- Opowiadanie: no_i_cio - Tramwaik [BAJKA]

Tramwaik [BAJKA]

Au­to­rze! To opo­wia­da­nie ma sta­tus ar­chi­wal­ne­go tek­stu ze sta­rej stro­ny. Aby przy­wró­cić go do głów­ne­go spisu, wy­star­czy do­ko­nać edy­cji. Do tego czasu moż­li­wość ko­men­to­wa­nia bę­dzie wy­łą­czo­na.

Oceny

Tramwaik [BAJKA]

Do za­jezd­ni przy­wie­zio­no ma­lut­ki tram­waj. Miał nie­wie­le ponad metr wzro­stu i był od­la­ny z brązu. Usta­wio­no go w pięk­nym miej­scu, wśród zie­le­ni, na ni­skim co­ko­le. Oświe­tla­ło go wiele lamp, stał bli­sko błysz­czą­cej myjni i wszę­dzie do­oko­ła niego znaj­do­wa­ło się wielu jego star­szych ku­zy­nów: jedno– i dwu­wa­go­no­wych po­jaz­dów; ale brą­zo­wy tram­waj nie my­ślał o czy­stej za­jezd­ni ani o swo­ich bra­ciach, nie zwra­cał uwagi na dzie­ci ze szko­ły, które przy­cho­dzi­ły na wy­ciecz­kę obej­rzeć za­ku­pio­ny przez mia­sto po­mnik szy­now­ca. Dzie­ci przy­cho­dzi­ły z dru­gim śnia­da­niem, ukła­da­ły tor­ni­stry na tra­wie przed halą za­jezd­ni, a potem pod­cho­dzi­ły do tram­wa­ju i mó­wi­ły:

 

– Jaki to ślicz­ny, mały wa­go­nik! – tram­wa­ik tego nie zno­sił.

 

– Ach, gdy­bym był tak duży jak inne tram­wa­je – wzdy­chał. Mógł­bym wtedy ru­szyć w da­le­ki świat. Lu­dzie ku­po­wa­li­by bi­le­ty, a ja bym ich woził. Au­to­bu­som mru­gał­bym z sza­cun­kiem lamp­ka­mi, zu­peł­nie tak samo jak inne po­jaz­dy.

 

Nie cie­szy­ło go to­wa­rzy­stwo ła­cia­te­go kotka, który co wie­czór prze­sia­dy­wał na stop­niach po­mni­ka i ci­chut­ko mru­czał na do­bra­noc.

 

– Ach, być dużym, praw­dzi­wym, to je­dy­na ra­dość w życiu! – my­ślał wa­go­nik.

 

Pew­ne­go dnia do za­jezd­ni przy­szli urzęd­ni­cy i oglą­da­li stare wa­go­ny. Potem przy­je­chał dźwig i za­brał wy­słu­żo­ne po­jaz­dy. Dokąd je wieź­li? Co je cze­ka­ło? Kiedy za­pa­dła noc, tram­wa­ik za­py­tał star­szych ku­zy­nów:

 

– Czy wie­cie, dokąd je za­bra­no? Czy nie spo­tka­my ich wię­cej? Wszy­scy mil­cze­li, ale jeden szy­no­wiec, który ze­szłe­go roku spro­wa­dzo­no znad morza, kiwał głową i mówił:

 

– Tak, wy­da­je mi się, że wiem; kiedy prze­jeż­dża­łem obok sta­cji ko­le­jo­wej spo­tka­łem wiele plat­form; na plat­for­mach były usta­wio­ne stare tram­wa­je. Po­zdra­wia­łem je wie­lo­krot­nie, ale one mnie nie do­strze­ga­ły. Wy­sta­wia­ły twa­rze ku słoń­cu, jak robią to lu­dzie na plaży. Nic mi nie od­po­wia­da­ły. Plat­for­my wio­zły je na pół­noc.

 

– A potem? Co się dzia­ło potem?

 

– Wię­cej nie wi­dzia­łem. Ale to wy­glą­da­ło jakby wy­bie­ra­ły się w da­le­ką po­dróż. Po la­tach służ­by cze­kał je wspa­nia­ły od­po­czy­nek. Może je­cha­ły do tram­wa­jo­we­go raju?

 

"Czy i ja je­stem stwo­rzo­ny, aby pójść w ich ślady?” – my­ślał wa­go­nik. – „To jesz­cze le­piej niż jeź­dzić po uli­cach mia­sta! Jakże cier­pię z tę­sk­no­ty! Ach, gdy­bym już był na plat­for­mie! Gdy­bym już był w tym cu­dow­nym miej­scu, do któ­re­go wie­zie się za­słu­żo­ne tram­wa­je. Tam musi być wspa­nia­le. Ina­czej po co by po­no­szo­no tyle kosz­tów i tru­dów? Ach, jakże cier­pię, jakże tę­sk­nię, nie po­tra­fię zna­leźć sobie miej­sca".

 

– Wesel się, że je­steś wśród życz­li­wych stwo­rzeń! – szep­tał prąd, który pły­nął w prze­wo­dach i do­star­czał cie­pło i świa­tło.

 

Wiatr, który od­wie­dzał za­jezd­nię gła­skał wa­go­nik, woda z myjni ob­my­wa­ła go z czu­ło­ścią, ale tram­wa­ik nie zwra­cał na to uwagi.

 

Lu­dziom po­do­bał się tram­wa­ik z brązu, oglą­da­li go i mó­wi­li: "to jest dzie­ło sztu­ki, do­sko­na­ła ro­bo­ta". Dzie­ci po­cie­ra­ły brą­zo­we koła, wo­ła­ły: "jakiż je­steś zgrab­ny i ślicz­ny".

 

Pew­nej nocy lu­dzie zrzu­ci­li wa­go­nik z co­ko­łu. Piła prze­cię­ła go aż do kości. Tram­wa­ik upadł głu­cho na zie­mię. Chciał za­pła­kać z bólu, krzyk­nąć z ca­łych sił do in­nych po­jaz­dów, zbu­dzić wszyst­kich w za­jezd­ni, ale bał się. Coś o wiele gor­sze­go mogło go spo­tkać. Wolał więc cier­pieć w mil­cze­niu. Czuł żal. Po­my­ślał, że już nie ujrzy wię­cej swo­ich mi­łych to­wa­rzy­szy z za­jezd­ni, swo­ich ku­zy­nów tram­wa­jów, kotka z białą łatką na łapcę, kępki trawy wy­sta­ją­cej ze szcze­li­ny w co­ko­le.

 

Wrzu­co­no go na sa­mo­chód jak kłodę drew­na. Ze­mdlał ude­rza­jąc głową o deski pod­ło­gi. Ock­nął się kiedy wy­ła­do­wy­wa­no go na ja­kimś placu i kiedy pe­wien czło­wiek po­wie­dział:

 

– Do­sta­nie­my za ten wagon dużo pie­nię­dzy, po­tnie­my go na małe ka­wał­ki i sprze­da­my.

 

Potem przy­szedł ro­bot­nik z pal­ni­kiem i po­kro­ił tram­wa­ik na wiele ma­łych ele­men­tów. Na­stęp­nie wło­żył wszyst­ko do drew­nia­nej skrzy­ni i przy­krył kocem. Było tam ciem­no. W ką­tach le­ża­ły pa­pier­ki od cu­kier­ków. Tram­wa­ik wes­tchnął w za­my­śle­niu. Co się z nim teraz sta­nie? Czy już na wieki bę­dzie sie­dział w tej skrzy­ni, roz­człon­ko­wa­ny, sa­mot­ny? Czy to jest jego prze­zna­cze­nie? Potem przy­po­mniał sobie co po­wie­dzie­li lu­dzie z sa­mo­cho­du. Chcie­li sprze­dać go z zy­skiem.

 

– "Ach, więc je­stem cenny – my­ślał tram­wa­ik. – Dla­te­go wło­żo­no mnie do skrzy­ni. Pew­nie za­mon­tu­ją mi sil­nik, i wy­cie­racz­ki, i ka­sow­nik bi­le­tów. Potem sprze­da­dzą bo­ga­tej za­jezd­ni skąd będę ob­wo­ził dzie­ci po mie­ście".

 

I już nie było mu tak smut­no. "Jak do­brze, że o tym po­my­śla­no. Teraz roz­pocz­nie się praw­dzi­we życie. Ach, ja­kież wszyst­ko bę­dzie cu­dow­ne".

 

Kiedy o tym my­ślał, coś za­brzę­cza­ło, za­chrzę­ści­ło i skrzy­nia za­czę­ła się ko­ły­sać.

 

– Pew­nie wiozą mnie do warsz­ta­tu – my­ślał tram­wa­ik – Ach, nie mogę się już do­cze­kać. Tam za­mon­tu­ją mi wszyst­kie po­trzeb­ne urzą­dze­nia.

 

Zdję­to skrzy­nię z auta i za­czę­to wy­cią­gać ka­wał­ki ma­łe­go tram­wa­ju. Po­ło­żo­no je na me­ta­lo­wym po­de­ście, który był wagą i ob­li­czo­no na­leż­ność. Tram­wa­ik nie miał po­ję­cia za ile zo­stał sprze­da­ny. Potem przy­szło dwóch ludzi i za­nio­sło go do po­jem­ni­ka, w któ­rym pełno było me­ta­lo­wych belek i po­skrę­ca­nych dru­tów, a na wierz­chu le­ża­ła stara lampa z odła­ma­ną ob­rę­czą.

 

– Co to ma zna­czyć – my­ślał wa­go­nik? – Co ja mam tutaj robić? Co mnie tutaj czeka? Jego koła spa­dły głę­bo­ko na dno po­jem­ni­ka, a kor­pus oparł się o bla­sza­ną ścia­nę. – Gdzie ja je­stem? – za­py­tał ci­chut­ko.

 

– W po­cze­kal­ni, chłop­cze – ode­zwa­ła się lampa i po­pra­wi­ła brą­zo­wą siat­kę na gło­wie. – Czy nigdy nie po­dró­żo­wa­łeś ko­le­ją?

 

– Nie, pro­szę pani – wa­go­nik ukło­nił się grzecz­nie. I przy­po­mniał sobie, co mówił tram­waj z za­jezd­ni o plat­for­mach ko­le­jo­wych, które je­cha­ły na pół­noc. Czyż­bym, w tak mło­dym wieku miał tra­fić do raju? – my­ślał wa­go­nik i za­py­tał sfa­ty­go­wa­ną lampę:

 

– A dokąd za­bie­rze nas po­ciąg? Czy aż do tram­wa­jo­we­go raju?

 

– Nic nie wiem o takim miej­scu – od­par­ła lampa. – Wiele po­dró­żo­wa­łam po świe­cie, ale nigdy nie sły­sza­łam o tram­wa­jo­wym raju. Czy to w kra­jach po­łu­dnio­wych? Mia­łam kie­dyś ku­zyn­kę, która po­cho­dzi­ła z Mar­ra­ke­szu. Ona opo­wia­da­ła mi o nie­zwy­kłych mia­stach po­ło­żo­nych na pu­sty­ni. Przed­mio­ty co­dzien­ne­go użyt­ku na­bie­ra­ją tam nie­zwy­kłych wła­ści­wo­ści. Wspo­mi­na­ła, że miesz­ka­ła w domu, w któ­rym dywan miał ma­gicz­ną moc uno­sze­nia się w po­wie­trzu, a jej pra-pra­bab­ka go­ści­ła w swoim wnę­trzu przez wiele lat po­tęż­ne­go dżina, który po­tra­fił czy­nić ludzi bo­ga­ty­mi.

 

– Czy wła­śnie to mia­łeś na myśli mó­wiąc o raju? – za­py­ta­ła lampa.

 

Ale wa­go­nik nie wie­dział. Tę­sk­nił za czymś, czego sam nie po­tra­fił okre­ślić. Mi­ja­ły dni i noce i nie przy­cho­dził nikt, żeby go stam­tąd za­brać. W górze świe­ci­ło słoń­ce. Jakże było miło wpa­try­wać się w jego złotą tar­czę. Ono na pewno wi­dzia­ło każdy za­ką­tek świa­ta. Z pew­no­ścią znało wszyst­kie drogi. Gdyby tylko ze­chcia­ło po­wie­dzieć, na któ­rej z nich znaj­du­je się szczę­ście. Ale stało zbyt wy­so­ko na nie­bie, żeby tram­wa­ik mógł je o to za­py­tać.

 

Stara lampa po­lu­bi­ła brą­zo­wy wa­go­nik i opo­wie­dzia­ła mu hi­sto­rię swo­jej mło­do­ści. Z ele­ganc­kie­go skle­pu tra­fi­ła do domu dy­rek­to­ra banku, gdzie wszy­scy za­chwy­ca­li się jej orien­tal­nym kształ­tem. Mó­wi­li, że jest spo­krew­nio­na z oliw­ny­mi lam­pa­mi z pa­ła­ców arab­skich ksią­żąt. Stała w sa­lo­nie z wy­kwint­ny­mi me­bla­mi i każdy od­no­sił się do niej życz­li­wie, a krysz­ta­ło­wy ży­ran­dol za­du­rzył się w niej do tego stop­nia, że każ­de­go wie­czo­ra dzwo­nił dla niej de­li­kat­nie krysz­tał­ka­mi. Były to naj­praw­dziw­sze se­re­na­dy i wszy­scy w sa­lo­nie byli pewni, że ta młoda para w końcu się po­bie­rze.

 

Nie­ste­ty, pew­ne­go dnia wy­sła­no lampę w pre­zen­cie jed­ne­mu z gości dy­rek­to­ra i za­gu­bio­no na po­czcie. Prze­le­ża­ła w kar­to­no­wym pudle wiele lat, aż ktoś ją od­na­lazł i ode­słał pod wska­za­ny na pacz­ce adres. Ale tam miesz­kał już ktoś inny. Wró­ci­ła więc do daw­ne­go domu.

 

Salon jed­nak zaj­mo­wa­ły inne sprzę­ty. Nie wi­dzia­ła żad­ne­go ze swo­ich sta­rych to­wa­rzy­szy. Od­sta­wio­no ją na strych, gdzie ob­ra­sta­ła ku­rzem i śnie­dzią, ale gdzie uj­rza­ła daw­nych zna­jo­mych: pu­szy­sty dywan, który nie­gdyś szu­miał jak po­ru­sza­na wia­trem trawa, pę­ka­tą ko­mo­dę, która miała za­wsze wiele do po­wie­dze­nia z tej racji, że prze­cho­wy­wa­ła listy i se­kre­ty wła­ści­cie­li domu; a także uko­cha­ny ży­ran­dol, z któ­rym osta­tecz­nie po­sta­no­wi­ła wziąć ślub. Żyli tam skrom­nie, ale szczę­śli­wie.

 

Aż któ­re­goś dnia lu­dzie po­sta­no­wi­li uprząt­nąć strych i lampa wy­lą­do­wa­ła w koszu na od­pad­ki. Wy­cią­gnął ją stam­tąd pe­wien śmie­ciarz i za­niósł do punk­tu skupu me­ta­li ko­lo­ro­wych. W ten spo­sób zna­la­zła się razem z wa­go­ni­kiem w bla­sza­nym kuble.

 

Tram­wa­ik za­my­ślił się głę­bo­ko nad swoim ży­ciem i do­szedł do wnio­sku, że i on prze­ży­wał miłe chwi­le. Wcze­śniej tego nie do­strze­gał, ale lampa otwo­rzy­ła mu oczy. I już nie było mu tak smut­no. Na noc­nym nie­bie świe­ci­ły gwiaz­dy i wy­da­wa­ło mu się, że jedna z nich do niego mruga i chce opo­wie­dzieć mu jakąś hi­sto­rię. Za­sta­na­wiał się, co też to może być. W końcu jed­nak zmógł go sen i za­snął.

 

Rano lu­dzie za­ła­do­wa­li go do po­cią­gu i za­wieź­li do huty. Był tam piec, który prze­ta­piał brąz na po­dłuż­ne szta­by. Do go­rą­ce­go kotła wrzu­co­no wa­go­nik, który roz­ta­pia­jąc się wzdy­chał głę­bo­ko. Przy każ­dym wes­tchnie­niu my­ślał o dniach spę­dzo­nych w za­jezd­ni tram­wa­jo­wej, o tym, jaki był pięk­ny i po­dzi­wia­ny przez ludzi, o gwiaź­dzi­stych no­cach, o lam­pie, która ko­cha­ła ży­ran­dol i o la­ta­ją­cym dy­wa­nie gdzieś da­le­ko na wscho­dzie. A potem sto­pił się w gęste je­zio­ro brązu.

 

I na tym za­koń­czy­ła się bajka o tram­wa­jo­wym po­mni­ku, który szu­kał szczę­ścia da­le­ko, a prze­cież ono było za­wsze przy nim.

Koniec

Komentarze

sym­pa­tycz­nie :)

Ła­aaaaa! Pierw­sza kon­kur­so­wa bajka! :) Po­twier­dzam zgło­sze­nie i życzę po­wo­dze­nia. :)

Lecą smoki pod ob­ło­ki, wiatr im kręci smo­cze loki

Ładna bajka, ale smut­na. To zna­czy ze smut­nym za­koń­cze­niem. Buuuu, nie lubię bajek, które się źle koń­czą.

Prze­czy­taj jesz­cze raz tekst, bo w paru miej­scach zja­dłeś ogon­ki przy "ę". I by ła chyba jakaś li­te­rów­ka. 

"Cza­sem przy­pa­da nam rola go­łę­bi, a cza­sem po­mni­ków." Hans Ch. An­der­sen ****************************************** 22.04.2016 r. zo­sta­łam bab­cią i je­stem nią już na pełen etat.

Bajka jest ładna, ale mam za­strze­że­nie. Czy dziec­ku spodo­ba się, że wa­go­nik zo­stał po­ćwiar­to­wa­ny i cier­piał, że na ko­niec sto­pił się jak Ter­mi­na­tor?   

Takie rze­czy nie po­win­ny przy­tra­fiać się małym wa­go­ni­kom.

Jest tu w za­sa­dzie jesz­cze jedna bajka, o lam­pie, i praw­dę mó­wiąc, po­do­ba mi się bar­dziej, niż hi­sto­ria tram­wa­iku.

 

„…jedno i dwu­wa­go­no­wych po­jaz­dów…” –– …jed­no- i dwu­wa­go­no­wych po­jaz­dów

 

„…za­ku­pio­ny przez mia­sto po­mnik szy­now­ca…” –– Wiem o  po­jaz­dach szy­no­wych, ale nie spo­tka­łam się jesz­cze z nazwą „szy­no­wiec”.

 

„Lu­dzie ku­po­wa­li­by bi­le­ty, żeby ze mną jeź­dzić…” –– Lu­dzie ku­po­wa­li­by bi­le­ty, a ja bym ich woził

Nie jeź­dzi się prze­cież z tram­wa­jem.

 

„…ale jeden szy­no­wiec, któ­re­go ze­szłe­go roku spro­wa­dzo­no z nad morza…” –– …ale jeden szy­no­wiec, który ze­szłe­go roku spro­wa­dzo­no znad morza

 

 „Od­su­nię­to skrzy­nię i za­czę­to wy­cią­gać ka­wał­ki ma­łe­go tram­wa­ju”. –– Chyba od­su­nię­to wieko skrzy­ni.

 

Po­zdra­wiam. ;-)

 

 

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

czar­na­luc­ka - wiel­kie dzię­ki za ko­men­tarz :)

brajt - w takim kon­kur­sie bie­rze się udział z przy­jem­no­ścią

bemik - dzię­ki za ko­men­tarz. Zna­la­złem trzy ucię­te ogon­ki. Mam na­dzie­ję, że wię­cej ich nie ma. Po­zdra­wiam

re­gu­la­to­rzy - thx za opi­nię. Z nazwą szy­no­wiec, rów­nież się nie spo­tka­łem, ale mam na­dzie­ję, że nie jest błęd­na. Z po­zo­sta­ły­mi uwa­ga­mi po­stą­pi­łem zgod­nie z su­ge­stia­mi. Po­zdra­wiam ;)

Nie je­stem do końca prze­ko­na­ny, czy tram­wa­ik może mieć głowę albo wzrost... Ale poza tym bajka mi się po­do­ba­ła :)

Po­zdra­wiam.

Yoss - dzię­ki za ko­men­ta. Po­zdra­wiam.

Fajna ba­jecz­ka.

Prze­wi­dy­wal­ne za­koń­cze­nie po­tę­gu­je tylko nie­uchron­ność tego co los przy­no­si. A że za­koń­cze­nie smut­ne? Może nie takie smut­ne, skoro w ostat­nich chwi­lach życia można wspo­mnieć coś mi­łe­go.

Dziew­czyn­ka z za­pał­ka­mi koń­czy się smut­no, ale jak pięk­nie.

Lecą smoki pod ob­ło­ki, wiatr im kręci smo­cze loki

Ładna hi­sto­ryj­ka.

po­zdra­wiam

I po co to było?

homar, brajt, syf - dzię­ki za opi­nię. Mam na­dzie­ję, że za jakiś czas prze­czy­tam to opo­wia­dan­ko swo­jej córce i jej rów­nież się spodo­ba. Po­zdra­wiam.

Ja jesz­cze opi­nii nie za­mie­ści­łem, bo zro­bię to zbior­czo przy ogła­sza­niu wy­ni­ków, teraz nie chcę ni­cze­go su­ge­ro­wać. :) Ale po­do­ba się.

Lecą smoki pod ob­ło­ki, wiatr im kręci smo­cze loki

jasne brajt, ja nie w tym zna­cze­niu. To był świet­ny po­mysł z tym kon­kur­sem, po­nie­waż na­pi­sa­łem baję, którą będę mógł prze­czy­tać córce. Dla mnie to wy­star­cza­ją­ca na­gro­da. Po­zdra­wiam.

Ja chcę w maju za­cząć prace nad ser­wi­sem in­ter­ne­to­wym z baj­ka­mi dla dzie­ci pi­sa­ny­mi przez fan­ta­stów, bo brat bar­dzo czę­sto wy­jeż­dża za gra­ni­cę do pracy i na­rze­ka, że nie ma czego czy­tać dzie­ciom przez ka­me­rę przed snem, bo w sieci bra­ku­je po­rząd­nych bajek. A my mamy i wy­obraź­nię i wpra­wę w pi­sa­niu.

Lecą smoki pod ob­ło­ki, wiatr im kręci smo­cze loki

Że też bied­ne­go mi­kru­sa nikt nie ura­to­wał z lep­kich rą­czek Strasz­nych Zło­mia­rzy! Po­zo­sta­łe spo­strze­że­nia po 2 kwiet­nia.

brajt - świet­ny po­mysł. Trzy­mam kciu­ki.

w ba­ske­rvil­le - ale wów­czas jak ten mik­tus mógł­by zro­zu­mieć co jest na­praw­dę ważne w życiu?

Po­zdra­wiam

Szko­da, że fan­ta­ści wolą chyba pisać an­ty­baj­ki. ;)

Lecą smoki pod ob­ło­ki, wiatr im kręci smo­cze loki

Sta­now­czo pro­te­stu­ję prze­ciw takim fi­na­łom opo­wia­dań, które mają być baj­ka­mi.

brajt - może jesz­cze się prze­ko­na­ją. Do końca kon­kur­su po­zo­sta­ło pare dni. Bajki z pew­no­ścią po­zo­sta­ną na dłu­żej, no i po­ży­tek z nich więk­szy. A an­ty­baj­ka to też bajka, tyle, że dla du­żych dzie­cia­rów. I ona też ma nie­wąt­pli­we plusy:)

AdamKB - mogę tylko po­wie­dzieć, że je­stem nie­re­for­mo­wal­ny

Ogła­szam ko­niec przyj­mo­wa­nia kon­kur­so­wych zgło­szeń. Jury pro­szę o po­chy­le­nie się nad na­szy­mi kan­dy­dat­ka­mi do ty­tu­łu Naj­fan­ta­stycz­niej­szej Bajki i przy­zna­nie im od­po­wied­nio 3 punk­tów dla fa­wo­ryt­ki, 2 punk­tów dla pre­ten­dent­ki oraz po 1 punk­cie dla po­zo­sta­łych bajek, wraz z uza­sad­nie­niem. Mój adres - szarebure@o2.pl, darek@wedrychowski.pl jest nie­czyn­ny do od­wo­ła­nia. 


Dro­gich Czy­tel­ni­ków zaś pro­szę o no­mi­no­wa­nie do końca ty­go­dnia po jed­nej kan­dy­dat­ce do nie mniej za­szczyt­ne­go ty­tu­łu Bajki Pu­blicz­no­ści. :) 


Jesz­cze raz bajki:
http://www.fantastyka.pl/4,9215.html - "Tram­wa­ik" au­tor­stwa no­_i­_cio 
http://www.fantastyka.pl/4,9237.html - "O Ada­siu, który prze­stał być bru­da­sem" au­tor­stwa bemik 
http://www.fantastyka.pl/4,9243.html - "En­cy­klo­pe­dia" au­tor­stwa ko­ik80 
http://www.fantastyka.pl/4,9281.html - "Bajka" au­tor­stwa Treef

Lecą smoki pod ob­ło­ki, wiatr im kręci smo­cze loki

Nowa Fantastyka