Nocny bieg przez miał pomóc mu zasnąć. Zamiast tego stał się świadkiem czegoś, czego nikt nie powinien zobaczyć.
Nocny bieg przez miał pomóc mu zasnąć. Zamiast tego stał się świadkiem czegoś, czego nikt nie powinien zobaczyć.
Godzina 3:00 – nie usnął nawet na chwilę. Coraz częściej miewał takie noce. Obracał się tylko z boku na bok i rozmyślał. Ma dom, pracę i spokój o jakim zawsze marzył. Rodziny nigdy nie chciał. Zebrał się więc w sobie i ubrał rzeczy sportowe. Jakiś czas temu odkrył, że najlepszym sposobem na jego przypadłość jest zmęczenie fizyczne. Wychodzi na wioskę i biegnie, aż zabraknie tchu. Wtedy wraca i pada na kanapie. Zasypia od razu do południa.
Marcowe noce wciąż są bardzo zimne. Biega tak od miesięcy, czuje jedynie spokój ducha. Wioska, w której mieszka, jest stara i zaściankowa. Wzdłuż drogi panuje bezwzględna cisza, wręcz grobowa. Wszystko wokół wydaje się być jednak niesamowicie jasne, dzięki gwiazdom. Rześkie powietrze wpada do płuc i otrzeźwia umysł. Większość trasy biegnie przy zabudowach – do lasu i z powrotem. Zazwyczaj to wystarczy by poczuł ogarniające go zmęczenie. Raz na jakiś czas zdarza się jednak, że pragnie więcej. Wtedy wbiega dalej i gna kolejne metry do wyjścia z drugiej strony. Przejście nie jest długie, ale obszar dość rozległy. Ta noc okazuje się być jedną z tych, które kierują go ku zagłębieniu się w gęstwinę drzew.
Bieg jest przyjemny, mróz dodaje energii. Jedynie las wydaje się być odmienny. Leon nie zamierza przyśpieszyć bardziej, niż to konieczne. Wsłuchuje się w odgłosy dzikiej natury. Gdy przebiega połowę trasy, słyszy chrumkanie i rycie w ziemi. Przyśpiesza w kierunku wyjścia, jednak szybko okazuje się, że właśnie stamtąd dochodzi pogłos. Zamarł, gdy świnia wyszła na drogę, za nią młode. Nigdy w życiu nie doświadczył czegoś podobnego. Fala adrenaliny uderzyła niczym pocisk. Spojrzała – rzucił się do ucieczki. Mięśnie przeszył ból po wcześniejszych kilometrach. Szybko potknął się o korzeń i zarył całą twarzą o ziemię. Ten incydent całkiem wyłączył myślenie. Wstał i gnał ile sił w nogach nie wiedząc gdzie. Oddech dławił przełyk, a pot zalewał oczy. Ocknął się dopiero, gdy ponownie wylądował na ziemi. Miotał się wśród ściółki i przegnitych liści. Znów cisza. Najwyraźniej nie zamierzała go gonić. Miał dużo szczęścia. Nie zdążył się jej dokładnie przyjrzeć. Był jednak pewien, że jej oczy raziły czerwienią. Przekonany, że nie widział zwykłego dzika, tylko demona w zwierzęcej postaci.
Przetarł twarz, próbując zrozumieć, gdzie jest. Fala paniki i adrenaliny uderzyła ponownie. Rozglądał się, nie miał pojęcia. Pierwszy upadek sprawił, że zgubił kierunek. Nie biegł za siebie. Leon przez kilka minut gnał w głąb lasu. Drugi upadek, pogorszył sytuację. Nie wiedział jak się tu dostał i jak wrócić. Jednym, co przyszło mu do głowy, to pozostać w miejscu. Wyłaniające się słońce wskaże wschód. Opadające emocje i kolejne minuty w bezruchu dały się jednak we znaki. Nie był na tyle ciepło ubrany.
Czas mijał, a Leon czuł jak całe jego ciało przemarza. Dopiero teraz przeklinał się w głowie za tak głupi pomysł. Jakim trzeba być nieodpowiedzialnym człowiekiem, żeby biegać po nocy w lesie. Postanowił chodzić dookoła miejsca w którym się znajdował. Nie ogrzeje się całkiem, ale może nie zamarznie. Co gorszego może się jeszcze wydarzyć? Gdy przechodził stosunkowo niedaleko punktu upadku, do jego uszu doszedł nagły, głośny i przerażający damski śmiech. Zwalił się momentalnie na ziemię. Przestał oddychać i czekał, nie wiedząc na co. Śmiech ucichł, jednak kobieta, odezwała się wyraźnie.
– Uwielbiam to!
– Zamknij ryj, jeszcze ktoś usłyszy. Pomogłabyś. Ta dziwka waży chyba z tonę. – zrugał kobietę drugi głos, tym razem męski. Leon leżał sztywny. Dziki śmiech wydał mu się niczym z zaświatów, wręcz nierealny. Ale dwa głosy oznaczyły żywych ludzi. Ciągnęli coś ze sobą, duży ciężar. Nie mogło to oznaczać nic dobrego.
Słyszał zbliżające się kroki i szum wleczonego bagażu. Ludzki umysł w takich sytuacjach stara się racjonalizować rzeczywistość.
Ta dziwka waży chyba z tonę – usłyszał swój wewnętrzny głos – może chodzi o lodówkę, kanapę, cokolwiek…w końcu takie sprzęty swoje ważą
– Lepiej żebyś ją niósł – żachnęła się kobieta – będą ślady po ciągnięciu
– Sama sobie ją nieś jak taka mądra jesteś. Tutaj i tak nikt nie będzie szukał. Jeśli w ogóle kiedykolwiek ktoś będzie jej szukał.
– co można wyrzucać w lesie, żeby nikt tego nie szukał? – wezbrał w nim niepokój. Instynkt samoobronny kazał uciekać. Jego ciało natomiast nie zamierzało się słuchać. Obcy byli coraz bliżej, słyszał ich oddechy i ciężkie dyszenie.
– to na pewno nic takiego, to tylko śmieci, albo truchło…zwierzęcia…na pewno zderzyli się autem z jakąś krową….albo dzikiem… – Czuł jak robi mu się niedobrze. Niezidentyfikowane ‘coś’ uderzyło mocno o ziemię.
– Tutaj będzie dobrze. Zakopiemy dość głęboko, żeby zwierzęta nie rozniosły po całym lesie.
– Potwornie mnie to podnieca, jak sobie przypomnę!
– Nie teraz! W domu. Pomóż mi kopać.
Koniec z jakimkolwiek racjonalnym podejściem. Bez względu na kim byli, na pewno byli niebezpieczni. Zatrzymali się tylko kawałek od niego. Zajęci i skupieni. Czuł, że może spróbować wycofać się w ciszy. Gdy tylko usłyszał pierwsze uderzenia łopaty, wstał. Postawił krok w tył, potem kolejny, praktycznie nie wytwarzając żadnych dźwięków. Oddychał powoli, momentami całkowicie wstrzymując oddech. Ich głosy stawały się przytłumione.
– Ta jakoś krótko żyła…poniosło Cię
– Była słaba…ale gdy ją przypalałaś…
– oh! Było cudownie, jak zawsze. Będziemy napawać się tym jeszcze z miesiąc!
– Przydałoby się dłużej…nie wiem czy kiedykolwiek znajdę jeszcze taką brunetkę. Pasowała idealnie, taka młodziutka. Nie wiem co robiła na ulicy, ładnie się trzymała…
– Przestań! – wrzasnęła kobieta z zazdrością – podła szmata! Takie jak ona tylko na to zasługują! – po tych słowach głośno napluła. Leon był już pewny, czego jest świadkiem. Znów przystanął w bezruchu. Gdy kobieta wyżywała się jak mogła, jej kompan był wyraźnie rozbawiony.
– Dobra już. Nie mamy całej nocy – warknął w końcu. Leon wznowił oddech i planował cofać się dalej. Niestety, coś głośno jęknęło. Słyszalne próby wzięcia oddechu, odzyskania przytomności, wywołały u niego mdłości, a z oczu potokiem spłynęły łzy.
– ona jeszcze żyje – pomyślał
– o Ty skubana! – bydlak oburzył się na ten niespodziewany jazgot i rzucił w kierunku ofiary. Leon nie widział nic. Wyraźnie za to słyszał. Dyszenie, duszenie, śmiech i doping.
– Niech zdycha!
Czas wydawał się stać w miejscu. Usłyszał, że skończyli. Oboje nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Mimo to, cała sytuacja, obudziła w nich pożądanie. Jego uszy zarejestrowały namiętny pocałunek, który z każdą sekundą stawał się coraz bardziej zachłanny.
– to moja szansa – wziął się w garść – nie pomożesz jej…pomożesz jeśli przeżyjesz…. Nie otwierając oczu, kroczek po kroczku, wycofywał się w dal.
Przeszedł kolejny metr, podczas którego oprawcy w pełni rozkoszowali się sobą nawzajem. Trzask. Przeszył go dławiący ból. Cudem opanował ryk. Na jego nodze zatrzasnęły się wnyki. Ledwo zerknął, a omdlenie zwaliło go na ziemię.
– koniec..– łkał, dłonią macając kleszcze. Z bólu tracił oddech. Na chwilę przestał słyszeć cokolwiek. Wyraźnie jednak ekstaza zakochanych, ukryła jego nieszczęście. Leżał w pozycji embrionalnej, głuchy i ledwo przytomny.
Zasypiał gdy dotarło do niego, jak kończą robotę. Gratulowali sobie, odeszli tam skąd przyszli. Nie mieli pojęcia, że ktoś był z nimi, przez ten cały czas.
– umrę tu. – pomyślał odpływając w nieświadomość.
Lucy_l, niespełna siedem tysięcy czterysta znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejma zmienić oznaczenie na SZORT. Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków. Usuń też kropkę z tytułu – kropka w tytule jest błędem.
Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Cześć ;)
Na początek błędy, które rzuciły mi się w oczy:
Zebrał się więc w sobie i ubrał rzeczy sportowe – wydaje mi się, że tutaj jest błąd, chyba, bo ubiera się coś w coś, więc tutaj raczej założył rzeczy sportowe pasowałoby bardziej ;)
w końcu takie sprzęty swoje ważą – brak kropki
– Lepiej żebyś ją niósł – żachnęła się kobieta – będą ślady po ciągnięciu – tutaj też
– co można wyrzucać w lesie, żeby nikt tego nie szukał? – wezbrał – Wezbrał z wielkiej litery
– Ta jakoś krótko żyła…poniosło Cię – tutaj "cię" może być z małej litery, to nie list ;)
o Ty skubana – ty też z małej
Co do opowiadania – Całkiem okej, fajny klimat nocnego lasu, więc to na pewno na plus. W sumie trochę niezły twist, bo przez początek spodziewałem się jakiejś grasującej bestii, a tu jednak chodziło o coś zupełnie innego ;D
Czytało się całkiem nieźle, byłem ciekawy, jak się to skończy i… zakończenie jest bardzo niedopowiedziane. Zrozumiałbym to, gdyby było napisane z pierwszej osoby, a tutaj mam trochę wrażenie, że tak urwało się w połowie.
Ale ogólnie nie zmarnowałem czasu na czytanie ;D
Pozdrawiam serdecznie! ;)