- Opowiadanie: bemik - Laleczka

Laleczka

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Laleczka

– Ma­mo­oo, zo­bacz, co zna­la­złam!

– Co, ko­cha­nie?

– La­lecz­kę. Fajną. Rusza się i gada, choć nie mogę jej zro­zu­mieć. Ale chyba ma kuku na nóżce.

– Ty prze­cież wiesz, co na­le­ży zro­bić w takim przy­pad­ku, praw­da? Je­steś dużą dziew­czyn­ką.

Wcale nie była duża. Każdy z jej ró­wie­śni­ków prze­ra­stał ją pra­wie o głowę, ale Ma­lu­ta wie­dzia­ła, że matce cho­dzi o do­ro­słość, a nie wzrost.

– Mamo, ale ona szar­pie się i krzy­czy, kiedy pró­bu­ję opa­trzyć ranę. Jemu. To chyba chłop­czyk. Ma krót­kie włosy i spoden­ki.

– Prze­cież je­steś sil­niej­sza, skar­bie! – Matka nawet nie od­wró­ci­ła głowy, żeby spoj­rzeć, bo aku­rat wrzu­ca­ła do wrząt­ku pyzy. – Przy­ci­śnij le­ciut­ko, ale nie za mocno, żebyś nie po­psu­ła i wtedy zaj­mij się opa­trun­kiem. A, pa­mię­taj też o od­ka­że­niu rany. A póź­niej na­karm i połóż do łó­żecz­ka.

– Do­brze, ma­mu­siu.

Ma­lu­ta po­stą­pi­ła zgod­nie z za­le­ce­nia­mi i bar­dzo ostroż­nie za­ję­ła się lalką. Kilka ko­le­ża­nek też miało takie. Nie wia­do­mo, skąd się brały, ale cza­sa­mi można było je zna­leźć na samym szczy­cie góry Baaba. Prze­waż­nie le­d­wie żyły, ale kilka udało się od­ra­to­wać. Teraz też wy­da­wa­ło się, że la­lecz­ka ze­psu­ła się do­ku­ment­nie, bo zwi­sła bez­wład­nie w ręku dziew­czyn­ki. Ma­lu­ta wy­rzu­ci­ła starą, drew­nia­ną lalkę z łó­żecz­ka i uło­ży­ła na jej miej­scu zdo­bycz. Na wszel­ki wy­pa­dek, wzo­rem ko­le­ża­nek, przy­pię­ła do rącz­ki lali drob­ny łań­cu­szek, a drugi ko­niec umo­co­wa­ła do szcze­bel­ka. Nie mogła się na razie po­ba­wić, ale miała na­dzie­ję, że wkrót­ce się to zmie­ni. Za­ję­ła się szy­ciem ubra­nek dla nowej za­baw­ki, ale nie po­tra­fi­ła skro­ić spodni. Dla­te­go z resz­tek fi­ran­ki i sta­rej ko­kar­dy wy­cza­ro­wa­ła prze­cud­ną suk­nię ba­lo­wą. Lali i tak wszyst­ko jedno, w co bę­dzie ubra­na, a Ma­lu­ta wo­la­ła­by zna­leźć dziew­czyn­kę. Wszyst­kie jej ko­le­żan­ki miały dziew­czyn­ki. Ubie­ra­ły je i stro­iły. Ona też tak chcia­ła. Na razie po­sta­no­wi­ła wy­sprzą­tać domek dla lalek, który zro­bił jej na uro­dzi­ny tata.

 

* * *

– Fuj, Ma­lu­ta, umyj la­lecz­kę, bo śmier­dzi! – Mama skrzy­wi­ła się. – Po­ka­za­łaś, gdzie jest to­a­le­ta w jej domku i jak z niej ko­rzy­stać?

– Tak, ma­mu­siu. Ale chyba po­win­nam ją wy­ką­pać!

– Oczy­wi­ście, ko­cha­nie. Aku­rat za­go­to­wa­łam wodę na her­ba­tę. Nalej tro­chę do mied­ni­cy. I wy­rzuć te brud­ne szma­ty. Chcia­ła­bym zo­ba­czyć, jak wy­glą­da w sukni, którą uszy­łaś.

Dziew­czyn­ka przy­go­to­wa­ła miskę z wodą, spraw­dzi­ła, czy nie jest za go­rą­ca, a potem wy­ję­ła la­lecz­kę. Tro­chę trwa­ło, zanim wy­łu­ska­ła ją z brud­nych ubra­nek, ale w końcu udało się.

– Mamo, ale ona ma brodę i wąsy, jak tata! A ja chcę, żeby to była pani! – za­ję­cza­ła dziew­czyn­ka.

– Nie ma pro­ble­mu, skar­bie. Weź ode mnie tro­chę kremu do de­pi­la­cji, bę­dzie gła­dziut­ka.

Ma­lu­ta wy­sma­ro­wa­ła buźkę lalce, uwa­ża­jąc, żeby nie ma­znąć po wło­sach. Przez te kilka ty­go­dni lalce uro­sła spora czu­pry­na. Po na­my­śle wy­cią­gnę­ła za­baw­kę z ką­pie­li i po­sma­ro­wa­ła całe ciał­ko. Chwil­kę du­ma­ła, czy nie ob­ciąć tego frę­dzel­ka, który smęt­nie zwi­sał mię­dzy no­ga­mi, ale po­my­śla­ła, że jak za­ło­ży jej majt­ki i su­kien­kę, to nic nie bę­dzie widać.

– Wiesz, ma­mu­siu, w so­bo­tę or­ga­ni­zu­je­my u Zary przy­ję­cie dla lalek.

– To fan­ta­stycz­nie, ko­cha­nie! – Mama nawet nie unio­sła wzro­ku znad stołu, gdzie sie­ka­ła wą­trób­kę. – Mu­sisz mi ko­niecz­nie po­ka­zać, jak wy­glą­da w sukni ba­lo­wej.

– Do­brze. I ucze­szę jej włosy. I wepnę w nie dia­dem. Bę­dzie ślicz­na.

Ubie­ra­nie, za­bie­gi upięk­sza­ją­ce i cze­sa­nie tro­chę po­trwa­ły, bo lalka się wy­ry­wa­ła, a Ma­lu­ta nie chcia­ła jej zro­bić krzyw­dy, więc dzia­ła­ła bar­dzo ła­god­nie. Wresz­cie wszyst­ko było za­pię­te na ostat­ni guzik.

– Mamo, spójrz, czyż ona nie wy­glą­da jak kró­lew­na?

Matka ode­rwa­ła się od swo­je­go za­ję­cia i zer­k­nę­ła na córkę. Dziew­czyn­ka dum­nie pre­zen­to­wa­ła za­baw­kę. Lalka się­ga­ła wzro­stem nieco ponad jej ko­la­na. Miała ufry­zo­wa­ne włosy, w któ­rych świe­ci­ły krysz­tał­ki dia­de­mu, pięk­nie uma­lo­wa­ne oczy i usta, a do tego śnież­no­bia­łą suk­nię prze­pa­sa­ną błę­kit­ną wstąż­ką i szma­cia­ne bu­ci­ki.

Lalka nie chcia­ła stać spo­koj­nie, żeby za­pre­zen­to­wać się mamie, ale Ma­lu­ta szarp­nę­ła lekko łań­cusz­kiem i od­po­wied­nio usta­wi­ła za­baw­kę.

– Jest ele­ganc­ka w każ­dym calu – po­chwa­li­ła mama. – Mo­że­cie spo­koj­nie iść na bal u Zary.

 

* * *

– Nie są­dzi­łem, że kie­dyś się spo­tka­my – po­wie­dział, po­pra­wia­jąc zsu­wa­ją­cy się dia­dem. – My­śla­łem, że spo­czy­wa­cie gdzieś pod śnie­ga­mi Mount Eve­re­stu.

– Wszy­scy uwa­ża­ją, że zgi­nę­li­śmy?

– Tak, tyko Szer­po­wie opo­wia­da­ją bajki o gi­gan­tycz­nym Yeti.

Koniec

Komentarze

'. Każdy z jej rówieśników przerastał ją prawie o głowę, ale Maluta wiedziała, że matce chodzi o dorosłość, a nie wiek.'' - skoro rówieśnicy ją przerastali, bardziej odpowiednim słowem byłoby... no właśnie. Coś byłoby, tylko nie chce mi się teraz kombinować, co.

 Przeczytałem.

DZięki, chodziło o wzrost.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podziwiam Twoja pracowitość i wenę twórczą. Muza widać nie odstępuje Cię na krok. I niech tak będzie jak najdłużej.

Mimo, że jestem teraz bardzo zajęta, postanowiłam napisać coś pod Twoim „Gigantem”, bo nie mogę pominąć milczeniem tak udanego dziełka. Nie tracąc nic ze swojego stylu opowiadasz kolejna historyjkę, jakże odmienną od dotychczasowych. Pomysł przedni, wykonanie takież – nie mam tu nic do roboty, poza przyjemnością ponownego przeczytania.

Gratuluje i pozdrawiam.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Regulatorzy

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Byłam, widziałam. Prawdę mówiąc, historyjka wielkiego na mnie wrażenia nie zrobiła, choć w sumie udało Ci się oddać wrażenie pewnego rodzaju... okrucieństwa. Brr. To znaczy ogólnie wszystko fajnie, ale akurat pointa mi się nie spodobała. Jakaś taka...

 

"Wiesz mamusiu" - przecinek przed wołaczem.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Może niektórzy uznają to za brak dramaturgii, ale cieszę się, że Maluta jednak nie odcięła laleczce frędzelka. Pozdrawiam.

Dobrze, ze nie odcięła: "frędzelka"... Broda odrośnie...

Zakończenie ciut (słowo niepasujące do gigantów) gorsze od reszty, ale cały opek przedni. Klimat jest, fantastycznie też, a w dodatku transkrólewna :)!

A o Himalajach i Yeti niedawno było: http://www.fantastyka.pl/4,8687.html

Ale to dwie zupełnie różne bajki. :)

Pozdrawiam,

zepchnięty na drugie miejsce... :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Mamy z Dreammy te same obawy (lęki?) :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Fajnie, lekko piszesz. Mnie się własnie zakończenie najbardziej podobało.

Ostatni akapit nie wnosi zupełnie nic i psuje bardzo dobre wrażenie.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Jako fan rasowego sci-fi i fantasy ( lasery, bajery, miecze, krasnoludy ) bardzo jestem zaskoczony tematyką 90% opowiadań, które przeczytałem. Ale muszę przyznać, cze zaskakują mnie one wszystkie pomysłem na temat. I tak jest tez tutaj. Bardzo fajnie się czytało. Nie mój klimat, a jednak fajne:)

@koik80, ja też dawno temu pisałam o Himalajach i Yeti, ale w obliczu linkowanego przez Ciebie tekstu, pozostaje mi zamilknąć i pochylić głowę z szacunkiem i pewnym rodzajem łagodnego zadziwienia.

Rzeczywiście te same obawy :) na szczęście ja nie mam frędzelka, ale i tak poczułam się poruszona.

Kompleks braku frędzelka! :) Pamir świetny, kooknąłem.
Sorki za posądzenie o chłopowatość (pasujące do komentowanego opowiadania), ale te Wasze nicki...

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

     "- Tak, tyko szerpowie opowiadają bajki o gigantycznym Yeti. "

     Tenzing, wspólnie z Hillarym pierwszy zdobywca Mount Everestu, obraziłby się za ten błąd w sposobie pisania nazwy jego ludu --- i miałby rację.

Przeczytałem. Nie zostałem wbity w ziemię, ale mimo to opowiadanie uważam za przyjemne. Fajny kawałek tekstu.

A mnie się właśnie pointa podoba. Ogólnie dobry i ładnie napisany króciak. No i to napięcie podczas sceny depilacji (frędzelek) ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tylko w poincie nie ma nic, czego nie idzie się łatwo domyślić w połowie pierwszego akapitu.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

No. Niezłe, niezłe.:)

Brajt, no dobra. Widać głupieję, bo za dużo przed kompem siedzę. Wydaje mi się jednak, że to jest ok, można tak zrobić, że w trakcie opowiadania da się mniej lub bardziej jasną wskazówkę, a potem na końcu czytelnik odkrywa, że dobrze (lub źle) się domyślał albo się zastanawia, dlaczego był niedomyślny. To taka dopuszczalna, nawet jeśli tylko umiarkowanie wyrafinowana, taktyka pisania.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Lekko i przyjemnie się czytało. Nie było jakieś bardzo zaskakujące, ale jednak przyjemne. Też poczułem pewnego rodzaju ulgę, że Maluta jednak nie ucięła "frędzelka" ;)

Problem z tą pointą jest nawet nie taki, że jest przewidywalna, tylko że służy wyłącznie wyjawieniu o co chodzi. Literacko jest po prostu zmarnowana, ot taki sobie dialog i tyle. Brakuje kopnięcia, obojętnie w którą stronę by ono nie było.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Niemniej cała reszta bardzo mi się podoba.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Rzeczywiście czasem lepiej żeby czytelnik coś tam się domyslał, niz zaskoczyć pointą z księżyca. A najlepiej żeby zakończenie wynikało z tekstu. Takie jest moje zdanie. A tekścik taki sobie, czyli dobrze, że krótki. Przy okazji nie zgodzę się z opinią, że jest to coś innego od pozostałych opowieści bemik. Te, które czytałem mają podobny schemat. Opis życia codziennego, bo przecież nawet te yeti zachowują się jak ludzie,a potem jakaś wstawka fanastyczna.

pozdrawiam

Dzięki wszystkim za komentarze. Co do zakończenia - zwyczajnie, jakieś musiało być, a nie wpadłam na lepszy pomysł.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Roger   "- Tak, tyko szerpowie opowiadają bajki o gigantycznym Yeti. "
Tenzing, wspólnie z Hillarym pierwszy zdobywca Mount Everestu, obraziłby się za ten błąd w sposobie pisania nazwy jego ludu --- i miałby rację.
Mój drogi, pisownia za Wikipedią. Nie wiem, gdzie dopatrzyłeś się błędu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Szerpowie jako naród (lud?) wielką literą. Szerpowie (nie wiem czy w tym przypadku też się tak odmienia) jako tragarze wysokogórscy --- małą.

...a tak przynajmniej mi się wydaje...

Aaaa, no tak, powinno być Szerpowie. Już poprawiam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

    Ten Szerpa, ci Szerpowie. To nazwa własna członka himalajskiego ludu, a teraz już narodu. Apacze, Pawnisi, Siuksowie, Cyganie, Korsykanie  i Romowie są w podobnej sytuacji językowej.  Owszem, kiedyś używano wyrazu "szerp" na określenie himalajskiego tragarza --- do czasu, kiedy zorientowano się, że tymi tragarzami są czlonkowie ludu Szerpów, a wyraz Szerpa, czyli "czlowiek wschodu", nie oznacza w ich języku tragarza, tylko jest nazwą członka tego ludu.  Ze zdania nie wynika, że autorka pisze o tragarzach, nie, raczej o mieszkańcach Himalajów --- Szerpach.

    Należało to dokładniej sprawdzić --- jak zwykle. 

    Link:  ---> http://www.himalaje.pl/lszer.htm

Frędzelek w sumie nadawałby się na finał, bo on ma spory potencjał na mocną pointę. Np. zasugerował w tekście, że jutro zostanie ucięty, np. w tej ostatniej kwestii Mamy.

A tak ogólnie, bardzo cieszy, że takie fajne opka są w konkursie! :)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Drogi Rogerze, błąd już poprawiony, jest Szerppowie.Rzeczywiście nie miałam na myśli tragarzy, tylko lud zamieszkujący Himalaje. A błąd - jak błąd - siedział sobie i czekał aż ktoś go wytknie. Sądziłam, że chodzi Ci o to, że powinnam napisać  ten wyraz  z angielska. Więc nie wiedziałam, co chcesz, żebym poprawiła. A wystarczyłoby tak prosto i klarownie powiedzieć: Szerpowie jako nazwę ludu należy pisać dużą literą. 

Pozdrawiam 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

    Ciekawe, jaka jest w języku polskim żeńska forma rzeczownika "Szerpa". "Szerpka"? Chyba tak. 

Frendzelek najlepszy. Nawet mnie coś zabolało (i nie o brak wrażliwości chodzi).

Lekkie i przyjemne opowiadanie, dialog na zakończenie wcale nie przeszkadza, właściwie dobrze, że tam jest, bo choć można się co nieco domyślić, to jednak mi w pierwszej chwili nie przyszło na myśl Yeti ;)

Lekkie i miłe, chociaż zakończenie faktycznie troche nie pasuje. Ale ogólnie przyjemnie się czyta, humor poprawiony i uśmiech na ustach:) dzięki za to:)

Dzięki April

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A miałam nadzieję, że "laleczek" spotka na balu jakieś kobitki. A tu takie rozczarowanie… Bo pewnie głównie faceci się tam wybierają i głównie takie lalki zgarniały małe Yetki?

Opko sympatyczne. :-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka