- Opowiadanie: MichaelBullfinch - La muerte es democrática

La muerte es democrática

Kolejny szort inspirowany podróżą. 

Myśl przewodnia może wydać się z pozoru prosta, ale czy nie zapominamy o tym za często?

Meksykanie przykładają do tego wielką wagę, przynajmniej w teorii.

Serdecznie zapraszam, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.

 

Klasycznie mała legenda:

La Catrina – pierwotnie satyryczny rysunek José Guadalupe Posady (1910), mający wyśmiewać meksykańską arystokrację wypierającą się swoich korzeni. Diego Rivera uczynił z niej ikonę narodu, malując ją w centrum swojego najsłynniejszego muralu. La Catrina ma przypominać, że wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi.

Garbancero – pogardliwe określenie osoby o rdzennych korzeniach, która próbuje udawać Europejczyka, by zyskać wyższy status społeczny.

Polvo eres – (łac. Pulvis es) „Prochem jesteś”. 

Nahuatl – język Azteków, symbol rdzennej tożsamości Meksyku, wypierany przez język kolonizatorów.

Jefe – szef, boss.

Santa Muerte – „Święta Śmierć”, meksykańska ludowa personifikacja śmierci czczona jako opiekunka.

„La muerte es democrática” – „Śmierć jest demokratyczna”. Słynne zdanie José Guadalupe Posady, oznaczające, że w obliczu końca wszyscy – bogaci i biedni – stają się tacy sami.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy, Finkla

Oceny

La muerte es democrática

La Catrina sunie nad ziemią, a tam, gdzie suknia muśnie kamień, natychmiast rozkwitają nagietki. Wysoka i elegancka, ma na głowie ozdobny kapelusz, którego rondo rzuca głęboki, aksamitny cień.

Wąska uliczka grzęźnie w zapachu taniej wody kolońskiej i tytoniu. Za szybą, w żółtym świetle świecy, pewien mężczyzna toczy walkę z własnym odbiciem. Opryskuje się europejskimi perfumami. Nakłada na policzki białą maskę pudru, grubą i pękającą jak sucha ziemia. Próbuje wymazać z twarzy rysy swoich przodków, szukając w lustrze kogoś, kto mówiłby nosowym francuskim, a nie śpiewnym nahuatl.

W progu staje cień. Chłopak o dłoniach spękanych od pracy, z prośbą cichą jak szmer piasku.

– Panie, błagam o zaliczkę. Matka dusi się bez leków.

Garbancero nie odwraca wzroku od lustra. Poprawia koronkowy mankiet, a jego głos tnie powietrze jak uderzenie bata.

– Twój smród dusi mnie bardziej, wynoś się, bo i pracę stracisz.

La Catrina przystaje. Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, obserwując flakonik francuskich perfum.

– Polvo eres – szepcze pod nosem, a jej głos płynie na wietrze.

Kręci powoli głową, a pióra na rondzie kapelusza drżą z cichym, suchym szmerem. 

Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków.

 

 ✺ 

 

La Catrina dryfuje przez przestrzeń, a tam, gdzie suknia muśnie kafle, ceramika obrasta czarnym mchem. Wysoka i elegancka, jej ramiona otula puszyste boa, którego białe pióra zdają się żyć własnym życiem, przypominając sploty mitycznego węża.

W półmroku więziennej łaźni para miesza się z zapachem chloru i potu. Strażnik, z twarzą zastygłą w masce okrucieństwa, kopie skulonego na posadzce więźnia. Schyla się i szarpie za przegub dłoni chłopaka, zdzierając z niego zegarek.

– To pamiątka… – chrypi więzień, krztusząc się wodą z mydlinami.

Strażnik nie odpowiada, tylko przygniata dłoń chłopaka butem.

Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami.

La Catrina przystaje przy rozlanej kałuży. Spogląda w dół, gdzie w brudnej tafli wody drży odbicie strażnika – zniekształcone, obrzękłe, przypominające żerujące zwierzę, nie człowieka.

Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, przyglądając się zegarkowi z obojętnością.

– Polvo eres – szepcze do mętnej wody, która natychmiast ścina się szronem.

Kręci powoli głową, a klekot jej kości miesza się z rytmicznym tykaniem skradzionego mechanizmu.

Znów rusza w swój cichy taniec, powoli, z gracją. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków.

 

 ✺ 

 

La Catrina płynie nad podłogą, a tam, gdzie jej suknia muśnie posadzkę, luksusowy parkiet siwieje i pęka. Wysoka i elegancka, dźwiga nad kościstym czołem ciężar białych pióropuszy, które falują niczym skrzydła.

Wnętrze willi spowija głucha cisza. W gabinecie stoją milczący mężczyźni z bronią przewieszoną przez ramię. Jefe, o dłoniach ciężkich od złota, pochyla się nad precyzyjną wagą. Odmierza biały proszek, jakby ważył mąkę na chleb, który zamiast sycić, niesie tylko wieczne pragnienie.

Chłopak w progu poci się, szukając właściwych słów.

Jefe, w Guerrero znów liczą ciała…

Mężczyzna nie przerywa pracy. Przesuwa palcami po złotym medaliku z wizerunkiem Santa Muerte.

– Śmierć to biznes, synu, ale i wyzwolenie.

La Catrina przystaje przy mahoniowym blacie. Spogląda w czarną, lśniącą stal leżącego pistoletu. W jego odbiciu twarz mężczyzny jest tylko czarną dziurą, ziejącą pustką.

Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, przyglądając się banknotom na stole – nic nieznaczącym, martwym liściom.

– Polvo eres – mówi obojętnie. Medalik na piersi Jefe błyska w sztucznym świetle.

Kręci powoli głową, a jej suknia szeleści w rytm przekładanych woreczków ze śmiercią.

Oddala się tanecznym krokiem, jakby niesłyszalna muzyka grała specjalnie dla niej. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków.

 

 

 

Brama z gęstej, białej mgły nie przepuszcza światła ani dźwięku. Kolejka jest długa, bez końca i początku. Stoją w niej ramię w ramię ci, których za życia dzieliły grube mury.

Garbancero wciąż kurczowo przytula pożółkły flakonik perfum i poprawia pudrową, białą maskę. Strażnik zaciska pięść na skradzionym zegarku, który w tym miejscu jest już tylko zimnym kawałkiem metalu. Jefe trzyma jedną dłoń na złotym medaliku, a drugą szeleści banknotami w kieszeni. Wszyscy próbują coś wytłumaczyć mgle, pokazać papiery, dowody, majątek. Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę. Oprawcy i ofiary, biedni i bogaci, ludzie o różnych kolorach skóry i odmiennych narodowościach.

La Catrina wychodzi im naprzeciw. Podchodzi do nich po kolei. Jej dotyk jest lekki, niemal czuły. Gdy muska dłoń Garbancero, flakonik perfum rozsypuje się w pył. Gdy dotyka nadgarstka strażnika, zegarek zamienia się w garść szarego piasku. Złoty medalik i banknoty Jefe rozwiewają się na wietrze jak popiół, nim ten zdąży wypowiedzieć choć jedno słowo. Żaden przedmiot, który przyniosła reszta zebranych, się nie ostał.

Potem kładzie kościsty palec na czole każdego z nich. Jedno po drugim, bez podziałów. W miejscu jej dotyku skóra pęka jak suchy pergamin, jedwabie opadają, łachmany parują, a maski znikają. Ciało ustępuje miejsca bieli.

Wtedy La Catrina wyciąga przed nich ogromne, srebrzyste lustro. W tafli nie widać już ani pudru, ani skradzionych minut, ani złota. Na próżno też w nim szukać władzy i pogardy, dominacji i upokorzenia. Odbija się tylko stado szkieletów. Niezliczone, nagie. Każda czaszka uśmiechnięta tak samo, każde żebro tak samo kruche. Nie da się rozpoznać, kto stał z pełnymi rękami, a kto z pustymi. Wszystkie kontury zatarła biel.

La Catrina staje na samym przedzie, tańczy walca, a jej kapelusz rośnie, aż staje się nieboskłonem, pod którym nie ma już cienia. Rozkłada ramiona, zapraszając wszystkich w głąb mglistego labiryntu, gdzie każde imię brzmi identycznie.

– Spójrzcie – mówi ostatecznym, jak zachód słońca, głosem. – Tutaj jedwab i łachman mają ten sam splot, a każde serce waży tyle samo: nic.

Uśmiecha się – tym wiecznym, martwym uśmiechem, który nie zna nienawiści ani miłości.

Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków i ciche słowa:

– La muerte es democrática.

 

(“Sueño de una Tarde Dominical en la Alameda Central” – Mural Diego Rivery (fragment zawierający La Catrinę))

Koniec

Komentarze

Hejka!

Bardzo plastyczny język, świetnie pokazałeś kontrast między elegancją Catriny a brudem świata, przez który przechodzi. Klimat czuć od początku do końca, tekst wciąga przez cały czas. Bardzo dobrze wypada, że każda scena pokazuje inny typ człowieka, a wszystko prowadzi i tak do jednego miejsca. 

Najbardziej podoba  mi się końcówka z lustrem, jest prosta, ale robi naprawdę mocny efekt.

Pozdrawiam i klikam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej, poczułem oddech Stu lat samotności. I to był miły oddech:) Pozdrawiam 

LL

Witaj. :)

 

Kolejny raz wspaniale przekazujesz klimat i wrażenia z oryginalnej podróży; wręcz czuje się powiew tamtych dni: strach biednych i pewność siebie bogaczy oraz sunącą obok bohaterkę pierwszoplanową. :) Dodatek ilustracyjny robi niesamowite wrażenie, podobnie jak “życie po życiu”. :) Mnóstwo moralizatorstwa, mnóstwo przestróg oraz mądrości, zazwyczaj tak szybko zapominanych przez głupich, naiwnych ludzi. :) Każdy i tak w proch się obróci, nie ma innej opcji… 

 

Pozdrawiam serdecznie, podwójny kliczek, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Dość zgrabny szorcik.

Do tego – poczułem lekką nostalgię, bo tak jak wspomniał @Lesnylutek tekst przywodzi na myśl Sto lat samotności. Zresztą nie tylko to – ładnie łapiesz klimat południowoamerykański. Może jest też jeszcze jeden, bardziej egoistyczny powód, dla którego mi się to tak spodobało – w moim cyklu opowiadań o Kiriardzie pojawia się postać Mzungu / Muerte, który nosi tatuaż Nuestra Señora de la Santa Muerte, co stanowi ważną część jego tożsamości.

Ogólnie utwór jest napisany dobrze, @bruce świetnie ujęła jego zalety, ale skoro jestem jej demonicznym przeciwieństwem, to nie mógłbym zostawić tego komentarza bez wskazania paru istotnych potknięć, podwójnie denerwujacych w tak krótkim tekście:

 

"Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami."

Ta metafora nijak tu nie pasuje i wybija mocno z zanurzenia w pięknie odmalowany świat.

Dlaczego? Bo zegarek, wyobraź sobie, to jest takie coś, co odmierza czas. Nie jakby, tylko po prostu. 

Poza tym "czas między tymi murami" – też tu zgrzyta.

Całość brzmi więc idiotycznie, nie niesie żadnego znaczenia, wybija z narracji.

 

"Wnętrze willi spowija głuchy spokój"

Głuche co? Rozumiem, że chciałeś przełamać związek frazeologiczny "głucha cisza", ale "głuchy spokój" mi po prostu brzmi jak jakiś anglicyzm, a nie coś przynależącego do naszego systemu językowego.

 

"Potem kładzie kościsty palec na każdym czole."

Niezręczne, lepiej brzmiałoby: "Potem kładzie kościsty palec na czole każdego z nich."

 

Co do La Catriny trzykrotnie powtarzasz, że jest "Wysoka i elegancka" – nie jestem pewien, czy to dobry zabieg.

Nie wiem do końca co on ma na celu, a z pewnością osoby, które nie są fanami powtórzeń, w tak krótkim tekście mogą to odebrać jako błąd – choć mi się wydaje to nie błędem, a celowym zabiegiem, tylko nie wiem co on wnosi i czemu służy. U mnie to nie zagrało.

 

Mimo tych wad, uważam, że tekst mógłby po pewnym wygładzeniu trafić na biblioteczną półkę, więc w nadziei, że weźmiesz moje uwagi do serca – klikam.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cześć,

 

motyw Santa Muerte mi się podoba, jak pisałam, jest w niej potencjał na tekst, i ten potencjał dostrzegłeś ;) Wyszło zgrabnie, ponownie w formie przypowieści, ale ostatnio chyba idziesz w tę stronę i widzę, że jest to świadomy zabieg. Scenki masz przemyślane i chociaż każda domyka się morałem, to rozumiem, że taki miał być efekt. Ja niekoniecznie jestem fanką takiego bezpośredniego wskazywania przesłania, no ale forma to usprawiedliwia. Poza tym często trudno się tego wyzbyć, gdy chcemy, aby nasz tekst coś za sobą niósł.

 

Tak że tego, klikam :)

 

Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, przyglądając się banknotom na stole – nic nie znaczącym, martwym liściom.

 

To mnie wybiło – nie wiem, czy nie powinno być nic nieznaczącym (???)

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

betweenthelines,

Dziękuję bardzo za odwiedziny i miły komentarz. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało!

Najbardziej podoba  mi się końcówka z lustrem, jest prosta, ale robi naprawdę mocny efekt.

To tym bardziej mnie cieszy, bo sam najbardziej lubię scenkę z lustrem! :D

 

Lesnylutek,

Dzięki za odwiedziny i miłe słowo! Wydaje mi się, że dość trafne porównanie! Chciałbym w to wierzyć!

 

bruce,

Dziękuję za odwiedziny, bardzo miły komentarz i cieszę się niezmiernie, że tyle wartości odnalazłaś w tym krótkim tekście! 

Każdy i tak w proch się obróci, nie ma innej opcji… 

Otóż to. La muerte es democrática!

Dzięki za podwójny kliczek, to zawsze zaszczyt! heart

 

Jim,

Dzięki za odwiedziny i miłe słowa, cieszę się, że w ogólnym rozrachunku Ci się podobało.

w moim cyklu opowiadań o Kiriardzie pojawia się postać Mzungu / Muerte, który nosi tatuaż Nuestra Señora de la Santa Muerte, co stanowi ważną część jego tożsamości.

Hmm. Nie czytałem, ale udało Ci się mnie zainteresować. Gdzie takie dobroci można przeczytać?

@bruce świetnie ujęła jego zalety, ale skoro jestem jej demonicznym przeciwieństwem, to nie mógłbym zostawić tego komentarza bez wskazania paru istotnych potknięć, podwójnie denerwujacych w tak krótkim tekście:

No, już się bałem, że jesteś chory! :D

Dlaczego? Bo zegarek, wyobraź sobie, to jest takie coś, co odmierza czas. Nie jakby, tylko po prostu. 

Hmm. Metafora odnosi się do strażnika, że zabiera zegarek, jakby tylko on miał prawo odmierzać tam czas. Muszę się zastanowić, bo wydawało mi się, że podmiot się nie traci.

Całość brzmi więc idiotycznie, nie niesie żadnego znaczenia, wybija z narracji.

O Ty! A ja Twoją książkę kupiłem! XD

A tak nieironicznie to uwielbiam Twoją bezpośredniość.

Głuche co? Rozumiem, że chciałeś przełamać związek frazeologiczny "głucha cisza", ale "głuchy spokój" mi po prostu brzmi jak jakiś anglicyzm, a nie coś przynależącego do naszego systemu językowego.

No i masz Ci los. Tak, to zdanie powstało z nadmiernego usuwania “ciszy”, bo wiem, że używam tego słowa za dużo. Ale faktycznie, tutaj powinienem zostawić.

Niezręczne, lepiej brzmiałoby: "Potem kładzie kościsty palec na czole każdego z nich."

Unikanie zaimkozy tutaj zaistniało. Zastanowię się i może faktycznie zmienię na Twoją propozycję, bo i taka była w pierwszej wersji.

Co do La Catriny trzykrotnie powtarzasz, że jest "Wysoka i elegancka" – nie jestem pewien, czy to dobry zabieg.

Ogólnie tekst ma celową powtarzalność, tylko że mimo podobieństwa zdań, jednak zamieniałem słowa. Tutaj stwierdziłem, że będę zamieniał tylko drugi człon zdania, żeby powtarzalność została, ale jednak zdanie mówiło coś innego, inaczej opisywało La Catrinę. Pomyślę nad tym, czy pierwszy człon też nie powinien być zamieniany.

Dzięki za klika i poprawki, dokładnie się im przyjrzę jak wrócę z pracy i zastanowię nad każdą!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

OldGuard,

Wyszło zgrabnie, ponownie w formie przypowieści, ale ostatnio chyba idziesz w tę stronę i widzę, że jest to świadomy zabieg.

Stwierdziłem, że nie ma co się oszukiwać, w tym się czuję najlepiej. Oczywiście jeszcze pewnie Was zaskoczę czymś zupełnie innym, ale jednak to chyba mój styl, który najbardziej mi pasuje.

Scenki masz przemyślane i chociaż każda domyka się morałem, to rozumiem, że taki miał być efekt. Ja niekoniecznie jestem fanką takiego bezpośredniego wskazywania przesłania, no ale forma to usprawiedliwia. Poza tym często trudno się tego wyzbyć, gdy chcemy, aby nasz tekst coś za sobą niósł.

Jest pewna możliwość, że zbyt dosłownie wzięłaś wypowiadane “Polvo eres”. To nie Catrina ich “zabija”. Ona tylko obserwuje, przechadza się, widzi co się dzieje na świecie i uśmiecha, bo wie, że na każdego przyjdzie czas i będzie wtedy równy. Więc ostatnia scena jest dużo później, a przedmioty to tylko symbol. “Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę” – To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć odbiera im życie, a stoją tam źli, dobrzy, biedni i bogaci – każdy dla La Catriny taki samy, bo zostaje po nich tyle samo – nic.

Dlatego brałbym bardziej pierwsze scenki jako obserwacje świata, błędne założenie ludzi, że są lepsi od innych, a La Catrina tylko z uśmiechem czeka na moment, kiedy się przekonają, że wcale tak nie jest.

To mnie wybiło – nie wiem, czy nie powinno być nic nieznaczącym (???)

A chyba prawda!

Dzięki za komentarz i klika!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Jest pewna możliwość, że zbyt dosłownie wzięłaś wypowiadane “Polvo eres”. To nie Catrina ich “zabija”. Ona tylko obserwuje, przechadza się, widzi co się dzieje na świecie i uśmiecha, bo wie, że na każdego przyjdzie czas i będzie wtedy równy. Więc ostatnia scena jest dużo później, a przedmioty to tylko symbol. “Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę” – To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć odbiera im życie, a stoją tam źli, dobrzy, biedni i bogaci – każdy dla La Catriny taki samy, bo zostaje po nich tyle samo – nic.

Dlatego brałbym bardziej pierwsze scenki jako obserwacje świata, błędne założenie ludzi, że są lepsi od innych, a La Catrina tylko z uśmiechem czeka na moment, kiedy się przekonają, że wcale tak nie jest.

 

Nigdzie nie sugerowałam, że ona ich zabija ;P tylko, że każda scenka to mini-morał zamknięty w większej przypowieści. Chodziło mi bardziej o wrażenie, że wszystkie historyjki kończą się symbolicznym, ale dość czytelnym domknięciem. Wiadomo że to nie La Catrina wpada z kosą, ale jak to napisałeś, raczej uśmiecha się pod nosem, bo wie, że i tak wszystko przeminie. Tyle że w każdej scenie ten sens jest jeszcze dodatkowo podkreślony i dopowiedziany, przez co nie zostaje tylko w tle, ale staje się wyraźnym finałem każdej mini-opowieści. No ale jak wyżej, forma przypowieści raczej to usprawiedliwia, może wymaga? :)

 

 

Głuche co? Rozumiem, że chciałeś przełamać związek frazeologiczny "głucha cisza", ale "głuchy spokój" mi po prostu brzmi jak jakiś anglicyzm, a nie coś przynależącego do naszego systemu językowego.

No i masz Ci los. Tak, to zdanie powstało z nadmiernego usuwania “ciszy”, bo wiem, że używam tego słowa za dużo. Ale faktycznie, tutaj powinienem zostawić.

 

Moja to poniekąd wina :P Ale za to w tym szorcie cisza mnie nie raziła w żaden sposób :)))

Those who don't believe in magic will never find it

Dobrze, dobrze. Tylko się upewniałem czy dobrze zrozumiałem Twoje słowa. Ale jak tak to widzisz to super. Dzięki za wyjaśnienie. Możesz mieć dużo racji, ale cieszę się, że nie postrzegasz tego jako wadę, a konstrukcję.

A co do ciszy – nie masz pojęcia ile razy czytałem i sprawdzałem, nawet jak już byłem pewien, że nic się nie ostało hahaha!

You cannot petition the Lord with prayer!

A co do ciszy – nie masz pojęcia ile razy czytałem i sprawdzałem, nawet jak już byłem pewien, że nic się nie ostało hahaha!

 

laugh

 

Ale jak widzisz mój komentarz był tym razem dość krótki, bo faktycznie tekst jest warsztatowo wręcz wypielęgnowany :) Poza tym “nic nieznaczący” nad którym też musiałam chwilę pogłówkować, bo internety różnie mówiły, to widać, że musiałeś to czytać wiele razy, bo czytało się bardzo płynnie :)

 

¡Qué bien lo has hecho! laugh

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Sama najlepiej wiesz ile czasu spędziłem na poprawkach, mimo że tekst jest bardzo krótki, bo pisaliśmy. Niezmiernie się cieszę, że to widać!

 

¡Gracias, un chupito de tequila como recompensa!

You cannot petition the Lord with prayer!

Cześć, MichaelBullfinch

Bardzo dobry szort.

Tak, wobec śmierci wszyscy równi, to prawda.

Zadaję sobie inne pytanie, szukając sprawiedliwości. Nie potrafię sobie wyobrazić wieczności, lecz kara po wsze czasy, wydaje się być nieskończenie nieproporcjonalna do czynu, popełnionego w życiu, które ma kres. W rozumieniu otaczającej rzeczywistości, konsekwencją zbrodni, jest kara, ale z przełożeniem na wieczność, traci sens. 

Wiem, że to odrobinę poza tematem La Catriny, ale myślę, że powiązanym. 

Choć zawsze można założyć, że nie ma tam nic.

Piszesz bardzo dobrze. 

Klik!

Pozdrawiam

Dobry szort i klikam, jeżeli to wogóle jest konieczne.

 

Tekst inny i tak samo Afrykańskie opko i to niestety jest inne niż moje upodobania, ogółe muczaczas do mnie nie trafiają tak samo nie trafią do mnie azjatyckie klimaty(od razu uprzedzam), to czytało się trudniej.

 

No ale warsztatowo jest b. dobrze, tylko niektóre frazy tylko wybijały z rytmu i ciekawe, że dokładnie te wskazane przez Jima.

 

Ale np. te: W półmroku więziennej łaźni para miesza się z zapachem chloru i potu.

To jest fajne, sam lubie i stosuje takowe.

 

Fajne jest to, ze jest tam trochę morału, widać że umiesz w takie klimaty i w sumie to że każdy akapit, to jakiś morał. 

 

Ale to poprzednie opowiadanie, z gatunku dark fantasy mi znacznie milej się czytało :) Ale to kwestia gustu.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Serwus, Michael,

Kolejny dobry szorcik. Ładnie i nastrojowo napisany.

Nie przypadł mi jednak do gustu – mam wrażenie, że niewiele wnosi i niczym nie zaskakuje. To trzy bardzo ładnie napisane scenki, w których śmierć zabiera „złe” osoby, oraz finał, który prowadzi do dość oczywistej konkluzji: po śmierci wszyscy jesteśmy równi – i na tym się kończy. Niestety nie znalazłem tu głębszej refleksji.

 

Mam też pytanie: dlaczego niektóre słowa ze słowniczka w tekście są zapisane kursywą, a inne nie? Podobny zabieg stosowałeś w „Ikhlwa i ihawu”.

 

Czy w słowniczku nie wkradła się nieścisłość? Piszesz, że „La Catrina – pierwotnie satyryczny rysunek José Guadalupe Posady…”, a przecież La Catrina to raczej postać (uosobienie śmierci) przedstawiona na tym rysunku.

 

Choć tekst nie trafił w mój gust, nie można mu odmówić solidnego warsztatu – jest napisany plastycznym, poetyckim językiem. Podobnie jak wspominał Jim, mnie również przywiódł na myśl realizm magiczny Márqueza.

 

Powtórzę tu mój komentarz spod innego Twojego opowiadania, bo i tutaj pasuje: „Niemniej gratuluję warsztatu i szorta. Podoba mi się, bo nie wszystko musi być traktatem filozoficznym – takie scenki też są ciekawe.”

 

Klik się należy, więc go zostawiam, choć już raczej symbolicznie, bo uzbierałeś ich chyba ze siedem.

Pozdrawiam

rr

@bruce świetnie ujęła jego zalety, ale skoro jestem jej demonicznym przeciwieństwem, to nie mógłbym zostawić tego komentarza bez wskazania paru istotnych potknięć

Jimie, zaprzeczam kategorycznie! laugh

 

A powtórzenia moim skromnym zdaniem miały wielokrotnie podkreślić wymowę tego, co powtarzały, np. wygląd bohaterki. wink

 

Pozdrawiam Was! heart

Pecunia non olet

Cześć

Przyjemnie mi się to czytało. Poczułem tak zwany klimacik od początku i utrzymywał się aż do samego końca. 

Hmm. Nie czytałem, ale udało Ci się mnie zainteresować. Gdzie takie dobroci można przeczytać?

 

Kiriarda po raz pierwszy pojawiła się publicznie w Ocalonych (pierwszej części), ale spotyka Muerte Muzingu dopiero w utworze Okruch ZaufaniaOcalonych 2.0.

 

 

No, już się bałem, że jesteś chory! :D

 

Troszkę mnie przewiało, ale nie na tyle, żeby porzucić swój talent do wytykania innym błędów, które sam nagminnie potępiam. Tu pasowałby pewnie jakiś cytat, może coś o belce w oku? ;-)

 

Hmm. Metafora odnosi się do strażnika, że zabiera zegarek, jakby tylko on miał prawo odmierzać tam czas. Muszę się zastanowić, bo wydawało mi się, że podmiot się nie traci.

 

Może to źle sparsowałem, ale jednak odniosłem to do zegarka.

O Ty! A ja Twoją książkę kupiłem! XD

A tak nieironicznie to uwielbiam Twoją bezpośredniość.

 

Cieszy mnie to :)

Gorzko i bez waty, prosto między oczy, słodycz zostawiając uroczej @bruce :)

 

 

Tutaj stwierdziłem, że będę zamieniał tylko drugi człon zdania, żeby powtarzalność została, ale jednak zdanie mówiło coś innego, inaczej opisywało La Catrinę. P

 

Tak, to w sumie ma sens, coś w rodzaju refrenu.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Hesket,

Bardzo dziękuję za miłe słowa i klika, niezmiernie mi miło!

Zadaję sobie inne pytanie, szukając sprawiedliwości. Nie potrafię sobie wyobrazić wieczności, lecz kara po wsze czasy, wydaje się być nieskończenie nieproporcjonalna do czynu, popełnionego w życiu, które ma kres. W rozumieniu otaczającej rzeczywistości, konsekwencją zbrodni, jest kara, ale z przełożeniem na wieczność, traci sens. 

Jeśli założyć, że “piekło” istnieje, mam wrażenie, że i tak nie jesteśmy w stanie go zrozumieć na etapie życia na Ziemi, bo nieskończoności też nie możemy pojąć. Kiepska odpowiedź, wiem, ale też chyba innej nie mam, jest wiele filozoficznych myśli na ten temat. Nie pamietam, który filozof się nad tym rozwodził, ale czytałem kiedyś pewne myśli na ten temat.

Cieszę się, że tekst zmusił Cię do różnych refleksji!

 

melendur,

Dzięki za miłe słowa i klika. Klimat specyficzny, więc rozumiem, że nie musi każdemu siąść. Tym bardziej miło, że przeczytałeś.

Fajne jest to, ze jest tam trochę morału, widać że umiesz w takie klimaty i w sumie to że każdy akapit, to jakiś morał. 

A dziękuję, to miłe.

 

Robercie,

To trzy bardzo ładnie napisane scenki, w których śmierć zabiera „złe” osoby, oraz finał, który prowadzi do dość oczywistej konkluzji: po śmierci wszyscy jesteśmy równi – i na tym się kończy. Niestety nie znalazłem tu głębszej refleksji.

W sumie nie miało być tu głębszej refleksji, a dość prosta, o której jednak często zapominamy. Ale to nie tak do końca, La Catrina nie zabierała złych osób. Pozwolę sobie przekleić odpowiedź do innego komentarza: 

Jest pewna możliwość, że zbyt dosłownie wzięłaś wypowiadane “Polvo eres”. To nie Catrina ich “zabija”. Ona tylko obserwuje, przechadza się, widzi co się dzieje na świecie i uśmiecha, bo wie, że na każdego przyjdzie czas i będzie wtedy równy. Więc ostatnia scena jest dużo później, a przedmioty to tylko symbol. “Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę” – To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć odbiera im życie, a stoją tam źli, dobrzy, biedni i bogaci – każdy dla La Catriny taki samy, bo zostaje po nich tyle samo – nic.

Dlatego brałbym bardziej pierwsze scenki jako obserwacje świata, błędne założenie ludzi, że są lepsi od innych, a La Catrina tylko z uśmiechem czeka na moment, kiedy się przekonają, że wcale tak nie jest.

Mam też pytanie: dlaczego niektóre słowa ze słowniczka w tekście są zapisane kursywą, a inne nie? Podobny zabieg stosowałeś w „Ikhlwa i ihawu”.

Słowa pochodzące z innego języka zapisuje kursywą, ale La Catrina i Santa Muerte to nazwy własne, które po polsku są nieprzetłumaczalne. Język nahuatl również.

 

Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa i klika, rozumiem, że tekst nie przypadł do gustu, jest dość specyficzny. Tym bardziej cieszę się, że wpadłeś i dałeś mu szansę, bardzo to cenię! 

 

bruce,

dziękuję za pomoc w wyjaśnieniach! heart

 

Pozdrawiam wszystkich.

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Powalinczyk,

Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa!

 

Jim,

Kiriarda po raz pierwszy pojawiła się publicznie w Ocalonych (pierwszej części), ale spotyka Muerte Muzingu dopiero w utworze Okruch Zaufania w Ocalonych 2.0.

A to dobrze się składa, bo razem z Twoją książką zamówiłem też te dwie antologie, czekają w kolejce.

Tu pasowałby pewnie jakiś cytat, może coś o belce w oku? ;-)

Tak to już jest, ale wytykając błędy sami się trochę uczymy, więc to spoko.

Tak, to w sumie ma sens, coś w rodzaju refrenu.

Dokładnie taki był zamysł.

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, cała przyjemność po mojej stronie. heart

 

Jimie, słodycz – w myśl jednej z moich ulubionych piosenek – “Tobie, Karolino” Homo Homini. laughheart

 

Pozdrawiam Was! smileykiss

Pecunia non olet

Bardzo piękne plastyczne opisy. Super się czytało.

 

Pozdrawiam serdecznie:)

Widzę zady i walety tekstu. Jak to wypada w naszej przeplatance?

Fajnie oddajesz klimat i nastrój. Czuć upał i podejście “maniana”. Taki spokojny brak pośpiechu.

Faktycznie, jest tu coś ze “Stu lat samotności”.

Czuję się niedopieszczona fabularnie – pokazujesz ciąg scenek połączonych strasznie luźno. W sensie, że druga nie wynika z pierwszej, a trzecia z drugiej. Tylko na końcu się spotykają. 

Ale i to połączenie nie jest specjalnie odkrywcze – prawda, wszyscy kiedyś umrzemy. I?

Babska logika rządzi!

„To nie Catrina ich „zabija”. Ona tylko obserwuje… To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć, odbiera im życie” – choć to niczego nie zmienia, źle odczytałem te trzy scenki. Zasugerowałem się faktem, że nie było w nich wyraźnego naprowadzenia, że pojawia się Santa Muerte. Sądziłem, że to La Catrina, bo wygląda jak śmierć, była niejako ostatnia na miejscu zdarzenia oraz pojawia się zdanie: „Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera”, co skojarzyło mi się z tym, że niewidzialnym partnerem jest dusza, którą zabrała.

Teo Max,

Bardzo dziękuję za miłe słowa!

 

Finkla,

Dzięki za komentarz i garść miłych słów. Za uwagi również.

Czuję się niedopieszczona fabularnie – pokazujesz ciąg scenek połączonych strasznie luźno. W sensie, że druga nie wynika z pierwszej, a trzecia z drugiej. 

No wiem, wiem – to miał być taki tekst “Maćkowy”, troszkę mniej fabuły, raczej klimat, troszkę meksykańskiej mentalności i (mam nadzieję) ładnie napisane.

Scenki celowo nie są powiązane, bo mają symbolizować wiele różnych rzeczy: wypieranie się własnych korzeni przez Garbancero i udawanie kogoś “lepszego”, okrucieństwo systemu i pogardę, zarobek na śmierci i tej śmierci uwielbienie. Dodatkowo chciałem pokazać te dwa fronty, kartel i władzę, gdzie w Meksyku nikt nie wie, która strona jest gorsza. Obie strony konfliktu są paskudne. Troszkę symboli i smaczków jeszcze by się znalazło, jak odbicia, ale ogólnie stawiałem na formę, nie fabułę, bo tak naprawdę ten tekst nie ma fabuły i jest to zabieg celowy, miał spełniać inne założenia.

Tylko na końcu się spotykają. 

No to takie umowne, La Catrina w moim tekście stoi gdzieś między śmiercią, a kolejnym etapem (jakimś tam). Więc każdy, niezależnie od majątku, zachowania, pochodzenia tam trafia, dlatego ludzi w kolejce i potem szkieletów było tak wiele. Więc to takie bardziej symboliczne dla reszty tekstu, że akurat ta trójka stała razem.

Ale i to połączenie nie jest specjalnie odkrywcze – prawda, wszyscy kiedyś umrzemy. I?

Nie tyle wszyscy umrzemy, co wobec tej śmierci wszyscy jesteśmy jednakowi, niezależnie od majątku, pochodzenia, czy uczynków, bo śmierć nie kocha (chyba, że w opku lugosiego), nie dba o dobra materialne itd. Ale wiesz, ja to rozumiem, że to nic odkrywczego, nawet napisałem to w przedmowie. Ale jednak to szort z serii tekstów podróżniczych, a Meksykanie przykładają do tego wielką wagę, szczególnie w sztuce. La Catrina, Santa Muerte, różne piosenki, filozofie, teksty, obrazy, figurki, medaliki – oni serio podchodzą do tego bardzo serio. Dlatego też chciałem to pokazać, nawet jak dla nas jest to dość, hmm, proste.

Ale całkowicie rozumiem Twoje ogólne wrażenia, dziękuję, że wpadłaś i za klika!

To się chłop rozpisał XD

 

Robercie,

choć to niczego nie zmienia, źle odczytałem te trzy scenki. Zasugerowałem się faktem, że nie było w nich wyraźnego naprowadzenia, że pojawia się Santa Muerte. Sądziłem, że to La Catrina, bo wygląda jak śmierć, była niejako ostatnia na miejscu zdarzenia oraz pojawia się zdanie:Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera”, co skojarzyło mi się z tym, że niewidzialnym partnerem jest dusza, którą zabrała.

I wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że oni nie umarli w danym momencie, kiedy ona wypowiedziała te słowa. To tylko symbol, oni sobie potem żyli, aż w końcu trafili tam, gdzie trafili, w swoim czasie. Tak jak napisałem FinkliWięc to takie bardziej symboliczne dla reszty tekstu, że akurat ta trójka stała razem. Bo oni mogli umrzeć z odstępem czasu, po prostu symbolicznie postawiłem ich razem, a wokół były setki, tysiące innych zmarłych.

Ale rozumiem, że sposób prowadzenia narracji, powtarzalność i “refren” mogły spowodować mylne wrażenie, że oni umierali w danym momencie. Przyjmuję to jako mój błąd.

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Wiem, że w Meksyku śmierć jest ważną częścią kultury. To my ją wypieramy.

Ale opko oparte wyłącznie na klimacie jest jakby niepełne, IMO.

Acz przemiany bohaterów nie można Ci odmówić. ;-)

Babska logika rządzi!

Hej!

 

Tekst pokazuje, co miał pokazywać i robi to całkiem zgrabnie. Co najwyżej wstęp dużo spojleruje ;)

Rzadko metafory w tekście mnie przekonują. Tutaj w najgorszym wypadku mi nie przeszkadzały (może dlatego, że wiele było króciutkich, wplecionych w zdania), a sporo mi się nawet podobało. Głównie te związane z zegarkiem: porównanie kroku śmierci do tykania i “skradzione minuty”.

 

Z kwestii technicznych:

Strażnik nie odpowiada, tylko przygniata dłoń chłopaka butem.

Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami.

Chyba się zły podmiot przykleił.

Żaden przedmiot, który przyniosła reszta zebranych[,+] się nie ostał.

Domknięcie wtrącenia.

 

Pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Finkla,

Ale opko oparte wyłącznie na klimacie jest jakby niepełne, IMO.

Rozumiem Twoje podejście. Dla mnie często klimat, poetyka i symbolika nadrabiają samą fabułę, jeśli opko ma trochę inne zadanie niż zazwyczaj. Dobrym przykładem jest tu maciekzolnowski, który pisze podobnie, może bardziej nostalgicznie, i imponuje mi to często. Ale tak jak mówię, całkowicie rozumiem, że nie trafia to w Twoje gusta.

Acz przemiany bohaterów nie można Ci odmówić. ;-)

A dziękuję! laugh

 

ostam,

Co najwyżej wstęp dużo spojleruje ;)

Hah, właśnie tego się obawiałem, ale też uważam, że legenda jest potrzebna, żeby zrozumieć wszystko.

Rzadko metafory w tekście mnie przekonują. Tutaj w najgorszym wypadku mi nie przeszkadzały (może dlatego, że wiele było króciutkich, wplecionych w zdania), a sporo mi się nawet podobało. Głównie te związane z zegarkiem: porównanie kroku śmierci do tykania i “skradzione minuty”.

A to sprawiło mi wielką przyjemność, dzięki!

Chyba się zły podmiot przykleił.

Hmm. Zastanowię się nad tym, ale według mnie, jeśli zdanie zaczyna się od “chowa”, to podmiot jest stały i logiczny.

Dzięki za miły komentarz i poprawki!

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka