- Opowiadanie: Baska.Szczepanowska - Neandertalska Szamanka

Neandertalska Szamanka

Opo­wia­da­nie uczest­ni­czy w kon­kur­sie „Ob­cość” pro­jek­tu Za­po­mnia­ne Sny: https://www.zapomnianesny.pl

Jeśli po­do­ba Ci się ta ini­cja­ty­wa, roz­waż da­ro­wi­znę na sto­wa­rzy­sze­nie Otwar­te Klat­ki: https://otwarteklatki.pl

 

 

PS. Po­kło­ny dla be­tu­ją­cych :)

 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Krokus, Użytkownicy IV, Finkla

Oceny

Neandertalska Szamanka

Noc była jasna. Wierz­choł­ki kar­ło­wa­tych brzó­zek, po­ra­sta­ją­cych roz­le­głą wy­ży­nę, zda­wa­ły się do­ty­kać ol­brzy­mie­go księ­ży­ca.

Jego wę­drów­kę wśród gwiaz­do­zbio­rów śle­dzi­ła stara ne­an­der­tal­ka Oyyl, która opa­tu­lo­na skó­ra­mi, sie­dzia­ła przed wej­ściem do ja­ski­ni.

Ko­bie­ta miała świa­do­mość, że jasna po­świa­ta uwy­dat­nia ma­lo­wi­dła wy­ko­na­ne czer­wo­ną ochrą na jej po­marsz­czo­nej twa­rzy. Fan­ta­zyj­ne zdo­bie­nia oraz wi­sior­ki ze zwie­rzę­cych kości i piór, opla­ta­ją­ce szyję oraz dło­nie ne­an­der­tal­skiej sza­man­ki, sta­no­wi­ły świa­dec­two wy­so­kiej po­zy­cji Oyyl w kla­nie.

Gdy blask księ­ży­ca do­tar­ł do po­dłuż­ne­go kop­czy­ka, skry­te­go dotąd w skal­nym cie­niu, ne­an­der­tal­ka się oży­wi­ła. Wsta­ła i po­de­szła do ka­mien­ne­go wznie­sie­nia, które przy­ozdo­bio­ne kwia­ta­mi i ga­łąz­ka­mi krze­wów, zda­wa­ło się ja­śnieć wła­snym bla­skiem. Uklę­kła przy kop­czy­ku i mru­cząc ele­gij­ną pieśń, za­czę­ła go roz­grze­by­wać.

Ostre kra­wę­dzie okru­chów skal­nych ra­ni­ły dło­nie, krew ka­pa­ła na ka­mie­nie i spły­wa­jąc mię­dzy nimi, prze­sią­ka­ła w głąb grobu.

Oyyl czuła, że nad­szedł czas na ry­tu­ał, który spra­wi, iż wkrót­ce do­łą­czy do zmar­łe­go Łowcy.

 

*

 

Kil­ka­dzie­siąt zim wcze­śniej.

 

Blask księ­ży­co­wej pełni spo­wi­ja­ł wa­pien­ne ostań­ce roz­sia­ne na wy­ży­nie. I choć wierz­choł­ki drzew rów­nież okry­wała jasna po­świa­ta, pod­szyt leśny wciąż tonął w ciem­no­ściach.

Pod jedną z ta­kich skał młoda ne­an­der­tal­ka Oyyl po­sta­no­wi­ła roz­pa­lić ogni­sko, które miało od­stra­szać dzi­kie zwie­rzę­ta oraz po­zwo­lić jej się ogrzać.

Suche ko­na­ry szyb­ko za­ję­ły się pło­mie­nia­mi. Dziew­czy­na, de­lek­tu­jąc się cie­płem bi­ją­cym od ognia, roz­my­śla­ła o dzi­siej­szym po­lo­wa­niu. Nie zwa­ża­jąc na męż­czyzn z klanu, sa­mo­dziel­nie szła tro­pem ran­ne­go wilka, który zdo­łał się wy­swo­bo­dzić z wny­ków. Krwa­we ślady po­zo­sta­wio­ne przez ucie­ka­ją­ce zwie­rzę były wy­raź­ne, jed­nak nie zdo­ła­ła go do­go­nić. Po­sta­no­wi­ła więc o świ­cie wzno­wić po­ścig. Stwier­dzi­ła, że wilk też bę­dzie mu­siał się gdzieś schro­nić, żeby od­po­cząć.

Ne­an­der­tal­ka, lu­stru­jąc oto­cze­nie nie­wiel­kiej po­la­ny, ło­wi­ła nocne od­gło­sy do­bie­ga­ją­ce z głę­bin skar­ło­wa­cia­łe­go lasu. Skrzy­pie­nie ko­na­rów mie­sza­ło się z od­prę­ża­ją­cą wonią ściół­ki. Wkrót­ce, uko­jo­na nocną sym­fo­nią dźwię­ków i za­pa­chów, Oyyl za­snę­ła.

Gdy ogni­sko nieco przy­ga­sło, mię­dzy krze­wa­mi za­mi­gały dwa ogni­ki. Krza­ki po­ra­sta­ją­ce skraj po­lan­ki za­sze­le­ści­ły i roz­chy­li­ły się, a spo­mię­dzy nich bez­gło­śnie wy­chy­nął łeb wilka.

Zwie­rzę przy­glą­da­ło się przez chwi­lę śpią­cej dziew­czy­nie.

Ne­an­der­tal­ka po­ru­szy­ła się i dys­kret­nie wzmoc­ni­ła chwyt na kiju trzy­ma­nym w ręku. Drze­wce drgnę­ło, a umo­co­wa­ne na jego końcu krze­mien­ne ostrze wy­su­nę­ło się z cie­nia i za­czę­ło mi­go­tać w bla­sku do­ga­sa­ją­ce­go ognia.

Wilk tym­cza­sem, lekko ku­le­jąc, po­wo­li wszedł na po­la­nę. Skra­dał się, stop­nio­wo jed­nak przy­spie­szając kroku.

Gdy od ne­an­der­tal­ki dzie­li­ło go kilka susów, Oyyl ze­rwa­ła się gwał­tow­nie. Ledwo jed­nak zdą­ży­ła prze­sko­czyć ogni­sko, nie­ocze­ki­wa­nie z brze­gu po­la­ny wy­biegł obcy męż­czy­zna i wpadł mię­dzy nią a wilka.

Zwie­rzę gwał­tow­nie wy­ha­mo­wa­ło i dało susa w bok.

Przy­bysz ru­szył za nim.

Za­sko­czo­na Oyyl za­trzy­ma­ła się w pół kroku. Po kilku se­kun­dach otrzą­snę­ła się jed­nak i do­łą­czy­ła do po­ści­gu.

Po­lowanie się prze­dłu­ża­ło. Zwie­rzę ucie­ka­ło, męż­czy­zna je gonił, a Oyyl pę­dząc za nimi, mio­ta­ła, czym po­pa­dło, od ka­mie­ni po­cząw­szy, po naj­bar­dziej wy­szu­ka­ne prze­kleń­stwa, jakie tylko zdo­ła­ła wy­my­ślić.

Za­pę­dzi­li ran­ne­go dra­pież­ni­ka w pu­łap­kę. Oto­czo­ny z trzech stron ska­ła­mi wilk zje­żył sierść, szy­ku­jąc się do ataku. Męż­czy­zna po­chwy­cił łuk i na­cią­gnął cię­ci­wę. Cze­kał na naj­do­god­niej­szy mo­ment do strza­łu.

Oyyl nad­bie­gła w chwi­li wil­czej szar­ży, co zde­kon­cen­tro­wa­ło przy­by­sza, który chy­bił. Zwie­rzę do­sko­czy­ło i wbiło kły w jego udo. Oyyl bły­ska­wicz­nie wy­ko­rzy­sta­ła po­wsta­łe za­mie­sza­nie i za­to­pi­ła grot w pier­si wilka.

Przy­bysz i zwie­rzę rów­no­cze­śnie grzmot­nę­li na zie­mię, a wzbu­rzo­na Oyyl ryk­nę­ła:

– Od­da­waj moją zdo­bycz, ty opry­chu!

Obcy nie­wie­le ro­zu­miał z ję­zy­ka ne­an­der­tal­ki, jed­nak in­stynkt sa­mo­za­cho­waw­czy na­ka­zał mu mil­czeć, zwłasz­cza że krzy­czą­ca trzy­ma­ła w ręku broń. Od­py­cha­jąc się dłoń­mi i zdro­wą nogą, od­dalił się więc od wilka i dziew­czy­ny, aż ple­ca­mi przy­lgnął do naj­bliż­szej skały.

Oyyl tym­cza­sem, zer­ka­jąc po­dejrz­li­wym wzro­kiem na przy­by­sza, przy­stą­pi­ła do wstęp­nej ob­rób­ki tru­chła. Gdy skoń­czy­ła, przyj­rza­ła się ran­ne­mu do­kład­niej i wez­bra­ła w niej li­tość.

Zo­sta­wię dzia­da, to go zeżre byle ga­dzi­na. – Po­my­śla­ła i uklęk­nąw­szy obok czło­wie­ka, owi­nę­ła mu ranę li­ść­mi i ob­wią­za­ła ka­wał­kiem skóry. Na­stęp­nie po­le­ci­ła:

– Wsta­waj, nim ze stra­chu zro­bisz pod sie­bie! – I po­chwy­ci­ła go za skó­rza­ne odzie­nie, co w za­ło­że­niu miało mu pomóc zro­zu­mieć prze­kaz. – Idziesz ze mną. – Do­da­ła zde­cy­do­wa­nie i po­cią­gnę­ła go za sobą.

 

Łuna za­cho­dzą­ce­go słoń­ca ustę­po­wa­ła miej­sca noc­ne­mu mro­ko­wi, gdy Oyyl po­wró­ci­ła do obozu. Szła, nio­sąc prze­rzu­co­ne przez ramię tru­chło, jed­no­cze­śnie pod­trzy­mu­jąc ku­le­ją­ce­go męż­czy­znę.

Przy­bysz był wy­czer­pa­ny drogą, bólem, i nie­koń­czą­cymi się pre­ten­sjami ne­an­der­tal­ki, która nie­mal przez cały czas krzy­cza­ła na niego, że chciał jej ukraść zdo­bycz. Czło­wiek, nie do końca ro­zu­mie­jąc, o co cho­dzi roz­gnie­wa­nej ko­bie­cie, na wszel­ki wy­pa­dek po­sta­no­wił nie wda­wać się z nią w żadne dys­ku­sje.

Ko­lej­ne dni w osa­dzie wnio­sły nowy temat do obrad, czy Łowca, jak za­czę­to na­zy­wać przy­by­sza, bę­dzie mógł po­zo­stać, czy po wy­go­je­niu ran zo­sta­nie wy­pę­dzo­ny.

– Ja szyb­ciej stoję, niż ten Łowca biega – ar­gu­men­to­wa­ła Oyyl. – Po cóż nam ktoś taki?

– To po co go przy­pro­wa­dzi­łaś?

– Umie mio­tać krót­kie dzidy. Na­uczy nas – oce­ni­ła, ale zaraz do­da­ła: – Potem niech idzie tam, gdzie ma­mu­ty srają.

 

I tak przy­bysz zo­stał na chwi­lę.

Chwi­lę, w któ­rej Oyyl uro­dzi­ła mu córkę, w któ­rej uczył małą cho­dzić, a potem i strze­lać z łuku do za­ję­cy i nie­chcia­nych, na­tręt­nych za­lot­ni­ków. Chwi­lę, która trwa­ła aż do śmier­tel­nej walki z niedź­wie­dziem, gdy chy­bił, rzu­ca­jąc weń oszcze­pem.  

Wraz ze śmier­cią Łowcy dla Oyyl cały sens życia skur­czył się do iskry wy­la­tu­ją­cej z ognia. Tylko obec­ność córki, która przy­po­mi­na­ła jej uko­cha­ne­go czło­wie­ka, trzy­ma­ła ją wśród ży­wych.

 

*

 

Blon­d­wło­sa dziew­czy­na ob­ser­wo­wa­ła, jak matka roz­grze­bu­je grób ojca. Sza­man­ka, do­tarł­szy do jego szcząt­ków, za­częła je tulić i ca­ło­wać. Łzy Oyyl mie­sza­ły się z krwią ska­pu­ją­cą z po­ra­nio­nych dłoni i bru­dzi­ły roz­pa­da­ją­ce się kości męż­czy­zny. Ne­an­der­tal­ka gła­dzi­ła szcząt­ki, po czym po­chwy­ci­ła czasz­kę.

Wpa­try­wa­ła się w nią przez dłuż­szą chwi­lę, aż w końcu za­czę­ło jej się zda­wać, że Łowca uchy­lił po­wie­ki, spod któ­rych zio­nę­ły gałki cał­ko­wi­cie wy­peł­nio­ne smo­li­stą czer­nią. Na­tych­miast za­to­nę­ła w ich głębi i uśmie­cha­jąc się, wy­da­ła ostat­nie tchnie­nie.

Koniec

Komentarze

Witaj.

 

Z tech­nicz­nych – su­ge­stie do prze­my­śle­nia:

Wsta­ła i po­de­szła do ka­mien­ne­go wnie­sie­nia, które przy­ozdo­bio­ne kwia­ta­mi i ga­łąz­ka­mi krze­wów, zda­wa­ło się ja­śnieć wła­snym bla­skiem. – li­te­rów­ka

 

Wsta­ła i po­de­szła do ka­mien­ne­go wnie­sie­nia, które przy­ozdo­bio­ne kwia­ta­mi i ga­łąz­ka­mi krze­wów, zda­wa­ło się ja­śnieć wła­snym bla­skiem. Uklę­kła przy nim i mru­cząc ele­gij­ną pieśń, za­czę­ła go roz­grze­by­wać. – nie bar­dzo ro­zu­miem dru­gie zda­nie – CO roz­grze­by­wa­ła? – do czego od­no­si się wyraz „go”?

 

W necie czy­tam:

oboje, oby­dwo­je «li­czeb­nik zbio­ro­wy od­po­wia­da­ją­cy li­czeb­ni­ko­wi obaj, uży­wa­ny wy­łącz­nie w od­nie­sie­niu do osób róż­nej płci i do dzie­ci» , a zatem wy­da­je mi się, że tutaj go użyć nie można:

Zwie­rzę ucie­ka­ło, męż­czy­zna je gonił, a Oyyl pę­dząc za oboj­giem, mio­ta­ła, czym po­pa­dło, od ka­mie­ni po­cząw­szy, po naj­bar­dziej wy­szu­ka­ne prze­kleń­stwa, jakie tylko zdo­ła­ła wy­my­ślić.

 

Bar­dzo ładna opo­wieść o mi­ło­ści ko­bie­ty ne­an­der­tal­skiej do przed­sta­wi­cie­la homo sa­piens, któ­rej to mi­ło­ści nie prze­rwa­ła nawet śmierć. Za­czy­na­my po­zna­wać ro­dzi­ców słyn­nej bo­ha­ter­ki serii Two­ich opo­wia­dań i już ro­zu­mie­my, skąd u niej tak nie­ty­po­we za­cho­wa­nia i szyb­ki pro­ces nauki – ma w ży­łach rów­nież krew czło­wie­ka ro­zum­ne­go! ;)

 

Po­zdra­wiam ser­decz­nie. :)

 

Pe­cu­nia non olet

Hej 

Spoko opo­wia­da­nie, za­sta­na­wia mnie cięty język bo­ha­ter­ki, jed­nak to taki detal. Co tu dużo pisać :) cie­ka­wa hi­sto­ria z rów­nie cie­ka­wą koń­ców­ką. 

 

Po­zdra­wiam 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Hej :)

 

Po­czą­tek opo­wia­da­nia mnie za­in­te­re­so­wał, opis po­lo­wa­nia i hi­sto­ria mi­ło­sna rów­nież. Nie przy­pa­dło mi do gustu za­cho­wa­nie bo­ha­ter­ki (może przez język?), ale to tylko moje spo­strze­że­nie.

Oyyl – od razu mi się spodo­ba­ło :D Miły dla oka zapis, a i brzmie­nie imie­nia przy­jem­ne w od­czu­ciu ;)

 

Po­zdra­wiam :)

te­gar­si­ni pu ta­he­er­ni tva­ern­nat

wink

Zo­sta­wię dzia­da, to go zeżre byle ga­dzi­na.

 

To nie brzmi jak język homo sa­piens ne­an­der­tha­len­sis…ra­czej jak po­spo­li­ty blo­ker­ski…heh

 – Dwoje my­śli­wych na jed­ne­go ku­la­we­go wilka to tro­chę prze­sa­da…?

 

Zo­ba­czy­ła gałki cał­ko­wi­cie wy­peł­nio­ne smo­li­stą czer­nią

 Nie gałki – oczo­do­ły. Po tylu la­tach gałki oczne dawno za­mie­ni­ły się w proch lub zżar­ły

je ro­bacz­ki…

 

Ale resz­ta O.K.

dum spiro spero

Bar­dja­skier, Oyyl ma cięty język, bo i pew­nie jej cha­rak­te­rek nie na­le­ży do naj­lżej­szych ;p Tak myślę ;) Po­zdro­wion­ka i dzię­ku­ję za ko­men­tarz :)

Er­mi­rie, Dzię­ku­ję za garść uwag :) Tak to już bywa z tym ne­an­der­tal­skim ga­da­niem ;) Po­zdra­wiam,

Fa­scy­na­tor, To praw­da z tym wil­kiem, sama Oyyl też była zła, że Łowca chciał jej za­ko­sić zdo­bycz xd Ad jej ję­zy­ka – cóż, widać miała to w cha­rak­te­rze :p Co do oczo­do­łów – nie­ste­ty, nie mogę się zgo­dzić, bo wy­raź­nie na­pi­sa­no, że jej się "zda­wa­ło" iż widzi "gałki". Gdyby nie to, oczy­wi­ście by­ła­by racja z tą uwagą ;) Po­zdro­wion­ka i dzię­ku­ję za ko­men­tarz :)

bruce, Jak tylko do­pad­nę jakiś kom­pu­ter na­tych­miast na­nio­sę po­praw­ki, za ła­pan­kę oczy­wi­ście bar­dzo dzię­ku­ję :) Przy­znam, że pi­sząc pierw­sze opo­wia­da­nie o ne­an­der­tal­ce nie są­dzi­łam, że po­cią­gnę dłuż­szą serię. Z dru­giej stro­ny, im wię­cej czy­tam na temat na­szych wy­mar­łych braci, tym bar­dziej wcią­ga mnie ich hi­sto­ria. Teraz, spa­ce­ru­jąc po swoim po­dwór­ku za­sta­na­wiam się, czy cza­sem nie bie­gał tędy kie­dyś jakiś ne­an­der­tal­czyk ;)) Po­zdra­wiam ser­decz­nie i dzię­ku­ję za ko­men­tarz :) PS. Cie­szę się, że roz­szy­fro­wa­łaś, czyja to ro­dzi­na. Byłam cie­ka­wa, czy bę­dzie to choć trosz­kę wi­docz­ne :)

Basiu, nie dość, że Cie­bie wcią­gnę­ła ta seria, ale i Ty nader sku­tecz­nie wcią­gasz w nią nas. ;)) Ne­an­der­tal­ka ma na Por­ta­lu swoje grono wier­nych fanów i kto wie, czy nie okaże się naj­po­pu­lar­niej­szą po­sta­cią. :) 

Po­zdra­wiam ser­decz­nie. :)

Pe­cu­nia non olet

Po cichu po­dej­rze­wam, że masz go­to­wą po­wieść, którą spryt­nie ofe­ru­jesz nam w od­cin­kach;)

Ko­lej­ne od­sło­na opo­wie­ści z Pu­sty­ni Błę­dow­skiej robi wra­że­nie, a au­tor­ka wy­ka­zu­je się dużą wie­dzą me­ry­to­rycz­ną. Mi się.

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

Baska.Szczepa­now­ska

 

smiley Aj, aj, aj… Wy­raź­nie to na­pi­sa­no: zda­wa­ło jej się, że uchy­lił po­wieki… 

Na­to­miast gałki zo­ba­czy­ła – a to nie jest tryb przy­pusz­cza­ją­cy…

Też po­zdra­wiam.

 

Edit

Ad jej ję­zy­ka – cóż, widać miała to w cha­rak­te­rze :p

To mnie nie prze­ko­nu­je. Ne­an­der­tal­ka ope­ru­ją­ca – lekką ręką – dwie­ście ty­się­cy lat temu

dzi­siej­szym blo­ker­skim, to mu­sia­ła­by być krzy­żów­ka z ko­smi­tą…heh

Nadal szczy­pie w oczy i gry­zie rozum…

dum spiro spero

bruce,

dzię­ku­ję za tak sym­pa­tycz­ną opi­nię o Yny ;) Po­zdra­wiam :))

 

Am­bush,

 

“…że masz go­to­wą po­wieść” – na­pi­sać po­wieść, to dla mnie taki wyż­szy level wta­jem­ni­cze­nia w ar­ka­na pi­sar­skie ;) Póki co, ćwi­czę się na krót­szych dy­stan­sach xd

 

 

Fa­scy­na­tor,

Aj, aj, aj… zo­ba­czy­ła… – ok, to już teraz tego nie widzi ;p pod­re­tu­szo­wa­łam zapis, żeby nie było wąt­pli­wo­ści xd 

 

“…dzi­siej­szym blo­ker­skim, to mu­sia­ła­by być krzy­żów­ka z ko­smi­tą…heh

Nadal szczy­pie w oczy i gry­zie rozum… – zdaję sobie spra­wę z pew­ne­go prze­ko­lo­ry­zo­wa­nia dia­lo­gów, ale… ale w li­te­ra­tu­rze na­uko­wej rów­nież ko­lo­ry­zo­wa­no pry­mi­ty­wizm ne­an­der­tal­czy­ków w po­rów­na­niu do ży­ją­cych ów­cze­śnie homo ss. Obec­nie coraz wię­cej wnio­sków z badań no­wych sta­no­wisk (np. https://www.polskieradio.pl/23/266/artykul/910037,ne­an­der­tal­czy­cy-mo­gli-wy­na­lezc-na­rze­dzia-kto­rych-uzy­wa­my-do-dzis )  zdaje się skła­niać ku temu, że to oni nas, a nie my ich uczy­li­śmy pro­duk­cji pew­nych na­rzę­dzi. Tech­no­lo­gia ich wy­twa­rza­nia była na tyle roz­wi­nię­ta i po­wszech­na wśród ne­an­der­tal­skiej spo­łecz­no­ści, że two­rzy­li pra­cow­nie krze­mie­niar­skie (jak np. ta w Pie­tra­szy­nie https://archeologia.com.pl/odkryto-najwieksza-neandertalska-pracownie-krzemieniarska-po/ Po­nad­to znaj­du­je­my miej­sca po­chów­ków oto­czo­ne kwia­ta­mi, ozdo­ba­mi, da­ra­mi, co może świad­czyć o wy­so­ko roz­wi­nię­tej świa­do­mo­ści wła­sne­go ist­nie­nia i toż­sa­mo­ści, re­li­gij­no­ści, a co za tym idzie i my­śle­nia abs­trak­cyj­ne­go (w tym np. co się dzie­je z nami po śmier­ci itd.). Na tej pod­sta­wie po­zwo­li­łam sobie nadać dia­lo­gom pew­nej wy­ra­zi­sto­ści i współ­cze­sne brzmie­nie – wy­bie­ga­ją­ce za­pew­ne nieco poza ramy ów­cze­snej mowy ne­an­der­tal­skiej. I nie je­stem tu ja­kimś pre­kur­so­rem – ostat­nio na­tknę­łam się na gra­fi­kę ob­ra­zu­ją­cą ne­an­der­tal­czy­ka ubra­ne­go w gar­ni­tur, po­sa­dzo­ne­go za biur­kiem, jako przy­kład, jak mało jest mie­dzy nami róż­nic w wy­glą­dzie. Cóż… ;))

Nie­mniej bar­dzo Ci dzię­ku­ję za uwagi, któ­ry­mi się po­dzie­li­łeś :)

Po­zdra­wiam,

heart

Pe­cu­nia non olet

Cześć, Baśko!

 

Ko­lej­ny ne­an­der­tal­ski tytuł – mu­sia­łem w końcu zaj­rzeć.

Czy ne­an­der­tal­czy­cy uży­wa­li wny­ków? To cał­kiem serio py­ta­nie, bo nie wiem, a za­sta­no­wi­ło mnie to pod­czas lek­tu­ry.

– Po­wstań, nim sto­lec mi­mo­wol­nie opu­ści twoje ciało!

hue? XD

Cóż, bo­ha­ter­ka używa oso­bli­wych zwro­tów.

Obcy ro­zu­miem, że był z ga­tun­ku homo sa­piens? Czy po pro­stu z in­ne­go ple­mie­nia?

Cał­kiem spoko opis walki z wil­kiem, choć po cichu li­czy­łem, że jed­nak wilk prze­ży­je, w końcu jest z pso­wa­tych i teraz wiesz… trze­ba mieć swoje za­sa­dy. Udzie­lam Ci zatem kro­ku­so­we­go upo­mnie­nia za za­bi­cie psa w opo­wia­da­niu. Fe! Nie ład­nie! (i tak­tycz­nie nie­ostroż­ne – w końcu or­ga­ni­za­to­rem kon­kur­su jest… Wilk).

Na­pi­sa­ne faj­nie, choć fan­ta­sty­ka bar­dzo sub­tel­na.

 

Po­zdrów­ka!

Nie za­bi­ja­my pie­sków w opo­wia­da­niach. Nigdy.

@Kro­kus:

Czy ne­an­der­tal­czy­cy uży­wa­li wny­ków? To cał­kiem serio py­ta­nie, bo nie wiem, a za­sta­no­wi­ło mnie to pod­czas lek­tu­ry.

Po­wszech­nie (obec­nie) wśród na­ukow­ców uważa się, że tak:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7374475/

https://www.reuters.com/article/us-science-neanderthals-idUKKCN21R3FA

cho­ciaż nie ma do­wo­dów bez­spor­nych.

Cał­kiem spoko opis walki z wil­kiem, choć po cichu li­czy­łem, że jed­nak wilk prze­ży­je, w końcu jest z pso­wa­tych i teraz wiesz… trze­ba mieć swoje za­sa­dy.

Tu są do­wo­dy na to, że lu­dzie obu ga­tun­ków wilki zja­da­li. A obec­nie już wia­do­mo, że pies to wilk, ale jesz­cze nie od­wrot­nie :-)

 

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Kro­kus,

 

– Po­wstań, nim sto­lec mi­mo­wol­nie opu­ści twoje ciało!

hue? XD

Cóż, bo­ha­ter­ka używa oso­bli­wych zwro­tów.  – tak, wiem, pod tym wzglę­dem jest okrop­na XD  ;)))))))))

 

Obcy ro­zu­miem, że był z ga­tun­ku homo sa­piens? Czy po pro­stu z in­ne­go ple­mie­nia? – tak, cho­dzi o spo­tka­nie z homo sa­piens sa­piens. Tu się wła­śnie odro­bi­nę oba­wia­łam, czy ze­sta­wie­nie “męż­czy­zna” i “czło­wiek” – bę­dzie wy­star­cza­ją­ce :/ Mam jesz­cze ociu­pin­kę wy­ra­zów do li­mi­tu, więc prze­my­ślę, czy aby nie dodać jesz­cze ja­kie­goś zda­nia o jego np. wy­glą­dzie, które by­ło­by bar­dziej na­pro­wa­dza­ją­ce. Zo­ba­czę… 

 

Wnyki omó­wił już bar­dzo me­ry­to­rycz­nie i wy­czer­pu­ją­co Radek – za co bar­dzo dzię­ku­ję :)) 

 

Na­pi­sa­ne faj­nie, choć fan­ta­sty­ka bar­dzo sub­tel­na. – dla­te­go ozna­czy­łam jako fan­ta­sy ;p bo z grub­sza uzna­łam, że ne­an­der­tal­ska sza­man­ka to taka a’la el­fo­wa wróż­ka, tylko ży­ją­ca w plej­sto­ceń­skim świe­cie xd

Taaak, wiem, tro­chę na­gi­nam cza­so­prze­strzeń tą teo­rią xd

 

Po­zdro­wion­ka i bar­dzo dzię­ku­ję za ko­men­tarz :)

 

 

Kro­kus,

 

I naj­waż­niej­sze: 

 

Udzie­lam Ci zatem kro­ku­so­we­go upo­mnie­nia za za­bi­cie psa w opo­wia­da­niu. Fe! Nie ład­nie! (i tak­tycz­nie nie­ostroż­ne – w końcu or­ga­ni­za­to­rem kon­kur­su jest… Wilk).

 

Wy­bacz, to się wię­cej nie po­wtó­rzy xd

 

PS. Ale, że Wilk or­ga­ni­za­to­rem – nie sko­ja­rzy­łam xd bied­ny… ;)) W jed­nej w pier­wot­nych wer­sji opo­wia­da­nia mieli go obe­drzeć ze skóry i zjeść. Limit zna­ków mnie po­wstrzy­mał xd i chyba do­brze XD

 

Ostre kra­wę­dzie okru­chów skal­nych ra­ni­ły dło­nie sza­man­ki. Jej krew ka­pa­ła na ka­mie­nie i spły­wa­jąc mię­dzy nimi, prze­sią­ka­ła w głąb grobu.

Usu­nął­bym do­okre­śle­nia pod­mio­tu, bo jest tylko jeden i są zu­peł­nie nie­po­trzeb­ne.

 

Kil­ka­dzie­siąt zim wcze­śniej.

Skoro masz tutaj taki pod­ty­tuł, to albo za­stąp nim aste­ryks po­wy­żej, albo wy­środ­kuj go i wy­tłuszcz, bę­dzie czy­tel­niej.

 

Lu­nar­na po­świa­ta spo­wi­ja­ła wa­pien­ne ostań­ce roz­sia­ne na wy­ży­nie.

Serio? :) Nijak to słowo nie pa­su­je do opo­wia­da­nej hi­sto­rii, jest z innej bajki, na pewno nie z tej.

 

Drze­wiec drgnął, co spra­wi­ło, że umo­co­wa­ne na jego końcu krze­mien­ne ostrze wy­su­nę­ło się z cie­nia i za­czę­ło mi­go­tać w bla­sku do­ga­sa­ją­ce­go ognia.

Drzew­ce drgnę­ło, no chyba, że ten ki­ja­szek to jakiś Ent, Groot albo inny lu­do­ręb.

 

Oyyl nad­bie­gła w chwi­li wil­czej szar­ży, co zde­kon­cen­tro­wa­ło przy­by­sza i chybił.

Ra­czej: który chy­bił.

 

Zwie­rzę do­sko­czy­ło do męż­czy­zny i wbiło kły w jego udo, na co Oyyl bły­ska­wicz­nie wy­ko­rzy­sta­ła po­wsta­łe za­mie­sza­nie i wbiła swój grot w pierś wilka.

Grot swo­jej włócz­ni.

 

Z pier­si mar­twe­go dra­pież­ni­ka wy­pły­wa­ła stru­mie­nia­mi krew, a po wy­krzy­wio­nej z bólu twa­rzy przy­by­sza ście­kał stru­mie­nia­mi pot.

Brzyd­ko brzmi to po­wtó­rze­nie.

 

– Po­wstań, nim sto­lec mi­mo­wol­nie opu­ści twoje ciało! – I po­chwy­ci­ła go za skó­rza­ne odzie­nie, co w za­ło­że­niu miało mu pomóc zro­zu­mieć prze­kaz.

xDxD Co to za za­klę­cie? Expec­to de­fe­ka­cius, czy jak? Nie, a tak serio, to brzmi to tak ku­rio­zal­nie, że jest śmiesz­ne. Jeśli śmiesz­ność jest za­mie­rzo­na to OK, w innym razie… No, ra­czej nie po­win­no tak brzmieć. Roz­śmie­szy­łaś mnie, i to w do­dat­ku bar­dzo mocno, choć nie na tyle mocno, żeby sto­lec ze śmie­chu opu­ścił moje ciało ;) Bez urazy, Basiu, mam na­dzie­ję, że nie weź­miesz moich głu­pich przy­ty­ków do sie­bie :)

 

Blond włosa dziew­czy­na ob­ser­wo­wa­ła, jak matka roz­grze­bu­je grób ojca

Razem.

 

Opo­wia­da­nie jest w miarę OK, ale jakoś nie wcią­gnę­ło mnie spe­cjal­nie mocno. Opo­wie­dzia­na hi­sto­ria jest pro­sta i by­ła­by do­brym wstę­pem do uka­za­nia Oyyl w czymś dłuż­szym, jed­nak w for­mie szor­ta broni się jako tako. Warsz­ta­to­wo masz tro­chę rze­czy do do­szli­fo­wa­nia, ale to co nam za­pre­zen­to­wa­łaś wy­glą­da obie­cu­ją­co po kątem umie­jęt­no­ści bu­do­wa­nia hi­sto­rii. Walka z wil­kiem nieco prze­cią­gnię­ta, ale nie nudna – a to rów­nież do­brze wróży, bo zbu­do­wa­nie dy­na­mi­ki w tek­ście nie jest łatwe. Życzę po­wo­dze­nia w dal­szym pi­sa­niu i po­zdra­wiam ser­decz­nie :)

 

Q

 

Known some call is air am

Hi­sto­ria jest cie­ka­wa, spo­sób jej przed­sta­wie­nia śred­nio mnie kupił. Bar­dzo dużo re­la­cjo­nu­jesz, oprócz tego od czasu do czasu wrzu­casz słow­nic­two, które zdaje się nie pa­so­wać do hi­sto­rii, styl wy­ma­ga wy­gła­dze­nia (np. czę­sto wrzu­casz wtrą­ce­nie w śro­dek zda­nia po­mię­dzy pod­miot a orze­cze­nie, które za­bu­rza płyn­ność czy­ta­nia – w nie­któ­rych sy­tu­acjach warto do­po­wie­dze­nie wrzu­cić na po­czą­tek lub ko­niec zda­nia).

Przy­kład, na co warto zwra­cać uwagę od stro­ny stylu:

 

W końcu ranny dra­pież­nik zo­stał za­pę­dzo­ny w pu­łap­kę. Oto­czo­ny z trzech stron ska­ła­mi, zde­cy­do­wał za­ata­ko­wać. Za­po­mniał o ran­nej łapie i ze zje­żo­ną sier­ścią na karku, szy­ko­wał się do skoku. Męż­czy­zna tym­cza­sem po­chwy­cił łuk, wy­cią­gnął strza­łę z koł­cza­nu i na­cią­gnąw­szy cię­ci­wę, cze­kał na naj­do­god­niej­szy mo­ment do strza­łu.

 

– stro­na bier­na, przed­sta­wia­nie czyn­no­ści za po­mo­cą dwóch cza­sow­ni­ków, słowa okre­śla­ją­ce czas i ko­lej­ność, wy­mie­nia­nie wszyst­kich na­stę­pu­ją­cych po sobie czyn­no­ści – to wszyst­ko spo­wa­la­nia akcję, gu­bisz w ten spo­sób i dy­na­mi­kę, i na­pię­cie.

 

Ten frag­ment mógł­by brzmieć np. tak:

Za­pę­dzi­li ran­ne­go dra­pież­ni­ka w pu­łap­kę. Oto­czo­ny z trzech stron ska­ła­mi wilk zje­żył sierść, szy­ku­jąc się do ataku/skoku. Męż­czy­zna po­chwy­cił łuk i na­cią­gnął cię­ci­wę. Cze­kał na naj­do­god­niej­szy mo­ment do strza­łu.

 

Wy­ko­rzy­stuj przy pi­sa­niu to, co czy­tel­nik już wie (np. wstaw­ka o tym, że wilk za­po­mniał o ran­nej łapie jest nie­po­trzeb­na – czy­tel­nik wie, że zwie­rzę było ranne; szcze­gól­nie, że to nawet nie jest za­po­mi­na­nie – zwie­rzę po pro­stu wal­czy o życie mimo bólu). To, że dra­pież­nik “zde­cy­do­wał” się za­ata­ko­wać jest oczy­wi­ste z prze­bie­gu wy­da­rzeń.

W końcu, tym­cza­sem – te słowa naj­czę­ściej nic nie wno­szą.

 

 

– Po­wstań, nim sto­lec mi­mo­wol­nie opu­ści twoje ciało! – I po­chwy­ci­ła go za skó­rza­ne odzie­nie, co w za­ło­że­niu miało mu pomóc zro­zu­mieć prze­kaz.

YYY… O co cho­dzi w tej sce­nie?

 

 

It's ok not to.

In­te­re­su­ją­ce, ale my­śla­łem, że to bę­dzie ciąg dal­szy losów ne­an­der­tal­ki z po­przed­nich Two­ich opo­wia­dań.

Outta Sewer,

Dzię­ku­ję za pod­po­wie­dzi – na­nio­sę uwagi jak tylko do­pad­nę coś z więk­szym mo­ni­to­rem niż tel ;)

 

xDxD Co to za za­klę­cie? Expec­to de­fe­ka­cius, czy jak? – ad za­klę­cia, ze stra­chu można robić różne rze­czy, np. pod sie­bie ;p Myślę, że ne­an­der­tal­ka tak sobie to wła­śnie zin­ter­pre­to­wa­ła ;))

 

Po­zdra­wiam i dzię­ku­ję za uwagi :)

 

do­gs­dum­pling,

 

styl wy­ma­ga wy­gła­dze­nia (np. czę­sto wrzu­casz wtrą­ce­nie w śro­dek zda­nia po­mię­dzy pod­miot a orze­cze­nie, które za­bu­rza płyn­ność czy­ta­nia – w nie­któ­rych sy­tu­acjach warto do­po­wie­dze­nie wrzu­cić na po­czą­tek lub ko­niec zda­nia). – tego mi było po­trze­ba ;) bar­dzo dzię­ku­ję, zwró­cę uwagę.

 

– stro­na bier­na, przed­sta­wia­nie czyn­no­ści za po­mo­cą dwóch cza­sow­ni­ków, słowa okre­śla­ją­ce czas i ko­lej­ność, wy­mie­nia­nie wszyst­kich na­stę­pu­ją­cych po sobie czyn­no­ści – to wszyst­ko spo­wa­la­nia akcję, gu­bisz w ten spo­sób i dy­na­mi­kę, i na­pię­cie. – to rów­nież uwaga na wagę złota. Od dawna pró­bu­ję do­pra­co­wać dy­na­mizm w opo­wia­da­niach i mia­łam wra­że­nie, że to sy­zy­fo­wa praca, bo efek­ty wy­cho­dzi­ły “takie se” xd Bar­dzo dzię­ku­ję za po­ka­za­nie me­cha­ni­zmu, w końcu za­ła­pa­łam w czym tkwi sedno :)

 

Wszyst­kie uwagi na­nio­sę, jak tylko do­pad­nę sprzęt w ekra­nem więk­szym niż te­le­fo­nicz­ny ;))

Po­zdra­wiam bar­dzo ser­decz­nie i jesz­cze raz dzię­ku­ję :)

do­gs­dum­pling,

Po­wstań, nim sto­lec mi­mo­wol­nie opu­ści twoje ciało! – I po­chwy­ci­ła go za skó­rza­ne odzie­nie, co w za­ło­że­niu miało mu pomóc zro­zu­mieć prze­kaz.  

YYY… O co cho­dzi w tej sce­nie?

Je­steś już któ­rąś osobą zwra­ca­ją­cą uwagę na ten kon­kret­ny frag­ment. W za­ło­że­niu cho­dzi­ło o to, że Łowca (w ja­kimś stop­niu) oba­wiał się ne­an­der­tal­ki, co ona skwi­to­wa­ła z iro­nią. Wia­do­mo, ze stra­chu można np. “na­ro­bić pod sie­bie”.

No, cóż… nie przed­sta­wi­łam tego chyba jed­nak w spo­sób wy­star­cza­ją­co wi­docz­ny ;)

 

 

Ko­ala­75,

To opis ro­dzi­ców Yny, taki wkręt poza głów­nym nur­tem ;)  Yny pew­nie jesz­cze się po­ja­wi :)

Po­zdra­wiam i dzię­ki :)

Taki ro­mans w wer­sji ne­an­der­tal­skiej? OK, cho­ciaż ni­cze­go mi nie urwał.

Tak, to zda­nie ze stol­cem dzi­wacz­nie wy­glą­da.

Tro­chę mało fan­ta­sty­ki (wła­ści­wie to wszyst­ko mogło się zda­rzyć), ale niech Ci bę­dzie. Przez wzgląd na sza­man­kę.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Można w tym tek­ście wy­czuć cie­ka­wy kli­mat. Ma­low­ni­cze opisy po­zwa­la­ją się uspo­ko­ić i od­pły­nąć w czasy po­zba­wio­ne tech­no­lo­gii i nad­mia­ru kul­tu­ry (w sen­sie tech­nicz­nym, nie mo­ral­nym). Da­ło­by się na­pi­sać dłuż­szą formę, która wy­ma­ga­ła­by do­bre­go re­se­ar­chu oraz za­war­cia spryt­nych roz­wią­zań fa­bu­lar­nych. Trud­no za­cie­ka­wić czy­tel­ni­ka ta­ki­mi re­alia­mi jak w opo­wia­da­niu, ale da się to zro­bić za­cie­ka­wia­jąc in­te­li­gen­cja bo­ha­te­rów, umie­jęt­no­ścią im­pro­wi­za­cji w trud­nych sy­tu­acjach i tak dalej.

 

Drze­wiec drgnął, co spra­wi­ło, że umo­co­wa­ne na jego końcu krze­mien­ne ostrze wy­su­nę­ło się z cie­nia i za­czę­ło mi­go­tać w bla­sku do­ga­sa­ją­ce­go ognia.

Tego typu frag­men­ty do­da­ją uroku ca­ło­ści. Lubię de­ta­le. Można je udo­sko­na­lić, dodać wię­cej gra­cji z cza­sem, ale na pewno nie li­kwi­do­wać ;)

 

 

Dwa mo­men­ty wpa­dły mi w oko:

Noc była jasna. Wierz­choł­ki kar­ło­wa­tych brzó­zek, po­ra­sta­ją­cych roz­le­głą wy­ży­nę, zda­wa­ły się do­ty­kać tar­czy ogrom­ne­go księ­ży­ca w pełni.

Tutaj nam się roz­wi­dla nie­bez­piecz­nie zna­cze­nie zda­nia. Cho­dzi­ło co o do­ty­ka­nie księ­ży­ca, który był w pełni. Jed­nak tech­nicz­nie rów­nie do­brze, można to od­czy­tać że dotyk odbył się w pełni (z pew­nym prze­sta­wio­nym szy­kiem). Nie­za­mie­rzo­na dwu­znacz­ność, która może roz­śmie­szyć lub wybić (a do­pie­ro za­czy­na­my lek­tu­rę).

 

Stara ne­an­der­tal­ka Oyyl, opa­tu­lo­na skó­ra­mi, sie­dzia­ła przed wej­ściem do ja­ski­ni i śle­dzi­ła jego wę­drów­kę wśród gwiaz­do­zbio­rów.

Czyją wę­drów­kę śle­dzi­ła? Księ­życ po­ja­wił się wcze­śniej, ale tutaj bli­żej mamy wej­ście. Po­dej­rze­wam, że bo­ha­ter­ka nie śle­dzi­ła wę­drów­ki wej­ścia. Poza tym pi­sa­łaś o tar­czy księ­ży­ca, a nie o samym księ­ży­cu. Na­pi­sa­nie o śle­dze­niu “jego wę­drów­ki” jest tro­chę nie­pre­cy­zyj­ne. To są na­praw­dę niu­an­se, które widać przy do­kład­nym czy­ta­niu. Pew­nie nie­któ­rym czy­tel­ni­kom coś zgrzyt­nie, ale nie będą wie­dzie­li w czym rzecz.

 

 

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

Fin­kla,

 

Taki ro­mans w wer­sji ne­an­der­tal­skiej? OK, cho­ciaż ni­cze­go mi nie urwał.

 

Z jed­nej stro­ny rze­kła­bym “szko­da”, że “ni­cze­go nie urwał”, ale gdyby tak do­słow­nie po­trak­to­wać, to może i do­brze xd A po­waż­nie, dzię­ku­ję za ko­men­tarz – coś tam sko­ry­go­wa­łam, mam na­dzie­ję, że wyj­dzie na dobre czy­tel­ni­kom :) Po­zdra­wiam :)

 

Vac­ter,

Dwa mo­men­ty wpa­dły mi w oko:…

Tak, tak, be­tu­ją­cym też ;)

Już tak ko­ry­go­wa­łam ten frag­ment, że ko­lej­ne ko­rek­ta może w końcu przy­nie­sie po­zy­tyw­ną prze­mia­nę (lub choć­by mniej opła­ka­ny sku­tek :p ))

Dzię­ku­ję za ko­men­tarz i po­zdra­wiam :)

Za­cie­ka­wi­ło mnie, ale jakoś nie po­rwa­ło. Choć tech­nicz­nie nie naj­go­rzej, więc czy­ta­ło się płyn­nie :)

Spo­dzie­waj się nie­spo­dzie­wa­ne­go

NaNa,

Dzię­ku­ję za ko­men­tarz, po­zdra­wiam

Czy­tam przez pry­zmat zna­nej mi osoby, cha­rak­te­ru nie da się za­trzeć, po­mi­mo zmia­ny oto­cze­nia po­sta­ci i świa­ta. Cha­rak­ter­na po­zo­sta­nie, wy­wo­łu­je ta kłó­tli­wa ten­den­cja jak zwy­kle od­wrot­nie niż za­mie­rzo­ny efekt uśmie­chu. In­te­re­su­ją­cy mam wgląd w ten ob­szar jesz­cze mi nie znany. Miło, że jest coś bli­skie­go i jed­no­cze­śnie no­we­go od Cie­bie. ????

Sym­pa­tycz­ne :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Szu­dracz,

Dzię­ki i tutaj :) Cie­szy mnie, że pa­mię­tasz jesz­cze “tamtą bo­ha­ter­kę” ;))

Po­zdro­wion­ka,

 

Anet,

Dzię­ku­ję :) i po­zdra­wiam,

Czo­łem Baska!

 

Przy­jem­na lek­tu­ra i bar­dzo fajne opo­wia­da­nie, cho­ciaż prze­szka­dza­ły mi po­wtó­rze­nia, za­czy­na­ją­ce się już we wstę­pie.

Nie chcę, żebyś ode­bra­ła to jako wska­za­nie błędu (bo nie uwa­żam że to błąd), ale dla mnie Twoja wizja świa­ta pa­le­oli­tycz­nych ludzi roz­mi­ja się z moim wła­snym wy­obra­że­niem. Za­wsze są­dzi­łem, że ten świat mu­siał być prze­siąk­nię­ty sa­crum i że było ono wszech­obec­ne w życiu ludzi oraz ich ob­co­wa­niu z oto­cze­niem. U Cie­bie w za­sa­dzie wszyst­ko roz­gry­wa się w stre­fie pro­fa­num. Nie­mniej, to jest tylko moje wy­obra­że­nie i opi­nia :)

Jego wę­drów­kę wśród gwiaz­do­zbio­rów śle­dzi­ła stara ne­an­der­tal­ka Oyyl, która opa­tu­lo­na skó­ra­mi, sie­dzia­ła przed wej­ściem do ja­ski­ni.

Ko­bie­ta miała świa­do­mość, że jasna po­świa­ta uwy­dat­nia ma­lo­wi­dła wy­ko­na­ne czer­wo­ną ochrą na jej po­marsz­czo­nej twa­rzy. Fan­ta­zyj­ne zdo­bie­nia oraz wi­sior­ki ze zwie­rzę­cych kości i piór, opla­ta­ją­ce szyję oraz dło­nie ne­an­der­tal­skiej sza­man­ki, sta­no­wi­ły świa­dec­two wy­so­kiej po­zy­cji Oyyl w kla­nie.

 

Za­pę­dzi­li ran­ne­go dra­pież­ni­ka w pu­łap­kę. Oto­czo­ny z trzech stron ska­ła­mi wilk zje­żył sierść, szy­ku­jąc się do ataku. Męż­czy­zna po­chwy­cił łuk i na­cią­gnął cię­ci­wę. Cze­kał na naj­do­god­niej­szy mo­ment do strza­łu.

Oyyl nad­bie­gła w chwi­li wil­czej szar­ży, co zde­kon­cen­tro­wa­ło przy­by­sza, który chy­bił. Zwie­rzę do­sko­czy­ło i wbiło kły w jego udo. Oyyl bły­ska­wicz­nie wy­ko­rzy­sta­ła po­wsta­łe za­mie­sza­nie i za­to­pi­ła grot w pier­si wilka.

Oyyl nad­bie­gła w chwi­li wil­czej szar­ży, co zde­kon­cen­tro­wa­ło przy­by­sza, który chy­bił. Zwie­rzę do­sko­czy­ło i wbiło kły w jego udo. Oyyl bły­ska­wicz­nie wy­ko­rzy­sta­ła po­wsta­łe za­mie­sza­nie i za­to­pi­ła grot w pier­si wilka.

Przy­bysz i zwie­rzę rów­no­cze­śnie grzmot­nę­li na zie­mię, a wzbu­rzo­na Oyyl ryk­nę­ła:

Że­gnaj! Życzę Ci po­wo­dze­nia, do­kąd­kol­wiek za­nie­sie Cię los!

Bos­man­Mat

Bar­dzo mi miło, że ze­chcia­łeś za­wi­tać pod tekst i go sko­men­to­wać. Dzię­ku­ję za zwró­ce­nie uwagi na po­wtó­rze­nia. To ważna in­for­ma­cja. Po­zdra­wiam :)

Hi­sto­ria ne­an­der­tal­skie dziew­czy­ny jakoś nie przy­pa­dła mi do gustu, być może dla­te­go, że po­słu­gi­wa­ła się słow­nic­twem, któ­rym po­słu­gi­wać się nie mogła.

Ne­an­der­tal­ska sza­man­ka zo­sta­ła od­ko­pa­na w ra­mach skra­ca­nia ko­lej­ki.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Nowa Fantastyka