Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się, aby przygotować śniadanie, dla siebie i męża Jacka lekko łysiejącego bruneta są bułki z jajkami na twardo, a dla i ich pięcioletniej córeczki Kasi mleko z chrupkami. Oboje siedzą już przy stole i niecierpliwie czekają na zaspokojenie głodu. Promienie słoneczne letniego poranka wdzierają się do wnętrza przez otwarte okno, a ożywczy podmuch powietrza przyjemnie ochładza ich ciała. Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem oraz ich córka pałaszuje śniadanie, bo zostało im mało czasu do wyjścia. Rodzice spieszą się do pracy, ona jest głównym kucharzem w restauracji i lubi narzucać swoją wolę innym, on jest pilotem promu kosmicznego w prywatnej firmie, poddaje się woli żony bez słowa sprzeciwu, natomiast pociecha przebywa w przedszkolu. Wszyscy odchodzą od stołu, rodzice ubierają się do wyjścia, ona w brązowy komplet, a on na sportowo, natomiast pociecha wzięła lalkę
i bawi się nią.
– Ubieraj się w trymiga – zniecierpliwiona matka wydała polecenie dziecku, a do męża – Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła Monika. – Ja zrobię zakupy.
–Dobrze kochanie – zgadza się potulnie. – Nie krzycz tak na Kasię.
– No tak to jego oczko w głowie – pomyślała.
Wsiadają do swoich samochodów, a mała dołącza do matki.
Jacek wkracza do budynku Ośrodek lotów Kosmicznych, mija posterunek strażnika, gdzie wkłada do czytnika swoją przepustkę, potem zmierza do gabinetu szefa, a sekretarka zapowiada go i po uzyskaniu zezwolenia przepuszcza go do środka. Szef w garniturze siedzi za biurkiem pogrążony w lekturze dokumentu, w tyle znajduje się duże okno, za którym rozpościera się panorama miasta, w końcu podnosi wzrok, mrugając oczami z przemęczenia zza okularów.
– Polecisz z drugim pilotem na stację księżyca Jowisza – Europę i zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie rotacji tamtejszej załogi na nowych – wydał polecenie. – Czekają już w hangarze. To wszystko, możesz odejść – powrócił do papierkowej roboty.
– Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę i skinął głową na pożegnanie.
Jacek pamiętał jeszcze, jak zdobył licencję pilota i wtedy podróże w kosmos wzbudzały w nim wielką pasję, ale odbył tak wiele podobnych do siebie lotów, że nie odczuwa teraz już takiego entuzjazmu. Poszedł w wyznaczone miejsce, przywitał się ze współpracownikiem Tomkiem, poznał dwóch pasażerów, potem przebrali się wszyscy w kombinezony. Pasażerowie są zajęci swoimi przyjemnościami. Jeden ma czapeczką z daszkiem oraz torbę posiadającą przypinki i słucha muzyki ze słuchawek. Drugi posiada koszulę z logo gry przedstawiającym anioła walczącego z diabłem, a są to bohaterowie gry , w którą się teraz zaangażował. Piloci wolą natomiast rozmowę na żywo.
– Kiedy zorganizujemy sobie zakrapianą imprezę? – spróbował nakłonić drugi pilot.
– Teraz mam na głowie rodzinę – uśmiechnął się pierwszy.
– Uważam, że w związku powinien rządzić facet – wypalił.
– Łatwo ci mówić, bo jesteś kawalerem – broni się. – Zobaczymy co powiesz, jak sam się ożenisz.
– To mi raczej nie grozi – stwierdził kategorycznie. – Zamierzam spijać miód z różnych kwiatków. Bukiet, dobra gadka, kolacja przy świecach i kobieta jest moja – oznajmił. – Nasi pasażerowie, to już typowi kawalerowie – wybucha śmiechem.
Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawili się na wykonywanie swoich obowiązków. Wkrótce usadowili się na pokładzie promu, do startu pozostała godzina, podczas której dokonano procedury startowej promu, nie wykryto żadnych usterek, nareszcie wystartowali w przestrzeń kosmiczną, a po chwili osiągnęli prędkość światła. Wkrótce znaleźli się w pobliżu stacji orbitalnej, zrównali się z nią, apotem zadokowali. Otworzyli właz i znaleźli w przyciemnionym pomieszczeniu, przez iluminator dostrzegli znajome zarysy księżyca. Podchodzi do nich para mieszana, która jest jeszcze przez jeszcze jakiś czas obecną obsadą tego obiektu. Mężczyzna objął czule swoją towarzyszkę. Oboje mieli włosy szatynowe, ona ułożone w pasemka, a on krótko ścięte.
– Nie mogę się doczekać powrotu na Ziemię – oświadcza mężczyzna. – Ciągle tylko góry i góry.
– Kochanie wreszcie pojedziemy nad morze – zadecydowała. – Ta odmiana będzie dobra dla zdrowia psychicznego. Przepraszam was za nieco prywaty, ale nie mogliśmy powstrzymać naszej radości.
– Nie szkodzi, znamy ten problem – oświadczył gracz komputerowy.
Przebywali tutaj przez dwa miesiące tylko w swoim towarzystwie, tak że z ogromną wylewnością witają przybyszy, a szczególnie swoich następców. W skrócie ich praca polega na tym, że przy użyciu specjalnych dronów pobierają ziemię z powierzchni księżyca i przesiewają go w poszukiwaniu metali ziem rzadkich, a potem sprowadzają go na pokład stacji. Na pożegnanie odbywa się kurtuazyjna wymiana grzeczności przy herbatce. Potem obsługa wracająca na Ziemię przenosi cenne surowce zapakowane w specjalne skrzynie w ilości jednej tony, a potem wszyscy sadowią się wygodnie w swoich fotelach i startują w drogę powrotną. Kiedy stawiają stopy na ziemi Tomek znowu podejmuje rozmowę.
– Dasz się namówić na co nieco? – kusił, a przy tym wykonał jednoznaczny gest płaską dłonią w szyję.
– Wracam do domu – nie daje się namówić.
– Wolisz być pod pantoflem, niż się zabawić, to twoja strata – podsumował zrezygnowany.
– Niekoniecznie – rzucił tajemniczo, bardziej do siebie, bo tamten znajdował się już w znacznej od niego odległości.
Pojechał prosto do domu, zalogował się do laptopa i uruchomił grę, która pochłonęła go bez reszty.
– Nareszcie mam czas na to, co tygrysy lubią najbardziej – pomyślał.
Nie wiedział nawet jak weszła jego żona, usłyszał ją dopiero wtedy jak znalazła się nad jego głową i zrobiła mu ogromną awanturę pod wpływem niewątpliwej złości.
– Miałeś odebrać córkę – wykrzyczała poirytowana. – Kasia smutna czekała sama, bo wszystkie dzieci poszły do domu. Wychowawczyni w końcu zaniepokojona zadzwoniła do mnie, a ja musiałam przerwać zakupy.
– Nie przeszkadzaj, muszę ukończyć poziom – obruszył się, nie odrywając nawet wzroku od gry.
Żona, aż zaniemówiła, bo nie potrafiła go przywołać do porządku, nie wiedziała jak teraz trafić do jego sumienia.
– Co się z nim dzieje? – pomyślała. – Owszem zdarzały się kłótnie, ale szybko dochodzili do porozumienia, jednak teraz to już jest zupełnie coś innego, jego zachowanie całkowicie odbiega od normy – poważnie zaniepokoiła się.
Widząc, że nic nie może wskórać wychodzi z pokoju, idzie do dziecinnego pokoju i przytula córeczkę.
– Dlaczego krzyczałaś na tatusia? – zmartwiła się.
– Tatuś jest chory na głowę– objaśniła.
– Uderzył się w nią – poważnie zaniepokoiła się.
– Nie chodzi o ból – sprostowała. – Coś mu się pomieszało w niej. Jak pomieszasz ubranie białe z kolorowym, to w czasie prania białe się zabarwią. Rozumiesz?
– To głowa tatusia jest kolorowa – wypaliła.
– Nie chodzi o kolor – uśmiechnęła się. Nie wszystko jest w jego głowie na swoim miejscu – próbowała wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
– To trzeba mu przenieść na swoje miejsce – rzuciła rezolutnie.
– Dokładnie – ucieszyła się, bo córka odgadła jej intencję.
– Jak wyleczymy tatusia? – zafrasowała się.
– Nie martw się słoneczko – uspokoiła. – Jutro zrobię z tym porządek – postanowiła.
Tymczasem Jacek jest zdziwiony.
– O co chodzi? – pomyślał. – Dlaczego się go czepia. Powinna być milsza. Najwyraźniej zmieniła się na gorsze. Muszę coś z tym zrobić – postanowił.
Na drugi dzień mąż ma wolne. Wcześniej w czasie wolnym inaczej się zachowywał, bowiem wychodził z córką na spacer, do cyrku czy do wesołego miasteczka, a ile przy tym pociecha miała ubawy, aż patrzył na to z przyjemnością, natomiast teraz radość czerpie z grania na komputerze.
Monika zmierza do miejsca pracy męża, ma nadzieję, ze jego kierownik wyjaśni jej przyczynę zmiany osobowości Jacka, trzyma się tego jak ostatniej deski ratunku. Wprawdzie wie gdzie w danej chwili znajduje się jej mąż , ale szczegóły misji zawsze trzymane są w tajemnicy. Wszelkie jej wypytywania na nie wiele się zdają, jej mąż milczy jak zaklęty.
Musiała wyrobić sobie jednorazową przepustkę, aby wejść do środka. Zapowiedziała się sekretarce i poszła na korytarz oczekiwać na przyjęcie. Po chwili przysiadła się do niej jakaś kobieta. Od słowa do słowa zgadały się, że obie mają problemy ze swoimi mężami
i przyszły z reklamacjami.
– Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj wraca ze stacji w pobliżu Jowisza mój mąż ze swoją siostrą – wynurzyła się sąsiadka Moniki. – Powiedział do mnie ,,siostrzyczko’’, myślałam, że żartuje i jest to jakaś gra wstępna, jednak zaraz zwraca się do swojej siostry ,,kochanie’’, a potem zaczynają się całować niczym para kochanków. W ten sposób postępował ze mną, jak mnie chciał oczarować. Łuski całkowicie opadły z moich oczu. On mnie zdradzał i to na moich oczach. Mało tego, dopuścił się związku kazirodczego. Byłam cała w szoku i aż mnie zamurowało z obrzydzenia. Kiedy opowiadała swoją tragiczną historię, to aż czerwieniała ze złości, a przy tym ręce drgały w nerwowym odruchu. Monika współczuła jej i tak zaangażowała się emocjonalnie, że jej też udzielił się ten ponury nastrój.
– Mój mąż akurat wyruszył na tamtą stację, a kiedy wrócił również się odmienił – zwierzyła się żona Jacka. – Zachowuje się całkowicie inaczej niż przedtem. Nie interesuje się rodziną, tylko dba o swoje przyjemności – zdenerwowała się. – Co za feralna misja – wybuchła.
– Co się stało z naszymi mężami? – przyłączyła się współtowarzyszka.
Wyczekiwanie przedłuża się niemiłosiernie. Monika zerka na zegarek. Czekają już dobre trzy kwadranse. Ich złość na swoich mężów potęgowała się wskutek braku reakcji ze strony kierownika.
– Czyżby o nas zapomniano? – wybuchła Monika.
Już wstała, aby przypomnieć o ich istnieniu. Zamierzała nacisnąć klamkę, ale szybko odskoczyła do tyłu, aby uniknąć uderzenia w głowę, bo z przeciwnej strony sekretarka otworzyła na zewnątrz drzwi. Oznajmiła, że kierownik gotów jest je przyjąć. Kiedy Monika weszła do środka, to przełożony Jacka zmęczonym głosem oznajmia.
– Przepraszam, że tak długo pani czekała – tłumaczył się. Miałem ważny telefon.
W czym mogę pomóc?
– Mój mąż się zmienił i to na gorsze – zmartwiła się. – W poczekalni jest druga kobieta, która ma taki sam problem.
–To nasz błąd, na pewno go naprawimy – zapewnił.
– Oddajcie nam mężów – utraciła panowanie nad sobą.
– Proszę o chwilę cierpliwości, zaraz wszystko wytłumaczę, ale najlepiej jak obie to usłyszycie razem – zalecił, a potem kazał sekretarce wpuścić tamtą kobietę.
Po chwili obie kobiety z wielkim przejęciem utkwiły wzrok w kierownika i pilnie oczekiwały na wyjaśnienia.
– Podróże naszych statków odbywają się z prędkością światła. Wtedy wszyscy ludzie tam znajdujący się rozkładają na pojedyncze geny, a przedmioty na pojedyncze atomy. Mówiąc obrazowo najpierw przybierają formę gazowych obłoków, potem przenikają się ze sobą, a ostatecznie tworzą jedną chmurę, która jest wielką mieszaniną tego wszystkiego, co tylko znajdowało się na pokładzie. Na końcu podroży, jak łatwo się domyślić, duży problem sprawia nam rozdzielenie oraz przywrócenie wszystkich genów i atomów na właściwe miejsca tak, aby przybrały pierwotne postacie i przedmioty. Oczywiście piloci są świadomi tych zagrożeń i zawsze są przygotowani na nie, ale gdy one w końcu nastąpią, to uważają, że w ogóle się nie zmienili. Mało tego, kiedy bliscy zwracają im uwagę, to oni odczuwają tylko uzasadniony w jego mniemaniu gniew do tej osoby.
– Jak odzyskamy naszych mężów – wtrąciła Monika.
– Mamy urządzenie, które przywraca geny na właściwe miejsca – wyjaśnia. – W zasadzie jest ono niezawodne. Prawdopodobieństwo niewłaściwego uszeregowania jest niewielkie, właściwie można je pominąć. Panie miały niesamowitego pecha, że przydarzyło się to akurat waszym mężom. Proszę wracać do domu, a mu się jutro tym zajmiemy – uspokoił.
Firma musi zgromadzić wszystkich uczestników feralnej misji, aby zamiana była właściwa. Najpierw ściąga tych którzy znajdują się na Ziemi. Oprócz pilotów znalazła się też tam rodzeństwo, które uważa się za parę. Dalej gruchali do siebie czule. Kierownik nie podawał im przyczyny lotu, nie miało to najmniejszego sensu. Wydał im tylko polecenie, gdzie mają lecieć i co mają na miejscu zrobić. W szatni Jacek pochłania całą swoją uwagę na grze. Nie odzywa się ani słowem do Tomka, który jest tym faktem wyraźnie zaskoczony. Dopiero na pokładzie Jacek odkłada laptopa i angażuje się w procedurę przedstartową, a potem ekipa ta już leci na stację orbitalną, aby przyłączyć się do tamtejszej załogi. Odpowiednie urządzenie do transformacji znajduje się rozebrane w ładowni, na czas transportu. Wreszcie dotarli na stację. Załoga stacji jest najwyraźniej zdziwiona tą nieoczekiwaną wizytą, ale potem witają się serdecznie z przybyszami. Najwyraźniej uznali, że mimo wszystko miło jest widzieć inną twarz.
– Co słychać na stacji? – zainteresował się Tomek.
– Wszystko w porządku – informuje jeden z nich. – Tak prywatnie, to wolałbym też poszukać jakieś dziewczyny i ożenić się z nią.
– Za miesiąc powrócicie na Ziemię, a wtedy hulaj dusza piekła nie ma.
Żarty się skończyły, teraz czas na obowiązki. Wyciągają z ładowni urządzenie, które szybko składają w całość, a potem włączają. Całkowita przemiana trwa zaledwie kilka minut. Ten, który myślał o znalezieniu żony, tak jakby ręką odjął, bo nie zająknął się więcej na ten temat, natomiast zajął się grą na telefonie. Meloman był oporny na zmiany
i robi to samo co przed przemianą. Między para kochanków narodził się dystans emocjonalny.
– Braciszku natychmiast po powrocie odwiedzimy naszą mamę – oznajmiła. – Już przed wyjazdem zapragnęła nas widzieć.
– Koniecznie musimy kupić bukiet tulipanów siostrzyczko – dopowiedział.
Statek wyruszył w drogę powrotną. Po kilkudziesięciu minutach znaleźli się z powrotem na Ziemi, a potem w szatni.
– Pójdziesz ze mną na piwo? – kusił Jacek.
– Nie mogę – odmówił. Chodzę teraz z miła dziewczyną. Bardzo mi na niej zależy. Zamierzam się z nią ożenić. Chociaż ona o tym jeszcze nie wie – roześmiał się.
– Ja planuję zaskoczyć swoją żonę – oznajmił. Zrobię tak, żeby dzisiejsza noc była owocna – zamrugał znacząco.
– Rozumiem – uśmiechnął się.
– No to na razie.
– Trzymaj się.
Monika pojechała do pracy. Nie mogła usiedzieć na jednym miejscu, dodatkowo była strasznie uciążliwa dla podwładnych. Ciągle kogoś upominała, nieustannie była niezadowolona z pracy podwładnych, a to upominała za niezapięty guzik, ktoś jej podpadł bo niestarannie przygotował jakąś potrawę. Często nie było żadnego powodu do opieprzania, ale robiła to tylko dla zasady, bo ma akurat zły dzień. Nareszcie przyszedł długo wyczekiwany koniec pracy. Wsiadła szybko do samochodu i pojechała po córeczkę, która czekała na nią już gotowa do wyjścia w szatni. Zadowolona pociecha objęła mamusię w tali przytuliła się do niej. Monika lekko się uśmiechnęła i pocałowała ją w czółko. Tak objęci podążyli do samochodu i ruszyli w drogę do domu.
– Co będzie z tatusiem? – zmartwiła się.
– Zobaczymy jak przyjdzie z pracy – wyjaśniła.
Przyjechali na miejsce, Monika zaparkowała w garażu, apotem weszła do kuchni , gdzie córka już na nią czekała i przebierała nogami z głodu.
– Zaraz coś przyszykuję – zapewniła.
Przyrządziła na szybkiego zupę mleczną z płatkami kukurydzianymi. Po posiłku córka zajęła się swoimi sprawami w pokoju, natomiast mama chodziła nerwowo w tę i z powrotem. Słyszy odgłos samochodu męża, opiera się o framugę drzwi wejściowych do pokoju męża, zakłada ręce na piersi i oczekuje z niecierpliwością na jego powrót. W końcu znajduje się w mieszkaniu i podchodzi do niej, a ona wymownie pokazuje zegarek.
– Dlaczego tak późno wróciłeś? – naskakuje.
– Musiałem coś załatwić na mieście – wyjaśnia.
Monika przepuszcza go do pokoju, ale cały czas uważnie mierzy go spojrzeniem. On jakby nic się nie stało odkłada na stół laptopa.
– Czy wszystko w porządku kochanie? – martwi się. Mam nadzieję, że córeczka jest zdrowa. Wydaje mi się, że jesteś trochę spięta.
Najwyraźniej powrócił jej dawny dobry mąż, który martwi się o rodzinę – pomyślała, a na jej oblicze wstępuje zalążek nadziei. – Nam nic nie dolega – oznajmiła.
– Chodź ze mną – polecił.
– Dokąd?
– To będzie niespodzianka.
Jacek chwycił jej dłonie czule, jakby zapraszał ją do pójścia z nim. Monika stała przez chwilę zaskoczona.
– Co on kombinuje o tej porze? – pomyślała.
– A co będzie z Kasią?
– Zawieziemy ją do twojej mamusi.
Przez chwilę stała nieruchomo, bo coś nie dawało je spokoju. – Coś mi tu nie pasuje – pomyślała. – Przecież Kasia to jej oczko w głowie, ciągle opiekować się nią, a on ot tak sobie chce ją odesłać do mamusi, ale mimo wszystko ufa mu.
– Dobrze – oznajmiła.
Zmierzają do samochodu objęci. Monika obserwuje pilnie jego twarz, dostrzega jak uśmiecha się zagadkowo pod nosem, chce coś więcej z niej odczytać, niewiele jej to jednak daje. – Zachowuje się zupełnie nieodpowiedzialnie, jak jakiś nieopierzony młokos, zamiast wykonywać to co do niego należy – pomyślała. – Widocznie nie wszystko poszło z przemianą tak jak należy. Niestety będę musiała znowu iść z reklamacją. Zawieźli małą do mamy, która ucieszyła się na jej widok i bardzo chętnie postanowiła się zająć nią tej nocy. Potem jadą przez chwilę w milczeniu. Jacek zatrzymuje się przed restauracją.
– A więc to taka niespodzianka – pomyślała. – Muszę przyznać, że udało mu się mnie zaskoczyć. Rzadko zabierał mnie w takie miejsce, a jeżeli już to tylko z okazji imienin lub urodzin, natomiast dzisiaj nie ma żadnej konkretnej okazji.
Wchodzą do środka. Jakiś kelner podchodzi do nich i wręcza Monice bukiet lilii i oświadcza, że to od kochającego męża na nową ich drogę życia pełną niespodzianek i usłaną różami. Monika zaniemówiła, a potem wysłała przemiły uśmiech do Jacka, czym sprawiła mu niewątpliwie radość i poczucie ogromnej dumy. Podeszli do elegancko zasłanego stolika, gdzie światło było nastrojowe przygaszone. Monika poprosiła kelnera, aby przyniósł wazon z wodą na kwiatki. Usiedli przy stole, który wkrótce ozdobiły kwiatki,
a także prawdziwe świece, nie jakieś tandetne świecidełka. Patrzyli tak na siebie, a twarze ich mieniły się w rytm pulsujących ogników świec. Wkrótce przyniesiono schab ze śliwką zapiekany z serem i czerwone wino. Delektowali się jedzeniem. Patrzyli na siebie jakby dopiero się poznali, nie zwracali w ogóle uwagi na otoczenie. Cieszyli się bieżąca chwilą.
– Tak rzadko cię zabierałem w romantyczne miejsca – zwierzył się. – To się zmieni. Zrobię wszystko dla swojego słoneczka, aby jak najwięcej promieniowało swoim ciepłem i miłym uśmiechem. Nie doceniałem należycie tego, że mogę z tobą rozmawiać o wszystkim, nawet o błahostkach. Jesteś przy mnie na dobre na złe i potrafisz ze mną wytrzymać. Mam wielkie szczęście.
Komplementy te sprawiły, że czuła się jak w siódmym niebie. Początkowa niechęć przerodziła się w fascynację. – Chcę takiego męża, jaki jest teraz – pomyślała.
– Ja też się zadowolona z naszego związku – wynurzyła się. – Dobrze się rozumiemy. Mam nadzieję, że dalej tak będzie, bo nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nasza miłość pokona wszelkie przeciwności losu.
– Wypijmy za to – zaproponował.
Napełnia ich kieliszki, a potem spełniają toast. Jacek wstaje od stołu i podchodzi do Moniki, która również to robi. Mąż obejmuje ją, a ona przytula się do niego, potem zanurzają się w upojnym pocałunku, co stanowi przedsmak tego co nastąpi tej nocy.
Witam serdecznie!
Nie miałam jeszcze przyjemności czytać Twoich opowiadań! Witaj na portalu! :)
Najpierw trochę się poprzyczepiam:
Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się, aby przygotować śniadanie, dla siebie i męża Jacka (,) lekko łysiejącego bruneta(.) są bułki z jajkami na twardo, a dla i ich pięcioletniej córeczki Kasi mleko z chrupkami.
Przecinek po Jacku i rozdzieliłabym to na dwa zdania – kropka po „bruneta”. Wkradło się też niepotrzebne „i” przed „ich.
Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem oraz ich córka pałaszuje śniadanie, bo zostało im mało czasu do wyjścia.
Ponieważ wszyscy jedzą, powinno być „pałaszują”.
Rodzice spieszą się do pracy, ona jest głównym kucharzem w restauracji i lubi narzucać swoją wolę innym, on jest pilotem promu kosmicznego w prywatnej firmie, poddaje się woli żony bez słowa sprzeciwu, natomiast pociecha przebywa w przedszkolu. Wszyscy odchodzą od stołu, rodzice ubierają się do wyjścia, ona w brązowy komplet, a on na sportowo, natomiast pociecha wzięła lalkę
i bawi się nią.
Sformułowanie „pociecha przebywa w przedszkolu” nie pasuje, bo przecież dopiero wychodzą. Myślę, że raczej chodziło Ci o „chodzi do przedszkola”. Ostatnie zdanie jest zbyt szczegółowe i nie wnosi nic do opowiadania, zastanowiłabym się nad usunięciem go. Na końcu coś tam się zadziało z enterem.
– Ubieraj się w trymiga – zniecierpliwiona matka wydała polecenie dziecku, a do męża – Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła Monika. – Ja zrobię zakupy.
Zapis dialogów znajdziesz w poradniku na tym portalu – bardzo przydatne narzędzie. Wejdź do działu Publicystyka i tam w poradniki – warto pozaglądać do nich – zwłaszcza Drakainy. Albo w Hyde Parku. Pobuszuj. Tam jest dużo przydatnych informacji.
Konsekwencja czasów – do tej pory piszesz w czasie teraźniejszym, więc tu też powinno być „wydaje polecenie”.
Szef w garniturze siedzi za biurkiem pogrążony w lekturze dokumentu, w tyle znajduje się duże okno, za którym rozpościera się panorama miasta, w końcu podnosi wzrok, mrugając oczami z przemęczenia zza okularów.
To zdanie należałoby poprawić – szyk się gubi – mamy szefa, potem okno, panorama miasta, wzrok który podnosi – dużo się dzieje i nie po kolei. Albo wyrzucić opis okna, albo najpierw opis gabinetu, w osobnym zdaniu, a potem szefa i tego, co robi.
zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie rotacji tamtejszej załogi na nowych
Dokonanie rotacji zamieniłabym na „dokonanie wymiany”
Poszedł w wyznaczone miejsce, przywitał się ze współpracownikiem Tomkiem, poznał dwóch pasażerów, potem przebrali się wszyscy w kombinezony. Pasażerowie są zajęci swoimi przyjemnościami. Jeden maczapeczką z daszkiem oraz torbę posiadającą przypinki i słucha muzyki ze słuchawek.
Mamy znowu przeskok w użyciu czasu przeszłego i teraźniejszego, trzeba to ujednolicić.
Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawili się na wykonywanie swoich obowiązków.
Tutaj podobnie. Dwa czasy.
Dobrze. Dalej już nie idę. Trzeba opowiadanie przejrzeć jeszcze uważnie i poprawić zapis dialogów, szyk w zdaniach, czasy.
Dobrze jest przeczytać własne opowiadanie kilka razy w odstępie kilku dni – jest szansa, że dużo się wyłapie. Jest tu też miejsce – betalista – gdzie użytkownicy portalu pomagają poprawić opowiadanie, fajne miejsce do nauki warsztatu pisarskiego na własnych tekstach.
Teraz fabuła – masz ciekawy pomysł na opowiadanie, zamiana genów w czasie podróży. Dobry pomysł to podstawa! Teraz tylko trzeba zadbać o wykonanie. Kompozycja wydaje się poprawna – mamy rodzinę, każdy idzie do pracy, następuje nieoczekiwana zmiana, potem rozwiązywanie problemu i szczęśliwe zakończenie. Brakuje tylko dobrego wykonania – trzeba niektóre sprawy zaakcentować bardziej, inne mniej – pominąć opisy ubrań, ale skupić się np. na zmianie zachowania bohatera po powrocie do domy, żeby czytelnik czuł napięcie i odczuł, że to ważny moment.
Generalnie nie jest źle, recepta jest właściwie jedna – pisać, poprawiać, pisać, poprawiać. Wracać do tekstu, szlifować. Czytać teksty innych i komentować, a wtedy przyjdą też do Ciebie. Wszyscy tu tak działamy. Też tu zaczynałam swoje pisanie i polecam gorąco!
W tekstach innych zwracać uwagę, co się podoba i dlaczego.
Nie zniechęcać się! Pisz, publikuj, czytaj.
Powodzenia w pisaniu i do zobaczenia pod następnym opkiem! :)
P.S. Dlaczego taki tytuł? :)
Pozdrawiam! :)