- Opowiadanie: Finkla - Magia elfów

Magia elfów

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Magia elfów

Rycerz Henryk szedł przez las, prowadząc konia za uzdę. Właściwie szybciej i wygodniej byłoby wsiąść na rumaka i pokłusować po ścieżce, ale… Każdy wiedział, że elfy dziwnie się odnoszą do obcych. Niby mądre, sympatyczne, skłonne do pomocy, lecz nieubłagana strzała czekała na każdego, kto złamałby choć jedną gałązkę. A szyły z łuku zabójczo celnie. I wytłumacz teraz wierzchowcowi, że ma uważać na każdy patyk. W lesie pełnym… hmmm… drzew. Nie, zdecydowanie lepiej wlec się noga za nogą, trzymając gniadosza krótko przy pysku. Jeszcze tylko pół dnia drogi.

A elfów rycerz potrzebował. Rozpaczliwie. Bardziej nawet niż chłodnego wina w ten upalny ranek. Nie widział innego wyjścia, niż poproszenie spiczastouchych o pomoc.

Jedyna córka Henryka zniknęła niecały miesiąc temu. Dwie niedziele później jakiś wiejski przygłup dostarczył do zamku pismo. A przynajmniej kartę pergaminu pokrytą literami. Adresat opanował kręty zawijas, którym w razie potrzeby mógłby się podpisać (w końcu pan winien się jakoś odróżniać od kmieci starannie kreślących krzyżyk w księdze parafialnej), ale dalej w sztuce opanowywania tekstów się nie posunął. Co więcej, żaden z jego domowników nie przewyższał pana pod tym względem, nie było więc komu odczytać listu. Wiadomo, że dotyczył jedynaczki – żona upierała się, że wstążka, którą przewiązano pergamin, została wyhaftowana przez ich Adelajdę. Nawet jakieś niewieście robótki najeżone igłami podtykała rycerzowi pod nos na dowód.

Tępy pachołek nie potrafił udzielić żadnych sensownych informacji; ot dostał od „jakowegoś wielgiego pana” dwa miedziaki za fatygę i w dyrdy pobiegł do siedziby włodarza. Wobec braku oświeconych na zamku, pospiesznie wezwano na ratunek księdza dobrodzieja. O dziwo, nie pomógł. Proboszcz, jako człowiek starannie wykształcony, czytał, pisał, po łacinie mówił całkiem jak po naszemu, ba – nawet kilka greckich słów znał! I nie zdołał odczytać diabelskiego listu. Doradził tylko, aby błagać o pomoc Królową Elfów.

 

***

 

Rycerz dotarł wreszcie do pierwszej linii strażników. Wojownicy bez zbroi, jedynie w dziwacznych, lekkich szatach pokrytych nieregularnymi plamami w najrozmaitszych odcieniach zieleni, potraktowali go znacznie grzeczniej niż zrobiliby to ich ludzcy odpowiednicy. Ani łapówki nie zdarli, ani niczym strasznym nie grozili. Ustalili, że wszyscy obecni znają język niemiecki, po czym pogawędzili życzliwie, jakby się na warcie wynudzili. Kazali tylko wypić kubek jakiegoś świństwa. Płyn zalatywał pleśnią i ziołowymi miksturami wiejskiej znachorki, a obrzydliwy był, aż język sztywniał. Po tej próbie (zapewne otrucia, bo czegóż innego?) jeden z wojaków zaprowadził petenta w głąb świętego lasu. Podczas wędrówki, eskortujący również nie czynił żadnych wstrętów. Nawet miecz zabrał dopiero tuż przed dziuplopodobnym wejściem do wnętrza drzewa, w którym siedziała władczyni Leśnego Ludu.

Jak przystało na elfkę, Primellena wyróżniała się przecudną urodą. Oczy o barwie fiołków, a błyszczące niczym gwiazdy w mroźną noc, patrzyły dumnie i spokojnie spod grzywy przywodzącej na myśl łany dojrzałej pszenicy. W urokliwych loczkach niemal ginął diadem skrzący się od drogich kamieni. Z wyglądu człowiek niedoświadczony dałby młódce ledwie szesnaście wiosen, ale ze spiczastouchymi nigdy nic nie wiadomo. Pewnikiem, gdyby akurat we właściwym momencie naszła ją ochota na podróż, mogła sobie obejrzeć henrykowego pradziada w kołysce.

Uprzejmie zapytała rycerza o powód przybycia.

 

***

 

– …A w nagrodę za wasz trud chciałbym przekazać ten oto woreczek pełen nasion i cebulek najwspanialszych roślin z mego ogrodu – zakończył swą opowieść nieszczęśliwy ojciec, bezskutecznie próbując odplątać oporną sakiewkę od pasa.

Władczyni przymknęła oczy i wyciągnęła dłoń. Gość jeszcze energiczniej szarpnął za rzemienie.

– Dajże Królowej, człeku, list, o którym mówiłeś – syknął strażnik do skonfudowanego rycerza.

Ten posłusznie postąpił dwa kroki do przodu i wręczył monarchini kartę, znowu przewiązaną wstążką niby to przez Adelajdę wyszytą. Elfka rozprostowała pergamin, rzuciła okiem na starannie wypisane litery.

 

BIJWX FWHYJ WRNQN WAHTD FHBHU JVCNW URBCW JDBRU WJYAX BKNFJ BINSL XATRS NBURS NBCNB LRNCJ TVJMA IHSJT VXFRI YNFWX BLRJP XXMLI HCJLR…

 

Całości nie musiała czytać, żeby zrozumieć istotę problemu. Bez słowa przekazała pismo jednemu z przybocznych, odzianemu w kaftan haftowany w jabłka (tak okrutnie pstrokaty, że żaden szanujący się mąż za nic w świecie nie założyłby czegoś podobnego). Spiczastouchy wpatrywał się w otrzymany przedmiot odrobinę dłużej niż władczyni, po czym krótko skinął głową i wyszedł z drzewa audiencyjnego.

– Człowieku, rozwiążemy dla ciebie tę zagadkę. Teraz musisz jedynie czekać.

– Ale na co, szlachetnie urodzona pani?

Spojrzała na rycerza wzrokiem zarezerwowanym dla gadających żab.

– Na deszcz.

Posłuchanie się zakończyło, tylko rycerz stał jak pokryty warstwą metalu kołek. Znajomy wartownik próbował jakoś dyskretnie wyprowadzić człowieka na zewnątrz.

– A co z tym? – zapytał gość, podnosząc uwolniony wreszcie woreczek.

– Daj Genellanowi. To ten w szacie zdobionej helisami. – Ruchem głowy wskazał wyjątkowo wysokiego elfa, którego kaftan pokrywały przeplatające się faliste linie w dwóch kolorach.

 

***

 

I zaczęło się oczekiwanie na deszcz.

Przedstawiciele Leśnego Ludu okazali się uprzejmymi gospodarzami, nienarzucającymi się do tego stopnia, że rycerz często czuł się pozostawiony sam sobie. Każdego ranka przynosili mu kubek paskudztwa, którego skosztował jeszcze przed spotkaniem Królowej. A potem zostawiali gościowi wolną rękę. Pozwalano mu bez przeszkód włazić do każdego drzewa, oglądać elfy przy ich cudacznych obrzędach. Mógł nawet dopytywać się, co takiego robią, ale w odpowiedzi słyszał zwykle: „Hmmm. Jakby ci to, człeku, wytłumaczyć”, „Zgłoś się z tym do mnie za pół tysiąca lat, do tego czasu powinniście już wypracować niezbędny aparat pojęciowy”, „Wasza rasa jeszcze nie dojrzała do odkrycia tego prawa”, „Nie zrozumiesz” albo, co gorsza, długie wyjaśnienia, po których czuł się jeszcze głupszy niż na początku rozmowy. Wkrótce przestał zadawać pytania, aby nie robić z siebie pośmiewiska.

I jak na złość, całymi tygodniami na ziemię nie spadała ani kropla upragnionego dżdżu.

 

***

 

Aż wreszcie elf w szacie przyozdobionej chmurami, słońcami i księżycami (ani chybi ichni czarownik) oznajmił, że po południu zacznie padać.

Natychmiast las zaroił się od spiczastouchych z jabłkami wyhaftowanymi na grzbietach i piersiach. Na podobieństwo wiewiórek skakali po najwyższych drzewach, wyginali gałęzie, łączyli je patykami, rynienkami albo rurkami, wieszali na konarach flaszeczki, bukłaczki i woreczki z tajemniczą zawartością. Zapamiętany z audiencji asystent Królowej stał na ziemi i co chwila pokrzykiwał coś do podwładnych.

W końcu wszystko zostało przygotowane do elfich czarów, a nerwowy rozgardiasz stopniowo przerodził się w spokojne wyczekiwanie. Przy pierwszych, ciężkich kroplach spadających na ziemię ktoś chwycił rycerza i zaprowadził do jednego z większych drzew. Elfy w „jabłkowych” kaftanach już siedziały wewnątrz. Gość z ulgą schronił się przed nadchodzącą ulewą.

W środku panował półmrok rozjaśniany zielonkawym światłem sączącym się przez szczeliny ogromnego pnia. Leśny Lud wydawał się skoncentrowany, ale nic właściwie nie robił. W ogóle nic się nie działo. Nagle coś trzasnęło na górze. Rycerz aż podskoczył z zaskoczenia. Wytężył wzrok i zdążył jeszcze zobaczyć rozwijającą się szeroką wstęgę. Jej górny koniec ginął w ciemnościach. Dolny pokrywały jakieś znaki. Henryk czytać wciąż nie umiał (i nie planował żadnych zmian pod tym względem), ale zdążył już nauczyć się rozpoznawać litery elfiego alfabetu – brzydkie, z cienkich kresek, jedne grube, inne chude, niektóre zakręcone… Nie to, co zacne literki w mszale księdza dobrodzieja; silne, podobne do siebie i stojące w równych, gęstych rządkach niczym zbrojni w szyku, skupieni przy chorągwi, z którą rycerzowi nieodmiennie kojarzyła się pierwsza, wielka i bajecznie kolorowa litera na stronicy.

Ale na razie człowiek przebywał wewnątrz drzewa, a nie u znajomego księdza. Nieładne znaki na zwisającej wstędze układały się w napis: „PLEASE WAIT. LOADING”. Henrykowi absolutnie nic to nie mówiło, ale spiczastousi wyraźnie się ożywili.

Po chwili dały się słyszeć upiorne dźwięki; bulgot jak na moczarach, syczenie jadowitego węża, kapanie, jakby wielkich kropel gęstej krwi w pustej, obszernej komnacie, a w końcu miękkie pacnięcia… Tu już wyobraźnia rycerska nie potrafiła podsunąć odpowiedniej paraleli, ale dreszcz grozy wstrząsnął człowiekiem, aż zbroja zabrzęczała. Na chwilę zapanowała cisza, potem przerwało ją skrzypnięcie dwuskrzydłowych drzwiczek, które otworzyły się przy jednej z większych szczelin niczym brama gościnnego zamku. Oczom zadziwionego Henryka ukazała się nisza, a w niej puchar. Ale jaki! Ze szkła tak czystego, jakby utkane zostało z powietrza. Rycerz nigdy dotąd nie widział czegoś podobnego, ani wśród towarów sprowadzanych przez kupców z Wenecji na książęcy dwór, ani wśród łupów zdobytych przez wyprawy krzyżowe na niewiernych. Dolna połowa naczynia wypełniona była czymś, co wyglądało jak papka z malin, powyżej tkwiła warstwa słodkiej śmietanki, a na samym wierzchu garstka dorodnych malin ułożonych w duży znak krzyża na środku i maleńki krzyżyk obok.

Rycerz jeszcze nigdy nie bał się aż tak. Nawet w obliczu wroga, przed zdawałoby się samobójczym atakiem. Ale doskonale umiał nie okazywać swego strachu.

– Zatem teraz powinienem to zjeść, a wtedy zrozumiem treść tajemniczego listu, tak? – Odważnie wyciągnął dłoń w stronę pucharu.

Henrykowi nigdy dotąd nie przydarzyło się zakucie w dyby czy kajdany. Ale nie sądził, że drewno lub żelazo odznaczałoby się taką samą nieustępliwością, jak smukłe palce, które zacisnęły się na jego rękawicy.

– Zabobonny ciemniak! – mruknął ktoś ze złością.

– Nic nie będziesz jadł – poinformował właściciel krzepkich palców. – To nauka, a nie żadne czary, człowieku. Ten mus malinowy to efekt obliczeń komputera, a nie dekokt uwarzony przez twoją wioskową zielarkę.

– Przecież dla produktów przeznaczonych do konsumpcji służy całkiem inny system wyjścia – wtrącił się trzeci elf.

– Eeeee? – zainteresował się rycerz, może i niezbyt elokwentnie, lecz zrozumiale w zaistniałej sytuacji.

– Nooo, gdybyś rozwiązanie swojego problemu miał zabrać ze sobą i zjeść czy jakoś inaczej wykorzystać, to pojawiłoby się tu. – Spiczastouchy otworzył kolejne drzwiczki. Za nimi stał flakon, jeszcze piękniejszy niż puchar, ale wykonany w całkiem innym stylu. Kanciasty, z barwionego na ciemnozielony kolor szkła, z wygrawerowanym zawiłym wzorem. Liście i kwiaty pokrywające powierzchnię naczynia wydawały się lśnić delikatnym blaskiem.

– Cóż mam więc czynić, szlachetny panie?

– Ty, człowieku? Na razie nic. My zajmiemy się analizą produktu, Hewellet wyperforuje wyniki badań, a potem zaniesiesz taśmę Intellenowi. On ci wyjaśni, co i jak. Hewellet, gotów?

Zapytany naszykował sobie długi lecz wąski zwitek kory brzozowej, złapał sosnową igłę i chrząknął twierdząco. Pozostali natychmiast zaczęli oglądać puchar ze wszystkich stron. Jeden nawet wydobył skądś wagę i zważył czerwoną papkę. Wszyscy co chwilę rzucali Hewelletowi jakieś niezrozumiałe słowa, a on pracowicie wykłuwał szpilką dziurki w korze.

Gdy skończyli, ktoś wsunął rycerzowi zwitek do ręki.

– Za chwilę przestanie padać. Możesz wtedy pójść do Intellena. Pamiętasz go, prawda? Pewnie właśnie sprawdza, co nowego na fejs-buku. To ze ćwierć mili na północny wschód od nas. Takie wysokie drzewo, na które każdy może wrzucać co chce, więc gałęzie uginają się od rozmaitego chłamu. Pokaż Intellenowi taśmę. Tylko nie zadawaj mu żadnych pytań o komputer.

– Rozgniewa się na mnie, szlachetny panie?

– Nie, skąd. – Elf zachichotał.

– To dlaczego mam nie pytać o waszą magię?

Oddalające się smukłe plecy nie udzieliły odpowiedzi.

 

***

 

– Pan Intellen?

Przyboczny Królowej oderwał wzrok od jakiegoś pergaminu.

– Aaa, to ty, człowieku. Co cię sprowadza?

– Dano mi ten zwój i kazano wam przekazać, szlachetny panie. – Rycerz wyciągnął podziurawioną brzozową korę.

– Aha, czyli już po wszystkim. I jak ci się spodobał nasz komputer w akcji?

– Ooo, wspaniały – odpowiedział Henryk bez przekonania.

– Prawda? Hodujemy te drzewa od setek lat. Tylko w tym lesie do systemu podłączyliśmy tysiące dorodnych okazów. Tysiące! Wyobrażasz sobie taką moc obliczeniową?

– Eeee… Nie.

– A pewnie. Nigdy dotychczas na całym świecie nie stworzono równie potężnej machiny. Ktoś już wyjaśnił ci, jak nasz komputer działa?

– Jakoś nie było okazji, szlachetny panie.

– Potworne niedopatrzenie. Nie przejmuj się, zaraz je nadrobimy. Jak by ci to wytłumaczyć… Co stanie się z kroplą wody, która trafi na liść?

– Spadnie na ziemię?

– Otóż to! Znajdzie swoją direttissimę i spłynie niżej. A jeśli przechylić liść?

– Kropla poszuka innej drogi?

– Doskonale! Nieźle orientujesz się w sprzęcie, jak na zacofanego człowieka. Wiesz, co to są bramki logiczne? – Elf najwyraźniej niewłaściwie zinterpretował zbaraniałą minę rycerza. – Oczywiście, że wiesz, wybacz, że w ogóle pytam o takie rzeczy. Nauczyliśmy się konstruować na rosnącym drzewie bramki dowolnego rodzaju. Rozumiesz, krople zderzają się i zmieniają drogę, ich łączny ciężar wystarcza, aby przechylić liść albo, na odwrót, płyną sobie spokojnie zwyczajną trasą… Możemy wszystko. Tylko pomyśl; tysiące wielkich roślin, na każdej tysiące bramek logicznych. A jak się porządnie rozpada, to otrzymujemy taktowanie o częstotliwości pięciu mega na drzewo na jeden oddech. Na wyjściu, w wyniku obliczeń mogą zachodzić najróżniejsze procesy: naczynia napełniają się płynami, poszczególne elementy przemieszczają się hydraulicznie, dostajemy napis z czarnych albo kolorowych kropelek na karcie, gałęzie ruszają się tak, że wychodzi super gra logiczna czy zręcznościowa. Albo nawet strategiczna, kiedy dwóch elfów operuje różnymi drzewami… Niezły czad, co?

– Nooo – grzecznie zgodził się Henryk.

– Człowieku, a jaką grafikę potrafię zrobić przy pomocy komputera! Można na trasie kropel poustawiać siteczka z farbkami. Wystarczą trzy kolory plus czarny. Deszczówka przepływa przez nie, barwi się i skapuje na naszykowaną bibułkę. Woda przesiąka, a farby zostają. I błyskawicznie powstają obrazy, nad którymi kiedyś malarze musieli ślęczeć całymi miesiącami. Sam to wykombinowałem. Fajny pomysł, nie?

– Bardzo dobry.

– Dzięki. I każde drzewo może prowadzić niezależne obliczenia. Albo we współpracy z innymi, dołączone do gigantycznego systemu. Możemy również zbudować coś pośredniego; jeden duży i kilka małych. W zależności od potrzeb. Super komputer i łatwo go skonfigurować. Ale pewnie masz mnóstwo pytań? Nie krępuj się, wal śmiało.

– Eeee… Dlaczego macie jabłka na kaftanach? – Rycerz poruszył jedyną kwestię, która przyszła mu do głowy i nie ujawniała totalnej nieznajomości tematu.

– Oooo, lubisz drążyć i wyjaśniać wszystko od samego początku? Cenię takich dociekliwych. Jabłka nosimy na pamiątkę pierwszych egzemplarzy komputera. Przed tysiącami lat ich twórca, Gatellen, eksperymentował na drzewkach w przydomowym sadzie. Jabłonie miały najkorzystniejszy układ konarów, więc skoncentrował się głównie na nich. Gatellen musiał oczywiście poprawiać naturę, poprzestawiać setki genów, żeby uzyskać działający kształt gałęzi, odpowiednio mocne ogonki liści… Ale to już nic ciekawego i nie chciałbym cię zanudzać szczegółami. Pytaj dalej!

– To dlatego nie lubicie, kiedy ktoś niszczy drzewa?

– No pewnie. Mnóstwo godzin ślęczenia nad probówkami w laboratorium, potem setki lat pielęgnowania drzew, a tu przychodzi jakiś głupi użytkownik lasu i kładzie ci system. Bo potrzebuje sobie wystrugać kijaszek do podpierania albo łyżkę do chłeptania polewki! Masz jeszcze jakieś pytania?

– A co z listem w sprawie mojej córki, szlachetny panie?

– Aaa, prawda. Pokaż tę taśmę.

Elf przez chwilę studiował uważnie zwój.

– Wszystko jasne. Gęstość i kwaśność płynu sugerują, że użyto banalnego szyfru, w którym każdą literę w alfabecie zastępuje się inną, przesuniętą o n kroków. Mus malinowy na dole i śmietana na górze oznaczają, że tekst zapisano w języku Lechitów. Duży krzyż łaciński jasno pokazuje, który alfabet wykorzystano. Waga: dziewięć uncji, czyli tyle wynosi n. Innymi słowy, A zamienia się w J, B przechodzi w K i tak dalej. Albo na odwrót, ale plusik mówi, że podczas szyfrowania przesuwano litery do przodu, czyli odkodowując, będziemy musieli się cofać. Do roboty!

Intellen zebrał kilka potrzebnych przedmiotów, w tym oryginalny list i wkrótce wręczył Henrykowi rozszyfrowaną wiadomość. Intensywne wpatrywanie w niczym nieszczęśliwemu ojcu nie pomogło i tekst pozostawał równie tajemniczy, jak w dniu dostarczenia.

 

SZANO WNYPA NIEHE NRYKU WYSYL AMTEN LISTN AUSIL NAPRO SBEWA SZEJC ORKIJ ESLIJ ESTES CIETA KMADR ZYJAK MOWIZ PEWNO SCIAG OODCZ YTACI EMOJE ZAMIA RYWOB ECADE LAJDY SASZL ACHET NEOCZ YMMOZ EZASW IADCZ YCNAS ZPLAN OWANY SLUBK TORYO DBEDZ IESIE WDNIU SWIET EGOMA RCINA WMOJE JSIED ZIBIE WCIRK EVNEJ HORZE MAMNA DZIEJ EZEZA SZCZY CICIE NASZA UROCZ YSTOS COBEC NOSCI ASWOJ AIDRO GIEJM ALZON KIKRE SLESI EZSZA CUNKI EMZIZ KOPSZ ALACZ AMKRO TKILI STODW ASZEJ CORKI DROGI TATKU PANZI ZKOJE STCUD OWNYM CZLOW IEKIE MIBAR DZOSI EMILU JEMYW YBACZ ZEUCI EKLAM ABYMO CGOPO SLUBI CPRZY JEDZP ROSZE NANAS ZEWES ELETW OJAAD ELAJD A

 

– Dasz radę odczytać moje bazgroły?

– Trochę tu ciemno… – kręcił rycerz.

– Czekaj, przecież wy używacie fraktury! – zorientował się spiczastouchy. – Pewnie w ogóle nie jesteś przyzwyczajony do naszej czcionki.

– Nie jestem – skwapliwie zgodził się człowiek.

– Dlaczego od razu nie powiedziałeś? Ja ci tego nie odczytam, bo nie znam języka. Co by tu zrobić? Wiem! Gallean posłował do waszego króla ze trzysta lat temu. Pewnie jeszcze coś tam pamięta i będzie mógł ci pomóc.

 

***

 

Droga do Cirkevnej Hory mijała Henrykowi błyskawicznie. W dużej części na zgrzytaniu zębami. Kiedy Gallean odczytał mu treść pisma, ledwie zdołał elfowi podziękować, tak się rozgniewał. Zaraz potem pozbierał manatki i wskoczył na koń.

Bóg nie zesłał mu syna, Adelajda miała kiedyś zostać jedyną dziedziczką majątku (niedoczekanie, żeby ojcowizna trafiła do durnego synalka stryja tudzież jego jeszcze głupszych potomków). Stanowiła najlepszą partię w okolicy, mogli z połowicą przebierać w absztyfikantach. A tu nagle jakiś bęcwał, nikomu nie znany gołodupiec z dalekich krain, książę udzielny stada parchatych owiec, wyciągnął zachłanne łapska po ukochaną córunię rycerza. I jeszcze ma czelność bredzić coś o szlachetności intencji! Już Henryk wyprawi łotrowi wesele. W kronikach napiszą o tej zabawie. Musi tylko odnaleźć posiadłość nikczemnika, wsadzić tę nieposłuszną smarkulę na koń, ukryć w jakimś bezpiecznym miejscu, a potem… Potem pokaże temu chudopachołkowi, z kim zadarł. Ze wszystkimi detalami i bardzo dokładnie pokaże.

 

***

 

Żiżko wydawał się wielce zaskoczony widokiem przyszłego teścia, ale przyjął go gościnnie. Stary służący zaprowadził Henryka do przydzielonej mu komnaty.

– Musiała droga bardzo umęczyć, aż zzielenieli – mamrotał drepcząc.

– Jak to zzielenieli?!

– A zwyczajnie, na gębie cali zieloni, kieby gruszka w lipcu. Ale niech się nie trapią. Minie to. Nasz pan takoż z podróży jednej, będzie roków temu jeden, a może i dwa… Takoż, powiadam, zielony wrócił. Albo i bardziej. Nawet wąsy zielonkawe miał. Ale nie minęły trzy niedziele, przeszło wszystko jak ręką odjął. Niech się nie frasują.

– Zwierciadło! Żywo!

– Już, już, duchem niesę…

 

***

 

Pobyt w domostwie Żiżki budził w rycerzu mieszane uczucia. Z jednej strony kandydat na zięcia częstował gościa winem, zabawiał rozmową, przypochlebiał się, nieba próbował przychylić. Nawet o córkę przykładnie dbał. Ba, w całym domostwie nie uświadczyłbyś młodej służącej! Tylko pachołkowie i kilka starych bab w kuchni. Widać pani tego majątku miała pozostać jedyną liczącą się niewiastą na świecie. Ta niezwykła troska o wybrankę denerwowała, ale i radowała ojca. Z drugiej strony, skoro dziewczyna została uprowadzona bez błogosławieństwa rodziców, pretekst do zapomnienia o wianie miał wymarzony.

Oprócz tego, kolor trawy powoli znikał z oblicza. Już nie widział potrzeby, aby kryć oszpeconą twarz przed domownikami. Musi wredne elfy czymś struły rycerza. Najpewniej tym gorzkim paskudztwem. Jak by nie było, spiczastouchym plan przekabacenia Henryka się nie powiódł. Ojciec nadobnej Adelajdy na czas wyrwał się z przeklętego magicznego lasu, który potrafił odczytywać listy, a podobno i gałęziami wymachiwać. Uciekł, a teraz czuł się doskonale. O dziwo, u Leśnego Ludu nawet kataru nie dostał, mimo że stroniono tam od ognia, a noce trafiały się chłodne. Zdrowie dopisywało, samopoczucie również. Przynajmniej, póki nie spojrzał w zwierciadło. Wówczas nerwowo upewniał się, że znienawidzona barwa ustępuje z dnia na dzień. Często też przypominał sobie słowa starego służącego i zastanawiał się, czegóż gospodarz szukał u elfów.

I tylko córka przysparzała zmartwień. Owszem, wyglądała na szczęśliwą, jak nigdy dotąd, ale rycerz nie mógł już znieść nieustającego potoku zachwytów nad lubym. Pan Żiżko to, pan Żiżko tamto… Normalna to rzecz – miłować swego małżonka. Ale żeby aż tak? Henryk był przekonany, że gdyby głupia dziewucha ujrzała nocnik wynoszony z komnaty narzeczonego, natychmiast zaczęłaby piszczeć, że nikt nie paskudzi równie pięknie, jak pan Żiżko, a rozchodzący się zapach daleko przewyższa mdłą woń fiołków.

Nie porzucił do końca swoich planów zabrania jedynaczki i porachowania się z łajdakiem, który ją porwał. Tylko starał się je realizować z miejsca odległego na tyle, by nie słyszeć częstych zachwyconych jęków i westchnień. No i jak tu wywieźć zakochaną smarkulę? Niby można siłą, ale Henryk jakoś nie miał na to ochoty.

W rezultacie, gdy gospodarz zaproponował wspólne polowanie, nękany rozterkami rycerz zgodził się bez namysłu.

 

***

 

Łowy udały się nad podziw; do spółki z panem Żiżką położyli dwa wilki, kilka drobniejszych stworzonek i bez liku ptactwa.

Ponadto, ostry galop i emocje polowania pozwoliły rycerzowi zapomnieć o kłopotach. Nawet zaczął przychylniejszym okiem patrzeć na przyszłego zięcia. Nic tak nie zbliża zacnych mężów, jak dzielenie niebezpieczeństw.

Wracali stępa, za nimi toczył się wóz pełen ubitej zwierzyny.

Henryk z niechęcią myślał o nieuniknionej porcji okrzyków wychwalających męstwo, odwagę, siłę, celność i zręczność pana Żiżki. O dziwo, córka nie powitała ich na podwórzu. Za to gospodarz niecierpliwie przekazał konia stajennemu i wezwał zaufanego służącego.

– Chcę widzieć się z panną Adelajdą. Moje puzdro! Prędko!

Sługa potruchtał po żądany przedmiot.

Wrócił po dłuższej chwili. Gospodarz wydobył z sakiewki kluczyk, otworzył pudło, wyjął z niego flakonik, odkorkował, umoczył palec, a w końcu dotknął nim głowy za uszami. Dopiero wtedy kazał przyprowadzić pannę.

Tym razem Henryk bezboleśnie zniósł córkę rozczulającą się nad swym miłym. To, co zobaczył, odebrało mu zdolność mowy, ruchu, myślenia, a nawet odczuwania emocji. Wciąż miał przed oczyma otwarte puzdro i spoczywający na aksamitnej wyściółce ciemnozielony flakon misternie zdobiony w jasne liście i kwiaty.

 

***

 

Więc to dlatego dziewczyna kwiczała ze szczęścia na widok nikczemnika!

Rycerz musiał naprędce opracować nowy plan odzyskania córki. Przystąpił do działania ze zdwojonymi siłami, podsycanymi wściekłością. Do dnia świętego Marcina pozostawało coraz mniej czasu.

Chętnie naradziłby się z jakim mądrym księdzem, ale nie znał okolicznych ludzi. Kto wie, może tutejszy proboszcz współdziała ze złoczyńcą? Sług tym bardziej nie mógł obdarzyć zaufaniem. Mógł liczyć tylko na siebie.

 

***

 

Wymyślił plan. Wymagający zrobienia kilku rzeczy nijak niegodnych szlachetnie urodzonego rycerza, ale niech tam! Przygotował niezbędne przedmioty.

Opowiedział łajdakowi, że córka od wczesnego dzieciństwa cierpi na nawracającą niekiedy chorobę. Niemoc miała objawiać się niechęcią do ulubionych potraw, zabaw, rzeczy, zapachów. Ze łzami w oczach opisywał, jak to dziewczyna toleruje wówczas jedynie najbliższą rodzinę, a najlepsze lekarstwo stanowią długie konne przejażdżki.

Czekał na okazję.

 

***

 

Aż w końcu okazja nadeszła.

Gospodarz zaproponował (ach, ile sugestii trzeba było rzucić, żeby dureń wreszcie na to wpadł!) łowienie ryb z łódki. Rycerz, przy pierwszym sprzyjającym momencie, wywrócił czółno.

Kiedy we dwóch, rozebrani do koszul, grzali się przed ogniem, Henryk, pod pozorem odwracania ubrań, żeby szybciej wyschły, wykradł kluczyk z sakiewki. Schował go pod specjalnie naszytą łatą. Udał, że przypomniał sobie o driakwi niezbędnej w wypadkach takich jak jesienna kąpiel i niby to poszedł po nią do swej komnaty.

W rzeczywistości pobiegł do zaufanego służącego Żiżki. Prośbami i groźbami perswadował mu, że pan pilnie potrzebuje swojego puzdra, bo chce szukać pocieszenia u narzeczonej. W końcu musiał niemal wyrwać upragnioną zdobycz z rąk niezupełnie przekonanego staruszka.

Poleciał z pudłem do siebie. Otworzył, wyjął flakon. Odlał trochę płynu do małej flaszki. Aby zniszczyć elfią magię ze szczętem, chlupnął do kanciastego naczynia święconej wody. Dołożył starego, skwaśniałego piwa, którego zapachu nie cierpiały tak połowica, jak i córka. Wrzucił kawałek końskiego łajna dla dalszego popsucia woni i sproszkowany róg jednorożca, by unieszkodliwić wszelakie jady. Na wszelki wypadek jeszcze napluł. Tak sobie, z czystej nienawiści. Wstrząsnął, żeby ingrediencje dokładnie się wymieszały.

Chwycił naszykowaną driakiew zębami, w ręce wziął puzdro i pognał oddać je słudze, który widocznie uspokoił się na widok skarbu. Wrócił do Żiżki. Kiedy gospodarz raczył się wzmacniającym zdrowie eliksirem, podrzucił kluczyk z powrotem do sakiewki.

Odetchnął z ulgą.

 

***

 

Pierwsza część planu się powiodła, bo elfi urok został przełamany. Następnego dnia Adelajda ani myślała piać z zachwytu nad licznymi zaletami narzeczonego. Zbolały ojciec wyjaśnił szeptem gospodarzowi, że to kolejny nawrót choroby. Ani chybi spowodowany troską o stan zdrowia najdroższego pana Żiżki po wczorajszej kąpieli. Teraz już za późno, ale po obiedzie pojedzie z dziewczyną na długą przejażdżkę. Powinni wrócić do wieczerzy, lecz, jeśli atak należy do silniejszych, to będą musieli galopować dłużej, może nawet do późnej nocy. W takim wypadku niech nikt nie czeka z posiłkiem. Zjedzą byle co po powrocie. A jeszcze lepiej, zabiorą skromne zapasy ze sobą.

Po obiedzie obficie doprawił resztki wina wywarem z maku, licząc, że Żiżko będzie próbował utopić smutki samotnego wieczoru w przednim trunku. Posmarował się za uszami magicznym specyfikiem. Zabrał najpotrzebniejsze rzeczy. Przytulił córkę, po czym bez trudu namówił ją na konną eskapadę.

Kiedy wystrychnięty na dudka narzeczony obudził się z makowego snu, ojciec i córka byli już daleko. Akurat w tym momencie Henryk zastanawiał się, czy elfi eliksir zadziała również na matkę dziewczyny. A jeszcze lepiej, żeby wywarł swój czarodziejski wpływ na…

Koniec

Komentarze

     Niestety, przynudnawe. 

Jak dla kogo.

Elfy i ich "magia" wraz z nawiązaniami – super. Szczególnie scena z Intellenem :-) Ładnie napisane, zabawne i bardzo pomysłowe.   "Bez słowa przekazała pismo jednemu z przybocznych, odzianemu w kaftan haftowany w jabłka (tak okrutnie pstrokaty, że żaden szanujący się mąż za nic w świecie nie czegoś podobnego)". – Tutaj zginął jakiś wyraz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Szczególnie podobała mi się*

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję wszystkim za komentarze. Roger, szkoda, że przynudziłam. AdamieKB, dobrze, że chociaż nie wszystkich. Jeroh, fajnie, że na plus i dzięki za wskazanie zaginięcia. Poprawię jak chrześnica pójdzie spać. Widzę, że ta choroba jest zaraźliwa. ;-) Pani Prezes, wnoszę o zawieszenie działalności naszego TWA na czas potrzebny do znalezienia i wskazania wszystkich błędów. Bo Adam ma związane ręce. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne – zwłaszcza urokliwa interpretacja malinowego musu. A Intellen to profesjonalista pełną gębą – działał na mnie jak podręcznik statystyki: oczka czytały literki, ale mózg otrzymywał już tylko ble-ble-ble (osobista ochrona przed przeciążeniem neuronów). I to plucie do flaszki:) Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Poprzycinałabym, czasami całe akapity. Pomysł z elfami zabawny, potem trochę nudno. No i fantastyka taka, że historycznej niepopraności nikt nie ma prawa zarzucić bo średniowiecze to takie se. Takie trochę pójście na łatwiznę pod tym względem ;) Ale napisane niezgorzej.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

AlexFagus, cieszę się, że fajne. Intellen działa usypiająco? A tak się namęczyłam, żeby porządnie wyjaśnić komputer! ;-) Ale dobrze, że musem i pluciem nadrobiłam. Dla każdego coś miłego. ;-) Krajemar, dzięki za komentarz. Które byś wy/przycięła? Mi się wydaje, że raczej są potrzebne, ale ja mam spaczony pogląd autora. :-) Fantastyka? Miało być średniowieczne fantasy. Owszem, świadomie unikałam szczególików, w których może tańczyć stado diabłów. I bez nich dla niektórych wyszło za długie i nudne.

Babska logika rządzi!

Niezły tekst, dowcipny, a pomysł i wyjaśnienie zasad działania komputera – rewelacja. W ogóle rozmowa Henryka  z Intellenem to najmocniejszy, moim zdaniem, fragment opowiadania. Całość popsuło zakończenie, zbyt chaotyczne i pisane po łebkach, jakby z pośpiechem, jak dla dzieci, żeby wreszcie wszystko skończyło się dobrze. Odniosłem wrażenie, że wpierw wpadłaś na pomysł komputera i tylko ten wątek został potraktowany poważnie – przemyślany i napisany z dbałością o szczegóły. Inne elementy opowiadania są niedopracowane lub opracowane znacznie gorzej niż wspomniany pomysł. Przykładem może być wieloelementowy plan rycerza, który to plan wypalił bez żadnych problemów i zgrzytów – trochę za dużo w tym cudów – jak na przykład ten z przekonaniem zaufanego służącego. Niewiarygodne. Gdyby nie naiwne zakończenie, tekst byłby dobry, a nie niezły. Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Trochę tak, trochę nie. Masz rację, pomysł z komputerem był pierwszy. Może końcówki nie dopracowałam odpowiednio, ale nie wynikało to z braku czasu, bardziej z paniki "rany, jakie długie to wyszło" i "komu się będzie chciało przeczytać". Być może panikowałam niepotrzebnie. Cóż, w takim wypadku zdobywam nowe, bezcenne informacje. Faktycznie, mogłam coś zrobić z służącym. Trudno. A częściowo końcówka wynikała z nastroju protagonisty – on się bardzo spieszył, bał, że coś się nie uda. Pod tym względem – owszem, nie było czasu na opisy. :-) Dziękuję.

Babska logika rządzi!

Finklo, nie tyle usypiajaco, ile wywołuje odruch wypracowany na studiach – niby się rozumie, ale lepiej byłoby to wkuć. To w żadnym razie nie zarzut. Tak moja prosta psychika reaguje na niektóre teksty naukowe – więc naukowiec napisany wiarygodnie:) Ten fragment najbardziej mi się podobał.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Aha. Przeniosłam swoje doświadczenia z blablabla… Ale nie bardzo rozumiem, że umysł odcina się od czegoś, co się podoba. Nie muszę rozumieć. ;-)

Babska logika rządzi!

O, nowe Średniowiecze, dzięki! ; D Przeczytam w poniedziałek ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Do: Szanownej Pani Wiceprezes wiadomego TWA. Od: zahukanego szeregowego etatowego pochwalacza tekstów Wyższych w Hierarchii.   Idea przekształcania specjalnie w tym celu sadzonych i pielęgnowanych drzew w dowolnie konfigurowalne komputery oraz ich klastry, czyli superkomputery, swą prostotą i jednoczesnym wyrafinowaniem bije na głowę wszystkie podobne pomysły. Forma, w jakiej "lasokomputer" udzielił odpowiedzi, zasługuje na odrębne komplementy i odrębną porcję radości podczas lektury. Ma Pani Wiceprezes pomysły, oj, ma!   Radość, że dane mi było przeczytać dzieło Pani Wiceprezes, i satysfakcję z rzeczonej lektury troszeczkę, niemal niezauważalnie mąci jedynie drobny zgrzycik, jakim jest sprzeczność między brakiem osoby, którą protagonista mógłby obdarzyć zaufaniem, a późniejszym i niespodziewanym pojawieniem się zaufanego służącego. Osobiście sądzę, że Pani Wiceprezes albo zapomniała, w twórczym uniesieniu po prostu zapomniała dookreślić, czyim zaufanym służącym była ta epizodyczna postać i dlaczego dała się namówić protagoniście na przyniesienie puzdra z tajną zawartością, albo też, co moim zdaniem równie, a nawet bardziej prawdopodobne, zagadkę tę celowo stworzyła, by czytelnicy nie mieli za łatwo.   Kreślę się z nadzieją, że lada dzień spotka mnie szczęście czytania następnego tekstu autorstwa Pani Wiceprezes – AdamKB.    >>>>>>>>>>>>>   Finklo, ze służącym to naprawdę faux pas; "zrobiło się" Tobie rozwiązanie typu deus ex machina, no, ale komu się to nie zdarza, to raz, a dwa, w rozrywkowym tekście można przymknąć oko. Tak, jak na odsyłanie przez księdza do elfów. Parsknąłem zdrowo i radośnie… "Drzewowy" komputer – pozytywne zaskoczenie prostotą pomysłu. Opis, moim zdaniem, hodowli lasu i funkcjonowania "machiny obliczeniowej", może wydawać się przydługim, ale forma opisu to rekompensuje – mi na pewno.

Szlag by to, mój drugi tekst na Średniowiecze też jest o tatusiu i córusi ;) dobrze, że w całkiem innych klimatach. Ja bym tam nic nie skracała. Nie nudziłam się, wręcz przeciwnie. Chociaż muszę przyznać, że po odczytaniu listy czyli, jakby nie było, w połowie opowiadania) trochę padło napięcie, bo już mnie nic nie intrygowało. Ale rycerz był na tyle barwną postacią, by swoim zachowaniem utrzymać atrakcyjność tekstu. Twój pomysł na naturalne komputery kojarzy mi się trochę z Avatarem i ich siecią poprzez drzewa i te pędzelki w warkoczykach ;) Ale ogólnie to dobrze Ci wyszedł ten komputerowy bełkot. Nie jestem komputerowym nowicjuszem, ale mieszkając z informatykiem mogę zrozumieć Henryka. Ogólnie fajny tekst, lekki i żartobliwy. Językowo bardzo dobry i napchany ubawnymi smaczkami.

Obawiam się że pomysł laso-komputera pojawił się juz jakis czas temu w "Avatarze". W filmie, pani doktor grana przez Sigourney Weaver okrywa że caly ekosystem planety skałada się na gigantyczną sieć w której przechowoywane są świadomości zmarłych Na'vi (czy jak tam się to pisze). Oczywiscie niebieskie, gigantyczne elfy z Pandory nie doszły do takiej perefcji w obsłudze oprogramowania jak te z opowiadania, niemniej czytało się przyjemnie. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Heh. Jeralniance wyprzedziła mnie z tym Avatarem. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dziękuję za nowe komentarze. Joseheim, to życzę miłej lektury i mam nadzieję, że nie wylądujesz w grupie znudzonych. AdamieKB, nikt mnie wiceprezeską nie obierał i do tej fuchy się nie poczuwam. Jeśli ktoś w TWA jest zahukany, to o kant kuli potłuc takie TWA. Z służącym wyszło niedookreślenie, ale jeszcze mogę coś z tym fantem zrobić. Dzięki. Spokojnie, coś tam jeszcze wrzucę. Jeralniance, zależność tata – córka występuje w świecie na tyle często, że i w jednym konkursie mogą się trafić dwa przypadki. Ja bym się nie przejmowała. Jeralniance i Zalth, Avatar, powiadacie? No jakieś podobieństwa są, ale wydaje mi się, że u niebieskich nośnikiem sygnału było światło, a nie woda. Ja znacznie bardziej uświadamiam sobie wpływ książek niż filmu. Wydaje mi się, że to u Penrose'a czytałam o bramkach logicznych z kropel wody albo kul bilardowych. I raczej tym się inspirowałam. Każdą skomplikowaną konstrukcję można zaprząc do roboty… Miło, że się spodobało. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo, z Avatarem to tylko luźne skojarzenie :D Raczej nikłe, bo tam nikt nie dostawał zakodowanych malin ;) Wciąż uważam Twoją koncepcję za interesującą i oryginalną.

Dziękuję. Ale napisałam, jakie według mnie były prawdziwe, świadome inspiracje. :-)

Babska logika rządzi!

AdamieKB, nikt mnie wiceprezeską nie obierał i do tej fuchy się nie poczuwam. Jeśli ktoś w TWA jest zahukany, to o kant kuli potłuc takie TWA.    No nie, no gdzie się Twoje poczucie humoru podziało?   Jeśli o tłuczenie chodzi, polecam kant żelbetowej sosny.

Przed 11 to moje poczucie humoru śpi. Razem z paroma innymi ludzkimi odruchami. ;-) Zaskakujące, że obrona słabych i uciśnionych się włączyła. Bo to poważne przegięcie – zahukiwać kogokolwiek w ramach TWA. Nie od tego one są… Szkoda, że TWA tak źle spełnia zadania. Zobaczymy jeszcze co powie Pani Prezes. Jeśli też będzie za tłuczeniem, to zaczynamy szukać kantów.

Babska logika rządzi!

hm. no nie wiem czy się mogę wypowiadać, bo też w konkursie wystartowałem :P Zakładając że tak, to powiem od serca, że mnie ta historia nie porwała. A szczerze, to nie ogarniam tej kuwety. Zwłaszcza tego, jak ten komputer miał niby działać. Ja tego po prostu nie rozumie. Ale jak to jest w końcu w tym konkursie z tym średniowieczem, bo jak dla mnie powiastka gdzie 50% tekstu jest o elfach trochę nie pasuje do konwencji? U mnie się przyczepiali do tego, że tylko podczaszy i halabarda pasuje :), a tu widzę nikt larum nie podnosi. No poza mną (zawsze do usług). pzdr. m.

Ja również to zasugerowałam, michalusie, ale mam podobnie jak Ty – sama wrzuciłam tu tekst więc trochę mi głupio. Z drugiej strony nie konetować też szkoda :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Michalusie, poczytaj dokładniej temat o konkursie :) Pytają tam o średniowieczne fantasy i ta kwestia jest omawiana dość dokładnie. Tekst Finkli pasuje, przynajmniej według mnie. A co do samego średniowiecznego tła, to bardziej średniowiecznie niż rycerz, to się chyba nie da ;)

Ja nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie historyjk michalusa w średniowieczu. Nie było może szalonyh opisów życia codziennego, żel to również nie dawało pola do potknięć. Zdaje mi się, że różnica może polegać na tym, że michalus nie ma jeszcze swojego TWA ;p

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

:P najbardziej w tym zdaniu podoba mi się wyraz "jeszcze". Ale ciężko nad tym pracuję. Zapraszam zatem do komentowania najnowszego odcinka telenoweli pt. jurysta ;)

Michalus, Krajemar, ależ możecie komentować bez przeszkód – ja nad Waszymi tekstami widziwiałam. Nie krępujcie się. :-) Krajemar, bardziej się zgadzam z Twoją drugą stroną. Niby można coś napisać po rozstrzygnięciu konkursu, ale to już nie to samo… W ogłoszeniu konkursu stało: "średniowiecznie fantasy". Dla mnie to świat, w którym występuje jakaś magia (w postaci wykorzystujących ją czarowników albo dziwacznych ras jak trolle, smoki czy inne elfy), a nie ma pistoletów, pociągów, pigułek antykoncepcyjnych, Ameryk i paru innych drobiazgów. Ja wybrałam elfy jako sposób na przemycenie komputera do średniowiecza. Być może moja interpretacja odbiega od wizji Joseheim. Wtedy zdyskwalifikuje moje opowiadanie, a ja nie będę z wyrokiem dyskutować. Michalus, a jak według Ciebie działa normalny komputer? Na przykład ten, na którym piszesz?

Babska logika rządzi!

Nie no, dyskwalifikacji to bym się sama sprzeciwiła. Tekst jest fajny, ale tę część po odejściu z lasu troszkę bym poskracała. Za dużo przemyśleń rycerza, jego plan się spełnia bez przeszkód, ale o tym już było… I o co chodzi w tym płynem, który pił u elfów i zielonością twarzy? Nie skumałam, co to wnosi do opowieści ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ależ ruch się zrobił, kiedy komponowałam odpowiedź… :-) Michalus, spokojnie, trochę mnie tu nie było i powolutku odrabiam zaległości. Dojdę i do Twoich Jurystów. I dziękuję wszystkim za wypowiedzi. :-)

Babska logika rządzi!

Ech, tutaj nic miłego powiedzieć nie można, bo zaraz o jakieś TWA posądzają ;) A jednak kiedy mnie się podoba opowiadanie, to mówię miłe rzeczy, a nawet staję w obronie swojego zdania :D

Jeralniance, to nie do Ciebie było. Finka i Adam otwarcie sobie tu pojechali o TWA więc sobie tak zażartowałam.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Krajemar, starałam się zasugerować o co chodzi z płynem. Ale bardzo delikatnie i można tego nie wyłapać. Odpowiem dokładniej po rozstrzygnięciu, dobrze? Albo, jeśli wolisz, wyślę Ci pw na becie.

Babska logika rządzi!

poproszę ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Tak, Jeralniance, Krajemar słusznie pisze. Pod innym moim tekstem powstało TWA. A Regulatorzy została prezeską. ;-)

Babska logika rządzi!

Krajemar, a widzisz :D Bo już wcześniej w okolicy moich komentarzy padły jakieś aluzje o słodzenie. Się człowiek przewrażliwony robi. Uff, uspokoiłam się ;)

:) oj mi zadałaś zagwozdkę, jeśli chodzi o ten komputer… tj. długo myślałem i… No f**g idea jak to to działa. :) No nie mów że też mam tam jakieś liście??! ALE wiem jedno, podlewać tego nie muszę, ani na słońce wystawiać też nie. Nie żebym coś sugerował odnośnie mojego TWA, ale nie bez powodu moje pierwsze tutejsze opowiadanie nazywa się rekrutacja. :P pzdr. m.

Jeralniance, spokojnie, nikt Ci nie ma tego za złe. A już na pewno nie ja. ;-D

Babska logika rządzi!

Dwóch lożowników w TWA. Fiu fiu ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Cieszę się, Finklo, bo prędko zwyczajów nie zmienię :)

Michalus, no to trochę Ci wytłumaczę. Sama niewiele wiem, więc nie licz na cuda, ale spróbuję. W dużym skrócie: bardzo podobnie do mojego drzewnego. Ma w środku zegar, który taktuje, czyli wysyła sygnały. Elektryczne, bardzo często (chyba co najmniej miliony na sekundę). Te sygnały sobie płyną przez kabelki (załóżmy, że ta nazwa jeszcze jest adekwatna). Ty, wciskając klawisze, ruszając myszką itp., modyfikujesz trasę sygnałów. A one wpływają między innymi na to, co zmienia się na twardym, co widzisz na monitorze (czy ten pikselek będzie biały, czy czarny), co wychodzi z drukarki i innych bajerków. Sygnały przepływają przez bramki logiczne. Wykładu z podstaw logiki nie będę tu robić. Ja to rozumiem tak, że jeżeli jest na przykład bramka AND, to wchodzą do niej dwa kabelki, a wychodzi jeden. I na tym jednym będzie sygnał tylko wtedy, kiedy sygnał będzie na obydwu wejściach (P AND Q). Są jeszcze inne bramki. Sam komputer to urządzenie równie głupie jak suszarka do włosów, ale kiedy sygnały wędrują przez bramki, wykonują najróżniejsze obliczenia. Czy na sali jest informatyk? Correct me if I am wrong.

Babska logika rządzi!

Krajemar, jak przyciągnę do niego ponad połowę loży, to zrobię rewolucję. No, teraz to już sobie pozamiatałam i żaden lożownik więcej się nie zapisze. ;-) Aha, Michalus, nie podlewaj! ;-)

Babska logika rządzi!

Dżej – nie widzę problemu ze słodzeniem, jeśli jest szczere, a nie nastawione na "nie będę ich krytykować, bo oni zaczną krytykować mnie". Wiadomo, że debiutantów traktujemy surowiej, im lepiej kogoś znamy, tym uważniej dobieamy niepochlebne słowa pod jego tekstem, a czasem nawet dajemy się urobić komentarzom pod tekstem. Może mało kto się do tego przyzna, ale tak to działa :) I pewnie nie ma w tym nic złego, ot, życie w stadzie. Więc jak Ci się podoba – słódź ile wlezie, bo są i tacy, którzy każdy tekst czytają z takim nastawieniem, żeby się przyberylować do czegoś ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

A wiesz, Krajemar? Ja mam trochę odwrotnie. Debiutantów staram się traktować ostrożnie, żeby nie popsuć delikatnej psychiki. Wychodzę z założenia, że staremu wyjadaczowi można nawytykać błędów, ile wlezie. On już zahartowany. No, chyba że się zapisze do mojego TWA. ;-)

Babska logika rządzi!

No jak go z buta potraktować na dzien dobry, to rzeczywiście szanse zaciągnięcia do TWA maleją ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

No to ci doświadczeni mają wybór między butem a marchewkowym TWA. ;-)

Babska logika rządzi!

E no, tutaj to chyba nikt się nie wstrzymuje specjalnie z krytyką ;) A ja też ani na to nie liczę, ani nie chcę, by ktoś mnie oszczędzał. Nieważne, z jakich pobudek. Ta krytyka jest moim zdaniem najcenniejszą rzeczą tutaj, bo dzięki niej już się sporo nauczyłam :D A "słodzę" tylko szczerze. I krytykuję po równo. Jak dla mnie to nie ma co oszczędzać debiutantów. To niezłe sito dla przekonanych o swoim geniuszu, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w pisaniu. Z resztą, na pewno już to wiecie. Bardzo to widać na portalu.

Nie mówię, że chwalę debiutantów, nawet kiedy spłodzą jakiś koszmarek. Ale staram się nie wdeptywać ich w błoto.

Babska logika rządzi!

Bardzo zwariowane opowiadanie, nie nudne, po prostu mocno odbijasz od tematu przewodniego i rozgadujesz się na tematy drugorzędne, ale nie na tyle, żeby się nudzić. To tak jakby ciasto w piekarniku urosło trochę za duże ;) Z drugiej strony, gdyby zabrać kilka składników (załóżmy, że od tego zależy wielkość ciasta) czy podobałoby mi się w tym samym stopniu? Ja się nie przejadłam ;)

Dziękuję. Dokładkę? Nie wiem, czy liczysz kalorie, ale tu ich nie ma. ;-)

Babska logika rządzi!

Kalorii się nie boję, dokładka? Z ochotą :)

Ale się wrąbałam. Sequela nie planuję, ale będą jeszcze inne teksty. Z góry zapraszam. :-)

Babska logika rządzi!

Będzie deser, mniam! :D

Niech zgadnę… Lubisz połykać książki? ;-)

Babska logika rządzi!

Kto nie lubi, Finklo? :)

Mee!

Podobno istnieją tacy… dziwacy. ;-)

Babska logika rządzi!

Trzeba ich nawracać! A jak się nie da pokojowo, to pozostaje tylko jeden sposób…

Mee!

Ale jaki? Proponujesz związanie, zakneblowanie i czytanie im na głos albo trzymanie książki przed oczyma? Może im się jednak nie spodobać… :-/

Babska logika rządzi!

Nie, chodziło mi o ten ostateczny sposób, żeby uratować ich dusze. Ale ten Twój, też jest niezły. Młego dnia :)

Mee!

Kozajunior, sugerujesz, że powinniśmy nieczytających nawracać… "Ogniem i mieczem"? ;D

:)

Mee!

Albo przez implanty.  :-)

Albo przez pranie mózgu. Ale jeśli nie poskutkuje, to zawsze mozemy spalić ich na stosie, dzięki czemu uratujemy ich dusze i z czystym sumieniem będą mogli iść do Piekła :) O Boże, co ja mam za mysli dzisiaj…

Mee!

junior, miałam pytać, czy się wreszcie zabrałeś za teksty konkursowe, ale jak masz taki nastrój, to może oszczędź nas maluczkich ;P

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ale jaki tekst konkursowy? Na ŚREDNIOWIECZE? Już napisałem i na razie nie biorę się za inne konkursy. Może keidyś. Tearz zaczynam pisać inne :) Ale czy Was oszczędzę? Chętnie bym to zrobił, ale już zapowiedziałem, że wrzucę, to trzeba sie wywiązać, choćby gromy z Nieba leciały, a bramy Piekieł sie otwarły :)

Mee!

Uch, coś wieje sadyzmem. Przy nawracaniu ogniem i mieczem chyba jednak oczekiwana liczba książek przeczytanych w przyszłości maleje. Ja jestem za prostą indoktrynacją od kołyski. "Cała Polska czyta dzieciom!"

Babska logika rządzi!

Dobre jest też opowiadanie bajek i nie kupowanie dzieciom komputerów i telefonów przed czwartą klasą – tak mi się wydaje, bo im wcześniej poznają "magię" komputera, gier i inetrnetu, tym szybciej przechodzą na ciemną stronę mocy :)

Mee!

Ja tam miałam na myśli Sienkiewicza ;)

Kózka-san, ale raczej trudno tak zrobić, żeby rodzice nie mieli kompa. Więc dziecko tak czy siak się z nim zapozna. Jeralniance, Ty tak, ale Junior wspominał o stosach…

Babska logika rządzi!

Wiem, że trudno. Ale pomarzyć zawsze można. Ale ja tak hipotetycznie! Jakby to "Ogniem i mieczem" się nie sprawdziło…

Mee!

No, hipotetycznie. Ale pamiętaj, że siedzieć będziesz, całkiem jak za zabicie czytającego człowieka. A jeśli biblioteka w Twoim kiciu będzie słabo zaopatrzona? Zastanów się, czy warto…

Babska logika rządzi!

Och, ja bym tego nie zrobił – spokojnie, aż taki nie jestem. Ale boli w moim małym serduszku, gdy widzę, jak mało osób w moim otoczeniu (rówiesników) czyta. Tak jakoś smutno mi…

Mee!

A, jeśli osobiście nie zamierzasz tego stosu podpalać, to w porządku. Rozumiem. Jak mówiłam – czytać dzieciom. Własnych jeszcze nie masz, ale prawie na pewno w dalszej rodzinie coś się trafi. Dawaj im na urodziny i gwiazdki książki, które niegdyś zachwyciły Ciebie. I jest nadzieja. Wśród dorosłych można rozpowszechniać statystyki, że dzieci, które mają w domu co najmniej osiemset książek osiągają trochę lepsze wyniki w szkole.

Babska logika rządzi!

Tym mneijszym można dawać, ale takiemu kuzynowi w moim wieku? Uuu, to niedobry pomysł. A co do tych ośmiuset książek… chciałbym.

Mee!

junior, chodziło mi o to, że bierzesz się za czytanie tesktów konkursowych. Czytanie :) Dlatego miałeś nas oszczędzić komentarzami, nie swoim dziełem, które, jak wiem, leżakuje.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

A! Zabiorę sie, zabiorę. Ale jak można wiedizeć z Shoutboxa – nie mam formy ;)

Mee!

No to dawaj tym mniejszym. I tak w wieku przedszkolnym to chyba działa najsilniej. A kuzynowi powiedz (niekoniecznie teraz, lepiej jak zacznie myśleć o rozmnażaniu), że czytałeś taką książkę "Freakonomia. Świat od podszewki" Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner. Zresztą, naprawdę warto ją przeczytać. Chociaż, nie jestem pewna czy to dobra lektura dla trzynastolatka. Jak znajdziesz w księgarni czy bibliotece, to przeczytaj kilka stron. Jeśli jeszcze nie masz tych setek książek, to nie rozpaczaj. Prawie całe życie przed Tobą. :-)

Babska logika rządzi!

Ależ niechże Junior komentuje, jeśli tylko ma ochotę!

Babska logika rządzi!

Ale chodziło mi o nastrój w jakim był… O, Dżizas, następnym razem się zastanowię dwa razy, zanim zażartuję w komentarzu (bo do tej pory się nie zastanawiałam)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ty też możesz komentować. I żartować. Z myśleniem albo bez. Najwyżej się poczepiam. ;-) Ale zgadzam się, że Kozajunior nastrój miał jakiś taki mało fajny. Jakbym pomyślała, że to od czytania mojego tekstu, chyba bym wpadła w deprechę. ;-)

Babska logika rządzi!

Spokojnie, kozajunior nastrój ma zawsze fajny i pozytywny! Po prostu myślałem, że to jako żart odbierzecie. Marto, ja chyba też muszę uważać na te żarty? :) Finklo, za teksty konkursowe zabiorę się, jak zwykle, trzy dni przed końcem konkursu, więc możesz być pewna, że przeczytam. A to, czy dam komentarz – to już inna sprawa.

Mee!

Aha. W fajnym nastroju myślisz o oczyszczeniu mojej duszy zbawiennym płomieniem? Tak, Kózka-san, dbaj bardzo starannie o nastrój, żeby Ci się czasem nie pogorszył. [ŻART] I tak sobie czytasz komentarze przed zapoznaniem się z tekstem? Przecież tu spoilerów jak mrówków… I te mrugające gwiazdki, z którymi nie sposób wygrać. Ale rób, jak Ci wygodnie.

Babska logika rządzi!

Łe – ja tam czuję się bardzo fajnie i uważam się za realistycznego optymistę. Mój nastrój także nie odczuwa żadnego smutku, bólu czy sadyzmu. A komentarze czytam, żeby zapoznać się z opiniami o tekście – gdybym tak nie robił, to musiałbym czytać większość opowiadań na tej stronie, a tego bym nie chciał. Poza tym, spoiler końcówki spoilerem końcówki, ale w środku i na początku tekstu również coś się dzieje, nie? Co do tego czyszczenia duszy zbawiennym płomieniem… moze będę nadawał się na księdza? ;)

Mee!

Bardziej na inkwizytora. Ale nie jestem pewna, czy to nie należy do zawodów wymarłych… W ostateczności możesz wybierać między księdzem a pirotechnikiem. ;-) To chyba bym wolała czytać początki opowiadań niż wszystkie komentarze. A jesteś pewien, że tego w środku nie można popsuć komciem?  

Babska logika rządzi!

No może i można, ale wiele książek czytamy poraz kolejny, znając zakończenie. Choć to nie to samo – bo znamy tej ksiazki jakość. Inkwizytor? Hm, hm, hm…

Mee!

Argument o kolejnym czytaniu książki do mnie przemówił. Ale nie aż tak głośno, żebym złożyła broń. Czy pierwsze, dziewicze czytanie nie jest najprzyjemniejsze? Czy nie rodzi najsilniejszych emocji?

Babska logika rządzi!

Na pewno – chyba że nie czytasz całej ksiażki w skupieniu. Ja tak mam często z Pratchettem, że w pewnym momencie "wyłączam się". Niby czytam, a jednak nie pamiętam, co było na, powiedzmy, poprzednich czterech stronach :)

Mee!

Masz rację, że dużo zależy od książki. Ja często przy kolejnym czytaniu odkrywam drobiazgi, których wcześniej nie zauważyłam. Dukaj jest dobry do takiego późniejszego wyczesywania smaczków.

Babska logika rządzi!

Ja nie wiem, bo mało kiedy wracam do porzednich książek (na emeryturze – jeśli dożyjemy :), ale mam tak z muzyką – często dopiero po entym przesłuchaniu dostrzega się to coś, czego nie było w tym pierwszym razie.

Mee!

Do rozmów o muzyce niespecjalnie się nadaję. Wiem, że najlepsze, co mogę dla niej zrobić, to nie śpiewać. :-)

Babska logika rządzi!

Ja też, Finklo – ale słuchać kazdy może. Śpiewać też – trochę lepiej, trochę gorzej ;)

Mee!

Czasami człowiek musi. Inaczej się udusi. Że też otoczenie nie zawsze pojmuje tę prostą prawdę. ;-)

Babska logika rządzi!

Och, to jest najgorsze – a przecież człowiek sam sobie jest królem, prawda? A królowi wolno wszystko. Chociaż o poddanych także trzeba dbać – żeby nie uciekli :)

Mee!

No. A jeśli dwuletnie dziecko mówi do Królowej: "Ciociu, nie śpiewaj" to już nie ma wyjścia. ;-)

Babska logika rządzi!

Cha! Cha! Cha! Rozbawiłaś mnie :) Ciociu, nie śpiewaj, no tak, jak dziecko prosi… bo dizecko, to taki podwójny król.

Mee!

Zgadza się. :-) I nie można znęcać się nad maleństwem. Wystarczy, że do jedzenia ma to, co ciocia ugotowała…

Babska logika rządzi!

Jeszcze lepiej :) Ale pamiętaj – trening czyni mistrza. Albo przynajmniej średniaka ;)

Mee!

Zapamiętam. :-)

Babska logika rządzi!

;) ;) ;)

Mee!

Przeczytałem dopiero teraz. Co do historii rycerza i jego córki – nie urzekła mnie. Co z tego, gdy idea komputera z drzew, jak dla mnie jest genialna i sprawi, że na pewno ten tekst będę pamiętał, a przecież o to chodzi. Drobne (wiem że spóźnione) wyjaśnienie dla tych, którzy nie rozumieją, jak taki komputer miałby działać. Komputer to nic innego, jak maszyna licząca. Im bardziej skomplikowany, tym więcej operacji matematycznych może przeprowadzić w określonym czasie. Wyobraźcie sobie teraz drzewo tak ukształtowane, że podczas deszczu dokładnie połowa spadającej na nie deszczówki zbiera się w jednym wiaderku. To drzewo dokonuje operacji matematycznej – dzieli przez dwa. Albo wyobraźcie sobie dwa drzewa, z których cała deszczówka gromadzi się w jednym miejscu – one wykonują operację dodawania. Jeśli można by zmusić całe drzewa, pojedyncze gałązki czy listki do wykonywania podstawowych operacji matematycznych, jak dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie, to można z nich skomponować rozbudowane algorytmy dokonujące jakiekolwiek obliczenia. Dla mnie rewelacja. Pozdrawiam.

Unfallu, dziękuję za komentarz i dodatkowe wyjaśnienia. Już trochę sama próbowałam tłumaczyć, ale na innym poziomie abstrakcji. Bardzo się cieszę, że zapamiętasz. :-) No tak – historia rycerza i córki ginie w cieniu liczącego lasu. A ja nawet nie jestem pewna, czy to źle, czy dobrze. :-/

Babska logika rządzi!

Historia rycerza i córki była pretekstem do opisania liczącego lasu. Tego leśnego komputera już Ci nikt nie zabierze (kurcze, nawet Ci go trochę zazdroszczę). To trochę tak jak patent. Jeśli kiedyś przyjdzie Ci do głowy nowa, jeszcze ciekawsza historia, do której liczący las będzie pasował, to go wykorzystasz. A czy będą go obsługiwać elfy, czy druidzi, kosmici czy starożytni Majowie i co będą na nim liczyć, to już inna sprawa. Sam pomysł IMO jest świetny, a w dodatku to SF a nie żadna magia.

 

Co do podobieństw z "Awatarem" – nic z tego – to zupełnie inne lasy. W "Awatarze" las jest jak sieć neuronowa, jak żyjąca inteligentna istota, lub zbiór istot. Twój las jest urządzeniem, poskładaną z listków i gałązek maszyną liczącą.

Masz rację – potrzebowałam problemu, który mój las (po)mógłby rozwiązać. Starałam się naprawdę porządnie wyjaśnić niepasujący element, przez to równowaga opowiadania mi się mocno zachwiała. Myślałam, że można ten komputer jeszcze gdzieś wykorzystać, ale na druidy nie wpadłam. :-) Nie pamiętam kto, ale ktoś mądry, powiedział kiedyś, że każda wystarczająco zaawansowana technologia jest magią. Z tym SF, to cicho bądź, bo jeszcze mnie Jose zdyskwalifikuje za niewłaściwy gatunek. ;-) Zgadza się; podobieństwo z Awatarem jest powierzchowne i raczej przypadkowe.

Babska logika rządzi!

Nie wiem jak to się stało, że wcześniej nie kliknęłam w taki ciekawy tytuł (znaczy wiem – nie miałam internetu, a potem było tyyyle tekstów do nadrobienia). Chyba trochę powielę przedmówców, ale mnie też zakończenie nie podeszło. Chociaż to może nie tak – zakończenie (tzn. sam wątek z rycerzem i córką) jest dość dobry, ale nie porywa, nie wdusza w fotel. Liczący las natomiast jest genialny, naprawdę chylę czoła za ten pomysł. Tylko przy takim ustawieniu tekst traci na przeciąganiu tego wątku z córką, który np. mnie jako czytelnika zainteresował o wiele mniej. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby postać rycerza była tylko pretekstem do opisania liczącego lasu – no właśnie, równowaga się zachwiała, ale ja najchętniej widziałabym ją zachwianą jeszcze bardziej. A kij już z fabułą czy otoczką. (No tak, tylko miały być realia średniowieczne). Ale ogólnie czytało mi się bardzo przyjemnie, tylko po lekturze pozostał taki dysonans.   To o technologii będącej magią chyba powiedział Pratchett (w Nauce Świata Dysku?), ale głowy nie dam.

Widzę, że Jose przywróciła zainteresowanie konkursem. :-) Zastanawiałam się, czy nie urwać po rozszyfrowaniu listu, ale doszłam do wniosku, że wolę dokończyć historię i nie zostawiać zakończenia otwartego na przestrzał. Wydaje mi się, że to był ktoś starszy od Pratchetta, ale żadnych części ciała ryzykować nie zamierzam. ;-) Dziękuję za komentarz. :-)

Babska logika rządzi!

Ha, od czegoś w końcu są te konkursy :P Nie wykluczone, że Pratchett tylko to przetworzył, ale im dłużej myślę, tym bardziej jestem pewna, że miał gdzieś taką kwestię. W każdy razie – dla mnie i komputer stworzony z lasu, i mój laptop to jest taki sam poziom magii…

No dobra, spytałam wujka Googla i sprawdziłam. Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nierozróżnialna od magii. Artur C. Clarke. Pratchett mógł to zacytować, bo to fajna myśl. Nie tylko dla Ciebie. Zetknęłam się gdzieś z koncepcją, że prorok Ezechiel w swoich wizjach widział helikopter. Magia czy technologia? Demon czy żołnierz z noktowizorem? ;-)

Babska logika rządzi!

Hm. Z tego wszystkiego zaiste najlepsza jest koncepcja lasu-komputera. I to chyba jako pomysł sam w sobie, a może do wykorzystania w czymś poważniejszym – pod względem długości i tonu. Bo tutaj jakoś niezbyt skomplikowana i nieco naiwna opowiastka mi wszystko psuje. Komputer fajny, natomiast rycerz potrzebujący odczytać list i potem ratujący córkę z dość niewiarygodnej oprecji – już niekoniecznie. Za długie toto na podrzymanie żartobliwego, lekkiego tonu.   Technicznie napisane ładnie. Element jest, jak najbardziej, wielki jak las ; ) Ale historia, w którą ubrałaś pomysł, wydaje się dość słaba. Jakby stanowiła tylko pretekst dla opisania elfów i komputera. Szkoda.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Obawiam się, że masz rację. Chyba faktycznie trzeba będzie jeszcze kiedyś napisać coś większego o leśnym komputerze. Dziękuję za komentarz. :-)

Babska logika rządzi!

Aureola, czy szklany hełm astronauty ;)

A z tą koncepcją też już się gdzieś spotkałam. Zdaje się, że miecz ognisty wystąpił w tym opowiadaniu jako laser. ;-)

Babska logika rządzi!

Lubię takie tematy. Ja zrobiem telefon z lampy Alladyna :)

I można było przez niego zamówić pizzę? ;-)

Babska logika rządzi!

Niestety tylko z dżinem można było pogadać.

Ech, nie można mieć wszystkiego. Jeszcze jakieś technologiczne artefakty?

Babska logika rządzi!

Dżin zawsze może spełnić życzenie w formie pizzy.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ten nie spełniał, tylko obiecywał. No ale u mnie nie mogło być magii przecież ;) 

A liczba życzeń była ograniczona? Bo trochę szkoda marnować na pierdoły typu: "Ja chcę jeża! A tam, do dupy z jeżem! Ałłłła! Wyjmijcie mi tego jeża". ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, jak masz ochotę to znajdziesz "Dżina z lampy" na moim profilu. Bardzo krótkie, da się przeczytać, z tym że właśnie nieco zaspoilerowałem z tym telefonem. Joseheim nie polecam, bo nie przepada za moimi opowiadaniami ;)

A to zajrzę za chwilę. Trudno, jakoś przeżyję spoiler. :-/

Babska logika rządzi!

Podobała mi się ta część z elfami :)

Cieszę się. :-)

Babska logika rządzi!

Dżdżu spada na ziemię.

A mogę prosić o wyjaśnienie?

Babska logika rządzi!

Lasokomputer ukradł szoł :) Po lasokomputerze reszta już taki dodatek ;) Lasokomputerem prognozowali pogodę? :) Bo deszcz to trochę jak planowe włączenia prądu na dwie godziny – warto wiedzieć zawczasu kiedy:)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobre pytanie. Wiesz, deszcz wcale nie jest niezbędny do elfiej magii. Wystarczy kępa krzaków zaadoptowana do niezbędnych obliczeń i kilka sztuk personelu technicznego z konewkami. Albo mogli i klasycznie – ciśnienie, temperatura, siła i kierunek wiatru, rodzaj chmur, łamanie w starych kościach… Różne podejścia da się wykorzystywać.

Babska logika rządzi!

Ale z krzaczków nie wycisną tyle, ile z korony rozrośniętego drzewa, krzaczek to nieledwie kalkulator :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Trudno nalać na czubek wyrośniętego drzewa. Mogą jeszcze mieć akwedukcik od pobliskiego wodospadu i jakieś wodolubne drzewko. O rany, wszystkie tajemnice elfów byś chciał poznać?

Babska logika rządzi!

Drzewa pod wodospadem i jeszcze propagujące sygnał… o, to jest koncepcja… :) No co ja poradzę, że lubię się dowiadywać ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak pod samym wodospadem to chyba nie wyrosną. A na wodorostach trudno liczyć. Tak się asekuruję… W końcu zadasz pytanie, na które nie będę potrafiła wykombinować odpowiedzi w kilka minut. :-)

Babska logika rządzi!

Albo się zmęczę, ku uciesze gawiedzi ;) A czy jak stanę na torach okrakiem i chwycę pałąkiem metalowym trakcji, to pojadę jak tramwaj? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jeśli uprzednio zainstalujesz sobie wszystkie urządzenia, które tramwajowi do jazdy są potrzebne, to i Ty pojedziesz. :-) Nie no, to było proste! Jeszcze kawy?

Babska logika rządzi!

Uuu, to ja pas :) Dziękuję, bardzo dobra kawa, ciasteczka też przepyszne, ale podam już tyły ;) Dzięki za towarzystwo :) Zrobię jak Łazuka, w takim razie, bo to chyba najprostsza metoda tramwajowym torem… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No to dobranoc, udanego powrotu do domu. Niech Ci jakaś dobra dusza odpowiednio wszystkie zwrotnice poustawia. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale sobie podwieczorki po nocach urządzacie :) Tak mi się skojarzyło z obłąkaną herbatką: Finkla – Alicja w Krainie Czarów PsychoFish – Szalony Kapelusznik Ale ja miewam dziwne skojarzenia ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

SzyszkowyDziadku, to Imbryk. Imbryku – SzyszkowyDziadek. ;-)

Babska logika rządzi!

:) Imbryk nie chce się przywitać :( Nic nie mówi. Ba, nawet nie gwizdnie. Może ktoś mu gwizdnął gwizdek?

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nie przejmuj się. On, nawet jak coś powie, to bez sensu. Albo totalnie próżny, albo nagrzany… Wobec tego… Kawy z termosu?

Babska logika rządzi!

:):) A jeśli herbatka jest obłąkana, to i imbryk normalny być nie może. Niezależnie od gwizdków, nadjedzonych uszek i wiszącego w powietrzu uśmiechu ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A jeszcze jak mu pokrywka pojedzie, to już koszmar! Khem. Psycho, jakie Ty ziółka pijesz?

Babska logika rządzi!

Może być i kawa. Byle nie czarna kawka. PsychoFish jak zwykle robi sobie jaja :) A propos nie macie może kawioru?

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Do słodkich ciasteczek? :-O

Babska logika rządzi!

Myślałem, że ciasteczka to dopiero przystawka :(

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Owszem. Do "uroczej i błyskotliwej" rozmowy. :-)

Babska logika rządzi!

Aha… Czyli powinienem sobie pójść… :((

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nie. Tylko przestać myśleć o kawiorze i powiedzieć coś ciekawego. :-) Może być o tekście. ;-)

Babska logika rządzi!

Faktycznie! Jak ostatni cham i prostak piszę komentarze przed przeczytaniem tekstu!!! Już się za to biorę :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Finklo, czy pod tym lasokomputerem nie można w spokoju napić się herbatki agarowo-ereribowej? Pasowałaby jak ulał i do opowiadania i do pokręconego imbryczka. A już na pewno pasowałaby do ciasteczek. :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałem. Teraz trzeba napisać coś uroczo i błyskotliwie… Ech… No dobra… Nie ma zmiłuj… <odchrząka> Chociaż konwencja science-fantasy jest dosyć karkołomna, jak najbardziej udało Ci się wyjść obronną ręką. Największe wrażenie zrobił na mnie, i chyba nie tylko na mnie, opis lasokomputera. Z jednej strony baśniowy, przedstawiony niezwykle barwnie i z poczuciem humoru (Mus malinowy – wspaniałe!). Z drugiej strony całkiem sensownie pomyślany (Ha! Od razu wiedziałem, że to szyfr Cezara!). Na pierwszy rzut oka takie uproszczenie działania komputera może wydawać się nonszalanckie, jednak na drugi i trzeci rzut tegoż oka komputery rzeczywiście robią tylko wielką logiczną zerojedynkową  rozkminę i nic poza tym. Takie nomen omen drzewa binarne. W ocenie zakończenia również nie będę oryginalny. Nienajgorsze, ale na tle wątku elfiego komputera prezentuje się zdecydowanie słabiej. Podsumowując, pomysł z lasokomputerem uważam za wręcz kapitalny. Gratuluję imponującej wyobraźni. Tylko utwierdza mnie to w przekonaniu, że porównanie do Alicji w Krainie Czarów było trafne. <dochrząka> Uff…

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Agarowo-ereibowa, powiadasz? Hmmm, ja czegoś takiego nie mam. Może elfy… Ale na wszelki wypadek przynieś ze sobą. Chociaż próbkę, może uda się zsyntetyzować. Skoro pasowałaby do ciasteczek, to z pewnością wszyscy chętnie spróbują.

Babska logika rządzi!

Aneks do przydługiego komentarza: Jeszcze odnośnie superkomputerów i częściowo w odniesieniu do hajdparkowego tematu o języku. Słyszeliście o tym ustrojstwie: http://en.wikipedia.org/wiki/Watson_(computer) Co tam szachy, w szachy byle pecet pociska. Watson wygrywa z arcymistrzami w Jeopardy! Czyli nasze staropolskie Va banque. Psycho, co to za herbatka? Internety milczą na ten temat. To w ogóle jest legalne? :O

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Szyszkowy, przepraszam – tak mi Psycho zawrócił w głowie herbatką, że nie zauważyłam Twojego poprzedniego komentarza. Cieszę się, że lasokomputer przypadł Ci do gustu. No tak, ludzki wątek wypada nieciekawie – co do tego już mnie Czytelnicy przekonali. Co zrobić, wciąż nie wymyśliłam żadnej godnej średniowiecza fabuły pasującej rozmachem i wymagającej złożonych obliczeń. Skąd wiedziałeś, że to szyfr Cezara?! Co do linku – genialne, drogi Holmesie! Komputer, który rozkminia normalny język. Dla mnie bomba! Ciekawe, kiedy zbudują taki komp, który da radę porozumiewać się po polsku. Dziękuję za urocze i błyskotliwe komentarze. Częstuj się ciasteczkami. ;-)

Babska logika rządzi!

A dziękuję. Swego czasu widziałem na portalu jakieś ostrzeżenie, że strona zawiera ciasteczka. Cookies, czy coś takiego. No to szukam tych ciasteczek i szukam a tu ni ma. A więc to tutaj! W końcu znalazłem! Jak poznałem szyfr Cezara? Czysta psychologia. Zobaczyłem w tekście zaszyfrowaną wiadomość. Szyfr składał się z samych liter. Musowo później wiadomość zostanie odczytana a i zasada powinna być wytłumaczona. W końcu o wytłumaczeniu było coś w regułach konkursu. Dalej, ponieważ utwór nie zapowiada się na jakieś super-hiper-hard-sf, zatem samo późniejsze wytłumaczenie musi być zrozumiałe dla czytelnika nieobeznanego z kryptologią. Ergo szyfr Cezara pasuje jak ulał!Voila!

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Tak! To tutaj NF trzyma ciasteczka! Proszę bardzo. :-) No tak – najbardziej prawdopodobne rozwiązanie. Wprawdzie w starożytności (i średniowieczu chyba też) używano jeszcze innych szyfrów, ale przy tej ilości iksów i samogłosek można wykluczyć przestawieniowe. Za to wcale nie musiałam tłumaczyć szyfru. Wystarczyło wyjaśnić komputer. Gdyby wypluł taśmę z wydrukiem, opowiadanie też byłoby rozsądne. ;-p

Babska logika rządzi!

Ale czemu ostrzegają przed Twoimi ciasteczkami… Czymś je szprycujesz??? :O Co do wytłumaczenia w sumie racja. Ale jak pojawił się ten szyfr, to jeszcze nie wiedziałem o Stumagistralowym Lesie. Aż taki kumaty nie jestem ;) Toteż myślałem, że tym elementem do wytłumaczenia będzie coś ściślej związanego z tajemniczym szyfrem. Aż takiego rozmachu nie przewidziałem :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ostrzegają przed tymi ciasteczkami, które przynosi Psycho. Ale, ćśśśś, nie mów mu tego, bo będzie mu przykro. ;-) Ha! Czyli był element zaskoczenia! Sam szyfr raczej by nie spełnił warunków konkursu – musiało być coś do średniowieczia nie pasującego.

Babska logika rządzi!

Słyszałem, że po tych psychociasteczkach można dostać choroby afektywnej dwubiegunowej lub w najlepszym przypadku lekkiego weltschmerzu. Że o ościach nie wspomnę… Zaskoczenie? W życiu, wszystko przewidziałem już po "Rycerz Henryk szedł przez las," ;) 

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

:-p No, to czuj się ostrzeżony. Do mnie dotarły plotki, że łuska wyrasta ludziom w dziwnych miejscach.

Babska logika rządzi!

Chyba nie chcę wiedzieć gdzie… Trzeba iść spać coby rano wstać i uczyć się do sesyjki. Dziękuję za podwieczorek (podnockę?) i życzę dobrej nocy :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Taki nocny posiłek to się chyba podkurek nazywa. Kolorowych snów i niech Ci sesja lekką będzie. :-)

Babska logika rządzi!

SzyDzia, Internety nie milczą, trzeba je tylko umiejętnie przeszukiwać ;) Poszukaj po składnikach, w mianowniku ;) O legalności nie mam pojęcia :) Watson – nieźle… chiński pokój wcielony w życie. Stanowczo i oburzenie zaprzeczam, po moich ciasteczkach nikt nie dostaje weltschmerzu, co najwyżej złośliwej schadefreude! :) W plotkom wierzcie lub nie, ciacha niosą radość ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobra, Psycho, ja też szukałam. Jak według Ciebie brzmi mianownik od "ereibowy"? Ciacha niosą radość, ale schadenfreude to nie jest mój ulubiony gatunek szczęścia. ;-)

Babska logika rządzi!

Ereiba. Mój też, ale grunt, że Freude ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wyskakują głównie jakieś konta na fb. Ale Wujek Google ma jeszcze luźne skojarzenia z zieloną herbatą. Masz, Rybo, wymagania. Poskubałbyś sobie wodorosty i wyszłoby na to samo. Nawet agarowo-galaretkowe rozmemłanie by się zgodziło. ;-)

Babska logika rządzi!

Poszukaj w jednej kwerendzie: agara ereiba ;) Nawet nie wiedziałem, że wyspiarskie ludy tak robią.   No, ale kończę, bo tu zieloność ostrzy sobie zęby na herbatkę ;) Trzeba nam zrobić fantastyczne opowiadanie o kawie, ciasteczkach i herbatce – wtedy wszystko będzie na temat ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No coś tam wreszcie wyskoczyło. Ale Ty nam tu jakieś listki-halucki proponujesz. To ja podziękuję, chlapnę sobie soczek. Z kaktusa na przykład… ;-) Berylu, z zaproszenia skorzystałam.

Babska logika rządzi!

Bez zachwytu, niestety. Nawet las-komputer mnie nie uwiódł, a wątek porwania panny Adelajdy i wyprawa jej ojca, mdłymi mi się zdały.

Natomiast nie mam zastrzeżeń do wykonania. ;-)

 

Ze szkła tak czy­ste­go, jakby utka­ne zo­sta­ło z po­wie­trza. – Tkanie szkła brzmi dość osobliwie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :-)

Nawet elfi komputer Cię nie przekonał? Wielu osobom się podobał. Bo wątek porwania faktycznie słaby. No trudno. Dobrze, że chociaż wykonanie w porządku. ;-)

Szkło. Hmmmm. Teoretycznie masz rację, butelek się raczej nie tka (częściej zatyka ;-) ), ale tutaj opisuję wrażenia Henryka. A on nie musiał wiedzieć, skąd się bierze szkło (od kupców albo z wypraw wojennych, nie?). Proces tkania natomiast nie powinien mu być całkiem obcy.

Babska logika rządzi!

Ano, nie. Pewnie dlatego, że zupełnie nie rozumiem komputerów. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A przecież te nasze działają dokładnie tak, jak opisałam. Tylko zamiast wody mają prąd. ;-)

Babska logika rządzi!

Prądu też się boję. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to komputer na deszcz tym bardziej powinnaś polubić. Elfia technologia, w pełni ekologiczna. ;-)

Babska logika rządzi!

Jednak pozostanę przy tym co jest.

Gdyby deszcze były uporczywe, woda z pewnością wezbrałaby, a powstałe prądy mogłyby poczynić nieodwracalne szkody. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaiste, połączenie wody i prądu rzadko kiedy bywa pożyteczne. ;-)

Babska logika rządzi!

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobno połączenie wody i prądu świetnie łowi ryby… Brrr!!!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podobno granat też nieźle się sprawdza, ale elfy tak nie robią. Nie.

Babska logika rządzi!

Ździebko rozciągliwe, ale ostatecznie może być. “Całkiem całkiem”/ “w porządku” ;)

Świat ciekawy, przyjemne fantasy z odrobiną humoru. Warsztat co najmniej dobry, z przeczytaniem nie było problemu. Tylko tak jakoś… nudno. Ale to moje zdanie ;)

Jai guru de va!

Dzięki. :-)

No, tutaj nie miałam dobrego pomysłu na fabułę. Z leśnego komputera jestem dumna, ale historia rycerza cienka.

Babska logika rządzi!

Dokładnie takie odniosłem wrażenie, ale postanowiłem zostawić je dla siebie ;D

Jai guru de va!

Nie krępuj się. :-) Taka wiedza jest najcenniejsza. Albo już to ktoś wcześniej napisał…

Babska logika rządzi!

Pierwsza myśl: na ile elfy są konsekwentne, jeśli chodzi o uważność? Czy żadnemu nie udało się połamać patyków podczas prowadzenia konia (czy na czym tam jeżdżą) lub pieszej wędrówki? Chociaż domyślam się, że tutaj chodzi bardziej o prawdopodobieństwo.

Styl elfów epicki, tu stroje moro, tam szata w DNA. ;)

A kojarzysz może takie badania z lat dziewięćdziesiątych, w których chcieli wykorzystać impulsy elektryczne w miękiszu do zrobienia komputera? Oczywiście nic z tego nie wyszło, bo rośliny nie mają odbiorników dla tych impulsów, a same wyładowania są zbyt chaotyczne.

Technologia opisana przez Ciebie bardzo ciekawa i nawet sensowna, ale co z czynnikami zewnętrznymi jak wiatr, słońce, wilgotność? Co z faktem, że różne liście mają różną powierzchnię? 

 

Bardzo niebanalny opis alternatywnej technologii, nawiązujący do obrazu elfa postrzeganego przez pryzmat światów fantasy. 5/6. :)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki. :-)

A na ile pracownicy pierwszego/ największego komputera w okolicy (na przykład twórcy Eniaca) uważają, żeby przypadkiem nie rozlać na niego kawy?

Nie, tych badań nie kojarzę. Inspirowałam się książką Penrose’a. Jeśli dobrze pamiętam.

Czynniki zewnętrzne. Podczas deszczu zazwyczaj słońce nie świeci. Tak, może być różna temperatura, a to wpływa na szybkość parowania. Jeszcze wielkość kropel muszą uwzględniać… Jakoś to wszystko robią, to doskonali fachowcy.

Powierzchnia liści to bardzo ciekawy problem. Albo założymy, że pogrzebali w genach drzew, żeby ujednolicać listki, albo mamy coś zbliżonego do komputera kwantowego, z wieloma możliwymi stanami, nie tylko 0/1. :-) A do tego korniki i inne robactwo pełnią rolę wirusów.

Babska logika rządzi!

Polecam zacząć od gałęzatek (funkcję liścia przejmuje przekształcona łodyga) – tam “liście” są zazwyczaj bardziej równomierne. Jest taki jeden fajny gatunek, ale nie pamiętam nazwy.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ale elfy mieszkają w lesie, nie nad morzem.

Gałęzatkami mogą się zająć syreny i trytoni. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie, nie te gałęzatki – tamto w ogóle liści nie ma.

Chodzi mi o gałęzatkę (gałęzak) jako przekształcenie łodygi. Np. liście eukaliptusa albo szparagów to nie liście tylko zmodyfikowana łodyga. Takie zazwyczaj są zbliżone wielkością i kształtem, bo roślina ma mniej informacji genetycznej odnośnie ewentualnych wariantów w zależności od warunków. 

Myszopłoch byłby idealny – jeśli dobrze się przyjrzysz, zauważysz, że nie posiada liści.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Aha, tamte. Cholera, nie mam tak dobrego wzroku, jak podejrzewasz. Ja tam widzę liście. ;-) Ale przyjmuję argumenty genetyczne.

Całkiem możliwe, że Genellan już zbadał geny tego Twojego myszopłochu, może nawet coś tam przeszczepił. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wątpię, w końcu to doskonały fachowca. ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Elfy nie bez powodu wymagają nasion zamiast zapłaty. :-)

Babska logika rządzi!

Rudolf II (Vertumnus), pozdrawiam bibliotekarza.

see ya!

(Mimosa Hostilis & Peganum Harmala, Nepeta Cataria​,Diplopterys cabrerana​​,Galangal Herb​Hawaiian Woodrose​..)

v.v.v!

Dziękuję, Thebie. :-)

I ja pozdrawiam współwyznawcę Malarza. Ale co chciałeś tym bukietem powiedzieć – nie rozumiem. Uważasz, że te zielska mogą się przydać elfom?

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka