I grupa skarby: Korona
II grupa zamknięcie/ ukrycie skarbu: Straż
III grupa coś zwykłego: Czarna dziura
beta: Bardjaskier – Bardzo dziękuję za uwagi. Przydały się :)
I grupa skarby: Korona
II grupa zamknięcie/ ukrycie skarbu: Straż
III grupa coś zwykłego: Czarna dziura
beta: Bardjaskier – Bardzo dziękuję za uwagi. Przydały się :)

۞۞۞۞۞
Wieczór się udał. W dobrych humorach wracaliśmy z knajpy do akademika. Czekanie na nocny autobus wydawało nam się stratą czasu, więc raźno pomaszerowaliśmy w stronę kampusu. Droga wypadała nam przez przejście podziemne, wiecie, to koło dworca. Mówią, że nocami jest tam trochę niebezpiecznie, ale co to dla nas, trzech muszkieterów po czterech piwach. Śmiało wkroczyliśmy do tunelu.
Plotki jak zwykle okazały się mocno przesadzone. W zimnym świetle ledowych lamp oświetlających pasaż nie dostrzegliśmy niczego groźnego. Bo przecież nie stanowił żadnego zagrożenia niski facecik w średnim wieku, ubrany w szary prochowiec, oparty o ścianę i przypatrujący się jakiejś płachcie papieru. On na nas nie zwracał uwagi i my też powinniśmy zostawić go w spokoju, ale Krzysiek oczywiście musiał zagadać.
– Co tam tak oglądasz, kolego?
– Nie twoja sprawa. – Facet nawet nie podniósł wzroku znad arkusza.
Krzychu poczuł się urażony nieuprzejmą odpowiedzią.
– No i czego się rzucasz? Grzecznie pytam.
– Odpieprz się! – Gość obrócił się do nas bokiem i najwyraźniej chciał odejść.
Znaliśmy Krzyśka na tyle dobrze, żeby rozpoznać ten błysk w oku, oznaczający wejście w tryb „you talkin’ to me?”. Rzuciliśmy się go powstrzymać, ale był szybszy. Złapał za kartę, próbując wyrwać ją człowiekowi z rąk. Tamten odruchowo szarpnął. Rozległ się dźwięk rozdzieranego papieru i obaj polecieli dwa kroki w tył, każdy ze swoim kawałkiem w rękach.
– O, sorry – wykrztusił Krzychu z głupawym uśmieszkiem.
I wtedy stało się coś dziwnego. Gość popatrzył na nas z wściekłością, rzucił jakieś niezrozumiałe słowo i puścił się biegiem, a gdy już prawie zderzył się ze ścianą, wykonał szybki ruch ręką. Krzyknął coś i… w murze zmaterializowała się czarna dziura, w którą wpadł nieznajomy, a ta natychmiast zniknęła.
Staliśmy jak skamieniali. Co jest grane? Przecież aż tyle nie wypiliśmy! Dobrą chwilę nic się nie działo i może doszlibyśmy do siebie i uznali, że padliśmy ofiarą jakiejś zbiorowej halucynacji, ale w tym momencie kilkanaście metrów przed nami w ścianie znowu otworzyła się czarna dziura i wybiegł z niej ten sam człowiek. Rozejrzał się dookoła, zobaczył nas, skrzywił się okropnie i ponownie wbiegł w kolejny portal, który pojawił się tuż obok tego pierwszego.
– Pa… nowie, co tu… jest gra… ne? – wydukał Maciek.
– Nie mam pojęcia – powiedziałem – spieprzajmy stąd!
Zawróciliśmy w stronę bliższego wyjścia, ale ledwie zrobiliśmy kilka kroków, facet w szarym prochowcu znów wypadł ze ściany. Nawet nie patrzyliśmy, jak miotając jakieś nieznane nam słowa, znika w kolejnej czarnej dziurze. Rzuciliśmy się w przeciwną stronę, ale nie dobiegliśmy nawet do połowy korytarza, gdy cała sekwencja z portalami powtórzyła się, tym razem na drugim końcu przejścia. Zamarliśmy.
– Co teraz? – zapytał Maciek lekko drżącym głosem.
– Do tamtego wyjścia! – Krzysiek był bardziej zdecydowany.
– Gdzie się nie ruszymy, tam pojawia się ten facet – wtrąciłem.
– Nieważne, tu zostać nie możemy! – Maciek ewidentnie bardzo chciał być już gdzie indziej.
Zanim jednak zdążyliśmy zrobić choć krok, w murze, dokładnie naprzeciw nas, otwarła się kolejna czarna dziura i wyskoczył z niej nasz prześladowca. Przywarliśmy do ściany, spodziewając się ataku, ale tym razem nieznajomy wyglądał bardziej na zrezygnowanego niż wściekłego.
– Musimy pogadać – wycedził.
– Nie podchodź! Mam gaz! – krzyknąłem, bo nic lepszego nie przyszło mi do głowy.
Zatrzymał się trzy kroki od nas i przyglądał się nam spokojnie, choć bez sympatii.
– Oddajcie mi ten fragment mapy.
– Jakiej mapy? – spytaliśmy równocześnie.
– Tej, którą on rozerwał.
Krzychu powolnym ruchem wyciągnął rękę, ale szybko ją cofnął.
– A co to za mapa? Dlaczego tak ci na niej zależy? – Chyba odzyskał animusz, bo jego głos zabrzmiał mocno i pewnie.
Wyglądało na to, że nieznajomy zastanawia się, czy odpowiedzieć na pytanie. Na czole pojawiła się głęboka zmarszczka, a brwi zbliżyły się do siebie.
– Mapa skarbu. Wielkiego skarbu – rzucił wreszcie.
Śmiech, który wybuchnął, odbijając się dźwięcznie od sklepienia tunelu, był naszą odpowiedzią na jego słowa, a po części był też wyrazem opadającego napięcia. Mówiąc dokładnie, odpowiedzią Krzyśka i moją, bo Maciek się nie zaśmiał. Tym razem to jemu zaświeciły się oczy. Powiedzmy sobie szczerze, Maciek miał coś, co Krzychu nazywał „geldcug”, czyli mówiąc wprost, lekką obsesję na punkcie kasy. Wspomnienie o skarbie najwyraźniej trąciło tę czułą strunę w jego umyśle.
– Skoro to taki wielki skarb, to mapa jest sporo warta.
– To moja mapa! – odparował facet w prochowcu.
– Ale częściowo w naszym posiadaniu – zauważyłem.
– Zabraliście mi ją!
– To dzwoń na policję – zakpił Krzych.
– Na co?
Popatrzyliśmy zdziwieni po sobie. Skąd on się urwał?
– Nieważne – ciągnął gość – oddajcie mi ją.
– Możemy ci ją sprzedać. – Maciek zwęszył okazję na zysk.
– Ale ja nie mam ze sobą złota!
I wtedy Krzysiek, któremu udzielił się nastrój negocjacji, wypalił:
– To weź nas na wspólników!
– W porządku – zgodził się nieznajomy z łatwością, która powinna nam dać do myślenia, ale nie dała.
– No, to umowa stoi. – Równocześnie wyciągnęliśmy do niego ręce.
– Stoi – potwierdził, ściskając po kolei nasze prawice.
Zapadła cisza, w której zawisło niewypowiedziane pytanie: „No dobra, i co teraz?”
– Nazywam się Agamir. – Właściciel mapy zdecydował się w końcu przerwać milczenie. – Dajcie mi ten oderwany fragment, a resztę powiem wam już po tamtej stronie, bo tu i tak mi nie uwierzycie.
Przyjrzał się kawałkowi, który podał mu Krzychu. Chwilę pomedytował, a potem poszedł wzdłuż ściany, licząc kroki. Zatrzymał się, odmierzył cztery łokcie od podłogi i z zadowoloną miną poklepał mur. Następnie wykonał gest, który już widzieliśmy wcześniej i wypowiedział to samo słowo, które najwyraźniej otwierało przejście w murze, bo oto przed nami na ścianie pojawiła się czarna dziura.
– Zapraszam. – Zachęcająco skinął głową, a widząc nasze niezdecydowanie, dorzucił: – Nie ufacie wspólnikowi?
Dzisiaj już nie pamiętam dokładnie, kto się wyrwał jako pierwszy, ale coś mi mówi, że to był Krzysiek:
– Idziemy panowie! Skarby czekają!
Sam nie wierząc, że to robię, wszedłem w ten niezwykły portal, a za mną ruszył… No, to musiał być Maciek.
Zalało nas łagodne światło popołudniowego słońca. Staliśmy na zielonej łące. Po obu jej stronach wznosiły się łagodne, porośnięte lasem zbocza. Środkiem płynęła rzeka, a wzdłuż niej biegła szeroka, wydeptana ścieżka, na której leżało sporo krowich placków.
– Ani chybi ta droga prowadzi do miasta, w którym jest targ bydlęcy.
Odwróciłem się i zdębiałem. Przede mną stał krasnolud! Taki jak z filmów Jacksona.
– Co się tak gapisz? Mówiłem, że tam byście mi nie uwierzyli.
– Agamir? Ale jak? Przecież byłeś człowiekiem – wykrztusiłem.
– W tamtym wymiarze tak, ale nie w tym. Przy przejściu wszystko się zmienia. Zresztą popatrz na siebie.
Spojrzałem na swoje ręce i zobaczyłem szponiaste dłonie pokryte zielonkawą skórą i rzadką szczeciną. Nogi wyglądały podobnie, a na dodatek czułem się jakiś taki niższy.
– Tutaj jesteś goblinem. Gdybyśmy nie byli wspólnikami, udusiłbym cię gołymi rękami. My, krasnoludy nie przepadamy za wami. – Agamir uśmiechnął się,ale tak jakoś niewesoło.
– A kim w takim razie jestem ja?
Obróciliśmy się jak na komendę. Przed nami stała wysoka kobieta. Spod długich, czarnych, łagodnie opadających na ramiona włosów wystawały spiczaste uszy.
– Wyglądasz mi na elfa, a ściśle mówiąc na elfkę – beznamiętnie rzucił Agamir.
– Co?! – Smukłe dłonie elfki zaczęły nerwowy taniec, a to obłapiając piersi, to znów sunąc po biodrach, by po chwili opaść na pośladki. – Ale jak?!
– Normalnie. W tamtym świecie jesteś…? – Krasnolud zawiesił głos.
– Krzysiek! – pisnęła elfka.
– No właśnie, tam jesteś Krzyśkiem, a tutaj jesteś elfką. I już! Mówiłem, wszystko się zmienia – dokończył Agamir tak, jakby tłumaczył najbardziej oczywistą rzecz pod słońcem.
W ogromnych, niebiesko-złotych oczach Krzycha pojawiły się łzy, a wargi zaczęły drżeć. Jeszcze chwila, a normalnie by się rozbeczał.
– A ja się nie zmieniłem – powiedział Maciek, podchodząc do nas uśmiechnięty od ucha do ucha.
– O cholera! – Agamir aż podskoczył, a widząc nasze pytające spojrzenia, dorzucił tytułem komentarza: – Niedobrze.
– Co niedobrze? Widocznie na mnie nie zadziałało i dalej jestem człowiekiem.
– Chwilowo, jak sądzę. Zachowałeś postać człowieka, ale nim nie jesteś.
– No to kim jestem? – dociekał Maciek.
– Obawiam się, że wilkołakiem. – Krasnolud przyglądał mu się uważnie. – Pewność uzyskamy przy najbliższej pełni, ale raczej się nie mylę. Oj, nie będzie przyjemnie. – Głos krasnoluda zabrzmiał jak coś naprawdę niefajnego.
Uśmiech spełzł z twarzy Maćka. Mnie też dreszcz przeszedł po szczeciniastym karku. Nawet Krzysiek przestał się mazać.
– No już! Nie martwcie się. – Krasnolud uznał, że musi nas podnieść na duchu. – Pełnia będzie, jeżeli mi się nic nie pomyliło, dopiero jutro, a my jesteśmy już prawie u celu. Zdążycie wrócić do swojego świata i wszystko będzie normalnie.
– I znowu będę facetem, prawda? – zapytał nerwowo Krzysiek.
– Pewnie tak, ale trochę szkoda, bo tyłek masz fantastyczny – zaśmiałem się.
– Nie wkurzaj mnie!
– Ale on ma rację – poparł mnie, śmiejąc się, Maciek – naprawdę prima sort.
– A kopa w dupę chcesz?
– Coś ty Krzychu taki nerwowy? Okres ci się zbliża? – Dałem mu lekkiego kuksańca w udo, bo wyżej nie sięgnąłem.
– Jeszcze słowo…
Agamir przyglądał się nam z niesmakiem.
– Macie czas na takie głupoty? Daleko nie jest, ale jednak trochę czasu potrzebujemy, a ja was stąd nie wypuszczę, zanim nie dotrzemy do skarbu. Że o zbliżającej się pełni już nie wspomnę.
Jak skarceni uczniowie grzecznie ustawiliśmy się wokół krasnoluda. Wreszcie mogliśmy spokojnie przyjrzeć się całej mapie. W tym świecie była wyrysowana na wyprawionej skórze, nie na papierze. Rzut oka na oderwany kawałek wyjaśnił nam, dlaczego Agamirowi tak na nim zależało.
W naszym przejściu podziemnym były zaznaczone wejścia do całej masy portali, z których tylko jeden zaznaczono zielonym krzyżykiem. Naprawdę, niełatwo byłoby go znaleźć tak na chybił trafił.
Krasnolud grubym paluchem pokazał punkt na mapie.
– O, tu jesteśmy, a w tę stronę – machnął ręką – idzie się do miasta. Nam trzeba w przeciwną.
Wziął drugi kawałek skóry i przyłożył do tego, który trzymał przed oczami.
– Raptem trzy mile stąd jest wejście do jaskini, potem korytarz… – Przyjrzał się uważniej. – Jakieś trzy, cztery stajania. Potem kotlinka i warownia, a w niej skarb. Mówiłem, że to już blisko.
– I to już wszystko? Jakoś tak za łatwo, jak na wielki skarb. – Maciek zaczął być podejrzliwy.
– No… – zmieszał się Agamir. – Tak całkiem łatwo to nie będzie. Są pewne przeszkody…
– I po to nas wziąłeś na wspólników? Żebyśmy też nadstawiali karku? – oburzyłem się.
– Oj nie przesadzajcie. Po prostu uznałem, że przyda mi się pomoc. Zresztą, nie możecie się już wycofać. W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje niż to, z czym przyjdzie się nam zmierzyć.
Łypnął na nas groźnie. Nie był duży, ale wyglądał na takiego co potrafi przyłożyć raz i drugi, i trzeci, i tyle razy, żebyśmy gorzko pożałowali niesłowności.
– No, to ruszamy. – Nawet się przy tym uśmiechnął.
– Panie przodem. – Maciek zachęcającym gestem wskazał drogę.
– Pieprznąć ci?
۞۞۞۞۞
Droga wiodła dnem skąpanej w promieniach zachodzącego słońca doliny, wzdłuż spokojnie płynącej rzeki. Jeśli pominąć liczne ślady pozostawione przez pędzone na targ do miasta bydło, można by powiedzieć, że było wręcz uroczo. Szło się wygodnie i tylko Krzychu co chwila poprawiał kusą spódniczkę, która w marszu podjeżdżała mu do góry. Te trzy mile pokonaliśmy w nieco ponad godzinę. W miarę jak słońce schodziło niżej, Maciek coraz bardziej nerwowo patrzył w niebo, ale Agamir uspokoił go, mówiąc, że gdyby dziś miała być pełnia, to już by coś było po nim widać.
Gdy dotarliśmy do wejścia do jaskini, dolina tonęła już w mroku. Tylko niebo nad nią było jeszcze jasne, oświetlone słońcem, które właśnie schowało się za wzniesieniami.
– Tutaj przenocujemy, a rano pójdziemy już prosto do skarbu – powiedział Agamir i zabrał się do rozpalania ognia. – Zróbcie sobie jakieś posłania. Tam jest miękki mech.
– A nie lepiej od razu przejść przez jaskinię? – spytałem. – Przecież w środku będzie tak samo ciemno za dnia jak i w nocy.
– Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym co nas jutro czeka.
– A co nas czeka? – zainteresował się Krzychu.
– Lepiej nam powiedz coś o tym skarbie – wtrącił się Maciek.
Krasnolud z uśmiechem zignorował pytanie Krzyśka i zwrócił się do Maćka.
– O, skarb. Oczywiście! – Na ułożonych gałązkach pojawił się jasny płomień, więc krasnolud dołożył kilka grubszych patyków, po czym usiadł oparty o kamień. – Żelazna korona. Legenda głosi, że kto ją zdobędzie, zostanie władcą wszystkich krasnoludzkich plemion.
– A takie bardziej uniwersalne skarby? Złoto, rubiny, diamenty – zaniepokoił się Maciek.
Agamir popatrzył na niego z niesmakiem.
– Żelazna korona, to największy skarb, o jakim marzą krasnoludy. Tych błyskotek, o których mówisz mamy dosyć. Ale nie martw się, według pradawnych opowieści korona leży na stosie z kamieni szlachetnych i złota. To wszystko będzie wasze. Ja chcę tylko koronę!
– Pasuje nam taki układ – wtrąciłem się, widząc, że Maciek chce jeszcze rozmawiać o klejnotach. – A ze spraw bardziej przyziemnych… Masz coś do jedzenia?
W torbie krasnoluda znalazło się kilka kawałków wędzonej słoniny, sądząc po zapachu, niezbyt świeżej. Krzychu popatrzył na nie ze wstrętem i oświadczył, że jemu wystarczy światło gwiazd i źródlana woda. Maciek coś tam skubnął, ale bez entuzjazmu. Reszta została dla mnie i Agamira.
۞۞۞۞۞
Nazajutrz wstaliśmy dosyć późno, bo trzeba było odespać wydarzenia poprzedniego dnia, a poza tym słońce do doliny zajrzało tak, na moje oko, po dziesiątej. Potem trzeba było jeszcze coś przekąsić i tak zeszło nam do południa. Na szczęście nie musieliśmy niczego pakować. Po prostu zebraliśmy się i poszliśmy do jaskini.
O dziwo, przez szczeliny w skale docierało do niej trochę światła i coś tam było widać, zwłaszcza gdy wzrok się już trochę przyzwyczaił. Całkiem spora komora wejściowa, w której poruszaliśmy się bez problemu, bardzo szybko przekształciła się w wąski i niski korytarz. Dalej można było iść tylko gęsiego i to na czworakach, taplając się w zalegającym na dnie błocku. Krzysiek zajrzał do dziury.
– No, panowie! Który pierwszy, odważny? – powiedział z przekąsem.
Agamir sapnął tylko i wciągając brzuch przeszedł koło Krzyśka, depcząc mu po stopach i zaczął wciskać się skalną szczelinę. Maciek wzruszył ramionami i ruszył za nim.
– No, najgorszy syf chłopaki wytrą. – Krzychu uśmiechnął się szelmowsko. – Teraz mogę iść.
Tunel był naprawdę ciasny. Mieliśmy wrażenie, że skały napierają na nas ze wszystkich stron. Jako goblin i tak nie miałem najgorzej. Nie wiem jak poradzili sobie ci więksi, ale łatwo na pewno nie mieli.
Po około godzinie zobaczyliśmy w końcu wyjście z jaskini. Wyczołgaliśmy się na zewnątrz, szczęśliwi, że ta mordęga się już skończyła. Oczy z wolna przyzwyczaiły się do blasku dnia i wtedy zobaczyliśmy coś, co pogorszyło nam nastrój. Przed nami rozpościerała się kotlina o skalistym dnie. Gdzieniegdzie leżały ogromne głazy, a pośród nich cała masa objedzonych do czysta kości, świadczących o tym, że nie wszystkie krowy dotarły do miasta na targ. Kiedy przyjrzeliśmy się im bliżej, stwierdziliśmy, że również nie wszyscy właściciele bydła wrócili szczęśliwie do domów. Maciek trochę zzieleniał na twarzy, a Krzychu złapał mnie mocno za ramię.
– Auć! – krzyknąłem, bo wbił mi te swoje smukłe palce w skórę.
– Cicho! – syknął Agamir – bo smok nas usłyszy.
– Smok?! – krzyknęliśmy, nie bacząc na ostrzeżenie. – Taki duży ze skrzydłami, co zieje ogniem i zżera ludzi, bydło i w ogóle wszystko, co się rusza?
– Ten chyba akurat ogniem nie zieje, nic tu nie jest osmalone, ale reszta się zgadza… Krasnolud chyba chciał jeszcze coś dodać, ale w tym momencie zza skał wyszedł smok. Jasna cholera! Naprawdę był wielki. Ziemia aż dudniła, gdy powoli szedł w naszą stronę, krusząc łapami leżące na ziemi szkielety.
– W nogi! – wrzasnął Agamir. – Za tamten głaz!
Jeszcze nie skończył, a już byliśmy w pełnym pędzie, gnając ku wskazanej skale. Przeklinałem krótkie, goblinie nogi, bo dość szybko znalazłem się na końcu stawki.
– Czekajcie!
Krzyknąłem rozpaczliwie. Nawet się nie obejrzeli. Koledzy, psiakrew!
Dopadliśmy wreszcie do skały i sapiąc jak lokomotywy, schowaliśmy się za nią.
– Dlaczego nie zaczekaliście na mnie? – spytałem rozgoryczony.
– A co by to pomogło? – wydyszał Maciek.
– Może i nic, ale tak się nie robi.
– Zamknijcie się! – Agamir ostrożnie wyjrzał zza skały. – Smoki widzą tak sobie, ale świetnie słyszą. Jak będziemy cicho, to może się jakoś wymkniemy.
– Co tak pociemniało? – zainteresowałem się.
Zadarliśmy głowy. Nad nami, na skale, do której przywarliśmy, siedział smok z rozpostartymi skrzydłami.
– Spadamy! – pisnął Krzychu.
Puściliśmy się biegiem do następnej skały.
– Nie! Z powrotem do jaskini – zakomenderował krasnolud.
Gad był tak zaskoczony gdy zawróciliśmy i przebiegliśmy mu tuż przed pyskiem, że dopiero po chwili ruszył za nami w pościg. Już prawie nas miał. Ledwo zdążyliśmy wcisnąć się do tunelu, gdy o skałę nad wejściem do jaskini uderzyło coś ze straszną siłą, a ze sklepienia posypały się kamienie.
– I co teraz? – wychrypiał Maciek, krztusząc się od pyłu. – Przecież on tam się na nas zasadzi.
– Nie wiem – odparł krasnolud. – Innej drogi nie ma. Musimy go jakoś obejść.
– Łatwo powiedzieć! Widziałeś to bydlę? Zrobi z nas miazgę, jak tylko stąd wyjdziemy!
Zapadła przygnębiająca cisza, w której słychać było tylko nasze ciężkie oddechy.
– Agamir! – krzyknąłem, bo nagle mnie oświeciło. – Pokaż mapę.
Krasnolud podał mi plan. W jego oczach dostrzegłem pytanie i nadzieję.
– Tak! Dobrze pamiętałem – stwierdziłem z satysfakcją. – Tutaj, w kotlinie jest zaznaczony portal, na lewo od wyjścia z jaskini.
– Chcesz nim uciec? Przecież wtedy nie dotrzemy do skarbu.
Pytanie pozostało, ale nadzieja w oczach Agamira zgasła. Maciek i Krzysiek, też wpatrywali się we mnie, a uniesione brwi wyraźnie mówiły, że nie wiedzą, co mi chodzi po głowie.
Podekscytowany tym, że znalazłem rozwiązanie, zacząłem szybko tłumaczyć swój plan.
– Nie chcę uciekać, ale tak sobie pomyślałem, że skoro w tamtym świecie nic nie jest tym, czym jest w tym, a w tym nie jest tym, czym w tamtym.
– Ciebie przypadkiem smok ogonem po łbie nie zdzielił? – zapytał Krzychu. – Co ty bełkoczesz?
– Chodzi mi o to – ciągnąłem już spokojniej – że przy przejściu przez portal wszystko się zmienia na coś lub kogoś, kto może istnieć po drugiej stronie.
– No i…? – dociekał.
– No i jeśli uda nam się zwabić smoka do portalu i przegonić go na drugą stronę, to wyjdzie jako coś, co istnieje w naszym świecie. Coś, z czym łatwiej sobie poradzimy.
– Na przykład jako tygrys – skrzywił się Maciek.
– Masz lepszy pomysł?
Twarz krasnoluda rozpromieniła się.
– To może się udać. Cokolwiek by to nie było, gorsze od smoka nie będzie. Bo u was nie ma smoków, prawda?
– Nie, nie ma – zapewniłem.
– To mnie się plan podoba! Do dzieła!
Chociaż pozostała dwójka nie podzielała entuzjazmu niższych członków drużyny, szybko ułożyliśmy plan, niezbyt skomplikowany prawdę mówiąc, i przystąpiliśmy do działania.
Najpierw, przedarłszy się przez zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz, a upewniwszy się, że smoka nie ma, najciszej jak się dało ruszyliśmy w stronę portalu. Wszystko szło dobrze, byliśmy już bardzo blisko, gdy nagle usłyszeliśmy szum skrzydeł. Cholera! Nie wiem czemu zakładaliśmy, że gadzina będzie nas gonić na piechotę. Zrobiło się nerwowo.
– Gazu! – wydarłem się, ile pary w płucach.
Zupełnie niepotrzebnie. Wszyscy już odsadzili się ode mnie o kilka kroków. Znowu!
Agamir dopadł do skalnej ściany, zamachał rękami i wykrzyczał zaklęcie. Natychmiast pojawiła się czarna dziura, do której wpadli moi, tak zwani, koledzy, zaraz potem ja i niemal w tej samej chwili do portalu wleciał smok z szeroko otwartą paszczą.
***
Jakiś czas później, mama opowiadała mi z przejęciem, że tego dnia w serwisach informacyjnych pokazywano dziwny film z monitoringu w osiedlowym sklepie. Na nagraniu widać było owcę, wybiegającą z zaplecza, a zaraz za nią czterech facetów, którzy gonili ją, wymachując rękami, a gdy dopadli, bezceremonialnie wyrzucili ze sklepu, starannie zamknęli drzwi, zastawili je skrzynkami po piwie i biegiem wrócili na zaplecze. Jakość obrazu była kiepska i policja prosiła o pomoc w identyfikacji sprawców tak okrutnego traktowania zwierzęcia.
***
– Ja pierniczę, mieliśmy szczęście, że to nie był lew albo nosorożec – wydyszałem, z trudem łapiąc oddech, oparty o skałę obok wyjścia z portalu w kotlinie.
– Jest w tym jakaś sprawiedliwość – sapnął Maciek. – Tutaj pożerał trzodę, a tam będzie owcą.
– Dobra – Krzychu poprawił spódnicę – rozumiem, że skarb jest zaraz za tą kotliną. Czego jeszcze mamy się spodziewać?
– Dokładnie nie wiem. – Agamir rozłożył ręce. – Ale korony pilnuje strażnik, który zadaje arcytrudną zagadkę. Jeśli odpowiesz, dostaniesz koronę, jeśli nie…
– Jasne, rozumiem. Zbierać się, panowie! Miejmy to już za sobą.
۞۞۞۞۞
Po prawie trzech godzinach marszu ścieżką między skałami, naszym oczom ukazała się szeroka, kamienna brama. Starannie ociosane bloki skalne tworzyły łuk, pod którym przeszliśmy, wkraczając na dziedziniec otoczony wysokim murem. Na środku stała biała wieża ozdobiona misternie rytymi w marmurze motywami roślinnymi.
Staliśmy na dziedzińcu, nie wiedząc co dalej robić, gdy na schodach prowadzących na wyższe piętra pojawił się elf. Wysoki, przystojny, świetnie zbudowany. Każdego faceta wpędziłby w kompleksy, a goblina to już w ogóle…
Spodziewając się jakiegoś ataku przyjęliśmy postawy obronne. Wszyscy, z wyjątkiem Krzyśka, który uśmiechnął się promiennie, wdzięcznym ruchem ręki przeczesał włosy i zaczął się bawić kosmykiem, przeplatając go między palcami.
– Krzych! Co ty robisz do cholery? – warknąłem.
– Siedź cicho – odwarknął przez zaciśnięte zęby, a uśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy.
Nieznajomy swobodnym krokiem zszedł po schodach.
– Nazywam się Erlenjar. Jestem strażnikiem tego miejsca. Czemu zawdzięczam wizytę tak miłych gości?
Zwracał się do nas, ale patrzył tylko na naszą elfkę, która… No słowo daję, Krzysiek się zarumienił.
– Przyszliśmy zmierzyć się z wyzwaniem arcytrudnej zagadki i zdobyć żelazną koronę krasnoludów – gromko oznajmił Agamir.
– I pozostałe skarby też – dorzucił Maciek.
– Ach, tak. – Elf wreszcie zaszczycił nas spojrzeniem, ale takim raczej obojętnym. – W takim razie zapraszam do pomieszczenia w przyziemiu. Wejście z drugiej strony wieży. Tam na ścianie jest wyryty tekst zagadki. Na pulpicie znajdziecie papier i inkaust. Odpowiedź na piśmie proszę przynieść do mnie.
– Słucham? – Krasnolud wytrzeszczył oczy.
– No, muszę mieć podkładkę. Ja się potem przecież muszę rozliczyć z wydanych skarbów i z tych pretendentów, którym się nie powiodło.
Ręce nam opadły. Aura romantycznej przygody w magicznym świecie jakoś przygasła.
– A wielu już próbowało? – zaciekawiłem się.
– Prawdę powiedziawszy, jeszcze nikt się nie zgłosił.
– Bo pewnie odpadli na etapie smoka – mruknąłem, przypomniawszy sobie ludzkie i humanoidalne czaszki w kotlinie.
– I jeszcze jedno – ciągnął elf – ta salka na dole jest dosyć ciasna. Proponuję, żeby panowie poszli sami, a my z panią na was poczekamy i może zwiedzimy pięterko.
– Doskonale! – Klasnął w ręce Krzysiek – Tylko bym robił tłok. To znaczy, robiła.
– Zdrajca! – syknąłem.
– No idźcie już, idźcie – zaćwierkał, posyłając nam obłudnego całusa.
Co było robić? Poszliśmy na drugą stronę wieży, podczas gdy para elfów udała się na górę.
– Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek.
– Przy przejściu do drugiego świata zmieniasz się bardzo, ale nie całkowicie – wyjaśnił krasnolud. – Pełna przemiana wymaga kilku dni, ale postępuje cały czas. Jeszcze tydzień, dwa i wasz przyjaciel byłby już stuprocentową przyjaciółką.
– Ciekawe czy to się cofa po powrocie?
– Zawsze coś zostaje.
Tak rozmawiając, doszliśmy do małych drzwiczek na tyłach wieży. Zeszliśmy po schodkach do piwniczki. Rzeczywiście była dosyć ciasna. Rozejrzeliśmy się dookoła. Zaraz przy drzwiach stał pulpit, a na nim kilka kart papieru, pióro i kałamarz. Był też kaganek, który oświetlał pomieszczenie. Na ścianie naprzeciw wejścia runami wyryto tekst zagadki. Podeszliśmy bliżej.
– Agamir, umiesz to przeczytać? – spytałem.
– No pewnie. – Krasnolud stanął na palcach, żeby lepiej widzieć. – Wieśniak musi przewieźć na drugi brzeg rzeki wilka, kozę i kapustę…
– Ty sobie jaja robisz?! – krzyknął Maciek. – To jest ta arcytrudna zagadka? Każdy idiota ją rozwiąże.
Być może spowodowały to emocje związane z bliskością wymarzonej korony, a może coś zupełnie innego, nie wiem. Wyglądało bowiem na to, że dla krasnoluda problemat wilka, kozy i kapusty zalicza się jednak do tych ekstremalnie trudnych. Ściągnięte brwi i wyraz głębokiego skupienia na twarzy świadczył o intensywnym wysiłku umysłowym.
– Dobrze. – Maciek postanowił trochę złagodzić swoje słowa. – Może rzeczywiście trzeba się chwilę zastanowić.
Mrugnął do mnie okiem i przez jakiś czas udawaliśmy, że rozmyślamy się nad rozwiązaniem. Kolejne mrugnięcie i krzyknąłem:
– Mam! Agamir! Bierz kartkę i pisz.
Podyktowałem krasnoludowi odpowiedź i całą trójką pobiegliśmy na drugą stronę wieży. Pędem pokonaliśmy schody i z impetem wpadli do sali na pierwszym piętrze.
– Już?! – Elf szybko zdjął rękę z uda Krzyśka.
– Już?! – Krzych poderwał się z jego kolan. – Szybko wam poszło.
– Wam też – wycedził Maciek.
– Myśmy tam potencjalnie ryzykowali życiem, a ty… – dorzuciłem.
Erlenjar postanowił się wtrącić.
– Już dobrze, dobrze, przejdźmy do zasadniczej sprawy. Proszę pokazać odpowiedź.
Podaliśmy mu kartkę.
– Najpierw przewozi kozę – mamrotał pod nosem. – Potem kapustę, wraca z kozą… tak, wilk… i wraca po kozę. No zgadza się! Gratuluję!
Uściskał każdemu z nas rękę i z haka wbitego w ścianę zdjął klucz zawieszony na metalowym kółku.
– Chodźmy więc po skarb. Zasłużyliście.
Węsząc w tym jakiś podstęp, powoli ruszyliśmy za nim.
– Śmiało, śmiało! Skarb jest wasz, zgodnie z prawem.
Poprowadził nas do niskiego budyneczku w rogu dziedzińca. Włożył klucz do zamka i z pewnym wysiłkiem przekręcił. Otwierane drzwi zaskrzypiały przeraźliwie.
– Wilgoć – wyjaśnił elf, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Weszliśmy do środka, przyświecając sobie lampą zabraną z wieży. Na podłodze zobaczyliśmy kawałek jakiegoś zardzewiałego metalu i kilka kamieni szlachetnych.
– A gdzie korona?! – ryknął Agamir.
– Jak mówiłem – odpowiedział Erlenjar – bardzo tu wilgotno. Wszystkie żelazne elementy korodują na potęgę.
– A stosy diamentów?! – krzyknął Maciek.
– Zrozumcie panowie, utrzymanie tego miejsca kosztuje. Ja też mam swoje wydatki. Na wszystko oczywiście mam kwity. – Wzruszył ramionami. – Ale to, co zostało, jest wasze.
– A korona…? Władca wszystkich plemion – mamrotał krasnolud.
– Obawiam się, że sprawa jest dawno nieaktualna. – Erlenjar rozłożył ręce. – Ja to już pięćset lat temu zgłaszałem, że koronę właściwie szlag trafił, ale mi powiedzieli, żeby nic z tym nie robić, że oni ją wykreślą z listy magicznych artefaktów, ale budynki niech stoją, bo może się kiedyś do czegoś innego wykorzysta.
– Czyli ten gnom, co mi sprzedał mapę… To znaczy, że dałem się nabrać?
– Jak gówno na łopatę – potwierdził elf.
Agamir patrzył bezradnie dookoła. Aż nam się żal go zrobiło.
– Le ty dementy so nasze – zduszonym głosem powiedział Maciek.
Popatrzyliśmy na niego. W wyciągniętych rękach trzymał kilka błyszczących kamyków.
– Maciuś, co ty tak dziwnie mówisz? I dlaczego się tak ślinisz?
Słysząc to, krasnolud otrząsnął się z odrętwienia.
– Jasna dupa! Słońce już zaszło! On się zaraz przemieni!
– Szlag! – jęknął Krzysiek. – Co teraz?
– Szybko wracajcie na swoją stronę, bo będzie źle.
– Ale jak? Gdzie tu jest jakiś portal? – dopytywałem nerwowo.
Erlenjar, domyślił się chyba o co chodzi, bo wskazał przeciwległy kąt dziedzińca.
– Tam! – Puściliśmy się biegiem we wskazanym kierunku. – Prowadzi do takiego przejścia podziemnego koło dworca.
– Co?! To nie trzeba iść przez kotlinę? – krzyknął Agamir.
– Przez kotlinę? – zdziwił się elf. – Przecież tam jest smok.
– Jak dorwę tego gnojka co mi sprzedał mapę…
– Czego się spodziewałeś po mapie od gnoma? – Erlenjar zrobił zdziwioną minę.
Dopadliśmy do muru.
– Agamir, otwieraj portal! – krzyknąłem, widząc, że Maćkowi z ust zaczynają wystawać ostre kły.
Nie było czasu się pożegnać. Wpadliśmy z Krzychem do czarnej dziury, ciągnąc za sobą na wpół przemienionego wilkołaka.
Kiedy wyskoczyliśmy już po naszej stronie, z ulgą stwierdziliśmy, że wszyscy jesteśmy sobą. Dokładnie tacy, jacy byliśmy, gdy zaczęła się ta cała awantura, tylko trzeźwi. Diamenty z tamtego świata, w naszym okazały się fasolkami, ale nawet Maciek specjalnie tego nie żałował.
Cóż nam więc zostało po tej przygodzie? Nasz niedoszły wilkołak bardzo lubi krwiste, prawie surowe mięso. Krzychowi szklą się oczy, gdy ktoś wspomni Erlenjara.
A ja? No cóż… Pamiętacie to, kiepskiej jakości, nagranie z monitoringu sklepowego? Nie było takie złe. Policji udało się zidentyfikować przynajmniej jednego uczestnika zdarzenia.
Cholera! Jestem chyba jedynym facetem na świecie, który dostał grzywnę za znęcanie się nad smokiem.
Nieźle napisane przyjemne opowiadanko, pełne niestety mocno nieprzyjemnych osobników. Ale the pointa niezła:).
Już tylko spokój może nas uratować
“Nieprzyjemni osobnicy” to zjawisko nad wyraz powszechne. Gdyby byli hasłem w kategorii :”Zwykła rzecz”, to bym go użył(-a) :)
Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz.
Hej,
wracam z komentarzem po betowym. Czyta się szybko i przyjemnie. Historia jest zabawna, a do tego wciągająca :).
Pozostaje mi zostawić klika i życzyć powodzenia w konkursie :)
Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Piękna mapa!
Wszystko przez Krzycha.
Tak to już jest z nimi…
Droga wypadała nam przez przejście podziemne, wiecie, to koło dworca.
Wiem.
Spojrzałem na swoje ręce i zobaczyłem szponiaste dłonie pokryte zielonkawą skórą i rzadką szczeciną. Nogi wyglądały podobnie, a na dodatek czułem się jakiś taki niższy.
– Tutaj jesteś goblinem. Gdybyśmy nie byli wspólnikami, udusiłbym cię gołymi rękami.
Fajnie, jakby to Maciek został goblinem. Pasowałoby to do jego geldcugu:))
bo dość szybko znalazłem się końcu stawki.
Smok pożarł “na”.
Wejście z drugiej strony wieży. Tam na ścianie jest wyryty tekst zagadki. Na pulpicie jest papier i inkaust. Odpowiedź na piśmie proszę przynieść do mnie.
Haha, dobre, dobre.
Diamenty z tamtego świata, w naszym okazały się fasolkami,
Tak coś przeczuwałem.
Cholera! Jestem chyba jedynym facetem na świecie, który dostał grzywnę za znęcanie się nad smokiem.
Genialne.
Bardzo przyjemnie się czytało, widać ogromną wprawę. Mam już więc pewne podejrzenia co do autorstwa.
Całość umocowana bardzo klasycznie, wręcz sztampowo, jednak mam świadomość, iż to celowy zabieg, bo niezmiernie udanie kontrastuje to z wydarzeniami i bohaterami z “naszego świata”. Sztampy nie ma już jednak przy samej fabule, która przedstawia się oryginalnie, ciekawie i, przede wszystkim, zabawnie. Przez całą lekturę towarzyszył mi głupawy uśmiech, toteż żal aż bierze, że tak krótkie. No, ale cóż, wymogi formalne to wymogi formalne.
Tak jak mój przedkomentujący życzę powodzenia w konkursie.
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA RZĄDZI !!!
Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,
ślad swój zostawiłam,
uważnie przeczytałam,
za udział podziękowałam;
bruce :)
Pecunia non olet
Bardjaskier – Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. Za klika również :)
Bartkowski.robert – Piękna mapa! – Dziękują, ale to nie moja zasługa, tylko córki. Ja tylko oderwałxm kawałek :)
- Smok pożarł “na”. – Nie wiem, który pożarł, ale, jakby to nie zabrzmiało, zwrócił. :)
- Genialne. – Aż się zarumieniłxm :)
- widać ogromną wprawę – Fałszywy trop :)
bruce – Powitać jurorkę :)
Bardzo dobrze napisane, lekko i z humorem, świetnie się czyta!
Może i były jakieś pojedyncze potknięcia, ale nie na tyle duże, żeby mnie jakoś zatrzymały.
Bardzo mi się podobało :)
Spodziewaj się niespodziewanego
Bardzo mnie cieszy, że się spodobało.
Dziękuję z komentarz.
Hej, uroczo niepoważne opowiadanie. :D
Korzystasz ze sprawdzonych schematów, ale z przymrużeniem oka, więc chociaż ma się wrażenie, że już się to gdzieś czytało, to i tak opowieść sprawia mnóstwo frajdy.
Kilka drobnostek (portal coś mi strajkuje i nie mogę oznaczyć cytatów, ale chyba się połapiesz :D)
– To moja mapa! -odparował facet w prochowcu.
Zeżarło spację
– No, to umowa stoi. – równocześnie wyciągnęliśmy do niego ręce.
Chwilę pomedytował, a potem poszedł wzdłuż ściany, licząc kroki, potem zatrzymał się, odmierzył cztery łokcie od podłogi i z zadowoloną miną poklepał mur.
– Co?! – Smukłe dłonie elfki zaczęły nerwowy taniec, a to obłapiając piersi, to znów sunąc po biodrach, by po chwili opaść na pośladki. – Ale jak?!
Haha. Klasyka. :D
Po prostu zebraliśmy się i poszli do jaskini.
– Krzych! Co ty robisz do cholery? – warknąłem .
A tu nadprogramowa spacja.
– Wilgoć. – wyjaśnił elf, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Bez kropki.
– Jak gówno na łopatę. – potwierdził elf.
Bez kropki.
Dałeś się nabrać jak gówno na łopatę? Muszę zapamiętać :D
I w tytule raczej tez bez kropki.
Lecę kliknąć i pozdrawiam! :)
Cześć,
W niepoważnych historyjkach staram się znaleźć remedium na, czasem nazbyt poważny, świat :) Dlatego bardzo się cieszę, że mój tekst sprawił Ci frajdę.
Dziękuję za komentarz i wypatrzenie wpadek. Większość już poprawiłxm, a przy okazji znalazłxm jeszcze jeden brak spacji (to się nigdy nie kończy :) ).
Mam wątpliwości tylko przy dwóch ostatnich. Czy “wyjaśnił” i “potwierdził” nie są w tym przypadku (domyślnie) gębowe?

delulu managment
Ciekawy pomysł. W momentach stricte komediowych naprawdę super mi się czytało. Jeszcze mocniej mógłby być podkręcony ten absurd. Ogólnie niezłe
bogjelen
Sympatyczny, zabawny tekst.
Skarb, który zerodował, wielce miodny.
Pomysł, żeby po przejściu przez portal się przemieniać, jest po prostu świetny. Chyba spokojnie możesz jeszcze coś pisać w tym uniwersum.
Dobrze się czytało.
Babska logika rządzi!
Ambush – Powitać jurorkę:)
bóg jeleń08 – Jeszcze mocniej mógłby być podkręcony ten absurd. – Pewnie by mógł, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić.
Finkla – Założyłxm, że to takie jednorazowe, konkursowe uniwersum, ale kto wie…
Bardzo dziękuję z wszystkie komentarze.
Melduję, że przeczytałam.
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
Cześć!
Dziękuję, ostatnio jakoś jeszcze trudniej niż zwykle mnie rozśmieszyć, a tu poszło nieźle. Wprawdzie nie widziałem nic zabawnego w dysforii Krzycha, a smoka przemienionego w owcę było mi raczej żal, ale już pilnujący skarbu elf urzędnik mnie rozbroił, a pointa kapitalna! Zgodzę się z Finklą, że portal czasoprzestrzenno-metamorficzny to bystry pomysł, który w znacznej mierze buduje to opowiadanie i ma jeszcze dużo potencjału.
Jakiś czas później(-,)
mojamama opowiadała mi z przejęciem, że tego dnia w serwisach informacyjnych pokazywano dziwny film z monitoringu w osiedlowym sklepie [zbędna spacja].
Chyba najbardziej fantastyczny element w tekście, zawsze publikują po pół roku, kiedy już nikt nie pamięta, o co chodziło…
Niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza ogromne braki w zakresie interpunkcji. Przegląd z początku opowiadania:
W zimnym świetle ledowych lamp, oświetlających pasaż nie dostrzegliśmy niczego groźnego.
Nie interpretowałbym “oświetlających pasaż” jako wtrącenia, ale gdyby ktoś koniecznie chciał wydzielić przecinkami, to już obustronnie.
On na nas nie zwracał uwagi
– Co tam tak oglądasz, kolego?
Przecinek przed wołaczem.
– Nie twoja sprawa.– Facet nawet
Brakująca spacja.
Krzyknął coś i… W murze zmaterializowała się czarna dziura
Tutaj tok zdania nie zostaje urwany, więc raczej od małej litery po wielokropku. I napisałbym “czarny otwór”, żeby od razu było jasne, że to nie jest czarna dziura w sensie astrofizycznym.
może doszlibyśmy do siebie, uznając, że padliśmy ofiarą jakiejś zbiorowej halucynacji, ale w tym momencie(-,) kilkanaście metrów przed nami w ścianie znowu otworzyła się czarna dziura
Doszlibyśmy do siebie i uznali (to nie jest prawidłowe zastosowanie imiesłowu współczesnego). Nie stawiamy przecinka między okolicznikami różnego typu (czasu i miejsca).
Nawet nie patrzyliśmy jak, miotając jakieś nieznane nam słowa, znika w kolejnej czarnej dziurze.
Przecinek przed “miotając” jest dyskusyjny, ale przed “jak” musi być na pewno.
I jeszcze z jednego przypadkowego miejsca:
– Oj, nie przesadzajcie. Po prostu uznałem, że przyda mi się pomoc. Zresztą, nie możecie się już wycofać. W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje(-,) niż to, z czym przyjdzie się nam zmierzyć.
Łypnął na nas groźnie. Nie był duży, ale wyglądał na takiego, co potrafi przyłożyć raz i drugi, i trzeci, i tyle razy, żebyśmy gorzko pożałowali niesłowności.
Pozwolę sobie zachęcić do lektury poradników interpunkcyjnych z działu Publicystyka.
A z dyskusji:
Mam wątpliwości tylko przy dwóch ostatnich. Czy “wyjaśnił” i “potwierdził” nie są w tym przypadku (domyślnie) gębowe?
Są, i właśnie dlatego nie stawiamy kropki po wypowiedzi postaci:
– Proszę tak do mnie nie mówić – zażądał Atanazy.
– Proszę tak do mnie nie mówić. – Atanazy wyglądał na oburzonego.
Dziękuję za przyjemną lekturę i pozdrawiam ślimaczo!
Śniąca – powitać jurorkę :)
Ślimak Zagłady – Bardzo dziękuję za uwagi. Na pewno wprowadzę poprawki (i może przy okazji coś jeszcze wypatrzę).
Z “czarnej dziury” jednak nie zrezygnuję. Oczywiście nie chodzi o obiekt astrofizyczny, ale w pewien sposób się jednak do takowego odnoszę. Musiałxm wykorzystać hasło z listy, z “czarna dziura” była jedynym, które mogłxm skojarzyć z portalem (teoria Stephena Hawkinga). Portal ma w opowiadaniu swoją rolę i dlatego do niego przypisałxm hasło z listy. Może tylko ja mam takie skojarzenie, ale mimo wszystko, ryzykując dyskwalifikację, zostanę przy czarnej dziurze.
A co do wątku z dyskusji, to zaszło nieporozumienie. Całą winę biorę na siebie. Mnie się coś pomerdało i na komentarz Marszawy odpowiedziałxm jakby nie do końca sensownie. Już to poprawiłxm
Było zabawnie i dobrze się czytało.
Obstawiałem, że smok zmieni się w dresa, ale przemienił się w coś, czym smoki się truje. Przypadek?
Dziękuję za rzetelne odniesienie się do mojego komentarza! Masz w opowiadaniu parę wystąpień frazy “czarna dziura”, więc sugerowałem tylko, żeby używać “otwór” i “dziura” zamiennie, ale rozumiem, że nie chcesz ryzykować dyskwalifikacji. Proponuję jeszcze wyedytować komentarz pod kątem końcówek osobowych, bo w tej chwili nie wszędzie masz “iksatywy”.
MichałBronisław – Dziękuję za wizytę. Z “dresem” by tak łatwo nie poszło :)
Ślimak Zagłady – Proponuję jeszcze wyedytować komentarz pod kątem końcówek – … i odwiedzić okulistę :) Dziękuję, już poprawione.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnina – powitać jurorkę :)
bruce – Powitać jurorkę :)

Pecunia non olet
Wyjątkowo nieśmieszne, błahe, tandetne i kiepsko napisane opowiadanie… musiało być przed przejściem przez czarną dziurę do naszego świata, bo tutaj błyszczy, świetnie się czyta i sprawia, że przypomniałem sobie niejeden pijacko-kuriozalny powrót z imprezy na chatę! Winszujeę pomysłu i życzę powodzenia!
Przepraszam, że późno odpowiadam. Kolejka była na SOR-ze. Lekarz wykluczył zawał, ale powiedział, że w moim wieku takie gwałtowne emocje są niewskazane :D
Po wypiciu melisy i doczytaniu komentarza do końca, bardzo dziękuję za opinię i cieszę się, że dobrze się czytało :)
Hej, poczytane, pośmiane i docenione! Pięknie się czytało, z przyjemnością! Bardzo lubię ten rodzaj humoru. Pomysły też interesujące, sama fabuła nie pozwoliła mi oderwać się od opka i tak utknęłam rano po śniadaniu przy stole i tkwię do tej pory… :D
szybko ułożyliśmy plan działania, niezbyt skomplikowany prawdę mówiąc, i przystąpiliśmy do działania.
Powtórzenie.
Interpunkcja nieco kuleje, ale to już się inni czytający tym zajęli. Też sobie z nią nie radzę. Jest coś takiego w polskiej interpunkcji, co sprawia, że nie da się jej stosować w życiu… tak myślę, bo mi nie wychodzi. :D
Idę klikać, bo mi się bardzo podobało!
Pozdrawiam i powodzenia!
Cześć,
Taki komentarz również czyta się z przyjemnością :) Dziękuję!
W sprawie działania już zadziałałxm :) Było, i już nie ma. Tak jest lepiej.
Interpunkcja… hm… Kiedyś na pewno to ogarnę :)
Znakomite opowiadanie. Może nie najlepsze w tym konkursie, ale na pewno takie, które mnie porwało.
Jest akcja, tajemnice rozwijane powolutku, a nawet romans. Natknęłam się na jakieś błędy z w zapisie dialogu, ale to nie moja rola jako jurora, ktoś wytropi.
To jest również opowiadanie podstępne, korzysta z różnych schematów, tylko jak tylko czytelnik uśmiechnie się pod nosem (bo już wie, o co chodzi), następuje salto i wszystko wygląda inaczej.
Bardzo podobało mi się spięcie współczesności z bajką, które dopełniały się i wzajemnie kolorowały.
Te przemiany portalowe to jest dla mnie temat na całkiem szeroką opowieść, a co najmniej cykl opowiadań. Bo dzięki nim zachowując spójność można w zasadzie wszystko ????
Zastanawiałam się, który z wątków wydał mi się najsmakowitszy. Bo i użycie haseł konkursowych jest fajne, ale bohaterzy w swoich dwóch odsłonach też robią wrażenie. Jednak owca, owca powaliła mnie na kolana.
Komentarz umieszczam w związku z nominacją do piórka.
delulu managment
Bardzo dziękuję za miły komentarz i nominację. Cieszę się, że “porwało” :) Tym bardziej, że wygląda na to, że rzeczy, które sobie zaplanowałxm w tekście, wypaliły.
Nie wiem, kiedy było czytane, ale kilka rzeczy już poprawiłxm, a jeśli coś jeszcze wyjdzie (pod moim, lub czyimś spojrzeniem) to oczywiście skoryguję.
Proszę Autora/Autorkę o wysłanie do mnie pw z informacją, kim jest – to niezbędne, żeby Loża mogła przegłosować tekst. A został nominowany do piórka.
Babska logika rządzi!
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Oświadczam, że otrzymałam pw i już wiem, kto napisał ten tekst.
Babska logika rządzi!
Koala75 – dziękuję za wizytę.
Finkla – “PW” to moje inicjały. Jak do tego doszłaś? :D
Mam swoje sposoby. ;-)
Babska logika rządzi!
Okazuje się, że wyprawa po skarb wcale nie musi być organizowana długo i starannie, że wystarczy osobliwy zbieg okoliczności, trzech przyjaciół i facet w prochowcu, przypadkowo zaczepiony w przejściu podziemnym. Anonimie, niezmiernie się cieszę, że mogłam przeczytać bardzo fajne opowiadanie, pełne świetnej jakości humoru. :)
„ No dobra, i co teraz?” → Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu.
– Normalnie. W tamtym świecie jesteś… ? → Zbędna spacja przed pytajnikiem.
W ogromnych, niebieskozłotych oczach Krzycha… → W ogromnych, niebiesko-złotych oczach Krzycha…
…przyłożyć raz i drugi, i trzeci,i tyle razy… → Brak spacji po drugim przecinku.
…zabrał się za rozpalanie ognia. → …zabrał się do rozpalania ognia.
http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html
– Ogień zapłonął jasnym płomieniem… → Nie brzmi to najlepiej.
Legenda głosi , że kto… → Zbędna spacja przed przecinkiem.
Krzysiek zajrzał do do dziury. → Dwa grzybki w barszczyku.
…wylot jaskini rozświetlony oślepiającym dla nas światłem. → Nie brzmi to najlepiej.
Gad był tak zaskoczony gdy zawróciliśmy i przebiegli mu tuż przed pyskiem… → Gad był tak zaskoczony, gdy zawróciliśmy i przebiegliśmy mu tuż przed pyskiem… Lub: Gad był tak zaskoczony gdyśmy zawrócili i przebiegli mu tuż przed pyskiem…
– Ciebie przypadkiem smok ogonem po łbie nie zdzielił?– zapytał Krzychu. → Brak spacji po pytajniku.
– No i… ? – dociekał. → Zbędna spacja przed pytajnikiem.
A korona… ? → Jak wyżej.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
regulatorzy – Bardzo się cieszę, że opowiadanie się spodobało. Dziękuję za wszystkie uwagi . Zaraz się wezmę do poprawiania.
Po zbilansowaniu nadmiarowych i brakujących spacji okazało się, że w spacjach mam superatę. Nie potrzebuje ktoś kilku? :)
Bardzo proszę, Anonimie. Miło mi, że mogłam się przydać.
I proszę nie wyzbywać się spacji, jeszcze mogą się przydać. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dziń dybry,
Ładna mapa :)
Bo przecież nie stanowił żadnego niebezpieczeństwa niewysoki facecik w średnim wieku
→ Bo przecież nie stanowił żadnego zagrożenia niski facecik w średnim wieku
który pojawił się tuż obok tej pierwszego.
tego
w murze, dokładnie naprzeciw nas otwarła się kolejna czarna dziura
→ w murze, dokładnie naprzeciw nas, otwarła się kolejna czarna dziura
– Musimy pogadać – wycedził
przez zęby.
Wycedzić można tylko przez zęby.
– To dzwoń na policję – zakpił Krzych.
– Kogo?
Chyba bardziej by pasowało:
– Na co?
– W porządku – zgodził się nieznajomy z łatwością, która powinna nam dać do myślenia, ale nie dała.
→ – W porządku – zgodził się nieznajomy z łatwością, która powinna była nam dać do myślenia.
Agamir uśmiechnął się ale tak jakoś niewesoło.
→ Agamir uśmiechnął się, ale tak jakoś niewesoło.
– Coś ty Krzychu taki nerwowy?
→ – Coś ty, Krzychu, taki nerwowy?
– Oj nie przesadzajcie.
→ – Oj, nie przesadzajcie.
ale wyglądał na takiego co potrafi przyłożyć raz
→ ale wyglądał na takiego, co potrafi przyłożyć raz
No to już wiemy, że autorem jest mężczyzna, bo kobieta raczej nie przedstawiłaby przemiany z mężczyzny w kobietę jako coś uwłaczającego i mega zabawnego ;p
Jeśli pominąć liczne ślady pozostawione przez pędzone na targ do miasta bydło, można by powiedzieć, że jest wręcz uroczo.
Było, skoro opowiadamy w czasie przeszłym.
– Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym co nas jutro czeka.
→ – Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym, co nas jutro czeka.
Tych błyskotek, o których mówisz mamy dosyć.
→ Tych błyskotek, o których mówisz, mamy dosyć.
zaczął wciskać się skalną szczelinę
→ zaczął wciskać się w skalną szczelinę
Nie wiem jak poradzili sobie ci więksi,
→ Nie wiem, jak poradzili sobie ci więksi,
– Ten chyba akurat ogniem nie zieje, nic tu nie jest osmalone, ale reszta się zgadza…[ ] Krasnolud chyba chciał jeszcze coś dodać
Brakuje wcięcia akapitowego.
Nawet się nie obejrzeli. Koledzy, psiakrew!
Lepiej by zabrzmiało:
Wspólnicy, psiakrew!
gdy o wejście do jaskini uderzyło coś ze straszną siłą
Hę? Wejście do jaskini ma drzwi czy bramę? Wątpię. Wejście do jaskini to po prostu otwór, więc jak mogło coś uderzyć w pustkę? No i to coś. Skoro to coś uderzyło w jaskinię, to musiało być dosyć spore, więc trzeba dopowiedzieć, co to było. A jeśli chcemy utrzymać narrację, że bohater nie jest pewny, co to było, to można dodać: coś na kształt skały na przykład.
– Tak! dobrze pamiętałem
→ – Tak! Dobrze pamiętałem
że nie wiedzą co mi chodzi po głowie.
→ że nie wiedzą, co mi chodzi po głowie.
Najpierw, przedarłszy się przez zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz, a upewniwszy się, że smoka nie ma, najciszej jak się dało ruszyliśmy w stronę portalu.
Zbyt długie zdanie i przez to pokraczne.
→ Przedarłszy się przez zawalone kamieniami wyjście z jaskini ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz. Gdy upewniliśmy się, że smok zniknął, najciszej jak się dało, ruszyliśmy w stronę portalu.
– Gazu! – wydarłem się ile pary w płucach.
→ – Gazu! – wydarłem się, ile pary w płucach.
którzy gonili ją, wymachując rękami, a gdy dopadli, bezceremonialnie wyrzucili ze sklepu
Brak podmiotu.
Zbierać się panowie!
→ Zbierać się, panowie!
– Krzych! Co ty robisz do cholery?
Krzychu! – brzmi lepiej, nawet w głowie.
→ – Krzychu! Co ty robisz, do cholery?
Elf wreszcie zaszczycił nas spojrzeniem, ale takim raczej obojętnym.
→ Elf zaszczycił nas obojętnym spojrzeniem.
– I jeszcze jedno – ciągnął elf – ta salka na dole jest dosyć ciasna. Proponuję, żeby panowie poszli sami, a my z panią na was poczekamy i może zwiedzimy pięterko.

Poszliśmy na drugą stronę wieży podczas gdy para elfów udała się na górę.
→ Poszliśmy na drugą stronę wieży, podczas gdy para elfów udała się na górę.
– Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek
→ – Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek.
Pełna przemiana wymaga kilku dni ale postępuje cały czas.
→ Pełna przemiana wymaga kilku dni, ale postępuje cały czas.
świadczył o intensywnym wysiłku umysłowym
→ świadczył o intensywnym wysiłku umysłowym.
Pędem pokonaliśmy schody i z impetem wpadli do sali na pierwszym piętrze.
wpadliśmy
– Najpierw przewozi kozę – mamrotał pod nosem. – Potem kapustę, wraca z kozą… tak, wilk… i wraca po kozę. No zgadza się! Gratuluję!
Jakby przewiózł najpierw kapustę, to koza by ją zjadła ;p
że koronę właściwie szlag trafił ale mi powiedzieli,
→ że koronę właściwie szlag trafił, ale mi powiedzieli,
– Jak dorwę tego gnojka co mi sprzedał mapę…
→ – Jak dorwę tego gnojka, który mi sprzedał mapę…
– Agamir otwieraj portal!
→ – Agamir, otwieraj portal!
Krzychowi szklą się oczy gdy ktoś wspomni Erlenjara.
→ Krzychowi szklą się oczy, gdy ktoś wspomni Erlenjara.
Lekkie i zabawne, fajne. Miła odmiana.
Powodzenia w konkursie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
kobieta raczej nie przedstawiłaby przemiany z mężczyzny w kobietę jako coś uwłaczającego i mega zabawnego ;p


Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
HollyHell91 – dziękuję za wizytę i uwagi. Przejrzę tekst i wprowadzę poprawki.
Ave, B(4xe)cki Anonimie! :D
Tekst przeczytałem już wcześniej, ale podchodzę do tematu komentarza piórkowego, jak pies do jeża. Historia jest w sumie dość prosta, humor bazujący w dużej mierze na ogranych stereotypach, a w kontekście zakończenia całość jawi się, jako pijackie zwidy, a nie przygoda…
Ale tak cholernie dobrze się to czytało, że nie mogę wyjść z podziwu. Pomieszanie współczesności i klimatów fantasy jest jednym z moich ulubionych motywów, a tutaj zagrało bardzo dobrze. Humor też mi podszedł do tego stopnia, że momentami sam siebie podejrzewałem o autorstwo… :D
Prawdziwym majstersztykiem są ironiczno-humorystyczne dialogi, także bardzo w moim stylu. Podobnie zresztą “zagadka” i cała otoczka wokół niej :D
Cóż mogę więcej napisać? Tekst mi się bardzo podobał. Nie jest może jakiś wybitny, ale spędziłem przy lekturze bardzo przyjemne chwile, więc piórkowo zagłosuję na TAK.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Ej, ale nie psuj odgadywanek 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
cezary_cezary – Dziękuję za komentarz.
Ave, B(4xe)cki Anonimie! – Odniósłbym się, ale trochę strach. Tarnina patrzy :)
humor bazujący w dużej mierze na ogranych stereotypach – Mogłem jeszcze dołożyć rzucanie tortem w twarz i poślizg na skórce banana :)
Czyli zgadłem… xD
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Sprytna próba uzyskania potwierdzenia, ale nic nie powiem :)
Przyjemny tekst, pełen niezłego humoru. Bohaterowie charakterystyczni, cieszy, że ich przemiany odegrały w fabule istotną rolę, a nie były tylko ozdobnikiem. Ostatni fragmenty zdecydowanie najlepszy i najzabawniejszy – gdyby cały tekst trzymał ten poziom pewnie nie zastanawiałbym się nad piórkiem, natomiast biorąc pod uwagę całość, nieco brakuje.
Odniósłbym się, ale trochę strach. Tarnina patrzy :)
I wszystko widzi XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
zygfryd89 – Dziękuję za wizytę i komentarz. Jeśli czytało się przyjemnie i choć trochę ubawiło, to jest OK.
Świetny, zabawny tekst. Nie dziwię się, że został zgłoszony do piórka. Dialogi genialne! Ja to czekam na jakąś kolejną część, mam nadzieję, że Autor się pokusi.
Powodzenia w konkursie, naprawdę bawiłem się przednio!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
MichaelBullfinch – Bardzo dziękuję za komentarz.
Ja to czekam na jakąś kolejną część, mam nadzieję, że Autor się pokusi. – Autor się już pokusił, ale wymyślił sobie taką intrygę, że teraz głowi się jak z tego wybrnąć i żeby się to wszystko jeszcze kupy trzymało :)
Witaj!
Przyjemne i zabawne opowiadanie, dobrze się bawiłam :-). Szkoda, że gnom nie dostał większej roli (mam do nich słabość), ale też, można powiedzieć, bez niego nie byłoby całej tej historii, no i błysnął sprytem, więc jestem usatysfakcjonowana ;-).
Jest kilka znanych motywów, ale fajnie pasują i nie ma wrażenia, że są użyte “na siłę”, więc moim zdaniem są na plus.
Całość pomysłowa i spójna, w mojej ocenie bardzo udane opowiadanie :).
Dziękuję za miłą lekturę!
Iyumi – Gnom występuje tu raczej poza kadrem, ale starłem się, żeby każda postać miała swoją, choćby małą, rolę, więc i gnom jako sprzedawca mapy się załapał :)
Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz.
Wyniki ogłoszone, zatem czas na opinię:
Komentarz tuż po przeczytaniu:
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie, a także za oznaczenie wulgaryzmów. :)
Największe atuty opowiadania to bez wątpienia pomysłowość, zaskakujące zwroty akcji oraz znakomity humor. :) Do tego tytuł i odczucia głównego bohatera, które dodają jeszcze smaczku. :)
Kwestie techniczne i wątpliwości oraz sugestie (zawsze – tylko do przeanalizowania):
Wszystko przez Krzycha. – po tytule zbędna jest kropka.
Czekanie na nocny autobus wydawało nam się stratą czasu, więc raźno pomaszerowaliśmy w stronę kampusu. Droga wypadała nam przez przejście podziemne, wiecie, to koło dworca. Mówią, że nocami jest tam trochę niebezpiecznie, ale co to dla nas, trzech muszkieterów po czterech piwach. – powtórzenia?
W zimnym świetle ledowych lamp, oświetlających pasaż (przecinek?) nie dostrzegliśmy niczego groźnego.
On na nas nie zwracał uwag i my też powinniśmy zostawić go w spokoju, ale Krzysiek oczywiście musiał zagadać. – literówka?
– Co tam tak oglądasz kolego? – przecinek przy Wołaczu?
Rozejrzał się dookoła, zobaczył nas, skrzywił się okropnie i ponownie wbiegł w kolejny portal, który pojawił się tuż obok tej pierwszego. – literówki/składniowy?
– Do tamtego wyjścia– Krzysiek był bardziej zdecydowany. – błędny zapis dialogu?
– Gdzie się nie ruszymy, tam pojawia się ten facet. – wtrąciłem. – i tu też?
Zatrzymał się trzy kroki od nas i przyglądał się nam spokojnie, choć bez sympatii. – powtórzenie?
– To moja mapa! -odparował facet w prochowcu. – błędny zapis dialogu?
– Ale częściowo w naszym posiadaniu. – zauważyłem.– tu podobnie?
– To dzwoń na policję. – zakpił Krzych. – i tu?
– No, to umowa stoi. – równocześnie wyciągnęliśmy do niego ręce. – tu także?
Zapadła cisza, w której zawisło niewypowiedziane pytanie: „ No dobra, i co teraz?” – brak kropki na końcu lub brak części zdania?
– Idziemy panowie! – przecinek przy Wołaczu?
Zalało nas łagodne światło popołudniowego słońca. Staliśmy na zielonej łące. Po obu jej stronach wznosiły się łagodne, porośnięte lasem zbocza. – powtórzenie?
My, krasnoludy (przecinek?) nie przepadamy za wami. – Agamir uśmiechnął się (i tu?) ale tak jakoś niewesoło.
Mówiłem, wszystko się zmienia – dokończył Aagamir tak, jakby tłumaczył najbardziej oczywistą rzecz pod słońcem. – niestety, błąd rzeczowy przez literówkę, który wprowadza – jako nowe pojęcie – od razu prawie trzydzieści takich samych błędów przy rozmaitej pisowni tego imienia
– Coś ty Krzychu taki nerwowy? – przecinki przy Wołaczu?
W naszym przejściu podziemnym były zaznaczone wejścia do całej masy portali, z których tylko jeden zaznaczono zielonym krzyżykiem. – powtórzenie?
– Oj (przecinek?) nie przesadzajcie.
W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje, niż to (przecinek?) z czym przyjdzie się nam zmierzyć.
Nie był duży (i tu?) ale wyglądał na takiego (i tu?) co potrafi przyłożyć raz (i tu?) i drugi (i tu?) i trzeci (i tu?) i tyle razy, żebyśmy gorzko pożałowali niesłowności.
W miarę jak słońce schodziło niżej, Maciek coraz bardziej nerwowo patrzył w niebo, ale Agamir uspokoił go, mówiąc, że (przecinek?) gdyby dziś miała być pełnia, to już by coś było po nim widać. Gdy dotarliśmy do wejścia do jaskini, dolina tonęła już w mroku. – powtórzenia?
– Owszem, ale lepiej trochę odpocząć przed tym (przecinek?) co nas jutro czeka.
Ogień zapłonął jasnym płomieniem, więc krasnolud dołożył kilka patyków, po czym usiadł oparty o kamień. – styl?
Tych błyskotek, o których mówisz (przecinek?) mamy dosyć.
O dziwo, przez szczeliny w skale docierało do niej trochę światła i coś tam było widać, zwłaszcza gdy wzrok się już trochę przyzwyczaił. – powtórzenie?
Krzysiek zajrzał do do dziury. – omyłkowe powtórzenie?
Nie wiem (przecinek?) jak poradzili sobie ci więksi (i tu?) ale łatwo na pewno nie mieli.
– Ten chyba akurat ogniem nie zieje, nic tu nie jest osmolone, ale reszta się zgadza… Krasnolud chyba chciał jeszcze coś dodać, ale w tym momencie zza skał wyszedł smok. Jasna cholera! Naprawdę był wielki. Ziemia aż dudniła, gdy powoli szedł w naszą stronę, krusząc łapami leżące na ziemi szkielety. – błędny zapis dialogu?
Dopadliśmy wreszcie do skały i (przecinek?) sapiąc jak lokomotywy, schowaliśmy się za nią.
Gad był tak zaskoczony (przecinek?) gdy zawróciliśmy i przebiegli mu tuż przed pyskiem, że dopiero po chwili ruszył za nami w pościg.
– Nie wiem. – odparł krasnolud. – błędny zapis dialogu?
Zapadła przygnębiając cisza, w której słychać było tylko nasze ciężkie oddechy. – literówka?
– Tak! dobrze pamiętałem. – stwierdziłem z satysfakcją. – błędny zapis dialogu?
Maciek i Krzysiek, (zbędny przecinek?) też wpatrywali się we mnie, a uniesione brwi wyraźnie mówiły, że nie wiedzą (przecinek?) co mi chodzi po głowie.
– Nie chcę uciekać, ale tak sobie pomyślałem, że skoro w tamtym świecie nic nie jest tym, czym jest w tym, a w tym nie jest tym, czym w tamtym. – brak dokończonej myśli?
– Ciebie przypadkiem smok ogonem po łbie nie zdzielił?– zapytał Krzychu. – błędny zapis dialogu?
Cokolwiek by to nie było, gorsze od smoka nie będzie. Bo u was nie ma smoków, prawda?
– Nie, nie ma. – zapewniłem.
– To mnie się plan podoba! – powtórzenia?
Najpierw, przedarłszy się przez zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini (przecinek?) ostrożnie wyjrzeliśmy na zewnątrz, a (i tu?) upewniwszy się, że smoka nie ma, najciszej (i tu?) jak się dało (i tu?) ruszyliśmy w stronę portalu.
Nie wiem (przecinek?) czemu zakładaliśmy, że gadzina będzie nas gonić na piechotę.
– Gazu! – wydarłem się (i tu?) ile pary w płucach.
Czy celowo czasem oddzielasz części opowiadania pięcioma ozdobnymi znaczkami (۞۞۞۞۞) , a czasem tylko trzema gwiazdkami?
Jakiś czas później, moja mama opowiadała mi z przejęciem, że tego dnia w serwisach informacyjnych pokazywano dziwny film z monitoringu w osiedlowym sklepie . – zbędny pierwszy przecinek oraz zbędna spacja przed kropką?
Zbierać się panowie! – przecinek przy Wołaczu?
– No, muszę mieć podkładkę. Ja się potem przecież muszę rozliczyć z wydanych skarbów i z tych pretendentów, którym się nie powiodło. – powtórzenie?
– Doskonale! – Klasnął w ręce Krzysiek – Tylko bym robił tłok. – błędny zapis dialogu?
Poszliśmy na drugą stronę wieży (przecinek?) podczas gdy para elfów udała się na górę.
– Co w niego wstąpiło? – zżymał się Maciek – błędny zapis dialogu?
Pełna przemiana wymaga kilku dni (przecinek?) ale postępuje cały czas.
– Ciekawe (przecinek?) czy to się cofa po powrocie?
Mrugnął do mnie okiem i przez jakiś czas udawaliśmy, że rozmyślamy się nad rozwiązaniem. – brak części zdania lub składniowy?
Uściskał każdemu z nas rękę i z haka wbitego w ścianę zdjął klucz zawieszony a metalowym kółku. – literówka?
– Wilgoć. – wyjaśnił elf, uśmiechając się z zakłopotaniem. – błędny zapis dialogu?
Ja to już pięćset lat temu zgłaszałem, że koronę właściwie szlag trafił (przecinek?) ale mi powiedzieli, żeby nic z tym nie robić, że oni ją wykreślą z listy magicznych artefaktów, ale budynki niech stoją, bo może się kiedyś do czegoś innego wykorzysta.
– Jak gówno na łopatę. – potwierdził elf. – błędny zapis dialogu?
– Jasna dupa! Słońce już zasz! On się zaraz przemieni! – czy celowo taka dziwna forma?
– Szlag! – jęknął Krzysiek. Co teraz? – błędny zapis dialogu?
– Szybko wracajcie na swoją stronę, bo będzie źle. – nieznany autor wypowiedzi?
Erlenjar, (zbędny przecinek?) domyślił się chyba (przecinek?) o co chodzi, bo wskazał przeciwległy kąt dziedzińca.
– Jak dorwę tego gnojka (przecinek?) co mi sprzedał mapę…
– Agamir otwieraj portal! – przecinek przy Wołaczu?
Diamenty z tamtego świata, w naszym okazały się fasolkami, ale nawet Maciek specjalnie tego nie żałował. – zbędny pierwszy przecinek?
Krzychowi szklą się oczy (przecinek?) gdy ktoś wspomni Erlenjara.
Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję za udział. Symboliczny klik biblioteczny. :)
Pecunia non olet
Przesympatyczne opowiadanie, z dozą fajnego humoru. Moje ulubione sceny to chyba pokonanie smoka-owcy i rozmowa z elfim strażnikiem po rozwiązaniu zagadki.
Świetny pomysł na portal i przemiany postaci (a w sumie to wszystkiego – bo i kamienie w fasolkę się przemieniły). Można na tym jechać i jechać ;)
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
I tak się pisze o idiotach! Tak, Twoi bohaterowie to skończone głupki (wszyscy) – ale Ty o tym wiesz i nie próbujesz udawać, że nie są głupkami ani że nie postępują głupio. Efekt? Lekka, bezpretensjonalna komedia, którą przyjemnie się czyta. Owszem, humor jest cokolwiek sztubacki i nie każdego rozbawi, ale nie ma tekstu, który rozbawiłby absolutnie każdego. A Ty się dobrze bawiłeś przy pisaniu! To widać. I mapa jest w centrum fabuły. I fabuła jest spójna! Rzeczy wynikają z tego, co było wcześniej! Trzymają się kupy! I magia ma proste, konsekwentnie działające reguły, i ironia jest sensowna! Po prostu mam ochotę Cię wyściskać.
I tak, powtórzę to – bohaterowie to matołki (działają zgodnie z zasadą "szybko, zanim dojdzie do nas, że to bez sensu!"), ale zabawne, konsekwentne i wiarygodne w swej matołowatości. Ich plan ubicia smoka jest cudownie logiczny i spójny z tym, co ustaliłeś wcześniej, choć narrator tłumaczy go troszkę zbyt rozwlekle (smok jest tym, co je? XD). W ogóle miejscami tłumaczysz trochę za dużo, ale o tym przy języku.
Fabuły, jako się rzekło, trudno się czepiać: jest jednocześnie doskonale logiczna i rozkosznie absurdalna (biurokracja w światach fantasy to po prostu samograj komediowy), choć może proporcje ma trochę zaburzone – ale też ile można męczyć elfa, który się przecież musi wyliczyć z tych skarbów ;) Z drobnych potknięć przychodzi mi na myśl tylko odsypianie – co oni odsypiają? Poprzedniego dnia nic takiego się nie wydarzyło, poza spotkaniem krasnoluda i przeniesieniem się do innego świata. Akapit o wstawaniu trochę jakby kluczy. I szczeliny w skale? Jaskinia ma wejście, ale szczeliny – no, Ambush Ci sprawdzi geologię ;)
Swoją drogą – słaby planista z tego Agamira :D (wiedział o smoku! Może po prostu chciał mu rzucić tych głupków na pożarcie i przejść, kiedy smok się nimi zajmie?). I nie bardzo wiem, po co podajesz czas marszu? Co to zmienia? Co zmienia podawanie odległości w milach i stajaniach, poza tym, że czytelnik zaczyna kombinować, jaki jest między nimi stosunek, zamiast się cieszyć fajną historią?
Ale poza tym, no, po prostu nie mam uwag fabularnych. Przejdźmy do uwag językowych.
Styl jest przyjemnie gawędziarski, zwłaszcza na początku, chociaż miejscami troszkę przedłużasz i za dużo tłumaczysz – na przykład, kiedy już pokazałeś, że magiczne słowo otwiera czarne dziury, albo że portal jest niezwykły (a są zwykłe?) – to nie ma potrzeby tego mówić, bo już jest powiedziane.
Trochę przesadzasz z synonimami (widać wysiłek unikania powtórzeń – czasem zbędny), tu i ówdzie słowa Ci się wymykają. Nie bój się zaufać czytelnikowi – jeśli Ty dobrze napiszesz (a potrafisz) to on dobrze zrozumie. A komentarze typu "Zrobiło się nerwowo" psują napięcie – unikaj.
Brzmieniowo jest raczej dobrze, choć daje się zauważyć pewien nadmiar "się", a szyk nie zawsze gra ("się" często trafia na akcentowane miejsca), uważaj też na rymy. Zdania w scenie z zagadką o wilku, kozie i kapuście są ciut za krótkie, to nie walka ze smokiem, żeby się spieszyć.
Namnożyło się za to sporo zbędnych przyimków ("do") i cokolwiek nadużywasz "już". Interpunkcja ciut przypadkowa (jest przecinek między podmiotem a orzeczeniem, a przed wołaczami często ich brakuje), w dialogach trochę niewyczesana, p. poradnik https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (przy okazji: "wyjaśnić" chyba zawsze jest gębowe, a "potwierdzić" przeważnie). I ta kropka przy tytule, brrr. (Wiem, skasowana, ale była. Ja widzę wszystko!)
No i te nieszczęsne imiesłowy, eeech. Uparliście się wszyscy…
Szczegóły w kolejności mniej więcej zgodnej z tekstem:
Zasadniczo "pasaż" to nie to samo, co przejście podziemne i trochę dezorientuje w tej roli.
Można usłyszeć dźwięk rozdzierania papieru, a nie "rozdzieranego papieru". To rozdzieranie wytwarza ten dźwięk.
Czy dziura może się "zmaterializować" skoro jest właśnie brakiem materii? I czy mag mógł "ponownie wbiec w portal", kiedy to już jest nowy portal, a nie ten stary, w który już raz wbiegł?
Czy słowa się miota? Chyba tylko brzydkie: https://wsjp.pl/haslo/podglad/24133/miotac/5014561/przeklenstwa
Co masz na myśli, mówiąc "cała sekwencja z portalami powtórzyła się"? Jeśli sekwencję wydarzeń: https://wsjp.pl/haslo/podglad/36596/sekwencja/4631130/wydarzen to raz, tu musi być dookreślenie (czego to sekwencja) i dwa, mało naturalnie to brzmi.
Tutaj: "– Nieważne, tu zostać nie możemy! – Maciek ewidentnie bardzo chciał być już gdzie indziej." mamy klasyczne wyważanie drzwi otwartych: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859. To może być zabawne, ale niekoniecznie jest w tym miejscu.
Przykład braku zaufania wobec czytelnika: "Wyglądało na to, że nieznajomy zastanawia się, czy odpowiedzieć na pytanie. Na czole pojawiła się głęboka zmarszczka, a brwi zbliżyły się do siebie." Powinno być "na czole pojawiła mu się głęboka zmarszczka", ale tutaj zapewniasz tak usilnie, że przestaję Ci wierzyć – jeśli sytuacja jest jasna, a Ty dobrze opiszesz faceta, to czytelnik sam wywnioskuje potrzebne informacje, i to jest o wiele bardziej satysfakcjonujące niż tłumaczenia autorskie.
To zdanie "Śmiech, który wybuchnął, odbijając się dźwięcznie od sklepienia tunelu, był naszą odpowiedzią na jego słowa, a po części był też wyrazem opadającego napięcia." jest fatalnie skonstruowane: nienaturalna strona bierna, ogólne pustosłowie (wiemy, czemu ludzie się śmieją – nie musisz przepisywać podręcznika psychologii o "opadającym napięciu"), i ten paskudnie błędny imiesłów (imiesłów przysłówkowy współczesny dlatego tak się nazywa, że oznacza jednoczesność, a w żadnym wypadku następstwo czasowe czy przyczynowość – nie sugeruj się angielską składnią, bo ona po prostu różni się od polskiej, p. tu: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842899).
Idiom "trącić czułą strunę" nie wymaga dopełnienia (nie ma sensu go dawać).
Jeśli właściciel mapy nie wie, co to jest policja, to czemu pyta "kogo"? Ze zdania "dzwoń na policję" nijak nie wynika, że policja jest "kimś", zwłaszcza, że Agamir raczej nie słyszał o telefonach. A dzwonka ze sznurkiem nie widzi.
Co to jest "nastrój negocjacji"? Klisza "przerwać milczenie" to taaakie brzydactwo… A "fragment" to odłamek. Nie kawałek, tylko odłamek.
Niespójna metafora: "Zalało nas łagodne światło". Światło może zalewać, tak, ale porównujemy je wtedy do wody i "łagodne" wprowadza zamęt, bo taka woda być nie może.
Analogicznie, włosy raczej nie spływają "łagodnie" – tu akurat może być miękko https://wsjp.pl/haslo/podglad/3986/lagodnie.
"Obłapiać" to ściskać, i kojarzy się raczej ze ściskaniem lubieżnym (byłaby to raczej dziwna kobieta, która ściskałaby własny biust – to boli!).
"Głos krasnoluda zabrzmiał jak coś naprawdę niefajnego." chyba ma oznaczać, że krasnolud przewiduje nieprzyjemności, ale składnia wskazuje raczej, że zabrzmiał jak ryk alpaki torturowanej wiertarką do kasztanów – rozumiesz? Można porównywać brzmienie dźwięków, ale nie brzmienie dźwięku i czegoś, co nie jest dźwiękiem, więc nijak nie brzmi.
Dlaczego "Uśmiech spełzł z twarzy Maćka"? Porównujesz uśmiech do czegoś, co pełza, a ja nie wiem, w jakim celu.
Kuksaniec z zasady jest lekki – nie trzeba tego dookreślać.
Maciek może być ogólnie podejrzliwy, bo to stała cecha charakteru i trudno określić, kiedy zaczął ją wykazywać – w konkretnej chwili może tylko zacząć coś podejrzewać.
"W tym świecie krasnoludzki honor ma swoją wartość, a złamanie zobowiązania niesie gorsze konsekwencje niż to, z czym przyjdzie się nam zmierzyć." zdanie jest telewizyjne, mało fantastyczne i niewiele mówiące (chyba miało sugerować Straszne Konsekwencje, ale nie wyszło). Poza tym to Agamir jest krasnoludem i ma krasnoludzki honor, a chłopaki nie – więc co ich obchodzi krasnoludzki honor? Skoro go nie mają?
"Krasnolud z uśmiechem zignorował pytanie Krzyśka i zwrócił się do Maćka." "zignorować" jest grubym anglicyzmem, ale tu chyba chcesz podkreślić, że krasnolud ostentacyjnie olał Krzyśka i zajął się Mackiem (że ma w tym cel), więc nie można go po prostu wyciąć – trzeba na coś zmienić. Ale zostać nie może.
Tutaj: "korona leży na stosie z kamieni szlachetnych i złota" nie powinno być "z", bo stos to jakby miara objętości – jak na kupie kamieni czy na stercie papierów, a nie "stercie z papierów".
To niemożliwe, żeby "Całkiem spora komora wejściowa, w której poruszaliśmy się bez problemu, bardzo szybko przekształciła się w wąski i niski korytarz." – komora pozostaje komorą, ale przechodzi w korytarz, łączy się z korytarzem (a nie w niego "przekształca" czyli zamienia). Nie "zaczął wciskać się skalną szczelinę" (szczelina nie jest zbudowana ze skał, wręcz przeciwnie) tylko zaczął się wciskać w szczelinę w skałach, albo między skały.
"Po około godzinie zobaczyliśmy w końcu wylot jaskini rozświetlony oślepiającym dla nas światłem." oślepiającym nas, ale nie ma tam nikogo innego, kto mógłby być oślepiony, a gdyby nawet był, to nie jemu patrzymy przez ramię – i nie ma potrzeby mówić, ile coś trwało (nie wiem, na ile ta geologia ma sens).
"Naprawdę" jeszcze nie jest w polszczyźnie wzmacniaczem (p. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842880), a "szczęśliwy" to nie to samo, co zadowolony (to też anglicyzm, który szczególnie mnie wnerwia ze względu na wykształcenie).
Czy można wbić w skórę – palce?
"Jeszcze nie skończył, a już byliśmy w pełnym pędzie, gnając ku wskazanej skale" to bardzo długie zdanie jak na tę sytuację; "dość szybko" też spowalnia czas, który tu powinien płynąć wartko, ale najgorsze jest to, że "bycie w pędzie" (?) i "gnanie" nie są osobnymi czynnościami, tylko jedną, więc po co ją opisywać najpierw tak nienaturalnie, a potem normalnie?
Komentarze po fakcie, jak "spytałem rozgoryczony" wyrywają z rytmu – gdyby narrator krzyknął, syknął, warknął, to by wyrażało jego uczucia w tym momencie, a nie je autorefleksyjnie nazywało. Co prawda wiemy, że narrator przeżył (bo już mówił, że "do dziś nie wie"), ale jednak nazywać uczucia można wtedy, kiedy się ich nie przeżywa, tak ogólnie.
"Plan" w polszczyźnie nie jest używany zamiennie z mapą (https://wsjp.pl/haslo/podglad/5009/plan/5177828/rysunek) – mamy plan budynku i plan miasta, ale mapę tuneli.
Utemperuj metaforę: "uniesione brwi wyraźnie mówiły" – uniesienie brwi może o czymś świadczyć, ale brwi nie mówią i to nie jest spójne.
"Podekscytowany tym, że znalazłem rozwiązanie, zacząłem szybko tłumaczyć swój plan." to sztucznie przedłużone, zapewniające i refleksyjne zdanie – co powiesz na: Tłumaczyłem tak szybko, że potykałem się o słowa?
A: "zawalone kamieniami, efektem smoczej szarży, wyjście z jaskini" jest tak wydumane, że już niepoprawne. Przecież to nie kamienie są "efektem" (?) szarży, tylko zawalenie wyjścia (i jak oni się przedarli przez te kamienie? Bez hałasu?).
Tutaj coś się popsuło: "sprawców tak okrutnego traktowania zwierzęcia" bo sprawcy nie łączą się frazeologicznie z traktowaniem.
"Spodziewając się jakiegoś ataku przyjęliśmy postawy obronne." jest bardzo niezręczne – na pewno nie "postawy" (bo to abstrakt), a "jakiegoś" rzadko się przydaje, zwykle można się obejść bez niego.
Kiedy potrzebny jest kontrast, jak tu: "odwarknął przez zaciśnięte zęby, a uśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy." lepiej zamiast "a" (które oznacza wynikanie) dać na przykład "ale".
Co to jest "swobodny krok"?
Tłumaczenie że "aura przygasła" to za dużo (i co to w ogóle znaczy?) – psuje efekt cudownego, absurdalnego kontrastu, tłukąc nim czytelnika po głowie.
Nie całus jest obłudny, tylko jego posłanie jest obłudne (jest wyrazem obłudy) – i czy na pewno nim jest? https://wsjp.pl/haslo/podglad/18100/obludnie
Angielska fraza "ekstremalnie trudny" to pójście na łatwiznę. "Maciek postanowił trochę złagodzić swoje słowa." niewiele wnosi, zresztą nie ma po polsku takiego idiomu.
Mruga się tylko okiem, innymi częściami ciała nie – więc nie trzeba tego zaznaczać. Bohaterowie rozmyślali nad zagadką albo się nad nią namyślali, więc nie "rozmyślamy się", bo rozmyślić się można w związku z jakąś decyzją.
Czy można "ryzykować potencjalnie"? Skoro ryzyko to narażenie się na coś przykrego, co się (potencjalnie!) może zdarzyć?
I pamiętaj, że po polsku miejsce to wycinek przestrzeni – jeśli chodzi o budynek, lepiej użyć konkretnego słowa.
To wszystko i jeszcze więcej czeka na Ciebie na mailu. Podrzuć mi tylko adres na priv.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Znakomite opowiadanie. Jest akcja, tajemnice rozwijane powolutku, a nawet romans. Natknęłam się na jakieś błędy z w zapisie dialogu, ale to nie moja rola. Bardzo podobało mi się spięcie współczesności z bajką, no i owca ????
Do pojawienia się Expresu to był mój absolutny lider.
Rozwijaj ten dar, bo wiele osób lubi takie opowiadania z zamieszaniem, bieganiem i przemianami, ale często wychodzi z nich galimatias i tylko autor wie, kto kogo goni. A u Ciebie mimo zmiany światów, ciał i takich tam, wszystko jak puzzle na swoim miejscu.
delulu managment
Podobało mi się :)
Przynoszę radość
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, a przede wszystkim za zorganizowanie konkursu, który dostarczył mi mnóstwo zabawy (a z innych komentarzy wnoszę, że nie tylko mi :) ).
Przepraszam, że z pewną zwłoką, ale… jakby to powiedzieć… Ogłoszenie Wyników vs Dobre Warunki na Stokach: 0 : 1 :)
bruce – Dziękuję za uwagi. Na razie przejrzałem je tylko pobieżnie. Wydaje mi się, że część już została poprawiona, ale przeczytam jeszcze raz na spokojnie i powprowadzam poprawki.
śniąca – Cieszę się, że scena pokonania smoka Ci podeszła. Pragnę tylko zaznaczyć, że przy pisaniu opowiadania żaden smok, ani inne zwierzę nie ucierpiało :)
Tarnina – Ufff…, a to jeszcze nie wszystko :) Nic to! Trzeba się będzie przyjrzeć, przemyśleć i poprawić, ale daj mi, proszę, trochę czasu, bo materiału do przerobienia się nazbierało :)
Kilka rzeczy rzuciło mi się w oczy tak przy pierwszym czytaniu:
– Czy dziura może się "zmaterializować" skoro jest właśnie brakiem materii? – Dziura “definicyjna”, owszem, ale tutaj chodzi o dziurę razem z wypełnieniem. Nie mówię nawet o kosmicznych czarnych dziurach, które są bardzo gęstą materią, ale taka zwykła dziura w murze też jest wypełniona materią, tylko rzadszą :)
- "Obłapiać" to ściskać, i kojarzy się raczej ze ściskaniem lubieżnym (byłaby to raczej dziwna kobieta, która ściskałaby własny biust – to boli!) – kobieta, i to jeszcze innego gatunku, która chwilę wcześniej była Krzychem, może być trochę dziwna :) Krzych, który właśnie został kobietą (i to innego gatunku), byłby tak spanikowany, że mógłby nie zauważyć że go coś boli. No, jakby go postrzelili w kolano, to może… :)
- Poza tym to Agamir jest krasnoludem i ma krasnoludzki honor, a chłopaki nie – więc co ich obchodzi krasnoludzki honor? Skoro go nie mają? – Nie mają, ale mogą urazić tego, co ów honor ma. I to już może nieść konsekwencje :)
Ambush – Niby już widziałem Twój komentarz, ale takich opinii nigdy dosyć :) Dziękuję.
Anet – Dziękuję. Miło, że tekst się spodobał.
Ooo, czeke! Gratuluję przeuroczego opowiadania i miejsca na podium!
I ja dziękuję; Czeke, Tyś Autorem? Miło poznać. :)
Pozdrawiam noworocznie! 
Pecunia non olet
Czyli jednak nie trafiłem z Autorem… Niemniej, gratki, Czeke! Bardzo dobry tekst.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Marszawa – Dziękuję i również gratuluję w pełni zasłużonego zwycięstwa.
bruce – Jam Ci jest ! Ot ryby siną barwą kłute :D
cezary_cezary – Nie trafiłeś, ale Twoje typowania sprawiły mi sporą frajdę.
daj mi, proszę, trochę czasu, bo materiału do przerobienia się nazbierało :)

taka zwykła dziura w murze też jest wypełniona materią, tylko rzadszą :)
Nooo… zasadniczo XD
kobieta, i to jeszcze innego gatunku, która chwilę wcześniej była Krzychem, może być trochę dziwna :)
Fakt XD
Nie mają, ale mogą urazić tego, co ów honor ma. I to już może nieść konsekwencje :)
Że tak powiem Hobbesem: nasty, brutish and short :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
bruce – Jam Ci jest ! Ot ryby siną barwą kłute :D

Pecunia non olet