
Od zarania dziejów ludzie wierzą, że Sen jest młodszym bratem Śmierci. Pochłania on tylko krótkie chwile, kradnie ledwie ułamek czasu, Śmierć zaś przynosi ostateczne rozwiązanie, porywa nas na zawsze z ziemi, na której żyliśmy.
Jednak ludzie często się mylą. Sen jest bowiem znacznie starszy od Śmierci. Sen poprzedza wszelkie rzeczy; ze Snu wypłynęło wszystko, co znamy. On jest prawdziwie wieczny, a Śmierć to jego zniekształcone odbicie we wzburzonej tafli wód obmywających świat.
Bogowie, choć w swej pysze nigdy nie wyznaliby tego wprost, również błądzą. Gdybyś zapytał któregoś z nich, ile jest światów, usłyszałbyś w odpowiedzi: dziewięć. Nie uwzględniają dziesiątego, Ylleherm. Nie wiedzą o nim, albo też nie chcą wiedzieć, wypierają z pamięci jego istnienie.
Senne marzenia są powodem lęku bogów. Mogą przepowiedzieć zgubę, boleśnie doświadczył tego choćby Baldur. Lecz bogowie boją się snów przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę ich nie rozumieją. Ylleherm jest zaś ich źródłem, Otchłanią Snów.
Świat ten kryje się jeszcze głębiej niż Hel. Jeden mędrzec powiedział mi kiedyś, że sięga tam zaledwie jeden wiotki korzeń Yggdrasila, inny – że potężny jesion wyrósł właśnie stamtąd, gdy drobne nasionko zagubione w bezkresnych odmętach porwał ciepły prąd marzeń.
Nie sposób ocenić, który z nich miał rację. Ylleherm nie można bowiem w całości objąć umysłem. Kiedy wydaje ci się, że wreszcie dotarłeś do jego granic, odkrywa przed tobą nową przestrzeń. Zawsze będziesz zagubiony, nawet jeślibyś kroczył w swych snach po Ylleherm przez wieki.
Otchłań Snów to dziwna kraina. Słowo wybrane na jej imię nie oznacza nic. Jest pozbawionym sensu zlepkiem liter, podobnie jak nasze marzenia często bywają pozbawionymi sensu zlepkami wydarzeń.
W Ylleherm dzieją się rzeczy niepojęte. Rzeki przy zamarzaniu pokrywa tafla ognia. Skały skryte pod warstwą gleby przewalają się nieustannie, miotane huraganowymi wiatrami. Słońce pełźnie po ziemi, kwiaty i krzewy rosną na nieboskłonie. Najwyższa góra jest drobniejsza od ziarnka piasku, najtrwalszy klejnot bardziej ulotny od popiołu.
Świat ten nie ma piastuna; nikt bowiem nie byłby w stanie zapanować nad chaosem, nad myślami puszczonymi samopas. Mieszka tam natomiast mało znana bogini, zupełnie inna od pozostałych bogów, do której modły wznoszą nieliczni.
Zapomniana Njorun. Eld-Njorun, Njorun z Ognia. Draum-Njorun, Njorun ze Snu. Jedni twierdzą, że to patronka płodności, siostra i zarazem żona Njorda, matka Freji i Frejra, w dalekich krainach znana pod imieniem Nerthus. Lecz bardziej prawdziwe są słowa pewnych mędrców, wedle których Njorun mieszka w Svartalheimie. Jej dwór to przedziwne miejsce spowite wielokolorową mgłą. Dla odwiedzających czasem okazuje się schronieniem, a czasem zgubą.
Ów dwór, Dom Mar, jest jednak tylko forpocztą Yllehermu, przedsionkiem Otchłani Snów. Jeżeli nocą odwiedzisz Njorun w jej siedzibie, być może zaprosi cię na wspólną podróż do Dziesiątego Świata, byś ujrzał sekrety wszechrzeczy, choć niekoniecznie je zrozumiał.
Wędrujący przez Ylleherm często napotykają przeróżne istoty, przyjazne bądź wrogie. Widziano tam smoka o siedmiu głowach i dziesięciu rogach, pierzastego węża, człowieka o błękitnej skórze i czterech ramionach, ducha pod postacią ognia płonącego bez dymu.
W Otchłani Snów żyje też pewien stwór, o którym warto wspomnieć nieco więcej, gdyż bywa pomijany na kartach mądrych ksiąg. Choć potrafi mówić, nigdy nie przedstawia się imieniem, toteż ci, co go znają, zwą go Djuprem, czyli po prostu Głębokim.
Djupr zazwyczaj przybiera postać nurzyka. Przysiada na ramieniu Njorun, gdy ta przechadza się po Ylleherm, i nawzajem opowiadają sobie tajemnicze historie. Słyszałem kiedyś, że Njorun jest matką Djupra. Wedle legendy jej łza, uroniona w zamyśleniu nad życiem, zamarzła i stała się jajem. Z niego wykluł się Nurkujący w Marzeniach.
Widzi on zmysłami, których nikt nie potrafi nazwać, jego oczy zaś pozostają niemal wiecznie zamknięte. Raz, gdy spotkałem go na szczycie jednej z gór w Ylleherm, powiedział mi, że kto w nie spojrzy, ujrzy prawdziwy sens swego istnienia. Nie miałkie cele, które sami sobie wyznaczamy, nie miłość do kraju ojców czy pięknej żony i dzieci, żadne bogactwa i sława. Coś pierwotnego, głębszego, najważniejszego. Coś, czego większość z nas nie jest godna poznać, dlatego też Nurkujący w Marzeniach nigdy nie otwiera powiek.
Djupr może oglądać swe oczy tylko w odbiciu, i to stało się jego przekleństwem. Jeśli wierzyć jego słowom, zrobił to tylko raz i nie zobaczył niczego poza mglistymi, splątanymi obrazami. Jednak czasami widywałem go, jak przeglądał się w tafli wody czy w lustrach w Domu Mar, jakby wciąż usilnie próbował znaleźć sens. Płoszył się za każdym razem, gdy wyczuwał, że go obserwuję. Raz zdawało mi się, że przez krótką chwilę patrzyłem na to, co skrywają powieki Djupra, lecz było to zwodnicze wrażenie, ledwie kolorowy błysk na ciele przelatującego nurzyka.
Ylleherm istotnie jest niesamowitym światem, choć zagubionym, zapomnianym, przez wielu uważanym za bzdurny wymysł. Żadne słowa nie opiszą go w pełni. Jeżeli ktoś chce poznać Otchłań Snów, musi wybrać się tam samemu. To, czego doświadczycie we własnej osobie, na zawsze będzie waszą prawdą.
Spisane przez Szalonego Gnostyka
