Monika o szatynowych włosach, które opadają pasmami na ramiona uwija się, aby przygotować śniadanie, dla siebie i męża Jacka, lekko łysiejącego bruneta. Dla siebie i męża są bułki z jajkami na twardo, a dla ich pięcioletniej córeczki Kasi mleko z chrupkami. Oboje siedzą już przy stole i niecierpliwie czekają na zaspokojenie głodu. Promienie słoneczne letniego poranka wdzierają się do wnętrza przez otwarte okno, a ożywczy podmuch powietrza przyjemnie ochładza ich ciała. Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem oraz ich córka pałaszują śniadanie, bo zostało im mało czasu do wyjścia. Rodzice spieszą się do pracy, ona jest głównym kucharzem w restauracji i lubi narzucać swoją wolę innym, on jest pilotem promu kosmicznego w prywatnej firmie, poddaje się woli żony bez słowa sprzeciwu, natomiast pociecha chodzi do przedszkola. Wszyscy odchodzą od stołu, rodzice ubierają się do wyjścia, ona w brązowy komplet, a on na sportowo, natomiast pociecha wzięła lalkę i bawi się nią. Matka jest zniecierpliwiona opieszałością Kasi.
– Ubieraj się w trymiga – nakazuje.
Jacek chce uniknąć dalszych utyskiwań żony, dlatego pomaga córeczce się ubrać stosownie do wyjścia. Monika wie, że mąż zrobi wszystko, aby uchronić Kasię przed jej gniewem. to jego oczko w głowie. Wzdycha tylko z politowaniem i uśmiecha się ironicznie. Potem zwraca się do męża.
– Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola Kasię – zarządziła. – Ja zrobię zakupy.
–Dobrze kochanie.
Wsiadają do swoich samochodów, a mała dołącza do matki.
Jacek wkracza do budynku Ośrodek lotów Kosmicznych, mija posterunek strażnika, gdzie wkłada do czytnika swoją przepustkę, potem zmierza do gabinetu szefa, a sekretarka zapowiada go i po uzyskaniu zezwolenia przepuszcza go do środka. Szef w garniturze siedzi za biurkiem pogrążony w lekturze dokumentu, w końcu podnosi wzrok, mrugając oczami z przemęczenia zza okularów.
– Lecisz z drugim pilotem na stację księżyca Jowisza – Europę i bierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonujecie wymiany tamtejszej załogi na nowych – wydał polecenie. – Czekają już w hangarze. To wszystko, możesz odejść – wraca do papierkowej roboty.
– Rozumiem – Skinął głową i wyszedł z gabinetu.
Jacek pamięta jeszcze, jak zdobył licencję pilota i wtedy podróże w kosmos wzbudzały w nim wielką pasję, ale odbył tak wiele podobnych do siebie lotów, że nie odczuwa teraz już takiego entuzjazmu. Dociera do hangaru. Jego współpracownik Tomek przybywa wcześniej i poznaje pasażerów. Teraz dołącza do nich Jacek i wita się z nimi. Potem przebierają się wszyscy w kombinezony i zmierzają do wnętrza rakiety. Każdy siada na swoim miejscu. Pasażerowie są zajęci swoimi przyjemnościami. Jeden ma czapeczką z daszkiem oraz torbę posiadającą przypinki i słucha muzyki ze słuchawek. Drugi posiada koszulę z logo gry przedstawiającym anioła walczącego z diabłem, a są to bohaterowie gry, w którą się teraz zaangażował. Piloci wolą natomiast rozmawiać ze sobą.
– Kiedy zorganizujemy sobie zakrapianą imprezę? – nakłaniał Tomek.
– Teraz mam na głowie rodzinę – uśmiechnął się Jacek.
– Uważam, że w związku powinien rządzić facet – wypalił.
– Łatwo ci mówić, bo jesteś kawalerem – broni się. – Zobaczymy co powiesz, jak sam się ożenisz.
– To mi raczej nie grozi – stwierdził kategorycznie. – Zamierzam spijać miód z różnych kwiatków. Bukiet, dobra gadka, kolacja przy świecach i kobieta jest moja – oznajmił. – Nasi pasażerowie, to już typowi kawalerowie – wybucha śmiechem.
Towarzyska pogawędka i rozrywkowe czynności pasażerów urywają się, bo przestawiają się na wykonywanie swoich obowiązków. Wkrótce zasiadają na pokładzie promu, do startu pozostaje godzina, podczas której dokonuje się procedury startowej, nie wykrywają żadnych usterek, nareszcie startują w przestrzeń kosmiczną, a po chwili osiągają prędkość światła. Wkrótce znajdują się w pobliżu stacji orbitalnej, zrównują się z nią, a potem dokują. Otwierają właz i znajdują się w przyciemnionym pomieszczeniu, przez iluminator dostrzegają znajome zarysy księżyca. Podchodzi do nich para mieszana, która jest jeszcze przez jeszcze jakiś czas obecną obsadą tego obiektu. Mężczyzna obejmuje czule swoją towarzyszkę. Oboje mają szatynowe włosy. Ona ma pofalowane, które nieznacznie zakrywają szyję, natomiast on krótko ścięte.
– Nie mogę się doczekać powrotu na Ziemię – oświadcza mężczyzna. – Ciągle tylko góry i góry.
– Kochanie wreszcie jedziemy nad morze – zadecydowała. – Taka odmiana jest dobra dla zdrowia psychicznego. Przepraszam was za nieco prywaty, ale nie możemy powstrzymać naszej radości.
– Nie szkodzi, znamy ten problem – uśmiecha się gracz komputerowy.
Przebywają tutaj przez dwa miesiące tylko w swoim towarzystwie, tak że z ogromną wylewnością witają przybyszy, a szczególnie swoich następców. W skrócie ich praca polega na tym, że przy użyciu specjalnych dronów pobierają ziemię z powierzchni księżyca i przesiewają go w poszukiwaniu metali ziem rzadkich, a potem sprowadzają go na pokład stacji. Na pożegnanie odbywa się kurtuazyjna wymiana grzeczności przy herbatce. Potem obsługa wracająca na Ziemię przenosi cenne surowce zapakowane w specjalne skrzynie w ilości jednej tony, a potem wszyscy sadowią się wygodnie w swoich fotelach i startują w drogę powrotną. Kiedy stawiają stopy na ziemi Tomek znowu podejmuje rozmowę.
– Dasz się namówić na co nieco? – kusił. – Wykonał jednoznaczny gest płaską dłonią w szyję.
– Wracam prosto do domu.
– Wolisz być pod pantoflem, niż się zabawić, to twoja strata – podsumował zrezygnowany.
– Niekoniecznie – rzucił tajemniczo, bardziej do siebie, bo tamten znajdował się już w znacznej od niego odległości.
Pojechał prosto do domu, zalogował się do laptopa i uruchomił grę, która pochłonęła go bez reszty.
– Nareszcie mam czas na to, co tygrysy lubią najbardziej – pomyślał.
Nie wie nawet jak wchodzi jego żona, orientuje się dopiero wtedy, gdy stoi obok niego i robi mu ogromną awanturę.
– Miałeś odebrać córkę – wykrzyczała poirytowana. – Kasia smutna czekała sama, bo wszystkie dzieci poszły do domu. Wychowawczyni w końcu zaniepokojona zadzwoniła do mnie, a ja musiałam przerwać zakupy.
– Nie przeszkadzaj, muszę ukończyć poziom – obruszył się. – Nie odrywa nawet wzroku od gry.
Żona niemieje. Nie potrafi go przywołać do porządku, ani trafić do jego sumienia.
– Co się z nim dzieje? – pomyślała. – Owszem zdarzają się kłótnie, ale szybko dochodzimy do porozumienia, jednak teraz to już jest zupełnie coś innego, jego zachowanie całkowicie odbiega od normy – poważnie zaniepokoiła się.
Widzi, że nic nie może wskórać. Idzie do swojego pokoju. Córka słyszy odgłosy kłótni i zaniepokojona idzie do pokoju Jacka. Podchodzi do niego i czeka, aż zwróci na nią uwagę. Nie może się tego doczekać.
Uśmiecha się przymilnie i daje znać o swojej obecności, trącając delikatnie jego rękę. Ojciec podnosi niechętnie głowę.
– Nie przeszkadzaj – zdenerwował się. – Masz znaleźć sobie zajęcie.
Kasia patrzy przez chwilę na ojca. Jest zaskoczona jego obojętnością nie może wymówić ani jednego słowa, a na jej drobnym obliczu pojawia się wielki smutek. Opuszcza oczy i odchodzi powolnym krokiem. Doznaje rozczarowania na ukochanym tatusiu. Jest zupełnie zagubiona, bo nie wie co się z nim dzieje. Idzie do mamusi.
– Dlaczego tatuś mnie nie lubi? – rozpaczała.
– Na pewno cię kocha – pocieszyła ją. – Tatuś się zagubia.
Monika dostrzega, jak w oczach córki lśnią łzy. Ogromny żal przepełnia jej serce. Przytula się do niej.
– Nie martw się – dodała jej otuchy. – Obmyślam sposób jak tatuś staje się znów sobą.
Monika wyciera chusteczką łzy córce. Kasia przychodzi już trochę do siebie.
– Co się z nim staje?
– Tatuś jest chory na głowę– objaśniła.
– Coś go uderza?
– Nie chodzi o ból – sprostowała. – Coś mu się miesza w niej. Jak dodajesz ubranie białe do kolorowego, to w czasie prania białe się barwią. Rozumiesz?
– To głowa tatusia jest kolorowa – wypaliła.
– Nie chodzi o kolor – uśmiechnęła się. Nie wszystko jest w jego głowie na swoim miejscu – próbowała wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
– Wystarcza je tylko przenieść – rzuciła rezolutnie.
– Dokładnie – ucieszyła się, bo córka odgadła jej intencję.
– Jak tatuś stanie się zdrowy.? – zafrasowała się.
– Nie martw się słoneczko – uspokoiła. –Jutro to załatwiam – postanowiła.
Wchodzi do pokoju Jacka. Jeszcze raz próbuje z nim porozmawiać. jednak nie przynosi to żadnego rezultatu.
Jacek jest zdziwiony.
– O co chodzi? – pomyślał. – Dlaczego się go czepia. Najwyraźniej zmienia się na gorsze. Dlaczego nie jest miła?
Na drugi dzień mąż ma wolne. Wcześniej w czasie wolnym inaczej się zachowuje, bowiem wychodzi z córką na spacer, do cyrku czy do wesołego miasteczka, a ile przy tym pociecha ma ubawy, aż patrzy na to z przyjemnością, natomiast teraz radość czerpie z grania na komputerze.
Monika zmierza do miejsca pracy męża, ma nadzieję, ze jego kierownik wyjaśni jej przyczynę zmiany osobowości Jacka, trzyma się tego jak ostatniej deski ratunku. Wprawdzie wie gdzie w danej chwili znajduje się jej mąż, ale szczegóły misji zawsze trzymane są w tajemnicy. Wszelkie jej wypytywania na nie wiele się zdają, jej mąż milczy jak zaklęty.
Musiała wyrobić sobie jednorazową przepustkę, aby wejść do środka. Zapowiedziała się sekretarce i poszła na korytarz oczekiwać na przyjęcie. Po chwili przysiadła się do niej jakaś kobieta. Od słowa do słowa zgadały się, że obie mają problemy ze swoimi mężami i przyszły z reklamacjami.
– Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj mój mąż i jego siostra wrócili ze stacji w pobliżu Jowisza – wynurzyła się sąsiadka Moniki. – Powiedział do mnie ,,siostrzyczko’’, myślałam, że żartuje i jest to jakaś gra wstępna, jednak zaraz zwraca się do swojej siostry ,,kochanie’’, a potem zaczynają się całować niczym para kochanków. W ten sposób postępował ze mną, jak mnie chciał oczarować. Łuski całkowicie opadły z moich oczu. On mnie zdradzał i robił to przy mnie. Mało tego, dopuścił się związku kazirodczego. Byłam cała w szoku i aż mnie zamurowało z obrzydzenia.
Kiedy opowiadała swoją tragiczną historię, to aż czerwieniała ze złości, a przy tym ręce drgały w nerwowym odruchu. Monika współczuła jej i tak zaangażowała się emocjonalnie, że jej też udzielił się ten ponury nastrój.
– Mój mąż akurat wyruszył na tamtą stację, a kiedy wrócił również się zmienił – zwierzyła się żona Jacka. – Zachowuje się całkowicie inaczej niż przedtem. Nie interesuje się rodziną, tylko dba o swoje przyjemności – zdenerwowała się. – Co za feralna misja – wybuchła.
– Co się stało z naszymi mężami? – przyłączyła się współtowarzyszka.
Wyczekiwanie przedłuża się niemiłosiernie. Monika zerka na zegarek. Czekają już dobre trzy kwadranse. Ich złość na swoich mężów potęgowała się wskutek braku reakcji ze strony kierownika.
– Czyżby o nas zapomniano? – wybuchła Monika.
Już wstała, aby przypomnieć o ich istnieniu. Zamierzała nacisnąć klamkę, ale szybko odskoczyła do tyłu, aby uniknąć uderzenia w głowę, bo z przeciwnej strony sekretarka otworzyła na zewnątrz drzwi. Oznajmiła, że kierownik gotów jest je przyjąć. Kiedy Monika weszła do środka, to przełożony Jacka zmęczonym głosem oznajmia.
– Przepraszam, że tak długo pani czekała – tłumaczył się. Miałem ważny telefon.
W czym mogę pomóc?
– Mój mąż się zmienił i to na gorsze – zmartwiła się. – W poczekalni jest druga kobieta, która ma taki sam problem.
– To nasz błąd, na pewno go naprawimy – zapewnił.
– Oddajcie nam mężów – utraciła panowanie nad sobą.
– Proszę o chwilę cierpliwości, zaraz wszystko wytłumaczę, ale najlepiej jak obie to usłyszycie razem – zalecił, a potem kazał sekretarce wpuścić tamtą kobietę.
Po chwili obie kobiety z wielkim przejęciem utkwiły wzrok w kierownika i pilnie oczekiwały na wyjaśnienia.
– Podróże naszych statków odbywają się z prędkością światła. Wtedy geny ludzi tam znajdujących się mieszają się ze sobą. Ostatecznie powstaje jedna ogromna chmura, która jest wielką plątaniną genów. Na końcu podroży, jak łatwo się domyślić, duży problem sprawia nam rozdzielenie oraz przywrócenie wszystkich genów i na właściwe miejsca tak, aby przybrały pierwotne postacie. Oczywiście piloci są świadomi tych zagrożeń i zawsze są przygotowani na nie, ale gdy one w końcu nastąpią, to uważają, że w ogóle się nie zmienili. Mało tego, kiedy bliscy zwracają im uwagę, to oni odczuwają tylko uzasadniony w jego mniemaniu gniew do tej osoby.
– Jak odzyskamy naszych mężów – wtrąciła Monika.
– Mamy urządzenie, które przywraca geny na właściwe miejsca – wyjaśnia. – W zasadzie jest ono niezawodne. Prawdopodobieństwo niewłaściwego uszeregowania jest niewielkie, właściwie można je pominąć. Panie miały niesamowitego pecha, że przydarzyło się to akurat waszym mężom. Proszę wracać do domu, a mu się jutro tym zajmiemy – uspokoił.
Firma musi zgromadzić wszystkich uczestników feralnej misji, aby zamiana była właściwa. Najpierw ściąga tych którzy znajdują się na Ziemi. Oprócz pilotów znalazło się też tam rodzeństwo, które uważa się za parę. Dalej gruchali do siebie czule. Kierownik nie podawał im przyczyny lotu, nie miało to najmniejszego sensu. Wydał im tylko polecenie, gdzie mają lecieć i co mają na miejscu zrobić. W szatni Jacek pochłania całą swoją uwagę na grze. Nie odzywa się ani słowem do Tomka, który jest tym faktem wyraźnie zaskoczony. Dopiero na pokładzie Jacek odkłada laptopa i angażuje się w procedurę przedstartową, a potem ekipa ta już leci na stację orbitalną, aby przyłączyć się do tamtejszej załogi. Odpowiednie urządzenie do transformacji znajduje się rozebrane w ładowni, na czas transportu. Wreszcie dotarli na stację. Załoga stacji jest najwyraźniej zdziwiona tą nieoczekiwaną wizytą, ale potem witają się serdecznie z przybyszami. Najwyraźniej uznali, że mimo wszystko miło jest widzieć inną twarz.
– Co słychać na stacji? – zainteresował się Tomek.
– Wszystko w porządku – informuje jeden z nich. – Tak prywatnie, to wolałbym też poszukać jakieś dziewczyny i ożenić się z nią.
– Za miesiąc powrócicie na Ziemię, a wtedy hulaj dusza piekła nie ma.
Żarty się skończyły, teraz czas na obowiązki. Wyciągają z ładowni urządzenie, które szybko składają w całość, a potem włączają. Całkowita przemiana trwa zaledwie kilka minut. Ten, który myśli o znalezieniu żony, tak jakby ręką odjął, bo nie mówi więcej na ten temat, natomiast zajmuje się grą na telefonie. Meloman jest oporny na zmiany i robi to samo co przed przemianą. Między para kochanków narodził się dystans emocjonalny.
– Braciszku natychmiast po powrocie odwiedzimy naszą mamę – oznajmiła. – Już przed wyjazdem zapragnęła nas widzieć.
– Koniecznie musimy kupić bukiet tulipanów siostrzyczko – dopowiedział.
Statek wyruszył w drogę powrotną. Po kilkudziesięciu minutach znaleźli się z powrotem na Ziemi, a potem w szatni.
– Pójdziesz ze mną na piwo? – kusił Jacek.
– Nie mogę – odmówił. Chodzę teraz z miła dziewczyną. Bardzo mi na niej zależy. Zamierzam się z nią ożenić. Chociaż ona o tym jeszcze nie wie – roześmiał się.
– Ja planuję zaskoczyć swoją żonę – oznajmił. Zrobię tak, żeby dzisiejsza noc była owocna – zamrugał znacząco.
– Rozumiem – uśmiechnął się.
– No to na razie.
– Trzymaj się.
Monika jedzie do pracy. Nie może usiedzieć na jednym miejscu, dodatkowo jest strasznie uciążliwa dla podwładnych. Ciągle kogoś upomina, nieustannie niezadowolona z pracy podwładnych, a to gani za niezapięty guzik, ktoś jej podpada, bo niestarannie gotuje jakąś potrawę. Często nie ma żadnego powodu do opieprzania, ale robi to tylko dla zasady, bo ma akurat zły dzień. Nareszcie przychodzi długo wyczekiwany koniec pracy. Wsiada szybko do samochodu i jedzie po córeczkę, która czeka na nią już gotowa do wyjścia w szatni. Zadowolona pociecha obejmuje mamusię w tali, tuli się do niej. Monika lekko się uśmiecha i całuje ją w czółko. Tak objęci podążają do samochodu i ruszają w drogę do domu.
– Co jest z tatusiem? – zmartwiła się.
– Zaraz przyjdzie z pracy – wyjaśniła.
Przyjeżdżają na miejsce, Monika parkuje w garażu, apotem wchodzi do kuchni, gdzie córka już na nią czeka i przebiera nogami z głodu.
– Coś szykuję – zapewniła.
Przyrządza na szybkiego zupę mleczną z płatkami kukurydzianymi. Po posiłku córka bawi się swoimi lalkami w pokoju, natomiast mama chodzi nerwowo w tę i z powrotem. Słyszy odgłos samochodu męża, opiera się o framugę drzwi wejściowych do pokoju męża, krzyżuje ręce na piersi i oczekuje z niecierpliwością na jego powrót. W końcu znajduje się w mieszkaniu i podchodzi do niej, a ona wymownie pokazuje zegarek.
– Dlaczego tak późno wróciłeś? – naskoczyła
– Musiałem coś załatwić na mieście – wyjaśnił
Monika przepuszcza go do pokoju, ale cały czas uważnie mierzy go spojrzeniem. On jakby nic się nie stało odkłada na stół laptopa.
– Czy wszystko w porządku kochanie? – martwi się. Mam nadzieję, że córeczka jest zdrowa. Wydaje mi się, że jesteś trochę spięta.
Najwyraźniej powrócił jej dawny dobry mąż, który martwi się o rodzinę – pomyślała, a na jej oblicze wstępuje zalążek nadziei. – Nam nic nie dolega – oznajmiła.
– Chodź ze mną – polecił.
– Dokąd?
– To będzie niespodzianka.
Jacek chwycił jej dłonie czule, jakby zapraszał ją do pójścia z nim. Monika stała przez chwilę zaskoczona.
– Co on kombinuje o tej porze? – pomyślała.
– A co będzie z Kasią?
– Zawieziemy ją do twojej mamusi.
Przez chwilę stała nieruchomo, bo coś nie dawało je spokoju. – Coś mi tu nie pasuje – pomyślała. – Przecież Kasia to jej oczko w głowie, ciągle opiekować się nią, a on ot tak sobie chce ją odesłać do mamusi, ale mimo wszystko ufa mu.
– Dobrze – oznajmiła.
Zmierzają do samochodu objęci. Monika obserwuje pilnie jego twarz, dostrzega jak uśmiecha się zagadkowo pod nosem, chce coś więcej z niej odczytać, niewiele jej to jednak daje. – Zachowuje się zupełnie nieodpowiedzialnie, jak jakiś nieopierzony młokos, zamiast wykonywać to co do niego należy – pomyślała. – Widocznie nie wszystko poszło z przemianą tak jak należy. Niestety będę musiała znowu iść z reklamacją. Zawieźli małą do mamy, która ucieszyła się na jej widok i bardzo chętnie postanowiła się zająć nią tej nocy. Potem jadą przez chwilę w milczeniu. Jacek zatrzymuje się przed restauracją.
– A więc to taka niespodzianka – pomyślała. – Muszę przyznać, że udało mu się mnie zaskoczyć. Rzadko zabierał mnie w takie miejsce, a jeżeli już to tylko z okazji imienin lub urodzin, natomiast dzisiaj nie ma żadnej konkretnej okazji.
Wchodzą do środka. Jakiś kelner podchodzi do nich i wręcza Monice bukiet lilii i oświadcza, że to od kochającego męża na nową ich drogę życia pełną niespodzianek i usłaną różami. Monika zaniemówiła, a potem wysłała przemiły uśmiech do Jacka, czym sprawiła mu niewątpliwie radość i poczucie ogromnej dumy. Podeszli do elegancko zasłanego stolika, gdzie światło było nastrojowe przygaszone. Monika poprosiła kelnera, aby przyniósł wazon z wodą na kwiatki. Usiedli przy stole, który wkrótce ozdobiły kwiatki, a także prawdziwe świece, nie jakieś tandetne świecidełka. Patrzyli tak na siebie, a twarze ich mieniły się w rytm pulsujących ogników świec. Wkrótce przyniesiono schab ze śliwką zapiekany z serem i czerwone wino. Delektowali się jedzeniem. Patrzyli na siebie jakby dopiero się poznali, nie zwracali w ogóle uwagi na otoczenie. Cieszyli się bieżąca chwilą.
– Tak rzadko cię zabierałem w romantyczne miejsca – zwierzył się. – To się zmieni. Zrobię wszystko dla swojego słoneczka, aby jak najwięcej promieniowało swoim ciepłem i miłym uśmiechem. Nie doceniałem należycie tego, że mogę z tobą rozmawiać o wszystkim, nawet o błahostkach. Jesteś przy mnie na dobre na złe i potrafisz ze mną wytrzymać. Mam wielkie szczęście.
Komplementy te sprawiły, że czuła się jak w siódmym niebie. Początkowa niechęć przerodziła się w fascynację. – Chcę takiego męża, jaki jest teraz – pomyślała.
– Ja też się zadowolona z naszego związku – wynurzyła się. – Dobrze się rozumiemy. Mam nadzieję, że dalej tak będzie, bo nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nasza miłość pokona wszelkie przeciwności losu.
– Wypijmy za to – zaproponował.
Napełnia ich kieliszki, a potem spełniają toast. Jacek wstaje od stołu i podchodzi do Moniki. Ona odgaduje intencję partnera i podnosi się. Mąż obejmuje ją, a ona przytula się do niego, potem zanurzają się w upojnym pocałunku, co stanowi przedsmak tego co nastąpi tej nocy.
Witam serdecznie!
Nie miałam jeszcze przyjemności czytać Twoich opowiadań! Witaj na portalu! :)
Najpierw trochę się poprzyczepiam:
Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się, aby przygotować śniadanie, dla siebie i męża Jacka (,) lekko łysiejącego bruneta(.) są bułki z jajkami na twardo, a dla i ich pięcioletniej córeczki Kasi mleko z chrupkami.
Przecinek po Jacku i rozdzieliłabym to na dwa zdania – kropka po „bruneta”. Wkradło się też niepotrzebne „i” przed „ich.
Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem oraz ich córka pałaszuje śniadanie, bo zostało im mało czasu do wyjścia.
Ponieważ wszyscy jedzą, powinno być „pałaszują”.
Rodzice spieszą się do pracy, ona jest głównym kucharzem w restauracji i lubi narzucać swoją wolę innym, on jest pilotem promu kosmicznego w prywatnej firmie, poddaje się woli żony bez słowa sprzeciwu, natomiast pociecha przebywa w przedszkolu. Wszyscy odchodzą od stołu, rodzice ubierają się do wyjścia, ona w brązowy komplet, a on na sportowo, natomiast pociecha wzięła lalkę
i bawi się nią.
Sformułowanie „pociecha przebywa w przedszkolu” nie pasuje, bo przecież dopiero wychodzą. Myślę, że raczej chodziło Ci o „chodzi do przedszkola”. Ostatnie zdanie jest zbyt szczegółowe i nie wnosi nic do opowiadania, zastanowiłabym się nad usunięciem go. Na końcu coś tam się zadziało z enterem.
– Ubieraj się w trymiga – zniecierpliwiona matka wydała polecenie dziecku, a do męża – Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła Monika. – Ja zrobię zakupy.
Zapis dialogów znajdziesz w poradniku na tym portalu – bardzo przydatne narzędzie. Wejdź do działu Publicystyka i tam w poradniki – warto pozaglądać do nich – zwłaszcza Drakainy. Albo w Hyde Parku. Pobuszuj. Tam jest dużo przydatnych informacji.
Konsekwencja czasów – do tej pory piszesz w czasie teraźniejszym, więc tu też powinno być „wydaje polecenie”.
Szef w garniturze siedzi za biurkiem pogrążony w lekturze dokumentu, w tyle znajduje się duże okno, za którym rozpościera się panorama miasta, w końcu podnosi wzrok, mrugając oczami z przemęczenia zza okularów.
To zdanie należałoby poprawić – szyk się gubi – mamy szefa, potem okno, panorama miasta, wzrok który podnosi – dużo się dzieje i nie po kolei. Albo wyrzucić opis okna, albo najpierw opis gabinetu, w osobnym zdaniu, a potem szefa i tego, co robi.
zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie rotacji tamtejszej załogi na nowych
Dokonanie rotacji zamieniłabym na „dokonanie wymiany”
Poszedł w wyznaczone miejsce, przywitał się ze współpracownikiem Tomkiem, poznał dwóch pasażerów, potem przebrali się wszyscy w kombinezony. Pasażerowie są zajęci swoimi przyjemnościami. Jeden maczapeczką z daszkiem oraz torbę posiadającą przypinki i słucha muzyki ze słuchawek.
Mamy znowu przeskok w użyciu czasu przeszłego i teraźniejszego, trzeba to ujednolicić.
Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawili się na wykonywanie swoich obowiązków.
Tutaj podobnie. Dwa czasy.
Dobrze. Dalej już nie idę. Trzeba opowiadanie przejrzeć jeszcze uważnie i poprawić zapis dialogów, szyk w zdaniach, czasy.
Dobrze jest przeczytać własne opowiadanie kilka razy w odstępie kilku dni – jest szansa, że dużo się wyłapie. Jest tu też miejsce – betalista – gdzie użytkownicy portalu pomagają poprawić opowiadanie, fajne miejsce do nauki warsztatu pisarskiego na własnych tekstach.
Teraz fabuła – masz ciekawy pomysł na opowiadanie, zamiana genów w czasie podróży. Dobry pomysł to podstawa! Teraz tylko trzeba zadbać o wykonanie. Kompozycja wydaje się poprawna – mamy rodzinę, każdy idzie do pracy, następuje nieoczekiwana zmiana, potem rozwiązywanie problemu i szczęśliwe zakończenie. Brakuje tylko dobrego wykonania – trzeba niektóre sprawy zaakcentować bardziej, inne mniej – pominąć opisy ubrań, ale skupić się np. na zmianie zachowania bohatera po powrocie do domy, żeby czytelnik czuł napięcie i odczuł, że to ważny moment.
Generalnie nie jest źle, recepta jest właściwie jedna – pisać, poprawiać, pisać, poprawiać. Wracać do tekstu, szlifować. Czytać teksty innych i komentować, a wtedy przyjdą też do Ciebie. Wszyscy tu tak działamy. Też tu zaczynałam swoje pisanie i polecam gorąco!
W tekstach innych zwracać uwagę, co się podoba i dlaczego.
Nie zniechęcać się! Pisz, publikuj, czytaj.
Powodzenia w pisaniu i do zobaczenia pod następnym opkiem! :)
P.S. Dlaczego taki tytuł? :)
Pozdrawiam! :)
Dzięki za wskazanie błędów. Faktycznie wkradło się sporo nieścisłości i błędów stylistycznych. Postaram się je poprawić. Tytuł był nawiązaniem do opowiadania Teofila Gautiera.
Pozdrawiam.
O to ciekawe, nie znam Gautiera, a tu proszę, okazuje się, że pisał opowiadania fantastyczne! Dzięki za informację! :)
Super, że chcesz poprawiać! Z pewnością będzie dużo lepiej! :)
Pozdrawiam cieplutko! :)
Jeśli to jest SCIENCE-fiction, to warto wiedzeć, że ludzkie ciało nie jest zbudowane z genów i opisany proces "przedmioty rozkładamy na atomy, a ludzi na geny" nie ma ze "scajensem" wiele wspólnego. Miłosiernym milczeniem pominę wyobrażenie, że GDYBY osiągnąć prędkość światła, to materia rozłożyłaby się na atomy. Niestety – materia osiągnęłaby nieskończoną masę i … dajmy temu spokój. To jest fiction, ale na pewno nie science.
Witam
Nie będę się upierał czy to jest s-f, czy nie. Nie jest do końca moim celem być do końca zgodny z kanonami naukowymi. Dla mnie literatura jest tylko punktem wyjścia do pokazania relacji międzyludzkich i na tym się skupiam. A tak na marginesie w dziale s-f znajdziemy tematy, które nie do końca takie są, choćby te osławione podróże w czasie. Może one są zgodne z teoriami naukowymi. W takim razie, gdzie oni są?
Pozdrawiam.
Mnie się wydaje, że cieńką granicę wytycza całkowita sprzeczność z tysiące i miliony razy zweryfikowaną wiedzą. Mówisz o podróżach w czasie – wydają się absurdem, ale nie są całkowicie sprzeczne z nauką, wręcz wynikają z pewnych rozwiązań. Dlatego s-f buduje na tym swoje fantazje nie koniecznie wpadając w absurd (tak jak np. budowa ciała ludzkiego z genów).
Nie sugerowałem, że ciało ludzkie zbudowane jest z genów. Jeżeli tak to zostało odczytane to widocznie niewłaściwie to napisałem. Zamierzałem ukazać, że geny miedzy ludźmi mogą ulec zamianie.
Poprawiłem ten bubel.
Hej,
ciekawy pomysł na opowiadanie i zmiany osobowości głównego bohatera.
Wykonanie mogłoby być bardziej dopracowane… Głównym mankamentem jest to, że mieszasz czasy. Niektóre części napisane są w czasie teraźniejszym, a niektóre w przeszłym.
Dużo czytaj, pisz kolejne opowiadania, a na pewno Twój warsztat będzie coraz lepszy. :)
Tutaj kilka moich notatek. Może pozwolą Ci doszlifować tekst.
Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się
Pasemka to sposób koloryzacji włosów. Technicznie rzecz biorąc nie można “ułożyć włosów w pasemka”. Mogą np. opadać pasmami na ramiona
– Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła. – Ja zrobię zakupy.
Określenie “naszą córeczkę” brzmi nienaturalnie skoro zwraca się do męża. Dałabym po prostu “Kasię”.
– Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę, – Skinął głową na pożegnanie.
Hmm… “rozumiem” raczej nie jest formułką i jeszcze zaplątał się tam jakiś przecinek. Może po prostu:
– Rozumiem – Skinął głową i wyszedł z gabinetu.
– Polecisz z drugim pilotem na stację księżyca Jowisza – Europę i zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie wymiany tamtejszej załogi na nowych – wydał polecenie. – Czekają już w hangarze. To wszystko, możesz odejść – wraca do papierkowej roboty.
–Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę, – Skinął głową na pożegnanie.
Przeskakujesz między czasami.
Drugi posiada koszulę z logo gry przedstawiającym anioła walczącego z diabłem, a są to bohaterowie gry , w którą się teraz zaangażował.
Nadprogramowa spacja przed przecinkiem.
Piloci wolą natomiast rozmowę na żywo.
To zdanie mi nie pasuje. A mają do wyboru rozmowę przez jakiś komunikator zamiast na żywo?
Zmierza w wyznaczone miejsce, wita się ze współpracownikiem Tomkiem, poznaje dwóch pasażerów
Czyli gdzie? Do tego hangaru czy już na pokład samolotu? Chciałabym to widzieć. Fajnie gdybyś to opisał.
– Kiedy zorganizujemy sobie zakrapianą imprezę? – spróbował nakłonić drugi pilot.
– Teraz mam na głowie rodzinę – uśmiechnął się pierwszy.
– Uważam, że w związku powinien rządzić facet – wypalił.
– Łatwo ci mówić, bo jesteś kawalerem – broni się. – Zobaczymy co powiesz, jak sam się ożenisz.
– To mi raczej nie grozi – stwierdził kategorycznie. – Zamierzam spijać miód z różnych kwiatków. Bukiet, dobra gadka, kolacja przy świecach i kobieta jest moja – oznajmił. – Nasi pasażerowie, to już typowi kawalerowie – wybucha śmiechem.
Brakuje mi tu informacji, kiedy wypowiada się Jacek. I znów pojawia się czas przeszły zamiast teraźniejszego.
Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawiają się na wykonywanie swoich obowiązków.
Jakie niewłaściwe czynności?
Wkrótce zasiadają na pokładzie promu, do startu pozostaje godzina, podczas której dokonuje się procedury startowej promu, nie wykrywają żadnych usterek, nareszcie startują w przestrzeń kosmiczną, a po chwili osiągają prędkość światła.
Powtórzonko.
Oboje mają włosy szatynowe, ona ułożone w pasemka, a on krótko ścięte.
Znowu to ułożenie w pasemka. :D
– Nie mogę się doczekać powrotu na Ziemię – oświadcza mężczyzna. – Ciągle tylko góry i góry.
– Kochanie wreszcie pojedziemy nad morze – zadecydowała. – Ta odmiana będzie dobra dla zdrowia psychicznego. Przepraszam was za nieco prywaty, ale nie mogliśmy powstrzymać naszej radości.
– Nie szkodzi, znamy ten problem – oświadczył gracz komputerowy.
Znów pomieszane czasy.
Przebywają tutaj przez dwa miesiące tylko w swoim towarzystwie, tak że z ogromną wylewnością witają przybyszy, a szczególnie swoich następców. W skrócie ich praca polega na tym, że przy użyciu specjalnych dronów pobierają ziemię z powierzchni księżyca i przesiewają go w poszukiwaniu metali ziem rzadkich, a potem sprowadzają go na pokład stacji. Na pożegnanie odbywa się kurtuazyjna wymiana grzeczności przy herbatce. Potem obsługa wracająca na Ziemię przenosi cenne surowce zapakowane w specjalne skrzynie w ilości jednej tony, a potem wszyscy sadowią się wygodnie w swoich fotelach i startują w drogę powrotną. Kiedy stawiają stopy na ziemi Tomek znowu podejmuje rozmowę.
To ciekawy fragment, ale szkoda, że nam go tylko opisałeś, a nie pokazałeś w jakieś scenie.
– Wracam do domu – nie daje się namówić.
Usunęłabym: “nie daje się namówić”, bo to wynika z jego wypowiedzi.
Nie wiedział nawet jak weszła jego żona, usłyszał ją dopiero wtedy jak znalazła się nad jego głową i zrobiła mu ogromną awanturę pod wpływem niewątpliwej złości.
“znalazła się nad jego głową” brzmi trochę niefortunnie.
“pod wpływem niewątpliwej złości.” wydaje mi się niepotrzebne, bo gdyby nie była zła to nie zrobiłaby awantury
Widząc, że nic nie może wskórać wychodzi z pokoju, idzie do swojego pokoju.
Powtórzenie.
– Co się z nim stało? –
zaniepokoiła się.– Tatuś jest chory na głowę– objaśniła.
– Uderzył się w nią? – p
oważnie zaniepokoiła się.– Nie chodzi o ból – sprostowała. – Coś mu się pomieszało w niej. Jak pomieszasz ubranie białe z kolorowym, to w czasie prania białe się zabarwią. Rozumiesz?
– To głowa tatusia jest kolorowa – wypaliła.
We fragmencie kiedy Kasia wchodzi do pokoju Jacka, często pojawia się czas przeszły. Zrezygnowałabym też z paru “zaniepokoiła” i dodała znak zapytania za “Uderzył się w nią”.
– Nie martw się słoneczko – uspokoiła. – Jutro zrobię z tym porządek – postanowiła.
Tymczasem Jacek jest zdziwiony.
– O co chodzi? – pomyślał. – Dlaczego się go czepia. Powinna być milsza. Najwyraźnie zmieniła się na gorsze. Muszę coś z tym zrobić – postanowił.
To nagłe pojawienie się Jacka wybiło mnie z rytmu. Może warto dodać, że podsłuchał ich rozmowę? I znów czas przeszły się tutaj zaplątał.
Wprawdzie wie gdzie w danej chwili znajduje się jej mąż , ale szczegóły misji zawsze trzymane są w tajemnicy.
Nadprogramowa spacja przed przecinkiem.
Od słowa do słowa zgadały się, że obie mają problemy ze swoimi mężami
i przyszły z reklamacjami.
“i przyszły z reklamacjami.” niepotrzebnie w nowym akapicie.
Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj wraca ze stacji w pobliżu Jowisza mój mąż ze swoją siostrą
Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj mój mąż i jego siostra wrócili ze stacji w pobliżu Jowisza
Łuski całkowicie opadły z moich oczu. On mnie zdradzał i to na moich oczach.
Byłam cała w szoku i aż mnie zamurowało z obrzydzenia. Kiedy opowiadała swoją tragiczną historię, to aż czerwieniała ze złości, a przy tym ręce drgały w nerwowym odruchu.
Zdanie zaczynające się od “Kiedy” powinno znaleźć się w nowym akapicie.
Mój mąż akurat wyruszył na tamtą stację, a kiedy wrócił również się odmienił
Lepiej pasowałoby “zmienił”.
–To nasz błąd, na pewno go naprawimy – zapewnił.
Brak spacji.
Oprócz pilotów znalazła się też tam rodzeństwo, które uważa się za parę.
znalazło
Przyjechali na miejsce, Monika zaparkowała w garażu, apotem weszła do kuchni , gdzie córka już na nią czekała i przebierała nogami z głodu.
spacja przed przecinkiem
Po posiłku córka zajęła się swoimi sprawami w pokoju
Swoimi sprawami :D Chyba “bawi się” lepiej by tu pasowało.
zakłada ręce na piersi
krzyżuje
Jacek wstaje od stołu i podchodzi do Moniki, która również to robi.
Z tego wynika, że Monika również podeszła do Moniki.
Podążaj za białym królikiem.
Witam
Dziękuję za cenne uwagi. Widzę ,że mam sporo niedociągnięć. Spróbuje je poprawić.
Pozdrawiam.
Po pierwsze – opowiadanie raz pisane jest w czasie teraźniejszy, raz w przeszłym. Bardzo rzuca się to w oczy. Po drugie – szyk zdań wymaga poprawy, często gubisz podmiot. Pomysł jest, ale wydaje mi się, że zbyt dużo miejsca poświęcasz na niepotrzebne opisy, również dialogi brzmią często nienaturalnie. Jest też trochę innych usterek – literówki itp.