- Opowiadanie: HollyHell91 - Uczta krasnoludzka, podstęp elficki

Uczta krasnoludzka, podstęp elficki

Nie mam nic do niskich facetów jakby co. Niepochlebne zdanie było mi potrzebne do stworzenia wiarygodnej kreacji bohatera.

 

Utwór, który wybrałam: Big Cyc – Rudy się żeni.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla, Użytkownicy IV, Użytkownicy III, AP

Oceny

Uczta krasnoludzka, podstęp elficki

Dziś zadzwonił do mnie kumpel i melduje, że Rudy się żeni.

Dzwonkiem szarpnął tak gwałtownie, że ten oderwał się od ściany. Jednak na to zwróciłem uwagę dopiero później.

Dupobrody wszedł do mojej pieczary nie czekając na zaproszenie. I powiedział słowa, od których zatrzęsła się jaskinia:

– Rudy! Rudy się żeni! Masz ty pojęcie? I wiesz, z kim?

Wciąż przyswajałem pierwszą część jego wypowiedzi, więc nie zgadywałem.

Kuźnia, Rudy, naprawdę? Przecież on nawet nigdy nie potrafił wykrztusić z siebie słowa, gdy w najbliższym otoczeniu przebywały niewiasty. No, chyba że upił wcześniej nieco miodu. Rudy, który zarzekał się, że nie potrzebuje bab, a one nie potrzebowały jego. I trudno się dziwić, bo urodziwy to on nie był. Kurdupel, nawet jak na krasnoludzkie standardy, z rudą brodą i łysą czaszką, od której odbijało się światło pochodni. Która kobieta, w dodatku widząca, chciałaby za niego wyjść?

– Herdis! – wykrzyczał kumpel z podnieceniem.

Tę informację mój mózg trawił jeszcze dłużej niż poprzednią.

Mój dupobrody druh wpatrywał się we mnie z błyszczącymi oczami i zaciśniętymi pięściami.

– No, czemu nic nie mówisz! – zirytował się brakiem mojej reakcji.

Mózg nareszcie skończył trawić. Wróciłem do rzeczywistości; do pochodni na ścianach, mojego legowiska z niedźwiedzim futrem, stołkiem i dwoma krzesłami, wielkiego dywanu od elfickich tkaczek z Ergonu…

– Zaraz! Mówisz o tej elfce? Herdis? Herdis z Ergonu?

– Tak jest! – wypiszczał, a ja byłem tak zszokowany, że nawet go nie przyganiłem za to niewieście zachowanie.

Podszedłem do krzesła, usiadłem. Oparłem się dłonią o blat stołu, wbiłem spojrzenie w słoje roczne.

Dlaczego-co-jak… Intensywnie pocierałem skroń. Pytania tłukły się w czaszce.

Przecież on nawet wcześniej nie wspominał, że się z kimś spotyka.

Herdis była piękną elfką, jej uroda wyróżniała się nawet na tle gładkolicych i smukłych pobratymców. A Rudy był… wspominałem już, że był brzydki? Że był niski. No, jedno zazwyczaj idzie w parze z drugim. Nic, co niskie, nie budzi szacunku, ani tym bardziej pożądania.

Na Kuźnię Krwi, czy on ją otruł jakimś eliksirem? Albo biedaczka gdzieś się potknęła w tych ciemnych i śliskich korytarzach… Upadła na głowę i…

– Czy Rudy posiada jakieś bogactwa? – Spojrzałem na druha, zaskoczony nagłą myślą.

Dupobrodemu zrzedła mina, rozluźnił dłonie.

– Ma chyba największy zbiór klejnotów w całym Ernolth.

Milczeliśmy. Tylko trzask palącej się pochodni przełamywał ciszę.

 

 

 

Termin ślubu zbliżał się nieubłaganie, a nam kończyły się pomysły, jak przemówić Rudemu do rozumu. Uparcie odpierał najprostszy i najbardziej logiczny powód, dla którego Herdis chciała za niego wyjść. Twierdził, że jesteśmy zazdrośni i tyle.

Niedobrze. Elfka pewnie już zdążyła go zahipnotyzować błękitnymi oczami i idealnymi piersiami. Nie żebym widział akurat jej, ale zdarzało mi się obcować z elfkami na ucztach. Wraz z ilością wypitego miodu wzrastała u nich tolerancja na brodate karły. I dziękowaliśmy za to Odynowi.

Koniec końców, Rudy pędził w przepaść i nie zamierzał się ratować. Postanowiliśmy więc mu pomóc, czy tego chciał czy nie.

Idealna okazja nadarzyła się bardzo szybko. Otóż mój serdeczny i naiwny zarazem druh, poprosił mnie o bycie świadkiem na jego ślubie. Najpierw kręciłem nosem, ale na szczęście zanim odmówiłem, do mojego wielkiego łba zdążyła wpaść genialna myśl.

– O tak, będę twoim świadkiem – zapewniłem go. – Najlepszym!

Urządzę ci taki wieczór kawalerski, jakiego jeszcze nie widziałeś, pomyślałem.

 

 

 

Złoty Kanion wydawał się idealnym miejscem na tak ważne wydarzenie. Po pierwsze: jak sama nazwa mówi, był Złoty, a więc pełen przepychu i godny wyjątkowych samców. Po drugie: miejsce to miało taką cechę, że trudno było się z niego wydostać będąc w stanie nietrzeźwym. Jeśli ktoś podczas uczty stwierdzi, że chce wracać do siebie, i tak nie będzie miał wyjścia: pozostanie z nami, nadal ucztując. No i nigdy nie zapuszczały się tam trolle, te małe złodziejskie skurwielki…

Idealne miejsce do zrealizowania planu.

Otoczeni złotymi spadami i toczącymi się gdzieniegdzie drogocennymi kamieniami czuliśmy się jak królowie. W wieczorze kawalerskim uczestniczyło niewielu, bo Rudy nie był szczególnie towarzyski, ale nam to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie: mała liczba gości podniosła rangę uczty, na którą nie mógł przyjść każdy.

Przeogromne stoły aż uginały się od wina, miodu i soczystych frykasów. Nad świeżo upieczonymi dzikami, bażantami i sarnami unosiła się para. Wszystkie smakołyki przyniosły krasnoludzkie niewiasty, ale nie było to ich jedyne zadanie tego wieczoru. Oczywiście wiedziałem o tym tylko ja.

– Na Odyna, jakie to pyszne! – Rudy od razu rzucił się na mięso. Nawet nie zauważył pięknych kobiet, które starannie wybierałem.

– Cieszę się, że ci smakuje – wycedziłem zirytowany.

Ale spokojnie, miałem jeszcze asa w rękawie. W postaci wyjątkowo ponętnej krasnoludki, której żaden samiec, mający oczy i niezaburzone libido, nie jest w stanie się oprzeć. Naprawdę dobrze się przygotowałem.

Zapowiadał się wyjątkowy wieczór.

 

 

 

Z trudem rozkleiłem powieki. Ogromna fala bólu wpłynęła do czaszki, a piasek zasypał usta. Przekręciłem głowę na bok, niewidzialne dłuto uderzyło w skroń, syknąłem. Zaniepokoił mnie fakt, że Dupobrody leżał tak blisko i do tego w samych gatkach. Jego kaftan pod łożem pokrywało coś, czego na pewno nie miałem ochoty sprawdzać.

