- Opowiadanie: betweenthelines - Zguba

Zguba

Są takie stra­ty, któ­rych nie da się zro­zu­mieć. Zo­sta­wia­ją po sobie py­ta­nia bez od­po­wie­dzi.
 

Po dru­giej stro­nie jest ktoś — rów­nie za­gu­bio­ny i bez­rad­ny wobec tego, co się wy­da­rzy­ło.

 

Ser­decz­nie dzię­ku­ję bruce i Mi­cha­el­Bul­l­finch za pomoc w do­pra­co­wa­niu opo­wia­da­nia, bez Was pew­nie do tej pory błą­dzi­ła­bym jak we mgle.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zguba

Ścież­ka pro­wa­dzą­ca przez las była wąska i po­ro­śnię­ta wysoką trawą, jakby od dawna nikt tędy nie prze­cho­dził. War­stwa opa­dłych, mo­krych liści tłu­mi­ła każdy krok, przez co prze­strzeń wy­da­wa­ła się nie­na­tu­ral­nie cicha. Pnie drzew rosły bli­sko sie­bie, two­rząc coś na kształt ścian, a sple­cio­ne wy­so­ko ko­ro­ny prze­pusz­cza­ły je­dy­nie skraw­ki świa­tła. Lila szła kilka me­trów przed ko­bie­tą, co chwi­lę od­wra­ca­jąc głowę, upew­nia­jąc się, że do­ro­sła nadal tam jest.

– Mamo… to miej­sce jest dziw­ne – po­wie­dzia­ła szep­tem.

– Dziw­ne miej­sca czę­sto pa­mię­ta­ją naj­wię­cej.

Dziew­czyn­ka zmarsz­czy­ła brwi.

– To zna­czy, że sły­szą?

– Być może.

Wkrót­ce las ustą­pił miej­sca po­la­nie. W jej cen­trum rosło stare drze­wo, roz­ło­ży­ste i ma­syw­ne, z ga­łę­zia­mi wy­gię­ty­mi w różne stro­ny. Na jed­nej sie­dział nie­ru­cho­mo ptak o czar­nych pió­rach z chłod­nym po­ły­skiem, po­dob­nym do świa­tła uwię­zio­nego w nocy. Ciem­ne i błysz­czą­ce oczy, uważ­nie ob­ser­wo­wa­ły dwie po­sta­cie. Dziec­ko ści­snę­ło dłoń ko­bie­ty, wy­raź­nie za­nie­po­ko­jo­ne wido­kiem zwie­rzę­cia.

– On się strasz­nie gapi.

– Widzi.

– To to samo!

– Nie za­wsze, ko­cha­nie. Wi­dze­nie to coś wię­cej niż pa­trze­nie.

Razem po­de­szły bli­żej drze­wa, każdy krok nie tylko skra­cał od­le­głość, lecz także mącił ciszę pa­nu­ją­cą wokół.

– A co on widzi, ma­mu­siu?

Ko­bie­ta spoj­rza­ła w stro­nę zwie­rzę­cia, pró­bu­jąc zna­leźć od­po­wiedź.

– Może po pro­stu pil­nu­je.

– Pil­nu­je, ale czego?

– Żeby nas nie zgu­bić.

Za­pa­dła cisza, Lila wy­glą­da­ła na za­cie­ka­wio­ną, ale rów­nież bar­dzo prze­ję­tą.

– Mamo, a ty kie­dyś coś zgu­bi­łaś?

Ko­bie­ta wes­tchnę­ła przez krót­ką chwi­lę, nie­pew­na od­po­wie­dzi. Py­ta­nie tra­fi­ło w miej­sce, któ­re­go nie do­ty­ka­no od dawna.

– Zgu­bi­łam kogoś bar­dzo waż­ne­go.

– I zna­la­złaś go?

Py­ta­nie za­wi­sło w po­wie­trzu cię­żej niż po­win­no. Dłoń, która jesz­cze przed chwi­lą pro­wa­dzi­ła dziec­ko, osła­bła nagle. Wspo­mnie­nie w gło­wie pękło, po­zo­sta­wia­jąc po sobie nie­ja­sny zarys. Ko­la­na ugię­ły się mi­mo­wol­nie i ko­bie­ta opa­dła na zie­mię, nie mogąc nawet po­wstrzy­mać ruchu. Od­dychała nie­re­gu­lar­nie, a oczy za­szły łzami szyb­ciej niż padła od­po­wiedź.

 

 ☙☙☙

 

Mia­stecz­ko ota­cza­ła mgła. Cięż­ka i spo­koj­na, jakby na­le­ża­ła do tego miej­sca od za­wsze. Ulice pro­wa­dzi­ły mię­dzy ni­ski­mi do­ma­mi o przy­ga­szo­nych ko­lo­rach, a każdy za­kręt przy­po­mi­nał po­przed­ni na tyle, by trud­no za­pa­mię­tać róż­ni­cę. Lila nie­ustan­nie prze­cho­dzi­ła przez rynek, mi­ja­ła tę samą stud­nię, skrę­ca­ła w ulicz­kę pro­wa­dzą­cą w stro­nę domu, a potem wra­ca­ła do­kład­nie w to samo miej­sce. Trasa po­wta­rza­ła się, choć nigdy nie pro­wa­dzi­ła dalej. Trwa­ła w jed­nym, nie­koń­czą­cym się dniu, jakby świat sta­nął w miej­scu. Nie pa­mię­ta­ła, kiedy ostat­ni raz wi­dzia­ła mamę i gdzie wła­ści­wie jest.

– Ma­mu­siu… – za­szlo­cha­ła.

Dziew­czyn­ka miała pięć lat. Na ra­mio­na opa­da­ły jasne włosy, lekko splą­ta­ne od wia­tru, który jako je­dy­ny wę­dro­wał razem z nią. Ró­żo­wa, prze­mo­czo­na su­kien­ka z wi­docz­nym śla­dem po urwa­nym gu­zi­ku, ob­le­pia­ła drob­ne ciało. Mimo za­bru­dze­nia za­cho­wa­ła wy­raź­ny kolor, nie­pa­su­ją­cy do obec­ne­go oto­cze­nia. Nad­gar­stek pię­cio­lat­ki owi­ja­ła cien­ka nitka, zwią­za­na w pro­sty supeł, który za­ci­ska­ła za­wsze w chwi­lach zwąt­pie­nia. Dotyk miał przy­po­mi­nać coś waż­ne­go, choć pa­mięć nie po­tra­fi­ła nadać temu kształ­tu.

Tego dnia droga znów za­pro­wa­dzi­ła na rynek. Stud­nia tkwi­ła po­środ­ku, ka­mien­na i stara, z kra­wę­dzią po­szar­pa­ną przez czas. Lila po­de­szła bli­żej, sta­nę­ła na pal­cach i zaj­rza­ła do środ­ka. Ciem­ność nie miała dna.

– Halo? – za­wo­ła­ła.

Nawet echo nie od­po­wie­dzia­ło. Pod­nio­sła mały ka­mień i wrzu­ci­ła do środ­ka. Nie usły­sza­ła plu­sku, a tafla wody, po­zo­sta­ła nie­na­tu­ral­nie nie­ru­cho­ma.

– Głu­pie miej­sce.

Od­wró­ci­ła się z na­ra­sta­ją­cą fru­stra­cją. Kroki na­bra­ły gniew­ne­go tempa, chcąc ru­chem zmu­sić świat do od­po­wie­dzi. Ulice tra­ci­ły sens, za­krę­ty pro­wa­dzi­ły w miej­sca, które wy­glą­da­ły zna­jo­mo, ale nigdy nie da­wa­ły wyj­ścia. Lu­dzie mi­ja­ni po dro­dze po­zo­sta­wa­li obec­ni je­dy­nie czę­ścio­wo, ich spoj­rze­nia prze­su­wa­ły się obok Lili, nie za­trzy­mu­jąc na niej uwagi. Twa­rze trwa­ły w ruchu, lecz bra­ko­wa­ło w nich roz­po­zna­nia. Do­pie­ro po chwi­li zwró­ci­ła uwagę, że coś w nich było dziw­nego. Błysz­cze­li, jakby ob­sy­pa­ni drob­nym, mi­go­czą­cym pyłem, ale nikt nie wy­glą­dał na zdzi­wio­ne­go. Na wła­snych dło­niach i no­gach zo­ba­czy­ła ten sam po­łysk.

– Padał bro­ka­to­wy deszcz? – pi­snę­ła.

Przez se­kun­dę brzmia­ło to sen­sow­nie. Za­ci­snę­ła palce na pę­tel­ce z myślą, że dotyk po­mo­że zro­zu­mieć rze­czy­wi­stość. Zwol­ni­ła, choć na­pię­cie wciąż pcha­ło na­przód. Wró­ci­ła my­śla­mi do ob­ra­zu, na­tar­czy­wie po­wra­ca­ją­ce­go, gdy za­my­ka­ła oczy. Las. Gęsty i cichy, praw­dziw­szy od wszyst­kiego wokół, w któ­rym drze­wa stały bli­sko sie­bie. Lila za­mar­ła, za­wie­si­ła wzrok dalej niż się­ga­ła za­bu­do­wa, pró­bu­jąc od­na­leźć wła­ści­wy kie­ru­nek.

– Tam… do mamy.

Bez wa­ha­nia ru­szy­ła w stro­nę, wska­zy­wa­ną przez myśli. Mi­ja­ne bu­dyn­ki za­czę­ły tra­cić ostrość, roz­my­wa­jąc ko­lo­ry, a mgła gęst­nia­ła coraz bar­dziej. Na gra­ni­cy mia­sta po­wie­trze zmie­ni­ło za­pach. Ka­mie­nie pod sto­pa­mi ustą­pi­ły mięk­kiej i wil­got­nej ziemi po­kry­tej li­ść­mi. Oczom uka­za­ły się po­je­dyn­cze drze­wa, potem ko­lej­ne, aż w końcu do­tych­cza­so­we oto­cze­nie zu­peł­nie zmie­ni­ło wy­gląd. Lila zwol­ni­ła, las pro­wa­dził dalej bez wy­raź­nych wska­zó­wek, a mimo to każdy ruch wy­da­wał się mieć wła­ści­wy kie­ru­nek. Drze­wa za­czę­ły rzed­nąć, ustę­pu­jąc miej­sca ci­chej, otwar­tej prze­strze­ni. Dziew­czyn­ka wy­szła na po­la­nę. Po­środ­ku stał ogrom­ny dąb, stary i roz­ło­ży­sty, z sze­ro­ko roz­cią­gnię­tą ko­ro­ną rzu­ca­ją­cą cień na prze­strzeń do­oko­ła.

Lila ob­ser­wo­wa­ła drze­wo, aż do­strze­gła na jed­nej z ga­łę­zi bia­łe­go kruka. Pióra miały chłod­ny, mlecz­ny od­cień. Sie­dział nie­ru­cho­mo, nie pa­so­wał do ko­lo­rów wokół ani do świa­ta. Po­ru­szał głową po­wo­li, ostroż­nie, a spoj­rze­nie sku­piał na dziec­ku. Dziew­czyn­ka zro­bi­ła krok w tył.

– Na co się ga­pisz? – po­wie­dzia­ła ostro.

Zwie­rzę nie za­re­ago­wa­ło. Je­dy­nie spoj­rze­nie trwa­ło nie­prze­rwa­nie. Lila od­nio­sła wra­że­nie, że już kie­dyś za­da­ła to py­ta­nie. Nie tutaj, nie teraz, ale w innym miej­scu i cza­sie, który po­la­na do­sko­na­le pa­mię­ta­ła.

– Pa­trzę na to, co idzie… zanim jesz­cze wie, że już ode­szło – roz­le­gło się kra­ka­nie.

Lila pa­trzy­ła na kruka bez mru­gnię­cia, pró­bu­jąc zna­leźć wy­tłu­ma­cze­nie dla sy­tu­acji.

– Nie mów. Nie mów, bo to dziw­ne.

Dłoń od­na­la­zła nitkę na nad­garst­ku, pró­bu­jąc przy­wró­cić po­rzą­dek. Prze­łknę­ła ślinę i zmru­ży­ła oczy z nie­po­ko­ju.

– Zwie­rzę­ta nie mówią.

Spoj­rze­nie ptaka po­zo­sta­wa­ło spo­koj­ne. Prze­su­nął cię­żar ciała do przo­du, pa­zu­ry lekko stuk­nę­ły o korę, a biała syl­wet­ka na­bra­ła wy­ra­zi­sto­ści.

– Kto mówi, choć nie po­wi­nien już mówić, ten tylko po­wta­rza echo wła­sne­go odej­ścia – od­po­wie­dział.

Ciało Lili za­drża­ło lekko.

– Ja… ja mówię.

Głos za­brzmiał ci­szej, mniej pew­nie niż po­przed­nio. Wzrok ucie­kł na bok, w prze­strzeń mię­dzy drze­wa­mi.

– I nie je­stem echem – od­burk­nę­ło dziec­ko.

Słowa za­wi­sły w po­wie­trzu.

Zwie­rzę po­ru­szy­ło de­li­kat­nie skrzy­dła­mi. Jed­nym, pew­nym ru­chem prze­sko­czył na ramię dziew­czyn­ki. Lila pod­sko­czy­ła wy­stra­szo­na.

– Nie wolno! Sio! – krzyk­nę­ła.

– Kto sły­szy sie­bie drugi raz, ten nie jest już w tym samym miej­scu, co za pierw­szym razem – po­wie­dział, nie od­ry­wa­jąc wzro­ku.

Lila nie za­re­ago­wa­ła. Zbyt sku­pio­na na sło­wach, które wi­ro­wa­ły w gło­wie bez po­rząd­ku. Obec­ność ptaka stała się czymś, co w końcu było rze­czy­wi­ste.

– Znowu mó­wisz dziw­nie i nic nie ro­zu­miem. – Zmarsz­czy­ła brwi.

To­wa­rzysz usiadł wy­god­nie, szu­ka­jąc kie­run­ku, w któ­rym po­win­ni ru­szyć. Pię­cio­lat­ka po­dą­ży­ła za jego spoj­rze­niem.

– Za­pro­wa­dzisz mnie do mamy? – za­py­ta­ła przez łzy.

Kruk lekko kiw­nął łeb­kiem w stro­nę ścież­ki gi­ną­cej w gę­stwi­nie szu­warów. Trzci­na rosła gęsto, wy­so­ka i sztyw­na, two­rząc zie­lo­ną za­sło­nę przy brze­gu wody. Widok ta­ta­ra­ku ko­ły­sa­ne­go lekko przez wiatr zmie­nił rytm myśli dziew­czyn­ki.

– Ja… już tu byłam… pa­mię­tam – wy­szep­ta­ła.

– Nie­któ­re kroki zo­sta­ją tam, gdzie je po­sta­wio­no, nawet jeśli nogi po­szły dalej.

Lila prze­łknę­ła ślinę.

– Gdzie jest mama? – rze­kła łka­ją­cym gło­sem.

Ptak wfru­nął mię­dzy źdźbła. Trze­pot skrzy­deł roz­su­nął ro­śli­ny, od­sła­nia­jąc wąski frag­ment wody ukry­ty za zie­le­nią. Tafla była ciem­na, po­zba­wio­na zwy­kłe­go od­bi­cia, a brze­gi zni­ka­ły pod war­stwą za­ro­śli.

– Kto raz zgu­bił drogę do kogoś, ten nie znaj­du­je jej, nawet gdy bar­dzo szuka – za­skrze­czał.

 

☙☙☙

 

– Zbie­rze­my tro­chę malin? – za­py­ta­ła ko­bie­ta, po­pra­wia­jąc kosz na ra­mie­niu. – Zro­bi­my cia­sto, takie, jak lu­bisz.

– Dużo malin! – wy­krzy­cza­ło dziec­ko.

Trawa ugi­na­ła się pod sto­pa­mi, a po­wie­trze wy­peł­niał za­pach lasu i cie­płej ziemi. Dziew­czyn­ka bie­ga­ła po po­la­nie mię­dzy owo­co­wy­mi krzacz­ka­mi. Świat był za­ba­wą bez końca.

– Nie za da­le­ko! – za­wo­ła­ła matka, nie od­ry­wa­jąc wzro­ku od krze­wów.

– Tyl­ko tutaj! – od­po­wie­dzia­ła córka, choć głos za­ni­kał w prze­strze­ni.

Pod­bie­gła do sie­dzą­ce­go na drze­wie ptaka, który uważ­nie ob­ser­wo­wał każdy ruch. Unio­sła w górę dłoń, pró­bu­jąc do­się­gnąć ga­łę­zi.

– Pobaw się ze mną – po­sła­ła z lek­kim śmie­chem.

Kruk przez krót­ką chwi­lę nie robił nic, tylko pa­trzył, roz­wa­ża­jąc pro­po­zy­cję. Roz­wi­nął skrzy­dła i po­wo­li, bez po­śpie­chu od­le­ciał.

– Za­cze­kaj! – wy­krzy­cza­ła.

Kruk le­ciał dalej, wy­zna­cza­jąc drogę krót­ki­mi, pew­ny­mi prze­lo­ta­mi. Dziec­ko ru­szy­ło za nim. Naj­pierw szyb­kim kro­kiem, potem bie­giem. Ra­dość z za­ba­wy nie po­zwa­la­ła zwol­nić. Pro­mie­nie słoń­ca mi­ga­ły wokół, a od­le­głość od no­we­go przy­ja­cie­la nie zmniej­sza­ła się ani odro­bi­nę. Ptak le­ciał dalej, aż znik­nął za ko­ro­na­mi drzew. Wtedy uwagę dziew­czyn­ki przy­ku­ła gęsta ścia­na zie­le­ni, in­te­re­su­ją­ca bar­dziej niż wszyst­ko inne. Skrę­ci­ła bez wa­ha­nia.

Źdźbła ustę­po­wa­ły kro­kom. Dźwię­ki uci­chły, nawet wła­sny od­dech brzmiał ina­czej. Przez szcze­li­nę w za­ro­ślach zo­ba­czy­ła świa­tło od­bi­te od wody. Po­de­szła bli­żej. Tafla była nie­ru­cho­ma, po po­wierzch­ni dry­fo­wał liść, za­ta­cza­jąc de­li­kat­ne kręgi. Dziew­czyn­ka wy­cią­gnę­ła rącz­kę, chcąc zmie­nić kie­ru­nek ruchu list­ka. Wiatr prze­su­nął zie­lo­ny skra­wek poza za­sięg pa­lusz­ków. Po­chy­li­ła moc­niej ciało, pewna, że już nie­wie­le bra­ku­je. Zie­mia pod sto­pa­mi osu­nę­ła się nagle, po­wierzch­nia wody za­drża­ła.

Ciszę prze­cię­ło kra­ka­nie i krzy­ki ko­bie­ty.

– Lila! Lila!

Imię roz­dzie­ra­ło po­wie­trze, po­wta­rza­ne coraz szyb­ciej i bar­dziej roz­pacz­li­wie.

– Lila!

Wiatr gwał­tow­nie za­ko­ły­sał szu­wa­ra­mi. Matka wbie­gła mię­dzy wy­so­kie trawy, sku­pia­jąc wzrok na sta­wie. W po­śpie­chu za­nu­rzy­ła dło­nie, pró­bu­jąc po­chwy­cić co­kol­wiek pod wodą.

– Có… có­recz­ko…

Głos łamał się na każ­dej sy­la­bie, po­wta­rza­nej raz za razem, coraz ci­szej i bez­rad­niej.

– Nie… nie…

Uklę­kła zgię­ta w bez­sil­no­ści. Dło­nie opa­dły bez­rad­nie wobec pa­nu­ją­cej ciszy. Na wil­got­nej ziemi, tuż przy brze­gu, leżał mały guzik. Pod­nio­sła go, za­ci­ska­jąc w dłoni.

 – Zgu­bi­łam cię…

Słowa wy­szły le­d­wie sły­szal­nie. Tylko ta­ta­rak po­ru­szył lekko ło­dy­ga­mi, pa­mię­ta­jąc wszyst­ko.

Koniec

Komentarze

Pobetowo:

Bardzo emocjonalny, mocny tekst. Nie jest najłatwiejszy, ale to dobrze, zmusza do zastanowienia i refleksji. Bardzo mi się podoba. 

Zabawa z czasem wyszła zdecydowanie na plus, trzeba troszkę pogłówkować co było najpierw, co w zaświatach, a co teraz. Mnie to kupiło. Kruk jest jedną z ostatnich rzeczy, które dziewczynka zapamiętała, przez co zrobiłaś z niego świetny symbol i nadałaś magicznych cech, przez co część w zaświatach trzyma w napięciu, pozwala razem z dziewczynką odkrywać co takiego jej się przydarzyło, a czego nie pamięta. Świetny zabieg. Szczególnie, że w realnym świecie to tylko zwykły ptak, który niestety tylko przez moment wzbudził zainteresowanie dziewczynki i odleciał. 

Bardzo urzekły mnie dialogi dziewczynki, są naturalne, czułem, jakby rzeczywiście mówiło to dziecko.

Jedyne czego mógłbym się przyczepić to dialogi Kruka, które mimo że mają sens i pasują, to może czasami były zbyt przemądrzałe. Ale to luźna uwaga, zupełnie nie psuło mi to zabawy z lektury.

Opisy super, od razu zwróciłem na nie uwagę. 

Lekko oniryczne opowiadanie, z dobrym suspensem, nie przesadzonymi, ale prawdziwymi emocjami, fajnymi dialogami i pięknymi opisami. Jestem więcej niż zadowolony. 

Uwazam, ze jak na tak krótki tekst, jest tu wiele treści. Wiele też między wierszami, co świetnie pasuje do nicku. Gratuluję dobrego tekstu i klikam. Czy dam nominację muszę się jeszcze zastanowić. 

You cannot petition the Lord with prayer!

Cześć :)

W pierwszej części piękne dialogi. W rodzaju tych, które niekiedy sama przeprowadzam z moją córką, czyli niekończąca się litania najróżniejszych pytań, na które trzeba znaleźć coś mądrego.

“Głupie miejsce” – to też jest taki zwrot, który mogłabym usłyszeć od dziecka.

I przez to, że stworzyłaś tak realne postaci, jest to historia wręcz rozpaczliwa, niebywale chwytająca mnie za serce. Taka, przez którą nie będę mogła spać.

Nie rusza mnie ćwiartowanie zwłok, bezczeszczenie zwłok, gwałty zakonnic czy cokolwiek urodzi się w mojej głowie, ale przy tak czułym opisie relacji matka-córka, a do tego w kontekście tak bolesnej straty rozpadam się na kawałki, opuszcza mnie cały brutalny i osobliwy humor, wyuczona twardość i czuję się zupełnie bezbronna. I za to w sumie dziękuję.

Pozdrawiam.

I ja bardzo dziękuję za betę, powtórzę z niej: 

Ogromnie bolesny tekst, ze sporą dawką dramatyzmu, ciężkich i trudnych doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Oryginalna symbolika z tajemniczymi wypowiedziami kruka-filozofa-proroka to dodatkowy atut. :) 

Za niepowtarzalny klimat klikam podwójnie, aby Ktoś Mądrzejszy jeszcze tu zajrzał i podjął decyzję. :) 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Orsmutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień.Sporo dramatyzmu, smutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Bolesny tekst.Sporo dramatyzmu, smutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Bolesny tekst.

Pecunia non olet

Hej. Przeczytałem.

 

Jako, że sam mam córkę, której pojawienie się trochę wywróciło moje poglądy na temat życia, przy tekście się zatrzymałem. Im facet się starzeje, to zbroja którą nosi powoli rdzewieje i wychodzi na to, że łatwiej mnie trafić:)

 

Twoją cechą jest pisanie treści bardzo emocjonalnych, nie do końca do mnie zawsze w 100% trafionych(po prostu błędny target;P) ale ten przeczytałem. Głównie dlatego, że sam jestem ojcem, co zostało wspomniane wyżej.

 

Na plus realnie odzworowane kwestie dziecka. Trochę dużo oniryzmu, musiałem się dwa razy dla pewności przeczytać by się upewnić sensu. 

 

Spodziewalem się tego, że są też tutaj zaświaty, kruk był dla mnie tutaj sygnałem. Udało się ci się mimo wszystko zrobić historię którą czytalem z zaciekawieniem.

Podeszła bliżej. Tafla była nieruchoma, po powierzchni dryfował liść, zataczając delikatne kręgi. Dziewczynka wyciągnęła rączkę, chcąc zmienić kierunek ruchu listka. Wiatr przesunął zielony skrawek poza zasięg paluszków. Pochyliła mocniej ciało, pewna, że już niewiele brakuje. Ziemia pod stopami osunęła się nagle, powierzchnia wody zadrżała.

Ładne ;)

 

 

Tekst biblioteczny, co potwierdzę klikajac w klikarni.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej,

 

przeczytałam wczoraj, jak wleciał, ale nie lubię komentować z telefonu, bo źle mi się wtedy piszę, więc komentarz dopiero dzisiaj :)

 

Największy atut to na pewno atmosfera tekstu. Lubię takie opowiadania w trochę melancholijnym tonie, a on pasuje tutaj do opowiadanej historii. Widać, że piszesz też świadomie, nie ma tutaj zapychaczy, a chociażby kruk jest przemyślanym elementem. To na pewno plus. Relacja matka-dziecka też wypada wiarygodnie – zwłaszcza dziewczynka.

 

Z drugiej jednak strony kruk i matka mówią często w sposób zbyt abstrakcyjny jak na sytuację i postaci. Jest to efektowne, ale w przypadku ptaka wydaje mi się momentami przedobrzone. 

 

I finał był dla mnie lekko rozczarowujący. Całość jest emocjonalna, praktycznie od początku wiadomo dokąd zmierza, ale to nie jest problem, bo w takiej historii nie potrzebujemy twistów. Jest pomyślana na to, aby pokazać trudne emocje. Ale właśnie to:

 

 – Zgubiłam cię…

Słowa wyszły ledwie słyszalnie. Tylko tatarak poruszył lekko łodygami, pamiętając wszystko.

Jest dla mnie zbyt proste. Fajnie spaja tekst ze wstępem, ale jako wypowiedź rozpaczającej matki wydaje mi się trochę za lekkie.

 

W każdym razie ładny tekst, klik biblioteczny się należy.

Those who don't believe in magic will never find it

Mi­cha­el­Bul­l­finch

Dziękuję za uważną analizę i pomoc oczywiście. Aż miło widzieć, że ktoś tak rozpracowywał warstwy czasowe, bo trochę się bałam, czy nie przesadziłam. Bardzo się cieszę, że kruk zadziałał tak, jak miał, co do jego dialogów, trafna uwaga, chyba rzeczywiście momentami pozwoliłam mu odlecieć za bardzo w stronę filozofowania, ale taki też był mój zamysł troszkę. 

Dziękuję za klika. heart

 

UnaBom­ba

Dziękuję, to jeden z tych komentarzy, które zostaną ze mną na dłużej.

Bardzo się cieszę, że dialogi i reakcja wybrzmiały prawdziwie, bo na tym mi zależało. To dla mnie ogromny komplement, że historia aż tak poruszyła, nawet jeśli kosztem snu ( mam nadzieję, że wybaczysz). heart 

 

bruce

To ja dziękuję. Za betę, i za powrót do tekstu tutaj. Cieszę się, że klimat i symbolika trafiły, bo to była dla mnie najważniejsza warstwa tej historii.

Dziękuję też za podwójnego klika. Bardzo mi miło i doceniam wsparcie. heart

 

melendur88

Dzięki za szczery komentarz.  Rozumiem, że to nie do końca Twoje klimaty, więc tym bardziej doceniam, że jednak przeczytałeś i że coś w tym tekście Cię zatrzymało. Z oniryzmem pewnie rzeczywiście mogłam trochę przycisnąć, balans to coś, nad czym jeszcze pracuję.

Cieszę się, że scena z dziewczynką i stawem się spodobała. laugh

 

OldGuard

Dziękuję za tak konkretny komentarz. Cieszę się, że atmosfera i świadome pisanie są widoczne. Co do kruka i momentami zbyt abstrakcyjnych wypowiedzi – przyjmuję, to już kolejny sygnał w tę stronę, więc coś w tym jest, ale jak już wspomniałam. Chciałam trochę pofilozofować, żeby dodać krukowi więcej tajemniczości. 

Z finałem rozumiem, co masz na myśli. Chciałam prostoty i nawiązania właśnie do „zguby”.

Dziękuję za wszystkie uwagi i klik. laugh

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Ładne stylistycznie i językowo.

 

Miałem odczucie, że opowiadanie balansuje na granicy między mocnym tekstem a wyciskaczem łez. Już słowa wypowiadane przez matkę w trakcie spaceru brzmią tak, żeby wywołać w czytelniku niepokój i zasygnalizować “będzie coś mocnego”. Matka nieco “filozofuje”, kwestie dialogowe ocierają się o patos, na szczęście można je również interpretować przeżytą depresją i wtedy nabierają sensu.

W kolejnej scenie domyśliłem się, że Lila umarła, więc w zasadzie czytałem resztę, żeby dowiedzieć się, jak. Może będzie to zaskakujące po tym, co napisałem na początku, ale kruk jako anioł śmierci mi się spodobał, a jego kwestie wcale mnie nie drażniły. Czytałem je po dwa lub więcej razy, za każdym razem wydobywając nieco inne znaczenie – żeby nie psuć wrażenia, nie przechodziłem w opowiadaniu dalej :) Kruk jest poniekąd strażnikiem tej krainy śmierci, nie może się zbytnio spoufalać (Charon z mojego powiadania zanadto się zbliżył i ma teraz same kłopoty :P ). Jego kwestie dialogowe podkreślają “zimno” otoczenia, są zbyt trudne dla dziewczynki w tym wieku. Bardzo dobitnie pokazywały mi, że śmierć jest nieodwracalna.

Zastanawiałem się, czy opowiadanie można było zakończyć w momencie, kiedy Lila w zaświatach znajduje jeziorko. Pewnie tak, ale ja bym się wkurzył, gdybym w kolejnym opowiadaniu znalazł domysł dziecko+woda=śmierć, więc dziękuję, że utopiłaś bohaterkę “na wizji”. Bo mam dość historii, w których bohater idzie do lasu i domyślnie się gubi/umiera, dziecko idzie samo nad wodę i autor również przyjmuje, że umarło, więc zostawia to w domyśle.

Więc w końcu stwierdziłem, że granicy kiczu/łopaty/wyciskania łez nie przekroczyłaś, czułem emocje, czasem miałem wrażenie, że podpowiadasz, co mam czuć, ale nie było to nachalne.

I zaklikam do biblioteki, bo tekst jest dobrze napisany.

Serwus Between,

 

Bardzo ładny, a przy tym poruszająco smutny kawałek. Ma w sobie dużo emocji i onirycznego klimatu, jak trafnie zauważyli MichaelMelendur.

Podział na trzy przeplatające się przestrzenie czasowo-miejscowe to ciekawy i dobrze działający zabieg.

Zastanawiam się nad rolą kruka – czy pełni funkcję przewodnika, czy raczej cichego obserwatora łączącego te światy?

A propos kruka: „Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.” – jak rozumieć metaforę „podobnym do światła uwięzionego w nocy”, czyli jaki? Trochę to abstrakcyjne, poetyckie ujęcie.

Opowiadanie bardzo mi się podoba – dobrze się je czyta, trafia w pamięć i porusza.

Gratuluję udanego tekstu.

Pozdrawiam i klikam, więc klasyczne pozdrokilk.

 

@melendur „Im facet się starzeje, to zbroja którą nosi powoli rdzewieje” – Fajnie powiedziane, nadawałoby się do Twojego Koenrada.

marzan

Dziękuję za tak dokładny i szczery komentarz. Rozumiem to balansowanie, o którym piszesz, pilnowałam się, żeby nie przesadzić w stronę wyciskacza łez, bo sam wybór dziecka jako zguby był już ryzykowny, więc dobrze wiedzieć, że jednak nie przekroczyłam tej granicy.

Interpretacja matki przez pryzmat jej stanu psychicznego to strzał w dziesiątkę, to w końcu jej wspomnienia, które za każdym razem, gdy do nich wraca zmieniają się i cieszę się, że to udaje się tak czytać.

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zatrzymałeś się przy wypowiedziach kruka. Wiem, że są momentami filozoficzne i trudne, ale zależało mi na tym, żeby po dłuższym zastanowieniu doprowadziły do prostych, konkretnych odpowiedzi. Z zakończeniem miałam podobne odczucie, że nie chcę zostawiać wszystkiego tylko w domyśle, więc pokusiłam się o to „topienie na wizji”, ale z zachowaniem ostrożności. 

Dziękuję również za klik.

 

Robert Raks

Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że układ tych trzech przestrzeni się sprawdził, bo nie ukrywam trochę się bałam, czy nie spowoduje chaosu.

Jeśli chodzi o kruka, to zależało mi właśnie na niejednoznaczności, żeby był jednocześnie przewodnikiem, obserwatorem i po prostu częścią tego świata. Jego wypowiedzi, mimo że są dość niezrozumiałe na pierwszy rzut oka, to w założeniu miały prowadzić do prostych znaczeń, tylko nie podanych wprost. Zarzut do metafory rozumiem, może jest zbyt moja. Miałam w głowie coś chłodnego i przytłumionego, bardziej podkreślającego ciemność niż ją rozświetlającego. 

Dziękuję za klika.

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Cieszę się, że układ tych trzech przestrzeni się sprawdził, bo nie ukrywam trochę się bałam, czy nie spowoduje chaosu.” – Nie, nie wprowadził chaosu. Sprawdził się.

 

„Jeśli chodzi o kruka, to zależało mi właśnie na niejednoznaczności, żeby był jednocześnie przewodnikiem, obserwatorem i po prostu częścią tego świata. Jego wypowiedzi, mimo że są dość niezrozumiałe na pierwszy rzut oka, to w założeniu miały prowadzić do prostych znaczeń, tylko nie podanych wprost.” – Tak sądziłem, że kimś/czymś takim jest kruk. To dobry pomysł – postać, która łączy wszystkie światy. Jego na poły enigmatyczne wypowiedzi dodają mu tajemniczości i podkreślają jego mistyczność.

 

„Miałam w głowie coś chłodnego i przytłumionego, bardziej podkreślającego ciemność niż ją rozświetlającego.” – Ojej! To już chyba wolałem „podobnym do światła uwięzionego w nocy”. Teraz tym bardziej nie rozumiem – to tak pół żartem mówię wink

 

Ładne opowiadanie, jeszcze raz gratuluję.

Robercie

 tym bardziej nie rozumiem

Uznajmy, że przemówił przeze mnie kruk laugh

Ładne opowiadanie, jeszcze raz gratuluję.

Bardzo dziękuję wink

 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Bardzo ładnie opisujesz świat. Tak dokładnie, niemal drobiazgowo, ale cały czas ciekawie. 

Historia, chociaż nieco rozwlekła zrobiła na mnie wrażenie. 

I ten guzik, był niesamowity. 

delulu managment

Ambush dziękuję za miłe słowa heart

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Piękna historia, która poruszyła coś w moim wnętrzu bardziej niż brutalne opisy walki czy gwałtów. Dzięki tym wszystkim opisom, mój umysł z łatwością kreował obraz przed oczami

Cześć,

 

Ścieżka prowadząca przez las była wąska i porośnięta długą trawą, jakby od dawna nikt tędy nie przechodził.

Trawa zwykle jest wysoka, chyba że to jakiś specjalny gatunek? 

 

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

Podwójny podmiot w zdaniu sprawia, że niepotrzebnie się tu utyka. Ja bym rozbił na dwa osobne:

 

Na jednej siedział nieruchomo czarny ptak. Jego pióra błyszczały chłodno, jak światło uwięzione w mroku. 

 

 

Dotyk miał przypominać coś ważnego, choć pamięć nie potrafiła nadać temu kształtu.

Ładne zdanie :]. 

 

 

Kroki nabrały gniewnego tempa, chcąc ruchem zmusić świat do odpowiedzi

A tu przekombinowane upodmiotowienie kroków. 

 

Ulice traciły sens, zakręty prowadziły w miejsca, które wyglądały znajomo, ale nigdy nie dawały wyjścia.

Nie rozumiem sensu zdania :/ 

 

Dopiero po chwili zwróciła uwagę, że coś w nich było dziwnego.

 

Lila zamarła, zawiesiła wzrok dalej niż sięgała zabudowa, próbując odnaleźć właściwy kierunek.

Tu też przekombinowane. Czy chodziło, o to że skupiła wzrok na czymś, co było dalej niż sięgała zabudowa? 

 

Oczom ukazały się pojedyncze drzewa, potem kolejne, aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.

Niepotrzebne, szkoda rytmu ;]. 

 

Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.

Tu też. Tylko ewentualnie można zmienić szyk zdania: 

Pośrodku stał ogromny stary dąb z rozłożystą koroną rzucającą szeroki cień. 

 

Z mały zgrzytków – nazywanie kruka zwierzęciem.  Z logicznego punktu widzenia, to oczywiście prawda, ale pierwsze skojarzenie jest z jakimś czworonogiem – ssakiem lub gadem. W tekście nie widzę zbyt dużo powtórzeń słowa ptak, więc można by było to spokojnie zamienić. 

 

Jeśli chodzi o warsztatówki, to poza listą powyżej, nie widzę nic więcej. Bardzo płynnie się czytało :]. Pewnie Reg zaraz Ci zrobi tu masakrę przecinkowo-fleksyjną, ale dla mnie jest ok :D. 

 

Fabularnie – bardzo fajny początek, dobre rozwinięcie, ale w końcówce zabrakło puenty. Na tyle, ile zrozumiałem, to mamy do czynienia z jakąś formą portalu, który przenosi do onirycznego miasteczka, z którego nie ma wyjścia. Przewodnikiem po tej i tamtej stronie jest kruk. Dla świata realnego jest czarny, a dla drugiej strony lustra  biały, tak? Motyw z krukiem – przewodnikiem jest zrozumiały i znany chociażby z mitologii nordyckiej – Odyn-kruk. 

Nie rozumiem tylko, po co matka idzie z córką do tego lasu. Czy to jest rodzaj testu, albo może ofiary? 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Powalinczyk jest mi niezmiernie miło, że opisy tak dobrze wybrzmiały. Fakt, że opowiadanie poruszyło Cię mimo prostoty jest dla mnie ogromnym komplementem. Dziękuję za komentarz. smiley

 

MordercaBezSerca dziękuję za tak szczegółowy komentarz! Sugestie oczywiście wezmę pod uwagę.

Cieszę się, że tekst czytało się płynnie, a na ewentualną masakrę przecinkowo-fleksyjną od regulatorzy czekam z zapartym tchem haha. Interpretacja z portalem jest bardzo ciekawa i głęboka, ale akurat tego nie miałam w zamyśle. Bardziej chodziło mi o sam moment przejścia, gdy ktoś umiera to w zasadzie nie wiemy, co się z nim dzieje, czy przechodzi przez portal, czy odlatuje, a może po prostu trwa tam, gdzie ostatni raz zabiło jego serce. Interpretacji może być wiele, myślę, że to jest właśnie odpowiedni tekst, aby zatrzymać się na moment i zastanowić. Nie da się tego jednoznacznie opisać ani zrozumieć z perspektywy tu i teraz, więc nie pokusiłam się o taki prosty zabieg.

W kwestii kruka pozwolę sobie przytoczyć odpowiedź z komentarza wyżej :

 Jeśli chodzi o kruka, to zależało mi właśnie na niejednoznaczności, żeby był jednocześnie przewodnikiem, obserwatorem i po prostu częścią tego świata 

Kolorystyka jest symboliczna. W rzeczywistości jest czarny, natomiast w zaświatach biały, żeby podkreślić odmienność tego miejsca i przyciągnąć uwagę, zwłaszcza dziewczynki. 

Jeśli chodzi o matkę i córkę to nie był żaden rytuał , a zwykły spacer, który niestety kończy się tragicznie. Jednak bardzo mi miło, że pokusiłeś się o tak głębokie wejście w tekst i wydobycie z niego jak najwięcej. 

Dziękuję raz jeszcze za tak uważne przeczytanie i podzielenie się opinią!laugh

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Bardziej chodziło mi o sam moment przejścia, gdy ktoś umiera to w zasadzie nie wiemy, co się z nim dzieje,

Ok, to na to nie wpadłem ;]. Widać, że bardzo ambitnie podeszłaś do ćwiczenia techniki show– not tell. I generalnie wszystko jest jasno pokazane za pomocą symboli – nitka skojarzyła mi się z Mojrami z mitologii greckiej, które tkały ją dla każdego człowieka i przecinały z chwilą jego śmierci. Dziewczynka ma nitkę zawiązaną na ręce i zacieśnia supeł, kiedy chce sobie coś przypomnieć. 

Żeby poczuć motyw śmierci zabrakło mi chyba gdzieś małej wzmianki o ostateczności, nieuchronności albo coś w tym stylu.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

MordercaBezSerca w mojej hmm interpretacji śmierci pokusiłam się właśnie o porównanie jej do zguby. laugh Bardzo mi miło, że tak wiele dostrzegłeś w tym krótkim tekście. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Interesująca opowieść. 

Dla mnie ostatnia część wszystko pospinała i powyjaśniała.

Ja tak to sobie interpretuję, że matka zmarła wkrótce po śmierci dziecka (być może samobójstwo), dlatego w pierwszej części idzie za córką.

Babska logika rządzi!

Finkla  dziękuję za odwiedziny i komentarz. Miło, że opowiadanie zainteresowało. heart Kolejna wspaniała interpretacja i cóż bliska memu sercu. Pozostawiam czytelnikom pole do dalszych interpretacji, które z każdym komentarzem cieszą coraz bardziej. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej! 

Bardzo ładnie napisane i tak… starannie! Widać, że siedziałaś nad każdym zdaniem i starałaś się, żeby były klimatyczne i dobrze brzmiały. Zwłaszcza w opisach. Czasami nawet odrobinkę przedobrzyłaś i ocierałaś się o patos (szczególnie w wypowiedziach kruka). Jednak patrząc na trudną tematykę tego opowiadania, właściwie to nie przeszkadza. Czytało się bardzo płynnie. 

Przyczepię się do końcówki, bo w moim odczuciu brzmi mało naturalnie. Wydaje mi się, że reakcją matki, która właśnie straciła dziecko, nie byłoby refleksyjne „zgubiłam cię”. Taka bezsilna fraza pasowałaby raczej po latach, kiedy emocje opadną, ale nie tuż po utonięciu.

Klikam i pozdrawiam :)

Podążaj za białym królikiem.

Marszawa Dziękuję za komentarz. Miło mi, że doceniłaś klimat i opisy, z każdym takim komentarzem jestem coraz bardziej dumna z tego opowiadania. 

Przyjmuję uwagę z ocieraniem się o patos, zależało mi na zbudowaniu tajemniczości kruka i tutaj pozwolę sobie przytoczyć odpowiedź:

 Jego wypowiedzi, mimo że są dość niezrozumiałe na pierwszy rzut oka, to w założeniu miały prowadzić do prostych znaczeń, tylko nie podanych wprost.

Co do końcówki, rozumiem zarzut i jest w nim sporo racji, jednak trochę świadomie poszłam w tę stronę. Zależało mi, żeby śmierć wybrzmiała bardziej jako zguba niż coś ostatecznego. W moim odczuciu to miał być właśnie moment szoku, gdzie emocje jeszcze nie są w pełni nazwane, tylko wychodzą w takiej trochę bezradnej, urwanej formie.

 

Dziękuję jeszcze raz za przeczytanie i klika!heart

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Nowa Fantastyka