- Opowiadanie: Czarmy_Kot - XI Prolog [2]

XI Prolog [2]

Jak i przy pierwszej części. Liczę na komentarze, wytknięcie błędów. Staram się coś stworzyć więc kazdy komentarz jest pomocny.

Oceny

XI Prolog [2]

[…

I oczekiwałem tak co dnia na strażników wrednych

Na jedzenie okropne by się posilić

Na ciele mając wypalonych kilka cyfr paskudnych

…]

 

W pośpiechu próbowali oderwać pierwszą deskę. Nie było to proste. Podłoga mimo, że nierówno ułożona, zniszczona i nadgryziona zębem czasu nie chciała tak łatwo się poddać.

-Tu i tu są wbite gwoździe– dostrzegł Antek wsadzając palce w coraz to większy otwór między jedną, a drugą klepką– trzeba chyba czymś podważyć.

Włożył stopę w coraz to większy otwór w posadzce.

-Postaraj się mocniej– nie zdążył dokończyć jak bal wysmyknął się z ręki dziewczyny, a jego but został wraz ze stopą przycięty. Jęknął z bólu, poczuł krew sączącą się powoli. Z grymasu na jego twarzy można było wyczytać niejednego bluzga.

-Bardziej się postaraj– powiedział przez zęby zapierając się nogą niczym dźwignią. Musiało go boleć, ale nie chciał tego pokazać. Wreszcie po sekundach ciągnięcia usłyszeli dobrze znany wszystkim zgrzyt wyciąganych nitów. Parkiet zaczął puszczać. Jakie to musiało być piękne dla naszej dwójki. Bardzo chcieli oni już zobaczyć co się skrywa pod nimi. Wreszcie puścił pierwszy element. Chłopak powoli wyciągnął nogę. Z buta nabrał koloru brunatnego,a na białej skarpecie prócz brudu widać było krew

-Kurwa..– powiedział cicho i zabrał się za wyciąganie kolejnych desek, które o dziwo wychodziły już bez większych oporów. Oczom nastolatków ukazała się okuta skrzynia. Była wykonana z ciemnego drzewa, a sama skorupa było już mocno zardzewiała. Wyciągnęli ją powoli i położyli przed sobą.

Wpatrywali się w nią przez dłuższą chwilę, aż w końcu Zosia postanowiła spróbować ją otworzyć. Gdy tylko objęła wieko obudził się wiat, a jego świszczenie zabrzmiało niczym ostrzeżenie, które powtarzasz w trakcie dobrego horroru do głównych bohaterów jak widzisz, że robią coś głupiego.

Dziwna, kompletnie losowa sytuacja jednak pojawiająca się zawsze w takich momentach dodając pikanterii. Więc czy możesz powiedzieć, że jest to przypadkowe?

Wieko bardzo lekko puściło skrzypiąc przy tym niewiarygodnie głośno, przynajmniej naszej dwójce tak się wydawało. W środku ukazała się tylko dziwna księga, w twardej obitej okładce.

Zosia wyciągnęła ją, dmuchnęła w mocno zakurzony przedmiot i od razu powietrze zrobiło się ciężkie od kurzu. Widzieli oni teraz, że jest pokryta dziwnymi szpiczastymi literami, a na samej oprawie były powydrapywane okręgi, trójkąty i gwiazdy. Wszystkie zdobienia były czarne a sama obwoluta ciemno czerwona jak krwi bez tlenu. Księga była zapieczętowana, niemożliwa do otworzenia bez klucza. Samo zbrojenie zabezpieczające przed zaglądnięciem do środka było wykonane z dziwnego błękitnego, połyskującego metalu. Tak samo było tam brak standardowej dziurki na klucz, a wielki okrągłe wgłębienie

-Co to jest?– zapytał Antek marszcząc czoło ze zdziwienia.

-Ciężko mi powiedzieć-odpowiedziała mu wstając z kolan Zosia– musimy ją jakoś otworzyć -dokończyła patrząc na nietypowy zamek.

-Ale jak? Przecież nie wiemy nawet co to jest, ani gdzie szukać klucza– odpowiedział wyrywając jej z dłoni to dziwne arcydzieło– poza tym czemu się nad tym zastanawiamy? Wyjdźmy z tego parku po prostu– dodał jakby zapomniał o wszystkim co się wcześniej stało. Odłożył zapieczętowany skarb na deskach, które wcześniej sam wyrywał i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny– chodź idziemy wreszcie do domu.

Zosia przypatrzyła się mu uważnie, wzięła do ręki znaleziony przedmiot i przycisnęła do klatki piersiowej. Antek opuścił ramię. I powoli szedł w stronę drzwi.

Zosia podbiegła do niego i wręcz równo pchnęli wrota, nie wiedząc czego mają się spodziewać.

Na zewnątrz nie było jednak nic. Nagie drzewa i księżyc, który zdawał się przyglądać im z ciekawością.

Ruszyli więc powoli do przodku zostawiając za sobą szopę. Pożegnał ich tylko wiatr i trzaśnięcia budynku, który ewidentnie pochylił się na jedną ze stron. Wyglądał przy tym jak staruszek ściągający czapkę na pożegnanie z przyjacielem. Czy nie uważasz, że to miłe z jego strony?

Oddalając się słyszeli coraz cichsze skrzypienia i świszczenia, a także sam budynek zaczął znikać w mroku jakby się rozpływał w otchłani…

Koniec

Komentarze

-Bardziej się postaraj– powiedział przez zęby zapierając się nogą niczym dźwignią. Musiało go boleć, ale nie chciał tego pokazać.

Jakie to musiało być piękne dla naszej dwójki. Bardzo chcieli oni już zobaczyć co się skrywa pod nimi.

Antek opuścił ramię. I powoli szedł w stronę drzwi.-Czy tu zmienia się podmiot że potrzebne jest nowe zdanie? 

 

Widzieli oni teraz– całkowicie zbędny zaimek. 

 

Jeśli już wspominasz dwukrotnie o bucie, czy też jakimkolwiek innym przedmiocie, powinieneś skorzystać z możliwość i napisać dla wyobraźni czytelnika jaki konkretnie: glan, kamasz, trampek, pantofel, mokasyn, trzewik, oficerka ze skóry ardyvańskiego łosia, wbrew pozorom takie niuanse dają duży wgląd w opowiadanie. 

 

Aż do samego końca nie mam pojęcia gdzie toczy się akcja, napis na początku sugeruje raczej więzienie. 

 

Teksty dialogów są “zbyt pełne” i przez to brzmią sztucznie. 

Nowa Fantastyka