Powoli podniosłem głowę, próbując się rozejrzeć.

To musiała być nie byle jaka uczta. Złoty Kanion wyglądał, jakby przeszedł przez niego odurzający huragan. Ze wszystkich trzech długich stołów tylko jeden nadal dzielnie stał. Pozostałe leżały na dnie Kanionu, przypominając deski, które dopiero czekały na zmontowanie. Niektórzy towarzysze leżeli na nich jak na posłaniach, pokryci napoczętym lub już strawionym jedzeniem. Powietrze było aż ciężkie od wyziewów miodowych i winnych.

Poczułem, jak mieszanina trunków i pozostała treść żołądka rozpaczliwie próbuje się wydostać. Kaftan Dupobrodego otrzymał kolejną warstwę obrzydliwości.

Wytarłem brodę i próbowałem sobie przypomnieć wydarzenia poprzedniego wieczoru.

Pamiętałem, że Dupobrody dobierał się do jednej z krasnoludek tak nachalnie, że w końcu dostał dzbanem w głowę. To wyjaśniało guza na jego czole, który przypominał kiełkujący róg jednorożca.

Potem prześcigaliśmy się w rzucaniu trollami. Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł i kto je tam sprowadził, ale bawiłem się wybornie. Jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby te złodziejaszki tak piszczały ze strachu. Najdalej rzucił chyba Thorgir, ale nie byłem pewny – od tamtego momentu moja pamięć rozmywała się we mgle.

– Baler… – Usłyszałem swoje imię. Nazbyt szybko odwróciłem głowę w stronę źródła głosu. Syknąłem i zrobiło mi się niedobrze. To właśnie Thorgir zmierzał w moim kierunku, powłócząc nogami i łapiąc się za głowę.

Doczłapał do mnie, usiadł powoli na posłaniu. Spojrzał ze wstrętem na kaftan i jego zawartość.

– Nie chce ci się rzygać od tego?

Aa no tak, pomyślałem. Podniosłem rękę, ale zaraz ją opuściłem, nie miałem siły. Thorgir zaśmiał się i ostrożnie odsunął kaftan.

– Ale zabalowaliśmy, co? – zagadał bez sensu. Ślepy by zauważył, jaki burdel tu zrobiliśmy.

– Ano – sapnąłem. Nienawidziłem tego pulsowania w głowie i całego świata.

– Rudy chyba nie wrócił od tej elfki – charknął dziwacznie, jakby chciał się zaśmiać, ale mu nie wyszło.

Wytrzeszczyłem oczy.

– Jakiej elfki?

– No jak to jakiej, tej, co wkładałeś własne klejnoty do sakiewki… W sensie dosłownym, oczywiście.

– Jesteś obrzydliwy.

– Och, przepraszam hrabię z Ernolth, który zaledwie kilka godzin wcześniej defekował na palenisko, śpiewając przy tym, że Loki może go ugryźć w dupę, bo nikt inny nie robi tak wybitnych psikusów…

– Że co robiłem?

– Nieważne, nikomu nie powiemy przecież. Mamy większe problemy na głowie.

– Jakie?

– No, nie mogę znaleźć Rudego i… moja sakiewka jest pusta.

Zerwałem się, zahuczało mi w głowie, ale zignorowałem ten okropny ból. Na szczęście sakiewkę nadal miałem przytroczoną do pasa. Na nieszczęście była pusta.

– O Wszechmocny Odynie… – wyszeptałem, krew mi odpłynęła z twarzy.

Thorgir gwizdnął przeciągle. Dupobrody się poruszył, powoli otworzył oczy.

– Zaraz ja ci gwizdnę, debilu – warknął na towarzysza. – Łeb mi pęka, co jest z tobą nie tak?

– Masz przy sobie sakiewkę? – zapytał Thorgir.

– Co?

Szturchnąłem Dupobrodego na tyle mocno, że spadł z posłania. Jęknął i zwymiotował jednocześnie, a my z Thorgirem szukaliśmy jego sakiewki. Nie znaleźliśmy.

– Nie podoba mi się to – powiedziałem, starając się opanować drżenie rąk. Nie wiedziałem, czy to skutek nadchodzącego kaca czy rosnącego zdenerwowania.

Nagle przypomniało mi się, co mówił wcześniej Thorgir.

– Wspomniałeś, że Rudy nie wrócił od jakiejś elfki… – Spojrzałem na niego. – Kiedy tu przyszła? Jak wyglądała?

Dupobrody w końcu wszystko z siebie wyrzucił i ucichł. Z trudem wstawał, opierając się o posłanie. Thorgir patrzył na mnie z niezrozumieniem w oczach.

– To nie ty ją załatwiłeś? Mówiłeś, że będzie niespodzianka.

– Owszem, ale zamawiałem krasnoludkę, nie elfkę.

Cisza. Zakręciło mi się w głowie, musiałem usiąść.

Rozpaczliwie przeszukiwałem zakamarki pamięci, próbując odnaleźć chociaż skrawki wspomnień. Nie pamiętałem, bym jakiejś elfce dawał klejnoty… W ogóle nie pamiętałem żadnej elfki na uczcie. Musiała przyjść, gdy wino i miód już kompletnie zamroczyły mi umysł.

– Kto to był, Thorgirze? Kim była ta elfka?

– Na Kuźnię Krwi, nie wiem. Pierwszy raz ją widziałem. Myślałem, że to ty ją poznałeś na jakiejś uczcie.

Spojrzeliśmy obaj na Dupobrodego.

– Ja nie widziałem żadnej elfki… Byłem zbyt zajęty z Gudrun… – Uśmiechnął się lekko.

Spotkaliśmy się wzrokiem z Thorgirem. Akurat to mi się przypomniało, jemu zapewne to samo chodziło po głowie. W pewnym momencie podczas uczty Dupobrody poszedł się odlać, a w tym czasie Ragnar przybrał sztuczne warkocze i suknię swojej żony, Gudrun. Wtedy wydawało nam się to zabawne. Najwidoczniej Dupobrody był tak pijany, że nie dziwiła go długa broda u kobiety.

Postanowiliśmy w milczącym porozumieniu, że nie powiemy o tym naszemu druhowi. Nie chcieliśmy przecież zatonąć w rzygach.

Thorgir drapał się po głowie.

– Pamiętam tylko, że nosiła ozdobną, złotą maskę. I miała bardzo długie blond włosy. No i ogromne…

– Czekaj! Jak długie były te włosy? – przerwałem mu. Do gardła podchodziła mi gula, kłębek nerwów. Albo niestrawionego alkoholu.

– No, nie zwracałem zbytniej uwagi na włosy przecież… – Skrzywił się, jakby szukanie w pamięci sprawiało mu ból. – Ale do kolan na pewno jej sięgały.

Aż poczułem, że zbladłem. Przez dłuższą chwilę nie mogłem oddychać.

Herdis miała takie włosy.

– Nie, nie, nie gadaj nawet, że Herdis była tutaj, nie żartuj tak… – chrypiałem.

W oczach Thorgira zabłysło olśnienie, a po chwili przerażenie.

– O ja pierdolę – wykrztusił.

Dupobrody patrzył na nas z osobna, kręcąc głową jak kura.

– Co się stało? O co chodzi?

– Musimy znaleźć Rudego. Natychmiast.

 

 

 

Przecież Złoty Kanion nie jest taki wielki! Rudy musi gdzieś tu być, powtarzałem w myślach rozpaczliwie, przerzucając deski rozwalonych stołów i pokryte przeróżnymi wydzielinami spodnie towarzyszy.

– O, bułki z porzeczkami! – Usłyszałem entuzjazm Dupobrodego.

Pokręciłem głową, dziwiąc się jego bezgranicznej głupocie. Po chwili zdziwiłem się jeszcze bardziej.

– Fu, kurwa! To czyjeś opryszczone dupsko!

Rzuciłem kaftan, który akurat trzymałem w ręce. Podbiegłem do Dupobrodego – szukał czegoś do wytarcia dłoni.

Obróciłem właściciela bułek z porzeczkami na drugą stronę. Widok był okropny, ale krzyknąłem z ulgą:

– Rudy! To Rudy, chłopaki, chodźcie tutaj!

Przybiegli, spojrzeli na niego i równocześnie pobiegli po wiadro z wodą, chlusnęli mu w twarz. Teraz w miarę dało się na niego patrzeć. Nie chcecie wiedzieć, co miał na brodzie i koszuli, choć łatwo się domyślić.

Przyklęknąłem i potrząsnąłem przyjacielem.

– Rudy! Przypomnij sobie, co robiłeś wczoraj! I z kim! Pamiętasz?

Zamiast słów z jego ust wydobył się bełkot.

– Thorgirze, przynieś nieco wody w pucharze.

Druh spełnił moje polecenie, podałem puchar Rudemu. Wypił łapczywie całą zawartość, rzucił w bok naczyniem, ale nadal nic nie mówił. Beknął tylko, ale tak potężnie, że przed oczami stanęła mi zawartość kaftana Dupobrodego.

Spojrzałem na sakiewkę przytroczoną do jego pasa, lecz nie musiałem do niej zaglądać, by wiedzieć, że była pusta. Przypominała wymięty flak.

Nie wytrzymałem z nerwów. Spoliczkowałem Rudego, chwyciłem za twarz.

– Rudy, kurwa! Obudź się! Widziałeś się wczoraj z Herdis?

Druh uśmiechnął się blado, na wpół świadomie.

– Herdis… – wycharczał. – Tak. Wspaniała… kobieta… Moja przyszła żona… zrobiła mi niespodziankę! Jakie ona ma wielkie…

– Co z nią robiłeś? Co robiliście?

Rudy jakby oprzytomniał na chwilę, tylko po to, by powiedzieć mi wzrokiem: “Przecież wiesz”. Nagle uśmiech zniknął mu z twarzy.

– O Wszechmocny Odynie… – wyszeptał, zbladł.

– Co? Co zrobiłeś?

Milczał przez dłuższą chwilę. Miałem wrażenie, że on sam, choć ledwo żywy od chlania, oczy miał już trzeźwe. Wodził nimi po naszych twarzach, jakby chciał się upewnić, że nie zrobimy mu krzywdy. W końcu odważył się przemówić.

– Mmm… powiedziała, że trolle ciągle atakują skarbiec Ernolth. I że… ona i jej elfi bracia pomogą chronić nasze klejnoty. Muszę tylko… powiedzieć, gdzie się znajdują… i… jak tam wejść…

Złapałem się za głowę, podniosłem z klęczek.

– Nie, stary, nie powiedziałeś jej, gdzie jest skarbiec… Nie powiedziałeś, prawda?

Rudy milczał, unikał naszych spojrzeń. Dupobrody wbił wzrok w dno Kanionu. Thorgir kopnął puchar z winem, który odbił się od stołu i obryzgał nas wszystkich trunkiem. Krzyk rozpaczy i wiązka przekleństw jeszcze długo niosły się po jaskiniach.

 

 

 

Minęło wiele czasu, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że mój banalny w realizacji plan się nie powiódł. Rudy miał zdradzić Herdis na wieczorze kawalerskim z uroczą krasnoludką, którą zamówiłem na tę okazję. Chciałem wykołować Herdis, za to ona wykołowała nie tylko mnie, ale i wszystkie krasnoludy.

Słyszałem, że od tamtej pory elfom w Ergon powodziło się bardzo dobrze. Smukli, piękni, wiecznie młodzi. No i bogaci. Zwróceni twarzami do słońca, stojący po stronie jasności. Niewiele istot wie o ich mrocznej przeszłości i nieuczciwych praktykach.

Natomiast my zaszyliśmy się jeszcze głębiej w naszych jaskiniach. Przyrzekliśmy sobie nigdy więcej nie zaufać elfom i żadnego nie wpuszczać do Ernolth. Każdemu, kto nie przestrzegał tego nakazu, groziło ścięcie lub zakopanie żywcem.

Rudy bardzo ciężko to przeżył. Nic dziwnego, w końcu stracił wszystko naraz: narzeczoną, bogactwa swoje, całego rodu krasnoludzkiego i szacunek. Od tamtych wydarzeń minęło już wiele lat, a Rudy ani razu nie pozwolił sobie na miłosne uniesienia. Nie odratował również zrujnowanej reputacji. Dumny i uparty ród krasnoludów nadal doskonale pamiętał, przez kogo stracił klejnoty zbierane od setek lat.

Jedynie Dupobrody, Thorgir i ja, Baler, nadal go wspieraliśmy. Tylko kumple z nim zostaną, na dobre i złe.

Koniec

Komentarze

Przeczytane, komentarz nadpłynie w swoim czasie.

Prime Video: The Ambush

"nie mam jak porównać samopoczucia bez bałaganu..." - Ananke

Dwie uwagi: "Akurat to mi się przypomniało, MU zapewne to samo chodziło po głowie." – jemu chyba brzmiałoby lepiej; "Tylko kumple z nim zostaną, na dobre i złe." – w powiązaniu z końcem poprzedniego akapitu brzmi to trochę jakby kumple mieli zostać z rodem krasnoludów ;) No ale dość marudzenia! Doskonałe opowiadanie, całkiem życiowa historia, acz opowiedziana lekko i z humorem :) Świetnie się bawiłam! Pozdrawiam cieplutko :)

Spodziewaj się niespodziewanego

smiley

Cześć! ja tam jadę z rozbiegu…

Która kobieta, w dodatku widoma, chciałaby za niego wyjść?

Wydaje mi się, że nie do końca rozumiesz znaczenie słowa. Widoma, to będąca widoczną,

a nie widząca kogoś… Tyle mówi SJP.

 

Mój dupobrody druh

Hmmm…może jestem zacofany, ale TAM broda?…nawet u krasnali… A jeżeli ma to być

przydomek, to z dużej litery.

 

Oparłem się płaską dłonią

Nie brzmi to dobrze, kojarzy się z “płaszczakami” – żyjątkami z przestrzeni dwuwymiarowej.

 

Pytania gromiły czaszkę.

Ciekawy proces, może więcej szczegółów?…

Nie przepadam za fantasy (i Big Cycem), ale dotarłem do końca… yes

 

dum spiro spero

Opowiadanie zacne, przaśne, złote, ale skromne.

Czasem mi tam conieco w nim zgrzytało, ale nie miałem czasu się przyglądać, bo fabuła wkręciła i mimo że dość przewidywalna – to przecież zapewniała satysfakcję.

Leci kliczek.

 

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Witam jurorkę :)


 

Witaj Nana,

 

Dziękuję Ci za uwagi i miłe słowa :) Zaraz poprawię tekst.

Pozdrawiam :)


 

Cześć, Fascynatorze,

 

Wydaje mi się, że nie do końca rozumiesz znaczenie słowa. Widoma, to będąca widoczną,

a nie widząca kogoś… Tyle mówi SJP.

Niedawno dokonałam obezwładniającego odkrycia. Słowniki też się czasem mylą.

Skoro osoba niewidoma to inaczej niewidząca, analogicznie widoma powinna być widząca, a nie widoczna. Wstrzymam się z poprawką i poczekam na opinie forumowych specjalistek od języka polskiego (tak, regulatorzy i Tarnina, o Was mówię/piszę).

 

Mój dupobrody druh

Hmmm…może jestem zacofany, ale TAM broda?…nawet u krasnali… A jeżeli ma to być

przydomek, to z dużej litery.

He. Dupobrody bo dupa na brodzie. O widzisz, nie pomyślałam, że można to w drugą stronę skojarzyć ;p A tutaj nie ma akurat przydomka, to… przymiotnik?

 

Oparłem się płaską dłonią

Nie brzmi to dobrze, kojarzy się z “płaszczakami” – żyjątkami z przestrzeni dwuwymiarowej.

Hm, w sumie racja, płaszczak niepotrzebny.

 

Pytania gromiły czaszkę.

Ciekawy proces, może więcej szczegółów?…

Wymieniam wszystkie pytania, które gromiły czaszkę, więc nie wiem, jakich szczegółów tu więcej jeszcze potrzeba :)

 

Nie przepadam za fantasy (i Big Cycem), ale dotarłem do końca… yes

Tym bardziej doceniam, że przeczytałeś i zostawiłeś komentarz, dziękuję i życzę wszystkiego dobrego!


 

 

Jimie,

 

Nie rozumiem obrazka. To odniesienie do Złotego Kanionu? ;p

 

Czasem mi tam conieco w nim zgrzytało, ale nie miałem czasu się przyglądać, bo fabuła wkręciła i mimo że dość przewidywalna – to przecież zapewniała satysfakcję.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to opowiadanie wysokich lotów, ale nawet takowego nie planowałam. Cieszyłam się, że udało mi się w ogóle połączyć słowa piosenki z fantastyką. No i znów celowałam w humor, który raczej nie jest moim przeznaczeniem.

Dziękuję za klika, pozdrawiam Cię serdecznie. Z niecierpliwością czekam na Twoje dzieło. Coś czuję, że rozwali mnie na łopatki.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

@Hol­ly­Hel­l91

Nie ro­zu­miem ob­raz­ka. To od­nie­sie­nie do Zło­te­go Ka­nio­nu? ;p

Ależ bardzo dobrze go rozumiesz :) 

Obrazek odnosił się do Złotego Kanionu. Jak również do anglojęzycznego określenia na łowczynię pieniędzy, która małżeństwo traktuje jako łatwy sposób na wzbogacenie – gold digger.

 

Zdaję sobie spra­wę, że nie jest to opo­wia­da­nie wy­so­kich lotów

Opowiadanie wysokich lotów w kopalni? Przecież by się porozbijali w tych sztolniach.

 

nawet ta­ko­we­go nie pla­no­wa­łam.

Ważne, że Ci wyszło to, co planowałaś :)

 

Cie­szy­łam się, że udało mi się w ogóle po­łą­czyć słowa pio­sen­ki z fan­ta­sty­ką.

I brawo Ty :)

 

No i znów ce­lo­wa­łam w humor, który ra­czej nie jest moim prze­zna­cze­niem.

Radzisz sobie z nim dużo lepiej niż ja.

 

Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na Twoje dzie­ło. Coś czuję, że roz­wa­li mnie na ło­pat­ki.

Na razie to ono skutecznie mnie rozwala na łopatki. Już go intensywnie nienawidzę.

 

I nawet jeśli mi się uda to skończyć, to mam graniczące z pewnością przeświadczenie, że nikt tej grafomanii nie przeczyta.

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Sympatyczny tekst, życiowy. No i wyjaśnił się powód tej wrogości między krasnoludami a elfami, o której wspomina tyle wielkich dzieł.

Czytało się przyjemnie, lekki styl, chociaż głowy bohaterowie mieli ciężkie…

Trochę mało przewidujące ze strony krasnoludów, że każdy chłystek miał dostęp do tak ważnej informacji.

Babska logika rządzi!

W erze, gdy na czaty dotyczące ultratajnych wojennych planów mocarstw zaprasza się losowe osoby, w tym dziennikarzy – beztroska krasnoludów nie powinna nas aż tak dziwić :)

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Jimie, krasnoludy zawsze sprawiały wrażenie solidnej rasy. ;-)

Babska logika rządzi!

Obawiam się, @Finkloże minęły czasy solidnych krasnoludów i teraz mamy zwykłych karłów ;-)

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ale że Nibelungowie ich wyparli? ;-)

Babska logika rządzi!

Ponoć Anuszka już rozlała olej, a Mime, dla swego brata Alberyka, wykuł ze skradzionego złota jakieś błyskotki ;-)

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Najgorszy ten olej. Chyba że błyskotki mają kształt tramwaju… ;-)

Babska logika rządzi!

Gdzieś tam widziałem takiego jednego co to wpadł z tymi błyskotkami do gorącego oleju czy lawy czy czegoś tam.

Chyba nie dotarł na miejsce tramwajem ;-)

 

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Toć mówię, że olej najgorszy. Resztę olej.

Babska logika rządzi!

Witaj. :)

Cóż, alkohol szkodzi… :)

Cóż tam się wyrabiało! Pomysł na opowiadanie z wykorzystaniem tej piosenki oszałamiający. :) 

Brawa, klik i powodzenia w konkursie. :) 

Pecunia non olet

Jimie,

 

Jak również do anglojęzycznego określenia na łowczynię pieniędzy, która małżeństwo traktuje jako łatwy sposób na wzbogacenie – gold digger.

A to tego nie wiedziałam :O

 

Opowiadanie wysokich lotów w kopalni? Przecież by się porozbijali w tych sztolniach.

No tak :P

 

Ważne, że Ci wyszło to, co planowałaś :)

No, powiedzmy :)

 

Radzisz sobie z nim dużo lepiej niż ja.

Nie byłabym taka pewna, ale dziękuję :)

 

Z niecierpliwością czekam na Twoje dzieło. Coś czuję, że rozwali mnie na łopatki.

Na razie to ono skutecznie mnie rozwala na łopatki. Już go intensywnie nienawidzę.

Heh, czasami tak bywa.

 

I nawet jeśli mi się uda to skończyć, to mam graniczące z pewnością przeświadczenie, że nikt tej grafomanii nie przeczyta.

No co Ty, przecież po to są dyżurni :P A tak serio, to ja z chęcią przeczytam i na pewno nie jestem jedyna. Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowy.

 


Finklo,

 

Sympatyczny tekst, życiowy. No i wyjaśnił się powód tej wrogości między krasnoludami a elfami, o której wspomina tyle wielkich dzieł.

O, cieszę się, że ktoś zwrócił na to uwagę :)

 

Twoja dyskusja z Jimem sprawiła, że nabrałam ochoty na ponowną lekturę Mistrza i Małgorzaty :)

Dziękuję za klika.


 

dobry duszku bruce,

 

Pomysł na opowiadanie z wykorzystaniem tej piosenki oszałamiający. :) 

<rumieni się>

 

Brawa, klik i powodzenia w konkursie. :) 

Dziękuję pięknie! heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bułhakow napisał nie tylko M&M. :-)

Babska logika rządzi!

Przykro mi, HollyHell, ale nie podzielę opinii dotychczas komentujących – mnie opowiadanie, niestety, nie spodobało się, a głównie z tego powodu, że cała rzecz sprowadziła się do pijaństwa i opisów późniejszego obfitego rzygotoku. W międzyczasie krasnoludy zostały okradzione. W dodatku nie dostrzegłam w opowiadaniu nic zabawnego, za to zabrakło mi tagu BIZARRO.

 

Która kobieta, w dodatku widoma, chciałaby za niego wyjść?Która kobieta, w dodatku widząca, chciałaby za niego wyjść?

Widome mogą być np. znaki coś zwiastujące, ale człowiek nie może być widomy, albowiem tak jak o przeciwieństwie kogoś bezdomnego nie powiemy, że ten, który ma dom, jest domny, tak przeciwieństwem niewidomego nie jest ktoś widomy.

 

Pytania gromiły czaszkę. → Czy pytania na pewno upominały i pokonywały czaszkę? A może miało być: Pytania tłukły się w czaszce.

Za SJP PWN: gromić 1. «ostro upominać» 2. «pokonywać kogoś»

 

jej uroda wyróżniała się nawet na tle gładolicych i smukłych pobratymców. → …jej uroda wyróżniała się nawet na tle gładkolicych i smukłych pobratymców.

Za SJP PWN: gładki 7. daw. «ładny»

 

Dupobrody leżał tak blisko i do tego w samych gatkach. Jego kaftan leżał pod łożem… → Czy to celowe powtórzenie?

 

 Powietrze było ciężkie od wyziewów… → Powietrze było ciężkie od wyziewów

 

Rozszerzyłem oczy. → Czy tu aby nie miało być: Wytrzeszczyłem oczy.

 

Do gardła podchodziła mi gula, kłębek stresu. → To słowo, jako zbyt współczesne, nie ma racji bytu w tym opowiadaniu.

 

Przypominała wymiętego flaka. → Przypominała wymięty flak.

 

Moja przyszła żona… zrobiła mi striptiz! → To słowo, jako zbyt współczesne, nie ma racji bytu w tym opowiadaniu.

 

Nagle uśmiech zszedł mu z twarzy. → Nagle uśmiech zniknął mu z twarzy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj!

Ciekawy pomysł i niezła realizacja, fajnie wpleciona piosenka. Trochę zbyt obrzydliwe jak na mój gust. No i pomysł, że Herdis zrezygnowałaby ze ślubu po zdradzie, jest, jak mnie, bardzo naiwny. Skoro zależało jej tylko na klejnotach, to zdradę bez mrugnięcia okiem by wybaczyła.

Okropnie chciwe te elfy. Mało im było, że planowały cały skarbiec okraść, jeszcze postanowiły wszystkim sakiewki opróżnić. Nałogowi złodzieje, miałam lepsze zdanie o tej rasie ;-).

 

Dzień dobry, regulatorzy,

 

Przykro mi, HollyHell, ale nie podzielę opinii dotychczas komentujących – mnie opowiadanie, niestety, nie spodobało się

A mi nie jest przykro. Spodziewałam się, że opowiadanie nie będzie w Twoim stylu, więc oddycham z ulgą, bo wszystko jest na swoim miejscu i nic się nie zmienia.

 

a głównie z tego powodu, że cała rzecz sprowadziła się do pijaństwa i opisów późniejszego obfitego rzygotoku.

To prawda, opowiadanie jest z gatunku tych niesmacznych. No ale cóż, jak to mówią: dziewczyna ze wsi wyjdzie, ale wieś z dziewczyny…? :P A tak na poważnie: obrzydliwości było wcześniej jeszcze więcej, część pousuwałam.

 

W dodatku nie dostrzegłam w opowiadaniu nic zabawnego, za to zabrakło mi tagu BIZARRO.

Czyli gdy opowiadanie opływa w obrzydliwościach, to zalicza się go do gatunku bizarro? Zawsze mam z nim problem. Kiedyś myślałam, że bizarro jest wtedy, gdy fabuła jest abstrakcyjna i absurdalna, a teraz już nie wiem.

 

Która kobieta, w dodatku widoma, chciałaby za niego wyjść? → Która kobieta, w dodatku widząca, chciałaby za niego wyjść?

Widome mogą być np. znaki coś zwiastujące, ale człowiek nie może być widomy, albowiem tak jak o przeciwieństwie kogoś bezdomnego nie powiemy, że ten, który ma dom, jest domny, tak przeciwieństwem niewidomego nie jest ktoś widomy.

Aaa widzisz. Miałam nadzieję, że wyjaśnisz tę kwestię i nie zawiodłam się: dziękuję bardzo!

 

Pytania gromiły czaszkę. → Czy pytania na pewno upominały i pokonywały czaszkę? A może miało być: Pytania tłukły się w czaszce.

Za SJP PWN: gromić 1. «ostro upominać» 2. «pokonywać kogoś»

Uch. A człowiek żyje już tyle lat na tym świecie i myśli, że zna swój język :)

 

Rozszerzyłem oczy. → Czy tu aby nie miało być: Wytrzeszczyłem oczy.

No właśnie długo się nad tym czasownikiem zastanawiałam. Wujek Google podał mi kilka podobnych przykładów i mu uwierzyłam.

 

Dziękuję za wszystkie uwagi, poprawione!

 

Mam nadzieję, że mnie jeszcze nie skreśliłaś :P W najbliższym czasie planuję opowiadanie w całkiem innym stylu, nie będę się silić na humor i nie będzie ani kapki rzygów, obiecuję!

 


 

Cześć, Iyumi,

 

Ciekawy pomysł i niezła realizacja, fajnie wpleciona piosenka.

Z tym było najwięcej problemów, więc dziękuję bardzo!

 

Trochę zbyt obrzydliwe jak na mój gust.

Nie dziwię się :P

 

No i pomysł, że Herdis zrezygnowałaby ze ślubu po zdradzie, jest, jak mnie, bardzo naiwny. Skoro zależało jej tylko na klejnotach, to zdradę bez mrugnięcia okiem by wybaczyła.

Ajajaj. Ajajajaj. Masz rację.

Tylko, motyla noga, chyba już nie mogę tego zmienić, bo to by zmieniło cały rdzeń powieści, a według regulaminu konkursu nie można przekształcać fabuły. Widzisz, tak się skupiłam na tym, żeby jakoś połączyć piosenkę z fantastyką, że zapomniałam, by sprawdzić, czy główny wątek w ogóle się klei.

Ajajaj. Nauczka na przyszłość.

 

Okropnie chciwe te elfy. Mało im było, że planowały cały skarbiec okraść, jeszcze postanowiły wszystkim sakiewki opróżnić. Nałogowi złodzieje, miałam lepsze zdanie o tej rasie ;-).

Prawda? Strasznie zachłanne.

 

Dziękuję za przeczytanie i komentarz!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

HollyHell, moja przykrość polega na tym, że fajniej się pisze komentarze entuzjastyczne i wyrażające radość z przeczytanego opowiadania, więc pewnie jeszcze wszystko przed nami. :)

Cieszę się, że uznałaś uwagi za przydatne. 

I nie obawiaj się – nie będziesz skreślona! 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Usta krasnoludzkie, postęp elficki ;-)

 

@Finkla

Bułhakow napisał nie tylko M&M. :-)

 

Prawdę mówiąc poza M&M Bułhakow nie napisał niczego ani w jednej dziesiątej tak dobrego. Choć muszę przyznać, że poniekąd za “Białą gwardię” jestem mu wdzięczny – słabiutkie to, ale jednak wywarło na mnie na tyle spore wrażenie, że po latach postanowiłem sobie to odświeżyć i przeczytać drugi raz i pod wpływem tej lektury napisałem opowiadanie, które zostało opublikowane i które wyznaczało moment mojego powrotu do pisania po ćwierćwiecznej przerwie.

Ale nadal uważam, że poza M&M Bułhakow niczego ciekawego nie napisał – szkoda czasu, człowiek się tylko rozczaruje, bo M&M jest genialne – Bułhakow był typowym jednostrzałowcem – wszystko inne co stworzył nawet się do poziomu M&M nie zbliżało. M&M uważam od lat za najlepszą książkę w dziejach, natchnioną, wyprzedzającą nawet takie arcydzieła jak Don Kichot Cervantesa, Rzeźnię numer pięć Vonneguta czy Paragraf 22 Hellera – ale Bułhakow jako autor nie jest nawet w pierwszej dziesiątce moich arcymistrzów – bo by tam się znaleźć, trzeba powtarzalności (dlatego na pierwszym miejscu jest – co jest oczywiste, dla każdego kto mnie zna – Lem).

 

 

“Trochę zbyt obrzydliwe jak na mój gust.”

Nie dziwię się :P

Co Wy wiecie o obrzydliwości ;-)

 

 

Prawda? Strasznie zachłanne.

Zawsze było dla mnie podejrzane, skąd te elfy takie bogate, jak najbogatsi banksterzy, skoro nie bardzo widać podstaw ich ekonomii… ale to wyjaśniłaś już i teraz będę wiedział :)

 

 

 

…“No i pomysł, że Herdis zrezygnowałaby ze ślubu po zdradzie, jest, jak mnie, bardzo naiwny. Skoro zależało jej tylko na klejnotach, to zdradę bez mrugnięcia okiem by wybaczyła.”

Ajajaj. Ajajajaj. Masz rację.

Tylko, motyla noga, chyba już nie mogę tego zmienić, bo to by zmieniło cały rdzeń powieści, a według regulaminu konkursu nie można przekształcać fabuły. Widzisz, tak się skupiłam na tym, żeby jakoś połączyć piosenkę z fantastyką, że zapomniałam, by sprawdzić, czy główny wątek w ogóle się klei.

Ajajaj. Nauczka na przyszłość.

 

@Iyumi, @HollyHell91 – niet – drogie dziewczyny, to wcale fabuły nijak nie psuje, bo to, że my coś wiemy nie oznacza wcale, że bohaterowie opowiadania też to wiedzą.

Kto wymyślił ten plan? Oczywiście – narrator:

Minęło wiele czasu, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że mój banalny w realizacji plan się nie powiódł. Rudy miał zdradzić Herdis na wieczorze kawalerskim z uroczą krasnoludką, którą zamówiłem na tę okazję. Chciałem wykołować Herdis, za to ona wykołowała nie tylko mnie, ale i wszystkie krasnoludy.

Ale narrator też nie musi być (i tu nie jest) wszystkowiedzący – co więcej, narrator nie musi być nawet mądry, czy logiczny, narrator może być też nieuczciwy czy wprowadzający w błąd – ale to nie ten przypadek.

Narrator jest krasnoludem, a co gorsza – mężczyzną – a jak dobrze wiadomo, mężczyźni mogą projektować świetne sztolnie i nawet wagoniki napędzane energią geotermalną, ale we wszelkich gierkach społecznych są w porównaniu z kobietami jak dzieci we mgle, a już jeśli chodzi o sferę romantyczno-związkową – to na tym się nie znają wcale – więc narrator po prostu może nie zdawać sobie sprawy, że jego podstęp, nawet gdyby wszystko przebiegło zgodnie z planem – i tak by się nie udał, bo Herdis podchodzi do związków transakcyjnie i ewentualną zdradę męża wrzuci sobie w koszta (a i tak nie zapomni sobie potem tych kosztów odbić / odzyskać).

Więc nie – nie trzeba niczego zmieniać w fabule, bo wszystko się klei i to bardzo.

 

Rada na przyszłość odnośnie pisania męskich charakterów – my, faceci, jesteśmy do siebie bardzo podobni, bez względu na to, czy ktoś jest robotnikiem na budowie, profesorem uniwersytetu, maklerem giełdowym, programistą czy sportowcem (w odróżnieniu od Was, drogie Panie, z których każda jest inna niż inne). Łączy nas to, że jesteśmy prości. I to bardzo. Prości jak konstrukcja cepa.

 

 

Więc nie przesadzajcie z głębią psychiki męskich charakterów. Ani rozkmin. No chyba, że to dotyczy technologii :)

Ale życie uczuciowe? A jak to się całkuje?

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

regulatorzy,

 

HollyHell, moja przykrość polega na tym, że fajniej się pisze komentarze entuzjastyczne i wyrażające radość z przeczytanego opowiadania, więc pewnie jeszcze wszystko przed nami. :)

No pewnie! Niemniej jednak doceniam szczerość i autentyczność, też staram się taka być. Gdyby wszyscy ciągle słodzili, to by się człowiek w ogóle nie rozwijał. A co to za życie, jak stoisz w miejscu? Okropne!

 

Cieszę się, że uznałaś uwagi za przydatne. 

Zawsze :)

 

I nie obawiaj się – nie będziesz skreślona! 

No to uff!


 

Jimie,

 

Prawdę mówiąc poza M&M Bułhakow nie napisał niczego ani w jednej dziesiątej tak dobrego. Choć muszę przyznać, że poniekąd za “Białą gwardię” jestem mu wdzięczny – słabiutkie to, ale jednak wywarło na mnie na tyle spore wrażenie, że po latach postanowiłem sobie to odświeżyć i przeczytać drugi raz i pod wpływem tej lektury napisałem opowiadanie, które zostało opublikowane i które wyznaczało moment mojego powrotu do pisania po ćwierćwiecznej przerwie.

O, a to ciekawe, co piszesz! I rozczarowujące zarazem. “Biała gwardia” u mnie czeka na półce i na swoją kolej. Byłam pewna, że wszystkie inne dzieła pana Bułhakova zachwycą mnie tak samo jak Mistrz. Chociaż mam do tej pory podobne doświadczenia z Dostojewskim: Zbrodnię i Karę przeczytałam chyba pięć razy, tak mnie zachwyciła. Potem wzięłam się za Braci Karamazow, których raczej nie zrozumiałam, a Gracz wynudził mnie do alarmującego stopnia irytacji.

 

ale Bułhakow jako autor nie jest nawet w pierwszej dziesiątce moich arcymistrzów – bo by tam się znaleźć, trzeba powtarzalności (dlatego na pierwszym miejscu jest – co jest oczywiste, dla każdego kto mnie zna – Lem).

To też ciekawe, bo próbowałam czytać Bajki robotów i poddałam się po kilkunastu stronach. Może polecisz mi coś innego Lema i wtedy się przekonam?

 

Co Wy wiecie o obrzydliwości ;-)

:D

 

Zawsze było dla mnie podejrzane, skąd te elfy takie bogate, jak najbogatsi banksterzy, skoro nie bardzo widać podstaw ich ekonomii… ale to wyjaśniłaś już i teraz będę wiedział :)

No widzisz, tyle rzeczy się wyjaśniło naraz.

 

Narrator jest krasnoludem, a co gorsza – mężczyzną – a jak dobrze wiadomo, mężczyźni mogą projektować świetne sztolnie i nawet wagoniki napędzane energią geotermalną, ale we wszelkich gierkach społecznych są w porównaniu z kobietami jak dzieci we mgle, a już jeśli chodzi o sferę romantyczno-związkową – to na tym się nie znają wcale – więc narrator po prostu może nie zdawać sobie sprawy, że jego podstęp, nawet gdyby wszystko przebiegło zgodnie z planem – i tak by się nie udał, bo Herdis podchodzi do związków transakcyjnie i ewentualną zdradę męża wrzuci sobie w koszta (a i tak nie zapomni sobie potem tych kosztów odbić / odzyskać).

Więc nie – nie trzeba niczego zmieniać w fabule, bo wszystko się klei i to bardzo.

Kurczę, Jimie, jesteś nieoceniony. Ratujesz mi tyłek i to w sposób logiczny! Faktycznie, przecież Baler nie mógł tego przewidzieć. A ja – powracająca ze sztolni do rzeczywistości kobieta i autorka – już od razu uznałam, że nie przemyślałam wszystkiego.

 

Rada na przyszłość odnośnie pisania męskich charakterów – my, faceci, jesteśmy do siebie bardzo podobni, bez względu na to, czy ktoś jest robotnikiem na budowie, profesorem uniwersytetu, maklerem giełdowym, programistą czy sportowcem (w odróżnieniu od Was, drogie Panie, z których każda jest inna niż inne). Łączy nas to, że jesteśmy prości. I to bardzo. Prości jak konstrukcja cepa.

No, nie przesadzałabym tak bardzo :) To prawda, jesteście mniej skomplikowani niż kobiety, co ma mnóóóstwoooo plusów, naprawdę, ale bez przesady, macie też swoją głębię.

 

Ale życie uczuciowe? A jak to się całkuje?

A na tym to chyba już nikt się nie zna :)

 

Dziękuję, Jimie, za ten obszerny komentarz, lubię z Tobą dyskutować. Oczekuj mnie pod swoim opowiadaniem, bo właśnie do niego zmierzam :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bułhakow i jego twórczość.

Nie lubię obyczajówki ani biografii, więc “Biała gwardia” raczej nie miała u mnie szans. Ale. Czytałam ją kiedyś w Kijowie i mniej więcej w tym okresie odwiedziłam muzeum Bułhakowa – w domu, w którym kiedyś mieszkał i który został opisany w BG (zawiera mnóstwo wątków autobiograficznych). I te dwie rzeczy połączone ze sobą to jest magia.

Ech, nie wiem nawet, czy to muzeum nadal istnieje. :-(

 

Jeszcze spodobało mi się “Psie serce”, a do “Fatalnych jaj” czytanych w dzieciństwie odczuwam dziwny sentyment. No, te rzeczy przegrywają w zestawieniu z MiM, ale to w końcu opowiadania, a nie powieść.

Babska logika rządzi!

@Jim

 

niet – drogie dziewczyny, to wcale fabuły nijak nie psuje, bo to, że my coś wiemy nie oznacza wcale, że bohaterowie opowiadania też to wiedzą.

Nigdzie nie napisałam nic o psuciu fabuły, napisałam tylko, że pomysł był bardzo naiwny i moje zdanie podtrzymuję. Może wyraziłam się nieprecyzyjnie, nie chodziło mi o pomysł autorki, tylko narratora. Z tekstu wynika, że krasnolud był przekonany, że Herdis chce wziąć ślub z Rudym tylko ze względu na jego kolekcję klejnotów. Wynika to na przykład z tych fragmentów:

– Czy Rudy posiada jakieś bogactwa? – Spojrzałem na druha, zaskoczony nagłą myślą.

Dupobrodemu zrzedła mina, rozluźnił dłonie.

– Ma chyba największy zbiór klejnotów w całym Ernolth.

Milczeliśmy. Tylko trzask palącej się pochodni przełamywał ciszę.

Termin ślubu zbliżał się nieubłaganie, a nam kończyły się pomysły, jak przemówić Rudemu do rozumu. Uparcie odpierał najprostszy i najbardziej logiczny powód, dla którego Herdis chciała za niego wyjść. Twierdził, że jesteśmy zazdrośni i tyle.

 

Skoro krasnoludy, w tym narrator, nie chcą dopuścić do ślubu, bo uważają, że Herdis robi to tylko po to, żeby przywłaszczyć klejnoty Rudego, to myślenie, że zdrada sprawi, że Herdis jednak zrezygnuje z klejnotów, uważam za naiwne. Oczywiście narrator czy dowolna inna postać może być naiwna albo nawet głupia, tego nie neguję. Chociaż, w tym przypadku, krasnolud był wystarczająco bystry, żeby wymyślić, że nie chodzi o miłość a o bogactwa, ale już nie był na tyle bystry, żeby zauważyć, że zdrada to w sumie nic takiego, jeśli celem ślubu jest kradzież własności.

Istnieje też opcja, że narrator nie przewidział kradzieży, a jedynie, że Herdis chce wziąć ślub, żeby korzystać z bogactw Rudego i to przeszkadzało narratorowi, ale w takim przypadku również uważam myślenie, że zdrada zniechęciłaby elfkę za naiwne. Jeśli w grę nie wchodzi miłość, a wyrachowanie, to zdrada nie stanowi problemu. Narrator musiałby pomyśleć coś w stylu: “Chłopaki, mam plan, elfka na pewno zrezygnuje z bogactw, jeśli się dowie, że nasz brzydki kolega przespał się z inną. No, bo po co jej bogactwa, skoro nie może mieć wierności brzydala, na którym jej w ogóle nie zależy, nie?”. Uważam to za bardzo naiwne myślenie.

Jest jeszcze trzecia opcja, że krasnoludom przeszkadzał ślub bez miłości, ale jakoś nie wyglądają mi na takich romantyków. No i to byłaby w zasadzie sytuacja win-win. Elfka korzysta z bogactw, Rudy z elfki i wszyscy są szczęśliwi.

 

@Iyumi

Niby tak, ale jednak myślisz bardzo w kobiecy sposób (co nie jest dziwne, skoro jesteś kobietą :) ). Faceci są z natury… naiwni.

Kojarzysz pojęcie “trophy wife”? Taka żona-trofeum, obok samochodu i wilii mająca sygnalizować innym to, że się osiągnęło sukces? Młoda, atrakcyjna, wykształcona, z którą nie wstyd się pokazać na bankietach. Symbol i ukoronowanie wysiłków starszego, odnoszącego sukcesy faceta i najlepsze potwierdzenie jego pozycji.

Wiesz, że ci starzy, a więc z reguły znający życie faceci, często się w tych swoich trofeach po prostu zakochują? I żeby było śmieszniej, całkiem często są przekonani, że one kochają ich, a nie ich pieniądze.

Co ciekawe, są zwykle przekonani, że to tylko ich dotyczy, natomiast ich koledzy, którzy mają również młode partnerki – po prostu je kupili. Ale ja? Ja? No weź, może jestem gruby, niski, brzydki, łysy i mam krzywe nogi, ale jaką mam ciekawą osobowość! Za to mnie kocha, pieniądze to tylko dodatek.

Owszem, zdarzają się również cyniczni goście, którzy w ten sposób sobie opłacają długoterminowy abonament na escortkę (luksusową panią do towarzystwa – przy czym do towarzystwa dosłownie, seks to sprawa drugorzędna) – ale o wiele częściej jednak – są na tyle naiwni, że wierzą w to, że te młode dziewczyny ich w jakimś sensie kochają.

 

I choć pewnie czasem niektórym z nich przychodzi na myśl taka refleksja jak w tym dowcipie…

 

 

…to przecież szybko ją odganiają, bo przecież nie ma nic bardziej kruchego niż męskie ego, a taka myśl jest jak kula – już nie pistoletowa nawet, ale taka do burzenia budynków.

 

 

 

Ale może i masz rację – może krasnoludy nie są aż tak naiwne jak faceci gatunku homo sapiens.

To raczej praktyczna i pragmatyczna rasa.

Ale narrator mógł jeszcze jedną rzecz mieć na myśli…

że to pan młody nie będzie się chciał żenić :)

Zaznawszy rozkoszy w ramionach pięknej, krasnoludzkiej niewiasty “odkocha” się w elfce i postanowi być wiernym swojemu gatunkowi :)

 

 

 

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Jim

Wydaje mi się, że to co opisałeś doskonale pasuje do Rudego. On wierzy, że Herdis się w nim zakochała, co świadczy o jego naiwności, ale jednak nie budzi wątpliwości, bo to właśnie znana i popularna sytuacja. Tego się oczekuje od mężczyzn ;-).

Baler (narrator) stoi z boku, widzi co się dzieje i obmyśla plan. Wykazał się rozsądkiem, więc oczekiwałabym, że plan będzie trochę bardziej przemyślany. No, ale wygląda jakbyśmy się zgadzali, że narrator wykazał się naiwnością. Twierdzisz, że to naiwność typowa dla mężczyzn i być może tak jest, ale wydaje mi się, że nie stoi to w sprzeczności z tym co ja napisałam. Trudno też z tym dyskutować, bo to kwestia opinii, no i doświadczeń. Na pewno temat jest Ci bliższy ze względu na płeć, więc może ja też wykazuje się tu naiwnością oczekując od krasnoluda zbyt zaawansowanych przemyśleń. 

 

Ale narrator mógł jeszcze jedną rzecz mieć na myśli…

że to pan młody nie będzie się chciał żenić :)

Zaznawszy rozkoszy w ramionach pięknej, krasnoludzkiej niewiasty “odkocha” się w elfce i postanowi być wiernym swojemu gatunkowi :)

To jest, moim zdaniem, niezły pomysł. Też naiwny, ale nie tak bardzo i budzi mniej wątpliwości. Natomiast uważam, że w takiej sytuacji należałoby lekko zmodyfikować ten fragment:

Minęło wiele czasu, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że mój banalny w realizacji plan się nie powiódł. Rudy miał zdradzić Herdis na wieczorze kawalerskim z uroczą krasnoludką, którą zamówiłem na tę okazję.

Zamienić “Rudy miał zdradzić Herdis” na przykładowo “Rudy miał zakochać się w uroczej krasnoludce”. Obecna wersja sugeruje, że to jednak zdrada miała być problemem. Oczywiście to tylko moje przemyślenia i nie oczekuję od HollyHell, że będzie takie zmiany wprowadzać. Zakładam, że tak sobie tylko luźno dyskutujemy nad logiką rządzącą krasnoludami i mam nadzieję, że autorka nie odbiera moich wypowiedzi jako krytyki.

 

Opowieść dynamiczna, pełna humoru. Fajne dialogi. Świetnie pokazane charakterki krasnoludków. Nieźle się ubawiłem. 

Pozdrawiam!

@Iyumi

Zakładam, że tak sobie tylko luźno dyskutujemy nad logiką rządzącą krasnoludami i mam nadzieję, że autorka nie odbiera moich wypowiedzi jako krytyki.

Myślę, że autorka jest tolerancyjna i jakoś zniesie te nasze dyskusje pod jej dziełem, ja też nie oczekuję od niej żadnej zmiany, tylko po prostu myślę, jak tutaj ten problem narratora i planu ugryźć…

 

– Mam plan.

– Jaki?

– Sprytny.

 

(…) On wierzy, że Herdis się w nim zakochała, co świadczy o jego naiwności, ale jednak nie budzi wątpliwości, bo to właśnie znana i popularna sytuacja. Tego się oczekuje od mężczyzn ;-).

Teoretyczna znajomość Waszych sztuczek nam nie pomaga – i tak się dajemy robić i z ponurą regularnością wpisujemy się w to, czego się od mężczyzn oczekuje ;-)

 

 

No, ale wygląda jakbyśmy się zgadzali, że narrator wykazał się naiwnością.

Yep. W 100% się tu zgadzamy. Narrator jest prawie tak naiwny w sprawach niewieścich jak Jim

 

 

Twierdzisz, że to naiwność typowa dla mężczyzn i być może tak jest, ale wydaje mi się, że nie stoi to w sprzeczności z tym co ja napisałam.

Nie, nie stoi. Może owszem – oczekiwalibyśmy od narratora bardziej przemyślanego planu – ale jednak to tylko mężczyzna ;-)

 

Trudno też z tym dyskutować, bo to kwestia opinii, no i doświadczeń. Na pewno temat jest Ci bliższy ze względu na płeć, więc może ja też wykazuje się tu naiwnością oczekując od krasnoluda zbyt zaawansowanych przemyśleń. 

Cóż, częściej byłem w roli Rudego niż narratora, to może to właśnie ja na to źle patrzę, a Twoje spojrzenie jest bliższe prawdzie.

 

To jest, moim zdaniem, niezły pomysł. Też naiwny, ale nie tak bardzo i budzi mniej wątpliwości. Natomiast uważam, że w takiej sytuacji należałoby lekko zmodyfikować ten fragment:

“Minęło wiele czasu, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że mój banalny w realizacji plan się nie powiódł. Rudy miał zdradzić Herdis na wieczorze kawalerskim z uroczą krasnoludką, którą zamówiłem na tę okazję.”

Zamienić “Rudy miał zdradzić Herdis” na przykładowo “Rudy miał zakochać się w uroczej krasnoludce”. Obecna wersja sugeruje, że to jednak zdrada miała być problemem.

 

Można by ewentualnie połączyć obie naiwności (już się chyba zgodziliśmy, że narrator jest naiwny i jego plan nie do końca jest przemyślany) – łącząc to w coś w stylu: 

 

Miałem nadzieję, że albo Rudy się zakocha w uroczej krasnoludce i zerwie zaręczyny, albo Herdis uniesie się honorem po zdradzie narzeczonego – bo czyż taka piękna kobieta może znieść, że ktoś śmiał ją zdradzić ?

 

To by miało ten plus, że odsłaniałoby wprost naiwność narratora (bo w przeciwnym razie możemy jej domniemywać, owszem, ale nie ma jeszcze postawionej kropki nad i).

Co o tym sądzisz?

(Ja też tę dyskusję traktuję jako swoiste ćwiczenie – a nie, żebym miał skłaniać HH do zmian)

 

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nowa Fantastyka