- Opowiadanie: Finkla - Więcej, niż myślisz

Więcej, niż myślisz

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Więcej, niż myślisz

– Czy­ta­łeś to?! – Pro­kor jesz­cze nigdy nie wi­dział szefa tak wku­rzo­ne­go. Prze­ło­żo­ny mię­to­szo­nym w ręku cza­so­pi­smem tłukł o biur­ko.

– Jesz­cze nie – od­wa­żył się bąk­nąć. – Co piszą?

– Zdra­dza­ją nasze plany. Punkt po cho­ler­nym punk­cie!

– Ale skąd mogli to wie­dzieć? Kto im wy­pa­plał?

– O! I zaj­miesz się szu­ka­niem od­po­wie­dzi na te wła­śnie py­ta­nia. Kto na­pi­sał ten tekst i od kogo do­stał in­for­ma­cje. Chcę tutaj wi­dzieć oby­dwu. Ży­wych, ale nie­ko­niecz­nie zdro­wych. Od­ma­sze­ro­wać!

Pro­kor z ulgą za­mknął drzwi ga­bi­ne­tu Bul­lu­sa. Nie tra­cąc czasu, po­biegł do czy­tel­ni po naj­now­szy numer Nowej Fan­ta­sty­ki. Bez pro­ble­mów zna­lazł opo­wia­da­nie, o któ­rym mówił… nie, wrzesz­czał szef.

Rze­czy­wi­ście – wszyst­ko wy­ło­żo­ne, krok za kro­kiem; od ko­niecz­no­ści stwo­rze­nia od­po­wied­nich ska­fan­drów ma­sku­ją­cych (ten etap szczę­śli­wie mieli już za sobą), przez wpro­wa­dze­nie licz­nych agen­tów do spo­łe­czeń­stwa, dys­kret­ne za­pew­nie­nie im wy­so­kich po­zy­cji, a wresz­cie za­wie­ra­nie roz­ma­itych umów. Nie­ko­rzyst­nych dla au­to­chto­nów, a mimo to wią­żą­cych.

Spra­wa wy­glą­da­ła nie­zmier­nie po­waż­nie.

 

***

 

– Jesz­cze jedno… – Mcjpr od­piął coś, co wy­glą­da­ło jak ze­ga­rek, ale z całą pew­no­ścią ze­gar­kiem nie było. No, ow­szem po­ka­zy­wa­ło go­dzi­nę, ale ta funk­cja znaj­do­wa­ła się w ostat­nim de­cy­lu naj­waż­niej­szych zalet urzą­dze­nia. – Włóż to i nie zdej­muj nawet pod prysz­ni­cem. Do zo­ba­cze­nia.

Mi­chał ma­chi­nal­nie wziął przed­miot, za­mo­co­wał na nad­garst­ku, a potem wy­szedł z pracy.

W domu po­wi­ta­ła go cisza – żona wy­je­cha­ła razem z dzieć­mi, aby umoż­li­wić gło­wie ro­dzi­ny ter­mi­no­we za­koń­cze­nie pracy nad książ­ką.

 

Po trzech go­dzi­nach na­pa­rza­nia w kla­wia­tu­rę pi­sarz miał już ser­decz­nie dosyć. Wy­dru­ko­wał świe­żo na­pi­sa­ne stro­ny i… bar­dzo szyb­ko zde­cy­do­wał, że ko­rek­tę zrobi jutro. Zie­wa­jąc roz­dzie­ra­ją­co, po­wlókł się w stro­nę ła­zien­ki. Z sa­tys­fak­cją rzu­cił ścią­gnię­tą bluzę na pod­ło­gę. Mu­snął pal­ca­mi za­pię­cie ze­gar­ka, w gło­wie za­brzmiał mu głos Maćka: „nawet pod prysz­ni­cem”. Wzru­szył ra­mio­na­mi; z pew­no­ścią le­gen­dar­ne­mu nie­omal cu­deń­ku nie za­szko­dzi odro­bi­na wody. Mi­chał po­dej­rze­wał, że urzą­dze­nie nie prze­stra­szy­ło­by się nawet kwasu flu­oro­an­ty­mo­no­we­go pod ci­śnie­niem dwu­dzie­stu at­mos­fer.

Dwie mi­nu­ty póź­niej go­spo­darz mógł po­dzi­wiać widok z bal­ko­nu i to z bar­dzo nie­ty­po­wej per­spek­ty­wy. Ale to nie pa­no­ra­ma roz­ta­cza­ją­ca się z ósme­go pię­tra wy­da­wa­ła się naj­dziw­niej­sza w całej tej sce­nie. Nie­spo­dzie­wa­ny gość wy­glą­dał jak czło­wiek, ale nim nie pach­niał. W ogóle nie miał za­pa­chu. A poza tym, jaki facet po­tra­fi utrzy­mać za kost­kę do­ro­słe­go (i usilnie próbującego chwycić cokolwiek) męż­czy­znę w wy­cią­gnię­tej ręce nawet bez wy­si­lo­ne­go drże­nia? Opie­rał się wpraw­dzie o ba­rier­kę, ale i tak siła dzia­ła­ją­ca na mię­sień na­ra­mien­ny (o ile w ogóle nie­zna­jo­my czymś takim dys­po­no­wał) mu­sia­ła być kosz­mar­na. Naj­gor­sze w tym wszyst­kim było to, że Mi­chał nie po­tra­fił sa­tys­fak­cjo­nu­ją­co od­po­wie­dzieć na py­ta­nia roz­mów­cy.

– Kto na­pi­sał to opo­wia­da­nie?

– Nie wiem! Przy­się­gam!

– Je­steś re­dak­to­rem li­te­ra­tu­ry pol­skiej czy nie?

– Je­stem! Ale to Jerzy zna­lazł ten tekst, nie ja!

– Kto może wie­dzieć wię­cej o au­to­rze?

– Nie wiem! Ten, kto pod­pi­sy­wał umowę. Pew­nie Jerzy! Ja nie mam po­ję­cia! Uwierz mi!

– Wie­rzę ci – od­po­wie­dział nie-czło­wiek i roz­warł palce.

Po­wie­trze w uszach świ­sta­ło na po­że­gna­nie tak słod­ko…

Nagle przez szum przedarł się miły, ko­bie­cy głos:

– Wy­kry­to za­gro­że­nie życia chro­nio­nej jed­nost­ki. Włą­czam tryb awa­ryj­ny. Uru­cha­miam gra­wi­kom­pen­sa­to­ry. Czy chcesz uchy­lić tę de­cy­zję?

– Co? – Mi­chał zdę­biał.

– Czy chcesz uchy­lić de­cy­zję o włą­cze­niu gra­wi­kom­pen­sa­to­rów? Zmie­niam chro­no­per­cep­cję, aby dać ci wy­star­cza­ją­cą ilość su­biek­tyw­ne­go czasu do na­my­słu.

Pi­sarz za­trzy­mał się w po­ło­wie dru­gie­go pię­tra. Nie, nie za­trzy­mał. Spa­dał dalej, ale w tem­pie ob­żar­te­go śli­ma­ka na prze­chadz­ce. Na wszel­ki wy­pa­dek ob­ró­cił się no­ga­mi do dołu.

– Nie, niech sobie kom­pen­su­ją.

– Dzię­ku­ję, przy­wra­cam stan­dar­do­wą chro­no­per­cep­cję.

Par­king znowu runął na spo­tka­nie bo­sych stóp. Mi­chał sku­lił się w ocze­ki­wa­niu na nie­uchron­ne zde­rze­nie. Ku jego za­sko­cze­niu nogi ze­tknę­ły się z da­chem to­yo­ty (do­brze, że to nie mój wóz, po­my­ślał) mięk­ko, jakby zwy­czaj­nie wsta­wał z fo­te­la.

– Za­ku­mu­lo­wa­no sie­dem­na­ście i czter­dzie­ści dwie setne ki­lo­dżu­la ener­gii. Po­zo­sta­ła część ule­gła roz­pro­sze­niu. Czy masz ja­kieś dys­po­zy­cje co do za­sto­so­wa­nia zma­ga­zy­no­wa­nej ener­gii?

– Nie, nie mam. Kim ty, do licha, je­steś?

– Je­stem in­ter­fej­sem ojo.

– Ojo?

– Oso­bi­sta jed­nost­ka opie­kuń­cza. Urzą­dze­nie chro­nią­ce po­sia­da­cza przed dez­in­te­gra­cją lub uszko­dze­niem po­wło­ki cie­le­snej. Czy chcesz za­po­znać się z in­struk­cją ob­słu­gi?

– Nie, dzię­ku­ję.

In­struk­cję za­wsze zdąży prze­czy­tać póź­niej. Jeśli wszyst­ko inne za­wie­dzie. Na razie miał po­waż­niej­sze pro­ble­my. Ni­by-fa­cet już się zo­rien­to­wał, że jego ofia­ra prze­ży­ła upa­dek. Gość z kocią gra­cją scho­dził po bal­ko­nach, le­d­wie chwy­ta­jąc za ba­rier­ki. Jakie szan­se na zgu­bie­nie się w tłu­mie miał czło­wiek odzia­ny wy­łącz­nie w slip­ki, tuż po pół­no­cy, na osie­dlo­wym par­kin­gu? No wła­śnie. Na razie Mi­chał zlazł z sa­mo­cho­du.

– Ojo?

– Słu­cham?

– Czy masz na wy­po­sa­że­niu jakąś broń?

– Oczy­wi­ście. Czy mam wy­świe­tlić wykaz?

– Nie! Czym naj­szyb­ciej można zabić czło­wie­ka?

Prze­ciw­nik minął czwar­te pię­tro.

– W obec­nej sy­tu­acji pro­po­nu­ję pro­mień la­se­ra. Aby ak­ty­wo­wać tę funk­cję, po­wiedz: „laser”, na­kie­ruj wylot mi­ni­dział­ka ojo na cel, a na­stęp­nie po­wiedz: „strze­laj”.

– Gdzie jest to cho­ler­ne mi­ni­dział­ko?

– Wylot znaj­du­je się w obu­do­wie ojo, to ta ciem­na plam­ka mię­dzy dwoma przy­ci­ska­mi w czę­ści skie­ro­wa­nej w stro­nę dłoni. Czy chcesz za­po­znać się z kon­struk­cją urzą­dze­nia?

– Nie! – Nie­zna­jo­my ze­sko­czył z po­ło­wy pierw­sze­go pię­tra i wy­lą­do­wał z pięk­nym te­le­mar­kiem w pu­stym miej­scu mię­dzy au­ta­mi. Są­siad z czwar­te­go chyba wy­je­chał na dłu­żej. – Laser! Strze­laj!

Fa­jer­wer­ki oka­za­ły się nie­sa­mo­wi­te. Ni­by-czło­wiek za­pło­nął naj­pięk­niej­szy­mi bar­wa­mi tęczy, zu­peł­nie, jakby Mi­chał nagle zo­ba­czył aurę; w cen­trum klat­ki pier­sio­wej, tam, gdzie tra­fiał pro­mień, świe­ci­ła fio­le­to­wa gwiaz­decz­ka, stop­nio­wo prze­cho­dzą­ca przez błę­kit, zie­leń i żółć (tak, po­tra­fił na­zwać aż tyle ko­lo­rów, w końcu był pi­sa­rzem) aż do wi­śnio­wej czer­wie­ni nóg.

