- publicystyka: Kwestia zinów

publicystyka:

felietony

Kwestia zinów

Mam silne skojarzenia między nazwą moich rozważań a tytułem (choć niekoniecznie treścią) wiedźmińskiego opowiadania: Kwestia ceny. Czemu? Ponieważ ziny, czyli czasopisma internetowe, wydawane są za darmo, więc gdyby niska cena stanowiła o „czytać czy nie czytać”, nie miałyby konkurencji wśród płatnych periodyków. A tak nie jest. Czytanie zinów to wcale nie kwestia ceny.

Sporo czytam, czasopism również, więc niejednokrotnie pobierałem Szortala, Histerię czy im podobne twory. Co z tego, skoro śmieciły pulpit przez dwa dłuższe lub krótsze tygodnie (kosmiczna rozciągliwość czasu) lub nikną do dziś w czeluściach czytnika. A niby nie odbiegają specjalnie od profilu moich szerokich zainteresowań (choć i tak mało co mi się podoba-podoba). Może w towarzystwie przemyśleniom pod tytułem „czy ziny się czyta, kto ziny czyta” zaproponuję nieobiektywny przegląd dostępnych zinów. Uprzedzam dwojako: niewiele mi się podoba-podoba oraz fantastykę lubię, choć to nie jest mój ulubiony nurt. Spodziewam się, że będą tu osoby, które się ze mną nie zgodzą. I dobrze, niech to będzie zalążek dyskusji nie tylko o kondycji (lenistwie) czytelników, ale i jakości zinów.

Wywołałem do tablicy Histerię (od której moje rozważania się zaczęły, tylko, nie wskażę palcem, ktoś mnie przegonił z innego tematu – w końcu czynił swą powinność). Zin zajmuje się horrorem i grozą, ukazuje się co dwa miesiące od dwóch lat. Jest go sporo – w znaczeniu marketingowym. Przy każdym numerze ogłaszany jest tematyczny konkurs, z którego – dziwnymi meandrami gustów jury – wyłaniane i publikowane są trzy prace. Do kilku-kilkunastu opowiadań dołączany jest zazwyczaj tekst-klasyk (np. Reymonta czy innego pradziada literackiego, do którego dzieł wygasły już prawa autorskie) oraz artykuł związany z patronem numeru. Na trzy-cztery przeczytane numery stawiam diagnozę: jest to co dwumiesięczna antologia gniotów, wśród których zdarza się jakiś procent dobrych i średnich tekstów. To moja opinia – negatywna, „bo tak”. Pytanie brzmi inaczej: kto to czyta? Roger – nasz portalowy kolega i zarazem autor histeryczny – naprowadził, że pojawia się czasem recenzja blogerki. I hm… tyle. Kto to czyta? Nie bardzo wiadomo, ponieważ czytający się tym nie chwalą, ale kandydatami są grozomani i znajomi autorów. A czy czyta? Nie bardzo wiadomo, na lubimyczytać, które uważam za całkiem wymierny miernik popularności (jeśli chodzi o książki, z czasopismami nieco słabiej), niewiele jest zdeklarowanych użytkowników. A grozomani… cóż, oni mają jeszcze możliwość czytania papierowej (i posiadającej dział publicystyczny) Bramy oraz debiutującej w marcu Okolicy Strachu (też, poza nazwiskami autorów, zwraca uwaga papier i publicystyka). Oddajmy jeszcze Histerii, że uzbierała w dwa lata ponad 2100 polubień na fanpejdżu (uznajmy to za wskaźnik marketingu/rozpoznawalności).

 

 

Szortal z kolei opiera się na działalności portalu szortal.com. Tam wpierw trafiają teksty, które (dopiero po odleżeniu swojego na stronce) są wrzucane do tak zwanych wydań „na wynos”. Szortal, mający ISSN – a jakże!, pojawia się – pi razy drzwi – szesnaście razy do roku. To miesięcznik z dodatkiem czterech wydań specjalnych wypuszczanych w ciągu roku egipskiego (wiecie, że to im zawdzięczamy współczesny podział na ilość dni?). Jakościowo… Właściwie nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo nigdy jakoś nie doczytałem żadnego z numerów. Wybierałem raczej konkretne teksty konkretnych autorów. O selekcji i współpracy też niewiele mogę dyskutować. Za chwilę pojawi się tam mój tekścik, więc może będę mądrzejszy? Szortal z pewnością jest jakoś obecny w świadomości czytelnika, który kojarzy coś takiego jak „ziny fantastyczne”. Wszak periodyk jest na rynku od przeszło pięćdziesięciu numerów, polubień zebrał niemal 1500. Ale co z feedbackiem? Podobno można o niego poprosić redaktora i spytać znajomych po przesłaniu linka (ej, co o tym sądzisz?, zobacz, jakie krótkie). Trochę mało, skoro pobrań każdorazowo jest od kilkuset do tysiąca (podobno). Jednak okładki mają najlepsze z całego zinowego towarzystwa.

A teraz dwa ziny niefantastyczne, choć fantastyką nie gardzą. Na pierwszy ogień Mega*zin Lost&Found. Periodyk – konkretnie kwartalnik o wybranym wcześniej haśle przewodnim – bardziej artystyczny niż typowo literacki. Przeważają w nim zdjęcia i obrazy, a towarzyszą im krótkie teksty literackie: poezje i proza. Ogromnymi zaletami są tłumaczenie na język angielski (a jeden z numerów na rumuński!) oraz profesjonalne podejście do autora (nie będę wchodził w szczegóły, ale byłem mile zaskoczony). Łucja Lange, która dźwiga na swoich barkach i pismo, i jego fanpejdż, chwali się podglądem odwiedzin pisma: czytelników ponad 20 tysięcy, wyświetleń dziesięciokrotnie więcej, śledzących 70. I to statystyki po ledwie piętnastu numerach, które do tej pory się ukazały. Fanpejdż pokazuje zaś 1800 lajków. A ja dodaję do tych cudownych statystyk: zero feedbacku odnośnie literatury. Kłopot się powtarza: kto czyta ziny? Ani Anglik, ani Rumun, ani Polak. Przynajmniej nie chwali się tym.

I drugi nie-fantastyk – SOFA. Pojawia się co dwa miesiące; skupia się, mam wrażenie, w dużej mierze na literaturze obyczajowej (choć nie tylko). Marketingowo kulawo, ale to chyba najrówniejszy z zinów, do których zaglądam. Nie dość, że bardzo odpowiada mi estetyka pisma, to zawsze jest kilka opowiadań do przejrzenia, a do tego publicystyczne próby, recenzje raczej nieznanych i niskonakładowych książeczek, ale… Ten zin ma dla mnie swój specyficzny klimat. Niestety brakuje wersji czytnikowych, reklama kuleje, a dopiero ostatnio zaczynają się pojawiać jakieś nowości (kącik z opiniami czytelników nt. książek). Feedbacku – jak i gdzie indziej – zero. I jeszcze spojrzenie na lajki: 825. Drugi zin, który wygląda ładnie, ale czwarty, w którym nie ma realnego feedbacku (na lubimyczytać czytają tylko autorzy, podobnie jak trzy omawiane wcześniej pisma).

A teraz przejdźmy na tereny bardziej, zdawałoby się, popularne, lecz dla mnie nieco enigmatyczne.

Esensja istnieje już od wielu lat, a współpracę redakcyjną z nimi prowadzą autorzy, którzy zdobywali Zajdle. Istnieje od kawałka czasu, lecz ja słyszałem tylko takie wypowiedzi: „Kiedyś czytałam Esensję, a teraz już nie zaglądam”, „Hm, pamiętam, że był taki magazyn, esencja, eskalacja, coś takiego, ale od lat nie zaglądam, bo to stek recenzji, a nie tekstów”. Przyczyn odchodzenia od czytania tego niegdyś (zdaje się) popularnego zinu należy szukać nie tylko w ogólnym spadku czytelnictwa internetowych pism (i czytelnictwa w ogóle), przesyceniem periodyku recenzjami, ale i trudnością w przyciąganiu nowych fanów. Mnie przed czytaniem Esensji szczerze powstrzymuje szata graficzna strony oraz niemożność pobrania pisma w .pdf lub .mobi. Jak jest z feedbackiem? Dawno już nic o takowym nie słyszałem, ale, Koleżanki i Koledzy, chętnie posłucham o Waszych doświadczeniach... Istotne chyba jest to, że opowiadania z Esensji znajdują się na listach pomocniczych tekstów uprawnionych do zgłaszania nominacji do nagrody popul… Zajdla, znaczy się. I jeszcze spojrzenie na lajki: 6500. Najwięcej spośród zinów, ale i najdłużej na rynku.

Jest również Creatio Fantastica, lecz jego redakcja nie życzy sobie zestawiania z przywołanymi tutaj obszarami internetowych publikacji.

Poza tym mamy na rynku jeszcze Fahrenheit. Ale to dla mnie zupełna tajemnica, właściwie nie słyszałem o niej nic wcześniej, a w końcu obracam się wśród piszących i wysyłających do/na pism i portali. Podobno istnieją od 1997 roku, a przez lata zmieniali swoją formę z portalowej na magazynową jak na sinusoidzie. Jednak nie stawiam w tym przypadku na jakikolwiek feedback dla autora odnośnie literatury, bo sam zasięg wydaje mi się uboższy (w końcu nic o tym nie słyszałem) niż w przytoczonych już zinach. Ale może zostanę zaskoczony? Trzeba sprawdzić.

Na deser rzucę jeszcze nazwą Smokopolitan, którego pojawiły się już cztery numery, wychodzi co kwartał, a poza formą klasycznego zinu do pobrania za darmo ze strony, pojawia się jeszcze w liczbie 600 drukowanych egzemplarzy sprzedawanych głównie na konwentach (czyli zin dla fandomu). Poziom wysoki, jak dla mnie nie ustępuje NF. Współpraca z redakcją na poważnie, numery tematyczne, ale bez upierania się co do hermetyczności tekstów. Po prostu dobre pismo i szkoda, że wychodzi tylko co kwartał (i mam nadzieje nie będzie zmieniało swojego profilu, czym groził „skok w bok” przy trzecim numerze). Trzymam za Smokopolitan kciuki, bo przywraca wiarę w istnienie periodyków fantastycznych. Feedback bardzo niewielki, ale istnieje. Pojawia się każdorazowo kilka opinii (do zliczenia na palcach jednej dłoni, lecz jednak), ktoś zajrzy i oceni na lubimyczytać, ale jeszcze nie każdy o Smoko słyszał. Są dopiero rok na rynku, mają czas na rozpoznawalność – szukajcie na konwentach wersji papierowych (zaraz Pyrkon, ludzie!). Zdaje się, że marketing u nich leży, więc mają obszary do poprawy. Lajków: ponad 1100, choć pobrań do 1500 (+ do tego nakład papierowy).

Mógłbym jeszcze napisać o Szufladzie (ponoć zero selekcji i tyleż czytelników), Drabble na niedzielę (mnie to się myli z Szortalem), Herbasencji (czytałem jeden numer i hm… połowę tekstów widziałem gdzie indziej publikowanych), PKPzinie (tego nawet nie wiadomo, jak czytać, tak nieprzejrzystą mają stronę), ale po cóż, skoro wcale z tymi zinami nie jest lepiej, niż z tymi już przybliżonymi. Mógłbym jeszcze napisać o idei i mającym niebawem wyjść zinie fantastycznym o tytule Silmaris, za którym stoją poważne chęci i łebskie postaci.

Ale pisać nie będę. I tak tylko odważni dotarli do końca. Chciałbym wyciągnąć z tego jakieś konkluzje. A mianowicie:

– zinów niewiele się czyta, chociaż to darmowe teksty (a ja byłbym w stanie zapłacić za jakość),

– jak już ktoś chce zacząć czytać ziny (jak ja), to ma problemy z dostępem do wersji mobilnych lub poziom tekstów jest bardzo nierówny,

– zinów w zasadzie się nie opiniuje, co też jest wskaźnikiem popularności,

– chyba że poprosimy o opinię konkretne osoby (ziny same z siebie nie posiadają własnych „prenumeratorów”, a już z pewnością nie opiniotwórczych).

A potem teksty opublikowane w zinach lądują na fantastyka.pl, by autor mógł usłyszeć opinie o swoim tekście.

Narzekałem już, że fantastka.pl nie wydaje swojego zinu, choć ma największy feedback literacki w sieci? Nie…? Ale to temat na inny felieton-narzekoń usiłujący się stać opisem i zarazem diagnozą całego literackiego świata.

 

 

NOTA OD REDAKTORA “NOWEJ FANTASTYKI”: W związku z kontrowersjami, jakie wzbudził powyższy tekst i tak zwaną polemiką z nim, jaka pojawiła się w serwisie “Creatio Fantastica”, chciałbym przypomnieć o fanowskim i amatorsko-hobbistycznym charakterze treści publikowanych w serwisie fantastyka.pl. Opinie wyrażane przez użytkowników serwisu fantastyka.pl nie powinny być utożsamiane ze stanowiskiem redakcji miesięcznika “Nowa Fantastyka” i redakcja nie ponosi za nie odpowiedzialności. Wszelkie zastrzeżenia i krytyczne oceny treści należy w związku z tym kierować bezpośrednio do autorów tekstów, z wyjątkiem sytuacji, w których dochodzi do łamania prawa – wtedy należy zgłosić to redakcji i/lub moderatorom serwisu.

Zarówno “Kwestię zinów”, jak link do tzw. polemiki z nią oraz całą dyskusję (tutejszą oraz tę na Facebooku, dość ofensywnie moderowaną przez tamtejszych adminów) pozostawiam ku przestrodze przyszłym autorom – zarówno wszelkiej maści tekstów amatorskich, jak aspirujących do profesjonalizmu i naukowości – aby pamiętali, jak kluczowy w przygotowaniach jest solidny research.

 

JeRzy

Komentarze

Fantastyka.pl jako zin? A po co? W Esensji były moje dwa teksty, rzeczywiście odzew słaby, choć był, czasem zaglądam,jak znajdę chwilę. Na pozostałe portale czasu brak.

Ja regularnie zaglądam do Histerii, Smokopolitana i na Esensję. Na Szortalu publikuję. Co do feedbacku to faktycznie we wszystkich zinach jest słaby. Czekam na opinię innych.

A jak w Esensji podobała Ci się, gwidonie, cała otoczka związana z procesem publikacji tekstu? Czyli jednak jakiś odzew poza znajomymi, redakcją i zaproszonymi przez autora czytelnikami był. Więc jest światełko w tunelu.

 

Co do zinu z fantastyki to raczej taka przewrotna uwaga, że ziny internetowe nie bardzo mają feedback, a fantastyka owszem. I w zasadzie byłbym zwolennikiem takiego pokłosia co lepszych tekstów z portalu zebranych do wersji czytnikowej. To, co teraz jest w Gońcu Fantastycznym wrzucić bezpośrednio do gazetki, a nie odsyłać po linkach. Właściwie starczyłyby dwa numery rocznie na creme de la creme. Może więcej osób zaczęłoby czytać dłuższe, ponad 20-tysięczne (l. znaków) opowiadania? Ja takie zgrywam sobie zazwyczaj do mobi (jak bardzo chce przeczytać tekst i bawić się z konwersją), bo nie lubię czytać nic dłuższego na portalu. I zin fantastyki to już stary pomysł; absolutnie nie mój.

Kilka osób czyta, zanim pójdzie tekst do redakcji, zatem czegoś mi nie wzięli. Zdaje się, że Bestie z południowych krain, tu też kiedyś goszczące, tam nie spodobały się. I chyba kiedyś Gniewko. Tak że wydaje sie, że nie biorą wszystkiego. Stanisza do NF Michał Cetnarowski nie chciał, (bo erotyka za mocna, bo Cherezińska coś podobnego już napisała) do Esensji redakcję robiła Anna Kańtoch.( oczywiście po naszej regulatorzy) Na Bestiariuszu, jeśli jest to miarodajne, recenzentka uznała Stanisza za najlepsze opowiadanie zbioru Geniusze Fantastyki ( ponoć przekroczyli już 20 tys. pobrań) Z Agnieszką Hałas kontakt jest dobry. Jedyną wadą jest mały odzew czytelniczy, ale jako że nie zatrzymują praw dla siebie, do tego robią redakcję, to chyba nie mam co narzekać.

Czyli można nauczyć się pisać, ale niekoniecznie jest dla kogo (w sensie brak/minimalny odzewu). Dzięki za zarysowanie mi Esensji. Teraz wiem o nich troszkę więcej.

Hm, nie ufam w żadnym stopniu ani antologii Geniuszy Fantastyki (mam wrażenie, że to kolos na glinianych nogach), ani (chciałbym napisać “tym bardziej”, ale “w żadnym stopniu” się już nie stopniuje) sponsorowanym recenzjom. Natomiast to, co działa – bezpośrednie zachęcenie do konkretnego opowiadania. I być może spojrzę, żeby sobie własną opinię wyrobić.

Z tym recenzjami na zamówienie może i masz rację, choć jako autor ucieszyłem się, że z kilkudziesięciu tekstów recenzentka wymieniła mój. Kolos na glinianych nogach? Byc może. Traktuję to jako reklamę. Ludzie pobierają, bo darmówka, ale jest nadzieja ze ktoś zapamięta nazwisko, a jak wiesz w GC czeka na druk moja powieść.

W każdym e-zinie – i w każdym e-booku – sąsiadują ze sobą teksty bardzo dobre, dobre i, niestety, takie sobie. Tyle, że dla jednych czytelników dany tekst będzie bardzo dobry, a dla innych okaże się nudną chałą. Tak jest i jest  to nieuchronne. Gusty i oceny czytelników są bardzo zróżnicowane.

W sumie chyba najważniejsza jest ilość pobrań e-zinów ukazujących się cyklicznie. Ciekawe byłoby dowiedzieć się, jaką ilość pobrań notują “Histeria”, “Szortal na Wynos” i Wydanie Specjalne “Szortalu na Wynos”. No i inne e-ziny. 

Nie wiem, jak jest z automatycznym kwalifikowaniem opowiadań “esensyjnych” do listy pomocniczej nominacji do Zajdla. Może i tak jest, bo kiedyś natknąłem się na “Listy kochanków” na takiej liście, a to akurat opowiadanie z fantastyką nie ma nic wspólnego.

Pozdrówka.

Bardzo ciekawy felieton, Sirinie. Ja się zastanawiam, kto ma czas na czytanie tych wszystkich e-zinów. No i ile osób lubi czytać na ekranach czy czytnikach. Przepraszam za stwierdzenie, ale odnoszę wrażenie, że e-ziny są popularne głównie wśród osób zajmujących się pisaniem recenzji, felietonów albo amatorskich opowiadań. Ilu mają zwykłych czytelników? Hmm... Mnie wystarczy książka, czasopismo i fantastyka.pl – bo tu jest feedback i pojawiają się ciekawe opowiadania. Na więcej nie mam czasu.

Ciao!

Nachodzi mnie czasem ochota na sprawdzenie jakiegoś e-zina, na sprawdzenie, jak tam poziom wśród mniej lub bardziej amatorskich twórców (chociaż w takim Smoko faktycznie bywają znane nazwiska)... Ale wszelki zapał zaraz studzi jedno spojrzenie na stos książek zakupionych i zakolejkowanych ;) Poza tym, nie ma wersji .mobi – nie czytam.

Niby tak, a nie, niby nie, a jednak.

Trzeba też powiedzieć, że w Szortalu bywają bardzo znane nazwiska. W zimowym wydaniu specjalnych ze swoimi tekstami byli Sebastian Uznański, Andrzej Sawicki i Rafał Dębski (więc cieszyłem się podwójnie, że znalazłem się w takim szacownym gronie), autorzy obecni na rynku od lat, mający po kilka książek i wiele publikacji na koncie. Więc trzeba powiedzieć, że niektóre e-ziny są atrakcyjne również dla uznanych pisarzy.

W Creatio Fantastica i Esensji, i Smoko tez pojawiają się autorzy znani: Stępień, Pilipiuk, Majka i inni (nasz gwidon, autor przyszłego bestsellera w GC). Ale czy oni dostają to, o co pytam – opinię? Wiecie, dla mnie, jako autora (hehe, w końcu gdzieś megalomańsko nazwę się pisarzyną), atrakcyjność publikowania w takich miejscach polega na zyskiwaniu doświadczeń, uczeniu się i poznawaniu nowych ludzi, którzy zajmują się prowadzeniem pisma. Bardzo wątpię, że te ziny mi coś dają, że publikowanie w nich zapewni chwałę i sławę choćby na dzień.

Dzazga – tym, co nie wydają wersji mobi powinni zabrać lub choćby opodatkować serwery :)

(nasz gwi­don, autor przy­szłe­go be­st­sel­le­ra w GC)

A dlaczego nie? Nawet jeśli sprzeda się przeciętnie zaprzyjaźniony portal fantastyka.pl może uznać, że gwidonowa powieść jest bestsellerem.

Czy uważasz Sirinie, że wszystkie bestsellery rzeczywiście są bestsellerami?

 

Jednodniową sławę? Na pewno tak nie jest.

Istnieją portale, notujące liczbę odsłon. Takim portalem jest na przykład “Herbatka u Heleny”. Opublikowałem tam “Czerwoną poświatę”. Niedawno. W tej chwili ma 233 odsłony. Mało. Ale już “Listy kochanków” mają 1453 odsłony. “Tremo i obraz” 1418 zerknięć w tekst.  Sporo. Oczywiście, kliknięcia tej samej osoby mogą się powtarzać, ale bez przesady – w olbrzymiej większości klikają czytelnicy.

Przy e-zinach jednak najistotniejsza jest ilość pobrań. Bo to oznacza, że e-zin jest czytany. A jeżeli jest czytany, staje się zjawiskiem literackim. A że inne osoby nie czytają e=zinów? Normalne.

Z ciekawości wysłałem maila do redakcji “Szortalu” z prośbą o podanie ilości pobrań ostatnich numerów “Szortalu na Wynos” i Wydania Specjalnego “Szortalu na Wynos. Jeżeli odpowiedzą, podam dane.

Pozdrawiam.  

Pisząc o popularności, miałem na myśli czytelników e-zinów. Nie wiem czy fakt pojawiania się znanego nazwiska coś zmienia – na pewno powinno. Rogerze, ciekawe są dane o odsłonach, które podałeś.

Mam bardzo nikłe doświadczenia z e-zinami. Sama nie wysyłam, mimo że mam nawet od długiego czasu gotowe teksty. Nie mogę się zorganizować, by zrobić im ostateczną redakcję. Zaglądam do zinów czasem, ale czytam niewiele. Właściwie tylko – raz na jakiś czas – zerknę do tekstów, które linkujecie w wątku “Pochwal się”. Pewnie jakieś znaczenie ma fakt, że opowiadania, a zwłaszcza krótkie opowiadania, nie są moją ulubioną formą literacką. Tutaj, na naszym portalu, czytam, w znacznej mierze ze względów warsztatowo-towarzyskich. :) I często się zdarza, że przy okazji okazują się ciekawym kawałkiem literatury.

Chyba “Esensja” najczęściej jest wymieniana jako taki prestiżowy magazyn. Mnie, podobnie jak Sirina, odstrasza od niej szata graficzna. Jest okropna.

 

A po tym przydługim i trochę z d... wstępie napiszę, że chyba Gwidon uchwycił sedno. Reklama czy coś, co można umieścić w literackim CV – to też ma sporą wartość, jeśli myśli się o pisaniu na poważnie. I chyba to jest główną zaletą tych stron.

Sirinie, widać, że ruszyłeś nośny temat :-)

Ja przeglądam sobie kilka zinów, ale nie czytam od początku do końca żadnego. Ot, zaglądam w opowiadania i jeśli któreś mnie porwie, to czytam. Podoba mi się w “Esensji” to, że publikują mało opowiadań, ale za to poziom jest wysoki. Zauważyłam, że przy każdym opowiadaniu jest e-mail autora – może zdarza się tak, że ktoś pisze, jak mu się podobało? Ale tego nie wiem.

Od zinów odstrasza mnie głównie – tak jak wielu z Was – nierówność tekstów. Mam też wrażenie, że w Internecie trudno o takie teksty, jakie ja lubię najbardziej. Czyli trochę dziwaczne, niemieszczące się w szufladkach – a jeśli już, to z nich wystające ;-) (przykłady książkowe – choćby Weronika Murek, Hiromi Kawakami czy Milorad Pavić). Jeśli się mylę i jest jakieś miejsce, gdzie jest pełno takich cudów, to dajcie znać.

I faktycznie, (póki co?) cenię sobie publikowanie tekstów online ze względu na opinie zwrotne i możliwość poznania Strasznie Ciekawych Ludzi :-)

A ja długo nic do zinów nie wysyłałam. Bo brak feedbacku, brak uzasadnienia, czemu uznali że tekst jest do d... Publikacja w zinie niby nic nie daje – ale zawsze to miło się dowiedzieć, że tekst przeszedł jakąś tam selekcję i wzięli akurat Twój. Ale już ilu czytelników faktycznie ten tekst przeczytało – na określenie tego nie ma sposobu (chyba, bo nie znam się na informatyce). Ta liczba wejść, o której pisał Roger też nie jest miarodajna – bo ktoś mógł wejść przypadkiem, albo wejść, przeczytać dwa zdania i wyjść i program już nalicza (przynajmniej na Herbacie). Liczba pobrań zinów podobnie – ileś tam pobrało, ale czy czytało, czy wrzuciło plik na pulpit i leży... Właśnie.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Gwidonie, wyczuwam jakiś podstęp, więc odpowiem wymijająco, że przeczytałem Twoje  wskazane opowiadanie w Geniuszach i mogę powiedzieć, że jest dobre; natomiast nadal nie przekonuje mnie to do całej antologii. Jest opasła, pojedynczy autorzy mają po kilka tekstów (zamiast jakichś opowiadań-perełek), wygląda to jak masówka; zresztą duża część opowiadań jest jedynie odświeżana, a nie premierowa.

Roger – o, bardzo pochwalam takie zapytanie do Szortala. Jak będziesz coś wiedział, to pisz, bo jestem strasznie ciekawy. Teza, że liczba pobrań jest wymierna w stosunku do popularności zina ma sens, jest logiczna i właściwie jestem w stanie w nią uwierzyć, ale z drugiej strony – takie są zasady szukania dziury w całym – mogę porównać procent komentarzy (feedbacku) pod ostatnimi 100 tekstami na naszym portalu w stosunku do liczby wyświetleń (gdzie nie ma “dublowanych” wejść jednego użytkownika). I w tym przypadku procent feedbacku do wejść będzie jakiś tam. Strzelam bezpiecznie (jaki oksymoron mi wyszedł laugh), że feedback przekroczy 15%. Oczywiście biorę pod uwagę literacko-warsztatowy charakter portalu, lecz to jest jednak wieledziesiąt czy wieleset wyższy procent niż ten, który wyliczyłbym ze Smokopolitana czy Esensji (po kilka opinii na, rachujmy w przybliżeniu, tysiąc pobrań). I tak uważam, że najbardziej miarodajnym (i uczącym) jest właśnie feedback.

Mail do autora w Esensji? O, tego nie zauważyłem, choć coś tam przeczytałem krótszego (bo dłuższych, ze względu na szatę graficzną i niemożność pobrania... – pominę czasownik). Ciekawa sprawa.

Cóż, czyli ziny to wpis do CV – zawsze dobrze to wygląda.

Ale czy ziny to reklama? – z pewnością większa niż szufladkowanie tekstów. Nie zaszkodzą.

Sirinie – trzeba Cię stawiać jako wzór. Upomniany za offtop w innym temacie, to poszedł i napisał cały felieton :) Na razie przeczytałem około połowę, skomentuję jak zapoznam się z całością i z komentarzami. A tych, jak na dział publicystyki, widzę całkiem sporo :)

No i mam dane dotyczące “Szortalu”.

Fragment maila redaktora naczelnego tego portalu: “Najczęściej pobierany był pierwszy numer Wydania Specjalnego Zima 2014: 3224  pobrań wszystkich trzech formatów. Najnowszy, marcowy nr Szortalu Na Wynos, opublikowany 13 marca, do tej pory  zebrał 460 pobrań dla wszystkich trzech formatów. Poprzedni, lutowy – 841 pobrań dla trzech formatów.”

Powiem tak – te dane budzą szacunek. I na pewno ten e-zin/e-ziny to nie jest zabawa dla redakcji i znajomych redakcji, je twierdzą niektórzy.

Podziękowania dla Marka Ścieszka za szybką odpowiedź.

Pozdrówka.

Dobry temat, sama się w sumie nieraz zastanawiałam, jak to jest z tymi e-zinami. Fajnie, że Roger przytoczył konkretne dane – jak widać, trochę osób te ziny ściąga, a ile czyta? Sama przyznaję, że poza “Smokopolitanem” chyba żadnego nie przeczytałam do końca. Nierówny poziom tekstów, szczególnie publicystycznych (chociaż tu NF też nie zachwyca), bywa zniechęcający.

 

Z drugiej strony – dla początkujących autorów to jednak jest jakieś miejsce, żeby zaistnieć. Taki konkurs w “Histerii” – bądźmy szczerzy, znaleźć się w trójce najlepszych tekstów z dwudziestu nadesłanych to nie jest jakieś mistrzostwo świata, a publikacja w “H” nie daje nawet numeru ISSN chyba – mnie dał dużo radochy, takiego pozytywnego kopa i motywację, żeby próbować wyżej. Więc ja do zinów podchodzę życzliwie, choć przyznam, że bardziej sobie cenię niniejsze forum (ze względów towarzysko – warsztatowych).

 

No i fakt, “Esensji” nie można pobrać w mobi. Co jest dość dziwne, bo w sumie co to za problem, skoro i tak udostępniają dwa inne formaty?

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Beryl, ale to nie zachęta, abyś mnie przeganiał z wszystkich hydeparkowych tematów...

Faktycznie, Szortal imponuję statystyką pobrań. Poważniej teraz będę na nich spoglądał. Co nie zmienia faktu, że w ostatnich dwóch numerach przy wywiadach (”siedem pytań do”) zabrakło korekty choćby na uczniowskim poziomie :) Cóż, może zerknę na któreś z przyszłych wydań – tak losowo. Dzięki, Roger, za te dane.

eM., Histeria ma ISSN, a z konkursów akurat wchodzą nieco lepsze teksty niż z normalnej rekrutacji. Większy przesiew ;)

Wiecie co? Napiszę do Esensji maila z życzeniami świątecznymi, żeby zaczeli wydawać mobi, to zacznę ich czytać.

Beryl, ale to nie zachęta, abyś mnie przeganiał z wszystkich hydeparkowych tematów...

Ale jakbyś za każdym razem pisał taki długi felieton, to by się to portalowi opłacało! ; )

Wydaje się, że to skutkuje tylko przy tematach obejmujących duża część użytkowników. Czyli o pisaniu, religii i psychoterapii :) To mój pierwszy felieton w karierze, jeśli można to nazwać felietonem. Jaskółka wiosny nie czyni i nie wiem, czy będzie mnie jeszcze stać na równie spontaniczne przemyślenia.

Trochę mnie Roger wywołał, to mogę powiedzieć, jak to wygląda od strony “redakcyjnej” w Herbasencji, choć to akurat chyba nie jest miarodajny przykład, bo u nas wszystko odbywa się “na odwrót”, czyli, jak słusznie zauważył Sirin, publikujemy teksty, które już były publikowane, nie tylko na Herbatce u Heleny.  Zadaniem zinu jest raczej promowanie autorów i portalu poza jego granicami. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że ma to sens. Czasopismo ma stałych czytelników. Nie raz użytkownicy Herbatki deklarowali pod tekstami, że ściągnęła ich Herbasencja i zarejestrowali się właśnie po to, żeby wyrazić uznanie dla autora. Na świętej pamięci wydaje.pl zdarzały się nawet krótkie recenzje poszczególnych numerów. Wiem też, że część użytkowników Herbatki czyta tylko Herbasencję, właśnie ze względu na to, że ukazują się tam najwyżej ocenione teksty, więc już wyselekcjonowane, a dostępne w formatach czytnikowych, więc nie trzeba ich czytać z monitora.

Żeby nie było – wiem, że Herbasencja ma mnóstwo wad i niedoróbek, ale jest to czasopismo, które robię praktycznie od początku do końca sama, po nocach, co miesiąc. Gdybym nie widziała sensu tak dla portalu, jak i jego autorów, to bym tego nie robiła.

www.herbatkauheleny.pl

Uzupełnię komentarz Suzuki M informacją, którą mi przekazała – wielkie dzięki. Dotyczy ilości pobrań.

E--iny są/były zamieszczane na kilku portalach wydawniczych. I łatwo  sprawdzić ilość pobrań, zarówno “Szortalu na Wynos”, jak i “Herbasencji” – bardzo ciekawego i pięknie wydawanego miesięcznika literackiego.

Link: http://www.beezar.pl/ksiazki/c/czasopisma

Pozdrówka.

Pobrania Szortala całkiem wysokie – co mnie cieszy :) Należy też dodać, że mogą być mniejsze niż prawdziwa poczytność tekstów z racji tego, że opowiadania wcześniej przez jakiś czas wiszą na portalu. Więc można je przeczytać nie ściągając magazynu.

Ciekawe czy Marek ma jakieś dane dotyczące liczby wejść tekstów wiszących na stronie.

Bardzo ciekawy link, pod którym można podejrzeć (i upewnić się) co do czego.

Szortal ma ten plus, że okładki co numer ma bardzo fajne. Tego nie można odmówić magazynowi. Dla wersji plakatowych okładek chętnie bym ściągał :) Ale z czytaniem jest różnie. Kto wie, może w końcu się przekonam.

Suzuki, chwała Ci!, jeśli widzisz w tym sens i faktycznie jakoś to skutkuje i nie tyle czujesz, co jesteś przekonana, że warto, to tylko uśmiech i laurka ode mnie :) Dziękuję za wypowiedź od tej “drugiej strony”.

A sądzicie, że kącik recenzencko-przeglądowy, co najciekawszego i wartego uwagi pojawiło się na rynku zinów miałby sens? (z racji: nie narzekaj, a wpierw coś sam zrób, żeby zlikwidować powody do narzekania).

Bel­haju  – Marek dysponuje takimi danymi. Cytat -“Wszystkich pobrań naszych plików jest 69065.”

Z treści maila wynika, że można podać liczbę ściągnięć poszczególnych plików “szortalowych”

Od razu też widać, czemu wydania specjalne “Szortalu na Wynos” mają znacznie większą ilość pobrań. To są e-ziny premierowe. Tam zamieszczonych tekstów wcześniej na “Szortalu” nie było. I nie będzie, bo one nie są tam później ponownie publikowane. Bardzo dobra zasada. 

Ciekawe, ileż pobrań będzie miało wydanie wiosenne “Szortalu na Wynos”... Niebawem się ukaże.

Pozdrówka.

Do wiosennego jeszcze teksty zbierają ;)

Esensja mi szybciutko odpisała. Z maila wynika, że nie planują udostępniać magazynu w wersji innej niż epub. Cóż, szkoda.

Kończąc sprawę pobrań różnych e-zinów – redakcja “Histerii” udostępni mi dane po uzyskaniu ich od webmastera.  Idzie o to, że mają rozeznanie tylko w ilości pobrań pdf-ów, ale już nie formatu e-pub i mobi. Z maila redaktora naczelnego wynika, że do czasu zamknięcia oficyny internetowej “Wydaje.pl” pobrania każdego numeru tego magazynu przekraczały tysiąc. Pięknie.  Na konkurs   “Medium” wpłynęło 108 prac. No... Było pracy przy ocenianiu.

Sirinie   – taki wątek, omawiający zawartość e-zinów i oceniający poszczególne teksty bardzo by się przydał, jednak w tej sprawie na pewno decyzja należy do beryla. Jakby nie patrzeć, popularny  e-zin jest konkurencją... Ale...

Pozdrówka. 

Histeria ma ISSN

W takim razie słaby mają ten marketing jednak, nie chwalą się ani na stronie, ani w piśmie. Chyba, że mi coś umknęło, nie znalazłam w każdym razie. Ale w ogóle czytelność ich strony i samego pisma (i nie chodzi tu już o okładki i ilustracje, bo to osobny temat i, niestety, nawet Smokopolitan nie ma się tu czym pochwalić) jest, jak dla mnie, słaba. 

 

Swoją drogą ciekawe, czemu Esensja tak się borni przed formatem mobi. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Medium to jest z tego majowego numeru? Pamiętam trzy “zwycięskie” prace opublikowane w majowym. Dwóch nie dało się czytać, a jedno było całkiem-całkiem.

Czekam na dane, bo wersje czytnikowe wydaje mi się, że pobiera więcej osób. Co do technikaliów i histerycznych ebooków to nie bardzo sobie radzili z konwersją dwa numery temu, gdy tam jeszcze zaglądałem. Tekst wielokrotnie mi się “rozjeżdżał” na ekranie kindla.

Tak zapytałem o taki kącik, czy po prostu miałoby to sens. Dla autorów z pewnością, bo widać, że jest zainteresowanie tematem – choćby po tym felietonie. Czy dla czytelników jako forma selektywnej zachęty? – w sumie o tym dyskutujemy. A gdzie miałby taki kącik powstawać, to już inna para kaloszy. Ja tam zaglądam do Smokopolitana, Sofy w miarę regularnie; a z rzadka gdzieś po jakiś wskazany tekst jeszcze sięgnę. Ale pewnie raz na miesiąc dałoby się ogarnąć z grubsza “przegląd zinów”. Gdzie to publikować, to już nie mam pojęcia, ale raczej nie tutaj na fantastyce, bo to jednak zbiorczy feedback. Chociaż...

Cóż, a Esensja chyba troszkę traci na braku wydań mobilnych. W końcu mają konkretny poziom w środku. Cytując Dzazgę: “nie ma mobi = nie czytam”.

Też zastanawiam się nad wrzuceniem do działu publicystyki recenzji najnowszej Histerii (jestem w trakcie lektury). Więc inicjatywa mogłaby być fajna, pokazałaby aktualną kondycję różnych zinów. Pozycji portalu i samej NF raczej by to nie zaszkodziło. Ale to niech się jeszcze beryl wypowie.

Wrzucajcie :)

“Zingląd, numer 1” ;) Ja tam jestem zwolennikiem czegoś takiego, ale niekoniecznie widzi mi się to na tym portalu. Jakoś tak... nie wypada. Choć tutaj jest możliwość dyskusji, jak widać.

Albo “W środku zina – numer któryśtam – Histeria” a w miejscu “histeria” jakikolwiek inny tytuł zina.

Chyba mamy zwycięski tekst marcowej publicystyki :). Bardzo fajnie, że zgromadziłeś tyle rzeczy. Jeszcze na pewno są “Niedobre Literki” z takich zinowych.

 

“Od zinów odstrasza mnie głównie – tak jak wielu z Was – nierówność tekstów.“

Mnie to samo odstrasza od księgarni :D

 

EDIT:

Mnie się bardzo dobrze współpracuje z Szortalem i to tak w publicystyce, jak w szortach. I jest odzew.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ręce precz od Histerii! :)

A na poważnie, to jest to miejsce dla początkujących grozopisaczy, w dodatku z solidną ilością ściągnięć  i bardzo dobrym podejściem do autorów. Tworzone przez pasjonatów dla pasjonatów.

Reszta jest kwestią gustu. Czytałem na ich łamach Rogera, Piotra Borowca, Sylwię Błach; Dagmara Adwentowska z nimi współpracuje; ode mnie poleciała do nich “Czarna Kawka” i spotkała się z zaskakująco życzliwym odzewem czytelników – czyli ktoś to jednak czyta... :)

Wg mnie nie odbiega znacząco od wspomnianej przez Ciebie “Bramy” – dla której przecież pisuję (poziomem literackim, layoutem czy poczytnością). Ale to, tak jak już wyżej wspomniałem, jest kwestią gustu. Darowałbym sobie jednak hasła w stylu: antologia gniotów. Trochę mnie zniesmaczyłeś.

Ciekawy artykuł.

Pozdrawiam :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Feedback. Ale realnie – jaki jest feedback po publikacji w NF? Gdyby nie wątki, które sobie tu zakładamy, to znikomy. Numeru w którym byłam było może ze trzy, albo cztery. Podsumowywały teksty jednym, zdaniem. Ale czy to umniejsza radochę? Nie. Cieszmy się, że gdzieś jesteśmy, bo przecież coś sprawiło, że się tam znaleźliśmy.

Chyba dopiero ksążka daje więcej feedbacku, choć też nigdy nie wiadomo, czy to, co znajdujemy w sieci jest szczere (wiecie, o czym mowa). Na lubimy czytać też oceny jak na Filmwebie – ileż to razy coś ocenionego na 6 było dla mnie przynajmniej ósemką?

Liczba scągnięć, albo sprzedaż w przypadku ksiązki – no dobra, to coś mówi, ale tu znów mam to samo. Coś się sprzedaje świetnie, a mi się nie podoba. Mamy Zmierzchy i Greje.

Dla mnie miarą popularności byłoby chyba przywiązanie czytelnika do marki. Czy sięgnę po kolejną książkę autora? Czy ściągnę kolejny numer e-zinu? Taki, w którym nie ma tekstów nikogo z moich znajomych :)

Choć ostatnio wszędzie was pełno ;p Wystarczy spojrzeć do wątku Pochwal się.

 

Generalnie, lepiej żeby e-ziny były, niż żeby ich nie było. Ale jak idzie o feedback to sorki, fantastyka.pl nic nie pobije :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

To mój pierwszy “felieton” i w ogóle artykuł przeczytany na tej stronie. Przepraszam, nie przeczytany. Chłopaku! Idź Ty gdzieś gdzie nauczą Cię zrozumiale i sensownie pisać bo tego się czytać nie da... I nie, nie jestem z żadnego z opisywanych przez Ciebie zinów. Myślałem wręcz, że może polecisz jakiś dobry. Ale ten tekst to jakiś bełkot i umarłem zanim zdążyłem dotrzeć do trzeciego zinu. Kiedyś Nowa Fantastyka słynęła z felietonów. Czy te czasy minęły???

krajemarto, gratulacje, zauważyłem, że na Twej powieści w madbooks widnieje napis bestseller. Nieźle.

To jeszcze ja dodam coś od siebie, jako że wspomniano “SOFĘ” :) 

 

Dzięki Sirin za opinię. Dobrze, że nie dołączyłeś do grupy wspierającej brak feedbacku. Taka konstruktywna krytyka pozwala stanąć trochę z boku i zdystansować się od “dziecka”. 

 

Dopowiem kilka słów od siebie. Zgadzam się, że marketing i promocję “SOFY” trzeba podciągnąć, lecz przy czteroosobowej redakcji czasem ciężko zadbać o wszystko. Początkowo zajęliśmy się trochę budowaniem podstaw, oprawy graficznej – promocja była przy okazji. Natomiast teraz, kiedy spływa do nas jednak mnóstwo prywatnych opinii od czytelników i autorów, że tzw. żółteczko i skorupka jest spoko, planujemy mocniej przysiąść nad promocją czyt. – zasilić szeregi redakcyjne o nowych pasjonatów lub znaleźć magiczną maszynę, która obsługuje internety wzdłuż i wszerz, i zajmie się marketingiem za nas, abyśmy mogli prowadzić jeszcze prywatne życie hehe.

 

Tak czy inaczej prowadzenie własnego zina jest niezłym fanem. Dla porównania, skoro już w komentarzach wyszły liczby, a to akurat ciekawy temat, pierwszy numer “SOFY” z 2014 roku rozszedł się w ilości 5356 pobrań. Wówczas były trzy formaty (również na czytniki). Potem ta ilość systematycznie malała, co jest akurat normalne, bo się target wykształca i stali czytelnicy, ale też niedosyt promocyjny na pewno na to wpłynął. Natomiast ostatni numer (lutowy) po miesiącu ma jakieś 350 pobrań. Z reguły po dwóch miesiącach, aż do kolejnego numeru, poprzedni zbiera w okolicach 300-500 pobrań (beezar, ISSUU głównie), to bez formatów czytnikowych. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.

 

Pracujemy nad epubi mobi. Bardzo możliwe, że będą już przy kwietniowym numerze, choć na pewno nie uda się zachować takiego samego składu. Gdyż grafiki są wtopione w tekst różnorako, a na czytnikach to z reguły wygląda niestety tak, że jest tekst, grafika na drugiej stronie i dalej tekst. 

 

Podsumowując, można zrobić wiele, jak się ma wystarczające zasoby i finansowe, i czasowe i “kadrowe”, ale ja wiem, że tak będzie i jesteśmy na dobrej drodze :) Chociażby dla takich feedbacków jak powyżej warto to robić dalej. 

 

Jakie by e-ziny nie były, łączy je wspólny cel – promocja literatury i czytelnictwa, dlatego trzymajta się ludziska i powodzenia :) 

Krajemar, z powieściami to wiadomo, mają większy odzew od opowiadań czy czasopism. Zawsze miały. Podpisuję się pod tym czterema kończynami. Ale NF ma bodaj recenzje na besiariuszu, jeszcze niedawno był Gwiazdolot, a na lubimyczytać pod każdym numerem jest trochę opinii. Ale to papier i to bezkonkurencyjny. Jak przyglądałem się teraz nowemu pismu m.in. Orbitowskiego, Pociskowi, to tam masa opinii/recenzji się pokazała przy okazji ich startu.

Teraz będziesz miała szansę to porównać, jak jest, bo zaraz będzie Idź i czekaj mrozów ;) Fantasy to raczej nie moje klimaty, ale nie wykluczam, że kiedyś może. Za to jestem ciekaw Twoich wrażeń porównawczych między publikacją opowiadania a książki. Czasem słyszę, że różnica jest w pisaniu: powieść łatwiej jest naskrobać niż dobrego króciaka. :)

Czarną kawkę sobie zrzuciłem na czytnik; zresztą belhaj przymierza się do zrecenzowania Histerii, a opiniował już wydaną przez histeryków antologię. Z wymienionych autorów pamiętam opowiadanie Dagmary Adwentowskiej z któryś z czytanych przeze mnie numerów. Tytuł, niech no ja sobie przypomnę... Coś o skarbie, a pierwsze zdanie brzmiało mniej więcej tak: “Wisła mnie woła”. To był właśnie jeden z takich tekstów-perełek, które pamiętam i przez które nazwisko Dagmary zachęcało mnie do kolejnych lektur ale pisania tej konkretnej osoby. Czyli w sumie jakąś reklamę tu zin zrobił, ten przypadek jest bardzo pozytywny, można podpisać się pod słowami Suzuki, że zadziałało i warto. Ale że mam wrażenia na temat całego czasopisma (po przeczytaniu 3 pełnych numerów i przejrzeniu czwartego) takie a nie inne, nikt mi ich nie odbierze, ni zabroni o nich pisać :) Histeria, gdyby zwolniła z wydawaniem co dwa miesiące po prostu zbioru opowiadań (bo tam nie ma nic poza opowiadaniami i jednym tylko artykułem) i wyrównała teksty, pewnie wyglądałoby to lepiej. Przynajmniej tak mi się wydaje jako czytelnikowi o konkretnych – a uprzedzałem, że niewiele mi się podoba – gustach. Ale wiadomo, oni decydują, jak rozwijają zina pod wpływem feedbacku lub jego – o, muzo poezji! – braku.

Almari, no, Sofa mi się podoba. Tylko jeszcze dociera w za mało miejsc :) Hm, a skoro dostajecie opinie, to może warto je publikować na fanpejdżu albo w samym magazynie od czasu do czasu? W środku chyba było by lepiej, bo to tak dla przykładu “przesyłajcie nam swoje opinie, dzielcie się wrażeniami’. Czekam na mobi! :)

Mam jakieś wyobrażenia, że kiedyś czytelnik i pisma były bliższe sobie, ten ich kontakt i korespondencja wyglądały żywiej.

 

I, Cet, dzięki za namiar na Literki (i za pochwałę pod adresem felietonu). Spojrzę na nich, bo w ogóle do tej pory nie słyszałem. Tak samo wydawało mi się, że Herbasencja to jakiś maluszek, a słyszałem jedynie o niej, bo portalowicze tam publikują. A tu zaskoczenie pozytywne i z chęcią spojrzę.

Więcej dowiedziałem się w trakcie dwóch dni dyskusji, niż z kilku miesięcy obserwowania rynku zinów :)

Pojawiła się polemika CF:

 

http://creatiofantastica.com/2016/03/26/polemika-z-felietonem-kwestia-zinow/

http://fantazmaty.pl

Ugh. Szkoda, że nie zechcieli byli podzielić się tutaj z autorem swoimi uwagami, tylko musieli wysmażyć taki, dopiero ten naprawdę jadowity, tekścior. Chyba nie chcieli kwestii wyjaśnić, tylko sobie upuścić żółci.

@Sirin – Jeżeli o mnie chodzi, to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza mi to, że masz gusta wyśrubowane ani to, że dzielisz się swoimi przemyśleniami/opiniami na temat przeczytanych tekstów :) Sam stawiam przy lekturze na powieści z najwyższych półek, coraz rzadziej sięgając po literaturę popularną.

Jedyne, co mnie w oczęta uszczypnęło (w Twoim felietonie), to ten rzut gniotem. Ktoś robi coś pozytywnego, inni to czytają (być może tylko pobierają :) ), to z samego szacunku dla pasji właśnie, użyłbym lżejszego kalibru słowa.

 

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Wkurzyli się, że Sirin potraktował publikowany przez nich magazyn jako  e-zin, a oni, prawda, panie dzieju, są takim poważnym wydawnictwem internetowym. Możliwe, że tak jest – nie czytałem tego magazynu –  jednak w sumie CF wydaje kwartalnik, łączący prozę  i artykuły naukowe.  A inni wydają miesięczniki albo dwumiesięczniki, a “Szortal” też wydaje kwartalnik... A że w Cf robią korektę i redakację tekstu? Inni też tak postępują.

Chyba link nie chodzi, więc podam:http://creatiofantastica.com/ 

Pozdrówka.

“Ugh”? Ludzie, co Wy tu macie z tymi onomatopejami? :D Już sam fakt, że nie mogę bezpośrednio odpowiedzieć na komentarz Klapaucjusza, świadczy o tym, że mieliśmy rację, chcąc przenieść dyskusję do nas – na darmowego Wordpressa, który mimo braku wsparcia finansowego, ma lepszy system komentarzy ;]

 

Polemiki mają być jadowite, jeśli chodzi w nich o napiętnowanie braku kompetencji i zwykłej kultury osobistej u człowieka, który rości sobie prawa do oceniania ciężkiej pracy ludzi pracujących przy wydawaniu ezinów, zinów i czasopism non-profit – a sam ma wyraźny problem ze składnym i logicznym pisaniem, tak jak zresztą wskazywano już powyżej. Wyjaśniać kwestię, dyskutować, wymieniać poglądy, roztrząsać problemy można wówczas, gdy jest utrzymany choćby minimalny poziom dyskusji – i gdy toczy się ona nie między anonimami, a ludźmi podpisującymi się własnym imieniem i nazwiskiem pod tekstem, tak jak czynimy to w CF. I, co najważniejsze, ludźmi biorącymi odpowiedzialność za to, co piszą – bo jeśli dalej będziemy sobie pozwalać na wysmarowywanie w sieci farmazonów (bo przecież to nie OFICJALNA REDAKCJA NFu napisała – jeszcze by tego brakowało! – jeno UŻYTKOWNIK PORTALU; co z tego, że owemu UŻYTKOWNIKOWI ktoś tekst zredagował, sprawdził, zaaprobował... no dobrze, chyba proszę o zbyt wiele), to dalej i fandom, i, co gorsza, społeczność sieciowa, będą traktowani przez sporą część środowiska kulturalnego, artystycznego i naukowego diminucyjnie. Fakt zaś, że z naszą redakcją autor paszkwilu się w ogóle nie skontaktował, mimo że – co widać dowodnie po jego hmkającym murmurando (Fugazi, Fugazi. It's a wazy. It's a woozie. Fairy dust)  – jego wiedza o CF jest żadna i mimo że z innymi redakcjami, jak sam przyznaje w autoinkryminujących komentarzach, się kontaktował – absolutnie sytuacji nie poprawia. 

 

Jak zaś widzę komentarze: “tym, co nie wydają wersji mobi powinni zabrać lub choćby opodatkować serwery :)” – to utwierdzam się w przekonaniu, że jedyną słuszną reakcją na nie może być postponowanie autora ex cathedra. Gdybyśmy rozmawiali merytorycznie, mógłbym powiedzieć, że dzięki otwartym łamom CFu możemy aktualizować bieżący numer o nowe teksty – np. o recenzje książek, które muszą się ukazać w min. dwa tygodnie po premierze, a nie zawsze da się to zsynchronizować z kalendarzem wydawniczym. Gdybyśmy rozmawiali merytorycznie, mógłbym zaznaczyć, że przygotowanie wersji czytnikowych jest kosztowne, a nie wszystkich na to stać, podobnie zresztą jest w przypadku profesjonalnej makiety czasopisma. Gdybyśmy rozmawiali merytorycznie, mógłbym zaznaczyć, że wersje czytnikowe są jak najbardziej wskazane w przypadku własnie zinów, które stawiają na publikacje opowiadań, a w CF opowiadania to tylko część cokwartalnego contentu. Ale przecież od początku autor paszkwilu założył sobie, że nie będziemy rozmawiać merytorycznie i dlatego też postanowiliśmy opublikować polemikę u nas, a nie wdawać się w czcze przepychanki na forum. W które mogę wdawać się chętnie osobiście, ale nie w imieniu całego zespołu CF.

 

Przy okazji: priorytety redakcji tego portalu pięknie pokazuje to, że link “Redakcja” jest nieaktywny, a linki “Prenumerata” i “Reklama” śmigają jak marzenie. 

 

/edit by dj

Linki śmigają, klikać Panie trzeba!

Sorki, za taki brutalny editing ale zdzierżyć nie mogę takiego paszkwila ochydnego, że niby linki nie działają (tak ochydny, że z błędę napiszę)?

Jeśli autor poczuje się urażony editingiem to niech, zanim wysmaży skromnego dja na patelni swego intelektu, da znać – dj edytuje editing :)

 

Ukłony,

Krzysztof M. Maj

Co prawda temat zinów jest mi całkowicie obcy (nie czytam i nie zamierzam), ale z zainteresowaniem śledzę dyskusję. I nie mogę się powstrzymać od mikrego komentarza.

Otóż czytam sobie polemikę pani dr Kseni Olkusz z “Creatio Fantastica” i jak widzę wyrażenia typu: “(...)eskapistyczna predylekcja do unikania konfrontacji(...)”, uprzytamniam sobie nagle ogrom swojej małości i niewiedzy wink.

No i przecież argumentem kończącym dyskusje ostatecznie jest fakt, iż ktoś pracuje na uniwersytecie. Może scholastyką się zajmuje? Albo sprężaniem ustrojów ciągłymi układami cięgien?

Mogę tylko powtórzyć za Cieniem Burzy: peace!!!

Miejsce na Twoją reklamę!

Proponuję, żeby nie skręcać komentarzami na odpowiedź CF, tylko pozostać przy tekście Sirina.  Polemika jest do niego i na pewno przyjrzy się jej wnikliwie. Ja w każdym razie cieszę się, że redaktor Maj zdecydował się tutaj podzielić swoim odbiorem i uwagami.

Jasne, promujmy styl “Ale to dla mnie zupełna tajemnica (choć widzicie, że jakiś tam zarys zinów mam) i niemal no-name. Lajki potrafię tylko sprawdzić i informację-reklamę, że to „najstarszy fantastyczny zin w Polsce” (ponoć z 1997 roku – szacun)” – a drzyjmy łacha z kogoś, kto użyje słów “predylekcja” i “eskapizm” w jednym zdaniu. W ten sposób wszyscy się rozwiniemy :D

 

To mi przypomina, jak moja polonistka mówiła mi “własnymi słowami, własnymi słowami”, jak próbowałem w liceum używać jakiegoś terminu teoretycznego czy filozoficznego. No, to były właśnie moje własne słowa – ale najwyraźniej szkoła, jaką reprezentowała ta polonistka, ma u nas szeroki zasięg i wykształciła już rzesze.

Ja również nie znam tematu zinów. Pewnie dlatego, że jestem zwykłym czytelnikiem, który czasem coś skrobnie dla zabawy / hobby (tak, tacy bez ambicji pisarskich też istnieją). Felieton Sirina potraktowałem jako ciekawostkę i informację, że można zajrzeć jeszcze gdzieś indziej, niż ten portal – choć już pisałem, że raczej tego nie zrobię, bo mało czasu. Nie znalazłem w felietonie niczego, co zniechęciłoby mnie do zajrzenia w wymienione ziny (czy jakkolwiek to zwać). W tym kontekście kompletnie nie rozumiem tak agresywnej reakcji CF – pewnie jakieś detale się nie zgadzają. Hmm... :)  Wyjaśnienie lub sprostowanie byłoby bardzo mile widziane, tu, gdzie ten wątek powstał. Przeczytałbym z zainteresowaniem.

Tak naprawdę piszę ten komentarz, bo nie spodobał mi się wydźwięk opinii CF w stosunku do czytelników, którzy płacą za czasopismo. Tak, prenumeruję. A co jest lepszego w darmowych wydaniach? Że są darmowe? Jakież to szlachetne. Aż łezka się w oku kręci. Jeżeli czasopismo ma przystępną cenę, to gotów jestem zapłacić. Wspieram tym publikowanych autorów, licząc na jeszcze lepsze teksty, i po prostu ludzie zajmujący się organizacją mają pracę. Kompletnie nie rozumiem przekonania o wyższości darmowych wydań nad płatnymi.

 

W kwestii anonimowości. Mi nie przeszkadza, że na tym portalu mamy nicki. Jestem tu od ponad roku i nie spotkałem się z sytuacją, aby ktoś to wykorzystywał. Co więcej, może właśnie dlatego jest tu tak duży feedback czytelników.

 

Pozdrawiam.

Polemiki mają być jadowite, jeśli chodzi w nich o napiętnowanie braku kompetencji i zwykłej kultury osobistej (...).

Ciekawy pogląd. Ja sądziłam, że mają być merytoryczne, niezależnie od tego, jaki jest ton tekstu, z którym się polemizuje – podobno nie należy się zniżać do czyjegoś poziomu. W Waszym artykule jest dużo powoływania się na tytuły naukowe (fajnie, że je macie, naprawdę szacunek, ale zakrawa to na bufonadę), podkreślania swojej przynależności do sfery wyższej niż jakiś tam człowieczek z forum NF – ale poziomie artykułu tego nie widać. Dużo nerwów o, w gruncie rzeczy, mały fragment felietonu użytkownika portalu (swoją drogą sami albo nie sprawdziliście, jaka jest relacja czasopisma NF do portalu, albo celowo wprowadzacie czytelnika w błąd, przy okazji radośnie obsmarowując konkurencyjne pismo), jakieś aluzje do złamania prawa (bo logo), dużo, dużo zadęcia, bo biedny autor śmiał porównać CF do “Histerii”. A podobno szlachectwo zobowiązuje (jeszcze przywołaliście tu biednego Herberta, w grobie się facet przewraca). Jeśli dotąd nie miałam żadnej opinii na temat CF – nie czytałam, nie próbowałam wysyłać tekstów, nie mam żadnych doświadczeń w tej kwestii – to właśnie ją sobie wyrobiłam.

A “trudne słowa”, że je tak nazwę, muszą mieć swoje miejsce w tekście. Jeśli uważam, że tylko słowo “predylekcja“ odda to, co mam na myśli, to rzeczywiście, użycie jest uzasadnione. Jeśli chcę podnieść sobie samopoczucie, obrazić maluczkich, którzy nie znają takich trudnych wyrażeń i pokazać, jaka to ja nie jestem wykształcona, to... cóż, “własnymi słowami”.

Podsumowując: ton artykułu był nieadekwatnie do problemu zjadliwy, obrażał jednocześnie autora niniejszego tekstu, wszystkich użytkowników portalu i całą Bogu ducha winną redakcję NF i zdecydowanie nie przystawał do poziomu, jaki podobno reprezentuje redakcja CF. Już litościwie pominę fakt, że wykazaliście się kompletnym niezrozumieniem zasad działania tego portalu i statusu publikowanych na nim felietonów (i fakt, że autor felietonu nie zrozumiał zasad działania CF tego nie usprawiedliwia). Jasne, można się poczuć urażonym na taką, pewnie niesprawiedliwą, opinię, nikt tego nie neguje – podobnie, jak można się poczuć urażonym, jeśli podobną wyrazi użytkownik dowolnego forum albo pan z warzywniaka. Można również odpowiedzieć, oczywiście. Ale ja odniosłam wrażenie, że zaraz po zmieszaniu z błotem wszystkich udzielających się tu (za darmo i bez punktów z ministerstwa w nagrodę) ludzi pozwiecie Sirina do sądu za zniesławienie, taki był ton Waszej publikacji. I zrobiło się nieco żenująco.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mam wrażenie, że większość osób, która staje po stronie tego tekstu i usiłuje polemizować z polemistami, nie zna tematu ezinów. 

 

Kwestię prenumeraty można łatwo odwrócić – a co jest lepszego w płatnych wydaniach? Tylko po co: przecież nie rozmawiamy o prenumeracie czy płatnych/bezpłatnych egzemplarzach, a o poziomie publicystyki, którą tu się uprawia. Gdyby poziom był wyższy, nikt nie poruszyłby problemu braku anonimowości. Wybór zaś miejsca, w którym się publikuje polemikę, należy do zaatakowanego – i nie zapominajmy, bardzo proszę, kto tu był atakującym, a kto się (skutecznie, jak widać po bólu rzyci) bronił. 

Okej, panie Krzysztofie. Pozostanę w cieniu, obserwując polemikę profesjonalistów.

Pozdrawiam.

@Mirabell

 

Słuchajcie, naprawdę nie rozumiecie czasownika “firmować” (cytat z polemiki: “szacowna „Nowa Fantastyka” i stowarzyszony z nią portal w ogóle zdecydowały się firmować go swoim wizerunkiem“)? Ile razy jeszcze będę musiał napisać, że absolutnie mnie nie obchodzi Wasza subtelna, feudalna hierarchia na tym portalu – widzę felieton, widzę autora, widzę logo i identyfikuję jedno z drugim. To nie jest komentarz na forum, tylko felieton na portalu. Portal należy do wydawcy. Wydawca odpowiada za treści publikowane w portalu. To naprawdę takie skomplikowane? Zarzucanie nam jakichkolwiek złych intencji względem NFu też jest absurdalne – mnie osobiście bliższa jest raczej troska o to, żeby tacy publicyści (i ich apologeci) nie tworzyli w przyszłości czegokolwiek w najmniejszym bodaj stopniu związanego z tym pismem, bo urąga to jego tradycji, o której pisaliśmy już w pierwszych zdaniach polemiki.

 

To niesamowite: myślałem, że erystyka nie jest już w modzie, ale albo nie umiecie argumentować, albo jesteście zapatrzeni w tę żenującą publicystykę jak w obrazek, albo nie rozumiecie, co czytacie i z premedytacją i złośliwie wykręcacie sprawę tak, żeby nikt już nie pamiętał, co wywołało to tytułowe oburzenie, które podyktowało wiersz. Przy okazji wyjaśniam intencję cytatu z Herberta: właśnie to się dzieje na tym forum, albo zachwyt, albo potępienie, zero rzeczowej dyskusji i paniczny lęk przed krytyką. A zarzucanie NAM, że traktujemy “Magazyn Histeria” z góry, podczas gdy to NIE MY, a AUTOR TEGO PASZKWILU nazwał go “dwumiesięczna antologia gniotów”, a potem bluzgał na temat tekścików zaśmiecających pulpit – wyjaśnia mi, dlaczego w Polsce tak łatwo zdobywają władzę populiści. 

 

My z góry traktujemy tylko i wyłącznie jedną osobę: codziennikarza, który nie miał jaj, żeby podpisać się pod własnym oszczerczym tekstem. A merytorycznie ustosunkowywać się będę, jak już powiedziałem, do udokumentowanych i rzetelnie napisanych materiałów podpisanych imieniem i nazwiskiem – które naprawdę dużo mogłyby wnieść do dyskusji nad kondycją czasopism internetowych. Póki czegoś takiego nie dostanę, najlepsze, na co u mnie będzie można liczyć, to ze wszech miar uzasadnione szyderstwo. 

Nie naliczyłem wielu osób, które stają w obronie tego tekstu. Raczej sporo, które nie umie zrozumieć sposobu, jaki, zgodnie ze swoim prawem, wybraliście na odpowiedź. Co raczej świadczy o nieskuteczności, niż o skuteczności działania. Naprawdę nie wiem, czy dobra polemika to taka, która oprócz rozprawienia się z meritum obraża dużo osób dookoła i opiera się na pozorach uprzejmości. Pisanie “ukłony” po wrzutach i dodawanie “szacowny” przed nieprzyjemnymi docinkami na kogoś wcale nie sprawia, że tekst jest elegancki. Przeplatanie merytorycznych argumentów tymi docinkami, wydaje się wyrazem tego, że chciałbyś być merytoryczny, ale nie masz dość samodyscypliny i konsekwencji, żeby się nie popisywać. 

No ale to pytanie, czy chciałeś się tylko poczuć lepiej i ponadymać (niestety tak wnoszę, skoro od razu napisałeś, że absolutnie nie wierzysz w merytoryczny kontakt z autorem) czy coś załatwić.

Wreszcie fakt, że cały czas skupiasz się na tym portalu pokazuje, że to nie jest żadna polemika z tekstem, tylko – faktycznie, powstała w następstwie przeczytania felietonu – ewaluacja działania portalu. Masz prawo to robić, u siebie, tutaj, ale bez żartów, że to bronienie swojego dobreog imienia.

Odnoszę wrażenie, że Redakcja CF dlatego wybuchła tak świętym oburzeniem, że nie ma zielonego pojęcia, czym jest powyższy tekst i portal, na którym się znajduje. Co gorsza, myśli, że to czarny PR sponsorowany przez NF – według komentarza pod Waszą polemiką niby “nie identyfikowaliście jego [portalu] użytkowników z redakcją”, ale jednak w artykule piszecie “Nowa Fantastyka zatrudnia byle kogo do pisania tekstów na portalu fantastyka.pl” i wspominacie o deadline’ach.

I tu jest pies pogrzebany.

Otóż portal fantastyka.pl działa na zasadzie forum i warsztatów pisania. Każdy może opublikować tu dowolny tekst (pozostający w zgodzie z regulaminem), głównie po to, żeby poznać opinie czytelników na temat swojego pisarstwa (głównie w przypadku opowiadań) albo żeby porozmawiać z użytkownikami na jakiś temat (jak tutaj). Redakcja NF w żaden sposób tego nie zleca, nie płaci, nie robi redakcji, często zresztą nawet nie zgadza się z jego formą ani treścią – wystarczy spojrzeć na sąsiedni tekst z “Geraltem przy garach” w nazwie, który został ostro skrytykowany przez JeRzego (czyli Jerzego Rzymowskiego, naczelnego NF).

Popełniacie tu ten sam grzech, z którego tak zżymacie się u Sirina – brak researchu, który pozwoliłby Wam zrozumieć, czym w ogóle jest powyższy tekst, zanim napisaliście na niego odpowiedź.

Pozwólcie więc, że wytłumaczę.

W innym wątku w Hyde Parku nawiązała się dyskusja o tym, gdzie można publikować opowiadania i jak to wygląda z perspektywy pisarza (w kwestii kontaktu z redakcją, liczby opinii o tekście itp.). Wątek był jednak o czym innym (“Pochwal się!”, jeśli chcielibyście zajrzeć), więc rozmowa została ucięta przez moderatora. Żeby przenieść się w inne miejsce, Sirin napisał powyższy tekst, w którym podsumował jego wiedzę i wrażenia na temat istniejących wydawnictw jako punkt wyjściowy dla dalszej dyskusji – z perspektywy autora opowiadań i dla autorów opowiadań, dlatego skupił się na tym elemencie CF.

Owe wydawnictwa nazwał przy tym “zinami”, może nie do końca precyzyjnie, ale naprawdę uważacie to za tak okrutną potwarz? Zresztą nazwa to zbiorczo użyta do wszystkich wydawnictw, a wszystkie bądź prawie wszystkie ISSN mają, ale co to za wyróżnik? Z tego, co się orientuję, procedura otrzymania go nie jest zbyt restrykcyjna.

 

W odpowiedzi Redakcja CF – jak wyżej, nie zapoznawszy się w żaden sposób z tym, co to za tekst – wysmażyła artykuł tak jadowity, że doprawdy jest poniżej poziomu. Ja bardzo proszę – czy naprawdę nie jesteście w stanie poprowadzić dyskusji o tekście, z którym się nie zgadzacie?

 

PS: Trochę mi zajęło pisanie tego komentarza, więc nie odnosi się do paru postów bezpośrednio nad nim. A konkretnie – pisałem go, mając jeszcze nadzieję, że może jeszcze być jakaś chęć rozmowy po wyjaśnieniu nieporozumienia, które, jak sądzę, mocno zaogniło spór.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Nie naliczyłem wielu osób, które stają w obronie tego tekstu. Raczej sporo, które nie umie zrozumieć sposobu, jaki, zgodnie ze swoim prawem, wybraliście na odpowiedź. Co raczej świadczy o nieskuteczności, niż o skuteczności działania.

I w sumie tyle na ten temat :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ciekawe – redakcja CF przeprowadziła huraganowy ostrzał Sirina, jednakże uwadze redaktorów Cf umknęło coś bardzo istotnego – ten tekst to felieton. W tytule ten wyraz bije po oczach.  

Wikipedia nie jest do końca wiarygodnym źródłem informacji, podam jednak link do definicji i historii felietonu.  A felieton rządzi się swoimi prawami. I to trzeba wiedzieć.

Oto on: https://pl.wikipedia.org/wiki/Felieton

Pozdrówka. 

 

Otóż portal fantastyka.pl działa na zasadzie forum i warsztatów pisania. Każdy może opublikować tu dowolny tekst (pozostający w zgodzie z regulaminem), głównie po to, żeby poznać opinie czytelników na temat swojego pisarstwa (głównie w przypadku opowiadań) albo żeby porozmawiać z użytkownikami na jakiś temat (jak tutaj). Redakcja NF w żaden sposób tego nie zleca, nie płaci, nie robi redakcji, często zresztą nawet nie zgadza się z jego formą ani treścią

W takim razie jest to przerażające – oczywiście nie mam złudzeń, że ktokolwiek weźmie pod uwagę moje zdanie, ale taka formuła to, przynajmniej w przypadku tekstów komentujących inne czasopisma i inne portale, całkowity strzał w stopę. Bo wszelkie podmioty, które się szkaluje na tych łamach, mają prawo do wyrażenia oburzenia i, co więcej, mają prawo zrobić to w taki sposób, jaki im się żywnie podoba. To, o czym piszecie, jest całkowicie nieczytelne i wypływa z insiderskiej wiedzy, której ja, nieangażujący się w dyskusje na wszystkich portalach w sieci, nie muszę mieć – może warto byłoby rozważyć uplasowanie gdzieś disclaimera? Przeczytałem cały regulamin serwisu i nie doczytałem się takowego – ze swojej strony wyraziłem więc chęć zrozumienia specyfiki działania tego portalu. 

I jeszcze jedno: to NIE BYŁO zaproszenie do rozmowy. To był atak. Rozmowa zaczyna się toczyć z wolna od kilku komentarzy i to także dzięki temu, że – wbrew cichym insynuacjom braku chęci/potrzeby dialogu ze strony CF – włączyłem się do niej osobiście, podpisując się, w odróżnieniu od autora tekstu, swoim imieniem i nazwiskiem. 

W innym wątku w Hyde Parku nawiązała się dyskusja o tym, gdzie można publikować opowiadania i jak to wygląda z perspektywy pisarza (w kwestii kontaktu z redakcją, liczby opinii o tekście itp.). Wątek był jednak o czym innym (“Pochwal się!”, jeśli chcielibyście zajrzeć), więc rozmowa została ucięta przez moderatora. Żeby przenieść się w inne miejsce, Sirin napisał powyższy tekst, w którym podsumował jego wiedzę i wrażenia na temat istniejących wydawnictw jako punkt wyjściowy dla dalszej dyskusji – z perspektywy autora opowiadań i dla autorów opowiadań, dlatego skupił się na tym elemencie CF.

To powinno znaleźć się w leadzie tekstu. 

Owe wydawnictwa nazwał przy tym “zinami”, może nie do końca precyzyjnie, ale naprawdę uważacie to za tak okrutną potwarz? Zresztą nazwa to zbiorczo użyta do wszystkich wydawnictw, a wszystkie bądź prawie wszystkie ISSN mają, ale co to za wyróżnik? Z tego, co się orientuję, procedura otrzymania go nie jest zbyt restrykcyjna.

Kto tu mówi o potwarzy? Myśmy się nie oburzyli o nazwanie nas zinem, bo jako zin zaczynaliśmy (o czym też, ziewam już od tych powtórek, pisaliśmy), tylko o absolutny brak kwerendy i brak próby kontaktu się z naszą redakcją w sytuacji, w której g**** się wie na temat pisma, że ujmę to mniej ezopowo, niż staraliśmy się w polemice. Procedura otrzymywania ISSNu jednak jest restrykcyjna, czeka się w sądzie na rejestrację tytułu, wniosek jest prześwietlany przez urzędników, odsyłany do poprawek, zaświadczenie o wydaniu ISSNu przysyłają z opóźnieniem, bo serwery z danymi czasopism internetowych BN ma we Francji... długo mógłbym tak gderać, bo przez to przechodziliśmy. Eziny są często nieregularnikami, mniej sprofesjonalizowanymi, nie myślą o parametryzacji – ale co w tym złego? Spełniają swoją funkcję na innym polu i promują dobrą, niezależną literaturę. My staramy się robić podobnie, a NIEZALEŻNIE chcemy zrobić pierwsze naukowe pismo o fantastyce w Polsce – można się więc zirytowac, gdy dwa lata ciężkiej pracy i próbowania godzenia fandomu skłóconego z akademią i akademii skłóconej z fandomem jakiś anonim kwituje opinią o “enigmatycznie przedstawiającym się wycineku internetowych publikacji” i powierzchownie ładnym wyglądem. 

Gdybyśmy chcieli natomiast autora zjechać i rzeczywiście napisać ociekający jadem tekst – wystarczyłoby parę akapitów lub nawet jeden, najeżony uwagami ad personam. W zamian, wybraliśmy rozłożenie wypowiedzi na czynniki pierwsze na trzech stronach. Jeśli to nie jest merytoryczne (nie mówię, że nie jest złośliwe – ALE, jesli to miejsce faktycznie ma być kuźnią talentów, to warto pamiętać, metal zaczyna być plastyczny dopiero w wysokiej temperaturze, na ochłodzenie emocji jest czas później), to dyskusja znów wraca do punktu wyjścia.

Jeszcze jako argument za sensownością wprowadzenia disclaimera: podobna sytuacja z również wyszydzanej przez autora tekstu “Esensji”: http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/sod/tekst.html?id=7047 “Podobno” popularnego zinu i “steku recenzji”, na którym opublikowano jedną z ciekawszych filozoficznych dyskusji w polskiej fantastyce w ogóle. 

Ano, widzi Pan, panie redaktorze – na tym portalu mamy taki modus operandi. Ja też, jeżeli wklejam tutaj jakiś tekst, sygnuję go nickiem, a nie imieniem i nazwiskiem. Głownie dlatego, że ten nick mi się podoba.

I tak postępuje i Marek Zychla, i Jan Maszczyszyn, i Wiesław Gwiazdowski, i Radosław Rak, i Marta Krajewska, i wielu, wielu innych ludzi piszących. I publikujących tutaj, ale też gdzie indziej. Ja tam nie mam co się z nimi równać,  ale cosik się już publiknęło tu i tam... Na ten przykład, pięć opowiadań w “Esensji”. 

Po prostu, drogi Panie – mamy taki modus operandi.

Pozdrówka.

Antoni Nowakowski

Nie wrzucam tu żadnej publicystyki, ale gdyby mi się zdarzyło, będę pamiętał, żeby nie ograniczyć się do nicku. To na pewno ważna uwaga. Disclaimer to brosza administratorów, ale nie wątpię, że się nad nią pochylą.

Problem jest taki, że mało kto polemizował tu z treścią Waszego, Maj.krzysiek, artykułu. Chodziło głównie o formę. I dziwi mnie, że skoro zaczynaliście jako zin, wydajecie się kompletnie nie rozumieć reguł rządzących siecią, mediami społecznościowymi i forami. Nie musisz nas przekonywać, że to Wy tu jesteście ofiarą, naprawdę. To dość dziecinne.

Swoją drogą, my tu wszyscy jesteśmy zwykłymi czytelnikami (i czasami początkującymi pisarzami), również CF. Czy warto było wdawać się z nami w taką wojnę, nadymać, rzucać tytułami? Czy warto było grać w to “całuj pański pierścień, chamie!”? Może i warto, może nie my jesteśmy Waszym targetem, a nie-target traktuje się właśnie w ten sposób. Nie wiem. Jak dla mnie na tym, że nie wszedłeś tu i nie zacząłeś życzliwie i bez insynuacji, ale stanowczo dyskutować, straciliście bardzo dużo. Wizerunkowo. I brniecie w to dalej – klasyczny błąd PRowy, rzekłabym: szkolny. Fenrirr zapewne czyta i się uczy.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nic nie poradzę na to, że formę polemiczną odbiera się jako “całuj pański pierścień, chamie” – cieszę się za to, że nikt nie polemizuje z treścią polemiki. W zupełności mi to wystarcza – jednak że zdania krytyczne są zawsze niepopularne, skupiacie się na formie, moim zdaniem całkowicie zbytecznie, bo tak jak prawem sprawnego felietonisty jest bycie złośliwym, tak też prawem polemistów jest przemawianie ex cathedra, jeśli sobie tego zażyczą. Zrozumcie, że gdyby intencją polemiki było obrażenie KOGOKOLWIEK z Was, z autorem inkryminowanego tekstu włącznie, nie zaprzątalibyśmy sobie głów rozbieraniem tego ostatniego na czynniki pierwsze. Znacznie łatwiej byłoby zamieścić tutaj komentarz. 

I naprawdę: nikt się nie nadyma i nie rzuca tytułami. Nie zamierzamy się natomiast ich wstydzić (zwłaszcza ja, bo nie mam żadnego – ale już się zaczynam bać, bo jeśli go zdobędę, to najwyraźniej będę się musiał z nim kryć, żeby przypadkiem o wielkopańskie zapędy nie być posądzonym) – jest różnica między wspomnieniem o tytule naukowym w treści tekstu i podpisaniem się z użyciem tytułu naukowego. To ostatnie, zwłaszcza w listach (sam znam profesorów, którym się to zdarza), jest przejawem braku taktu, czyli, jak to ujmujesz, “nadymania się” – w treści to zwykłe stwierdzenie faktu i podkreślenie, że CF tworzone jest TAKŻE przez akademików. Tu się nikt nie nadyma, tylko korzysta z dyskursywnej przewagi, jaką niewątpliwie zapewnia polemika. Ktoś gdzieś – nie pomnę już, bo w tylu miejscach, ja, zaprzysięgły wróg wszelkiego dialogu, dziś dyskutuję – wspomniał, że pisanie polemik prowadzi do wymieniania się nimi w nieskończoność. Oczywiście, że tak! Dzięki temu powstał “Beniaminek” Irzykowskiego i ze dwa tomy publicystyki Boya-Żeleńskiego – i to było, mili interlokutorzy (naprawdę nie ma w takich zwrotach ironii, jest tylko trochę retorycznej patyny, którą osobiście lubię) w czasach, w których za krytyczny tekst nikt się nie obrażał i nie wołał wniebogłosy o Prawo i Sprawiedliwość. 

A ojców pijarowców zawezwałbym raczej na miejscu portalu, i to już dawno, żeby w osobnym tekście – lub, jak wolicie, w komentarzu – napisać krótkie sprostowanie, wyjaśnić naturę portalu (która nie jest prawdą objawioną nam przez Ojców Założycieli – chyba że jest) i poszkodowanych przeprosić w imieniu autora lub własnym. Proste? Proste, ale znacznie mniej wygodne od przerzucania się oskarżeniami w komentarzach.

 

Co jesz­cze mamy na rynku? Fah­ren­he­it. Ale to dla mnie zu­peł­na ta­jem­ni­ca (choć wi­dzi­cie, że jakiś tam zarys zinów mam) i nie­mal no-na­me. Lajki po­tra­fię tylko spraw­dzić i in­for­ma­cję-re­kla­mę, że to „naj­star­szy fan­ta­stycz­ny zin w Pol­sce” (ponoć z 1997 roku – sza­cun), ale co do ja­ko­ści „ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie”. Więc licz­ba z fan­pej­dża: 780. I nie od­na­la­złem, w jaki spo­sób da się to cudo ścią­gnąć i prze­czy­tać. To ra­czej na dziś dzień (po­dob­no to zmien­ne w hi­sto­rii Fahr­ne­he­ita) tylko taki por­tal. Mają w ogóle teraz ISSN? Hm… Więc nie sta­wiam na ja­ki­kol­wiek fe­ed­back od­no­śnie li­te­ra­tu­ry, ale może zo­sta­nę za­sko­czo­ny?

 

Widzę, że Portal dorobił się działu dowcipów. :D Ale początek taki sobie. Pisanie ”felietonów” sposobem sugerującym, że nie potrafi się zrobić researchu jest jednak zbyt banalne.

Bardzo słaby tekst. Co więcej, napisany w wyjątkowo przykry sposób. Autor już w pierwszych zdaniach określa e – ziny jako "twory" które zostały pobrane nie bardzo wiadomo w jakim celu, chyba tylko po to aby "zaśmiecać" autorowi pulpit. To naprawdę spory ładunek lekceważenia, czy nawet pogardy wobec analizowanego zjawiska. I tu pytanie wobec wszystkich, który ch oburzyła polemika redakcji Creatio Fantastica: Ludzie kochani! Przeszkadza Wam złośliwy ton polemiki, lecz nie przeszkadza pogardliwy ton felietonu? 

 

Sam opublikowałem do tej pory pięć (sześć, jeśli liczyć wydanie specjalne) opowiadań w Magazynie Histeria. Znam ten zin, znam ludzi którzy go tworzą, ich cele, priorytety, wartości. Dlatego też określenie Histerii jako "antologii gniotów" nie mogę nazwać inaczej jak chamstwem (celowe obrażanie twórców) lub głupotą (autor nie wie co pisze). 

 

Być może ktoś teraz sobie myśli: "ot, typowy grafoman. Publikuje buble w interntowym [pisemku] i nie jest w stanie znieść krytyki". Pragnę wyjaśnić: to nie jest krytyka. To jest – delikatnie rzecz ujmując – wylewanie pomyj. Bo jakie uzasadnienie autor podaje dla swojego krytycznego stanowiska? Ano takie że przeczytał trzy – cztery numery Histerii. To 3 czy 4, publicysto drogi? Okzuje się jednak, że trzy. A więc swoją miażdzącą opinie opiera na znajomości 23% opublikowanych numerów. 

 

Dalsza część argumentacji jest rozczulająco kuriozalna. " To moja opinia, negatywna, bo tak". W sumie, jest to o tyle trafny argument, że ciężko na niego podać jakiś sensowny kontrargument.  Może oprócz pyskówki w stylu: "uważam, że autor felietonu to [tu proszę wstawić dowolną inwektywę]". A dlaczego tak uważam? BO TAK!!!

 

Autor w końcu schodzi z tematu jakości Histerii, oddając się dość mętnym refleksjom na temat " kto to w ogóle czyta?". I, biedaczysko, nie wie kto! Na pewno nie "grozomani" bo ci mają do dyspozycji "papierową" Bramę lub OkoLicę Strachu. Bzdura. Zdeklarowani fanii literackiej grozy czytają i to i to. I nie chodzi tu o cenę, dostępność formatów mobilnych czy oprawę graficzną. Decydują autorzy, owe "nazwiska" o których wspomina autor. W Histerii, Bramie i OLS publikował W. Gunia, Ł. Radecki, P. Brolik. 

 

Jednak najbardziej kompromitujące autora jest mierzenie wielkosci czytelniczego odzewu na podstawie obecości/nieobecności zinu na portalu lubimyczytać.pl. Ręce opadają.

 

Piotr Borowiec

Strasznie żałuję, że nie ma biblioteki dla publicystyki, jakiegokolwiek rodzaju selekcji, ani betalisty dla artykułów. Przypomina to mi, że funkcjonujemy na niedokończonej stronie, która ma niewielkie szanse na bycie kiedyś kompletną.

To taka dygresja, przejdźmy do samego felietonu: kiedy się coś ocenia, kiedy się robi rankingi, to się powinno mieć do tego kompetencje. Powinno się zrobić research nie ograniczający się do lajków, Lubimy Czytać, czy trzech znajomych. Inaczej kończy się to tak jak tutaj – zamiast dyskusji na temat zinów, tego jakie są, a jakie powinny być, mamy krytykę samego felietonu, a dyskusja dotyczy co najwyżej słuszności formy jaką ta krytyka przybiera.

A na koniec dodam jeszcze coś co mi się osobiście bardzo nie podobało: właściwie jedynym jednoznacznie pozytywnie ocenionym zinem w całym zestawieniu jest “Smokopolitan”, czyli pismo w którym publikował autor powyższego zestawienia.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

maj.krzysiek – czy ja dobrze widzę? Od autora felietonu wymagacie nie wiadomo jak dogłębnej wiedzy o swoim Creatio Fantastica, natomiast wasza polemika jest całkowicie zwolniona z tego wymogu (wymogu wiedzy o portalu, o którym piszecie), bo profil portalu to “insiderska wiedza”?

Ja tak jeszcze tylko od siebie nadmienię odnośnie treści komentarzy, bo dostałem kilka zapytań.

 

“Geniusze fantastyki” z pewnością były “rozpoznaniem bojem” i nie twierdzę, że wszystkie pomysły były idealne przy ich tworzeniu. Ale prosiłbym o powstrzymanie się od używania sformułowań takich jak “sponsorowana recenzja”, bo takowe nigdy nie miały miejsca. Recenzentka owszem, otrzymała plik do wglądu przed premierą (jedyne różnice to czysto estetyczne w porównaniu do finalnej), niemniej sugerowanie, że treść recenzji nie zgadza się z rzeczywistymi wrażenia, bo “sponsorowana” jest poniżej jakiejkolwiek krytyki.

http://fantazmaty.pl

Dlatego też określenie Histerii jako "antologii gniotów" nie mogę nazwać inaczej jak chamstwem (celowe obrażanie twórców) lub głupotą (autor nie wie co pisze). 

A ja bym to określił jako wyrażanie swojej opinii, czyli to, do czego każdy ma niezbywalne prawo. I czymś, co fundamentalnie nie różni się niczym od stwierdzenia “Bardzo słaby tekst.“. Skoro Ty, Piotrze, masz prawo oceniać tekst Sirina, dlaczego Sirin nie może oceniać Histerii – oraz całej reszty – wedle własnego gustu?

 

Dobra, żeby nie było: felieton czytałem jakiś czas temu , myślę, że dostrzegam jego meritum i choć sam nie jestem obyty z jakimikolwiek zinami (może poza jednym, tutaj tylko wspomnianym) na tyle, by wyrażać własną o nim (meritum) opinię, to jednak uważam, że ujęcie tematu jest bardzo ciekawe i daje do myślenia.

Komentatorskiej wojny – bo widzę, że taka się tutaj rozpętała – natomiast nie czytałem, więc zupełnie nie jestem w temacie. Jednak nawet pobieżnie przejrzenie materiału zdaje się świadczyć, że mamy tutaj kolejną burzę w szklance wody, bo ktoś źle znosi krytykę. Niemniej – jak się rzekło – nie bardzo wiem, o czym mówię, więc powiedzmy, że nie powiedziałem nic.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Berylu, trafna uwaga. Ja, dla odmiany, wypowiedziałem się pod swoim nazwiskiem na CF. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Czyżby to był jakiś problem, że nie wypowiedziałem się na CF pod własnym nazwiskiem? :)

Pojawiły się tu i tam zarzuty, że Sirin jest anonimowy i w ogóle.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Thóż! Zdrajca!

 

Nie, Berylu, a przynajmniej nie to miałem na myśli :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Madej – ja anonimowy nie jestem. Nie widzę jednak potrzeby, by podpisywać każdy swój post imieniem i nazwiskiem.

Kwisatzu, ja bardzo chętnie odpowiem tutaj:

https://www.facebook.com/CreatioFantastica/posts/1326355910764550

na te wynikające z braku wiedzy i odpowiedniego researchu zarzuty skierowane w stronę pisma i portalu, które zostały zawarte w “polemice”. Oczywiście zrobię to w ramach eksperymentu społecznego, takiego samego, jaki to przeprowadza na nas właśnie szanowny redaktor CF. Niestety, ale są święta, a wspomniany tak bardzo przejął się krytyką, że przeczytanie wszystkich jego postów pochłonie trochę czasu, którego aktualnie nie mam. Ale do sprawy wrócę.

Berylu, to nie mnie to musisz tłumaczyć tylko raczej redaktorowi pewnego pisma, który uznał, że ten felieton, który przeczytały 54 osoby jest wart czasu i stworzenia tutaj profilu.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Co Ty, przecież chodziło eksperyment socjologiczny nad efektem samospełniającej się przepowiedni.

Sprostowanie – artykułu nie przeczytało 54 osoby, ale zapewne znacznie więcej. 54 to liczba odwiedzin tego artykułu dokonanych przez unikatowe konta zarejestrowane na tym portalu. No, z tego, co widzę, to już 55.

@Cień Burzy

 

Ja jednak widzę różnicę między stwierdzeniem "bardzo słaby tekst" a "gniot". Na tyle istotną, że zdecydowałem się użyć to pierwsze, krytykując to drugie. 

 

Określenie "gniot" zarezerwowane jest dla rzeczy najpodlejszej jakości: najgorszych powieścideł wydanych w Vanity Press, horrorzydeł G. N. Smitha, filmów Uve Bolla. Określanie w ten sposób zinu w którym ukazywały się rzeczy wybitne, a większość tekstów prezentuje poziom przyzwoity, to albo zła wola albo ignorancja. Zważywszy na to że autor sam przyznaje, iż Histerii czytał niewiele, stawiam na to pierwsze. 

 

Ja nikomu nie odmawiam prawa do krytyki! Jeśli dotyczy ona inicjatyw w które sam się angaźuję, to wręcz o nią pokornie proszę.  Jednak obrzucanie błotem argumentowane "bo tak" to nie jest krytyka. 

Określenie "gniot" zarezerwowane jest dla rzeczy najpodlejszej jakości: najgorszych powieścideł wydanych w Vanity Press, horrorzydeł G. N. Smitha, filmów Uve Bolla. Określanie w ten sposób zinu w którym ukazywały się rzeczy wybitne, a większość tekstów prezentuje poziom przyzwoity, to albo zła wola albo ignorancja. Zważywszy na to że autor sam przyznaje, iż Histerii czytał niewiele, stawiam na to pierwsze. 

 

A kto ma prawo decydować o tym, co jest najpodlejszej jakości?

Dla mnie to wciąż rozbijanie się wyłącznie o osobiste gusta. Reszta to semantyka. Widać Sirinowi wystarczyło przeczytać te kilka tekstów z Histerii, by wyrobić sobie takie a nie inne stanowisko i opiniować magazyn w taki a nie inny sposób (ja swojego czasu odniosłem podobne wrażenie odnośnie NF). Ale czy jest to prawda? Czy Histeria to “antologia gniotów”? Dla autora najwyraźniej tak, a nam nic do tego. Można się z nim nie zgadzać, ale subiektywna krytyka subiektywnej krytyki to już coś w rodzaju hipokryzji.

 

A u Uve ma jakiś swój urok^^.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Powaga redaktorów Creatio Fantastica w trzech obrazkach. Zauważyłem dziwną rzecz – mianowicie, że pani Ksenia wykorzystuje konta, którymi administruje, by lubić własne komentarze na facebooku. Wydało mi się to zachowaniem niezwykle dziecinnym, postanowiłem więc o to zapytać:

 

Po jakimś czasie okazało się jednak, że zamiast odpowiedzi zastał mnie brak mojego komentarza. Został on usunięty! Zapytałem więc ponownie:

 

Tym razem reakcja była błyskawiczna, komentarz zniknął w mniej niż 5 minut, okazało się, że nie mogę dodać odpowiedzi na jakikolwiek wpis na stronie Creatio Fantastica, a chwilę potem znalazłem w skrzynce taką wiadomość:

 

Pozostawiam to bez komentarza.

Przykra sprawa. Przez pierdołę zrobiła się bardzo nieprzyjemna atmosfera. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że strony ochłoną i zakończą to w cywilizowany sposób. 

Akademickie treści publikowane w Open Acess mają opinię mniej profesjonalnych, "gorszych" niź te publikowane w sposób tradycyjny. W związku z tym mają mniejsze szanse na dofinansowanie, recenzje czy cytowanie. Autor artykułu zaliczając Creatio do zinów – a więc publikacji amatorskich – zupełnie bezmyślnie powiela szkodliwy stereotyp. I to szkodliwy dla nas, dla fandomu. 

 

Tak się składa, że masę naprawdę masę wartościowych rzeczy o fantastyce przeczytałem nieodpłatnie w otwartym dostępie. Tak się składa że Facta Ficta, Tricksterzy, Swiaty Grozy działają na naszą korzyść swoim kosztem. Sam na profilu o klasyce literatury grozy udostępniałem świetne artykuły o Grabińskim, o roli języka w tekstach Lovecrafta, czy o polskiej literaturze "spirytystycznej". 

 

Jeśli tolerujemy tekst w którym autor nie widzy róznicy między amatorskim zinem a czasopismem w OOA, tekst nad którym unosi się smrodek stereotypu " nieodpłatne = gorsze" to działamy na swoją szkodę. Lejemy wodę na młyn tym wszystkim, którzyw środowiskach akademickich są przeciwni OA. Zapomnijmy wtedy o takich rzeczach jak monografia o Wiedzminie, zombi czy groza w kulturze polskiej. 

 

Spoko. Nie chcemy tego czytać, nie czytajmy. Nie ma problemu. Ale na miłość Cthulu nie przeszkadzajmy tym ludziom wykonywać swojej roboty. Mnie nie dziwi, mnie szokuje i wku.... złości fakt że autor szkodliwego paszkwilu nawet nie to, że nie jest przywołany do porządku. Facet jest poklepywany po plecach, a dyskusja dotyczy nie meritum, lecz pohańbionej czci redakcji NF.

 

No, ludzie!

 

 

Wszystko jasne, tylko kto skierował dyskusję na takie tory? Gdyby obyło się bez jadowitego (i niepopartego wiedzą) kąsania czasopisma w pierwszych akapitach tej dumnej "polemiki", być może rzeczywiście rozmowa toczyłaby się na temat docelowy.

And one day, the dream shall lead the way

Mnie nie dziwi, mnie szokuje i wku.... złości fakt że autor szkodliwego paszkwilu nawet nie to, że nie jest przywołany do porządku. Facet jest poklepywany po plecach, a dyskusja dotyczy nie meritum, lecz pohańbionej czci redakcji NF.

Autorzy polemiki do felietonu naszego użytkownika wylali wiadro pomyj na pismo, na jego redakcję, na ten portal, a Ty się dziwisz, że dyskusja toczy się o tym aspekcie felietonu? No, człowieku! A co w tym dziwnego? Ludzie odpowiedzialni za CF obrazili się za kilka linijek tekstu, wcale nie uderzających w ich dobra, obrazili się, bo użytkownik nazwał ich “magazyn” e-zinem. A my mamy przejść do porządku dziennego nad tym, co zostało napisane o tym portalu?

Państwo Maj i Olkusz dawno temu powinni przeprosić NF za opublikowanie tych bzdur, które pod jej adresem padły. Niestety, ale jeśli ktoś uważa, że przyznanie się do błędu to “samozaoranie”, to nie dziwi mnie to, że nie mają na tyle przyzwoitości, by to zrobić – a miast tego brną dalej w swoją dziwną retorykę, ślepi na wszelkie głosy rozsądku. Użytkownik tego portalu napisał coś, co jest niezgodne z prawdą, a dotyczy CF? Zwyzywajmy go, jego tekst, portal na którym to opublikował, redakcję pisma. Napisaliśmy stek bzdur na temat pisma? Och, to przecież nie nasza wina, że nie wiedzieliśmy o czym piszemy! Ja tak to właśnie widzę – popis hipokryzji w najczystszym wydaniu.

 

Swoją drogą – jestem moderatorem tego portalu i jeśli oczekuje się ode mnie usuwania jakichś treści, to chcę znać podstawę takich oczekiwań. Tak się bowiem składa, że jestem prawnikiem i ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, czym są “dobra osobiste” i w żaden sposób nie doszło w powyższym felietonie do ich naruszenia. Kiedy czytam natomiast posty pana Maja, w których odwołuje się on do polskiego prawa, to mam ochotę napisać jakiś felieton edukacyjny ze specjalną dedykacją. Ale to chyba mija się z celem – jak można poważnie dyskutować z człowiekiem, który usuwa ze swojej strony użytkowników, bo ci zapytali o fakt lajkowania własnych postów?

Mnie się też podoba “nienachalne” przemycenie tytułu doktoratu w dyskusji – niezły trik, żeby nikt nie zapomniał. 

 

Borowcu, ale czego konkretnie od nas oczekujesz? Na temat CF wszystko już powiedzieli sami zainteresowani – powinniśmy to sparafrazować Sirinowi? Po co też dodawać dodawać krytykę, w obliczu takiej riposty. Jak matka się wkurzy na dziecko i walnie pół godzinną tyradę, o jego złym zachowaniu, to czy ojciec powinien dorzucić swoją równie długą, czy wystarczy, że nie będzie poklepywał dziecka po główce i mówił, że zrobiło wszystko super? Autor doskonale już zobaczył, jakie zarzuty można wysunąć przeciwko takiemu felietonowi.

 

Nie wiem, czego się spodziewali dorośli, wykształceni ludzie, przyjmując taką retorykę. Jak się wybiera złośliwości zamiast uprzejmości, to jest równoznaczne z decyzją, że ważniejsza jest zemsta i odpłacenie się za przykrość, którą ktoś im sprawił, nie wyjaśnienie sprawy.

Gdyby napisali tu “Autorze, podszedłeś do naszej redakcji – i do innych – nierzetelnie, sprawa ma się tak i tak. Sprawiło nam to dużą przykrość. Oczekiwalibyśmy od Ciebie tego i tego”, jestem przekonany, że w obliczu argumentów, większość tu obecnych przyznałaby im rację.

 

Co do meritum zresztą wciąż ją im przyznaje.

 

Tak naprawdę oczekiwałbym przestania klepania autora tekstu po plecach, bo robicie mu krzywdę, kużnio talentów.  Oczekiwałbym też zaprzestania bicia w bęben "olaboga NF bijo". Ale dobra,  powiedziałem co powiedzieć miałem szkoda bić piany.

 

Wesołych swiat. Zyczenia spoznione, lecz szczere

Zacytowany przeze mnie fragment o “Fahrenheicie” świadczy jednak o ignorancji autora.

A tak przy okazji zapytam – ile pobrań notuje ostatni magazyn CF? Ktoś wie? A poprzednie? Dobrze byłoby wiedzieć, jaka jest siła oddziaływania tegoż magazynu. No i popularność wśród czytelników internetowych.

Może dane te poda redaktor naczelny?

Pozdrówka.

Haaa! Jest i gównoburza – nareszcie, już myślałem, że inne obiegi kompletnie o NF zapomniały :) a tu wystarczy napisać e-zin i jest ostra akcja.

Jutro jest dzień wytężonej pracy, czyli trzeba sobie to będzie przeczytać tu i tam :)

 

/edit

Już wiem, co mi się będzie podobać – intelektualna stylizacja odpowiedzi CR na starosapkowszczyznę – zdanie: Hej, nie jesteśmy e-zinem i autor pisze do bani zamknięte w ponad 16 000 znaków. Starosapkowszczyzna level epic!

 

/edit2

Haaa! Mamy usunąć tekst albo choć przeprosić. Dobra, czas spać, koniec Internetu na dziś, dj!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Redaktor naczelny (choć sportretowany tu raczej jako reaktor naczelny i to z jakimś turbozapłonem) chętnie poda: 300 UU miesięcznie, jak obejmowałem redakcję naczelną, 920 UU w zeszłym miesiącu. Statystyki pobrań w naszym przypadku mają średni sens, bo ze względu na parametryzację publikujemy każdy artykuł oddzielnie, ponadto aktualizujemy numer o nowe teksty nawet do półtora miesiąca po premierze (co a) zadowala wydawców, którzy mają problem z periodykami z uwagi na daty premier, b) aktywizuje bardziej zespół, c) zapewnia płynniejszy ruch na stronie).

Co do usuwania – na razie pomysłem tym popisał się, ku mojej zresztą uciesze, Wasz naczelny, sugerując, iż powinniśmy usunąć polemikę. 

 

To była tylko drobna sugestia zakładająca, że chcecie uchodzić za profesjonalistów, którzy jakością materiałów i researchu różnią się od autora krytykowanego tekstu. Jeśli doczytasz wklejony akapit do końca, znajdziesz tam dość istotne pytanie, na które musicie sobie w CF sami odpowiedzieć.

Finkla, poklepując JeRzego po plecach:

– Tak trzymaj, RedNacz, tak trzymaj.

Można wbić szpilę bez zniżania się do kłamstw?

Babska logika rządzi!

Długo się zastanawiałam, czy coś tu napisać i co napisać, ostatecznie dochodzę do wniosku, że nie mam słów. Totalna histeria CF na zwykły wpis na forum, jakieś paranoiczne reakcje na jakąkolwiek polemikę i brak merytoryczności oraz przygotowania do napisania tej obraźliwej “odpowiedzi” przez panią dr powoduje u mnie wyłącznie reakcję uczuleniową na CF. Cóż, jeśli ludzie, którzy pazurami trzymają się swojej akademickości, nie potrafią utrzymać kultury na odpowiednim poziomie...

Miałam mieć tam opublikowany tekst, ale teraz nie wiem czy chcę. Bo trochę wstyd się potem chwalić taką publikacją...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Redaktorze Maj, dzięki za dane. Przyzwoity wynik, jednakże żadna rewelacja...

Pozdrówka.

Miałam mieć tam opublikowany tekst, ale teraz nie wiem czy chcę. Bo trochę wstyd się potem chwalić taką publikacją...

 

Przy odrobinie szczęścia nie łączyłbym histerii autorów starosapkowszczyzny z publikacją na portalu. Gdybyśmy tak do tego podchodzili to Internet nie byłby miejscem na godną publikacje czegokolwiek :)

 

/edit

Muszę przyznać się, że nikczemnie zedytowałem jeden wiosenny komentarz ale może wybronię się, że jawnie i kursywką?

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Przez święta mnie nie było, a tutaj tyle czytania. Przejrzałem świeże komentarze, przeczytałem creatiowe oświadczenie i również docierały do mnie przez ostatnie dni wiadomości od znajomych, którzy przekazali mi mniej-więcej aurę emocjonalną dyskusji. Ustosunkuję się jak najkrócej.

 

Creatio Fantastica słusznie zwróciło uwagę na nieadekwatną terminologię. Wyrażenia zin użyłem bardzo skrótowo, a miałem na myśli wszelkie miejsca, w których autorzy (czy to tacy początkujący, czy po prostu zajmujący się pisaniem nieco poważniej) mają szansę publikować i się pokazać. Przede wszystkim postawiłem tutaj pytanie, czy to pokazywanie się jest faktycznie realne i co jeszcze autor ma z publikowania w Internecie/zinach/czasopismach elektronicznych/wydawnictwach internetowych/portalach/zwał-jak-zwał. Rozumiem, że ludzie odpowiedzialni za tworzenie Creatio Fantastica poczuli się urażeni za zestawienie ich wśród zinów (które to słowo w tym miejscu jest skrótem myślowym). Skoro tak, to przepraszam.

Inna rzecz: w tym całym oświadczeniu (pominę to, co zostało wyjaśnione – charakter portalu, udział w treściach z portalu redaktorów itd. – oraz całkiem wyszukane obrazy pod moim adresem) znalazły się powątpiewania w moje argumenty. Nazwiska omijam, lecz nie wyczarowałem sobie tych opinii, jak mi zarzucono: rozmawiałem z jednym z waszych autorów na Targach Fantastyki w listopadzie. Pytałem o wasze pismo, ale autor nie był w stanie nic o was powiedzieć, poza tym, że urwał się z wami kontakt i nie miał pojęcia, co z jego tekstem (który miał właśnie jesienią zostać opublikowany). Pytałem o wasze pismo również na tym portalu; zbierałem opinie (wszystko z autorskiej ciekawości). Było to w którymś z wątków hydeparku, ale nie widzę aktualnie sensu w przekopywaniu się przez posty z listopada-grudnia (ale fizycznie dyskusję da się odnaleźć). Przynajmniej 2 osoby wypowiedziały się w podobnym tonie, co autor na Targach Fantastyki. Również w prywatnej rozmowie otrzymałem informacje na temat Creatio Fantastica. O słabym zasięgu, o... Wybaczcie, ta osoba prosiła o brak cytowania jeszcze w grudniu na długo przed tą całą kłótnią (sprawdziłem datę). Do tego dorzucę kilka zapytań i maili bez odzewu odnośnie prowadzonego przez CF konkurs “X”. Głównie dotyczyły dziwnej daty ogłoszenia wyników (ledwo dwa tygodnie po zakończeniu zbierania tekstów), czy aby nie jest błędna. Sam wysłałem takiego maila – bez odzewu. Po prostu w tekście podsumowałem, a teraz rozszerzam o szczegóły (jako że zarzucono mi wyciągnięcie tych wniosków z kosmosu): niewiele o CF – w kwestii kontaktu, pobrań, wyświetleń, feedbacku, czegokolwiek z tym związanego, a będącego tematem/problemem/zapytaniem mojego tekstu – można było powiedzieć. Nikt nic konkretnego o CF nie mógł powiedzieć, szczególnie w zapytaniu, czy publikowanie w CF ma jakikolwiek sens poza odhaczeniem publikacji (czy autor dostaje jakiekolwiek opinie czytelników), a samo CF przez całą jesień i całą kalendarzową zimę na maila ani komentarze na FB nie odpowiedziało.

Poza tym: mój tekst od pierwszego akapitu wyraźnie wskazuje na opinię subiektywną, opartą na wrażeniach, luźnych rozmowach i wyrywkowych lekturach. Czy to onomatopeje, czy potoczny styl, czy powoływanie się na fanpejdże (co – o dziwo – wcale nie zostało potraktowane jako żart). Dopiero tym sprowokowałem bardzo fajną dyskusję w kilkudziesięciu pierwszych komentarzach pod tekstem – z czego jestem zadowolony. Dopiero w komentarzach (nie wszystkich, wiadomo) znajdują się wartości merytoryczne – bo prosto od redaktorów czy ludzi publikujących w miejscach, z którymi ja jeszcze nie miałem styczności (autorskiej, bo czytelniczą już prędzej) – za co jestem wdzięczny osobom, które podzieliły się swoimi wrażeniami. Mój tekst to po prostu zbiór zapytań z perspektywy wątpiącego – wypowiedzi w komentarzach zamierzałem (i chyba nadal mam na to chęć) zebrać i napisać artykuł o poważniejszym charakterze niż wątpiący i żartobliwie narzekający na cały świat tekst “Kwestia zinów”.

Więc: Creatio, niepotrzebna ta wymiana kuksańców; wydaje się (z mojej perspektywy), że wystarczyła prywatna wiadomość, żeby się sobie przedstawić i wyjaśnić błędy oraz oczekiwania w stosunku do przedstawiania CF. Do reszty: dzięki za informacje różnorakie, które staną się punktem wyjściowym do napisania porządnego felietonu. Problem publikacji internetowych nadal pozostaje ten sam: kto to czyta i jak mierzyć popularność czytelniczą? Czy ktoś się wybił takimi publikacjami, czy jesteśmy w stanie przytoczyć pozytywne przykłady zamiast moich krytycznych wizji (teraz już wiem, że jesteśmy). I jeszcze jedno z przemyśleń: w Internecie niespecjalnie jest miejsce na dyskusję taką, aby nie zostać posądzonym o jakieś sympatie, przyjaźnie czy celowe kopanie pod kimś dołków.

Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia jeszcze o odzewie czytelniczym, czytelnikach samych, sensie istnienia zinów, tak jak zrobili to Suzuki, Roger i dalej inni (wymienić mogę większość zabierających głos w dyskusji), to ja chętnie przeczytam.

A teraz już zupełnie żartem – chyba dostałem większy feedback pod tym tekstem niż wszystkie internetowe pisma łącznie w bieżącym roku laugh

Sirin, ja jeszcze zapytam o zarzuty związane z Fahrenheitem – pisał tutaj o tym Marcin Robert. Jak gromadziłeś informacje na jego temat?

Fahrenheita po prostu nie znam i nie czytam, a jedynie słyszałem nazwę, bo kilka miesięcy temu ktoś ze znajomych się chwalił publikacją. Z tego powodu zaznaczyłem Fahrenheita wśród subiektywnie (w końcu moją opinię kształtują również wrony, wśród których kraczę) “ważniejszych” miejsc zajmujących się publikowaniem w internecie. Wszedłem na ich portal, przejrzałem zawartość. Do tego w pamięci mam wpis Marii Dunkiel sprzed roku http://mdunkel.blogspot.com/2015/03/gdzie-wysac-opowiadanie.html Krótki, ale budujący jakieś wyobrażenie na temat kilku z pism.

Bardziej chciałem tu zaznaczyć istnienie kilku miejsc, w których się publikuje niż je szerzej komentować, a skupić się na pytaniach, które wynikają z przeciętnej lub małej wiedzy równie przeciętnego czytelnika fantastyki, jakim jestem (przeciętnego, bo początkującego). Z jakichś powodów pewne magazyny dotarły do mnie – przez powiedzmy rok interesowania się tematem – a inne, choć jak wskazuje ich staż na rynku nie raczkują, zdają się przeżywać zastój i nie przyciągać nowych potencjalnych czytelników, takich jak ja. Czemu?

Widać po dyskusji, że potrzeba tematu jest, ale oczekiwania na jego przedstawienie są zdecydowanie inne. Ale to już trzeba napisać inny tekst zupełnie od zera, choć problemem jest niemożność korzystania z  dokładnych cytatów rodem z prywatnych wiadomości. Wychodzi potem, że wymyślam i zmyślam ;) Ale jakoś to obejdę; podniósł się szum w temacie, więc o oficjalne dane będzie łatwiej. A ja będę pisał i pytał.

Przez was wszystkich nabrałem ochoty, żeby napisać felieton szkalujący. A że z praktyką publicystyczną marnie (zero felietonów, jedna recenzja w cefał) oraz riserczem (ossochodzi, przecież to felieton) i jestem do tej pory zacnie rozbawiony tą gównoburząę (ąę, żeby było elegącko) to sam się boję, co mogę napisać.

Nic, poturlam się do kącika i poczekam, aż przejdzie mi zapał.

 

Sirinie – miło, że przeprosiłeś bo jak dla mnie to nie miałeś specjalnie za co :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

@dj Jajko – pisz, pisz. Popcorn w mikrofali już pyka. A trochę za co miał, IMO... ;) Napisze chłopina porządny felieton i wszyscy się czegoś dowiemy.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Jajcarski felieton? :) Pisz, pisz! 

Tak za bardzo Sirin nie miał za co przepraszać... Że nazwał “Histerię” zbiorem gniotów? Miał prawo – to kwestia subiektywnej oceny. Że nazwał zinem magazyn, wydawany przez CF? Dla mnie to też jest e-zin, tyle, że o określonej tematyce. Sirin też miał prawo do takiej oceny tegoż periodyku internetowego. 

Nie dajmy się zwariować...

Pozdrówka. 

O rany, dj kiedyś nazwał książkę znanegopisarzaznanegowydawnictwa knotem. W dodatku tu, na stronie NF, firmowanej logo NF.

I nic :(

 

Najwyraźniej znanewydawnictwo nie ma potrzeby reagowania na pierdoły.

Inni mają – ich prawo :)

 

Napiszę, oj napiszę paszkwila. Serial Gotham przelał czarę goryczy!

 

/edit

Tak za bardzo Sirin nie miał za co przepraszać... Że nazwał “Histerię” zbiorem gniotów? Miał prawo – to kwestia subiektywnej oceny. Że nazwał zinem magazyn, wydawany przez CF? Dla mnie to też jest e-zin, tyle, że o określonej tematyce. Sirin też miał prawo do takiej oceny tegoż periodyku internetowego. 

Nie dajmy się zwariować...

 

O rany, dopiero teraz się zorientowałem, że RR subtelnie prowokuje.

Jak zwykle mistrz!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dobrze, że subtelnie, tylko nie wiem, do czego niby prowokuję... Napisałem swoją opinie, i tyle.

Dobra, kurz opada, poczekam na recenzje ostatniego numeru “Histerii”.  Myślę, że się ukażą.  Wtedy zobaczymy, czy recenzenci – to też subiektywna ocena, jak zawsze – uznają ten numer za zbiór gniotów. Bardzo możliwe, ze tak będzie.

Pozdrówka. 

Moim zdaniem problem tkwi w tym, że dzisiaj ludzie nie umieją znieść negatywnej reakcji na odbiór swojego tekstu/dzieła.

Szlifując warsztat, przemierzyłem sporo for literackich, gdzie na porządku dziennym jest drobiazgowe czepianie się wzajemnie swoich tekstów, a krytyka stoi wysoko w cenie. Skóra od tego zgrubiała, nie powiem, że nie. ;) Myślę, że sporo użytkowników NF ma podobne doświadczenia.

Istnieje jednak spora grupa autorów/redaktorów, którzy miast zacząć od szlifu siebie samego, wystartowali od razu na podbój rynku. Efekt jest taki, że 90% tego co widzę na “fejsie” czy “lubimyczytać” to wzajemne poklepywanie się po pleckach i komplementowanie rzeczy, które na żadne komplementy nie zasługują. A kiedy pojawi się negatywna recenzja (nawet grzeczna) to Jezus Mario, wszyscy święci, zamach stanu... A potem zdarza się, że autor odpowiadający czytelnikowi na negatywną opinię staje się niegrzeczny.

Patologia naszych czasów, kiedy każdy chce coś na siłę lansować/promować/przepychać – najczęściej siebie :)

Specjalnie się rejestruję, żeby pogratulować autorowi :) Felieton ma swoje usterki ale reakcja na bufonadę CF modelowa :)

Hanzo, poruszasz istotny wątek.  Te fora literackie to jednak tylko wycinek całej pisarskiej społeczności, przynajmniej takie mam wrażenie, kiedy porównam ilość for/portali warsztatowych (nazwijmy je tak umownie) do liczby wydawanych a słabiutkich tekstów ani z warsztatem, ani z sensem, ani – niestety – często z poprawnością. Była taka dość “głośna” premiera od wydawnictwa Muza dotycząca książki “Atlas: Doppelganger”. Autorka to bardzo elokwentna osoba (uczestniczyłem w dyskusji, w której brała udział), to bez wątpienia. Natomiast jej powieść wzbudziła kontrowersje właśnie typu klepania po plecach. Przykład choćby w opiniach tutaj, choć oczywiście słyszałem więcej głosów w temacie.

Ja tam uważam, że człowiek na poziomie powinien umieć przeprosić, jeśli swoim błędem (tu podpięcie pod ziny nie-zina) sprawił komuś przykrość. Przecież nic mnie to nie kosztuje, a Creatio napisało, że im się to nie spodobało. Dla mnie jasna sprawa. Raczej nie uznaję maniery wymieniania ciosów przynależnej małpom i niektórym politykom, więc przyznaję się do błędu, a odnosić się więcej do obraźliwych słów (tych mało i bezzasadnych – i na tym stwierdzeniu koniec) CF nie będę. W końcu to najprostsza droga do ucięcia dyskusji nie dotyczącej bezpośrednio zapytania w temacie.

 

Edit:// Prowokujcie Jajka dalej, to dostaniemy publicystyczną serię jajecznic (w końcu od  świętej pamięci Gwiazdolota mieliśmy tylko konkurs SF, ale ten, niestety, już się skończył i trzeba nowych przeżyć). Ja niecierpliwie na takie czekam, znając poczucie humoru DJ-a.

To będzie zgroza, kiedy ktoś bufonadą i “wydajemisiezemampoczuciehumoru” będzie nadrabiał braki w warsztacie publicystycznym :)

Sam nie mogę się doczekać, ale najpierw obejrzę do końca S01 Gotham, zanim zacznę się pastwić

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ponieważ nie każdy lata po całym Internecie, żeby pozbierać wątki dyskusji, wrzucam tutaj jeszcze link do komentarza A. Masona z “Fahrenheita”.

A jednak się kręci :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Trochę to przeterminowane i omija komentarze. Po powrocie ze świąt zmieniłem pod wpływem odzewu dwa akapity, żeby ugasić pewne aspekty – w końcu temat zostanie podjęty ponownie, ale w innym tekście, co zapowiedziałem.

A jednak się kręci :)

“A jednak się kręci słońce dookoła ziemi – zaświadczą o tym księża palcami swemi!

Hitler też powtarzał, że nie chce wojny wcale”

/Kaźmierz – Mars napada/

(Cholera, nie tylko treść, ale nawet tytuł piosenki jest tutaj kosmicznie adekwatny do sytuacji).

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Trochę to przeterminowane i omija komentarze. Po powrocie ze świąt zmieniłem pod wpływem odzewu dwa akapity, żeby ugasić pewne aspekty – w końcu temat zostanie podjęty ponownie, ale w innym tekście, co zapowiedziałem.

Sirin, czy wg Ciebie odpowiedź po około tygodniu od publikacji (nie widzę daty) oznacza “trochę przeterminowanie”? Ty tak na poważnie?

Zastanawia mnie też, które (wartościowe) komentarze wg Ciebie ominąłem? Bo chyba nie masz na myśli tych, w których sam się jeszcze pogrążasz?

I na koniec – boję się ponownego podjęcia przez Ciebie tematu. Naprawdę się boję. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że z tego co piszesz w artykule i komentarzach wynika jedno – co najmniej części omawianych przez siebie zinów nie czytałeś wcale lub przeczytałeś w nich zaledwie kilka tekstów. I uważasz, że to wystarczy do opiniowania (nawet jeśli subiektywnego)?

A czy burzy wokół tego tekstu nie dałoby się jednak wykorzystać pozytywnie? Np. do zmian w pewnych zasadach rządzących tekstami, które się tu ukazują? Pomijam już aspekty prawne (portal odpowiada za treści), bo nikt na drogę sądową się nie wybiera, ale rzeczywiście tłumaczenie że ten dział to coś jak forum, nawet jeśli odpowiada prawdzie, to nie brzmi poważnie. Może jednak ktoś wziąłby ten dział pod opiekę i wówczas ukazywałyby się lepsze teksty?

Jeżeli pojawiają się tutaj jakieś treści, za które ktoś mógłby ponosić odpowiedzialność prawną – a to się chyba jeszcze nie zdarzyło i niniejszy felieton nie jest od tego wyjątkiem, bynajmniej – to z pewnością zostałyby one wychwycone i odpowiednio szybko usunięte przez adminów. Mówię o tym z pełnym przekonaniem, ponieważ na portalu reaguje się błyskawicznie nawet na treści wyraźnie naruszające jego wewnętrzny regulamin, a jeden z Aniołów Stróżów tutejszych ma wykształcenie prawnicze.

 

I za cholerę nie rozumiem tego sarkania na portal i czepiania się zarówno Redakcji jak i Pisma, że funkcjonuje to wszystko tak, a nie inaczej. Jest regulamin i, o ile pamiętam, trzeba go zaakceptować przed zarejestrowaniem się tutaj. A akceptacja jest jednoznaczna z potwierdzeniem, że się ten regulamin zapoznało. A skoro się go zapoznało, to powinno się mieć świadomość, jakiego rodzaju miejscem jest fantastyka.pl

Jeśli ktoś zaakceptował bez czytania, to jego problem. A jeśli ktoś nie przeczytał, a mimo to zaakceptował i później jeszcze grymasi i publicznie wygaduje bzdury, to zwyczajnie robi z siebie durnia.

 

Odnośnie samego działania portalu, to jakoś nigdy dotąd nie spotkałem się z sytuacją, by ktoś narzekał na samą jego ideę i formę. Owszem, chciałoby się większej uwagi ze strony Redakcji i silniejszego powiązania z Pismem (choć tu wyraźnie jest progres – wymuszony, ale jednak), ale sama możliwość dzielenia się swoją twórczością, zbierania potężnego feedbacku, czytania tekstów o szerokim spektrum jakości, tematyki i gatunków, uczenia się od innych, rozwijania (zarówno jako pisarz jak i redaktor/korektor – beta rulez), znajdywania rozrywki i intelektualnej karmy na nieraz bardzo wysokim poziomie (bo “lepsze”, a bywa, że i wybitne teksty też tutaj można utrafić, dosyć często zresztą), znalazła jak dotąd wielu zwolenników i póki ktoś z zewnątrz nie zaczął na to pluć i bezpodstawnie szkalować, problemu nie było dla nikogo. A jeśli ktoś jednak miał problem, to najwyraźniej starczało mu rozumu, by dojść do prostego wniosku – nie podoba mi się, to wyłączam stronę i szukam czego innego, do widzenia.

W końcu nikt tu nikogo nie trzyma na siłę i za karę.

I my tu nie chcemy opieki na zasadzie cenzury (to puścimy do ludzi, to nie, to nie, to nie i to też nie), bo nie taka jest idea portalu. Chcemy móc się dzielić tym, co tworzymy, ze wszystkimi i przekonać się, co myślą o naszej twórczości takie jak my ludziki, zwykli czytelnicy, a nie tylko wprawne redaktorskie umysły. Bo to – w przeciwieństwie do informacji zwrotnej typu: “nie, dzięki”, daje realną możliwość rozwoju.

 

  1. Mason zadał pytanie na tyle ciekawe, że też pozwolę sobie na nie odpowiedzieć we własnym imieniu:

(...)co najmniej części omawianych przez siebie zinów nie czytałeś wcale lub przeczytałeś w nich zaledwie kilka tekstów. I uważasz, że to wystarczy do opiniowania (nawet jeśli subiektywnego)?

Opieram się tutaj na fragmencie “zaledwie kilka tekstów”, bo nigdzie nie zauważyłem, by Sirin oceniał jakość czegoś, czego nie czytał (pomijając już fakt, którego ze ślepym uporem pewne osoby zdają się nie dostrzegać: celem felietonu nie było ocenianie żadnego z wymienionych zinów i prawie-zinów):

Osobiście uważam, że owszem, jak najbardziej, to wystarczy. Jeśli jakiś film mnie nudzi albo zwyczajnie mi się nie podoba, to po kwadransie go wyłączam. Jeśli jakaś książka mi nie podchodzi, sięgam po inną. Jeśli ktoś publikuje treści, które – mimo kilku podejść – wciąż nie trafiają w mój gust, to ich więcej nie czytam. Raz, drugi, trzeci ktoś puści w eter coś, co mi się nie podoba, to już spokojnie mogę założyć, że następnym razem też nie trafi w moje upodobania. I nie widzę żadnych powodów, by wciąż od nowa podejmować masochistyczne próby przekonania się do czyjegoś gustu, w nadziei, że trafię w końcu na coś dobrego. Nikomu nic nie jestem winien. Zresztą różnorodność filmów, muzyki, literatury i wszystkich innych nośników kultury jest dzisiaj tak ogromna, że marnowanie czasu na coś, co mi się zwyczajnie nie podoba, kiedy wokół istnieje tyle innych opcji, wśród których na pewno znajdę rzeczy o wiele dla mnie ciekawsze, jest zwyczajnym intelektualnym grzechem (a jak się uprzeć, to powyższe twierdzenie mona podciągnąć do niemal każdego aspektu życia, od wyboru koloru samochodu począwszy). Więc w imię czego mam się męczyć, przepraszam?

 

Swoją drogą, właśnie ta różnorodność treści, wśród których czytelnik może wybierać, brak filtra, jest jednym z filarów tego portalu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

yes

Cieniu Burzy, najwyraźniej różnimy się w interpretacji tego, co napisał Sirin. Moim zdaniem wstęp i podsumowanie sugerują wyraźnie treść:

 

I dobrze, niech to będzie zalążek dyskusji nie tylko o kondycji (lenistwie) czytelników, ale i jakości zinów“,

 

– zinów niewiele się czyta, chociaż to darmowe teksty (a ja byłbym w stanie zapłacić za jakość),

– jak już ktoś chce zacząć czytać ziny (jak ja), to ma problemy z dostępem do wersji mobilnych lub poziom tekstów jest bardzo nierówny,

 

Nie zgadzam się też z drugą częścią Twojej wypowiedzi – czym innym jest wyłączyć film czy przestać czytać książkę, a czym innym na tej podstawie pisać felieton z oceną całej twórczości autorów/wydawców czy w ogóle rynku jako takiego.  Tytuł felietonu powinien brzmieć nie “Kwestia zinów”, a “Podobno / Nie wiem, nie czytałem lub nie doczytałem, ale się wypowiem”.

Osobiście uważam, że owszem, jak najbardziej, to wystarczy. Jeśli jakiś film mnie nudzi albo zwyczajnie mi się nie podoba, to po kwadransie go wyłączam. Jeśli jakaś książka mi nie podchodzi, sięgam po inną.

 

I na tej podstawie – “kwadransa” – napisać rozważania czy felieton?

Jestem pisarzem. Oznacza to, że nie pracuję, ale i nie znam odpoczynku. (Łukasz Orbitowski)

“silniejszego powiązania z Pismem (choć tu wyraźnie jest progres – wymuszony, ale jednak)”

 

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nic wymuszonego w powiązaniu strony z pismem nie ma. Bardzo cieszę się, że odkryłem tutaj Andrzeja Kaczmarczyka, Tomka Miecznikowskiego, Marka Grzywacza, Maćka Bachorskiego i Martę Sobiecką. Mam nadzieję, że w ich ślady pójdą kolejne osoby – bo właśnie taka jest idea naszego działania tutaj. :)

Powtórzę raz jeszcze i ponownie podpiszę się pod moimi słowami:

celem felietonu nie było ocenianie żadnego z wymienionych zinów i prawie-zinów

Fakt, Autor pozwolił sobie na opisanie tego, jak odbiera niektóre ziny (i to, co zinami nie jest, choć chyba nikt poza ich wydawcami nie zwraca na tę różnicę najmniejszej uwagi)poprzez treści zamieszczone w tych, które czytał, a także swoje wrażenia wizualne i “przyjazność dla czytelnika”, ale raz, że to jego święte prawo, a dwa, że – jak twierdzi i powtarzał kilkakrotnie sam Sirin, i co dla mnie jest raczej oczywiste – nie to było ideą powstania felietonu.

Rozchodzi się tu bowiem o pytanie: “Jak to działa?” Zinów jest sporo (nie-zinów mniej), cały czas się wydają, ktoś w nie wkłada serce (a czasem i żołądek, wnosząc po całej tej żółci, która się rozlała po Internecie skuli “Kwestii Zinów”), ktoś inny je czyta, bardzo dobrze. Ale... jak to działa?

Zresztą Bóg dał mi kopiuj-wklej, więc zacytuję samego Autora:

 

Może w towarzystwie przemyśleniom pod tytułem „czy ziny się czyta, kto ziny czyta” zaproponuję nieobiektywny przegląd dostępnych zinów.

I dalej, z komentarza:

Mój tekst to po prostu zbiór zapytań z perspektywy wątpiącego(...) Problem publikacji internetowych nadal pozostaje ten sam: kto to czyta i jak mierzyć popularność czytelniczą? Czy ktoś się wybił takimi publikacjami, czy jesteśmy w stanie przytoczyć pozytywne przykłady zamiast moich krytycznych wizji (teraz już wiem, że jesteśmy).

 To jest właśnie – skromnym moim zdaniem – meritum całej dyskusji, a nie kwestia, czy CF jest zinem czy nie, i czy Fahrenheit, Histeria i pozostałe tytuły są coś warte.

 

Nie zgadzam się też z drugą częścią Twojej wypowiedzi – czym innym jest wyłączyć film czy przestać czytać książkę, a czym innym na tej podstawie pisać felieton z oceną całej twórczości autorów/wydawców czy w ogóle rynku jako takiego.

Oceną rynku? Jedyną sensowną odpowiedzią na ten fragment jest chyba: jak wyżej.

Dobra, rozwinę: Felieton, choć zawiera oceny poszczególnych tytułów, nie jest oceną rynku w rozumieniu absolutu (chyba, że ktoś będzie się upierał przy tym, że fragment: “Ponieważ ziny, czyli czasopisma internetowe, wydawane są za darmo, więc gdyby niska cena stanowiła o „czytać czy nie czytać”, nie miałyby konkurencji wśród płatnych periodyków. A tak nie jest. Czytanie zinów to wcale nie kwestia ceny.“ jest właśnie oceną rynku, a nie stwierdzeniem faktu). Mamy tutaj do czynienia po prostu ze zbiorem pytań o ten rynek, próbą dociekania, jak on funkcjonuje i dlaczego – mimo że to Darmowa Strona Mocy – nie zwojował jeszcze świata. Właśnie w tym kontekście padają pytania o jakość (bo może to jednak kiepskie po prostu?), a autora osobisty odbiór wszystkich wspomnianych zinów (i innych pism internetowych) jest próbą uzyskania na nie odpowiedzi. Cząstkową i poniekąd niezgrabną, ale osobistą i szczerą.

Dla wszystkich osób zaangażowanych w tego – i pewnie nie tylko tego – typu projekty (w tym i dla mnie) to powinna być wyłącznie wskazówka; informacja o tym, na co zwraca uwagę czytelnik i jak nas odbiera. Bo skoro jeden Sirin na podstawie takich a nie innych wytycznych wyrobił sobie taką a nie inną opinię, to chyba warto założyć, że wielu potencjalnych czytelników może patrzeć na kwestię w podobny sposób. I wyciągać z tego wnioski (bo to, jak naprawdę postrzega nas świat, jest chyba istotniejsze niż wpis w Wikipedii) zamiast uparcie negować czyjeś prawo do posiadania własnych poglądów i systemu wartości.

Faktycznym błędem ze strony Sirina było nadawanie tematowi jakiegokolwiek wydźwięku publicystycznego, ale z drugiej strony nie potrafię zrozumieć, jak ktoś mógł potraktować niniejszy felieton jako – ujmijmy to – tekst opiniotwórczy, a nie próbę rozpoczęcia debaty na interesujący Autora temat, skoro już nawet w cytowanym przez Masona wstępie jest napisane:

Spodziewam się, że będą tu osoby, które się ze mną nie zgodzą. I dobrze, niech to będzie zalążek dyskusji nie tylko o kondycji (lenistwie) czytelników, ale i jakości zinów.

 

Dobra, zdaje się, że i tak już popłynąłem ze swoim zamiarem nieangażowania się w całą tę dyskusję, więc skorzystam z okazji i zadam jeszcze jedno pytanie osobom, które prześledziły całą wymianę zdań z CF,  i już się zamykam.

To tak propos czytania ze zrozumieniem: dlaczego w swojej “polemice” naczelny i wydawca tak wylewnie i elokwentnie udowadniali Sirinowi i każdemu, kto chciał cały wywód przeczytać, że jednak mają ISSN?

Z bólem stwierdzam, że Sirin mocno pociachał swoje dzieło, ale w zaginionym fragmencie, który tyczył Creatio (a który na szczęście uchował się w “polemice”), nie było ani słowo o ISSN; nie ma o te numery pytań ani poddawania w wątpliwość faktu, że CF je posiada.

Był ten temat poruszany w którymkolwiek miejscu?

 

Peace!

 

Edytka:

JeRzy, cześć!

Powiązania między pismem a stroną były od zawsze, temu nie przeczę. Ale przyznać trzeba, że dopiero ostatnimi czasy widać Was, Redaktorów, jakby częściej na samej stronie, w życiu tutejszej społeczności.

I jakiekolwiek są tego przyczyny, cieszymy się. Zwłaszcza, że i efekty widać gracko.

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu Burzy, nie będzie “zgody między nami”, bo ja w tym felietonie czytam zupełnie coś innego niż Ty.

Oceną rynku? [...] Felieton, choć zawiera oceny poszczególnych tytułów, nie jest oceną rynku w rozumieniu absolutu.

Ależ ja nie twierdzę, że jest oceną”w rozumieniu absolutu”. Żadna ocena, nawet napisana przez “Papieża” nie będzie “absolutna”, nie o to zresztą chodzi. Dopuszczalny w felietonach subiektywizm oceny wyrażonej publicznie nie powinien usprawiedliwiać jej błędów i niedopowiedzeń lub przekłamań.

 

Dla wszystkich osób zaangażowanych w tego – i pewnie nie tylko tego – typu projekty (w tym i dla mnie) to powinna być wyłącznie wskazówka; informacja o tym, na co zwraca uwagę czytelnik i jak nas odbiera. Bo skoro jeden Sirin na podstawie takich a nie innych wytycznych wyrobił sobie taką a nie inną opinię, to chyba warto założyć, że wielu potencjalnych czytelników może patrzeć na kwestię w podobny sposób. I wyciągać z tego wnioski (bo to, jak naprawdę postrzega nas świat, jest chyba istotniejsze niż wpis w Wikipedii) zamiast uparcie negować czyjeś prawo do posiadania własnych poglądów i systemu wartości.

Ktoś neguje takie prawo?

A co do wskazówek – do pewnego poziomu można ich szukać i zastanawiać się. Poniżej – nie ma to sensu, chyba że goni się za lajkami.

Jeżu, jednak cenzura... usunięto fragment o tym, którego nazwy nie wolno wymawiać.

 

Co by ludzie z branży nie pisali, mnie, czytelnika, jednak zainteresował “felieton” Sirina i zajrzałem do was – zinów czy nie-zinów. Wracając do pytania: ale kto to czyta? Ciekawi. Może jakaś ankieta? CBOŚ należy zaangażować. ;-)

Blackburn, Sirin sam siebie ocenzurował, to tak gwoli ścisłości :)

Uff, dzięki za informację. :)

Regulamin reguluje zasady zamieszczania treści na stronie NF. Kto nie czytał – jego problem (dzięki, CieniuB).

Ten tekst w żaden sposób nie jest sprzeczny z regulaminem. Koniec tematu.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Tak, sam skróciłem dwa akapity (i to już parę dni temu) ze względu na to, że odwracały uwagę od tego, co najważniejsze w tekście. Bo okazało się, cytując Kapuścińskiego a kojarząc z tym, co zauważył Cień, większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc – nie widzieć, aby słuchając – nie słyszeć. Choć słowo “większość” użyte przez reportażystę zamieniłbym jednak na “część”. A to dlatego, że poza wiadomościami jakie dostałem i komentarzami tutaj otrzymałem również sporo danych i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania od samych zainteresowanych – magazynów.

Blackburn, ankieta pewnie byłaby dobrym pomysłem, ale należałoby się zastanowić, w jakim miejscu ją umieścić. Natomiast bardziej konkretne dane zebrałem/zbieram bezpośrednio od wydawców. Przy okazji nasuwa mi się też obraz samego kontaktu z czytelnikiem (bo jest zróżnicowany zależnie od adresu).

Przypominam, że padło tu też pytanie, które zawieruszyło się w oparach wykwitłej rozmowy, czy warto stworzyć miejsce-przegląd-regularne recenzje pism internetowych czy fantastycznych w ogóle? Pojawia się tu też problem: na jakich zasadach można prowadzić rubryczki krytyk i pochwał?

“Kącik” jest chyba złym pomysłem... Po prostu – najlepsze byłyby recenzje poszczególnych numerów poszczególnych magazynów.  Oczywiście, odrębne. Tych, które akurat kogoś interesują.  W kwietniu ukaże się Wydanie Specjalne “Szortalu na Wynos”. Ukaże się “Herbasencja”. A potem inne e-ziny, a wcale nie ma ich tak dużo.

Jest recenzja, jest omówienie interesujących pozycji/tekstów, jest ocena całości. Będzie może dyskusja czytelników. Autorzy pewnie też zareagują, redaktorzy naczelni niewątpliwie też się wypowiedzą. No i autor recenzji uczestniczy w ciekawej dyskusji.

Po prostu – recenzje.

Pozdrówka.

Choć słowo “większość” użyte przez reportażystę zamieniłbym jednak na “część”

 

Skoro już tu zaglądam: słowo, którego chciałeś użyć, to raczej “reporter”. ;)

http://sjp.pwn.pl/slowniki/reporta%C5%BCysta.html

Ten tekst w żaden sposób nie jest sprzeczny z regulaminem. Koniec tematu.

 

Zasada “co nie jest zakazane, jest dozwolone”, nie jest daną ad hoc. Wiąże się z odpowiedzialnością;(za czyny, za słowa itp.).

Jestem pisarzem. Oznacza to, że nie pracuję, ale i nie znam odpoczynku. (Łukasz Orbitowski)

Mimo wad e-zinów z pewnością lwiej części nadzorców owych należy się szacunek, że im się chce.

Zasada “co nie jest zakazane, jest dozwolone”, nie jest daną ad hoc. Wiąże się z odpowiedzialnością;(za czyny, za słowa itp.).

Wiem, daję się prowokować, ale nie widzę tu żadnych słów za które ktokolwiek mógłby być pociągany do odpowiedzialności.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ciekawy felieton, pokrywa się z moimi obserwacjami i doświadczeniami. Dyskusję przejrzałem pobieżnie, ale na moje oko Creatio Fantastica nieźle się skompromitowało. 

 

Ktoś też napisał, że liczba pobrań wskazuje na liczbę czytelników. Mocno w to wątpię. Sam pobieram e-ziny, by je przejrzeć, ewentualnie przeczytać opowiadanie kogoś znajomego. Czasem wręcz pobieram kilka razy na ten sam komputer (nie wiem, czy liczniki na stronach to uwzględniają). Nigdy nie czytam od deski do deski, bo po prostu mam na półce mnóstwo dobrych książek, na które wciąż brakuje czasu. Wolę tekst sprawdzonego pisarza niż nieznanego mi amatora.

Wysyłam też link do pobrania paru osobom, jeśli w numerze jest moje opowiadanie.  I wiem, że te osoby nie czytają tego numeru. Myślę, że podobnie jest w przypadku innych autorów. 

Widać, nie wszystko z tych przezpalcowych obserwacji się tutaj zestarzało.

 

Ale trzeba powiedzieć, że i NF, i Smokopolitan, i Okolica Strachu, i jeszcze któreś z pism z obszaru fantastyki, starają się regularnie o recenzje swoich numerów (a Esensja pracuje nad renowacją portalu). To jest kapitalna zmiana przez te półtora roku od czasu, gdy pojawił się felieton. Gdyby dziś napisać podobne obserwacje, a raczej zebrać i opatrzyć komentarzami wywiady z autorami publikującymi w czasopismach i redakcjami tych czasopism, wyszedłby zdecydowanie pozytywniejszy tekst, bo i zmiany zaszły pozytywne (w części zinów i czasopism).

“Esensja” ma –  chyba już od dwóch lat – nierozstrzygnięty konkurs urodzinowy, i nie wiadomo, czy ten konkurs nie umarł był śmiercią naturalną... Nie widzę, żeby ten portal jakoś się modernizował.

Pozytywem jest na pewno pojawienie się kilku magazynów drukowanych o profili fantastycznym, będących alternatywą dla “NF”. Jeszcze trochę, a mogą stać się dla tego miesięcznika konkurencją, a to, bez dwóch zdań, byłby dobry objaw. 

Pozdrówka..

Tak, pojawił się przede wszystkim “Fantom”. Ale, na dziś dzień, recenzenci mocno podkreślają jego jednorodność... Nie da się nie zauważyć, że 2-3 autorów tworzy większość treści w pierwszych numerach. Zobaczymy, jak dalej z nimi będzie, na teraz konkurencją nie są.

Na pewno. W sumie na razie raczkują... “Okolica Strachu” mogłaby zmienić papier, bo jest mocno taki sobie, ale to niewątpliwie podroży koszty.

Naliczyłem cztery takie nowe magazyny, czyli “Okolicę Strachu, “Fantoma”, “Bramę” i “Pocisk”. Według mnie, sporo. Wydaje się, że niebawem wydania specjalne “Szortalu” też mogą ukazywać się na papierze. Czemużby  nie? . 

Dzisiaj notujemy praktycznie dopiero start nowych magazynów. A co będzie za rok, jeżeli redakcje będą solidne pracować?

Ale niewątpliwie  możliwości publikacji znacznie się poszerzyły, a to bardzo dobry objaw.

Pozdrówka.

Z felietonu sprzed półtora roku nie ująłem jedynie “Fantomu”. Wszystkie pozostałe magazyny, które wymieniłeś, już wówczas się pojawiały i o nich pisałem, Rogerze.

 

Okolica jest świetna w publicystyce – choć przeczytałem tylko 2 numery, to też nie do końca wiarygodne. Myślę, że do jakichkolwiek szans na rynku jest właśnie potrzebna publicystyka na poziomie. Inaczej to tylko zbiory różnej jakości opowiadań, a tych jest na pęczki.

Publicystyka, dobre recenzje,  krytyczne, szczere, a nie takie, żeby zachęcić do kupna … 

Tak, te magazyny, oprócz jednego późniejszego, zostały wymienione w felietonie,  ale policz wydane numery. Początek długiej drogi, i mam nadzieję, że nie okażą się efemerydami.

Pozdrawiam.

Ciekawe, jak rozwiążą kwestie dystrybucji. Bo jednak, mimo atrakcyjnego poziomu, to Okolica jest dostępna dla tych, którzy się tym już interesują, a nie przeciętnych zjadaczy chleba. Z Bramą jest chyba podobnie, albo i słabiej – przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Smokopolitan zaś konsekwentnie celuje w konwenty, za konsekwencję szacunek. No i są w ebooku, więc nie ma co przyrównywać. Fantom odważnie szturmuje księgarnie, ale zobaczymy, jak z nimi będzie. Na starcie zapowiedzieli 4 numery i jak do tej pory wydali 3 – nie słychać zapowiedzi, co będzie po 4 (listopadowym/grudniowym). Chyba bardziej angażują się w promowanie książek, które wydają niż czasopisma.

Kolejny raczej będzie, bo na pikniku literackim nad Wisłą naczelny wspominał, że niedługo ogłoszą następny – po zimowym – temat numeru.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Ale mnie jatka ominęła ;)

Ale sobie w wolnej chwili nadrobiłem i ubawiłem się po pachy. Widzisz, Sirinie, czym się może skończyć pisanie bez odpowiedniego przygotowania? ;) Niezrobienie odpowiedniej kwerendy przed napisaniem tekstu na określony temat to straszny grzech. Grzech, który można wybaczyć początkującemu autorowi piszącemu luźny tekst na ogólnodostępnym portalu, ale który jest kompromitujący, jeśli utytułowany naukowo autor jest członkiem szanującej się redakcji i zabiera się za rzeczową polemikę. A najzabawniejsze jest, gdy ktoś, wytykając innej osobie błędy, popełnia dokładnie te same, krytykując.

No nic, stare dzieje. Przy okazji miałem możliwość poznania CF i od razu wyrobienia sobie opinii.

 

Sirin niechcący uderzył w archetyp czasopisma i magazynu (zinu).  Zbędna kłótnia dotyczy systemu wierzeń wydawców, którym się wydaje, że czasopismo jest dla czytelników, a zin jest dla grafomanów.  

A świat odbiorcy ewoluuje. Jest wybór. Przepastny jak Sieć. 

Nie jest prawdą , że statystycznie czytelnictwo dramatycznie spada. Gdy spojrzymy rzetelnie na dostępny strumień danych o poziomie czytelnictwa, to otworzymy oczy ze zdumienia. Czytamy cały czas. Od prasówek aż po dłuższe formy. Bity informacji zalewają nas codziennie.  Czytamy w każdej wolnej chwili.

Treść jest zależna od rodzaju zainteresowań. Nie ma znaczenia nośnik: papier czy ekran. To się zmieni tylko wtedy, gdy nastąpi zmiana percepcji.  Wizja jest zawarta w całym nurcie transhumanizmu.

Kluczowa w całym procesie jest interakcja. Idiota ma prawo głosu.  Darwinizm cyfrowy jest zaprzeczeniem demokracji. Trendy wyznaczają silne jednostki. Czy przeciętna jednostka jest na tyle silna? Nie jest. Liczy się wyłącznie grupa. Także zainteresowań.

Wspólnoty są nowym wymiarem biznesu. Nie ma znaczenia gender, czy klasa społeczna. Współdzielenie jest przyszłością dla kreatywności. Portale tematyczne , eziny czy inne nowotwory ewoluują. Przykład Ubera jest dobry i przejrzysty. Tak trzymać, albo wypad z rynku. 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Nowa Fantastyka