny komentarz. Zawsze mogę się jeszcze bronić, że protagonista jest matematykiem i się przyzwyczaił. Nikt mi nie zabraniał ukośników. AdamKB tylko postulował, żeby dodać do nich spacje.  

>> ustaliliby jakąś popularną częstotliwość dla rozmów i osiągnęliby porozumienie. << – Nie ma czegoś takiego jak popularna częstotliwość, to błąd. Skoro coś (np. stacja radiowa) nadaje na konkretnej częstotliwości fali krótkiej lub długiej), to nadajniki musimy do niej dostosować, inaczej nie odbierzesz. Tak, to muszę zmienić. Coś wykombinuję.

>> Leżałbym sobie spokojniutko na pokładzie medycznym << – lepiej spokojnie niż spokojniutko.

A dlaczego lepiej? Dla bohatera to chwilowo szczyt marzeń. Nie może użyć zdrobnienia?

>> Otóż to prawda – zlokalizowaliśmy obiekt, który porusza się jak statek kosmiczny, ale z wyglądu nie przypomina niczego, co kiedykolwiek widziało Ziemię. Obejrzałem uważnie trajektorię tej dziwnej rzeczy i nabrałem pewności – naturalne ciała niebieskie tak nie latają. << -– Tu są dwie sprawy. Źle skonstruowane pierwsze zdanie: „Otóż to prawda, zlokalizowaliśmy obiekt, który…” Druga sprawa „porusza się – nie jak, tylko – w charakterystyczny sposób jak statki / pojazdy kosmiczne”. I nie „z wyglądu przypomina niczego, co kiedykolwiek widziało Ziemię”, bo to jest mowa potoczna. Tak się mówi, ale nie pisze. To niepoprawne. Powinno być: „Niepodobne do niczego z Ziemi” albo: „z wyglądu nie przypominało nic, co znane jest na Ziemi”.

Co jest źle z początkiem? W poprzednim zdaniu była mowa o plotkach, które właśnie się potwierdzają. Środek zmieniłam, końcówkę zdążyłam poprawić już wcześniej.

>> Nie musisz wcelować dokładnie, skorygujesz pistoletem odrzutowym. Nie zapominaj o nieważkości na szperaczu i na asteroidzie. Jakie masz doświadczenia z zerową grawitacją? << – No, tu bym uważał, bowiem nawigacja zależy nie tyle od jednego człowieka, co całego sztabu odpowiedzialnego za przebieg misji. Lądowanie na tak małych obiektach kosmicznych, jak asteroidy czy planetoidy, wymaga bardzo dużej precyzji i umiejętności nawigacyjnych. Inaczej można się roztrzaskać o ich powierzchnię lub wcale tam nie wylądować. No i jeszcze jedno: wbrew pozorom, te obiekty mają grawitację, znikomą, ale mają. I nie można „wcelować” w coś.

No i zaczęło się. ;-) W zamyśle do asteroidy podlatuje mały, dwuosobowy szperacz. Najbliżej jak może. Wyobraziłam sobie, że bohater wyskakuje ze śluzy i zbliża się do planetoidy. Dla pilota to operacja rutynowa, dla protagonisty – nadzwyczajna. Tak, wiem – nawet przy braku ciążenia, kosmonauta ma bezwładność i rąbnięcie o powierzchnię może go uszkodzić. Liczyłam na to, że da się jakoś wyhamować pistoletem odrzutowym. Jakieś pomysły, jak to wyglądałoby w rzeczywistości bardziej science, mniej fiction? Jakąś tam grawitację mają. Jaki jest ciężar człowieka (w skafandrze) na jedno-dwukilometrowej bryle? Dlaczego nie można wcelować w coś? A jeśli trafisz w dziesiątkę, to jak to nazwiesz?  

>> Pamiętaj, staraj się dotknąć planetoidy stopami. Na ile dało się to zrobić z tej odległości, zbadaliśmy skład twojego docelowego ciała niebieskiego. Wydaje się należeć do klasy C, więc nie można liczyć na magnesy w butach. Ale podeszwy powinny natychmiast połączyć się z powierzchnią chemicznie… << – Nie rozumiem, o co tutaj Tobie chodziło. Jak wygląda łączność chemiczna podeszw butów z powierzchną asteroidy?

O coś takiego, co ma gekon na palcach, tylko w skali chemicznej. Dwie substancje reagują ze sobą, tworząc łączącą warstwę. Niezbyt mocną – można oderwać bez śladu, jak karteczkę samoprzylepną. Tylko mniej uniwersalnie – podeszwy kleją się do powierzchni asteroidy (nie każdej), ale na statku metal czy plastik zostawiają w spokoju. Przyznaję, że wzięłam to z sufitu (było w południowo-wschodnim rogu). Czy istnieje jakiś lepszy patent umożliwiający astronautom chodzenie w opisanej sytuacji?  

>> Tylko nie próbuj skakać, bo wylecisz w kosmos. Krok za krokiem. << – Co krok za krokiem? Tak w ogóle, to nie od razu, po podskoczeniu, może wyrwać astronautę z powierzchni jakiegoś obiektu. Bez przesady. Może, ale trzeba odpowiedniej siły do tego użyć. Pomimo, że to próżnia, to prawa fizyki nadal tutaj obowiązują.

Ma się przemieszczać po powierzchni krok za krokiem. Tak, jakiejś siły trzeba użyć, żeby się oderwać. Jej wartość zależy od rozmiaru i gęstości obiektu. To malutka asteroida (ale nie chciało mi się wyliczać jej dokładnej wielkości, więc unikałam podawania masy czy promienia) i nie można po niej skakać jak po Księżycu. Oczywiście, że prawa fizyki obowiązują i astronautę przyciąga planetoida, szperacz, ludzki statek, obcy i jeszcze Słońce. Przykro mi, zbyt skomplikowane rachunki, żebym się w to wdała.

>> Tlen będziemy zapewniać panu przez pępowinę. Na wypadek awarii czy pęknięcia przewodu, skafander wyposażono w wewnętrzny zapas. Gdyby coś się wydarzyło, źródło przełączy się automatycznie i powinno wystarczyć na około cztery godziny przy umiarkowanym wysiłku. To dostatecznie długo, aby zdążył pan wrócić o własnych siłach na pokład. << – Nie kupuję tego opisu. Nie tyle, że nie rozumiem, co po prostu występuje w tym opisie dużo nielogiczności, bo tak zapewne nie jest, jeśli chodzi o budowę skafandrów kosmicznych oraz o dostarczanie tlenu przez pępowinę. Zresztą CZYSTY TLEN ZABIJA. To, czym oddychają astronauci i płetwonurkowie to mieszanina gazów, odpowiadająca naszemu powietrzu, dzięki któremu na co dzień oddychamy.

Nie rozumiem Twojego drugiego zdania. Co do tlenu – tak, nie dostarczają mu czystego, ale nie widzę sensu wspominania o tym w rozmowie, wyjaśniania, jakie będzie ciśnienie parcjalne tlenu, jakie pozostałych gazów… Załoga statku kosmicznego powinna chyba wiedzieć takie rzeczy. Dla bohatera istotny jest tlen, reszta to skrót myślowy. Czy nieuprawniony?

>> Będziemy nieustannie monitorować pańskie funkcje życiowe. Jeżeli nastąpi utrata przytomności, zacznie się dziać coś dziwnego lub chociażby dostanie pan ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, pilot szperacza natychmiast otrzyma rozkaz wciągnięcia pana z powrotem. << -– Jeśli cokolwiek stanie się z ciałem człowieka w przestrzeni kosmicznej, to może doprowadzić do jego śmierci.

Cokolwiek to szerokie pojęcie. Jeżeli obcy przedziurawi mu skafander, to po ptakach. Ale jeśli tylko złamie nogę albo człowiek zemdleje pod wpływem emocji, to pewnie można go jeszcze odratować. Misja jest ryzykowna, dlatego starają się go uspokoić, że zrobią wszystko, żeby był jak najbezpieczniejszy.

>> Emisja promieniowania elektromagnetycznego nie ograniczyła się do światła widzialnego. << – POLE ELEKTROMAGNETYCZNE, a nie PROMIENIOWANIE.

O promieniowaniu elektromagnetycznym mowa w pierwszym zdaniu „Feynmana wykładów z fizyki”, tom 1.2. Czy noblista jest wystarczająco naukowym źródłem? Ale może to tłumacz zrobił mu krzywdę…  

>> Fale radiowe mogą wywoływać okresowe, krótkotrwałe zakłócenia w łączności. << – Fale radiowe nie zakłócają łączności. Wręcz przeciwnie, są potrzebne do komunikacji.

A jeśli w pobliżu odbiornika jakiś inny nadajnik zaczyna wysyłać bełkot? Moja kobieca intuicja twierdzi, że zakłóci to odbiór, ale ona się nie zna.

>> do burdelu na Aldebaranie << – ALDEBARAN to gwiazda, może chodziło Ci o układ planetarny Aldebarana. To wtedy tak.

Tak, zasadniczo chodzi mi o jakąś planetę okrążającą Aldebarana. Nie mam pojęcia, czy odkryto coś takiego, to chyba duża gwiazda i daleko od nas. Dobrze, zmienię na Aldebaran VI. To będzie oznaczało szóstą planetę, tak? Zresztą, to tylko dowcipy kolegów. W żartach chyba nie dba się tak bardzo o poprawność i logikę? Znacie ten kawał o złotej rybce… ;-)   Resztę rzeczy poprawiłam bez marudzenia. Za wszystkie uwagi bardzo dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

…Droga Finklo. Napisałaś opowiadanko w stylu starych humoresek Lema. Z lekkim przymrużeniem oka. Poteem zrobiłaś bezradną mminkę i komentatorzy rzucili się aby Cię pouczać. Mamy tu prawdziwy festiwal "czepialstwa" z zakresu fizyki, chemii i astronomii. Połowę tych dobrych rad spokojnie możesz wrzucić do kosza. W przypadku takich humoresek kosmicznych, przesadne dbanie o dokładność merytoryczną to przesada. To w założeniu autora ma być lekki literacki tekst z pewną refleksją a nie sprawozdanie naukowe. Ja nie zamierzam Cię pouczać. Matematyka jako pomost między cywilizacjami? Jak najbardziej. Nic lepszego wymyślić nie można. Dlaczego obcy odlecieli? Prawdopodobnie zaspokoili ciekawość, uznali nas za prymityw i nie mieli do nas żadnego interesu.

…Wielki plus za to, że nie pokazałaś obcych jako "humanoidów", jak to się dzieje w większości opowiadań S.F. Taka antropomorfizacja Kosmosu, to prawdziwa plaga. Prędzej Ziemia będzie się poruszać wokół Słońca wężykiem, niż znajdziemy na innych planetach istoty człekopodobne. Z oczywistych powodów, które rozumiesz doskonale. Pozdrawiam – cierpiący na bezsenność R.

Dziękuję, Ryszardzie. Porównanie mi zdecydowanie schlebia. Chemii jeszcze nikt się nie czepiał, ale pewnie można. Nie, tych dobrych rad wyrzucać nie zamierzam. :-) Nie sądzę, że dbałość o jaką taką poprawność stanowi przesadę. Mam nadzieję, że jestem w stanie napisać lekki tekst bez łamania praw fizyki. Matematyka – cóż należy szukać punktów wspólnych, a wydaje mi się, że algebra elementarna wszędzie powinna być taka sama. Pomysł nie mój. Wcześniej wspomniała o tym Chmielewska, a i przed nią pewnie ktoś był. Dlaczego odlecieli? Mam swoją koncepcję, ale nie chcę jej nikomu narzucać. :-)

Babska logika rządzi!

O, jest i dopisek! Jeśli liczy się na ekranizację, to łatwiej znaleźć aktora do zagrania humanoida niż pająka… Pozdrawiam i życzę przełamania bezsenności i kolorowych snów.

Babska logika rządzi!

fraktalu --> fraktala   Finklo, widzę, że masz pod tym opowiadaniem do czynienia z mnóstwem nietrafionych zarzutów merytorycznych. Na szczęście potrafisz świetnie na nie odpowiedzieć.   Popularna częstotliwość – od razu zrozumiałem, o co chodziło matematykowi. Jednak ponieważ zdecydowana większość czytelników nie zorientuje się w sensie tego niejednoznacznego wyrażenia (co widać po kometarzach), proponowałbym "specjalną częstotliwość". Ewentualnie bardziej rozbudowane wyjaśnienie, co miałaś / co matematyk miał na myśli. A może najlepiej zostawić samą "częstotliwość", bez określenia.   Opowiadanko sensowne od strony naukowo-technicznej, napisane dobrze i z wyobraźnią. Myślę, że nadawałoby się do "Młodego Technika" (http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=M%C5%82ody_Technik) :-) Naprawdę przyjemnie mi się czytało.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

…Finklo, zaproponuję ci zerknięcie do mego krótkiego opowiadania pt. "Asteroida". Tam jest opis lądowania i poruszania się na planetoidzie. Porównaj sobie. Pozdrawiam uśmiechnięty i wyspany.

Jerohu, dzięki za komentarz. Odmiany fraktala/ fraktalu sama nie byłam pewna, gdzieś to sprawdziłam. Skoro według Ciebie inaczej, to jeszcze poszukam dokładniej. Ale częstotliwość już zmieniłam, niech nie budzi wątpliwości. Acz bardzo miło, że się zorientowałeś. "Młody Technik"? Jak przeglądałam to w dzieciństwie, to takich bzdurek nie publikowali. Ryszardzie, w takim razie zajrzę. Hmmmm, szybko się wyspałeś…

Babska logika rządzi!

Dzięki. Dotarłam do tej samej stronki, chcę kliknąć na edycję, a tu gwiazdka miga… :-) Już poprawione.

Babska logika rządzi!

Fajnie. W sumie to jeszcze miałbym pytanie do Mkmorgotha, czy wg niego tytuł opowiadania Lema "Inwazja z Aldebarana" powinien brzmieć "Inwazja z systemu planetarnego Aldebarana" :>

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No raczej. Chyba że wystartowali w nocy. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale przecież na Ziemi zawsze gdzieś jest noc :P A może chodzi o noc w jakimś kosmickim kraju na planecie obiegającej Aldebarana? Myślę, że jakiś (Alde)baran(in) mógłby tak pomyśleć. Aha, przypomniało mi się, że w "Wiecznej wojnie" Haldemana występują Bykrianie (Tauranie). Kolejny podejrzany skrót myślowy…   A skoro już się czepiłem kolegi (Mkmorgotha, nie Haldemana), to jeszcze skomentuję ten oto wyjątek z jego wypowiedzi: "Nie kupuję tego opisu. Nie tyle, że nie rozumiem, co po prostu występuje w tym opisie dużo nielogiczności, bo tak zapewne nie jest, jeśli chodzi o budowę skafandrów kosmicznych oraz o dostarczanie tlenu przez pępowinę. Zresztą CZYSTY TLEN ZABIJA. To, czym oddychają astronauci i płetwonurkowie to mieszanina gazów, odpowiadająca naszemu powietrzu, dzięki któremu na co dzień oddychamy".   "Czysty tlen zabija". – Zależy od ciśnienia. Akurat astronauci najczęściej mają w skafandrach właśnie czysty tlen – pod ciśnieniem około jednej trzeciej atmosfery. Z kolei do głębokiego nurkowania używa się niskotlenowych mieszanek istotnie różniących się od powietrza składem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mi chodziło o stary dowcip, nie mów, że nie znasz. ;-) No już tak nie flekuj Kolegi, bo się obrazi i więcej tu nie wróci.

Babska logika rządzi!

Jakie flekowanie? To było lekkie klepnięcie w ramię, bo chciałem, żeby Kolega się na chwilę zatrzymał. Chciałem go ostrzec, że powinien zastanawiać się nad każdym krokiem, bo droga, którą idzie i którą stara się prowadzić innych – często z dużą korzyścią dla prowadzonych! – jest drogą wiodącą przez… no, może nie przez Dolinę Ciemności, ale jest to droga śliska i pełna pułapek. Tylko lekkie klepnięcie w ramię. A ten Kolega na pewno nie jest mięczakiem.   Domyśliłem się, że chodzi o jakiś stary dowcip. Ale nie znam go. Młody jestem! :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aaa, jak poklepytawnie, to w porządku. Dowcip: Prezydent zebrał doradców i ogłasza: – Panowie, Polska traci znaczenie na arenie międzynarodowej, musimy coś z tym zrobić. I ja mam pomysł. Amerykanie wylądowali na Księżycu, my ich przebijemy i wylądujemy na Słońcu! – Ale, Panie Prezydencie! – zaprotestował Hermaszewski. – Przecież to niemożliwe! Tam jest potwornie gorąco, spalimy się! – Spokojnie, wszystko przemyślałem i mam plan. Polecimy w nocy.

Babska logika rządzi!

@jeroh:   Tytuł powieści Lema,skoro taki już jest, to może tak brzmieć, ale ja bym napisał inaczej. Tytuł to nie to samo co treść tekstu / narracji.    Natomiast co do tzw. czystego tlenu, to się z Tobą nadal nie zgadzam. Oddychanie czystym tlenem jest bardzo niebezpieczne, bo może podnieść ciśnienie krwi, wywołując kwasicę.  

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dobre :-) Od razu przypomniał mi się inny dowcip, ten o malowaniu Księżyca na czerwono.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Znam. Też dobry. :-)

Babska logika rządzi!

Mkmorgoth, OK, przyjmuję do wiadomości, że się nie zgadzasz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A ja nie znam! Jerohu, Finklo, niech ktoś opowie! :)

Mee!

Finklo, choć do sf podchodzę jak pies do jeża, to opowiadanie bardzo mi się podobało. Też kiedyś się zastanawiałam jak moglibyśmy znaleźć wspólny mianownik np. z inteligentną chmurą liliowego gazu:D @Mkmorgoth – z tym zabójczym tlenem to bym nie przesadzała – jak mawiał Paracelsus (Phillippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim – miał człowiek szczęście, że nie musiał podpisywać umów bankowych) "wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną" – to kwestia dawki i – w tym przypadku – ciśnienia parcjalnego. Oczywiście tlen jest toksyczny, ale powikłania tkankowe pojawiaja się po ok 8 godz oddychania 100%O2. Do długotrwałego oddychania się nie nadaje i na dłuższą metę rzeczywiście stosuje się mieszaniny oddechowe, ale przez krótki czas… Z tego, co wiem, jeroh ma rację – nie jestem pewna jak obecnie, ale czysty tlen był stosowany w skafandrach kosmicznych. No i choć przedawkowanie o2 faktycznie prowadzi do kwasicy, to w innym mechaniźmie niż przez podniesienie ciśnienia tętniczego. (Dla ciekawych  http://www.mp.pl/artykuly/11896). No i przychylę się do zdania Finkli, co do skrótów myslowych – niby podajemy komuś tlen, a potem okazuje się że to te marne 30%-50% Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

--> Kozajunior   NASA: Panie prezydencie, Rosjanie wylądowali na Księżycu! Co robić? Reagan: Nic. NASA (dwa dni później): Panie prezydencie, Rosjanie malują Księżyc na czerwono!!! Co robić?! Reagan: Nic. NASA (miesiąc później): Panie prezydencie, klęska. Ruscy skończyli i wracają. Cały Księżyc jest czerwony! Co teraz? Reagan: Zaczekać aż wyschnie i wysłać naszych z białą farbą. Niech namalują napis: Coca-Cola.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

AlexFagus, cieszę się, że się spodobało. Jeszcze bardziej, że skrót jest uzasadniony. Kózka-san, no i jak? Jeroh rozbawił? :-)

Babska logika rządzi!

Spodziewałem się bardziej czegoś z lądowaniem na Marsie, ale tak – rozbawił :)

Mee!

Że niby jak? Pomalować Księżyc na czerwono, a potem twierdzić, że wylądowało się na Marsie? To może być pomysł na opko. ;-)

Babska logika rządzi!

No, byłoby to ciekawe, mistyfikacja stulecia! Ja bym ten pomysł oddał Jankowi, bo Czuby zająłby się tym wyśmienicie! :) Ale coca cola też jest ciekawa ;)

Mee!

Masz rację – to coś dla Czubego. To czekamy, aż Janek tu zajrzy…

Babska logika rządzi!

@AlexFagus Ja z tym "czystym tlenem" nie przesadzam. Tak się składa, że znam się trochę na nurkowaniu. Po za tym przez pewien czas pracowałem w szpitalu na odziale SORu, i wiem że, niestety, jesteś w błędzie. Jeroh, również jest w błędzie. NASA nigdy, powtarzam nigdy nie stosowała czystego tlenu i nadal tego nie robi. Nie wiem na jakie powołujecie się w tej chwili źródła, ale poczytajcie o tym. Nie piszcie bzdur z WIKIPEDII i im podobnym śnieciowym serwisom. Zamykam ten temat.      

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Link do strony nie działa: The URI you submitted has disallowed characters.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

"Też kiedyś się zastanawiałam jak moglibyśmy znaleźć wspólny mianownik np. z inteligentną chmurą liliowego gazu:D" AF: A czytałaś powieść Freda Hoyle'a pt. "Czarna chmura" ("The Black Cloud")? Stara rzecz, Hoyle napisał ją w 1957 roku. Przetłumaczona na polski i wydana w roku 1981 (sprawdziłem) i chyba niestety nie wznawiana. Książka opowiada właśnie o kontakcie z inteligentnym obłokiem materii międzygwiazdowej. Co prawda – jak można domyślić się na podstawie tytułu – chmura występująca w powieści Hoyle'a nie jest liliowa ;-)   Mkmorgoth: http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:AwkgwJImohkJ:www.nasa.gov/pdf/379066main_Spacesuits_Pressurized_Protection.pdf+&cd=4&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-a (kopia Google pliku PDF ze strony NASA)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

@mkmorgoth – tak, bo nie dałam spacji i wciągnęło do linku nawias i kropkę, a edycji komentarzy nie ma. Wystarczy skasować ). w adresie http://www.mp.pl/artykuly/11896 Mam nadzieję, że teraz zadziała. Nurkowanie to trochę inna bajka. A skoro pracowałeś na SOR – to co: mówiliście, że podłączacie pacjentowi mieszaninę oddechową? Serio? Ja zwykle słyszałam, że podłącza się tlen, nawet jeśli chodziło o niższe stężenia, ale może to inny region, bardziej dbały o poprawność językową. I w ostrej hipoksemii stosuje się 100% tlen, do tego dąży się też się przy resuscytacji (skoro pracowałeś na SOR to powinieneś wiedzieć, po to przy suplementacji tlenu podłącza się do ambu worek rezeruarowy, choć wtedy zwykle można osiągnąć do 85%), w przewlekłej oczywiście nie, bo wtedy zbyt duże stężenie tlenu zmniejsza napęd oddechowy. Co do NASA poszukam, gdzieś czytałam, ale ile to bzdur jest w internecie. Ja potrafię zweryfikować tylko swoją działkę. A jak chcesz się upierać, przy swoim, proszę bardzo…

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

@jeroh – nie czytałam niestety, może kiedyś nadrobię.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Ciekawa dyskusja się rozpętuje. A co do pogawędek z chmurami, zapomniałam wcześniej spytać: Alex, i co wymyśliłaś?

Babska logika rządzi!

Szymon Pilecki, "Lotnictwo i kosmonautyka. Zarys encyklopedyczny", W-wa 1984, podaje na stronie 429 i następnej:   Staki "Merkury", "Gemini", "Apollo" – czysty tlen, 345 hPa. "Skylab" – 74% tlenu, 26% azotu, ciśnienie nie podane.   Nowicki i Zięcina, "Samoloty kosmiczne", W-wa 1989, podają na stronie 150 dla kabin amerykańskich wahadłowców: 79% azotu, 21% tlenu, 1014 hPa.

No właśnie niewiele, w sumie jakie zmysły mogłaby mieć chmura? Chyba najlogiczniejszy byłby jakiś rodzaj analizy cząsteczek chemicznych – wydaje mi się, że najbardziej w przyrodzie rozpowszechniony, w tej czy innej formie --ale tu chyba my sami mielibyśmy kłopoty z komunikacją. Można by zaprezentować jakiś polimer nie występujący naturalnie, by pokazać, że jesteśmy na pewnym etapie rozwoju cywilizacyjnego, ale co, jeśli prezentując chmurze teflon obrazisz jego matkę?

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, Adamie. :-) Czy możemy się zgodzić, że ważne, aby ciśnienie parcjalne tlenu podawanego przez kilka godzin nie odbiegało zbytnio od normy? A także (malutka prywata), że mogłam użyć skrótu myślowego? Alex, z obrażaniem matki teflonem to pojechałaś. LOL Powiedz mi, jaki rozum ma chmura, a zastanowimy się nad zmysłami. Bo może jest w stanie wykształcić wzrok (jakieś soczewki z lodu?) albo słuch (tu już chyba potrzebowałaby co najmniej membrany, ale może da się zrobić?). Z węchem/ smakiem wydaje mi się prościej. O, ironio!

Babska logika rządzi!

Zgadzam się tylko i wyłącznie z Adamem (oczywiście posypuję głowę popiołem:)   Ale na przyszłość, droga Finklo, wystarczyłoby jedno z długie zdanie z tym tlenem, a nie, jedno krótkie "czysty tlen", które prawie że, wywołało małą wojnę na portalu, pod Twoim opowiadaniem.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Mkmorgoth, słowa "czysty" użyłeś dopiero Ty. W moim opowiadaniu ono nie występowało i nie występuje. Tak sądzę. A jeśli się mylę, to jakimś innym kontekście. Ja napisałam o tlenie, bez wchodzenia w szczegóły, w jakim stężeniu i pod jakim ciśnieniem.

Babska logika rządzi!

ok, sorki. :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

No to bitwa o tlen chyba szczęśliwie zakończona. Do następnego starcia. ;-)

Babska logika rządzi!

@mkmorgoth – no dobrze, to oświeć mnie proszę i wskaż mi jakieś artykuły naukowe, których wyniki całkowicie eliminują wykorzystywanie 100% tlenu w medycynie. Obecnie z medycyną ratunkową kontakt mam niewielki, może w ciągu ostatnich lat coś się zmieniło, wytyczne ERC są z 2010, w tej działce to kupa czasu, a ja nie chciałabym pozostawać w błędzie. Poza tym zawsze miło móc coś skonsultować z anestezjologiem lub innym kolegą po fachu. Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

A nie, jeszcze nie zakończona. No dobrze…

Babska logika rządzi!

Ja już kończę, Finklo:D Mam nadzieję, że uda mi sie czegoś nauczyć, bo nie chciałabym tkwić w błędnych przekonaniach. A o chmurze pomyślę:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dobrze. No to czekamy na wieści ze świata medycyny i rezultaty ochmurnych przemyśleń. ;-)

Babska logika rządzi!

…Drogie panie, w swoich dywagacjach wyważacie otwarte drzwi. Niehumoidalne inteligencje są już dawno opisane w powieściach: Lema ("Solaris", "Fiasko", i"Niezwyciężony" oraz jeszcze jedna, dziejąca się na Księżycu (może AdamKB przypomni tytuł). W powieści "Solaris", myślący ocean też nie miał organów zmysłowych w ludzkim znaczeniutego słowa, co mu bynajmniej nie przeszkadzałoNa Ziemi roi się od organizmów nie posiadających tego czy innego organu zmysłowego. Można przyjąć, że istnieją inne zmysły – szósty, siódmy itd. Na przykład zmysł wykrywający mikrofale, linie pola magnetycznego, telepatia i tak dalej.. Pozdrawiam miłe, dociekliwe koleżanki..

@AlexFagus: Wysłałem Tobie wiadomość na priv. :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Już na Ziemi istnieją zmysły/receptory, których człowiek nie posiada, a zwierzęta korzystają z nich z powodzeniem, jak choćby echolokacja u delfinów i nietoperzy, czy termowizja u węży. Co do inteligentnej chmury – IMO wszelkie zjawiska, które będą bezpośrednio wpływały na jej cząstki mogłyby być odbieranymi przez nią bodźcami – dźwięk to zmiany ciśnienia w ośrodku, a więc jak najbardziej, temperatura i światło też (zderzenia fotonów z cząstkami chmury). Jeśli w dodatku cząstki chmury będą nieobojętne magnetycznie lub elektrycznie, możliwości się zwiększają. 

 

Moim zdaniem nie samo odbieranie bodźców jest tutaj problemem, a zapis i przetwarzanie informacji – ten mechanizm byłby dla mnie interesujący. Jak zbudowany jest ośrodek pamięci chmury i jak przebiegają procesy myślowe? Myślę, że i to dałoby się jakoś wytłumaczyć.

 

Opowiadanie mi się podoba. Błędów logicznych i nieścisłości nie znalazłem. Gdybym chciał na siłę coś wytknąć, to byłaby to ta zerowa grawitacja, ale przy obiektach odpowiednio małych jej wartość jest na tyle mała, że można by ją pominąć.

 

Pozdrawiam.

Ryszardzie, drzwi może i otwarte, ale za to mamy szansę na zaprojektowanie nowego łomu. Tak, na kartach książęk gościły już liczne chmury, ale może jeszcze nie taka? :-) Unfallu, z dźwiękiem masz rację – nie przemyślałam tego dobrze. Zderzenia fotonów dają chyba bardzo mało informacji – ciemno/ jasno, ostatecznie może jeszcze jakiś gradient. Do odbierania obrazów chmura potrzebowałaby chyba co najmniej camera obscura. Propozycje pozostałych zmysłów jak dla mnie bardzo interesujące. Zobaczymy, co powie AlexFagus. O rozum chmury też pytałam. :-) Miło, że się spodobało. Tak, asteroida jest mała – kiedy bohater ląduje, obcego nie widać; albo schował się w kraterze (nie), albo jest za horyzontem. Protagonista idzie wolno, ale nie potrzebuje dużo czasu, żeby dotrzeć do "rozmówcy". Dziękuję wszystkim za komentarze. :-)

Babska logika rządzi!

…* Niehumanoidalne.

ryszardzie, chyba wszystkie drzwi już otwarto… ale co szkodzi pogadać:) Ja mały robaczek jestem, na fizyce się raczej nie znam, więc moje mądrości na ten temat to dywagacje myszy co do zawartości sera w Księżycu. Z zapisem informacji może być chyba o tyle problem, że w chmurze pozycja cząsteczek jest zmienna, więc trzeba by przemyśleć, jak mogłyby powstawać ślady pamięciowe. Bo co do samych cząsteczek to pewnie wystarczy zmiana np. ładunku lub polaryzacji. Z odbieraniem fal akustycznych czy elektromagnetycznych nie powinno być problemu, ale już widzenie czy słyszenie mogą się diametralnie różnić od naszego – mój rodzony mąż słyszy piski nietoperzy i brzęczyki na koty, więc znam z autopsji problem z komunikacją przy róznicach czułości zmysłów. Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

…Drogie dziewczęta, w tej dyskusji chyba zabrnęliśmy za daleko. Nie psujmy sobie przyjemności z czytania tej humoreski, rozczesując ją na włókna. Był obcy? Był. I co? I nic. Reszta jest lekką i przyjemną literaturą. Przemyśliwam zebranie kilkunastu takicch perełek w zbiorek. Pozdrawiam.

ryszardzie, ale przecież nikt ma na celu psucia przyjemności z czytania opowiadnia Finkli. To pogaduszki na temat czegoś, co ot tak chlapnęłam w komentarzu, a co wsześniej nie zajęło moich myśli dłużej niż pół minuty, a i to dawno temu, przy lekturze jakiejś parodii s-f. To dyskusja równie naukowa jak "co ma piernik do wiatraka" albo "czy kamienie ze Stonehenge cierpią na fobię społeczną".

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Ryszardzie, zgadzam się z Alex – co szkodzi pogadać. Opowiadanie jest wyżej i jeśli ktoś zaczyna lekturę od komentarzy, to sam sobie psuje… My już to mamy za sobą. ;-) Hmmm, zmiana ładunku czy polaryzacji – fajny pomysł, ale sama twierdzisz, że cząsteczki się ruszają, więc po chwili nikt nie dojdzie, jaki wzorek był przedtem… I jeszcze jedno – po czym ludzie poznają, że chmura jest inteligentna?

Babska logika rządzi!

Jak to po czym? Po złośliwości i poczuciu humoru:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Znaczy, chmura złośliwie otacza ludzi mgłą i opowiada dowcipy? ;-)

Babska logika rządzi!

Na temat mgły to lepiej nie wchodźmy… ;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nie to nie. Ale jak inaczej można zajrzeć chmurze do wnętrza? Ale pytałam prawie poważnie: jak ludzie zorientowali się, że z chmurą warto pogawędzić? Miała nienaturalny kształt? Powodowała halucynacje?

Babska logika rządzi!

Kryła w sobie brzozę z magnesem?

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, myślisz, że z taką chmurą będą rozmawiać? Napalmem z góry. Albo medal od pomysłodawcy. Tak czy siak – po sprawie.

Babska logika rządzi!

Mogłaby przyjąc jakiś kształt przewijający się powszechnie w naszej kulturze (uzyskany np. z płytki Pioneera) – falliczny w modzie od lat. A ilu śmieszy!

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Zawsze możemy oglosić konkurs na opowidanie hard s-f o inteligentnym liliowym obłoku gazowym. I niech inni mysla za nas.:D

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Taaaak. Blondynka z dowcipów rozmawiająca z falliczną chmurą… Ciekawe o czym. A czy to nie za bardzo ogranicza twórców jak na konkurs?

Babska logika rządzi!

Chyba trochę tak. Hard to przesada. A blondynka rozmawiajaca z falliczną chmurą… oj, nie podązaj tą ściezką Finklo:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

A kto inny się skusi na pogawędkę? ;-)

Babska logika rządzi!

[…] sama twierdzisz, że cząsteczki się ruszają, więc po chwili nikt nie dojdzie, jaki wzorek był przedtem…  ---> już w tym momencie można rozpoznać, czy mamy do czynienia z chmurą chmurową pospolitą, czy z obłokiem mądrym ekskluzywnym. Ten drugi postara się o twałość wzorków.   Dlaczego liliowy?   Napiszcie razem szorta (potem zrobicie z niego dylogię): inteligentny seledynowy obłok rozpoznał w trakcie zbliżania się do Ziemi, że plącze się po jej powierzchni parę miliardów obdarzonych inteligencją indywiduów. Bierze je, jako całość, za obłok w stanie chwilowo nieaktywnym, czyli składowe nie są sprzężone w jeden umysł. Nawiązuje, telepatycznie, łączność ze wszystkimi ludźmi jednocześnie i fioletowieje ze zdumienia, że wypadkowa inteligencja zagregowanych umysłów spada do niemal zera…

:D Adamie, pomysł boski ( i jaki prawdopodobny!) ale rozwijanie go, to jak pieczenie ciasta z proszku – cała zabawa już była

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Co Ty na to, Alex? Adamie, obiecałam Ci kiedyś opko o kolorach. Pamiętam. Tylko… jakoś lepiej mi się pisze na inne tematy. Ale kiedyś się zbiorę. Można rozpoznać, powiadasz? Często zdarza Ci się analizować trwałość wewnętrznych struktur chmur? ;-p

Babska logika rządzi!

---> Alex. To jedynie szkielet, którego obudowywanie ciałem pozostawia prawie nieograniczone pole do popisu.   ---> Finkla. Bardzo często, bo czekam na wizytę Seledynka, który przecież nie może wystąpić bez zamaskowania się na zwykle chmursko, gdyż do Fukujamy zostałby szybko odesłany.   :-)

Adamie – ciągle mnie zaskakujesz. Nie przestawaj, proszę. :-)

Babska logika rządzi!

W sumie… Choć pewnie takie spotkanie skończyłoby sie powstaniem jakiejś religii.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Brawo!

No to przestańmy zdradzać szczegóły. Mail w profilu. :-)

Babska logika rządzi!

Bez obaw, Koleżanko, o skutki ewentualnych doszczegółowień {których, z mojej strony, już nie będzie bez wiedzy i zgody  :-)  }. Podaj we warunkach konkursu pięć fragmentów, które mają się in extenso znaleźć w pracach, a i tak dostaniesz ileś tam różniących się między sobą tekstów – słowa wiążące, przejścia fabularne cudów narobią.

To prawda, dowód: kozy w Castingu. :-) Adamie, mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale nie czuję się jakoś mocno związana Twoimi pomysłami. Z zaprzestaniem zdrad chodziło mi o to, żebyśmy z Alex nie pisały opka na oczach przyszłych czytelników. Im mniej wiedzą teraz, tym większa radocha potem. Ciebie też to dotyczy. :-)

Babska logika rządzi!

Pogniewasz? O co? Nie widzę powodów, najdrobniejszych. Przeciwnie, jeżeli z takich ni to prześmiewczych, mi to poważnych pogaduszek wyłoni się pomysł, nawet bardzo od tematu odległy, tylko się ucieszę.   Lewe oko samo mi się przymyka, pora pospać. Kolorowych snów.

No to mam nadzieję, że coś się wyłoni. I że efekt Ci się spodoba. Dobranoc. :-)

Babska logika rządzi!

Piszę z lekcji, więc nie mam za dużo czasu;) Później postaram się przeczytać opowiadanie, komentarze też, ale na szybko: czy wzrór stanowiący tytuł opka jest możliwy? Czy "z" może być po obu stronach "="? Pewnie już ktoś inny poruszył ten temat…

No widzisz, trzeba było przeczytać, wtedy byś nie pytał ;-) To rekurencyjny wzór na zbiór Mandelbrota, ograniczenia edycyjne nie pozwoliły Finkli na zapisanie indeksów dolnych (n+1 przy pierwszym z, n przy drugim).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie, nikt jeszcze nie poruszał, jesteś pierwszy. :-) Zasadniczo – oczywiście jest możliwy. Możesz dostać do rozwiązania równanie z dowolną ilością iksów, popodnoszonych do różnych potęg, po obydwu stronach równania. Jednak tytułowe równanie to nie zwykła algebra, tylko kluczowa część "przepisu" na fraktal. W pełnej wersji po lewej stronie równania mamy zet z numerem n+1, po prawej zet n; czyli informację jak, znając enty wyraz, obliczyć kolejny. Tak, precyzyjniej byłoby podać numery zetów, ale… no, edytor ma swoje fanaberie. Nawet do kwadratu nie mogłam podnieść tak po ludzku, więc zdecydowałam się na wersję okrojoną. W imię przejrzystości i aby nie odstraszać czytelników kobylastym wzorem. Wyjaśniłam?

Babska logika rządzi!

O, Jerohu, ubiegłeś mnie. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki:) Kwadrat zrozumiałem bez pudła, ale zet bez "prima" albo innego odróżnika od drugiego zeta jakoś mi nie podeszło. Jest sprzeczne z logiką:) Przepraszam za komentowanie bez znajomości utworu. Póki go nie przeczytam nie będę się odzywał:)

Nie, nie jest sprzeczne. :-) Ależ nie krępuj się. Jeśli będziesz miał jeszcze jakieś pytania (choćby i w trakcie lektury), to wal śmiało. :-)

Babska logika rządzi!

Wobec mnogości głosów prawdziwych fachowców, ledwie wciskam się w ten zacny tłum, by powiedzieć, że z ogromną przyjemnością przeczytałam to bardzo fajne opowiadanie, i że nad wyraz mi się ono podobało! ;-) Gratuluję Finklo!  

 

„Niekiedy muszę nakładać drogi, żeby ominąć dziury”.Niekiedy muszę nadkładać drogi, żeby ominąć dziury.

Nadkładać – «przebyć więcej drogi, niż się zamierzało lub było trzeba» Pozdrawiam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cholera! Nie byłam pewna, miałam sprawdzić to słowo, ale jakoś tak mi się zapomniało… I znowu wstyd. Dziękuję, Regulatorzy. Miło, że dostarczyłam przyjemności. :-)

Babska logika rządzi!

Jakitam wstyd? Z powodu jednego słowa? W dodatku można to uznać za literówkę. ;-) A najważniejsze, że dostarczyłaś, i że Tobie też jest miło. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jaki wstyd? Okropny. Że tylko jedno? Gdyby AdamKB na początku nie przeczesał tekstu, to znalazłabyś więcej kfjatkuf. No niby wygląda na literówkę. Ale ja wiem, że literówką nie było. "Na(d)kładanie" podpada pod paragraf o używaniu słów, których się nie zna. Poważna sprawa. No trudno, jakoś z tego wyjdę. Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oto obcy, który jest chyba dziwniejszy i trudniejszy do pojęcia niż ocean na Solaris. Moim zdaniem to jedna z najniezwyklejszych wizji obcego w historii kinematografii. Uważam, że spotkanie z kosmitą naprawdę mogłoby przebiegać jak w tym filmie. Zakończenie skłania do głębszej zadumy. http://www.youtube.com/watch?v=DMoWt0wnlUw

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Szkoda, że mój komp zawiesza się na YT. Nic to, dorwę jakiś inny, to obejrzę.

Babska logika rządzi!

Finklo, gratuluję liczby komentarzy. Jak to się, motyla noga, robi? Ech, i tak nie zrozumiem;) Przeczytałem prawie wszystko. Trochę się potykałem brnąc przez przegadany wstęp, ale potem czytało mi się lepiej. Niestety, nie zrozumiałem, co się tam stało, nie dotarły do mnie żadne Twoje podpowiedzi w tej sprawie. Może ten Obcy był jakby fraktalem, a człowiek jego częścią, albo odwrotnie ("Jesteśmy aż tak podobni")? Poległem, to dla mnie za trudne. Tekst "Dajcie się rozejrzeć, nigdy jeszcze tu nie byłem" rozbawił mnie do łez. Ogółem – opowiadanie daje radę.   A w sprawie tytułu… Rzeczywiście, wzór ma rozwiązanie (np. z=1 i c=0), nie jest więc nielogiczny. Zagalopowałem się, wybacz. Natomiast do zeta po lewej stronie wystarczyłoby dodać znaczek "prim", żeby wzór wyglądał znacznie lepiej, choć pewnie nadal nie idealnie – i bez (n+1) byś się obyła. Włśnie sobie uświadomiłem, kiedy ostatnio miałem lekcję matematyki. Przerażające;) Pozdrawiam!

Przede wszystkim, na każdy komentarz trzeba odpowiadać. Mniej więcej połowa wpisów należy do mnie. ;-) Nie chcę za bardzo wyjaśniać własnego tekstu, ale nieźle kombinujesz. Nie całkiem tak samo jak ja, ale ciekawie. Nie mam nic do wybaczania. Równanie ma rozwiązanie dla każdego c. Tak na marginesie – z należy do liczb zespolonych. Nie. Prima nie można użyć. Bo wtedy można go zinterpretować jako pochodną i to by diametralnie zmieniało znaczenie.

Babska logika rządzi!

OK, to ja się wycofuję ze wszystkiego, co miałem do powiedzenia o tym wzorze – oprócz tego, że w tytule jest zapisany błędnie, ale sama o tym wiesz i rozumiem powody, dla których jest jak jest:) Przy okazji, nic już nie pamiętam, ale na Polibudzie liczby zespolone też miałem:)

No, od której strony człowiek by nie podszedł do klawiatury, edytor przed nim… Tak nic a nic? Dla mnie zespolone to już niemal czarna magia. Czyli na fantastykę się jak najbardziej nadają. ;-) Dzięki za komentarze. :-)

Babska logika rządzi!

Jak zwykle spóźniony na imprezę, ale przeczytalem z przyjemnością ze względu na fetysz matmatyki w literaturze. ;)

Dzięki za komentarz. Wiesz, że spóźnialscy często dostają "karniaka"? To teraz tłumacz, o co chodzi z tym fetyszem. Że wszyscy lubią takie ekscesy? Że się boją? Że każdy by z przyjemnością poczytał, ale nikt się nie chce przyznać? ;-)

Babska logika rządzi!

Fetysz czy anty?   Pytam prowokacyjnie, by silniej rozpłomienić przyszłą dysputę  :-).

Jeden fetysz, jeden prowokator. I zaczyna robić się ciekawie…

Babska logika rządzi!

To się jeszcze okaże. Verlee może, świadom niebezpieczeństw związanych ze sporem z kobietą, odpuścić temat.  :-)

Jaki spór? Ja tylko zadałam pytanie i kilka naprowadzających. A potem się uśmiechnęłam i puściłam oczko. Gdzie widzisz niebezpieczeństwa? PS. Możesz, Adamie, odpowiadać spokojnie. Nic Ci nie zrobię. Zwłaszcza przez internet.

Babska logika rządzi!

:-)  Wszędzie i we wszystkim, co związane z Wami. Nigdy nie wiadomo, o czym pomyślicie za sekundę, jaką drogą pobiegną Wasze skojarzenia…  :-)   Nic Ci nie zrobię. Zwłaszcza przez internet.   ---> jestem tego świadomy i dlatego tak odważnie "pyskuję". W Internecie.  :-)

Oj, biedactwa… A tego kwiatu jest pół światu. Strasznie stresujące życie wiedziecie. Odreaguj sobie. Pyskuj, ile wlezie. ;-) Nie wiadomo, o czym pomyślimy i dlaczego właśnie tak nam się coś skojarzyło. To prawda. Ale czy to źle? Zwłaszcza na portalu fantastyka.pl?

Babska logika rządzi!

E, z fetyszem chodziło tylko o to, ze kiedy niektórzy widza matematykę w tekście literackim, to uciekają jak najdalej, a mnie na hasła-klucze "nieskończoność", "teoria zbiorów", "fraktal", "rekurencja" robi sie dziwnie przyjemnie… :P

Dziękuję za wyjaśnienia. Cieszę się, że dostarczyłam przyjemności. :-)

Babska logika rządzi!

Wiesz, Finko, przeglądałem sobie ostatnio pewien serwis, któy bawi mnie niezmiennie od lat i zobaczyłem to coś co zalinkowałem; od razu skojarzyło mi się z Twoim tekstem w bardzo smutny sposób – Ziemianie nie dogadaliby się z kosmitami za pomocą matematyki: http://mistrzowie.org/558579/Krolowa-nauk Czytaj i płacz jako i ja czyniłem! :)

Sorry, taki mamy klimat.

No zgadza się – nie jest dobrze. Ale mój kapitan posłał nawigatora po studiach matematycznych. Może jednak miałby szansę… A może nie wymyślałby kosmicie zbyt trudnych przykładów. :-/

Babska logika rządzi!

…Finklo, twierdzenie Pitagorasa, trójkąt prostokątny otoczony kwadratami przylegającymi do jego boków, nie może zawieść, albo ja się poddaję. Chyba że obcy uznają tylko geometrię Łobaczewskiego. Zmieniłbym tytuł tego opowiadania na: "Kosmiczna klapa". Pozdrowienia.

A jakie jest kryterium "zawiedzenia" albo "powodzenia"? Jeśli chodzi o pokazanie, że mamy jakąś tam wiedzę matematyczną (czytaj: jesteśmy braćmi w rozumie, bo potrafimy myśleć abstrakcyjnie), to może i Pitagoras wystarczy, nawet jeśli Obcy używają geometrii nieeuklidesowej. Zwłaszcza, jeśli oni wystawią swojego matematyka. Ale pokazaliśmy twierdzenie, nasz zapis a2+b2=c2, i co dalej? Jak od symboli matematycznych przejść do języka? No i jeszcze inna sprawa: w jakim stopniu matematyka jest uniwersalna? Czy można oprzeć algebrę na zasadzie, że najpierw wykonuje się dodawanie i odejmowanie, potem mnożenie i dzielenie, a na końcu potęgowanie i pierwiastkowanie? Nie mam pojęcia, czy z tego może wyjść coś sensownego. Niby ab=ba. Ale AB to już nie to samo, co BA. Co gorsza, z istnienia AB wcale nie wynika, że musi istnieć BA… Czy aksjomaty, do których się przyzwyczailiśmy aby na pewno są obowiązkowe? Ale to może być pomysł na kolejną humoreskę. Spotykają się przedstawiciele dwóch ras. Obydwaj mają maturę giertychowską (tudzież kosmiczny odpowiednik) i dyplomy marniutkich uczelni…

Babska logika rządzi!

…Finklo, mój umysł już nieco rdzewieje i nie mam odpowiedzi na Twoje pytania. I jest już strasznie późno. Na szczęście śpimy godzinę dłużej. Dobrej nocy życzę.

Pytanie fundamentalne: ile istnieje matematyk?

Ryszardzie, są rzeczy w kosmosie i na Ziemi, o których nie śniło się ani matematykom, ani filozofom. A my, fantaści, musimy się z gadzinami męczyć… Tak właściwie nie liczyłam na odpowiedzi. Dobranoc. ;-) AdamieKB, nie mam najzieleńszego pojęcia. Nie wiem nawet, czy w dzieciństwie uczyłam się tylko jednej, czy może kilku różnych. Czy planimetria i stereometria to jedna i ta sama rzecz, tylko o różnym stopniu intensyfikacji, dwie odrębne, czy może kawałeczki jakieś większej całości? A jak zmieni się odpowiedź, jeśli dorzucimy przestrzenie n-wymiarowe? Jak się ma topologia do trygonometrii? Ale zasadniczo rozsądne wydaje mi się założenie, że nie wszyscy muszą myśleć dokładnie tak jak ja.

Babska logika rządzi!

Zapytam przewrotnie: nie masz większych zmartwień ponad rozróżnienia między plani– a stereometrią?     Jeżeli już chcesz martwić się niedoskonałością znanej nam matematyki, szukaj sposobu, aby dało się dzielić przez zero (w sensie, żeby nie prowadziło to do błędów i paradoksów) i jeszcze sposobu na nieskończoności. Unieważnij twierdzenie Goedla. Fizykom (bo to też matematyka) sprezentuj metodę, likwidującą konieczność "dostrajania" formuł. To są zmartwienia, uważam… Filiżanka do kawy może sobie być tożsamą z torusem, cholera z nią i z nim, chociaż torus przecieka i kawy doń nalać się nie da  :-) . Zrób coś z polem Higgsa, bo jakoś dziwnie i podejrzanie przypomina niegdysiejszy eter…

No to mi przewrotny fundamentalista dowalił. Cóż, należało się. Na drugi raz, jak mnie dopadnie nastrój refleksyjny, to pójść spać albo poczytać dowcipy o Masztalskim, a nie wypisywać bzdury. Znalazłoby się kilka większych zmartwień. Adamie, Twój list do Mikołaja/ złotej rybki mnie przerasta. Tak bardzo, że nawet nie próbuję zgadywać, z której strony można ugryźć te problemy. Przy dzieleniu przez zero zazwyczaj wystarcza mi reguła de l'Hospitala. Twierdzenie Goedla nawet lubię. Jakoś tak wspiera mnie w mojej niewierze w absoluty i uczy pokory. "Dostrajania" formuł nawet nie rozumiem, ale jeśli faktycznie przeszkadza biednym fizykom, to możesz coś z tym zrobić. Tożsama czy nie, filiżanka pełna kawy na szczęście rzadko ni stąd, ni zowąd zmienia się w torus. Może wystarczy utrzymywać ją w takim stanie? Pola Higgsa bym nie ruszała, nawet gdybym potrafiła. Po pierwsze, nie chciałabym żyć w świecie, w którym nauka już wszystko wie i nikt nie ma wątpliwości (okropność!). Po drugie, a jeśli jest potrzebne? Może i nie do wszystkich swoich kilogramów jestem bardzo przywiązana, ale większość się przydaje. :-)

Babska logika rządzi!

:-)  Nie mam najmniejszych watpliwości w kwestii przydatności – niektóre z Twoich kilogramów, jak to z żeńskimi kilogramami jest, posiadają nie tylko masę, ale swój urok też.  :-)   Ani mi w głowie było, jest i będzie, dowalać w jakimkolwiek negatywnym sensie. Wypisałem to, co mi "nie gra", co stanowi moim zdaniem "skazy" na portrecie Królowej. Poza polem Higgsa, ono jest ze sąsiedniej bajki.   Świat, który już nie ma przed nami tajemnic, byłby cholernie nudny, to fakt, ale za to jaki spokój w duszach i umysłach…  :-)

Ciekawe, czy dokładnie te same kilogramy uważamy za przydatne. ;-) Z dowalaniem trochę przesadziłam. Ale Twoja "praca domowa" potrafi zjeżyć włosy na głowie. To taka forma buntu była. Adamie, czy portret doskonale piękny, bez żadnych skaz nie byłby straszny? Moim zdaniem, ani model, ani obraz nie powinien zbyt blisko podchodzić do absolutu. Jeszcze pół biedy z malowidłem – można zrzucić winę na malarza. No i właśnie ten spokój w duszach i umysłach wydaje mi się podejrzanie podobny do stagnacji. Bo co by wtedy ludzkości zostało? Próby przyszpilenia Heisenberga?

Babska logika rządzi!

:-)  Dążenie do wypracowania i utrwalenia opinii, iż jestem grzecznym i dobrze wychowanym chłopczykiem, nie pozwala na wyznania, które kilogramy uważam za najładniejsze i najpotrzebniejsze z naszego punktu widzenia.  :-)   Heisenberg dostał Nobla i jest nie do ruszenia pod groźbą anatemy. Inna sprawa, że nie wszyscy się tą groźbą przejmują. Niedawno czytałem coś, czego nie pojąłem, głównie z powodu tezy, burzącej ustalone poglądy. Autor niejako neguje kwantowość jako stan materii, bałagan nieoznaczoności przenosi do naszych umysłów (czyżby delikatnie dawał do zrozumienia, że skoro nie zgadza się to wszystko z intuicją, codziennym doświadczeniem, to jak nie rozumieliśmy z początku, tak nie zrozumiemy do końca świata, bo łepetyny mamy nie do tego przystosowane?).   :-)  No masz, a Grecy tak się starali dojść do ideałów…   :-)

…Człowiek nie jest w stanie do końca zrozumieć świata tak, jak kura nie rozpozna, czy kobieta, która ją karmi, zna obce języki. Pozdrawiam.

Adamie, dobrze, nie naciskam. W trosce o Twoją opinię. ;-) Nie da się ukryć, że fizyka kwantowa jakoś niechętnie współpracuje z rozsądkiem (ekperyment z dwoma szczelinami mnie rozwala). W sporze między nauką a moją intuicją w większości przypadków obstawiałabym naukę. Autor jakoś odnosi się do wyników doświadczeń? A może to tylko nam się zdawało, że coś przeprowadzaliśmy? Grecy stworzyli wspaniałą kulturę, ale metody pomiarów mieli jeszcze dosyć prymitywne. Mogli nie zauważyć, że do ideału to jeszcze kilka nanometrów zostało. Acz już Platon podejrzewał, że tylko siedzi w ciemnej jaskini… Ryszardzie, zdanie dość deprecjonujące. Ale możesz mieć rację…

Babska logika rządzi!

Sympatyczna opowiastka. Może jedno czy dwa zdania w ostatnim akapicie stworzyłyby lepsze wrażenie kompletności, ale w sumie bieżący finał też ma sens. Chyba – spośród Twoich opowiadań, które przeczytałem – najprzyjemniejsze ; )

I po co to było?

Dziękuję. Fajnie, że zapewniłam przyjemność i to jeszcze z sensem w finale. :-) I w ogóle bardzo mnie cieszy Twój komentarz.

Babska logika rządzi!

Całkiem podobało mi się – pewien absurd, przewrotna koncepcja, świeżość. Tak że na kolana może nie rzuca, ale czytało się przyjemnie i z zaciekawieniem. Powiew oryginalności w połączeniu z niezłym warsztatem ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję. Całkiem się ucieszyłam. :-) Absurd? Hmmm…

Babska logika rządzi!

; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

;-)

Babska logika rządzi!

Pierwszy kontakt (i każdy następny) z odmienną rasą to wielkie wyznawanie. Wiem, bo ma żonę i dzieci i właściwie każde z nas to odmienna rasa. Analizy matematycznej jeszcze nie wypróbowałem w trudnych chwilach, ale może to jest jakieś rozwiązanie :)

No to pewnie powinieneś przetestować. Powodzenia. :-) I dzięki za komentarz.

Babska logika rządzi!

Szczerze powiedziawszy podszedłem do tekstu sceptycznie, ale z każdym przeczytanym akapitem poziom mojego sceptycyzmu spadał, aż w końcu opowiadanie naprawdę mnie wciągnęło. Szkoda tylko, że zakończyło się kilka zdań później. Jeśli już coś miałbym do zarzucenia temu tekstowi, to właśnie fakt, że kończy się w taki sposób. 

Zaiste, wielki musiał być wyjściowy poziom sceptycyzmu, skoro na tak długo starczyło. :-) Zmieniać zakończenia nie będę, ale tak z ciekawości: jakie by Cię satysfakcjonowało? Wojna? Jednostronny wyzysk? Nawiązanie kontaktów handlowych? Niemożliwość osiągnięcia porozumienia? Wszystko już było… Czy poszło o brak dokładnego wyjaśnienia, kim według mnie był przybysz, dlaczego miał akurat taki kształt itd.?

Babska logika rządzi!

Mam ciężkie podejrzenie, że trójkąt Sierpińskiego do dziś siedzi w programie ćwiczeń na informatyce ;) Opowiadanie podobało mi się właśnie przez zakończenie – ot, spotkali się ciut przypadkiem, obwąchali, pogadali, łyknęli strzemiennego i rozeszli się w swoje strony. Kosmos jest duży ;) Samo spotkanie ma coś w sobie z przyrodniczego odkrycia rzadkiego gatunku: jest, dowód na istnienie powstał, ale teraz jak to zrobić by zebrać więcej danych… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Trójkąt Sierpińskiego siedzi w wielu niespodziewanych miejscach. ;-) Cieszę się, że się spodobało. Czy to na pewno był przypadek? Może kosmici odebrali jakieś transmisje albo złapali którąś sondę i wiedzieli, czego się spodziewać? A strzemiennego łyknąć nie zdążyli. Obcy zwiał, zanim człowiek zdążył nalać. Ale może to i dobrze… Kto, wie może etanol jest szkodliwy dla życia pozaziemskiego? ;-) Dzięki za komentarz. Vyzartowi, oczywiście, również.

Babska logika rządzi!

No jak – podotykali się po tabliczkach, z przymrużeniem oka uznałem to za substytut brudzia ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Samo podotykanie? Nieeee, to trzeba ręce przepleść… ;-)

Babska logika rządzi!

Hmm… szczerze powiedziawszy nie bardzo wiem co o tym tekście myśleć. Na plus z pewnością zasługuje ciekawy pomysł, sposób podejścia do całej opowieści. Jednakże to nie są na pewno moje klimaty. Od samego początku trudno mi się było "wgryźć" w to opowiadanie, nie mogłem złapać właściwego rytmu. Odnośnie błędów merytorycznych nie będę zabierał głosów, bo i to nie moja działka :)  Raczej średnio przypadło mi do gustu. Pozdrawiam.

Uch… Opowiadanie zaczęło się od tego, że przez pierwsze akapity irytowała mnie przemyślenia bohatera. Potem zgubiłem się w tym, że poszczególne dialogi są prowadzone z innymi osobami (oddzieliłbym je jakaś gwiazdką albo co). Potem dotarłem do momentu, gdy matematyk wylądował na planecie, opowiadanie stało się ciekawe i nagle skończyło się na niczym.

Jestem na nie :)

Panowie, dziękuję za komentarze. Domku, cieszę się z plusa za pomysł. Z Twoim gustem (i o nim) dyskutować nie zamierzam. :-) Co do błędów merytorycznych, to myślę, że rażących jednak nie ma. Berylu, że irytowało, to trudno. Zagubienie w części drugiej – będę wredna – świetnie, o to chodziło. Mój bohater też się tak czuł. Takie piękne rozczarowanie to nic? Dlaczego niby Obcy mają być przewidywalni i zrozumiali od pierwszego spotkania? Ale nie próbuję Cię przekonać. Głos na nie to Twoje (zbójeckie) prawo. ;-)

Babska logika rządzi!

Ha! Wreszcie się jakiś "zielony" wpisał pod moim opkiem! ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo sympatyczne opowiadanie. Ciekawe przedstawienie kontaktu. Największy plus oczywiście za wątki matematyczne, które w SF wręcz uwielbiam. A propos Mandelbrota przypomniał mi się ultrahermetyczny dowcip: Co oznacza skrót B w nazwisku Benoit B. Mandelbrot? Benoit B. Mandelbrot!

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

::D:D:D   Dziadku, to coś jak:   rekurencja -> patrz: rekurencja   ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:) Znam jeszcze drugi podobny: Jaki jest anagram zwrotu Banach-Tarski? Banach-Tarski Banach-Tarski I później się dziwić, że ludzie mają matematyków za kosmitów. Ale jak widać w powyższym opowiadaniu swój ze swoim nie zawsze się dogada.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

SzyszkowyDziadku, dzięki za komentarze. Miło, że się spodobało. Dowcipy zaiste hermetyczne. Ale fajne. :-) Chociaż chyba wolę te zwyczajne o matematykach. – W jaki sposób może pan sobie wyobrazić przestrzeń dziewięciowymiarową? – To bardzo proste. Najpierw wyobrażam sopie przestrzeń n-wymiarową, a potem przyjmuję n = 9. PsychoRybo, mam nadzieję, że ten też rozbawi. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo :) To pozwolę sobie, taki jeden, łopatologicznie prosty dorzucić do kolekcji: :)   Źle się wiodło matematykowi, oj źle. Poszedł na wódkę do innego naukowca, fizyka, serdecznego znajomego, a tam – nowe auto, dobrobyt w domu, zona szczęśliwa…  – Stary, jak to zrobiłeś??  – Rzuciłem fizykę. Teraz jestem hydraulikiem pół roku za granicą, a przez drugie pół mam wakację. Kurs wystarczy przejść. Podrapał się matematyk, rzucił matematykę i poszedł na kurs. Kurs jak kurs, ale były i zadania z podstaw termodynamiki i przepływności rur. Na jednych zajęciach nasz matematyk rozwiązuje takie zadanie i rozwiązuje, zapisuje tablice skomplikowanymi wzorami, jedno, drugie, trzecie skrzydło – ale wynik coś nie wychodzi… Nagle z sali dobiegają go głośne szepty:  – Pssst…! Zmień granice całkowania!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobre! :-) A to? Robotnik, inżynier i matematyk dostali sto metrów siatki i zadanie: ogrodzić jak największy obszar. Robotnik wygrodził kwadrat o boku 25 metrów. Inżynier zrobił z siatki duże koło i ogłosił, że lepiej się nie da. Matematyk postawił ogrodzenie byle jak, dostał małą, nieregularną gwiazdkę, wszedł do środka i powiedział: "Jestem na zewnątrz".

Babska logika rządzi!

Dostał? Od kogo, za co?   Aniegdotczyki, do szeregu, bo o drzewko Feigenbauma zapytam… :-)    Newton matematykiem też niezłym był, toteż pasuje:   Zachodzi do niego znajomy i widzi, że sir Isaac pracowicie wycina na dolnej krawędzi drzwi wejściowych już czwarty mały otwór obok centralnego dużego.   – Co i po co wycinasz?   – Moja kotka ma sześć małych…

Czepiasz się. Ale skoro nie zrozumiałeś [ ;-) ]: wyszła mu, otrzymał, zbudował… Nie pomylił Ci się aby pan N. z blondynką? Fluksje i fluenty wymyślił, a z kociakami taki problem? I o tym gościu też znamy żarciki: Einstein, Newton i Pascal (w niebie) bawią się w chowanego. Einstein kryje, Pascal pobiegł chować się za chmurami, Newton spokojnie wyjął kredę, narysował kwadrat o boku metra, stanał w środku. – …Dziewiętnaście, dwadzieścia. Szukam! Newton, znalazłem cię! – Nie, nie, nie. Wcale mnie nie znalazłeś. Ja jestem Newton na metr kwadratowy, czyli Pascal…   I mały atak uprzedzający: z czym się je to Twoje drzewko? Aha, po długim namyśle uznałam, że dowcipy SzyszkowegoDziadka są lepsze od moich – można nie tylko się pośmiać, ale i większość znajomych powkurzać… Zwłaszcza tym o paradoksie. ;-)

Babska logika rządzi!

Kiedyś Finklo była taka mała książeczka… 100 myśli Hugona Steinhausa czy coś takiego… dowcipne aforyzmy :) O Matematyce i matematykach najczęściej, rzecz jasna. Mnie utkwił taki: Za granicą mówią: X to dobry matematyk, z pewnością Polak. U nas mówią: Y to prawdziwy Polak, pewnie kiepski matematyk.   Steinhaus był zresztą autorem powiedzonka o kłamstwach, większych kłamstwach, a potem to już statystyka… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Książeczki nie czytałam. Widać, jak ktoś jest Prawdziwym Polakiem, to Prawdziwość pochłania tyle energii, że już nic nie zostaje na jakieś głupie zabawy z matematyką…

Babska logika rządzi!

…Finklo, znowu tu zajrzałem i zorientowałem się że prowadzisz stały klub dyskusyjny. Szkoda, że nic mi błyskotliwego do głowy nie przychodzi. Pozdrawiam.

Ryszardzie, jeśli ktoś ma ochotę pogadać (zwłaszcza pod moim tekstem), to chętnie dotrzymam mu towarzystwa. A co do błyskotliwości – kombinuj, kombinuj… :-)

Babska logika rządzi!

To ja chciałbym wznieść stary, politechniczny toast: Przede wszystkim – za to drzewo, z którego wytną deskę na nasze trumny! Oraz za kobiety: fizyków, bo piją bez oporów i matematyków – bo piją w nieskończoność… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Trochę za wcześnie na picie, ale "suche" toasty można wznieść. Oby rosło jak najdłużej! No to jeszcze stary gruziński toaścik: Piję za twoją śmierć. Obyś zginął w wieku stu dwudziestu pięciu lat, zastrzelony przez zazdrosnego męża swojej kochanki. I żeby on miał rację!

Babska logika rządzi!

:D U mnie jest po drugiej Finkla, można już pić ;) Toast genialny :) zapamiętam sobie i użyję w stosownym momencie :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wypijmy za błędy! Bezwzględne i względne.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

U mnie dochodzi piętnasta, ale ja chyba jestem angielskim dżentelmenem, bo przed siedemnastą nie pijam. Szyszkowy, czyżby to nie był pierwszy toaścik? ;-)

Babska logika rządzi!

Może… Jak pić to tylko z butelką Kleina. Wspaniały towarzysz, tylko podobno często się wywnętrza :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

;) :):)   

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Myślałam, że im większa butelka, tym lepsza… Ale co kto lubi… ;-)

Babska logika rządzi!

No proszę, jaki piękny matematyczny wątek tu bifurkował. Pośmiałem się z żartów (nawet tych, które znałem). I nauczyłem się paru toastów, a to bardzo przydatna wiedza, albowiem picie bez toastów jest, jak powiadają, zwykłym pijaństwem ;-)   A propos matematyków i picia.   Do baru wchodzi trzech logików.

– Piwo dla każdego? – pyta barman.

– Nie wiem.

– Nie wiem.

– Tak.   * Do baru wchodzi nieskończona liczba matematyków.

– Poproszę piwo.

– Dla mnie pół piwa.

– Dla mnie ćwiartka.

– Jedna ósma.

Itd.

– Tak mało? – pyta barman po kolejnym zamówieniu. – Panowie jaja sobie robicie.

– Po prostu znamy swoje granice – odpowiada enty matematyk. – Niech pan w końcu naleje te dwa piwa.     Na zdrowie! Na potęgę! :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pierwszy śmieszniejszy. Bo w tym drugim; co to jest dwa piwa na nieskończoną liczbę matematyków? No, teraz już można – dzielmy śmiech, mnóżmy promile!

Babska logika rządzi!

Finklo, to jest to samo co pół litra na dwóch. Ten z logikami przedni ;) Mnie podobają się, z branżowych, jeszcze te: Więc wychodzi.

Jednak barman mówi ze go nie obsłuży.

Wchodzi Tachion do baru.   i klasyk:   Żona informatyka wysyła go po zakupy.

– Kup parówki, a jak będą jajka, to kup dziesięć.

Chłopina po wejściu do sklepu pyta:

– Czy są jajka?

– Tak – odpowiada sprzedawca.

– To poproszę dziesięć parówek.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oooo, informatycy to dopiero wdzięczny obiekt do dowcipkowania. Dlaczego informatycy często mylą Halloween z Bożym Narodzeniem? Bo 31OCT=25DEC.

Babska logika rządzi!

Jest 10 rodzajów ludzi rozumiejących kod binarny ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A to nie było tak: "Jest 10 rodzajów ludzi; ci którzy rozumieją kod binarny i ci, którzy nie rozumieją"? Czym się różni początkujący informatyk od skończonego informatyka? Początkujący sądzi, że kilobajt ma 1000 bajtów. Skończony sądzi, że kilometr ma 1024 metry.

Babska logika rządzi!

O informatyczce w spódnicy wspomnę tylko, że w porównaniu z tą w spodniach – ma rewelacyjny czas dostępu… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobra, dobra – i tak przeważnie wyskakuje komunikat "ACCESS DENIED". ;-)

Babska logika rządzi!

Ej, Wy tam, kawalarki i kawalarze! Czasami konieczne jest odstąpienie od zasad gramatyki. Nie zrobiliście tego i położyliście na łopatki poniższy dowcip:   Są 10 rodzaje ludzi: jedni znają kod binarny, drudzy go nie znają.

Kajam się. Czy można tę facecję ująć tak, żeby nie krzywdzić gramatyki i nie zdradzać puenty przedwcześnie? Chyba nie.

Babska logika rządzi!

A jednak: Ludzie występują w 10 rodzajach. Jedni znają kod binarny, drudzy nie. Ha!

Babska logika rządzi!

Ha ha ha, moja szkoła!   :-)

Swoją drogą informatycy mają problem z pisaniem drabbli, bo 100 słowa to jednak bardzo mało.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

AdamieKB, nie, żaden z moich polonistów nie miał tak na imię. Ale uznaję to za komplement. Mistrzu. ;-p Szyszkowy – dobre! Tekst ograniczony do 10000 znaków też wielu możliwości nie daje…

Babska logika rządzi!

Klask, klask, klask!

Kłonu, kłonu, dygu, dygu…

Babska logika rządzi!

A może to nie do mnie było, tylko do Szyszkowego? :-/

Babska logika rządzi!

Dla obojga; wątpliwość powstała dlatego, że powiniem oklaski powtórzyć w następnej linijce, aby wiadomo było, że jedne dla Ciebie, drugie dla Szyszkowego.

A to jeszcze raz dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

:) Wiedziałem, inne systemy liczbowe są tak wdzięcznym tematem… :D No to tak na romantyczny wieczór wróćmy do matematyków :)   Jest upojna czerwcowa noc, romantyczna kolacja przy świecach i dwoje matematyków… On szepce jej do ucha:

– Kochanie, czy ty myślisz o tym samym co ja?

– Tak, skarbie…

– I ile ci wyszło?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:-) No dobra. Nic więcej romantycznie matematycznie śmiesznego nie przychodzi mi do głowy.

Babska logika rządzi!

Hej! Widzę, że macie tu ambicje przegonić niejakiego Rogera w komentarzach, co? ; )

Berylu, czyżbyś chciał zastosować dowód przez połechtanie ambicji słuchaczy (to dla Państwa jest proste) ? :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Swego czasu tak wielu dodawało na siłę komentarze do jego tekstu, że nie wiem, czy pobicie rekordu jest możliwe bez takich dopalaczy. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wiem czy jest taka szansa. Finkla nie pisze postów do siebie i nie odpowiada na swoje komentarze. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy :)) Prawda!

Berylu, prawda, naprawdziwsza prawda. ;-) Ale jeśli spręży się jeszcze trzydzieści kilka osób… Oczywiście mam na myśli tych, którzy rzeczywiście mają coś do powiedzenia. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli znacie jeszcze jakieś dowcipy o matematykach (albo chociaż informatykach), to zapraszam. ;-)

Babska logika rządzi!

Policz bity w kilobicie.

Nie ma brzydkich kobiet, są tylko złe karty graficzne.

Widzę, że dzielnie walczymy. :-) Adamie, 1024 czy pytanie jest podchwytliwe? Berylu, a jakieś choćby skrajem zahaczające o matematykę? Ale nic nie mówię, ten też dobry. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne! Rozmowa dwóch informatyków: – Wpadnij do mnie wieczorem, robię imprezę. – Super! A kto będzie? – No, ty, ja i dziewczyny. – Ekstra! A ile dzieczyn? – Ponad dwa giga!

Babska logika rządzi!

Taki słaby, ale który nawet ja zrozumiem. Fizyczny.

 

Wchodzi neutrino do baru. Barman mówi, że takich jak on nie obsługuje. A neutrino: ja tu tylko przechodzę.

:/

Sztuka się liczy. :-)

Babska logika rządzi!

;-p Ojjjj! Nie prowokuj, bo jak ruszę dowcipy feministyczne, to zatrzymamy się dopiero przy trzech setkach…

Babska logika rządzi!

A to ja zarzucę klasykiem matematycznym: Idzie sobie funkcja wykładnicza e^x ulicą, aż tu nagle widzi biegnące w popłochu wielomiany. -Uciekaj! Zbliża się operator różniczkowy! Zrózniczkuje nas so zera! – krzyczą zatrwożone funkcje. -Ha! Ja jestem e^x. Niech mnie różniczkuje ile tylko chce. Dla mnie to bez róznicy. – przechwalał się eksponent. e^x zignorował ostrzeżenia i poszedł dalej. Wkrótce spotkał Tego, przed którym drżą wielomiany. -Cześć. Jestem e^x – przywitał się pewny siebie e^x. – Cześć. Jestem d/dy. – Już wiem, czemu wszyscy narzekają na edytor. Nawet Latexa ten badziew nie obsługuje :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dlaczego informatyk lubi kobiety?  Bo kobieta zmienną jest… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Szyszkowy – dobre! :-D A myślisz, że ja naprawdę chciałam taki tytuł? W oryginale to on troszkę inaczej wyglądał. Psycho, coś się skumałeś z Berylem. Nie idźcie tą drogą… ;-)

Babska logika rządzi!

Nie idę, idę na skos, prosto przez mrok :D Zastanawia mnie tylko, dlaczego tak istotna informacja znalazła się na portalu z "bezużyteczna" w nazwie?? Szyszkowy – dobre za każdym razem, a dytor… dytor niech się schowa za kurtyną milczenia :)     Co robi matematyk w programie graficznym? Koreluje.   I na dobre dalsze rozhulanie, klasyczny żarcik branżowy, przezabawny jak dla mnie ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psycho, w porządku. Alert feministyczny odwołany. No też nie rozumiem bezużyteczności. Pozostałe żarty zacne. :-)

Babska logika rządzi!

Tysiąc dwadzieścia cztery; nic podchwytliwego, zwykła ciekawość, czy wiesz – bo nawet zawodowcy lekceważą tę różnicę…   =========   Na jakąś wspólną imprezę branżową wybrało się, razem, trzech graczy i trzech hakerów. Gracze kupili trzy bilety, hakerzy – jeden bilet. Zbliża się konduktor. Hakerzy myk do toalety, a na zapytanie i wezwanie konduktora podali do sprawdzenia bilet przez szparę pod drzwiami. Gracze zorientowali się w tym, podchwycili pomysł, pozwalający oszczędzić, na powrót kupili jeden bilet na trzech – a hakerzy nie kupili wcale… Nadchodzi konduktor. Gracze do toalety, a hakerzy za nimi, puk puk, proszę o bilecik. Gracze podali pod drzwiami bilet, hakerzy cap! i myk do drugiej kabiny…  

– Czym się różni matematyk od informatyka?

– Obaj znają definicję pierścienia, ale tylko ten drugi wie, co z tą wiedzą można zrobić.

Finklo, odwołałaś alert feministyczny… Zdradziecko więc zacytuję:   Najlepszymi matematykami są kobiety, co łatwo stwierdzić po przyjrzeniu się działaniom arytmetycznych jakie wykonują:   Dodają sobie urody, a zmartwień partnerom; Odejmują sobie lat; Mnożą dzieci i wydatki domowe; Dzielą łoże (z mężem, kochankiem itp.); Potęgują ból głowy męża na kacu.

;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Adamie: Czy wiesz, ża tradycyjna poczta została zhackowana? Rozbijało się o nadanie poczty bez znaczka z takim adresem, by bardziej opłacało się doręczyć niż zwrócić :) I zadziałało! Prawdziwy exploit poczty! :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z tymi zawodowcami to serio? A dowcip znałam w wersji z paniami (rozwiewając wątpliwości – to one najpierw kupiły jeden bilet) i panami. I jeszcze był morał: mężczyźni potrafią naśladować pomysły kobiet, ale za nic nie mogą tych idei zrozumieć… A niech to! Jednak ruszyłam feministyczne. :-/ Dla zatarcia wrażenia powrót do informatyków: Jeden taki prosi drugiego: – Pożycz mi pięć stów. – Masz pięćset dwanaście, to będzie równo…

Babska logika rządzi!

O Psycho, wbiłeś się przede mnie. Ten o kobietach nawet nie jest taki zły. A ten o poczcie – ciekawy. Tylko jaki to adres?

Babska logika rządzi!

W pewnym sensie nic nowego. W czasach, gdy juz działała regularna służba pocztowa, a jeszcze nikt nie wpadł na pomysł frankowania przesyłek przed nadaniem, płacił odbiorca. Co robiono? Oświadczano, że list nie będzie opłacony, więc wracał do nadawcy – a cichaczem na kopercie stawiano wcześniej umówione znaki; tak za cenę jednego, pierwszego listu prowadzono korespondencję niejako szyfrowaną w znanej obu stronom sprawie…

Nie rozumiem. Odbiorca mógł otworzyć i przeczytać list, czy tajna wiadomość znajdowała się na kopercie?

Babska logika rządzi!

List adresowany „Profesor Einstein, Europa” również dotarł do adresata ;) Ach ta poczta, od zarania dziejów skażona dziurami w designie… :)   Finklo, wybacz. Gdybym wiedział, przepuściłbym cię na routerze. To niegrzecznie tak przed panie się wpychać, choćby tylko pakietami ;) Jaki to adres – nie pamiętam. Muszę kiedyś w sieci poszukać/odszukać tę historię.   Ten sam Einstein chlapnął kiedys: Boga nie obchodzą nasze problemy matematyczne. On całkuje empirycznie.  ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nic się nie stało. Zresztą – nie wiedziałeś i to Cię całkowicie usprawiedliwia. Einstein był wyjątkowy. Chociaż, listy do mikołaja też gdzieś chyba trafiają…

Babska logika rządzi!

Finklo, jeszcze dziesięć postów i jesteś na prowadzeniu! ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O to momencik, sięgniemy po klasykę… Jan Kochanowski – Na matematyka Ziemię pomierzył i głębokie morze,

Wie, jako wstają i zachodzą zorze, Wiatrom rozumie, praktykuje komu –

A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

O, przepraszam, trzynaście. Wiedziałam, że nie umiem liczyć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Co do listów: z opisu Adama wynika, że znaki chyba na kopercie. Święty Mikołaj ma kiepską pocztę, rzadko chyba moje listy do niego docierały ;) Pięćset dwanaście :) Kolejność – jak widzisz, już się zakolejkowało jak trzeba ;) Panie przodem.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziś jest piątek trzynastego regulatorzy… :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mobilizacja imponująca. Już nie – sobota. :-)

Babska logika rządzi!

Krótki hermetyczny klasyk: Niech epsilon będzie mniejszy od zera.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

No, zaiste hermetyczny. Jak definiujesz epsilon? Jako błąd?

Babska logika rządzi!

Aha, Psycho – fraszka Kochanowskiego – całkiem, całkiem. Zapomniałam o niej. :-)

Babska logika rządzi!

Raczej był piątek trzynastego, bo już jest sobota, dzień później. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finklo, co z Twoją pamięcią, zapomniałaś po kwadransie? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Heh, jak ten czas leci, faktycznie już po feralnym piątku. Finkla – chyba, że epsilon w pierwotnym znaczeniu, czyli: 5 ;)   Objawy złej pamięci… :D Zupełnie na boku, a propos fraszek i wulgryzmów, przypomniało mi się zupełnei coś innego, aczkolwiek własnie wulgaryzmem powiązanego:   Fredro na starość podobno mnóstwo czasu spędzał w bibliotece, wśród ksiąg. Urządzili więc mu żacy facecję: zostawili na pulpicie kartę z dwuwierszem: Stary Fredro w książkach grzebie, A mu młodzież żonkę jebie

Hrabia kartę odnalazł, odczytal i niewiele myśląc, naskrobał coś na odwrocie. Kartę zostawił, od pulpitu wstał i odszedł. Rzucili się żacy czytać i widzą:   Jebcie, jebcie moje dziatki, tak jam jebał wasze matki i to z prostej tej przyczyny, wszyscy żeście skurwysyny!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W sensie, że przeciętny dowód z analizy matematycznej zaczyna się od słów "Weźmy dowolny epsilon większy od zera". A w dowcipie bierzemy mniejszy! HAHAHA Nie mogę! Jakie to śmieszne! Dobrze już się uspokoiłem.    Ha! Mniejszy! Jakie to zabawne. Nie mogę!

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Finklo, co z Twoją pamięcią, zapomniałaś po kwadransie? ;-) To nie do końca tak, jak myślisz. Omawialiśmy tę fraszkę kiedyś w szkole. I było to dawniej niż kwadrans temu. ;-) Z epsilonem – może być i tak… A anekdotka o Fredrze też fajna. :-)

Babska logika rządzi!

Adegdoty, z definicji są fajne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To dlaczego nie nazywają się Fajegdoty? ;) Znalazłem taką anegdotkę matematyczną:   Znany filozof XVII wieku Piotr Nicole w rozmowie z pewną paryżanką żartobliwie zapewnił, że może się z nią założyć i wykazać, iż w Paryżu przynajmniej dwie osoby mają tę samą ilość włosów, chociaż wskażać tych osób nie byłby w możności. Pani ta jednak z całą stanowczością odrzekła, że wówczas zostałaby dopiero przekonana gdyby mogła u tych osób zliczyć włosy…

– Przypuszczam – rozpoczął swe rozumowanie ów filozof – że głowa z najpiękniejszym uwłosieniem nie ma więcj nad 200 000 włosów, a z najuboższym uwłosieniem – jeden włos! Jeżeli teraz przypuścimy że z 200 000 osób każda ma inną ilość włosów to musimy przyjąć że każda z tych głów ma liczbe włosów zawierającą się w przedziale od jedności do 200 000.

Gdyby bowiem przypuścić że chociaż dwie osoby z pośród tych 200 000 mają jednakowe ilości włosów, zakład tym samym byłby już przeze mnie wygrany. A więc jeśli przyjmiemy, że z pośród 200 000 osób każda ma inną ilość włosów to dodając jeszcze jednego mieszkańca, którego owłosienie głowy nie przekracza 200 000 włosów, z konieczności musimy stwierdzić, że liczba jego włosów – jakakolwiek jest – musi się znaleĽć między jednością a 200 000. Innymi słowy liczba włosów dwustutysięcznej pierwszej głowy będzie się równała liczbie włosów posiadanych przez jedną z dwustu tysięsy osób. Jeśli zaś w Paryżu jest 800 000 głów to łatwo przewidzieć, że będzie wśród nich wiele głów o jednakowej ilości włosów, tylko że ja ich nie liczyłem. Podobno uparta niewiasta uznała rozumowanie filizofa za zbyt filozoficzne i skomplikowane i nie chciała uznać się za przekonaną.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo fajne, Psycho. Zasada szufladkowa wcale nie jest skomplikowana i filozoficzna :) Hilbert też był ciekawą postacią: Student Davida Hilberta (1862-1943) pracował nad dowodem Hipotezy Riemanna o zerach funkcji dzeta. Wydawało mu się nawet, że znalazł dowód tej hipotezy, ale wkrótce okazało się, że w dowodzie jest poważny błąd. Autor przejął się bardzo swym niepowodzeniem i być może z tego powodu w niedługim czasie zmarł.

Tak się złożyło, że pogrzeb odbywał się podczas ulewnego deszczu, toteż przemoknięci uczestnicy pogrzebu marzyli o jak najszybszym opuszczeniu cmentarza i schronieniu się pod dachem. Tymczasem Hilbert postanowił wygłosić pożegnalną mowę. Podkreślił najpierw wielkie zaangażowanie zmarłego w poszukiwanie dowodu Hipotezy Riemanna, a potem przyznał, że fakt ogłoszenia błędnego dowodu nie powinien zmniejszać zasług autora, który był niewątpliwie dobrym matematykiem, ponieważ zagadnienie należy do bardzo trudnych.

„Istotnie, rozważmy funkcję dzeta…” – ciągnął Hilbert i nie zważając na strugi deszczu, ku przerażeniu obecnych rozpoczął długi wykład nad grobem.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Żeby nie myliły się z anegdotami o fajach/ fajkach. ;-) Czy te wszystkie fajne facecje wygrzebujesz z głowy, PsychoFiszu?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bo fajegdoty wydają się dotyczyć wyłącznie fajek (dowolnie rozumianych)? Ta Francuzka to zaiste niewiasta. Hmmm, od zawsze z dwojga złego wolałam już być wiedźmą. I jak dla mnie rozumowanie banalne. Ale my tu gadu-gadu, a rekord pobity. Niesamowite! Taka kumulacja komentarzy w jeden wieczór. To się chyba jeszcze na portalu nie zdarzyło. :-) Oczywiście, za wszystkie bardzo dziękuję. Były bardzo pouczające i zabawne. :-)

Babska logika rządzi!

Hmm… Przejrzałem sobie trochę Tremo i obraz. Wydaje mi się bardzo interesujące. Jak przeczytam będę mieć mnóstwo pytań do autora…

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

My, tutaj, też zewrzemy szeregi. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I znowu mój komentarz wylądował dalej, niż mi się wydawało. Teraz, skoro już nie zostanę posądzona o grę nie fair, kolejna anekdotka.   Podobno, na którejś uczelni wykładowca zaczynał temat o całkach od słów: "Warto pamiętać, że 'całka' w staropolszczyźnie oznaczała 'dziewicę'. I tak, mamy różne rodzaje całek; oznaczone i nieoznaczone, właściwe i niewłaściwe. Z nimi, jak sądzę, wszystko jest jasne. Problemy pojawiają sie dopiero przy całkach podwójnych".

Babska logika rządzi!

Houston! Miszjon akompliszd! :) Mozt komented tred! :D Now focus: we've got a problem… ;)   @regulatorzy: o fraszce pamiętałem, treść odświeżyłem z sieci. Fredra z głowy. O Piotrze Nicole wygooglałem. Tyle, że u mnie pół rodziny najbliższej matematykę uprawia i anegdoty różnorakie zawsze gdzieś tam latały… ;) @Szydzia :D :D Ale jakbym ojca widział, który rozkręcał się z wyjaśnianiem podstaw w zapale uczenia synów, którzy już chcieli się urwać… :D   @Finkla – o widzę pora na niesfora, faje, dwuznaczności i wiedźmy ;) Dziękuję wszystkim za udział w wiekopomnym dziele ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

P.S. Całki podwójne… :D:D To klops! Ale mogły przynajmniej raz zaszaleć, a po ślubie wszystko cacy, nic się sprawa nei rypła :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Szyszkowy, pytania do Autora możesz mieć. Jest ryzyko – jest zabawa. Tylko że Roger ostatnio się nie odzywa. Za to jak wróci i odpowie Ci na pytania… Wszystkie razem i każde z osobna… Tydzień będziesz czytał. ;-)

Babska logika rządzi!

A podziękować za udział to chyba powinnam ja. Co niniejszym czynię. Dziękuję i tym wciąż przy klawiaturach, i tym, którzy wcześniej dokładali swoje cegiełki, a teraz sobie w pełni zasłużenie odpoczywają. :-)

Babska logika rządzi!

Ja też się cieszę, że mogłam z Wami. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wy to panie drogie straszne jesteście. Możecie długo i to z wieloma naraz. Przerażające i amoralne. Ale ale. O moralności i matematyce Kołakowski kiedyś coś mówił (z pamięci, więc przekręcic mogę) – że matematyka z gruntu nie posiada moralności, więc nalezy się spodziewać, że i diabeł jest wybornym matemtykiem. A nawet gdyby nie był – to wiadomo, że gdzie nie może, tam… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mam wrażenie PsychoFiszu, że jesteś ozdobą każdego spotkania towarzyskiego. Ta swada, ten zasób dykteryjek… ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wręcz przeciwnie :) Za jedyne towarzystwo od pewnego czasu mam ludzi nocą przy klawiaturach ;) Taki tryb się włączył. Poza tym mój mózg bierze wolne tylko nocą (bo mu przysługuje) lub w towarzystwie inteligentnych kobiet (bo może oddać sterowanie w odpowiedzialne ręce i poswawolić w tzw. międzyczasie). Tu się szczęśliwie obydwa czynniki złożyły w iloczyn radości ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Możecie długo i to z wieloma naraz. Nie, nie, to dokładnie na odwrót. Kobieta oczekuje wszystkiego od jednego mężczyzny. Mężczyzna oczekuje jednego. Od wielu kobiet. Ale faktycznie, coraz bardziej niesforniej się robi. Chyba pora iść spać. :-)

Babska logika rządzi!

Oj, tu PsychoRyba tak miło pisze, a ja mu w tym czasie tak wrednie…

Babska logika rządzi!

Kobieta oczekuje wszystkiego od jednego mężczyzny. Mężczyzna oczekuje jednego. Od wielu kobiet.

Patrz jaki ten mężczyzna przemyślny – deleguje i rozprasza odpowiedzialność, system odporny na błędy, samokorygujący, na statystyce porównawczej bazujący tworzy ;) Fiu fiu, to ci małpiszon sprytny – mężczyzna… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No cóż – w tej sytuacji chyba muszę się z Tobą zgodzić. Ale proszę mnie później, wyrwanej z kontekstu, nie cytować! Zgoda w tym temacie wyjątkowa i jednorazowa. ;-)

Babska logika rządzi!

:D No przyznaj się, to tak trochę z poczucia winy, że tak wrednie… :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podoba mi się Wasze podsumowanie dzisiejszego spotkania. Miło było. Dobranoc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fakt, zapędzam się czasem ;) Dobrej nocy i dziękuję ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Najwyższy czas iść w kimono. Dobranoc wszystkich. Niech Wam się przyśnią całeczki z lukru i pochodne z waty cukrowej. Dobranoc :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Psycho, oczywiście że z poczucia winy. Nie wyraziłam się jasno? ;-) Szyszkowy, interesujący zestaw proponujesz. Potęgi z marcepana? Wszyscy: mi również było miło gościć Was pod swoim opowiadaniem. Pewnie nawet najmilej. Do jutra/ następnego tekstu.

Babska logika rządzi!

Dasz znak, to i tam pobijemy rekord ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bez przesady, nie chcę nakręcać wyścigu zbrojeń. To niebezpieczne i kosztowne zabawy… A tym razem znak dał Beryl, nie ja. ;-) Ale, ale… Opowiedziałam kilka z powyższych dowcipów jednemu matematykowi. W zamian sprzedał mi kolejny: Przychodzi Fermat do knajpy. – Dla liczby naturalnej n > 2 nie istnieją takie dodatnie liczby naturalne x, y, z, dla których x^n + y^n = z^n. – Dowód proszę.

Babska logika rządzi!

Dooobre!! :D Jakkolwiek, ten dowód chyba już jest pełnoletni :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Młody czy stary, chciałbyś go przedstawiać przed każdym piwem? ;-)

Babska logika rządzi!

Hmmm… zdecydowanie nie :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Quod erat demonstrandum. ;-)

Babska logika rządzi!

;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To tu… Ale przy okazji zauważyłem ze zdumieniem, że trzy czwarte innych twoich tekstów połknąłem:) No to – bul bul bul i powodzenia! :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Gratuluję! Tak, to tu. Mam nadzieję, że się nie strułeś. A potem się dziwisz, że karma jakaś taka dziwna… ;-)

Babska logika rządzi!

Karma dziś bezsenna, z próbą leczenia środkami tradycyjnymi ;) A do premiery jeszcze daleko? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Rozumiem, moimi tekstami leczysz bezsenność. No, trochę trudno życzyć Ci powodzenia w tych warunkach, ale mimo wszystko: idź spać i kolorowych snów. ;-) Finiszujemy z pisaniem. Jeszcze korekty.

Babska logika rządzi!

;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finklo, tak, pod Twoim opowiadaniem, jak napisałem. Tutaj: 2013-10-09  13:45. Sam nie wiem, czy warto :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rzeczywiście, to tu. Kiedyś nawet oglądałam, ale jakoś wyleciało mi z pamięci. Rozmowa telefoniczno-telepatyczna dużo lepsza. :-) Ale nie jest aż tak źle, żebym bała się następnego linka. ;-)

Babska logika rządzi!

Wooooow, ile komentarzy…

 

To ode mnie krótko: bardzo mi się podobało, chociaż liczyłem na mocniejszą puentę w zakończeniu. Ale jej brak nie przesłonił sympatii choćby do żuka Mandelbrota, którego nawet kiedyś na zajęciach programowałem :)

z = z^2 + c czytało mi się trochę jak humorystyczną wersję (czy też “odpowiedź na”, to bardzo modne marketingowe hasło ;) ) “Historii twojego życia” Teda Chianga. Jeśli nie czytałaś – bardzo polecam, jedno z moich ulubionych opowiadań, a i cały zbiór świetny.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Dzięki, Diriadzie.

Taaak, któregoś wieczora ktoś rzucił hasło, aby przebić teksty Rogera i poooszło…

Żuk (nie znałam tego określenia, ale trafne) jest po prostu piękny. A fraktale wydają mi się… magiczne. :-) Programowałeś? To może nawet rozpoznałeś tytuł przed rozpoczęciem lektury?

Nie, nie czytałam. Trzeba będzie poszukać.

Babska logika rządzi!

No właśnie wstyd się przyznać, ale nie rozpoznałem :(

“Historia twojego życia” składa się z dwóch powiązanych części i jedna z nich jest oparta na dosyć analogicznym motywie do tego z Twojego opowiadania. Myślałem nawet, że może świadomie nawiązujesz do niej w pierwszych zdaniach, bo tam właśnie wysłali do kontaktu lingwistkę ;)

Swoją drogą, niedługo ma powstać film z Amy Adams na jej podstawie – i ciekaw jestem, jak z tego wybrną.

 

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Oj tam, nie ma się czego wstydzić. Załóżmy, że gdyby edytor pozwalał mi na umieszczenie tych wszystkich uściślaczy w indeksach górnych i dolnych, to na pewno byś rozpoznał. W takiej sprymitywizowanej formie pewnie zapisu się nie spotyka.

No, do filmu to raczej nie będę się pchać. Ale opowiadanie…

Na pierwszy rzut oka lingwiści nie wydają się głupim wyborem przy pierwszym kontakcie. Ale pewno coś namieszała…

Babska logika rządzi!

Możemy tak założyć ;)

Po chwili rozmyślań stwierdzam, że bardzo mi się podoba, że fraktal jest elementarnym pojęciem dla takich samopowtarzalnych istot – bo w sumie wygląd i zachowanie kulki informacyjnej są tożsame z całym obcym…

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Podoba mi się Twój tok myślenia. :-)

Babska logika rządzi!

Humoreska spełniła zadanie, więc misię. Bohater miał strasznie dużo wątpliwości – uśmiechało. ;)

O, jak miło, że ktoś tu jeszcze zagląda po latach. :-)

Hmmm, potraktowałeś tekst jak humoreskę? Chyba nie z takim zamierzeniem go pisałam, ale co tam! Fajnie, że cisię.

Babska logika rządzi!

Okej, do humoreski trochę brakuje. Jakoś tak na myśl mi przyszło. ;)

 

Nie mówię, że to zła reakcja. Śmiech jest zdrowy. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, przeczytałem tekst z ogromnym zainteresowaniem. Bardzo oryginalny. W Twoim stylu czyli lekki, interesujący, z nietuzinkowym pomysłem. Czułem ogromną sympatie do głównego bohatera. 

 

Dziekuję za miłą lekturę i pozdrawiam.

Dziękuję, Łukaszu. :-)

Miło, że tekst przypadł do gustu, a bohatera polubiłeś.

Mnie się wydaje, że opko nadzwyczajnie oryginalne nie jest, ale nie zamierzam nawracać Cię na siłę. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie jestem wielkim ekspertem od science fiction, ale ciężko jest mi stwierdzić czy gdzieś w literaturze czytałem motyw podobnego kontaktu z obcymi. Zawsze albo sprowadza się to do wojny albo obca cywilizacja jest kompletnie niezrozumiała. 

Tak czy owak Twój tekst jest godnym uwagi przystankiem na piórkowym szlaku. Idę zwiedzać dalej. 

A, jeśli popatrzeć na Obcego, to może i wyszedł nietuzinkowy. :-)

Wojna między cywilizacjami wydaje mi się strasznie głupia. No, o co oni się niby mają tłuc? O żarcie? Toż niekompatybilne. O planetę? Toż i tak trzeba ją będzie obcoformować. Taniej, szybciej i łatwiej byłoby wybrać jakąś miłą planetkę bez inteligentnego życia. O surowce? Jak wyżej.

IMO, handel ma najwięcej sensu. No, mogą się jeszcze trafić religijni fanatycy, próbujący nawrócić wszystkich na własnego boga. Ale mam nadzieję, że fanatycy nie wymyślą technologii niezbędnych do podróży kosmicznych. Tego już trzema dogmatami się nie załatwi.

W ostateczności – eksterminacja rasy stanowiącej zagrożenie.

A co do niezrozumiałości… Moi kosmici chyba nie są tacy łatwi do rozgryzienia. :-)

Babska logika rządzi!

To ostatnie Twoje dzieło, którym dziś się zajmę. Na następne komentarze oczekuj jutro ;)

Pierwsze skojarzenie z tym tekstem to piosenka zespołu Kult “Idź przodem”. Cały jej tekst niejako wpasowuje się w pierwsze trzy części jak znalazł! Jeśli nie znasz, polecam ;)

Bardzo dobre opowiadanie! I z humorem, i z przekazem. Czytało się świetnie, skłoniło do przemyśleń – wyszło Ci kapitalnie!

 

Pozdrawiam i “do przeczytania”!

Jai guru de va!

Dzięki. :-)

Dobra, poczekam.

Nie kojarzę piosenki, ale poszukam.

Cieszę się, że przypadło do gustu i skłoniło do refleksji. I co wydumałeś? ;-)

 

Edytka: Odsłuchałam piosenkę. Faktycznie – może się kojarzyć. :-)

Babska logika rządzi!

Tak to bywa, kiedy Obcy jest zbyt obcy. Z drugiej strony na bezrybiu…

 

Koncepcja kontaktu, widzę, podobna jak w przypadku smoków. Znowu matematyka. Z moimi by się nie dogadali, oni pisząc “1” używając dwóch kresek. ;) Ale przynajmniej wiadomo, że nie gada się do pleców. 

Na moje to było tak, że Obcy się bardzo wzruszył i okazał to poprzez stosowne promieniowanie, którego akurat nasi nie wyłapali. 

Swoją drogą, takie domyślanie się jest najgorsze. Jeszcze w przypadku opisanego przez Ciebie jegomościa, zrozumiałe, ale najgorzej, kiedy jakiś Ziemianin oczekuje tego od swojego pobratymca.

 

Fajna koncepcja. Czasem nawet kosmici nie spełniają naszych oczekiwań. Człowiek nastawia się na Wojnę Światów lub uścisk dłoni i rozmowy po angielsku, a tu takie coś.

 

Bardzo fajne, z humorem, urzekające logiką. 6/6 

 

 

 

 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki. :-)

Tak, ten Obcy był bardzo obcy, całkiem inaczej myślał.

No, ogólnie wydaje mi się, że nauka musi być wspólna dla ras myślących. A że matematyka wydaje mi się najbardziej uniwersalna…

Szanuję Twoją koncepcję reakcji Obcego, ale moja jest inna. ;-) Zauważ, że kiedy kosmita chciał, żeby ludzie odebrali jego komunikat, to wysyłał całe spektrum, nie nastawiał się na ulubioną długość.

Pijesz do tego, że kobietom zdarza się popatrzeć znacząco z nadzieją, że mężczyzna odczyta z tego półstronicowy komunikat? ;-)

Babska logika rządzi!

Wbrew pozorom wielu mężczyzn również oczekuje czytania w myślach.

Hmm, faktycznie ufok się chyba nie wzruszył. A może po prostu się rozpłakał i nie chciał, żeby ziemianie to widzieli, więc dlatego uciekł? 

Chyba nie powiesz, że uznał, że z takimi prostakami, to konwersować nie zamierza? 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Odmawiam odpowiedzi. :-)

Wiesz, trochę racji masz z niezrozumieniem emocji Obcego – matematyk nawet by nie zauważył, gdyby tamten zaczął rwać włosy z głowy.

Babska logika rządzi!

Zwłaszcza, że jego bosman jest ponoć jeszcze gorszy od naszego.

 

Zaraz zaraz, dlaczego “plus małe ce” a nie “plus małe pe”? Czyżby jednak Ziemianie dali ciała? 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

O jego bosmanie to strach legendy powtarzać… ;-)

A dlaczego uważasz, że “małe pe” wyglądałoby lepiej?

Babska logika rządzi!

 

To nie powinno wyglądać tak?

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Zaiste. Wiki podaje p. Widać musiałam korzystać z jakiegoś innego źródła. Ale c też jest używane. W zbiorach Julii  na Wiki już w równaniu rekurencyjnym jest c.

Babska logika rządzi!

To już nie wiem. Pewnie jak ja miałbym się z nim kontaktować, to nawet nie poczekałby aż skończę pisać pierwsze równanie. :D

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nie stresuj się, ufok i tak nie zrozumiał równania, bo literek jeszcze nie przerabiali. ;-) Obrazek był ważniejszy.

Babska logika rządzi!

A narzekała, jak prosty kod zamieściłem… 

To było tak: rasa Finkloidów wysłały sygnał, że odpowie na każde zadane pytanie. Przeszedł Ziemianin i poprosił o dorysowanie reszty rysunku, bo nie wiedział co jest dalej. Finkloid spełnił życzenie tej marnej formy życia, po czym poleciał czynić świat lepszym w innym miejscu.

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Jesteś pewien, że jesteś Ziemianinem? Sam niedawno pisałeś, że ci Twoi utknęli w jakimś korku. ;-)

A Ziemianie to wcale nie taka marna forma życia. Mają swoje zalety, potrafią zaskoczyć…

Babska logika rządzi!

Wiesz, zawsze mogę nie pamiętać. To może być standardowa procedura z czyszczeniem pamięci, jak w jednym z Twoich tekstów. ;)

Wiesz, są Finkle i Finkloidy, nie każdy docenia odmienne formy życia.  

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Jak Ziemianin niczego nie może być pewien. Nawet bycia Ziemianinem… ;-) Na wszelki wypadek lepiej szanować obce rasy. A nuż to jaki krewniak? ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka