- Opowiadanie: Bardjaskier - Nieproszony gość

Nieproszony gość

Po jednym z wyzwań marzana, natchniony rozwinąłem pomysł, oto i on.

Miłej lektury :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Nieproszony gość

Od dawna nie wychodziłem. O tym, czy był dzień, dowiadywałem się z promieni słonecznych, które wpadały do sypialni przez szparę między taśmami. W całym mieszkaniu tylko to jedno okno nie zostało szczelnie zaklejone.

Nie spotykałem też innych ludzi. No, za wyjątkiem kuriera. Dostarczał mi jedzenie i różne drobiazgi. Jak choćby czerwone żarówki. Jasne światło strasznie męczy oczy. Pamiętam, że gdy się obudziłem, środek sypialni przecinał jasny strumień światła. Panował straszny upał. Zrzuciłem kołdrę na podłogę i zszedłem z materaca.

Skrobanie było nie do zniesienia. Dźwięk, który ranił głowę niczym paznokcie drapiące skórę aż do czaszki. Z trudem wstałem. Podniosłem zeszyt i zanotowałem:

 

„Nasila się. Ból ponad moje możliwości. Chrobotanie – jednostajne, nieprzerwane, głośniejsze niż kiedykolwiek. Dłużej tego nie zniosę”.

 

Chciałem odłożyć notatki do szuflady, z przyzwyczajenia, ale zapomniałem, że Marta zabrała meble. Zostało tylko zdjęcie i kilka rysunków dzieci.

Skrobanie. Jakby ktoś przejeżdżał łyżką po kawałku drewna.

Raz.

Dwa.

Trzy.

Jednej nocy doliczyłem się dwudziestu jeden tysięcy sześciuset przeciągłych skrobnięć po drewnianej powierzchni, nim straciłem przytomność. Czasem są ciche, prawie niesłyszalne, jak klimatyzacja – wtedy funkcjonuję. Z zaciśniętymi zębami lub watą wetkniętą w uszy. Tamtego poranka nic nie mogło zagłuszyć dźwięku, który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę.

Chwyciłem zdjęcie żony – stała w parku z dziećmi.

– Czemu odeszłaś?! – wrzeszczałem przy akompaniamencie drapania. – Czemu?! Ty suko!

Ramka pękła, szkło posypało się na podłogę, gdy rzuciłem fotografią o ścianę.

Wstałem i nagi pobiegłem do salonu. W czerwonym świetle człapałem bosymi stopami, pokonując metry mieszkania długimi susami.

– Skąd?! Skąd ten jazgot?! Gdzie jesteś?! – krzykiem domagałem się odpowiedzi, dłońmi zatykałem uszy. – No! Gdzie?!

I wtedy poczułem. Pod lewą stopą. Jak drga struna, tak drżała deska podłogi.

 

W kuchni wywaliłem na podłogę zawartość szuflad. Znalazłem tasak i dopadłem do miejsca, gdzie chrobotanie wprawiało deskę w drganie. Uniosłem ostrze.

I wszystko ucichło. Po ponad trzech latach mieszkanie i głowa były wolne od dźwięku. Niepokojące uczucie. Ulga trwała krótko. Miejsce bólu wypełniła pustka tak dotkliwa, że zaczęła swędzieć. Czy można uśmierzyć nieznośne uczucie drapaniem, gdy swędzenie dotyka serca?

Stuk. 

Jeszcze jeden.

Położyłem się i przytknąłem ucho do deski. Ktoś pukał. Nie jak do drzwi, raczej palcem w szybę. Delikatnie, z cichym pytaniem.

Stuk – halo?

Stuk – czy ktoś tam jest?

Cisza, a po niej przeciągły chrobot. Zawyłem jak ranne zwierzę. Chwyciłem tasak i zacząłem rąbać. Ostrze blokowało się w drewnie, więc szarpałem rękojeść. Drzazgi leciały po salonie, a ja waliłem w podłogę.

Gdy pot zalał mi tors i z trudem próbowałem utrzymać tasak w mokrych dłoniach, spostrzegłem dziurę. Na kolanach obszedłem otwór. Próbowałem dostrzec… właściwie co? Nim zadałem to pytanie, coś drgnęło w ciemności. Gniew utonął w ciszy, a strach przejął po nim miejsce.

 

Uciekłem do sypialni. Schowany pod kołdrą drżałem, mokry od potu i łez. Ból zastąpił gniew, gniew przyniósł ulgę, a tę zdławił lęk – przed tym, co ryło w deskach podłogi. Gdy obudził mnie dzwonek, byłem wycieńczony. Spragniony tak, że popękane usta kleiły się do dziąseł.

– Kurier – wychrypiałem. – Oby nie odszedł od drzwi.

Wypełzłem spod kołdry. Resztą sił wstałem i ruszyłem do przedpokoju. Chwyciłem klamkę, gdy zorientowałem się, że jestem nagi. Uchyliłem drzwi i zza nich wycharczałem:

– Proszę wsunąć torbę do środka.

– A płatność? – odpowiedział.

– Chwila.

W kuchni znalazłem portfel. Wyciągnąłem kartę. Cisza przypomniała mi o otworze w podłodze. Spojrzałem, a następnie jęknąłem.

– Wszystko dobrze? – dopytywał kurier.

Przystawiłem kartę i dłoń do ust, dławiąc wycie.

– Wezwać pomoc?

– Nie! – zapiszczałem. – Nie, proszę poczekać!

– Jak sobie chcesz – odpowiedział kurier, gdy ja patrzyłem na palec wystający z dziury.

Opuszka była skierowana wprost na mnie. Zza niej wystawał długi, połamany paznokieć ubrudzony od spodu czymś rdzawym.

Ruszyłem do drzwi. Palec od razu wyłapał ruch i obrócił się – opuszka niczym maleńka główka śledziła każdy mój krok.

Zagryzłem kartę, dłonie przyłożyłem do skroni, tak by ograniczyć pole widzenia jedynie do wąskiego korytarza prowadzącego do wyjścia.

– Pieprzyć to, idę! – oświadczył kurier.

W tej samej chwili dopadłem do uchyłu i wystawiłem rękę z kartą na sień.

– Ale wiesz, gościu, że jesteś zdrowo pierdolnięty?

Dźwięk rozsuwanego zamka. Chciałem już tylko, by wsadził torbę z zakupami do mieszkania i sobie poszedł.

– Poprzedni kurier zrezygnował z obsługi tego adresu, wiesz?

Pik, pik – to klawisze terminala. Zagryzłem wargę.

– Nie trzęś ręką – poprosił dostawca. 

Terminal zapiszczał, a po chwili usłyszałem dźwięk drukowanego potwierdzenia – odetchnąłem.

– Przepraszam, ja…

No właśnie, co? Co mogę powiedzieć, żeby się usprawiedliwić? Parsknąłem na myśl, że wpuszczam kuriera, by pokazać mu intruza wyłażącego z podłogi.

– Potrzebujesz pomocy – powiedział dostawca i wsunął torbę z zakupami. – I to szybko…

Zatrzasnąłem drzwi. Usiadłem i długo piłem wodę gazowaną, wpatrzony w palec, a palec chyba patrzył na mnie.

 

 

Czerwone światło nie raziło. Za to zniekształcało mieszkanie. Tworzyło w rogach sypialni cienie, niemal czarne plamy. Dlatego zacząłem chodzić środkiem pomieszczenia, by omijać ciemne zakamarki. Siadałem przy drzwiach sypialni. Uchylałem je i patrzyłem.

Była tam.

Sterczała.

Nieruchoma, ale tylko pozornie.

W nocy pojawił się jeden, kolejnego dnia drugi – oba kościste palce co chwilę wskazywały inny element mieszkania. Czasem drzwi, kiedy indziej okno lub kuchnię. 

Kilka dni później skierowane były ku sufitowi. Wszystkie pięć. Długie paznokcie miały rdzawą barwę od gliny. Między keratynową powierzchnią a naskórkiem zalegała czarna ziemia. Obrąbki naskórkowe – eponychria, jak wyczytałem w internecie – był czerwono-zielone przy każdym palcu, kostki sine, prawie bordowe. Nadgarstek wychodził spod podłogi, a szara i napuchnięta skóra odchodziła coraz bardziej za każdym razem, gdy dłoń się obracała. Dwa dni zajęło jej przebicie się do mieszkania.

Chyba wiedziała, że siedzę w sypialni. Dzień wcześniej obserwowałem poczerniałe kłykcie, gdy palec wskazujący zgiął się i wyprostował – jakby wiedział, że patrzę. Przywarł do środkowego, następnie serdeczny, a do niego mały. Gdy już wszystkie stały w rzędzie, wyprostowane niczym gwardziści, kciuk opadł na podłogę, a wtedy dłoń zaczęła powoli się obracać.

Stałem oniemiały. Nie mogłem oderwać oczu od gościa, który przybył nieproszony z… no skąd? Z dołu? A dłoń patrzyła. Nie oczami, ale brudnymi paluchami o długich, połamanych paznokciach. Każdy z pięciu przybyszy, wyrastających z jednego ciała, widział, jak czaję się w ciemności między drzwiami a framugą sypialni.

Dzwonek.

Tym razem byłem przygotowany – psychicznie i fizycznie – ubrany w szorty plażowe i koszulkę z diabłem tasmańskim wyszedłem z ukrycia, jak gdyby nigdy nic. Ruszyłem przy ścianie. Zerkałem, dławiony ciekawością, a dłoń obracała się pomału.

Odebrałem paczkę. Kurier był zdziwiony moją obecnością w drzwiach i pełen dezaprobaty dla mieszkania tonącego w czerwonym świetle. Drżałem z podniecenia, niosąc pakunek do kuchni, ale trzymałem fason do chwili, gdy nóż rozciął taśmę. Wtedy palce zabębniły o podłogę. Niecierpliwiły się.

Wyciągnąłem czarną, aksamitną rękawiczkę i wsunąłem w nią dłoń. Byłem gotowy uścisnąć gościowi rękę. Podszedłem ostrożnie. A dłoń przechyliła się nieco – palce razem z kciukiem sterczały w górę. Wiedziała, po co przyszedłem. Czekała na tę chwilę. 

Wyciągnąłem rękę i uścisnąłem dłoń. Palce zgięły się pomału, obejmując grzbiet i kłykcie. Kciuk opadł i objął mój, delikatnie, ale pewnie. Wtedy dłoń zacisnęła się gwałtownie. Poczułem, jak ból promieniuje do ramienia. Zawyłem krótko, gdy walnąłem czołem o podłogę. Całe ramię zniknęło w dziurze pod podłogą. Szarpnąłem i na chwilę uwolniłem biceps. Coś z nieludzką siłą pociągnęło i znów leżałem. Deski zatrzeszczały do wtóru wyłamywanym stawom. Zaparty drugą ręką, ryknąłem i wtedy podłoga rozleciała się w drzazgi.

 

Wciągnięto mnie pod mieszkanie. Tak sądzę. Wokół jest ciemność. Widzę tylko dziurę w podłodze i sufit. Niewiele się dzieje. Wykonuję jakieś ruchy, ale to na nic – nie przynoszą żadnego skutku, jakbym był zawieszony w pustce.

Dlatego dużo myślę. A są to myśli przykre i bolesne. Czasem złe i perfidne. Uciekam więc od nich, gdy tylko ktoś odwiedza dom. Są to głównie robotnicy i facet w niebieskim garniturze. Przygotowują mieszkanie na sprzedaż, a myśl, że dziura w podłodze musi zostać naprawiona, napawa mnie lękiem i złością. Krzyki i protesty na nic się nie przydają – oni mnie nie słyszą.

 

Stało się. Jestem w zupełnej ciemności. A nienawiść i smutek zżerają mnie jak czerw – od środka. Na górze ktoś jest. Mężczyzna, kobieta i trójka dzieci. Żyją tak, jak kiedyś ja – szczęśliwi. Nienawidzę ich za to i siebie za czarne myśli. Czasem mam ochotę utonąć w ciemności. Uwolnić się od czerwia, który zjada mnie kawałek po kawałku. Ale śmiech, rozmowy, kłótnie i jęki z sypialni nie dają mi zasnąć. Uporczywie trzymają świadomość w gotowości. Drażnią niczym chrobotanie…

Ta myśl, raz powołana do życia, nie chce odejść. Swędzi coraz bardziej, jak ukąszenie komara. Może by tak podrapać opuchnięte miejsce?

Pierwszy ruch przyszedł mi z trudem, ale gdy paznokieć stuknął już o spód deski, zacząłem drapać. Pomału, delikatnie, z ulgą słuchając, jak mężczyzna na górze wspomina o dźwiękach, których nikt inny nie słyszy. Potem głośniej i głośniej. A im ciężej pracuję, tym częściej słyszę o terapeutach, psychiatrach, płaczu i lękach.

 

W końcu mężczyzna zostanie sam. Jestem tego pewien. A ja będę pracował do chwili, gdy dotrę do niego – a wtedy przekażę mu to, co otrzymałem od nieproszonego gościa.

Koniec

Komentarze

Hej bardjaskier! :)

Uuu, niepokojące. Wszystkie dziwne dzwięki, które wydaje budynek, nagle wydają się mniej przyjazne. Na szczęście żona też słyszy, więc nie jest jeszcze ze mną źle ;)

Generalnie horrorów nie lubię, ale Twoj short bardzo mi się spodobał i przypadł do gustu. Jak napisałem – niepokojący bardziej niż straszny i wzbudzający ciekawość. Dlaczego tylko mężczyźni padają ofiarą? Na czym polega “wymiana” lokatora pod podłogą i dlaczego tak? Smakowite, dobrze się bawiłem czytając!

 

Kilka drobnych uwag :)

 

O tym, czy był dzień, dowiadywałem się z promieni słonecznych, które wpadały do sypialni przez szparę między taśmami. W całym mieszkaniu tylko to jedno okno nie zostało szczelnie zaklejone.

Taśmami czego? Chyba w takim kontekście zwykle używa się formy pojedynczej jako “zaklejone taśmą (do pakowania?)”. Może zamienić na gazety? Zdaje mi się, że czym zaklejone nie ma tutaj takich konsekwencji a jest to bardzo ugruntowana sytuacja i czytelnik dobrze wie, o co chodzi. 

 

Chciałem odłożyć notatki do szuflady, z przyzwyczajenia, ale zapomniałem, że Marta zabrała meble.

Zmieniłbym szyk, to “z przyzwyczajenia” troszeczkę wybija mnie z rytmu z dania. Może “Z przyzwyczajenia chciałem odłożyć notatki do szuflady, ale zapomniałem, że Marta zabrała wszystkie meble.”?

 

Długie paznokcie miały rdzawą barwę od gliny.

Brzmi, jakby czegoś brakowało. “Długie paznokcie miały rdzawą barwę od brudzącej je gliny”?

 

Nienawidzę ich za to i siebie za czarne myśli.

Wydaje mi się, że “i” jest nieodpowiednim łącznikiem. Wymieniłbym na “a”.

 

Pozdrawiam! :) 

O tym, czy był dzień, dowiadywałem się z promieni słonecznych, które wpadały do sypialni przez szparę między taśmami.

Zwykle dowiadujemy się o tym, czy jest dzień, z promieni słonecznych. Zastanawiam się, czy odwrócenie tego zdania nie wyszłoby na dobre. Coś w stylu: gdyby nie wyblakłe promienie słońca wdzierające się do sypialni przez szparę pomiędzy taśmami, nie wiedziałbym nawet, czy jest dzień, czy noc.

Zastanawiam się też nad czasem akcji. Z jednej strony – bohater zapomina jeszcze, że żona zabrała mu meble. Z drugiej – zdążył już na tyle zajść za skórę poprzedniemu kurierowi, że ten zrezygnował z pracy w tej okolicy. Nie umiem sobie wyobrazić, jak wyglądały chronologiczne ostatnie tygodnie bohatera.

Ostatnie, co mnie jakoś zastanawia, to dlaczego bohater nie postanowił po prostu się wyprowadzić – z początku musiał przecież dostrzegać, że słyszy te dźwięki w mieszkaniu, ale poza nim jest ok.

 

Ogólne wrażenia mam dobre. Czytałem pierwszą wersję w ramach wyzwania i podoba mi się, jak ją teraz rozwinąłeś – zapętlenie tej historii jest prostą, ale satysfakcjonującą puentą. :) 

Cześć, Bardzie!

