- Opowiadanie: betweenthelines - Zguba

Zguba

Są takie stra­ty, któ­rych nie da się zro­zu­mieć. Zo­sta­wia­ją po sobie py­ta­nia bez od­po­wie­dzi.
 

Po dru­giej stro­nie jest ktoś — rów­nie za­gu­bio­ny i bez­rad­ny wobec tego, co się wy­da­rzy­ło.

 

Ser­decz­nie dzię­ku­ję bruce i Mi­cha­el­Bul­l­finch za pomoc w do­pra­co­wa­niu opo­wia­da­nia, bez Was pew­nie do tej pory błą­dzi­ła­bym jak we mgle.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zguba

Ścież­ka pro­wa­dzą­ca przez las była wąska i po­ro­śnię­ta wy­so­ką trawą, jakby od dawna nikt tędy nie prze­cho­dził. War­stwa opa­dłych, mo­krych liści tłu­mi­ła każdy krok, przez co prze­strzeń wy­da­wa­ła się nie­na­tu­ral­nie cicha. Pnie drzew rosły bli­sko sie­bie, two­rząc coś na kształt ścian, a sple­cio­ne wy­so­ko ko­ro­ny prze­pusz­cza­ły je­dy­nie skraw­ki świa­tła. Lila szła kilka kroków przed ko­bie­tą, co chwi­lę od­wra­ca­jąc głowę, upew­nia­jąc się, że do­ro­sła nadal tam jest.

– Mamo… to miej­sce jest dziw­ne – po­wie­dzia­ła szep­tem.

– Dziw­ne miej­sca czę­sto pa­mię­ta­ją naj­wię­cej.

Dziew­czyn­ka zmarsz­czy­ła brwi.

– To zna­czy, że sły­szą?

– Być może.

Wkrót­ce las ustą­pił miej­sca po­la­nie. W jej cen­trum rosło stare drze­wo, roz­ło­ży­ste i ma­syw­ne, z ga­łę­zia­mi wy­gię­ty­mi w różne stro­ny. Na jed­nej sie­dział nie­ru­cho­mo ptak o czar­nych pió­rach z chłod­nym po­ły­skiem, po­dob­nym do świa­tła uwię­zio­nego w nocy. Ciem­ne i błysz­czą­ce oczy uważ­nie ob­ser­wo­wa­ły dwie po­sta­cie. Dziec­ko ści­snę­ło dłoń ko­bie­ty, wy­raź­nie za­nie­po­ko­jo­ne wido­kiem zwie­rzę­cia.

– On się strasz­nie gapi.

– Widzi.

– To to samo!

– Nie za­wsze, ko­cha­nie. Wi­dze­nie to coś wię­cej niż pa­trze­nie.

Razem po­de­szły bli­żej drze­wa, każdy krok nie tylko skra­cał od­le­głość, lecz także mącił ciszę pa­nu­ją­cą wokół.

– A co on widzi, ma­mu­siu?

Ko­bie­ta spoj­rza­ła w stro­nę zwie­rzę­cia, pró­bu­jąc zna­leźć od­po­wiedź.

– Może po pro­stu pil­nu­je.

– Pil­nu­je, ale czego?

– Żeby nas nie zgu­bić.

Za­pa­dła cisza, Lila wy­glą­da­ła na za­cie­ka­wio­ną, ale rów­nież bar­dzo prze­ję­tą.

– Mamo, a ty kie­dyś coś zgu­bi­łaś?

Ko­bie­ta wes­tchnę­ła, nie­pew­na od­po­wie­dzi. Py­ta­nie tra­fi­ło w miej­sce, któ­re­go nie do­ty­kała od dawna.

– Zgu­bi­łam kogoś bar­dzo waż­ne­go.

– I zna­la­złaś go?

Py­ta­nie za­wi­sło w po­wie­trzu ciężarem większym niż po­win­no. Dłoń, która jesz­cze przed chwi­lą pro­wa­dzi­ła dziec­ko, osła­bła nagle. Wspo­mnie­nie w gło­wie pękło, po­zo­sta­wia­jąc po sobie nie­ja­sny zarys. Ko­la­na ugię­ły się mi­mo­wol­nie i ko­bie­ta opa­dła na zie­mię, nie mogąc nawet po­wstrzy­mać ruchu. Od­dychała nie­re­gu­lar­nie, a oczy za­szły łzami szyb­ciej niż padła od­po­wiedź.

 

 ☙☙☙

 

Mia­stecz­ko ota­cza­ła mgła. Cięż­ka i spo­koj­na, jakby na­le­ża­ła do tego miej­sca od za­wsze. Ulice pro­wa­dzi­ły mię­dzy ni­ski­mi do­ma­mi o przy­ga­szo­nych ko­lo­rach, a każdy za­kręt przy­po­mi­nał po­przed­ni na tyle, by trud­no było za­pa­mię­tać róż­ni­cę. Lila nie­ustan­nie prze­cho­dzi­ła przez rynek, mi­ja­ła tę samą stud­nię, skrę­ca­ła w ulicz­kę pro­wa­dzą­cą w stro­nę domu, a potem wra­ca­ła do­kład­nie w to samo miej­sce. Trasa po­wta­rza­ła się, choć nigdy nie pro­wa­dzi­ła dalej. Trwa­ła w jed­nym, nie­koń­czą­cym się dniu, jakby świat sta­nął w miej­scu. Nie pa­mię­ta­ła, kiedy ostat­ni raz wi­dzia­ła mamę i gdzie wła­ści­wie jest.

– Ma­mu­siu… – za­szlo­cha­ła.

Dziew­czyn­ka miała pięć lat. Na ra­mio­na opa­da­ły jasne włosy, lekko splą­ta­ne od wia­tru, który jako je­dy­ny wę­dro­wał razem z nią. Ró­żo­wa, prze­mo­czo­na su­kien­ka z wi­docz­nym śla­dem po urwa­nym gu­zi­ku, ob­le­pia­ła drob­ne ciało. Mimo za­bru­dze­nia za­cho­wa­ła wy­raź­ny kolor, nie­pa­su­ją­cy do obec­ne­go oto­cze­nia. Nad­gar­stek pię­cio­lat­ki owi­ja­ła cien­ka nitka, zwią­za­na w pro­sty supeł, który za­ci­ska­ła za­wsze w chwi­lach zwąt­pie­nia. Dotyk miał przy­po­mi­nać coś waż­ne­go, choć pa­mięć nie po­tra­fi­ła nadać temu kształ­tu.

Tego dnia droga znów za­pro­wa­dzi­ła na rynek. Stud­nia tkwi­ła po­środ­ku, ka­mien­na i stara, z kra­wę­dzią po­szar­pa­ną przez czas. Lila po­de­szła bli­żej, sta­nę­ła na pal­cach i zaj­rza­ła do środ­ka. Ciem­ność nie miała dna.

– Halo? – za­wo­ła­ła.

Nawet echo nie od­po­wie­dzia­ło. Pod­nio­sła mały ka­mień i wrzu­ci­ła do cembrowiny. Nie usły­sza­ła plu­sku, a tafla wody, po­zo­sta­ła nie­na­tu­ral­nie spokojna.

– Głu­pie miej­sce.

Od­wró­ci­ła się z na­ra­sta­ją­cą fru­stra­cją. Kroki na­bra­ły gniew­ne­go tempa, chcąc ru­chem zmu­sić świat do od­po­wie­dzi. Ulice tra­ci­ły sens, za­krę­ty pro­wa­dzi­ły w miej­sca, które wy­glą­da­ły zna­jo­mo, ale nigdy nie da­wa­ły wyj­ścia. Lu­dzie mi­ja­ni po dro­dze po­zo­sta­wa­li obec­ni je­dy­nie czę­ścio­wo, ich spoj­rze­nia prze­su­wa­ły się obok Lili, nie za­trzy­mu­jąc na niej uwagi. Twa­rze trwa­ły w ruchu, lecz bra­ko­wa­ło w nich roz­po­zna­nia. Do­pie­ro po chwi­li zwró­ci­ła uwagę, że coś w nich było dziw­nego. Błysz­cze­li, jakby ob­sy­pa­ni drob­nym, mi­go­czą­cym pyłem, ale nikt nie wy­glą­dał na zdzi­wio­ne­go. Na wła­snych dło­niach i no­gach zo­ba­czy­ła ten sam po­łysk.

– Padał bro­ka­to­wy deszcz? – pi­snę­ła.

Przez se­kun­dę brzmia­ło to sen­sow­nie. Za­ci­snę­ła palce na pę­tel­ce z myślą, że dotyk po­mo­że zro­zu­mieć rze­czy­wi­stość. Zwol­ni­ła, choć na­pię­cie wciąż pcha­ło na­przód. Wró­ci­ła my­śla­mi do ob­ra­zu, na­tar­czy­wie po­wra­ca­ją­ce­go, gdy za­my­ka­ła oczy. Las. Gęsty i cichy, praw­dziw­szy od wszyst­kiego wokół, w któ­rym drze­wa stały bli­sko sie­bie. Lila za­mar­ła, za­wie­si­ła wzrok dalej niż się­ga­ła za­bu­do­wa, pró­bu­jąc od­na­leźć wła­ści­wy kie­ru­nek.

– Tam… do mamy.

Bez wa­ha­nia ru­szy­ła w stro­nę wska­zy­wa­ną przez myśli. Mi­ja­ne bu­dyn­ki za­czę­ły tra­cić ostrość, roz­my­wa­jąc ko­lo­ry, a mgła gęst­nia­ła coraz bar­dziej. Na gra­ni­cy mia­sta po­wie­trze zmie­ni­ło za­pach. Ka­mie­nie pod sto­pa­mi ustą­pi­ły mięk­kiej i wil­got­nej ziemi po­kry­tej li­ść­mi. Oczom uka­za­ły się po­je­dyn­cze drze­wa, potem ko­lej­ne, aż w końcu do­tych­cza­so­we oto­cze­nie zu­peł­nie zmie­ni­ło wy­gląd. Lila zwol­ni­ła, las pro­wa­dził dalej bez wy­raź­nych wska­zó­wek, a mimo to każdy ruch wy­da­wał się mieć wła­ści­wy kie­ru­nek. Drze­wa za­czę­ły rzed­nąć, ustę­pu­jąc miej­sca ci­chej, otwar­tej prze­strze­ni. Dziew­czyn­ka wy­szła na po­la­nę. Po­środ­ku stał ogrom­ny dąb, stary i roz­ło­ży­sty, z sze­ro­ko roz­cią­gnię­tą ko­ro­ną rzu­ca­ją­cą cień na prze­strzeń do­oko­ła.

Lila ob­ser­wo­wa­ła drze­wo, aż do­strze­gła na jed­nej z ga­łę­zi bia­łe­go kruka. Pióra miały chłod­ny, mlecz­ny od­cień. Sie­dział nie­ru­cho­mo, nie pa­so­wał do ko­lo­rów wokół ani do świa­ta. Po­ru­szał głową po­wo­li, ostroż­nie, a spoj­rze­nie sku­piał na dziec­ku. Dziew­czyn­ka zro­bi­ła krok w tył.

– Na co się ga­pisz? – po­wie­dzia­ła ostro.

Zwie­rzę nie za­re­ago­wa­ło. Spoj­rze­nie trwa­ło nie­prze­rwa­nie. Lila od­nio­sła wra­że­nie, że już kie­dyś za­da­ła to py­ta­nie. Nie tutaj, nie teraz, ale w innym miej­scu i cza­sie, który po­la­na do­sko­na­le pa­mię­ta­ła.

– Pa­trzę na to, co idzie… zanim jesz­cze wie, że już ode­szło – roz­le­gło się kra­ka­nie.

Lila pa­trzy­ła na kruka bez mru­gnię­cia, pró­bu­jąc zna­leźć wy­tłu­ma­cze­nie dla sy­tu­acji.

– Nie mów. Nie mów, bo to dziw­ne.

Dłoń od­na­la­zła nitkę na nad­garst­ku, pró­bu­jąc przy­wró­cić po­rzą­dek. Prze­łknę­ła ślinę i zmru­ży­ła oczy z nie­po­ko­ju.

– Zwie­rzę­ta nie mówią.

Spoj­rze­nie ptaka po­zo­sta­wa­ło spo­koj­ne. Prze­su­nął cię­żar ciała do przo­du, pa­zu­ry lekko stuk­nę­ły o korę, a biała syl­wet­ka na­bra­ła wy­ra­zi­sto­ści.

– Kto mówi, choć nie po­wi­nien już mówić, ten tylko po­wta­rza echo wła­sne­go odej­ścia – od­po­wie­dział.

Ciało Lili za­drża­ło lekko.

– Ja… ja mówię.

Głos za­brzmiał ci­szej, mniej pew­nie niż po­przed­nio. Wzrok ucie­kł na bok, w prze­strzeń mię­dzy drze­wa­mi.

– I nie je­stem echem – od­burk­nę­ło dziec­ko.

Słowa za­wi­sły w po­wie­trzu.

Zwie­rzę po­ru­szy­ło de­li­kat­nie skrzy­dła­mi. Jed­nym, pew­nym ru­chem prze­sko­czyło na ramię dziew­czyn­ki. Lila pod­sko­czy­ła wy­stra­szo­na.

– Nie wolno! Sio! – krzyk­nę­ła.

– Kto sły­szy sie­bie drugi raz, ten nie jest już w tym samym miej­scu, co za pierw­szym razem – po­wie­dział, nie od­ry­wa­jąc wzro­ku.

Lila nie za­re­ago­wa­ła. Zbyt sku­pio­na na sło­wach, które wi­ro­wa­ły w gło­wie bez po­rząd­ku. Obec­ność ptaka stała się czymś, co w końcu było rze­czy­wi­ste.

– Znowu mó­wisz dziw­nie i nic nie ro­zu­miem. – Zmarsz­czy­ła brwi.

To­wa­rzysz usiadł wy­god­nie, szu­ka­jąc kie­run­ku, w któ­rym po­win­ni ru­szyć. Pię­cio­lat­ka po­dą­ży­ła za jego spoj­rze­niem.

– Za­pro­wa­dzisz mnie do mamy? – za­py­ta­ła przez łzy.

Kruk lekko kiw­nął łeb­kiem w stro­nę ścież­ki gi­ną­cej w gę­stwi­nie szu­warów. Trzci­na rosła gęsto, wy­so­ka i sztyw­na, two­rząc zie­lo­ną za­sło­nę przy brze­gu wody. Widok ta­ta­ra­ku ko­ły­sa­ne­go lekko przez wiatr zmie­nił rytm myśli dziew­czyn­ki.

– Ja… już tu byłam… pa­mię­tam – wy­szep­ta­ła.

– Nie­któ­re kroki zo­sta­ją tam, gdzie je po­sta­wio­no, nawet jeśli nogi po­szły dalej.

Lila prze­łknę­ła ślinę.

– Gdzie jest mama? – rze­kła łka­ją­cym gło­sem.

Ptak wfru­nął mię­dzy źdźbła. Trze­pot skrzy­deł roz­su­nął ro­śli­ny, od­sła­nia­jąc wąski frag­ment wody ukry­ty za zie­le­nią. Tafla była ciem­na, po­zba­wio­na zwy­kłe­go od­bi­cia, a brze­gi zni­ka­ły pod war­stwą za­ro­śli.

– Kto raz zgu­bił drogę do kogoś, ten nie znaj­du­je jej, nawet gdy bar­dzo szuka – za­skrze­czał.

 

☙☙☙

 

– Zbie­rze­my tro­chę malin? – za­py­ta­ła ko­bie­ta, po­pra­wia­jąc kosz na ra­mie­niu. – Zro­bi­my cia­sto, takie, jak lu­bisz.

– Dużo malin! – wy­krzy­cza­ło dziec­ko.

Trawa ugi­na­ła się pod sto­pa­mi, a po­wie­trze wy­peł­niał za­pach lasu i cie­płej ziemi. Dziew­czyn­ka bie­ga­ła po po­la­nie mię­dzy owo­co­wy­mi krzacz­ka­mi. Świat był za­ba­wą bez końca.

– Nie za da­le­ko! – za­wo­ła­ła matka, nie od­ry­wa­jąc wzro­ku od krze­wów.

– Tyl­ko tutaj! – od­po­wie­dzia­ła córka, choć głos za­ni­kał w prze­strze­ni.

Pod­bie­gła do sie­dzą­ce­go na drze­wie ptaka, który uważ­nie ob­ser­wo­wał każdy ruch. Unio­sła dłoń, pró­bu­jąc do­się­gnąć ga­łę­zi.

– Pobaw się ze mną – rzuciła z lek­kim śmie­chem.

Kruk przez krót­ką chwi­lę nie robił nic, tylko pa­trzył, roz­wa­ża­jąc pro­po­zy­cję. Roz­wi­nął skrzy­dła i bez pośpiechu od­le­ciał.

– Za­cze­kaj! – wy­krzy­cza­ła.

Kruk le­ciał dalej, wy­zna­cza­jąc drogę krót­ki­mi, pew­ny­mi prze­lo­ta­mi. Dziec­ko ru­szy­ło za nim. Naj­pierw szyb­kim kro­kiem, potem bie­giem. Ra­dość z za­ba­wy nie po­zwa­la­ła zwol­nić. Pro­mie­nie słoń­ca mi­ga­ły wokół, a od­le­głość od no­we­go przy­ja­cie­la nie zmniej­sza­ła się ani odro­bi­nę. Ptak le­ciał dalej, aż znik­nął za ko­ro­na­mi drzew. Wtedy uwagę dziew­czyn­ki przy­ku­ła gęsta ścia­na zie­le­ni, in­te­re­su­ją­ca bar­dziej niż wszyst­ko inne. Skrę­ci­ła bez wa­ha­nia.

Źdźbła ustę­po­wa­ły kro­kom. Dźwię­ki uci­chły, nawet wła­sny od­dech brzmiał ina­czej. Przez szcze­li­nę w za­ro­ślach zo­ba­czy­ła świa­tło od­bi­te od wody. Po­de­szła bli­żej. Tafla była nie­ru­cho­ma, po po­wierzch­ni dry­fo­wał liść, za­ta­cza­jąc de­li­kat­ne kręgi. Dziew­czyn­ka wy­cią­gnę­ła rącz­kę, chcąc zmie­nić kie­ru­nek ruchu list­ka. Wiatr prze­su­nął zie­lo­ny skra­wek poza za­sięg pa­lusz­ków. Po­chy­li­ła moc­niej ciało, pewna, że już nie­wie­le bra­ku­je. Zie­mia pod sto­pa­mi osu­nę­ła się nagle, po­wierzch­nia wody za­drża­ła.

Ciszę prze­cię­ło kra­ka­nie i krzy­ki ko­bie­ty.

– Lila! Lila!

Imię roz­dzie­ra­ło po­wie­trze, po­wta­rza­ne coraz szyb­ciej i bar­dziej roz­pacz­li­wie.

– Lila!

Wiatr gwał­tow­nie za­ko­ły­sał szu­wa­ra­mi. Matka wbie­gła mię­dzy wy­so­kie trawy, sku­pia­jąc wzrok na sta­wie. W po­śpie­chu za­nu­rzy­ła dło­nie, pró­bu­jąc po­chwy­cić co­kol­wiek pod wodą.

– Có… có­recz­ko…

Głos łamał się na każ­dej sy­la­bie, po­wta­rza­nej raz za razem, coraz ci­szej i bez­rad­niej.

– Nie… nie…

Uklę­kła zgię­ta w bez­sil­no­ści. Dło­nie opa­dły bez­rad­nie wobec pa­nu­ją­cej ciszy. Na wil­got­nej ziemi, tuż przy brze­gu, leżał mały guzik. Pod­nio­sła go, za­ci­ska­jąc w dłoni.

 – Zgu­bi­łam cię…

Słowa wy­szły le­d­wie sły­szal­nie. Tylko ta­ta­rak po­ru­szył lekko ło­dy­ga­mi, pa­mię­ta­jąc wszyst­ko.

Koniec

Komentarze

Pobetowo:

Bardzo emocjonalny, mocny tekst. Nie jest najłatwiejszy, ale to dobrze, zmusza do zastanowienia i refleksji. Bardzo mi się podoba. 

Zabawa z czasem wyszła zdecydowanie na plus, trzeba troszkę pogłówkować co było najpierw, co w zaświatach, a co teraz. Mnie to kupiło. Kruk jest jedną z ostatnich rzeczy, które dziewczynka zapamiętała, przez co zrobiłaś z niego świetny symbol i nadałaś magicznych cech, przez co część w zaświatach trzyma w napięciu, pozwala razem z dziewczynką odkrywać co takiego jej się przydarzyło, a czego nie pamięta. Świetny zabieg. Szczególnie, że w realnym świecie to tylko zwykły ptak, który niestety tylko przez moment wzbudził zainteresowanie dziewczynki i odleciał. 

Bardzo urzekły mnie dialogi dziewczynki, są naturalne, czułem, jakby rzeczywiście mówiło to dziecko.

Jedyne czego mógłbym się przyczepić to dialogi Kruka, które mimo że mają sens i pasują, to może czasami były zbyt przemądrzałe. Ale to luźna uwaga, zupełnie nie psuło mi to zabawy z lektury.

Opisy super, od razu zwróciłem na nie uwagę. 

Lekko oniryczne opowiadanie, z dobrym suspensem, nie przesadzonymi, ale prawdziwymi emocjami, fajnymi dialogami i pięknymi opisami. Jestem więcej niż zadowolony. 

Uwazam, ze jak na tak krótki tekst, jest tu wiele treści. Wiele też między wierszami, co świetnie pasuje do nicku. Gratuluję dobrego tekstu i klikam. Czy dam nominację muszę się jeszcze zastanowić. 

You cannot petition the Lord with prayer!

Cześć :)

W pierwszej części piękne dialogi. W rodzaju tych, które niekiedy sama przeprowadzam z moją córką, czyli niekończąca się litania najróżniejszych pytań, na które trzeba znaleźć coś mądrego.

“Głupie miejsce” – to też jest taki zwrot, który mogłabym usłyszeć od dziecka.

I przez to, że stworzyłaś tak realne postaci, jest to historia wręcz rozpaczliwa, niebywale chwytająca mnie za serce. Taka, przez którą nie będę mogła spać.

Nie rusza mnie ćwiartowanie zwłok, bezczeszczenie zwłok, gwałty zakonnic czy cokolwiek urodzi się w mojej głowie, ale przy tak czułym opisie relacji matka-córka, a do tego w kontekście tak bolesnej straty rozpadam się na kawałki, opuszcza mnie cały brutalny i osobliwy humor, wyuczona twardość i czuję się zupełnie bezbronna. I za to w sumie dziękuję.

Pozdrawiam.

I ja bardzo dziękuję za betę, powtórzę z niej: 

Ogromnie bolesny tekst, ze sporą dawką dramatyzmu, ciężkich i trudnych doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Oryginalna symbolika z tajemniczymi wypowiedziami kruka-filozofa-proroka to dodatkowy atut. :) 

Za niepowtarzalny klimat klikam podwójnie, aby Ktoś Mądrzejszy jeszcze tu zajrzał i podjął decyzję. :) 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Orsmutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień.Sporo dramatyzmu, smutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Bolesny tekst.Sporo dramatyzmu, smutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Bolesny tekst.

Pecunia non olet

Hej. Przeczytałem.

 

Jako, że sam mam córkę, której pojawienie się trochę wywróciło moje poglądy na temat życia, przy tekście się zatrzymałem. Im facet się starzeje, to zbroja którą nosi powoli rdzewieje i wychodzi na to, że łatwiej mnie trafić:)

 

Twoją cechą jest pisanie treści bardzo emocjonalnych, nie do końca do mnie zawsze w 100% trafionych(po prostu błędny target;P) ale ten przeczytałem. Głównie dlatego, że sam jestem ojcem, co zostało wspomniane wyżej.

 

Na plus realnie odzworowane kwestie dziecka. Trochę dużo oniryzmu, musiałem się dwa razy dla pewności przeczytać by się upewnić sensu. 

 

Spodziewalem się tego, że są też tutaj zaświaty, kruk był dla mnie tutaj sygnałem. Udało się ci się mimo wszystko zrobić historię którą czytalem z zaciekawieniem.

Podeszła bliżej. Tafla była nieruchoma, po powierzchni dryfował liść, zataczając delikatne kręgi. Dziewczynka wyciągnęła rączkę, chcąc zmienić kierunek ruchu listka. Wiatr przesunął zielony skrawek poza zasięg paluszków. Pochyliła mocniej ciało, pewna, że już niewiele brakuje. Ziemia pod stopami osunęła się nagle, powierzchnia wody zadrżała.

Ładne ;)

 

 

Tekst biblioteczny, co potwierdzę klikajac w klikarni.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej,

 

przeczytałam wczoraj, jak wleciał, ale nie lubię komentować z telefonu, bo źle mi się wtedy piszę, więc komentarz dopiero dzisiaj :)

 

Największy atut to na pewno atmosfera tekstu. Lubię takie opowiadania w trochę melancholijnym tonie, a on pasuje tutaj do opowiadanej historii. Widać, że piszesz też świadomie, nie ma tutaj zapychaczy, a chociażby kruk jest przemyślanym elementem. To na pewno plus. Relacja matka-dziecka też wypada wiarygodnie – zwłaszcza dziewczynka.

 

Z drugiej jednak strony kruk i matka mówią często w sposób zbyt abstrakcyjny jak na sytuację i postaci. Jest to efektowne, ale w przypadku ptaka wydaje mi się momentami przedobrzone. 

 

I finał był dla mnie lekko rozczarowujący. Całość jest emocjonalna, praktycznie od początku wiadomo dokąd zmierza, ale to nie jest problem, bo w takiej historii nie potrzebujemy twistów. Jest pomyślana na to, aby pokazać trudne emocje. Ale właśnie to:

 

 – Zgubiłam cię…

Słowa wyszły ledwie słyszalnie. Tylko tatarak poruszył lekko łodygami, pamiętając wszystko.

Jest dla mnie zbyt proste. Fajnie spaja tekst ze wstępem, ale jako wypowiedź rozpaczającej matki wydaje mi się trochę za lekkie.

 

W każdym razie ładny tekst, klik biblioteczny się należy.

Those who don't believe in magic will never find it

Mi­cha­el­Bul­l­finch

Dziękuję za uważną analizę i pomoc oczywiście. Aż miło widzieć, że ktoś tak rozpracowywał warstwy czasowe, bo trochę się bałam, czy nie przesadziłam. Bardzo się cieszę, że kruk zadziałał tak, jak miał, co do jego dialogów, trafna uwaga, chyba rzeczywiście momentami pozwoliłam mu odlecieć za bardzo w stronę filozofowania, ale taki też był mój zamysł troszkę. 

Dziękuję za klika. heart

 

UnaBom­ba

Dziękuję, to jeden z tych komentarzy, które zostaną ze mną na dłużej.

Bardzo się cieszę, że dialogi i reakcja wybrzmiały prawdziwie, bo na tym mi zależało. To dla mnie ogromny komplement, że historia aż tak poruszyła, nawet jeśli kosztem snu ( mam nadzieję, że wybaczysz). heart 

 

bruce

To ja dziękuję. Za betę, i za powrót do tekstu tutaj. Cieszę się, że klimat i symbolika trafiły, bo to była dla mnie najważniejsza warstwa tej historii.

Dziękuję też za podwójnego klika. Bardzo mi miło i doceniam wsparcie. heart

 

melendur88

Dzięki za szczery komentarz.  Rozumiem, że to nie do końca Twoje klimaty, więc tym bardziej doceniam, że jednak przeczytałeś i że coś w tym tekście Cię zatrzymało. Z oniryzmem pewnie rzeczywiście mogłam trochę przycisnąć, balans to coś, nad czym jeszcze pracuję.

Cieszę się, że scena z dziewczynką i stawem się spodobała. laugh

 

OldGuard

Dziękuję za tak konkretny komentarz. Cieszę się, że atmosfera i świadome pisanie są widoczne. Co do kruka i momentami zbyt abstrakcyjnych wypowiedzi – przyjmuję, to już kolejny sygnał w tę stronę, więc coś w tym jest, ale jak już wspomniałam. Chciałam trochę pofilozofować, żeby dodać krukowi więcej tajemniczości. 

Z finałem rozumiem, co masz na myśli. Chciałam prostoty i nawiązania właśnie do „zguby”.

Dziękuję za wszystkie uwagi i klik. laugh

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Ładne stylistycznie i językowo.

 

Miałem odczucie, że opowiadanie balansuje na granicy między mocnym tekstem a wyciskaczem łez. Już słowa wypowiadane przez matkę w trakcie spaceru brzmią tak, żeby wywołać w czytelniku niepokój i zasygnalizować “będzie coś mocnego”. Matka nieco “filozofuje”, kwestie dialogowe ocierają się o patos, na szczęście można je również interpretować przeżytą depresją i wtedy nabierają sensu.

W kolejnej scenie domyśliłem się, że Lila umarła, więc w zasadzie czytałem resztę, żeby dowiedzieć się, jak. Może będzie to zaskakujące po tym, co napisałem na początku, ale kruk jako anioł śmierci mi się spodobał, a jego kwestie wcale mnie nie drażniły. Czytałem je po dwa lub więcej razy, za każdym razem wydobywając nieco inne znaczenie – żeby nie psuć wrażenia, nie przechodziłem w opowiadaniu dalej :) Kruk jest poniekąd strażnikiem tej krainy śmierci, nie może się zbytnio spoufalać (Charon z mojego powiadania zanadto się zbliżył i ma teraz same kłopoty :P ). Jego kwestie dialogowe podkreślają “zimno” otoczenia, są zbyt trudne dla dziewczynki w tym wieku. Bardzo dobitnie pokazywały mi, że śmierć jest nieodwracalna.

Zastanawiałem się, czy opowiadanie można było zakończyć w momencie, kiedy Lila w zaświatach znajduje jeziorko. Pewnie tak, ale ja bym się wkurzył, gdybym w kolejnym opowiadaniu znalazł domysł dziecko+woda=śmierć, więc dziękuję, że utopiłaś bohaterkę “na wizji”. Bo mam dość historii, w których bohater idzie do lasu i domyślnie się gubi/umiera, dziecko idzie samo nad wodę i autor również przyjmuje, że umarło, więc zostawia to w domyśle.

Więc w końcu stwierdziłem, że granicy kiczu/łopaty/wyciskania łez nie przekroczyłaś, czułem emocje, czasem miałem wrażenie, że podpowiadasz, co mam czuć, ale nie było to nachalne.

I zaklikam do biblioteki, bo tekst jest dobrze napisany.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Serwus Between,

 

Bardzo ładny, a przy tym poruszająco smutny kawałek. Ma w sobie dużo emocji i onirycznego klimatu, jak trafnie zauważyli MichaelMelendur.

Podział na trzy przeplatające się przestrzenie czasowo-miejscowe to ciekawy i dobrze działający zabieg.

Zastanawiam się nad rolą kruka – czy pełni funkcję przewodnika, czy raczej cichego obserwatora łączącego te światy?

A propos kruka: „Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.” – jak rozumieć metaforę „podobnym do światła uwięzionego w nocy”, czyli jaki? Trochę to abstrakcyjne, poetyckie ujęcie.

Opowiadanie bardzo mi się podoba – dobrze się je czyta, trafia w pamięć i porusza.

Gratuluję udanego tekstu.

Pozdrawiam i klikam, więc klasyczne pozdrokilk.

 

@melendur „Im facet się starzeje, to zbroja którą nosi powoli rdzewieje” – Fajnie powiedziane, nadawałoby się do Twojego Koenrada.

marzan

Dziękuję za tak dokładny i szczery komentarz. Rozumiem to balansowanie, o którym piszesz, pilnowałam się, żeby nie przesadzić w stronę wyciskacza łez, bo sam wybór dziecka jako zguby był już ryzykowny, więc dobrze wiedzieć, że jednak nie przekroczyłam tej granicy.

Interpretacja matki przez pryzmat jej stanu psychicznego to strzał w dziesiątkę, to w końcu jej wspomnienia, które za każdym razem, gdy do nich wraca zmieniają się i cieszę się, że to udaje się tak czytać.

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zatrzymałeś się przy wypowiedziach kruka. Wiem, że są momentami filozoficzne i trudne, ale zależało mi na tym, żeby po dłuższym zastanowieniu doprowadziły do prostych, konkretnych odpowiedzi. Z zakończeniem miałam podobne odczucie, że nie chcę zostawiać wszystkiego tylko w domyśle, więc pokusiłam się o to „topienie na wizji”, ale z zachowaniem ostrożności. 

Dziękuję również za klik.

 

Robert Raks

Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że układ tych trzech przestrzeni się sprawdził, bo nie ukrywam trochę się bałam, czy nie spowoduje chaosu.

Jeśli chodzi o kruka, to zależało mi właśnie na niejednoznaczności, żeby był jednocześnie przewodnikiem, obserwatorem i po prostu częścią tego świata. Jego wypowiedzi, mimo że są dość niezrozumiałe na pierwszy rzut oka, to w założeniu miały prowadzić do prostych znaczeń, tylko nie podanych wprost. Zarzut do metafory rozumiem, może jest zbyt moja. Miałam w głowie coś chłodnego i przytłumionego, bardziej podkreślającego ciemność niż ją rozświetlającego. 

Dziękuję za klika.

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Cieszę się, że układ tych trzech przestrzeni się sprawdził, bo nie ukrywam trochę się bałam, czy nie spowoduje chaosu.” – Nie, nie wprowadził chaosu. Sprawdził się.

 

„Jeśli chodzi o kruka, to zależało mi właśnie na niejednoznaczności, żeby był jednocześnie przewodnikiem, obserwatorem i po prostu częścią tego świata. Jego wypowiedzi, mimo że są dość niezrozumiałe na pierwszy rzut oka, to w założeniu miały prowadzić do prostych znaczeń, tylko nie podanych wprost.” – Tak sądziłem, że kimś/czymś takim jest kruk. To dobry pomysł – postać, która łączy wszystkie światy. Jego na poły enigmatyczne wypowiedzi dodają mu tajemniczości i podkreślają jego mistyczność.

 

„Miałam w głowie coś chłodnego i przytłumionego, bardziej podkreślającego ciemność niż ją rozświetlającego.” – Ojej! To już chyba wolałem „podobnym do światła uwięzionego w nocy”. Teraz tym bardziej nie rozumiem – to tak pół żartem mówię wink

 

Ładne opowiadanie, jeszcze raz gratuluję.

Robercie

 tym bardziej nie rozumiem

Uznajmy, że przemówił przeze mnie kruk laugh

Ładne opowiadanie, jeszcze raz gratuluję.

Bardzo dziękuję wink

 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Bardzo ładnie opisujesz świat. Tak dokładnie, niemal drobiazgowo, ale cały czas ciekawie. 

Historia, chociaż nieco rozwlekła zrobiła na mnie wrażenie. 

I ten guzik, był niesamowity. 

delulu managment

Ambush dziękuję za miłe słowa heart

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Piękna historia, która poruszyła coś w moim wnętrzu bardziej niż brutalne opisy walki czy gwałtów. Dzięki tym wszystkim opisom, mój umysł z łatwością kreował obraz przed oczami

Cześć,

 

Ścieżka prowadząca przez las była wąska i porośnięta długą trawą, jakby od dawna nikt tędy nie przechodził.

Trawa zwykle jest wysoka, chyba że to jakiś specjalny gatunek? 

 

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

Podwójny podmiot w zdaniu sprawia, że niepotrzebnie się tu utyka. Ja bym rozbił na dwa osobne:

 

Na jednej siedział nieruchomo czarny ptak. Jego pióra błyszczały chłodno, jak światło uwięzione w mroku. 

 

 

Dotyk miał przypominać coś ważnego, choć pamięć nie potrafiła nadać temu kształtu.

Ładne zdanie :]. 

 

 

Kroki nabrały gniewnego tempa, chcąc ruchem zmusić świat do odpowiedzi

A tu przekombinowane upodmiotowienie kroków. 

 

Ulice traciły sens, zakręty prowadziły w miejsca, które wyglądały znajomo, ale nigdy nie dawały wyjścia.

Nie rozumiem sensu zdania :/ 

 

Dopiero po chwili zwróciła uwagę, że coś w nich było dziwnego.

 

Lila zamarła, zawiesiła wzrok dalej niż sięgała zabudowa, próbując odnaleźć właściwy kierunek.

Tu też przekombinowane. Czy chodziło, o to że skupiła wzrok na czymś, co było dalej niż sięgała zabudowa? 

 

Oczom ukazały się pojedyncze drzewa, potem kolejne, aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.

Niepotrzebne, szkoda rytmu ;]. 

 

Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.

Tu też. Tylko ewentualnie można zmienić szyk zdania: 

Pośrodku stał ogromny stary dąb z rozłożystą koroną rzucającą szeroki cień. 

 

Z mały zgrzytków – nazywanie kruka zwierzęciem.  Z logicznego punktu widzenia, to oczywiście prawda, ale pierwsze skojarzenie jest z jakimś czworonogiem – ssakiem lub gadem. W tekście nie widzę zbyt dużo powtórzeń słowa ptak, więc można by było to spokojnie zamienić. 

 

Jeśli chodzi o warsztatówki, to poza listą powyżej, nie widzę nic więcej. Bardzo płynnie się czytało :]. Pewnie Reg zaraz Ci zrobi tu masakrę przecinkowo-fleksyjną, ale dla mnie jest ok :D. 

 

Fabularnie – bardzo fajny początek, dobre rozwinięcie, ale w końcówce zabrakło puenty. Na tyle, ile zrozumiałem, to mamy do czynienia z jakąś formą portalu, który przenosi do onirycznego miasteczka, z którego nie ma wyjścia. Przewodnikiem po tej i tamtej stronie jest kruk. Dla świata realnego jest czarny, a dla drugiej strony lustra  biały, tak? Motyw z krukiem – przewodnikiem jest zrozumiały i znany chociażby z mitologii nordyckiej – Odyn-kruk. 

Nie rozumiem tylko, po co matka idzie z córką do tego lasu. Czy to jest rodzaj testu, albo może ofiary? 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Powalinczyk jest mi niezmiernie miło, że opisy tak dobrze wybrzmiały. Fakt, że opowiadanie poruszyło Cię mimo prostoty jest dla mnie ogromnym komplementem. Dziękuję za komentarz. smiley

 

MordercaBezSerca dziękuję za tak szczegółowy komentarz! Sugestie oczywiście wezmę pod uwagę.

Cieszę się, że tekst czytało się płynnie, a na ewentualną masakrę przecinkowo-fleksyjną od regulatorzy czekam z zapartym tchem haha. Interpretacja z portalem jest bardzo ciekawa i głęboka, ale akurat tego nie miałam w zamyśle. Bardziej chodziło mi o sam moment przejścia, gdy ktoś umiera to w zasadzie nie wiemy, co się z nim dzieje, czy przechodzi przez portal, czy odlatuje, a może po prostu trwa tam, gdzie ostatni raz zabiło jego serce. Interpretacji może być wiele, myślę, że to jest właśnie odpowiedni tekst, aby zatrzymać się na moment i zastanowić. Nie da się tego jednoznacznie opisać ani zrozumieć z perspektywy tu i teraz, więc nie pokusiłam się o taki prosty zabieg.

W kwestii kruka pozwolę sobie przytoczyć odpowiedź z komentarza wyżej :

 Jeśli chodzi o kruka, to zależało mi właśnie na niejednoznaczności, żeby był jednocześnie przewodnikiem, obserwatorem i po prostu częścią tego świata 

Kolorystyka jest symboliczna. W rzeczywistości jest czarny, natomiast w zaświatach biały, żeby podkreślić odmienność tego miejsca i przyciągnąć uwagę, zwłaszcza dziewczynki. 

Jeśli chodzi o matkę i córkę to nie był żaden rytuał , a zwykły spacer, który niestety kończy się tragicznie. Jednak bardzo mi miło, że pokusiłeś się o tak głębokie wejście w tekst i wydobycie z niego jak najwięcej. 

Dziękuję raz jeszcze za tak uważne przeczytanie i podzielenie się opinią!laugh

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Bardziej chodziło mi o sam moment przejścia, gdy ktoś umiera to w zasadzie nie wiemy, co się z nim dzieje,

Ok, to na to nie wpadłem ;]. Widać, że bardzo ambitnie podeszłaś do ćwiczenia techniki show– not tell. I generalnie wszystko jest jasno pokazane za pomocą symboli – nitka skojarzyła mi się z Mojrami z mitologii greckiej, które tkały ją dla każdego człowieka i przecinały z chwilą jego śmierci. Dziewczynka ma nitkę zawiązaną na ręce i zacieśnia supeł, kiedy chce sobie coś przypomnieć. 

Żeby poczuć motyw śmierci zabrakło mi chyba gdzieś małej wzmianki o ostateczności, nieuchronności albo coś w tym stylu.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

MordercaBezSerca w mojej hmm interpretacji śmierci pokusiłam się właśnie o porównanie jej do zguby. laugh Bardzo mi miło, że tak wiele dostrzegłeś w tym krótkim tekście. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Interesująca opowieść. 

Dla mnie ostatnia część wszystko pospinała i powyjaśniała.

Ja tak to sobie interpretuję, że matka zmarła wkrótce po śmierci dziecka (być może samobójstwo), dlatego w pierwszej części idzie za córką.

Babska logika rządzi!

Finkla  dziękuję za odwiedziny i komentarz. Miło, że opowiadanie zainteresowało. heart Kolejna wspaniała interpretacja i cóż bliska memu sercu. Pozostawiam czytelnikom pole do dalszych interpretacji, które z każdym komentarzem cieszą coraz bardziej. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej! 

Bardzo ładnie napisane i tak… starannie! Widać, że siedziałaś nad każdym zdaniem i starałaś się, żeby były klimatyczne i dobrze brzmiały. Zwłaszcza w opisach. Czasami nawet odrobinkę przedobrzyłaś i ocierałaś się o patos (szczególnie w wypowiedziach kruka). Jednak patrząc na trudną tematykę tego opowiadania, właściwie to nie przeszkadza. Czytało się bardzo płynnie. 

Przyczepię się do końcówki, bo w moim odczuciu brzmi mało naturalnie. Wydaje mi się, że reakcją matki, która właśnie straciła dziecko, nie byłoby refleksyjne „zgubiłam cię”. Taka bezsilna fraza pasowałaby raczej po latach, kiedy emocje opadną, ale nie tuż po utonięciu.

Klikam i pozdrawiam :)

Podążaj za białym królikiem.

Marszawa Dziękuję za komentarz. Miło mi, że doceniłaś klimat i opisy, z każdym takim komentarzem jestem coraz bardziej dumna z tego opowiadania. 

Przyjmuję uwagę z ocieraniem się o patos, zależało mi na zbudowaniu tajemniczości kruka i tutaj pozwolę sobie przytoczyć odpowiedź:

 Jego wypowiedzi, mimo że są dość niezrozumiałe na pierwszy rzut oka, to w założeniu miały prowadzić do prostych znaczeń, tylko nie podanych wprost.

Co do końcówki, rozumiem zarzut i jest w nim sporo racji, jednak trochę świadomie poszłam w tę stronę. Zależało mi, żeby śmierć wybrzmiała bardziej jako zguba niż coś ostatecznego. W moim odczuciu to miał być właśnie moment szoku, gdzie emocje jeszcze nie są w pełni nazwane, tylko wychodzą w takiej trochę bezradnej, urwanej formie.

 

Dziękuję jeszcze raz za przeczytanie i klika!heart

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Cześć between!

Oniryczny nastrój opowiadania jest tutaj atutem, ale jest też mankamentem. Klimat błąkania się, niepewności, snu i niewyraźnej rzeczywistości daje tło pod historię i wciąga. Ale równocześnie przeważa i przytłacza, bo wszystko, jak we mgle, traci swą konkretność, również postacie i wydarzenia.

Uwaga:

Studnia tkwiła pośrodku, kamienna i stara, z krawędzią poszarpaną przez czas.

Krawędź studni ma swoją nazwę, bo to cembrowina.

 

Pozdrawiam!

Hej!

 

Przed wysłaniem przeczytałem swój komentarz i doszedłem do wniosku, że chyba nie jestem docelowym czytelnikiem, a do tego się nieprzyzwoicie rozpisałem :P Niemniej wysyłam i mam nadzieję, że się do czegoś przyda ;)

 

Zaczęło się nie do końca zrozumiale, ale na pewno interesująco. Mamy tajemniczy/magiczny las, mamy matkę, która kogoś straciła, mamy córkę, która nagle ląduje w magicznym/sennym miasteczku. Mamy dziwnych ludzi, którzy jej nie zauważają, poplątane drogi, gadającego kruka. Opowiadanie stawia dużo pytań, po czym… się kończy ;)

To znaczy wiemy, że dziewczynka umarła, ale sporo rzeczy pozostaje niewyjaśnionych.

 

Przede wszystkim nadal nie wiem, gdzie umiejscowić pierwszy człon tekstu. Matka mówi o tym, że kogoś straciła. Na początku podejrzewałem, że chodzi o córkę. Że matka umarła wkrótce po niej, ale z jakiegoś powodu jako jedyna zachowała wspomnienia.

Potem jednak w komentarzach przeczytałem, że kruk jest czarny w rzeczywistości, czyli całość musi się dziać przed śmiercią córki. Czyli strata dotyczy kogoś innego (ojca?), a że ten ktoś nie pojawia się w tekście, to nieszczególnie mnie interesuje.

 

I jakkolwiek otwarte zakończenia potrafią być bardzo ciekawe, to tutaj niestety nie miałem poczucia, że na podstawie charakteru bohaterów mogę próbować domyślać się, jaką dalej podjęli by decyzję, albo że na podstawie zaprezentowanej historii mogę snuć domysły, dlaczego świat wygląda tak, a nie inaczej. Bardziej, że nie jestem pewien, co przeczytałem.

 

Jak widać, relacja matki z córką nie chwyciła mnie za serce. Zwalam to całkowicie na siebie, myślę, że tekst przedstawia relację bardzo dobrze, po prostu tematyka do mnie aż tak nie trafia. Mimo to mam wrażenie, że naprawdę niewiele zabrakło, żeby całość mi się naprawdę podobała.

 

Chodzi konkretniej o środkową część, w której dziewczynka błąka się po zaświatach. Ten fragment zawiera właściwie ciągiem opis nie nawiązujących do niczego wydarzeń. Dziewczynka nie może znaleźć drogi, bo logika senna. Ludzie nie zwracają na nią uwagi, bo logika senna. Dziewczynka nagle może znaleźć drogę – bo logika senna. Dialog z krukiem, może i filozoficzny, też niestety nie łączy się z resztą opowiadania w żaden inny sposób, niż przez samą obecność kruka.

Senność sceny zarejestrowałem bardzo szybko. Gdyby ten fragment był dwa razy krótszy albo gdyby kruk mówił co innego, raczej nie wypłynęłoby to na odbiór.

Podejrzewam, że gdyby ten fragment wprowadzał cokolwiek – dodatkowe szczegóły relacji dziecka z matką, jakąś jej skłonność do zabawy liśćmi, żeby potem wyjaśniło się, czemu wpada do jeziora, jakąś filozoficzną podbudówkę inną niż “wszystko przemija” to całość odebrałbym dużo lepiej.

 

Ciemne i błyszczące oczy[,-] uważnie obserwowały dwie postacie.

Nie rozdzielamy podmiotu od orzeczenia.

Kobieta westchnęła przez krótką chwilę, niepewna odpowiedzi.

Albo nadmiarowe, albo “wzdychała”.

Oddychała nieregularnie, a oczy zaszły łzami szybciej niż padła odpowiedź.

Człon oczywisty, widzimy, że nie było odpowiedzi.

Pytanie trafiło w miejsce, którego nie dotykano od dawna.

Może “dotykała”?

a każdy zakręt przypominał poprzedni na tyle, by trudno [+było+] zapamiętać różnicę.

Dziewczynka miała pięć lat. Na ramiona opadały jasne włosy, lekko splątane od wiatru, który jako jedyny wędrował razem z nią.

Spodziewałbym się, że opis będzie, jak pierwszy raz widzimy dziewczynkę.

Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej.

“Choć” sugeruje sprzeczność, której tu chyba nie ma.

Różowa, przemoczona sukienka z widocznym śladem po urwanym guziku[,-] oblepiała drobne ciało.

Może ktoś mądrzejszy jeszcze się wypowie, ale wydaje mi się, że nawet jeśli po podmiocie występuje mnóstwo jego określeń, to nadal nie rozdzielamy go od orzeczenia.

Trwała w jednym, niekończącym się dniu, jakby świat stanął w miejscu.

Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek.

Coś tu się nie zgadza ;)

Nie usłyszała plusku, a tafla wody, pozostała nienaturalnie nieruchoma.

Może nienaturalnie spokojna?

Ludzie mijani po drodze pozostawali obecni jedynie częściowo, ich spojrzenia przesuwały się obok Lili, nie zatrzymując na niej uwagi.

Do przemyślania, co gdyby to zdanie brzmiało: “Ludzie mijani po drodze byli nieobecni. Ich spojrzenia przesuwały się obok Lili”.

Normalnie nie zwracałbym aż takiej uwagi, ale widzę, że tekst jest całościowo bardzo sensownie napisany, a do tego bawisz się metaforami i porównaniami, to może cię zainteresuje ;)

Często mam wrażenie, że któryś z członów opisów się powtarza (tutaj: ich spojrzenia przesuwały się obok Lili – nie zatrzymując na niej uwagi).

Tak samo część wyrażeń dla mnie jest trochę przekombinowanych/na granicy zrozumienia. Czasem wybór stylistyczny, czasem nie jestem pewien, czy coś wnoszą.

 

Bez wahania ruszyła w stronę[,-] wskazywaną przez myśli.

Nie chodzi o jakąś stronę, która przypadkiem była wskazywana przez myśli, tylko o tę konkretną, więc bez przecinka.

Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.

Człon oczywisty.

Zwierzę nie zareagowało. Jedynie spojrzenie trwało nieprzerwanie.

W odróżnieniu od czego?

Spojrzenie ptaka pozostawało spokojne. […]

– Kto mówi, choć nie powinien już mówić, ten tylko powtarza echo własnego odejścia – odpowiedział.

W szczególności z krukiem, trochę mi się Slay The Princess przypomniało ;)

Zwierzę poruszyło delikatnie skrzydłami. Jednym, pewnym ruchem przeskoczył na ramię dziewczynki.

Przeskoczyło/zeskoczyło.

Obecność ptaka stała się czymś, co w końcu było rzeczywiste.

?

☙☙☙

Jakoś dopiero teraz zwróciłem uwagę. Ładne :) Ciekawe, że portal od tego nie spłonął.

 

Generalnie komentarze tego typu piszę, jak widać, że ktoś pisząc wie co robi, ale coś mnie w tym pisaniu irytuje, więc mam cichą egoistyczną nadzieję, że irytujący czynnik zniknie ;) Mam nadzieję, że nie wymęczyłem za bardzo.

 

Pozdrawiam :)

 

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

chalbarczyk dziękuję za komentarz i cieszę się, że opowiadanie w jakimś stopniu Cię wciągnęło. Cenna uwaga z cenbrowiną, chętnie skorzystam. smiley

 

ostam dziękuję za tak rozbudowany komentarz. Doceniam, że poświęciłeś czas, żeby tak dokładnie opisać swoje odczucia. Mam wrażenie jednak, że nie do końca zrozumiałeś opowiadanie, a przynajmniej nie tak, jak zamierzałam pokazać historię, więc pozwolę sobie trochę doprecyzować.

 

Pierwsza część to w założeniu wspomnienie matki, ale takie, które jest w pewien sposób zniekształcone. Jednocześnie to nie jest do końca dosłowne, tylko bardziej emocjonalna i podświadoma przestrzeń, w której ona próbuje jeszcze raz się z nią spotkać, coś wyjaśnić, a może nawet nie dopuścić do tego, co się wydarzyło. Po prostu cierpi i wraca nieustannie do tego momentu.

 

Druga część to już przestrzeń zaświatów, w której znajduje się Lila. Wszystkie te dziwne i niezrozumiałe rzeczy i opisy są celowe, ponieważ to nie ma być świat, który da się łatwo zrozumieć albo uporządkować. Przebłyski pamięci, poczucie, że zna miejsce gdzie już była razem z matką mają być właśnie momentami, w których stopniowo zaczyna do niej docierać, choć sama jeszcze tego nie wie. Kruk jest postacią symboliczną ( w końcu jest jedną z ostatnich rzeczy, które Lila zapamiętała) trochę przewodnikiem, ale takim, który nie może powiedzieć wprost, co się stało. Jego sposób mówienia jest celowo nienaturalny i bardziej filozoficzny, bo jego rolą jest naprowadzić ją na zrozumienie, a nie dać gotową odpowiedź. Zabieg ten ma również spotęgować jego tajemniczość.

 

I dopiero trzecia część ma być pokazaniem, co faktycznie się wydarzyło.

 

 Podsumowując, to względem osi czasu wydarzeń, aby zachować chronologię należałoby przeczytać opowiadanie od końca. 

 

Dziękuję również za sugestie poprawek, oczywiście przyjrzę się im w wolnej chwili! 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Pierwsza część jako zniekształcone wspomnienie ma sens.

 

Drugą z tego co widzę zrozumiałem zgodnie z założeniami, po prostu świat, w którym nic nie ma sensu, a wydarzenia się nie łączą, mnie bardzo szybko męczy, nawet w takim króciutkim tekście. Tak samo rola kruka do mnie dotarła, ale nie dała powodów do zainteresowania ;) Tak jakby tekst pozwalał czytelnikowi wstawić swoje poczucie straty i rozważania na temat śmierci, ale sam nic o nich nie mówił.

 

Na szczęście jestem tu w zdecydowanej mniejszości, reszcie się ewidentnie podobało, więc tylko sygnalizuję wrażenia z trochę innej perspektywy :)

 

Pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

ostam 

Rozumiem, o co Ci chodzi. Każdy odbiera teksty po swojemu i to jest całkowicie okej, ja naprawdę doceniam każdą perspektywę i wszystkie opinie są dla mnie cenne.

Tak jakby tekst pozwalał czytelnikowi wstawić swoje poczucie straty i rozważania na temat śmierci

– to bardzo trafna uwaga.

 

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Dobrze skomponowany i widać, że przemyślany tekst: symetria światów, czarny kruk na dębie (w świecie żywych), oraz biały kruk (w świecie martwej dziewczynki), droga, która w świecie martwych się zapętla, wydarzenia istniejące poza czasem. 

Opowiadanie podziałało na mnie również subtelnym językiem i oniryczną atmosferą, adekwatną do treści. 

Nie przeszkadzał mi lekko abstrakcyjny charakter dialogów, bo dobrze pasował do klimatu opowiadania.

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

Podoba mi się porównanie połysku pióra kruka do uwięzionego światła.

Kroki nabrały gniewnego tempa, chcąc ruchem zmusić świat do odpowiedzi.

Fajnie wyrażona frustracja dziewczynki.

 

kronos.maximus dziękuję za miłe słowa. Niemiernie się cieszę, że opowiadanie wywarło na Tobie dobre wrażenie i podziałało. smiley 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Smutne, ale dobre. Są emocje. I odkrywanie nowej, zaświatowej rzeczywistości. Wciągnęło (kurczę, dobrze, że nie pod wodę!)

Gratuluję!

Mehiko cieszę się, że wciągnęło heart

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Pięknie opowiedziana rozpaczliwie smutna historia. A choć to tylko opowiadanie, nie mogę powiedzieć, że zostawiło mniej bolesne wrażenia.

Dobrze, że „Zguba” znalazła się w Bibliotece.

 

Lila szła kilka me­trów przed ko­bie­tą… → Czy w świecie tej oppwieści na pewno wiedziano, czym są metry?

Proponuję: Lila szła kilka kroków przed ko­bie­tą

 

Ko­bie­ta wes­tchnę­ła przez krót­ką chwi­lę… → Zbędne dookreślenie – chwila jest krótka z definicji. Poza tym nie wydaje mi się, aby westchnienie trwało dłużej niż chwilę.

A może wystarczy: Ko­bie­ta wes­tchnę­ła.

 

Py­ta­nie za­wi­sło w po­wie­trzu cię­żej niż po­win­no. → A może: Py­ta­nie za­wi­sło w po­wie­trzu ciężarem większym niż po­win­no.

 

Lila po­de­szła bli­żej, sta­nę­ła na pal­cach i zaj­rza­ła do środ­ka. Ciem­ność nie miała dna.

– Halo? – za­wo­ła­ła.

Nawet echo nie od­po­wie­dzia­ło. Pod­nio­sła mały ka­mień i wrzu­ci­ła do środ­ka. → Nie brzmi to najlepiej. Wiadomo, że Lila zagląda do studni, więc może w pierwszym zdaniu wystarczy: Lila po­de­szła bli­żej, sta­nę­ła na pal­cach i zaj­rza­ła do niej. Lub w ostatnim zdaniu: Pod­nio­sła mały ka­mień i wrzu­ci­ła do cembrowiny.

 

Unio­sła w górę dłoń, pró­bu­jąc do­się­gnąć ga­łę­zi. → Masło maślane – czy mogła unieść dłoń w dół?

Wystarczy: Unio­sła dłoń, pró­bu­jąc do­się­gnąć ga­łę­zi.

 

– Pobaw się ze mną – po­sła­ła z lek­kim śmie­chem. → Na pewno posłała?

Za SJP PWN: posłać Iposyłać 1. «polecić komuś, żeby załatwił gdzieś jakąś sprawę» 2. «przekazać coś komuś za pośrednictwem poczty lub jakiejś osoby; też: sprawić, że coś znajdzie się w jakimś miejscu, u kogoś» 3. «skierować coś dokądś»

posłać II 1. «rozłożyć pościel, przygotowując miejsce do spania» 2. «złożyć pościel po spaniu»

3. «położyć, rozłożyć coś gdzieś»

 

Roz­wi­nął skrzy­dła i po­wo­li, bez po­śpie­chu od­le­ciał. → Powoli i bez pośpiechu to synonimy, znaczą to samo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy dziękuję za komentarz, poprawki oczywiście naniosę. Pomimo ciężaru tematu, cieszę się, że opowiadanie wzbudziło emocje. 

Pozdrawiam! 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Bardzo proszę, Betweenthelines. Cieszę się, że uznałaś uwagi za przydatne. Powodzenia. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobra, przemyślałem – zdecydowałem się nominować. Wahałem się długo, bo myślałem też nad tym, żeby mniej nominować niż dotychczas po dyskusji z innymi użytkownikami, ale opowiadanie siedzi mi w głowie. Może to subiektywne, ale te dialogi dziewczynki są bardzo naturalne i mnie kupiły. Całość jest emocjonalna, dobrze napisana, z plastycznymi opisami, z wieloma ukrytymi symbolami i mocną, gorzką refleksją, dobrym zawieszeniem niewiary, suspensem i ciekawą konstrukcją. Chciałbym, żeby Loża się przyjrzała i zdecydowała, a ja życzę Ci powodzenia.

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch 

Aż mnie zatkało… to naprawdę niesamowite uczucie, że historia została z Tobą na dłużej, chyba nie ma większego komplementu. Aż mam ochotę pisać jeszcze więcej. heartheart

Dziękuję za zaufanie i nominację, to dla mnie ogromne wyróżnienie. Już teraz czuję się bardzo doceniona, po tych wszystkich cudownych komentarzach.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Czołem betweenthelines!

Nie do końca pasują mi takie metafory – moim zdaniem po prostu niewiele wnoszą:

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

Ciężka i spokojna, jakby należała do tego miejsca od zawsze.

Gęsty i cichy, prawdziwszy od wszystkiego wokół

To oczywiście moja preferencja, komuś innemu doda to klimatu.

Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej.

“choć” jest spójnikiem wskazującym na brak skutku lub kontrast – tutaj moim zdaniem ich nie ma, z powtarzania się wręcz wynika, że nie prowadziła dalej.

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała mamę i gdzie właściwie jest.

Podmiotem dorozumianym tego zdania została droga.

Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek

Nie lepiej “prowadziła”?

– Padał brokatowy deszcz? – pisnęła.

Nie wiem, czy użyłbym akurat “pisnęła”.

 

Czasami w sposób specyficzny unikasz zaimków, np.:

Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek

Oczom ukazały się pojedyncze drzewa, potem kolejne, aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.

Pióra miały chłodny, mleczny odcień.

Rozumiem, ale tutaj akurat mi ich brakuje. Przez to podmiot jest taki bezosobowy.

który polana doskonale pamiętała.

Osobiście nie lubię tego typu ożywiania.

 

– Kto mówi, choć nie powinien już mówić, ten tylko powtarza echo własnego odejścia – odpowiedział.

Troszkę przekombinowane.

– Znowu mówisz dziwnie i nic nie rozumiem. – Zmarszczyła brwi.

Okay, to tłumaczy powyższe.

Towarzysz usiadł wygodnie, szukając kierunku, w którym powinni ruszyć.

Towarzysz jest już nacechowany – dlaczego kruk nagle został towarzyszem?

– Kto raz zgubił drogę do kogoś, ten nie znajduje jej, nawet gdy bardzo szuka – zaskrzeczał.

A to ładne.

 

To teraz do rzeczy.

Jest to tekst ładny. Jeśli chodzi o ocenę emocjonalności, chyba podpisałbym się pod opinią marzana, z nutką większego krytycyzmu. Może na mój gust jest tu za dużo formy, a za mało treści? Trudno mi było wejść w tę emocjonalność cały czas będąc w mocnym oniryzmie. Dlatego też nie każda kwestia poruszała odpowiednie struny, ale to też zapewne związane jest z osobistym bagażem życiowym.

Na końcu pozostało jednak ze mną bardzo mocne pytanie: “o czym był ten tekst?” W mojej ocenie albo to samo dałoby się przekazać krócej, albo dłużej. Osobiście wolałbym dłużej, bo potrafisz dokładniej opisywać świat i tworzyć fabułę, pamiętam to choćby po “Kołysance Strażniczki”.

Natomiast kolejny raz potwierdzasz, że piszesz ładnie. Choć faktycznie musisz czasem uważać na te metafory, bo my Cię tu już znamy i lubimy, wiemy, że to Twoje, zresztą niezłe, środki artystycznego wyrazu, ale na zewnątrz one trochę trącą AI – to nie oskarżenie, masz pecha, że LLM-y podpięły się bardziej pod Twój styl laugh.

 

A podsumowując, co do tej emocjonalności, to nie wiem, czy najbardziej nie podobała mi się w “Malarzu Śmierci”. Tam nakręciłaś do mocnej metafory fabułę i splotłaś je udanie ze sobą.

Ale każdy odbierze inaczej.

Będziemy głosować piórkowo, czyż nie? (gratki za nominację!)

Na razie jednak będę na NIE. 

Pozdrawiam serdecznie!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Miała zadebiutować moja tabelka, ale na razie Portal nie chce jej wrzucić :(((((. Postaram się to jakoś naprawić i wrócić z nią za jakiś czas.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Korki HollyHell potrzebne od zaraz? ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo smutne opowiadanie. Ale musiałam przeczytać dwa razy :) Przez tę zmianę kierunku czasu. Ciekawy zabieg.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Finklo, nie wiem, czy bym się wypłacił :)

Popróbuję wieczorkiem jeszcze, pewnie kwestia rozdzielczości. 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Jest i tabelka! Portal okazuje się nie trawi plików .png, nie wiedziałem.

 

To pierwszy raz, więc spieszę z wyjaśnieniem: 

-1 to sytuacja, gdy dana kategoria przeszkadzała mi w odbiorze, kolidowała z innymi

0 to sytuacja, gdy uważam, że tekst w danej przestrzeni jest dobry, solidny, zapewne biblioteczny, ale nie piórkowy

1 to w mojej ocenie poziom piórkowy w danej kategorii

 

Pozdrawiam

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

beeeecki dziękuję za komentarz. Wybacz za późną odpowiedź, ale wracam do siebie po powrocie z „delegacji” i nie wiem w co najpierw włożyć ręce.

Część uwag językowych przyjmuję. Natomiast jeśli chodzi o metafory ( które są nadal u mnie na topie :D ) i oniryczność, to akurat były one zamierzone. Tekst miał bardziej działać emocją, obrazem i poczuciem zagubienia niż prowadzić czytelnika fabularnie za rękę.

 Przytoczone fragmenty typu „gęsty i cichy, prawdziwszy od wszystkiego wokół” albo o świetle „uwięzionym w nocy”, cóż rozumiem, że taki sposób obrazowania może komuś nie odpowiadać, ale akurat nie traktuję tego jako ozdobników wrzuconych dla samego brzmienia, mają większe znaczenie niż wydaje się na pierwszy rzut oka. 

Podobnie z pytaniem „o czym był ten tekst?”, dla mnie właśnie o pamięci, stracie i utknięciu w emocji, której nie da się przeżyć do końca. Sądząc po poprzednich komentarzach, wybrzmiało to dość dobrze. 

Co do „towarzysza”, użyłam tego celowo, bo w pewnym momencie kruk przestaje być już tylko elementem świata przedstawionego, a zaczyna pełnić konkretną rolę wobec bohaterki, chciałam wyraźnie zaznaczyć tę zmianę.

I ponownie stanę w obronie dialogów kruka :) ( jak i w odpowiedziach na poprzednie komentarze), miały być nienaturalne, momentami zbyt ciężkie czy dziwne, bo nie mówi ich przecież ktoś do końca realny. Zresztą sama bohaterka zwraca na to uwagę.

Ale naprawdę doceniam komentarz, bo nawet tam, gdzie się nie zgadzam, fajnie zobaczyć, które elementy działają na czytelnika inaczej, niż zakładałam. 

Decyzję na „NIE” przyjmuję. 

Pozdrawiam!

 

Teo Max  dziękuję za komentarz, wybacz, że zagubiłam Cię moim zabiegiem czasowym. Mam jednak nadzieję, że tekst  wywarł pozytywne wrażenie ( pomimo swojej ciężkiej i smutnej tematyki). 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Twój tekst ma bardzo interesującą budowę. W zasadzie staram się nie dawać (na razie) “dobrych rad”, bo jestem tu nowa i muszę się dużo nauczyć. Ale twój tekst, mimo ciężkiego tematu, czytało mi się bardzo dobrze. Nawet chętnie zaczekam na kontinuum :)

Życzę więcej czasu na przyjemności, np. na pisanie opowiadań :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

betweenthelines

późnej odpowiedzi nie mogę wybaczyć, bo i nie ma czego. Zwłaszcza, gdy miałem tekst zakolejkowany przez długi czas…

 

Jeśli chodzi o “uwagi” (sugestie, bo bruce to bardzo słusznie podkreśla zawsze) – to moja opinia. Dlatego też dałem poziom piórkowy w “spójności”, bo to, co zaproponowałaś ma sens w takim kształcie. Po prostu do mnie nie trafiło aż tak bardzo. Dla kogoś innego ten walor oniryczny będzie znakomity, dla mnie jest po prostu “okay”. Ale bynajmniej żaden to błąd, do mnie nawet oniryzm Schulza nie trafia.

Ale naprawdę doceniam komentarz, bo nawet tam, gdzie się nie zgadzam, fajnie zobaczyć, które elementy działają na czytelnika inaczej, niż zakładałam. 

No i właśnie laugh

A ja doceniam, że doceniasz.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Hej! Ślimak wpełza i złowrogo łypie na kruka…

Utwór jest na pewno nastrojowy, można sobie wyobrazić ten las i jeziorko. Gra na emocjach silna, chociaż nie mam prawdziwego punktu odniesienia – domyślam się, że do rodziców małych dzieci tekst może trafiać dużo mocniej (i potencjalnie być bardzo trudny w odbiorze) – w sumie pisałem coś podobnego pod Twoim poprzednim opowiadaniem. Zastanawiam się też, czy to bliżej fantasy, czy horroru. Układ scen mnie tutaj nie wydał się do końca czytelny: wydaje mi się, że w utworze jest zbyt mało wskazówek, iż pierwsza z trzech przedstawia zniekształcone wspomnienie, jak wyczytałem w Twoim komentarzu; to, że druga jest po trzeciej, oczywiście łatwiej rozgryźć; w każdym razie widzę, że część Przedmówców nie miała z nim problemu. Fabuła nieco szczątkowa, po rozebraniu opisów i porządku zdarzeń sprowadza się do tego, że podczas spaceru w lesie ptaszysko uprowadza dziewczynkę na stracenie i jeszcze w zaświatach ją męczy; nie znalazłem tu dla siebie żadnej nowej myśli dotyczącej unikania strat bądź radzenia sobie z nimi. Zdarzyło mi się w podobnym stylu zbadać brzeg jeziora, ale byłem już większy i woda gdzieś do pasa.

Jak na tak krótki i mający artystyczne założenia tekst naprawdę wiele potknięć językowych. Rozejrzę się, ale trudno mi tu będzie wszystko przesiać:

Lila szła kilka kroków przed kobietą, co chwilę odwracając głowę, upewniając by upewnić się, że dorosła nadal tam jest.

Unikamy nadużywania imiesłowów.

każdy krok nie tylko skracał odległość

Odległość się zmniejsza (drogę się skraca).

Pytanie zawisło w powietrzu ciężarem większym, niż powinno.

Stawiamy przecinek przed “niż”, kiedy rozdziela orzeczenia.

Ciężka i spokojna, jakby należała do tego miejsca od zawsze.

Mgła raczej zalega w jakimś miejscu, niż do niego należy.

każdy zakręt przypominał poprzedni na tyle, by trudno było zapamiętać różnicę.

Na tyle, że (chyba że zakręt robi to umyślnie).

Różowa, przemoczona sukienka z widocznym śladem po urwanym guziku(-,) oblepiała drobne ciało.

Bez przecinka między grupą podmiotu a grupą orzeczenia.

Nadgarstek pięciolatki owijała cienka nitka, związana w prosty supeł, który zaciskała zawsze w chwilach zwątpienia.

Trochę wychodzi, jakby to nitka (a nie dziewczynka) zaciskała supeł.

Studnia tkwiła pośrodku, kamienna i stara, z krawędzią poszarpaną przez czas. (…) Podniosła mały kamień i wrzuciła do cembrowiny.

Cembrowina to właśnie obmurowanie studni, a nie jej wnętrze.

Nie usłyszała plusku, a tafla wody(-,) pozostała nienaturalnie spokojna.

Jak poprzednio.

Kroki nabrały gniewnego tempa, chcąc ruchem zmusić świat do odpowiedzi.

Błąd zawieszenia podmiotu: jak kroki mogą czegoś chcieć?

Ulice traciły sens, zakręty prowadziły w miejsca, które wyglądały znajomo, ale nigdy nie dawały wyjścia.

Powiedzmy, że ulice tracące sens jeszcze ujdą na licencji poetyckiej, ale jak miejsce może dawać wyjście?

Lila zamarła, zawiesiła wzrok dalej, niż sięgała zabudowa

Jak poprzednio.

Bez wahania ruszyła w stronę wskazywaną przez myśli.

Bardziej przez to wspomnienie, obraz w myślach.

Mijane budynki zaczęły tracić ostrość, rozmywając kolory

To nie budynki rozmywały kolory – ich kolory się rozmywały.

aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.

Ależ to bohaterka zmieniła otoczenie na inne, a nie dotychczasowe otoczenie zmieniło wygląd.

ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną

“Rozłożysty” znaczy dokładnie to, że ma szeroko rozciągniętą koronę.

Spojrzenie trwało nieprzerwanie. Lila odniosła wrażenie, że już kiedyś zadała to pytanie.

Dziwny przypadkowy rym.

zanim jeszcze wie, że już odeszło

To w ogóle nic nie znaczy, nawet nie umiem pomóc, bo nie mam pojęcia, co próbowałaś wyrazić.

próbując znaleźć wytłumaczenie dla sytuacji.

Mocne słowa jak na proces myślowy pięciolatki.

Dłoń odnalazła nitkę na nadgarstku, próbując przywrócić porządek. Przełknęła ślinę i zmrużyła oczy z niepokoju.

Powtórzenie “próbując” w bardzo niewielkim odstępie. O mrużeniu oczu też przed chwilą było.

Jednym, pewnym ruchem przeskoczyło na ramię dziewczynki. Lila podskoczyła wystraszona.

Lila nie od razu zareagowała. Była zbyt skupiona na słowach, które wirowały w głowie bez porządku.

Widok tataraku kołysanego lekko przez wiatr zmienił rytm myśli dziewczynki.

“Lekko” już było w tym akapicie.

– Gdzie jest mama? – rzekła łkającym głosem.

Nie prościej “załkała”?

Dziewczynka biegała po polanie między owocowymi krzaczkami.

Krzaczkami owocowymi (cecha istotowa).

Kruk przez krótką chwilę nie robił nic, tylko patrzył, rozważając propozycję.

Nie wiem, czy nie lepiej “jak gdyby rozważał propozycję” (czy w tym miejscu chcesz przypisywać krukowi rozumność).

Źdźbła ustępowały krokom.

Uginały się pod krokami (bo to brzmi, jakby źdźbła znikały, a w zamian pojawiały się kroki).

Uklękła, zgięta w bezsilności.

Tutaj “zgięta” pełni rolę bardziej równoważnika niż przydawki.

 

Na koniec proszę, żebyś nie miała błędnego wrażenia – opowiadanie nie jest bardzo słabe, gdyby nie konieczność oceny piórkowej, pewnie łatwiej byłoby mi wyważyć między komplementami a krytyką, ale do tego poziomu najlepszych opowiadań na Portalu, wzoru dla początkujących autorów, w mojej opinii dużo jeszcze brakuje. Naturalnie nie chodzi o to, żeby mieć teraz zastrzeżenia do nominujących, lecz żeby jak najlepiej skorzystać z otrzymanych komentarzy i rozwijać się literacko.

Pozdrawiam w trybie Ślimaka Nocnego!

Pozwolę sobie tylko wtrącić, bo widzę, że rozwinęła się całkiem ciekawa dyskusja na temat opowiadania, że to po prostu jeden z tych klasycznych tekstów, w którym pewne przesłanie mocniej krzyczy do konkretnych Czytelników – w zależności od osobistych doświadczeń oraz indywidualnego spojrzenia na tragedię, o której opowiada, słabiej bądź też silniej się je odczuwa. :)

A i sama utrata/śmierć dziecka, o której wspomina Autorka w komentarzach, może być postrzegana wielopłaszczyznowo. Tu wszędzie symbolika po prostu wrzeszczy dramatyzmem oraz emocjami i poczuciem bezgranicznej niemocy/bezradności matki. crying

 

Pozdrawiam Was. heartkiss

Pecunia non olet

Hej, witaj droga Międzywierszami! 

Ciekawy tekst nam przedstawiłaś! Dobrze się czytało, a to już jest połowa sukcesu! 

Lubię takie opka, gdzie nastrój rządzi, a treść dopełnia resztę i sprawia, że się nie nudzimy. To jakbyś prowadziła nas za rękę przez baśń, ale za każdym zakrętem, mimo dramatyzmu opowieści, powtarzałabyś: spójrz, jakie to mimo wszystko piękne. Takie miałam wrażenia po lekturze, które sprawiły, że pomyślałam: Wow, dobry tekst! 

Pozostałe plusy: 

Przemyślana konstrukcja tekstu – widać staranną kompozycję. 

Wielowarstwowość – można doszukać się wielu smaczków – nitka na ręku, kruk przewodnik, który, o dziwo, wiedzie też ku zagładzie, zapętlona rzeczywistość zaświatów.

Bohaterka – zbudowana niezwykle przekonująco, język dostosowany do wieku, zachowanie pasujące do małej dziewczynki. 

 

Trochę czepiania:

 

Drzewa zaczęły rzednąć, ustępując miejsca cichej, otwartej przestrzeni. Dziewczynka wyszła na polanę. Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.

Powtórzenie. Ostatnia część – na przestrzeń dookoła – jest niepotrzebna – wiadomo, gdzie drzewo rzuca cień. 

 

Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej. Trwała w jednym, niekończącym się dniu, jakby świat stanął w miejscu.

Błąd logiczny – trasa trwała w jednym dniu? Czy dziewczynka?

 

Dziewczynka miała pięć lat.

To zdanie pojawia się niemal w połowie opka. Takie rzeczy raczej na początku. Wywaliłabym, bo to jest niepotrzebna informacja, wystarczy że wiemy, że jest mała. Trochę też to zdanie wybija z nastrojowej opowieści – jest zbyt przyziemne. Ale to oczywiście tylko sugestia. 

 

że coś w nich było dziwnego

Szyk. Że było w nich coś dziwnego

 

Zwierzę nie zareagowało. Spojrzenie trwało nieprzerwanie.

Niefortunne sformułowanie. Nagła zmiana podmiotu i to “trwanie nieprzerwanie” mi nie pasuje. 

 

Źdźbła ustępowały krokom

Wcześniej gdzieś masz: “Trawy uginały się pod stopami”. I to jest o wiele lepsze zdanie. Źdźbła mogą ustępować stopom lub nogom, ale nie krokom. Krok to ruch, lub odległość, ale nie fizyczna rzecz. 

 

Minusy:

Część metafor jest przedobrzona, ale to moi przedpiścy już wypisali znaczną większość. Po prostu stają się nieczytelne. Przy tak obrazowym tekście to niekiedy zatrzymuje. 

Fabuła – właściwie szczątkowa. To niemal impresja o odchodzeniu, stracie, wspomnieniach. Niewiele się tam dzieje, ale rozumiem, że wcale nie miało się dużo dziać. 

Temat jest stary jak świat a fantastyka służy tu jedynie do podkreślenia dramatyzmu przeżyć, opisu odczuć, więc pełni funkcję służebną. 

 

Zakończenie jest gdzieś pomiędzy. To znaczy z jednej strony mamy piękną klamrę w postaci guzika i zguby, z drugiej strony mamy tylko klamrę w postaci guzika i zguby! :D Wiem, masło maślane, ale rozpacz matki jest tam (powinna być w domyśle) nieproporcjonalna emocjonalnie to Twojego opisu, oczywiście moim, subiektywnym zdaniem. 

Jestem w ogromnym rozkroku, pomiędzy tak i nie dla tego tekstu, dlatego, że, jak sama widzisz, ma on wiele bardzo dobrych rzeczy, ale również trochę mu brakuje. 

Niemniej uważam, że dobrze, że dostał nominację, bo trafiłam tu i go przeczytałam!:D

I na tą nominację, czyli dostrzeżenie jego dobrego potencjału, w pełni zasługiwał. 

Na piórko chyba jednak jeszcze nie. 

:) 

Pozdrawiam cieplutko i czekam na następne, pełne emocji opowiadania! :) 

Nowa Fantastyka