– Cel ekra­ni­zo­wa­ny przed la­se­rem. Czy chcesz kon­ty­nu­ować próby usu­nię­cia prze­ciw­ni­ka?

– Tak. Co masz naj­sil­niej­sze­go?

– An­ty­ma­te­rię.

Obcy chyba już otrzą­snął się z szoku, a przy­naj­mniej fe­eria barw przy­ga­sła. Facet wstał z przy­sia­du i za­czął zbli­żać się do Mi­cha­ła.

– An­ty­ma­te­ria! Strze­laj!

– Po­le­ce­nie anu­lo­wa­ne. Strzał an­ty­ma­te­rią z tej od­le­gło­ści sta­no­wił­by za­gro­że­nie dla użyt­kow­ni­ka.

Pi­sarz za­klął nader wy­szu­ka­nie, od­biegł kilka kro­ków i przy­cza­ił się za ja­kimś sa­mo­cho­dem.

– Czy mo­że­my po­ro­zu­mie­wać się ci­szej? – szep­nął.

– Oczy­wi­ście. Od sa­me­go po­cząt­ku wy­sy­łam ci ko­mu­ni­ka­ty te­le­pa­tycz­ne. Ty mo­żesz wy­po­wia­dać się na głos, ale nie jest to ko­niecz­ne.

„Na­praw­dę?”

„Tak.”

Może i rze­czy­wi­ście prze­kaz nie do­cie­rał po­przez uszy. Cie­ka­we, jak w takim razie…

„Dzia­łal­ność two­je­go mózgu to tylko sy­gna­ły elek­trycz­ne. Można ko­mu­ni­ko­wać się, sty­mu­lu­jąc sta­ran­nie wy­bra­ne neu­ro­ny.”

„Nie pod­słu­chuj moich myśli!”

„Po­le­ce­nie anu­lo­wa­ne. Unie­moż­li­wia­ło­by pra­wi­dło­we funk­cjo­no­wa­nie ojo.”

„W takim razie uda­waj, że nie sły­szysz tego, co nie jest skie­ro­wa­ne do cie­bie.”

„Wy­ko­nu­ję.”

Nie­zna­jo­my krą­żył po par­kin­gu, na­wo­łu­jąc:

– Hej! Pokaż się! Kim ty wła­ści­wie je­steś? Że nie czło­wie­kiem, to pewne! Nie do­ce­ni­łem cię! Już nie chcę cię za­bi­jać! Po­roz­ma­wiaj­my!

Zda­niem Mi­cha­ła, nie brzmia­ło to wy­star­cza­ją­co prze­ko­nu­ją­co. Wolał się nie wy­chy­lać, prze­my­kał mię­dzy po­jaz­da­mi naj­ci­szej jak umiał.

„Czym jesz­cze mo­że­my strze­lić do tego pa­lan­ta?”

„Ni­czym sku­tecz­nym. Jeśli zneu­tra­li­zo­wał pro­mień la­se­ra, to i z mniej­szy­mi daw­ka­mi ener­gii sobie po­ra­dzi.”

„A masz ja­kieś ma­te­rial­ne na­bo­je?”

„Nie. Twój model ojo jest zbyt mały, aby po­mie­ścić ma­ga­zy­nek.”

„Czyli mogę temu cho­ler­ne­mu su­per­ma­no­wi na­kłaść po mor­dzie go­ły­mi pię­ścia­mi, li­cząc, że umrze ze śmie­chu, zanim wy­pro­wa­dzi kontr­atak?”

„Nie tylko. Mo­żesz jesz­cze wy­ko­rzy­sty­wać ele­men­ty oto­cze­nia.”

„Te­le­ki­ne­za?” To by roz­wią­za­ło wiele pro­ble­mów gnę­bią­cych re­dak­to­ra prozy pol­skiej.

„Nie, to nie­moż­li­we na obec­nym eta­pie roz­wo­ju tech­no­lo­gicz­ne­go. Za­le­cam za­po­zna­nie się z in­struk­cją ob­słu­gi.”

„Nie mam teraz na to czasu! To co po­tra­fisz zro­bić z ele­men­ta­mi oto­cze­nia?”

– Prze­stań się przede mną cho­wać! Już nie je­stem twoim wro­giem. Chcę tylko in­for­ma­cji i do­brze cię wy­na­gro­dzę!

„Ojo może od­ciąć la­se­rem jakąś część bu­dyn­ku, aby spa­dła na agre­so­ra.”

„Na par­kin­gu? Chcesz go ob­rzu­cić mar­twy­mi ćmami? O, to strasz­li­wa broń!”

„Mogę uru­cho­mić sa­mo­cho­dy.”

„Wszyst­kie?!”

„Nie, tylko te now­szej ge­ne­ra­cji, ste­ro­wa­ne kom­pu­te­rem.”

„Zrób to! Niech roz­ja­dą su­kin­ko­ta na pła­ściut­ką pizzę!”

„Nie ro­zu­miem po­le­ce­nia.”

„Co za tępe ustroj­stwo! Jeźdź po nim róż­ny­mi au­ta­mi, aż prze­sta­nie się ru­szać! Tylko mój bolid zo­staw w spo­ko­ju!”

„Wy­ko­nu­ję.”

Osie­dlo­wy par­king ożył. Ze­wsząd sły­chać było po­mru­ki bu­dzą­cych się sil­ni­ków. Pierw­szy sa­mo­chód ru­szył w stro­nę ob­ce­go. Po chwi­li drugi i trze­ci. Nie­zna­jo­my przy­spie­szył, zde­cy­do­wa­nie bar­dziej niż po­tra­fił­by to zro­bić zwy­kły czło­wiek. Do dźwię­ku pra­cu­ją­cych mo­to­rów do­łą­czył huk zde­rzeń, jęki tor­tu­ro­wa­nych ka­ro­se­rii i wycie coraz licz­niej­szych alar­mów. W oknach naj­bliż­szych blo­ków za­czę­ły po­ja­wiać się świa­tła.

Sku­ba­niec! Wy­sko­czył ja­kieś dwa i pół metra w górę. Z miej­sca. Ale nie mógł uni­kać wszech­obec­nych ma­szyn w nie­skoń­czo­ność. Wresz­cie któ­ryś ja­poń­czyk zdo­łał go po­pchnąć i prze­wró­cić, cięż­ki dżip na­tych­miast prze­je­chał fa­ce­to­wi po no­gach. Chrup­nę­ły kości, czy co tam za­stę­po­wa­ło dzi­wa­ko­wi szkie­let. Pierw­szy są­siad wy­biegł z klat­ki.

„Spa­da­my stąd!”

„Czy twój napęd uległ awa­rii?”

„Moje co? Aaa! Nie, w po­rząd­ku. Za­bi­łaś to… coś?”

Mi­chał sta­rał się nie­po­strze­że­nie wy­co­fać na obrze­ża par­kin­gu.

„Na­kie­ruj wylot mi­ni­dział­ka na cel.”

„Chyba nie za­mie­rzasz dobić tego gada na oczach ca­łe­go osie­dla?”

Ale po­słusz­nie wy­cią­gnął rękę w stro­nę mo­krej plamy.

„Oczy­wi­ście, że nie. To tylko ana­li­za. Ak­tyw­ność ży­cio­wa na po­zio­mie ko­mó­rek trwa. Prze­wi­dy­wa­ny czas re­ge­ne­ra­cji: czter­dzie­ści osiem minut i pięt­na­ście se­kund.”

„Le­piej, jeśli wtedy bę­dzie­my gdzieś da­le­ko stąd.”

Mi­chał po­me­dy­to­wał nad swoim po­ło­że­niem. Nie miał ko­mór­ki, do­ku­men­tów, klu­czy, pie­nię­dzy ani… ubrań. Tylko gatki (do­brze, że cho­ler­nik nie zja­wił się w ła­zien­ce pół mi­nu­ty póź­niej) i ma­gicz­ny ze­ga­rek Maćka. Nie wy­róż­niał się spe­cjal­nie na tle ro­sną­ce­go tłumu wku­rzo­nych męż­czyzn w pi­ża­mach i szla­fro­kach, ale wolał, aby nikt go nie za­pa­mię­tał. Le­piej nawet nie zbli­żać się do miesz­ka­nia. Zresz­tą, ca­ło­wa­nie klam­ki sta­no­wi­ło nie­po­trzeb­ne ry­zy­ko. Dokąd może udać się facet w ta­kiej pa­skud­nej sy­tu­acji? Do uko­cha­ne­go miej­sca pracy, oczy­wi­ście. Tam jest te­le­fon sta­cjo­nar­ny, można za­dzwo­nić do żony i wy­tłu­ma­czyć, co się stało (taaak, jasne – „skar­bie, nie uwie­rzysz… Wła­mał się do nas jakiś cudak i zrzu­cił mnie z bal­ko­nu. Ale nie martw się, roz­je­cha­łem go dzie­się­cio­ma sa­mo­cho­da­mi i długo nie wsta­nie”), a przy­naj­mniej na­mó­wić ją, by przy­wio­zła ubra­nia. Tam są ko­le­dzy, któ­rzy po­ra­tu­ją stów­ką lub dwie­ma, może nawet po­ży­czą ko­szul­kę i dres. Tam jest stary gar­ni­tur, uży­wa­ny w na­głych wy­pad­kach. Tam jest Ma­ciek, który kazał nie zdej­mo­wać ze­gar­ka… No, nie­waż­ne. Trze­ba iść do ro­bo­ty. A jeśli ma­niak tam też trafi i na przy­kład za­ni­hi­lu­je cały bu­dy­nek, to cóż… Mówi się trud­no i pisze się CV.

Pod­jąw­szy de­cy­zję, prze­kradł się sła­biej oświe­tlo­ny­mi chod­ni­ka­mi w stro­nę wy­jaz­du z osie­dla i skie­ro­wał do re­dak­cji. Do Rzy­mow­skie­go miał czter­na­ście i pół ki­lo­me­tra. Taki dy­stans da się przejść, praw­da?

Niby praw­da… Tylko… Wrze­śnio­we noce jesz­cze nie zsy­ła­ły przy­mroz­ków, ale i tak kli­mat nie sprzy­jał ma­sze­ro­wa­niu w sa­mych gat­kach. Mo­ment! Niby dla­cze­go miał­by ma­sze­ro­wać?

„Ojo! Po­tra­fisz od­pa­lić sa­mo­chód i otwo­rzyć drzwicz­ki?”

„Oczy­wi­ście. Uru­cho­mie­nie sil­ni­ka już ob­ser­wo­wa­łeś. Me­cha­ni­zmy blo­ku­ją­ce zamki są znacz­nie prost­sze.”

„No to bierz się za to naj­bliż­sze auto!”

„Po­le­ce­nie nie­wy­ko­nal­ne. Ten model nie jest ste­ro­wa­ny kom­pu­te­rem.”

„A na­stęp­ny?”

„Nie­spraw­na skrzy­nia bie­gów.”

„O rany, znajdź coś na cho­dzie, przy­zwo­icie za­tan­ko­wa­ne­go i odpal!”

Sa­mo­chód kil­ka­na­ście me­trów przed Mi­cha­łem mru­gnął za­pra­sza­ją­co świa­tła­mi. Pi­sarz pod­biegł i z ulgą roz­parł się w fo­te­lu kie­row­cy. Naj­pierw włą­czył ogrze­wa­nie. Od razu po­czuł się le­piej. Sku­lił się, aby głowy nie było widać przez okno.

„Na Rzy­mow­skie­go!”

„Za­pnij pasy.”

„Zwa­rio­wa­łaś? Masz te gra­wi-coś-tam, a upie­rasz się przy pa­sach?”

„Gra­wi­kom­pen­sa­to­ry zu­ży­wa­ją wiele ener­gii i ich wy­ko­rzy­sta­nie ogra­ni­czo­ne jest do na­głych wy­pad­ków, któ­rym nie dało się za­po­biec.”

Czło­wiek wes­tchnął i pod­po­rząd­ko­wał się urzą­dze­niu.

„W drogę!”

Zwod­ni­czy spo­kój nie trwał długo. Już na trze­ciej ulicy znu­dzo­ny po­li­cjant mach­nął li­za­kiem. Szlag! Pew­nie ko­lej­na akcja prze­ciw­ko pi­ja­nym kie­row­com. Mi­chał wpraw­dzie trzeź­wo­ścią mógł kon­ku­ro­wać z no­wo­rod­kiem, ale za to nie miał ubrań, do­ku­men­tów, sie­dział w kra­dzio­nym wozie, a pod jego blo­kiem ko­le­dzy kra­węż­ni­ka pew­nie za­sta­na­wia­li się, w jaki spo­sób auta bez ludzi w środ­ku do­pro­wa­dzi­ły do po­tęż­ne­go ka­ram­bo­lu.

Noga sama na­dep­nę­ła na gaz, ręce za­ci­snę­ły się na kie­row­ni­cy.

„Kon­tro­luj mnie, żebym w coś nie wy­rżnął!”

„Wy­ko­nu­ję po­le­ce­nie.”

Po kil­ku­na­stu mi­nu­tach sza­leń­czej po­go­ni gli­nia­rze od­pa­dli na tyle, aby Mi­chał zdą­żył za­par­ko­wać w ja­kiejś ciem­nej ulicz­ce, wy­pry­snąć z sa­mo­cho­du i scho­wać się w bra­mie. Dwa ra­dio­wo­zy na sy­gna­le po­pę­dzi­ły dalej, re­dak­tor po­now­nie grun­tow­nie prze­my­ślał swoją sy­tu­ację. Miał na­dzie­ję, że nikt nie roz­po­zna go po (licz­nych za­pew­ne) po­do­bi­znach z fo­to­ra­da­rów. Ucie­ka­jąc, po­gu­bił się w ulicz­kach i nie bar­dzo wie­dział, gdzie jest ani któ­rę­dy do re­dak­cji. Na po­ży­cza­nie ko­lej­ne­go auta nie miał chęci. Jako golas rzu­cał się w oczy z da­le­ka.

„Prze­pra­szam, że in­ge­ru­ję w tok two­je­go ro­zu­mo­wa­nia, ale my­ślisz wy­jąt­ko­wo in­ten­syw­nie o pro­ble­mie, który mogę roz­wią­zać.”

„Jak?”

„Mogę wy­świe­tlić ho­lo­gram ubra­nia.”

„Świet­ny po­mysł. Zrób to.”

Nagle po­ja­wi­ła się na nim odzież. Do­kład­nie te same rze­czy, które miał na sobie, wy­cho­dząc z pracy. Nie grza­ły, wy­glą­da­ły tro­chę dziw­nie, ale przy­naj­mniej stwa­rza­ły ilu­zję, że ich wła­ści­ciel jest przy­zwo­icie ubra­ny. Niby nic, ale po­czuł się pew­niej. Od­cze­kał kilka minut, wy­szedł z ukry­cia, z cie­ka­wo­ścią obej­rzał ta­blicz­kę na bu­dyn­ku. Stary Mo­ko­tów. Nie­źle, trzy czy czte­ry ki­lo­me­try do re­dak­cji. Gdyby tak jesz­cze wie­dział, w którą stro­nę. W ogóle nie znał tej ulicz­ki, nigdy wcze­śniej tu nie za­wę­dro­wał, nazwa nic mu nie mó­wi­ła. Zo­rien­to­wa­nie się po gwiaz­dach w dużym mie­ście to ma­rze­nie ścię­tej głowy.

„Ojo, wiesz, gdzie jest po­łu­dnie?”

„Mogę wy­świe­tlić plan oko­li­cy.”

„I do­pie­ro teraz mó­wisz? Dawaj!”

„Nie chcia­łeś za­po­znać się z in­struk­cją…”

Na ni­by-ze­gar­ku po­ja­wi­ła się mapka z za­zna­czo­ną pół­no­cą i su­ge­ro­wa­ną mar­szru­tą za­chę­ca­ją­co świe­cą­cą na ja­sno­nie­bie­sko. Ma­lut­ka, ale Mi­chał wcale nie mu­siał wczy­ty­wać się w nazwy wszyst­kich za­uł­ków, aby tra­fić do re­dak­cji. Raź­nie ru­szył wzdłuż wy­zna­czo­nej trasy.

Po kilku mi­nu­tach uświa­do­mił sobie, że wi­ze­ru­nek butów nic a nic nie chro­ni przed nie­rów­no­ścia­mi chod­ni­ka, pa­skud­nie wpi­ja­ją­cy­mi się w po­de­szwy ostry­mi ka­my­ka­mi i mnó­stwem śmie­ci. O psich ku­pach wolał nawet nie my­śleć.

Aua! Co za debil roz­bił bu­tel­kę i nie po­sprzą­tał po sobie?! Noż kur… A nie, jest li­te­ra­tem i po­tra­fi przy­to­czyć co naj­mniej pięć sy­no­ni­mów dla każ­de­go słowa. Także dla tego. Noż nie­rząd­ni­ca jego mać!

Oj! Tak nie da się cho­dzić. Z czego prak­tycz­nie nagi facet może wy­pro­du­ko­wać coś za­stę­pu­ją­ce­go buty? Ze skóry upo­lo­wa­ne­go zwie­rzę­cia. No tak, tylko śro­dek mia­sta to nie naj­lep­szy teren ło­wiec­ki. A poza tym, gar­bo­wa­nie chyba wy­ma­ga wiele czasu… Inne opcje? Sło­wia­nie wy­pla­ta­li kap­cie z łyka. Do kur­ty­za­ny nędzy! Prze­cież uczył się o lu­dziach za­miesz­ku­ją­cych te te­re­ny przed ty­sią­cem lat, a póź­niej jesz­cze czy­tał mnó­stwo opo­wia­dań na ten temat! Dla­cze­go nie pa­mię­ta tak istot­nych rze­czy? Je­dy­ne, co ko­ja­rzy­ło mu się z ha­słem „łyko” to gu­mo­wa­ta pie­czeń wo­ło­wa… Ale chyba nie to wy­ko­rzy­sty­wa­li pro­to-szew­cy. Co to jest, do damy lek­kich oby­cza­jów?!

„Czy my­śla­łeś to do mnie? Łyko – żywa tkan­ka ro­ślin­na nie­jed­no­rod­na, wcho­dzą­ca w skład ze­spo­łu tka­nek prze­wo­dzą­cych, peł­nią­cych funk­cję prze­wo­dzą­cą w ro­śli­nach na­czy­nio­wych. Łyko prze­wo­dzi pro­duk­ty fo­to­syn­te­zy, czyli związ­ki or­ga­nicz­ne. Ze wzglę­du na po­cho­dze­nie wy­róż­nia się łyko pier­wot­ne i łyko wtór­ne. Źró­dło: Wi­ki­pe­dia. Po­trze­bu­jesz bar­dziej szcze­gó­ło­wej de­fi­ni­cji?”

„Nie, dzię­ki, to wy­star­czy.”

Czyli jed­nak ro­śli­ny, nie zwie­rzę­ta. No i do­brze, ła­twiej bę­dzie zna­leźć ma­te­riał. Czy w po­bli­żu znaj­dą się ja­kieś wy­bu­ja­łe okazy flory?

„Mo­żesz zmie­nić skalę mapki, po­ka­zać wię­cej szcze­gó­łów?”

„Oczy­wi­ście. Wy­ko­nu­ję po­le­ce­nie.”

O, pro­szę bar­dzo! Park Dre­sze­ra, nawet po dro­dze i nie­da­le­ko. Jest szan­sa, że do­czła­pie tam, zanim za­cznie zna­czyć trasę krwa­wy­mi śla­da­mi.

Do­czła­pał. Z licz­ny­mi prze­rwa­mi, z krót­kim (la­dacz­ni­czo zimno!) przy­sia­da­niem na wszyst­kim, co się do tego nada­wa­ło, ale do­tarł. No i co? No i park jest ogro­dzo­ny… My­ślał­by kto, że lu­dzie po nocy drze­wa pod­pro­wa­dzą… Dalej. Po dro­dze, ow­szem, drzew bez liku, ale jakoś żadne nie przy­po­mi­na kapci, nawet bar­dzo od­le­gle. A jeśli Mi­chał za­cznie się szar­pać z ga­łę­zia­mi, na pewno ktoś usły­szy i we­zwie gliny. O, wresz­cie wej­ście. Furt­ki dla stru­dzo­nych wę­drow­ców po­win­ny być co dzie­sięć me­trów…

Nie­daw­no przez War­sza­wę prze­szła wi­chu­ra, może i tutaj coś zła­ma­ła. A jak nie, to trze­ba bę­dzie ściąć ja­kieś drzew­ko la­se­rem.

Ti­rów­ka! Czym wy­sy­pu­ją te ścież­ki? Tłu­czo­nym szkłem? Prze­cież po tym się nie da cho­dzić!

Jest! Nie­mal ode­rwa­ny, usy­cha­ją­cy konar. Wy­ce­lo­wał ni­by-ze­ga­rek.

– Laser! Strze­laj!

Po chwi­li przy­szłe łap­cie łup­nę­ły o glebę. I co dalej? Gdzie to całe łyko? A, chrza­nić je! Zrobi sobie po­de­szwy z kory. Zna­lazł po­rzu­co­ny przez dzie­ciar­nię ka­wa­łek cegły. Zdarł z ko­na­ra ładny płat kory, po­sta­wił na nim nogę, ob­ry­so­wał. Po­wtó­rzył ma­newr z drugą koń­czy­ną. Teraz wy­ci­na­nie… Go­to­we! I py­ta­nie za sto punk­tów: jak przy­mo­co­wać uzy­ska­ne pół-bu­ty do stóp? Spró­bo­wał przy­wią­zać cien­ką ga­łąz­ką. Bez­sku­tecz­nie – ła­ma­ła się na su­peł­ku, nawet ta naj­bar­dziej gięt­ka. Wyjąć gumkę z maj­tek? Ry­zy­kow­ne. Zresz­tą, bar­cha­ny ode­szły w za­słu­żo­ny nie­byt i teraz ela­stycz­na taśma sta­no­wi­ła in­te­gral­ną część gatek. A gdyby tak nad­pruć po­sia­da­ną sztu­kę gar­de­ro­by i wziąć nitkę? Nie wy­trzy­ma. Trawa? Nie ta dłu­gość. Co za zdu­po­daj­ki­syn wy­my­ślił, że traw­ni­ki na­le­ży ści­nać na kró­ciut­ko? Ukrę­cił­by sobie pięk­ne po­wró­sła, ale prze­cież nie z kil­ku­cen­ty­me­tro­wych źdźbeł! Trzci­na, si­to­wie? Nie w tym parku, nawet przy fon­tan­nie nic po­ży­tecz­ne­go nie ro­śnie. Po­dob­no po­krzy­wy mają nie­złe włók­na. A tu, jak na złość, żad­nych chwa­stów, same kwiat­ki. Wła­śnie! Gir­lan­dy, albo inne wień­ce. Jak baby to plotą?

Coś tam wy­kom­bi­no­wał. Pew­nie każda kwia­ciar­ka do­sta­ła­by ja­kiejś cięż­kiej cho­ro­by na widok tworu Mi­cha­ła, ale do jego celu nie­fo­rem­ne wiąz­ki nada­wa­ły się zna­ko­mi­cie.

I voilá! Wspa­nia­łe buty, sztuk dwie. Pierw­sze w życiu ro­bio­ne na miarę. Nie to, żeby z tego po­wo­du były jakoś nad­zwy­czaj­nie wy­god­ne. Ale przy­naj­mniej izo­lo­wa­ły od upier­dli­wych nie­rów­no­ści pod­ło­ża. Może nawet odro­bi­necz­kę ter­micz­nie. I z całą pew­no­ścią od­dy­cha­ły!

Pod­bu­do­wa­ny i dumny z sie­bie, Mi­chał ru­szył w stro­nę re­dak­cji. Wy­świe­tla­na przez ojo mar­szru­ta nę­ci­ła przy­jem­nym błę­ki­tem. Zresz­tą, już jej nie po­trze­bo­wał – znał tę oko­li­cę do­sko­na­le i nie mu­siał ni­ko­go pytać o drogę. Wresz­cie roz­wią­zał bie­żą­ce pro­ble­my i mógł po­świę­cić chwi­lę na prze­my­śle­nie ostat­nich wy­da­rzeń.

„Ojo! Jakim cudem facet, który mnie za­ata­ko­wał, tak zręcz­nie zlazł po bal­ko­nach?”

„Jego rasa wy­ewo­lu­owa­ła w epi­fi­tycz­nej dżun­gli. Do­dat­ko­wo, nie­któ­re umie­jęt­no­ści, na przy­kład siła, szyb­kość i wy­trzy­ma­łość zo­sta­ły u agen­tów ope­ra­cyj­nych wzmoc­nio­ne ge­ne­tycz­nie.”

„Jego rasa?! Czyli na­praw­dę nie jest czło­wie­kiem?”

„Nie.”

„A kim?”

„Al­ta­ir­czy­kiem.”

„Chcesz po­wie­dzieć, że nie po­cho­dzi z Ziemi?”

„Tak. Do­brze zro­zu­mia­łeś.”

„Czy Al­ta­ir­czy­cy to je­dy­na obca rasa, któ­rej przed­sta­wi­cie­le po­ja­wia­ją się na Ziemi?”

„Nie.”

„Ile jest tych ras?”

„Brak in­for­ma­cji.”

„A czę­sto spo­ty­kam ja­kie­goś ufo­lud­ka?”

„Brak wy­star­cza­ją­co do­kład­nych in­for­ma­cji.”

Li­te­rat chciał spy­tać o la­ta­ją­ce ta­le­rze, ale po­wstrzy­mał się. Ten dia­log był już do­sta­tecz­nie idio­tycz­ny. Do­brze, że roz­ma­wia­li w my­ślach i nikt nie mógł tego pod­słu­chać! Za­mknę­li­by go u czub­ków, zanim san­da­ły wła­snej pro­duk­cji roz­pa­dły­by się do końca. No wła­śnie. Kora kru­szy­ła się w nie­po­ko­ją­cym tem­pie. Może trze­ba było wy­ciąć trepy z drew­na? Eee, nie, nie wia­do­mo, czy po cię­ciu la­se­rem zo­sta­ją drza­zgi, czy nie. Sznur­ki z kwia­tów też nie trzy­ma­ły się naj­le­piej, cho­ciaż ten ga­tu­nek z żół­ty­mi płat­ka­mi ra­dził sobie cał­kiem nie­źle. Już nie­da­le­ko, naj­wy­żej trzy ki­lo­me­try.

Na skwe­rze za Wo­ro­ni­cza wy­mie­nił zu­ży­te gir­lan­dy, prze­wi­du­ją­co za­opa­trzył się w zapas. Po­win­no wy­star­czyć aż do re­dak­cji.

Na Wie­lic­kiej (co mu do łba strze­li­ło, żeby prze­cho­dzić tak bli­sko ko­men­dy?!) minął pa­trol po­li­cyj­ny. Mun­du­ro­wi pa­trzy­li po­dejrz­li­wie na fa­ce­ta w wian­ku na gło­wie, ale go nie za­trzy­ma­li. No i do­brze, bo już przy py­ta­niu o dowód oso­bi­sty mu­siał­by użyć… ojo.

„Tak na wszel­ki wy­pa­dek… Masz w swoim ar­se­na­le coś, żeby po­wstrzy­mać gli­nia­rza? Nie zra­nić ani zabić, tylko obez­wład­nić. Bo ja wiem… Po­zba­wić przy­tom­no­ści na kilka minut?”

„Za­le­ży, ja­kie­go po­li­cjan­ta.”

„Na przy­kład ta­kie­go, jak ci dwaj, któ­rych przed chwi­lą mi­ną­łem.”

„Skie­ruj wylot dział­ka w ich stro­nę. Wy­star­czy. Nie, nie po­sia­dam nic na­da­ją­ce­go się do obez­wład­nie­nia Dia­de­mi­sty. Oczy­wi­ście, an­ty­ma­te­ria…”

„Dia­de­mi­sta? Kto to taki?”

„Przed­sta­wi­ciel rasy po­cho­dzą­cej z Dia­de­mu.”

„Zna­czy… Coś jak dżin z lampy?”

„Nie. Dia­dem to druga co do ja­sno­ści gwiaz­da w War­ko­czu Be­re­ni­ki.”

„Aha. No tak. Jak mo­głem za­po­mnieć! Wy­głu­piasz się, praw­da?”

„Nie. Alfa Comae Be­re­ni­ces to ja­sno­żół­ty ka­rzeł…”

„Do dia­bła! Nie o astro­no­mię pytam! Czy mó­wi­łaś po­waż­nie, że ten gli­niarz jest ufo­lud­kiem?”

„Tak, zu­peł­nie po­waż­nie, w try­bie awa­ryj­nym moduł hu­mo­ru się nie uru­cha­mia. Dia­de­mi­ści czę­sto po­dej­mu­ją pracę w służ­bach mun­du­ro­wych. Do­sko­na­le od­po­wia­da ich pre­dys­po­zy­cjom.”

„I na­praw­dę nie można ich po­ko­nać?”

„Można, na wiele spo­so­bów. Ale ojo ma za za­da­nie chro­nić użyt­kow­ni­ka, nie służy do walki. Dia­de­mi­ści to rasa bar­dzo silna i wy­trzy­ma­ła, ale mało agre­syw­na.”

„Ro­zu­miem. Je­steś bar­dziej tar­czą, niż mie­czem, tak?”

„Me­ta­fo­rycz­nie – można tak opi­sać moje za­sto­so­wa­nie.”

„No do­brze. Co z tym pierw­szym… No, z Al­ta­ir­czy­kiem?”

„Spre­cy­zuj py­ta­nie.”

„Mó­wi­łaś, że nie za­bi­łaś go do końca. Bę­dzie mnie szu­kał?”

„Oczy­wi­ście. Już to robi.”

– Co ta­kie­go?! I do­pie­ro teraz to mó­wisz?! Tak spo­koj­nie?!

Mi­chał za­trzy­mał się z wra­że­nia, ro­zej­rzał czuj­nie, a potem rzu­cił bie­giem. Korze nie­zbyt się to spodo­ba­ło.

„Za­czął cię na­mie­rzać, jesz­cze zanim od­zy­skał zdol­ność ruchu. Ale sku­tecz­nie roz­pra­szam pro­mie­nie ksi tego agen­ta. Czy mam za­prze­stać ekra­ni­zo­wa­nia?”

„Nie. Kon­ty­nu­uj, pro­szę.”

Pi­sarz zwol­nił do po­przed­nie­go tempa, uspo­ko­ił się odro­bi­nę. Zlu­stro­wał obu­wie, wy­mie­nił jedną wiąz­kę. Do zbaw­czej ro­bo­ty było już na­praw­dę nie­da­le­ko. Zbaw­czej? Co tam się dzia­ło? Dla­cze­go Al­ta­ir­czyk tak wy­py­ty­wał o au­to­ra tek­stu? Nie wy­glą­dał na fana spra­gnio­ne­go au­to­gra­fu. Zresz­tą opo­wia­da­nie wcale nie przed­sta­wia­ło ja­kiejś wy­jąt­ko­wej war­to­ści. Sci-fi, ja­kich wiele, sto czter­dzie­sta druga mo­dy­fi­ka­cja sta­rusz­ka Wel­l­sa. Czasy inne, uwa­run­ko­wa­nia się zmie­ni­ły, więc pod­stęp­ni Mar­sja­nie (czy skąd tam po­cho­dzi­li bo­ha­te­ro­wie) nie za­bi­ja­li Zie­mian, tylko pod­po­rząd­ko­wy­wa­li ich sobie go­spo­dar­czo. Przy oka­zji po­ja­wi­ła się ko­lej­na kwe­stia; dla­cze­go Jerzy tak się upie­rał przy tym nie­zbyt zaj­mu­ją­cym tek­ście?

Snu­jąc ja­ło­we roz­wa­ża­nia, do­tarł do miej­sca pracy. Por­tier bąkał coś o nie­ty­po­wej go­dzi­nie, ale klu­cze wydał bez pro­ble­mów. Nawet nie zwró­cił uwagi na si­nie­ją­ce dło­nie ani łań­cu­szek okrusz­ków kory na zmia­nę z list­ka­mi i płat­ka­mi kwia­tów.

„Cał­kiem nie­zła ta twoja imi­ta­cja ubra­nia. Facet nic nie za­uwa­żył.”

„Jaki facet?”

„Por­tier.”

„Ten An­ta­re­sa­nin? W ogóle nie wi­dział ubra­nia. On po­strze­ga świat głów­nie zmy­słem zbli­żo­nym do ludz­kie­go węchu.”

„On też?!”

Mi­chał z całą pew­no­ścią nie ocze­ki­wał wi­do­ku, który po­wi­tał go za re­dak­cyj­ny­mi drzwia­mi.

– Ma­ciek?! Co ty tu ro­bisz?! – Zer­k­nął na ojo. – O czwar­tej trzy­dzie­ści czte­ry nad ranem?

– Cze­kam na cie­bie. Oddaj jed­nost­kę opie­kuń­czą.

Re­dak­tor prozy pol­skiej po­słusz­nie się­gnął do nad­garst­ka. Za­wa­hał się.

– Ściga mnie jakiś świr. Po­dob­no mnie na­mie­rza, a to coś mu prze­szka­dza.

– Nie przej­muj się. Cały bu­dy­nek jest za­bez­pie­czo­ny. Nic ci tu nie za­gro­zi.

Mi­chał od­piął urzą­dzon­ko, prze­ka­zał ko­le­dze.

– Dzię­ki, ura­to­wa­łeś mi życie.

– Nie są­dzisz chyba, że po­zwo­lił­bym ci za­wa­lić na­stęp­ny numer?

Kiedy tylko prze­stał do­ty­kać ojo, ubra­nia znik­nę­ły. Miał na sobie tylko slip­ki, ro­ślin­ne san­da­ły i… sporo za­schnię­te­go błota (skąd ono się wzię­ło?! Prze­cież omi­jał ka­łu­że sta­ran­nie, jak jesz­cze nigdy w życiu!) oraz kurzu. Mcjpr wyglądał, jakby mu to ani odrobinę nie prze­szka­dza­ło.

– Zrób sobie kawy i za­pra­szam do mnie. Pew­nie masz kilka pytań.

W ciągu kilku minut Mi­chał ochla­pał się wodą w mi­kro­sko­pij­nej ła­zien­ce, wło­żył gar­ni­tur (goła klata wi­docz­na spod ma­ry­nar­ki wy­glą­da­ła jak ły­si­na u elfki, ale tego pro­ble­mu chwi­lo­wo nie dało się roz­wią­zać), za­opa­trzył w przy­jem­nie roz­grze­wa­ją­cy dło­nie kubek aro­ma­tycz­ne­go na­pa­ru i usiadł przed ojcem re­dak­to­rem.

– Dla­cze­go ten Al­ta­ir­czyk tak chciał po­znać au­to­ra tek­stu?

– Bo to wszyst­ko praw­da.

– Co?! Te wszyst­kie bzdu­ry o in­wa­zji ufo­lud­ków?

– Tak, wła­śnie te.

– No do­brze. Skąd wie­dzia­łeś?

– O pla­nach Al­ta­ir­czy­ków? To pry­mi­ty­wy opę­ta­ne ob­se­sją. Ten sam sche­mat, z drob­ny­mi tylko mo­dy­fi­ka­cja­mi, po­wtó­rzył się już na wielu pla­ne­tach.

– Nie­zu­peł­nie o to mi cho­dzi­ło. To zna­czy, o to też, ale przede wszyst­kim… – Za­wa­hał się, mil­czał przez chwi­lę, w końcu wy­pa­lił: – No, że pod prysz­ni­cem?

– Ach, to cię gry­zie. Cóż, spo­sób dzia­ła­nia al­ta­ir­skich agen­tów jest po­wszech­nie znany. W nie­któ­rych krę­gach – dodał na widok miny Mi­cha­ła. – Ty rów­nież je­steś prze­wi­dy­wal­ny. Praw­do­po­do­bień­stwo spo­tka­nia aku­rat w two­jej ła­zien­ce wy­no­si­ło grubo ponad osiem­dzie­siąt sześć pro­cent.

Re­dak­tor prozy pol­skiej po­ru­szył się nie­spo­koj­nie – głu­pio usły­szeć, że ktoś po­tra­fi prze­wi­dzieć twoje po­stę­po­wa­nie tak do­sko­na­le, aby pro­gno­zo­wać, w któ­rej mi­nu­cie ze­chcesz się wy­ką­pać.

– Zo­staw­my to. Dla­cze­go myśmy pu­ści­li ten tekst?

– Po­li­ty­ka, mój drogi, ga­lak­tycz­na po­li­ty­ka. Al­ta­ir­czy­cy zbyt­nio uro­śli w siłę. Nie można im po­zwo­lić na pod­bi­ja­nie ko­lej­nych pla­net. Ła­twiej po­wstrzy­mać te gady teraz niż za trzy­sta lat.

– I mie­sza­my się do ja­kichś dur­nych gwiezd­nych wojen?! My, Nowa Fan­ta­sty­ka?!

– Ależ cza­so­pi­smo wła­śnie po to po­wsta­ło.

– Żeby ha­mo­wać eks­pan­syw­ne obce cy­wi­li­za­cje?

– I aby jed­no­czyć sprzy­ja­ją­ce nam rasy, wy­sy­łać do za­in­te­re­so­wa­nych ko­mu­ni­ka­ty… Po­myśl o nas jak o am­ba­sa­do­rach. Nie są­dzisz chyba, że pe­rio­dyk utrzy­mu­je się na rynku dla garst­ki fa­scy­na­tów lu­bią­cych bajki?

Mi­chał wolał nie przy­zna­wać się, że ow­szem, tak wła­śnie są­dził.

– Jakie ko­mu­ni­ka­ty? – spy­tał zre­zy­gno­wa­ny.

– No co ty? Nie czy­tasz wstęp­nia­ków wła­sne­go red­na­cza? Cze­kaj, cze­kaj, niech się tylko Jerzy dowie…

– No czy­tam prze­cież! I nie ma tam żad­nych taj­nych prze­słań!

Zi­ry­to­wa­ny głu­pa­wy­mi in­sy­nu­acja­mi pi­sarz ro­zej­rzał się po po­ko­ju, zna­lazł jakiś numer sprzed pół roku, otwo­rzył na pierw­szej stro­nie… I nagle to zo­ba­czył. Ko­lu­mien­ka red­na­cza nie była wier­szem, nawet naj­biel­szym, więc nie dało się tego na­zwać akro­sty­chem, ale wszyst­kie duże li­te­ry ukła­da­ły się w napis. Beł­ko­tli­wy po pol­sku, za to cał­kiem sen­sow­ny po…

– Co to za język?

– No prze­cież pan­ga­lak­tycz­ny, trans­kry­bo­wa­ny na ła­ciń­ski. Czy tam pol­ski…

– Skąd ja go znam?

– Nie wy­głu­piaj się. Ro­zu­miem, że mia­łeś emo­cjo­nu­ją­cą noc, ale bez prze­sa­dy. Prze­cież każde dziec­ko uczy się tego w szko­le. Albo zna­jo­mość wsz­cze­pia mu się do ukła­du ner­wo­we­go jesz­cze przed wy­klu­ciem, wy­kieł­ko­wa­niem, wy­pącz­ko­wa­niem czy jak tam dana rasa roz­wią­zu­je pro­blem roz­mna­ża­nia.

Mi­chał żywił nie­za­chwia­ną pew­ność, że w szko­le uczo­no go an­giel­skie­go i ro­syj­skie­go, lecz pod­czas edu­ka­cji nie usły­szał ani jed­ne­go słowa w pan­ga­lak­tycz­nym. Ale tego te­ma­tu rów­nież nie chciał roz­wi­jać.

– A skąd Jerzy wie, co ma pisać?

– Nie żar­tuj. Wszy­scy prze­cież je­ste­śmy świet­nie wy­szko­lo­ny­mi agen­ta­mi.

– Ja też?

Nie zdą­żył ugryźć się w język. W spoj­rze­niu Mcjpr bły­snę­ła za­po­wiedź ka­fta­na z dłu­gi­mi rę­ka­wa­mi i ścian wy­ło­żo­nych mięk­kim ma­te­ria­łem.

– Mi­chał! Do­brze się czu­jesz? A niech mnie! Jak mo­głem za­po­mnieć!

– O czym?

– Prze­cież ty je­steś z Ageny!

– Nie, z War­sza­wy…

– Z Ageny! A w Cen­tau­rze macie taką dziw­ną stra­te­gię, żeby agent dzia­ła­ją­cy na obcej pla­ne­cie przez cały czas my­ślał, że na niej przy­szedł na świat. Po­dob­no wtedy le­piej wta­pia się w oto­cze­nie, nawet nie­świa­do­mie nie może się zdra­dzić.

– Chcesz po­wie­dzieć, że ja wcale nie je­stem czło­wie­kiem? – Teraz re­dak­tor prozy pol­skiej po­dejrz­li­wie wpa­try­wał się w ko­le­gę i za­sta­na­wiał, jak nie­po­strze­że­nie za­dzwo­nić po po­go­to­wie.

– Oczy­wi­ście. Ro­zu­miem, że to dla cie­bie spora nie­spo­dzian­ka. Czym by cię tu prze­ko­nać… O! Węch macie zna­ko­mi­ty! Nigdy nie zwró­ci­łeś uwagi, jak bar­dzo gó­ru­jesz nad kum­pla­mi pod tym wzglę­dem?

Ow­szem, to był ar­gu­ment.

– Za­uwa­ży­łem, ale my­śla­łem, że to nor­mal­ny roz­rzut. Jedni szyb­ciej bie­ga­ją, inni świet­nie ry­su­ją, a ja po­tra­fi­łem po­znać emo­cje po za­pa­chu… To na­praw­dę poza ludz­ką skalą?

– Zde­cy­do­wa­nie poza. Jak my­ślisz, po co lu­dziom psy do po­lo­wa­nia?

– Fak­tycz­nie. Czyli ja też. Czy na Ziemi żyje jakikolwiek Homo sa­piens?

– Też się cza­sem za­sta­na­wiam…

Mi­chał nagle coś sobie uświa­do­mił:

– Ale skoro je­stem takim wy­jąt­ko­wym i cen­nym agen­tem, to dla­cze­go zo­sta­wi­li­ście mnie na pa­stwę tego Al­ta­ir­czy­ka bez żad­ne­go wspar­cia? Cho­ciaż ubra­nia mo­gli­ście pod­rzu­cić!

– Skoro ich po­trze­bo­wa­łeś, to dla­cze­go nie za­dzwo­ni­łeś?

– Dwa razy w rynnę, raz w pa­ra­pet? Nie wiem jak ty, ja nie biorę te­le­fo­nu pod prysz­nic!

– Ale prze­cież mia­łeś ojo! Przy jego po­mo­cy mo­głeś na­wią­zać kon­takt nawet z pre­zy­den­tem USA.

– Skąd mo­głem o tym wie­dzieć?

– Nie prze­czy­ta­łeś in­struk­cji?! Prze­ją­łeś zbyt wiele ziem­skich zwy­cza­jów! No dobra, ko­niec na dzi­siaj!

– Ale mam jesz­cze mnó­stwo pytań!

– Nie­ste­ty, wy­czer­pa­li­śmy limit zna­ków. Sam ro­zu­miesz.

– Jas…

Koniec

Komentarze

Zaraz przeczytam, ale najpierw zerknęłam na ilość znaków…

No, koleżanko, szacun! :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki, miłej lektury.

Ja też za niedługo dotrę do Twojego tekstu.

Babska logika rządzi!

Cudne. Oj, cudne.

Nie, no, cudne!

 

Wróżyłam co prawda już jedną wygraną, ale chyba będę musiała się z tej wróżby wycofać. Strasznie mi się… Oj, strasznie :D

A ( uwaga spojler!) te teksty w szczególności:

 

Opierał się wprawdzie o barierkę, ale i tak siła działająca na mięsień naramienny (o ile w ogóle nieznajomy czymś takim dysponował)

 

Czy chcesz zapoznać się z instrukcją obsługi?

Czyli mogę temu cholernemu supermanowi nakłaść po mordzie gołymi pięściami, licząc, że umrze ze śmiechu, zanim wyprowadzi kontratak?”

A jeśli maniak tam też trafi i na przykład zanihiluje cały budynek, to cóż… Mówi się trudno i pisze się CV.

(goła klata widoczna spod marynarki wyglądała jak łysina u elfki, ale tego problemu chwilowo nie dało się rozwiązać),

Wyjąć gumkę z majtek? Ryzykowne

„Tak, zupełnie poważnie, w trybie awaryjnym moduł humoru się nie uruchamia

 

 

I moje ulubione:

A nie, jest literatem i potrafi przytoczyć co najmniej pięć synonimów dla każdego słowa. Także dla tego. Noż nierządnica jego mać!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki, Emelkali.

Cieszę się, że się spodobało. I to aż tyle zdań! ;-)

Babska logika rządzi!

Eeeee tam, podobało mi się więcej, ale przecież nie będę przeklejała opka do komentarza, nie?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No faktycznie, lepiej nie. Zwłaszcza, gdyby ktoś chciał czytać wszystkie komcie, mogłoby to okazać się upierdliwe.

Babska logika rządzi!

Mnie się też bardzo podoba. Zawsze mam opory przy komentowaniu opowiadań w konkursach, w których sam biorę udział, ale chyba muszę się ich wyzbyć, bo parę opowiadań zasłużyło sobie na ciepłe słowa. Może daruję sobie tylko w przypadkach, gdzie by tych ciepłych słów zabrakło. A więc jeszcze raz – dobrze napisane, dynamicznie, z humorem – podoba mi się i już. :)

Dzięki, Unfallu.

Miło, że przełamałeś swój opór. I że Ci się. :-)

Wyzbywaj się do reszty. Doskonale Cię rozumiem. Kiedyś nawet nie chciałam zaglądać do konkurencyjnych tekstów przed wstawieniem własnego, ale mi przeszło. Doszłam do wniosku, że Rywale zasługują na sygnał ode mnie też. Bo po ogłoszeniu wyników nikt już nie pamięta swoich pierwszych wrażeń.

Babska logika rządzi!

Świetne :D I NF naprawdę jest tu istotnym elementem akcji ;)

Dziękuję, Bellatrix.

Cóż, starałam się trzymać założeń konkursu.

Babska logika rządzi!

Tylko Alkorianka mogłaby z taka znajomością rzeczy i rzeczywistości opisać przygodę Mcjpr…

A na Ziemi pozostał jeden HS. Ja. :-)

Ech, Adam, nie masz racji. Mój szef to co prawda kosmita, ale ja jestem w 100% HS. Znaczy jest nas dwoje :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Jak dobrze się złożyło, że Was jest parka. :) Nadzieja homo sapiens!

Mnie również bardzo, bardzo się podobało. Finklo, do Twych opowiadań bez wikipedii nie podchodzę, bo za cienka jestem (tak, Ryba już mi marną edukację wypomniał, oj, wypomniał). Tak czy inaczej bardzo ciekawy tekst upichciłaś, zabawny, pełen wartkiej akcji i doskonałych perełek (mam kilka ulubionych, jak np. “zcichodajkisyn”:)), które spróbuję przyswoić, bo piękne są i warte tego, by szersze grono je poznało. Chylę czoła.

Finklo, świetny tekst. NF pełni istotną rolę w fabularnej układance, akcja ładnie miesza się z dowcipami, elementy fantastyczne są przemyślane i atrakcyjne. Jedyne co mi zgrzytnęło to zbyt długi i chyba – moim zdaniem – w ogóle niepotrzebny motyw z szukaniem substytutu obuwia w parku. Poza tym tekst jak marzenie. Gratuluję. Lecę do tematu z nominacjami.

Sorry, taki mamy klimat.

Chlapnie czasem ryba coś głupiego, niezlosliwie, to go potem na pokojach wytykają… :-) Dowcipne opowiadanie, nie rodzaju rechotnikow głośnych a bardziej z podsmiechujek podnosnych ciągłych. NF kluczowa ;-) Wielkie brawa!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jakże przyjemnie czyta się porządnie napisane opowiadanie. A kiedy jeszcze treść podana jest jasno i czytelnie, w dodatku okraszona przednim humorem, no to sama radość! ;-)

Martwi mnie tylko, że teraz, kiedy już wiem i tak nie będę wiedziała kim tak naprawdę są ci wszyscy wokół mnie. :-(

Gratuluję znakomitego pomysłu i takiegoż wykonania, i uprzejmie informuję, że wyjątkowo spodobało mi się  zdanie: …w cen­trum klat­ki pier­sio­wej, tam, gdzie tra­fiał pro­mień, świe­ci­ła fio­le­to­wa gwiaz­decz­ka, stop­nio­wo prze­cho­dzą­ca przez błę­kit, zie­leń i żółć (tak, po­tra­fił na­zwać aż tyle ko­lo­rów, w końcu był pi­sa­rzem) aż do wi­śnio­wej czer­wie­ni nóg. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za wszystkie komentarze. :-) Bardzo się cieszę, że Wam się podobało. :-)

Adamie, nie bądź taki pewien. Michał też nie wiedział, że tak naprawdę jest z Ageny.

Emelkali – to samo. To się może tylko Wam tak wydawać…

Rooms, nie przesadzaj, tym razem chyba nie władowałam tyle nauki do tekstu. A neologizmy wyszukanej wiedzy do zrozumienia nie wymagają (zwłaszcza ten, który Ci tak przypadł do gustu ;-) ). Podobno się nie znasz, ale perełki wyłapałaś. Kobiety… ;-)

Seth, aż tak się spodobało? Jak miło… Czy elementy fantastyczne atrakcyjne? Kwestia gustu… Altairczycy nie w moim typie, ale ojo niekiedy by się przydało. Szukanie butów – może to babski kaprys, ale mi by się bardzo źle chodziło na bosaka po mieście, wrześniową nocką. Ale nie wykluczam, że Wy jesteście twardzielami i jednak dalibyście radę.

Psycho – od tego ryba jest, żeby chlapała. ;-)

Życzę wszystkim ciągłego podśmiechiwania. :-)

 

Edit: O, widzę, że i do Rooms tekst przemówił wyjątkowo gromkim głosem. Dzięki! :-)

Babska logika rządzi!

O, i Regulatorzy się dopisała w międzyczasie. Dziękuję.

Fajnie, że sprawiłam tyle samej radości. Traktuj wszystkich tak, jak dotychczas. Bo jeśli się zorientują, że Ty wiesz, to nie odpowiadam za skutki. ;-)

Dla każdego coś miłego, fajnie, że i Ty znalazłaś coś odpowiedniego. :-)

Babska logika rządzi!

A właśnie, zapomniałem wspomnieć o zakończeniu i limicie znaków – mistrzowskie! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

O, cieszę się, że i ten motyw przypadł do gustu. Ale sam rozumiesz, że nie mogę wywalić roślinnych sandałków. ;-)

Babska logika rządzi!

Ano, nie da rady.

Sorry, taki mamy klimat.

Właściwie nie powinienem się wtrącać, bo nie ma sensu powtarzać opinii Tych, Co Komentowali Przede Mną. Ale nie mogę odmówić sobie przyczepienia się do jednej, raczej nieistonej rzeczy – gdyby ktoś trzymał mnie za kostkę poza barierką balkonu na ósmym piętrze, to za cholerę bym nie wierzgał. To, że nie znajduję poważniejszych powodów do krytyki, świadczy jeno o jakości tekstu. Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Thargone.

Hmmm, obawiam się, że masz rację i chyba też bym nie wierzgała. Spróbuję to poprawić do północy.

Babska logika rządzi!

Przecież trzymany za kostkę był humanistą – nie musiał myśleć analitycznie, lecz mógł pozwolić sobie na zwyczajnie poddanie się nieracjonalnym emocjom i odruchom. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Dzięki, Seth! Jeśli nie zdążę przemodelować (ten limit znaków!) to właśnie taka będzie moja linia obrony! ;-)

Babska logika rządzi!

He, he, zatem humanizm wyłącza instynkt samozachowawczy :-) Gdyby ludzkość poddana była prawom doboru naturalnego, przeżyli by tylko ścisłowcy ;-) Eee… Zaraz… On nie był człowiekiem przecie! Ech, Finkla, ale namieszalaś…

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Eeee, kiedy kształtowały się instynkty, nie było jeszcze ósmych pięter. ;-p

No dobra wiem – wysokie drzewa już się trafiały. Podobno dlatego, jak człowiekowi śni się, że spada, to się obowiązkowo budzi.

Dobra, postaram się zmienić i odkręcić, nie rozpaczaj.

 

Edit: Wierzganie zlikwidowane!

Babska logika rządzi!

Thargone, daj spokój, powszechnie przecież wiadomo, że wszyscy jaskiniowcy byli doskonałymi matematykami. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Coś w tym jest… Chyba humaniści pojawili się później niż literatura, filozofia i inne takie…

Babska logika rządzi!

Rewelka:) Napisane świetnie, bohaterowie nie z tej ziemi, perełków jak mrówków…

Tylko rozterki przy splataniu łapci mnie dziwiły – że też nie kazał ojo śmietników przeskanować, albo zlokalizować kontenera pck (kurde chyba lokalny klimat mi szkodzi). Ale w końcu co to za fantasta, co nie sika pod wiatr:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, Alex. :-)

Nie, mój bohater miał opór przed grzebaniem w śmietnikach. Wolał sam sobie coś zmajstrować. Poza tym… Gdybym go zmusiła do czegoś takiego, to chyba prawdopodobieństwo małego banika by wzrosło… Nie przeginajmy… ;-)

Babska logika rządzi!

Przyjemne opowiadanko okraszone subtelnym humorem.

Scena na balkonie, a potem pod wieżowcem skojarzyła mi się z Łowcą snów Kinga, gdzie Jonesy ukrywał się przed Szarym w biurze braci Tracker. 

Wydaje mi się, że ten pomysł mógłby nawet zostać rozwinięty, tak żeby można było lepiej poznać losy agentów pracujących w NF. “Więcej, niż myślisz” otwierałoby, dajmy na to, cały cykl. Michał dowiaduje się, że jest tajnym agentem (trochę jak Harry Potter, który nie wiedział, że jest czarodziejem) i w kolejnej części śledzimy jego przygody ;-) Zresztą można by uknuć wielką galaktyczną intrygę, z redaktorami NF w rolach głównych : ) Oczywiście rozumiem, że opowiadanie jest samodzielną całością stworzoną na potrzeby konkursu.

Swoją drogą: faktycznie, nieźle przeczołgałaś Michała ;D Dobrze, że mu chociaż te slipki darowałaś : )

Fajny pomysł z tym zakończeniem, już rozumiem dlaczego tekst liczy równiutkie 30 tys. znaków :-)

 

 

Dzięki, Domku.

Nie lubię horrorów i od lat Kinga nie czytam (może coś tam w dzieciństwie, na zasadzie eksperymentów), więc Twój przykład nic mi nie mówi.

Oczywiście, że pomysł można rozwijać, dopisywać prequele i sequele. Negocjuj z _mc_ i Berylem, niech zrobią dogrywkę. ;-)

Tak, trochę biedak oberwał. Ale przynajmniej buty sobie zrobił.

Ano musiało wyjść równo i nie było innej opcji. ;-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczne. Końcóweczka bardzo zabawna. :) Ale z butami rzeczywiście coś przydługawo.

Dzięki. :-)

I Ty, kobieto, przeciwko mnie? ;-) No dobrze, może faktycznie za bardzo się na ten temat rozwodziłam. Trudno, teraz już nie będę zmieniać.

Babska logika rządzi!

Mam problem z tym opowiadaniem. Trudno mi się zdecydować, co jest w nim najbardziej rewelacyjne. Pomysł, żarty, a może zakończenie. Ciężka sprawa. ;)

Obuwniczy wątek też wydał mi się trochę za długi. Choć z drugiej strony, redaktor prozy polskiej nie szewc i w czymś chodzić musi…

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, Szyszkowy.

Faktycznie, masz poważny problem. Zastanowię się, czy powinnam Ci współczuć.

Nie, chyba jednak nie. Rzuć kostką. ;-)

No dobrze, może powinien sobie zrobić te kamaszki szybciej.

Babska logika rządzi!

Men in Black.

Bardzo fajne. Ładnie i z dużym humorem napisane :-) Mam nadzieję, że w odpowiedzi nie stwierdzisz, że miało być na poważnie i że nie wiadomo dlaczego uważam Twoje opowiadanie za zabawne ;-)

<Finkla mode: on ;-)> Ta cała akcja z butami – nielogiczna. Michał mógł nie wpaść na to, że “zegarkiem” da się zadzwonić, ale dlaczego nie pożyczył sobie drugiego samochodu? :-) ;-) <Finkla mode: off>

Skwer, Wielicka, komenda – wszystko się zgadza. Mieszkałem kiedyś w tej okolicy :-) Google Maps to potęga :-)

Dobry dowcip z limitem znaków, chociaż bardziej abstrakcyjnie absurdalny niż reszta tekstu – przez co nagle wszystko wydaje się bardziej na niby.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu, “Finkla mode” wymiata. :)

Sorry, taki mamy klimat.

Dzięki, Jerohu.

Tak, jedno ze źródeł inspiracji odgadłeś bezbłędnie. Brawo! :-)

Nie, tym razem nie miało być poważnie, humor jest zamierzony i cieszy mnie, że Czytelnicy go widzą mniej więcej tak samo jak ja. :-)

Finklo, nie czytałaś uważnie – po wpadce z glinami wolał nie ryzykować po raz drugi. Miał już wystarczająco dużo problemów. A jeszcze w okolicy ciągle mogły się kręcić radiowozy… IMO, podjął słuszną (i logiczną! ;-) ) decyzję.

Zgadza się. Nie pamiętam, ile razy oglądałam tę mapkę podczas pisania. Mapa, widok z satelity, zdjęcia i da capo… W takiej skali, w owakiej…

Limit znaków. Po raz pierwszy w życiu pisałam dialog dwóch redaktorów i nie mogłam się powstrzymać. ;-) Tak, w tym momencie absurd dostaje +10. Ale za to miałam dodatkowe wyzwanko, żeby użyć dokładnie 30 kilo znaków. :-)

Babska logika rządzi!

Jerohu, “Finkla mode” wymiata. :)

Eeee tam, podróba… ;-p

Babska logika rządzi!

NMSP :>

Może i podróba, ale chyba nie taka łatwa do odróżnienia ;-) Polemizowałbym co do sensowności tej decyzji. Ale tak naprawdę to czy ja wiem, jak by w takiej sytuacji zachował się Michał? Chyba nie jestem najlepszą do rozstrzygania tej kwestii osobą na portalu ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tak, właściwie tylko Michał może to rozstrzygnąć. Może się wypowie, jak przeczyta.

Ja tam odróżniłam bez problemów. ;-p

Babska logika rządzi!

Adam i Emelkali, do roboty, trzeba odbudować gatunek HS!:P REWELACYJNE opowiadanie, NF nie wpleciona na siłę, zabawne fragmenty i odniesienia do rzeczywistości. Bardzo, ale to bardzo podobał mi się dialog Michała (:P) z OJO i jego, jakże naturalna niechęć do przeczytania instrukcji:)

Jako kosmita z planety Mizernych Pisarzy, znany tu jako SFUN gratuluję opowiadania i na 87,9899 % prawdopodobnego wygrania!

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Dzięki, Sfunie.

Miło, że Ci się podobało, i to aż tyle elementów. Ale który dialog? Bo oni dużo ze sobą rozmawiają. ;-) Tak, dziwna rzecz z tymi instrukcjami… Nie przesądzajmy wyników, pozwólmy zadecydować _mc_ i Berylowi.

Hmmm, jeśli mąż Emelkali pochodzi z jakiejś zazdrosnej rasy, to mogą mieć poważny problem i ludzkość ma pecha. No cóż, Alkorianie to bardzo miłe istoty… ;-)

Sfunie, Sfunie… Nad autoreklamą ciągle jeszcze musisz pracować. Ale nie zniechęcaj się. ;-p

Babska logika rządzi!

Świetny tekst, Finklo, jestem pod wrażeniem:) wartka akcja, błyskotliwe dialogi, przedni humor. Cóż więcej… Mogę się jedynie dołączysz do ochów i achów poprzedników;) podobało mi się bardzo

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Dziękuję, Wiwi.

Miło, że Tobie też tekst się spodobał. :-)

Babska logika rządzi!

Achy, to i w liczbie mnogiej, ale Ocha jest tu jedna i niepowtarzalna:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

:-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam dopiero teraz.

O butach zdecydowanie za dużo, jak dla mnie ani to zabawne, ani wiarygodne. Doceniam pomysł, miejscami fajnie zrealizowany, jednak efekt całościowy jest dla mnie… neutralny, niestety.

 

(Obowiązkowy niezachwycony czytelnik sztuk jeden odhaczony ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Jose.

Wiedziałam, że świętego Jana nie może trwać wiecznie…

Ech, co się stało z kobietami… Następnej butów zbyt wiele… ;-)

Babska logika rządzi!

To ja chyba jestem nienormalny facet, bo mi fragment z butami się podobał:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Gender… ;-)

A potrafiłbyś upleść wianek?

Babska logika rządzi!

Wianka nie, chociaż podobno pleść potrafię całkiem nieźle:)

 

Często słyszę nawet komplement: “Pleciesz”

 

Gender? My gender is man.

 

 

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Czyli tylko androny? ;-)

No. Pomysły na opowiadania masz całkiem, całkiem. :-)

Babska logika rządzi!

Ech, co się stało z kobietami… Następnej butów zbyt wiele… ;-)

bo to niemodny fason był i nie ta marka :)

Takie ładne, ekologiczne? I z kwiatkami? Po prostu nowy trend… ;-)

Babska logika rządzi!

DIY :) ale mówimy o obuwiu męskim, prawda? To kobiety nie muszą się nim emocjonować ;)

Oj tam, oj tam… Nigdzie nie było na nich napisane, że to męskie. Widocznie rozmiar nie ten. ;-)

Babska logika rządzi!

Unisex, survival style :) Faktycznie może zaczniesz trend: już było, że jedzą tylko to, co znajdą w śmietnikach, to teraz: noszą tylko samoróbki.:)

O, to, to! ;-)

Babska logika rządzi!

Dzisiaj – specjalnie dla Ciebie, Finklo – bardziej niż Cieniem, co to przemyka niezauważony, będę Burzą; coś tam pomruczę, błysnę dowcipem, może wyrządzę kilka szkód i dopiero potem zniknę.

 

No więc Finkli w Finkli tyle, że aż cud, że się nie przelało poza limit. Opowiadanie świetne, a zakończenie – a banuj, Berylu; prostactwem wolę się popisać, niźli niegodziwym niedomówieniem zgrzeszyć wobec koleżanki – wręcz zakurwiste w swojej przewrotnej doskonałości. Od bardzo, bardzo dawna nie widziałem czegoś równie trafionego i zabawnego. Po prostu miazga.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Burzo. A gdzie te szkody?

O, aż tak się zakończenie spodobało? Fiu-fiu… Miło mi. :-) Nie mogło się przelać. Finklowatość wfinklonej Finkli pilnowała. ;-) No to już mamy dwoje kandydatów na bana. Ale ja liczę, że jeśli oberwę po łapach, to raczej od _mc_. :-)

Babska logika rządzi!

Ale ja liczę, że jeśli oberwę po łapach, to raczej od _mc_. :-)

Ach, więc marzy Ci się kolejne piórko? Słusznie, słusznie. Tradycyjnie nie wtrącam się między opowiadania a ich upierzenie, ale będę bardzo, ale to bardzo zdziwiony – i rozczarowany – jeśli za coś takiego Organy Uprawnione nie przyozdobią Ci kuperka kolejną – co najmniej – brązową lotką. Swoją drogą, jak rozwija się kariera srebrnego piórka? Skrobiesz tam co aby na tę Fantastykę?

 

Szkody, moja droga, są – gdybyś tylko zobaczyła jak w tej chwili wygląda mój mózg… Dość powiedzieć, że dalej stoi w poprzek.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przy piórku się nie upieram i nie zamierzam nic Uprawnionym Organom narzucać ani sugerować.

Jeśli oberwę, to od _mc_, bo to jego obsmarowałam i puściłam nawet nie w skarpetkach. A przeczytać powinien niezależnie od decyzji Loży, bo juroruje w konkursie.

Cosik naskrobałam i posłałam _mc_.

Ojojoj, to Ty świat przez ucho oglądasz? Przerąbane… Czytnij jakiś normalny tekst, może wróci…

Babska logika rządzi!

Ach, w ten sposób… Jakoś nie przyglądałem się za bardzo temu konkursowi – nie było jak ani kiedy. I nie martwiłbym się _mc_. Ja, na miejscu Pana Redaktora byłbym zachwycony, ba! – wniebowzięty. A na Twoim martwiłbym się raczej Mcjpr. A z drugiej strony z całego serca życzę i Tobie i jemu, by i on miał sposobność przeczytać ten tekst. Sobie natomiast życzę wejścia w posiadanie kompleksowej wiedzy, co też z tego wszystkiego wynikło.

Natomiast jeśli chodzi o piórka i Majestaty, to sugestie już padły – choćby z mojej strony – a narzucanie się raczej nie będzie konieczne.

 

Co do mojego mózgu, to czytanki, nawet z nurtu filozoficznego, raczej nie pomogą, jako że sam wciąż skrobię i skrobię. A – jak zapewne wiesz lub się domyślasz – moje skrobanie raczej nie służy stabilizacji umysłowej; ani postronnych ofiar, które zmuszam do czytania, ani tym bardziej mojej.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Może mieć inne poczucie humoru. No nic, pożyjemy, zobaczymy. A Mcjpr już mnie nie strasz. Temu tylko zabrałam “zegarek” a i to raptem na kilkanaście godzin. ;-) Sposobność ma. Czy z niej skorzysta, nie od nas zależy.

A tak, liczne sugestie padły. Wszystkim nominującym bardzo dziękuję. I cieszę się, że aż tak Wam się spodobało. :-)

Co do mózgu – przecież od razu zalecałam czytanie. Normalnych tekstów… ;-)

Babska logika rządzi!

_mc_. musiałby w ogóle nie mieć poczucia humoru, żeby zdjąć pasa i przełożyć Cię przez kolano. Zresztą nawet jeśli faktycznie nie ma poczucia humoru, to wszak nie brak mu rozumu i raczej nie zdradzi się z tym defektem publicznie. Ergo – jest skazany na zakochanie się w Twoim opowiadaniu i przyznanie do tego uczucia na forum całej Fantastyki. (No, bardziej Ci już chyba nie pomogę ;).

 

Czytam normalne teksty – Cobena w tej chwili – ale kim jest taki Harlan wobec mnie? (Buahahahaha!)

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Żeby zrobić to, co proponujesz, to trzeba mieć braki raczej w instynkcie samozachowawczym niż w poczuciu humoru.

Dzięki bardzo, faktycznie, już głośniej chyba się nie da wyrazić poparcia. :-)

No tak. Marność nad marnościami, a wszystko to marność… ;-)

Babska logika rządzi!

Być może jako opowiadanie konkursowe tekst się sprawdzi, być może nawet wygra zawody. Ale tak obok tego wszystkiego to mam podobne zdanie do jose. Ani się ubawiłem, ani się jakoś specjalnie wkręciłem. Przeczytałem bez bólu, ale nic ponad to.

Pozdrawiam

Mastiff

OK, dziękuję za opinię. Dobrze, że chociaż nie bolało. :-)

Babska logika rządzi!

Nie mam czasu czytać komentarzy, więc mogę się powtórzyć:

 

Najpierw włączył ogrzewanie. Od razu poczuł się lepiej. -

Mój to najpierw dmucha zimnym, dopóki silnik się nie rozgrzeje. Od razu to ja się czuję gorzej :) Bo wieje zimnym.

 

 rozjechałem go dziesięcioma samochodami i długo nie wstanie -

48 minut to niezbyt długo. Zanim zadzwoni do żony to ludek już będzie na nogach.

 

Nie rozumiem też jak MC mógł być agentem i jednocześnie o tym nie wiedzieć.

 

Motyw z butami i dialogi z ojo rozciągają opowiadanie, zastanawiam się więc, czy są tu tylko po to, żeby dobić do limitu znaków. Agata wykorzystała motyw liczenia znaków tu. Nie był to więc dla mnie taki świeży pomysł.

 

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Dzięki, Krajemar.

Ogrzewanie w samochodzie. Masz rację. Po zakończeniu konkursu zmienię. Albo i nie – tu sytuacja była nietypowa, najpierw uruchomił się silnik, potem człowiek wsiadł do środka. Długo trwa ta rozgrzewka?

48 minut. Tak, zanim zadzwoni, to… Ale myślał, jak brzmiałby aktualny komunikat, a nie po dotarciu do telefonu (i pewnie poczekaniu, aż żona wstanie, a bajzel pod blokiem trochę się uspokoi).

Nieświadomy niczego agent. Hmmm. Tam był tag “absurd”. Nie znamy technologii, którą dysponują Ageńczycy. Może zainfekowali człowieka programem, dali mu system wartości zapewniający, że będzie w przyszłości podejmował właściwe decyzje? Albo, korzystając z jakiejś operacji mózgu, wszczepili biologiczny komputerek, o którym nikt nic nie wie, ale który popycha nosiciela w odpowiednim kierunku? A może hodują półświadome byty duchowe zamiast piesków i jednemu z nich kazali opętać ludzkiego niemowlaka? Albo zrobiła to jakaś okrojona wersja ageńskiego pierwowzoru? Możliwości mnóstwo. Grunt, żeby agent kierował się określoną funkcją celu. Nie musi jej sobie uświadamiać. Tak, jak człowiek nie musi znać biochemii ani ilości kalorii na talerzu, żeby lubić słodycze i tłuszcze. ;-)

Limit znaków. Można twierdzić, że każde słowo jest tu po to, żeby limit znaków się zgadzał. Gdyby nie to, umieściłabym w tekście coś innego. Wyliczanka “O! Ten jest kosmitą! I ten też!” wydawała mi się nudna i mogłaby przedwcześnie zasugerować końcówkę. Możesz nie wierzyć, ale pomysł z butami był pierwszy (i zrodzony pod wpływem Twojego opowiadania!) niż celowanie dokładnie w limit. Pomyślałam o tym, bo nie cierpię chodzić boso i ja w takiej głupiej sytuacji próbowałabym zmajstrować sobie jakieś obuwie.

Nie upieram się, że nikt wcześniej nie wpadł na te pomysły. Są i opowiadania liczące dokładnie ileś tam znaków, i wtrącenia z rzeczywistości twórcy do dzieła; “Przecież główny bohater nie może umrzeć w drugim akcie” (czy jakoś tak). A tekst Twojej siostry kiedyś czytałam. :-)

Babska logika rządzi!

A, te nieszczęsne buty :) Cieszę się, że przydały się na coś dobrego.

 

Przy okazji – wszyscy widzą? Zainspirowałam Finklę ;p

 

Tekst Agaty… Obie (i Ty i ja) zarejestrowałyśmy się w odstępie chyba tygodnia, wiesz? W czasie Fantastów 2013 mało się znałyśmy. W ogóle, teraz Fantaści wyglądaliby inaczej. Wciąż czekam na ogłoszenie tegorocznej edycji.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Wciąż czekam na ogłoszenie tegorocznej edycji.

No chwila, no… ;)

Krajemar, w przyrodzie nic nie ginie… Pewnie Finkla zainspiruje kogoś innego… Może nawet ta karma kiedyś wróci do Ciebie w jakiejś niemożliwej obecnie do przewidzenia postaci.

Wiedziałam, że jakoś w pobliżu, nie myślałam, że to tylko tydzień.

Fantaści. Ech… Wtedy nie wzięłam udziału, bo się zbyt słabo orientowałam w Użytkownikach. Też czekam na drugą rundę. :-)

 

Berylu, a Ty nie offtopuj (zapewne wbrew woli i z niechęcią, bo wiem, że tego nie znosisz), tylko się wypowiedz o tekście.

Babska logika rządzi!

W ogóle! jak tak spojrzeć, to Ty jesteś srebrnopióra i zostałaś przyjęta do Loży. Ja również sobie jakoś radzę.

Zrobiłyśmy karierę jak się patrzy :D

Ale dobra, już nie offtopuję.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Finklo, patrz wątek Loży. Tam masz moje jedyne zdanie o tekście na jakie sobie pozwolę przed ogłoszeniem wyników konkursu.

Krajemar, taaaak to był dobry okres na rejestrację. A Ty masz złoto. :-)

Ależ możesz offtopować, jeśli chcesz. To o Beryla się troszczę, żeby nie robił nic na siłę. ;-p

 

Berylu, dobra, to już lecę obejrzeć, coś tam nasmarował.

Chociaż właściwie nie rozumiem, dlaczego nie chcesz się wypowiadać o tekstach. Przecież termin już minął, nikt chyba nie zacznie zmieniać swojego opowiadania, jeśli gdzie indziej przeczyta, jaki pomysł przypadł jurorom do gustu…

Babska logika rządzi!

Wolałbym, żeby wyniki pozostały nieznane do czasu… ich ogłoszenia.

OK, jak tam sobie jurorzy chcą…

Babska logika rządzi!

Właśnie tak chcą! Trzymanie w niepewności jest fajniejsze od wyłożenia kawy na ławę przed oficjalnym werdyktem.

Byleby kiedyś to wyłożenie nastąpiło… Napisałeś już komcie do konkursu japońskiego? ;-p

Babska logika rządzi!

A nie napisałem?

Pod moim nie.

Babska logika rządzi!

Napisałem komentarz z opiniami w wątku z ogłoszeniem wyników.

No właśnie. A to nie to samo. :-)

Babska logika rządzi!

Coś mi się wydaje, że ktoś tutaj próbował być złośliwy i mu nie wyszło… ; )

Spoko, jutro przekopiuję Ci komentarz z ogłoszenia pod Twój tekst. A teraz idę spać – dobranoc!

Ciekawe, kto to… Naprawdę chciało Ci się wyzłośliwiać? ;-)

No to czekam z niecierpliwością. Kolorowych snów. :-)

Babska logika rządzi!

Pomysł kojarzący się wybitnie z Facetami w Czerni i prawdę mówiąc w tej, nowofantastycznej, konwencji wcale jakoś lepiej nie wygląda. Chociaż pointa sugerująca, że właściwie już każdy jest kosmitą, całkiem niezła. Największą, niewybaczalną wadą tego opowiadania jest jego rozciągnięcie, które ewidentnie czuć, bardzo nudzi i irytuje. Tekst zaczął się obiecująco, pierwsza scena fajna, potem było coraz gorzej, bo nudno, a końcówka tego nie nadrobiła. Fajny pomysł z tym dobiciem co do znaku do limitu, ale jeżeli odbyło się to takim kosztem, to ja zdecydowanie mówię: nie było warto.

Dzięki. :-)

Tak, zgadza się – “Faceci…” to jedno ze źródeł inspiracji.

Rozciągnięcie, powiadasz? No, trudno.

Dobra, są wyniki, to w wolnej chwili przejrzę tekst i pousuwam drobiazgi, które wcześniej wpadły mi w oko.

Babska logika rządzi!

Zaiste ciekawy mają tam widok z balkonu. ;) A kojarzysz może lemowskiego “Wucha”? 

 

Znowu antymateria… Jakaś ukryta filia?

Urzekł mnie moment kulminacyjny – ale dlaczego nie zapytałeś? :D Najciemniej pod latarnią!

Jeśli miałbym się czepiać, bohater wydawał mi się momentami zbyt kumaty. Wiele rzeczy jest dla niego nowe, przydałoby się czasem jakaś bardziej znacząca dezorientacja. 

Ale Ty lepiej powiedz, na czym rośnie epifityczna dżungla? Istotą epifitów jest rośnięcie na drzewach, gałęziach, kablach telefonicznych. 

“Jas…” – czyżby limit znaków?

 

Tacy trochę faceci w czerni. W ogóle rozważanie tego typu były mi bardzo bliskie w latach młodzieńczych, kiedy to zastanawiałem się czy aby na pewno nie jestem kosmitą i kiedy w końcu po mnie przylecą, bo chcę do domu. :D

 

Ten tekst uczy nas, że czasem warto jednak przeczytać instrukcję. 5/6. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, Arhizie. :-)

A tam, parking, jakich wiele. ;-)

Od razu filia… Antymateria to świetna broń jest. Niesamowita koncentracja energii. :-)

Bohater kumaty, bo ma ojo. A zresztą, przecież jurorował w tym konkursie, nie mogłam z niego zrobić głąba. Wystarczyło, że poganiałam w gatkach po mieście.

Epifityczna dżungla rośnie na drzewach. Jeśli jakaś rasa tam wyewoluowała, to musi naprawdę świetnie sobie radzić ze wspinaczką, prawda?

Tak, wyczerpałam limit znaków, więc panowie nie mogli dłużej gadać.

I zgadza się – trochę inspirowałam się “Facetami w czerni”.

I jak ci Twoi krajanie przylecieli w końcu? ;-)

Instrukcje mogą się przydać, nie przeczę.

Babska logika rządzi!

Jak widzisz, krajanie chyba stoją w korku, czy coś… 

 

Myślałem, że ta Twoja dżungla to błąd, a tutaj proszę. Ale obawiam się, że może rosnąc co najwyżej na drzewopodobnych grzybach, drzewa-podstawy umarłyby z braku światła. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Czekają, aż Seledynek da im zielone światło?

A skąd wiesz, jak tam u nich świat wygląda? Może te “roślinki” na dole czerpią energię geotermalną? Albo tylko one mają dostęp do wody, którą wymieniają z symbiontami na cukier?

Babska logika rządzi!

Ale to wtedy byłyby właśnie grzyby. :D

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Hmmm. Właściwie, to nie wiem dokładnie, jakim cudem grzyby rosną.

Babska logika rządzi!

Takim samym jak my. W końcu to nasza dalsza rodzina, nie to co te obce rośliny. ;D

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Kiedy chodziłam do szkoły, jeszcze wrzucano je do tego nie-naszego królestwa. Zwierzątka rosną, bo zjadają inne zwierzątka, rośliny i grzyby. Rośliny fotosyntetyzują. A grzyby czekają na deszcz, a potem rosną…

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki, Anet. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka