- Opowiadanie: czeke - Wszystko przez Krzycha

Wszystko przez Krzycha

 I grupa skar­by: Ko­ro­na

II grupa za­mknię­cie/ ukry­cie skar­bu: Straż

III grupa coś zwy­kłe­go: Czar­na dziu­ra

 

beta: Bar­dja­skier – Bar­dzo dzię­ku­ję za uwagi. Przy­da­ły się :)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wszystko przez Krzycha

 

 

 

۞۞۞۞۞

 

Wie­czór się udał. W do­brych hu­mo­rach wra­ca­li­śmy z knaj­py do aka­de­mi­ka. Cze­ka­nie na nocny au­to­bus wy­da­wa­ło nam się stra­tą czasu, więc raźno po­ma­sze­ro­wa­li­śmy w stro­nę kam­pu­su. Droga wy­pa­da­ła nam przez przej­ście pod­ziem­ne, wie­cie, to koło dwor­ca. Mówią, że no­ca­mi jest tam tro­chę nie­bez­piecz­nie, ale co to dla nas, trzech musz­kie­te­rów po czte­rech pi­wach. Śmia­ło wkro­czy­li­śmy do tu­ne­lu.

Plot­ki jak zwy­kle oka­za­ły się mocno prze­sa­dzo­ne. W zim­nym świe­tle le­do­wych lamp oświe­tla­ją­cych pasaż nie do­strze­gli­śmy ni­cze­go groź­ne­go. Bo prze­cież nie sta­no­wił żad­ne­go za­gro­że­nia niski fa­ce­cik w śred­nim wieku, ubra­ny w szary pro­cho­wiec, opar­ty o ścia­nę i przy­pa­tru­ją­cy się ja­kiejś płach­cie pa­pie­ru. On na nas nie zwra­cał uwagi i my też po­win­ni­śmy zo­sta­wić go w spo­ko­ju, ale Krzy­siek oczy­wi­ście mu­siał za­ga­dać.

– Co tam tak oglą­dasz, ko­le­go?

– Nie twoja spra­wa. – Facet nawet nie pod­niósł wzro­ku znad ar­ku­sza.

Krzy­chu po­czuł się ura­żo­ny nie­uprzej­mą od­po­wie­dzią.

– No i czego się rzu­casz? Grzecz­nie pytam.

– Od­pieprz się! – Gość ob­ró­cił się do nas bo­kiem i naj­wy­raź­niej chciał odejść.

Zna­li­śmy Krzyś­ka na tyle do­brze, żeby roz­po­znać ten błysk w oku, ozna­cza­ją­cy wej­ście w tryb „you tal­kin’ to me?”. Rzu­ci­li­śmy się go po­wstrzy­mać, ale był szyb­szy. Zła­pał za kartę, pró­bu­jąc wy­rwać ją czło­wie­ko­wi z rąk. Tam­ten od­ru­cho­wo szarp­nął. Roz­legł się dźwięk roz­dzie­ra­ne­go pa­pie­ru i obaj po­le­cie­li dwa kroki w tył, każdy ze swoim ka­wał­kiem w rę­kach.

– O, sorry – wy­krztu­sił Krzy­chu z głu­pa­wym uśmiesz­kiem.

I wtedy stało się coś dziw­ne­go. Gość po­pa­trzył na nas z wście­kło­ścią, rzu­cił ja­kieś nie­zro­zu­mia­łe słowo i pu­ścił się bie­giem, a gdy już pra­wie zde­rzył się ze ścia­ną, wy­ko­nał szyb­ki ruch ręką. Krzyk­nął coś i… w murze zma­te­ria­li­zo­wa­ła się czar­na dziu­ra, w którą wpadł nie­zna­jo­my, a ta na­tych­miast znik­nę­ła.

Sta­li­śmy jak ska­mie­nia­li. Co jest grane? Prze­cież aż tyle nie wy­pi­li­śmy! Dobrą chwi­lę nic się nie dzia­ło i może do­szli­by­śmy do sie­bie i uzna­li, że pa­dli­śmy ofia­rą ja­kiejś zbio­ro­wej ha­lu­cy­na­cji, ale w tym mo­men­cie kil­ka­na­ście me­trów przed nami w ścia­nie znowu otwo­rzy­ła się czar­na dziu­ra i wy­biegł z niej ten sam czło­wiek. Ro­zej­rzał się do­oko­ła, zo­ba­czył nas, skrzy­wił się okrop­nie i po­now­nie wbiegł w ko­lej­ny por­tal, który po­ja­wił się tuż obok tego pierw­sze­go.

– Pa… nowie, co tu… jest gra… ne? – wy­du­kał Ma­ciek.

– Nie mam po­ję­cia – po­wie­dzia­łem – spie­przaj­my stąd!

Za­wró­ci­li­śmy w stro­nę bliż­sze­go wyj­ścia, ale le­d­wie zro­bi­li­śmy kilka kro­ków, facet w sza­rym pro­chow­cu znów wy­padł ze ścia­ny. Nawet nie pa­trzy­li­śmy, jak mio­ta­jąc ja­kieś nie­zna­ne nam słowa, znika w ko­lej­nej czar­nej dziu­rze. Rzu­ci­li­śmy się w prze­ciw­ną stro­nę, ale nie do­bie­gli­śmy nawet do po­ło­wy ko­ry­ta­rza, gdy cała se­kwen­cja z por­ta­la­mi po­wtó­rzy­ła się, tym razem na dru­gim końcu przej­ścia. Za­mar­li­śmy.

– Co teraz? – za­py­tał Ma­ciek lekko drżą­cym gło­sem.

– Do tam­te­go wyj­ścia! – Krzy­siek był bar­dziej zde­cy­do­wa­ny. 

– Gdzie się nie ru­szy­my, tam po­ja­wia się ten facet – wtrą­ci­łem.

– Nie­waż­ne, tu zo­stać nie mo­że­my! – Ma­ciek ewi­dent­nie bar­dzo chciał być już gdzie in­dziej.

Zanim jed­nak zdą­ży­li­śmy zro­bić choć krok, w murze, do­kład­nie na­prze­ciw nas, otwar­ła się ko­lej­na czar­na dziu­ra i wy­sko­czył z niej nasz prze­śla­dow­ca. Przy­war­li­śmy do ścia­ny, spo­dzie­wa­jąc się ataku, ale tym razem nie­zna­jo­my wy­glą­dał bar­dziej na zre­zy­gno­wa­ne­go niż wście­kłe­go.

– Mu­si­my po­ga­dać – wy­ce­dził.

– Nie pod­chodź! Mam gaz! – krzyk­ną­łem, bo nic lep­sze­go nie przy­szło mi do głowy.

Za­trzy­mał się trzy kroki od nas i przy­glą­dał się nam spo­koj­nie, choć bez sym­pa­tii.

– Od­daj­cie mi ten frag­ment mapy.

– Ja­kiej mapy? – spy­ta­li­śmy rów­no­cze­śnie.

– Tej, którą on ro­ze­rwał.

Krzy­chu po­wol­nym ru­chem wy­cią­gnął rękę, ale szyb­ko ją cof­nął.

– A co to za mapa? Dla­cze­go tak ci na niej za­le­ży? – Chyba od­zy­skał ani­musz, bo jego głos za­brzmiał mocno i pew­nie.

Wy­glą­da­ło na to, że nie­zna­jo­my za­sta­na­wia się, czy od­po­wie­dzieć na py­ta­nie. Na czole po­ja­wi­ła się głę­bo­ka zmarszcz­ka, a brwi zbli­ży­ły się do sie­bie.

– Mapa skar­bu. Wiel­kie­go skar­bu – rzu­cił wresz­cie.

Śmiech, który wy­buch­nął, od­bi­ja­jąc się dźwięcz­nie od skle­pie­nia tu­ne­lu, był naszą od­po­wie­dzią na jego słowa, a po czę­ści był też wy­ra­zem opa­da­ją­ce­go na­pię­cia. Mó­wiąc do­kład­nie, od­po­wie­dzią Krzyś­ka i moją, bo Ma­ciek się nie za­śmiał. Tym razem to jemu za­świe­ci­ły się oczy. Po­wiedz­my sobie szcze­rze, Ma­ciek miał coś, co Krzy­chu na­zy­wał „geld­cug”, czyli mó­wiąc wprost, lekką ob­se­sję na punk­cie kasy. Wspo­mnie­nie o skar­bie naj­wy­raź­niej trą­ci­ło tę czułą stru­nę w jego umy­śle.

– Skoro to taki wiel­ki skarb, to mapa jest sporo warta.

– To moja mapa! – od­pa­ro­wał facet w pro­chow­cu.

– Ale czę­ścio­wo w na­szym po­sia­da­niu – za­uwa­ży­łem.

– Za­bra­li­ście mi ją!

– To dzwoń na po­li­cję – za­kpił Krzych.

– Na co?

Po­pa­trzy­li­śmy zdzi­wie­ni po sobie. Skąd on się urwał?

– Nie­waż­ne – cią­gnął gość – od­daj­cie mi ją.

– Mo­że­my ci ją sprze­dać. – Ma­ciek zwę­szył oka­zję na zysk.

– Ale ja nie mam ze sobą złota!

I wtedy Krzy­siek, któ­re­mu udzie­lił się na­strój ne­go­cja­cji, wy­pa­lił:

– To weź nas na wspól­ni­ków!

– W po­rząd­ku – zgo­dził się nie­zna­jo­my z ła­two­ścią, która po­win­na nam dać do my­śle­nia, ale nie dała.

– No, to umowa stoi. – Rów­no­cze­śnie wy­cią­gnę­li­śmy do niego ręce.

– Stoi – po­twier­dził, ści­ska­jąc po kolei nasze pra­wi­ce.

Za­pa­dła cisza, w któ­rej za­wi­sło nie­wy­po­wie­dzia­ne py­ta­nie: „No dobra, i co teraz?”

– Na­zy­wam się Aga­mir. – Wła­ści­ciel mapy zde­cy­do­wał się w końcu prze­rwać mil­cze­nie. – Daj­cie mi ten ode­rwa­ny frag­ment, a resz­tę po­wiem wam już po tam­tej stro­nie, bo tu i tak mi nie uwie­rzy­cie.

Przyj­rzał się ka­wał­ko­wi, który podał mu Krzy­chu. Chwi­lę po­me­dy­to­wał, a potem po­szedł wzdłuż ścia­ny, li­cząc kroki. Za­trzy­mał się, od­mie­rzył czte­ry łok­cie od pod­ło­gi i z za­do­wo­lo­ną miną po­kle­pał mur. Na­stęp­nie wy­ko­nał gest, który już wi­dzie­li­śmy wcze­śniej i wy­po­wie­dział to samo słowo, które naj­wy­raź­niej otwie­ra­ło przej­ście w murze, bo oto przed nami na ścia­nie po­ja­wi­ła się czar­na dziu­ra.

– Za­pra­szam. – Za­chę­ca­ją­co ski­nął głową, a wi­dząc nasze nie­zde­cy­do­wa­nie, do­rzu­cił: – Nie ufa­cie wspól­ni­ko­wi?

Dzi­siaj już nie pa­mię­tam do­kład­nie, kto się wy­rwał jako pierw­szy, ale coś mi mówi, że to był Krzy­siek:

– Idzie­my pa­no­wie! Skar­by cze­ka­ją!

Sam nie wie­rząc, że to robię, wsze­dłem w ten nie­zwy­kły por­tal, a za mną ru­szył… No, to mu­siał być Ma­ciek.

Za­la­ło nas ła­god­ne świa­tło po­po­łu­dnio­we­go słoń­ca. Sta­li­śmy na zie­lo­nej łące. Po obu jej stro­nach wzno­si­ły się ła­god­ne, po­ro­śnię­te lasem zbo­cza. Środ­kiem pły­nę­ła rzeka, a wzdłuż niej bie­gła sze­ro­ka, wy­dep­ta­na ścież­ka, na któ­rej le­ża­ło sporo kro­wich plac­ków.

– Ani chybi ta droga pro­wa­dzi do mia­sta, w któ­rym jest targ by­dlę­cy.

Od­wró­ci­łem się i zdę­bia­łem. Przede mną stał kra­sno­lud! Taki jak z fil­mów Jack­so­na.

– Co się tak ga­pisz? Mó­wi­łem, że tam by­ście mi nie uwie­rzy­li.

– Aga­mir? Ale jak? Prze­cież byłeś czło­wie­kiem – wy­krztu­si­łem.

– W tam­tym wy­mia­rze tak, ale nie w tym. Przy przej­ściu wszyst­ko się zmie­nia. Zresz­tą po­patrz na sie­bie.

Spoj­rza­łem na swoje ręce i zo­ba­czy­łem szpo­nia­ste dło­nie po­kry­te zie­lon­ka­wą skórą i rzad­ką szcze­ci­ną. Nogi wy­glą­da­ły po­dob­nie, a na do­da­tek czu­łem się jakiś taki niż­szy.

– Tutaj je­steś go­bli­nem. Gdy­by­śmy nie byli wspól­ni­ka­mi, udu­sił­bym cię go­ły­mi rę­ka­mi. My, kra­sno­lu­dy nie prze­pa­da­my za wami. – Aga­mir uśmiech­nął się,ale tak jakoś nie­we­so­ło.

– A kim w takim razie je­stem ja?

Ob­ró­ci­li­śmy się jak na ko­men­dę. Przed nami stała wy­so­ka ko­bie­ta. Spod dłu­gich, czar­nych, ła­god­nie opa­da­ją­cych na ra­mio­na wło­sów wy­sta­wa­ły spi­cza­ste uszy.

 – Wy­glą­dasz mi na elfa, a ści­śle mó­wiąc na elfkę – bez­na­mięt­nie rzu­cił Aga­mir.

 – Co?! – Smu­kłe dło­nie elfki za­czę­ły ner­wo­wy ta­niec, a to ob­ła­pia­jąc pier­si, to znów sunąc po bio­drach, by po chwi­li opaść na po­ślad­ki. – Ale jak?!

– Nor­mal­nie. W tam­tym świe­cie je­steś…? – Kra­sno­lud za­wie­sił głos.

– Krzy­siek! – pi­snę­ła elfka.

– No wła­śnie, tam je­steś Krzyś­kiem, a tutaj je­steś elfką. I już! Mó­wi­łem, wszyst­ko się zmie­nia – do­koń­czył Aga­mir tak, jakby tłu­ma­czył naj­bar­dziej oczy­wi­stą rzecz pod słoń­cem.

W ogrom­nych, nie­bie­sko-­zło­tych oczach Krzy­cha po­ja­wi­ły się łzy, a wargi za­czę­ły drżeć. Jesz­cze chwi­la, a nor­mal­nie by się roz­be­czał.

– A ja się nie zmie­ni­łem – po­wie­dział Ma­ciek, pod­cho­dząc do nas uśmiech­nię­ty od ucha do ucha.

– O cho­le­ra! – Aga­mir aż pod­sko­czył, a wi­dząc nasze py­ta­ją­ce spoj­rze­nia, do­rzu­cił ty­tu­łem ko­men­ta­rza: – Nie­do­brze.

– Co nie­do­brze? Wi­docz­nie na mnie nie za­dzia­ła­ło i dalej je­stem czło­wie­kiem.

– Chwi­lo­wo, jak sądzę. Za­cho­wa­łeś po­stać czło­wie­ka, ale nim nie je­steś.

– No to kim je­stem? – do­cie­kał Ma­ciek.

– Oba­wiam się, że wil­ko­ła­kiem. – Kra­sno­lud przy­glą­dał mu się uważ­nie. – Pew­ność uzy­ska­my przy naj­bliż­szej pełni, ale ra­czej się nie mylę. Oj, nie bę­dzie przy­jem­nie. – Głos kra­sno­lu­da za­brzmiał jak coś na­praw­dę nie­faj­ne­go.

Uśmiech spełzł z twa­rzy Maćka. Mnie też dreszcz prze­szedł po szcze­ci­nia­stym karku. Nawet Krzy­siek prze­stał się mazać.

– No już! Nie mar­tw­cie się. – Kra­sno­lud uznał, że musi nas pod­nieść na duchu. – Peł­nia bę­dzie, je­że­li mi się nic nie po­my­li­ło, do­pie­ro jutro, a my je­ste­śmy już pra­wie u celu. Zdą­ży­cie wró­cić do swo­je­go świa­ta i wszyst­ko bę­dzie nor­mal­nie.

– I znowu będę fa­ce­tem, praw­da? – za­py­tał ner­wo­wo Krzy­siek.

– Pew­nie tak, ale tro­chę szko­da, bo tyłek masz fan­ta­stycz­ny – za­śmia­łem się.

– Nie wku­rzaj mnie!

– Ale on ma rację – po­parł mnie, śmie­jąc się, Ma­ciek – na­praw­dę prima sort.

– A kopa w dupę chcesz?

– Coś ty Krzy­chu taki ner­wo­wy? Okres ci się zbli­ża? – Dałem mu lek­kie­go kuk­sań­ca w udo, bo wyżej nie się­gną­łem.

– Jesz­cze słowo…

Aga­mir przy­glą­dał się nam z nie­sma­kiem.

– Macie czas na takie głu­po­ty? Da­le­ko nie jest, ale jed­nak tro­chę czasu po­trze­bu­je­my, a ja was stąd nie wy­pusz­czę, zanim nie do­trze­my do skar­bu. Że o zbli­ża­ją­cej się pełni już nie wspo­mnę.

Jak skar­ce­ni ucznio­wie grzecz­nie usta­wi­li­śmy się wokół kra­sno­lu­da. Wresz­cie mo­gli­śmy spo­koj­nie przyj­rzeć się całej mapie. W tym świe­cie była wy­ry­so­wa­na na wy­pra­wio­nej skó­rze, nie na pa­pie­rze. Rzut oka na ode­rwa­ny ka­wa­łek wy­ja­śnił nam, dla­cze­go Aga­mi­ro­wi tak na nim za­le­ża­ło.

W na­szym przej­ściu pod­ziem­nym były za­zna­czo­ne wej­ścia do całej masy por­ta­li, z któ­rych tylko jeden za­zna­czo­no zie­lo­nym krzy­ży­kiem. Na­praw­dę, nie­ła­two by­ło­by go zna­leźć tak na chy­bił tra­fił.

Kra­sno­lud gru­bym pa­lu­chem po­ka­zał punkt na mapie.

– O, tu je­ste­śmy, a w tę stro­nę – mach­nął ręką – idzie się do mia­sta. Nam trze­ba w prze­ciw­ną.

Wziął drugi ka­wa­łek skóry i przy­ło­żył do tego, który trzy­mał przed ocza­mi.

– Rap­tem trzy mile stąd jest wej­ście do ja­ski­ni, potem ko­ry­tarz… – Przyj­rzał się uważ­niej. – Ja­kieś trzy, czte­ry sta­ja­nia. Potem ko­tlin­ka i wa­row­nia, a w niej skarb. Mó­wi­łem, że to już bli­sko.

– I to już wszyst­ko? Jakoś tak za łatwo, jak na wiel­ki skarb. – Ma­ciek za­czął być po­dejrz­li­wy.

– No… – zmie­szał się Aga­mir. – Tak cał­kiem łatwo to nie bę­dzie. Są pewne prze­szko­dy…

– I po to nas wzią­łeś na wspól­ni­ków? Że­by­śmy też nad­sta­wia­li karku? – obu­rzy­łem się.

– Oj nie prze­sa­dzaj­cie. Po pro­stu uzna­łem, że przy­da mi się pomoc. Zresz­tą, nie mo­że­cie się już wy­co­fać. W tym świe­cie kra­sno­ludz­ki honor ma swoją war­tość, a zła­ma­nie zo­bo­wią­za­nia nie­sie gor­sze kon­se­kwen­cje niż to, z czym przyj­dzie się nam zmie­rzyć.

Łyp­nął na nas groź­nie. Nie był duży, ale wy­glą­dał na ta­kie­go co po­tra­fi przy­ło­żyć raz i drugi, i trze­ci, i tyle razy, że­by­śmy gorz­ko po­ża­ło­wa­li nie­słow­no­ści.

– No, to ru­sza­my. – Nawet się przy tym uśmiech­nął.

– Panie przo­dem. – Ma­ciek za­chę­ca­ją­cym ge­stem wska­zał drogę.

– Pie­prz­nąć ci?

 

۞۞۞۞۞

 

Droga wio­dła dnem ską­pa­nej w pro­mie­niach za­cho­dzą­ce­go słoń­ca do­li­ny, wzdłuż spo­koj­nie pły­ną­cej rzeki. Jeśli po­mi­nąć licz­ne ślady po­zo­sta­wio­ne przez pę­dzo­ne na targ do mia­sta bydło, można by po­wie­dzieć, że było wręcz uro­czo. Szło się wy­god­nie i tylko Krzy­chu co chwi­la po­pra­wiał kusą spód­nicz­kę, która w mar­szu pod­jeż­dża­ła mu do góry. Te trzy mile po­ko­na­li­śmy w nieco ponad go­dzi­nę. W miarę jak słoń­ce scho­dzi­ło niżej, Ma­ciek coraz bar­dziej ner­wo­wo pa­trzył w niebo, ale Aga­mir uspo­ko­ił go, mó­wiąc, że gdyby dziś miała być peł­nia, to już by coś było po nim widać.

Gdy do­tar­li­śmy do wej­ścia do ja­ski­ni, do­li­na to­nę­ła już w mroku. Tylko niebo nad nią było jesz­cze jasne, oświe­tlo­ne słoń­cem, które wła­śnie scho­wa­ło się za wznie­sie­nia­mi.

– Tutaj prze­no­cu­je­my, a rano pój­dzie­my już pro­sto do skar­bu – po­wie­dział Aga­mir i za­brał się do roz­pa­la­nia ognia. – Zrób­cie sobie ja­kieś po­sła­nia. Tam jest mięk­ki mech.

– A nie le­piej od razu przejść przez ja­ski­nię? – spy­ta­łem. – Prze­cież w środ­ku bę­dzie tak samo ciem­no za dnia jak i w nocy.

– Ow­szem, ale le­piej tro­chę od­po­cząć przed tym co nas jutro czeka.

– A co nas czeka? – za­in­te­re­so­wał się Krzy­chu.

– Le­piej nam po­wiedz coś o tym skar­bie – wtrą­cił się Ma­ciek.

Kra­sno­lud z uśmie­chem zi­gno­ro­wał py­ta­nie Krzyś­ka i zwró­cił się do Maćka.

– O, skarb. Oczy­wi­ście! – Na uło­żo­nych ga­łąz­kach po­ja­wił się ja­sny pło­mie­ń, więc kra­sno­lud do­ło­żył kilka grub­szych pa­ty­ków, po czym usiadł opar­ty o ka­mień. – Że­la­zna ko­ro­na. Le­gen­da głosi, że kto ją zdo­bę­dzie, zo­sta­nie wład­cą wszyst­kich kra­sno­ludz­kich ple­mion.

– A takie bar­dziej uni­wer­sal­ne skar­by? Złoto, ru­bi­ny, dia­men­ty – za­nie­po­ko­ił się Ma­ciek.

Aga­mir po­pa­trzył na niego z nie­sma­kiem.

– Że­la­zna ko­ro­na, to naj­więk­szy skarb, o jakim marzą kra­sno­lu­dy. Tych bły­sko­tek, o któ­rych mó­wisz mamy dosyć. Ale nie martw się, we­dług pra­daw­nych opo­wie­ści ko­ro­na leży na sto­sie z ka­mie­ni szla­chet­nych i złota. To wszyst­ko bę­dzie wasze. Ja chcę tylko ko­ro­nę!

– Pa­su­je nam taki układ – wtrą­ci­łem się, wi­dząc, że Ma­ciek chce jesz­cze roz­ma­wiać o klej­no­tach. – A ze spraw bar­dziej przy­ziem­nych… Masz coś do je­dze­nia?

W tor­bie kra­sno­lu­da zna­la­zło się kilka ka­wał­ków wę­dzo­nej sło­ni­ny, są­dząc po za­pa­chu, nie­zbyt świe­żej. Krzy­chu po­pa­trzył na nie ze wstrę­tem i oświad­czył, że jemu wy­star­czy świa­tło gwiazd i źró­dla­na woda. Ma­ciek coś tam skub­nął, ale bez en­tu­zja­zmu. Resz­ta zo­sta­ła dla mnie i Aga­mi­ra.

 

۞۞۞۞۞

 

Na­za­jutrz wsta­li­śmy dosyć późno, bo trze­ba było ode­spać wy­da­rze­nia po­przed­nie­go dnia, a poza tym słoń­ce do do­li­ny zaj­rza­ło tak, na moje oko, po dzie­sią­tej. Potem trze­ba było jesz­cze coś prze­ką­sić i tak ze­szło nam do po­łu­dnia. Na szczę­ście nie mu­sie­li­śmy ni­cze­go pa­ko­wać. Po pro­stu ze­bra­li­śmy się i po­szliśmy do ja­ski­ni.

O dziwo, przez szcze­li­ny w skale do­cie­ra­ło do niej tro­chę świa­tła i coś tam było widać, zwłasz­cza gdy wzrok się już tro­chę przy­zwy­cza­ił. Cał­kiem spora ko­mo­ra wej­ścio­wa, w któ­rej po­ru­sza­li­śmy się bez pro­ble­mu, bar­dzo szyb­ko prze­kształ­ci­ła się w wąski i niski ko­ry­tarz. Dalej można było iść tylko gę­sie­go i to na czwo­ra­kach, ta­pla­jąc się w za­le­ga­ją­cym na dnie błoc­ku. Krzy­siek zaj­rzał do dziu­ry.

– No, pa­no­wie! Który pierw­szy, od­waż­ny? – po­wie­dział z prze­ką­sem.

Aga­mir sap­nął tylko i wcią­ga­jąc brzuch prze­szedł koło Krzyś­ka, dep­cząc mu po sto­pach i za­czął wci­skać się skal­ną szcze­li­nę. Ma­ciek wzru­szył ra­mio­na­mi i ru­szył za nim.

– No, naj­gor­szy syf chło­pa­ki wytrą. – Krzy­chu uśmiech­nął się szel­mow­sko. – Teraz mogę iść.

Tunel był na­praw­dę cia­sny. Mie­li­śmy wra­że­nie, że skały na­pie­ra­ją na nas ze wszyst­kich stron. Jako go­blin i tak nie mia­łem naj­go­rzej. Nie wiem jak po­ra­dzi­li sobie ci więk­si, ale łatwo na pewno nie mieli.

Po około go­dzi­nie zo­ba­czy­li­śmy w końcu wyj­ście z ja­ski­ni. Wy­czoł­ga­li­śmy się na ze­wnątrz, szczę­śli­wi, że ta mor­dę­ga się już skoń­czy­ła. Oczy z wolna przy­zwy­cza­iły się do bla­sku dnia i wtedy zo­ba­czy­li­śmy coś, co po­gor­szy­ło nam na­strój. Przed nami roz­po­ście­ra­ła się ko­tli­na o ska­li­stym dnie. Gdzie­nie­gdzie le­ża­ły ogrom­ne głazy, a po­śród nich cała masa ob­je­dzo­nych do czy­sta kości, świad­czą­cych o tym, że nie wszyst­kie krowy do­tar­ły do mia­sta na targ. Kiedy przyj­rze­li­śmy się im bli­żej, stwier­dzi­li­śmy, że rów­nież nie wszy­scy wła­ści­cie­le bydła wró­ci­li szczę­śli­wie do domów. Ma­ciek tro­chę zzie­le­niał na twa­rzy, a Krzy­chu zła­pał mnie mocno za ramię.

– Auć! – krzyk­ną­łem, bo wbił mi te swoje smu­kłe palce w skórę.

– Cicho! – syk­nął Aga­mir – bo smok nas usły­szy.

– Smok?! – krzyk­nę­li­śmy, nie ba­cząc na ostrze­że­nie. – Taki duży ze skrzy­dła­mi, co zieje ogniem i zżera ludzi, bydło i w ogóle wszyst­ko, co się rusza?

– Ten chyba aku­rat ogniem nie zieje, nic tu nie jest osma­lo­ne, ale resz­ta się zga­dza…  Kra­sno­lud chyba chciał jesz­cze coś dodać, ale w tym mo­men­cie zza skał wy­szedł smok. Jasna cho­le­ra! Na­praw­dę był wiel­ki. Zie­mia aż dud­ni­ła, gdy po­wo­li szedł w naszą stro­nę, kru­sząc ła­pa­mi le­żą­ce na ziemi szkie­le­ty.

– W nogi! – wrza­snął Aga­mir. – Za tam­ten głaz!

Jesz­cze nie skoń­czył, a już by­li­śmy w peł­nym pę­dzie, gna­jąc ku wska­za­nej skale. Prze­kli­na­łem krót­kie, go­bli­nie nogi, bo dość szyb­ko zna­la­złem się na końcu staw­ki.

– Cze­kaj­cie!

Krzyk­ną­łem roz­pacz­li­wie. Nawet się nie obej­rze­li. Ko­le­dzy, psia­krew!

Do­pa­dli­śmy wresz­cie do skały i sa­piąc jak lo­ko­mo­ty­wy, scho­wa­li­śmy się za nią.

– Dla­cze­go nie za­cze­ka­li­ście na mnie? – spy­ta­łem roz­go­ry­czo­ny.

– A co by to po­mo­gło? – wy­dy­szał Ma­ciek.

– Może i nic, ale tak się nie robi.

– Za­mknij­cie się! – Aga­mir ostroż­nie wyj­rzał zza skały. – Smoki widzą tak sobie, ale świet­nie sły­szą. Jak bę­dzie­my cicho, to może się jakoś wy­mknie­my.

– Co tak po­ciem­nia­ło? – za­in­te­re­so­wa­łem się.

Za­dar­li­śmy głowy. Nad nami, na skale, do któ­rej przy­war­li­śmy, sie­dział smok z roz­po­star­ty­mi skrzy­dła­mi.

– Spa­da­my! – pi­snął Krzy­chu.

Pu­ści­li­śmy się bie­giem do na­stęp­nej skały.

– Nie! Z po­wro­tem do ja­ski­ni – za­ko­men­de­ro­wał kra­sno­lud.

Gad był tak za­sko­czo­ny gdy za­wró­ci­li­śmy i prze­bie­gliśmy mu tuż przed py­skiem, że do­pie­ro po chwi­li ru­szył za nami w po­ścig. Już pra­wie nas miał. Ledwo zdą­ży­li­śmy wci­snąć się do tu­ne­lu, gdy o skałę nad wej­ściem do ja­ski­ni ude­rzy­ło coś ze strasz­ną siłą, a ze skle­pie­nia po­sy­pa­ły się ka­mie­nie.

– I co teraz? – wy­chry­piał Ma­ciek, krztu­sząc się od pyłu. – Prze­cież on tam się na nas za­sa­dzi.

– Nie wiem – od­parł kra­sno­lud. – Innej drogi nie ma. Mu­si­my go jakoś obejść.

– Łatwo po­wie­dzieć! Wi­dzia­łeś to bydlę? Zrobi z nas mia­zgę, jak tylko stąd wyj­dzie­my!

Za­pa­dła przy­gnę­bia­jąca cisza, w któ­rej sły­chać było tylko nasze cięż­kie od­de­chy.

– Aga­mir! – krzyk­ną­łem, bo nagle mnie oświe­ci­ło. – Pokaż mapę.

Kra­sno­lud podał mi plan. W jego oczach do­strze­głem py­ta­nie i na­dzie­ję.

– Tak! Do­brze pa­mię­ta­łem – stwier­dzi­łem z sa­tys­fak­cją. – Tutaj, w ko­tli­nie jest za­zna­czo­ny por­tal, na lewo od wyj­ścia z ja­ski­ni.

– Chcesz nim uciec? Prze­cież wtedy nie do­trze­my do skar­bu.

Py­ta­nie po­zo­sta­ło, ale na­dzie­ja w oczach Aga­mi­ra zga­sła. Ma­ciek i Krzy­siek, też wpa­try­wa­li się we mnie, a unie­sio­ne brwi wy­raź­nie mó­wi­ły, że nie wie­dzą, co mi cho­dzi po gło­wie.

Pod­eks­cy­to­wa­ny tym, że zna­la­złem roz­wią­za­nie, za­czą­łem szyb­ko tłu­ma­czyć swój plan.

– Nie chcę ucie­kać, ale tak sobie po­my­śla­łem, że skoro w tam­tym świe­cie nic nie jest tym, czym jest w tym, a w tym nie jest tym, czym w tam­tym.

– Cie­bie przy­pad­kiem smok ogo­nem po łbie nie zdzie­lił? – za­py­tał Krzy­chu. – Co ty beł­ko­czesz?

– Cho­dzi mi o to – cią­gną­łem już spo­koj­niej – że przy przej­ściu przez por­tal wszyst­ko się zmie­nia na coś lub kogoś, kto może ist­nieć po dru­giej stro­nie.

 – No i…? – do­cie­kał.

– No i jeśli uda nam się zwa­bić smoka do por­ta­lu i prze­go­nić go na drugą stro­nę, to wyj­dzie jako coś, co ist­nie­je w na­szym świe­cie. Coś, z czym ła­twiej sobie po­ra­dzi­my.

– Na przy­kład jako ty­grys – skrzy­wił się Ma­ciek.

– Masz lep­szy po­mysł?

Twarz kra­sno­lu­da roz­pro­mie­ni­ła się.

– To może się udać. Co­kol­wiek by to nie było, gor­sze od smoka nie bę­dzie. Bo u was nie ma smo­ków, praw­da?

– Nie, nie ma – za­pew­ni­łem.

– To mnie się plan po­do­ba! Do dzie­ła!

Cho­ciaż po­zo­sta­ła dwój­ka nie po­dzie­la­ła en­tu­zja­zmu niż­szych człon­ków dru­ży­ny, szyb­ko uło­ży­li­śmy plan, nie­zbyt skom­pli­ko­wa­ny praw­dę mó­wiąc, i przy­stą­pi­li­śmy do dzia­ła­nia.

Naj­pierw, przedarł­szy się przez za­wa­lo­ne ka­mie­nia­mi, efek­tem smo­czej szar­ży, wyj­ście z ja­ski­ni ostroż­nie wyj­rze­li­śmy na ze­wnątrz, a upew­niw­szy się, że smoka nie ma, naj­ci­szej jak się dało ru­szy­li­śmy w stro­nę por­ta­lu. Wszyst­ko szło do­brze, by­li­śmy już bar­dzo bli­sko, gdy nagle usły­sze­li­śmy szum skrzy­deł. Cho­le­ra! Nie wiem czemu za­kła­da­li­śmy, że ga­dzi­na bę­dzie nas gonić na pie­cho­tę. Zro­bi­ło się ner­wo­wo.

– Gazu! – wy­dar­łem się, ile pary w płu­cach.

Zu­peł­nie nie­po­trzeb­nie. Wszy­scy już od­sa­dzi­li się ode mnie o kilka kro­ków. Znowu!

Aga­mir do­padł do skal­nej ścia­ny, za­ma­chał rę­ka­mi i wy­krzy­czał za­klę­cie. Na­tych­miast po­ja­wi­ła się czar­na dziu­ra, do któ­rej wpa­dli moi, tak zwani, ko­le­dzy, zaraz potem ja i nie­mal w tej samej chwi­li do por­ta­lu wle­ciał smok z sze­ro­ko otwar­tą pasz­czą.

***

Jakiś czas póź­niej, mama opo­wia­da­ła mi z prze­ję­ciem, że tego dnia w ser­wi­sach in­for­ma­cyj­nych po­ka­zy­wa­no dziw­ny film z mo­ni­to­rin­gu w osie­dlo­wym skle­pie. Na na­gra­niu widać było owcę, wy­bie­ga­ją­cą z za­ple­cza, a zaraz za nią czte­rech fa­ce­tów, któ­rzy go­ni­li ją, wy­ma­chu­jąc rę­ka­mi, a gdy do­pa­dli, bez­ce­re­mo­nial­nie wy­rzu­ci­li ze skle­pu, sta­ran­nie za­mknę­li drzwi, za­sta­wi­li je skrzyn­ka­mi po piwie i bie­giem wró­ci­li na za­ple­cze. Ja­kość ob­ra­zu była kiep­ska i po­li­cja pro­si­ła o pomoc w iden­ty­fi­ka­cji spraw­ców tak okrut­ne­go trak­to­wa­nia zwie­rzę­cia.

***

– Ja pier­ni­czę, mie­li­śmy szczę­ście, że to nie był lew albo no­so­ro­żec – wy­dy­sza­łem, z tru­dem ła­piąc od­dech, opar­ty o skałę obok wyj­ścia z por­ta­lu w ko­tli­nie.

– Jest w tym jakaś spra­wie­dli­wość – sap­nął Ma­ciek. – Tutaj po­że­rał trzo­dę, a tam bę­dzie owcą.

– Dobra – Krzy­chu po­pra­wił spód­ni­cę – ro­zu­miem, że skarb jest zaraz za tą ko­tli­ną. Czego jesz­cze mamy się spo­dzie­wać?

– Do­kład­nie nie wiem. – Aga­mir roz­ło­żył ręce. – Ale ko­ro­ny pil­nu­je straż­nik, który za­da­je ar­cy­trud­ną za­gad­kę. Jeśli od­po­wiesz, do­sta­niesz ko­ro­nę, jeśli nie…

– Jasne, ro­zu­miem. Zbie­rać się, pa­no­wie! Miej­my to już za sobą.

 

 

۞۞۞۞۞

 

 Po pra­wie trzech go­dzi­nach mar­szu ścież­ką mię­dzy ska­ła­mi, na­szym oczom uka­za­ła się sze­ro­ka, ka­mien­na brama. Sta­ran­nie ocio­sa­ne bloki skal­ne two­rzy­ły łuk, pod któ­rym prze­szli­śmy, wkra­cza­jąc na dzie­dzi­niec oto­czo­ny wy­so­kim murem. Na środ­ku stała biała wieża ozdo­bio­na mi­ster­nie ry­ty­mi w mar­mu­rze mo­ty­wa­mi ro­ślin­ny­mi.

Sta­li­śmy na dzie­dziń­cu, nie wie­dząc co dalej robić, gdy na scho­dach pro­wa­dzą­cych na wyż­sze pię­tra po­ja­wił się elf. Wy­so­ki, przy­stoj­ny, świet­nie zbu­do­wa­ny. Każ­de­go fa­ce­ta wpę­dził­by w kom­plek­sy, a go­bli­na to już w ogóle…

Spo­dzie­wa­jąc się ja­kie­goś ataku przy­ję­li­śmy po­sta­wy obron­ne. Wszy­scy, z wy­jąt­kiem Krzyś­ka, który uśmiech­nął się pro­mien­nie, wdzięcz­nym ru­chem ręki prze­cze­sał włosy i za­czął się bawić ko­smy­kiem, prze­pla­ta­jąc go mię­dzy pal­ca­mi.

– Krzych! Co ty ro­bisz do cho­le­ry? – wark­ną­łem.

– Siedź cicho – od­wark­nął przez za­ci­śnię­te zęby, a uśmiech ani na mo­ment nie znik­nął z jego twa­rzy.

Nie­zna­jo­my swo­bod­nym kro­kiem zszedł po scho­dach.

– Na­zy­wam się Er­len­jar. Je­stem straż­ni­kiem tego miej­sca. Czemu za­wdzię­czam wi­zy­tę tak mi­łych gości?

Zwra­cał się do nas, ale pa­trzył tylko na naszą elfkę, która… No słowo daję, Krzy­siek się za­ru­mie­nił.

– Przy­szli­śmy zmie­rzyć się z wy­zwa­niem ar­cy­trud­nej za­gad­ki i zdo­być że­la­zną ko­ro­nę kra­sno­lu­dów – grom­ko oznaj­mił Aga­mir.

– I po­zo­sta­łe skar­by też – do­rzu­cił Ma­ciek.

– Ach, tak. – Elf wresz­cie za­szczy­cił nas spoj­rze­niem, ale takim ra­czej obo­jęt­nym. – W takim razie za­pra­szam do po­miesz­cze­nia w przy­zie­miu. Wej­ście z dru­giej stro­ny wieży. Tam na ścia­nie jest wy­ry­ty tekst za­gad­ki. Na pul­pi­cie znaj­dzie­cie pa­pier i in­kaust. Od­po­wiedź na pi­śmie pro­szę przy­nieść do mnie.

– Słu­cham? – Kra­sno­lud wy­trzesz­czył oczy.

– No, muszę mieć pod­kład­kę. Ja się potem prze­cież muszę roz­li­czyć z wy­da­nych skar­bów i z tych pre­ten­den­tów, któ­rym się nie po­wio­dło.

Ręce nam opa­dły. Aura ro­man­tycz­nej przy­go­dy w ma­gicz­nym świe­cie jakoś przy­ga­sła.

– A wielu już pró­bo­wa­ło? – za­cie­ka­wi­łem się.

– Praw­dę po­wie­dziaw­szy, jesz­cze nikt się nie zgło­sił.