No, pojechałeś! Przypomniałem sobie Palec, Kinga. Jak to u Ciebie, bardzo dobrze rozegrałeś opowieść. Lubię takie majstersztyki. Dziewięć tysięcy znaków i jest groza. Niewielu to potrafi.

Klik!

Pozdrawiam

Edit:

barniusz, a mnie nie dziwi, że bohater nie postanowił wyjść z mieszkania. Tutaj widzę pewien stan psychotyczny człowieka (z zachowaniem logiki na potrzeby tekstu), chociaż mam świadomość, jak to brzmi.

Hah, logika i psychoza :-) 

Jest to na granicy, bo z jednej strony nie wiemy, gdzie kończy się realizm, a gdzie zaczyna dziać się psychoza. Ewentualnie, jak kto woli, gdyby to był tylko stan chorobowy bohatera, nie byłoby tutaj fantastyki, ale dostrzegam jej sporo.

Pozdrawiam

Na­rholt

 

Dlaczego tylko mężczyźni padają ofiarą?

 

Nie wiem choć się domyślam:). A tak serio to niegdzie nie napisałem, że tylko.

 

Na czym polega “wymiana” lokatora pod podłogą i dlaczego tak? Smakowite, dobrze się bawiłem czytając!

 

A to już temat na dłuższą historię, na razie musisz się zadowoli tym co wiesz :)

 

bar­niusz

 

"gdyby nie wyblakłe promienie słońca wdzierające się do sypialni przez szparę pomiędzy taśmami, nie wiedziałbym nawet, czy jest dzień, czy noc.

 

A mogą być wyblakłe ;). Wydaje mi się, że sens jest zachowany

 

"Zastanawiam się też nad czasem akcji

 

No właśnie dlatego opisuje styl życia bohatera by podkreślić, że on już nie wie co, jak, kiedy :)

 

"Ostatnie, co mnie jakoś zastanawia, to dlaczego bohater nie postanowił po prostu się wyprowadzić – z początku musiał przecież dostrzegać, że słyszy te dźwięki w mieszkaniu, ale poza nim jest ok.

 

Nie wyprowadzamy się z domu tylko dlatego, że nam odbiło. W innej sytuacji ulicę byłby pełne wariatów… a nie czekaj ;)

 

"zapętlenie tej historii jest prostą, ale satysfakcjonującą puentą. :) 

 

Takie są najlepsze, jak kiełbaski z cebulą:)

 

Dziękuję wam za odwiedziny i komentarze. Nad technicznymi sprawami się zastanowię:)

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

He­sket

 

A dziękuję, miło mi, że się podobało. Zawsze miło jest zobaczyć wiernego czytelnika pod tekstem :).

 

Z tą psychozą to trafiłeś w 10 a nawet 100 :)

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

A mogą być wyblakłe ;). Wydaje mi się, że sens jest zachowany

Wyblakłe dodałem przypadkiem – bardziej chodziło mi o odwrócenie kolejności w zdaniu niż o konkretne słowa . ;) 

 

Nie wyprowadzamy się z domu tylko dlatego, że nam odbiło. W innej sytuacji ulicę byłby pełne wariatów… a nie czekaj ;)

Hah. :D 

Jasne – założyłem, że był jakiś krótki okres, kiedy zaczynał słyszeć odgłosy, ale mu jeszcze nie odbiło. (Bo przyjąłem, że to fantastyka i ręka jest prawdziwa, a nie tylko w głowie bohatera, co wykluczałoby istnienie momentu, w którym już słyszy głosy, ale jeszcze mu nie odbiło).

 

Pozdro! :) 

Bo jest prawdziwa ale rozsądek nakazuje myśleć, że mu odbiło ;) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Czołem bardzie!

Uhh, znowu fajny tekst, gdzie mrok odpowiada narastającemu napięciu psychicznemu u bohatera. Bardzo ciekawie “łamiesz” bohaterów i pokazujesz niejako narodziny zła. Intrygujące podejście do horroru/thrillera.

 

Nieźle narastająca paranoja. Trochę zastanawiałem się, dlaczego bohater jednak nie poprosił o pomoc, ale rozumiem, że już nie był w stanie i szukał własnej zguby.

 

Cóż, całość wypada jako bardzo przykra metafora zjadających człowieka emocji.

 

Przykre, mocne.

 

Pozdrawiam i klikam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem:)

 

Dziękuję i miło mi, że się podobało :). To trochę zasługa Marzana bo to on mnie ostatnio zmusza do pisania :). 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Anatomia zła i szaleństwa :)

 

Beeecki sprawnie opisał, że narastrajaca paranoja jest tu ładnie opisana. Miałem przeczytać co innego a wszedłem na główną i widzę to. Warto było :)

 

Psychoedliczny horror, no nie są to moje klimaty, ale czytało się całkiem nieźle :)

Klik

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Anatomia zła i szaleństwa :)

Taka tablicza powinna wisieć przed wejściem do każdego korpo :D

 

Dziękuję za odwiedziny i miło mi, że się podobało.

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tak na pierwsze przeczytanie – na prawdę kompetentny horror, budujący klimat paranoi oraz przytłoczenia. Całkiem intrygujący pomysł, który można ciekawie rozwinąć, np. losami kolejnej rodziny z perspektywy głównego bohatera pod podłogą. Nawet mam pomysł jakie by to mogły być losy, ale nie chcę za dużo sugerować.

Najbardziej mi brakuje tego co się stało z “oryginalnym” nieproszonym gościem. Bo wciągnął on głównego bohatera pod podłogę i w zasadzie został wymazany z powieści.

Powodzenia z kolejnymi projektami!

Bardjaskier

Mój błąd, mamy zaledwie drugi przypadek a ja założyłem prawidłowość :) No i wiadomo, pytania były retoryczne – chciałem tylko przedstawić co mnie zainteresowało jako czytelnika i na co chciałbym poznać odpowiedzi ale jak wiadomo w krótszej formie ich nie dostanę. Moim zdaniem to bardzo dobrze, że historia tworzyła całość ale jednak pozostawiła niedosyt i chęć dowiedzienia się wiecej – to bardzo zdrowo :)

Vilge z Rivii

 

Dziękuję za odwiedziny i miło mi, że horror wyszedł :). Też już mam kilka pomysłów ;) ale mam też nie skończone projekty… Ale coś czuję, że zaiskrzyło między mną a historią, a to dobrze rokuje dla rozwoju historii :)

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Masz bardzo ciekawy, iteracyjny sposób pisania. :D 

Na­rholt

 

Dokładnie o to chodzi – jeśli chcesz wiedzieć więcej to znaczy, że dobrze wykonałem robotę.

Dziękuję i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

bar­niusz

 

W komentarzach czy w opowiadaniach :D. Podobno mam filmowy sposób przedstawiania fabuły – tak kiedyś przeczytałem :) 

 

Ale też, że zbyt upewniam czytelnika w fabule – więc jeszcze brakuje równowagi:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

W stylu pracy – chodzi mi z tymi iteracjami o to, że stworzyłeś coś, co jest już tekstem od A do Z (do wyzwania), potem rozwinąłeś w kolejną całostkę gotową od A do Z (ten tekst), a teraz mówisz, że może jeszcze to rozwiniesz bardziej – zapewne tworząc kolejny gotowy od A do Z tekst, tylko większy. 

Klasyczne agile’owe iteracje. :D 

agile’owe iteracje – o mamo, musiałem to wgooglać :D. Trochę korporacyjne określenie ale dziękuję, tak mam, że staram się budować historię od A do Z bez względu na to ile ma znaków :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

YARN | Never Before Has Any Voice Uttered The Words Of That Tongue Here | The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring (2001) | Video gifs by quotes | 43aed317 | 紗

 

Sorry! :D 

https://youtu.be/hfrWchX5rAU?is=dKGOOXdhP95_jAJ2

Luzik :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć Bardzie,

Gratuluję , w ograniczonej objętości szorta zamknąłeś kompletną i przekonującą historię z dobrze zbudowanym nastrojem grozy . 

Moją uwagę zwrócił szczególnie wątek przekazania, no właśnie, kary? Cierpienia? To motyw pojawiający się w mitach i legendach wielu kultur, a twoje opowiadanie nawiązuje do niego w bardzo oryginalny i ciekawy sposób.

Jedyne czego brakuje, to wyjaśnienie dlaczego kolejni ludzie trafiają pod podłogę i co się z nimi dzieje, gdy już znajdą “następcę” (Vilge już o to pytał).

Z drugiej strony, gdybyś te rzeczy wyjaśnił, mogłaby wyjść przypowieść z morałem, a to miał być horror :)

 

 

 

 

 

Hej czeke!

 

Dobrze jest widzieć znajomy pseudonim w komentarzu :).

 

I należą Ci się wyjaśnienia – wątek przekazania zasługuje na dłuższą formę. Tu mogłem ją uciąć albo streścić. W mojej ocenie lepsze jest pierwsze rozwiązanie. Ale będę myślał nad przedstawieniem rozbudowanej wersji :). 

 

No i na koniec to co już sam napisałeś – czasem lepiej nie wiedzieć:).

 

Pozdrawiam:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć! Bardjaskier

Normalnie zbieram szczękę z podłogi! Genialny, mocny tekst. Najbardziej kupił mnie klimat i sposób budowania napięcia. Nie opiera się ono na tanich straszakach, tylko narasta powoli, niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że czyta z autentycznym niepokojem. Ah! :)

Moim ulubionym zdaniem jest chyba: „Czy można uśmierzyć nieznośne uczucie drapaniem, gdy swędzenie dotyka serca?”. – no poprostu ciarki. Bardzo obrazowe, a jednocześnie niosące coś więcej niż tylko opis sytuacji. Takie fragmenty zostają w głowie. W zasadzie to już od pierwszego akapitu czuje człowieka, który już przegrał.

.

Naprawdę kawał bardzo dobrego horroru. To póki co najlepsze opowiadanie jakie czytałem na tym portalu (ale jestem tu nowy także dużo ich jeszcze przedemną). Napewno zabiorę się za resztę twoich tekstów.

Dzięki za świetną lekturę! 5!

Tytuł wciąga bez reszty od pierwszych zdań. Chyba trochę zgubiły mnie skojarzenia z twórczością Edgara Allana Poe, bo dobrą chwilę się spodziewałam, że główny bohater zabił żonę i to ona nawiedza go spod podłogi XD

Nic tylko gratulować wykonania.

Pozdrawiam i klikam.

Przybyłam Was nawiedzać

No­mad­From­No­whe­re i L.Keller

 

 

Witam was :)

 

I bardzo dziękuję. Miło mi, że tekst Was wciągnął – zawsze łatwiej jest mi odpowiadać na krytykę więc na tym poprzestanę:)

 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Niezły horrorek. Taki niepokojący. Niby nic złego się nie dzieje, a jednak, pod podłogą…

Poprawna forma to ta opuszka. Co na ten temat sądzi poradnia PWN.

Babska logika rządzi!

Hej 

 

Dziękuję za komentarzyk. Za klika. I za opuszka :).

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dobre, tak plastycznie opisane, że aż mnie ciarki przeszły!

Hej, podobno jako dziecko byłem dobry z plastyki i z niczego innego :). Jak są ciarki to znaczy, że wyszło. 

 

 

Dzięki i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tamtego poranka nic nie mogło zagłuszyć dźwięku, który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę.

 

Zdanie, jak na moje ucho, brzmi kakofonicznie. Jest jakby niepełne, a trzy ostatnie kompletnie ze sobą nie grają: który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę. Owszem, intencję można zrozumieć, ale nic ponadto – nie jestem w stanie wykrzesać w sobie iskry empatii w stosunku do sponiewieranego duchowo i psychicznie bohatera, skoro pierwsze, co mi do głowy przychodzi to – Ale gość histerycznie bredzi!

 

Jak drga struna, tak drżała deska podłogi.

 

Jak na drzewie koników grono słodko gwarzy,

Tak na wierzchołku bramy poszeptują starzy.

 

 Jak fala od fali bita, o brzeg uderzona,

Tak pieśń Wojskiego w boru echem rozbudzona;

Pierwszy cytat z Homera, drugi z Mickiewicza. W tekstach obu śp. geniuszy ta charakterystyczna konstrukcja porównań brzmi świetnie, w horrorze prozą ich „epickość” budzi zdziwienie z odrobiną rozbawienia.

 

Znalazłem tasak i dopadłem do miejsca, gdzie chrobotanie wprawiało deskę w drganie.

 

Bardzo melodyjny rym. Milutki taki.

 

W czerwonym świetle człapałem bosymi stopami, pokonując metry mieszkania długimi susami.

 

Długie susy, wymagające energicznego operowania nogami//stopami, wyklucza jednoczesne „człapanie” nimi.

SJP: człapać

1. «iść krokiem powolnym»

2. «idąc, klapać obuwiem spadającym z nóg»

 

 

Ulga trwała krótko. Miejsce bólu wypełniła pustka tak dotkliwa, że zaczęła swędzieć. Czy można uśmierzyć nieznośne uczucie drapaniem, gdy swędzenie dotyka serca?

 

 

Wybacz, ale metaforyczne swędzenie pustki dotykającej serca po prostu mnie rozbawiło, a przecież nie taki efekt chciałeś osiągnąć. Często słowa proste ale celnie dobrane, dają stokroć mocniejszy efekt, niż karkołomna ekwilibrystyka językowa. Nie sugeruję zmiany, dzielę się tylko czytelniczymi wrażeniami, które przecież mogą być różne (ależ truizmem sypnęłam, wow!).

 

Gdy pot zalał mi tors i z trudem próbowałem utrzymać tasak w mokrych dłoniach, spostrzegłem dziurę.

 

Pocił się odcinkowo – od szyi do pasa? A, nie – jeszcze dłonie miał mokre. Wiadomo, które części ciała pocą nam się najintensywniej, więc ten „tors” zalany wyciekiem spod pach a najpewniej i z twarzy brzmi … no, dziwnie brzmi.  A przecież informacja jest z natury swej rzeczy banalna – cały był już zlany potem, nim w końcu udało mu się wyrąbać w podłodze/desce dziurę. Bo chyba w tym celu „walczył” z nią tasakiem? Zaskakująca jest też składnia zdania. Odwrócona jakby, choć trudno znaleźć uzasadnienie dla takiego specyficznego zabiegu, zazwyczaj służącego osiągnięciu bardzo określonego celu. Ale nie w tym przypadku.

 

Ból zastąpił gniew, gniew przyniósł ulgę, a tę zdławił lęk – przed tym, co ryło w deskach podłogi.

 

Ryć można w ziemi albo np. napis na kamieniu etc . Rycie „w deskach” to raczej nie w tym kontekście, bo demoniczna, trupia łapka nie zajmowała się przecież drzeworytnictwem. „Rycie pod deskami” podłogi można sobie jakoś tam mniej więcej wyobrazić.

 

W tej samej chwili dopadłem do uchyłu i wystawiłem rękę z kartą na sień.

Wystawiłem do sieni//wystawiłem na korytarz.  „Wystawić rękę z kartą NA SIEŃ” nie jest  prawidłowym połączeniem (regionalizm?). Ponadto po przeczytaniu cyt. zdania w głowie czytelnika (siebie mam na myśli) wyświetla się zaskakujący obraz: dłoń/ręka to motyw, który cały czas ma się przed oczami, więc siłą rozpędu i autosugestii ujrzałam bohatera, który przez uchylone drzwi wystawia wprost pod nogi kuriera główną bohaterkę – trupią rękę („wystawiłem rękę z kartą na sień”), której wcześniej pomiędzy niechlujne paluszki wetknął  kartę płatniczą. I żal mi się strasznie zrobiło tego gościa z inpostu. Ma stresującą robotę!

Na dodatek szyk wyrazów w drugim zdaniu jest tak niefortunny, że karta okazuje się być „kartą na sień”! Ki diabeł?

 

Długie paznokcie miały rdzawą barwę od gliny. Między keratynową powierzchnią a naskórkiem zalegała czarna ziemia. Obrąbki naskórkowe – eponychria, jak wyczytałem w internecie – był czerwono-zielone przy każdym palcu, kostki sine, prawie bordowe.

 

Mnóstwo szczegółów, kolorów, nazw, a spójnego obrazu zero, tylko kalejdoskop. Informacje przepychają się jedna przed drugą i nie mają zamiaru ze sobą harmonijnie współpracować. Barwy też mi się nie wszystkie zgadzają – siny może przejść w ciemno/szarofioletowy, ale do bordowego nie ma szans wrócić. Wg mnie, zaznaczam!

 

Nadgarstek wychodził spod podłogi, a szara i napuchnięta skóra odchodziła coraz bardziej za każdym razem, gdy dłoń się obracała.

 

Nadgarstek wychodził spod podłogi – domyślam się, że dłoń wynurzyła się spod podłogi aż po sam nadgarstek, bo na wstępie majtały tylko paluszki. Tak przypuszczam, bo nie otrzymałam wystarczająco precyzyjnych danych, a jedynie lekką i ledwie czytelną sugestię.  

napuchnięta skóra – ośmielam się zauważyć, że to nie skóra puchnie, lecz to, co  sobą chroni – tkanki, mięśnie i takie tam inne (z anatomii jestem dętka).

Nadgarstek wychodził – skóra odchodziła. Za dużo „chodzenia”.

 

A dłoń patrzyła. Nie oczami, ale brudnymi paluchami o długich, połamanych paznokciach. Każdy z pięciu przybyszy, wyrastających z jednego ciała, widział, jak czaję się w ciemności między drzwiami a framugą sypialni.

„Długie, połamane paznokcie” już były. Bez trudu da się zamienić na coś w rodzaju bliskoznacznych szponów, bo tekst jest krótki i rzucają się w oczy.

Zamiana „wspólnego ciała”, z którego wyrastało „pięciu przybyszy”, na „śródręcze”, zabrzmiałaby nazbyt medycznie, ale z kolei „wspólne ciało” trąci gigantomanią. IHMO!

 

Finał wręcz mitologiczny! Przypomina numer, jaki Atlas wywinął Heraklesowi, dając mu do potrzymania sklepienie niebieskie, niby tylko na czas realizacji zlecenia zajumania  jabłek z sadu Hesperyd, a w zamyśle na wieki wieków, bo mu się stanie w jednym miejscu znudziło. Herakles, jak wiadomo, w konia się zrobić nie dał i przechytrzył cwaniaka – Atlas nadal dźwiga niebo plus wszystkie kosmiczne śmieci, a ładnie umięśniony heros popija drinki na Olimpie.

Per analogiam tak widzę cdn. twojej historii: Gość podstępem zwabiony pod podłogę przez nawiedzoną rączkę, która miała dość niszczenia sobie paznokci  i zapragnęła urlopu tudzież nieodpłatnego zastępstwa, negocjuje z paskudą  chwilowe wyjście na zewnątrz (na przykład pod pretekstem umycia ubabranych rąk i zaopatrzenia się w przybory do manikiuru),  wychodzi, nie wraca, łyka stosowne psychotropy, wycisza podłogę styrobetonem, żyje długo i szczęśliwie, a rączka z wściekłości obgryza paznokcie, choć mogłaby je po prostu obciąć, fleja jedna!

 

Pardon! Mam nadzieję, że cię nie uraziłam! Nie należę do wielbicieli horrorów. Wyjątek robię dla  „Boboka” Dostojewskiego, ale ta makabreska jest po prostu śliczna i genialnie napisana. Oczywiście, kiedyś fascynowałam się np. Edgarem Alanem Poe, lecz miałam wtedy zdrowsze nerwy. Kilka lat temu ostatecznie zaniechałam bliższych kontaktów z horrorami – „Worek kości” Kinga wyleczył mnie z nich ostatecznie. Przeczytałam to sześciusetstronicowe cholerstwo przez jedną noc, bo bałam się zasnąć! Niby nic takiego wybitnie koszmarnego w nim nie było, ale skubany Stefek pisze tak sugestywnie i obrazowo, że byłam cała skichana ze strachu. I od tej pory albo nie czytam literatury tego gatunku, albo  – terapeutycznie – robię sobie jaja. A więc, wybacz proszę moje wstawki, które być może uznasz za niestosowne. Na szczęście równoważą je pochlebne komentarze, których sporo otrzymałeś, więc mój nie ma  znaczenia. Pzdr.  

Hej w_ba­ske­rvil­le :)

 

Pardon! Mam nadzieję, że cię nie uraziłam! Nie należę do wielbicieli horrorów

Nie ma sprawy. Po pierwszym komentarzu miałem coś takiego – ona nie przyszła tu się dobrze bawić;). Ale dziękuję, że przeszłaś prze szorta mimo braku uwielbienia do tego gatunku. Mimo to tekst został porownany z mitologią, a to już dużo. Zawsze mam tak, że jeśli opowiadanie zmusi czytelnika, choć trochę, do zastanowienia się nad fabułą to jestem na zwycięskiej pozycji :)

 

King mam dobre opowiadania. Ale przy powieściach często staje się nudny. Groza jest przez pierwsze 100 stron, a potem zostaje przykryta opisami młodości bohatera ;). 

 

Jeśli chodzi o uwagi, to gdzie mi tam do Dostojewskiego, Poe, Homera czy Mickiewicza :). Wiem co chcę napisać i wiem jak pisać nigdy nie będę. Literatura rozrywkowa, po której czytelnik może powiedzieć, że przeczytał coś fajnego, to jest maksimum moich oczekiwań. A do tego nie jest konieczne konstruowanie zdań w stylu wybitnych pisarzy :). Ale kilka uwag było bardzo przydatnych – dziękuję:)

 

A więc wybaczam i zastanawiam się co Cię przywiało pod mój tekst – chyba są jeszcze inne gatunki na portalu?

 

Pozdrawiam :)

 

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hejka!

Powiem szczerze, że klimat zrobił tutaj robotę. Od samego początku czuć niepokój, a z każdą kolejną sceną tylko się zagęszcza. Motyw skrobania jest świetny, niby nic wielkiego, a działa na wyobraźnię bardziej niż niejedna krwawa scena. Zakończenie fajnie zamyka całość i jednocześnie pokazuje, że ten koszmar tak naprawdę nigdy się nie kończy, tylko znajduje kolejną ofiarę. Lubię takie finały. Ogólnie bardzo dobry horror. Nie straszy wyskakującymi potworami, tylko powoli wchodzi do głowy.

Pozdrawiam i klikam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej :)

 

Można powiedzieć, że klimat i zakończenie idą w parze ;D.

 

Powiem szczerze, że klimat zrobił tutaj robotę

Jak w związku, klimat jest najważniejszy :)

 

Wybacz ale nie mogłem się powstrzymać:D

Miło mi, że opowiadanie się podobało i dziękuję za klika :)

 

Pozdrawiam :)

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardjaskier

 

Jak w związku, klimat jest najważniejszy :)

Szepnij o tym Michaelowi haha!

 

Wybacz ale nie mogłem się powstrzymać:D

 

W pełni zrozumiałelaugh

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

No witamże :]

 

Fajne. Weirdowo-bizarrowe, ale w dobrym znaczeniu: jest dziwnie i na koniec nie wiemy do końca, co się tak naprawdę stało, ale fabuła ma zrozumiałą progresję od punktu A do punktu B, więc czyta się dobrze. Czy raczej od punktu A do punktu A, bo mamy klamro-pętlę.

 

Podobało mi się to pogłębiające szaleństwo i te myśli swędząco-drapiące.

 

Też się zastanawiałem, czemu on nie wychodzi z mieszkania, ale uznałem, że to nie aż takie ważne, no i w takim stanie psychicznym jednak ma jakiś sens. Na pewno zamknięcie pogłębia atmosferę.

 

Klikam i pozdrawiam :)


O tym, czy był dzień, dowiadywałem się z promieni słonecznych, które wpadały do sypialni przez szparę między taśmami.

Lepiej chyba “poznawałem po”, niż “dowiadywałem się z”, bo przecież on tych promieni nie odczytywał w żaden sposób, tylko paczał, czy są.

 

Jasne światło strasznie męczy oczy. Pamiętam, że gdy się obudziłem, środek sypialni przecinał jasny strumień światła.

który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę

Wydaje mi (xd) się, że nie trzeba tego mi powtarzać.

 

W czerwonym świetle człapałem bosymi stopami, pokonując metry mieszkania długimi susami.

Hmm bosy to raczej kłapał. Człapać to albo wlec się, albo kłapać butami.

 

Jak drga struna, tak drżała deska podłogi.

Bardzo mocno stylizowane zdanie nagle.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Hej Zakapior 

 

Dzięki za łapankę i klika. Miałem ochotę na trochę dziwności – fajnie, że się udała. Kółeczko to dość wygodny i posty zabieg – do szorta pasuje idealnie :)

 

Tak, drapaniem jakoś naturalnie podsunęło mi swędzenie. I choć tu są rozdzielone to pasują do siebie :)

 

Pozdrawiam:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, stworzyłeś opowiadanie z klimatem gęstym od czegoś, co trudno nazwać, bo widzimy tylko rękę, ale za to dzieją się tu rzeczy, które sprawiają, że można zacząć się bać byle szmeru we własnym mieszkaniu.

 

Opu­szek był skie­ro­wa­ny wprost na mnie. Zza niego wy­sta­wał długi, po­ła­ma­ny pa­zno­kieć… → Opuszki są rodzaju żeńskiego, więc: Opu­szka była skie­ro­wa­na wprost na mnie. Zza niej wy­sta­wał długi, po­ła­ma­ny pa­zno­kieć

 

opu­szek ni­czym ma­leń­ka głów­ka śle­dził każdy mój krok. → …opu­szka ni­czym ma­leń­ka głów­ka śle­dziła każdy mój krok.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej :)

 

Poprawione na opuszka. Miło mi, że się podobało, starałem się zbudować klimat wokół czegoś mało oczywistego i chyba wyszło :). Ale obawiam się, że muszę częściej zabijać dzieci w moich opowiadaniach – dłonie z podłogi są za mało emocjonujące;) 

 

Pozdrawiam i dziękuję za łapankę:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzo proszę, Bardzie.

Pochwalam Twój zamiar, by uśmiercać bohaterów opowiadania – ponoć nic tak nie ożywia akcji jak kolejny trup. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomyślę nad tym :). 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ale niech na myśleniu się skończy. Pomysły przekuwaj w czyn, czyli w kolejne opowiadania! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wszystko ma swoje granice nawet wyobraźnia barda – muszę zacząć ją oszczędzać.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

W takim razie, Bardzie, korzystaj z wyobraźni w granicach rozsądku. Powodzenia! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tamtego poranka nic nie mogło zagłuszyć dźwięku, który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę.

Palec od razu wyłapał ruch i obrócił się – puszka niczym maleńka

Puszka?

 

Czytałem już podczas wyzwania, ale fajnie to rozwinąłeś. Rodzaj horroru, który do mnie przemawia. Szkoda, że nie było więcej tej warstwy psychologicznej, która najbardziej mi się podoba, ale jednak to co zostało przedstawione przemówiło do mnie. 

Ciekawy pomysł, dobrze, że postanowiłeś go rozwinąć.

Fantomowy klik.

You cannot petition the Lord with prayer!

A dzięki :) opuszka będzie mi się śniła po nocy :D 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka