- Opowiadanie: MichaelBullfinch - Twarze własne, twarze cudze

Twarze własne, twarze cudze

Tekst zawiera sporo wulgaryzmów, ale też odrobinę erotyki. Obiecuję, że nie obrazowej.

 

Opowiadanie zapowiadał mój miniaturowy szort “Szwy”, który serdecznie polecam przeczytać, żeby łatwiej wczuć się w świat jaki stworzyłem, ale nie jest to konieczne. “Twarze własne, twarze cudze” opowiadają całkowicie oddzielną, kompletną historię, gotową do czytania samodzielnie.

 

W związku z ostatnią rozmową w wątku o AI, zaznaczam materiały z których korzystałem podczas pisania tego opowiadania. Zachęcam by nie sprawdzać ich przed przeczytaniem tekstu, żeby nie psuć sobie niespodzianki o czym jest moja historia.

Artykuł 1

Film

Artykuł 2

Artykuł 3 

Artykuł 4

 

Bardzo dziękuję niezawodnemu duetowi – beeeecki i bruce – za łapankę i trafne uwagi. Jak zawsze jestem bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że dzięki Wam zachowam twarz :D

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Twarze własne, twarze cudze

I

 

– Gdzie jest moja koszula?

W ostrym tonie Marka wyraźnie wisiało oskarżenie. Lena drgnęła przy kuchennym blacie, a inteligentny nóż do warzyw w jej dłoni na ułamek sekundy zmienił wibracje. Odruchowo wyłączyła urządzenie i otarła dłonie o sukienkę.

– W pralni. Jeszcze się suszy, ale mogę…

– Mogę, mogę, mogę… – przerwał jej w pół słowa, wychodząc z głębi korytarza. – Do czego ty się właściwie nadajesz?

Stanął w przejściu. Wysoki, przystojny, z twarzą tak symetryczną, że momentami wydawała się komputerowo wygenerowana.

Często powtarzał, że ta buźka zarobiła więcej niż on sam. Lena uważała to za bzdurę. Kiedy byli jeszcze dobrym małżeństwem, Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle. Siedział potem przez godzinę w kuchni i wpatrywał się w reklamę kliniki chirurgii plastycznej. Dopiero wieczorem przyznał, co powiedział mu tego dnia szef: Z taką gębą nie sprzedaje się luksusów.

Pół roku później kupił pierwszą twarz na raty. Lena była przeciwna, ale widziała, jak mu zależy, więc odpuściła. Potem Marek zaczął stopniowo awansować, aż w końcu został dyrektorem kilku salonów z luksusowymi pojazdami autonomicznymi. Lena wierzyła, że pomogły mu pewność siebie, pracowitość i odrobina szczęścia. Marek wyciągnął z tego zupełnie inny wniosek. Był przekonany, że świat należy do ludzi z odpowiednimi twarzami. A ona z czasem przestała go rozpoznawać, nie tylko wizualnie.

Kobieta wbiła wzrok w podłogę.

– Przepraszam.

Podszedł bliżej. Poczuła jego oddech.

– Gdyby nie ja, dalej siedziałabyś w tamtej podmiejskiej spelunie z matką alkoholiczką i długami po ojcu – powiedział cicho, niepokojąco spokojnym głosem. – Rozumiesz to chociaż?

Skinęła głową, czując znajomy ucisk w gardle.

– Rozumiem.

– Więc zajmij się tą koszulą i przestań mnie drażnić.

Minął ją, zahaczając ramieniem o bark żony odrobinę mocniej, niż musiał. Kubek stojący na blacie zadygotał, a ciemna plama kawy rozlała się po marmurze.

Lena natychmiast podniosła ścierkę. Wiedziała, że mąż nie lubi bałaganu.

Marek wszedł do gabinetu. Zamknął drzwi, a magnetyczny zamek kliknął z suchym fuknięciem.

Usiadł ciężko w ergonomicznym fotelu, który dopasował się do jego kręgosłupa. Przeciągnął dłonią po ostro zarysowanej szczęce. Na chwilę zatrzymał opuszki palców na mikroskopijnej, niemal niewidocznej bliźnie ukrytej tuż pod lewym uchem.

Matryca monitora rozbłysła, zalewając ciemny pokój chłodnym, błękitnym blaskiem. Wpisał adres. Ekran natychmiast wyświetlił krzykliwą stronę startową:

OnlyYou

Because someone, somewhere, waits only for you.

Marek wolno oblizał dolną wargę. Serce zabiło mu szybciej, kiedy zobaczył czerwone powiadomienie na ikonce wiadomości prywatnych.

Jedna nowa wiadomość. Od niej. Kliknął.

Hej, przystojniaku. Zniknąłeś mi wczoraj :( Wszystko dobrze?

Uśmiechnął się mimowolnie, czując, jak opuszcza go napięcie. Pamiętała. Tęskniła. Palce zawisły nad wirtualną klawiaturą, po czym szybko zaczęły uderzać w podświetlone klawisze.

Miałem ciężki dzień. Dobrze znów Cię oglądać.

Trzy pulsujące kropki pojawiły się natychmiast. Czekała przy smartfonie. Zależało jej.

– Boże, jaka ona jest piękna – szepnął do siebie, oblizując wargę.

Znał każdy materiał na pamięć. Nadia_True. Dwadzieścia trzy lata. Naturalna twarz. Brak ingerencji chirurgii estetycznej i implantów modyfikujących. Dziewięćdziesiąt siedem procent zgodności emocjonalnej z jego osobistym profilem preferencji.

Mam coś specjalnie dla Ciebie, myślę, że Ci się spodoba!

Odtworzył załączony plik wideo. Na ekranie dziewczyna z leniwym uśmiechem patrzyła prosto w obiektyw. Niesforne pasma miedzianych włosów opadały na piersi, a na lewym policzku, tuż przy kąciku ust, widniało małe, ciemne znamię. Idealna niedoskonałość. Coś, czego przestarzałe modyfikacje chirurgiczne nie potrafiłyby zaprojektować w laboratorium bez utraty autentyczności.

Marek poczuł znajome, gwałtowne gorąco rozlewające się pod skórą. Uwielbiał sposób, w jaki kokieteryjnie mrużyła oczy i przeciągała samogłoski. Zupełnie inaczej niż sztuczne modelki z wszechobecnych hologramów reklamowych klinik, tylko udające naturalność.

Patrzył na uwodzące ruchy kobiety, która zrzucała z siebie kolejne warstwy ubrania – powoli, precyzyjnie dawkując napięcie, dokładnie tak, jak lubił.

Za ścianą Lena cicho odkurzała salon, ale on ledwo to słyszał. Istniał już tylko miękki głos Nadii, oczy patrzące prosto w kamerę, jakby mówiła wyłącznie do niego i ciało, którym potrafiła przyprawić go o stan najwyższej gotowości.

Marek przymknął powieki, a dłoń zsunęła się pod krawędź biurka. Kiedyś będzie moja – pomyślał zaborczo. Kupię ją na własność. Na stałe.

 

II

 

Nadia zamknęła okno czatu szybkim, nerwowym gestem. Odsunęła smartfon tak, jakby dotykała czegoś lepkiego. Przez chwilę siedziała w bezruchu, ukrywając twarz w dłoniach. W końcu westchnęła i otworzyła kolejną rozmowę.

Dobranoc, księżniczko. Śnij o mnie.

Wklej. Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3. Wyślij.

Następna. Dziękuję za dzisiaj, czekam na jutrzejsze filmiki!

Wklej. Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3. Wyślij.

Następna. Przepraszam, że nie mogłem wykupić pakietu premium. W przyszłym miesiącu się poprawię.

Nadia przewróciła oczami. Nie martw się. Najważniejsze, że jesteś <3. Wyślij.

Na ścianie naprzeciwko pulsował ekran wyświetlający statystyki z platformy OnlyYou: subskrybenci, napiwki, prognoza przychodów. Na samym szczycie, podświetlony na złoto, niezmiennie widniał jeden pseudonim: MarMarek. Nadia skrzywiła się z niesmakiem.

Ten facet co miesiąc pompował w jej konto więcej funduszy, niż przeciętny człowiek zarabiał przez pół roku. Codziennie pisał, karmił ją tandetnymi komplementami i ponawiał tę samą, chorą propozycję kupna twarzy. Za nic nie docierało do niego, że nie zamierza jej sprzedać. Nagrywała uwłaczające filmiki tylko dlatego, że przelewy pozwalały opłacić czynsz w bezpiecznej dzielnicy i żyć na wysokim poziomie. On tymczasem był przekonany, że rodzi się między nimi głęboka więź. Dureń. Choć z drugiej strony – lepszy od zwykłego durnia był tylko obrzydliwie bogaty dureń.

Smartfon zawibrował krótko. Nowa wiadomość od Marka.

Dziękuję. Dzięki Tobie dzisiejszy dzień stał się lepszy.

Chwilę później: Nigdy nie spotkałem kobiety takiej jak Ty.

I natychmiast następny, od którego skóra jej cierpła: Wiem, że byłabyś szczęśliwa ze mną. Albo przynajmniej Twoja część.

Nadia zamknęła oczy, masując skronie. Znów zaczynała się ta sama zaborcza litania. Przewinęła wiadomości niżej: Nie musiałabyś już nigdy pracować. Pomyśl o tym.

Dłoń zacisnęła się na obudowie smartfonu tak mocno, że aż zbielały kłykcie. Miała ochotę odpisać, że jest zwykłym dewiantem, który chce kupić jej własność. Zamiast tego wklepała, tłumiąc mdłości:

To bardzo miłe. Ale wiesz, że nie sprzedam twarzy, skarbie. Masz mnie tutaj <3. Wyślij.

Na ekranie natychmiast zatańczyły trzy kropki. Niemal fizycznie czuła jego podniecony oddech po drugiej stronie. Rzuciła smartfon na kanapę.

– Co ja, kurwa, robię z własnym życiem? – mruknęła do pustego salonu.

Głuche, rytmiczne pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Zerknęła na wiszący w powietrzu zegar holograficzny i zmarszczyła brwi – było po północy. Podeszła do wizjera. Spojrzała na obraz z kamery i natychmiast odetchnęła z ulgą.

Zwolniła blokadę magnetyczną. Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem.

– Ola?

Bliźniaczka wślizgnęła się do środka, niosąc ze sobą chłód nocy. Spojrzenie siostry było zmęczone i smutne.

– Co się stało? – zapytała Nadia.

Ola przez chwilę milczała, wpatrując się w luksusowy salon, po czym usiadła na krześle przy stole.

– Mam problem.

Nadia znała ten ton – brak kredytów. Nie rozumiała, dlaczego siostra nie potrafi wykaraskać się z długów za pomocą dostępnych narzędzi.

– Jak duży? Mów konkretnie. Ile?

Ola cichym głosem podała sumę. Nadia gwizdnęła ostentacyjnie.

– To nie jest duży problem. To jest katastrofa.

– Wiem. Rynek wtórny stoi, mają przesyt. Dalej nie znalazłam kupca na moją twarz. Kliniki oferują grosze…

Nadia westchnęła i podeszła bliżej.

– Mogę ci pomóc. Mam plan – zawahała się, po czym znacząco stuknęła palcem w policzek. – Popatrz na nas. Wyglądamy identycznie. Jak dwie krople wody.

Ola zmarszczyła brwi.

– No i? Co to ma do rzeczy?

– Pamiętasz Marka? Tego obrzydliwie bogatego sponsora, o którym ci opowiadałam?

– Niestety tak. – Ola skrzywiła się z niesmakiem. – Do dzisiaj nie rozumiem, jak możesz brać od niego kredyty. Przecież facet ma żonę…

– Mniejsza o jego żonę! – przerwała ostro Nadia. – Chodzi o to, że on płaci krocie za każdy spersonalizowany materiał. Gdybyś czasem zastąpiła mnie przed obiektywem i nagrała kilka prostych…

– Chyba żartujesz. – Twarz Oli stężała.

– Ola…

– Ty chyba sobie, kurwa, żartujesz!

– To są tylko cyfrowe materiały wideo! Nikogo nie dotykasz. Nikt nie dotyka ciebie!

– Tylko materiały wideo?! – Ola z impetem trzasnęła dłonią w stół, aż naczynia zabrzęczały. Wstała gwałtownie. – Ty naprawdę już całkiem straciłaś kontakt z rzeczywistością? Nie widzisz, co robisz ze swoim życiem?

– Zarabiam na nie! – warknęła Nadia, prostując się. – W przeciwieństwie do ciebie!

– Sprzedajesz siebie kawałek po kawałku!

– Jak wszyscy w tym mieście!

– Nie. Nie wszyscy.

– Tak! Przestań być taką hipokrytką!

– Nie wszyscy ludzie mają swoją cenę!

Nadia zaśmiała się gorzko. Podeszła do panoramicznego okna, zza którego biła łuna neonów. Spojrzała na własne odbicie w szybie, wściekła, że widzi w nim siostrę.

– Serio? Powiedz to ludziom, którzy stoją w kolejkach do klinik biomedycznych, żeby sprzedać prawa do własnej twarzy i cycków. Albo tym, którzy sprzedają narządy, implanty, a nawet całe kończyny, żeby opłacić czynsz w dolnych strefach! Gdzie ty żyjesz, w ubiegłym wieku?

– To zupełnie co innego… – wykrztusiła Ola, choć traciła pewność.

– Dlaczego? – Nadia odwróciła się gwałtownie, podchodząc tak blisko, że czuła przyspieszony oddech siostry. – No powiedz mi, dlaczego?!

– Bo… – Ola urwała, a jej usta zadrżały.

– Bo co? Dokończ!

– Bo to, co robisz na tych nagraniach, jest obrzydliwe.

– A oddanie własnej twarzy bogatemu fetyszyście, żeby jego żona nosiła ją do końca życia, nie jest obrzydliwe? – syknęła Nadia, a w jej oczach błysnęły łzy.

Ola pobladła w chłodnym świetle neonów.

– To nie to samo… – wydusiła, cofając się o krok.

– Dokładnie to samo! – skontrowała Nadia, naciskając na nią. – Obie handlujemy. Ja nagrywam te cholerne filmy, ty chcesz sprzedać własne ciało. Gdzie tu jest, kurwa, jakakolwiek różnica?!

Ola zacisnęła pięści, aż paznokcie wbiły się w skórę.

– Ja przynajmniej nie udaję, że mnie to nie brzydzi. Nie czerpię z tego satysfakcji.

Słowa siostry uderzyły precyzyjnie w skrywane poczucie winy Nadii. Gniew natychmiast przejął kontrolę.

– A ja przynajmniej mam na tyle godności, żeby nie żebrać o pieniądze u kogoś, kim gardzę – odparła lodowatym tonem.

Ola zamarła, zszokowana.

– Rozumiem – szepnęła.

Odwróciła się gwałtownie i ruszyła do wyjścia.

– Ola, czekaj… – rzuciła za nią Nadia, ale było za późno.

Drzwi rozsunęły się i zamknęły za siostrą z głuchym tąpnięciem. Nadia została sama w półmroku, przerywanym tylko mruganiem neonów za oknem.

Porzucony na kanapie smartfon zawibrował ponownie. Kolejne czerwone powiadomienie od Marka rozbłysło na ekranie. Może siostra miała rację, to tylko twarz, a mogłaby żyć w luksusie do końca życia, bez nagrywania tych upadlających materiałów.

 

III

 

Lena czekała w bezruchu, aż usłyszy dźwięk zamykanych drzwi gabinetu.

Później przez nieszczelną izolację dobiegał już tylko śmiech. Wysoki, melodyjny, przeplatany kokieteryjnymi westchnieniami. Głos dziewczyny z OnlyYou.

Lena odłożyła ściereczkę na krawędź zlewu. Doskonale wiedziała, co robi mąż. Miesiące temu płakała w poduszkę. Teraz po prostu żyła obok tego, otępiała i wyprana z emocji. A Marek zupełnie się tym nie przejmował.

Podeszła do lodówki, na której wciąż wisiało ich wspólne zdjęcie sprzed kilku lat. Zostało zrobione, zanim Marek dorobił się fortuny i zanim kupił wymarzoną, idealną twarz. Uśmiechnęła się smutno. Pamiętała tamtego człowieka z fotografii. Nie był bogaty ani idealny, ale kiedy na nią patrzył, naprawdę ją widział.

Smartfon na blacie zawibrował krótko. Nowe powiadomienie ze zsynchronizowanego z jej urządzeniem konta męża. Lena zawahała się, zawieszając dłoń nad ekranem, ale po chwili pewnym ruchem odblokowała wyświetlacz. Hasło Marka znała od dawna, choć on nigdy nie podejrzewałby jej o taką śmiałość.

Profil Nadia_True pojawił się natychmiast. Lena zaczęła wolno przewijać krótkie materiały wideo, studiując je z bolesną dokładnością. Dziewczyna na nagraniu uśmiechała się leniwie. Przechylała głowę w lewo i tuż przed wypowiedzeniem każdego słowa delikatnie dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.

Lena nacisnęła pauzę. Uniosła drżącą dłoń i przyłożyła palec do własnych ust. Gest wyszedł sztucznie, koślawo. Westchnęła, czując ucisk w gardle. Przewinęła nagranie jeszcze raz. I kolejny. Za czwartym powtórzeniem palec poruszył się płynniej.

Odstawiła telefon i poszła do łazienki. Zapaliła jasne światło i stanęła przed lustrem, wpatrując się w swoją zmęczoną twarz.

– Cześć, skarbie – powiedziała cicho.

Skrzywiła się. Nie tak. Spróbowała jeszcze raz.

– Cześć, skarbie.

Intonacja trochę wyżej. Łagodniej, z zalotnym uśmiechem. Powtarzała to proste zdanie kilkadziesiąt razy, aż rozbolały ją mięśnie twarzy. Tłumiąc wstyd, zaczęła ćwiczyć perlisty śmiech, uwodzicielskie spojrzenie i ten specyficzny sposób przechylania głowy.

Gdy minęło kilka minut, z przerażeniem stwierdziła, że nie poznaje własnego odbicia. Ale może właśnie o to chodziło? Może problemem w tym domu zawsze była jej zwyczajność, a nie OnlyYou i ta ruda szmata?

Smartfon zawibrował gwałtownie. Krótki SMS od męża:

Przyjdź do gabinetu. Natychmiast.

Serce Leny uderzyło mocno o żebra. Wbrew rozsądkowi zrodziła się w niej desperacka myśl: Może dziś mnie zauważy?

Szybkim ruchem poprawiła włosy. Na ułamek sekundy dotknęła ust – dokładnie tak, jak robiła to Nadia. Przybrała wyćwiczony wyraz twarzy i ruszyła przez ciemny korytarz w stronę zamkniętych drzwi.

 

IV

 

Nie pamiętała, kiedy Marek ostatni raz czymś się tak ekscytował. Chodził nerwowo po salonie, co chwilę sprawdzając godzinę i odświeżając wiadomości w telefonie.

Nie krzyczał, nie rzucał złośliwości i nie trzaskał drzwiami. Gdy podszedł i zapytał cicho, czy zjadła już obiad, w jej piersi drgnęło coś, czego nie doświadczyła od lat. Nadzieja.

– Wychodzimy za godzinę – rzucił, poprawiając przed lustrem kołnierzyk białej koszuli.

– Dokąd? 

– Zobaczysz. To niespodzianka.

Uśmiechnął się do niej przez ramię. To był szczery, piękny uśmiech. Lena patrzyła na męża jak tonący w rzucone mu koło ratunkowe. Może wraca – pomyślała z desperacką ulgą. Może ten koszmar się kończy.

 

*

 

Kawiarnia mieściła się na najwyższym piętrze luksusowego wieżowca. Przez panoramiczne szyby widać było potoki autonomicznych aut i wielkie billboardy. Jeden z nich pulsował hasłem prosto na stolik obok: NOWA TWARZ. NOWE ŻYCIE. BĄDŹ SOBĄ, CZYLI KIMKOLWIEK ZECHCESZ. Marek popierał te słowa. Nie miał wątpliwości. Nowa twarz zrobiła z niego człowieka sukcesu. Nie widział powodu, dla którego nie miałaby zrobić tego samego z jego małżeństwem.

Dziewczyna czekała przy oknie. Na jej widok Markowi zabrakło tchu. Była idealna – to samo znamię przy ustach, rude włosy i blada karnacja. Z wrażenia oblizał wargę. Kobieta zauważyła to i skrzywiła się z jawnym niesmakiem.

– Marek? – zapytała poważnym tonem. – Usiądźmy i załatwmy to szybko.

Żadnego flirtu, ciepła ani magii, które znał z nocnych seansów. Marek usiadł sztywno, czując rozczarowanie.

– Chciałbym najpierw… – zaczął, ale bezceremonialnie mu przerwała.

– Klinika na dole jest opłacona? Przelew dla mnie też przeszedł?

– Tak, wszystko zgodnie z umową. Żona czeka przed gabinetem.

– To mnie akurat nie interesuje.

Nadia wyciągnęła tablet i przesunęła w jego stronę dokumenty.

– Podpisz tutaj.

– Tak po prostu? Myślałem, że porozmawiamy.

– Że co? – prychnęła. – Że zjem z tobą lunch?

Marek nie odpowiedział. Patrzył na jej rysy, a potem przeniósł wzrok na tablet.

Nadia westchnęła ciężko.

– Nie wiem, za kogo pan mnie uważa, panie Marku, ale dla mnie to nie jest romantyczna gra. To biznes. Czysta transakcja.

Słowa uderzyły w tworzoną przez niego iluzję mocniej, niż chciał przyznać. Zmusił się do chłodnego uśmiechu i podpisał dokument.

– Dla mnie też – skłamał.

 

*

 

W prywatnej klinice chirurgii estetycznej szpitalny zapach dezynfekcji gryzł się z bogatym, luksusowym wnętrzem poczekalni.

Lena siedziała sztywno w fotelu, nerwowo splatając palce. Była przerażona, ale Marek po raz pierwszy od lat mocno trzymał ją za rękę. Nie odsuwał się z obrzydzeniem ani nie patrzył z pogardą. Obserwował drzwi zabiegowe, ale dla Leny ten gest był wszystkim.

Po drugiej stronie poczekalni siedziała dwudziestokilkuletnia dziewczyna. Była uderzająco piękna w swojej naturalności. Lena nie mogła oderwać od niej wzroku. Gdy ich spojrzenia się spotkały, nieznajoma posłała współczujący uśmiech. Jej wzrok opadł na formularz medyczny, który Lena ściskała na kolanach. Dziewczyna dostrzegła nagłówek procedury i zmarszczyła brwi.

– Przepraszam panią… – szepnęła. – Pani naprawdę poddaje się całkowitej wymianie twarzy i piersi?

Lena skinęła głową. Kobieta przyglądała się jej przez chwilę.

– Szkoda.

Lena odruchowo dotknęła policzka.

– Dlaczego pani tak uważa?

Nieznajoma wyglądała na szczerze zdziwioną, jakby uznawanie naturalności za wartość było rzadkością.

– Bo jest pani po prostu piękna.

Marek prychnął ostentacyjnie, ale świat wokół Leny zamarł na ułamek sekundy. Poczuła, jak krew pulsuje w żyłach. Od wielu lat nikt nie wypowiedział do niej podobnych słów. Zapomniała już, jak brzmi bezinteresowny komplement.

W tym samym momencie elektroniczny głos wywołał jej nazwisko. Pielęgniarka otworzyła drzwi.

Lena wstała, równocześnie uwalniając dłoń z uścisku męża. Spojrzała na nieznajomą, która sprzedawała twarz, żeby mieć za co żyć, a potem na Marka, dla którego Lena zmieniała swoją, mimo że nie musiała. On również wstał, uśmiechając się do niej szeroko i łagodnie. Ten widok dodał jej sił. Odwróciła się i ruszyła w głąb długiego, białego korytarza, prosto pod oślepiające światła lamp operacyjnych.

 

*

 

Kilka godzin później było już po wszystkim. Dzięki najnowszej technologii gojenie trwało błyskawicznie.

Lena siedziała z tyłu autonomicznego samochodu. Piersi oddała na cele charytatywne, ale w dłoniach, wciąż drżących po narkozie, ściskała okrągły, przezroczysty pojemnik. W sterylnym żelu konserwacyjnym spoczywała jej stara twarz. Patrzyła na nią z bolesną fascynacją. Przez tworzywo widziała swoje dawne rysy: drobne zmarszczki wokół oczu, asymetryczny nos, bliznę na brodzie. Patrzyła na kobietę, którą właśnie przestała być.

Z przedniego fotela dobiegł ją ciepły, pełen chłopięcej ekscytacji głos Marka. Mężczyzna odwrócił głowę, a jego oczy błyszczały z zachwytu. Wpatrywał się w symetryczne rysy Nadii.

– Wracamy do domu, kochanie.

Samochód ruszył bezszelestnie, wtapiając się w błysk miejskich neonów. Lena przycisnęła pojemnik do piersi i po raz pierwszy od lat naprawdę uwierzyła, że wszystko jeszcze może się ułożyć.

 

V

 

Było idealnie. Dokładnie tak, jak Marek wyobrażał sobie podczas bezsennych nocy. Stał pośrodku sypialni i nie potrafił oderwać wzroku od kobiety przed nim.

Znamię przy ustach, piegi na nosie, imponująca linia żuchwy, a nawet nowe piersi. Każdy centymetr ciała żony wydawał się perfekcyjną realizacją fantazji.

Lena widziała ten zachwyt. Czuła, jak lata upokorzeń i samotności rozpuszczają się niczym zły sen. W końcu na nią patrzył.

Niepewnie przechyliła głowę w lewo z uśmiechem. Dokładnie tak, jak ćwiczyła. Marek podszedł bliżej i drżącymi palcami przesunął po jej nowym policzku, szyi i miedzianych włosach. Lena przymknęła powieki. Pierwszy raz od lat była szczęśliwa.

Marek chłonął każdy wyreżyserowany uśmiech żony. Upajał się bliskością jej ciała. 

W pewnym momencie Lena, rozluźniona chwilą czułości, zaśmiała się. To nie był perlisty śmiech Nadii. Zrobiła to tak, jak zawsze – cicho, gardłowo, z lekkim charknięciem. Spontanicznie. Po ludzku.

Marek gwałtownie otworzył oczy. Coś w nim drgnęło. Nadia nigdy tak się nie śmiała. Spróbował odepchnąć tę myśl, ale w jego iluzji zagościło pierwsze pęknięcie.

Chwilę później Lena odruchowo odgarnęła włosy za ucho. Zrobiła to prawą dłonią. Marek zesztywniał. Nadia na każdym filmie używała do tego lewej ręki, odsłaniając profil ze znamieniem. Poczuł piekące ukłucie irytacji. Ten gest brzmiał jak fałszywa nuta w ulubionej piosence.

Zaczął obserwować ją badawczo. Spojrzał niżej, na obojczyk. Kilka centymetrów poniżej linii żuchwy krył się mały, ciemny pieprzyk. Znał ciało Nadii na pamięć, oglądał materiały klatka po klatce. Tam nie było tego punktu. Chirurg musiał go pominąć, uznać za nieistotny element dawnej Leny, kiedy na prośbę Marka usuwał znaki szczególne żony.

Lena wyczuła zmianę napięcia.

– Wszystko dobrze, kochanie?

Marek nie odpowiedział. Patrzył na pieprzyk z narastającą furią. Na inny kształt paznokci, na zbyt szczupłą talię. I nagle, w ułamku sekundy, spod idealnej maski Nadii dostrzegł coś przerażającego. Dostrzegł Lenę. Płytki oddech i przestraszone spojrzenie. Cała stara tożsamość przebijała przez drogą powłokę niczym nieusuwalny błąd w systemie.

– Marek? – głos Leny stał się cichy, przepełniony paniką.

Mężczyzna poczuł w gardle wstręt i gniew. Przecież zapłacił fortunę, zaplanował każdy szczegół. To miało być idealne.

Lena powtórzyła jego imię i wyciągnęła rękę, chcąc dotknąć policzka ukochanego. I właśnie ten małżeński ruch był najgorszy. Zachowywała się jak nudna, wiecznie przepraszająca żona, a nie jak Nadia.

Marek odsunął jej dłoń gwałtownie. Lena zamarła.

– Zrobiłam coś nie tak?

– To nie działa – wycharczał. – Wszystko. Ty.

– Nie rozumiem… przecież mam jej twarz…

– Miałaś być nią! – ryknął.

W sypialni zapadła duszna cisza. Lena cofnęła się o krok, odruchowo zasłaniając rękami nowe piersi. Przecież zrobiła wszystko, co chciał.

– Marek, proszę cię…

– Zamknij się!

– Posłuchaj mnie…

– Zamknij się, kurwa! – Krzyk odbił się echem od ścian.

Przerażona Lena uderzyła plecami o szkło szafy. Marek zrobił powolny krok do przodu, potem następny. Kobieta stojąca przed nim była bezczelnym kłamstwem, wadliwym produktem.

– Miałaś być nią – wyszeptał.

A potem, patrząc na pieprzyk na jej szyi, powoli zacisnął dłonie w pięści.

 

VI

 

Nadia przeczytała krótką wiadomość pięć razy, modląc się, by umysł błędnie interpretował znaki na wyświetlaczu.

To nie działa. Mimo że dałem jej Twoją twarz.

Zamarła, czując, jak krew odpływa z żył, a w klatce piersiowej rodzi się fizyczny ból. Kolejne chaotyczne wiadomości spłynęły natychmiast:

Nadal nie jest Tobą.

Muszę być z Tobą. Z tą prawdziwą.

Smartfon o mało nie wypadł ze spoconych dłoni. Słowa uderzały w nią jak młot: Dałem jej twoją twarz.

W ułamku sekundy, jak w koszmarnym kalejdoskopie, połączyła kropki.

– Nie… – warknęła Nadia, wstając gwałtownie. – Nie, nie, nie, kurwa, nie!

 

*

 

Autonomiczna kapsuła transportowa sunęła bezszelestnie między wieżowcami. Za panoramicznymi szybami przesuwały się jaskrawe hologramy reklamowe: SPRZEDAJ TWARZ. SPEŁNIJ MARZENIA. NIE STAĆ CIĘ NA SIEBIE? WYNAJMIJ LEPSZĄ WERSJĘ.

Nadia siedziała skulona, wpatrując się w ekran smartfona. Nie odpowiadała na wiadomości. W ciągu kilku minut ten człowiek przestał być w jej oczach żałosnym sponsorem, z którego doiła kredyty. Stał się śmiertelnym zagrożeniem. Psychopatą, który okaleczył żonę, byle dopasować ją do internetowego szablonu.

Sztuczny głos rozbrzmiał w samochodzie:

Dotarliśmy do celu. Strefa socjalna trzydzieści cztery.

Drzwi rozsunęły się z sykiem. Nadia wybiegła, zanim system dokończył komunikat o pogodzie.

Waliła pięściami w drzwi mieszkania siostry, aż rozbolały ją kłykcie, ale nikt nie otwierał. Wbiła na zakurzonym panelu stary kod z dzieciństwa. Niespodziewanie magnetyczny rygiel ustąpił z głośnym kliknięciem.

Wewnątrz panował mrok, rozcięty niebieskawą łuną neonów za oknem.

– Ola, wyłaź, wiem, że tu jesteś!

Zrobiła trzy kroki w głąb ciasnego salonu. Z kąta dobiegł ją szorstki głos siostry:

– Nie drzyj się tak.

Usłyszała kliknięcie zapalanego światła. Nadia odwróciła się gwałtownie i zamarła. W cieniu stała obca kobieta – z krótko ściętymi włosami i całkowicie anonimową twarzą socjalną, jaką produkowano w milionach egzemplarzy, z ledwie zauważalnymi różnicami. Tymczasowa powłoka ze śladami po wcześniejszych użytkownikach.

– O mój Boże, Ola… coś ty ze sobą zrobiła?

Nadia cofnęła się, tłumiąc mdłości. Spojrzała na jej piersi. Dziewczyna miała na sobie najtańszy, bazowy biust z powłoki biologicznej.

– Co ty zrobiłaś?! – wrzasnęła Nadia.

– Potrzebowałam pieniędzy. Wynajmujący chcieli mnie wyrzucić na bruk.

– I dlatego sprzedałaś własną twarz?! Markowi?!

– Dał mi potrójną stawkę za natychmiastowy przeszczep.

Nadii zakręciło się w głowie. Od dzieciństwa miały te same hasła do wszystkiego, ale nie spodziewała się, że siostra kiedykolwiek to wykorzysta.

– Czy ty kompletnie zwariowałaś?!

– Nie bardziej niż ty, siostrzyczko! – skontrowała Ola, prostując się z trudem. – To przecież twój najbogatszy klient. Twój sponsor.

– To jest pieprzony, obsesyjny psychopata! Przed chwilą pociął swoją żonę, żeby wyglądała jak ja!

Nadia spojrzała raz jeszcze na piersi siostry, rozumiejąc coraz więcej.

– Przecież on nawet nie prosił o zakup piersi… Ola, sprzedałaś mu też cycki? Do kompletu?

– Lekarze powiedzieli, że jeśli oddam pełen pakiet, to dorzucą bonus. Potrzebowałam tych kredytów!

Nadia złapała się za głowę.

– Ty pieprzona idiotko…

– A ty pieprzona hipokrytko! – Ola podniosła głos. – Codziennie wchodzisz na tę platformę i sprzedajesz tym wszystkim dewiantom siebie. Swój czas. Swoje ciało w kawałkach!

– To zupełnie co innego! – krzyknęła Nadia. – Ja nikomu nic nie oddaję na własność! To tylko piksele!

– Jasne, wmawiaj sobie to dalej. Powiedz mi, ilu facetom sprzedałaś dzisiaj marzenie o miłości, której nigdy im nie dasz, tylko po to, żeby przelali ci na kolejne zachcianki? Ile filmów, gdzie zabawiasz się sama ze sobą, ku uciesze tych pojebów?!

– Ja przynajmniej nie sprzedałam własnego ciała! – szlochała Nadia.

Ola roześmiała się krótko, bez radości. Spojrzała na swoje tanie, socjalne piersi, a potem prosto w oczy siostry.

– Nie? To co ty właściwie sprzedajesz w tej sieci, Nadia? Wygląda mi na to, że handlujemy dokładnie tym samym. Ty robisz to w ratach każdego dnia, a ja wzięłam całą sumę z góry i mam to z głowy.

Nadia stała z otwartymi ustami, czując słowa siostry, niczym potężny sierpowy.

Sterczały naprzeciwko siebie w ubogim pokoju. Wściekłe, śmiertelnie zmęczone i doszczętnie upokorzone.

– Jesteś kurwą – syknęła jadowicie Nadia.

– Ty też nią jesteś, siostrzyczko – odpowiedziała bezlitośnie Ola, poprawiając sztuczną skórę przy policzku. – Jedyna różnica jest taka, że ty nią jesteś z zamiłowania.

Nadia nie miała zamiaru słuchać tego ani chwili dłużej. Wzięła głęboki wdech.

– On mnie dalej chce, Ola. Twarz mu nie wystarcza. Jestem przerażona.

Ola wyraźnie pobladła. Na seryjnej, anonimowej twarzy po raz pierwszy odmalowało się zrozumienie.

– Przepraszam, musiałam to zrobić, nie mogłam wiedzieć, że dalej będzie cię nękał…

– Mogłaś.

Nadia odwróciła się na pięcie i wyszła z mieszkania.

 

VII

 

Smartfon na kanapie wibrował natarczywie. Nadia patrzyła w sufit, ignorując krwisty blask wyświetlacza, ale w końcu drżącymi palcami odblokowała ekran.

Seria wiadomości od Marka cięła jak nóż: To nie działa. Nadal jest taka sama. Muszę być z tobą. Z tą prawdziwą.

Przewinęła niżej – czekała tam lawina chaotycznych komunikatów: Spotkaj się ze mną. I ten ostatni, sprzed minuty: Jeśli sama nie przyjdziesz, znajdę cię.

Odrzuciła smartfon, jakby ją oparzył. Spojrzała w okno na pulsujące neony miasta. Pomyślała o milionach seryjnych twarzy sprzedających się za przetrwanie. Dotąd myślała, że jest od nich lepsza, bo handluje tylko pikselami. Przypomniała sobie seryjną maskę Oli, ich kłótnię i wspólne, brudne miano: kurwy.

– Pieprz się… – syknęła do własnego odbicia.

Nacisnęła ikonę OnlyYou i otworzyła czat z Adamem – drugim największym sponsorem. Zawsze był kulturalny, nienachalny. Napisała krótko: Nadal interesuje cię moja twarz?

Odpowiedź przyszła natychmiast: Myślałem, że nigdy jej nie sprzedasz.

Zmieniłam zdanie.

Dlaczego?

Patrzyła na ekran. Prawda była żałosna: śmiertelnie bała się psychopaty, którego sama stworzyła. Wystukała:

To nieistotne.

Rozumiem. Wolałbym załatwić to osobiście, poza siecią.

Klinika?

Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać.

Pod wiadomością pojawił się link z adresem. Dom na luksusowych obrzeżach miasta.

Dokładnie tego potrzebowała – ucieczki przed Markiem i nowego początku, nawet za cenę własnej skóry.

Godzinę później siedziała już w autonomicznej kapsule transportowej. Światła miasta, wieżowce i szare przedmieścia powoli znikały za grubymi szybami. Wokół trasy zostały już tylko drzewa – czarne, milczące sylwetki przesuwające się w mroku nocy.

Sztuczny, monotonny głos z głośnika kapsuły informował o szacowanym czasie przyjazdu. Nadia go jednak nie słuchała. Wpatrywała się skupiona we własne odbicie w ciemnej szybie.

Twarz. Przez tyle lat była jej największym, naturalnym atutem. Potem stała się stałym źródłem wielkich pieniędzy. A teraz, w ciągu zaledwie jednego dnia, przeobraziła się w śmiertelny problem. Co za potworna ironia losu. Do oczu napłynęły łzy.

Gdzieś głęboko, pod skórą, czuła dojmujące, dławiące obrzydzenie. Do samej siebie. Do siostry, która stała się fantomem bez twarzy. Do tego całego, zgniłego świata, w którym wszystko miało swoją cenę. Do ludzi, którzy z nudów i nadmiaru pieniędzy kupowali cudze ciała na własność.

Ale najbardziej brzydziła się faktem, że aby przeżyć, właśnie zamierzała zrobić dokładnie to samo, co siostra. Z własnej woli szła pod skalpel.

Kapsuła gwałtownie zwolniła, skręcając w wąską, wyboistą drogę gruntową, między gęstwinę drzew. W oddali, pośród czarnych konarów, zamajaczyło słabe, żółte światło u szczytu dachu.

Nadia spojrzała na wyświetlony adres po raz ostatni, upewniając się, że dotarła w dobre miejsce. Potem, biorąc głęboki oddech, zablokowała ekran i schowała urządzenie do kieszeni kurtki. Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.

 

VIII

 

Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo tuż obok pojazdu, nasłuchując złowrogiego szumu drzew. W końcu, tuląc ramiona do piersi, ruszyła wąską ścieżką w stronę budynku.

Na drewnianej werandzie paliła się pojedyncza, staromodna lampa. Nadia podeszła do masywnych drzwi i zapukała. Raz. Drugi. Trzeci.

Wewnątrz usłyszała ciężkie, niespieszne kroki. Zamki szczęknęły. I wtedy drzwi otworzyły się na oścież.

Nadia zamarła.

Cały świat wokół niej nagle drastycznie zwolnił, jakby ktoś jednym ruchem wyłączył dźwięk w systemie. Czas przestał płynąć. Chciała coś powiedzieć, ale powietrze uwięzło w gardle.

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i oblizał dolną wargę. To był dokładnie ten sam uśmiech, który znała ze zdjęć profilowych, z nocnych seansów, z setek przysyłanych wiadomości. Teraz, patrząc w jego martwe, błyszczące oczy, żałowała, że się urodziła.

– Cześć, Nadia. Jestem Adam – powiedział cicho, przerażająco spokojnym głosem.

Odruchowo, sterowana czystym instynktem przetrwania, cofnęła się o krok w stronę ciemnego podwórza. Nie zdążyła. Marek błyskawicznym, brutalnym ruchem wyrzucił rękę do przodu i zacisnął dłoń na jej nadgarstku. Uścisk był silny niczym stalowe kajdany. Nadia szarpnęła się z całej siły, zapierając butami o deski werandy. Bezskutecznie.

 

*

 

Zatrzasnął drzwi z potężnym hukiem. Nadia natychmiast rzuciła się z powrotem do wyjścia, napierając ciałem na klamkę. Za późno. Elektroniczny panel nad zamkiem zasygnalizował blokadę, rozbłyskując czerwienią.

– Otwórz to! – krzyknęła, waląc pięścią w panel.

– Uspokój się, skarbie.

– Otwórz te pieprzone drzwi!

Patrzył na nią z boku paskudnym spojrzeniem. To nie było nawet dzikie pożądanie, a głęboka, psychopatyczna ulga. Wyglądał jak człowiek, który po latach wyczerpujących poszukiwań w końcu odzyskał swoją zgubioną, bezcenną rzecz. Swoją własność.

– Wszystko niepotrzebnie komplikujesz, Nadio – mruknął, podchodząc bliżej.

– Wypuść mnie stąd, błagam cię…

– Ty po prostu nic nie rozumiesz – jego głos stał się nagle miękki, niemal smutny. – Próbowałem inaczej. Naprawdę próbowałem grać według zasad tego chorego świata. Kupiłem twoją twarz. No, nie twoją, bo mnie oszukałyście. Nie wiedziałem, że masz siostrę, ale po twojej wiadomości zdecydowałem się poszperać głębiej.

– Błagam… – Nadia osunęła się plecami po ścianie, zakrywając usta dłonią.

– Zapłaciłem za wszystko. Dałem Lenie twoje rysy. Dałem jej twoje piersi. Wszystko.

– Jesteś potworem… Jesteś chory!

– I to nie działało! – wrzasnął nagle, a na nienagannej żuchwie napięły się mięśnie. – Oszukałyście mnie! Ona pod twoją skórą wciąż była tamtą nudną, żałosną Leną! A ja potrzebuję ciebie. Całej. Twojego głosu, twoich myśli, twojej esencji.

Nadia poczuła, jak do gardła podchodzi jej gwałtowna fala mdłości.

– Ty mnie w ogóle nie znasz! Widziałeś tylko pieprzone filmiki w sieci!

– Znam cię lepiej niż ktokolwiek na tym świecie. Wiem o tobie wszystko.

– Proszę… wypuść mnie, nikomu nic nie powiem…

– Tutaj będziesz już bezpieczna – przerwał jej bezlitośnie, wyciągając dłoń i delikatnie muskając miedziane włosy. – Od teraz będziesz moja. Na zawsze.

Słowa te zawisły między nimi w mrocznym przedpokoju.

– Nigdy – syknęła przez łzy. – Nigdy nie będę twoja.

– Po dobroci albo nie, skarbie. Ale teraz cię zwiążę i grzecznie poczekasz. Muszę znaleźć twoją bezczelną siostrzyczkę.

Nadia spojrzała prosto w puste, pozbawione empatii oczy. I po raz pierwszy naprawdę uwierzyła, że z tego domu może już nigdy nie wyjść żywa.

Nagle coś gwałtownie huknęło za oknem. Potężny, głuchy odgłos sprawił, że oboje drgnęli w ułamku sekundy. Marek zmarszczył brwi, odwracając głowę w stronę schodów.

– Co to, do diabła, było? – warknął pod nosem.

Nadia nie odpowiedziała, łapiąc powietrze. I wtedy oboje poczuli specyficzny, ostry zapach.

Dym.

Najpierw był ledwo wyczuwalny, niosący nutę palonego drewna. Jednak po zaledwie kilku sekundach stał się znacznie silniejszy, gęstszy, gryzący w gardło. Marek spojrzał w stronę salonu.

– Co jest… – mruknął, robiąc krok w tył.

Z korytarza wyłonił się wielki, czarny obłok. Rósł w oczach z każdą kolejną sekundą.

Mężczyzna puścił nadgarstek Nadii i popędził w stronę salonu. Po kilku sekundach wrócił na korytarz. Był blady jak ściana, a idealna, symetryczna twarz wykrzywiła się w panicznym strachu.

– Pożar! Całe piętro stoi w ogniu! Instalacja musiała strzelić!

Płomienie były już widoczne gołym okiem. Jasne, krwisto-pomarańczowe języki ognia tańczyły na drewnianym suficie korytarza. Pożerały belki, panele ścienne i suche meble z nienasyconą, dziką zachłannością, jakby czekały na ten moment od dawna.

– Otwieraj te cholerne drzwi! – wrzasnęła Nadia, krztusząc się pierwszym kłębem dymu. – Otwieraj!

Marek skoczył do elektronicznego panelu. Dłonie, dotąd pewne, drżały teraz tak mocno, że kilkakrotnie pomylił sekwencję kodu awaryjnego. System piszczał przeciągle, odrzucając próby autoryzacji. Czerwone światło nie chciało zmienić się w zielone.

– Otwieraj, na co czekasz?! – kaszlała Nadia, osłaniając twarz rękawem.

– Próbuję, kurwa! Próbuję! Wiesz, że nie dam cię skrzywdzić!

Gęsty, toksyczny dym błyskawicznie zaczął wypełniać cały salon i korytarz. Nadia skuliła się przy podłodze, kaszląc raz za razem. Płomienie z trzaskiem zeszły już po schodach na dół, odcinając im drogę ucieczki w głąb domu.

Panel strzelił iskrami odrzucając Marka. Odwrócił się i spojrzał na nią. Mimo zagrożenia, dalej miał w oczach zwierzęcą fascynację. Przerażony, obdarty ze wszelkiej potęgi i pieniędzy, patrzył na nią, jakby właśnie z takim widokiem chciał umrzeć.

Ogień odciął ich z każdej strony, a temperatura stawała się nie do zniesienia. Szalejący blask płomieni tańczył w odbiciu szkła smartfona.

Marek spiął się, a na jego twarzy wykwitł grymas czystego, jadowitego szaleństwa. Złapał ją za bluzkę i przyciągnął do siebie, obłapiając zachłannie. To ostatnia szansa, żeby ją poczuć, żeby jej doświadczyć. Rozrywał ubranie Nadii z nadludzką siłą.

Patrzyła tylko tępo na szalejący ogień wokół nich. Na płomienie odbijające się w szybach okien. Na niszczycielskie światło pożerające ściany i na swojego oprawcę, który nawet teraz chciał tylko jej. 

I nagle, w tej ostatniej sekundzie, kiedy miał ją wykorzystać, potężna, nośna belka stropowa nad ich głowami pękła z ogłuszającym, suchym trzaskiem. Runęła prosto na nich, grzebiąc pod sobą.

 

EPILOG

 

Agregaty chłodnicze buczały jednostajnie.

Mała, prywatna chłodnia Marka mieściła się w piwnicy domu, by przechowywać w niej poprzednie, odrzucone twarze. Lena zamknęła za sobą ciężkie drzwi. Głęboko w tkaninie ubrania i pod paznokciami wciąż tkwiła tłusta, chemiczna nuta benzyny. Zapach podpałki, którą kilka godzin wcześniej z taką dbałością rozlewała po drewnianych schodach drugiej posiadłości męża.

Miała teraz nieograniczony dostęp do jego gigantycznej fortuny, z której przez całe małżeństwo Marek nie pozwalał jej korzystać. W końcu była smutną wdową, chociaż tyle się Lenie należało. Nie sądziła, że wyda kiedyś kredyty na przekupienie policji, by zatuszowali sprawę, ale zaczynała powoli rozumieć, jakie wielkie przywileje ma bogata śmietanka społeczeństwa.

Podeszła do metalowej szuflady i wpisała kod. Zamki ustąpiły z cichym kliknięciem.

Wewnątrz spoczywały dwa przezroczyste, szczelne pojemniki z konserwacyjnym żelem. Lena położyła dłoń na jednym z nich. W środku pływała pierwsza twarz Marka – ta z drobnymi niedoskonałościami, którą pokochała lata temu, zanim chirurdzy zmienili go w idealnego potwora. W drugim pojemniku spoczywała jej własna, stara twarz. Zmarszczki wokół oczu i lekka asymetria ust wyglądały w błękitnym płynie zaskakująco spokojnie.

Lena powoli wyciągnęła z kieszeni kurtki pogniecione zdjęcie – to samo, które jeszcze wczoraj wisiało na ich lodówce. Spojrzała na uśmiechniętą, zwyczajną parę, jaką kiedyś byli.

– Widzisz? – szepnęła wprost do zamrożonych rysów męża, a własny głos wydał jej się niesamowicie zwyczajny, odkąd nie musiała udawać Nadii. – Mówiłam, że wszystko naprawię.

Uśmiechnęła się szeroko, czując jak świeże otarcia i siniaki po ostatnim spotkaniu z mężem pulsują bólem.

– Już niedługo znowu będzie jak wtedy. Jak dawniej.

Delikatnie pogłaskała zimne tworzywo pojemnika. Jej myśli krążyły wokół milionów na koncie. Nie zamierzała kupować za nie luksusów. Kupi jakiegoś człowieka. Młodego, posłusznego, bez grosza przy duszy. Da mu twarz Marka, a sobie z powrotem przeszczepi własną skórę. Zmusi go, by patrzył na nią tak, jak mąż dawniej. Pieniądze w końcu posłużą do kupienia prawdziwego szczęścia.

– Tym razem wszystko będzie idealnie.

Chłodnie buczały dalej, a Lena siedziała w piwnicy, pośród metalowych szaf, z zadowoleniem planując nową, wspólną przyszłość.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Wklejam z bety:

Smutny, gorzki, ale i bardzo dobry, trzymający w napięciu do końca thriller SF. :)

 

I dodam:

Każda postać pokazuje tutaj inne, przerażające oblicze, doskonale podkreślające, jak okrutne zasady rządzą opisywanym przez Ciebie światem. Smutne nawet są relacje między siostrami, które – zdawać by się mogło – kochają się i wspomagają (przynajmniej tak było do tej pory). Nie ma tu wygranych czy też zwycięzców – każdy w sumie jest ofiarą tego, tak bardzo wstrząsającego, świata SF. 

 

Kliczek podwójny, pozdrawiam serdecznie i również bardzo dziękuję za zaproszenie oraz betę. :) 

Pecunia non olet

bruce,

Dziękuję za tak pozytywny komentarz, ale i pomoc i dyskusję podczas bety. Jestem niezmiernie wdzięczny!

To prawda, każdy bohater ma inny cel, inne motywacje, ale pod koniec dnia nikt nie wygrywa. Każdy z nich ma jakąś obsesję, co przykre i starałem się tym zmusić czytelników do podumania. 

Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję, również za podwójny klik! heart

You cannot petition the Lord with prayer!

Powodzenia, dzięki, pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Kobieta wyglądająca jak Nadia nie jest jednak Nadią… Dla mnie to mimo wszystko pozytywne przesłanie.

Zaraz wyobrażam sobie świat, w którym na takim OnlyYou w przyszłości ludzie będą sobie mogli zaprojektować “swoją Nadię”. Czy użytkownicy będą staroświecko romantyczni i będą projektować np. swoją żonę tylko młodszą i mniej zrzędliwą? Taką jaką PAMIĘTAJĄ, a nie wymyślą? Czy użytkowniczki będą kastomizować gotowe modele tak, żeby miały dokładnie głos ich chłopaka z liceum i to będzie warunkiem satysfakcjonującej interakcji? Czy tego rodzaju soft będzie “żywił się” bardziej fantazjami czy wspomnieniami? My tu na tym portalu raczej mamy ponadprzecietną wyobraźnię, ale większość ludzi ma jej mniej. Będą używać do kastomizacji własnej ludzkiej pamięci (doprawianej fantazjami) czy jednak wzorców “technicznych” typu plik z filmem ze studniówki?

Tekst jest jednym z najlepszych jakie czytałem na portalu. Gratulacje. Do klikarni wstępu nie mam (nawet pośredniego), ale 6* daję. Pozdrawiam!

Grześku,

Kobieta wyglądająca jak Nadia nie jest jednak Nadią… Dla mnie to mimo wszystko pozytywne przesłanie.

W sumie, tak o tym nie myślałem :D

Zaraz wyobrażam sobie świat, w którym na takim OnlyYou w przyszłości ludzie będą sobie mogli zaprojektować “swoją Nadię”.

Może być i tak, chociaż w mojej wizji sztuczność się przeje i ludzie będą łaknąć naturalności, oszukując samych siebie, że jak się przeszczepi naturalną młodą twarz, to już nie jest się sztucznym. Twoja wizja pewnie jest bardziej prawdopodobna, bo są już podobno konta AI.

Czy użytkowniczki będą kastomizować gotowe modele tak, żeby miały dokładnie głos ich chłopaka z liceum i to będzie warunkiem satysfakcjonującej interakcji?

Może i tak, w moim odczuciu to bardzo prawdopodobne. Ale ja bardziej chciałem przekazać sytuację w której ktoś, kogo idealnie do Ciebie dopasowuje system, na podstawie zgodności emocjonalnej i fizycznej, udaje, że go interesujesz, daje to zainteresowanie czym tworzy w Twojej głowie fikcyjną relację. Już się tak dzieje, jest to drastyczne w skutkach. Polecam artykuły, które zawarłem w przedmowie.

Czy tego rodzaju soft będzie “żywił się” bardziej fantazjami czy wspomnieniami?

Bardzo ciekawe pytanie, szkoda, że sobie go nie zadałem przed napisaniem, ale może jeszcze odpowiem na to pytanie w innym tekście z tej serii, jeśli zdecyduję się napisać. Nie umiem na ten moment odpowiedzieć, ale chętnie to zbadam. Dzięki za to pytanie, jest doprawdy ciekawe.

My tu na tym portalu raczej mamy ponadprzecietną wyobraźnię, ale większość ludzi ma jej mniej. Będą używać do kastomizacji własnej ludzkiej pamięci (doprawianej fantazjami) czy jednak wzorców “technicznych” typu plik z filmem ze studniówki?

Teraz pytanie, czy nasza wyobraźnia mogłaby w przyszłości zostać wzmocniona dzięki technologii. Pewnie nawet nie zdajemy sobie sprawy co mogłoby być naszą fantazją. Komputer może to wyciągnąć na wierzch, dokładnie nas analizując. Ale ciekawe zagadnienie.

Tekst jest jednym z najlepszych jakie czytałem na portalu. Gratulacje. Do klikarni wstępu nie mam (nawet pośredniego), ale 6* daję. Pozdrawiam!

Nie masz pojęcia jak mi miło, takie słowa dodają wiatru w żagle. Nie przejmuj się klikiem, tak miły komentarz i bardzo interesujące pytania w zupełności wystarczą, a nawet są czymś więcej niż byłbym w stanie sobie życzyć.

Pozdrawiam serdecznie, dzięki za komentarz!

You cannot petition the Lord with prayer!

Na razie nie szukałem niedoskonałości językowych – ale może nie są one tak istotne, bo czytało się gładko.

 

Wrażenia ogólne miałem dobre. Tekst jest sprawnie poprowadzony, fabuła wciąga, mamy charakterystycznych bohaterów. Ładnie opisałeś klimat, szybko można się w niego wczuć, wyobrazić sobie przedstawiony świat. Jest bardzo “filmowy” i osoba obdarzona wyobraźnią przeżywa każdą scenę, co doceniłem.

 

Przeszkadzało mi nadmierne objaśnianie tego, co czują bohaterowie. Pojawia się w zasadzie w każdym fragmencie. Nie odczuwałem tego jako efektu “łopaty”, ale raczej niewiary w czytelnika, jakbyś chciał dawać mu do zrozumienia, że dobrze odczytał to, co napisałeś. Byłem więc prowadzony za rączkę i się nie gubiłem, ale nie miałem też miejsca na własna interpretację – bo zrobiłeś to za mnie. Miałem wrażenie teatralności – w sumie lubię teatr, widz domyśla się, do czego zmierza wątek, a i tak ogląda to z przyjemnością. Więc była to przyjemność, ale zabrakło mi “wow” :)

 

Tekst ma dużą siłę przebicia, traktuje o ważnych sprawach. Jedzie gładko po szynach i do mnie trafił – ale nie zawiązał myśli w supełek ani nie sprawił, że będę się zastanawiał przez resztę dnia, co się stało z bohaterami. Biblioteka tak, nominacja – czemu nie, bo poziom jest wysoki.

A jednak mam nadzieję, że kiedyś napiszesz coś takiego, że powali mnie na kolana. takie katharsis– bo za takimi tekstami tęsknię. Każdym tekstem pokazujesz, że możesz. Więc jeśli będę tylko chwalił i pisał, że jest dobrze, może nie sięgniesz do “bardzo dobrze”.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Hej, czyta się bardzo dobrze. Bardzo sugestywnie zarysowany przemocowiec ekonomiczny, nienawidzi się go już po pierwszych wierszach. Odczucie z tego świat: taki przeddzień w kierunku full Cyberpunka.

A jedyna uwaga (żart) jest czysto anatomiczna: Przeciągnął dłonią po ostro zarysowanej szczęce. Na chwilę zatrzymał opuszki palców na mikroskopijnej, niemal niewidocznej bliźnie ukrytej tuż pod lewym uchem. Szczęka nie graniczy z uchem;) Między szczęką a uchem jest jeszcze kilka struktur kostnych, które trzeba pokonać, aby od ostro zarysowanej szczęki znaleźć się pod uchem ;) 

Pozdrawiam :)

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

marzanie,

Wrażenia ogólne miałem dobre. Tekst jest sprawnie poprowadzony, fabuła wciąga, mamy charakterystycznych bohaterów. Ładnie opisałeś klimat, szybko można się w niego wczuć, wyobrazić sobie przedstawiony świat. Jest bardzo “filmowy” i osoba obdarzona wyobraźnią przeżywa każdą scenę, co doceniłem.

Bardzo mnie cieszy taka opinia. 

Przeszkadzało mi nadmierne objaśnianie tego, co czują bohaterowie. Pojawia się w zasadzie w każdym fragmencie. Nie odczuwałem tego jako efektu “łopaty”, ale raczej niewiary w czytelnika, jakbyś chciał dawać mu do zrozumienia, że dobrze odczytał to, co napisałeś.

Rozumiem. I nie będę się z tym kłócił, ale na moją obronę powiem, że mam manię do ukrywania symboli, metafor i refleksji. Przez to często dostawałem w przeszłości komentarze, który świadczyły o tym, że przesadziłem z tym ukrywaniem. Staram się znaleźć balans, widzę, że tutaj poszło w drugą stronę. Ale obiecuję, że się staram to wypośrodkować. 

Tekst ma dużą siłę przebicia, traktuje o ważnych sprawach.

Miło mi, że tak uważasz. Też uważam, że są to sprawy ważne i aktualne.

Jedzie gładko po szynach i do mnie trafił – ale nie zawiązał myśli w supełek ani nie sprawił, że będę się zastanawiał przez resztę dnia, co się stało z bohaterami.

Naturalnie założenie było trochę inne, jednak chciałbym, żeby Czytelnik zapamiętał tekst na długo, a i podumał troszkę. Ale tak jak pisałem wyżej, muszę jeszcze ogarnąć ten balans jak przekazywać treści ważne.

Biblioteka tak, nominacja – czemu nie, bo poziom jest wysoki.

A jednak mam nadzieję, że kiedyś napiszesz coś takiego, że powali mnie na kolana. takie katharsis– bo za takimi tekstami tęsknię. Każdym tekstem pokazujesz, że możesz. Więc jeśli będę tylko chwalił i pisał, że jest dobrze, może nie sięgniesz do “bardzo dobrze”.

Bardzo mi miło, marzanie. Serio. Bo o ile nie jest to tekst, który powalił Cię na kolana, to fakt, że wierzysz we mnie, że jestem w stanie jeszcze taki napisać, na podstawie tego co ode mnie przeczytałeś, jest niezwykle budujący. Bardzo Ci dziękuję i obiecuję, że będę się starał! Uwagę oczywiście biorę do serca, bo jest słuszna.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Udane opowiadanie

Dobry pomysł dobre wykonanie.

Lesnylutek,

Dzięki za miły komentarz, ciesze się, że Ci się podobało. Nie zauważyłem Twojego wpisu, bo w tym samym momencie odpowiadałem marzanowi :D

Odczucie z tego świat: taki przeddzień w kierunku full Cyberpunka.

A żebyś wiedział, siedziałem i myślałem, czy dodać tag cyberpunk, czy nie XD

Szczęka nie graniczy z uchem;) Między szczęką a uchem jest jeszcze kilka struktur kostnych, które trzeba pokonać, aby od ostro zarysowanej szczęki znaleźć się pod uchem ;) 

Hah! Podobną uwagę zawarłeś Bardowi z tego co widziałem. Ja jednak uważam jak on, wyobraźnia jest również po to, żeby pomijać nudne, niepotrzebne dopowiedzenia :D A w całym zestawieniu była ciekawa tylko szczęka i blizna.

Dzięki za przeczytanie, pozdrawiam!

 

TheGuru,

Dziękuję bardzo, cieszę się, że Ci się podobało. Spodziewaj się mnie niedługo pod swoją serią, w końcu będę miał więcej czasu, a zbieram się już długo.

You cannot petition the Lord with prayer!

Tag Cyberpunk byłby taką niespełnioną obietnicą, bo tu mamy taki “przedwstępny” Cyberpunk, taki przedsmak, zalążek, taki in spe:) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Otóż to, do takich samych wniosków doszedłem!

You cannot petition the Lord with prayer!

Czołem!

Coś by wypadało napisać pobetowo.

 

Jestem pod dużym wrażeniem, jak złożoną psychologicznie sytuację udało Ci się tu opisać, tym bardziej, że często piszesz przypowieściowo, gdzie te wątki bywają uproszczone. Wiesz, że moim zdaniem Marek, choć to się zdecydowanie poprawiło, jest takim przebłyskiem przypowieści, to znaczy trochę uosabia zło. Ale być może właśnie to gwarantuje mocny efekt końcowy. Nie będę się teraz nad tym Markiem wyżalał, tym bardziej, że go nieco uwiarygodniłeś.

 

Fabuła jest wciągająca, powiązania bohaterów trochę nieuchronne, wszystko w dość futurystycznym świecie. Dajesz nam poczuć prawdziwe emocje, potrzeby. Bohaterowie są świetnie rozegrani pod kątem motywacji i wiarygodności. Znakomicie splotłeś ich losy, to po prostu ma mnóstwo sensu i emocji.

 

Długo miałem pewną wątpliwość do Leny, bo ona w parze z Markiem dawała już taki mocno przerysowany związek. Ale…

Moim zdaniem dałeś chyba najlepszą końcówkę z tekstów, które od Ciebie znam. Przede wszystkim mamy dwa twisty – jeden oczywisty (bliźniaczki), drugi nie (Adam + ”atak” Leny). Lena to w ogóle jest znakomita postać do otwartego, nieoczywistego zakończenia. I takie stworzyłeś, uhh ale ono wybrzmiewa.

Przy okazji poruszyłeś też ważny i chyba niestety coraz bardziej przyszłościowy temat uzależnienia od relacji. Akurat Nadia nie była AI friend/girlfriend, ale obsesja Marka na punkcie jej twarzy i pełna seksualizacja jej osoby wybrzmiały z donośną przestrogą.

 

Ostatecznie finalna refleksja jest przykra, choć ma nutkę sprawiedliwości. Dużo mówi o ludzkiej naturze, o zepsuciu i o interesowności. Do tego jeszcze parszywy los, trochę technologii i już przepis na wspaniałą katastrofę.

 

No świetny tekst, tyle mogę powiedzieć.

 

Pozdrawiam serdeczniutko!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Cześć, MichaelBullfinch 

No, to poleciałeś!

Okrutny, dystopijny świat.

Bardzo dobrze zbudowałeś wiarygodne postacie, chociaż żonka tego psychopatycznego Mareczka jest coś nie teges. Co mam na myśli? Bo tak: Na początku posłuszna ofiara, wydaje się, że zrobi wszystko, bierna i pewnie gdyby Maruś wrzucił ją do studni, to tam by siedziała, jeśliby mogłaby pływać oczywiście :-)

No, mógł ją też zamknąć w spiżarni…

By następnie zamienić się w równie psychopatyczną morderczynię. 

Ależ to było dobre, ależ zemsta jest słodka! A ona i tak kocha jego mordkę :-) 

Psychopata goni psychopatkę i na odwrót. Świetne portrety psychologiczne. Przemyślana konstrukcja, fabuła leniwie się rozkręca i przechodzi w akcję, kulminacja i bum!

Majstersztyk. 

Poza tym, poruszasz ważny temat, wydaje mi się, że aktualny. 

Podwójny klik! 

Pozdrawiam 

beeeecki,

Jestem pod dużym wrażeniem, jak złożoną psychologicznie sytuację udało Ci się tu opisać, tym bardziej, że często piszesz przypowieściowo, gdzie te wątki bywają uproszczone.

Kiedyś napisałeś, że bardzo dobrze odnajduję się w takiej przypowieściowej, jednowątkowej formule, ale jednak już od Nie poprosicie o więcej, jak pewnie pamiętasz, bardzo chciałem napisać coś wielowątkowego. Chodziło mi to po głowie, więc cieszę się, że to dostrzegasz.

Wiesz, że moim zdaniem Marek, choć to się zdecydowanie poprawiło, jest takim przebłyskiem przypowieści, to znaczy trochę uosabia zło. Ale być może właśnie to gwarantuje mocny efekt końcowy.

Tak, całkowicie rozumiem te zarzuty, ale jednak ja dalej nie uważam, żeby on był całkowicie zły. W moim odczuciu jest realny, bo jest potworem w domu, ale dla świata ułożonym CEO, dopinającym olbrzymie kontrakty z klientami, na klatce pewnie dzień dobry też mówi. Samo zachowanie w domu jest podparte nabytą obsesją na punkcie twarzy, już za czasów słów szefa (tak, to rozbudowałem troszkę później, więc chwała Ci za to, że to podniosłeś), a potem koszmarną obsesją na punkcie najpierw twarzy Nadii, później całej Nadii. Niepowodzenie przy zamianie twarzy Leny, jakiego doznał w sytuacji łóżkowej, mogło otworzyć kolejne klapki w umyśle, a wtedy już zupełnie się zatracił. Ja tak to widzę. W sensie widzę złożony, długofalowy proces, taki też miałem w głowie pisząc, dlatego zmartwiło mnie, że nie jest to widoczne. Ale też fajnie, że udało się wyrwać kilka chwastów dzięki becie, a ten był w sumie jedynym dotyczącym fabuły.

Fabuła jest wciągająca, powiązania bohaterów trochę nieuchronne, wszystko w dość futurystycznym świecie. Dajesz nam poczuć prawdziwe emocje, potrzeby. Bohaterowie są świetnie rozegrani pod kątem motywacji i wiarygodności. Znakomicie splotłeś ich losy, to po prostu ma mnóstwo sensu i emocji.

Dzięki, to była moja check lista, kiedy pisałem plan do tekstu, a jak sam wiesz, powstawał dość długo. Bardzo się cieszę, że praca nie poszła na marne.

Moim zdaniem dałeś chyba najlepszą końcówkę z tekstów, które od Ciebie znam. Przede wszystkim mamy dwa twisty – jeden oczywisty (bliźniaczki), drugi nie (Adam + ”atak” Leny). Lena to w ogóle jest znakomita postać do otwartego, nieoczywistego zakończenia. I takie stworzyłeś, uhh ale ono wybrzmiewa.

Długo myślałem nad zakończeniem. Stwierdziłem, że muszę wykorzystać jedną z postaci na koniec. Taką, która jeszcze nie pokazała swojej obsesji. Ale stwierdziłem, że Ola jest tak naprawdę doprowadzona do końca, mimo że znika dość szybko. A Lena właśnie zdawała się być szarą myszką, akceptującą za dużo, starająca się o małżeństwo za wszelką cenę. Obsesyjnie wręcz. Więc takie zachowanie musi do czegoś prowadzić – z taka myślą podchodziłem do pisania zakończenia. Dzięki!

Przy okazji poruszyłeś też ważny i chyba niestety coraz bardziej przyszłościowy temat uzależnienia od relacji. Akurat Nadia nie była AI friend/girlfriend, ale obsesja Marka na punkcie jej twarzy i pełna seksualizacja jej osoby wybrzmiały z donośną przestrogą.

Bardzo mi na tym zależało, OF to tylko szczyt góry lodowej, który widzimy, ale w naszych czasach, uważam, że trzeba głośno mówić o tym do czego prowadzą takie relacje, dla obu stron barykady. 

No świetny tekst, tyle mogę powiedzieć.

Dziękuję. Bardzo się ciesze, że tak pozytywnie go oceniłeś. Tym samym mega dziękuję za betę. Bardzo mi pomogliście, a nie był to temat łatwy, jak sam wiesz, biłem się z myslami, czy nie poleciałem w kontrowersję i obrzydlistwo. Dobrze, że mnie odwiedliście od tej myśli. Jak już głęboko wszedłem w ten temat, to wszystko już wydawało mi się obrzydliwe i niekomfortowe.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hesket,

i pewnie gdyby Maruś wrzucił ją do studni, to tam by siedziała, jeśliby mogłaby pływać oczywiście :-)

Hah! Pewnie tak.

By następnie zamienić się w równie psychopatyczną morderczynię. 

Ależ to było dobre, ależ zemsta jest słodka! A ona i tak kocha jego mordkę :-) 

Cieszę się, że spodobała Ci się psychologia postaci, a tym bardziej, że Lena skutecznie się obroniła i wszystkie twarze (hehe) jakie pokazała, zgrały się w spójną całość. I, że podobało Ci się zakończenie.

Psychopata goni psychopatkę i na odwrót. Świetne portrety psychologiczne. Przemyślana konstrukcja, fabuła leniwie się rozkręca i przechodzi w akcję, kulminacja i bum!

Majstersztyk. 

Niezmiernie mi miło po Twoim komentarzu. Naprawdę bardzo się cieszę, że tak Ci się podobało!

Poza tym, poruszasz ważny temat, wydaje mi się, że aktualny. 

Z pewnością, mam wrażenie, że mówi się o tym za mało, biorąc pod uwagę skalę spustoszenia, jakie to wywołuje.

Podwójny klik! 

Bardzo dziękuję!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziń dybry,

 

Mam nadzieję, że dzięki Wam, zachowam twarz :D

Mam nadzieję, że dzięki Wam zachowam twarz :D

:D

 

że ta buźka zarobiła więcej, niż on sam.

że ta buźka zarobiła więcej niż on sam.

 

Marek wrócił raz z pracy wcześniej, niż zwykle.

Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-przed-niz;17490.html

 

Kobieta wbiła wzrok w idealnie gładką podłogę.

A dlaczego podłoga miałaby być chropowata?

 

Lena natychmiast podniosła ścierkę. Wiedziała, że mąż nie lubi bałaganu.

Marek wszedł do biura.

Rozdzieliłabym te sceny akapitem.

 

Zamknął drzwi, a magnetyczny zamek kliknął z suchym fuknięciem.

A nie lepiej: zgrzytem lub kliknięciem?

 

Za ścianą Lena cicho odkurzała salon, ale on ledwo to słyszał.

Aaa, to on ma biuro w domu. No to moim zdaniem trzeba to doprecyzować.

 

ciało, którym potrafiła przyprawić go o stan najwyższej gotowości.

Zgrabne zdanie.

 

I natychmiast następny, od którego skóra jej cierpła: „Wiem, że byłabyś szczęśliwa ze mną. Albo przynajmniej Twoja część”.

Faktycznie brr!

 

Ola przez chwilę milczała, wpatrując się w luksusowy salon, po czym usiadła na krześle przy stole.

Hm. Luksusowy i ogólne przymiotniki, jak ładny, brzydki, itd. za bardzo nie przemawiają do wyobraźni. Może lepiej wskazać na jakiś przedmiot, chociaż jeden, który ten luksus czytelnikowi zasugeruje.

Przykładowo:

Ola przez chwilę milczała. Patrzyła na swoje odbicie w ekranie ogromnego telewizora, po czym usiadła na krześle obitym czarną skórą.

Nie jest to idealny przykład, ale wiesz, o co mi chodzi.

 

Ola skrzywiła się z potępieniem.

Hę? Dlaczego z potępieniem? W sensie, że potępia tego Marka?

To już lepiej: z niesmakiem albo obrzydzeniem.

 

– Sprzedajesz siebie kawałek po kawałku!

– Jak wszyscy w tym mieście!

O, to jest super. Jednocześnie metaforyczne i dosłowne. Najss.

 

– Nie wszyscy ludzie mają swoją cenę!

Hm, wiem o co chodzi, ale to zabrzmiało, jakby niektórzy się nie cenili, mieli niską wartość, czy po prostu niską samoocenę czy coś.

 

delikatnie dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.

Hahha, genialne!

 

W prywatna klinice chirurgii estetycznej

prywatnej

 

Nieznajoma wyglądała na szczerze, głęboko zdziwioną

 

Odwróciła się i ruszyła w głąb długiego, białego korytarza, prosto pod oślepiające światła lamp operacyjnych.

Hm. Sama poszła na operację? Może w tych klinikach chirurgicznych faktycznie idzie się samemu na salę operacyjną, nie wiem, nigdy w takowej nie byłam.

 

Z przedniego fotela dobiegł ją ciepły, pełen chłopięcej ekscytacji głos Marka.

Dlaczego nie siedzieli obok siebie? Myślałam, że Lena wróciła do jego łask, skoro zmieniła twarz? Na jego życzenie…

 

wtapiając się w błysk miejskich neonów.

Neony robią klimat, to fakt. Ale występują już za często w tekście. Może neony zastąpić oświetlonymi billboardami?

 

modląc się, by umysł po prostu błędnie interpretował znaki na wyświetlaczu.

Ładne zdanie, ale po prostu jest zbędne.

 

„Muszę być z Tobą. Z tą prawdziwą”.

Hm. No ale to teraz chyba nie ma za wiele sensu, skoro ona już nie ma tej swojej twarzy? Będą ją przeszczepiać jej z powrotem?

 

Nadia siedziała skulona, wpatrując się z paraliżem w ekran telefonu.

Paraliż też się wpatrywał? :P

 

Tymczasowa powłoka ze śladami po wcześniejszych użytkownikach.

Ble!

 

– Jesteś kurwą – syknęła jadowicie Nadia.

Biedna bruce :O

 

– On mnie dalej chce, Ola. Twarz mu nie wystarczyła. Jestem przerażona.

To zdanie w środku w czasie przeszłym bardzo gryzie.

– On mnie dalej chce, Ola. Twarz mu nie wystarcza. Jestem przerażona.

 

Prawda była żałosna: śmiertelnie bała się psychopaty, którego sama stworzyła.

No, nie wiem. Psychopaci chyba po prostu się rodzą psychopatami. Ok, może Nadia nie jest idealnie białą postacią, ale nie należy jej winić za zachowanie Marka. To tak, jakby usprawiedliwiać gwałciciela, bo ofiara miała krótką spódniczkę.

 

Teraz druga strona tego zdania, nie wiem, czy dobrze rozumiem, co tu zaszło. Dlaczego Nadia uważa, że Marek wie, że ona z siostrą go oszukały? Przecież to wychodzi dopiero później. Teraz, póki tego nie wie, nie powinna chcieć sprzedawać twarzy i się bać Marka. Chyba że chce się pozbyć tej twarzy po to, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. W takim razie tak czy siak musiałbyś przekształcić to zdanie, zmienić powód.

śmiertelnie się bała powtórki tych potwornych wydarzeń w przyszłości.

 

Wpatrywała się z bolesnym skupieniem

Tak bardzo jest głupia, że aż ją boli, gdy się skupia, czy o co chodzi? Pytam niezłośliwie, bo tak to zdanie wybrzmiało.

 

zamajaczyło jedno, słabe, żółte światło u szczytu dachu.

Za dużo przymiotników.

 

Nadia spojrzała na wyświetlony adres po raz ostatni, upewniając się, że dotarła w dobre miejsce. Potem, biorąc głęboki oddech, zablokowała ekran i schowała urządzenie do kieszeni kurtki. Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.

(…)

Na drewnianej werandzie paliła się pojedyncza, staromodna lampa. Nadia podeszła do masywnych drzwi i zapukała. Raz. Drugi. Trzeci.

Moment. To ile razy ona wchodziła do tego domu?

Wcześniej wspominasz o drzwiach kapsuły, czyli najwyraźniej wtedy jeszcze nie weszła do domu. Ale o jakiej kapsule mowa w takim razie, skoro chwilę wcześniej piszesz, że jest już na miejscu?

 

Patrzył na nią z boku paskudnie.

Można paskudnie wyglądać, ale czy można patrzeć paskudnie?

 

 

Bardzo ciekawe zakończenie. Zemsta jest słodka!

 

 

Zacznę od małej dygresji.

 

Nie wiem, czy świadomie, ale poruszyłeś też ważną kwestię społeczną i etyczną, nad którą wielokrotnie się zastanawiałam. To kontrowersyjna teza, ale ja uważam, że… większość z nas się sprzedaje tak naprawdę. Bo ile ludzi na świecie ma ten komfort, żeby zarabiać na życie zgodnie z własnymi przekonaniami? Czy wszyscy pracownicy biurowi popierają działania korporacji, która odcina wodę mieszkańcom Afryki dla zysków? Czy youtuberzy nie nagrywają filmów na aktualne gorące tematy zamiast mówić o tym, co faktycznie dla nich samych jest ważne? Czy ja sama też się nie sprzedaję, skoro piszę artykuły o tym, jaka praca w opiece osób starszych jest fajna, a tak naprawdę uważam, że to bardzo ciężka i niewdzięczna robota, której nigdy nie chciałabym wykonywać?

Większość z nas się sprzedaje, tylko po prostu za mniejsze lub większe pieniądze.

“We are all prostitues anyway…” – jak śpiewała moja ulubiona artystka, Dżulia Marsel.

https://youtu.be/6mkz3N75KLY?list=RD6mkz3N75KLY

 

 

No ale wracajmy do opowiadania.

 

Dialogi są bardzo wiarygodne i naturalne. Umiesz też przeklinać: wulgaryzmy są w punkt, nie jest ich za dużo, ale występują tam, gdzie aż się prosi o ich obecność.

 

Świetnie przedstawiony świat, widać, że o niego też zadbałeś, nie tylko o fabułę. A łatwo można byłoby zapomnieć o opisie otoczenia, przy tak ciekawym i pędzącym głównym wątku opowiadania. Cyberpunk pasuje do niego fantastycznie.

 

Tekst jest brudny, miejscami nawet odpychający i makabryczny… Ale właśnie taki miał być. Bo jak inaczej opisać ten zawszony świat? Pięknymi słówkami? Po pierwsze, tekst straciłby wtedy na autentyczności, nikt by nie uwierzył nawet w jedną scenę. Po drugie, gdyby próbować upiększyć opowiadanie gładkim stylem, zahaczałoby to nawet o hipokryzję narratora. Więc brawa się należą za odwagę, by pokazać te paskudne wątki wprost, bez eufemizmów, bez owijania w przysłowiową bawełnę.

Aż chce się napisać: jazda z kurami! XD

 

Myślę, że spokojnie mógłbyś rozwinąć ten pomysł do szerszego formatu – książki. Szkoda, żeby taki intrygujący temat się zmarnował.

 

CÓŻ MAM RZEC, JESTEM ZACHWYCONA.

 

 

Dałam NIE przy ósmym punkcie ze względu na to, co wspominałam wcześniej o scenie z VII rozdziału. Możliwe jednak, że coś przegapiłam, więc jeśli wytkniesz i uargumentujesz moje niedopatrzenie, zmienię głos w tym punkcie.

 

Tak czy siak, mamy 1 NIEta i 8 TAKów, czyli będę na TAK.

Gratulacje! To chyba Twój najbardziej dojrzały i satysfakcjonujący tekst.

 

Tylko nie zmieniaj się z gila w pawia :P Niech Ci sodówka nie uderza, pracuj nadal ciężko, żebym mogła kiedyś kupować Twoje książki laugh

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Holly,

„Moja zbroja warta jest dziesięciu tarcz, zęby służą mi za miecze, pazury – za włócznie, cios mojego ogona to grom, skrzydła niosą huragan, a mój dech – śmierć!” – Nie wiem czemu tak Cię opisywał Tolkien, ja uważam, że jesteś całkiem miłym smokiem. 

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-przed-niz;17490.html

Jak już jednej zasady się nauczę, to w innych miejscach błędy robię. Muszę w końcu przyswoić sobie reguły dotyczące przecinków przed “niż”. Zazwyczaj robię to na czuja, a już ostatnio Ślimak zwracał mi uwagę, ehh.

A dlaczego podłoga miałaby być chropowata?

Myślałem o takiej, hmm, no że futurystyczna, nie kafle, czy panele. Ale fakt, jak chcę coś pokazać, trzeba to opisać dokładnie. Albo po prostu zostawić podłogę.

A nie lepiej: zgrzytem lub kliknięciem?

Podczas ostatniego przeglądu tekstu zauważyłem, że tego zamykania/otwierania drzwi jest sporo w tym tekście. Dlatego chciałem urozmaicić. Kliknięcie jest później, a “zgrzyt” nie lubię, mimo że czasem używam. Sam mówię często “fuknąć” i tak mi jakoś pasowało, lubię to słowo. Takie, jakby drzwi z łaską to robiły XD Na własną odpowiedzialność zostawię.

Aaa, to on ma biuro w domu. No to moim zdaniem trzeba to doprecyzować.

Hmm. Nie wybrzmiało, że wchodzi do pomieszczenia obok? Wezmę to pod lupę. Może po prostu zamienię na gabinet, bo potem też nazywam to tym słowem, z tego co pamiętam?

Nie jest to idealny przykład, ale wiesz, o co mi chodzi.

Przed odchudzaniem nawet siadała na krześle obitym czarną skórą, ale jakiś ten opis długo mi się wydawał. A chciałem uwypuklić, że Ola zwraca na to uwagę, bo sama żyje w biedzie. Zastanowię się jak to ugryźć.

To już lepiej: z niesmakiem albo obrzydzeniem.

Racja, tak bardziej po polskiemu :D

Hm, wiem o co chodzi, ale to zabrzmiało, jakby niektórzy się nie cenili, mieli niską wartość, czy po prostu niską samoocenę czy coś.

A to tu mi się wydaje, że tak się po prostu mówi. Przynajmniej w moich rejonach.

delikatnie dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.

Hahha, genialne!

Cieszę się, bo miałem wątpliwości przy pisaniu tych scen. Nie lubię ordynarności, ale jednak też chciałem pokazać troszkę więcej tym razem. A to już druga taka, którą pochwaliłaś, cieszy mnie to!

Hm. Sama poszła na operację? Może w tych klinikach chirurgicznych faktycznie idzie się samemu na salę operacyjną, nie wiem, nigdy w takowej nie byłam.

Znaczy tam wcześniej jest o wywołaniu jej przez głośnik i, że pielęgniarka otwiera drzwi. Ale pominąłem opis tego, że idą we dwie, zostawiłem w domyśle, żeby fajnie wybrzmiało to na czym skupia się Lena. Że jest zestresowana i widzi tylko ten korytarz.

Dlaczego nie siedzieli obok siebie? Myślałam, że Lena wróciła do jego łask, skoro zmieniła twarz? Na jego życzenie…

To miało pokazać, że zawsze tak siedzą. Nie jak małżeństwo. Wszystkich nawyków nie zmienisz w ułamku sekundy. Przynajmniej ja to tak widziałem.

Neony robią klimat, to fakt. Ale występują już za często w tekście. Może neony zastąpić oświetlonymi billboardami?

A może i racja.

Hm. No ale to teraz chyba nie ma za wiele sensu, skoro ona już nie ma tej swojej twarzy? Będą ją przeszczepiać jej z powrotem?

To ma być taki przełomowy moment, kiedy on wbrew swoim przekonaniom, zauważa, że jednak twarz to nie wszystko. Że on pragnie jej jako osoby, jej całości, nie tylko wyglądu. Tak, w domyśle prawdopodobnie już knuł jak przeszczepić jej starą twarz, bo Lenę miał za nic. Na tym etapie była dla niego jeszcze bardziej przeszkodą do usunięcia niż wcześniej, więc po prostu zabrałby jej twarz i porzucił.

Paraliż też się wpatrywał? :P

Haha, takie wpadki są śmieszne :D

Biedna bruce :O

A żebyś wiedziała, że miałem potem wyrzuty sumienia, że zaprosiłem biedną bruce do bety, i musiała to czytać :<

To zdanie w środku w czasie przeszłym bardzo gryzie.

Ogólnie bym się kłócił, bo jednak dialogi więcej wybaczają, szczególnie te w kłótni, czy emocjach. Ale w tym wypadku rzeczywiście lepiej brzmi Twoja wersja.

No, nie wiem. Psychopaci chyba po prostu się rodzą psychopatami. Ok, może Nadia nie jest idealnie białą postacią, ale nie należy jej winić za zachowanie Marka. To tak, jakby usprawiedliwiać gwałciciela, bo ofiara miała krótką spódniczkę.

Niby racja, ale tu bardziej chodziło, że ona sie przyczyniła do tego nieświadomie. Miała wiele wyrzutów sumienia, co zaznaczam, ale też słowa siostry wierciły jej dziurę w brzuchu. Narrator podąża za myślami bohaterów, więc opisuje jak to Nadia widziała w danym momencie.

Teraz druga strona tego zdania, nie wiem, czy dobrze rozumiem, co tu zaszło. Dlaczego Nadia uważa, że Marek wie, że ona z siostrą go oszukały? Przecież to wychodzi dopiero później. Teraz, póki tego nie wie, nie powinna chcieć sprzedawać twarzy i się bać Marka. Chyba że chce się pozbyć tej twarzy po to, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. W takim razie tak czy siak musiałbyś przekształcić to zdanie, zmienić powód.

Ona nie wie, że Marek wie, bo on nie wie. Ona przestraszyła się tych wiadomości i widząc determinację Marka i groźbę, że ją odszuka, impulsywnie postanowiła pozbyć się twarzy i pozostac anonimowa. Na to składa się wiele czynników – zrozumiała, że Marek zamienił twarz własnej żonie, żeby wyglądała jak ona, co Nadia uważała za chore. Do tego zagroził jej w wiadomościach, że ją odnajdzie, co przy tym jakiego psychopatę w nim widziała, uważała za całkiem prawdopodobne. I w końcu to, że kupił twarz jej siostry (sądząc, że to twarz Nadii) i nadal to nie zadziałało w spełnieniu jego pragnień, zrozumiała, że jego iluzja prysła i teraz jest w furii i zrobi wszystko, żeby ją odnaleźć i mieć dla siebie (pomimo tego, że nie ma już takiej twarzy). A na dokładkę jeszcze rozmowa z siostrą, która dała jej do zrozumienia, że to co robi i tak przekracza pewne granice, więc sprzedanie twarzy wcale nie jest tak złe jak myślała wcześniej, w porównaniu do jej działalności, którą wcześniej uważała za mniejsze upodlenie niż to co zrobiła siostra.

Tak bardzo jest głupia, że aż ją boli, gdy się skupia, czy o co chodzi? Pytam niezłośliwie, bo tak to zdanie wybrzmiało.

Hah, no, zabrzmiało. Zmienie.

Moment. To ile razy ona wchodziła do tego domu?

Wcześniej wspominasz o drzwiach kapsuły, czyli najwyraźniej wtedy jeszcze nie weszła do domu. Ale o jakiej kapsule mowa w takim razie, skoro chwilę wcześniej piszesz, że jest już na miejscu?

Miałem na myśli kapsułę, że samochód autonomiczny. Wcześniej, na początku rozdziału, nazwałem to nawet: Autonomiczna kapsuła transportowa sunęła bezszelestnie między wieżowcami. Że takie taksówki futurystyczne, bez kierowców.

Nie wiem, czy świadomie, ale poruszyłeś też ważną kwestię społeczną i etyczną, nad którą wielokrotnie się zastanawiałam. To kontrowersyjna teza, ale ja uważam, że… większość z nas się sprzedaje tak naprawdę.

Poruszyłem świadomie, bo podobnie uważam, ale jednak chciałem, żeby inna refleksja była bardziej na wierzchu. Ta przestroga. Mimo to, fajnie, że to poruszyłaś. 

Dialogi są bardzo wiarygodne i naturalne. Umiesz też przeklinać: wulgaryzmy są w punkt, nie jest ich za dużo, ale występują tam, gdzie aż się prosi o ich obecność.

Dzięki!

Świetnie przedstawiony świat, widać, że o niego też zadbałeś, nie tylko o fabułę. A łatwo można byłoby zapomnieć o opisie otoczenia, przy tak ciekawym i pędzącym głównym wątku opowiadania. Cyberpunk pasuje do niego fantastycznie.

Bardzo się cieszę, że to zauważasz, bo długo myślałem jak to pokazać, ale też znaleźć balans, żeby nie było tego za dużo ani za mało. Dlatego z początku, kiedy trzeba świat przedstawić, jest tych wstawek więcej, a potem stopniowo coraz mniej, żeby nie irytować czytelnika.

Tekst jest brudny, miejscami nawet odpychający i makabryczny… Ale właśnie taki miał być. Bo jak inaczej opisać ten zawszony świat? Pięknymi słówkami? Po pierwsze, tekst straciłby wtedy na autentyczności, nikt by nie uwierzył nawet w jedną scenę. Po drugie, gdyby próbować upiększyć opowiadanie gładkim stylem, zahaczałoby to nawet o hipokryzję narratora. Więc brawa się należą za odwagę, by pokazać te paskudne wątki wprost, bez eufemizmów, bez owijania w przysłowiową bawełnę.

Tak mi miło heart Ciężkie to było dla mnie, bo ostatnio pisałem pół poetyckie teksty, ale wiedziałem, że tutaj muszę to odpuścić i pójść w zupełnie inną narrację. Bardzo się cieszę, że to dostrzegasz.

Aż chce się napisać: jazda z kurami! XD

Rozkład jazdy znamy!

CÓŻ MAM RZEC, JESTEM ZACHWYCONA.

heart

Gratulacje! To chyba Twój najbardziej dojrzały i satysfakcjonujący tekst.

Miło mi to słyszeć. Miał nieść za sobą jakąś przestrogę i mówić o czymś, o czym moim zdaniem mówi się za mało. Więc tym bardziej cieszy!

Tylko nie zmieniaj się z gila w pawia :P Niech Ci sodówka nie uderza, pracuj nadal ciężko, żebym mogła kiedyś kupować Twoje książki laugh

Weź, pawie to lamusy, tylko gile. Do tych książek to daleko, ale dziękuję!

Wielkie dzięki za tak pozytywny odbiór, poprawki i ocenę!

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

„Moja zbroja warta jest dziesięciu tarcz, zęby służą mi za miecze, pazury – za włócznie, cios mojego ogona to grom, skrzydła niosą huragan, a mój dech – śmierć!” – Nie wiem czemu tak Cię opisywał Tolkien, ja uważam, że jesteś całkiem miłym smokiem. 

 

Hmm. Nie wybrzmiało, że wchodzi do pomieszczenia obok? Wezmę to pod lupę. Może po prostu zamienię na gabinet, bo potem też nazywam to tym słowem, z tego co pamiętam?

Gabinet jest lepszy IMO.

 

Znaczy tam wcześniej jest o wywołaniu jej przez głośnik i, że pielęgniarka otwiera drzwi. Ale pominąłem opis tego, że idą we dwie, zostawiłem w domyśle, żeby fajnie wybrzmiało to na czym skupia się Lena. Że jest zestresowana i widzi tylko ten korytarz.

Bardziej miałam na myśli to, że nie wiozą jej na tę salę. Chodzi tu o przeszczep twarzy, więc podejrzewam, że anestezjolog i łóżko byłyby niezbędne.

 

To miało pokazać, że zawsze tak siedzą. Nie jak małżeństwo. Wszystkich nawyków nie zmienisz w ułamku sekundy. Przynajmniej ja to tak widziałem.

A, to nie skumałam.

 

Ona nie wie, że Marek wie, bo on nie wie.

 

Ona nie wie, że Marek wie, bo on nie wie. Ona przestraszyła się tych wiadomości i widząc determinację Marka i groźbę, że ją odszuka, impulsywnie postanowiła pozbyć się twarzy i pozostac anonimowa. Na to składa się wiele czynników – zrozumiała, że Marek zamienił twarz własnej żonie, żeby wyglądała jak ona, co Nadia uważała za chore. Do tego zagroził jej w wiadomościach, że ją odnajdzie, co przy tym jakiego psychopatę w nim widziała, uważała za całkiem prawdopodobne. I w końcu to, że kupił twarz jej siostry (sądząc, że to twarz Nadii) i nadal to nie zadziałało w spełnieniu jego pragnień, zrozumiała, że jego iluzja prysła i teraz jest w furii i zrobi wszystko, żeby ją odnaleźć i mieć dla siebie (pomimo tego, że nie ma już takiej twarzy). A na dokładkę jeszcze rozmowa z siostrą, która dała jej do zrozumienia, że to co robi i tak przekracza pewne granice, więc sprzedanie twarzy wcale nie jest tak złe jak myślała wcześniej, w porównaniu do jej działalności, którą wcześniej uważała za mniejsze upodlenie niż to co zrobiła siostra.

Hm. Trochę skomplikowane XD Więc pozostanę przy tym jednym głosie na NIE, bo ta konkluzja nie przychodzi naturalnie, przynajmniej u mnie. Ale w głosowaniu ostatecznym ten punkt niczego nie zmienia.

 

Rozkład jazdy znamy!

:D

 

heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bardziej miałam na myśli to, że nie wiozą jej na tę salę. Chodzi tu o przeszczep twarzy, więc podejrzewam, że anestezjolog i łóżko byłyby niezbędne.

Uznajmy, że przyszłe technologie chirurgiczne będą się różnić :D

Hm. Trochę skomplikowane XD Więc pozostanę przy tym jednym głosie na NIE, bo ta konkluzja nie przychodzi naturalnie, przynajmniej u mnie. Ale w głosowaniu ostatecznym ten punkt niczego nie zmienia.

Haha, gif mnie rozwalił. Namieszałem bardziej. Krótko mówiąc – Marek nie wiedział, że Nadia ma dalej twarz. A ona po prostu się bała, że ją odszuka i zrobi kuku, wcale nie zakładała, ze on się zorientował o oszustwie, nic na to nie wskazuje. 

Ale to pierdoła, w ciemno przyjmuję tabelkę, skoro wychodzi z niej TAK i to z zapasem! :D

You cannot petition the Lord with prayer!

No witam :]

 

Pierwsza scena niestety służy ekspozycji, momentami dość nachalnej, no ale przynajmniej ta ekspozycja została zamaskowana niewysuszoną koszulką. Wrażenie tej nachalności podnosiła powtarzalna struktura zdania w tych ekspozycyjnych paragrafach:

Lena uważała to za bzdurę. Kiedy byli jeszcze dobrym małżeństwem, Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle. (Marek) Siedział potem przez godzinę w kuchni i wpatrywał się w reklamę kliniki chirurgii plastycznej. Dopiero wieczorem przyznał, co powiedział mu tego dnia szef: „Z taką gębą nie sprzedaje się luksusów”.

Pół roku później kupił pierwszą twarz na raty. Lena była przeciwna, ale widziała, jak mu zależy, więc odpuściła. Potem Marek zaczął stopniowo awansować, aż w końcu został dyrektorem kilku salonów z luksusowymi pojazdami autonomicznymi. Lena wierzyła, że pomogły mu pewność siebie, pracowitość i odrobina szczęścia. Marek wyciągnął z tego zupełnie inny wniosek. (Marek) Był przekonany, że świat należy do ludzi z odpowiednimi twarzami. A ona z czasem przestała go rozpoznawać, nie tylko wizualnie.

 

Niektóre z decyzji postaci mało mnie przekonały.

 

Ola próbuje sprzedać twarz, a nie chce pokazać zadka przed kamerką, bo to sprzedawanie kawałek po kawałeczku…? Dziwna to chierarchia wartości. Może taką ma, ale dziwna. Jeśli to taki świat, gdzie ludzie mają dziwne hierarchie, to trzeba było mocniej pokazać, IMO. Zwłaszcza, że bliźniaczka Oli najwyraźniej ma hierarchię zupełnie dwudziestopierwszowieczną. A przecież bliźniaczki zwykle nadają na podobnych, jeśli nie tych samych, falach, nawet te z tekstu mają takie samo hasło.

 

Podobnie dziewucha z kliniki, która kwestionuje wybór pacjentki. No jeśli ktoś by to usłyszał, to by szukała pracy po trzydziestu sekundach, które prezes zużyłby na kopa w zad. A, jak się dowiadujemy z rozmowy sióstr, w kraju bieda i kapitalis, więc ludzie z dobrą pracą raczej ją powinni cenić.

 

Nadia jedzie do jakiejś chaty na obrzeżach, nie sprawdziwszy w googlu, że tam żadnej kliniki nie ma? I ogółem, jeszcze przed chwilą sprzedaż twarzy była dla niej czymś bardzo złym, a teraz decyduje się sprzedać twarz, żeby "uciec przed Markiem", nie próbując uprzednio choćby wlepić mu bana? Nie wiem, policja? Przeprowadzka? Albo w ogóle “jeździć, obserwować”, przecież jeszcze jej nawet nie naszedł, może tylko tak gada.

 

No i ten. Marek najpierw ma relatywnie normalną pracę, a sprawiwszy sobie nową mordkę, zaczyna generalnie super zarabiać. Co mi sugeruje, że pozycja społeczna bardzo opiera się w tym świecie na wyglądzie. Ale seksi siostrzyczki mają drastyczny problem z utrzymaniem? Obie? Hmm. Lena coś tam sugeruje, że on to może jednak nie zaczął zarabiać ze względu na nowy dziób, tylko inne zalety… ale dystopijny charakter tekstu sugeruje, że to nie ona ma rację.


No i jak zwykle wyszły mi kilometry marudzenia, na które twój tekst, też jak zwykle, zupełnie nie zasłużył :D To jest dobry tekst, którego czytanie sprawiło mi frajdę, a ciekawy pomysł o sprzedawaniu twarzy i piersi, i refleksje o pornbrainach, wyścigu szczurów czy społecznych nierównościach zostały pokazane w wciągający sposób, z perspektywy osobistych historii fajnie wymalowanych postaci (nawet, jeśli te postaci czasem zachowują się niezrozumiale, to są jakieś, każda ma swój charakter), czyli tak, jak trzeba to robić. Jest też w tej historii napięcie, a stawka rośnie aż do końca. Więc ugułem, bardzo ładnie.

 

No i miodzio klamra na koniec.

 

Nie wiem, czemu akurat twoje opowiadania skłaniają mnie zawsze do tak nadmiernie szczegółowych wywodów.

 

Pozdrawiam


otarła dłonie o materiał sukienki

O sukienkę – czy skukienka ma coś innego do otarcia dłoni, niż materiał?

 

kropki statusu pisania

Nieładnie, bo kto jest w "statusie pisania"? Apka? Przecież nie ta kobieta… Ale nie wiem z marszu, jak ładniej… Kropki indykatora? Może po prostu pulsujące kropki?

 

Boże, jaka ona jest piękna – szepnął do siebie

Jeśli szepnął, to chyba przysługuje zapis dialogowy.

 

Na ekranie dziewczyna z leniwym uśmiechem, patrzyła prosto w obiektyw.

Bez przecinka oczywiście.

 

Jasne, niesforne pasma miedzianych włosów opadały na piersi, a na lewym policzku, tuż przy kąciku ust, widniało małe, ciemne znamię.

Atak przymiotnikowy! Kryć się!

 

uwodzące ruchy

Uwodzicielskie raczej. Choć uwodzące też ma sens, może celowo tak zrobiłeś.

 

Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.

Następna. „Dziękuję za dzisiaj, czekam na jutrzejsze filmiki!”

Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.

Bota powinna mieć :P Nigdy nie prowadziłem takiej działalności ;> więc pewności nie mam, ale pewnie już dzisiaj laski to chatem gpt ogarniają. Aczkolwiek może ta powtarzalność ma tu swój urok, chociaż psuje realizm.

 

Ten facet w miesiąc pompował

Hmmm IMO albo w miesiąc wpompował, albo co miesiąc pompował. Zależnie, o co chodziło.

 

który chce handlować jej własnością

Hmmm. On chce kupić, jak rozumiem, a to zdanie sugeruje, jakby chciał komuś za jej plecami opchnąć coś, co należy do niej.

 

Zerkając na wiszący w powietrzu zegar holograficzny, zmarszczyła brwi

Zerknęła i zmarszczyła, moim zdaniem. Teoretycznie mogła zmarszczyć już zerkając, ale jeśli wiedziała, że jest późno, to po co zerkała?

 

wyprana z emocji

Wyprana z emocji, a leży i ryczy, albo uśmiecha się do zdjęć? NGL wygląda to, jakby miała całkiem dużo emocji. Tylko je dusi, albo coś.

 

dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.

Wiem o co chodziło, ale nie siadło, moim skromnym. Górna ładnie kontrastuje z dolną, z "tą niżej" o wiele mniej.

 

jak tonący w rzucone mu koło ratunkowe

W koło? Jak w okno?

 

to samo znamię przy ustach

W sensie, że bliźniaczki te buźki mają sztuczne…? To czy cała zabawa nie traci sensu?

Czy ja jestem głupi i bliźniaki mają takie same znamiona…? Nie chyba.

 

młoda, dwudziestokilkuletnia dziewczyna

Jak dwudziestokilkuletnia to wiadomo, że młoda.

 

Lena wstała, uwalniając dłoń z uścisku męża.

Wstała i uwolniła, a poza tym to niepotrzebnie sugeruje, że ona jakiś opór stawia.

 

nieusuwalny błąd w kodzie

Czy błąd w kodzie może być nieusuwalny…? Widzimy na przykładzie portalu, że w praktyce tak, ale i tak nie pokochałem tej metafory. Kod jest po to, żeby go zmieniać.

 

– Lekarze powiedzieli, że jeśli oddam pełen pakiet, to dorzucą bonus.

No ale moment, moment. Te cycuchy nie poszły do magazynu z cycuchami na potrzeby przyszłych klientek, tylko dostała je żona Marka. To czemu niby lekarze dorzucali bonus?

 

– Przepraszam, musiałam to zrobić, nie mogłam wiedzieć, że dalej będzie cię nękał…

– Mogłaś.

Jeśli Ola nagle zrozumiała, że tylko pogłębiła obsesję Marka – a tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć tę kwestię – to IMO trzeba by jaśniej zaznaczyć, choćby narratorem.

 

Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.

VIII

Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo tuż obok pojazdu, nasłuchując złowrogiego szumu drzew.

A czemu tu jest klaps, jak te wydarzenia są dosłownie jedno po drugim i z perspektywy tej samej postaci?

 

– Pożar. Całe piętro stoi w ogniu. Instalacja musiała strzelić.

Chata mu się fajczy, a on trzy składne zdania powiedział. I bez jednego wykrzyknika?

 

której przez całe małżeństwo nie pozwalano jej korzystać

Czego bezosobnik? Wiadomo, kto nie pozwalał.

 

Uśmiechnęła się szeroko, czując jak świeże otarcia i siniaki, po ostatnim spotkaniu z mężem, pulsują bólem.

Raczej bez przecinka, teraz brzmi, jakby siniaki miała wcześniej i po spotkaniu zaczęły pulsować.

 

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Czepiatorze Zakapiorze,

Pierwsza scena niestety służy ekspozycji, momentami dość nachalnej, no ale przynajmniej ta ekspozycja została zamaskowana niewysuszoną koszulką. Wrażenie tej nachalności podnosiła powtarzalna struktura zdania w tych ekspozycyjnych paragrafach:

Hmm. Racja, ale ja nie widzę w tym złego. Ekspozycja nie jest zła, o ile jest dość zwięzła i ma jakiś cel, szczególnie w tak długich tekstach, te informacje były potrzebne. A w tej scenie którą wyszczególniłeś dowiadujemy się bardzo ważnych rzeczy, które wpływają na całość treści. Zauważ, że bez tej sceny byś zawiesił niewiarę w to, że Marek mógł wierzyć, że sama twarz wystarczy, żeby pokochać żonę od nowa. Nakreśla też małą traumę związaną z pracą, jakkolwiek opisuje co spowodowało, że ma obsesję na punkcie twarzy. Określa też ich relację. Scena z koszulą też obrazowo miała pokazać troszkę relacji, jak funkcjonują. 

Nie chcę Cię na siłe przekonywac do takiego zabiegu, bo wiem, że lubisz, jak przechodzi się szybko do rzeczy. Ale moim zdaniem wszystko zależy od opowiadania, czasem trzeba nakreślić sytuację spokojniej. Zresztą jak na długość opowiadania to tej ekspozycji mamy stosunkowo bardzo mało, bo starałem sie załatwić kilka spraw w jednej ekspozycji, żeby się to nie rozwarstwiało potem. Powtarzalna struktura – tu się zgodzę, może postaram się to jakoś ładniej przepisać.

Ola próbuje sprzedać twarz, a nie chce pokazać zadka przed kamerką, bo to sprzedawanie kawałek po kawałeczku…? Dziwna to chierarchia wartości.

Hierarchia*, Panie kolego, też się przyczepię haha XD

Wiesz, cała ta moralna zagwozdka, to część opowiadania. Siostry mają zupełnie odmienne podejścia, a zrozumienie, że tak naprawdę obie robią coś złego i na swój sposób podobnego, przychodzi dopiero później. I myślę, że jest to jedna z rzeczy, jaka powinna zostawić refleksję. Jedna akceptuje jedną formę uprzedmiotowienia siebie, druga inną. To są hipokrytki, tak. Ale taki był zamysł.

Występowanie przed kamerką to nie pokazanie zadka, a dużo gorsze rzeczy. No nie chciałem wewnątrz opowiadania wchodzić w szczegóły czym się dla Marka bawiła, chyba rozumiesz. Poza tym to jest przyszłość, jak pewnie zauważyłeś, zamiana twarzy jest stosunkowo normą. Skoro Twój CEO może mieć nową twarz, czy ktokolwiek inny, wystarczająco bogaty, a wręcz jest to zalecane, to znaczy, że trzeba założyć, że świat się zmienił. Dużo tu podświadomie o akceptacji norm, które się przesuwają. Nie uważam, żeby ta hierarchia wartości była dziwna w takiej sytuacji, a nawet jeśli trochę, to jednak wcale nie taka nieprawdopodobna, a i ciekawa moim zdaniem.

Jeśli to taki świat, gdzie ludzie mają dziwne hierarchie, to trzeba było mocniej pokazać, IMO.

No to już chyba subiektywne. Mi się to wydaje logiczne, że te granice akceptacji się przesuwają. W naszych czasach spora grupa osób uważa, że branża porno to praca jak każda inna. Większość osób też całkowicie akceptuje sztuczne piersi, usta, czy pośladki. I tu nie chodzi o to, co ja, czy Ty o tym myślimy. Fakt jest taki, że te granice akceptacji się przesuwają, to jest naturalne ze względu na postęp w tych dziedzinach, zmiany w polityce itd. I to opowiadanie nawet nie mówi o tym, czy to dobrze, czy źle. Ale zaznacza, że jednak takie zmiany w myśleniu społeczeństwa występują. Więc nawet znając nasze realia, to ma sens, że są te granice przesuwane w przyszłości jeszcze dalej. Nie mamy też daty wydarzeń.

A przecież bliźniaczki zwykle nadają na podobnych, jeśli nie tych samych, falach, nawet te z tekstu mają takie samo hasło.

Nie no, bez przesady. Przeważnie, ale to nie znaczy, że wszystkie i zawsze. Do tego dochodzą doświadczenia życiowe, relacje jakie miały, otoczenie. Pieniądze. Nie wiemy jak Nadia zaczęła to robić. Może gdyby nie to tez chciałaby sprzedać twarz, bo by nie miała kasy. 

Podobnie dziewucha z kliniki, która kwestionuje wybór pacjentki. No jeśli ktoś by to usłyszał, to by szukała pracy po trzydziestu sekundach, które prezes zużyłby na kopa w zad. A, jak się dowiadujemy z rozmowy sióstr, w kraju bieda i kapitalis, więc ludzie z dobrą pracą raczej ją powinni cenić.

Ale przecież to nie była pracownica, tylko inna klientka, która sprzedawała twarz z przymusu, bo bieda. Aż przytoczę: Spojrzała na nieznajomą, która sprzedawała twarz, żeby mieć za co żyć, a potem na Marka, dla którego Lena zmieniała swoją, mimo że nie musiała.

Nadia jedzie do jakiejś chaty na obrzeżach, nie sprawdziwszy w googlu, że tam żadnej kliniki nie ma?

Ale jakiej kliniki? Znowu przytoczę: 

Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.

Pod wiadomością pojawił się link z adresem. Dom na luksusowych obrzeżach miasta.

Do kliniki mieli jechać po rozmowie, zaprosił ją to obgadać najpierw do domu. 

I ogółem, jeszcze przed chwilą sprzedaż twarzy była dla niej czymś bardzo złym, a teraz decyduje się sprzedać twarz, żeby "uciec przed Markiem", nie próbując uprzednio choćby wlepić mu bana? Nie wiem, policja? Przeprowadzka? Albo w ogóle “jeździć, obserwować”, przecież jeszcze jej nawet nie naszedł, może tylko tak gada.

To jestem bardziej w stanie zrozumieć, ale tutaj zadziałała panika. Ona się go panicznie bała, policja w tym świecie działa dość specyficznie, jak można też przeczytać – szczególnie w stosunku do bogatych. To ma być też pokazanie, że siostra jednak trochę do niej przemówiła. Nadia straciła szacunek do samej siebie i zdecydowała, że Ola ma rację, że ona wcale nie jest lepsza. Więc w panice, strachu i upokorzeniu decyduje się sprzedać twarz. Raz, żeby Marek jej nie znalazł, bo mimo że on nie wie, że dalej twarz ma, to w niej nigdy nie będzie anonimowa (a to też zaznaczyłem, że tych anonimowych twarzy są miliony w tym świecie). Dwa, żeby zacząć nowe życie, pieniądze ma, ale zrozumiała, że to co robi jest złe. To jest oczywiście między wierszami, ale myślę, że dość jasne. Przeprowadzka to by nie zadziałała nawet w naszym świecie, jeśli masz obsesyjnego stalkera. 

No i ten. Marek najpierw ma relatywnie normalną pracę, a sprawiwszy sobie nową mordkę, zaczyna generalnie super zarabiać. Co mi sugeruje, że pozycja społeczna bardzo opiera się w tym świecie na wyglądzie. Ale seksi siostrzyczki mają drastyczny problem z utrzymaniem? Obie? Hmm. Lena coś tam sugeruje, że on to może jednak nie zaczął zarabiać ze względu na nowy dziób, tylko inne zalety… ale dystopijny charakter tekstu sugeruje, że to nie ona ma rację.

Tego argumentu zupełnie nie rozumiem.To, że Markowi się udało (a Lena zaznacza, że to kwestia przypadku, gdzie Marek po prostu przyjął to za znak), nie znaczy, że każdemu. Dosłownie widzimy jedną sytuację z milionów, które mogły się wydarzyć. A dowiadujemy się w znienawidzonej ekspozycji (XD), że Marek był bardzo pewny siebie, pracowity, do tego uwierzył w moc twarzy. No jest to idealny przepis na znalezienie sobie ideologii do swojego sukcesu.

No i jak zwykle wyszły mi kilometry marudzenia, na które twój tekst, też jak zwykle, zupełnie nie zasłużył :D

A mi kilometry obrony, która brzmi dość agresywnie, ale wcale nie jest. Ja bardzo szanuję, gdy ktoś zadaje pytania i widać, że przeczytał. Z większością zarzutów się nie zgadzam, uważam, że odpowiedzi są w tekście, ale to nie znaczy, że mnie to jakoś irytuje, że te zarzuty stawiasz. Wręcz odwrotnie. Jeśli chcemy iść dalej musimy mierzyć się z krytyką, ale też potrafić się bronić. Dyskusje z Tobą są często niezłą lekcją, za co dziękuję. Ja mam wrażenie, że w pisaniu komentarzy pod innymi tekstami jestem zbyt miły, a przecież też chcę pomóc. Więc szanuję Twoje podejście, że mimo to, że Ci się ogólnie podobało, wypisujesz te punkty, które były według Ciebie słabsze. 

To jest dobry tekst, którego czytanie sprawiło mi frajdę, a ciekawy pomysł o sprzedawaniu twarzy i piersi, i refleksje o pornbrainach, wyścigu szczurów czy społecznych nierównościach zostały pokazane w wciągający sposób, z perspektywy osobistych historii fajnie wymalowanych postaci (nawet, jeśli te postaci czasem zachowują się niezrozumiale, to są jakieś, każda ma swój charakter), czyli tak, jak trzeba to robić. Jest też w tej historii napięcie, a stawka rośnie aż do końca. Więc ugułem, bardzo ładnie.

Dzięki. Bardzo mi miło. Naprawdę bardzo się cieszę, że Ci się podobało, bo wiem, że jesteś wymagającym czytelnikiem. 

No i miodzio klamra na koniec.

A to mnie mega cieszy, że każdy chwali zakończenie, bo nie byłem go pewien. 

Nie wiem, czemu akurat twoje opowiadania skłaniają mnie zawsze do tak nadmiernie szczegółowych wywodów.

Ale mnie to mega cieszy. Wykreśl “nadmiernie”. Czy jest większy komplement niż to, że tak głęboko wchodzisz w tekst? Zostawiasz mi długie, szczegółowe przemyślenia nad czymś, co stworzyłem. I do tego nie porównałeś do “Pójdę boso”. No gościu, to jest wielki progres haha XD!

Nieładnie, bo kto jest w "statusie pisania"? Apka? Przecież nie ta kobieta… Ale nie wiem z marszu, jak ładniej… Kropki indykatora? Może po prostu pulsujące kropki?

Śmiej się, ale długo myślałem nad tym, jak to zapisać. Pomyślę jeszcze.

Bota powinna mieć :P Nigdy nie prowadziłem takiej działalności ;> więc pewności nie mam, ale pewnie już dzisiaj laski to chatem gpt ogarniają. Aczkolwiek może ta powtarzalność ma tu swój urok, chociaż psuje realizm.

Może i używają chata, ale jednak to chyba te, które mają setki takich relacji. Nasza bohaterka ma kilkanaście, czy coś. Ale nie tyle, żeby korzystać z bota. A uważam, że fajnie ten zapis pokazuje, jak do tego podchodzi druga strona. Jednak opowiadanie miało tez mieć jakieś wartości edukacyjne XD Czy się udało, to juz nie mi oceniać :>

Wiem o co chodziło, ale nie siadło, moim skromnym. Górna ładnie kontrastuje z dolną, z "tą niżej" o wiele mniej.

Meh, no i mamy różne opinie. A zastanawiałem sie co powiecie na to. Póki co zostawię.

W sensie, że bliźniaczki te buźki mają sztuczne…? To czy cała zabawa nie traci sensu?

Czy ja jestem głupi i bliźniaki mają takie same znamiona…? Nie chyba.

To nie ufasz, że mają inne poglądy, ale te same znamiona Cię dziwią? Nie jest to częste, ale możliwe przy jednojajowych. Buźki miały naturalne. Znaczy Ola do czasu XD

No ale moment, moment. Te cycuchy nie poszły do magazynu z cycuchami na potrzeby przyszłych klientek, tylko dostała je żona Marka. To czemu niby lekarze dorzucali bonus?

Ale cycuchy Leny zostały w klinice na cele “charytatywne”. Klinika pewnie dostawała za to niezłe dotacje, to akurat nie odbiega od naszych czasów za bardzo.

Jeśli Ola nagle zrozumiała, że tylko pogłębiła obsesję Marka – a tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć tę kwestię – to IMO trzeba by jaśniej zaznaczyć, choćby narratorem.

No ale potem ma przemyślenia w taksówce.

 

Wielkie dzięki za, mimo wszystko, bardzo pozytywny komentarz, za garść uwag i za poprawki. Naprawdę to wszystko doceniam i wpadaj z takimi litaniami zawsze. To serio duże lepsze niż “spoko”. A za moją litanię wybacz, ale ze mną to tak zawsze.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Scena z koszulą też obrazowo miała pokazać troszkę relacji, jak funkcjonują. 

Tzn. scena z koszulką jest sama w sobie dobra. Albo przynajmniej taka okej. Coś się dzieje, jest jakaś spinka między bohaterami. Mi najbardziej chodziło o te paragrafy, które są w niej, a niejako poza nią, w których niemalże w punktach wypisujesz, co się działo w poprzednich odcinkach.

 

Ekspozycja nie jest zła, o ile jest dość zwięzła i ma jakiś cel

No tylko czy musi być zaraz na początku. Widziałem dobre otwarcia ekspozycją (”Scopuli zdobyto osiem dni temu i Julie Mao była w końcu gotowa na śmierć”, “W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit”), ale prawie zawsze mam wrażenie, że łatwiej ją przenieść do drugiej albo trzeciej sceny, niż zadbać, żeby faktycznie miała “kopa”.

Problem trochę portalu jest taki, że nawet jak słabiej otworzysz, to przecież i tak przeczytam :P

Ale przecież to nie była pracownica, tylko inna klientka, która sprzedawała twarz z przymusu, bo bieda.

Ale jakiej kliniki? Znowu przytoczę: 

Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.

O widzisz, umkło mi po parę słów i dwa razy głupotę napisałem.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Występowanie przed kamerką to nie pokazanie zadka, a dużo gorsze rzeczy. No nie chciałem wewnątrz opowiadania wchodzić w szczegóły czym się dla Marka bawiła, chyba rozumiesz.

Michael przez grzeczność nie napisał, że zraziłby tym masę Czytelników, w tym i mnie. :)

I chwała Ci za to, Michaeluyes

 

Co do porównania sytuacji sióstr i Marka podejrzewam, że dziewczyny/kobiety po prostu mają w tym świecie trudniej. Trudniej im się wybija, trudniej zarabia, trudniej utrzymuje, trudniej ogólnie żyje. Lena także jest tego przykładem. Tak to odebrałam. :)

 

Nadia jedzie do jakiejś chaty na obrzeżach, nie sprawdziwszy w googlu, że tam żadnej kliniki nie ma?

 

Nadia nie jechała do kliniki. Adam/Marek zaproponował jej najpierw swoją chatę, aby to obgadać. :) Luknij tu, Galicyjski Zakapiorze, na ten fragment:

 

Patrzyła na ekran. Prawda była żałosna: śmiertelnie bała się psychopaty, którego sama stworzyła. Wystukała:

„To nieistotne”.

„Rozumiem. Wolałbym załatwić to osobiście, poza siecią”.

„Klinika?”

„Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.

Pod wiadomością pojawił się link z adresem. Dom na luksusowych obrzeżach miasta.

 

 

Pozdrawiam Was! heart

 

 

Pecunia non olet

Po przedmowie spodziewałem się czegoś ostrzejszego, ale ja jestem już chyba maksymalnie zdeprawowany ;) Niemniej solidny tekst czytało mi się dobrze, fabularnie wciąga, postacie dla mnie tylko OK. Po raz kolejny narzekam że zakończenie mnie super nie uderzyło. Tekst też w warstwie znaczeń nie odkrywa nie wiadomo czego, ale nie musi.

Tymczasowy lakoński król

Zakapiorze,

Tzn. scena z koszulką jest sama w sobie dobra. Albo przynajmniej taka okej. Coś się dzieje, jest jakaś spinka między bohaterami. Mi najbardziej chodziło o te paragrafy, które są w niej, a niejako poza nią, w których niemalże w punktach wypisujesz, co się działo w poprzednich odcinkach.

Rozumiem. 

No tylko czy musi być zaraz na początku.

A o to chodzi. Teraz ciężko mi to będzie zmienić, ale w sumie może być trochę racji w tym co piszesz. Wydawało mi się to jakoś ważne, żeby nakreślić to na początku, ale może rzeczywiście. Nawet w rozdziale poświęconym Lenie, kiedy ćwiczyła do lustra miny, pasowałaby taka ekspozycja. 

Problem trochę portalu jest taki, że nawet jak słabiej otworzysz, to przecież i tak przeczytam :P

A to taki duży problem haha? Pod koniec dnia chyba nie żałujesz, że przeczytałeś? XD Na pocieszenie powiem, że jak kiedyś gorzej zaczniesz, też przeczytam :>

 

bruce,

Michael przez grzeczność nie napisał, że zraziłby tym masę Czytelników, w tym i mnie. :)

I chwała Ci za to, Michaeluyes

A to prawda akurat. Dzięki! heart

Co do porównania sytuacji sióstr i Marka podejrzewam, że dziewczyny/kobiety po prostu mają w tym świecie trudniej. Trudniej im się wybija, trudniej zarabia, trudniej utrzymuje, trudniej ogólnie żyje. Lena także jest tego przykładem. Tak to odebrałam. :)

A tu się akurat nie mogę do końca zgodzić, a w części. Bardziej chodziło o to, że w tym świecie mało kto ma szansę zarobić, niezależnie od płci. Jeśli się nie przekroczy pewnych granic osobistych, jak zarówno sprzedaż twarzy, albo sprzedawanie się w inny sposób stary jak świat (chociaż oczywiście można zarobić również inaczej, ale bogatych osób w tym świecie jest bardzo mało, a jak już są, to to wykorzystują), to żyje się w ubóstwie. 

Dziękuję za obronę opowiadania, jesteś niesamowita, bruce heart

 

OneTwo

Po przedmowie spodziewałem się czegoś ostrzejszego, ale ja jestem już chyba maksymalnie zdeprawowany ;)

No wulgaryzmy i nieobrazowa erotyka są. Nic więcej nie zapowiadałem haha. 

Niemniej solidny tekst czytało mi się dobrze, fabularnie wciąga, postacie dla mnie tylko OK

Dzięki wielkie, cieszę się, że Ci się podobało.

Po raz kolejny narzekam że zakończenie mnie super nie uderzyło.

No to jesteś pierwszy, który na nie narzeka, ale już wspominałem, że nie byłem go do końca pewien, więc w pewnym sensie rozumiem odczucia.

Tekst też w warstwie znaczeń nie odkrywa nie wiadomo czego, ale nie musi.

Możliwe, ale mam wrażenie, że mówi się o tym zdecydowanie za mało w naszych czasach.

 

Dzięki wielkie za przeczytanie i komentarz! I klika!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Teraz ciężko mi to będzie zmienić, ale w sumie może być trochę racji w tym co piszesz.

Absolutnie nie sugeruję, żebyś miał takie drastyczne zmiany teraz wprowadzać. Raczej tylko do przemyślenia i na przyszłość, i ogólnie mogę nie mieć racji.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Absolutnie nie sugeruję, żebyś miał takie drastyczne zmiany teraz wprowadzać. Raczej tylko do przemyślenia i na przyszłość, i ogólnie mogę nie mieć racji.

Nie, nie. Ja za pierwszym razem nie do końca zrozumiałem co masz na myśli. Teraz się zgadzam, mogłem przenieść to dalej. Z pewnością będę to miał na uwadze w przyszłych tekstach, dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej ho!

Mroczny świat nakreśliłeś. Bardzo mroczny! 

Świetny pomysł, który już pojawił się w “Szwach”, tutaj doczekał udanej kontynuacji. Ciekawie zatarłeś granice między tym, co jeszcze można traktować za moralne, a co już nie. Skoro Nadia sprzedaje swoją twarzy na OnlyYou, dlaczego nie sprzedać jej realnie? A może to już zbyt wiele? 

Swoją drogą, łatwość, z jaką można sprzedać lub kupić fragmenty ciała, jest porażająca! Choć z medycznego punktu widzenia ten świat to chyba jakiś raj, skoro wszystko tak ekspresowo się goi. Zakładam, że na wszystkie choroby też znaleziono tam lekarstwo, a jedynym mankamentem jest to, że pewnie nie każdego na nie stać. 

Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to ta zmiana w Nadii. Wydaje mi się, że chęć sprzedania twarzy nastąpiła zbyt szybko i mnie osobiście, jako osobie dość przywiązanej do własnej gęby, trudno było uwierzyć, że to jej jedyne wyjście z tej sytuacji. :D

Czytało się świetnie! Gratuluję udanego opowiadania!

 

Pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Dziękuję za obronę opowiadania, jesteś niesamowita, bruce 

Dzięki, Michaelu, ale – jak zawsze – staram się bronić także swojego stanowiska i wyjaśnić, czemu dany tekst aż tak mnie urzekł. heart

 

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

No, ładnie się świat rozwija.

Małżeństwo na swój chory sposób jest nieźle dobrane – dwoje psychopatów. On jest silniejszy, ale ona sprytniejsza albo bardziej zdesperowana.

Trochę zgrzytnęły mi dwie rzeczy. Jeśli jedna siostra jest bardzo ładna i żyje z tego, to dlaczego druga ma problem ze sprzedaniem twarzy?

Druga rzecz to końcówka. Nadia umawia się z Markiem, sądząc, że to Adam. Czyli Marek od jakiegoś czasu robił za co najmniej dwóch klientów. Specjalnie sobie przygotował takie wyjście awaryjne na wszelki wypadek? No, teoretycznie mógł. Ale w takim razie, jakim cudem wierzył w relację z dziewczyną, jeśli na własne oczy widział, że dla Adama robi dokładnie to samo? Może nawet wysyła im te same filmiki…

Świat należycie paskudny, ale pomysł ze sprzedawaniem twarzy ciągle jest fajny. 

Jak już wspominali przedpiścy, fajni bohaterowie. Zróżnicowani (każdy chce czegoś innego), ale podobni, zwłaszcza w parach.

Fabuła też dobra, wciąga i trzyma w napięciu.

Technicznie w porządku.

Będę na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Marszawo,

Świetny pomysł, który już pojawił się w “Szwach”, tutaj doczekał udanej kontynuacji. Ciekawie zatarłeś granice między tym, co jeszcze można traktować za moralne, a co już nie.

Dzięki! heart

Swoją drogą, łatwość, z jaką można sprzedać lub kupić fragmenty ciała, jest porażająca! Choć z medycznego punktu widzenia ten świat to chyba jakiś raj, skoro wszystko tak ekspresowo się goi. Zakładam, że na wszystkie choroby też znaleziono tam lekarstwo, a jedynym mankamentem jest to, że pewnie nie każdego na nie stać. 

To fakt, niestety dostęp do tego ma tylko śmietanka społeczeństwa, jak trafnie zauważyłaś. Chociaż wprowadziłem też kupno twarzy na raty, ale jest to krok bardzo śmiały, niepewny, coś jak gdy młodzi kupują mieszkanie na kredyt na 35 lat. W naszym świecie przynajmniej masz mieszkanie, w tym może wcale tak ta twarz wiele nie zmienia, jak mogłoby się Markowi wydawać.

Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to ta zmiana w Nadii. Wydaje mi się, że chęć sprzedania twarzy nastąpiła zbyt szybko i mnie osobiście, jako osobie dość przywiązanej do własnej gęby, trudno było uwierzyć, że to jej jedyne wyjście z tej sytuacji. :D

Fakt, szybko. Ale też była to kwestia paniki. Zrozumiała, że Marek jest nieobliczalny. Przegrała też dyskusję z siostrą i zrozumiała, że ona niżej już nie spadnie sprzedając twarz, bo i tak już się sprzedaje. Po to też był dialog wewnętrzny w taksówce. Ale zastanawiam się, może mogłem dać jakiś tygodniowy przeskok czasowy podczas którego Marek ją męczył wiadomościami. Bo dla mnie wiarygodne są właśnie czyny podejmowane w amoku, w strachu, nieprzemyślane. Ale widzę, że dla niektórych z Was to za mało wiarygodne. O ile uważam, że moja wersja jest jak najbardziej możliwa, to jednak przyjmuję, że Wasza jest pewnie bardziej prawdopodobna. Z drugiej strony, jakby podążać samym prawdopodobieństwem to opowiadania byłyby mało interesujące, sam nie wiem.

Czytało się świetnie! Gratuluję udanego opowiadania!

Dzięki jeszcze raz! heart

 

bruce,

Dzięki, Michaelu, ale – jak zawsze – staram się bronić także swojego stanowiska i wyjaśnić, czemu dany tekst aż tak mnie urzekł. heart

Dzięki! heart

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

Finklo,

Małżeństwo na swój chory sposób jest nieźle dobrane – dwoje psychopatów. On jest silniejszy, ale ona sprytniejsza albo bardziej zdesperowana.

Spryt chyba pojawił się dopiero przy pogłębieniu obsesji do granic możliwości. Albo przy utracie wiary na odbudowę związku na zasadach Marka. Musiała wziąć sprawy we własne ręce :D A desperacja to słowo idealnie pasujące.

Jeśli jedna siostra jest bardzo ładna i żyje z tego, to dlaczego druga ma problem ze sprzedaniem twarzy?

Ze względu na przesyt rynku. Na sprzedaż twarzy decydowało się wiele biednych, ładnych osób. A że biedna była zdecydowana większość – ciężko się przebić. Zauważ, że Nadia żyła w większej mierze z napiwków Marka i Adama, gdzie drugi okazał się być pierwszym. Bez niego i jego obsesji pewnie miałaby wiele mniej kredytów :D Widzimy ją jako niespotykaną piękność z oczu Marka, którego dopasowanie do niej sięgało dziewięćdziesięciu siedmiu procent. Innym wcale nie musiała się aż tak podobać.

Ola chciała sprzedać twarz i czekała na klienta (nie jest to opisane w tekście, ale twarze brzydsze, albo zupełnie nieoryginalne pewnie były odrzucane już przez lekarzy w fazie wstępnej, więc to, że była na liście, to już coś). Po prostu jeszcze nikt się nie zdecydował, co nie znaczy, że nie mogło się to stać w najbliższej przyszłości. A ona potrzebowała kasy tu i teraz.

Druga rzecz to końcówka. Nadia umawia się z Markiem, sądząc, że to Adam. Czyli Marek od jakiegoś czasu robił za co najmniej dwóch klientów. Specjalnie sobie przygotował takie wyjście awaryjne na wszelki wypadek? No, teoretycznie mógł. Ale w takim razie, jakim cudem wierzył w relację z dziewczyną, jeśli na własne oczy widział, że dla Adama robi dokładnie to samo? Może nawet wysyła im te same filmiki…

Rozmawialiśmy pod Szwami, a tam mówiłaś, że nie wiesz co to OnlyFans. Dlatego rozumiem to pytanie. Polecam Ci artykuły zawarte w przedmowie, ale też osobiste zgłębienie tematu, jeśli Cię to interesuje (chociaż dalej myślę, że czasem lepiej nie wiedzieć).

Kiedy człowiek ma taką obsesję, myśli, że reszta facetów to tylko klienci, a że ON JEDEN jest brany na poważnie. Kiedy ktoś płaci za tą uwagę zdaje sobie sprawę, że dziewczyna musi mieć też innych klientów. A jednak obsesje i wiara w te relacje występują stosunkowo często. To chyba takie ludzkie przekonanie o byciu wyjątkowym. Albo naiwność i szczera chęć bycia zauważonym, czucia się docenionym, miłości. To akurat jest zaczerpnięte z realiów takich stron po wcześniejszej lekturze o tym.

Marek nie stworzył Adama, żeby przygotować się na złapanie Nadii, po prostu to wykorzystał w dobrym momencie. Stworzył go, bo gdyby relacja poszła źle, nie potrafiłby sobie z tym poradzić, więc dalej miałby z nią kontakt na aplikacji. Wystarczy, że zmieniłby twarz i już Nadia mogłaby płakać w jego ramię po zerwaniu z Markiem (bo on naprawdę wierzył, że cos między nimi jest), a on zacząłby od nowa. Pewnie już przeczuwał, że za daleko idzie z tym ciągłym pytaniem o twarz.

Świat należycie paskudny, ale pomysł ze sprzedawaniem twarzy ciągle jest fajny. 

Jak już wspominali przedpiścy, fajni bohaterowie. Zróżnicowani (każdy chce czegoś innego), ale podobni, zwłaszcza w parach.

Fabuła też dobra, wciąga i trzyma w napięciu.

Technicznie w porządku.

Bardzo mnie to cieszy, że Ci się podobało! Dzięki!

Będę na TAK, czyli.

Dzięki, Finklo! Bardzo mi miło!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

(chociaż dalej myślę, że czasem lepiej nie wiedzieć).

Wobec tego wolę uwierzyć Ci na słowo, że to nie przeoczenie, a wszystko jest w porządku. Bo potem nie da się odzobaczyć.

Babska logika rządzi!

Bo potem nie da się odzobaczyć.

Prawda stara jak świat! :D

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej,

 

Opowiadanie bardzo “twoje”, no bardzo lubisz widać przedstawianie emocji i bardzo nieźle potrafisz je wywołać wg czytelników. 

Dość fajnie zaprezentowany świat. Proceder sprzedawania części swojej biologii istnieje od dawna a ty w przyszłości po prostu pokazałeś to co, istnieje już od dawna tylko pokazałeś jak będzie to ewoluowało.

Mechanizm ten sam, dochodzą tylko nowe narzędzia.

 

Większość “ale” w zasadzie spina się z tym co pisała Marszawa, to też nię bedę się rozpisywał bo ręceę mnie bolą po ćwiczeniach a i jestem wypruty po Pyrkonie :)

 

Pytanie do ciebie.

 

Czy Lena, platforma Only, wydaje się być bardzo jaskrawym mrugnięciem oka do “kumatych”(lubię to określenie, zaczerpnięte ze stadionowego żargonu) w kwestii pewnej przedstawicielki płci pięknej o tym samym imieniu dość ostatnio popularnej na pewnej platformie społecznościowej o podobnej nazwie, zresztą i nie tylko.

 

Czy to było świadome mrugnięcie i pewna… inspiracja?:)

 

Klika widzę nie trzeba ;) Ale masz wirtualny. 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Bardzo mocny tekst, świetnie się czytało. Zarówno świat, jak i postacie są wiarygodnie zbudowane, historia daje poczucie jakiejś mrocznej zapowiedzi przyszłości. Mam wrażenie, że pomysł aż się prosi o dłuższą formę.

Pozdrawiam.

Przybyłam Was nawiedzać

melendurze,

Opowiadanie bardzo “twoje”

Teraz pytanie, czy to dobrze, czy źle XD

no bardzo lubisz widać przedstawianie emocji i bardzo nieźle potrafisz je wywołać wg czytelników. 

Dość fajnie zaprezentowany świat. Proceder sprzedawania części swojej biologii istnieje od dawna a ty w przyszłości po prostu pokazałeś to co, istnieje już od dawna tylko pokazałeś jak będzie to ewoluowało.

Mechanizm ten sam, dochodzą tylko nowe narzędzia.

Dzięki, cieszę się, że Ci się podobało!

Większość “ale” w zasadzie spina się z tym co pisała Marszawa, to też nię bedę się rozpisywał bo ręceę mnie bolą po ćwiczeniach a i jestem wypruty po Pyrkonie :)

No ten argument przyjmuję. O ile dalej będę bronił, że prawdopodobne jest, że w panice tak zareagowała (szczególnie po rozmowie z siostrą, kiedy wiele zrozumiała), o tyle rozumiem Wasz punkt widzenia i nie dziwi mnie, że tak uważacie.

O, jak tam na Pyrkonie? Nigdy nie byłem.

Czy Lena, platforma Only, wydaje się być bardzo jaskrawym mrugnięciem oka do “kumatych”(

A nie. Jak mam być szczery to nawet nie wiem o kim dokładnie piszesz. Interesowałem się OF, ale jako zjawisko, nie poszczególnymi karierami. Faktycznie sprawdzałem największe zarobki na tej platformie, które są niekiedy porównywalne do najlepszych piłkarzy, ale nie pamiętam żadnej Leny. Swoją drogą, jakbym miał którąś bohaterkę nazywac imieniem gwiazdy OF, co nie byłoby wcale takie głupie i rozumiem dlaczego tak pomyślałeś, to jednak wybrałbym Nadię :D

Klika widzę nie trzeba ;) Ale masz wirtualny. 

Dzięki, znaczy dla mnie tyle samo, co ten klasyczny. Miło mi, że wpadłeś i podzieliłeś się opinią!

 

L.Keller,

Bardzo mocny tekst, świetnie się czytało. Zarówno świat, jak i postacie są wiarygodnie zbudowane, historia daje poczucie jakiejś mrocznej zapowiedzi przyszłości.

Dzięki wielkie, bardzo mi miło, że tak uważasz. Fakt, mam wrażenie, że nie jest to aż tak nieprawdopodobna przyszłość.

Mam wrażenie, że pomysł aż się prosi o dłuższą formę.

Mam pomysł na rozwinięcie świata, ale niech poczeka w głowie, nie chcę spalić.

Dzięki za przeczytanie i komentarz!

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

Czy Lena, platforma Only, wydaje się być bardzo jaskrawym mrugnięciem oka do “kumatych”(

A nie. Jak mam być szczery to nawet nie wiem o kim dokładnie piszesz. Interesowałem się OF, ale jako zjawisko, nie poszczególnymi karierami. Faktycznie sprawdzałem największe zarobki na tej platformie, które są niekiedy porównywalne do najlepszych piłkarzy, ale nie pamiętam żadnej Leny. Swoją drogą, jakbym miał którąś bohaterkę nazywac imieniem gwiazdy OF, co nie byłoby wcale takie głupie i rozumiem dlaczego tak pomyślałeś, to jednak wybrałbym Nadię :D

Poczytaj o Lenie Polanski :]

 

https://www.pudelek.pl/lena-polanski-zdradza-ile-zarobila-w-ciagu-calej-kariery-na-onlyfans-kosmiczna-kwota-7295257677674944a

 

Największe zarobki ma, była Inba. Dziwię się, że nie słyszałeś. W każdym bądź razie wyszła ciekawa koincdencja, jeżeli nie świadomie – to śmiesznie. Jak świadomie a sie boisz przyznać – to jeszcze lepiej :]

 

W każdym bądź razie timing tematu bardzo istotny i ważny.

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Poczytaj o Lenie Polanski :]

A to Polka, to temu nie kojarzę. Czytałem o temacie, ale głównie skupiałem się na Ameryce, bo tam jest to największe i też u nas nie robi się za dużo badań na temat tego jakie ma to skutki w psychice użytkowników – a to ten temat mnie interesuje.

https://www.pudelek.pl/lena-polanski-zdradza-ile-zarobila-w-ciagu-calej-kariery-na-onlyfans-kosmiczna-kwota-7295257677674944a

No, ciekawe. Ale samo to ile zarabia mnie średnio interesuje. Za Wojewódzkim nie przepadam to też o wywiadzie nie słyszałem, ale może odpalę sobie w tle, zobaczymy jak długo wytrzymam XD

Największe zarobki ma, była Inba.

Ale czemu imba? Bo dużo zarabia na tym? No to chyba nie jest jakaś wielka tajemnica. Słyszałem o Fagacie, bo ciężko nie usłyszeć i tam też jakieś powalone kwoty wchodziły w grę. 

W każdym bądź razie wyszła ciekawa koincdencja, jeżeli nie świadomie – to śmiesznie. Jak świadomie a sie boisz przyznać – to jeszcze lepiej :]

Czemu miałbym się bać przyznać, skoro przyznałem, że czytałem o tym sporo haha? Tych lasek to na pęczki, przeraża mnie to. A tych co im płacą jeszcze więcej. Ale teraz trochę żałuję, że Nadia to nie Agata, żeby podbić do tej, którą rzeczywiście kojarzę XD Nie wpadłem na to.

W każdym bądź razie timing tematu bardzo istotny i ważny.

No też mi się tak wydaje, skutki tego są okropne, myślę, że warto o tym mówić. I to dla obu stron. Bo z tego co czytałem to 99% dziewczyn tam praktycznie nic nie zarabia, a tylko marzy o karierze, a jednak te materiały nie znikną. To też ma swoje konsekwencje. Więc z perspektywy obu stron może to prowadzić to strasznych rezultatów. 

You cannot petition the Lord with prayer!

Dzisiaj znalazłem czas, by przeczytać Twoje opowiadanie.

Bohaterami opowiadania są Lena i Marek, którzy żyją w związku. Małżeństwo jednak napotyka problemy. Dochodzi do nieporozumień.

Marek chce skorzystać z kliniki korekcji wyglądu, żeby zmienić twarz. To mu pomoże w radzeniu sobie z kłopotami.

Ma piękną przyjaciółkę z komputera o pseudonimie Nadia_True z portalu OnlyYou. Romansuje z nią namiętnie.

Jednak uczucie Nadii jest tylko złudzeniem. Nadia to prawdziwa kobieta. Jej bliźniaczką jest Ola. Ola nie chce pomagać Nadii.

Lena martwi się z powodu komputerowych romansów męża. Związek z Markiem jest zagrożony. Próbuje naśladować dziewczynę z ekranu.

Marek wybiera się do kawiarni. Tam spotyka prawdziwą Nadię.

Nadia sprzedaje Markowi swoją twarz.

Lena udaje się do kliniki plastycznej. Pielęgniarka odwodzi ją od decyzji o zmianie twarzy. Jednak kobieta poddaje się zabiegowi. Liczy, że uratuje w ten sposób swoje małżeństwo.

Eksperyment ze zmianą twarzy się nie udaje. Marek znów kłuci się z żoną. Wraca do wirtualnej Nadii. jednak dziewczyna chce pozbyć się natręta.

Nadia dowiaduje się, ze jej siostra Ola sprzedała twarz żonie Marka. Jest wściekła.

Nadia rozmawia też z innym użytkownikiem: Adamem. Postanawia się z nim spotkać w rzeczywistości, by uwolnić się od Marka.

Okazuje się, że Adam jest… Markiem.

Wybucha pożar. Nadia zostaje uwięziona. Marek próbuje ją uratować. Oboje giną. Wygląda to znajomo.

To zazdrosna i rozczarowana Lena jest podpalaczką. Przechowała twarz swojego niewiernego męża, którą da młodszemu mężczyźnie.

Użyłeś dużo dialogu, mało opisów.

Twoje opowiadanie nie potrzebuje dodatków. Wszystko w nim jest zrozumiałe po przeczytaniu. Nie da się ukryć, że Internet komplikuje związki między ludźmi, choć miał je ułatwiać.

W opowiadaniu dużo się dzieje. Nie ma nudy.

Moim zdaniem zbyt często użyłeś słowa; “twarz”. Można je zastępować synonimami np.: oblicze, buzia, gęba, facjata, lico. 

Cześć!

 

Grzesiek12, pozwolę sobie wtrącić, bo poniżej wytłuszczonych nie rozumiem:

Marek chce skorzystać z kliniki korekcji wyglądu, żeby zmienić twarz. To mu pomoże w radzeniu sobie z kłopotami.

Lena udaje się do kliniki plastycznej. Pielęgniarka odwodzi ją od decyzji o zmianie twarzy.

 

 

Zwłaszcza, że potem piszesz:

Twoje opowiadanie nie potrzebuje dodatków. Wszystko w nim jest zrozumiałe po przeczytaniu.

 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

O pomyśle na świat już się wypowiadałem i nadal nie do końca mnie on przekonuje. Postanowiłem jednak myśleć o utworach z tego cyklu jak o horrorach – jeśli horror jest straszny, to jego założenia nie są istotne. A pomysł ze stalkerem zabierającym twarz straszny jest, bez wątpienia.

Końcowy zwrot akcji z początku sprawił, że pacnąłem się w czoło – Adam to Marek, a Nadia bez zastanowienia jedzie na jakieś zakuprze, prosto w paszczę lwa, zamiast pójść na policję. Potem do mnie dotarło, że problem leży gdzie indziej. Kwestię Adama/Marka zainspirowały, jeśli dobrze zrozumiałem z jednego z komentarzy, faktyczne sylwetki klienteli, ahem, domu uciech wirtualnych. Policja z kolei odpada, bo w futurystycznej dystopii przypadkowa dziewoja w prawnej konfrontacji nie ma szans z bogatym biznesmenem. Reasumując, wydaje mi się, że historia potrzebuje trochę ,,zewnętrznego”, kulturowego kontekstu, żeby ją zrozumieć. Pytanie, czy to dobrze.

Pokusiłem się o jeszcze jedną interpretację, w kluczu, że tak powiem, parabolicznym. Jeśli uznać sprzedawanie twarzy za metaforę dowolnego systemu r***ającego wszystkich po równo, to Marek i Lena jawią się w interesującym świetle. Z początkowej retrospekcji wynika, że ich małżeństwo było udane, dopóki on nie postanowił zmienić twarzy po raz pierwszy – ergo, zgodził się grać zgodnie z regułami systemu. Zmienił się w tyrana, czyli można uznać, że system go skorumpował i wywlókł na wierzch jego najgorsze cechy. A pod koniec Lena ma dość przemocy i upokorzeń, zabija męża, przejmuje jego majątek i planuje zrobić jakiemuś prolkowi to samo, co Marek zrobił jej. Pętla się zamyka.

Możliwe, że przy głębszym zbadaniu ta teoria się rozlezie, ale tak łatwiej mi wytłumaczyć przemianę Marka i Leny.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Grzesiek12,

No, bruce ma rację, niektóre informacje w Twoim streszczeniu nie są zgodne z tekstem.

Mimo wszystko dziękuję za przeczytanie, komentarz i miłe słowo.

 

bruce,

Pięknie wyjaśnione!

 

SNDWLKR,

O pomyśle na świat już się wypowiadałem i nadal nie do końca mnie on przekonuje. Postanowiłem jednak myśleć o utworach z tego cyklu jak o horrorach – jeśli horror jest straszny, to jego założenia nie są istotne. A pomysł ze stalkerem zabierającym twarz straszny jest, bez wątpienia.

Rozumiem podejście i bardzo mnie cieszy, że mimo to spróbowałeś i nawet sobie to jakoś przełożyłeś na horror, żeby się nie zniechęcać. Bardzo to szanuję, serio. Swoją drogą troszkę body horror to jest, jakby nie było.

Końcowy zwrot akcji z początku sprawił, że pacnąłem się w czoło

Haha! :D

Kwestię Adama/Marka zainspirowały, jeśli dobrze zrozumiałem z jednego z komentarzy, faktyczne sylwetki klienteli, ahem, domu uciech wirtualnych.

Nie konkretne osoby, rzeczywiście istniejące, ale zachowania, które są stosunkowo częste, a o których się nie mówi.

Policja z kolei odpada, bo w futurystycznej dystopii przypadkowa dziewoja w prawnej konfrontacji nie ma szans z bogatym biznesmenem.

Otóż to. Dlatego też w poczuciu osaczenia panika u Nadii zareagowała szybciej i gwałtowniej.

Reasumując, wydaje mi się, że historia potrzebuje trochę ,,zewnętrznego”, kulturowego kontekstu, żeby ją zrozumieć. Pytanie, czy to dobrze.

Może nie tyle, żeby zrozumieć, bo wydaje mi się, że samą fabułę zrozumieć jest dość łatwo. Ale pełną motywację bohaterów może już tak. Dlatego też zdecydowałem się dodać artykuły, bo te obsesje są realne i istnieją, po prostu mało się o tym mówi. A ja chciałem właśnie o tym powiedzieć, a nie setny raz o tym samym.

Starałem się mimo to zrobić jedno – o ile niektóre zachowania są dość inne, gwałtowne, to jednak nie są nieprawdopodobne na tyle, żeby uznać je za niemożliwe. Swojego czasu słuchałem sporo True Crime i takie zachowanie Nadii nie wchodzi nawet w pułap najbardziej nielogicznych i wręcz głupich, nieodpowiedzialnych zachowań ofiar. Oczywiście, to jest zrozumiałe, że czytając zadasz sobie pytanie, czy jej nie odwaliło, że spotyka się z jakimś Adamem. Ale jednak głupie zachowanie bohatera nie odbiera mu autentyczności, w mojej opinii nawet go często dodaje. Staram się tworzyć bohaterów żywych, popełniających też błędy. Czy to wychodzi, to inna sprawa, ale jednak nie przepadam za tekstami, gdzie bohater zawsze zachowa się logicznie, bo tak życie nie wygląda. Jak do tego dodamy mój dystopijny świat, zmienione zasady, nowe technologie – no to tym bardziej jest to możliwe.

Jedyne czego żałuję, to że nie dodałem jakiegoś przeskoku tygodniowego, ale wydaje mi się, że zachowania tak gwałtowne są dość prawdopodobne przy ilości bodźców jakie miała.

Z początkowej retrospekcji wynika, że ich małżeństwo było udane, dopóki on nie postanowił zmienić twarzy po raz pierwszy – ergo, zgodził się grać zgodnie z regułami systemu. Zmienił się w tyrana, czyli można uznać, że system go skorumpował i wywlókł na wierzch jego najgorsze cechy. A pod koniec Lena ma dość przemocy i upokorzeń, zabija męża, przejmuje jego majątek i planuje zrobić jakiemuś prolkowi to samo, co Marek zrobił jej. Pętla się zamyka.

To bardzo ciekawe. I zgodziłbym się z tym pomijając ostatnie zdania. Bo jednak opowiadanie w głównej mierze jest o obsesjach spowodowanych może nie tyle światem, ale otoczeniem i wpływami zewnętrznymi. Było to bazowane na podstawie wielu prawdziwych wydarzeń. Więc Lena nie ma dość przemocy i upokorzeń (znaczy pewnie ma, ale nie w tym rzecz), ona straciła wiarę, że w obecnej sytuacji da się to naprawić, obwiniała też siebie, nie tylko Marka. Marek miał obsesję na punkcie Nadii, ale po ostatnim rozdziale wynika, że Lena miała podobną, albo jeszcze większą obsesję na punkcie Marka. Więc w jej chorym umyśle (o czym dowiadujemy się dopiero w ostatnim rozdziale) ona znalazła sposób na odbudowę związku i szczerze w to wierzyła, że będzie jak dawniej. To nie do końca była zemsta, przynajmniej nie w jej głowie. 

Możliwe, że przy głębszym zbadaniu ta teoria się rozlezie, ale tak łatwiej mi wytłumaczyć przemianę Marka i Leny.

Ale same przemiany, i to wszystkich bohaterów, oceniłeś dość celnie, wielki wpływ ma na to otoczenie i reguły, które tutaj działają, ale jednak to już się dzieje. Nie zamiana twarzy, oczywiście, ale wpływ systemu i działanie OnlyFansa są druzgoczące. No ale dalej zapraszajmy te laski do mediów, dawajmy przestrzeń na promowanie tego syfu, nie wspominając nic o skutkach.

Bo tak, posłuchałem tego wywiadu, melendurze. I tym bardziej przekonałem się, że Wojewódzki to nie jest, hm, moja bajka. Pół godziny gadania o tym ile kosztują jej używane majtki, drugie tyle ile zarabia. A no i jeszcze o popisowym numerze. Laska wygrała tym wywiadem, a on dał jej do tego przestrzeń. O skutkach dwa zdania, gdzie w połowie zostały przez nią zignorowane, zero merytorycznej treści i ostrzeżenia. 

Podsumowując, chciałem jednak tym opkiem coś powiedzieć, rozumiem Twoje rozterki, SNDWLKR, ale nawet jak ktoś nie ma pojęcia o tym co piszę, mam nadzieję, że sama fabuła działa i może skłoni do sprawdzenia, albo przynajmniej zastanowienia się nad tym. Taki był mój cel.

Dzięki wielkie za odwiedziny, komentarz i garść cennych uwag. Fajnie, że z różnych stron starasz się podejść do tekstu, bardzo to doceniam! Mam nadzieję, że mimo wszystko, bawiłeś się w miarę dobrze!

 

Pozdrawiam wszystkich!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

heart

Pecunia non olet

Bo tak, posłuchałem tego wywiadu, melendurze. I tym bardziej przekonałem się, że Wojewódzki to nie jest, hm, moja bajka. Pół godziny gadania o tym ile kosztują jej używane majtki, drugie tyle ile zarabia. A no i jeszcze o popisowym numerze. Laska wygrała tym wywiadem, a on dał jej do tego przestrzeń. O skutkach dwa zdania, gdzie w połowie zostały przez nią zignorowane, zero merytorycznej treści i ostrzeżenia. 

 

W pełni zgoda. Ale wydaje mi się, że wcześniej to zostało zauważone przez innych jutuberów robiących wywiady. Wojewódzki jak mówisz otworzył jej wrota do mainstreamu :) W ocenie moralnej tego zjawiska, Ja, jako liberał i libertyn mimo wszystko, i ojciec córki, wyraziłeś dostatecznie negatywnie moje zdanie na temat tego procederu. 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

W pełni zgoda. Ale wydaje mi się, że wcześniej to zostało zauważone przez innych jutuberów robiących wywiady. Wojewódzki jak mówisz otworzył jej wrota do mainstreamu :) W ocenie moralnej tego zjawiska, Ja, jako liberał i libertyn mimo wszystko, i ojciec córki, wyraziłeś dostatecznie negatywnie moje zdanie na temat tego procederu. 

No to też właśnie, więc mamy podobne podejście, co mnie cieszy. Wierzę, że zostało zauważone, bo i powinno, nie miałem jednak przyjemności oglądania takich materiałów na YT, bo i o wywiadzie docelowym nie miałem pojęcia. 

Ale szczerze dziękuję, że mi o tym wspomniałeś. Uważam, że trzeba wiedzieć co się krytykuje, a ten materiał może przyjemny do słuchania nie był, ale zdecydowanie ważny w całości mojej tezy, więc dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

Ale jednak głupie zachowanie bohatera nie odbiera mu autentyczności, w mojej opinii nawet go często dodaje. Staram się tworzyć bohaterów żywych, popełniających też błędy. Czy to wychodzi, to inna sprawa, ale jednak nie przepadam za tekstami, gdzie bohater zawsze zachowa się logicznie, bo tak życie nie wygląda.

Tym się literatura różni od życia – oczekujemy (my, SNDWLKR), że będzie logiczna. ;)

Podejrzewam, że historia po prostu opowiada o rzeczach, które są mi, chwała Yog-Sothothowi, raczej odległe. Może gdybym wiedział, jak to wygląda, miałbym mniej wątpliwości (pytanie, czy chcę wiedzieć).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Tym się literatura różni od życia – oczekujemy (my, SNDWLKR), że będzie logiczna. ;)

Czy ja wiem. Zależy od tekstu, czasem oczekujemy (MichaelBullfinch XD) emocji i autentyczności, nie czystej logiki.

Podejrzewam, że historia po prostu opowiada o rzeczach, które są mi, chwała Yog-Sothothowi, raczej odległe. Może gdybym wiedział, jak to wygląda, miałbym mniej wątpliwości (pytanie, czy chcę wiedzieć).

Nie chcesz.

You cannot petition the Lord with prayer!

Zależy od tekstu, czasem oczekujemy (MichaelBullfinch XD) emocji i autentyczności, nie czystej logiki.

Ano, gusta są i guściki.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Przeczytałam i nie bardzo wiem, co powiedzieć, bo opisana sytuacja jest dla mnie chora od początku do końca.

Mogę przyjąć do wiadomości, że Marek kompletnie zgłupiał na punkcie Nadii, ale niepojęte jest dla mnie, że w pewnym momencie Lena czyni starania, aby jak najbardziej upodobnić się do Nadii i zadowolić Marka, podczas gdy jej potrzeby i marzenia w ogóle się nie liczą. Nie pojmuję tego.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że Lena, kiedy została wdową i poczuła woń milionów, przeobraziła się w istotę mocno przypominającą Marka i tak jak on planuje kupienie przyszłości wyłącznie dla siebie.

Teraz widzę, że „Szwy” były ledwie przygrywką, „Twarzami własnymi, twarzami cudzymi” dałeś prawdziwy koncert.

Michaelu, nie wątpię, że poprawisz usterki, bo chciałabym móc odwiedzić nominowalnię.

 

– Mogę, mogę, mogę… – wszedł jej w słowo, wy­cho­dząc z głębi ko­ry­ta­rza. → Nie brzmi to najlepiej.

Może: – Mogę, mogę, mogę… – przerwał jej w pół słowa, wy­cho­dząc z głębi ko­ry­ta­rza.

 

„Z taką gębą nie sprze­da­je się luk­su­sów”. → Tekstu napisanego kursywą nie ujmuje się w cudzysłów. Albo kursywa, albo cudzysłów.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

„Mia­łem cięż­ki dzień. Do­brze znów Cię oglą­dać.” → Jak wyżej. Jeśli zdecydujesz się na cudzysłów, kropkę stawiamy po jego zamknięciu.

 

zrzu­ca­ła z sie­bie ko­lej­ne war­stwy ubrań… → …zrzu­ca­ła z sie­bie ko­lej­ne war­stwy ubrania

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą ktoś ma na sobie to ubranie.

 

Kie­dyś bę­dzie moja – po­my­ślał za­bor­czo – Kupię ją na wła­sność. Na stałe. → Brak kropki po didaskaliach. Druga półpauza jest zbędna. Przed myśleniem nie stawia się półpauzy. Winno być:

Kie­dyś bę­dzie moja – po­my­ślał za­bor­czo. Kupię ją na wła­sność. Na stałe.

 

…zro­dzi­ła się w niej de­spe­rac­ka myśl: może dziś mnie za­uwa­ży? → …zro­dzi­ła się w niej de­spe­rac­ka myśl: Może dziś mnie za­uwa­ży?

 

– Marek?– głos Leny stał się cichy… → Brak spacji po pytajniku.

 

Złapał ją za bluzkę i i przyciągnął… → Dwa grzybki w barszczyku.

 

Roz­ry­wał ubra­nia Nadii z nad­ludz­ką siłą. → Roz­ry­wał ubra­nie Nadii z nad­ludz­ką siłą.

 

Głę­bo­ko w tka­ni­nie ubrań i pod pa­znok­cia­mi… → Głę­bo­ko w tka­ni­nie ubrania i pod pa­znok­cia­mi

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

reg,

Mogę przyjąć do wiadomości, że Marek kompletnie zgłupiał na punkcie Nadii, ale niepojęte jest dla mnie, że w pewnym momencie Lena czyni starania, aby jak najbardziej upodobnić się do Nadii i zadowolić Marka, podczas gdy jej potrzeby i marzenia w ogóle się nie liczą. Nie pojmuję tego.

Fakt, jest to chore. Syndrom sztokholmski połączony z obsesją, która się uwydatniała w czasie. Ogólnie opowiadani jest w dużym stopniu o obsesji. 

Jest to przykre, ale niestety podobne zachowania istnieją :<

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że Lena, kiedy została wdową i poczuła woń milionów, przeobraziła się w istotę mocno przypominającą Marka i tak jak on planuje kupienie przyszłości wyłącznie dla siebie.

Nie jestem przekonany czy to kasa na to wpłynęła. Ona była tylko środkiem do celu. Skutkiem ubocznym, który okazał się pomocny. Na tym etapie obsesja już była wyjątkowo zaawansowana. Lena nawet nie zdawała sobie sprawy, że powiela błędy męża i wpadła w sidła obsesji. Czułem dyskomfort pisząc to opowiadanie, nie będę ukrywał. Chciałem się podzielić tym tekstem, bo zainspirowały mnie do niego bardzo złe rzeczy, które dzieją się wokół nas, ale zarówno kreowanie postaci Marka, pisanie o jego obleśnych zachowaniach, jak i o reszcie bohaterów, nie były najprzyjemniejszym procesem. Jednak nie żałuję, chciałem coś powiedzieć i powiedziałem.

Teraz widzę, że „Szwy” były ledwie przygrywką, „Twarzami własnymi, twarzami cudzymi” dałeś prawdziwy koncert.

Te słowa naprawdę spowodowały, że wieczór stał się jeszcze piękniejszy. Dziękuję Ci, reg. Naprawdę. To zdanie jest piękne, a komplement jest jednym z najlepszych jakie otrzymałem kiedykolwiek. Aż chce się dalej pisać!

Michaelu, nie wątpię, że poprawisz usterki, bo chciałabym móc odwiedzić nominowalnię.

Bardzo się cieszę, że kolejny raz udało mi się do Ciebie trafić z moim opowiadaniem. Poprawki oczywiście wprowadzone. Bardzo dziękuję.

Zastanawiam się nad tym ujmowaniem w cudzysłów. Zastanawiałem się długo jak zapisywać wiadomości tekstowe. Wiem, ze nie ujmujemy w cudzysłów kursywy, ale z tego co wyczytałem, to jedynym wyjątkiem jest sytuacja, gdy cytujemy coś w myślach. Oczywiście wiadomość nie jest cytowaniem w myślach, ale jakoś przyjąłem, że jest to podobny proces, bo gdy bohater czyta to w myślach to jednak chyba cytuje. Sam nie wiem. Ale usunąłem wszystkie cudzysłowy i została sama kursywa. Fakt, wygląda to lepiej.

Co do ubrań/ubrania – muszę się tego w końcu nauczyć. Tak też mówię codziennie, robię za każdym razem błąd. Wypadałoby to w końcu przyjąć, że ubrania to wiszą w szafie. 

Jeszcze raz dziękuję za łapankę, piękne słowa i chęć nominacji. To bardzo miłe.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Jest to przykre, ale niestety podobne zachowania istnieją :<

Pewnie skojarzenie nie jest do końca trafne i przepraszam wszystkich, których mogłabym teraz ob/urazić, ale przy próbie zrozumienia zachowania niektórych bohaterów tego opowiadania ciągle przypominałam sobie szokujące informacje (i zdjęcia! crying) z mediów o modelkach, celowo niszczących swoje organizmy (np. nieodpowiednią dietą czy głodzeniem się), co doprowadzało je do tragedii. 

Pecunia non olet

To bardzo dobre skojarzenie, bruce

You cannot petition the Lord with prayer!

Fakt, jest to chore. Syndrom sztokholmski połączony z obsesją, która się uwydatniała w czasie.

Michaelu, ale cały czas żywiłam nadzieję, że Lena, choć zahukana i pomiatana, nie jest głupia, że w końcu zacznie widzieć prawdę, że zadba o siebie. Z drugiej strony chyba tłumaczy ją nieuleczalne uczucie żywione do Marka i uzależnienie od jego finansów – bo przecież ona nie pracuje i ma tylko to, na co pozwoli mąż.

 

Nie jestem przekonany czy to kasa na to wpłynęła. Ona była tylko środkiem do celu. Skutkiem ubocznym, który okazał się pomocny.

Może był to skutek uboczny, ale jakże wygodny – nagle mogła dysponować zasobami, do których nigdy nie miała dostępu.

A że powiela błędy Marka – no cóż, ona nie miała innych wzorów, nie miała nic. Mogła tylko sprzątać dom, prać, pichcić i być gotowa na każde zawołanie męża. Mam wrażenie, że Lena zatrzymała się w czasie, kiedy się pobrali i chyba nie zauważyła, że dziś Marek jest już kimś nie tylko innym, ale wręcz obcym i to nie tylko za sprawą nowej twarzy. Ona cały czas jest przekonana, że szczęśliwa może być tylko z Markiem, choć staje się przez to coraz bardziej nieszczęśliwa.

 

Czu­łem dys­kom­fort pi­sząc to opo­wia­da­nie, nie będę ukry­wał.

Wcale Ci się nie dziwię, bo niezwykle trudno pisać o sprawach bardzo bolesnych, o których wolałoby się myśleć, że nie istnieją, a jednocześnie przekazać wszystko w sposób bardzo przekonujący i poruszający czytelnika do głębi.

 

Te słowa na­praw­dę spo­wo­do­wa­ły, że wie­czór stał się jesz­cze pięk­niej­szy. Dzię­ku­ję Ci, reg.

Michaelu, napisałam tylko to, co pomyślałam, gdy po lekturze tego opowiadania wspomniałam „Szwy”. I niezmiernie się cieszę, że uznałeś moje wrażenie za komplement motywujący do dalszego pisania.

 

A teraz, zgodnie z obietnicą, biegnę do nominowalni! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A że powiela błędy Marka – no cóż, ona nie miała innych wzorów, nie miała nic. Mogła tylko sprzątać dom, prać, pichcić i być gotowa na każde zawołanie męża. Mam wrażenie, że Lena zatrzymała się w czasie, kiedy się pobrali i chyba nie zauważyła, że dziś Marek jest już kimś nie tylko innym, ale wręcz obcym i to nie tylko za sprawą nowej twarzy. Ona cały czas jest przekonana, że szczęśliwa może być tylko z Markiem, choć staje się przez to coraz bardziej nieszczęśliwa.

Bardzo trafne spostrzeżenie! Powody takich zachowań są różne. Ale z pewnością na Marka zadziałał świat zewnętrzny, na Lenę ten jedyny, który znała.

Michaelu, napisałam tylko to, co pomyślałam, gdy po lekturze tego opowiadania wspomniałam „Szwy”. I niezmiernie się cieszę, że uznałeś moje wrażenie za komplement motywujący do dalszego pisania.

heart

A teraz, zgodnie z obietnicą, biegnę do nominowalni! :)

Bardzo mi miło! 

You cannot petition the Lord with prayer!

heart

Pecunia non olet

Michaelu, czekam na Twoje kolejne opowiadania i jestem pewna, że to będą nad wyraz udane dzieła, a ich lektura sprawi mi wiele satysfakcji. kiss

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

bruce, reg 

Jesteście najlepsze! Będę się starał! heart

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuję, Michaelu. I ja nie ustanę w staraniach, abyś nie musiał zmieniać decyzji. heart

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nie spodziewałem się, że pod tak dziwnym, specyficznym tekstem będzie tyle pozytywnych emocji!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuję, Michaelu. heart

Pecunia non olet

Czołem, MichaeluBullfinchu! Jak na długość opowiadania, czyta się szybko i płynnie. Gratuluję udanego tekstu, to wyjątkowo dobre opowiadanie. Porządny thriller z pewną głębią zachęcającą do przemyśleń. Marek to obrzydliwy psychopata, ale też idiota, skoro sądził, że zmiana samej twarzy sprawi, że pokocha żonę. I jestem w stanie uwierzyć w jego postać. Czułem autentyczną, delikatnie mówiąc, niechęć do tego człowieka. Siostry to z kolei postacie tragiczne, pogudbione, a ich merkantylne pobudki zapewne wynikają z doświadczeń z dzieciństwa bądź dorastania. A być może są wynikiem jedynie wpadnięcia w pułapkę łatwego i szybkiego zarobku? Ciekawy jestem, co miałeś na myśli. Leny znowu było mi szkoda. Tak bardzo pragnęła miłości… To, ile doświadczyłą ze strony Marka deprywacji emocjonalnej, sprawiało, że jej kibicowałem. Ona miała w głowie nierealny obraz Marka, jakąś fantazję, żyła w okrutnym wyparciu. Godzenie się na przemoc w związkach, fizyczną czy psychiczną, to niestety relatywnie częsty temat wśród par.

 

Podoba mi się Twój język. Kiedy zagęszczało sie od opisów, czytało mi sie lepiej. Dialogi są dobre, naturalne, ale szkoda trochę Twoich umiejętności budowania scen – używaj ich częściej! :-)

 

Z jednej strony brakowało mi trochę głębszego tła psychologicznego, z drugiej to pewne spłaszczenie doskonale komponuje się z tematyką – płytcy ludzie nastawieni na zysk oraz zaspokajanie żądz; sądzę, że wiesz, co mam na myśli. Co ciekawe, pod tą płytkością znajduje się głębia, że tak niezręcznie to ujmę, ponieważ opowiadanie w niewymuszony sposób skłania do refleksji.

 

Doceniam to, że nie poszedłeś w tanie epatowanie, bo mogłeś przekroczyć niejedną granicę, a nie zrobiłeś tego, co się chwali!

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia podczas knowań Loży, bo tekst zdecydowanie się wybija i zasługuje na głosowanie! :-)

prosiaczku,

. Gratuluję udanego tekstu, to wyjątkowo dobre opowiadanie. Porządny thriller z pewną głębią zachęcającą do przemyśleń.

Bardzo dziękuję za tak miłe słowa!

Czułem autentyczną, delikatnie mówiąc, niechęć do tego człowieka.

Ja też, pisząc. Nie był to najprzyjemniejszy proces :D

Siostry to z kolei postacie tragiczne, pogudbione, a ich merkantylne pobudki zapewne wynikają z doświadczeń z dzieciństwa bądź dorastania. A być może są wynikiem jedynie wpadnięcia w pułapkę łatwego i szybkiego zarobku? Ciekawy jestem, co miałeś na myśli.

Tak, pobudki wychodzą z doświadczeń życiowych i braku pieniędzy. Ale też z przesuwającej się granicy akceptacji, gdzie sama akceptacja lub jej brak były troszkę jedną z rzeczy, jakie chciałem powiedzieć. Jednak cały portal OnlyYou i sposób zarobku, a nawet wymiana twarzy, są w mniejszym lub większym stopniu zainspirowane naszym światem. W tekście te granice po prostu troszkę się przesunęły, ale myślę, że wcale nie tak daleko, jak mogłoby się wydawać.

Ona miała w głowie nierealny obraz Marka, jakąś fantazję, żyła w okrutnym wyparciu.

Zgadza się. Nie chciałem, żeby wyszło płytko z tymi obsesjami, bo mimo że obsesje wywoływane “relacjami” internetowymi były główną rzeczą, jaką chciałem przekazać i zaalarmować, to jednak obsesja ma wiele twarzy (hehe).

Godzenie się na przemoc w związkach, fizyczną czy psychiczną, to niestety relatywnie częsty temat wśród par.

Oczywiście. Ale nie da się udawać, że to nie istnieje. Bardzo przykre.

Podoba mi się Twój język. Kiedy zagęszczało sie od opisów, czytało mi sie lepiej. Dialogi są dobre, naturalne, ale szkoda trochę Twoich umiejętności budowania scen – używaj ich częściej! :-)

Bardzo ciekawa wskazówka. Postaram się. Raczej lepiej czuję się w opisach, niż w dialogach, ale miałem wrażenie, że w tym konkretnym tekście, te dialogi wybrzmią mocniej. Ale bardzo mi miło, że tak myślisz!

Co ciekawe, pod tą płytkością znajduje się głębia, że tak niezręcznie to ujmę, ponieważ opowiadanie w niewymuszony sposób skłania do refleksji.

Bardzo Ci dziękuję za to zdanie, bo był to troszkę mój cel. Zastanawiałem sie, czy się uda. Uspokoiłeś mnie.

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia podczas knowań Loży, bo tekst zdecydowanie się wybija i zasługuje na głosowanie! :-)

Dziękuję bardzo za przeczytanie i komentarz, jak i za spora garść miłych słów. Cieszę się, że znów staniemy ramię w ramię przy głosowaniu i również życzę Ci powodzenia! Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Witaj ponownie, Michaelu! 

Znając już nieco Twoich tekstów, wiedziałam czego się spodziewać. Czegoś ciekawego! Ale gdy spojrzałam na ilość znaków, to cicho jęknęłam w duchu. I wiesz co? Nie było czuć tej ilości, bo w tekst wchodzi się jak w masło i to takie lekko podgrzane słoneczkiem. :)

Historia przejmująca i przygnębiająca. Ale cóż zrobić, taki świat stworzyłeś. Trzeba przyznać, że bez lektury “Szwów” pewnie wydawałby się bardziej świeży, ale jako rozwinięcie też się broni. 

Trochę się poczepiam, ale wiesz, to subiektywne bardzo jest…

 

Znał każdy materiał na pamięć. Nadia_True. Dwadzieścia trzy lata. Naturalna twarz.

Nie wiem, czy „materiał” jest tutaj dobrym określeniem… informacje? Czy chodziło o materiały filmowe? Wtedy nie wybrzmiało…

 

Dalej nie znalazłam kupca na moją twarz.

– Sprzedajesz siebie kawałek po kawałku!

Zaraz, zaraz. To są wypowiedzi tej samej osoby umieszczone w niewielkim odstępie. Więc ona chce sprzedać twarz, ale oskarża siostrę, że się sprzedaje? Yyyy… 

Tak. To mi w trakcie lektury nie leżało. Ta pierwsza scena z siostrami. Jedna drugiej zarzuca w zasadzie to samo, a nie są tak głupie, by nie widzieć zależności. Chyba, że są… Potem to już w następnych scenach jest powtarzane i podkreślane, przerzucają się oskarżeniami, ale w tej pierwszej szczególnie to razi. Jedna jest bogata, druga biedna i na tym kontraście opiera się w dużej mierze relacja między nimi… można to było trochę bardziej podkręcić… zwłaszcza, że to bliźniaczki. 

 

Nowa twarz zrobiła z niego człowieka sukcesu. Nie widział powodu, dla którego nie miałaby zrobić tego samego z jego małżeństwem.

Coś tu nie zagrało w konstrukcji zdania. Zatrzymało mnie. Ale może przesadzam. 

 

I już. Reszta leżała, język w porządku, warsztat masz przecież dobry. 

Teraz sama historia. Dobra. Pomysł już w tamtym szorcie był dobry. Myślę, że byłby z tego dobry kryminał dystopijny, gdybyś się bardziej rozpisał. Trochę wkurzała mnie bierność Leny, ale doszłam do wniosku, że takie postacie istnieją w naszym świecie, więc czemu nie w Twoim. Jej ukryte psychopatyczne skłonności dodają smaczku na końcu. Opowieść przekonała mnie, choć niektóre zachowania bohaterów irytowały. 

Tekst jest na wysokim poziomie i w mojej opinii zasługuje na piórko. Będę na tak.

Pozdrawiam serdecznie. :) 

I czekam na następne opka. :)

Jolu,

Znając już nieco Twoich tekstów, wiedziałam czego się spodziewać. Czegoś ciekawego!

Bardzo mi miło, że tak widzisz całość mojej twórczości! 

Nie było czuć tej ilości, bo w tekst wchodzi się jak w masło i to takie lekko podgrzane słoneczkiem. :)

Cieszę się!

Nie wiem, czy „materiał” jest tutaj dobrym określeniem… informacje? Czy chodziło o materiały filmowe? Wtedy nie wybrzmiało…

Chodziło o materiały filmowe, doprecyzuję.

Tak. To mi w trakcie lektury nie leżało. Ta pierwsza scena z siostrami. Jedna drugiej zarzuca w zasadzie to samo, a nie są tak głupie, by nie widzieć zależności. Chyba, że są…

Głupie, czy zmienione przez obowiązujące normy? To już się dzieje, Jolu. OnlyYou jest inspirowane niebieską platformą. Akceptacja “pracy” tam, lub jej brak, to głośny temat medialny, gdzie jednym z najczęstszych argumentów jest moralność. I mimo że tekst porusza dużo większe konsekwencje, niż ewentualny szacunek do samej siebie, to jednak siostry tak to na ten moment widzą, bo tak też to widzi przeciętna osoba dyskutująca na ten temat dzisiaj. Nie mówi się (przynajmniej niewystarczająco) o obsesjach, zmianach psychicznych, samotności, depresjach, dysfunkcjach itd., a o tym, czy moralny jest, żeby dupę w internecie pokazywać. I te siostry właśnie na tym etapie rozumienia sytuacji są, takim jak społeczeństwo już dzisiaj. Dlatego ten tekst ma bić na alarm. 

No i porównujemy to z ewentualną sprzedażą twarzy. I tu jest niby podobnie, bo nawet gra słów fajnie działa, że “sprzedaje siebie”. Ale to tylko wyszło mi przypadkiem. Bo sprzedawanie twarzy/piersi zostało tutaj połowicznie zaakceptowane przez społeczeństwo. Ale nie ma w tym podtekstu seksualnego, co wykorzystuje Ola, żeby wybielać to, że przecież nikomu nie robi krzywdy. Nadia ma podobne podejście, bo jej moralność nie widzi nic złego w sprzedawaniu się seksualnie, skoro ludzie sprzedają się dosłownie, a i ona wierzy, że nie robi nikomu krzywdy. Obie siostry mają rację co do drugiej, ale nie mają racji co do siebie. Przecież tak wygląda przeciętny człowiek. Wytknąć drugiemu, że coś robi źle, ale nie widzieć, że robi się coś podobnego, bo przecież on ma zupełnie inne powody i te jego są najważniejsze i wybielają wszystko. 

Pod koniec dnia obie się mylą co do siebie, ale mają rację co do drugiej strony. To się wydaje głupie, ale wydaje mi się, że ma sens względem naszego świata i autentyczności sytuacji, szczególnie rodzinnych. 

Teraz sama historia. Dobra. Pomysł już w tamtym szorcie był dobry. Myślę, że byłby z tego dobry kryminał dystopijny, gdybyś się bardziej rozpisał.

Już mnie tak nie podpuszczajcie, bo jeszcze książkę napiszę i będę się z nią włóczył od wydawnictwa do wydawnictwa przez kolejne 20 lat XD

Trochę wkurzała mnie bierność Leny, ale doszłam do wniosku, że takie postacie istnieją w naszym świecie, więc czemu nie w Twoim.

Podobny case co z siostrami, bardzo starałem się oprzeć to na realnych portretach psychologicznych. Bo jednak opko opowiada o realnych problemach, po prostu nie tak popularnych w rozmowach medialnych.

Opowieść przekonała mnie, choć niektóre zachowania bohaterów irytowały. 

W pełni zrozumiałe, mnie też irytowali haha. Cieszę się, że Cię przekonało!

Tekst jest na wysokim poziomie i w mojej opinii zasługuje na piórko. Będę na tak.

Bardzo mi miło. Dzięki, Jolu.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, dzięki za wyjaśnienie, rozumiem, że takie sceny, jak przedstawiłeś, są możliwe, niestety, mój umysł je odrzuca i cóż tu mogę poradzić… :D

Co nie zmienia faktu, że opko fajne! :)

Jasne, Jolu. Chciałem tylko wytłumaczyć jak widziałem to pisząc. Rozumiem Twoje podejście.

Dziękuję jeszcze raz za merytoryczny komentarz, bardzo to doceniam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka