- Opowiadanie: Alicja Jonasz - Gabriela

Gabriela

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II, Użytkownicy III, Staruch

Oceny

Gabriela

Wy­star­czy­ła chwi­la, aby życie Ga­brie­li zmie­ni­ło się o sto osiem­dzie­siąt stop­ni.

Po­my­śleć, że minął już ty­dzień – szepnęła, pa­trząc w lu­stro.

Przez pra­wie sześć­dzie­siąt lat uwa­ża­ła się za szarą mysz. Świat zresz­tą skwa­pli­wie utwier­dzał ją w tym prze­ko­na­niu. Lu­dzie na ulicy mi­ja­li ją wzro­kiem, trak­tu­jąc jak po­wie­trze, a w osie­dlo­wym skle­pie eks­pe­dient­ki osten­ta­cyj­nie ob­słu­gi­wa­ły in­nych poza ko­lej­ką. Kiedy pró­bo­wa­ła za­gad­nąć są­sia­dów, rzu­ca­li krót­kie, znie­cier­pli­wio­ne: „Aaaa, to pani…”, po czym od­wra­ca­li się na pię­cie, jakby była na­tręt­ną muchą.

Pro­blem nie tkwił w jej apa­ry­cji. Cho­dzi­ło o coś zu­peł­nie in­ne­go – nie­uchwyt­ne­go, za­ko­rze­nio­ne­go głę­bo­ko w jej wnę­trzu, co ema­no­wa­ło na ze­wnątrz nie­wi­dzial­ną ba­rie­rą. Na po­cząt­ku to per­ma­nent­ne od­rzu­ce­nie bo­le­śnie do­skwie­ra­ło. Z cza­sem jed­nak Ga­brie­la przy­wy­kła do sa­mot­no­ści. Na­uczy­ła się z nią żyć, tak jak czło­wiek przy­zwy­cza­ja się do za cia­snych butów – uwie­ra­ją przy każ­dym kroku, ale nosi się je z braku lep­szych. Bez­piecz­ny azyl od­na­la­zła w li­te­ra­tu­rze. Po­chła­nia­jąc po kilka gru­bych tomów ty­go­dnio­wo, po­zwo­li­ła, by fik­cyj­ne losy bo­ha­te­rów za­stą­pi­ły jej wła­sną, mdłą eg­zy­sten­cję. Szorst­kie od­gło­sy re­al­ne­go świa­ta prze­sta­ły ranić. Po­grą­żo­na w lek­tu­rze zy­ski­wa­ła na­miast­kę szczę­ścia, które na tam­tym eta­pie cał­ko­wi­cie jej wy­star­cza­ło.

Wszyst­ko zmie­ni­ło się w chłod­ne, wtor­ko­we po­po­łu­dnie.

Za­kład­kę do ksią­żek wy­pa­trzy­ła wci­śnię­tą mię­dzy po­żół­kłe ry­ci­ny w za­ku­rzo­nym an­ty­kwa­ria­cie. Gdy tylko mu­snę­ła ją wzro­kiem, po­czu­ła dziw­ne przy­cią­ga­nie.

– Droga pani, to nie­zwy­kle pięk­ny i cenny przed­miot, wy­ko­na­ny z naj­wyż­szej próby sre­bra – za­czął za­chwa­lać wła­ści­ciel an­ty­kwa­ria­tu, młody, nie­na­gan­nie ubra­ny męż­czy­zna, od któ­re­go biła woń dro­giej wody ko­loń­skiej.

– Muszę go mieć… – wy­szep­ta­ła, ści­ska­jąc w dło­niach starą, sfa­ty­go­wa­ną to­reb­kę. – Ta za­kład­ka zo­sta­ła stwo­rzo­na spe­cjal­nie dla mnie.

Na­tych­miast prze­stra­szy­ła się wła­snych słów. Za­sko­czo­ny wzrok an­ty­kwa­riu­sza uświa­do­mił jej, że po­peł­ni­ła błąd. Tacy lu­dzie – mło­dzi, pięk­ni, ide­al­nie za­dba­ni – strze­gli swo­ich skar­bów przed kimś, kogo mogli uznać za nie­zrów­no­wa­żo­ne­go.

– To zna­czy… uro­czy dro­biazg – po­pra­wi­ła się szyb­ko, siląc się na chłod­ny, eks­perc­ki ton. – Za­pew­ne rze­mieśl­nik nie bez po­wo­du nadał mu kształt smoka, stwo­rze­nia tak po­tęż­ne­go i ma­je­sta­tycz­ne­go.

– Ow­szem! – Męż­czy­zna wy­raź­nie ode­tchnął, pod­chwy­tu­jąc ton. – Widzi pani te lśnią­ce łuski i mi­ster­nie cy­ze­lo­wa­ne skrzy­dła? Ten smok jest wy­jąt­ko­wy. Pro­szę go do­tknąć.

Podał jej pla­stycz­nie wy­ko­na­ną za­kład­kę. Gdy palce Ga­brie­li za­mknę­ły się na chłod­nym krusz­cu, jej serce gwał­tow­nie za­ło­mo­ta­ło. Wtedy po­czu­ła to po raz pierw­szy. Ni­czym po za­ży­ciu sil­ne­go, cu­dow­ne­go nek­ta­ru, w jej żyły wpom­po­wa­ła się fala nie­spo­ży­tej ener­gii. Miała ocho­tę tań­czyć mię­dzy re­ga­ła­mi, czu­jąc, że mo­gła­by ci­snąć po­staw­nym sprze­daw­cą ni­czym bez­wład­ną kukłą.

Cena była jed­nak za­po­ro­wa. Ga­brie­la mu­sia­ła zo­sta­wić przed­miot w re­zer­wa­cji i wró­cić do domu, by spie­nię­żyć swoje je­dy­ne pa­miąt­ki ro­do­we – przed­wo­jen­ny pier­ścio­nek i srebr­ną cu­kier­ni­cę po babce. Uzy­ska­na go­tów­ka w zu­peł­no­ści wy­star­czy­ła. Tego sa­me­go wie­czo­ru wra­ca­ła z an­ty­kwa­ria­tu z wy­pie­ka­mi na twa­rzy, kur­czo­wo trzy­ma­jąc w dłoni upra­gnio­ne za­wi­niąt­ko.

– Pani Ga­brie­lo, ślicz­nie pani dziś wy­glą­da! – usły­sza­ła na scho­dach od ka­mie­nicz­ne­go do­zor­cy.

Za­mu­ro­wa­ło ją. Miesz­ka­ła w tej ka­mie­ni­cy od uro­dze­nia i przez sześć­dzie­siąt lat ten czło­wiek nie ob­da­rzył jej nawet zdaw­ko­wym ski­nie­niem głowy. Praw­dzi­wy szok prze­ży­ła jed­nak na­za­jutrz, gdy na po­dwó­rzu za­cze­pi­ła ją są­siad­ka z par­te­ru. Ko­bie­ta uśmiech­nę­ła się z rzad­ko spo­ty­ka­ną u niej nie­śmia­ło­ścią.

– Czło­wiek tak goni dzień za dniem, a latek tylko przy­by­wa… – za­ga­iła, ner­wo­wo mię­to­sząc far­tuch. – Za­py­tam wprost, ko­cha­na, bo uskła­da­łam tro­chę gro­sza w se­kre­cie przed mężem. Gdzie robią taki dobry li­fting? No prze­cież od­młod­nia­ła pani w oczach, też bym tak chcia­ła!

Ga­brie­la nie od­po­wie­dzia­ła. Ucie­kła po stop­niach, wpa­dła do miesz­ka­nia i za­trza­snę­ła drzwi, do­dat­ko­wo prze­krę­ca­jąc klucz w zamku. Drżą­cy­mi dłoń­mi chwy­ci­ła sto­ją­ce na ko­mo­dzie lu­ster­ko i onie­mia­ła.

Głę­bo­kie bruz­dy na czole znik­nę­ły. Po­licz­ki unio­sły się i na­bra­ły zdro­we­go, ró­ża­ne­go ko­lo­ru. Oczy, dotąd ma­to­we i wiecz­nie zmę­czo­ne, błysz­cza­ły teraz daw­nym, mło­dzień­czym bla­skiem, a usta stały się pełne i wy­ra­zi­ste. Jej ciało na­praw­dę od­zy­ska­ło wigor sprzed trzy­dzie­stu lat.

Przez ko­lej­ne dni nie opusz­cza­ła miesz­ka­nia. Sie­dzia­ła w fo­te­lu, czy­ta­jąc nową po­wieść i bez­wied­nie gła­dząc opusz­ka­mi pal­ców zimny grzbiet srebr­ne­go smoka. Chło­nę­ła pły­ną­ce z niego pięk­no i siłę.

Czar prysł dzi­siej­sze­go po­ran­ka, wraz z po­ran­ną prasą wrzu­co­ną do skrzyn­ki. Krót­ka no­tat­ka na trze­ciej stro­nie do­no­si­ła o ta­jem­ni­czym zgo­nie wła­ści­cie­la an­ty­kwa­ria­tu, do któ­re­go Ga­brie­la lu­bi­ła czę­sto za­cho­dzić i gdzie wy­pa­trzy­ła nie­zwy­kłą za­kład­kę. Męż­czy­zna zo­stał zna­le­zio­ny mar­twy w fo­te­lu. Le­ka­rze prze­pro­wa­dza­ją­cy sek­cję zwłok sta­nę­li przed nie­wy­tłu­ma­czal­ną za­gad­ką me­dycz­ną – w ciągu za­le­d­wie kilku dni or­ga­nizm dwu­dzie­sto­lat­ka ze­sta­rzał się o ponad ćwierć wieku, a jego skóra wy­schła i po­marsz­czy­ła się ni­czym stary per­ga­min.

Ga­brie­la odło­ży­ła ga­ze­tę. Spoj­rza­ła na swoje gład­kie, po­zba­wio­ne prze­bar­wień dło­nie, a potem na le­żą­cą na stole srebr­ną za­kład­kę. Smok wy­da­wał się teraz jakby nieco ja­śniej­szy, a jego małe, rzeź­bio­ne śle­pia błysz­cza­ły w słoń­cu dra­pież­nym, trium­fal­nym bla­skiem.

Koniec

Komentarze

Dobrze się czytało, tekst szybko wciąga. Część opisów jest pięknie napisana. Minimalnie zgrzytnęły mi tylko dwa drobiazgi:

Wydarzyło się to niespełna tydzień temu, a ja mam wrażenie, że wczoraj

Wydaje mi się brzmieć, jakby bohaterka zaczynała coś komuś opowiadać. Może coś w stylu: Pomyśleć, że minął aż tydzień brzmiałoby trochę bardziej, jak część przemyśleń, przy przeglądaniu się w lustrze. Bardzo możliwe, że się czepiam.

Wydaje mi się, że możesz trochę nadużywać słowa jednak.

Fajne zakończenie, niby klasyczny motyw, a zaskakuje. Naprawdę się spodziewałam, że historia pójdzie w innym kierunku.

Tylko pogratulować.

Pozdrawiam.

Przybyłam Was nawiedzać

Czytałam z dużą lekkością – słownictwo jest bogate i plastyczne. Genialnie zarysowałaś portret Gabrieli w pierwszych akapitach – za ciasne buty. Brakowało po prostu tej kropki nad i żeby Gabriela stała się kompletna a nie “robiła za tło”.  Jej samotność i ucieczka w książki idealnie uzasadniają, dlaczego to właśnie zakładka stała się horkruksem.

To liryczne przejście od bycia nikim, przez ekscytację zakupem, aż po odkrycie tajemnicy zakładki trzyma w napięciu. Finałowy obraz lśniącego smoka w gładkich rękach Gabrieli to mocny akord kończacy całą symfonię. Ciekawa jestem czy Gabriela … nie cierpiała na „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” i to pytanie zostawiło mnie z z satysfakcjonującym uczuciem grozy.

silimaure.blogspot.com

Witaj. :)

 

Bardzo dobry pomysł na horror. Przypomniał mi nieco „Portret Doriana Greya” Oskara Wilde’a. :)

 

Ze spraw technicznych nic szczególnie poważnego mnie nie zatrzymało. ;)

 

Kliczek, pozdrawiam serdecznie. ;)

 

Pecunia non olet

Dobry tekst.

Skojarzenie z Greyem także u mnie się pojawiło:)

Podoba mi się to, że bohaterka staje się ofiarą mocy, która działa niezależnie od niej. Ciekawe, czy smok coś z tego ma? Czy co jakiś czas przenosi się na inną ofiarę? 

Pozdrawiam!

Cześć 

Czytałem z zaciekawieniem.

Zastanawiałem się, w jaki sposób lekarze stwierdzili z taką dokładnością zestarzenie się denata. Pomysł może i nie nowy, ale wykorzystałaś go w sposób udany. Również warsztatowo poczynasz sobie nieźle. 

Podobało mi się! 

Klik 

Pozdrawiam 

Choć inspiracja szorta jest dość czytelna, to z zadowoleniem stwierdzam, że pomysł na smoczą zakładkę okazał się niezwykle trafny, dzięki czemu lektura historii Gabrieli sprawiła mi przyjemność.

Mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym zgłosić tekst do Biblioteki. :)

 

Lu­dzie na ulicy mi­ja­li ją wzro­kiem jak po­wie­trze… → Czy dobrze rozumiem, że wzrok ludzie był jak powietrze?

Proponuję: Lu­dzie na ulicy mi­ja­li ją wzro­kiem, traktując jak po­wie­trze

 

zy­ski­wa­ła na­miast­kę szczę­ścia, która na tam­tym eta­pie cał­ko­wi­cie jej wy­star­cza­ło. → Literówka.

 

Prze­pło­szo­ny wzrok an­ty­kwa­riu­sza uświa­do­mił jej, że po­peł­ni­ła błąd. → Czy słowa Gabrieli na pewno przepłoszyły wzrok antykwariusza?

Proponuję: Zaskoczony wzrok an­ty­kwa­riu­sza uświa­do­mił jej, że po­peł­ni­ła błąd. Lub: Zaskoczona mina an­ty­kwa­riu­sza uświa­do­miła jej, że po­peł­ni­ła błąd.

 

Tacy lu­dzie – mło­dzi, pięk­ni, ide­al­nie wy­pa­cy­ko­wa­ni… → Czy antykwariusz na pewno był wypacykowany?

Proponuję: Tacy lu­dzie – mło­dzi, pięk­ni, ide­al­nie zadbani

 

– Widzi pani te lśnią­ce łuski i mi­ster­nie rzeź­bio­ne skrzy­dła? → Mam wrażenie, że srebrna zakładka nie była rzeźbiona.

Proponuję: – Widzi pani te lśnią­ce łuski i mi­ster­nie cyzelowane skrzy­dła?

 

 …wpa­dła do miesz­ka­nia i za­trza­snę­ła drzwi, ry­glu­jąc je zam­kiem. → Zamkiem nie można ryglować drzwi.

Proponuję: …wpa­dła do miesz­ka­nia i za­trza­snę­ła drzwi, dodatkowo je ryglując. Lub: …wpa­dła do miesz­ka­nia i za­trza­snę­ła drzwi, dodatkowo przekręcając klucz w zamku.

rygiel 1. «urządzenie zamykające, składające się z metalowej sztabki lub pręta wsuwanego do specjalnego otworu lub skobla»

 

w ciągu za­le­d­wie kilku dni or­ga­nizm mło­de­go dwu­dzie­sto­lat­ka… → Czy dookreślenie jest konieczne? Dwudziestolatek jest młody z definicji.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za cenne komentarze. 

Alicjo, jest mi niezmiernie miło, że mogłam się przydać. A skoro dokonałaś poprawek, z przyjemnością odwiedzę klikarnię. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Twoje uwagi są bezcenne. Teraz dopiero widzę błędy w sformułowaniach. smiley

Alicjo, wszak wszyscy wiedzą, że najtrudniej jest zauważyć niedoskonałości we własnym tekście. Pocieszające jest jednak to, że z czasem może być tylko lepiej. :)

Powodzenia!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć,

Ciekawy szort, a nawet scenka. Choć niewiele się tu wydarzyło, mimo to wciąga. Mnie też skojarzyło się z „Portretem Doriana Greya”.

Pomyśleć, że minął aż tydzień pomyślała, patrząc w lustro.” – hmm, dziwnie mi to brzmi.

Pozdrawiam

 

Moje uszanowanie!

 

Dobrze napisane, może trochę nazbyt zwięźle, ale dobrze. W związku z działaniem zakładki ujawnionym pod koniec, mam podobne skojarzenia, co mój przedmówca i i imiennik zarazem. Jednak przyznam, że aż do samego końca, moja teoria była zgoła inna. Podejrzewałem bowiem, że nieszczęścia, dziwny stan, i owa nienazwana bariera społeczna towarzysząca Gabrieli, wynikają z jakiejś formy opętania, że wisi nad nią obecność złego bytu. I choć nie pluła gwoździami, to takie działanie (domniemanego) upiora, jak odstraszanie ludzi od ofiary, byłoby niemniej przerażające. Już myślałem, że moje podejrzenia zostały potwierdzone, gdy na scenie pojawiła się srebrna zakładka, a Ty zarysowałaś nami jej energetyzujący wpływ na ciało Gabrieli. Wiadomo, jak, według podań, działa srebro na takie byty. Już myślałem, że oto za sprawą ładnego, choć zwyczajnego akcesorium czytelnika, dokonuje się pełnoprawny egzorcyzm, a do szczęścia potrzebne było jedynie trochę odpowiedniego pierwiastka. Toteż finał zdziwił się mnie podwójnie, raz, że był niespodziewany, a dwa, że moja dojrzewająca od pięciu tysięcy znaków teoria legła w gruzach:D

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Wciągająca, krótka historia. Podoba mi się, jak sportretowałaś postać Gabrieli.

Zaskakujące, że bohaterka nie opuszczała mieszkania po przemianie i otrzymaniu niesamowitej energii od smoka.

Bardzo dobre!

 

Krótkie (jak lubię :)), ale wciągające. Nic dodać, nic ująć. Trochę jakbym czytał o sobie :P.

 

I do niczego wielkiego doczepić się nie można, ale ja wolałbym “omijali ją wzrokiem” zamiast “mijali”, “droga woda kolońska” zalatuje mi Greyem (tak, niestety czytałem, i też mi to tam nie brzmiało), więc wolałbym “egzotyczna” czy może “wyrafinowana” (ale pewnie znajdziesz lepsze słowo), “zostawić w rezerwacji” też trochę zgrzyta.

No i coś nie mogę sobie wyobrazić zakładki ze srebra. Są takie? Bo strasznie cienkie musiałoby być to srebro, i w związku z tym kruche.

 

Ale dość czepialstwa, klik biblioteczny zasłużony!

 

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

Dziękuję serdecznie za pochylenie się nad tą miniaturką. Pochodzi z cyklu tekstów połączonych motywem srebrnej zakładki do książki podarowanej mi przez przyjaciela. 

Nowa Fantastyka