– Bo pew­nie od­pa­dli na eta­pie smoka – mruk­ną­łem, przy­po­mniaw­szy sobie ludz­kie i hu­ma­no­idal­ne czasz­ki w ko­tli­nie.

– I jesz­cze jedno – cią­gnął elf – ta salka na dole jest dosyć cia­sna. Pro­po­nu­ję, żeby pa­no­wie po­szli sami, a my z panią na was po­cze­ka­my i może zwie­dzi­my pię­ter­ko.

– Do­sko­na­le! – Kla­snął w ręce Krzy­siek – Tylko bym robił tłok. To zna­czy, ro­bi­ła.

– Zdraj­ca! – syk­ną­łem.

– No idź­cie już, idź­cie – za­ćwier­kał, po­sy­ła­jąc nam ob­łud­ne­go ca­łu­sa.

Co było robić? Po­szli­śmy na drugą stro­nę wieży, pod­czas gdy para elfów udała się na górę.

– Co w niego wstą­pi­ło? – zży­mał się Ma­ciek.

– Przy przej­ściu do dru­gie­go świa­ta zmie­niasz się bar­dzo, ale nie cał­ko­wi­cie – wy­ja­śnił kra­sno­lud. – Pełna prze­mia­na wy­ma­ga kilku dni, ale po­stę­pu­je cały czas. Jesz­cze ty­dzień, dwa i wasz przy­ja­ciel byłby już stu­pro­cen­to­wą przy­ja­ciół­ką.

– Cie­ka­we czy to się cofa po po­wro­cie?

– Za­wsze coś zo­sta­je.

Tak roz­ma­wia­jąc, do­szli­śmy do ma­łych drzwi­czek na ty­łach wieży. Ze­szli­śmy po schod­kach do piw­nicz­ki. Rze­czy­wi­ście była dosyć cia­sna. Ro­zej­rze­li­śmy się do­oko­ła. Zaraz przy drzwiach stał pul­pit, a na nim kilka kart pa­pie­ru, pióro i ka­ła­marz. Był też ka­ga­nek, który oświe­tlał po­miesz­cze­nie. Na ścia­nie na­prze­ciw wej­ścia ru­na­mi wy­ry­to tekst za­gad­ki. Po­de­szli­śmy bli­żej.

– Aga­mir, umiesz to prze­czy­tać? – spy­ta­łem.

– No pew­nie. – Kra­sno­lud sta­nął na pal­cach, żeby le­piej wi­dzieć. – Wie­śniak musi prze­wieźć na drugi brzeg rzeki wilka, kozę i ka­pu­stę…

– Ty sobie jaja ro­bisz?! – krzyk­nął Ma­ciek. – To jest ta ar­cy­trud­na za­gad­ka? Każdy idio­ta ją roz­wią­że.

Być może spo­wo­do­wa­ły to emo­cje zwią­za­ne z bli­sko­ścią wy­ma­rzo­nej ko­ro­ny, a może coś zu­peł­nie in­ne­go, nie wiem. Wy­glą­da­ło bo­wiem na to, że dla kra­sno­lu­da pro­ble­mat wilka, kozy i ka­pu­sty za­li­cza się jed­nak do tych eks­tre­mal­nie trud­nych. Ścią­gnię­te brwi i wyraz głę­bo­kie­go sku­pie­nia na twa­rzy świad­czył o in­ten­syw­nym wy­sił­ku umy­sło­wym.

– Do­brze. – Ma­ciek po­sta­no­wił tro­chę zła­go­dzić swoje słowa. – Może rze­czy­wi­ście trze­ba się chwi­lę za­sta­no­wić.

Mru­gnął do mnie okiem i przez jakiś czas uda­wa­li­śmy, że roz­my­śla­my się nad roz­wią­za­niem. Ko­lej­ne mru­gnię­cie i krzyk­ną­łem:

– Mam! Aga­mir! Bierz kart­kę i pisz.

Po­dyk­to­wa­łem kra­sno­lu­do­wi od­po­wiedź i całą trój­ką po­bie­gli­śmy na drugą stro­nę wieży. Pędem po­ko­na­li­śmy scho­dy i z im­pe­tem wpa­dli do sali na pierw­szym pię­trze.

– Już?! – Elf szyb­ko zdjął rękę z uda Krzyś­ka.

– Już?! – Krzych po­de­rwał się z jego kolan. – Szyb­ko wam po­szło.

– Wam też – wy­ce­dził Ma­ciek.

– Myśmy tam po­ten­cjal­nie ry­zy­ko­wa­li ży­ciem, a ty… – do­rzu­ci­łem.

Er­len­jar po­sta­no­wił się wtrą­cić.

– Już do­brze, do­brze, przejdź­my do za­sad­ni­czej spra­wy. Pro­szę po­ka­zać od­po­wiedź.

Po­da­li­śmy mu kart­kę.

– Naj­pierw prze­wo­zi kozę – mam­ro­tał pod nosem. – Potem ka­pu­stę, wraca z kozą… tak, wilk… i wraca po kozę. No zga­dza się! Gra­tu­lu­ję!

Uści­skał każ­de­mu z nas rękę i z haka wbi­te­go w ścia­nę zdjął klucz za­wie­szo­ny na me­ta­lo­wym kółku.

– Chodź­my więc po skarb. Za­słu­ży­li­ście.

Wę­sząc w tym jakiś pod­stęp, po­wo­li ru­szy­li­śmy za nim.

– Śmia­ło, śmia­ło! Skarb jest wasz, zgod­nie z pra­wem.

Po­pro­wa­dził nas do ni­skie­go bu­dy­necz­ku w rogu dzie­dziń­ca. Wło­żył klucz do zamka i z pew­nym wy­sił­kiem prze­krę­cił. Otwie­ra­ne drzwi za­skrzy­pia­ły prze­raź­li­wie.

– Wil­goć – wy­ja­śnił elf, uśmie­cha­jąc się z za­kło­po­ta­niem.

We­szli­śmy do środ­ka, przy­świe­ca­jąc sobie lampą za­bra­ną z wieży. Na pod­ło­dze zo­ba­czy­li­śmy ka­wa­łek ja­kie­goś za­rdze­wia­łe­go me­ta­lu i kilka ka­mie­ni szla­chet­nych.

– A gdzie ko­ro­na?! – ryk­nął Aga­mir.

– Jak mó­wi­łem – od­po­wie­dział Er­len­jar – bar­dzo tu wil­got­no. Wszyst­kie że­la­zne ele­men­ty ko­ro­du­ją na po­tę­gę.

– A stosy dia­men­tów?! – krzyk­nął Ma­ciek.

– Zro­zum­cie pa­no­wie, utrzy­ma­nie tego miej­sca kosz­tu­je. Ja też mam swoje wy­dat­ki. Na wszyst­ko oczy­wi­ście mam kwity. – Wzru­szył ra­mio­na­mi. – Ale to, co zo­sta­ło, jest wasze.

– A ko­ro­na…? Wład­ca wszyst­kich ple­mion – mam­ro­tał kra­sno­lud.

– Oba­wiam się, że spra­wa jest dawno nie­ak­tu­al­na. – Er­len­jar roz­ło­żył ręce. – Ja to już pięć­set lat temu zgła­sza­łem, że ko­ro­nę wła­ści­wie szlag tra­fił, ale mi po­wie­dzie­li, żeby nic z tym nie robić, że oni ją wy­kre­ślą z listy ma­gicz­nych ar­te­fak­tów, ale bu­dyn­ki niech stoją, bo może się kie­dyś do cze­goś in­ne­go wy­ko­rzy­sta.

– Czyli ten gnom, co mi sprze­dał mapę… To zna­czy, że dałem się na­brać?

– Jak gówno na ło­pa­tę – po­twier­dził elf.

Aga­mir pa­trzył bez­rad­nie do­oko­ła. Aż nam się żal go zro­bi­ło.

– Le ty de­men­ty so nasze – zdu­szo­nym gło­sem po­wie­dział Ma­ciek.

Po­pa­trzy­li­śmy na niego. W wy­cią­gnię­tych rę­kach trzy­mał kilka błysz­czą­cych ka­my­ków.

– Ma­ciuś, co ty tak dziw­nie mó­wisz? I dla­cze­go się tak śli­nisz?

Sły­sząc to, kra­sno­lud otrzą­snął się z odrę­twie­nia.

– Jasna dupa! Słoń­ce już za­szło! On się zaraz prze­mie­ni!

– Szlag! – jęk­nął Krzy­siek. – Co teraz?

– Szyb­ko wra­caj­cie na swoją stro­nę, bo bę­dzie źle.

– Ale jak? Gdzie tu jest jakiś por­tal? – do­py­ty­wa­łem ner­wo­wo.

Er­len­jar, do­my­ślił się chyba o co cho­dzi, bo wska­zał prze­ciw­le­gły kąt dzie­dziń­ca.

– Tam! – Pu­ści­li­śmy się bie­giem we wska­za­nym kie­run­ku. – Pro­wa­dzi do ta­kie­go przej­ścia pod­ziem­ne­go koło dwor­ca.

– Co?! To nie trze­ba iść przez ko­tli­nę? – krzyk­nął Aga­mir.

– Przez ko­tli­nę? – zdzi­wił się elf. – Prze­cież tam jest smok.

– Jak dorwę tego gnoj­ka co mi sprze­dał mapę…

– Czego się spo­dzie­wa­łeś po mapie od gnoma? – Er­len­jar zro­bił zdzi­wio­ną minę.

Do­pa­dli­śmy do muru.

– Aga­mir, otwie­raj por­tal! – krzyk­ną­łem, wi­dząc, że Mać­ko­wi z ust za­czy­na­ją wy­sta­wać ostre kły.

Nie było czasu się po­że­gnać. Wpa­dli­śmy z Krzy­chem do czar­nej dziu­ry, cią­gnąc za sobą na wpół prze­mie­nio­ne­go wil­ko­ła­ka.

 Kiedy wy­sko­czy­li­śmy już po na­szej stro­nie, z ulgą stwier­dzi­li­śmy, że wszy­scy je­ste­śmy sobą. Do­kład­nie tacy, jacy by­li­śmy, gdy za­czę­ła się ta cała awan­tu­ra, tylko trzeź­wi. Dia­men­ty z tam­te­go świa­ta, w na­szym oka­za­ły się fa­sol­ka­mi, ale nawet Ma­ciek spe­cjal­nie tego nie ża­ło­wał.

Cóż nam więc zo­sta­ło po tej przy­go­dzie? Nasz nie­do­szły wil­ko­łak bar­dzo lubi krwi­ste, pra­wie su­ro­we mięso. Krzy­cho­wi szklą się oczy, gdy ktoś wspo­mni Er­len­ja­ra.

A ja? No cóż… Pa­mię­ta­cie to, kiep­skiej ja­ko­ści, na­gra­nie z mo­ni­to­rin­gu skle­po­we­go? Nie było takie złe. Po­li­cji udało się zi­den­ty­fi­ko­wać przy­naj­mniej jed­ne­go uczest­ni­ka zda­rze­nia.

Cho­le­ra! Je­stem chyba je­dy­nym fa­ce­tem na świe­cie, który do­stał grzyw­nę za znę­ca­nie się nad smo­kiem.

Koniec

Komentarze

Nieźle napisane przyjemne opowiadanko, pełne niestety mocno nieprzyjemnych osobników. Ale the pointa niezła:).

Już tylko spokój może nas uratować

“Nieprzyjemni osobnicy” to zjawisko nad wyraz powszechne. Gdyby byli hasłem w kategorii :”Zwykła rzecz”, to bym go użył(-a) :)

Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz.

Hej,

wracam z komentarzem po betowym. Czyta się szybko i przyjemnie. Historia jest zabawna, a do tego wciągająca :). 

 

Pozostaje mi zostawić klika i życzyć powodzenia w konkursie :)

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Piękna mapa!

 

Wszystko przez Krzycha.

Tak to już jest z nimi…

 

Droga wypadała nam przez przejście podziemne, wiecie, to koło dworca.

Wiem.

 

Spojrzałem na swoje ręce i zobaczyłem szponiaste dłonie pokryte zielonkawą skórą i rzadką szczeciną. Nogi wyglądały podobnie, a na dodatek czułem się jakiś taki niższy.

– Tutaj jesteś goblinem. Gdybyśmy nie byli wspólnikami, udusiłbym cię gołymi rękami.

Fajnie, jakby to Maciek został goblinem. Pasowałoby to do jego geldcugu:))

 

bo dość szybko znalazłem się końcu stawki.

Smok pożarł “na”.

 

Wejście z drugiej strony wieży. Tam na ścianie jest wyryty tekst zagadki. Na pulpicie jest papier i inkaust. Odpowiedź na piśmie proszę przynieść do mnie.

Haha, dobre, dobre.

 

Diamenty z tamtego świata, w naszym okazały się fasolkami,

Tak coś przeczuwałem.

 

Cholera! Jestem chyba jedynym facetem na świecie, który dostał grzywnę za znęcanie się nad smokiem.

Genialne.

 

Bardzo przyjemnie się czytało, widać ogromną wprawę. Mam już więc pewne podejrzenia co do autorstwa.

Całość umocowana bardzo klasycznie, wręcz sztampowo, jednak mam świadomość, iż to celowy zabieg, bo niezmiernie udanie kontrastuje to z wydarzeniami i bohaterami z “naszego świata”. Sztampy nie ma już jednak przy samej fabule, która przedstawia się oryginalnie, ciekawie i, przede wszystkim, zabawnie. Przez całą lekturę towarzyszył mi głupawy uśmiech, toteż żal aż bierze, że tak krótkie. No, ale cóż, wymogi formalne to wymogi formalne.

 

 Tak jak mój przedkomentujący życzę powodzenia w konkursie.

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA RZĄDZI !!!

 

 

Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,

ślad swój zostawiłam,

uważnie przeczytałam,

za udział podziękowałam;

bruce :)

Pecunia non olet

Bardjaskier – Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. Za klika również :) 

 

Bartkowski.robert – Piękna mapa! – Dziękują, ale to nie moja zasługa, tylko córki. Ja tylko oderwałxm kawałek :)

Smok pożarł “na”. – Nie wiem, który pożarł, ale, jakby to nie zabrzmiało, zwrócił. :) 

Genialne. – Aż się zarumieniłxm :)

widać ogromną wprawę – Fałszywy trop :)

 

bruce – Powitać jurorkę :)

 

 

 

 

Bardzo dobrze napisane, lekko i z humorem, świetnie się czyta!

Może i były jakieś pojedyncze potknięcia, ale nie na tyle duże, żeby mnie jakoś zatrzymały.

Bardzo mi się podobało :)

Spodziewaj się niespodziewanego

Bardzo mnie cieszy, że się spodobało.

Dziękuję z komentarz.

Hej, uroczo niepoważne opowiadanie. :D

Korzystasz ze sprawdzonych schematów, ale z przymrużeniem oka, więc chociaż ma się wrażenie, że już się to gdzieś czytało, to i tak opowieść sprawia mnóstwo frajdy. 

Kilka drobnostek (portal coś mi strajkuje i nie mogę  oznaczyć cytatów, ale chyba się połapiesz :D) 

 

– To moja mapa! -odparował facet w prochowcu.

Zeżarło spację 

 

– No, to umowa stoi. – równocześnie wyciągnęliśmy do niego ręce.

 

Chwilę pomedytował, a potem poszedł wzdłuż ściany, licząc kroki, potem zatrzymał się, odmierzył cztery łokcie od podłogi i z zadowoloną miną poklepał mur.

 

 – Co?! – Smukłe dłonie elfki zaczęły nerwowy taniec, a to obłapiając piersi, to znów sunąc po biodrach, by po chwili opaść na pośladki. – Ale jak?!

Haha. Klasyka. :D 

 

Po prostu zebraliśmy się i poszli do jaskini.

 

– Krzych! Co ty robisz do cholery? – warknąłem .

A tu nadprogramowa spacja. 

– Wilgoć. – wyjaśnił elf, uśmiechając się z zakłopotaniem.

Bez kropki. 

 

– Jak gówno na łopatę. – potwierdził elf.

Bez kropki. 

Dałeś się nabrać jak gówno na łopatę? Muszę zapamiętać :D 

 

I w tytule raczej tez bez kropki. 

Lecę kliknąć i pozdrawiam! :) 

 

 

Cześć,

W niepoważnych historyjkach staram się znaleźć remedium na, czasem nazbyt poważny, świat :) Dlatego bardzo się cieszę, że mój tekst sprawił Ci frajdę.

Dziękuję za komentarz i wypatrzenie wpadek. Większość już poprawiłxm, a przy okazji znalazłxm jeszcze jeden brak spacji (to się nigdy nie kończy :) ).

Mam wątpliwości tylko przy dwóch ostatnich. Czy “wyjaśnił” i “potwierdził” nie są w tym przypadku (domyślnie) gębowe? 

delulu managment

Ciekawy pomysł. W momentach stricte komediowych naprawdę super mi się czytało. Jeszcze mocniej mógłby być podkręcony ten absurd. Ogólnie niezłe 

bogjelen

Sympatyczny, zabawny tekst. 

Skarb, który zerodował, wielce miodny.

Pomysł, żeby po przejściu przez portal się przemieniać, jest po prostu świetny. Chyba spokojnie możesz jeszcze coś pisać w tym uniwersum.

Dobrze się czytało.

Babska logika rządzi!

Ambush – Powitać jurorkę:)

 

bóg jeleń08 – Jeszcze mocniej mógłby być podkręcony ten absurd. – Pewnie by mógł, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić.

 

Finkla – Założyłxm, że to takie jednorazowe, konkursowe uniwersum, ale kto wie…

 

Bardzo dziękuję z wszystkie komentarze.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cześć!

Dziękuję, ostatnio jakoś jeszcze trudniej niż zwykle mnie rozśmieszyć, a tu poszło nieźle. Wprawdzie nie widziałem nic zabawnego w dysforii Krzycha, a smoka przemienionego w owcę było mi raczej żal, ale już pilnujący skarbu elf urzędnik mnie rozbroił, a pointa kapitalna! Zgodzę się z Finklą, że portal czasoprzestrzenno-metamorficzny to bystry pomysł, który w znacznej mierze buduje to opowiadanie i ma jeszcze dużo potencjału.

Jakiś czas później(-,) moja mama opowiadała mi z przejęciem, że tego dnia w serwisach informacyjnych pokazywano dziwny film z monitoringu w osiedlowym sklepie [zbędna spacja].

Chyba najbardziej fantastyczny element w tekście, zawsze publikują po pół roku, kiedy już nikt nie pamięta, o co chodziło…

Niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza ogromne braki w zakresie interpunkcji. Przegląd z początku opowiadania:

W zimnym świetle ledowych lamp, oświetlających pasaż nie dostrzegliśmy niczego groźnego.

Nie interpretowałbym “oświetlających pasaż” jako wtrącenia, ale gdyby ktoś koniecznie chciał wydzielić przecinkami, to już obustronnie.

On na nas nie zwracał uwagi

– Co tam tak oglądasz, kolego?

Przecinek przed wołaczem.

– Nie twoja sprawa.– Facet nawet

Brakująca spacja.

Krzyknął coś i… W murze zmaterializowała się czarna dziura

Tutaj tok zdania nie zostaje urwany, więc raczej od małej litery po wielokropku. I napisałbym “czarny otwór”, żeby od razu było jasne, że to nie jest czarna dziura w sensie astrofizycznym.

może doszlibyśmy do siebie, uznając, że padliśmy ofiarą jakiejś zbiorowej halucynacji, ale w tym momencie(-,) kilkanaście metrów przed nami w ścianie znowu otworzyła się czarna dziura

Doszlibyśmy do siebie i uznali (to nie jest prawidłowe zastosowanie imiesłowu współczesnego). Nie stawiamy przecinka między okolicznikami różnego typu (czasu i miejsca).

Nawet nie patrzyliśmy jak, miotając jakieś nieznane nam słowa, znika w kolejnej czarnej dziurze.

Przecinek przed “miotając” jest dyskusyjny, ale przed “jak” musi być na pewno.

 

I jeszcze z jednego przypadkowego miejsca:

– Oj, nie przesadzajcie. Po prostu uznałem, że przyda mi się pomoc. Zresztą, nie możecie się już wycofać. W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje(-,) niż to, z czym przyjdzie się nam zmierzyć.

Łypnął na nas groźnie. Nie był duży, ale wyglądał na takiego, co potrafi przyłożyć raz i drugi, i trzeci, i tyle razy, żebyśmy gorzko pożałowali niesłowności.

Pozwolę sobie zachęcić do lektury poradników interpunkcyjnych z działu Publicystyka.

A z dyskusji:

Mam wątpliwości tylko przy dwóch ostatnich. Czy “wyjaśnił” i “potwierdził” nie są w tym przypadku (domyślnie) gębowe?

Są, i właśnie dlatego nie stawiamy kropki po wypowiedzi postaci:

– Proszę tak do mnie nie mówić – zażądał Atanazy.

– Proszę tak do mnie nie mówić. – Atanazy wyglądał na oburzonego.

 

Dziękuję za przyjemną lekturę i pozdrawiam ślimaczo!

Śniąca – powitać jurorkę :)

 

Ślimak Zagłady – Bardzo dziękuję za uwagi. Na pewno wprowadzę poprawki (i może przy okazji coś jeszcze wypatrzę).

Z “czarnej dziury” jednak nie zrezygnuję. Oczywiście nie chodzi o obiekt astrofizyczny, ale w pewien sposób się jednak do takowego odnoszę. Musiałxm wykorzystać hasło z listy, z “czarna dziura” była jedynym, które mogłxm skojarzyć z portalem (teoria Stephena Hawkinga). Portal ma w opowiadaniu swoją rolę i dlatego do niego przypisałxm hasło z listy. Może tylko ja mam takie skojarzenie, ale mimo wszystko, ryzykując dyskwalifikację, zostanę przy czarnej dziurze.

A co do wątku z dyskusji, to zaszło nieporozumienie. Całą winę biorę na siebie. Mnie się coś pomerdało i na komentarz Marszawy odpowiedziałxm jakby nie do końca sensownie. Już to poprawiłxm

Było zabawnie i dobrze się czytało.

Obstawiałem, że smok zmieni się w dresa, ale przemienił się w coś, czym smoki się truje. Przypadek?

Dziękuję za rzetelne odniesienie się do mojego komentarza! Masz w opowiadaniu parę wystąpień frazy “czarna dziura”, więc sugerowałem tylko, żeby używać “otwór” i “dziura” zamiennie, ale rozumiem, że nie chcesz ryzykować dyskwalifikacji. Proponuję jeszcze wyedytować komentarz pod kątem końcówek osobowych, bo w tej chwili nie wszędzie masz “iksatywy”.

MichałBronisław – Dziękuję za wizytę. Z “dresem” by tak łatwo nie poszło :)

 

Ślimak Zagłady – Proponuję jeszcze wyedytować komentarz pod kątem końcówek – … i odwiedzić okulistę :) Dziękuję, już poprawione.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina – powitać jurorkę :)

bruce – Powitać jurorkę :)

heart

Pecunia non olet

Wyjątkowo nieśmieszne, błahe, tandetne i kiepsko napisane opowiadanie… musiało być przed przejściem przez czarną dziurę do naszego świata, bo tutaj błyszczy, świetnie się czyta i sprawia, że przypomniałem sobie niejeden pijacko-kuriozalny powrót z imprezy na chatę! Winszujeę pomysłu i życzę powodzenia!

Przepraszam, że późno odpowiadam. Kolejka była na SOR-ze. Lekarz wykluczył zawał, ale powiedział, że w moim wieku takie gwałtowne emocje są niewskazane :D 

Po wypiciu melisy i doczytaniu komentarza do końca, bardzo dziękuję za opinię i cieszę się, że dobrze się czytało :)

Hej, poczytane, pośmiane i docenione! Pięknie się czytało, z przyjemnością! Bardzo lubię ten rodzaj humoru. Pomysły też interesujące, sama fabuła nie pozwoliła mi oderwać się od opka i tak utknęłam rano po śniadaniu przy stole i tkwię do tej pory… :D 

 

szybko ułożyliśmy plan działania, niezbyt skomplikowany prawdę mówiąc, i przystąpiliśmy do działania.

Powtórzenie. 

Interpunkcja nieco kuleje, ale to już się inni czytający tym zajęli. Też sobie z nią nie radzę. Jest coś takiego w polskiej interpunkcji, co sprawia, że nie da się jej stosować w życiu… tak myślę, bo mi nie wychodzi. :D

Idę klikać, bo mi się bardzo podobało! 

Pozdrawiam i powodzenia! 

Cześć,

Taki komentarz również czyta się z przyjemnością :) Dziękuję!

W sprawie działania już zadziałałxm :) Było, i już nie ma. Tak jest lepiej.

Interpunkcja… hm… Kiedyś na pewno to ogarnę :)

Znakomite opowiadanie. Może nie najlepsze w tym konkursie, ale na pewno takie, które mnie porwało.

Jest akcja, tajemnice rozwijane powolutku, a nawet romans. Natknęłam się na jakieś błędy z w zapisie dialogu, ale to nie moja rola jako jurora, ktoś wytropi.

To jest również opowiadanie podstępne, korzysta z różnych schematów, tylko jak tylko czytelnik uśmiechnie się pod nosem (bo już wie, o co chodzi), następuje salto i wszystko wygląda inaczej.

Bardzo podobało mi się spięcie współczesności z bajką, które dopełniały się i wzajemnie kolorowały.

Te przemiany portalowe to jest dla mnie temat na całkiem szeroką opowieść, a co najmniej cykl opowiadań. Bo dzięki nim zachowując spójność można w zasadzie wszystko ????

Zastanawiałam się, który z wątków wydał mi się najsmakowitszy. Bo i użycie haseł konkursowych jest fajne, ale bohaterzy w swoich dwóch odsłonach też robią wrażenie. Jednak owca, owca powaliła mnie na kolana.

Komentarz umieszczam w związku z nominacją do piórka. 

delulu managment

Bardzo dziękuję za miły komentarz i nominację. Cieszę się, że “porwało” :) Tym bardziej, że wygląda na to, że rzeczy, które sobie zaplanowałxm w tekście, wypaliły.

Nie wiem, kiedy było czytane, ale kilka rzeczy już poprawiłxm, a jeśli coś jeszcze wyjdzie (pod moim, lub czyimś spojrzeniem) to oczywiście skoryguję.

Proszę Autora/Autorkę o wysłanie do mnie pw z informacją, kim jest – to niezbędne, żeby Loża mogła przegłosować tekst. A został nominowany do piórka.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)

Oświadczam, że otrzymałam pw i już wiem, kto napisał ten tekst. 

Babska logika rządzi!

Koala75 – dziękuję za wizytę.

Finkla – “PW” to moje inicjały. Jak do tego doszłaś? :D

Mam swoje sposoby. ;-)

Babska logika rządzi!

Okazuje się, że wyprawa po skarb wcale nie musi być organizowana długo i starannie, że wystarczy osobliwy zbieg okoliczności, trzech przyjaciół i facet w prochowcu, przypadkowo zaczepiony w przejściu podziemnym. Anonimie, niezmiernie się cieszę, że mogłam przeczytać bardzo fajne opowiadanie, pełne świetnej jakości humoru. :)

 

 „ No dobra, i co teraz?” → Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu.

 

– Nor­mal­nie. W tam­tym świe­cie je­steś… ? → Zbędna spacja przed pytajnikiem.

 

W ogrom­nych, nie­bie­sko­zło­tych oczach Krzy­cha… → W ogrom­nych, nie­bie­sko­-zło­tych oczach Krzy­cha

 

przy­ło­żyć raz i drugi, i trze­ci,i tyle razy… → Brak spacji po drugim przecinku.

 

za­brał się za roz­pa­la­nie ognia. → …za­brał się do rozpalania ognia.

http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html

 

– Ogień za­pło­nął ja­snym pło­mie­niem… → Nie brzmi to najlepiej.

 

Le­gen­da głosi , że kto… → Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

Krzy­siek zaj­rzał do do dziu­ry. → Dwa grzybki w barszczyku.

 

wylot ja­ski­ni roz­świe­tlo­ny ośle­pia­ją­cym dla nas świa­tłem. → Nie brzmi to najlepiej.

 

Gad był tak za­sko­czo­ny gdy za­wró­ci­li­śmy i prze­bie­gli mu tuż przed py­skiem… → Gad był tak za­sko­czo­ny, gdy za­wró­ci­li­śmy i prze­bie­gliśmy mu tuż przed py­skiem… Lub: Gad był tak za­sko­czo­ny gdyśmy za­wró­ci­li­ i prze­bie­gli mu tuż przed py­skiem

 

– Cie­bie przy­pad­kiem smok ogo­nem po łbie nie zdzie­lił?– za­py­tał Krzy­chu. → Brak spacji po pytajniku.

 

– No i… ? – do­cie­kał. → Zbędna spacja przed pytajnikiem.

 

A ko­ro­na… ? → Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – Bardzo się cieszę, że opowiadanie się spodobało. Dziękuję za wszystkie uwagi . Zaraz się wezmę do poprawiania. 

Po zbilansowaniu nadmiarowych i brakujących spacji okazało się, że w spacjach mam superatę. Nie potrzebuje ktoś kilku? :)

Bardzo proszę, Anonimie. Miło mi, że mogłam się przydać.

I proszę nie wyzbywać się spacji, jeszcze mogą się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziń dybry,

 

Ładna mapa :)

 

Bo przecież nie stanowił żadnego niebezpieczeństwa niewysoki facecik w średnim wieku

→ Bo przecież nie stanowił żadnego zagrożenia niski facecik w średnim wieku

 

który pojawił się tuż obok tej pierwszego.

tego

 

w murze, dokładnie naprzeciw nas otwarła się kolejna czarna dziura

→ w murze, dokładnie naprzeciw nas, otwarła się kolejna czarna dziura

 

– Musimy pogadać – wycedził przez zęby.

Wycedzić można tylko przez zęby.

 

– To dzwoń na policję – zakpił Krzych.

– Kogo?

Chyba bardziej by pasowało:

– Na co?

 

– W porządku – zgodził się nieznajomy z łatwością, która powinna nam dać do myślenia, ale nie dała.

→ – W porządku – zgodził się nieznajomy z łatwością, która powinna była nam dać do myślenia.

 

Agamir uśmiechnął się ale tak jakoś niewesoło.

→ Agamir uśmiechnął się, ale tak jakoś niewesoło.

 

– Coś ty Krzychu taki nerwowy?

→ – Coś ty, Krzychu, taki nerwowy?

 

– Oj nie przesadzajcie.

→ – Oj, nie przesadzajcie.

 

ale wyglądał na takiego co potrafi przyłożyć raz

→ ale wyglądał na takiego, co potrafi przyłożyć raz

 

No to już wiemy, że autorem jest mężczyzna, bo kobieta raczej nie przedstawiłaby przemiany z mężczyzny w kobietę jako coś uwłaczającego i mega zabawnego ;p

 

Jeśli pominąć liczne ślady pozostawione przez pędzone na targ do miasta bydło, można by powiedzieć, że jest wręcz uroczo.

Było, skoro opowiadamy w czasie przeszłym.

 

– Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym co nas jutro czeka.

→ – Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym, co nas jutro czeka.

 

Tych błyskotek, o których mówisz mamy dosyć.

→ Tych błyskotek, o których mówisz, mamy dosyć.

 

zaczął wciskać się skalną szczelinę

→ zaczął wciskać się w skalną szczelinę

 

Nie wiem jak poradzili sobie ci więksi,

→ Nie wiem, jak poradzili sobie ci więksi,

 

– Ten chyba akurat ogniem nie zieje, nic tu nie jest osmalone, ale reszta się zgadza…[ ] Krasnolud chyba chciał jeszcze coś dodać

Brakuje wcięcia akapitowego.

 

Nawet się nie obejrzeli. Koledzy, psiakrew!

Lepiej by zabrzmiało:

Wspólnicy, psiakrew!

 

gdy o wejście do jaskini uderzyło coś ze straszną siłą

Hę? Wejście do jaskini ma drzwi czy bramę? Wątpię. Wejście do jaskini to po prostu otwór, więc jak mogło coś uderzyć w pustkę? No i to coś. Skoro to coś uderzyło w jaskinię, to musiało być dosyć spore, więc trzeba dopowiedzieć, co to było. A jeśli chcemy utrzymać narrację, że bohater nie jest pewny, co to było, to można dodać: coś na kształt skały na przykład.

 

– Tak! dobrze pamiętałem

→ – Tak! Dobrze pamiętałem

 

że nie wiedzą co mi chodzi po głowie.

→ że nie wiedzą, co mi chodzi po głowie.

 

Najpierw, przedarłszy się przez zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz, a upewniwszy się, że smoka nie ma, najciszej jak się dało ruszyliśmy w stronę portalu.

Zbyt długie zdanie i przez to pokraczne.

→ Przedarłszy się przez zawalone kamieniami wyjście z jaskini ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz. Gdy upewniliśmy się, że smok zniknął, najciszej jak się dało, ruszyliśmy w stronę portalu.

 

– Gazu! – wydarłem się ile pary w płucach.

→ – Gazu! – wydarłem się, ile pary w płucach.

 

którzy gonili ją, wymachując rękami, a gdy dopadli, bezceremonialnie wyrzucili ze sklepu

Brak podmiotu.

 

Zbierać się panowie!

→ Zbierać się, panowie!

 

Krzych! Co ty robisz do cholery?

Krzychu! – brzmi lepiej, nawet w głowie.

→ – Krzychu! Co ty robisz, do cholery?

 

Elf wreszcie zaszczycił nas spojrzeniem, ale takim raczej obojętnym.

→ Elf zaszczycił nas obojętnym spojrzeniem.

 

– I jeszcze jedno – ciągnął elf – ta salka na dole jest dosyć ciasna. Proponuję, żeby panowie poszli sami, a my z panią na was poczekamy i może zwiedzimy pięterko.

laugh

 

Poszliśmy na drugą stronę wieży podczas gdy para elfów udała się na górę.

→ Poszliśmy na drugą stronę wieży, podczas gdy para elfów udała się na górę.

 

– Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek

→ – Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek.

 

Pełna przemiana wymaga kilku dni ale postępuje cały czas.

→ Pełna przemiana wymaga kilku dni, ale postępuje cały czas.

 

świadczył o intensywnym wysiłku umysłowym

→ świadczył o intensywnym wysiłku umysłowym.

 

Pędem pokonaliśmy schody i z impetem wpadli do sali na pierwszym piętrze.

wpadliśmy

 

– Najpierw przewozi kozę – mamrotał pod nosem. – Potem kapustę, wraca z kozą… tak, wilk… i wraca po kozę. No zgadza się! Gratuluję!

Jakby przewiózł najpierw kapustę, to koza by ją zjadła ;p

 

że koronę właściwie szlag trafił ale mi powiedzieli,

→ że koronę właściwie szlag trafił, ale mi powiedzieli,

 

– Jak dorwę tego gnojka co mi sprzedał mapę…

→ – Jak dorwę tego gnojka, który mi sprzedał mapę…

 

– Agamir otwieraj portal!

→ – Agamir, otwieraj portal!

 

Krzychowi szklą się oczy gdy ktoś wspomni Erlenjara.

→ Krzychowi szklą się oczy, gdy ktoś wspomni Erlenjara.

 

 

Lekkie i zabawne, fajne. Miła odmiana.

Powodzenia w konkursie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

kobieta raczej nie przedstawiłaby przemiany z mężczyzny w kobietę jako coś uwłaczającego i mega zabawnego ;p

cheeky

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

HollyHell91 – dziękuję za wizytę i uwagi. Przejrzę tekst i wprowadzę poprawki.

Ave, B(4xe)cki Anonimie! :D

 

Tekst przeczytałem już wcześniej, ale podchodzę do tematu komentarza piórkowego, jak pies do jeża. Historia jest w sumie dość prosta, humor bazujący w dużej mierze na ogranych stereotypach, a w kontekście zakończenia całość jawi się, jako pijackie zwidy, a nie przygoda…

 

Ale tak cholernie dobrze się to czytało, że nie mogę wyjść z podziwu. Pomieszanie współczesności i klimatów fantasy jest jednym z moich ulubionych motywów, a tutaj zagrało bardzo dobrze. Humor też mi podszedł do tego stopnia, że momentami sam siebie podejrzewałem o autorstwo… :D

 

Prawdziwym majstersztykiem są ironiczno-humorystyczne dialogi, także bardzo w moim stylu. Podobnie zresztą “zagadka” i cała otoczka wokół niej :D

 

Cóż mogę więcej napisać? Tekst mi się bardzo podobał. Nie jest może jakiś wybitny, ale spędziłem przy lekturze bardzo przyjemne chwile, więc piórkowo zagłosuję na TAK.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ej, ale nie psuj odgadywanek devil

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

cezary_cezary – Dziękuję za komentarz. 

 

Ave, B(4xe)cki Anonimie! – Odniósłbym się, ale trochę strach. Tarnina patrzy :)

 

humor bazujący w dużej mierze na ogranych stereotypach – Mogłem jeszcze dołożyć rzucanie tortem w twarz i poślizg na skórce banana :)

Czyli zgadłem… xD

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Sprytna próba uzyskania potwierdzenia, ale nic nie powiem :)

Przyjemny tekst, pełen niezłego humoru. Bohaterowie charakterystyczni, cieszy, że ich przemiany odegrały w fabule istotną rolę, a nie były tylko ozdobnikiem. Ostatni fragmenty zdecydowanie najlepszy i najzabawniejszy – gdyby cały tekst trzymał ten poziom pewnie nie zastanawiałbym się nad piórkiem, natomiast biorąc pod uwagę całość, nieco brakuje.

Odniósłbym się, ale trochę strach. Tarnina patrzy :)

I wszystko widzi XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

zygfryd89 – Dziękuję za wizytę i komentarz. Jeśli czytało się przyjemnie i choć trochę ubawiło, to jest OK.

 

Świetny, zabawny tekst. Nie dziwię się, że został zgłoszony do piórka. Dialogi genialne! Ja to czekam na jakąś kolejną część, mam nadzieję, że Autor się pokusi. 

Powodzenia w konkursie, naprawdę bawiłem się przednio!

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch –  Bardzo dziękuję za komentarz.

Ja to czekam na jakąś kolejną część, mam nadzieję, że Autor się pokusi. – Autor się już pokusił, ale wymyślił sobie taką intrygę, że teraz głowi się jak z tego wybrnąć i żeby się to wszystko jeszcze kupy trzymało :)

Witaj!

 

Przyjemne i zabawne opowiadanie, dobrze się bawiłam :-). Szkoda, że gnom nie dostał większej roli (mam do nich słabość), ale też, można powiedzieć, bez niego nie byłoby całej tej historii, no i błysnął sprytem, więc jestem usatysfakcjonowana ;-). 

Jest kilka znanych motywów, ale fajnie pasują i nie ma wrażenia, że są użyte “na siłę”, więc moim zdaniem są na plus.

Całość pomysłowa i spójna, w mojej ocenie bardzo udane opowiadanie :).

 

Dziękuję za miłą lekturę!

 

Iyumi – Gnom występuje tu raczej poza kadrem, ale starłem się, żeby każda postać miała swoją, choćby małą, rolę, więc i gnom jako sprzedawca mapy się załapał :)

Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz.

Wyniki ogłoszone, zatem czas na opinię:

Komentarz tuż po przeczytaniu:

Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie, a także za oznaczenie wulgaryzmów. :)

 

Największe atuty opowiadania to bez wątpienia pomysłowość, zaskakujące zwroty akcji oraz znakomity humor. :) Do tego tytuł i odczucia głównego bohatera, które dodają jeszcze smaczku. :)

 

Kwestie techniczne i wątpliwości oraz sugestie (zawsze – tylko do przeanalizowania):

Wszystko przez Krzycha. – po tytule zbędna jest kropka.

Czekanie na nocny autobus wydawało nam się stratą czasu, więc raźno pomaszerowaliśmy w stronę kampusu. Droga wypadała nam przez przejście podziemne, wiecie, to koło dworca. Mówią, że nocami jest tam trochę niebezpiecznie, ale co to dla nas, trzech muszkieterów po czterech piwach. – powtórzenia?

W zimnym świetle ledowych lamp, oświetlających pasaż (przecinek?) nie dostrzegliśmy niczego groźnego.

On na nas nie zwracał uwag i my też powinniśmy zostawić go w spokoju, ale Krzysiek oczywiście musiał zagadać. – literówka?

– Co tam tak oglądasz kolego? – przecinek przy Wołaczu?

Rozejrzał się dookoła, zobaczył nas, skrzywił się okropnie i ponownie wbiegł w kolejny portal, który pojawił się tuż obok tej pierwszego. – literówki/składniowy?

– Do tamtego wyjścia– Krzysiek był bardziej zdecydowany. – błędny zapis dialogu?

– Gdzie się nie ruszymy, tam pojawia się ten facet. – wtrąciłem. – i tu też?

Zatrzymał się trzy kroki od nas i przyglądał się nam spokojnie, choć bez sympatii. – powtórzenie?

– To moja mapa! -odparował facet w prochowcu. – błędny zapis dialogu?

– Ale częściowo w naszym posiadaniu. – zauważyłem.– tu podobnie?

– To dzwoń na policję. – zakpił Krzych. – i tu?

– No, to umowa stoi. – równocześnie wyciągnęliśmy do niego ręce. – tu także?

Zapadła cisza, w której zawisło niewypowiedziane pytanie: „ No dobra, i co teraz?” – brak kropki na końcu lub brak części zdania?

– Idziemy panowie! – przecinek przy Wołaczu?

Zalało nas łagodne światło popołudniowego słońca. Staliśmy na zielonej łące. Po obu jej stronach wznosiły się łagodne, porośnięte lasem zbocza. – powtórzenie?

My, krasnoludy (przecinek?) nie przepadamy za wami. – Agamir uśmiechnął się (i tu?) ale tak jakoś niewesoło.

Mówiłem, wszystko się zmienia – dokończył Aagamir tak, jakby tłumaczył najbardziej oczywistą rzecz pod słońcem. – niestety, błąd rzeczowy przez literówkę, który wprowadza – jako nowe pojęcie – od razu prawie trzydzieści takich samych błędów przy rozmaitej pisowni tego imienia

– Coś ty Krzychu taki nerwowy? – przecinki przy Wołaczu?

W naszym przejściu podziemnym były zaznaczone wejścia do całej masy portali, z których tylko jeden zaznaczono zielonym krzyżykiem. – powtórzenie?

– Oj (przecinek?) nie przesadzajcie.

W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje, niż to (przecinek?) z czym przyjdzie się nam zmierzyć.

Nie był duży (i tu?) ale wyglądał na takiego (i tu?) co potrafi przyłożyć raz (i tu?) i drugi (i tu?) i trzeci (i tu?) i tyle razy, żebyśmy gorzko pożałowali niesłowności.

W miarę jak słońce schodziło niżej, Maciek coraz bardziej nerwowo patrzył w niebo, ale Agamir uspokoił go, mówiąc, że (przecinek?) gdyby dziś miała być pełnia, to już by coś było po nim widać. Gdy dotarliśmy do wejścia do jaskini, dolina tonęła już w mroku. – powtórzenia?

– Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym (przecinek?) co nas jutro czeka.

Ogień zapłonął jasnym płomieniem, więc krasnolud dołożył kilka patyków, po czym usiadł oparty o kamień. – styl?

Tych błyskotek, o których mówisz (przecinek?) mamy dosyć.

O dziwo, przez szczeliny w skale docierało do niej trochę światła i coś tam było widać, zwłaszcza gdy wzrok się już trochę przyzwyczaił. – powtórzenie?

Krzysiek zajrzał do do dziury. – omyłkowe powtórzenie?

Nie wiem (przecinek?) jak poradzili sobie ci więksi (i tu?) ale łatwo na pewno nie mieli.

– Ten chyba akurat ogniem nie zieje, nic tu nie jest osmolone, ale reszta się zgadza…  Krasnolud chyba chciał jeszcze coś dodać, ale w tym momencie zza skał wyszedł smok. Jasna cholera! Naprawdę był wielki. Ziemia aż dudniła, gdy powoli szedł w naszą stronę, krusząc łapami leżące na ziemi szkielety. – błędny zapis dialogu?

Dopadliśmy wreszcie do skały i (przecinek?) sapiąc jak lokomotywy, schowaliśmy się za nią.

Gad był tak zaskoczony (przecinek?) gdy zawróciliśmy i przebiegli mu tuż przed pyskiem, że dopiero po chwili ruszył za nami w pościg.

– Nie wiem. – odparł krasnolud. – błędny zapis dialogu?

Zapadła przygnębiając cisza, w której słychać było tylko nasze ciężkie oddechy. – literówka?

– Tak! dobrze pamiętałem. – stwierdziłem z satysfakcją. – błędny zapis dialogu?

Maciek i Krzysiek, (zbędny przecinek?) też wpatrywali się we mnie, a uniesione brwi wyraźnie mówiły, że nie wiedzą (przecinek?) co mi chodzi po głowie.

– Nie chcę uciekać, ale tak sobie pomyślałem, że skoro w tamtym świecie nic nie jest tym, czym jest w tym, a w tym nie jest tym, czym w tamtym. – brak dokończonej myśli?

– Ciebie przypadkiem smok ogonem po łbie nie zdzielił?– zapytał Krzychu. – błędny zapis dialogu?

 

Cokolwiek by to nie było, gorsze od smoka nie będzie. Bo u was nie ma smoków, prawda?

Nie, nie ma. – zapewniłem.

To mnie się plan podoba! – powtórzenia?

 

Najpierw, przedarłszy się przez zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini (przecinek?) ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz, a (i tu?) upewniwszy się, że smoka nie ma, najciszej (i tu?) jak się dało (i tu?) ruszyliśmy w stronę portalu.

Nie wiem (przecinek?) czemu zakładaliśmy, że gadzina będzie nas gonić na piechotę.

– Gazu! – wydarłem się (i tu?) ile pary w płucach.

 

Czy celowo czasem oddzielasz części opowiadania pięcioma ozdobnymi znaczkami (۞۞۞۞۞) , a czasem tylko trzema gwiazdkami?

 

Jakiś czas później, moja mama opowiadała mi z przejęciem, że tego dnia w serwisach informacyjnych pokazywano dziwny film z monitoringu w osiedlowym sklepie . – zbędny pierwszy przecinek oraz zbędna spacja przed kropką?

Zbierać się panowie! – przecinek przy Wołaczu?

– No, muszę mieć podkładkę. Ja się potem przecież muszę rozliczyć z wydanych skarbów i z tych pretendentów, którym się nie powiodło. – powtórzenie?

– Doskonale! – Klasnął w ręce Krzysiek – Tylko bym robił tłok. – błędny zapis dialogu?

Poszliśmy na drugą stronę wieży (przecinek?) podczas gdy para elfów udała się na górę.

– Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek – błędny zapis dialogu?

Pełna przemiana wymaga kilku dni (przecinek?) ale postępuje cały czas.

– Ciekawe (przecinek?) czy to się cofa po powrocie?

Mrugnął do mnie okiem i przez jakiś czas udawaliśmy, że rozmyślamy się nad rozwiązaniem. – brak części zdania lub składniowy?

Uściskał każdemu z nas rękę i z haka wbitego w ścianę zdjął klucz zawieszony a metalowym kółku. – literówka?

– Wilgoć. – wyjaśnił elf, uśmiechając się z zakłopotaniem. – błędny zapis dialogu?

Ja to już pięćset lat temu zgłaszałem, że koronę właściwie szlag trafił (przecinek?) ale mi powiedzieli, żeby nic z tym nie robić, że oni ją wykreślą z listy magicznych artefaktów, ale budynki niech stoją, bo może się kiedyś do czegoś innego wykorzysta.

– Jak gówno na łopatę. – potwierdził elf. – błędny zapis dialogu?

– Jasna dupa! Słońce już zasz! On się zaraz przemieni! – czy celowo taka dziwna forma?

– Szlag! – jęknął Krzysiek. Co teraz? – błędny zapis dialogu?

– Szybko wracajcie na swoją stronę, bo będzie źle. – nieznany autor wypowiedzi?

Erlenjar, (zbędny przecinek?) domyślił się chyba (przecinek?) o co chodzi, bo wskazał przeciwległy kąt dziedzińca.

– Jak dorwę tego gnojka (przecinek?) co mi sprzedał mapę…

– Agamir otwieraj portal! – przecinek przy Wołaczu?

Diamenty z tamtego świata, w naszym okazały się fasolkami, ale nawet Maciek specjalnie tego nie żałował. – zbędny pierwszy przecinek?

Krzychowi szklą się oczy (przecinek?) gdy ktoś wspomni Erlenjara.

 

Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję za udział. Symboliczny klik biblioteczny. :)

Pecunia non olet

Przesympatyczne opowiadanie, z dozą fajnego humoru. Moje ulubione sceny to chyba pokonanie smoka-owcy i rozmowa z elfim strażnikiem po rozwiązaniu zagadki.

Świetny pomysł na portal i przemiany postaci (a w sumie to wszystkiego – bo i kamienie w fasolkę się przemieniły). Można na tym jechać i jechać ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

I tak się pisze o idiotach! Tak, Twoi bohaterowie to skończone głupki (wszyscy) – ale Ty o tym wiesz i nie próbujesz udawać, że nie są głupkami ani że nie postępują głupio. Efekt? Lekka, bezpretensjonalna komedia, którą przyjemnie się czyta. Owszem, humor jest cokolwiek sztubacki i nie każdego rozbawi, ale nie ma tekstu, który rozbawiłby absolutnie każdego. A Ty się dobrze bawiłeś przy pisaniu! To widać. I mapa jest w centrum fabuły. I fabuła jest spójna! Rzeczy wynikają z tego, co było wcześniej! Trzymają się kupy! I magia ma proste, konsekwentnie działające reguły, i ironia jest sensowna! Po prostu mam ochotę Cię wyściskać.

 

I tak, powtórzę to – bohaterowie to matołki (działają zgodnie z zasadą "szybko, zanim dojdzie do nas, że to bez sensu!"), ale zabawne, konsekwentne i wiarygodne w swej matołowatości. Ich plan ubicia smoka jest cudownie logiczny i spójny z tym, co ustaliłeś wcześniej, choć narrator tłumaczy go troszkę zbyt rozwlekle (smok jest tym, co je? XD). W ogóle miejscami tłumaczysz trochę za dużo, ale o tym przy języku.

 

Fabuły, jako się rzekło, trudno się czepiać: jest jednocześnie doskonale logiczna i rozkosznie absurdalna (biurokracja w światach fantasy to po prostu samograj komediowy), choć może proporcje ma trochę zaburzone – ale też ile można męczyć elfa, który się przecież musi wyliczyć z tych skarbów ;) Z drobnych potknięć przychodzi mi na myśl tylko odsypianie – co oni odsypiają? Poprzedniego dnia nic takiego się nie wydarzyło, poza spotkaniem krasnoluda i przeniesieniem się do innego świata. Akapit o wstawaniu trochę jakby kluczy. I szczeliny w skale? Jaskinia ma wejście, ale szczeliny – no, Ambush Ci sprawdzi geologię ;)

 

Swoją drogą – słaby planista z tego Agamira :D (wiedział o smoku! Może po prostu chciał mu rzucić tych głupków na pożarcie i przejść, kiedy smok się nimi zajmie?). I nie bardzo wiem, po co podajesz czas marszu? Co to zmienia? Co zmienia podawanie odległości w milach i stajaniach, poza tym, że czytelnik zaczyna kombinować, jaki jest między nimi stosunek, zamiast się cieszyć fajną historią?

 

Ale poza tym, no, po prostu nie mam uwag fabularnych. Przejdźmy do uwag językowych.

 

Styl jest przyjemnie gawędziarski, zwłaszcza na początku, chociaż miejscami troszkę przedłużasz i za dużo tłumaczysz – na przykład, kiedy już pokazałeś, że magiczne słowo otwiera czarne dziury, albo że portal jest niezwykły (a są zwykłe?) – to nie ma potrzeby tego mówić, bo już jest powiedziane.

 

Trochę przesadzasz z synonimami (widać wysiłek unikania powtórzeń – czasem zbędny), tu i ówdzie słowa Ci się wymykają. Nie bój się zaufać czytelnikowi – jeśli Ty dobrze napiszesz (a potrafisz) to on dobrze zrozumie. A komentarze typu "Zrobiło się nerwowo" psują napięcie – unikaj.

 

Brzmieniowo jest raczej dobrze, choć daje się zauważyć pewien nadmiar "się", a szyk nie zawsze gra ("się" często trafia na akcentowane miejsca), uważaj też na rymy. Zdania w scenie z zagadką o wilku, kozie i kapuście są ciut za krótkie, to nie walka ze smokiem, żeby się spieszyć.

 

Namnożyło się za to sporo zbędnych przyimków ("do") i cokolwiek nadużywasz "już". Interpunkcja ciut przypadkowa (jest przecinek między podmiotem a orzeczeniem, a przed wołaczami często ich brakuje), w dialogach trochę niewyczesana, p. poradnik https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (przy okazji: "wyjaśnić" chyba zawsze jest gębowe, a "potwierdzić" przeważnie). I ta kropka przy tytule, brrr. (Wiem, skasowana, ale była. Ja widzę wszystko!)

 

No i te nieszczęsne imiesłowy, eeech. Uparliście się wszyscy…

 

Szczegóły w kolejności mniej więcej zgodnej z tekstem:

 

Zasadniczo "pasaż" to nie to samo, co przejście podziemne i trochę dezorientuje w tej roli.

 

Można usłyszeć dźwięk rozdzierania papieru, a nie "rozdzieranego papieru". To rozdzieranie wytwarza ten dźwięk.

 

Czy dziura może się "zmaterializować" skoro jest właśnie brakiem materii? I czy mag mógł "ponownie wbiec w portal", kiedy to już jest nowy portal, a nie ten stary, w który już raz wbiegł?

 

Czy słowa się miota? Chyba tylko brzydkie: https://wsjp.pl/haslo/podglad/24133/miotac/5014561/przeklenstwa

 

Co masz na myśli, mówiąc "cała sekwencja z portalami powtórzyła się"? Jeśli sekwencję wydarzeń: https://wsjp.pl/haslo/podglad/36596/sekwencja/4631130/wydarzen to raz, tu musi być dookreślenie (czego to sekwencja) i dwa, mało naturalnie to brzmi.

 

Tutaj: "– Nieważne, tu zostać nie możemy! – Maciek ewidentnie bardzo chciał być już gdzie indziej." mamy klasyczne wyważanie drzwi otwartych: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859. To może być zabawne, ale niekoniecznie jest w tym miejscu.

 

Przykład braku zaufania wobec czytelnika: "Wyglądało na to, że nieznajomy zastanawia się, czy odpowiedzieć na pytanie. Na czole pojawiła się głęboka zmarszczka, a brwi zbliżyły się do siebie." Powinno być "na czole pojawiła mu się głęboka zmarszczka", ale tutaj zapewniasz tak usilnie, że przestaję Ci wierzyć – jeśli sytuacja jest jasna, a Ty dobrze opiszesz faceta, to czytelnik sam wywnioskuje potrzebne informacje, i to jest o wiele bardziej satysfakcjonujące niż tłumaczenia autorskie.

 

To zdanie "Śmiech, który wybuchnął, odbijając się dźwięcznie od sklepienia tunelu, był naszą odpowiedzią na jego słowa, a po części był też wyrazem opadającego napięcia." jest fatalnie skonstruowane: nienaturalna strona bierna, ogólne pustosłowie (wiemy, czemu ludzie się śmieją – nie musisz przepisywać podręcznika psychologii o "opadającym napięciu"), i ten paskudnie błędny imiesłów (imiesłów przysłówkowy współczesny dlatego tak się nazywa, że oznacza jednoczesność, a w żadnym wypadku następstwo czasowe czy przyczynowość – nie sugeruj się angielską składnią, bo ona po prostu różni się od polskiej, p. tu: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842899).

 

Idiom "trącić czułą strunę" nie wymaga dopełnienia (nie ma sensu go dawać).

 

Jeśli właściciel mapy nie wie, co to jest policja, to czemu pyta "kogo"? Ze zdania "dzwoń na policję" nijak nie wynika, że policja jest "kimś", zwłaszcza, że Agamir raczej nie słyszał o telefonach. A dzwonka ze sznurkiem nie widzi.

 

Co to jest "nastrój negocjacji"? Klisza "przerwać milczenie" to taaakie brzydactwo… A "fragment" to odłamek. Nie kawałek, tylko odłamek.

 

Niespójna metafora: "Zalało nas łagodne światło". Światło może zalewać, tak, ale porównujemy je wtedy do wody i "łagodne" wprowadza zamęt, bo taka woda być nie może.

 

Analogicznie, włosy raczej nie spływają "łagodnie" – tu akurat może być miękko https://wsjp.pl/haslo/podglad/3986/lagodnie.

 

"Obłapiać" to ściskać, i kojarzy się raczej ze ściskaniem lubieżnym (byłaby to raczej dziwna kobieta, która ściskałaby własny biust – to boli!).

 

"Głos krasnoluda zabrzmiał jak coś naprawdę niefajnego." chyba ma oznaczać, że krasnolud przewiduje nieprzyjemności, ale składnia wskazuje raczej, że zabrzmiał jak ryk alpaki torturowanej wiertarką do kasztanów – rozumiesz? Można porównywać brzmienie dźwięków, ale nie brzmienie dźwięku i czegoś, co nie jest dźwiękiem, więc nijak nie brzmi.

 

Dlaczego "Uśmiech spełzł z twarzy Maćka"? Porównujesz uśmiech do czegoś, co pełza, a ja nie wiem, w jakim celu.

 

Kuksaniec z zasady jest lekki – nie trzeba tego dookreślać.

 

Maciek może być ogólnie podejrzliwy, bo to stała cecha charakteru i trudno określić, kiedy zaczął ją wykazywać – w konkretnej chwili może tylko zacząć coś podejrzewać.

 

"W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje niż to, z czym przyjdzie się nam zmierzyć." zdanie jest telewizyjne, mało fantastyczne i niewiele mówiące (chyba miało sugerować Straszne Konsekwencje, ale nie wyszło). Poza tym to Agamir jest krasnoludem i ma krasnoludzki honor, a chłopaki nie – więc co ich obchodzi krasnoludzki honor? Skoro go nie mają?

 

"Krasnolud z uśmiechem zignorował pytanie Krzyśka i zwrócił się do Maćka." "zignorować" jest grubym anglicyzmem, ale tu chyba chcesz podkreślić, że krasnolud ostentacyjnie olał Krzyśka i zajął się Mackiem (że ma w tym cel), więc nie można go po prostu wyciąć – trzeba na coś zmienić. Ale zostać nie może.

 

Tutaj: "korona leży na stosie z kamieni szlachetnych i złota" nie powinno być "z", bo stos to jakby miara objętości – jak na kupie kamieni czy na stercie papierów, a nie "stercie z papierów".

 

To niemożliwe, żeby "Całkiem spora komora wejściowa, w której poruszaliśmy się bez problemu, bardzo szybko przekształciła się w wąski i niski korytarz." – komora pozostaje komorą, ale przechodzi w korytarz, łączy się z korytarzem (a nie w niego "przekształca" czyli zamienia). Nie "zaczął wciskać się skalną szczelinę" (szczelina nie jest zbudowana ze skał, wręcz przeciwnie) tylko zaczął się wciskać w szczelinę w skałach, albo między skały.

 

"Po około godzinie zobaczyliśmy w końcu wylot jaskini rozświetlony oślepiającym dla nas światłem." oślepiającym nas, ale nie ma tam nikogo innego, kto mógłby być oślepiony, a gdyby nawet był, to nie jemu patrzymy przez ramię – i nie ma potrzeby mówić, ile coś trwało (nie wiem, na ile ta geologia ma sens).

 

"Naprawdę" jeszcze nie jest w polszczyźnie wzmacniaczem (p. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842880), a "szczęśliwy" to nie to samo, co zadowolony (to też anglicyzm, który szczególnie mnie wnerwia ze względu na wykształcenie).

 

Czy można wbić w skórę – palce?

 

"Jeszcze nie skończył, a już byliśmy w pełnym pędzie, gnając ku wskazanej skale" to bardzo długie zdanie jak na tę sytuację; "dość szybko" też spowalnia czas, który tu powinien płynąć wartko, ale najgorsze jest to, że "bycie w pędzie" (?) i "gnanie" nie są osobnymi czynnościami, tylko jedną, więc po co ją opisywać najpierw tak nienaturalnie, a potem normalnie?

 

Komentarze po fakcie, jak "spytałem rozgoryczony" wyrywają z rytmu – gdyby narrator krzyknął, syknął, warknął, to by wyrażało jego uczucia w tym momencie, a nie je autorefleksyjnie nazywało. Co prawda wiemy, że narrator przeżył (bo już mówił, że "do dziś nie wie"), ale jednak nazywać uczucia można wtedy, kiedy się ich nie przeżywa, tak ogólnie.

 

"Plan" w polszczyźnie nie jest używany zamiennie z mapą (https://wsjp.pl/haslo/podglad/5009/plan/5177828/rysunek) – mamy plan budynku i plan miasta, ale mapę tuneli.

 

Utemperuj metaforę: "uniesione brwi wyraźnie mówiły" – uniesienie brwi może o czymś świadczyć, ale brwi nie mówią i to nie jest spójne.

 

"Podekscytowany tym, że znalazłem rozwiązanie, zacząłem szybko tłumaczyć swój plan." to sztucznie przedłużone, zapewniające i refleksyjne zdanie – co powiesz na: Tłumaczyłem tak szybko, że potykałem się o słowa?

 

A: "zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini" jest tak wydumane, że już niepoprawne. Przecież to nie kamienie są "efektem" (?) szarży, tylko zawalenie wyjścia (i jak oni się przedarli przez te kamienie? Bez hałasu?).

 

Tutaj coś się popsuło: "sprawców tak okrutnego traktowania zwierzęcia" bo sprawcy nie łączą się frazeologicznie z traktowaniem.

 

"Spodziewając się jakiegoś ataku przyjęliśmy postawy obronne." jest bardzo niezręczne – na pewno nie "postawy" (bo to abstrakt), a "jakiegoś" rzadko się przydaje, zwykle można się obejść bez niego. 

 

Kiedy potrzebny jest kontrast, jak tu: "odwarknął przez zaciśnięte zęby, a uśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy." lepiej zamiast "a" (które oznacza wynikanie) dać na przykład "ale".

 

Co to jest "swobodny krok"?

 

Tłumaczenie że "aura przygasła" to za dużo (i co to w ogóle znaczy?) – psuje efekt cudownego, absurdalnego kontrastu, tłukąc nim czytelnika po głowie.

 

Nie całus jest obłudny, tylko jego posłanie jest obłudne (jest wyrazem obłudy) – i czy na pewno nim jest? https://wsjp.pl/haslo/podglad/18100/obludnie

 

Angielska fraza "ekstremalnie trudny" to pójście na łatwiznę. "Maciek postanowił trochę złagodzić swoje słowa." niewiele wnosi, zresztą nie ma po polsku takiego idiomu.

 

Mruga się tylko okiem, innymi częściami ciała nie – więc nie trzeba tego zaznaczać. Bohaterowie rozmyślali nad zagadką albo się nad nią namyślali, więc nie "rozmyślamy się", bo rozmyślić się można w związku z jakąś decyzją.  

 

Czy można "ryzykować potencjalnie"? Skoro ryzyko to narażenie się na coś przykrego, co się (potencjalnie!) może zdarzyć?

 

I pamiętaj, że po polsku miejsce to wycinek przestrzeni – jeśli chodzi o budynek, lepiej użyć konkretnego słowa.

 

To wszystko i jeszcze więcej czeka na Ciebie na mailu. Podrzuć mi tylko adres na priv.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Znakomite opowiadanie. Jest akcja, tajemnice rozwijane powolutku, a nawet romans. Natknęłam się na jakieś błędy z w zapisie dialogu, ale to nie moja rola. Bardzo podobało mi się spięcie współczesności z bajką, no i owca ????

Do pojawienia się Expresu to był mój absolutny lider. 

Rozwijaj ten dar, bo wiele osób lubi takie opowiadania z zamieszaniem, bieganiem i przemianami, ale często wychodzi z nich galimatias i tylko autor wie, kto kogo goni. A u Ciebie mimo zmiany światów, ciał i takich tam, wszystko jak puzzle na swoim miejscu. 

delulu managment

Podobało mi się :)

Przynoszę radość

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, a przede wszystkim za zorganizowanie konkursu, który dostarczył mi mnóstwo zabawy (a z innych komentarzy wnoszę, że nie tylko mi :) ).

Przepraszam, że z pewną zwłoką, ale… jakby to powiedzieć… Ogłoszenie Wyników vs Dobre Warunki na Stokach: 0 : 1 :)

 

bruce – Dziękuję za uwagi. Na razie przejrzałem je tylko pobieżnie. Wydaje mi się, że część już została poprawiona, ale przeczytam jeszcze raz na spokojnie i powprowadzam poprawki.

 

śniąca – Cieszę się, że scena pokonania smoka Ci podeszła. Pragnę tylko zaznaczyć, że przy pisaniu opowiadania żaden smok, ani inne zwierzę nie ucierpiało :)

 

Tarnina – Ufff…, a to jeszcze nie wszystko :) Nic to! Trzeba się będzie przyjrzeć, przemyśleć i poprawić, ale daj mi, proszę, trochę czasu, bo materiału do przerobienia się nazbierało :)

Kilka rzeczy rzuciło mi się w oczy tak przy pierwszym czytaniu:

Czy dziura może się "zmaterializować" skoro jest właśnie brakiem materii? – Dziura “definicyjna”, owszem,  ale tutaj chodzi o dziurę razem z wypełnieniem. Nie mówię nawet o kosmicznych czarnych dziurach, które są bardzo gęstą materią, ale taka zwykła dziura w murze też jest wypełniona materią, tylko rzadszą :)

"Obłapiać" to ściskać, i kojarzy się raczej ze ściskaniem lubieżnym (byłaby to raczej dziwna kobieta, która ściskałaby własny biust – to boli!) – kobieta, i to jeszcze innego gatunku, która chwilę wcześniej była Krzychem, może być trochę dziwna :) Krzych, który właśnie został kobietą (i to innego gatunku), byłby tak spanikowany, że mógłby nie zauważyć że go coś boli. No, jakby go postrzelili w kolano, to może… :)

- Poza tym to Agamir jest krasnoludem i ma krasnoludzki honor, a chłopaki nie – więc co ich obchodzi krasnoludzki honor? Skoro go nie mają? – Nie mają, ale mogą urazić tego, co ów honor ma. I to już może nieść konsekwencje :)

 

Ambush – Niby już widziałem Twój komentarz, ale takich opinii nigdy dosyć :) Dziękuję.

Anet – Dziękuję. Miło, że tekst się spodobał.

Ooo, czeke! Gratuluję przeuroczego opowiadania i miejsca na podium! heart 

I ja dziękuję; Czeke, Tyś Autorem? Miło poznać. :)

Pozdrawiam noworocznie! heart

Pecunia non olet

Czyli jednak nie trafiłem z Autorem… Niemniej, gratki, Czeke! Bardzo dobry tekst.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Marszawa – Dziękuję i również gratuluję w pełni zasłużonego zwycięstwa.

 

bruce – Jam Ci jest ! Ot ryby siną barwą kłute :D

 

cezary_cezary – Nie trafiłeś, ale Twoje typowania sprawiły mi sporą frajdę. 

daj mi, proszę, trochę czasu, bo materiału do przerobienia się nazbierało :)

taka zwykła dziura w murze też jest wypełniona materią, tylko rzadszą :)

Nooo… zasadniczo XD

kobieta, i to jeszcze innego gatunku, która chwilę wcześniej była Krzychem, może być trochę dziwna :)

Fakt XD

 Nie mają, ale mogą urazić tego, co ów honor ma. I to już może nieść konsekwencje :)

Że tak powiem Hobbesem: nasty, brutish and short :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

bruce – Jam Ci jest ! Ot ryby siną barwą kłute :D

laugh

 

 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka