- Opowiadanie: MichaelBullfinch - La muerte es democrática

La muerte es democrática

Kolejny szort inspirowany podróżą. 

Myśl przewodnia może wydać się z pozoru prosta, ale czy nie zapominamy o tym za często?

Meksykanie przykładają do tego wielką wagę, przynajmniej w teorii.

Serdecznie zapraszam, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.

 

Klasycznie mała legenda:

La Catrina – pierwotnie satyryczny rysunek José Guadalupe Posady (1910), mający wyśmiewać meksykańską arystokrację wypierającą się swoich korzeni. Diego Rivera uczynił z niej ikonę narodu, malując ją w centrum swojego najsłynniejszego muralu. La Catrina ma przypominać, że wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi.

Garbancero – pogardliwe określenie osoby o rdzennych korzeniach, która próbuje udawać Europejczyka, by zyskać wyższy status społeczny.

Polvo eres – (łac. Pulvis es) „Prochem jesteś”. 

Nahuatl – język Azteków, symbol rdzennej tożsamości Meksyku, wypierany przez język kolonizatorów.

Jefe – szef, boss.

Santa Muerte – „Święta Śmierć”, meksykańska ludowa personifikacja śmierci czczona jako opiekunka.

„La muerte es democrática” – „Śmierć jest demokratyczna”. Słynne zdanie José Guadalupe Posady, oznaczające, że w obliczu końca wszyscy – bogaci i biedni – stają się tacy sami.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

La muerte es democrática

La Catrina sunie nad ziemią, a tam, gdzie suknia muśnie kamień, natychmiast rozkwitają nagietki. Wysoka i elegancka, ma na głowie ozdobny kapelusz, którego rondo rzuca głęboki, aksamitny cień.

Wąska uliczka grzęźnie w zapachu taniej wody kolońskiej i tytoniu. Za szybą, w żółtym świetle świecy, pewien mężczyzna toczy walkę z własnym odbiciem. Opryskuje się europejskimi perfumami. Nakłada na policzki białą maskę pudru, grubą i pękającą jak sucha ziemia. Próbuje wymazać z twarzy rysy swoich przodków, szukając w lustrze kogoś, kto mówiłby nosowym francuskim, a nie śpiewnym nahuatl.

W progu staje cień. Chłopak o dłoniach spękanych od pracy, z prośbą cichą jak szmer piasku.

– Panie, błagam o zaliczkę. Matka dusi się bez leków.

Garbancero nie odwraca wzroku od lustra. Poprawia koronkowy mankiet, a jego głos tnie powietrze jak uderzenie bata.

– Twój smród dusi mnie bardziej, wynoś się, bo i pracę stracisz.

La Catrina przystaje. Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, obserwując flakonik francuskich perfum.

– Polvo eres – szepcze pod nosem, a jej głos płynie na wietrze.

Kręci powoli głową, a pióra na rondzie kapelusza drżą z cichym, suchym szmerem. 

Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków.

 

 ✺ 

 

La Catrina dryfuje przez przestrzeń, a tam, gdzie suknia muśnie kafle, ceramika obrasta czarnym mchem. Wysoka i elegancka, jej ramiona otula puszyste boa, którego białe pióra zdają się żyć własnym życiem, przypominając sploty mitycznego węża.

W półmroku więziennej łaźni para miesza się z zapachem chloru i potu. Strażnik, z twarzą zastygłą w masce okrucieństwa, kopie skulonego na posadzce więźnia. Schyla się i szarpie za przegub dłoni chłopaka, zdzierając z niego zegarek.

– To pamiątka… – chrypi więzień, krztusząc się wodą z mydlinami.

Strażnik nie odpowiada, tylko przygniata dłoń chłopaka butem.

Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami.

La Catrina przystaje przy rozlanej kałuży. Spogląda w dół, gdzie w brudnej tafli wody drży odbicie strażnika – zniekształcone, obrzękłe, przypominające żerujące zwierzę, nie człowieka.

Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, przyglądając się zegarkowi z obojętnością.

– Polvo eres – szepcze do mętnej wody, która natychmiast ścina się szronem.

Kręci powoli głową, a klekot jej kości miesza się z rytmicznym tykaniem skradzionego mechanizmu.

Znów rusza w swój cichy taniec, powoli, z gracją. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków.

 

 ✺ 

 

La Catrina płynie nad podłogą, a tam, gdzie jej suknia muśnie posadzkę, luksusowy parkiet siwieje i pęka. Wysoka i elegancka, dźwiga nad kościstym czołem ciężar białych pióropuszy, które falują niczym skrzydła.

Wnętrze willi spowija głucha cisza. W gabinecie stoją milczący mężczyźni z bronią przewieszoną przez ramię. Jefe, o dłoniach ciężkich od złota, pochyla się nad precyzyjną wagą. Odmierza biały proszek, jakby ważył mąkę na chleb, który zamiast sycić, niesie tylko wieczne pragnienie.

Chłopak w progu poci się, szukając właściwych słów.

Jefe, w Guerrero znów liczą ciała…

Mężczyzna nie przerywa pracy. Przesuwa palcami po złotym medaliku z wizerunkiem Santa Muerte.

– Śmierć to biznes, synu, ale i wyzwolenie.

La Catrina przystaje przy mahoniowym blacie. Spogląda w czarną, lśniącą stal leżącego pistoletu. W jego odbiciu twarz mężczyzny jest tylko czarną dziurą, ziejącą pustką.

Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, przyglądając się banknotom na stole – nic nieznaczącym, martwym liściom.

– Polvo eres – mówi obojętnie. Medalik na piersi Jefe błyska w sztucznym świetle.

Kręci powoli głową, a jej suknia szeleści w rytm przekładanych woreczków ze śmiercią.

Oddala się tanecznym krokiem, jakby niesłyszalna muzyka grała specjalnie dla niej. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków.

 

 

 

Brama z gęstej, białej mgły nie przepuszcza światła ani dźwięku. Kolejka jest długa, bez końca i początku. Stoją w niej ramię w ramię ci, których za życia dzieliły grube mury.

Garbancero wciąż kurczowo przytula pożółkły flakonik perfum i poprawia pudrową, białą maskę. Strażnik zaciska pięść na skradzionym zegarku, który w tym miejscu jest już tylko zimnym kawałkiem metalu. Jefe trzyma jedną dłoń na złotym medaliku, a drugą szeleści banknotami w kieszeni. Wszyscy próbują coś wytłumaczyć mgle, pokazać papiery, dowody, majątek. Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę. Oprawcy i ofiary, biedni i bogaci, ludzie o różnych kolorach skóry i odmiennych narodowościach.

La Catrina wychodzi im naprzeciw. Podchodzi do nich po kolei. Jej dotyk jest lekki, niemal czuły. Gdy muska dłoń Garbancero, flakonik perfum rozsypuje się w pył. Gdy dotyka nadgarstka strażnika, zegarek zamienia się w garść szarego piasku. Złoty medalik i banknoty Jefe rozwiewają się na wietrze jak popiół, nim ten zdąży wypowiedzieć choć jedno słowo. Żaden przedmiot, który przyniosła reszta zebranych, się nie ostał.

Potem kładzie kościsty palec na czole każdego z nich. Jedno po drugim, bez podziałów. W miejscu jej dotyku skóra pęka jak suchy pergamin, jedwabie opadają, łachmany parują, a maski znikają. Ciało ustępuje miejsca bieli.

Wtedy La Catrina wyciąga przed nich ogromne, srebrzyste lustro. W tafli nie widać już ani pudru, ani skradzionych minut, ani złota. Próżno też szukać w nim władzy i pogardy, dominacji i upokorzenia. Odbija się tylko stado szkieletów. Niezliczone, nagie. Każda czaszka uśmiechnięta tak samo, każde żebro tak samo kruche. Nie da się rozpoznać, kto stał z pełnymi rękami, a kto z pustymi. Wszystkie kontury zatarła biel.

La Catrina staje na samym przedzie, tańczy walca, a jej kapelusz rośnie, aż staje się nieboskłonem, pod którym nie ma już cienia. Rozkłada ramiona, zapraszając wszystkich w głąb mglistego labiryntu, gdzie każde imię brzmi identycznie.

– Spójrzcie – mówi ostatecznym, jak zachód słońca, głosem. – Tutaj jedwab i łachman mają ten sam splot, a każde serce waży tyle samo: nic.

Uśmiecha się – tym wiecznym, martwym uśmiechem, który nie zna nienawiści ani miłości.

Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera. Zostawia po sobie tylko zapach nagietków i ciche słowa:

– La muerte es democrática.

 

(“Sueño de una Tarde Dominical en la Alameda Central” – Mural Diego Rivery (fragment zawierający La Catrinę))

Koniec

Komentarze

Hejka!

Bardzo plastyczny język, świetnie pokazałeś kontrast między elegancją Catriny a brudem świata, przez który przechodzi. Klimat czuć od początku do końca, tekst wciąga przez cały czas. Bardzo dobrze wypada, że każda scena pokazuje inny typ człowieka, a wszystko prowadzi i tak do jednego miejsca. 

Najbardziej podoba  mi się końcówka z lustrem, jest prosta, ale robi naprawdę mocny efekt.

Pozdrawiam i klikam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej, poczułem oddech Stu lat samotności. I to był miły oddech:) Pozdrawiam 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Witaj. :)

 

Kolejny raz wspaniale przekazujesz klimat i wrażenia z oryginalnej podróży; wręcz czuje się powiew tamtych dni: strach biednych i pewność siebie bogaczy oraz sunącą obok bohaterkę pierwszoplanową. :) Dodatek ilustracyjny robi niesamowite wrażenie, podobnie jak “życie po życiu”. :) Mnóstwo moralizatorstwa, mnóstwo przestróg oraz mądrości, zazwyczaj tak szybko zapominanych przez głupich, naiwnych ludzi. :) Każdy i tak w proch się obróci, nie ma innej opcji… 

 

Pozdrawiam serdecznie, podwójny kliczek, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Dość zgrabny szorcik.

Do tego – poczułem lekką nostalgię, bo tak jak wspomniał @Lesnylutek tekst przywodzi na myśl Sto lat samotności. Zresztą nie tylko to – ładnie łapiesz klimat południowoamerykański. Może jest też jeszcze jeden, bardziej egoistyczny powód, dla którego mi się to tak spodobało – w moim cyklu opowiadań o Kiriardzie pojawia się postać Mzungu / Muerte, który nosi tatuaż Nuestra Señora de la Santa Muerte, co stanowi ważną część jego tożsamości.

Ogólnie utwór jest napisany dobrze, @bruce świetnie ujęła jego zalety, ale skoro jestem jej demonicznym przeciwieństwem, to nie mógłbym zostawić tego komentarza bez wskazania paru istotnych potknięć, podwójnie denerwujacych w tak krótkim tekście:

 

"Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami."

Ta metafora nijak tu nie pasuje i wybija mocno z zanurzenia w pięknie odmalowany świat.

Dlaczego? Bo zegarek, wyobraź sobie, to jest takie coś, co odmierza czas. Nie jakby, tylko po prostu. 

Poza tym "czas między tymi murami" – też tu zgrzyta.

Całość brzmi więc idiotycznie, nie niesie żadnego znaczenia, wybija z narracji.

 

"Wnętrze willi spowija głuchy spokój"

Głuche co? Rozumiem, że chciałeś przełamać związek frazeologiczny "głucha cisza", ale "głuchy spokój" mi po prostu brzmi jak jakiś anglicyzm, a nie coś przynależącego do naszego systemu językowego.

 

"Potem kładzie kościsty palec na każdym czole."

Niezręczne, lepiej brzmiałoby: "Potem kładzie kościsty palec na czole każdego z nich."

 

Co do La Catriny trzykrotnie powtarzasz, że jest "Wysoka i elegancka" – nie jestem pewien, czy to dobry zabieg.

Nie wiem do końca co on ma na celu, a z pewnością osoby, które nie są fanami powtórzeń, w tak krótkim tekście mogą to odebrać jako błąd – choć mi się wydaje to nie błędem, a celowym zabiegiem, tylko nie wiem co on wnosi i czemu służy. U mnie to nie zagrało.

 

Mimo tych wad, uważam, że tekst mógłby po pewnym wygładzeniu trafić na biblioteczną półkę, więc w nadziei, że weźmiesz moje uwagi do serca – klikam.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cześć,

 

motyw Santa Muerte mi się podoba, jak pisałam, jest w niej potencjał na tekst, i ten potencjał dostrzegłeś ;) Wyszło zgrabnie, ponownie w formie przypowieści, ale ostatnio chyba idziesz w tę stronę i widzę, że jest to świadomy zabieg. Scenki masz przemyślane i chociaż każda domyka się morałem, to rozumiem, że taki miał być efekt. Ja niekoniecznie jestem fanką takiego bezpośredniego wskazywania przesłania, no ale forma to usprawiedliwia. Poza tym często trudno się tego wyzbyć, gdy chcemy, aby nasz tekst coś za sobą niósł.

 

Tak że tego, klikam :)

 

Unosi kościstą dłoń i poprawia rąbek kapelusza, przyglądając się banknotom na stole – nic nie znaczącym, martwym liściom.

 

To mnie wybiło – nie wiem, czy nie powinno być nic nieznaczącym (???)

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

betweenthelines,

Dziękuję bardzo za odwiedziny i miły komentarz. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało!

Najbardziej podoba  mi się końcówka z lustrem, jest prosta, ale robi naprawdę mocny efekt.

To tym bardziej mnie cieszy, bo sam najbardziej lubię scenkę z lustrem! :D

 

Lesnylutek,

Dzięki za odwiedziny i miłe słowo! Wydaje mi się, że dość trafne porównanie! Chciałbym w to wierzyć!

 

bruce,

Dziękuję za odwiedziny, bardzo miły komentarz i cieszę się niezmiernie, że tyle wartości odnalazłaś w tym krótkim tekście! 

Każdy i tak w proch się obróci, nie ma innej opcji… 

Otóż to. La muerte es democrática!

Dzięki za podwójny kliczek, to zawsze zaszczyt! heart

 

Jim,

Dzięki za odwiedziny i miłe słowa, cieszę się, że w ogólnym rozrachunku Ci się podobało.

w moim cyklu opowiadań o Kiriardzie pojawia się postać Mzungu / Muerte, który nosi tatuaż Nuestra Señora de la Santa Muerte, co stanowi ważną część jego tożsamości.

Hmm. Nie czytałem, ale udało Ci się mnie zainteresować. Gdzie takie dobroci można przeczytać?

@bruce świetnie ujęła jego zalety, ale skoro jestem jej demonicznym przeciwieństwem, to nie mógłbym zostawić tego komentarza bez wskazania paru istotnych potknięć, podwójnie denerwujacych w tak krótkim tekście:

No, już się bałem, że jesteś chory! :D

Dlaczego? Bo zegarek, wyobraź sobie, to jest takie coś, co odmierza czas. Nie jakby, tylko po prostu. 

Hmm. Metafora odnosi się do strażnika, że zabiera zegarek, jakby tylko on miał prawo odmierzać tam czas. Muszę się zastanowić, bo wydawało mi się, że podmiot się nie traci.

Całość brzmi więc idiotycznie, nie niesie żadnego znaczenia, wybija z narracji.

O Ty! A ja Twoją książkę kupiłem! XD

A tak nieironicznie to uwielbiam Twoją bezpośredniość.

Głuche co? Rozumiem, że chciałeś przełamać związek frazeologiczny "głucha cisza", ale "głuchy spokój" mi po prostu brzmi jak jakiś anglicyzm, a nie coś przynależącego do naszego systemu językowego.

No i masz Ci los. Tak, to zdanie powstało z nadmiernego usuwania “ciszy”, bo wiem, że używam tego słowa za dużo. Ale faktycznie, tutaj powinienem zostawić.

Niezręczne, lepiej brzmiałoby: "Potem kładzie kościsty palec na czole każdego z nich."

Unikanie zaimkozy tutaj zaistniało. Zastanowię się i może faktycznie zmienię na Twoją propozycję, bo i taka była w pierwszej wersji.

Co do La Catriny trzykrotnie powtarzasz, że jest "Wysoka i elegancka" – nie jestem pewien, czy to dobry zabieg.

Ogólnie tekst ma celową powtarzalność, tylko że mimo podobieństwa zdań, jednak zamieniałem słowa. Tutaj stwierdziłem, że będę zamieniał tylko drugi człon zdania, żeby powtarzalność została, ale jednak zdanie mówiło coś innego, inaczej opisywało La Catrinę. Pomyślę nad tym, czy pierwszy człon też nie powinien być zamieniany.

Dzięki za klika i poprawki, dokładnie się im przyjrzę jak wrócę z pracy i zastanowię nad każdą!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

OldGuard,

Wyszło zgrabnie, ponownie w formie przypowieści, ale ostatnio chyba idziesz w tę stronę i widzę, że jest to świadomy zabieg.

Stwierdziłem, że nie ma co się oszukiwać, w tym się czuję najlepiej. Oczywiście jeszcze pewnie Was zaskoczę czymś zupełnie innym, ale jednak to chyba mój styl, który najbardziej mi pasuje.

Scenki masz przemyślane i chociaż każda domyka się morałem, to rozumiem, że taki miał być efekt. Ja niekoniecznie jestem fanką takiego bezpośredniego wskazywania przesłania, no ale forma to usprawiedliwia. Poza tym często trudno się tego wyzbyć, gdy chcemy, aby nasz tekst coś za sobą niósł.

Jest pewna możliwość, że zbyt dosłownie wzięłaś wypowiadane “Polvo eres”. To nie Catrina ich “zabija”. Ona tylko obserwuje, przechadza się, widzi co się dzieje na świecie i uśmiecha, bo wie, że na każdego przyjdzie czas i będzie wtedy równy. Więc ostatnia scena jest dużo później, a przedmioty to tylko symbol. “Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę” – To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć odbiera im życie, a stoją tam źli, dobrzy, biedni i bogaci – każdy dla La Catriny taki samy, bo zostaje po nich tyle samo – nic.

Dlatego brałbym bardziej pierwsze scenki jako obserwacje świata, błędne założenie ludzi, że są lepsi od innych, a La Catrina tylko z uśmiechem czeka na moment, kiedy się przekonają, że wcale tak nie jest.

To mnie wybiło – nie wiem, czy nie powinno być nic nieznaczącym (???)

A chyba prawda!

Dzięki za komentarz i klika!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Jest pewna możliwość, że zbyt dosłownie wzięłaś wypowiadane “Polvo eres”. To nie Catrina ich “zabija”. Ona tylko obserwuje, przechadza się, widzi co się dzieje na świecie i uśmiecha, bo wie, że na każdego przyjdzie czas i będzie wtedy równy. Więc ostatnia scena jest dużo później, a przedmioty to tylko symbol. “Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę” – To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć odbiera im życie, a stoją tam źli, dobrzy, biedni i bogaci – każdy dla La Catriny taki samy, bo zostaje po nich tyle samo – nic.

Dlatego brałbym bardziej pierwsze scenki jako obserwacje świata, błędne założenie ludzi, że są lepsi od innych, a La Catrina tylko z uśmiechem czeka na moment, kiedy się przekonają, że wcale tak nie jest.

 

Nigdzie nie sugerowałam, że ona ich zabija ;P tylko, że każda scenka to mini-morał zamknięty w większej przypowieści. Chodziło mi bardziej o wrażenie, że wszystkie historyjki kończą się symbolicznym, ale dość czytelnym domknięciem. Wiadomo że to nie La Catrina wpada z kosą, ale jak to napisałeś, raczej uśmiecha się pod nosem, bo wie, że i tak wszystko przeminie. Tyle że w każdej scenie ten sens jest jeszcze dodatkowo podkreślony i dopowiedziany, przez co nie zostaje tylko w tle, ale staje się wyraźnym finałem każdej mini-opowieści. No ale jak wyżej, forma przypowieści raczej to usprawiedliwia, może wymaga? :)

 

 

Głuche co? Rozumiem, że chciałeś przełamać związek frazeologiczny "głucha cisza", ale "głuchy spokój" mi po prostu brzmi jak jakiś anglicyzm, a nie coś przynależącego do naszego systemu językowego.

No i masz Ci los. Tak, to zdanie powstało z nadmiernego usuwania “ciszy”, bo wiem, że używam tego słowa za dużo. Ale faktycznie, tutaj powinienem zostawić.

 

Moja to poniekąd wina :P Ale za to w tym szorcie cisza mnie nie raziła w żaden sposób :)))

Those who don't believe in magic will never find it

Dobrze, dobrze. Tylko się upewniałem czy dobrze zrozumiałem Twoje słowa. Ale jak tak to widzisz to super. Dzięki za wyjaśnienie. Możesz mieć dużo racji, ale cieszę się, że nie postrzegasz tego jako wadę, a konstrukcję.

A co do ciszy – nie masz pojęcia ile razy czytałem i sprawdzałem, nawet jak już byłem pewien, że nic się nie ostało hahaha!

You cannot petition the Lord with prayer!

A co do ciszy – nie masz pojęcia ile razy czytałem i sprawdzałem, nawet jak już byłem pewien, że nic się nie ostało hahaha!

 

laugh

 

Ale jak widzisz mój komentarz był tym razem dość krótki, bo faktycznie tekst jest warsztatowo wręcz wypielęgnowany :) Poza tym “nic nieznaczący” nad którym też musiałam chwilę pogłówkować, bo internety różnie mówiły, to widać, że musiałeś to czytać wiele razy, bo czytało się bardzo płynnie :)

 

¡Qué bien lo has hecho! laugh

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Sama najlepiej wiesz ile czasu spędziłem na poprawkach, mimo że tekst jest bardzo krótki, bo pisaliśmy. Niezmiernie się cieszę, że to widać!

 

¡Gracias, un chupito de tequila como recompensa!

You cannot petition the Lord with prayer!

Cześć, MichaelBullfinch

Bardzo dobry szort.

Tak, wobec śmierci wszyscy równi, to prawda.

Zadaję sobie inne pytanie, szukając sprawiedliwości. Nie potrafię sobie wyobrazić wieczności, lecz kara po wsze czasy, wydaje się być nieskończenie nieproporcjonalna do czynu, popełnionego w życiu, które ma kres. W rozumieniu otaczającej rzeczywistości, konsekwencją zbrodni, jest kara, ale z przełożeniem na wieczność, traci sens. 

Wiem, że to odrobinę poza tematem La Catriny, ale myślę, że powiązanym. 

Choć zawsze można założyć, że nie ma tam nic.

Piszesz bardzo dobrze. 

Klik!

Pozdrawiam

Dobry szort i klikam, jeżeli to wogóle jest konieczne.

 

Tekst inny i tak samo Afrykańskie opko i to niestety jest inne niż moje upodobania, ogółe muczaczas do mnie nie trafiają tak samo nie trafią do mnie azjatyckie klimaty(od razu uprzedzam), to czytało się trudniej.

 

No ale warsztatowo jest b. dobrze, tylko niektóre frazy tylko wybijały z rytmu i ciekawe, że dokładnie te wskazane przez Jima.

 

Ale np. te: W półmroku więziennej łaźni para miesza się z zapachem chloru i potu.

To jest fajne, sam lubie i stosuje takowe.

 

Fajne jest to, ze jest tam trochę morału, widać że umiesz w takie klimaty i w sumie to że każdy akapit, to jakiś morał. 

 

Ale to poprzednie opowiadanie, z gatunku dark fantasy mi znacznie milej się czytało :) Ale to kwestia gustu.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Serwus, Michael,

Kolejny dobry szorcik. Ładnie i nastrojowo napisany.

Nie przypadł mi jednak do gustu – mam wrażenie, że niewiele wnosi i niczym nie zaskakuje. To trzy bardzo ładnie napisane scenki, w których śmierć zabiera „złe” osoby, oraz finał, który prowadzi do dość oczywistej konkluzji: po śmierci wszyscy jesteśmy równi – i na tym się kończy. Niestety nie znalazłem tu głębszej refleksji.

 

Mam też pytanie: dlaczego niektóre słowa ze słowniczka w tekście są zapisane kursywą, a inne nie? Podobny zabieg stosowałeś w „Ikhlwa i ihawu”.

 

Czy w słowniczku nie wkradła się nieścisłość? Piszesz, że „La Catrina – pierwotnie satyryczny rysunek José Guadalupe Posady…”, a przecież La Catrina to raczej postać (uosobienie śmierci) przedstawiona na tym rysunku.

 

Choć tekst nie trafił w mój gust, nie można mu odmówić solidnego warsztatu – jest napisany plastycznym, poetyckim językiem. Podobnie jak wspominał Jim, mnie również przywiódł na myśl realizm magiczny Márqueza.

 

Powtórzę tu mój komentarz spod innego Twojego opowiadania, bo i tutaj pasuje: „Niemniej gratuluję warsztatu i szorta. Podoba mi się, bo nie wszystko musi być traktatem filozoficznym – takie scenki też są ciekawe.”

 

Klik się należy, więc go zostawiam, choć już raczej symbolicznie, bo uzbierałeś ich chyba ze siedem.

Pozdrawiam

rr

@bruce świetnie ujęła jego zalety, ale skoro jestem jej demonicznym przeciwieństwem, to nie mógłbym zostawić tego komentarza bez wskazania paru istotnych potknięć

Jimie, zaprzeczam kategorycznie! laugh

 

A powtórzenia moim skromnym zdaniem miały wielokrotnie podkreślić wymowę tego, co powtarzały, np. wygląd bohaterki. wink

 

Pozdrawiam Was! heart

Pecunia non olet

Cześć

Przyjemnie mi się to czytało. Poczułem tak zwany klimacik od początku i utrzymywał się aż do samego końca. 

Hmm. Nie czytałem, ale udało Ci się mnie zainteresować. Gdzie takie dobroci można przeczytać?

 

Kiriarda po raz pierwszy pojawiła się publicznie w Ocalonych (pierwszej części), ale spotyka Muerte Muzingu dopiero w utworze Okruch ZaufaniaOcalonych 2.0.

 

 

No, już się bałem, że jesteś chory! :D

 

Troszkę mnie przewiało, ale nie na tyle, żeby porzucić swój talent do wytykania innym błędów, które sam nagminnie potępiam. Tu pasowałby pewnie jakiś cytat, może coś o belce w oku? ;-)

 

Hmm. Metafora odnosi się do strażnika, że zabiera zegarek, jakby tylko on miał prawo odmierzać tam czas. Muszę się zastanowić, bo wydawało mi się, że podmiot się nie traci.

 

Może to źle sparsowałem, ale jednak odniosłem to do zegarka.

O Ty! A ja Twoją książkę kupiłem! XD

A tak nieironicznie to uwielbiam Twoją bezpośredniość.

 

Cieszy mnie to :)

Gorzko i bez waty, prosto między oczy, słodycz zostawiając uroczej @bruce :)

 

 

Tutaj stwierdziłem, że będę zamieniał tylko drugi człon zdania, żeby powtarzalność została, ale jednak zdanie mówiło coś innego, inaczej opisywało La Catrinę. P

 

Tak, to w sumie ma sens, coś w rodzaju refrenu.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Hesket,

Bardzo dziękuję za miłe słowa i klika, niezmiernie mi miło!

Zadaję sobie inne pytanie, szukając sprawiedliwości. Nie potrafię sobie wyobrazić wieczności, lecz kara po wsze czasy, wydaje się być nieskończenie nieproporcjonalna do czynu, popełnionego w życiu, które ma kres. W rozumieniu otaczającej rzeczywistości, konsekwencją zbrodni, jest kara, ale z przełożeniem na wieczność, traci sens. 

Jeśli założyć, że “piekło” istnieje, mam wrażenie, że i tak nie jesteśmy w stanie go zrozumieć na etapie życia na Ziemi, bo nieskończoności też nie możemy pojąć. Kiepska odpowiedź, wiem, ale też chyba innej nie mam, jest wiele filozoficznych myśli na ten temat. Nie pamietam, który filozof się nad tym rozwodził, ale czytałem kiedyś pewne myśli na ten temat.

Cieszę się, że tekst zmusił Cię do różnych refleksji!

 

melendur,

Dzięki za miłe słowa i klika. Klimat specyficzny, więc rozumiem, że nie musi każdemu siąść. Tym bardziej miło, że przeczytałeś.

Fajne jest to, ze jest tam trochę morału, widać że umiesz w takie klimaty i w sumie to że każdy akapit, to jakiś morał. 

A dziękuję, to miłe.

 

Robercie,

To trzy bardzo ładnie napisane scenki, w których śmierć zabiera „złe” osoby, oraz finał, który prowadzi do dość oczywistej konkluzji: po śmierci wszyscy jesteśmy równi – i na tym się kończy. Niestety nie znalazłem tu głębszej refleksji.

W sumie nie miało być tu głębszej refleksji, a dość prosta, o której jednak często zapominamy. Ale to nie tak do końca, La Catrina nie zabierała złych osób. Pozwolę sobie przekleić odpowiedź do innego komentarza: 

Jest pewna możliwość, że zbyt dosłownie wzięłaś wypowiadane “Polvo eres”. To nie Catrina ich “zabija”. Ona tylko obserwuje, przechadza się, widzi co się dzieje na świecie i uśmiecha, bo wie, że na każdego przyjdzie czas i będzie wtedy równy. Więc ostatnia scena jest dużo później, a przedmioty to tylko symbol. “Razem z nimi stoją setki innych, których Santa Muerte przeprowadziła na drugą stronę” – To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć odbiera im życie, a stoją tam źli, dobrzy, biedni i bogaci – każdy dla La Catriny taki samy, bo zostaje po nich tyle samo – nic.

Dlatego brałbym bardziej pierwsze scenki jako obserwacje świata, błędne założenie ludzi, że są lepsi od innych, a La Catrina tylko z uśmiechem czeka na moment, kiedy się przekonają, że wcale tak nie jest.

Mam też pytanie: dlaczego niektóre słowa ze słowniczka w tekście są zapisane kursywą, a inne nie? Podobny zabieg stosowałeś w „Ikhlwa i ihawu”.

Słowa pochodzące z innego języka zapisuje kursywą, ale La Catrina i Santa Muerte to nazwy własne, które po polsku są nieprzetłumaczalne. Język nahuatl również.

 

Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa i klika, rozumiem, że tekst nie przypadł do gustu, jest dość specyficzny. Tym bardziej cieszę się, że wpadłeś i dałeś mu szansę, bardzo to cenię! 

 

bruce,

dziękuję za pomoc w wyjaśnieniach! heart

 

Pozdrawiam wszystkich.

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Powalinczyk,

Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa!

 

Jim,

Kiriarda po raz pierwszy pojawiła się publicznie w Ocalonych (pierwszej części), ale spotyka Muerte Muzingu dopiero w utworze Okruch Zaufania w Ocalonych 2.0.

A to dobrze się składa, bo razem z Twoją książką zamówiłem też te dwie antologie, czekają w kolejce.

Tu pasowałby pewnie jakiś cytat, może coś o belce w oku? ;-)

Tak to już jest, ale wytykając błędy sami się trochę uczymy, więc to spoko.

Tak, to w sumie ma sens, coś w rodzaju refrenu.

Dokładnie taki był zamysł.

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, cała przyjemność po mojej stronie. heart

 

Jimie, słodycz – w myśl jednej z moich ulubionych piosenek – “Tobie, Karolino” Homo Homini. laughheart

 

Pozdrawiam Was! smileykiss

Pecunia non olet

Bardzo piękne plastyczne opisy. Super się czytało.

 

Pozdrawiam serdecznie:)

Widzę zady i walety tekstu. Jak to wypada w naszej przeplatance?

Fajnie oddajesz klimat i nastrój. Czuć upał i podejście “maniana”. Taki spokojny brak pośpiechu.

Faktycznie, jest tu coś ze “Stu lat samotności”.

Czuję się niedopieszczona fabularnie – pokazujesz ciąg scenek połączonych strasznie luźno. W sensie, że druga nie wynika z pierwszej, a trzecia z drugiej. Tylko na końcu się spotykają. 

Ale i to połączenie nie jest specjalnie odkrywcze – prawda, wszyscy kiedyś umrzemy. I?

Babska logika rządzi!

„To nie Catrina ich „zabija”. Ona tylko obserwuje… To Santa Muerte, jako, powiedzmy, śmierć, odbiera im życie” – choć to niczego nie zmienia, źle odczytałem te trzy scenki. Zasugerowałem się faktem, że nie było w nich wyraźnego naprowadzenia, że pojawia się Santa Muerte. Sądziłem, że to La Catrina, bo wygląda jak śmierć, była niejako ostatnia na miejscu zdarzenia oraz pojawia się zdanie: „Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera”, co skojarzyło mi się z tym, że niewidzialnym partnerem jest dusza, którą zabrała.

Teo Max,

Bardzo dziękuję za miłe słowa!

 

Finkla,

Dzięki za komentarz i garść miłych słów. Za uwagi również.

Czuję się niedopieszczona fabularnie – pokazujesz ciąg scenek połączonych strasznie luźno. W sensie, że druga nie wynika z pierwszej, a trzecia z drugiej. 

No wiem, wiem – to miał być taki tekst “Maćkowy”, troszkę mniej fabuły, raczej klimat, troszkę meksykańskiej mentalności i (mam nadzieję) ładnie napisane.

Scenki celowo nie są powiązane, bo mają symbolizować wiele różnych rzeczy: wypieranie się własnych korzeni przez Garbancero i udawanie kogoś “lepszego”, okrucieństwo systemu i pogardę, zarobek na śmierci i tej śmierci uwielbienie. Dodatkowo chciałem pokazać te dwa fronty, kartel i władzę, gdzie w Meksyku nikt nie wie, która strona jest gorsza. Obie strony konfliktu są paskudne. Troszkę symboli i smaczków jeszcze by się znalazło, jak odbicia, ale ogólnie stawiałem na formę, nie fabułę, bo tak naprawdę ten tekst nie ma fabuły i jest to zabieg celowy, miał spełniać inne założenia.

Tylko na końcu się spotykają. 

No to takie umowne, La Catrina w moim tekście stoi gdzieś między śmiercią, a kolejnym etapem (jakimś tam). Więc każdy, niezależnie od majątku, zachowania, pochodzenia tam trafia, dlatego ludzi w kolejce i potem szkieletów było tak wiele. Więc to takie bardziej symboliczne dla reszty tekstu, że akurat ta trójka stała razem.

Ale i to połączenie nie jest specjalnie odkrywcze – prawda, wszyscy kiedyś umrzemy. I?

Nie tyle wszyscy umrzemy, co wobec tej śmierci wszyscy jesteśmy jednakowi, niezależnie od majątku, pochodzenia, czy uczynków, bo śmierć nie kocha (chyba, że w opku lugosiego), nie dba o dobra materialne itd. Ale wiesz, ja to rozumiem, że to nic odkrywczego, nawet napisałem to w przedmowie. Ale jednak to szort z serii tekstów podróżniczych, a Meksykanie przykładają do tego wielką wagę, szczególnie w sztuce. La Catrina, Santa Muerte, różne piosenki, filozofie, teksty, obrazy, figurki, medaliki – oni serio podchodzą do tego bardzo serio. Dlatego też chciałem to pokazać, nawet jak dla nas jest to dość, hmm, proste.

Ale całkowicie rozumiem Twoje ogólne wrażenia, dziękuję, że wpadłaś i za klika!

To się chłop rozpisał XD

 

Robercie,

choć to niczego nie zmienia, źle odczytałem te trzy scenki. Zasugerowałem się faktem, że nie było w nich wyraźnego naprowadzenia, że pojawia się Santa Muerte. Sądziłem, że to La Catrina, bo wygląda jak śmierć, była niejako ostatnia na miejscu zdarzenia oraz pojawia się zdanie:Odchodzi krokiem walca, kołysząc się lekko, jakby prowadziła w tańcu niewidzialnego partnera”, co skojarzyło mi się z tym, że niewidzialnym partnerem jest dusza, którą zabrała.

I wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że oni nie umarli w danym momencie, kiedy ona wypowiedziała te słowa. To tylko symbol, oni sobie potem żyli, aż w końcu trafili tam, gdzie trafili, w swoim czasie. Tak jak napisałem FinkliWięc to takie bardziej symboliczne dla reszty tekstu, że akurat ta trójka stała razem. Bo oni mogli umrzeć z odstępem czasu, po prostu symbolicznie postawiłem ich razem, a wokół były setki, tysiące innych zmarłych.

Ale rozumiem, że sposób prowadzenia narracji, powtarzalność i “refren” mogły spowodować mylne wrażenie, że oni umierali w danym momencie. Przyjmuję to jako mój błąd.

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Wiem, że w Meksyku śmierć jest ważną częścią kultury. To my ją wypieramy.

Ale opko oparte wyłącznie na klimacie jest jakby niepełne, IMO.

Acz przemiany bohaterów nie można Ci odmówić. ;-)

Babska logika rządzi!

Hej!

 

Tekst pokazuje, co miał pokazywać i robi to całkiem zgrabnie. Co najwyżej wstęp dużo spojleruje ;)

Rzadko metafory w tekście mnie przekonują. Tutaj w najgorszym wypadku mi nie przeszkadzały (może dlatego, że wiele było króciutkich, wplecionych w zdania), a sporo mi się nawet podobało. Głównie te związane z zegarkiem: porównanie kroku śmierci do tykania i “skradzione minuty”.

 

Z kwestii technicznych:

Strażnik nie odpowiada, tylko przygniata dłoń chłopaka butem.

Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami.

Chyba się zły podmiot przykleił.

Żaden przedmiot, który przyniosła reszta zebranych[,+] się nie ostał.

Domknięcie wtrącenia.

 

Pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Finkla,

Ale opko oparte wyłącznie na klimacie jest jakby niepełne, IMO.

Rozumiem Twoje podejście. Dla mnie często klimat, poetyka i symbolika nadrabiają samą fabułę, jeśli opko ma trochę inne zadanie niż zazwyczaj. Dobrym przykładem jest tu maciekzolnowski, który pisze podobnie, może bardziej nostalgicznie, i imponuje mi to często. Ale tak jak mówię, całkowicie rozumiem, że nie trafia to w Twoje gusta.

Acz przemiany bohaterów nie można Ci odmówić. ;-)

A dziękuję! laugh

 

ostam,

Co najwyżej wstęp dużo spojleruje ;)

Hah, właśnie tego się obawiałem, ale też uważam, że legenda jest potrzebna, żeby zrozumieć wszystko.

Rzadko metafory w tekście mnie przekonują. Tutaj w najgorszym wypadku mi nie przeszkadzały (może dlatego, że wiele było króciutkich, wplecionych w zdania), a sporo mi się nawet podobało. Głównie te związane z zegarkiem: porównanie kroku śmierci do tykania i “skradzione minuty”.

A to sprawiło mi wielką przyjemność, dzięki!

Chyba się zły podmiot przykleił.

Hmm. Zastanowię się nad tym, ale według mnie, jeśli zdanie zaczyna się od “chowa”, to podmiot jest stały i logiczny.

Dzięki za miły komentarz i poprawki!

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu,

Fajny masz ten cykl tekstów :)

Mają swój niepowtarzalny klimat, taki zbiór podkręconych fantastycznie baśni i legend.

Zastanawiam się tylko, czy nie wypadłoby jeszcze równiej, gdyby jednak wśród opisanych historii był też ktoś “niewinny” albo chociaż biedny. Bo tak to jest dość moralizatorsko (żeby nie było, to nie przeszkadza w takiej historii, morał jest ok), a równo przecież nie oznacza zawsze sprawiedliwie. A u Ciebie wyszło właśnie sprawiedliwie. I może dobrze, taką tylko refleksję zostawiam.

 

Pozdrawiam!

 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Napisałeś o sprawach ostatecznych, ale zrobiłeś to tak ładnie, że lektura pozostawia same dobre wrażenia.

Michaelu, bardzo się cieszę, że podróżujesz, a jeszcze bardziej, że wojaże skutkują świetnymi opowiadaniami. Mam nadzieję, że podróżowanie weszło Ci w krew i jeszcze mnóstwo opowieści przed nami. :)

 

Podzielę się jeszcze uwagą dotyczącą przewijających się w opowiadaniu nagietków. Nagietki, o ile mi wiadomo, pochodzą z rejonu Morza Śródziemnego i południowo-wschodniej Azji, więc zdumiała mnie ich obecność w opowiadaniu.

Zgłębiłam temat i ze zdumieniem odkryłam, że wzmiankowane nagietki – meksykański symbol śmierci, został utożsamiony z nagietkiem meksykańskim, znanym u nas jako aksamitka,  która faktycznie pochodzi z Meksyku, ale wygląda i pachnie zgoła inaczej niż nagietek, który miałam przed oczami, kiedy czytałam opowiadanie.

 

La Catrina wychodzi im naprzeciw. Podchodzi do nich po kolei. → A może: La Catrina wychodzi im naprzeciw. Zbliża się do nich po kolei.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

beeeecki,

No witam Lożanina! Teraz muszę uważać na żarciki! :D

Zastanawiam się tylko, czy nie wypadłoby jeszcze równiej, gdyby jednak wśród opisanych historii był też ktoś “niewinny” albo chociaż biedny.

Tak, myślałem o tym. Nawet napisałem jedną scenkę z “dobrym” bohaterem, ale pod koniec dnia sie na nią nie zdecydowałem. Bardzo psuło to twist. Bo teraz przedstawia się to tak, że myślisz, że trzej złole zostali ukarani, a tak naprawdę wszyscy wyszli na zero – i oprawcy i ofiary. Cała banda szkieletów :D

Dzięki za odwiedziny, miły komentarz i klika!

 

reg,

Napisałeś o sprawach ostatecznych, ale zrobiłeś to tak ładnie, że lektura pozostawia same dobre wrażenia.

Michaelu, bardzo się cieszę, że podróżujesz, a jeszcze bardziej, że wojaże skutkują świetnymi opowiadaniami. Mam nadzieję, że podróżowanie weszło Ci w krew i jeszcze mnóstwo opowieści przed nami. :)

Nie masz pojęcia jak mi miło! Cieszę się, że tekst aż tak Ci się spodobał.

Podróże łączę z pracą, więc jestem na nie niejako skazany :D Ale też bardzo je lubię i cieszę się, że wpadłem na pomysł, żeby zrobić sobie mały pamiętnik w postaci tekstów. Pewnie za kilka lat chętnie do nich wrócę i powspominam. W każdym razie jestem przekonany, że jeszcze nie jeden szort powstanie, bo kilka podróży już odbyłem, ale jeszcze nie napisałem o nich nic ciekawego :D

Co do nagietków – tak, byłem ciekawy czy kogoś to zainteresuje. Miło mi, że sprawdziłaś ten temat dokładnie, a tym bardziej miło, że potwierdzasz moje zdanie o symbolu i pochodzeniu konkretnych nagietków.

Poprawkę oczywiście wprowadzam, dziękuję za miłe słowo i odwiedziny!

 

Pozdrawiam Was!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, mnie też jest miło, że kilkoma zdaniami sprawiłam Ci przyjemność.

Podróżuj bez opamiętania, poznawaj folklor miejsc, do których trafisz, gromadź legendy, zbieraj ciekawe historie i dziel się doświadczeniami. Czytelnicy będą Ci wdzięczni.

Serdeczności. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podróżuj bez opamiętania, poznawaj folklor miejsc, do których trafisz, gromadź legendy, zbieraj ciekawe historie i dziel się doświadczeniami. Czytelnicy będą Ci wdzięczni.

Bardzo dziękuję za te słowa, reg. Postaram się! Ja również jestem niezmiernie wdzięczny czytelnikom!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo proszę, Michaelu. :)

Wzajemna wdzięczność piszącego i czytających jest ogromnie pożądana i oby tak działo się zawsze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przepięknie napisane i bardzo klimatyczne, urzeka od pierwszych zdań. Przyjemnie ujęty motyw przemijania, całość daje do myślenia. Jakoś szczególnie trafiło do mnie zastosowanie powtórzeń przy ruchu La Catriny.

Pozdrawiam.

Przybyłam Was nawiedzać

Hej :)

Bezdyskusyjnie pięknie napisane. Samo przejście przez tekst jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Czuć zapach nagietków ;)

Trochę to jednak opowiadanie w stylu, którego nie lubię, bo jest to literackie rozwinięcie tytułu. Zero napięcia, zero zaskoczenia – po kilku akapitach wiedziałem już dokładnie, dokąd ten tekst zmierza.

W każdym razie składam wyrazy uznania za doskonały warsztat.

Pozdrawiam!

reg heart

 

L.Keller,

Dzięki wielkie za przeczytanie i miły komentarz. Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na powtarzający się “refren”, bardzo mi zależało, żeby właśnie w ten sposób ugryźć ten tekst.

 

khomanicu,

Bezdyskusyjnie mi miło, że tak uważasz! No jest to taki rodzaj tekstu, całkowicie rozumiem, że nie trafi do każdego. Ale czasem trzeba odpocząć od dłuższych, bardziej zawiłych fabuł, a osobiście bardzo lubię takie symboliczne miniaturki. 

Dzięki za przeczytanie i miły komentarz!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej ho!

Fajnie, że tym razem zabierasz nas do Meksyku. Wyszło bardzo klimatycznie! Podobało mi się to wędrowanie za dystyngowaną La Catriną, która cierpliwie się przygląda i kręci głową, by potem w “Grande Finale”, przypomnieć, że wszyscy skończymy tak samo. 

Trochę żałuję, że przeczytałam przedmowę, bo przez to historia jak i puenta przestała być dla mnie niespodzianką. :D Ale czasami dobrze jest lecieć przez opowiadanie z włączoną nawigacją, bo przynajmniej można sobie bez obawy pooglądać widoki i wczuć się w refleksyjny klimat o przemijaniu. 

 

Symboliczny klik! Pozdrawiam :) 

Podążaj za białym królikiem.

Marszawo,

Dzięki za miły komentarz. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało!

Trochę żałuję, że przeczytałam przedmowę, bo przez to historia jak i puenta przestała być dla mnie niespodzianką. :D

Meh, obawiałem się tego troszkę. No ale z drugiej strony bez przedmowy mam wrażenie, że mogło być niezrozumiałe.

Ale czasami dobrze jest lecieć przez opowiadanie z włączoną nawigacją, bo przynajmniej można sobie bez obawy pooglądać widoki i wczuć się w refleksyjny klimat o przemijaniu. 

O, właśnie! Dzięki!

 

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

La Catrina przystaje przy rozlanej kałuży. Spogląda w dół, gdzie w brudnej tafli wody drży odbicie strażnika – zniekształcone, obrzękłe, przypominające żerujące zwierzę, nie człowieka.

Żerujące zwierzęta wyglądają naprawdę różnie ;)

 

Bardzo plastyczny tekst, niemal malowany, ale trochę nudny.

Czytało mi się dobrze, podobał mi się meksykański folklor, ale fabularnie mnie tym razem nie porwało. 

 

delulu managment

Ambush,

Dzięki za miłe słowo, ale też za szczerość. Taki rodzaj tekstu. Całkowicie rozumiem, że fabularnie nie jest tu bogato. Tym bardziej dzięki, że przeczytałaś!

You cannot petition the Lord with prayer!

Zygfrydzie, dzięki za przeczytanie. Cieszę się, że się podobało!

Nawet czytałem ten tekst kiedyś, lata temu, jak jeszcze tylko czytałem NF. No, faktycznie jest pewne podobieństwo w strukturze!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziń dybry!

 

La Catrina dryfuje przez przestrzeń

Aliteracja.

A może: w przestrzeni? Choć to też nie jest idealna poprawka…

 

Wysoka i elegancka

Już mamy to drugi raz. Byłabym ostrożna z tymi powtórzeniami, tym bardziej że każdy akapit kończy się tak samo.

 

a jej suknia szeleści w rytm przekładanych woreczków ze śmiercią.

Mmmm, wybrzmiało trochę niezgrabnie.

 

Na próżno też w nim szukać władzy

Próżno też szukać w nim władzy

Tak moi zdaniem brzmi lepiej.

 

 

Do czegoś trzeba się przyczepić, żebyś nie obrósł w piórka za bardzo (choć chyba już jest za późno, bo tych Piórek trochę już masz XD), bo zaraz zamierzam Ci przyłożyć potężnym komplementem.

Po pierwsze: powtarzalność. Każda scena kończy się tak samo: powiedzeniem Polvo eres i zapachem nagietków. Domyślam się, że był to celowy zabieg, ale mnie odrobinę irytował.

Po drugie: znikoma fabuła. W sumie niewiele się tu dzieje, skupiłeś się bardziej na stylizacji, zakrawającej o poezję, ale skłamałabym twierdząc, że mnie się to nie podoba. Choć teraz się zastanawiam, czy bardziej skomplikowana fabuła jest tu pożądana? Toć to miniaturka, przypowieść.

 

I teraz czas na uderzenie:

Jestem zachwycona, nie tylko tekstem, ale też drogą, jaką przebyłeś. Sobota bez robota została opublikowana całkiem niedawno, a zauważam ogromną przepaść między tamtym opowiadaniem a tym. Tempo, w jakim rozwijasz swój warsztat, jest niezmiernie rzadko spotykane i zasługuje na podziw. Jest to zasługa nie tyle talentu, co Twojej pracowitości. Chylę czoła!

 

Dziękuję za satysfakcjonującą lekturę i pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

MichaeluBullfinchu, wspaniałe opowiadanie. Pięknie napisane, świadome stylistycznie, mające świetny rytm. Może i momentami balansuje na granicy przeestetyzowania, ale i tak jestem pod dużym wrażeniem. Być może, w jednym czy dwóch miejscach, trochę bym obniżył poetyckość, żeby opowiadanie nie traciło oddechu między kolejnymi obrazowymi zdaniami.

 

“Odchodzi krokiem walca…” – to jest dobre. Te nagietki są super, ale stały się trochę takim powtarzalnym ornamentem. Spróbowałbym to jakoś przełamać.

 

Miałem skojarzenie z Catherynne M. Valente. 

 

Nominuję do piórka.

Holly,

Aliteracja.

Szczerze, przy takiej formie tekstu, nie widzę nic złego w małej aliteracji. Zostawię.

Już mamy to drugi raz. Byłabym ostrożna z tymi powtórzeniami, tym bardziej że każdy akapit kończy się tak samo.

Tak, rozumiem. Ale jest to celowe. Chciałem stworzyć coś na zasadzie refrenu

Mmmm, wybrzmiało trochę niezgrabnie.

Myślałem nad tym sporo i nic lepszego nie wymyśliłem. Ale rozumiem czemu zgrzyta.

Tak moi zdaniem brzmi lepiej.

Racja.

Po pierwsze: powtarzalność. Każda scena kończy się tak samo: powiedzeniem Polvo eres i zapachem nagietków. Domyślam się, że był to celowy zabieg, ale mnie odrobinę irytował.

Tak, było to celowe. Eksperymentalne. Rozumiem, że może irytować, ale jednak chciałem poprowadzić to testowo w taką rytmiczną stronę, więc przyjmuję na klatę, ale nie chcę zmieniać założenia tekstu.

Po drugie: znikoma fabuła. W sumie niewiele się tu dzieje, skupiłeś się bardziej na stylizacji, zakrawającej o poezję, ale skłamałabym twierdząc, że mnie się to nie podoba. Choć teraz się zastanawiam, czy bardziej skomplikowana fabuła jest tu pożądana? Toć to miniaturka, przypowieść.

Rozumiem zarzut całkowicie, ale jednocześnie sama sobie odpowiedziałaś. Ten tekst miał pewne założenia w formie, konstrukcji i rytmie. To było dla mnie najważniejsze, chciałem się sprawdzić w czymś nowym. Uważam, że te założenia spełniłem, ale pokutuje to specyficznym rodzajem fabuły, który zakrawa o jej brak. Więc przyjmuję to.

Jestem zachwycona, nie tylko tekstem, ale też drogą, jaką przebyłeś. Sobota bez robota została opublikowana całkiem niedawno, a zauważam ogromną przepaść między tamtym opowiadaniem a tym. Tempo, w jakim rozwijasz swój warsztat, jest niezmiernie rzadko spotykane i zasługuje na podziw. Jest to zasługa nie tyle talentu, co Twojej pracowitości. Chylę czoła!

Bardzo dziękuję, bardzo mi miło po przeczytaniu Twojego wpisu. Naprawdę.

 

Dzięki za komentarz i tak miłą opinię!

 

Prosiaczku,

wspaniałe opowiadanie. Pięknie napisane, świadome stylistycznie, mające świetny rytm.

Miód na moje uszy, bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa. 

Może i momentami balansuje na granicy przeestetyzowania, ale i tak jestem pod dużym wrażeniem.

Zgadza się, bardzo bałem się, że źle zbalansuje. Więc rozumiem o co Ci chodzi.

Być może, w jednym czy dwóch miejscach, trochę bym obniżył poetyckość, żeby opowiadanie nie traciło oddechu między kolejnymi obrazowymi zdaniami.

Pewnie masz rację. Pisałem coś aż tak poetyckiego pierwszy raz, więc sprawiło mi to wielką trudność. Całkowicie przyjmuję, że mogłem przedobrzyć.

Te nagietki są super, ale stały się trochę takim powtarzalnym ornamentem. Spróbowałbym to jakoś przełamać.

W mojej głowie to miało brzmieć jak refren i jakoś ta wizja mi się podobała. Więc ciężko mi po czasie określić, czy to było słuszne, ale chyba jednak postąpiłbym tak samo.

Catherynne M. Valente. 

A to ciekawe, nie czytałem nic od niej. Spojrzę, dzięki.

Nominuję do piórka.

Wow, bardzo dziękuję!

 

Heskecie,

widzę, że nominowałeś do piórka po czasie. Jeśli to czytasz, wiedz, że bardzo mi miło. Dziękuję!

 

Pozdrawiam wszystkich!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Zgłoszeń dokonuje się od pierwszego dnia danego miesiąca do ósmego (dziesiątego dla Dyżurnych) dnia następnego miesiąca.

 

Michaelu, nie wiem, czy się nie mylę (jeżeli tak – serdecznie przepraszam), ale wydaje mi się, że jeszcze jest czas na nominowanie. :) 

Pecunia non olet

Tak, tak, bruce. Mówiąc „po czasie”, miałem na myśli, że po dłuższym zastanowieniu, nie, że jest za późno. laugh

You cannot petition the Lord with prayer!

Aaaa,,, ok. :) W każdym bądź razie pilnie czekam i mam nadzieję, że jeszcze dodatkowe nominacje dojdą. ;) 

Pecunia non olet

Pełna nominacja w sumie już jest, ale bardzo Ci dziękuję za Twój wkład i każde dobre słowo heart

You cannot petition the Lord with prayer!

Jest? Wspaniale! smileyyes Bo ja nigdy nie wiem, ile jeszcze brakuje, póki nie zostanie podsumowane ostatecznie. ;)

O, to wielka radość, bo należy się absolutnie. :) Trzymam kciuki. heart

To ja dziękuję za tak oryginalny tekst. smiley

 

A, ok, widzę, że było 3/5 poprzednio, zatem jest faktycznie! yes Hurrra! smiley

Pecunia non olet

Tak czy inaczej, tu czy indziej,

A ona po każdego przyjdzie.

(…)

Szczyrka dopadła w Port Arturze,

Galotkę, jak na saksy chodził,

Bielskiego, kiedy śpiewał w chórze,

A moją Andzię w mieście Łodzi.

(…)

Chcesz – bij się z carem, nie chcesz – nie bij…

Czy Polak jesteś, czy Japoniec,

Zwali Japońca, cara, ciebie,

Ot tobie wolność: klaps i koniec.

 

Hej, Michaelu!

Zrobiłeś to bardzo ciekawie, jak nastrój tekstu rozbiega się z jego logiką. Prezentując trójkę czarnych charakterów, efektownie pokazujesz, że krzywdzenie innych ludzi dla zysku materialnego ma być czymś nienaturalnym i odrażającym nawet dla samej Śmierci, ale jednocześnie widzimy, że ta Śmierć traktuje wszystkich tak samo i nikogo nie czeka kara ani nagroda, więc dlaczego by nie nachapać się za życia kosztem innych. Oczywiście odgaduję, że to celowy zabieg, mający następnie skłonić do przemyśleń, iż etyka i urządzanie znośnego świata jest czymś, o co ludzkość musi sama dbać, nikt tego za nią nie załatwi. Ładne jest wykorzystanie mniej u nas znanej kultury, ładne są te trzy paralelne akapity, również moim zdaniem eksperyment bliski prozie poetyckiej. Sto lat samotności… jest to jakieś skojarzenie, ale dla mnie tutaj odleglejsze niż przy lekturze Utopię waszą utopię.

Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami.

Jednak ten podmiot trochę się gubi. Może zdobycz? Może on sam?

Żaden przedmiot, który przyniosła reszta zebranych, się nie ostał.

W tym zdaniu coś nie pasuje – jakby reszta zebranych, w odróżnieniu od naszej trójki, przynosiła przedmioty kolektywnie? Może w ten sposób: Reszta zebranych także niosła rozmaite przedmioty, ale żaden się nie ostał?

 

Na Piórko tu, w mojej skromnej opinii, zbyt mało treści, tak krótkim utworom zawsze jest trudniej osiągnąć ten próg, przemyślenia czy konstrukcja świata musiałyby mnie uderzyć wyjątkową trafnością i oryginalnością. Prawda, że pomimo starań nie uniknie się w tych decyzjach pewnej dozy subiektywizmu. Tutaj to dodatkowo powikłane kwestią, że skoro wiersze nie mogą kandydować do naszego najwyższego wyróżnienia, prawie się nie da oceniać z perspektywy piórkowej tych cech organizacji poetyckiej.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

O, to wielka radość, bo należy się absolutnie. :) Trzymam kciuki. heart

Dzięki, bruce, to naprawdę bardzo miłe! heart

 

Ślimaku,

Pięknego poematu fragmentami zacząłeś swój komentarz i nie będzie chyba dla Ciebie niespodzianką, jak powiem, że te wersy towarzyszyły mi w przygotowaniach do napisania mojego szorta. Ale też troszkę poezji meksykańskiej.

Zrobiłeś to bardzo ciekawie, jak nastrój tekstu rozbiega się z jego logiką.

Czasami żałuję, że nie można przypiąć jakiegoś komentarza na samej górze. To zdanie, ale też to co napisałeś po nim, jest dokładnie tym, co chciałem przekazać. To to, oprócz poetyki, miało być mocną stroną tekstu. To właśnie obrazowe pokazanie ludzi jako szkielety w lustrze, gdzie nie da się rozpoznać kto jest kim, czy zdanie: Tutaj jedwab i łachman mają ten sam splot, a każde serce waży tyle samo: nic – miały troszkę właśnie zaprzeczyć temu, do czego prowadził klimat. Nie ma tu kary dla złych, bo to nie o to chodziło. Może nie jest to przewrotny twist, ale jednak w poetyckim tekście, wydaje mi się dość mocnym, emocjonalnym domknięciem. Mam wrażenie, że jednak większość tego tak nie odczytała jak Ty, ale bardzo mnie cieszy, że zrozumiałeś tekst dokładnie tak, jak zależało mi, żeby był rozumiany.

Oczywiście odgaduję, że to celowy zabieg, mający następnie skłonić do przemyśleń, iż etyka i urządzanie znośnego świata jest czymś, o co ludzkość musi sama dbać, nikt tego za nią nie załatwi.

Poprawnie odczytałeś moje przemyślenia, które między wierszami chciałem wtrącić.

Jednak ten podmiot trochę się gubi. Może zdobycz? Może on sam?

Hmm. Nie będę ukrywał, że to zdanie sprawiło mi wiele trudności, jak pewnie sam widziałeś w komentarzach. Poprawię, dzięki.

W tym zdaniu coś nie pasuje – jakby reszta zebranych, w odróżnieniu od naszej trójki, przynosiła przedmioty kolektywnie? Może w ten sposób: Reszta zebranych także niosła rozmaite przedmioty, ale żaden się nie ostał?

Racja, jak najbardziej będzie to dobra zmiana. 

Na Piórko tu, w mojej skromnej opinii, zbyt mało treści, tak krótkim utworom zawsze jest trudniej osiągnąć ten próg, przemyślenia czy konstrukcja świata musiałyby mnie uderzyć wyjątkową trafnością i oryginalnością.

W ocenie szortów musi być to wielka trudność, żeby wskazać, czy treści jest wystarczająco, czy też nie. Sam miałbym z tym kłopot. Bo tylko subiektywnie da się stwierdzić, czy jest wystarczająco. Bo czy w takim razie w tekście, który ma 30k znaków, musi być pięć razy więcej, niż w tym, który ma 6k, skoro surowo oceniamy szorty? Nie odbierz tej myśli, jako próbę udowadniania, że w moim szorcie jest treści wystarczająco, bo ja szczerze, naprawdę nie mam pojęcia, czy sam dałbym mu TAK, raczej nie. Po prostu głośno myślę, bo nie mam pojęcia, czy da się obiektywnie ocenić szort, masz racje, że to chyba musi po prostu kliknąć wystarczająco. 

Ale odnośnie mojego tekstu, ciężko jest wprowadzić więcej treści, kiedy jednak połowa szorta to zdania ozdobne, poetyckie, klimatyczne. Starałem się to połączyć, wierz mi, Ślimaku, że bardzo się starałem, ale w końcu, po kilku dniach poprawek, stwierdziłem, że nie ma sensu dalej się rozwodzić, bo tylko zepsuję, i po prostu wrzuciłem. Uważam, że była to dobra decyzja, na tym etapie nie byłbym w stanie zrobić tego lepiej, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się poprawić warsztat na tyle, żeby lepiej oddawać takie teksty, ale i wszystkie inne.

Tutaj to dodatkowo powikłane kwestią, że skoro wiersze nie mogą kandydować do naszego najwyższego wyróżnienia, prawie się nie da oceniać z perspektywy piórkowej tych cech organizacji poetyckiej.

Po pierwsze bardzo dziękuję, że nazwałeś szort bliski prozie poetyckiej, z Twojej klawiatury cieszy to naprawdę bardzo. Ale szczerze powiem, że tego argumentu nie jestem w stanie zrozumieć. Wiersze nie mogą kandydować do piórka, okej, ale nikt nie “zbanował” doceniania poetyki w tekstach, które wierszami nie są. Wiem, że to brzmi, jak słowa cwanego przedsiębiorcy, że skoro da się obejść zasady, to wręcz się powinno, ale fakty są takie, że wydaje mi się, że nie przyznaję się tutaj Piórek za wiersze, bo jest niewystarczająca ilość kompetentnych osób, by móc obiektywnie je oceniać. Raczej jesteśmy tu dla opowiadać, więc ciężko oczekiwać, że Loża musi mieć jeszcze wiedzę na temat poezji. Oczywiście jesteś wyjątkiem, Ślimaku, ale myślę, że wiesz o co mi chodzi. Ale poetyka w prozie, hmm, to chyba już inny temat, tak mi się wydaje.

Dziękuję Ci za Twój komentarz, bardzo poprawił mi humor. Zawsze czekam niecierpliwie co powiesz o moim nowym tekście jaki wrzucam i chociaż rozumiem decyzję piórkową, a nawet sam się z nią zgadzam, to cieszę się, że tekst został nominowany, bo byłem bardzo ciekawy co o nim powiesz.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dzięki za ciekawą i obszerną odpowiedź, przyjemnie wiedzieć, że w Twoim odczuciu tak dobrze trafiłem z interpretacją tekstu!

Pięknego poematu fragmentami zacząłeś swój komentarz i nie będzie chyba dla Ciebie niespodzianką, jak powiem, że te wersy towarzyszyły mi w przygotowaniach do napisania mojego szorta. Ale też troszkę poezji meksykańskiej.

Jednak jest to dla mnie pewnym zaskoczeniem. Po pierwsze dlatego, że nie ma tam tej dwoistości, o której pisałem, sens tych wersów wydaje się podobny, ale nastrój jest istotnie różny. Po drugie dlatego, że w ogóle mało kto czyta dziś Kwiaty polskie i wcale nie miałem pewności, czy będziesz je kojarzył. A kompletnej nieznajomości poezji meksykańskiej nie zamierzam się wypierać.

W ocenie szortów musi być to wielka trudność, żeby wskazać, czy treści jest wystarczająco, czy też nie. (…)

Dyskusja o kryteriach ocen piórkowych może być trochę puszką Pandory, ale sam się o to prosiłem… Ogólnie zgadzamy się, że nie da się tu uciec przed pewną subiektywnością, najpierw coś intuicyjnie “klika” albo nie, a potem dopiero staram się do tego dobudować użyteczne uwagi i wskazówki, możliwie zobiektywizować, dlaczego mnie zachwyca albo nie zachwyca. Rzecz jasna zdarzało się, że w tym procesie zmieniałem zdanie, na przykład dostrzegając w tekście nowy sens czy głębię, rewidowałem wcześniejsze wrażenia. (Kojarzysz może ten cytat z Tolkiena, jak wspominał w liście, że córka od paru dni przedziera się przez Balladę o białym koniu, więc ciągle objaśnia jej trudniejsze fragmenty i przy tym przekonał się, że utwór nie jest takim arcydziełem, za jakie je wcześniej uważał?)

Odnotujmy jednak, że rozmiar treści nie rośnie wprost proporcjonalnie do rozmiaru tekstu… poniżej pewnej granicy bardzo trudno zmieścić utwór, który nie będzie jedną lub kilkoma scenami, a rozwiniętą konstrukcją fabularną z pełnoprawnymi bohaterami, pozwalającą czytelnikowi poczuć głębszy związek ze światem i zapadającą w pamięć na dłużej. Nie znaczy to oczywiście, że scenka czy nawet kilkuzdaniowa przypowieść nie może być wybitna literacko i przełomowa dla czyjegoś rozumienia świata, tylko że jest o to istotnie trudniej. Tutaj zgadzam się, że Twój utwór mógłby stracić na komplikowaniu go dodatkowymi sensami, ująłeś go bardzo dobrze w obmyślonych granicach – niemniej odczułem i w miarę możliwości postarałem się uargumentować, że ta opowieść nie przedstawia wyrażonej tytułem znanej myśli przewodniej tak nadzwyczajnie, by znaleźć się dla mnie w najściślejszej czołówce tekstów Portalu.

Ale szczerze powiem, że tego argumentu nie jestem w stanie zrozumieć. Wiersze nie mogą kandydować do piórka, okej, ale nikt nie “zbanował” doceniania poetyki w tekstach, które wierszami nie są.

Nie, nie to chciałem powiedzieć! Naturalnie, że obecność umiejętnie wprowadzonej poetyki stanowi zaletę tekstu prozatorskiego i nie tylko można, ale kategorycznie należy ją doceniać. Wykorzystanie zróżnicowanych środków i jednostek językowych, dobra metaforyka, kadencja, trafne wprowadzanie powtórzeń, wyliczeń, czasem nawet aliteracji i rymów – wszystko to recenzent powinien umieć dostrzec i ocenić, na ile pomaga danemu opowiadaniu. (Nie twierdzę, że dysponuję takimi kompetencjami). W tym miejscu chciałem się odnieść raczej do subiektywizmu, że skoro kryteria piórkowe w naturalny sposób “dyskryminują” poezję w stosunku do prozy, to decyzja o uwzględnieniu tej warstwy i przymknięciu oka na szczuplejszą fabułę jest nim szczególnie obciążona. Jeżeli masz ochotę, możesz jeszcze zerknąć na dyskusję pod moim utworem https://fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/30065, gdzie szereg bardziej doświadczonych autorów i lożan wypowiadał się o analogicznych kwestiach może składniej. (Tylko nie bierz tego za sugestię, że sam tekst stawiam Ci jako przykład, bo w istocie dostrzegam, że pod pewnymi względami jest mniej dojrzały od Twojego, że części zamierzonych znaczeń nie udało mi się czytelnie zawrzeć).

Pozdrawiam ponownie i ślimaczo!

Po pierwsze dlatego, że nie ma tam tej dwoistości, o której pisałem, sens tych wersów wydaje się podobny, ale nastrój jest istotnie różny. Po drugie dlatego, że w ogóle mało kto czyta dziś Kwiaty polskie i wcale nie miałem pewności, czy będziesz je kojarzył.

To też nie tak, że znam wiele takich dzieł. Tutaj akurat zaistniał przypadek. Moja Pani z polskiego, za czasów gimnazjum, polecała mi wiele ciekawych dzieł literackich (w tym Kwiaty polskie), zresztą ja jej również. Wtedy nie mogłem się pochwalić opowiadaniami, bo jeszcze nic ciekawego nie pisałem, ale ona zawsze chyba widziała we mnie jakiś potencjał i podsuwała niejedną książkę. Wiele przegadaliśmy o książkach, a po skończeniu szkoły, jako pierwsza zbetowała mi opowiadanie, które lata temu wrzuciłem na NF, to chyba był 2016 rok, jeszcze na jakimś starym koncie, nawet nie pamiętam jak się nazywało. Od tego czasu miałem dziesięcioletnią przerwę w pisaniu, ale to nie zmienia faktu, że nadal uważam ją za osobę, która mnie pierwsza do tego popchnęła. Taka mała prywata, bo mi się przypomniało i zrobiło nawet miło, mam nadzieje, że wybaczysz.

niemniej odczułem i w miarę możliwości postarałem się uargumentować, że ta opowieść nie przedstawia wyrażonej tytułem znanej myśli przewodniej tak nadzwyczajnie, by znaleźć się dla mnie w najściślejszej czołówce tekstów Portalu.

Podsumowując całą Twoją myśl, ja się zgadzam. Raczej głośno myślałem, bo to ciekawy temat przy tak krótkich tekstach, a ich ocena może różnić się diametralnie, w zależności jak bardzo trafi do konkretnego czytelnika, chyba takie utwory są mniej uniwersalne, niż długie opowiadania, które mają więcej czasu na “wchłonięcie” czytelnika. Ale tak, ja osobiście również nie uważam, żeby mój tekst był na tyle przełomowy, by przy swojej krótkiej formie zdobyć Piórko. Zresztą cała moja seria szortów podróżniczych, która z pewnością będzie rosła w ilości, jest stworzona bardziej dla mnie. Chciałbym po jej zakończeniu wydać sobie jeden egzemplarz takiego zbioru, zostawić gdzieś, gdzie o nim zapomnę, a kiedy będę już dużo starszy wrócić sobie do tych tekstów, powspominać, może nawet porównać do czasów jakie nastaną. Oczywiście niezmiernie mi miło, że czytelnicy zdecydowali się ten tekst nominować, to zawsze cieszy, ale ciężko o Piórko tym utworem i jestem tego świadomy.

W tym miejscu chciałem się odnieść raczej do subiektywizmu, że skoro kryteria piórkowe w naturalny sposób “dyskryminują” poezję w stosunku do prozy, to decyzja o uwzględnieniu tej warstwy i przymknięciu oka na szczuplejszą fabułę jest nim szczególnie obciążona.

Rozumiem co chcesz powiedzieć. Nie jestem pewien czy się zgadzam, ale przyjmuję. Niemniej jednak spojrzę do tych komentarzy pod opowiadaniem, które podrzuciłeś, bardzo interesujący temat.

 

Dzięki jeszcze raz, Ślimaku! Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

To też nie tak, że znam wiele takich dzieł. Tutaj akurat zaistniał przypadek. Moja Pani z polskiego, za czasów gimnazjum, polecała mi wiele ciekawych dzieł literackich (w tym Kwiaty polskie), zresztą ja jej również.

Mnie akurat Kwiaty polskie poleciła Babcia, ale swoją drogą pełnej pasji polonistce także wiele zawdzięczam i będę musiał znaleźć do niej kontakt, kiedy wreszcie coś porządnego wydam. Nie wiem, czy “znam wiele takich dzieł”, bo w ogóle nie ma wielu podobnych dzieł, ale na pewno znajomość tego rodzaju dawniejszej literatury pięknej jest moją mocną stroną, gdy w zakresie fantastyki wielu Użytkowników musi być znacznie bardziej oczytanych ode mnie.

ich ocena może różnić się diametralnie, w zależności jak bardzo trafi do konkretnego czytelnika, chyba takie utwory są mniej uniwersalne, niż długie opowiadania

A to bardzo ciekawa myśl! Można to interpretować tak, jak gdyby utwór składał się z wielu pierwiastkowych idei, zdań czy elementów, z których każda ma niewielką szansę zachwycić konkretnego odbiorcę – rozkład zdarzeń rzadkich (w sensie Poissona) – byłoby zatem dziełem przypadku, czy w szorcie trafi się danemu czytelnikowi jedna taka rzecz, a w skali powieści wszystko by się wyrównywało i odbiór lepiej odzwierciedlałby jakość. Nie mówię, że jestem do tego przekonany, bo jednak staram się teksty postrzegać całościowo, ale koncepcja intrygująca.

Chciałbym po jej zakończeniu wydać sobie jeden egzemplarz takiego zbioru, zostawić gdzieś, gdzie o nim zapomnę, a kiedy będę już dużo starszy wrócić sobie do tych tekstów, powspominać, może nawet porównać do czasów jakie nastaną.

Brzmi dobrze, ja chyba z podobną myślą zatrzymania wspomnień porządkuję foldery ze zdjęciami.

Nawzajem dzięki!

Witamże i cóż.

 

Tekst jest bardzo ładnie napisany, zarówno pod względem poprawności, jak i liryczności czy nastroju. Powtórzenia, widzę, niektórzy kwestionowali; mi przypadły do gustu. Ogólnie lubię bardzo, jak utwór ma wyraźną strukturę!

 

Tekst szybko przechodzi do rzeczy, co również bardzo cenię! Wałęsającą się po Ziemi personifikację głównej myśli utworu mamy nie tylko w pierwszym paragrafie – ona jest dosłownie w pierwszym słowie!

 

Owa główna myśl zostaje jasno i obrazowo przedstawiona. Nieco nahalnie wręcz – powiedziałbym. Zastanowiłbym się (tak na przyszłość, nie, żeby teraz takie zmiany wprowadzać) czy zasadne było, by Catrina powtarzała polvo eres. Wydaje mi się, że zapach nagietków mówi wszystko, ale może to dlatego, że w przedmowie szczegółowo poinformowałeś, kim jest Catrina. Oczywiście to coś raczej do przemyślenia, niż jakaś wielka wada.

 

Za największą wadę jestem za to zmuszony przyjąć, że nie jest to myśl szczególnie oryginalna – nawet nie ukrywasz, jak mocno rymujesz z innym artystą, ale przecież i innych utworów o podobnym przesłaniu nie trzeba by daleko szukać (ponownie: "Pójdę boso" xdddd). Jeśli ta myśl została tu jakoś mocno rozwinięta, to się nie dopatrzyłem.

 

Po komentarzach widzę, że tu miał być jakiś "bezwyznaniowy" przekaz o etyce, że za zło nie ma kary; IMO, on w tekście niespecjalnie wybrzmiał; w scenie pośmiertnej zestawienie ofiar i oprawców jest, ale tylko tak "po łebkach"; o wiele większe skupienie jest na doczesnych dobrach rozsypujących się w pył. Bardziej, moim zdaniem, to skłania do myśli: "wszystko marność i nie warto". Zwłaszcza że w tekście nie pojawia się chrześcijański Bóg ani inna podobna figura, a Santa Muerte raczej – o ile wiem – nie kojarzona z karaniem grzeszników.

 

No ale, tak czy inaczej, jeśli nawet przyjąć, że przekaz był jasny i tylko moja tępota interpretacyjna się objawiła, to też nie jest nic przesadnie odkrywczego.

 

Zastanawia mnie, dlaczego stąpanie La Catriny wywołuje coraz gorsze efekty. Najpierw nagietki, potem mech, w końcu już tylko zniszczenie. Tu była jakaś celowość? Przychodzi mi do głowy tylko upływ czasu, ale to trochę nie współgra z treścią.

 

Ostatecznie zmuszony jestem dać głos na NIE. Głównie dlatego, że takie to krótkie. W dłuższym tekście taki brak oryginalności pewnie by mi nie przeszkadzał.

 

Ale generalnie, czuć tu poziom.

 

Pozdrawiam!


Wysoka i elegancka, ma na głowie ozdobny kapelusz, którego rondo rzuca głęboki, aksamitny cień.

Wysoka i elegancka, a rondo jej ozdobnego kapelusza rzuca głęboki, aksamitny cień – nie ładniej?

IMO jak się widzi te najnudniejsze słowa ("mieć", "być", "który" etc.), a już zwłaszcza dwa w jednym zdaniu, to warto się zawsze przyjrzeć, czy nie da się łatwo wyrzucić. Zazwyczaj się da, a zdanie okazuje się bardziej estetycznie satysfakcjonujące. I tu też tak jest IMO – wiadomo, że kapelusz, to na głowie.

Oczywiście to nie jest jakaś mega ważna uwaga, zwróciłem uwagę, bo podobnie skonstruowane zdania rozpoczynają też kolejne sceny.

 

szukając w lustrze kogoś

Ładnie!

 

Garbancero nie odwraca wzroku od lustra

Hmmmm nie wiem, czy nie przesadzam, ale może tak zdystansowany i liryczny narrator nie powinien powstrzymać się przed wyzywaniem postaci? Piszesz, że określenie pogardliwe…


Bo czy w takim razie w tekście, który ma 30k znaków, musi być pięć razy więcej, niż w tym, który ma 6k, skoro surowo oceniamy szorty?

Odwrotnie, powiedziałbym. W dłuższym tekście takiej porażającej czytelnika treści być nie musi – ale jak jest, to plus! – bo zamiast tego może być wciągająca fabuła, fajnie zbudowani bohaterowie, ciekawy świat, etc.

A w szorcie wszystkiego jest mało, więc to, co jest, trzeba oceniać surowo. Jeśli serwujesz po dwa kęsy, a chcesz zasłużyć na trwałe uznanie gości, to muszą być absolutnie fantastyczne dania, o smakach, jakich nikt nie zna. Kawior w tempurze z topinambura, głęboko smażony na tłuszczu łasicy, czy coś takiego.

A jak karmisz solidnie, to może być swojski schaboszczak, o ile jest faktycznie pyszny.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Michaelu, długo się wahałam, ale w końcu podjełam decyzję: idę do nominowalni. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ślimaku,

ale na pewno znajomość tego rodzaju dawniejszej literatury pięknej jest moją mocną stroną, gdy w zakresie fantastyki wielu Użytkowników musi być znacznie bardziej oczytanych ode mnie.

No myślę, że tego nikt Ci nie odmówi. Swoją drogą, jeśli można spytać, co pchnęło Cię w kierunku fantastyki?

Nie mówię, że jestem do tego przekonany, bo jednak staram się teksty postrzegać całościowo, ale koncepcja intrygująca.

Hah, co najlepsze sam nie wiem czy się z nią zgadzam. Ale podumać zawsze jest fajnie, szczególnie w dobrym towarzystwie. 

Brzmi dobrze, ja chyba z podobną myślą zatrzymania wspomnień porządkuję foldery ze zdjęciami.

Zazdroszczę pracowitości, ja sobie obiecuję od długiego czasu. Niestety wszystko na barkach between będzie haha!

 

Zakapiorze,

Tekst jest bardzo ładnie napisany, zarówno pod względem poprawności, jak i liryczności czy nastroju. Powtórzenia, widzę, niektórzy kwestionowali; mi przypadły do gustu. Ogólnie lubię bardzo, jak utwór ma wyraźną strukturę!

Bardzo się cieszę, że przypadło Ci to do gustu – rzeczywiście nie każdemu, więc tym bardziej.

Tekst szybko przechodzi do rzeczy, co również bardzo cenię!

No w końcu! XD

Oczywiście to coś raczej do przemyślenia, niż jakaś wielka wada.

Też miałem zagwozdkę, nie chcę już zmieniać, ale żałuję tych kwestii dialogowych i to nawet też z innego powodu, niż wymieniłeś.

(ponownie: "Pójdę boso" xdddd).

Haha! Czym tak zgrzeszyłem, że tak Ci się kojarzą moje teksty XD

Po komentarzach widzę, że tu miał być jakiś "bezwyznaniowy" przekaz o etyce, że za zło nie ma kary;

Niekoniecznie, bo właśnie nie o karę tu się rozchodzi. A o równość względem śmierci, ona się nie wtrąca w to co robimy, to ludzie powinni się zastanowić. Ślimak ujął to w swoim pierwszym komentarzu ładniej, niż ja byłbym w stanie.

No ale, tak czy inaczej, jeśli nawet przyjąć, że przekaz był jasny i tylko moja tępota interpretacyjna się objawiła, to też nie jest nic przesadnie odkrywczego.

No też w samej przedmowie o tym wspominałem. Ja rozumiem, że podlegam teraz opinii piórkowej, ale jednak tekst był pisany z pewnym założeniem, jakie mam przy tej serii. Jest laurką z podróży, pokazaniem myśli, może i nie odkrywczej, ale obcej, ważnej dla danego kraju. Do tego troszkę ichniejszej kultury, klimatu. Są to zalety, ale jak słusznie zauważasz, też wady tekstu. I ja to całkowicie przyjmuję.

Zastanawia mnie, dlaczego stąpanie La Catriny wywołuje coraz gorsze efekty. Najpierw nagietki, potem mech, w końcu już tylko zniszczenie.

Nagietki to symbol śmierci w Meksyku, więc to nie do końca tak, że efekty są coraz gorsze :D

Ostatecznie zmuszony jestem dać głos na NIE. Głównie dlatego, że takie to krótkie. W dłuższym tekście taki brak oryginalności pewnie by mi nie przeszkadzał.

Jasne, rozumiem i przyjmuję.

Oczywiście to nie jest jakaś mega ważna uwaga, zwróciłem uwagę, bo podobnie skonstruowane zdania rozpoczynają też kolejne sceny.

Możesz mieć rację, najzwyczajniej w świecie nie pomyślałem o tym, bo, wierz mi, poprawek było masę, dużo bardziej widocznych. Pierwsza wersja była straszna, prawie odpuściłem XD

Hmmmm nie wiem, czy nie przesadzam, ale może tak zdystansowany i liryczny narrator nie powinien powstrzymać się przed wyzywaniem postaci? Piszesz, że określenie pogardliwe…

Jest to słowo powszechnie stosowane w tamtych czasach, bardziej brane jako fakt, nie opinię. Dlatego się zdecydowałem.

A w szorcie wszystkiego jest mało, więc to, co jest, trzeba oceniać surowo. Jeśli serwujesz po dwa kęsy, a chcesz zasłużyć na trwałe uznanie gości, to muszą być absolutnie fantastyczne dania, o smakach, jakich nikt nie zna. Kawior w tempurze z topinambura, głęboko smażony na tłuszczu łasicy, czy coś takiego.

A jak karmisz solidnie, to może być swojski schaboszczak, o ile jest faktycznie pyszny.

Po pierwsze – piękne porównanie. Po drugie – tak, ja się nie kłócę, że tak jest jak napisałem. To luźna myśl, bo jak sam przyznałem, sam miałbym trudność w ocenie podobnych treści. Musi kliknąć.

Dzięki za tak obszerną opinię, miłe słowo, i celne uwagi!

 

reg,

Dziękuję! Niezmiernie się cieszę, że tekst do Ciebie trafił i aż pokusiłaś się o nominację! Trafić do Ciebie z tekstem to lepiej, niż dostać Piórko! heart 

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Zasłużyłeś, Michaelu. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Swoją drogą, jeśli można spytać, co pchnęło Cię w kierunku fantastyki?

Trudno odpowiedzieć, bo już w moich najwcześniejszych próbach literackich pojawiały się a to jakieś elfy, a to jacyś kosmici, a jednocześnie wolałem czytać encyklopedię niż bajki. Czyli ten rozdźwięk między lekturami a tym, co sam piszę, towarzyszył mi od początku, może można by to wiązać z dostrzeganiem własnej odmienności od rówieśników i próbami wyrażenia się przez odmienność świata, ale może nie idźmy w psychoanalizę. Ostatecznie oczywiście ciepłe i konstruktywne przyjęcie, jakiego doznałem tu na Portalu.

regheart

 

Ślimaku, rozumiem. Bardzo ciekawe. Dzięki za podzielenie się tym.

 

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Sehr geehrter Herr Gimpel!

(Oczywiście chodzi o nazwę ptaka, nie to drugie znaczenie)

 

Komentarz już zostawiłam wcześniej, teraz przybywam z oceną Piórkową.

 

 

Mimo zachwytu zarówno nad tym tekstem, jak i całym Twoim warsztatem, uważam, że miniaturka to za mało jak na Piórkowe opowiadanie. Przyznam szczerze, że nie przepadam za ocenianiem Piórkowym (podkreślam: ocenianiem, nie czytaniem!) krótkich tekstów, bo zazwyczaj niewiele się w nich dzieje, często są to przypowiastki filozoficzne lub miniaturki właśnie, stojące nastrojem, a nie akcją, i w rezultacie nie ma w nich za wiele fabuły, by można było na nich zbudować solidne zawieszenie niewiary czy wykreować odpowiednio bogato świat i bohaterów. Nie jest to oczywiście wina autora, że taką formę wybrał, ja bardzo lubię takie szorciki budowane nastrojem. Więc mam nadzieję, że mi wybaczysz mój głos na NIE, bo Piórka są przecież tylko dodatkiem, a nie piszemy dla Piórek… Prawda?

Prawda? :P

 

Wyjaśnię jeszcze jeden punkt – bo nie chcę, żebyś go źle odebrał – mianowicie: NIE zaskakuje kreatywnością. Nie miałam na myśli tego, że nie potrafisz kreatywnie stworzyć światów: wręcz przeciwnie, udowodniłeś to wielokrotnie! Tutaj miałam na myśli to, że w sumie w tym tekście nie jest nic od nowa stworzone, La Catrina to znany symbol na całym świecie, to, że śmierć jest sprawiedliwa i równa wobec wszystkich, też wszyscy wiemy. Poza tym skupiłeś się tutaj na przekazaniu symbolu i uniwersalnej prawdy a nie na tworzeniu światów czy indywidualnych bohaterów. Oczywiście, powtórzę to po raz kolejny: tutaj nie zawiniłeś, wybrałeś taką formę, a nie inną, i ona wyszła znakomicie. Ale jak już mam oceniać, to oceniam według własnych kategorii, jak to zwykle z ocenianiem bywa i akurat taka skromna (skromna nie znaczy uboga! to nie jest pejoratyw) forma nie spełnia moich Piórkowych wymagań.

 

Uf, no mam nadzieję, że wyłożyłam wszystko należycie i przyjaźń gilo-smocza nadal trwa :)

 

Pozdrawiam serdecznie i czekam z wypiekami na twarzy na Twoje kolejne teksty!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Michaelu, 

jesteś niesamowity, z tym Twoim tworzeniem zgrabnych, nastrojowych tekstów, które czyta się z przyjemnością! Nie wspomnę o ilości opowiadań, bo patrzę z zazdrością i czytam z radością! :) 

“La muerte…” jest poetycka, wciąga w tą meksykańską rzeczywistość z całą mocą. Bardzo podobała mi się “taneczność” śmierci i pewien rytm, który nadawała zdaniom, można powiedzieć nawet –  muzyczność. 

Językowo spoko, ale prawdę mówiąc tym razem, nie przyglądałam się zbytnio – czyli musiało być dobrze! :) 

Jechaliśmy z mężem dwa dni samochodem do Włoch i czytałam opowiadania na głos, żeby podróż minęła nam przyjemniej. I powiem Ci, że kiedy czyta się na głos, zupełnie inne rzeczy wychodzą na wierzch. Na przykład powtórzenia. Było za dużo takich samych. Aż się prosiło, żeby zmienić za każdym razem jakiś drobny szczegół, co zrobiłeś przy zdaniach początkowych fragmentów. Ostatnie zdanie, wg mnie, też należało tak potraktować. Bo za trzecim razem, było już zbyt przewidywalne i nużąco identyczne. Albo jeszcze inaczej. Zacząć jeden fragment właśnie od nagietków… Nie straciłoby na melodyjności, ani na treści, ale zyskało na odbiorze. 

Jedwab i łachman mają ten sam splot – ładne! :)

Ostateczny jak zachód słońca – też!

Piórkowo będę na nie – głównie przez okrutną przewidywalność tekstu i niewielką ilość ciekawej treści. Czyli główny zarzut jest fabularny… 

Reszta jak zawsze, dobry poziom, wrażenia estetyczne bardzo dobre. Ty, Michaelu, potrafisz! :) 

P.S. Mężowi się podobało! :) 

P.S. Z króciakami jest ciężko – sama dobrze to wiem! :) Ale warto je pisać, dla zbudowania atmosfery, dla poetyki, nawet gdy mało tam treści. Ja osobiście bardzo lubię takie pisać i czytać. Są po prostu, najzwyczajniej, fajne. A że na piórka to za mało? A co tam! :D

Pozdrawiam serdecznie i cieplutko! :)

Holly,

Odpisuję drugi raz, bo jakimś cudem portal zjadł mi pierwszy komentarz, wybacz :<

Ale podsumowując wszystko co napisałaś – tak, ja się zgadzam, że nie ma tu nic odkrywczego. Szort jest kieszonkową wersją meksykańskiego myślenia o śmierci, zawartej w (mam nadzieję) ładną oprawę. I jest to tekst bardziej dla klimatu, po to, żebym za kilka lat powspominał sobie moje podróże, ale nie jak większość, po zdjęciach, a czytając moje bazgroły.

Więc ja zupełnie się zgadzam z werdyktem, a mimo to, jestem bardziej niż zadowolony, że jednak Ci się podobało. 

Uf, no mam nadzieję, że wyłożyłam wszystko należycie i przyjaźń gilo-smocza nadal trwa :)

Nikt jeszcze mi nie dał tylu komplementów przy ocenie NIE, więc nawet się umocniła :D

Dzięki za kolejny porządny komentarz, bardzo mi miło!

Pozdrawiam!

 

Jolu,

Wiem o co Ci chodzi z tymi powtórzeniami, sam sie zastanawiałem czy wszędzie zmieniać, czy tylko gdzieniegdzie. Na celu miałem zrobienie czegoś na zasadzie refrenu. Czy była to słuszna decyzja? Sam się biję z myślami.

Jechaliśmy z mężem dwa dni samochodem do Włoch i czytałam opowiadania na głos, żeby podróż minęła nam przyjemniej.

Pozwól, że potraktuję to za wielki sukces. Dorobiłem się pierwszego audiobooka!

Decyzję całkowicie rozumiem, ale cieszę się, że wrażenia masz jednak pozytywne.

Pozdrów męża, bardzo mi miło, że mu się podobało. Zapraszam go serdecznie do Loży, będę miał większe szanse haha!

Po tak pięknym komentarzu myślę, że to już przyjaźń gilo-smoczo-żyrafia, nawiązując do komentarza Holly!

Dziękuję ślicznie i pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Szort jest kieszonkową wersją meksykańskiego myślenia o śmierci, zawartej w (mam nadzieję) ładną oprawę. I jest to tekst bardziej dla klimatu, po to, żebym za kilka lat powspominał sobie moje podróże, ale nie jak większość, po zdjęciach, a czytając moje bazgroły.

 

 

Nikt jeszcze mi nie dał tylu komplementów przy ocenie NIE, więc nawet się umocniła :D

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nowa Fantastyka