- Opowiadanie: Finkla - Diuna. Zakończenie kanly

Diuna. Zakończenie kanly

Obawiam się, że wyszło dość hermetycznie i bez znajomości oryginału trudno będzie zorientować się, o co właściwie chodzi w opowiadaniu.

W tekście wykorzystałam fragmenty oryginalnego sześcioksięgu w tłumaczeniu M. Marszała. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Corcoran, ryszard, Bellatrix

Oceny

Diuna. Zakończenie kanly

[P]okój zachęca do agresji, stając się tym

samym zarzewiem wojny. Paradoks…

Baszar Tajkeik

 

Scytale obserwował członków kehlu, najświętszego zgromadzenia, spod przymkniętych powiek. Mistrz Waff wydawał się przychylny propozycji.

– Wrogość między dwoma starożytnymi rodami nazbyt już długo kształtowała historię gatunku ludzkiego – perorował. – Czas wyrwać zęby stronom tego odwiecznego konfliktu. Połączmy dwoje potomków Atrydów i Harkonnenów, a wszyscy pokłonią się owocowi ich związku i ustaną waśnie.

– A jeśli przypadkiem stworzymy Kwisatza Haderacha? Każdy wie, jakie niebezpieczne geny noszą te rodziny. Ile razy chcemy powtarzać ten sam błąd? – oponował brat Thywlyt.

– Ten błąd popełniły Bene Gesserit – włączył się do dyskusji Scytale. – My go unikniemy, kontrolując wychowanie obu stron już od spłodzenia. A do niego wykorzystamy wiedzę, którą uzyskaliśmy od porwanej czcigodnej macierzy.

Większość braci zgromadzonych w kehlu nie zdołała powstrzymać się przed lekko nerwowym oblizaniem warg. Taaak, uwięziona czcigodna macierz stanowiła skarbnicę niezmiernie ciekawych umiejętności. Szkoda tylko, że sklerotyczne umysły mistrzów Tleilaxu nie potrafiły jej utrzymać i lekcje należało często powtarzać. Na samą myśl o zajęciach obecni usłyszeli cichutki świst – to wiadomości uciekały przez uszy. Pozostało jednak niejasne wspomnienie o doskonałości nauk przekazywanych przez porwaną kobietę. Plan opierający się na tych informacjach nie mógł być zły, został więc błyskawicznie zaaprobowany.

 

 

Próbować zrozumieć Muad'Diba bez zrozumienia jego

śmiertelnych wrogów Harkonnenów to próbować zobaczyć

Prawdę, nie znając Kłamstwa. Jest to próba ujrzenia

światła bez poznania Ciemności. To niemożliwe.

Irulana, „Księga o Muad'Dibie”

 

Raporty Gildii nie pozostawiały miejsca na wątpliwości, mimo to tancerz oblicza wciąż się wahał:

– Ale dlaczego nazywa się Fenring?

– Nie przygotowałeś się porządnie do misji – prychnął przedstawiciel Gildii. – Lady Margot, żona hrabiego Hasimira Fenringa uwiodła Feyda-Rauthę Harkonnena podczas uroczystości z okazji jego siedemnastych urodzin. Nie czytałeś „Apokryfów Muad'Diba”? Osoba, której porwanie sugerujemy w ostatniej części raportu, to bezpośrednia potomkini gówniarza i wiedźmy, nosi nazwisko domniemanego przodka, genetycznego eunucha. – Człowiek w prostej, taniej szacie rozchichotał się, zapominając, że nawigatorzy w swych melanżowych akwariach może i nie byli eunuchami, ale nieludzkie zniekształcenia skazywały ich na niekończący się celibat.

– Dobra, pomińmy moje lektury – warknął Tleilaxianin. – Ona na pewno tam będzie?

– Bez obaw – obruszył się zapytany. – Może i nauczyliście się przemieszczać statki przez próżnię bez nawigatora, ale od śmierci Muad'Diba i jego przemądrzałego pomiotu, niechaj obaj smażą się w piekle heretyków z Salusa Secundus, nawigatorzy mają monopol na widzenie przyszłości. Będzie tam, gdzie ją widzieliśmy i nie może zdarzyć się inaczej. Przyszłość została określona, dokonał się kolaps możliwości.

 

Operacja zakończyła się sukcesem.

Ekrany rzucały zimną, zielonkawą poświatę na twarze dwóch ludzi obserwujących, co dzieje się w jednym z pomieszczeń olbrzymiego galeonu Gildii. Nie działo się wiele. Kobieta, porwana z macierzystej planety, wydarta spod skrzydeł rodziny, spała niespokojnie, od czasu do czasu przewracając się na drugi bok lub mamrocząc coś zbyt cicho i niewyraźnie, aby dało się zrozumieć poszczególne słowa.

– Miss Diuny to ona w życiu nie zostanie… Gdybym miał wybór, wolałbym upojną noc ze świmakiem niż toto… – Tleilaxianin przerwał milczenie.

– Nie zamawialiście ślicznotki, tylko geny Harkonnenów. Gildia swoją część umowy wypełniła.

– Spokojnie, dostaniecie zapłatę. Piszczące melodyjnie futra delfinów, najnowszy skrzek mody, do odebrania na Kaledanie, w przedstawicielstwie Korporacji Handlowo-Organizacyjno-Administracyjno-Menadżerskiej. A my już tę szkaradną brankę jakoś wykorzystamy. Trochę starawa, ale może córcia wyjdzie mniej bolesna w oglądaniu. Zresztą, niech się szefostwo martwi…

 

 

Pochodzimy z Kaledanu – rajskiego świata dla naszych

form życia. Na Kaledanie nie było potrzeb tworzenia raju

dla ciała ani raju dla umysłu – wystarczyło popatrzeć

dokoła na otaczającą nas rzeczywistość. I zapłaciliśmy cenę,

jaką ludzie zawsze płacą za osiągnięcie raju w życiu

doczesnym – zniewieścieliśmy, utraciliśmy pazur.

Irulana, „Rozmowy”

 

Całe przedsięwzięcie nie byłoby możliwe, gdyby kilkadziesiąt standardowych lat wcześniej Rozmawiające-Z-Żabami-Bo-Ryby-Nigdy-Nie-Odpowiadają nie znalazły prymitywnej kapsuły pozaprzestrzennej z hakami stworzyciela należącymi do Firutha, praprawnuka Ghanimy i Farad'na.

Pamiątka po słynnym (przez jakieś pierwsze dwieście lat po śmierci) Atrydzie została zabezpieczona plastalą, aby uchronić zabytek przed zniszczeniem.

Ważny był również fakt, iż tysiące lat po śmierci Boga Imperatora, Ixianie wreszcie wynaleźli sposób na niszczenie plastalowych powłok. To pozwoliło na zbadanie artefaktu, a przy okazji zredukowanie powierzchni wysypisk śmieci na wszystkich zasiedlonych planetach znanego Wszechświata.

Na rękojeściach haków znaleziono kilka komórek skóry, które mogły wystarczyć do wyhodowania gholi. Te niewidoczne gołym okiem skrawki stanowiły najcenniejszy materiał genetyczny, jaki kiedykolwiek miał trafić do tleilaxańskich zbiorników aksolotlowych. Zazwyczaj Atrydzi potrafili lepiej pilnować swojego DNA – potomkowie Duncana i Siony pozostawali niewidoczni nawet dla najlepszych nawigatorów Gildii, a polowanie na inteligentne czerwie pustyni uznawano wśród wysokich rodów za najbardziej ekstremalny sport. Zresztą i tak szczątki ofiar dezintegrowały się na tyle szybko, że myśliwi strzelający z ornitoptera zwykle nie zdążali nawet pstryknąć sobie słitfoci na DuneBooka.

Po wielu latach oszustw, udawania najrozmaitszych istot (włączając czylany – sześcionogie, niezwykle tępe bawoły z jakiejś zapyziałej, rolniczej planetki), mataczeń i przekupstw bezcenne komórki Firutha trafiły w ręce mistrzów Tleilaxu, aby wzbudzić wśród nich nadzieje na zmianę dziejów.

 

 

Chyba nie ma straszliwszego olśnienia nad to,

w którym odkrywasz, iż twój ojciec jest człowiekiem

w ludzkim ciele.

Irulana, „Myśli zebrane Muad'Diba”

 

Mistrz Waff po raz pierwszy raczył zaszczycić posłańca spojrzeniem.

– Jakże to „nie dostaniemy córki tej harkonneńskiej niewiasty”?! Przyprowadźcie jej jakiegoś innego ogiera. Niech go wyuczy tancerz oblicza zaznajomiony z technikami porwanej czcigodnej macierzy. Zaprawdę, pomnę pozycje, które, wraz z drażnieniem szczególnych punktów na ciele, potrafią wskrzesić trupa. A nawet posąg. I takie przypadki się zdarzały… – Najwyższy (bynajmniej nie wzrostem, bo ten łatwo zmienić) z Tleilaxian pogrążył się w szczęśliwych wspomnieniach.

– Mistrzu, nie chodzi o brak chęci do rozmnażania. Wprost przeciwnie, niewolnica wykazuje niespotykany entuzjazm. Ale ta powindah jest bezpłodna.

– Cóż za ironia. Białogłowa po domniemanym antenacie wzięła nie tylko nazwisko, ale i niezdolność wydania na świat potomstwa. Zostaw mnie samego.

– Tak, mistrzu. – Tancerz oblicza, osoba zbyt mało ważna, aby zapamiętać jej imię i zbyt zmienna, aby kłopotać się rysami twarzy, zgiął się w ukłonie, po czym opuścił pokój.

Najważniejszy Tleilaxanin udał się na poszukiwanie brata Scytale, chcąc przedyskutować z nim nowy problem.

Znalazł podwładnego w laboratorium, tęsknie wpatrzonego w zbiornik aksolotlowy czekający na atrydzkie komórki. Wszystko zostało już naszykowane, sprawdzone i trzykrotnie pobłogosławione. Wypolerowane metalowe elementy połyskiwały chłodno, organiczne części pulsowały miarowo. Razem tworzyły niepowtarzalną mieszankę zdolną wydrzeć śmierci kolejne życie.

Cały układ gotowy do działania. Potrzebny był już tylko jeden drobiazg – pewność, że powstałemu gholi nie zabraknie partnerki.

Na wieść o bezpłodności branki Scytale westchnął rozdzierająco i posmutniał. Po chwili ożywił się nieznacznie.

– Bracie, czy pamiętasz, w jaki sposób stworzono Hwi Nori? – spytał przełożonego.

– Tylko plotki, zapewne rozsiewane głównie przez Ixian…

– Ale wszystkie historie, łącznie z tymi, które pamiętamy z poprzednich żyć, twierdzą, że jedna osoba wchodzi do urządzenia, a po jakimś czasie wychodzi z niemowlęciem.

– Prawdę rzeczesz, bracie! W takim razie wyschnięte łono nie powinno mieć znaczenia!

– Będziemy jednak musieli wciągnąć Ixian do projektu…

– A niechby! Dostrzegam i insze korzyści: Imperator Leto okazywał niezwykłe uczucia wobec swej ostatniej ambasadorki. Jeśli każdy człek z owej machiny zrodzony odznacza się niezwykłą atrakcyjnością dla Atrydów…

– Oby maszyna nie utraciła tych właściwości!

– Ufajmy, że tak się stanie. A Ixian wcale nie musimy wprowadzać we wszelkie arkana naszej misji! Zamówimy u nich usługę i tyle.

 

 

Muad'Dib uczył się prędko, ponieważ najpierw przeszedł

szkolenie jak się uczyć. A najpierwszą ze wszystkich

otrzymał lekcję podstawowej wiary, że może się nauczyć.

Szokuje odkrycie, jak wielu ludzi nie wierzy, że mogą

się nauczyć, a o ile więcej uważa, że nauka jest trudna.

Irulana, „Człowieczeństwo Muad'Diba”

 

– Zaiste – przemawiał Waff do członków kehlu – idea, by nauczanie młodego Atrydy powierzyć gholi Duncana Idaho, przemawia do mej wyobraźni. Cóż jednak czynić z małą harkonneńską niewiastą? Komu zlecić jej wychowanie?

– Czy nie mamy w bankach trupów jakichś komórek należących do domowników tego rodu? – zastanawiał się Thywlyt.

Myśli płynęły leniwie – mistrzowie odczuwali zmęczenie po niedawnym szkoleniu z czcigodną macierzą. Wreszcie któryś przekopał się przez wielomilenijne pokłady wspomnień:

– Piter De Vries!

– Ten wypaczony mentat? Ciekawy pomysł. Mamy jego geny…

– Ale on nienawidził Atrydów. Nie zarazi Harkonnenki tym uczuciem? A jeszcze jak przypomni sobie ząb Leto…

– Wiem! – Scytale najwyraźniej wpadło do okrągłej główki coś wyjątkowego, bo aż podskakiwał z ekscytacji. – Dokonajmy imprintu na obydwu dzieciakach!

– To jest myśl!

Thywlyt, jeszcze niższy od Scytale (Tleilaxianie często przybierali niewysokie postacie, aby zredukować ból upadków po nadużyciu melanżu rozmaitych psychodelików produkowanych przez zbiorniki aksolotlowe) przyłączył się do podskoków. Po chwili wszyscy bracia, kilkanaście szarawych ludzików, podrygiwali unisono niczym kibice na wyścigach świmaków.

– Tancerze… oblicza… – sapał mistrz Scytale – udający… to drugie dziecko… Musi… się udać…

Nagle w drzwiach do komnaty stanął posłaniec.

– Szlachetni mistrzowie, wybaczcie, że przeszkadzam w rytuale, ale mistrz Waff kazał się natychmiast zawiadomić, kiedy Ixianie przyślą jakieś informacje.

Skakanie ustało.

– Mówże!

– Ix donosi, że Harkonnenka wyszła z maszyny z niemowlęciem w ramionach…

– Ha! Oto znak! – zakrzyknął najważniejszy Tleilaxianin. – Znak, na któryśmy czekali. Znak, że idea głoszona przez mistrza Scytale jest słuszna! Sprowadź tu czcigodną macierz, trzeba nam pilnie skonsultować się z tą powindah w pewnej kwestii.

– Ale to nie… – Kurier niepewnie przestępował z nogi na nogę.

– Ośmielasz się podważać me decyzje?! – ryknął Waff. – Pragnieniem moim jest ujrzeć czcigodną macierz! Natychmiast! Bez gadania!

– Tak, mistrzu.

 

 

Ignorancja i niezrozumienie spraw seksu wyrządziły tak

wiele szkód. Jakże byliśmy ograniczeni, jakże żałośni.

Bóg Imperator Diuny”

 

Kiedy tylko dzieci zaczęły interesować się własną fizycznością i seksem, dokonano imprintu. Od tej pory zawsze jedno miało odczuwać nieprzeparty pociąg do tego drugiego. Niemal jak Duncan i Murbella, których półlegendarne dokonania legły u podstaw scenariusza serialu historyczno-pornograficznego. „Pomarańczowe oczy i koźle włosy” do dziś szczyciły się miliardami fanów na tysiącach planet.

Wreszcie nadszedł ten niecierpliwie wyczekiwany dzień. Dwie połówki tleilaxańskiego projektu miały stanąć oko w oko, zapałać gorącym uczuciem, rzucić się sobie w ramiona i spłodzić potomka, który położy kres waśni ciągnącej się już od dziesiątków tysięcy lat.

Młody Atryda czekał w nieznanej mu komnacie. Wystrój pomieszczenia bardzo go drażnił. Owszem, Firuth z zainteresowaniem zerkał na ogromne łoże. Nie tylko zerkał; kiedy został sam, upewnił się, że mebel jest dokładnie tak wygodny, jak na to wygląda, nie skrzypi, a pościel pachnie mieszanką truskawek zanurzonych w gorzkiej czekoladzie i lotosu. Nie, do wyra nie miał najdrobniejszych zastrzeżeń. To różowe dekoracje go wkurzały – różowe zasłony skrywające sztuczne okno, różowy dywanik, kolekcja różowych figurek w intrygujących pozach…

Niepewność dręczyła piętnastolatka. Podobno miał się spotkać z jakąś harkonneńską dziwką. Mistrz Waff obiecywał, że chłopak ją polubi, ale Duncan nie ufał Harkonnenom i nie wierzył w zapewnienia Tleilaxan. Istniało spore ryzyko, że Idaho rzuci się na dziewczynę, zanim jeszcze ta wkroczy do pokoju, więc został wykluczony ze spotkania. Ale wymógł na podopiecznym przyrzeczenie, że młodzieniec nie wyłączy tarczy nawet na chwilę.

Przyszła przyjaciółka spóźniała się. Atryda, myśląc o napomnieniach swego nauczyciela i druha, sprawdził, czy sztylet gładko wysuwa się z pochwy na nadgarstku. Potem zajął się wnikliwym badaniem figurek. Jeśli zignorowało się ich idiotyczny kolor, niektóre rozpalały wyobraźnię do czerwoności. Ludzkie ciało da się tak wygiąć? Znaczy, za życia?

Kiedy oglądał z różnych stron czwartą rzeźbę od lewej, drzwi się otworzyły. Zamiast dziewczyny stanął w nich dziwnie znajomy chłopiec.

W tym momencie w pomieszczeniu obserwacyjnym mistrz Waff zaczął piskliwie wrzeszczeć:

– Harkonnenka jest mężczyzną?! Dlaczegóż nikt mnie o tym nie powiadomił?!

Złapał się za miejsce tuż obok kapsuły pozaprzestrzennej ukrytej w klatce piersiowej, po czym padł bezwładnie na ziemię.

Nikt nie zwrócił uwagi na ten incydent, wszyscy bracia szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami wpatrywali się w ekrany pokazujące łoże z różnych ujęć.

A było w co się wpatrywać.

W sypialni dwaj chłopcy wprost rzucili się na siebie. W powietrzu zapachniało ozonem, kiedy dwie tarcze się zetknęły. Jeden popchnął drugiego, na łoże upadły dwa splecione ciała. Dysząc, w krótkich przerwach między namiętnymi pocałunkami ustalili, kto będzie stroną aktywną, a kto pasywną. Akt w niczym nie przypominał zabaw typowych dla niedoświadczonych piętnastolatków. Po pierwsze, podczas imprintu zdobyli bogate doświadczenia. Po drugie, tarcza zatrzymywała zbyt szybkie obiekty, a to wymuszało powolne, czułe pchnięcia charakterystyczne raczej dla dojrzałych partnerów znających się od wielu lat.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Brian odłożył kolejną kartkę na rosnący stosik.

– Seks dwóch facetów? Tacie to by się nie spodobało…

– Słuchaj, ja też pisałem to z obrzydzeniem – odparł Kevin. – Ale musimy.

– Dlaczego?

– W imię cholernej poprawności politycznej. Środowisko GLBT od dawna zarzuca nam nienaturalność, odstawanie od obecnej rzeczywistości i konserwatywne skrzywienie. Grożą bojkotem naszych książek…

– No, jeśli tak się sprawy mają…

– Nie wolno się wahać. Wahanie ogranicza dochody… – zaintonował Kevin.

– …Wahania to mała strata czasu, a wielka strata zysków. Stawię im czoło. Niech przejdą na księgowych i prawników. A kiedy przejdą, pójdę do banku i spojrzę na konto. Gdy przeszły wahania, nie ma już nic. Jest tylko kasa – dokończyli mantrę zgodnym chórem.

– Nie przejmuj się, jeszcze to obrócimy na naszą korzyść – dodał Kevin. – W następnych dwóch tomach opiszemy kłótnię kochanków i jak Harkonnen zdradza Atrydę z tym wypaczonym mentatem…

Koniec

Komentarze

E tam… Mieć możność zaglądania w przyszłość, a nie zrobić tego w tak istotnej sprawie… Mało tego: zorientować się co do płci dziecka po piętnastu latach, w chwili zero???

Parodia, rozumiem, ale nie pisał jej debiutant…

Chyba że to parodia tego, jak się pisze dla kasy.

Dzięki. :-)

Adamie, czyżbyś “Diuny” nie czytał? Tam ograniczenia i wady zaglądania w przyszłość zostały przecudownie omówione.

Chyba że to parodia tego, jak się pisze dla kasy.

Właśnie, właśnie… Sześcioksięgu chyba bym się nie ośmieliła, ale wkurzają mnie te popłuczyny.

Babska logika rządzi!

Czytałem dawno, dawno temu, i nie wszystkie sześć. Niewiele pamiętam. A popłuczyn nawet końcem palca nie tknąłem.

No to masz darowane, skoro parodia pisania dla kasy.

Eee… to z tym potomkiem trochę problem będą mieli. Tak, minimalnie ;)

Nie czytałam Diuny, nie oglądałam Diuny, więc początek Twojego tekstu straszliwie mnie zmęczył. Tak mniej więcej do połowy :) A potem było już z górki :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ufff!

Dużo nie straciłeś. Bohaterowie częściowo ci sami, ale szlag trafił przemyślenia, wszystko spłycone do poziomu kałuży w sierpniu…

Babska logika rządzi!

Dzięki, Emi. :-)

Nie znasz w ogóle uniwersum, ale dałaś radę? No, to cieszy. Widocznie nie wyszło mi aż tak hermetycznie, jak się bałam.

Tak, chłopcy będą mieli pewien drobny problemik. ;-) A autorzy mogą szukać rozwiązania w kolejnych kilku tomach. :-/

Babska logika rządzi!

Diuny też nie czytałem, więc większości nie zrozumiałem, ale puentę zczaiłem :) Dobre.

No rest for the Wicked

Dzięki.

Tak, puenta bardziej uniwersalna niż Diuna. ;-)

To straszne – odkryć, że książki, którą ty uważasz za mistrzostwo świata, ludzie prawie nie znają. Dobra, nie ma co marudzić, czekam na konesera.

Babska logika rządzi!

Bee, a ja też zaczęłam o Diunie pisać… Czuję się ubiegnięta ;(

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Dzięki, Marianno.

O, znaczy jednak ktoś zna tę książkę. :-)

A o czym pisałaś? Może wystarczająco różnie? Ja tam z pewnością bym chętnie przeczytała. Kontynuuj. :-)

Babska logika rządzi!

Planowałam ponabijać się trochę z Bene Gesserit. Ale pornografia też miała być… skojarzenie Paul-Feyd nasuwa się samo ;) chociaż, w sumie, u mnie miało być trochę inaczej.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

No to dawaj! Ja o BG ledwo wspominam.

Diuna to potężne uniwersum, z pewnością jeden prześmiewczy tekścik nie wyczerpuje tematu. Pisz, pisz, zobaczę, jak to można było zrobić inaczej, może i lepiej.

 

Edit: Taaak, coś w tym jest; ledwie Paul zobaczył Rauthę, od razu się rozebrał… I wszyscy wiedzą, że nie spał z żoną, pewnie to tylko dla stwarzania pozorów… ;-)

Babska logika rządzi!

Jedno Wam w głowach… :-) 

NAM?! Adamie, daję Ci uroczyste słowo, że nigdy nie brałam udziału w seksie dwóch mężczyzn. Nawet ochoty na to nie miałam. ;-)

Babska logika rządzi!

:-) Jestem skłonny uwierzyć, że nie miałaś ochoty. :-)

Czyli dopuszczasz możliwość, że jednak mam jeszcze coś innego w głowie? ;-)

Babska logika rządzi!

:-) No nie daj Quetzalcoatlu, jeszcze coś innego niż wysokosprawny aparat do myślenia? Niemożliwe… :-) 

No! I tej wersji możemy się trzymać. ;-)

Babska logika rządzi!

Co do Diuny – Genialna. Szczególnie i prawie wyłącznie – pierwsza część. Wrąbałem całe kilka tomów. Nie pamiętam, czy wszystkie sześć, czy więcej. Pamiętam tyle, że akcję zastąpiła w pewnym momencie i sensie ezoteryka. 

 

To solidna parodia, Finklo: czerwiowego świata , rodu Atrydów itd.:)

 Sadzę, że Frank znacznie wyrastał ponad bieżące, a nawet przyszłe, problemy z LGBT. Dlatego, nie jestem do końca pewien, czy należało go w owe mieszać :)

Tak czy siak…

Nie biegam, bo nie lubię

Dziękuję, Corcoranie.

Taak – Diuna jest genialna, nie zaprzeczę. :-) Następne pięć też całkiem przyzwoite, widać, że geniusz pisał. Reszta… reszta powinna być milczeniem.

Frank wyrastał i jego starałam się nie mieszać. Tylko Briana i Kevina. :-)

 

Babska logika rządzi!

Twoje obawy, Finklo, w moim przypadku okazały się uzasadnione.

 

Młody Atry­da cze­kał w nie zna­nej mu kom­na­cie.Młody Atry­da cze­kał w niezna­nej mu kom­na­cie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg.

Ech, kolejna osoba jeszcze nie zna pierwowzoru. Mogę tylko namawiać do lektury – rewelacyjna książka.

Z komnatą chyba masz rację, poprawię.

Babska logika rządzi!

Diunę najpierw oglądałem, potem przebrnąłem pierwszy tom ale dalej… No cóż obawiam się, że powstawały na zasadzie z puenty. Nic dziwnego, że w Diunę najfajniej się grało ;)

 

Co do parodii. Fajnie się ją czytało prawie do końca. Ja rozumiem, że oni teges by była puenta, ale… Czasem mam wrażenie, że jak otworzę puszkę makreli w pomidorach to w środku będzie LGB. 

 

W sumie czy zamiast LGB nie mogłoby być BDSM? Atryda, Harkonnenka, powrozy, dawne urazy, nowe pozycje z imprintu i stadko piszczących Japonek do kompletu? :D

No to dawaj

Jeszcze nie mam całego. Ale mój pomysł z lekka podobny, już widzę te komentarze, że parodia parodii ;)

 

PS. Przypadkiem kliknęłam na jakąś moderację – sorry.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Dziękuję, MPJ.

A ja nigdy nie grałam.

Nie zgodzę się, że Frank pisał sequele na odwal się, wyłącznie dla kasy. Ja tam widzę oryginalne światy, nowe pomysły, nie tylko dalsze/ wcześniejsze przygody każdego, kto postawił stopę w tym uniwersum.

Oni teges, bo byłam ciekawa, jak wyglądałby seks przy włączonych tarczach. :-) A co do puszki makreli… Hmmm, jeśli samiczki i samczyki są ściśnięte w tym pudełku bez zważania na płeć, to kto wie… A jeśli się nie ruszają, to dołożyłabym jeszcze nekrofilię. ;-)

A czy BDSM organizują parady albo podobne happeningi? I dlaczego Japonki?

Babska logika rządzi!

Puszki makreli można nie otwierać, przeżyje się jakoś i bez nich, ale co z lodówką? Tyle rzeczy wymaga przechowywania w lodówkach… :-) 

Albo moda minie, albo się przyzwyczaimy.

Marianno, no to nie wiem. Ale w konkursie na parodię sparodiowanie parodii chyba nie liczy się na minus?

Babska logika rządzi!

Adamie, spróbuj wkładać w oddzielne pojemniczki. Po jednej szproteczce… ;-)

Babska logika rządzi!

Seks przy włączonych tarczach, przyczyną. O tym nie pomyślałem. :)

 

Co do parad BDSM, na swój sposób to dziwne, że ich nie ma. Przecież seks i przemoc zawsze podnosi nakład lub oglądalność. Wytłumaczenie tego fenomenu to może być pomysł na opowiadanie :D

 

Dlaczego Japonki? To elementarne Watsonie wystarczy obejrzeć dowolny TV show made in Nippon z elementami erotyki.

Melduję, że przeczytałam :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czytałem dwutomową “Diunę”, jakieś piętnaście lat temu. Przypominam sobie planetę z tak małą ilością wody, że ludzie tam mieszkający zabierali wodę zmarłych. Przypominam sobie tarcze ochronne, sardaukarzy, gildie itp. Ale to za mało, aby ocenić Twoją parodię. Szczerze pisząc, nie lubię fantastyki, która wykracza zbyt daleko poza ograniczenia fizyki klasycznej. Natomiast doceniam Twój warsztat literacki i umiejętność komponowania fabuły. Pozdrawiam ciepło.

O, ilu gości z rana. Dziękuję wszystkim. :-)

MPJ, bo to musi być ciekawa sytuacja – ludzie się nienawidzą dłużej niż Kargule z Pawlakami, ale zostali tak uwarunkowani, żeby się pragnąć jak uzależniony narkotyku… No to chyba by nie wyłączyli tarcz…

Parady – pewnie i to by było bardzo medialne, ale dziennikarze baliby się podejść. No i jak by potem wyglądali na antenie? Nie wiadomo czy chować siniaki pod makijażem, czy zostawić… ;-)

Japonki. Genialne, drogi Holmesie! Szkoda, że nie mam telewizora, a japońskie programy erotycznie mnie w ogóle nie interesują… ;-)

Śniąca, przyjęłam do wiadomości.

Ryszardzie, korzystałam także z następnych pięciu tomów; ghole, Tleilaxanie, czcigodne macierze… – to wszystko nie zmieściło się w pierwszej części. Miło mi, że doceniłeś resztę. :-)

Babska logika rządzi!

Okej. Byłam widziałam. Diuny nie znam, więc wszystkie pojęcia i nazwy są dla mnie obce, a to znacznie niestety utrudnia odbiór tekstu, jak się co chwilę człowiek potyka o niezrozumiałe słowo. Fabułę rozumiem, ale pointę uważam za, wybacz, tanią.

 

“Młody Atryda czekał w nie znanej mu komnacie.“ – nieznanej

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki za wizytę. :-)

Nie spodziewałam się, że znacie z Berylem tę pozycję. Ale taki pomysł przyszedł. :-)

Komnata? Cholera, przecież wczoraj to poprawiałam! Widać nie kliknęłam na gotowe. Dziwne… Nic to, trzeba będzie spróbować jeszcze raz.

Babska logika rządzi!

Przykro mi, Finklo, ale mimo tego, iż jestem wielkim fanem i kilka razy się uśmiechnąłem, to jest to po prostu słabe.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

OK, przyjęłam do wiadomości. Dzięki za wizytę.

Babska logika rządzi!

Bardzo lubię Twoją twórczość, żeby nie było :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

No, dobra. Odwołam te rakiety… ;-)

Babska logika rządzi!

Przypominam sobie skomplikowaną, prawie barokową fabułę tej powieści. Pojedynki na arenie, użycie fantastycznego “drona” w zamkniętym pomieszczeniu, tarcze chroniące przed ciosem miecza, czy sztyletu, podziemny zbiornik drogocennej wody, dziwne zwierzęta pustynne, dla których woda była trucizną, podróże kosmiczne po zażyciiu specjalnych pastylek. Ale teraz już bym się tak tą powieścią nie zachwycał. Wydaje mi się, Sylwio, że piekielnie trudno taką powieść sparodiować i ponieważ ona jest dość specyficzna, to i parodia z natury rzeczy musi być hermetyczna. To mniej więcej to samo, jakbyś chciała sparodiować np. “Inne pieśni”, Dukaja – sprawa prawie niewykonalna. Jestem pełen podziwu, że podjęłaś się tak ryzykownego zadania, jak parodia tak specyficznej powieści, zamiast wziąć na warsztat jakąś prostą i ogólnie znaną fabułę.

P.S. Mam nadzieję, że “Fiasko”, Lema Ci się podobało. To moja, obok “Solaris” i “Niezwyciężonego”, ulubiona lektura. Pozdrawiam z Bujakowic.

Ryszardzie, w tej powieści było znacznie więcej niż wymieniasz; polityka, religia, ekologia, uzależnienie gospodarki od pojedynczego produktu, umiejętności ludzkie rozwinięte do ekstremum, bo nie wolno budować myślących maszyn… Ja tę książkę uwielbiam, ciągle do niej wracam i za każdym razem odkrywam nowe smaczki. Na przykład – czy to przypadek, że Fremeni używają wielu arabskich terminów? No dobra, jest tam trochę magii, ale to nie ona jest najważniejsza. A tarcze nie chroniły przed ciosem miecza, tylko zatrzymywały zbyt szybkie obiekty. Herbert omawiał ten temat w jednym opowiadaniu.

Zgadzam się, że parodiowanie “Diuny” to ostra jazda. Dlatego skromnie wzięłam się za parodię parodii czyli nabijanie się z tego, co z dzieła zrobili właściciele notatek Autora. Tam już jest tylko to, co przyciąga masy: zaawansowana technika, magiczne sztuczki, niebezpieczne przygody, romantyczna miłość i gorąca nienawiść… Zniknęły przemyślenia, procesy rządzące ludźmi i światami… Ot, przygodówka do błyskawicznego zapomnienia.

“Fiasko” mi się podobało. Pozostaję pod wrażeniem fantazji Lema. On też zbudował obcy świat, opracował jego historię militarną, też po trosze wróżąc, co czeka ludzkość. Tylko końcówka mi nie przypadła do gustu. Z takiego głupiego powodu? Jakoś trudno mi to kupić.

Również pozdrawiam. :-)

Babska logika rządzi!

Sprawnie napisane, ale, niestety, mocno przynudnawe. No i wtórne.

Pozdrówka.

OK, przyjmuję do wiadomości. Miło, że zajrzałeś. :-)

Też pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Ale teraz już bym się tak tą powieścią nie zachwycał. 

Pierwszy raz czytałem opowieść Herberta we wczesnym liceum, albo nawet pod koniec podstawówki (czytaj: gimnazjum). Wbiła mnie w łóżko. Sięgnąłem znów rok-dwa temu. Być może Atrydzki początek w stylu Gwiezdnych Wojen wypadł nie aż tak przekonująco, ale zaraz potem, zapewniam Ryszardzie, wszystko wróciło do formy. :)

 

Fabułę rozumiem, ale pointę uważam za, wybacz, tanią.

Nie ma to jak objawienie jurorskiej obiektywności. Choć z drugiej strony, tak chyba mimo wszystko uczciwiej, niż z fałszywym uśmiechem posmyrać po pleckach. “Fajnie”, że pozostali, ekhm “sędziowie” wiedzą już, co myśleć i od samego początku ustalono typy. Gdyby ktoś mnie spytał, użyłbym pewnie słowa “żenada”.  Ale kimże jestem, by oceniać…. :)

 

EDIT: Aha, mimo wszystko, po przemyśleniu sprawy jurorskiego komentarza, będę musiał zrezygnować z konkursu. Wiem, to bardzo tani chwyt :).

Nie biegam, bo nie lubię

Mnie się podobało, ze względu na wzięty na tapetę temat. Co prawda z ‘Diuny’ najbardziej podobała mi się część pierwsza i ‘Bóg Imperator’ – przez dwie ostatnie części brnęłam już z trudem (części pisanych przez następców FH nie tykałam), więc dokładnie nie pamiętam o co chodziło z czcigodnymi macierzami, ale masz plusik ode mnie :)

Na przykład – czy to przypadek, że Fremeni używają wielu arabskich terminów?

Nie :)

 

Inspirowały go (Herberta) religie: buddyzm, którego był wyznawcą, a także islam. – Wiki.

 

Samo Kwisatz Haderach, czyli jeden z kluczowych terminów, jest z arabskiego właśnie “skróceniem drogi”. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Dziękuję, Bellatrix.

Część pierwsza była najlepsza, ale i sequeli Autor nie powinien się wstydzić. IMO. :-)

Nie chcę za bardzo spoilować tej cudownej sagi, więc, jeśli chcesz, info o macierzach wyślę Ci w PW. To jak?

Babska logika rządzi!

Wysyłaj :)

Ja też, jeśli można, poproszę. Nie pamiętam, co to za cudo…

Pojszło. Jeśli jeszcze ktoś chciałby o coś spytać, to niech się nie krępuje.

Babska logika rządzi!

Oj, widzę, że przegapiłam komentarz Kwisatza. Przepraszam.

Zgadzam się z Tobą co do nieprzypadkowości arabizmów. Ale bardziej pasuje mi inne wyjaśnienie; uzależnienie znanego Wszechświata od przyprawy powstającej na jednej jedynej planecie to metafora przywiązania do ropy. I facet napisał tę książkę całe lata przed kryzysem naftowym. Cholerny geniusz!

Babska logika rządzi!

To daleko idąca teoria :) Niemniej – jest w tym jakieś ziarenko racjonalności. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Wierzę w FH. :-)

I naprawdę widzę w sadze więcej niż w innych książkach.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem, Finklo :) Fajne opowiadanko, przede wszystkim spójne (w przeciwieństwie do tego Marianny), poza tym historia niczego sobie, trochę zabawnych momentów… Dobry pomysł z tymi wstawkami-cytatami. Urozmaicają treść.

Na minus jak dla mnie wiele nazw własnych – ras i imion, ale to z pewnością dlatego, że nie czytałem Diuny… Niemniej, ten tekst zachęcił mnie, by w końcu to zrobić ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Yes, yes, yes! Kolejny czytelnik tej rewelacyjnej książki. Życzę przyjemnej lektury.

Cieszę się, że przypadło do gustu. Wstawki-cytaty wzięłam z oryginału. Tam też taki fragmencik otwiera każdy rozdział.

Nazwy ras oczywiście również pochodzą z Diuny (niektóre imiona też). A tak właściwie, to wcale nie były rasy – tylko ludzie; narody, zakony, mutanci…

Babska logika rządzi!

Zaiste, hermetyczne w ciul. Czytałem oryginały dawno temu i przy piątym oraz szóstym tomie odczułem znużenie fizolofowaniem i ezoerotykowaniem, ale pierwsza połowa – miodzio mi się. Tych wszystkich szczególików koneksji rodowych nie pamiętam, ale tarcze są, nawigaotrzy sa, wiedźmy są… Tylko tym jadem pojechałaś po copywriterach tak, że widać, że ci strasznie nie leżą. To troszkę mi zakłóciło odbiór parodii (bo dowcip ewidentnie nacechowany nie jakąś taką życzliwą szpileczką, a taką złosliwą chęcią kopnięcia w kostkę z całej siły), ale tez wyjasniło owo niezauważenie przez piętnaście lat płci Harkonnena.

 

Jak zwykle, czytało sie płynnie i z usmiechem na twarzy :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. :-)

A bo, widzisz – ja jestem cierpliwy człowiek, dużo mogę zrozumieć, sporo wybaczyć. Ale jak ktoś tyka brudnymi łapami kogoś/ coś, co kocham… No, to sam jest sobie winien.

Babska logika rządzi!

Stoi tam, gdzie kiedyś stało ZOMO?

 

O ja cię. Muszę pamiętać, żeby stać po twojej stronei gniewu. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Spoko luz, póki co stoisz w gronie ludzi, których lubię. Raczej warknę na tego, kto kopie po kostkach Ciebie. :-)

Czekaj, czekaj… Żeby stać czy żeby nie stać? Bo może Ty lubisz ekstremalne sporty a ja Cię próbuję na siłę uszczęśliwić? ;-)

Babska logika rządzi!

W sensie, po dobrej stronie lufy/kopadełka musze stać. Tej, która celuje, a nie tej, którą wycelowano ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Aaaa, skumałam. “Moja strona gniewu” to ja, a nie strona, która mnie wkurza… ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam bez bólu, ale jednak trochę mnie znużyło. Doceniam rys współczesny i poprawność polityczną.:D= Fanem nie jestem, choć czytałam dawno temu “Diunę” i raczej mi się podobała. Pamiętam, że brat streszczał mi resztę, bo sagi rzadko mnie wciągają na tyle, żebym czytała tom za tomem. Za to z filmu zapamiętałam Stinga jako Rautha, bo wtedy Sting był u mnie na topie i oglądałam z nim wszystko, jak leci.

Rooms, dziękuję za odwiedziny. :-)

Szkoda, że znużyło, dobrze, że chociaż poprawność się spodobała.

Film… To jeden (a właściwie dwa ;-) ) z niewielu, które oglądałam. Pamiętam, że mnie wkurzył, bo zawierał scenę, jak Jessika rzyga, coby uzmysłowić widzom, że jest w ciąży. Cholera, toż to Bene Gesserit była! Kobitka potrafi cuda na drągu, superkontrola własnego organizmu, wybiera sobie płeć dziecka, ale nie potrafi zapanować nad mdłościami? I to na pustyni? Herezja totalna!

Hmmm, ja chyba zbyt emocjonalnie podchodzę do wszystkiego, co wiąże się z “Diuną”. ;-)

Babska logika rządzi!

Hmmm, ja chyba zbyt emocjonalnie podchodzę do wszystkiego, co wiąże się z “Diuną”. ;-)

Każdy ma swoją “Diunę” za kołnierzem, więc rozumiem Cię doskonale.

Ty tak. Ale ja zaczynam się martwić, że Finkla staje się egzaltowaną panienką. ;-)

Babska logika rządzi!

Ty tak. Ale ja zaczynam się martwić, że Finkla staje się egzaltowaną panienką. ;-)

Znaczy, że ja już jestem stracona dla logiki i racjonalnego myślenia? :D

Ojojoj, nic takiego nie chciałam zasugerować. Ja mam standardy androidowe, a Ty ludzkie. Że kobieta rozumie uczucia to chyba normalne? Chyba że jest Finklą. Wtedy – dziwne. ;-)

Czy właśnie pogrążyłam się jeszcze głębiej?

Babska logika rządzi!

Finklo, podpuściłam Cię z premedytacją. Nie gniewasz się, prawda? :)

Gniewać? No co Ty? O co? Przecież nie bluźnisz na “Diunę”. ;-)

Babska logika rządzi!

Harlequin pany!

Cała Diuna w cieniu Star Treka!

 

:-D

 

Przepraszam, NMSP… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobrze, że nie pojechałeś hardcorem, Rybo. :)

O, Psycho, a dużo Harlequinów czytałeś? I który Ci się najbardziej spodobał?

Star Trek? Nie czytałam… Kto to napisał? ;-p

Rooms, jak nie pojechał?

Babska logika rządzi!

Mógł zawsze Zmierzch zapodać albo inne Twarze. Ale w sumie dzieła te czerpią z krynicy harlequinowej, więc może faktyczne nas obraża. :)

Zmierzch i Ryjki przynajmniej kasę zrobiły, czyli jakiś tam sukces odniosły. Ale ulubione książki Psycho? Rooms, pamiętasz chociaż jeden tytuł? ;-)

Babska logika rządzi!

Podejrzewam, że jak strzelę w ciemno, to i tak mam spore szanse trafić :D

Chyba że trafisz w tytuł zastrzeżony przez inne wydawnictwo. ;-)

Babska logika rządzi!

Mię się najbardziej podobał z Harleqisiów ten o Księciu Monako i algierskiej pomocy domowej. 

 

Star Treka napisało życie… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tytuł, tytuł! Jeśli taki cudny, to może sama przeczytam. ;-p

Babska logika rządzi!

Noooo, Diuna:) Jedna z moich ukochanych powieści. Choć o potomka raczej będzie im trudno;)

Dziękuję, Dev.

Moja też. :-)

A co do potomka… Przecież kanly rozciągnięta na milenia nie mogła się skończyć tak nagle, tylko dlatego, że brudni Tleilaxanie wykombinowali jakiś plan. Bene Gesserit przez sto pokoleń się męczyły…

Babska logika rządzi!

Ta, a jedna zakochana kobieta cały misterny plan wiedźm schrzaniła;)

I doprowadziła do takiej wojny, że Helena Trojańska pozieleniała z zazdrości. ;-)

Babska logika rządzi!

Ogromny żal, nie poza cytatami nie spróbowałaś sparodiować stylistyki języka. Ten zresztą wyszedł niespójny: czasami potoczny, czasem stylizowany na niewiadomoco. Parę razy uśmiechnąłem się pod nosem, ale próba “językowej sakralizacji”, jaką pierwsza Diuna była przesiąknięta, dałaby dodatkową płaszczyznę dla dowcipu. Doceniam znajomość uniwersum, ale parodia nie powaliło. Co gorsze, z powodu formy, nie fabuły.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

OK, dziękuję za wizytę.

Niespójny język, powiadasz? Hmmm. Trzeba będzie to przemyśleć. Jeśli dobrze pamiętam, to nie starałam się jakoś specjalnie stylizować. Widocznie czasami samo wychodziło. ;-)

Babska logika rządzi!

Proponuję audiobook z Gosztyłą. W audio wkurza “pomyślał…”, “pomyślała…”, ale łatwiej się wczuć.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Nie przejdzie. Jestem wzrokowcem. Gadanie wpada przez jedno ucho, ze świstem wylatuje przez drugie. ;-)

A w ogóle od lat nie czytałam “Diuny” po polsku. Może czasami wskakiwało to, co “imprintowało” się w dzieciństwie i stąd dziwny efekt.

Babska logika rządzi!

Ja czytałam tylko część pierwszą o to dawno temu. Było trochę trudno, ale nie aż tak, choć może dlatego, że często “coś dzwoniło” i czasem nawet przypomniałam sobie, w którym kościele :P

 

Spodziewałam się bardziej subtelnej puenty. Ja wiem, że to miało być mocne, ale po dobrej (jeśli mogę tak powiedzieć, dawno nie mając w rękach oryginału) stylizacji i całkiem zgrabnej fabule finał był nieco toporny. Bo poza tym czytało się gładko, choć pewnie lepsza znajomość Herberta zwiększyłaby przyjemność lektury.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

W którym kościele? Na pewno w jednym z tych założonych przez Missionaria Protectiva. ;-)

Nie, puenta nie należy do tych subtelnych. Albo inaczej: jest równie subtelna jak to, co naśladowcy wypuszczają. :-) A lepsza znajomość Herberta (seniora) zawsze może się przydać.

Dzięki, że zajrzałaś. :-)

Babska logika rządzi!

Przyznaję, że Diunę słabo kojarzę – utknęłam wiele lat temu na pierwszym, niedokończonym (w sensie czytania) tomie, mało pamiętam. I tu niestety mam podobny problem – obce nazwy, nawiązania, które mi nic kompletnie nie mówiły. I tylko z tego względu – gdyby nie konkurs – przerwałabym lekturę jeszcze przed połową.

Mimo że nie wszystko zrozumiałam, to nie żałuję jednak lektury. Bo opowiadanie napisane jest w ładnym stylu i świetnie warsztatowo. A końcówka (ta przed rozmową „autorów”) uśmiechnęła mnie szczerze – chyba bardziej z głupoty „mistrzów” i opiekunów, którzy przez piętnaście lat nie zorientowali się w płci dzieci. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Widzę, że Śniąca sypie komentarzami jurorskimi. Czyżby rozstrzygnięcie się zbliżało? A może nawet już nastąpiło, ale coś przeoczyłam.

Cieszę się, że mimo niedoskonałego zrozumienia tekst uśmiechnął. :-) Cóż, mistrzowie mieli ciekawsze rzeczy do roboty niż przewijanie bachorów…

I owszem, głupota innych bywa śmieszna. Jeśli tylko skutki nie trafiają w nas. ;-)

Babska logika rządzi!

A może nawet już nastąpiło, ale coś przeoczyłam.

Nic nie przeoczyłaś :) Jose i Beryla nie ma do jedenastego włącznie, więc nawet jeszcze nie zaczęliśmy obrad. Co przecież nie jest przeszkodą we wklejeniu z notatnika paru słów ode mnie pod konkursowymi tekstami. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Aha. W takim razie cieszę się, że Ty już zaczęłaś żniwa. :-)

Babska logika rządzi!

Skąd przypuszczenia, że my z Jose Diuny nie czytaliśmy? To dosyć ciekawa opinia, jak na kogoś, kto raczej nie zdążył poznać naszych gustów literackich :) Co nie zmienia faktu, że prawie prawdziwa. Prawie, bo ja w podstawówce zabrałem się za pierwszy tom i chyba nawet trochę przeczytałem, zanim odpadłem. Zbyt wiele nie pamiętam. W zasadzie, to nic. Nawet nie pamiętam, dlaczego przestałem czytać.

 

Tekst może i hermetyczny, ale przede wszystkim przepełniony nazwami własnymi. Nie jestem pewien, jak bym to odebrał, gdybym Diunę znał, ale teraz przeszkadzało. Chociaż przyznam, że końcówka wypadła dobrze :) I mam tu na myśli przede wszystkim ostatni fragment “pozafabularny”, ale nie tylko.

Dziękuję, Berylu.

Widocznie jednak coś tam udało mi się ustalić w sprawie Waszych gustów. :-) Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że przedkładacie fantasy nad SF.

Cieszę się, że przynajmniej końcówka, najwyraźniej słabiej wyposażona w Nazwy Własne, przypadła Ci do gustu. Ale jeśli nie znasz dobrze oryginału i tych… popłuczyn, to nie wiem, czy zrozumiesz moje odczucia.

Czy z jakąś inną książką też tak było, że ktoś oficjalnie kontynuuje dzieło zmarłego pisarza i wychodzi mu kicha?

Babska logika rządzi!

Ale jeśli nie znasz dobrze oryginału i tych… popłuczyn, to nie wiem, czy zrozumiesz moje odczucia.

Jeden z moich współlokatorów był fanem Diuny i się trochę nasłuchałem o jakości tych kontynuacji :D

A innych przykładów nie znam, ale w ogóle nie przychodzi mi do głowy wiele serii, które były kończone przez kogoś innego.

Aha. To masz lepsze rozeznanie niż myślałam. :-) Pozdrowienia dla współlokatora.

To nie tylko kończenie sagi, bo nowych wydarzeń to tam chyba wiele nie ma (ale nie wiem, dawno przestałam sprawdzać). To ciągłe prequele i sequele, spłycona biografia każdej postaci, która przewinęła się przez oryginalne uniwersum…

Babska logika rządzi!

Rozdział 1:

– w czasach powrotu z Rozproszenia Czcigodnych Macierzy nie było już rodów Atrydów i Harkonnenów, w takim tradycyjnym ujęciu. Konflikt o którym wspomniano prawdopodobnie już nie istniał. Ponadto po Rozproszeniu prawdopodobnie nikt już nie myślał o tworzeniu nowych "mesjaszy", pamiętając czym to się skończyło poprzednio (Paul i Leto II)

– Tleilaxanie wychodowali własnego Kwizatz Haderach, jest to opisane w jednym z tomów Briana Herberta (bodajże w "Paulu z Diuny"). Nie potrzebowali do tego ani genów jednej, ani drugiej rodziny. Jako mistrzowie inżynierii genetycznej sami dobrali jego genotyp tak by był potencjalnie idealny.

– sklerotyczne umysły Tleilaxan? E?!

 

Rozdział 3:

– doszło tu do pomieszania czasów. Praprawnuk Ganimy i Faradna i tak żył dużo wcześniej niż Siona, która jako pierwsza nosicielka atrydzkich genów była niewidoczna dla nawigatorów.

 

Rozdział 4:

– Tleilaxiańscy mistrzowie nie zmieniali swojego wzrostu.

– Tleilaxanie zrobiliby to inaczej: pozyskaliby komórki z obojga rodziców, a następnie umieścili w swojej kadzi atsolotlowej. Nie było by żadnych negocjacji z niewiernymi.

 

Rozdział 5:

– imprint to technika Bene Geserit. Tleilaxanie uwarunkowaliby swoje egzemplarze na poziomie komórkowym.

Partisanie, dziękuję za wizytę.

Bardzo konkretne uwagi zgłosiłeś.

– w czasach powrotu z Rozproszenia Czcigodnych Macierzy nie było już rodów Atrydów i Harkonnenów, w takim tradycyjnym ujęciu. Konflikt o którym wspomniano prawdopodobnie już nie istniał. Ponadto po Rozproszeniu prawdopodobnie nikt już nie myślał o tworzeniu nowych "mesjaszy", pamiętając czym to się skończyło poprzednio (Paul i Leto II)

Rodów w tradycyjnym znaczeniu już nie było. Ale potomkowie istnieli – bashar Teg chyba był Atrydą. Harkonnenowie też się mogli jacyś uchować. Siona była Atrydką, a jej potomkowie mieli ogromne znaczenie. Ktoś tam mógł wznowić stary konflikt. Nie tworzyłam mesjasza, tylko próbowałam pogodzić rody.

– Tleilaxanie wychodowali własnego Kwizatz Haderach, jest to opisane w jednym z tomów Briana Herberta (bodajże w "Paulu z Diuny"). Nie potrzebowali do tego ani genów jednej, ani drugiej rodziny. Jako mistrzowie inżynierii genetycznej sami dobrali jego genotyp tak by był potencjalnie idealny.

Ale tym razem nie próbują stworzyć Kwizatza (tego nawet nie chcą, nie byli zadowoleni z wyników doświadczeń), tylko połączyć rodziny. Potrzebują genów.

– sklerotyczne umysły Tleilaxan? E?!

Po tysiącach reinkarnacji w gholach (czy jaką tam technikę mistrzowie przyjęli) wszystko może się znudzić.

– doszło tu do pomieszania czasów. Praprawnuk Ganimy i Faradna i tak żył dużo wcześniej niż Siona, która jako pierwsza nosicielka atrydzkich genów była niewidoczna dla nawigatorów.

A czy ja twierdzę inaczej? Napisałam, że potomkowie Siony są niewidoczni, więc niedostępni i dlatego trzeba było wskrzeszać staruteńkie geny.

– Tleilaxiańscy mistrzowie nie zmieniali swojego wzrostu.

Niby nie. Ale bodajże w “Mesjaszu” Scytale spiskuje przeciwko Paulowi i tam jest napisane, że na spotkanie wybrał jakąś tam postać. A potem jest już mistrzem. No i zawsze chyba mogą trochę pozmieniać geny albo odżywki i wpłynąć na wygląd kolejnego wcielenia.

– Tleilaxanie zrobiliby to inaczej: pozyskaliby komórki z obojga rodziców, a następnie umieścili w swojej kadzi atsolotlowej. Nie było by żadnych negocjacji z niewiernymi.

Skąd ta pewność, co zrobiliby Tleilaxanie? ;-) A negocjacje z niewiernymi prowadzili – z Bene Gesserit, z Macierzami też się kontaktowali, handlowali ze wszystkimi…

– imprint to technika Bene Geserit. Tleilaxanie uwarunkowaliby swoje egzemplarze na poziomie komórkowym.

Zgadza się – tę technikę opracowały BG. Ale mam wrażenie, że Czcigodne Macierze ją przejęły, a Tleilaxanie się z nimi zadawali.

 

No i pamiętajmy, że powyższy utworek w założeniu miał być parodią, więc nie starałam się szukać jak najbardziej Herbertowskich rozwiązań, zgodnym z uniwersum, tylko jak najśmieszniejszych. :-)

Babska logika rządzi!

To uniwersum jest mi obce, żarty wychwyciłem ale raczej nie zrozumiałem.

 

Czytało się przyjemnie, no i warto czasem sprawdzać płeć. Pozostawiam bez oceny, bo się nie znam. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Jak to? Diuny nie znasz?!

No, ale dzięki, że próbowałeś.

Babska logika rządzi!

Spore nie znasz? ;p

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

OK. Załóżmy, to jest jakiś argument. Znam SPONA. To podobne? ;-)

Babska logika rządzi!

Szpona? Tak, podobne. ;p

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Podejrzewam, że się ze mnie nabijasz, ale brak mi wiedzy, żeby zrozumieć żarcik. :-)

Babska logika rządzi!

Lepiej, nabijam się z siebie. ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Szkoda, że inni nie rozumieją. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka