- Opowiadanie: Bocian - Awatar

Awatar

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Awatar

 

 

Mo­ni­ka o sza­ty­no­wych wło­sach, które opa­da­ją pa­sma­mi na ra­mio­na uwija się, aby przy­go­to­wać śnia­da­nie, dla sie­bie i męża Jacka, lekko ły­sie­ją­ce­go bru­ne­ta. Dla sie­bie i męża są bułki z jaj­ka­mi na twar­do, a dla ich pię­cio­let­niej có­recz­ki Kasi mleko z chrup­ka­mi. Oboje sie­dzą już przy stole i nie­cier­pli­wie cze­ka­ją na za­spo­ko­je­nie głodu. Pro­mie­nie sło­necz­ne let­nie­go po­ran­ka wdzie­ra­ją się do wnę­trza przez otwar­te okno, a ożyw­czy po­dmuch po­wie­trza przy­jem­nie ochła­dza ich ciała. Mał­żeń­stwo z dzie­się­cio­let­nim sta­żem oraz ich córka pa­ła­szu­ją śnia­da­nie, bo zo­sta­ło im mało czasu do wyj­ścia. Ro­dzi­ce spie­szą się do pracy, ona jest głów­nym ku­cha­rzem w re­stau­ra­cji i lubi na­rzu­cać swoją wolę innym, on jest pi­lo­tem promu ko­smicz­ne­go w pry­wat­nej fir­mie, pod­da­je się woli żony bez słowa sprze­ci­wu, na­to­miast po­cie­cha cho­dzi do przed­szko­la. Wszy­scy od­cho­dzą od stołu, ro­dzi­ce ubie­ra­ją się do wyj­ścia, ona w brą­zo­wy kom­plet, a on na spor­to­wo, na­to­miast po­cie­cha wzię­ła lalkę i bawi się nią. Matka jest znie­cier­pli­wio­na opie­sza­ło­ścią Kasi.

– Ubie­raj się w try­mi­ga – na­ka­zu­je.

Jacek chce unik­nąć dal­szych uty­ski­wań żony, dla­te­go po­ma­ga có­recz­ce się ubrać sto­sow­nie do wyj­ścia. Mo­ni­ka wie, że mąż zrobi wszyst­ko, aby uchro­nić Kasię przed jej gnie­wem. to jego oczko w gło­wie. Wzdy­cha tylko z po­li­to­wa­niem i uśmie­cha się iro­nicz­nie. Potem zwra­ca się do męża.

– Jak wró­cisz z pracy, to od­bie­rzesz z przed­szko­la Kasię – za­rzą­dzi­ła. – Ja zro­bię za­ku­py.

–Do­brze ko­cha­nie.

Wsia­da­ją do swo­ich sa­mo­cho­dów, a mała do­łą­cza do matki.

Jacek wkra­cza do bu­dyn­ku Ośro­dek lotów Ko­smicz­nych, mija po­ste­ru­nek straż­ni­ka, gdzie wkła­da do czyt­ni­ka swoją prze­pust­kę, potem zmie­rza do ga­bi­ne­tu szefa, a se­kre­tar­ka za­po­wia­da go i po uzy­ska­niu ze­zwo­le­nia prze­pusz­cza go do środ­ka. Szef w gar­ni­tu­rze sie­dzi za biur­kiem po­grą­żo­ny w lek­tu­rze do­ku­men­tu, w końcu pod­no­si wzrok, mru­ga­jąc ocza­mi z prze­mę­cze­nia zza oku­la­rów.

– Le­cisz z dru­gim pi­lo­tem na sta­cję księ­ży­ca Jo­wi­sza – Eu­ro­pę i bie­rze­cie wy­do­by­te me­ta­le ziem rzad­kich, a także do­ko­nu­je­cie wy­mia­ny tam­tej­szej za­ło­gi na no­wych – wydał po­le­ce­nie. – Cze­ka­ją już w han­ga­rze. To wszyst­ko, mo­żesz odejść – wraca do pa­pier­ko­wej ro­bo­ty.

– Ro­zu­miem – Ski­nął głową i wy­szedł z ga­bi­ne­tu.

Jacek pa­mię­ta jesz­cze, jak zdo­był li­cen­cję pi­lo­ta i wtedy po­dró­że w ko­smos wzbu­dza­ły w nim wiel­ką pasję, ale odbył tak wiele po­dob­nych do sie­bie lotów, że nie od­czu­wa teraz już ta­kie­go en­tu­zja­zmu. Do­cie­ra do han­ga­ru. Jego współ­pra­cow­nik Tomek przy­by­wa wcze­śniej i po­zna­je pa­sa­że­rów. Teraz do­łą­cza do nich Jacek i wita się z nimi. Potem prze­bie­ra­ją się wszy­scy w kom­bi­ne­zo­ny i zmie­rza­ją do wnę­trza ra­kie­ty. Każdy siada na swoim miej­scu. Pa­sa­że­ro­wie są za­ję­ci swo­imi przy­jem­no­ścia­mi. Jeden ma cza­pecz­ką z dasz­kiem oraz torbę po­sia­da­ją­cą przy­pin­ki i słu­cha mu­zy­ki ze słu­cha­wek. Drugi po­sia­da ko­szu­lę z logo gry przed­sta­wia­ją­cym anio­ła wal­czą­ce­go z dia­błem, a są to bo­ha­te­ro­wie gry, w którą się teraz za­an­ga­żo­wał. Pi­lo­ci wolą na­to­miast roz­ma­wiać ze sobą.

– Kiedy zor­ga­ni­zu­je­my sobie za­kra­pia­ną im­pre­zę? – nakłaniał Tomek.

– Teraz mam na gło­wie ro­dzi­nę – uśmiech­nął się Jacek.

– Uwa­żam, że w związ­ku po­wi­nien rzą­dzić facet – wy­pa­lił.

– Łatwo ci mówić, bo je­steś ka­wa­le­rem – broni się. – Zo­ba­czy­my co po­wiesz, jak sam się oże­nisz.

– To mi ra­czej nie grozi – stwier­dził ka­te­go­rycz­nie. – Za­mie­rzam spi­jać miód z róż­nych kwiat­ków. Bu­kiet, dobra gadka, ko­la­cja przy świe­cach i ko­bie­ta jest moja – oznaj­mił. – Nasi pa­sa­że­ro­wie, to już ty­po­wi ka­wa­le­ro­wie – wy­bu­cha śmie­chem.

To­wa­rzy­ska po­ga­węd­ka i rozrywkowe czyn­no­ści pasażerów ury­wa­ją się, bo prze­sta­wia­ją się na wy­ko­ny­wa­nie swo­ich obo­wiąz­ków. Wkrót­ce za­sia­da­ją na po­kła­dzie promu, do star­tu po­zo­sta­je go­dzi­na, pod­czas któ­rej do­ko­nu­je się pro­ce­du­ry star­to­wej, nie wy­kry­wa­ją żad­nych uste­rek, na­resz­cie star­tu­ją w prze­strzeń ko­smicz­ną, a po chwi­li osią­ga­ją pręd­kość świa­tła. Wkrót­ce znaj­du­ją się w po­bli­żu sta­cji or­bi­tal­nej, zrów­nu­ją się z nią, a potem do­ku­ją. Otwie­ra­ją właz i znaj­du­ją się w przy­ciem­nio­nym po­miesz­cze­niu, przez ilu­mi­na­tor do­strze­ga­ją zna­jo­me za­ry­sy księ­ży­ca. Pod­cho­dzi do nich para mie­sza­na, która jest jesz­cze przez jesz­cze jakiś czas obec­ną ob­sa­dą tego obiek­tu. Męż­czy­zna obej­mu­je czule swoją to­wa­rzysz­kę. Oboje mają szatynowe włosy. Ona ma pofalowane, które nieznacznie zakrywają szyję, natomiast on krótko ścięte. 

– Nie mogę się do­cze­kać  po­wro­tu na Zie­mię – oświad­cza męż­czy­zna. – Cią­gle tylko góry i góry.

– Ko­cha­nie wresz­cie jedziemy nad morze – za­de­cy­do­wa­ła. – Taka od­mia­na jest dobra dla zdro­wia psy­chicz­ne­go. Prze­pra­szam was za nieco pry­wa­ty, ale nie mo­żemy po­wstrzy­mać na­szej ra­do­ści.

– Nie szko­dzi, znamy ten pro­blem – uśmiecha się gracz komputerowy.  

Prze­by­wa­ją tutaj przez dwa mie­sią­ce tylko w swoim to­wa­rzy­stwie, tak że z ogrom­ną wy­lew­no­ścią wi­ta­ją przy­by­szy, a szcze­gól­nie swo­ich na­stęp­ców. W skró­cie ich praca po­le­ga na tym, że przy uży­ciu spe­cjal­nych dro­nów po­bie­ra­ją zie­mię z po­wierzch­ni księ­ży­ca i prze­sie­wa­ją go w po­szu­ki­wa­niu me­ta­li ziem rzad­kich, a potem spro­wa­dza­ją go na po­kład sta­cji. Na po­że­gna­nie od­by­wa się kur­tu­azyj­na wy­mia­na grzecz­no­ści przy her­bat­ce. Potem ob­słu­ga wra­ca­ją­ca na Zie­mię prze­no­si cenne su­row­ce za­pa­ko­wa­ne w spe­cjal­ne skrzy­nie w ilo­ści jed­nej tony, a potem wszy­scy sa­do­wią się  wy­god­nie w swo­ich fo­te­lach i star­tu­ją w drogę po­wrot­ną. Kiedy sta­wia­ją stopy na ziemi Tomek znowu po­dej­mu­je roz­mo­wę.

– Dasz się na­mó­wić na co nieco? – kusił. – Wy­ko­nał jed­no­znacz­ny gest pła­ską dło­nią w szyję.

– Wra­cam prosto do domu.

– Wo­lisz być pod pan­to­flem, niż się za­ba­wić, to twoja stra­ta  – pod­su­mo­wał zre­zy­gno­wa­ny.

– Nie­ko­niecz­nie – rzu­cił ta­jem­ni­czo, bar­dziej do sie­bie, bo tam­ten znaj­do­wał się już w znacz­nej od niego od­le­gło­ści.

Po­je­chał pro­sto do domu, za­lo­go­wał się do lap­to­pa i uru­cho­mił grę, która po­chło­nę­ła go bez resz­ty.

– Na­resz­cie mam czas na to, co ty­gry­sy lubią naj­bar­dziej – po­my­ślał.

Nie wie­ nawet jak wchodzi jego żona, orientuje się do­pie­ro wtedy, gdy stoi obok niego i ro­bi­ mu ogrom­ną awan­tu­rę.

– Mia­łeś ode­brać córkę – wy­krzy­cza­ła po­iry­to­wa­na. – Kasia smut­na cze­ka­ła sama, bo wszyst­kie dzie­ci po­szły do domu. Wy­cho­waw­czy­ni w końcu za­nie­po­ko­jo­na za­dzwo­ni­ła do mnie, a ja mu­sia­łam prze­rwać za­ku­py.

– Nie prze­szka­dzaj, muszę ukoń­czyć po­ziom – ob­ru­szył się. – Nie od­ry­wa­ nawet wzro­ku od gry.

Żona niemieje. Nie po­tra­fi­ go przy­wo­łać do po­rząd­ku, ani tra­fić do jego su­mie­nia.

– Co się z nim dzie­je? – po­my­śla­ła. – Ow­szem zda­rza­ją się kłót­nie, ale szyb­ko do­cho­dzi­my do po­ro­zu­mie­nia, jed­nak teraz to już jest zu­peł­nie coś in­ne­go, jego za­cho­wa­nie cał­ko­wi­cie od­bie­ga od normy – po­waż­nie za­nie­po­ko­iła się.

Wi­dzi, że nic nie może wskó­rać. Idzie do swo­je­go po­ko­ju. Córka sły­szy od­gło­sy kłót­ni i za­nie­po­ko­jo­na idzie do po­ko­ju Jacka. Pod­cho­dzi do niego i czeka, aż zwró­ci na nią uwagę. Nie może się tego do­cze­kać.

Uśmie­cha się przy­mil­nie i daje znać o swo­jej obec­no­ści, trą­ca­jąc de­li­kat­nie jego rękę. Oj­ciec pod­no­si nie­chęt­nie głowę.

– Nie prze­szka­dzaj – zde­ner­wo­wał się. – Masz znaleźć sobie za­ję­cie.

Kasia pa­trzy przez chwi­lę na ojca. Jest za­sko­czo­na jego obo­jęt­no­ścią nie może wy­mó­wić ani jed­ne­go słowa, a na jej drob­nym ob­li­czu po­ja­wia się wiel­ki smu­tek. Opusz­cza oczy i od­cho­dzi po­wol­nym kro­kiem. Doznaje rozczarowania na uko­cha­nym ta­tu­siu. Jest zu­peł­nie za­gu­bio­na, bo nie wie co się z nim dzie­je. Idzie do ma­mu­si.

– Dla­cze­go tatuś mnie nie lubi? – roz­pa­cza­ła.

–  Na pewno cię kocha – po­cie­szy­ła ją. – Tatuś się zagubia.

Mo­ni­ka do­strze­ga, jak w oczach córki lśnią łzy. Ogrom­ny żal prze­peł­nia jej serce. Przy­tu­la się do niej.

– Nie martw się – do­da­ła jej otu­chy. – Obmyślam spo­sób jak tatuś staje się znów sobą.

Mo­ni­ka wy­cie­ra chu­s­tecz­ką łzy córce. Kasia przy­chodzi już tro­chę do sie­bie.

– Co się z nim staje?

– Tatuś jest chory na głowę– ob­ja­śni­ła.

– Coś go uderza? 

– Nie cho­dzi o ból – spro­sto­wa­ła. –  Coś mu się miesza w niej. Jak dodajesz ubra­nie białe do ko­lo­ro­wego, to w cza­sie pra­nia białe się ­bar­wią. Ro­zu­miesz?

– To głowa ta­tu­sia jest ko­lo­ro­wa – wy­pa­li­ła.

– Nie cho­dzi o kolor – uśmiech­nę­ła się. Nie wszyst­ko jest w jego gło­wie na swoim miej­scu – pró­bo­wa­ła wy­brnąć z nie­zręcz­nej sy­tu­acji.

– Wystarcza je tylko przenieść – rzu­ci­ła re­zo­lut­nie.  

– Do­kład­nie – ucie­szy­ła się, bo córka od­ga­dła jej in­ten­cję.

– Jak tatuś stanie się zdrowy.? – za­fra­so­wa­ła się.

– Nie martw się sło­necz­ko – uspo­ko­iła. –Jutro to załatwiam – po­sta­no­wi­ła.

Wchodzi do pokoju Jacka. Jeszcze raz próbuje z nim porozmawiać. jednak nie przynosi to żadnego rezultatu.

Jacek jest  zdzi­wio­ny.

– O co cho­dzi? – po­my­ślał. – Dla­cze­go się go cze­pia. Naj­wy­raź­niej zmie­ni­a się na gor­sze. Dlaczego nie jest miła?

Na drugi dzień mąż ma wolne. Wcze­śniej w cza­sie wol­nym ina­czej się za­cho­wuje, bo­wiem wy­cho­dzi z córką na spa­cer, do cyrku czy do we­so­łe­go mia­stecz­ka, a ile przy tym po­cie­cha ma ubawy, aż pa­trzy na to z przy­jem­no­ścią, na­to­miast teraz ra­dość czer­pie z gra­nia na kom­pu­te­rze.

Mo­ni­ka zmie­rza do miej­sca pracy męża, ma na­dzie­ję, ze jego kie­row­nik wy­ja­śni jej przy­czy­nę zmia­ny oso­bo­wo­ści Jacka, trzy­ma się tego jak ostat­niej deski ra­tun­ku. Wpraw­dzie wie gdzie w danej chwi­li znaj­du­je się jej mąż, ale szcze­gó­ły misji za­wsze trzy­ma­ne są w ta­jem­ni­cy. Wszel­kie jej wy­py­ty­wa­nia na nie wiele się zdają, jej mąż mil­czy jak za­klę­ty.

Mu­sia­ła wy­ro­bić sobie jed­no­ra­zo­wą prze­pust­kę, aby wejść do środ­ka. Za­po­wie­dzia­ła się se­kre­tar­ce i po­szła na ko­ry­tarz ocze­ki­wać na przy­ję­cie. Po chwi­li przy­sia­dła się do niej jakaś ko­bie­ta. Od słowa do słowa zga­da­ły się, że obie mają pro­ble­my ze swo­imi mę­ża­mi i przy­szły z re­kla­ma­cja­mi.

– Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj mój mąż i jego siostra wrócili ze stacji w pobliżu Jowisza – wy­nu­rzy­ła się są­siad­ka Mo­ni­ki. – Po­wie­dział do mnie ,,sio­strzycz­ko’’, my­śla­łam, że żar­tu­je i jest to jakaś gra wstęp­na, jed­nak zaraz zwra­ca się do swo­jej sio­stry ,,ko­cha­nie’’, a potem za­czy­na­ją się ca­ło­wać ni­czym para ko­chan­ków. W ten spo­sób po­stę­po­wał ze mną, jak mnie chciał ocza­ro­wać. Łuski cał­ko­wi­cie opa­dły z moich oczu. On mnie zdra­dzał i robił to przy mnie. Mało tego, do­pu­ścił się związ­ku ka­zi­rod­cze­go. Byłam cała w szoku i aż mnie za­mu­ro­wa­ło z obrzy­dze­nia.

Kiedy opo­wia­da­ła swoją tra­gicz­ną hi­sto­rię, to aż czer­wie­nia­ła ze zło­ści, a przy tym ręce drga­ły w ner­wo­wym od­ru­chu. Mo­ni­ka współ­czu­ła jej i tak za­an­ga­żo­wa­ła się emo­cjo­nal­nie, że jej też udzie­lił się ten po­nu­ry na­strój.

– Mój mąż aku­rat wy­ru­szył na tamtą sta­cję, a kiedy wró­cił rów­nież się zmienił – zwie­rzy­ła się żona Jacka. –  Za­cho­wu­je się cał­ko­wi­cie ina­czej niż przed­tem. Nie in­te­re­su­je się ro­dzi­ną, tylko dba o swoje przy­jem­no­ści – zde­ner­wo­wa­ła się. – Co za fe­ral­na misja – wy­bu­chła.

– Co się stało z na­szy­mi mę­ża­mi? – przy­łą­czy­ła się współ­to­wa­rzysz­ka.

Wy­cze­ki­wa­nie prze­dłu­ża się nie­mi­ło­sier­nie. Mo­ni­ka zerka na ze­ga­rek. Cze­ka­ją już dobre trzy kwa­dran­se. Ich złość na swo­ich mężów po­tę­go­wa­ła się wsku­tek braku re­ak­cji ze stro­ny kie­row­ni­ka.

– Czyż­by o nas za­po­mnia­no? – wy­bu­chła Mo­ni­ka.

Już wsta­ła, aby przy­po­mnieć o ich ist­nie­niu. Za­mie­rza­ła na­ci­snąć klam­kę, ale szyb­ko od­sko­czy­ła do tyłu, aby unik­nąć ude­rze­nia w głowę, bo z prze­ciw­nej stro­ny se­kre­tar­ka otwo­rzy­ła na ze­wnątrz drzwi. Oznaj­mi­ła, że kie­row­nik gotów jest je przy­jąć. Kiedy Mo­ni­ka we­szła do  środ­ka, to prze­ło­żo­ny Jacka zmę­czo­nym gło­sem oznaj­mia.

– Prze­pra­szam, że tak długo pani cze­ka­ła – tłu­ma­czył się. Mia­łem ważny te­le­fon.

W czym mogę pomóc?

– Mój mąż się zmie­nił i to na gor­sze – zmar­twi­ła się. – W po­cze­kal­ni jest druga ko­bie­ta, która ma taki sam pro­blem.

– To nasz błąd, na pewno go na­pra­wi­my  – za­pew­nił.

– Od­daj­cie nam mężów – utra­ci­ła pa­no­wa­nie nad sobą.

– Pro­szę o chwi­lę cier­pli­wo­ści, zaraz wszyst­ko wy­tłu­ma­czę, ale naj­le­piej jak obie to usły­szy­cie razem – za­le­cił, a potem kazał se­kre­tar­ce wpu­ścić tamtą ko­bie­tę.

Po chwi­li obie ko­bie­ty z wiel­kim prze­ję­ciem utkwi­ły wzrok w kie­row­ni­ka i pil­nie ocze­ki­wa­ły na wy­ja­śnie­nia.

– Po­dró­że na­szych stat­ków od­by­wa­ją się z pręd­ko­ścią świa­tła. Wtedy geny ludzi tam znaj­du­ją­cych się mie­sza­ją się ze sobą. Osta­tecz­nie po­wsta­je jedna ogrom­na chmu­ra, która jest wiel­ką plą­ta­ni­ną genów. Na końcu po­dro­ży, jak łatwo się do­my­ślić, duży pro­blem spra­wia nam roz­dzie­le­nie oraz przy­wró­ce­nie wszyst­kich genów i na wła­ści­we miej­sca tak, aby przy­bra­ły pier­wot­ne po­sta­cie. Oczy­wi­ście pi­lo­ci są świa­do­mi tych za­gro­żeń i za­wsze są przy­go­to­wa­ni na nie, ale gdy one w końcu na­stą­pią, to uwa­ża­ją, że w ogóle się nie zmie­ni­li. Mało tego, kiedy bli­scy zwra­ca­ją im uwagę, to oni od­czu­wa­ją tylko uza­sad­nio­ny w jego mnie­ma­niu gniew do tej osoby.

– Jak od­zy­ska­my na­szych mężów – wtrą­ci­ła Mo­ni­ka.

– Mamy urzą­dze­nie, które przy­wra­ca geny na wła­ści­we miej­sca – wy­ja­śnia. – W za­sa­dzie jest ono nie­za­wod­ne. Praw­do­po­do­bień­stwo nie­wła­ści­we­go usze­re­go­wa­nia jest nie­wiel­kie, wła­ści­wie można je po­mi­nąć. Panie miały nie­sa­mo­wi­te­go pecha, że przy­da­rzy­ło się to aku­rat wa­szym mężom. Pro­szę wra­cać do domu, a mu się jutro tym zaj­mie­my – uspo­ko­ił.

Firma musi zgro­ma­dzić wszyst­kich uczest­ni­ków fe­ral­nej misji, aby za­mia­na była wła­ści­wa. Naj­pierw ścią­ga tych któ­rzy znaj­du­ją się na Ziemi. Oprócz pi­lo­tów zna­la­zło się też tam ro­dzeń­stwo, które uważa się za parę. Dalej gru­cha­li do sie­bie czule. Kie­row­nik nie po­da­wał im przy­czy­ny lotu, nie miało to naj­mniej­sze­go sensu. Wydał im tylko po­le­ce­nie, gdzie mają le­cieć i co mają na miej­scu zro­bić. W szat­ni Jacek po­chła­nia całą swoją uwagę na grze. Nie od­zy­wa się ani sło­wem do Tomka, który jest tym fak­tem wy­raź­nie za­sko­czo­ny. Do­pie­ro na po­kła­dzie Jacek od­kła­da lap­to­pa i an­ga­żu­je się w pro­ce­du­rę przed­star­to­wą, a potem ekipa ta już leci na sta­cję or­bi­tal­ną, aby przy­łą­czyć się do tam­tej­szej za­ło­gi. Od­po­wied­nie urzą­dze­nie do trans­for­ma­cji znaj­du­je się ro­ze­bra­ne w ła­dow­ni, na czas trans­por­tu. Wresz­cie do­tar­li na sta­cję. Za­ło­ga sta­cji jest naj­wy­raź­niej zdzi­wio­na tą nie­ocze­ki­wa­ną wi­zy­tą, ale potem wi­ta­ją się ser­decz­nie z przy­by­sza­mi. Naj­wy­raź­niej uzna­li, że mimo wszyst­ko miło jest wi­dzieć inną twarz.

– Co sły­chać na sta­cji? – za­in­te­re­so­wał się Tomek.

– Wszyst­ko w po­rząd­ku – in­for­mu­je jeden z nich. – Tak pry­wat­nie, to wo­lał­bym też po­szu­kać ja­kieś dziew­czy­ny i oże­nić się z nią.

– Za mie­siąc po­wró­ci­cie na Zie­mię, a wtedy hulaj dusza pie­kła nie ma.

Żarty się skoń­czy­ły, teraz czas na obo­wiąz­ki. Wy­cią­ga­ją z ła­dow­ni urzą­dze­nie, które szyb­ko skła­da­ją w ca­łość, a potem włą­cza­ją. Cał­ko­wi­ta prze­mia­na trwa za­le­d­wie kilka minut. Ten, który my­śli o zna­le­zie­niu żony, tak jakby ręką odjął, bo nie mówi wię­cej na ten temat, na­to­miast zajmuje się grą na te­le­fo­nie. Me­lo­man jest opor­ny na zmia­ny i robi to samo co przed prze­mia­ną. Mię­dzy para ko­chan­ków na­ro­dził się dy­stans emo­cjo­nal­ny.

– Bra­cisz­ku na­tych­miast po po­wro­cie od­wie­dzi­my naszą mamę – oznaj­mi­ła. – Już przed wy­jaz­dem za­pra­gnę­ła nas wi­dzieć.

– Ko­niecz­nie mu­si­my kupić bu­kiet tu­li­pa­nów sio­strzycz­ko – do­po­wie­dział.

Sta­tek wy­ru­szył w drogę po­wrot­ną. Po kil­ku­dzie­się­ciu mi­nu­tach zna­leź­li się z po­wro­tem na Ziemi, a potem w szat­ni.

– Pój­dziesz ze mną na piwo? – kusił Jacek.

– Nie mogę  – od­mó­wił. Cho­dzę teraz z miła dziew­czy­ną. Bar­dzo mi na niej za­le­ży. Za­mie­rzam się z nią oże­nić. Cho­ciaż ona o tym jesz­cze nie wie – ro­ze­śmiał się.

– Ja pla­nu­ję za­sko­czyć swoją żonę – oznaj­mił. Zro­bię tak, żeby dzi­siej­sza noc była owoc­na – za­mru­gał zna­czą­co.

– Ro­zu­miem – uśmiech­nął się.

– No to na razie.

– Trzy­maj się.

Mo­ni­ka jedzie do pracy. Nie może usie­dzieć na jed­nym miej­scu, do­dat­ko­wo jest strasz­nie uciąż­li­wa dla pod­wład­nych. Cią­gle kogoś upo­mi­na­, nie­ustan­nie nie­za­do­wo­lo­na z pracy pod­wład­nych, a to gani­ za nie­za­pię­ty guzik, ktoś jej pod­pada, bo nie­sta­ran­nie gotuje jakąś po­tra­wę. Czę­sto nie ma żad­ne­go po­wo­du do opie­prza­nia, ale ro­bi­ to tylko dla za­sa­dy, bo ma aku­rat zły dzień. Na­resz­cie przy­chodzi długo wy­cze­ki­wa­ny ko­niec pracy. Wsia­da szyb­ko do sa­mo­cho­du i ­je­dzie po có­recz­kę, która  cze­ka­ na nią już go­to­wa do wyj­ścia w szat­ni. Za­do­wo­lo­na po­cie­cha ob­ejmuje ma­mu­się w tali, ­tu­li­ się do niej. Mo­ni­ka lekko się uśmiech­a i ­ca­łuje ją w czół­ko. Tak ob­ję­ci po­dą­żają do sa­mo­cho­du i ru­szają w drogę do domu.

– Co jest z ta­tu­siem? – zmar­twi­ła się.

– Zaraz przyj­dzie z pracy – wy­ja­śni­ła.

Przyjeżdżają na miej­sce, Mo­ni­ka ­par­kuje w ga­ra­żu, apo­tem wchodzi do kuch­ni, gdzie córka już na nią cze­ka­ i prze­bie­ra­ no­ga­mi z głodu.

– Coś ­szy­ku­ję – za­pew­ni­ła.

Przy­rzą­dza na szyb­kie­go zupę mlecz­ną z płat­ka­mi ku­ku­ry­dzia­ny­mi. Po po­sił­ku córka bawi się swo­imi lalkami w po­ko­ju, na­to­miast mama cho­dzi­ ner­wo­wo w tę i z po­wro­tem. Sły­szy od­głos sa­mo­cho­du męża, opie­ra się o fra­mu­gę drzwi wej­ścio­wych do po­ko­ju męża, krzyżuje ręce na pier­si i ocze­ku­je z nie­cier­pli­wo­ścią na jego po­wrót. W końcu znaj­du­je się w miesz­ka­niu i pod­cho­dzi do niej, a ona wy­mow­nie po­ka­zu­je ze­ga­rek.

– Dla­cze­go tak późno wró­ci­łeś? – na­sko­czy­ła

– Mu­sia­łem coś za­ła­twić na mie­ście – wy­ja­śnił

Mo­ni­ka prze­pusz­cza go do po­ko­ju, ale cały czas uważ­nie mie­rzy go spoj­rze­niem. On jakby nic się nie stało od­kła­da na stół lap­to­pa.

– Czy wszyst­ko w po­rząd­ku ko­cha­nie? – mar­twi się. Mam na­dzie­ję, że có­recz­ka jest zdro­wa. Wy­da­je mi się, że je­steś tro­chę spię­ta.

Naj­wy­raź­niej po­wró­cił jej dawny dobry mąż, który mar­twi się o ro­dzi­nę – po­my­śla­ła, a na jej ob­li­cze wstę­pu­je za­lą­żek na­dziei. – Nam nic nie do­le­ga – oznaj­mi­ła.

– Chodź ze mną – po­le­cił.

– Dokąd?

– To bę­dzie nie­spo­dzian­ka.

Jacek chwy­cił jej dło­nie czule, jakby za­pra­szał ją do pój­ścia z nim. Mo­ni­ka stała przez chwi­lę za­sko­czo­na.

– Co on kom­bi­nu­je o tej porze? – po­my­śla­ła.

– A co bę­dzie z Kasią?

– Za­wie­zie­my ją do two­jej ma­mu­si.

Przez chwi­lę stała nie­ru­cho­mo, bo coś nie da­wa­ło je spo­ko­ju. – Coś mi tu nie pa­su­je – po­my­śla­ła. – Prze­cież Kasia to jej oczko w gło­wie, cią­gle opie­ko­wać się nią, a on ot tak sobie chce ją ode­słać do ma­mu­si, ale mimo wszyst­ko ufa mu.

– Do­brze – oznaj­mi­ła.

Zmie­rza­ją do sa­mo­cho­du ob­ję­ci. Mo­ni­ka ob­ser­wu­je pil­nie jego twarz, do­strze­ga jak uśmie­cha się za­gad­ko­wo pod nosem, chce coś wię­cej  z niej od­czy­tać, nie­wie­le jej to jed­nak daje. – Za­cho­wu­je się zu­peł­nie nie­od­po­wie­dzial­nie, jak jakiś nie­opie­rzo­ny mło­kos, za­miast wy­ko­ny­wać to co do niego na­le­ży – po­my­śla­ła. – Wi­docz­nie nie wszyst­ko po­szło z prze­mia­ną tak jak na­le­ży. Nie­ste­ty będę mu­sia­ła znowu iść z re­kla­ma­cją. Za­wieź­li małą do mamy, która ucie­szy­ła się na jej widok i bar­dzo chęt­nie po­sta­no­wi­ła się zająć nią tej nocy. Potem jadą przez chwi­lę w mil­cze­niu. Jacek za­trzy­mu­je się przed re­stau­ra­cją.

– A więc to taka nie­spo­dzian­ka – po­my­śla­ła. – Muszę przy­znać, że udało mu się mnie za­sko­czyć. Rzad­ko za­bie­rał mnie w takie miej­sce, a je­że­li już to tylko z oka­zji imie­nin lub uro­dzin, na­to­miast dzi­siaj nie ma żad­nej kon­kret­nej oka­zji.

Wcho­dzą do środ­ka. Jakiś kel­ner pod­cho­dzi do nich i wrę­cza Mo­ni­ce bu­kiet lilii i oświad­cza, że to od ko­cha­ją­ce­go męża na nową ich drogę życia pełną nie­spo­dzia­nek i usła­ną ró­ża­mi. Mo­ni­ka za­nie­mó­wi­ła, a potem wy­sła­ła prze­mi­ły uśmiech do Jacka, czym spra­wi­ła mu nie­wąt­pli­wie ra­dość i po­czu­cie ogrom­nej dumy. Po­de­szli do ele­ganc­ko za­sła­ne­go sto­li­ka, gdzie świa­tło było na­stro­jo­we przy­ga­szo­ne. Mo­ni­ka po­pro­si­ła kel­ne­ra, aby przy­niósł wazon z wodą na kwiat­ki. Usie­dli przy stole, który wkrót­ce ozdo­bi­ły kwiat­ki, a także praw­dzi­we świe­ce, nie ja­kieś tan­det­ne świe­ci­deł­ka. Pa­trzy­li tak na sie­bie, a twa­rze ich mie­ni­ły się w rytm pul­su­ją­cych ogni­ków świec. Wkrót­ce przy­nie­sio­no schab ze śliw­ką za­pie­ka­ny z serem i czer­wo­ne wino. De­lek­to­wa­li się je­dze­niem. Pa­trzy­li na sie­bie jakby do­pie­ro się po­zna­li, nie zwra­ca­li w ogóle uwagi na oto­cze­nie. Cie­szy­li się bie­żą­ca chwi­lą.

– Tak rzad­ko cię za­bie­ra­łem w ro­man­tycz­ne miej­sca – zwie­rzył się. – To się zmie­ni. Zro­bię wszyst­ko dla swo­je­go sło­necz­ka, aby jak naj­wię­cej pro­mie­nio­wa­ło swoim cie­płem i miłym uśmie­chem. Nie do­ce­nia­łem na­le­ży­cie tego, że mogę z tobą roz­ma­wiać o wszyst­kim, nawet o bła­host­kach. Je­steś przy mnie na dobre na złe i po­tra­fisz ze mną wy­trzy­mać. Mam wiel­kie szczę­ście.

Kom­ple­men­ty te spra­wi­ły, że czuła się jak w siód­mym nie­bie. Po­cząt­ko­wa nie­chęć prze­ro­dzi­ła się w fa­scy­na­cję. – Chcę ta­kie­go męża, jaki jest teraz – po­my­śla­ła.

– Ja też się za­do­wo­lo­na z na­sze­go związ­ku – wy­nu­rzy­ła się. –  Do­brze się ro­zu­mie­my. Mam na­dzie­ję, że dalej tak bę­dzie, bo nie wy­obra­żam sobie życia bez cie­bie. Nasza mi­łość po­ko­na wszel­kie prze­ciw­no­ści losu.

– Wy­pij­my za to – za­pro­po­no­wał.

Na­peł­nia ich kie­lisz­ki, a potem speł­nia­ją toast. Jacek wsta­je od stołu i pod­cho­dzi do Mo­ni­ki. Ona odgaduje intencję partnera i podnosi się. Mąż obej­mu­je ją, a ona przy­tu­la się do niego, potem za­nu­rza­ją się w upoj­nym po­ca­łun­ku, co sta­no­wi przed­smak tego co na­stą­pi tej nocy.

 

Koniec

Komentarze

Witam serdecznie!

Nie miałam jeszcze przyjemności czytać Twoich opowiadań! Witaj na portalu! :) 

Najpierw trochę się poprzyczepiam:

 

Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się, aby przygotować śniadanie, dla siebie i męża Jacka (,) lekko łysiejącego bruneta(.) są bułki z jajkami na twardo, a dla i ich pięcioletniej córeczki Kasi mleko z chrupkami.

 

Przecinek po Jacku i rozdzieliłabym to na dwa zdania – kropka po „bruneta”. Wkradło się też niepotrzebne „i” przed „ich. 

 

Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem oraz ich córka pałaszuje śniadanie, bo zostało im mało czasu do wyjścia.

Ponieważ wszyscy jedzą, powinno być „pałaszują”. 

 

Rodzice spieszą się do pracy, ona jest głównym kucharzem w restauracji i lubi narzucać swoją wolę innym, on jest pilotem promu kosmicznego w prywatnej firmie, poddaje się woli żony bez słowa sprzeciwu, natomiast pociecha przebywa w przedszkolu. Wszyscy odchodzą od stołu, rodzice ubierają się do wyjścia, ona w brązowy komplet, a on na sportowo, natomiast pociecha wzięła lalkę

i bawi się nią.

 

Sformułowanie „pociecha przebywa w przedszkolu” nie pasuje, bo przecież dopiero wychodzą. Myślę, że raczej chodziło Ci o „chodzi do przedszkola”. Ostatnie zdanie jest zbyt szczegółowe i nie wnosi nic do opowiadania, zastanowiłabym się nad usunięciem go. Na końcu coś tam się zadziało z enterem. 

 

– Ubieraj się w trymiga – zniecierpliwiona matka wydała polecenie dziecku, a do męża – Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła Monika. – Ja zrobię zakupy.

 

Zapis dialogów znajdziesz w poradniku na tym portalu – bardzo przydatne narzędzie.  Wejdź do działu Publicystyka i tam w poradniki – warto pozaglądać do nich – zwłaszcza Drakainy. Albo w Hyde Parku. Pobuszuj. Tam jest dużo przydatnych informacji. 

Konsekwencja czasów – do tej pory piszesz w czasie teraźniejszym, więc tu też powinno być „wydaje polecenie”. 

 

Szef w garniturze siedzi za biurkiem pogrążony w lekturze dokumentu, w tyle  znajduje się duże okno, za którym rozpościera się panorama miasta, w końcu podnosi wzrok, mrugając oczami z przemęczenia zza okularów.

 

To zdanie należałoby poprawić – szyk się gubi – mamy szefa, potem okno, panorama miasta, wzrok który podnosi – dużo się dzieje i nie po kolei. Albo wyrzucić opis okna, albo najpierw opis gabinetu, w osobnym zdaniu, a potem szefa i tego, co robi. 

 

zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie rotacji tamtejszej załogi na nowych

Dokonanie rotacji zamieniłabym na „dokonanie wymiany”

 

Poszedł w wyznaczone miejsce, przywitał się ze współpracownikiem Tomkiem, poznał dwóch pasażerów, potem przebrali się wszyscy w kombinezony. Pasażerowie są zajęci swoimi przyjemnościami. Jeden maczapeczką z daszkiem oraz torbę posiadającą przypinki i słucha muzyki ze słuchawek.

Mamy znowu przeskok w użyciu czasu przeszłego i teraźniejszego, trzeba to ujednolicić.

 

Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawili się na wykonywanie swoich obowiązków.

Tutaj podobnie. Dwa czasy. 

 

Dobrze. Dalej już nie idę. Trzeba opowiadanie przejrzeć jeszcze uważnie i poprawić zapis dialogów, szyk w zdaniach, czasy. 

Dobrze jest przeczytać własne opowiadanie kilka razy w odstępie kilku dni – jest szansa, że dużo się wyłapie. Jest tu też miejsce – betalista – gdzie użytkownicy portalu pomagają poprawić opowiadanie, fajne miejsce do nauki warsztatu pisarskiego na własnych tekstach. 

Teraz fabuła – masz ciekawy pomysł na opowiadanie, zamiana genów w czasie podróży. Dobry pomysł to podstawa! Teraz tylko trzeba zadbać o wykonanie. Kompozycja wydaje się poprawna – mamy rodzinę, każdy idzie do pracy, następuje nieoczekiwana zmiana, potem rozwiązywanie problemu i szczęśliwe zakończenie. Brakuje tylko dobrego wykonania – trzeba niektóre sprawy zaakcentować bardziej, inne mniej – pominąć opisy ubrań, ale skupić się np. na zmianie zachowania bohatera po powrocie do domy, żeby czytelnik czuł napięcie i odczuł, że to ważny moment. 

Generalnie nie jest źle, recepta jest właściwie jedna – pisać, poprawiać, pisać, poprawiać. Wracać do tekstu, szlifować. Czytać teksty innych i komentować, a wtedy przyjdą też do Ciebie. Wszyscy tu tak działamy.  Też tu zaczynałam swoje pisanie i polecam gorąco! 

W tekstach innych zwracać uwagę, co się podoba i dlaczego. 

Nie zniechęcać się! Pisz, publikuj, czytaj. 

Powodzenia w pisaniu i do zobaczenia pod następnym opkiem! :) 

 

P.S. Dlaczego taki tytuł? :)

Pozdrawiam! :)

 

 

 

Dzięki za wskazanie błędów. Faktycznie wkradło się sporo nieścisłości i błędów stylistycznych. Postaram się je poprawić. Tytuł był nawiązaniem do opowiadania Teofila Gautiera.

 Pozdrawiam.

O to ciekawe, nie znam Gautiera, a tu proszę, okazuje się, że pisał opowiadania fantastyczne! Dzięki za informację! :)

Super, że chcesz poprawiać! Z pewnością będzie dużo lepiej! :)

Pozdrawiam cieplutko! :)

Jeśli to jest SCIENCE-fiction, to warto wiedzeć, że ludzkie ciało nie jest zbudowane z genów i opisany proces "przedmioty rozkładamy na atomy, a ludzi na geny" nie ma ze "scajensem" wiele wspólnego. Miłosiernym milczeniem pominę wyobrażenie, że GDYBY osiągnąć prędkość światła, to materia rozłożyłaby się na atomy. Niestety – materia osiągnęłaby nieskończoną masę i … dajmy temu spokój. To jest fiction, ale na pewno nie science.

Witam

 

Nie będę się upierał czy to jest s-f, czy nie. Nie jest do końca moim celem być do końca zgodny z kanonami naukowymi. Dla mnie literatura jest tylko punktem wyjścia do pokazania relacji międzyludzkich i na tym się skupiam. A tak na marginesie w dziale s-f znajdziemy tematy, które nie do końca takie są, choćby te osławione podróże w czasie. Może one są zgodne z teoriami naukowymi. W takim razie, gdzie oni są?

 

Pozdrawiam.

Mnie się wydaje, że cieńką granicę wytycza całkowita sprzeczność z tysiące i miliony razy zweryfikowaną wiedzą. Mówisz o podróżach w czasie – wydają się absurdem, ale nie są całkowicie sprzeczne z nauką, wręcz wynikają z pewnych rozwiązań. Dlatego s-f buduje na tym swoje fantazje nie koniecznie wpadając w absurd (tak jak np. budowa ciała ludzkiego z genów).

 Nie sugerowałem, że ciało ludzkie zbudowane jest z genów. Jeżeli tak to zostało odczytane to widocznie niewłaściwie to napisałem. Zamierzałem ukazać, że geny miedzy ludźmi mogą ulec zamianie.

Poprawiłem ten bubel.

Hej, 

ciekawy pomysł na opowiadanie i zmiany osobowości głównego bohatera. 

Wykonanie mogłoby być bardziej dopracowane… Głównym mankamentem jest to, że mieszasz czasy. Niektóre części napisane są w czasie teraźniejszym, a niektóre w przeszłym.

Dużo czytaj, pisz kolejne opowiadania, a na pewno Twój warsztat będzie coraz lepszy. :) 

 

Tutaj kilka moich notatek. Może pozwolą Ci doszlifować tekst. 

 

Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się

Pasemka to sposób koloryzacji włosów. Technicznie rzecz biorąc nie można “ułożyć włosów w pasemka”. Mogą np. opadać pasmami na ramiona

– Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła. – Ja zrobię zakupy.

Określenie “naszą córeczkę” brzmi nienaturalnie skoro zwraca się do męża. Dałabym po prostu “Kasię”. 

 

– Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę, – Skinął głową na pożegnanie.

Hmm… “rozumiem” raczej nie jest formułką i jeszcze zaplątał się tam jakiś przecinek. Może po prostu: 

– Rozumiem – Skinął głową i wyszedł z gabinetu. 

 

– Polecisz z drugim pilotem na stację księżyca Jowisza – Europę i zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie wymiany tamtejszej załogi na nowych – wydał polecenie. – Czekają już w hangarze. To wszystko, możesz odejść – wraca do papierkowej roboty.

–Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę, – Skinął głową na pożegnanie.

Przeskakujesz między czasami. 

Drugi posiada koszulę z logo gry przedstawiającym anioła walczącego z diabłem, a są to bohaterowie gry , w którą się teraz zaangażował.

Nadprogramowa spacja przed przecinkiem. 

Piloci wolą natomiast rozmowę na żywo.

To zdanie mi nie pasuje. A mają do wyboru rozmowę przez jakiś komunikator zamiast na żywo? 

 

Zmierza w wyznaczone miejsce, wita się ze współpracownikiem Tomkiem, poznaje dwóch pasażerów

Czyli gdzie? Do tego hangaru czy już na pokład samolotu? Chciałabym to widzieć. Fajnie gdybyś to opisał. 

 

– Kiedy zorganizujemy sobie zakrapianą imprezę? – spróbował nakłonić drugi pilot.

– Teraz mam na głowie rodzinę – uśmiechnął się pierwszy.

– Uważam, że w związku powinien rządzić facet – wypalił.

– Łatwo ci mówić, bo jesteś kawalerem – broni się. – Zobaczymy co powiesz, jak sam się ożenisz.

– To mi raczej nie grozi – stwierdził kategorycznie. – Zamierzam spijać miód z różnych kwiatków. Bukiet, dobra gadka, kolacja przy świecach i kobieta jest moja – oznajmił. – Nasi pasażerowie, to już typowi kawalerowie – wybucha śmiechem.

Brakuje mi tu informacji, kiedy wypowiada się Jacek. I znów pojawia się czas przeszły zamiast teraźniejszego.

 

Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawiają się na wykonywanie swoich obowiązków.

Jakie niewłaściwe czynności? 

 

Wkrótce zasiadają na pokładzie promu, do startu pozostaje godzina, podczas której dokonuje się procedury startowej promu, nie wykrywają żadnych usterek, nareszcie startują w przestrzeń kosmiczną, a po chwili osiągają prędkość światła.

Powtórzonko.

 

Oboje mają włosy szatynowe, ona ułożone w pasemka, a on krótko ścięte.

Znowu to ułożenie w pasemka. :D 

– Nie mogę się doczekać  powrotu na Ziemię – oświadcza mężczyzna. – Ciągle tylko góry i góry.

– Kochanie wreszcie pojedziemy nad morze – zadecydowała. – Ta odmiana będzie dobra dla zdrowia psychicznego. Przepraszam was za nieco prywaty, ale nie mogliśmy powstrzymać naszej radości.

– Nie szkodzi, znamy ten problem – oświadczył gracz komputerowy.  

Znów pomieszane czasy. 

 

Przebywają tutaj przez dwa miesiące tylko w swoim towarzystwie, tak że z ogromną wylewnością witają przybyszy, a szczególnie swoich następców. W skrócie ich praca polega na tym, że przy użyciu specjalnych dronów pobierają ziemię z powierzchni księżyca i przesiewają go w poszukiwaniu metali ziem rzadkich, a potem sprowadzają go na pokład stacji. Na pożegnanie odbywa się kurtuazyjna wymiana grzeczności przy herbatce. Potem obsługa wracająca na Ziemię przenosi cenne surowce zapakowane w specjalne skrzynie w ilości jednej tony, a potem wszyscy sadowią się  wygodnie w swoich fotelach i startują w drogę powrotną. Kiedy stawiają stopy na ziemi Tomek znowu podejmuje rozmowę.

To ciekawy fragment, ale szkoda, że nam go tylko opisałeś, a nie pokazałeś w jakieś scenie. 

– Wracam do domu – nie daje się namówić.

Usunęłabym: “nie daje się namówić”, bo to wynika z jego wypowiedzi. 

 

Nie wiedział nawet jak weszła jego żona, usłyszał ją dopiero wtedy jak znalazła się nad jego głową i zrobiła mu ogromną awanturę pod wpływem niewątpliwej złości.

 

“znalazła się nad jego głową” brzmi trochę niefortunnie. 

“pod wpływem niewątpliwej złości.” wydaje mi się niepotrzebne, bo gdyby nie była zła to nie zrobiłaby awantury 

 

Widząc, że nic nie może wskórać wychodzi z pokoju, idzie do swojego pokoju.

Powtórzenie.

 

– Co się z nim stało? – zaniepokoiła się.  

– Tatuś jest chory na głowę objaśniła.

– Uderzył się w nią? – poważnie zaniepokoiła się.

– Nie chodzi o ból – sprostowała. –  Coś mu się pomieszało w niej. Jak pomieszasz ubranie białe z kolorowym, to w czasie prania białe się zabarwią. Rozumiesz?

– To głowa tatusia jest kolorowa – wypaliła.

We fragmencie kiedy Kasia wchodzi do pokoju Jacka, często pojawia się czas przeszły. Zrezygnowałabym też z paru “zaniepokoiła” i dodała znak zapytania za “Uderzył się w nią”.

– Nie martw się słoneczko – uspokoiła. – Jutro zrobię z tym porządek – postanowiła.

Tymczasem Jacek jest  zdziwiony.

– O co chodzi? – pomyślał. – Dlaczego się go czepia. Powinna być milsza. Najwyraźnie zmieniła się na gorsze. Muszę coś z tym zrobić – postanowił.

To nagłe pojawienie się Jacka wybiło mnie z rytmu. Może warto dodać, że podsłuchał ich rozmowę? I znów czas przeszły się tutaj zaplątał. 

Wprawdzie wie gdzie w danej chwili znajduje się jej mąż , ale szczegóły misji zawsze trzymane są w tajemnicy.

Nadprogramowa spacja przed przecinkiem. 

 

Od słowa do słowa zgadały się, że obie mają problemy ze swoimi mężami

i przyszły z reklamacjami.

“i przyszły z reklamacjami.” niepotrzebnie w nowym akapicie. 

 

Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj wraca ze stacji w pobliżu Jowisza mój mąż ze swoją siostrą

Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj mój mąż i jego siostra wrócili ze stacji w pobliżu Jowisza

 

Łuski całkowicie opadły z moich oczu. On mnie zdradzał i to na moich oczach.

Byłam cała w szoku i aż mnie zamurowało z obrzydzenia. Kiedy opowiadała swoją tragiczną historię, to aż czerwieniała ze złości, a przy tym ręce drgały w nerwowym odruchu. 

Zdanie zaczynające się od “Kiedy” powinno znaleźć się w nowym akapicie. 

 

Mój mąż akurat wyruszył na tamtą stację, a kiedy wrócił również się odmienił

Lepiej pasowałoby “zmienił”. 

–To nasz błąd, na pewno go naprawimy  – zapewnił.

Brak spacji. 

 

Oprócz pilotów znalazła się też tam rodzeństwo, które uważa się za parę.

znalazło

 

Przyjechali na miejsce, Monika zaparkowała w garażu, apotem weszła do kuchni , gdzie córka już na nią czekała i przebierała nogami z głodu.

spacja przed przecinkiem

Po posiłku córka zajęła się swoimi sprawami w pokoju

Swoimi sprawami :D Chyba “bawi się” lepiej by tu pasowało. 

 

zakłada ręce na piersi

krzyżuje

 

Jacek wstaje od stołu i podchodzi do Moniki, która również to robi.

Z tego wynika, że Monika również podeszła do Moniki.

Podążaj za białym królikiem.

 

Witam

 

Dziękuję za cenne uwagi. Widzę ,że mam sporo niedociągnięć. Spróbuje je poprawić.

 

Pozdrawiam.

 

Po pierwsze – opowiadanie raz pisane jest w czasie teraźniejszy, raz w przeszłym. Bardzo rzuca się to w oczy. Po drugie – szyk zdań wymaga poprawy, często gubisz podmiot. Pomysł jest, ale wydaje mi się, że zbyt dużo miejsca poświęcasz na niepotrzebne opisy, również dialogi brzmią często nienaturalnie. Jest też trochę innych usterek – literówki itp.

Nowa Fantastyka